Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wierzbowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wierzbowy park   02.12.12 0:11

Wierzbowy Park

Niemal najpiękniejsze miejsce w Londynie, tak powiadają. Eleganckie, romantyczne ogrody, rankami zasnute delikatną mgłą, nieustannie pachnące słodkimi kwiatami, codziennie pełne są spieszących do pracy ludzi, ludzi pragnących choć przez chwilę pozachwycać się tutejszą zielenią. Wysokie krzewy, idealnie przycięte żywopłoty, wiekowe drzewa oraz dziesiątki ławeczek zdają się być istnym rajem pośród niepewnych ulic Londynu i sprawiają, że ciężko jest nie dostrzec uroku tego miejsca. Długie witki wierzb płaczących okalają rosnącą tu roślinność, cudownie komponując się z licznymi posągami lub popiersiami sławnych osób. Jedną z nich jest Henryk Kapryśny, magik słynący ze swych zwycięstw podczas wojny czarodziejów z olbrzymami. I choć żaden mugol nie ma świadomości jego prawdziwego imienia, będąc pewnym, że jest to jeden z pradawnych wikingów, posąg cieszy się wśród nich niemałą sympatią. Często spotkać tu też można jeżdżące na rowerach dzieciaki.
Niewątpliwie jest to miejsce piękne, że niemal nierealne, jakby ponad tym wszystkim, z dala od ponurego Londynu, smutnego świata. Cicho szumiący, gęsty okrąg drzew, jakby stworzony do izolacji od rzeczywistości. I tylko wierzby płaczą - a ludzie niech się uśmiechają.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   01.08.15 20:10

Czuła, że chciałaby robić coś konkretnego, udowodnić, że nawet będąc biedną Weasleyówną może coś w życiu osiągnąć. Jak Garrett, który był jej wzorem do naśladowania. Musiała znaleźć sobie zajęcie, a jako że posiadała dość spory talent plastyczny, postanowiła zostać uliczną malarką na Pokątnej, w nadziei, że może po jakimś czasie malowania portretów i pejzaży zostanie zauważona i doceniona.
Odkąd niedawno skończyła Hogwart, właśnie w taki sposób zarabiała na życie. Każdego dnia zjawiała się na Pokątnej i malowała obrazy. Klienci czasami się pojawiali, czasami nie, ale że kilka razy trafili się tacy, którzy całkiem przyzwoicie zapłacili, mogła pozwolić sobie na kupno używanej sztalugi, palety i pędzli, a także komplet całkiem przyzwoitych farb.
Ale pewnego dnia pojawiła się nieoczekiwana szansa, której Lyra kurczowo się uczepiła. Pewna młoda czarownica z bogatego rodu zainteresowała się jej pracami, a Lyra bardzo chciała udowodnić jej, że jest warta tego, żeby dano jej szansę i pozwolono się wykazać.
Umówiła się z ową czarownicą na spotkanie w jednym z londyńskich parków. Było to ładne, neutralne miejsce, a po codziennym tkwieniu na Pokątnej, między zapyziałymi budynkami, mijana przez mniej lub bardziej obojętnych czarodziejów, chciała trochę się od tego oderwać i zobaczyć coś ładnego. Właściwie, korzystając z umiejętności teleportacji, regularnie odwiedzała parki, ale każda okazja do tego typu wypadów była dobra. Spokojne, obfitujące w zieleń miejsca działały na Lyrę wyciszająco i uspokajająco, miały także pozytywny wpływ na jej twórcze natchnienie. Czasami nawet, gdy robiła sobie jakiś dzień wolny, pojawiała się tu i szkicowała, siedząc na ławeczce.
Jako, że było to miejsce, gdzie mogli pojawiać się także mugole, nie zarzuciła na siebie szaty. Miała na sobie tylko skromną, ale ładną niebieską sukienkę, zaś w nie najnowszej torbie o sfatygowanym pasku spoczywał szkicownik dziewczyny z jej rysunkami, oraz kilka pomniejszonych odpowiednim zaklęciem obrazów.
Usiadła na jednej z ławeczek, poprawiając rude włosy. Pojawiła się w naturalnej postaci, chcąc zostać bez problemu rozpoznana przez czarownicę, z którą rozmawiała kilka dni temu. Miała zamiar właśnie tu na nią zaczekać, i żywiła nadzieję, że ta rzeczywiście się pojawi. Lyra znała na tylu czystokrwistych, że zdawała sobie sprawę, że wielu z nich nie traktowało poważnie osób takich jak ona, dlatego towarzyszył jej pewien cień niepokoju. Ale mimo to, kurczowo i naiwnie uczepiła się wizji, że może wreszcie zostanie zauważona, i będzie miała szansę rozwijać się artystycznie.

[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 27.07.17 0:46, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   01.08.15 21:19

Elizabeth była Fawley’em. Był to niezaprzeczalny fakt. Jej rodzina od zawsze interesowała się sztuką, w szerokim pojęciu tego słowa. Potomkowie tej rodziny znani byli z talentów artystycznych, albo z obejmowania mecenasem innych artystów. Sama Elizabeth cały czas udawała, że ma talent malarski. Próbowała wmówić to sobie, ojcu, dziadkom, rodzeństwu, przyjaciołom, znajomym .. Lista była długa. Lecz nawet ona nie jest tak przekonująca aby ktokolwiek jej uwierzył. Oczywiście, umiała grać na gitarze i uwielbiała to robić, ale że akurat to jest instrument, z którym na salonach brylować nie będzie pozostało jej poszukać perły. Okazja nadarzyła się gdy poznała siostrę jej współpracownika- Lyrę. Pochodziła ona z biednej rodziny, co uniemożliwiało jej w pełni rozwinąć swoich możliwości, ale z tego co widziała miała ona spory talent. Fawley trochę się denerwowała bo miała to być jej pierwsza podopieczna. Oczywiście, wiedziała co to oznacza i jak najlepiej pomóc artystą, gdyż jej rodzina robiła to od wieków, ale mimo wszystko pewien stres był. Było już późne popołudnie gdy skończyła pracę, aportowała się do domu aby przebrać się w mugolskie ciuchu czyli w czarne cygaretki i białą koszulę z krótkim rękawem. Czasem ciągle czuła się nieswojo w mugolskich ciuchach i preferowała szaty czarodziejskie, ale akurat cygaretki od razu pokochała. Aportowała się w pobliże parku a następnie żwawym krokiem ruszyła na miejsce spotkania. Po raz drugi w życiu była w tym parku, choć robił on na niej duże wrażenie to wydawał się jej on zbyt romantyczny. Nie lubiła zbyt dużej ilości cukru. Włożyła sobie kosmyki włosów za uszy, które nachodziły jej na twarz. Przed wyjściem zrobiła sobie luźnego koka i teraz ledwo jej włosy trzymały się planu jaki miała. W końcu zobaczyła dziewczynę. Była ona zaskakująco młoda, jak Elizabeth dobrze pamięta, skończyła dopiero Hogwart. Widać to po niej było, w końcu to jeszcze nastoletnia dziewczyna.
-Miło Cię znowu widzieć. – powiedziała od razu gdy znalazła się w zasięgu jej słuchu. Usiadła na ławce obok niej, zachowując odpowiednią odległość. – Przyniosłaś ze sobą swoje pracę? – zapytała od razu wczuwając się w rolę starszej osoby, autorytetu. Była to niej rzadkość, ale wychodziło jej to naturalnie. Zapewne naśladowała swoją rodzinę, ale o tym nie wolała myśleć.




Ostatnio zmieniony przez Elizabeth Fawley dnia 01.08.15 23:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   01.08.15 23:41

Lyra już od dzieciństwa przejawiała talent, tyle że w jej rodzinie nie uważano tego za coś szczególnie ekscytującego. Ot, taki tam drobiazg, przelotny kaprys, coś zupełnie nieprzyszłościowego, tym bardziej, że dobre materiały były przecież takie drogie, a Weasleyowie nie mogli sobie na to pozwolić, więc młodej Lyrze pozostawały jedynie luźne kartki i stare, poobgryzane ołówki. W Hogwarcie jednak zaczęła się uczyć przydatnych zaklęć, mających przemienić zwykłe rysunki w magicznie ożywione. Wtedy jeszcze traktowała to wyłącznie jako pasję. Dopiero pod koniec szóstego roku nauki zaczęła poważniej pomyśleć o rysunku. Lyra zamieszkała z bratem w Londynie i zaczęła zarabiać malowaniem. Będąc biedną Weasleyówną, miała raczej małe szanse na porządny staż w ministerstwie, gdzie musiałaby konkurować ze znacznie lepiej sytuowanymi czarodziejami, więc została malarką. W końcu czystokrwiści z pewnością potrzebowali utalentowanych portrecistów i malarzy, skoro tak powszechne było obwieszanie posiadłości dużą ilością obrazów.
Początki jednak nie były aż tak proste, jak mogłoby się wydawać. I tak miała sporo szczęścia, że w ogóle ktoś się nią zainteresował, i teraz musiała wykorzystać tę szansę, zaprezentować się jak najlepiej i udowodnić swoją wartość. Traktowała to bardzo poważnie.
Kiedy czarownica przyszła, Lyra wstała na moment i przywitała ją ostrożnie i z dystansem, by pokazać, że umie się odpowiednio zachować. W końcu matka mimo wszystko wpoiła swoim dzieciom pewne zasady, by mimo biedy posiadali jakieś obycie w towarzystwie. Może miejsce spotkania nie było zbyt szczęśliwie dobrane, no ale Lyra trochę obawiała się zapraszania czystokrwistej czarownicy do swojego skromnego mieszkanka, bo jednak zależało jej na zrobieniu dobrego wrażenia.
- Oczywiście – odparła w odpowiedzi na pytanie. – Zabrałam ze sobą cały szkicownik.
Zanurzyła rękę w torbie, wyciągając zeszyt szkicowy w grubej oprawie. Lyra bardzo o niego dbała, i choć okładki nosiły na sobie pewne ślady sfatygowania, to jednak kartki ze szkicami były schludne i czyste.
Drżącymi ze zdenerwowania dłońmi podała kobiecie szkicownik, zachęcając ją, by obejrzała jej prace. Znajdowało się tam sporo szkiców Lyry; bo jednak papier i ołówki były znacznie tańsze niż płótna i farby, więc mogła wykonywać więcej takich prac, no i oczywiście, łatwiej je było swobodnie przenosić niż magiczne obrazy. Jednak to nie miało w tym momencie większego znaczenia, bo dobry talent bronił się sam, niezależnie od tego, jaką techniką były wykonane prace. A Lyra liczyła, że jej umiejętności okażą się wystarczające. Opieka ze strony przedstawicielki bogatego rodu, od wieku zajmującego się sztuką byłaby niczym dar od losu, i bardzo wiele by jej to pomogło w dalszej pracy artystycznej. Kto wie, może za jakiś czas nie musiałaby już bez względu na pogodę wystawać na Pokątnej, a mogłaby pomyśleć o własnej wystawie? Były to oczywiście tylko bardzo śmiałe marzenia młodej i wciąż jeszcze naiwnej dziewczyny.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 27.07.17 0:48, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   02.08.15 14:31

Zawsze chciała mieć taki talent jak jej siostra- skrzypaczka. Od kiedy pamięta Astra umilała im wieczory grając, kocha to do dziś. Mimo że początki nie były bardzo udane to nie poddała się i dalej grała, przy wielkiej aprobacie dziadków. Mówili, że przynajmniej jedno dziecko ma jakiś talent. I to jaki! W końcu grała tak dobrze, że stało się to jej zawodem. Jej i Thomasowi pozostało podziwiane umiejętności siostry i próby odnalezienia swojej dziedziny. U Elizabeth była to gitara akustyczna, choć nigdy nie grywała dla większej publiczności i była to raczej ciężka praca a nie talent. Dlatego pozostało jej opiekowanie się innymi, wsparcie ich w tej trudnej drodze artysty. Jeśli ktoś ma talent to może zostać zapamiętany na o wiele dłużej niż inni, wystarczy tylko, że będzie na to pracował. Może wybudować sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu jeśli tylko będzie chciał.
Widać było, że dziewczyna również jest zdenerwowana. Jej przywitanie wywołało uśmiech na twarzy Fawley, w końcu Weasleye też szlachta, choć uboga. Zaraz ją to zastanowiło, czy zawsze będą towarzyszyć jej arystokratyczne zwyczaje tylko dlatego, że była Fawyey’em? Od razu jest przypięta łatka, schowanie do szuflady. Ale czego innego miała się spodziewać? W końcu wychowała się wśród etykiety arystokracji, więc było to dla niej naturalne, choć czasem zastanawiające. Wzięła od niej szkicownik, widząc z jaką czcią się do niego odnosi. Znaczyło to o niej dobrze. Przeglądała jej pracę, w których widać było talent, a co najważniejsze własną formę nie zabrudzoną przez reguły narzucone przez guwernantów.
- Używasz tylko ołówka?- zapytała będąc gdzieś w połowie szkicownika. Możliwe było, że dziewczyny nie było stać na inne przybory, ale akurat ten problem da się łatwo rozwiązać. Z tego co słyszała dziewczyna chciała zostać Aurorem, tak przynajmniej wspominał kiedyś jej brat. Mówił o jakimś wypadku co jej to uniemożliwiło ale nie wchodził głębiej w ten temat.
- Może opowiesz mi coś o sobie?- zaproponowała, gdyż w końcu miały razem współpracować.- Jaki jest twój cel, Lyra?- zapytała, w końcu było to zapewne najważniejsze pytanie. Gdzie chce iść? Czy tą właśnie drogą? Co chce osiągnąć?


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   02.08.15 21:25

Lyra w zasadzie nie wiedziała, czego spodziewać się po tej kobiecie. Nie znała jej i nie wiedziała o niej zbyt wiele, poza jej nazwiskiem oraz tym, że pracowała razem z jej bratem, i to w ten sposób dowiedziała się o talencie nastolatki. Dlatego też nie bardzo wiedziała, jak powinna się w jej obecności zachowywać i na co może sobie pozwolić, dlatego zachowywała się spokojnie, grzecznie i nie odzywała się niepytana, bo przecież mogło się okazać, że ma do czynienia z osobą zasadniczą, wielu czystokrwistych miało sztywne podejście do zasad i relacji z otoczeniem. Nie wiedziała, jak jest naprawdę, dopiero się przekona. Elisabeth sprawiała dość onieśmielające wrażenie.
Dla Lyry szkicownik był bardzo ważny i dbała o niego. Zresztą, dorastając w skromnych warunkach, była nauczona szacunku i dbałości o swoje rzeczy, by mogły służyć jak najdłużej, ale w przypadku artystki była to cecha jak najbardziej pożądana.
- Potrafię malować też innymi technikami – wyjaśniła. – Ale nie zawsze stać mnie na droższe materiały, jak farby i płótna.
Lyra poza ołówkami, potrafiła też posługiwać się kredkami, węglem i oczywiście farbami. Chętnie uczyła się nowych technik, i gdyby tylko było ją stać na niezbędne materiały, chętnie poznałaby kolejne. Zresztą dopiero od paru tygodni zarabiała jako artystka, tak więc była zaledwie na początku swojej drogi, i wielu rzeczy wciąż się uczyła. W końcu w malowaniu, poza talentem, ważna była też praca nad nim i nabywanie nowych doświadczeń. I tak miała sporo szczęścia, że ktoś tak szybko się nią zainteresował, bo równie dobrze mogłaby czekać kilka lat.
Słysząc kolejne pytania, zamyśliła się i przygryzła nieco nerwowo wargę.
- Kiedyś, bardzo dawno temu, zastanawiałam się, jak to jest być aurorem, jak mój brat – powiedziała. – Gdy byłam na szóstym roku w Hogwarcie, przydarzył mi się pewien wypadek. Zbłąkana klątwa, jedna z tych starych, które trudno uleczyć. Do tej pory muszę zażywać specjalne eliksiry. Zaraz po skończeniu Hogwartu zamieszkałam z Garrettem i zaczęłam malować na Pokątnej, żeby nie być dla niego tak wielkim ciężarem. Nie wiem jednak, co dalej. Jeśli będzie się dało... Chciałabym kiedyś stać się artystką z prawdziwego zdarzenia.
Wiedziała, że to byłoby trudne, ale wizja własnej galerii, i mnóstwa dobrze płatnych zamówień była niezwykle pociągająca. Mogła łączyć przyjemne z pożytecznym, zarabiać na swoim hobby i nie martwić się o przyszłość. Nie musiałaby codziennie stać na Pokątnej, zdana na krzywe spojrzenia i kaprysy klientów, którzy nie zawsze się pojawiali. A piecza kogoś takiego jak Elisabeth mogła jej pomóc osiągnąć coś więcej, jeśli chodzi o sztukę.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 27.07.17 0:58, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   02.08.15 22:08

Lyra sprawiała wrażenie dosyć cichej i dobrze wychowanej czarownicy. Nie można było powiedzieć o niej na razie więcej niż to, że bardzo chciała wypaść dobrze. Ciekawe czy tak  grzeczna była na co dzień? Życie artystów przecież wypełnione były przyjemnościami, wspomagaczami – tak sobie to przynajmniej wyobrażała Elizabeth myśląc o malarzach. Choć zapewne finanse nie pozwalały dziewczynie na przebojowe życie. Trzeba było mieć nadzieję, że gotówka nie uderzy jej do głowy, w końcu pieniądz zawsze wpływały na człowieka. Pierwsze wrażenie jednak było pozytywne, choć nie była ta osoba, którą wypatrzyłbyś z tłumu czy od razu zapamiętał. Jej pracę prędzej i zapewne to one będą jej wizytówką.
-Myślę, że to nie będzie więcej stanowić problemu. – stwierdziła, choć nie mogła powiedzieć, że ją rozumie. Nigdy nie miała problemów z pieniędzmi. Nawet gdy jej ojciec stracił swoje stanowisko i jego dochody spadły do zera to przecież była cała fortuna rodu. Głowa rodu Fawley bardzo skrupulatnie dbała o wypłacalność, w końcu jak mogliśmy żyć bez pieniędzy. No i mieli różne źródła dochodów. Sama Elizabeth szczyciła się tym, że była niezależna finansowo.  Sama zarabiała na swoje życie, a na droższe przyjemności brała z funduszów rodziny, lecz było to rzadkością. Miała wystarczająco dużą pensje aby pozwolić sobie na dostatnie życie.
- Gdzie kupujesz eliksiry? I ile one kosztują? – zapytała profesjonalnym tonem, dosyć sztywnym jakby nie chciała się zbytnio spoufalać. To było do niej niepodobne, może ten temat tak na nią działał? Ona sama miała problemy z wyborem swojego zawodu, choć z zupełnie innego powodu. Uśmiechnęła się do niej słysząc o jej marzeniach– A ja zrobię wszystko aby Ci pomóc. – Była tego pewna, w końcu to był jej obowiązek, a ona zawsze poważnie je traktowała. Ta dziewczyna miała talent i powinien świat się o tym dowiedzieć. – Co z mieszkaniem, pracownią? Czy będą Ci one potrzebne? I może masz jakieś problemy. Spróbowałabym je rozwiązać. – zapewniła patrząc na dziewczynę.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   03.08.15 10:23

Lyra, kiedy kogoś dobrze znała, stawała się bardziej otwarta. Na przykład przy swoim bracie. Ale do obcych zawsze była nieśmiała, szczególnie w stosunku do czystokrwistych, bo wśród mugolaków czy czarodziejów półkrwi z reguły czuła się swobodniej, bo i oni mieli luźniejsze podejście do życia. Ale ogólnie, była raczej grzeczna. Zdarzało jej się miewać humorki i kaprysy, jak każdej nastolatce, potrafiła też być krnąbrna i postawić na swoim, kiedy było trzeba, ale na ogół była spokojna i cicha, przeżywała emocje wewnątrz. Paradoksalnie, pod pewnymi względami była nad wiek dojrzała, zmusiła ją do tego sytuacja życiowa, podczas gdy w innych, np. w tym, jak bardzo czasami potrafiła być naiwna, wciąż była nieco dziecinna. Była jednak na tyle rozsądna, że istniała duża szansa, że nie odbije jej nagle i nie stoczy się. O artystach chodziły różne opinie, ale Lyra, przynajmniej na razie, była wolna od tego typu sprawek.
- To dobrze – powiedziała cicho. Nie lubiła być skreślana na wstępie tylko dlatego, że jej rodzina była zubożała.
Przy pytaniu o eliksiry zamyśliła się na moment.
- Zwykle kupuję w aptece – powiedziała; czasami jednak, gdy akurat nie było jej stać na aptekę, zaopatrywała się u jakichś pokątnych handlarzy, którzy zwykle mieli niższe ceny, ale to akurat nie było coś, czym warto się chwalić. Eliksiry jednak były jej potrzebne, bo skutki klątwy, choć dużo słabsze niż na początku, potrafiły uprzykrzać jej życie, na przykład osłabieniem, czy pojawiającymi się czasem bólami mięśni i stawów.
- Chciałabym mieć możliwość osiągnąć coś na polu sztuki – powiedziała po chwili, lekko uśmiechając się do młodej kobiety. - Dziękuję za danie mi chociaż cienia szansy.
Nawet, jeśli uda jej się całkowicie wyleczyć, co podobno w końcu miało nastąpić, jeśli będzie regularnie zażywać eliksiry i dbać o siebie, to pewnie już i tak nie załapie się na kurs, gdzie przyjmowano głównie młodych czarodziejów. Więc musiała wymyślić sobie inne zajęcie.
- Na razie mieszkam u brata. Mam nawet własny pokój, więc póki co nie martwię się o to, ale kto wie, co będzie za parę lat?
W końcu nie może mieszkać u niego wiecznie; może za jakiś czas brat będzie chciał założyć rodzinę, więc wtedy siostra będzie musiała się wyprowadzić. Mieszkanie z nim było jednak dobrym startem tuż po ukończeniu szkoły, kiedy nie znała w Londynie prawie nikogo, dopiero wkraczała w świat dorosłych, powoli i małymi kroczkami. Ale tak, za parę lat musi pomyśleć o czymś swoim. Ładnym mieszkanku, z pracownią artystyczną. O ile będzie ją na to stać.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 27.07.17 0:59, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   14.08.15 13:44

Nigdy nie mogła o sobie powiedzieć, że była łatwym dzieckiem, nastolatkiem czy po prostu człowiekiem. Od kiedy pamięta sprawiała niezłe problemy guwernantką potrafiąc wykłócać się o wszystko i walczyć o swoje. Była głośna, rozgadana i pełna energii. W wieku nastoletnim przybrało to trochę bardziej niepokojący kierunek - stała się bardziej spokojna, opanowana ale za to poczuła pociąg dla różnorakich zabaw i używek. Nigdy nie była grzeczną dziewczynką. Obecnie nadal nie pozwala się zaszufladkować w ramy „idealnej arystokratki” i zapewne nigdy się to nie zmieni, choć nie można było zaprzeczyć- dorosła.
-Jeśli mówimy już o finansach to jak z nimi u ciebie? Masz jakieś nagłe potrzeby? Myślę, że powinnyśmy kupić Ci trochę nowych ubrań. – Nie chciała jej urazić, ale prezencja była niezwykle ważna w obecnym świecie. Każda aberracja była wytykana, niepożądana i wykluczana.
- Myślę, że będę mogła załatwić Ci to po znajomości. Ufam tej osobie w pełni, więc nie masz się o co martwić. Napiszę Ci od razu gdy uzyskam od niej odpowiedź.- Powinna od razu po spotkaniu napisać list do odpowiedniej osoby. Nie wiedziała na czym polegają skutki owej klątwy i jak uprzykrzają jej życie. Cieszyła się, że ona nie choruję na żadną chorobę co przecież często zdarzało się wśród dzieci arystokratów. Uszkodzone geny, mała różnorodność genetyczna.. Wolała nigdy nie zagłębiać się w ten temat.  
- Myślę, że z takim talentem, chęcią do pracy i moja pomocą możesz osiągnąć naprawdę wiele. Musisz się tylko temu poświęcić. To będzie ciężka praca, ale gdy da swoje plony- będziesz zadowolona. – stwierdziła pewnym głosem. Ona sama już dawno pogodziła się z tym, że artystką nie będzie ale obserwując Lyrę cieszyła się, że przynajmniej może jej pomóc.
- Mozę za parę lat. – zgodziła się i pochyliła głowę w zastanowieniu. – Obecnie malujesz na Pokątnej, tak? To trochę niegodne artysty pod mecenasem rodu Fawley, ale może bardzo mi się przydać. – powiedziała i uśmiechnęła się do niej szeroko.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   14.08.15 14:51

Lyra też prawdopodobnie była daleka od ideału. Już samo to, że była Weasleyem sprawiało, że patrzono na nią raczej z przymrużeniem oka, a dodając do tego nieśmiałość i wrażliwą, artystyczną duszę, efekt był, jaki był. Lyra nie była szczególnie pożądana w towarzystwie, nie budziła też zainteresowania mężczyzn, którzy najprawdopodobniej woleli lepiej sytuowane i bardziej pewne siebie dziewczyny.
Kiedy padło pytanie o finanse, zarumieniła się i ze wstydem spuściła wzrok. Nie było dobrze, bo póki co jeszcze nie zarobiła na tyle dużo na swoim malowaniu, żeby móc sobie pozwolić na coś więcej. Starczało głównie na nowe materiały do malowania, a jak zostawało coś więcej, odkładała na jakieś potrzeby typu nowe dawki eliksirów, od czasu do czasu coś do ubrania... Dobrze, że mieszkała z bratem, bo przynajmniej nie musiała się martwić o mieszkanie i wyżywienie. Zastanawiała się nawet, czy przełknąć dumę i powiedzieć prawdę o stanie rzeczy, czy trochę złagodzić sytuację. Naprawdę nie lubiła być traktowana jako ta biedniejsza.
- Jest... raczej średnio – powiedziała, choć można było wyczuć, że nie mówi całej prawdy. – Nie mogę pozwolić sobie na zbyt wiele, niestety.
Na pewno przydałyby jej się dobre artykuły do malowania, bo dawały one lepsze efekty, ubrania z pewnością też, bo nie miała zbyt wiele takich naprawdę ładnych, a większość wierzchnich szat była kupiona jako używana. W porównaniu z dziewczętami z bogatych rodów wyglądała naprawdę mizernie. Mała, chuda, blada i w skromnych ubraniach zamiast barwnych, pełnych przepychu szat, już na wstępie była szufladkowana jako ta gorsza. Nie żeby Lyra lubiła przepych, nie potrzebowała całej wielkiej garderoby pięknych strojów, ale jednak, jeśli chciała malować dla czystokrwistych, powinna się lepiej prezentować, i zdawała sobie z tego sprawę. No i wiadomo, że potrzebowała także eliksirów. Choroby, tak powszechne wśród rodów czystej krwi, szczęśliwie ją ominęły; jedynym „defektem” genetycznym w jej przypadku była metamorfomagia, ale to akurat była bardzo korzystna anomalia. Ale i tak niestety musiało się stać, co popsuło jej sytuację. Cóż, miała po prostu pecha.
- Naprawdę? – spytała, unosząc lekko brwi. Nie spodziewała się, że ewentualna pomoc w kwestiach artystycznych mogłaby obejmować też takie kwestie, jak eliksiry, ubrania czy mieszkanie, ale niewątpliwie byłoby to przydatne, co musiała przyznać w duchu nawet mimo pewnego zakłopotania.
Podobnie zaskakująca była wiara kobiety w jej talent i możliwości, ale te słowa trochę podbudowały Lyrę. Na jej bladej twarzyczce znowu pojawił się lekki uśmiech. Rzadko kto wierzył, że Lyra może coś osiągnąć jako artystka, mimo że miała talent.
- Bardzo bym tego chciała – powiedziała. Lyra może i była biedna i niepozorna, ale swoje ambicje i marzenia miała. Co prawda może nieco naiwne, ale jednak. – Chciałabym zostać kiedyś artystką z prawdziwego zdarzenia, choć wiem, że to niełatwe i może minąć dużo czasu, zanim to nastąpi.
Delikatnie przesunęła dłonią po szkicowniku.
- Tak, na Pokątnej. Póki co nie bardzo mam inną możliwość – powiedziała, ale była bardzo zaciekawiona, do czego to mogłoby przydać się Elizabeth, więc po chwili o to zapytała, naprawdę ciekawa odpowiedzi kobiety.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   14.08.15 21:42

- Raczej średnio? Może być lepiej. – Chyba było to wielkie niedopowiedzenie z jej strony. Oczywiście, Aurorzy nie zarabiali mało i mogli sobie pozwolić na wygodne życie, ale jakąś część wypłaty musiał jej brat przeznaczyć dla reszty rodziny. Tak, sobie to przynajmniej wyobrażała. Nie chciała jednak zagłębiać się w ten temat, bo był on widocznie niewygodny dla dziewczyny. Nie chciała aby czuła się ona niekomfortowo w jej towarzystwie, w końcu miały ze sobą współpracować.
- Nasze następne spotkanie będzie na Pokątnej skąd wyruszymy na zakupy. – oznajmiła, sama nie mogąc się ich doczekać. Uwielbiała zakupy, choć im dłużej trwały tym bardziej ją męczyły. No i nie lubiła tej kobiety na Pokątnej co sprzedawała szaty- zawsze odczuwała przed nią strach. Nie wiedziała skąd się to u niej wzięło, ale wolała kupować w innym sklepie. Oczywiście, większość towarzyszy jej zakupów bardzo ceniło sobie szaty właśnie z tego sklepu.
- Naprawdę. Najlepiej będzie gdy spotkam się z nią osobiście, wyślij mi sową dokładny opis tego eliksiru. – Jednak spotkanie osobiście z Ally będzie lepszym rozwiązaniem,  i tak miały się przecież spotkać. Mogłaby jeszcze skontaktować się z Florencem, ale miał on ostatnio bardzo mało czasu aby dodawać mu jeszcze kolejne zadanie do listy.
- Musisz w to wierzyć. To podstawa. Jeśli nie będziesz wierzyć w siebie to nic nie osiągniesz. Będziesz tylko kolejnym artystą, który zmarnował swój talent. Nie możesz tego zrobić. Masz moją pomoc, więc jest dobrze. – W końcu wiedziała co robi, a przynajmniej miała taką nadzieję. Zapewne będzie popełniać błędy, ale kto ich nie popełnia? Czegoś się przynajmniej  nauczy.
- Będę mieć dla ciebie propozycje, ale teraz muszę już iść. Oczekuj sowy ode mnie. – Uśmiechnęła się do niej szeroko. Elizabeth Fawley miała plan. I zamiar aby go zrealizować.

zt dla obu


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   25.08.15 23:15

Z czystym sumieniem mógł powiedzieć, że już dawno nie czuł się tak niezręcznie.
Błądził spojrzeniem, starając się znaleźć wśród otaczających ich liści punkt, na którym mógłby skupić wzrok i odpłynąć myślami, zapomnieć, że aktualnie piekło postanowiło odwiedzić ziemię. Czuł słońce liżące go po karku tuż nad marynarką ciemną jak kawa bez mleka, pod jego stopami szeleścił żwir. Miał ochotę grząźć w nim coraz mocniej, tak długo, aż zapadnie się w nim i bezpowrotnie zniknie.
To nie tak, że z Dianą było coś nie tak - nie miała konwencjonalnej urody wpisującej się w kanony, ale wciąż pozostawała piękna, zdawała się też mieć myśli starannie poukładane w głowie - wciąż pamiętał ją jednak jako kilkuletniego berbecia pałętającego się między nogami, na którego nie zwracał nigdy uwagi podczas zabaw z Tonym i Leo. A teraz miał się z nią ożenić?
Stłumił westchnięcie, wciąż wsłuchując się w kamyki przeskakujące pod jego butami. Powstrzymał się także od mimowolnego poprawienia pół marynarki, co czynił za każdym razem, gdy nie wiedział, co ma zrobić z dłońmi. Najchętniej sięgnąłby zatem po papierosa, ale nie wiedział, czy wypada robić mu to w towarzystwie potencjalnej (aktualnej? przyszłej? nikt tego nie sprecyzował, więc sam nie miał pojęcia) narzeczonej, której tym razem nie wybrał on, a jego matka, dbająca jak zwykle o interesy rodziny i niepozwalająca na to, aby Garrett zapadł się w sobie po żałobie wywołanej odejściem Margaux. Mugolaczki. Nikt nie cieszył się otwarcie z zakończenia tego kontrowersyjnego związku, jednak wiedział, że w duszy jego matka tańczyła pełnego gracji fokstrota i śpiewała pieśni chwalebne.
Nie mógł zwalczyć potrzeby poprawienia marynarki. Zmienił ułożenie pół, nie przerywając spaceru. Pierwszy raz od dłuższego czasu spojrzał na Dianę, nie mogąc nadziwić się, że była już dorosłą kobietą - nie widział jej w końcu przeszło kilkanaście lat. Mimo to po tym, jak matka oznajmiła mu, że zostanie jego narzeczoną i wkrótce spotkają się na zapoznawczym spacerze, spodziewał się ujrzeć kilkulatkę z zadartym noskiem, przebierającą się co chwilę w nowe sukieneczki i bawiącą się w damę. Cholera, przeklął w myśli. Przecież on nie może tego zrobić. Nie wiedział nawet, jak się do niej zwracać - lata temu wrzeszczał do niej po imieniu, wypominając, aby nie wtrącała się w sprawy dorosłych, czyli ówczesnych dziewięciolatków, jednak co, jeśli aktualnie powinien przejść z nią na bardziej formalną drogę komunikacji?
- Piękny dzisiaj dzień - zauważył neutralnie, nie mogąc dłużej tkwić w ciszy. Przywołał na twarz coś, co chyba było uśmiechem, a przynajmniej jego cieniem. Nie wytrzymał, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki po paczkę magicznych papierosów. - Czy mogę zapalić? - upewnił się.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Diana Crouch
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t711-diana-octavia-crouch#2419 http://www.morsmordre.net/t777-puszka#3024 http://www.morsmordre.net/t731-diana-czy-hel#2491 http://www.morsmordre.net/f109-ashford-hythe-road http://www.morsmordre.net/t983-panienka-crouch#5415
szlachcicuje
22
Szlachetna
Zaręczona
Caught in a landslide, no escape from reality.
Open your eyes, look up to the skies and see.
7
11
0
0
2
5
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   26.08.15 2:13

Milczenie zazwyczaj nie wróżyło nic dobrego, mimo że bywały chwile, w których pragnąłeś, by cisza trwała nieprzerwanie, gdyż w następnej sekundzie twojego życia mogły paść słowa, których usłyszeć nie chciałeś za żadne skarby. Mogły... Gdybanie, które Merlin jeden wie, gdzie miało mnie zaprowadzić. Dotychczas przywitałam się oficjalnie i sztywno z Garrettem, jakbym znajdowała się właśnie na jednym ze szlacheckich przyjęć i ruszyłam wraz z nim alejką, jedynie krótkim zdaniem potwierdzając chęć spaceru.
Chęć... której brakowało. Od momentu przekazania mi przez mą rodzicielkę tej radosnej wiadomości czułam strach. Moje wszelkie obawy właśnie się realizowały, zaś Leonard... Wątpiłam, że uda mu się wpłynąć na rodziców i wybić im z głowy ten narzeczeński pomysł. Stało się. Moja matka wraz z panią Weasley dokonały za nas wyboru i, czy tego chciałam, czy też nie, miałam wyjść za Garretta, tego Garretta, który niegdyś bawił się w moimi braćmi, gdy to ja byłam małą dziewczynką! Niemyślącą taką.
Ech, chciałabym, by powodem mojej niechęci do Weasley’a w roli mojego narzeczonego, zaś później męża, były tego typu uprzedzenia. Choćby takie, że bawił się z moimi braćmi, że dorastaliśmy razem, widział mnie upapraną tortem... Nie, nie mogłam mieć tak prostych problemów, tak błahych i nawet śmiesznych. Ja musiałam non stop topić się w tej paskudnej smole faktu, który zaistniał przez mą lekkomyślność. Byłam wilkołakiem, zaś Garrett... Aurorem. Z pewnością miał mnie zaakceptować i nie wydać w ręce odpowiednich organów. Patrząc na tę jedną kwestię, nie potrafiłam jakoś mieć choćby cienia nadziei. Jeśli dojdzie do naszego oficjalnego narzeczeństwa, a tym bardziej do ślubu, będę już kompletnie zgubiona. Garrett do głupich mężczyzn nie należał.
Prawda, piękny – odpowiedziałam, podnosząc swój wzrok na korony drzew i machinalnie kładąc dłoń na mym kapeluszu. Nie chciałam, by spadł mi z głowy i odleciał gdzieś, z dala od tej ciężkiej atmosfery. – Proszę palić, panie Weasley. Nie przeszkadza mi woń dymu tak jak innym damom – przyznałam, sprawiając tym samym, że padła dotychczas najdłuższa wypowiedź w trakcie naszego spotkania. Ugryzłam się w język, myśląc o tym, że sama najchętniej coś bym zapaliła i najlepiej też ukryła się wśród nokturnowych murów, w piwniczce u Burke albo w jednym z barów w jakimś najciemniejszym rogu.
Nie chcę być niegrzeczna, proszę pana, jednakże milczenie nie działa na naszą korzyść. Mam nadzieję, że nie jest błędnym owe stwierdzenie i że pan również się ze mną zgodzi w tej kwestii – odparłam, nie pozwalając, by rozdzieliła nas kolejna ściana ciszy. Starałam się również non stop wyglądać wyniośle i pewnie, mimo że czułam, jak ten mój świat powoli się wali, jak pęka i się kruszy. – Nasze drogie matki postawiły nas w dosyć kłopotliwej sytuacji... Chcę, by pan wiedział, panie Weasley, że nie zamierzam sprawiać problemów. Wola mych rodziców jest dla mnie, powiedzmy że, święta – pragnęłam zauważyć. Nie unikałam kontaktu wzrokowego z Garrettem, gdyż nie chciałam, by odebrał to jako akt mej niechęci. Starałam się, by wszystko wypadło naturalnie, o ile takowym mogło chociażby w niewielkim udziale takim być. Starałam się, choć już mi nie wychodziło. Moją wypowiedź mógł zinterpretować jako mą niechęć do swojej osoby, a tego sobie nie życzyłam. W żadnym razie. Miało to jedynie pokomplikować moje życie jeszcze bardziej...
Stłumiłam chęć ciężkiego westchnięcia. Chyba czekał mnie najdłuższy spacer w moim życiu.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   26.08.15 15:44

Nie nadawał się do zabawy z etykietą. Drżał na sam dźwięk słowa konwenans, nie przepadał za wyniosłymi przyjęciami i starannie dobieranymi słowami. Był człowiekiem czynu - nie ważył w myślach zdań, zanim te wypłynęły z jego ust, nie zastanawiał się pięciokrotnie, czy aby na pewno nie zachowuje się w sposób karygodny, który zasłużyłby wyłącznie na zblazowane spojrzenie matki na skraju wytrzymałości psychicznej. Do diaska, przeszło mu przez myśl. Wkrótce przekroczy magiczny próg trzydziestu lat, dlaczego w sprawach sercowych i związanych z ożenkiem musiał słuchać się rodu, jak to wypadało dobrze wychowanemu szlachcicowi?
Wysłał jej - najpewniej sprzeczny z przerażającym go szlacheckim savoir-vivre - uśmiech podziękowania; z rozkoszą wyjął pojedynczego papierosa z paczki, włożył go między zęby i poczekał, aż końcówka samoistnie rozjarzy się wątłym światełkiem. Poczuł dym łaskoczący go po gardle i drażniący zmysły, co przyjął z wielką ulgą - na chwilę chociaż opanował emocje, spowolnił szalejące pod rudą czupryną myśli i postarał się wszystko od nowa analizować. Niewielka chmura dymu papierosowego zaginęła bezpowrotnie na tle nieskazitelnie błękitnego nieba razem z chwilową ulgą, którą przyniosła.
Nie mógł odnaleźć w Dianie choćby cienia Margaux. Różniły się od siebie tak mocno, jak tylko to możliwe; począwszy od pochodzenia, sposobu mówienia, poruszania się, wzrostu czy nawet rysów twarzy - uparcie doszukiwał się choćby najmniejszych szczegółów, które upodobniłyby ją do zapomnianej ukochanej, która wciąż siedziała mu gdzieś z tyłu głowy. Po dłuższej chwili rozmyślań doszedł jednak do wniosku, że może tak będzie lepiej; nie zacznie żyć ułudą, gubiąc się we własnych wspomnieniach, pragnieniach i tęsknotach. I chociaż w duszy wciąż naiwnie trwał w wierze, że uda mu się zgrabnie uciec od tego narzeczeństwa, przysiągł sobie, iż pewnego dnia nauczy się akceptować Dianę oraz decyzję głów rodu. Ba, może nawet - choć w danej chwili ciężko było mu w to uwierzyć - dojrzeje do miłości, tak samo, jak zdarzało się innym zaaranżowanym małżeństwom.
- Muszę się zgodzić, panno Crouch - odezwał się w końcu, chociaż dwa ostatnie słowa z trudem przecisnęły mu się przez gardło, a w jego głowie brzmiały niezręcznie, sztucznie i nad wyraz oficjalnie. Merlinie, tak bardzo się do tego nie nadawał. - Proszę o wybaczenie, jeśli dotychczas nie zachowywałem się zbyt uprzejmie i nie poświęcałem pani wystarczająco dużo uwagi. Wiele różnych spraw zaprząta moją głowę - wytłumaczył, wciąż patrząc na Dianę i próbując brzmieć tak arystokratycznie, jak tylko potrafił. Może powinien popisać się większą szarmancją, aby sprawić lepsze wrażenie. Po raz kolejny stłumił westchnięcie i ponownie poszukał ukojenia w smaku papierosa.
- Ja również nie mam zamiaru zmuszać pani, panno Crouch, do żadnych wyrzeczeń. Pragnąłbym uniknąć wszelakich niedogodności i wolałbym, aby to narzeczeństwo było dogodne dla nas obojga. - Męczył się, ważąc słowa i starając się nie pokazywać po sobie, z jak wielką niechęcią czy trudnością mu to przychodzi. - Naprawdę zależy mi na pani samopoczuciu i nie chcę, by cokolwiek miało miejsce wbrew pani woli.
No, może oprócz całego tego zaaranżowanego małżeństwa, dodał gorzko w myśli. Ale na to on sam także nie miał żadnego wpływu.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Diana Crouch
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t711-diana-octavia-crouch#2419 http://www.morsmordre.net/t777-puszka#3024 http://www.morsmordre.net/t731-diana-czy-hel#2491 http://www.morsmordre.net/f109-ashford-hythe-road http://www.morsmordre.net/t983-panienka-crouch#5415
szlachcicuje
22
Szlachetna
Zaręczona
Caught in a landslide, no escape from reality.
Open your eyes, look up to the skies and see.
7
11
0
0
2
5
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   01.09.15 13:04

//jeszcze raz przepraszam za zamulenie; szalony weekend:C

Rozejrzałam się wokół, w lekkim zamyśleniu zagryzając wargę. Nie mogłam mówić o uldze, o jakimkolwiek odetchnięciu. Nie mogłam szczerze uśmiechnąć się do Garretta i powiedzieć, że kamień spadł mi z serca dzięki jego słowom, gdyż nie miałam poczuć żadnego zdjęcia ciężaru z mych ramion. Cóż, on jedynie rósł, więc zastanawiało mnie, ile dam radę znieść, ile jeszcze życie musi mi dowalić, bym padła, nie potrafiąc już dumnie unosić podbródka, nie mogąc dłużej tego robić?
Tonęłaś, panno Crouch. Tonęłaś i nie miałaś nad tym kontroli. Tonęłam, z każdą kolejną sekundą znajdując się coraz głębiej pod wodą. Zaskakująca wizja, jako że nigdy nie przejawiałam strachu przed wodą. Cóż, prawdą jednakże było, iż jedynym, co mogłam zrobić, było dalsze granie własnej maskarady przed tymi wszystkimi ludźmi. Właśnie! Otóż to! Musiałam się na tym skupić, musiałam to kontynuować, jak gdyby nic wielkiego się nie zmienił, powinnam dalej być szlachcianką, której zazdrościć powinna cała szlachecka śmietanka, oraz być normalną kobietą, której nie doskwierają żadne głębsze problemy, prócz bezsenności czy niepożądanego bólu ten raz w miesiącu... całkowicie nie dając po sobie poznać, że nie tylko okres mnie męczył, ale również wilkołactwo. Musiałam się na tym skupić. Garrett mógł nie dostrzec moich zniknięć... Coś wymyślimy wspólnie z Leonardem. Damy radę.
Teraz zaś musiałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by to małżeństwo nie stało się byle szarą notatką wśród szlachty światka czarodziejskiego. Pod nazwiskiem... Weasley nie mógł zniknąć mój charakter rodowitego Croucha. Nie mogłam zniknąć sama Ja. Rodzice na mnie liczyli, bracia... Musiałam pokazać tej Darcy, że wcale nie jestem gorsza... Wróć, nie mogłam być gorsza. Musiałam być lepsza. Piękniejsza i bardziej olśniewająca niż dotychczas. Moje wilkołactwo musiało kompletnie zniknąć z mojego wizerunku, musiało stać się niedostrzegalne nawet przez uświadomionego Leonarda. Zero zmęczenia, zero sarkazmu, złego humoru... Od dziś musiałam być zakochana. Garrett również. Powinnam od niego tego wymagać czy go uwieść? Czy ja w ogóle potrafiłam uwodzić? Spojrzałam na niego i znów poczułam ten ucisk gdzieś w sobie. Cóż robić? Milczeć nie wypadało, poza tym każdy mógł nas zauważyć i zobaczyć tę sztywną rozmowę.
Doskonale – skomentowałam, mając nadzieję, że jego słowa sprawdzą się w praktyce i nie będą jedynie marnymi obiecankami. – Jest coś, co również chciałabym... O co chciałabym pana... Ciebie, Garretcie, prosić. Nie mam pojęcia, czy nie wyniosłam błędnych wniosków z własnej obserwacji, jednakże mam również takie wrażenie, przeczucie, że nie czujesz się komfortowo w roli, hmm, stereotypowego szlachcica – mówiłam ostrożnie, powoli, starając się brzmieć naturalnie i przyjaźnie. Wiedziałam jednak, że ostatecznie wychodzę na spiętą. Nie miałam pojęcia, jak zareaguje na te słowa Weasley. W dzieciństwie może widywałam go często, teraz jednak tak nie był. Ponadto wybrałam rozmowę, gdyż uwodzenie uznałam za poniżanie mego ciała i nazwiska. Nie należała ona jednak do łatwych. Wymagać coś od kogoś, kogo nie znasz?
Bardzo ważny jest dla mnie wizerunek. Mam nadzieję, że w żaden sposób cię tym nie urażę, ale mogę ci... pomóc, jakoś... wesprzeć w przyszłości, byś...my aktywnie uczestniczyli na wszelkich rodzinnych i szlacheckich spotkaniach – odparłam, nie unikając patrzenia na jego osobę i spoglądając co i rusz na niego, co jeszcze bardziej utrudniało mi przekazanie tego, co chciałam z siebie wyrzucić. Od razu. Na starcie. – Nie chciałabym, by zaistniały wieczne wymówki typu pracuję, pracuję i pracuję. – Uśmiechnęłam się, by jakoś rozluźnić atmosferę między nami. – Nie chce zostać twoim wrogiem, Garretcie. Póki między nami... Po prostu pragnę, byś miał mnie za swą przyjaciółkę, byś czuł się w moim towarzystwie swobodnie, bardziej pewnie. Nie zmuszaj się do oficjalności, gdy jesteśmy sam na sam... o ile oczywiście chcesz. Wystarczy Diana, Młoda czy... Nie pamiętam, jak mnie nazywaliście w dzieciństwie – stwierdziłam, wywracając oczy. Zapewne nie było to nic cudownego. Musiałam też sama odreagować, więc starałam się rozluźnić, porzucić to niekomfortowe spięcie, które raczej miało dopiero opaść po odpowiedzi Garretta. Choć to też zależało od jej charakteru... – Podobno byłam nieznośnym dzieckiem - zaśmiałam się, co mi wyszło całkiem naturalnie.


Powrót do góry Go down
 

Wierzbowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18