Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Rezerwat Trójogonów Edalskich

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Rezerwat Trójogonów Edalskich   10.02.16 15:01

First topic message reminder :

Rezerwat Trójogonów Edalskich

Górzyste tereny zajmuje rezerwat smoków pochodzących z okolic Edale, fundatorami tego miejsca jest ród Greengrassów. Położona w najbardziej cywilizowanej i rozbudowanej części Rezerwatu Zagroda Wschodnia jest jednocześnie najczęściej odwiedzaną przez ewentualnych gości. Wykonane z ciemnej cegły budynki wznoszą się na różną wysokość, skrywając w sobie głównie pomieszczenia biurowe, medyczne oraz archiwa, ale to potężny półokrągły mur nieopodal przykuwa największą uwagę. Zapewne z powodu wystających zza niego niekiedy potężnych paszczy Ogniomiotów Katalońskich. Wydostana z Gringotta wyjątkowa para już bardzo wiekowych smoków o oczach zaciemnionych bielmem od roku przebywa w Peak District, będąc wyjątkowo spokojna - zapewne przez bliskość niechybnego zakończenia żywota.
To w centrum Wschodniej części rezerwatu można załatwić sprawy administracyjne, skorzystać z technicznych archiwum a także próbować zdobyć zaproszenie do oglądania rezerwatu z wyszkolonym opiekunem smoków, co wymaga jednak specjalnej zgody i jest okolicznością niezmiernie rzadką. W ceglanych budynkach znajduje się także miniaturowa sowia poczta oraz salonik z kominkami Fiuu. Dwie mile od zabudowań Wschodniej znajduje się wybrukowana droga i oficjalne wejście na teren rezerwatu, zabezpieczone zaklęciami zarówno antymugolskimi, jak i tymi pozwalającymi na przejście przez kamienną bramę wyłącznie osobom znającym specjalne hasło, zmieniane raz na tydzień przez przedstawiciela rodu Greengrassów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   23.03.17 14:40

Peak District. To miejsce, którego szczerze nienawidził. Praca tutaj była dla niego prawdziwym utrapieniem i gdyby nie wola ojca prawdopodobnie jego noga nigdy nie przekroczyłaby bramy rezerwatu. Dlaczego nienawidził tak tego miejsca? W końcu jego rodzina od pokoleń współpracowała z rodem Greengrass i dbała o dobre imię tego miejsca. Miał swoje osobiste powody, które z dnia na dzień przypominały mu o pracy wykonywanej dla ludzi, którymi szczerze gardził. Wszystko zaczęło się od choroby ojca. Dotknęła go w młodym jak na czarodzieja wieku tym samym uniemożliwiając mu dalszą pracę. On sam miał zaledwie dziewiętnaście lat. Jego rodzina całkowicie odcięta od jedynego źródła dochodów. Musiał zacząć pracować, a nie było mu łatwo. Nie zdążył się przygotować, nie wiedział jak ze smokami powinno się postępować więc każdego dnia narażał życie i modlił się do Merlina by pomógł mu to przetrwać. Nie mógł zostawić rodziny, której był jedynym źródłem dochodu. Wkrótce po tym jego ojciec odszedł zostawiając matkę pogrążoną w smutku, a później w szaleństwie. On nienawidził tego miejsca i próbował się z tego uwolnić. Wierzył, że każdy normalny człowiek oddałby mu prawo do robienia tego czego tylko chciał. Jednak tutaj to tak nie wyglądało. Jego rodzina była zobowiązana do pomocy w rezerwacie, a on do końca życia z imieniem ojca na ustach musiał ów pracę wykonywać. Dzisiejszy dzień nie różnił się jakoś mocno od innych. Wykonywał tylko swoją pracę. Teraz po tylu latach już nie musiał walczyć uparcie ze smokami bo te wydawały się ignorować jego obecności i zapach jak zresztą wszyscy inni. Był samotnikiem dlatego w spokoju wykonywał to co musiał, a potem znikał w cieniu by pojawić się wtedy gdy ktoś będzie go potrzebował. Akurat był w głównej części rezerwatu gdy przeleciała sowa. Nie wiedział co to za list, ale zostawiła go w miejscu na pilne sprawunki. Johan rozejrzał się w poszukiwaniu kogoś kto mógłby zająć się listem by ten nie miał później wyrzutów sumienia. Jednak wszyscy albo zajmowali się swoimi sprawunkami, albo przygotowywali się do kolejnej wyprawy. Zirytowany faktem, że musi się tym zająć Johan sprawdził odbiorcę i w myślach zaczął wertować miejsca, w których ostatnim czasem widział lorda Yaxleya. Zajęło mu to chwile, a w końcu go znalazł rozmawiającego z piękną kobietą. Szlachcianką? Johan skłonił się w przepraszającym geście. - Niech lord wybaczy, że przeszkadzam. - mruknął prostując się i spoglądając na mężczyznę, a chwile później również na kobietę. Tak. Zdecydowanie była piękna.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   23.03.17 15:51

Morgoth był jednym z ludzi, którzy obserwowali. Nie wydawał rozkazów w Peak District, nie był uprawniony, był jedynie pracownikiem, ale traktowano go jak jednego z szefostwa. Wiedział, że było to związane z jego urodzeniem jak i statusem krwi. Sam jednak nie podchodził do swoich współpracowników jako do gorszych od siebie. W jakikolwiek sposób by nie działał, nie zamierzał im tego okazywać. I nie tylko ze względu na to, że każdemu człowiekowi należało się odpowiednie traktowanie - grozili, wynosili głowy jedynie słabi. Ludzie mocni i twardzi nie widzieli uszczerbku na reputacji zauważaniem niżej urodzonych od siebie lub odchodzących wyraźnie inteligencją od normy. Człowiek taki jak lord Yaxley uczył od najmłodszych lat swoje dzieci, że mocnego człowieka nie obchodzi zdanie innych - ma jednak trzymać się tego w co wierzy i o co walczy, idąc do celu bez zawahania. Przy okazji mieszkańcy pałacu obracali się dookoła służby, która nigdy nie mogła narzekać na swoich pracodawców. Szacunek należał się każdemu, a czy w większym czy w mniejszym stopniu - miało się to okazać w późniejszym czasie. Morgoth kojarzył większość pracowników z rezerwatu w Peak District. Mogli to być najmniejsi zamiatacze przejść czy młodsi alchemicy, którzy praktycznie nie opuszczali odpowiednich sal. Nie musiał z nimi zamieniać słowa, ale obserwacja dawała wiedzę. A wiedza... Cóż. Chyba nie trudno było się domyślić, że dawała ona władzę nad ludźmi. Młodego mężczyznę który do nich podszedł znał z widzenia. Nigdy ze sobą nie rozmawiali, ale Yaxley wiedział o jego ojcu. A także o jego śmierci. Pracownik był starszy od niego, a jednak wciąż go tytułował. Morgoth nie odpowiedział na jego słowa, ale spojrzał na niego, czekając na to co powie. Wszyscy wiedzieli, że młody lord był oszczędny w słowach i nie odzywał się, jeśli nie musiał.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   23.03.17 16:28

Johan wpatrywał się w Yaxleya. Kiedyś przez myśl mu przeszło, że mają ze sobą wspólną ciszę. Woleli się nie odzywać niż paplać o durnotach, a słowa znaczyły o wiele więcej niż można było się spodziewać. Prócz tej jednej cechy wspólnej różnili się niemalże wszystkich. Zaczynając od krwi po status społeczny i wykonywany zawód. Ciekawiło go czy lord lubił swoją pracę. A może jego milczenie było właśnie potraktowane tym, że także nie lubił tej pracy? Tego nie mógł wiedzieć chociaż podejrzewał, że szlachcice mieli większą swobodę w wyborze zawodu. Większą nawet niż on bo przecież sam tej swobody nie miał. Zrobił krok w stronę mężczyzny, a gałęzie zachrupotały pod jego ciężarem. Chociaż bardzo nienawidził tego miejsca to jednak było naprawdę piękne. Spędził tu dużo czasu więc wiedział już znajdują się najpiękniejsze zakątki i gdzie warto się udać by mieć trochę spokoju. Ludzie byli leniwi i nawet ci odwiedzający rezerwat po prostu do niektórych miejsc nie docierali. Do tych dzikich i niepoznanych chociaż po części też zachwycających. - Chciałem poinformować, że przyszedł do lorda list. Zostawiłbym go w sowiarni, ale był oznaczony jako sprawa pilna dlatego postanowiłem go przynieść. - powiedział wyciągając z kieszeni płaszcza kremową kopertę. Nie spoglądał na niego. Nie miał w zwyczaju przeglądać rzeczy, które nie należały do niego. Wziął ją z koszyka i od razu wsadził do kieszeni, a teraz szybko przekazał ją lordowi. Pewnie nie wyglądał na kogoś godnego zaufania, ale taki był. A przynajmniej tak o sobie myślał. Nie miał zbyt wielu przyjaciół i raczej nie miał też ochoty ich mieć, ale pewnie gdyby kogoś takiego znalazł to ten mógł obdarzyć go zaufaniem. Kremowa koperta. Dlaczego nie była biała? To znak, że napisała ją kobieta? A może tylko Yaxley wiedział dlaczego była tego koloru. Nie rozumiał czemu jego myśli zajmowały się taką śmieszną sprawą. Postanowił poczekać aż mężczyzna pozwoli mu odejść. Miał nadzieje, że tak zrobi.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   23.03.17 16:46

Yaxley wciąż miał na policzku i rękawach krew mężczyzny, którego wydobył jeszcze parę chwil wcześniej z niebezpiecznej strefy gniazda smoczycy. Wciąż nie mógł pojąć skąd Peak District zdobywał tych niedoświadczonych pracowników. Nie chodziło o to że mieli być młodzi z dwudziestoletnim stażem - mieli się po prostu znać na tym co robili. Kto z opiekunów smoków mógł się tak nazywać i nie wiedzieć, że nie zbliżało się do miejsca składania jaj ani do nich samych, jeśli w okolicy była smoczyca? Nawet gdy zostawiała je samym sobie, dookoła zawsze gdzieś był inny przedstawiciel tych potężnych stworzeń. Nikt nie lubił, gdy próbowano wtykać palce w nieswoje sprawy i dzisiaj było świetnym przykładem jak tego nie robić. Gdyby był wychowywany inaczej, zapewne zakląłby pod nosem na tę bezmyślność, ale to nie była jego sprawa, że głupiec wszedł na linię ostrzału. Najważniejsze że udało mu się go wydostać. Nie wiedział jak wielkich doznał szkód, ale zapewne szybko miało obiec całe Peak District jak to jeden z żółtodziobów o mało nie dał się zeżreć. Morgoth w przeciwieństwie do mężczyzny przed sobą uwielbiał swoją pracę - nie był jednak kimś, kto rozgłaszał swoje uczucia na prawo i lewo. Im mniej o nim wiedziano, tym lepiej. Jeśli cię nie znają, nie mogą cię skrzywdzić. Jego dziadek miał rację i chciał, żeby tak pozostało. Odebrał list od pracownika i zerknął tylko na pieczęć. Nie otwierając koperty, wiedział już kto był autorem.
- Odprowadź pannę Borgię do budynku alchemików - powiedział jedynie do mężczyzny i skinął lekko głową Serenie, po czym odszedł w stronę głównego zarządcy, by móc zwolnić się z pracy. Wezwanie, które dostał nie należało do tych, które należało zignorować. Nie mógł pozwolić, żeby czekała.

|zt




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   23.03.17 17:30

Ah! Johan doskonale słyszał o tym, że jeden z pracowników nieumyślnie dostał się do jaj jednej ze smoczyc. Mężczyzna jeszcze nie był pewny czy to głupota tego pracownika czy jakaś bezpodstawna odwaga. Prawdopodobnie to pierwsze skoro potrzebował pomocy by wyjść z tego cało. Johan znał tego pracownika i wiedział, że mądrością on nie jaśnieje. Kto wie? Może miał postawionych wysoko rodziców i nie miał zbytniego wyboru jak praca tutaj? Widocznie ten młody człowiek każdego dopasowywał do swojej sytuacji. Nie wiedział skąd mu się to bierze, bo przecież nie był typem altruisty i miał gdzieś to co się działo z innymi, ale jednak potrzebował tego by od czasu do czasu ktoś postawił się w jego sytuacji. Mężczyzna przyglądał się jak młody szlachcic bierze od niego list i patrzy ze zrozumieniem na pieczęć z tyłu koperty. Jemu listy przysyłała tylko młodsza siostra, która ciągle uczyła się w Hogwarcie. Prócz niego nie miała nikogo. Mama była szalona, ojciec już nie żył. Byli tylko we dwoje. Sami w tym świecie pełnym okrucieństw, których tak naprawdę wcale nie znał. - Oczywiście – skinął głową mężczyźnie i skierował wzrok w stronę kobiety. -  Zapraszam panienko. Pójdziemy krótszą drogą. Widziała już panienka nasze nowego Żmijoząba Peruwiańskiego? Przepiękny okaz. - odparł prowadząc kobietę w stronę sali alchemików. Pomimo, że nienawidził tej pracy wiedział o niej naprawdę dużo. To było jego życie i miał tego w pełni świadomość. Akceptacja przecież przychodzi dopiero później, a przynajmniej miał na to nadzieje.

z.t




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   02.08.17 19:49

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: Na początku nic się nie stało. A potem, zajęło to zaledwie mrugnięcie oka, stała przed tobą Harriett, której twarz wykrzywiona w niemym krzyku pochłaniana była przez płomienie tańczące w jej jasnych włosach. Po chwili cała jej sylwetka stanęła w ogniu, który buchnął nagle w twoim kierunku pochłaniając również ciebie. Ostatnim, co zapamiętałeś to niknąca w oddali sala obrad Kwatery Zakonu.
Obrażenia: oparzenia (150) od czarnej magii, psychiczne (50) od czarnej magii

Postać B: Na początku nic się nie stało. A potem, zajęło to zaledwie mrugnięcie oka, pojawiła się przed tobą płonąca kobieta. Zza płomieni nie potrafiłeś powiedzieć, kim była, raz widziałeś w niej Eileen, kiedy indziej swoją zmarłą siostrę. Po chwili ogień stał się ciemniejszy, czarny i zaczął pochłaniać również ciebie. Przestałeś widzieć Kwaterę Zakonu, przed oczami przechodzili wszyscy twoi przyjaciele spalający się żywcem, słyszałeś ich potępieńcze zawodzenie. Rzucili się na ciebie zgniatając cię ciężarem swoich płonących ciał. Obudziłeś się w zupełnie innym miejscu obolały.
Obrażenia: psychiczne (100) od czarnej magii, tłuczone (50) od czarnej magii, oparzenia (50) od czarnej magii

Tuż nad waszymi głowy przeleciał ogromny trójogon edalski, zwalając was na kolana; Benjamin, poznałeś swojego pupila - wiedziałeś, że nie zrobi wam krzywdy, był po prostu wystraszony. Co gorsza, dopiero po chwili zauważyliście, że razem z wami przeniósł się kot Bathildy Bagshot. Jeśli go nie złapiecie, przepadnie. Biała kita mignęła za pobliskimi krzewami, musicie go znaleźć. ST wypatrzenia kota wynosi 5, dodajecie biegłość spostrzegawczości. Dopiero, kiedy go wypatrzycie, możecie próbować go zwabić z powrotem do siebie. ST wywabienia i złapania kota wynosi 200, ale sumujecie swoje rzuty i dodajecie do nich biegłość ONMS. Benjamin, czujesz się w rezerwacie jak ryba w wodzie, ale tego samego nie można powiedzieć o Herewardzie. Hereward, przelatujące nad waszymi głowy smoki budzą twój niepokój: do każdego posta załączasz dodatkowy rzut kością, do którego dodajesz swoją biegłość ONMS. W przypadku osiągnięcia wyniku niższego niż 2, sięga cię płomień smoczego oddechu (40 obrażeń od poparzeń). Jeśli ktokolwiek z was wyrzuci krytyczną porażkę - i nie posiada biegłości szczęście - płomień sięgnie kociego futra.


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   06.08.17 10:42

W sali obrad panowała cisza, zmącona jedynie cichym mruczeniem białego kota - zwierzak widocznie nie miał nic przeciwko tak kurczowemu przytuleniu. Benjamin gładził go machinalnie po głowie, w drugiej dłoni ściskając różdżkę. Stał najdalej, tuż pod ścianą, bacznie obserwując to, co działo się ze skrzynią. Zapamiętał ją dokładnie, drewniane wieko z wyrytymi bohomazami skrywało coś paskudnego, emanującego czarną magią tak mocno, że gdy przedmiot został umieszczony na blacie stołu, włosy niemalże stanęły mu dęba. Milczał jednak, z napięciem oczekując tego, co przyniesie im zniszczenie Gellerta. Pragnął unicestwienia czarnoksiężnika, pragnął najgorszego końca, stanowiącego jednocześnie świetlany początek dla tych, którzy ucierpieli pod jego rządami. Wierzył, że to co robili miało sens, że sztylet przebijający serce położy kres torturom i okrucieństwu - nie zdążył jednak zaczerpnąć powietrza ani tym bardziej wypuścić go z ulgą, gdy...wszystko wybuchło.
Wszystko. Skrzynia, stół, krzesła, Gwardziści, kwiatek w rogu i on sam, ciągle przyciskający kurczowo kota do piersi. Nie wiedział co się działo, świat zajęły płomienie, znów znalazł się w piekle Próby a przed nim płonęła żywcem Harriett - jej złote włosy zamieniały się w popiół a gładka skóra odpadała żarzącymi się płatami z twarzy. Znów był bezsilny, otępiały, lecz tym razem także i jego dosięgnął ogień, okrutny, parzący; wrzasnął z bólu, lecz pożoga nagle ucichła a jego krzyk rozniósł się echem. Przerażającym echem, przypominającym dokładnie wrzask zdezorientowanego smoka - znał ten dźwięk i nie zapowiadał on niczego dobrego. Odruchowo uniósł dłonie do uszu; ciągle trzymał w ręce różdżkę, ale wypuścił z dłoni kota, białą strzałę, nagle znikającą w wysokiej trawie.
Trawie? Gdzie się znajdował? Gdzie leżał, z twarzą wciśniętą w skąpaną w nocnej rosie ziemię? Wziął głęboki, ochrypły oddech, przekręcając się na plecy - akurat w momencie, w którym tuż nad nim przefrunął trójogon edalski, ponownie wydając z siebie przestraszony ryk. Co do psidwaczego syna Merlina przemknęło mu przez myśl płynnie. Jeszcze zanim rozpoznał miejsce, w którym się ocknął, rozpoznał Okruszka - to on mknął przez przestworza a z jego nozdrzy wydobywał się dym. Czy to smok zaatakował chatę? Wright nie mógł zebrać myśli, ale był to stan znany i wręcz komfortowy. Wyłączył resztki zdrowego rozsądku, zostawiając zastanawianie się na później. Na razie musiał działać - na tyle, na ile mógł, osłabiony, z poparzonym bokiem - koszula zwisała w strzępach a prawy bok potwornie piekł. Jeszcze raz głęboko nabrał powietrza, wypuszczając je z sykiem - czuł się potwornie a mimowolne łączenie faktów w jedną przerażającą całość nie pomagało mu w walce z samym sobą. To ich działania, działania Gwardii, spowodowały to przeniesienie, nie mógł jednak wiedzieć, czy oznaczało ono sukces czy porażkę. Pozostawał błogo nieświadomy chaosu, który wywołali, przejmując się jedynie chwilą obecną. Ponownie przekręcił się na bok, próbując wstać - przewrócił się ponownie, i jeszcze raz, by finalnie przeczołgać się trochę dalej. Obok widział rudą czuprynę, rozpoznał też twarz Herewarda. Czy byli tu pozostali Zakonnicy?
- Here...Co się... - zawołał ochryple, chcąc upewnić się, że mężczyzna jest przytomny (i żywy), lecz w tym momencie zdał sobie sprawę z potwornego braku. Gdzieś zniknęła puchata kulka, tak istotna dla Bathildy. Benjamin jęknął, ni to z bólu ni z niepokoju, starając się wysilić wzrok, by ujrzeć gdzieś stworzenie. - Kot. Uciekł - wychrypiał - wydało mu się to priorytetem, jedyną sprawą, którą mógł ogarnąć zdezorientowanym, poszatkowanym umysłem. Okruszek zniknął na chwilę z pola widzenia, ale szelest skrzydeł wskazywał, że niedługo wróci: Wright wiedział, że smok nie zrobi mu krzywdy, wychował go, tak samo jak trójogońskie rodzeństwo, ale obcy zawsze znajdowali się w niebezpieczeństwie. Dźwignął się na łokciach i wbił wzrok w połacie zieleni, starając się dojrzeć kota.


żywotność Bena: 80/280, -50 do rzutów
spostrzegawczość - I





i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   06.08.17 10:42

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 69


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   08.08.17 18:58

Nie miał zielonego pojęcia, co się stało. W jednej chwili stał w Kwaterze Zakonu Feniksa wpatrując się z napięciem w skrzynkę, by w następnej oglądać płonącą żywcem kobietę stojącą tuż przed nim. Momentami mógłby przysiąc, że to Eileen. Wydawało mu się, że widzi jej uśmiech i pełne przerażenia oczy. A potem znowu zmieniała się w Bellę i jej płomienne, rude włosy zlewały się z kolorem tańczącego na nich ognia. Słyszał krzyk. Jakby wydobywający się gdzieś z tyłu głowy. Pierwszą jego myślą było, że stanął oko w oko z boginem. Był przerażony, ale sięgał już po różdżkę gotów bronić siebie i innych przed potworem. Ale potem płonących ciał pojawiło się więcej. Przez chwilę zastanawiał się nawet czy oto nie zawiódł i nie widzi wszystkich, których pozwolił zabić. Byli wszyscy, Garrett, Alasdair, Oscar, Justin, Brendan, Bathilda. Obwiniali go, wiedział o tym, słyszał to w ich potępieńczym zawodzeniu i stał przerażony w miejscu niezdolny wykonać ruchu. A potem wszyscy rzucili się na niego ewidentnie próbując go zabić, zemścić się za doznane krzywdy. Próbował krzyczeć, przepraszać, ale nie mógł. Coś zgniatało go coraz mocniej, czuł znajomy ból oparzeń na całym ciele. Był obolały nawet bardziej niż wcześniej, choć parę chwil temu wydawało mu się to niemożliwe. Jęknął głośno otwierając oczy. Był to wysiłek ponad miarę. Podobnie jak próby zrozumienia tego, co właściwie się stało. Otworzyli skrzynkę - tyle pamiętał. A potem, potem zdarzyło się coś dziwnego. Był bogin, ale jednocześnie wcale jakby nie bogin. Widział te wszystkie przerażające obrazy, słyszał zawodzenie i obudził się... No właśnie, gdzie on właściwie był. Gdyby nie potworne osłabienie pewnie byłoby mu łatwiej zrozumieć cokolwiek. Grindelwald ich wykiwał, to było najoczywistsze, co przychodziło na myśl i na razie musiało wystarczyć. Rozchylił mocniej powieki walcząc z własnym ciałem, które tak rozpaczliwie pragnęło odpoczynku. Spróbował podnieść się na nogi, ale wtedy właśnie coś przeleciało tuż na nim i posłało go ponownie na ziemię. Czy to był smok? Hereward z trudem przełknął ślinę. Gdzie on u licha był? Wielkie, ogniomiotne jaszczurki był ostatnim, czego w tym momencie potrzebował. Już chciał położyć się na ziemi i spokojnie umrzeć, kiedy dotarł do niego znajomy, chrypliwy głos. Wstyd było tak konać przy innych, więc Barty zrezygnował z żalem ze swojego pomysłu i po raz kolejny podjął próbę stanięcia na w miarę prostych nogach.
- Czy to...? - Nie dokończył nawet pytania, bo nie potrafił zdecydować się, o co w zasadzie chce pytać. Czy to był smok? Czy byli ciągle w Anglii? Czy żyli? Czy to wina skrzynki? I jeszcze wiele, wiele więcej. Po prostu więc umilkł oddychając ciężko i rozglądając się dookoła korzystając z faktu, że świat przestał wirować.
- Kot? - Na początku zupełnie nie rozumiał, co Benjamin do niego mówi. - Ach, Kot.
Ten biały potwór profesor Bagshot, który najwyraźniej wymagał ich pomocy. Rozejrzał się dookoła szukając znajomego błysku jasnego futra gdzieś w okolicy. Wytężył słuch. Ale niewiele mu to dawało. Przed oczami wciąż pojawiały mu się kolorowe plamy, a w uszach słyszał wyraźne i głośne dudnienie własnego serca. Przynajmniej żył. I, jakby to było coś nowego, był pewnie cały poparzony. Wspaniale. A nad głowami latały mu smoki. Jeszcze lepiej. I musiał znaleźć kota. Po prostu wspaniale. A skrzynka mogła go po prostu zabić. Wszystko byłoby o tyle łatwiejsze.

HP: 10/210; -70

1 - nie widzę kota
2 - umieram




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   08.08.17 18:58

The member 'Hereward Bartius' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25, 94


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   08.08.17 19:34

Tylko jednego był w tym całym popieprzonym chaosie pewien - znajdowali się w rezerwacie. Rozpoznawał wzgórza Peak District, na horyzoncie widział wysokie zabudowania budynku administracji, niedaleko nich wznosiła się ściana gęstego lasu, na wschodzie...coś błyszczało. Zaklęcia. Czyżby smoki wydostały się ze swoich zagród? Okruszek i jego rodzeństwo mogli już fruwać po bezkresnym niebie, oczywiście na określonym terenie, ale...przecież nie znajdowali się obecnie na ich włościach. Wiadomości zlewały się w jego w jego obolałym mózgu a każda kolejna myśl zdawała się wywoływać mdłości. Świat zwariował. Skrzynia wybuchła. Czy pochłonęła też Gellerta? Psidwakosyński los. Odetchnął głębiej, ściskając różdżkę w dłoni i ponownie spróbował nieco podnieść się do pionu, by lepiej dojrzeć kota i rudą czuprynę Herewarda.
Oddychał. Ba, coś nawet mówił i Wright odetchnął z ulgą - a raczej odetchnąłby, gdyby głębsze nabranie powietrza nie wywoływało potwornego bólu poparzonego boku. Smok ponownie przeleciał tuż nad nimi a mocny wiatr uderzył Wrighta w twarz, pomagając mu otrzeźwieć. - Okruszek, ZOSTAW - wrzasnął, a raczej chciał wrzasnąć, bo spomiędzy zakrwawionych warg wydarł się zaledwie pogłos. Strumień ognia ominął jednak Herewarda. - Nie, to nie kot. To smok - a mówili, że profesorowie tacy mądrzy -  i chociaż zużył na tych kilka słów prawie całą dostępną siłę, to czuł, że wykonał godne zadanie, wpajając Herewardowi podstawy odróżniania gatunków. Odkaszlnął, z trudem przekręcając się na brzuch i podnosząc go względnego siadu. Zakręciło mu się w głowie, ale potrząsnął nią, wpatrując się w schowaną w pobliskich zaroślach białą plamę. - Tam jest kot - uniósł drżącą rękę w stronę krzaków. Palce drżały, wokół wibrowała dziwna aura - szaleństwo, czyste szaleństwo, udzielające się widocznie i Wrightowi. Bathilda powierzyła mu kota. Zaufała mu, dając mu prosto w dłonie swe najukochańsze zwierzę - a kto jak kto, ale Ben doskonale wiedział, jak poważne jest to zadanie. Nie mógł jej zawieść. Cały świat mógł płonąć, ale on podoła i raczej zginie, niż wróci do chaty - na pewno nic się jej nie stało - bez puchatej kulki. - Kici kici - wydobyło się ochryple z gardła półleżącego brodacza, wyciągającego drugą rękę w stronę zwierzaka. - Chodź do wujka - wymamrotał, starając się brzmieć jak najbardziej zachęcająco. Wytężył wzrok, by nawiązać ze zwierzęciem kontakt wzrokowy i odwrócił obtłuczone dłonie wierzchem do góry, chcąc pokazać, że jest bezbronny. I gotów do pertraktacji w tych zachwycających okolicznościach przyrody. Nad nimi szybowały smoki, obok umierał przyjaciel, serce Gellerta najwidoczniej wybuchło, z daleka dobiegały dziwne wrzaski - to nic. Liczył się kot, łypiący na niego zza krzaków. Benjamin Wright potrafił odpowiednio ustawić priorytety - wiadomo było o tym nie od dziś.


żywotność Bena: 80/280, -50 do rzutów
ONMS - IV poziom, +40




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   08.08.17 19:34

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   08.08.17 22:02

Nagle, jakby Hereward mało miał w swoim życiu przygód z ogniem, z nieba spadł na niego pożar. No może nie do końca na niego, na szczęście, bo nie miałby szans tego uniknąć, ale w pobliżu. Smoczy oddech był gorący i powodował nieprzyjemne pieczenie poparzonej skóry, gdy do Barty'ego dotarło ciepłe powietrze. Po raz kolejny spróbował przełknąć ślinę. Tym razem jednak mu nie wyszło, w ustach miał pustynię. Gdyby nie dojmujące zmęczenie, trząsłby się z przerażenia. Smoki, musiało go przenieść do legowiska smoków. Przynajmniej, spojrzał na Benjamina, nie był sam. Wright wydawał się nawet czuć całkiem pewnie w nowym miejscu. Może wcale nie było dla niego takie nowe. Szczególnie, że olbrzym zdawał się dogadywać całkiem nieźle z Okruszkiem. Czy on naprawdę tak właśnie nazwał smoka? Okruszek? Trzeba przyznać, było w tym coś humorystycznego, pewna ironia sytuacji, ale Barty nie za bardzo wierzył, że w obecnej sytuacji Bena trzymałyby się żarty. Chyba że po prostu wylądowali w jego miejscu pracy. To by wiele tłumaczyło. Jego rozluźnienie. Smoki. Okruszka. Szkoda, że nie kicia, mieliby z głowy szukanie.
- Nie zorientowałbym się, Ben - mruknął, gdy ochłonął po salwie płomieni wystrzelonej w jego kierunku. Rozejrzał się w poszukiwaniu kota, którego próbował wskazać mu Wrright, ale widział ich zdecydowanie za dużo. Wszystkie plamy przed oczami zamieniły się nagle w koty. Hereward miał więc wokół siebie całe stado puchatych, białych kulek, z których żadna nie była prawdopodobnie tą właściwą, która zwykła łasić się do profesor Bagshot.
- Mam do ciebie prośbę - zaczynał już majaczyć ze zmęczenia. Co też nie było specjalnie nowe. - Jeśli twój pupil mnie zabije, nie piszcie mi na nagrobku zginął od Okruszka.
A potem spróbował zwrócić się w tę samą stronę i najmilszym głosem, na jaki było go stać zawołał:
- Kici, kici, Panie Kocie. Dam Panu tuńczyka, proszę nie umierać.
Nie miał pojęcia, jak przekonać do siebie tę bestię. Ona chyba nie lubiła nikogo poza swoją właścicielką. Hereward był wręcz pewien, że ten kot odnajdywał przyjemność w obserwowaniu prób Gwardzistów i śmiał się w duchu z ich cierpień. Zasłużył na spotkanie z Okruszkiem oko w oko. Ze wszystkich stworzeń na świecie, ten potwór na pewno sobie na to zapracował. Szkoda tylko smoka, kto wie czy gad przeżyłby takie spotkanie. A przecież nie zrobił nikomu nic złego. Jeszcze na przykład nie trafił Herewarda, choć ten miał wrażenie, że to bardziej kwestia czasu niż sympatii, jaką Okruszek do niego zapałał. Może to te rude włosy?
- Czy smoki nie lubią rudzielców? - Lepiej tak niż żeby stanowili ich ulubiony przysmak.

HP: 10/210; -70
ONMS +5

1 - wołam kota
2 - bawię się z Okruszkiem




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   08.08.17 22:02

The member 'Hereward Bartius' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 26, 43


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat Trójogonów Edalskich   09.08.17 9:02

Benjamin godnym skinieniem głowy - to nic, że ciągle półleżał na trawie, niczym wyrzucony na brzeg półolbrzymi pływak - przyjął zawoalowane podziękowania za rozjaśnienie mroków opieki nad magicznymi stworzeniami. Wskazywanie różnic pomiędzy gatunkami wcale nie było takie łatwe; chętnie opowiedziałby o tym Herewardowi ze szczegółami, ale w obecnej sytuacji nawet Wright rozpoznawał nieodpowiedni moment. Bartius zdawał się słabnąć w oczach, do tego bełkotał od rzeczy: Okruszek? Zabić? Już prędzej kot Bathildy rozorałby rudzielcowi pazurami gardło niż jego słodki, ukochany smok, tak mądry i tak radosny, skrzywdziłby jego przyjaciela. - Nic ci nie zrobi - obiecał uspokajająco, ignorując złośliwe obrazy w tyle głowy, podsuwające mu twarze wszystkich, którym obiecał bezpieczeństwo na Wyspie Rzeźb. Był pewien Okruszka, jeden z pracowników rezerwatu był rudy...chyba. No, nieważne, nie mógł dumać nad tym zbyt długo - poparzona skóra paliła, jednocześnie dekoncentrując i pomagając skupić się na tym, co najważniejsze. Czyli na złapaniu kota. Ciągle słyszał słowa uśmiechniętej Bathildy Bagshot, ba, słyszał też mruczenie kota, który ciągle tkwił za krzakiem. Nie uciekał, na szczęście, chociaż po tym, co powiedział Hereward, mógłby - Wright obrzucił tlącego się jeszcze Bartiusa oburzonym spojrzeniem. - A może to pani kot? - syknął krytycznie; nie pamiętał, by kiedykolwiek kwestia płci białej kulki została poruszona a on sam nie odważyłby się zerknąć pod ogon stworzenia. Nie zdążył jednak podzielić się z rudzielcem dalszymi dywagacjami ani przeprosić kota za ewentualną impertynencję, bowiem Okruszek ponownie okrążył pobliski las i...
- OKRUSZEK, MÓWIŁEM, ZOSTAW PANA - ryknął już z całych dostępnych sił a adrenalina pozwoliła podnieść mu się do względnego siadu. Niestety, na próżno, z pyska smoka wydobył się strumień ognia, uderzający w ziemię nieopodal Herewarda. Okruszek z pewnością nie chciał go zabić, był jedynie przestraszony i zaciekawiony nową osobą - Wright w tym momencie nie wiedział, kogo było mu bardziej szkoda, czy tracącego przytomność Zakonnika czy swojego dziecka, które widocznie bardzo bało się całego chaosu, od którego teren rezerwatu aż wibrował. Trójogon wydał z siebie dziwny pisk, podwinął jeden z ogonów i wylądował niedaleko z cichym tąpnięciem - w powietrzu ciągle unosiło się jednak jego rodzeństwo a na horyzoncie Ben widział kilka innych okazów, fruwających nad budynkiem administracji rezerwatu.
Musiał wezwać pomoc. Podczołgał się do Herewarda i resztkami własnej koszuli przydusił ogień, zajmujący jego prawą rękę. Profesor zdawał się oddychać, ale Jaimie nie mógł mu pomóc - wymagał natychmiastowej opieki uzdrowicielskiej. - On chciał się tylko pobawić, naprawdę - zapewnił solennie, raczej dbając swoje morale niż o morale nieprzytomnego rudzielca. Uniósł różdżkę. Czas na jeszcze trochę płomieni. - Flagrate - wychrypiał, kierując nadgarstkiem tak, by ogień ułożył się nad nimi w odpowiedni symbol, przyzywający pomoc: pomimo całego tego szaleństwa ktoś powinien wypatrywać podobnych znaków z wieży głównego budynku i przyjść mu z pomocą. Dopiero, gdy ktoś zajmie się Herewardem, będzie mógł wrócić do łowienia kota - na szczęście ten, spetryfikowany strachem, nie ruszał się ze swojej kryjówki za wysokim krzakiem jarzębiny.

żywotność Bena: 80/280, -50 do rzutów
ONMS - IV poziom, +40
łapię kota - 1/200




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
 

Rezerwat Trójogonów Edalskich

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Rezerwat żmijoptaków
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Peak District :: Rezerwat Trójogonów Edalskich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17