Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wierzbowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wierzbowy park   02.12.12 0:11

First topic message reminder :

Wierzbowy Park

Niemal najpiękniejsze miejsce w Londynie, tak powiadają. Eleganckie, romantyczne ogrody, rankami zasnute delikatną mgłą, nieustannie pachnące słodkimi kwiatami, codziennie pełne są spieszących do pracy ludzi, ludzi pragnących choć przez chwilę pozachwycać się tutejszą zielenią. Wysokie krzewy, idealnie przycięte żywopłoty, wiekowe drzewa oraz dziesiątki ławeczek zdają się być istnym rajem pośród niepewnych ulic Londynu i sprawiają, że ciężko jest nie dostrzec uroku tego miejsca. Długie witki wierzb płaczących okalają rosnącą tu roślinność, cudownie komponując się z licznymi posągami lub popiersiami sławnych osób. Jedną z nich jest Henryk Kapryśny, magik słynący ze swych zwycięstw podczas wojny czarodziejów z olbrzymami. I choć żaden mugol nie ma świadomości jego prawdziwego imienia, będąc pewnym, że jest to jeden z pradawnych wikingów, posąg cieszy się wśród nich niemałą sympatią. Często spotkać tu też można jeżdżące na rowerach dzieciaki.
Niewątpliwie jest to miejsce piękne, że niemal nierealne, jakby ponad tym wszystkim, z dala od ponurego Londynu, smutnego świata. Cicho szumiący, gęsty okrąg drzew, jakby stworzony do izolacji od rzeczywistości. I tylko wierzby płaczą - a ludzie niech się uśmiechają.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marcelyn Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1934-marcelyn-carrow http://www.morsmordre.net/t2010-lusia#29282 http://www.morsmordre.net/t2011-marcysia#29286 http://www.morsmordre.net/f254-harley-street-13-7
uzdrowiciel magicznych stworzeń
22
Szlachetna
Zaręczona
Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód(…). Wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na ramionach,i blask księżyca nad rzeką wieczorami,i niebo pełne gwiazd, i las, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne(…).
1
2
4
6
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   28.02.16 16:50

Co mogło się to wydawać dziwne, w tym właśnie momencie poczuła ze zdwojoną siłą że jej postanowienie o ukrywaniu się pod fałszywym mianem było najlepszą decyzją jaką mogła podjąć. Marcelyn nie myślała w kategoriach łańcucha przyczynowo skutkowego. Nie odbierała tego jako "gdybym nie skłamała, nie byłoby teraz problemu". Myślała "nie można ufać nikomu i trzeba kryć się jeszcze ostrożniej". Uważała, że gdyby Deimos jej nie zdradził, wkrótce sama wyznałaby wszystko Barremu i obyłoby się bez tej okropnej pogadanki. Z resztą planowała wyznanie mu prawdy, chciała to jednak zrobić zupełnie inaczej. Po nitce do kłębka dotarłby do tego kim jest, wtedy nie byłoby to jak cios w szczękę od trolla, co zafundował Barremu jej drogi kuzyn. Oh, gdyby wiedziała że to on dał chłopakowi zdjęcie rudowłosej... Notabene zdjęcie to wykonane było właśnie dla Barrego (choć ona sama nie miała o tym pojęcia), kiedy ojciec uznał że musi mieć portret dla wybranka. A uśmiechneła sie na nim wyjątkowo krzywo i nieprzychylnie, by kandydata odepchnąć. A wyszło jak wyszło...
-Oczywiście że wiedziałam, głąbie, dlatego otworzyłam przed Tobą serce!-nie wytrzymała i wybuchnęła łamiącym się głosem. Nigdy wcześniej nie kochała. Nigdy. Pierwszy raz poczuła że może oddać komuś całą siebie i...-zdradziłam Ci to, co skrywałam najgłębiej, a wierz lub nie, nie było to nazwisko. Zdradziłam Ci prawdziwą siebie, nie w tym jak się nazywam czy z jakiego pieprzonego rodu pochodzę, a to, jakim jestem człowiekiem. Myślisz że te wszystkie rozmowy od wieczora do rana mogłabym wymyślić? Że udawałabym wszystkie te uczucia którymi Cię obdarzyłam? Nie bądź głupcem, Barry.-Cały czas patrzyła mu w oczy. Po krótkiej chwili zachwiania emocjalnego opanowała się wręcz błyskawicznie, mówiąc teraz silnym, mocnym głosem którym niosła wszystko to, co miała do przekazania. -A cel? Jaki inny cel mogłabym mieć niż chronienie własnej rodziny? Zrozum, szlajająca się po Nokturnie i korzystająca z wszystkich jego dogodności lady Carrow to coś, co z pewnością wykorzystałby każdy mający na pieńku nie tyle z całym rodem, a przede wszystkim z moim ojcem...-oh... wow Carrow, a jednak masz uczucia... Oczy rudowłosej zaszły szklistą powłoką, co mogło nie umknąć uwadze Barrego nawet mimo próby zamaskowania łez szybkimi jak u motyla mrugnięciami. Głos zachrypł jej całkowicie na wspomnienie o ojcu. Bo to przecież dla, czy może przez niego, zaczęła się kryć. Ojciec wpadł w bardzo poważne konflikty z Rycerzami Walpurgii którzy jak wiadomo z Nokturnem byli za pan brat. Ale do tego nie przyznawała się nawet przed sobą. Aż do teraz...
Uspokoiła się i dodała -Zrozum, Barry, że to nie było wymyślone na prędce kłamstewko by zyskać Twoją sympatię czy Merlin wie co jeszcze.-jak w ogóle mógł tak pomyśleć!?


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   28.02.16 18:54

Gdyby można było cofnąć czas i wtedy poznać skrywaną przez rudowłosą prawdę. Wtedy z pewnością inaczej toczyliby rozmowę, on nadal by jej ufał, a nawet starał pomóc w jakichś jej kłopotach. W końcu do tej pory nie był obojętny na jej prośby, jeśli takowe miała. Pomagał, gdy mógł i wspierał ją, kiedy tego potrzebowała. Czy tego nie dowiódł wrześniowego wieczora, kiedy ta przyszła do niego zapłakana? Nie jest żadnym potworem. On przecież nie krył emocji, które wylatywały z niego. Co prawda, niekiedy musiał powstrzymywać się, ale w końcu nie wiedział, że jest lady. Gdyby wiedział wcześniej, może i szybciej by to wszystko zorganizował i oboje nawet by chodzili szczęśliwe zaręczeni i myśleli powoli o ślubie. Ale nie, wolała trzymać swój sekret głęboko w sobie.
Widząc jak zaczyna lamentować nad swym życiem, jego serce mimo wszystko nieco skruszyło się. Wysłuchał wszystkich jej żałosnych słów, lecz nie wiedział, czy to prawda. Owszem, nie podejrzewał, aby łzy same z niej wyszły, lecz Barry nie wie, jaką ona jest aktorką. W końcu nie powiedziała, w czym jeszcze okłamała, a specjalnie nie dopytywał Deimosa, aby to osobiście od niej się dowiedzieć.
- Co ma ojciec do tego?- zadał pytanie. Nie rozumiał, czemu nagle w to wszystko miesza swojego ojca. Przecież mówiła, że jego nienawidzi, jak i zaaranżował ich narzeczeństwo. Ale nic nie wspominała, że jest jakimś zagrożeniem dla niej. Owszem, rozumiał ukrywanie swej tożsamości, ale czy on kazał nagle całemu światu oświadczyć, kim jest? I tak się niedługo wszyscy dowiedzą, gdy Barry zażąda jej ręki. Tego akurat nie uniknie, a gdy ludzie się dowiedzą o jej nazwisku, to kto wie, czy i gorzej nie będzie miała, niż gdyby od samego początku mówiła prawdę. Przynajmniej tak jemu się wydawało, gdy tak stał naprzeciwko łkającej rudowłosej dziewczyny i myślał, co tu teraz z nią zrobić.
- Ja nie wiem, co o tym myśleć. Gdy te wiadomości doszły do mnie... straciłem do Ciebie zaufanie. Dziwisz się?- powiedział cichym tonem. Niech wie, w jakim stanie jest ich związek. Do czego doprowadziło jej kłamstwo, a może i kłamstwa i sekrety. Był wredny w tej chwili, ale sama sobie zawiniła.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Marcelyn Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1934-marcelyn-carrow http://www.morsmordre.net/t2010-lusia#29282 http://www.morsmordre.net/t2011-marcysia#29286 http://www.morsmordre.net/f254-harley-street-13-7
uzdrowiciel magicznych stworzeń
22
Szlachetna
Zaręczona
Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód(…). Wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na ramionach,i blask księżyca nad rzeką wieczorami,i niebo pełne gwiazd, i las, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne(…).
1
2
4
6
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   29.02.16 17:21

Gdyby przeanalizować wszystkie możliwe drogi, którymi ta dwójka mogła pójść, mogłoby się okazać że Wierzbowy Park stał się krańcem najgorszej z możliwych. Przecież na dobrą sprawę, mogliby się nawet nie poznać lub pozostać w relacjach czystko przyjacielskich bądź w stosunkach kupiec-sprzedawca. Ale czy tak naprawdę było to w ogóle możliwe? Myśląc o tym teraz, Marcelyn miała wrażenie że już od momentu w którym pierwszy raz się spotkali, jakaś jej cząstka czuła, wiedziała, że zmierza to ku rychłemu zakochaniu. Zupełnie tak, jakby te jej wszystkie głupiutkie koleżanki z rocznika miały rację szczebiocząc o miłości od pierwszego wejrzenia, romantycznej komunii dusz. Oczywiście zupełnie antyromantyczna, lodowata wręcz Marcela zawsze słuchała tego z kpiącym uśmieszkiem, czasami tylko wyglądając zza opasłego podręcznika od alchemii. Oczywiście w hogwarckich czasach utrzymywała bardzo przyjazne stosunki z płcią przeciwną (można by nawet powiedzieć ze głównie z nią). Co zabawne, niejednokrotnie rozmawiała w tych czasach z Barrym, jednakże zapewne żadne z nich teraz tego nie pamięta, wszak obydwoje musieli zmienić się nie do poznania. Z resztą większość twarzy i nazwisk zlała się jej już dawno w wielką, bezkształtna masę. Ale gdyby obydwoje pamiętali o sobie, teraz nie byłoby tej rozmowy. Może nawet byliby razem "od szkolnej ławki"? Ba, może Marcysia chodziłaby dumna z zaręczynowego pierścionka, bez ceregieli z natrętnym w owej sprawie ojcem. Nie, M. zdecydowanie nie nienawidziła ojca, jednak zywiła do niego głęboką urazę.
-Nie będę teraz o tym mówić...-rozejrzała się nerwowo po parku, dając do zrozumienia że konszachty ojczulka z Rycerzami Walpurgii nie są tematem ani na ten czas ani tym bardziej na miejsce -Po prostu bardzo nierozważnie dobrał towarzystwo z którym zadarł. Skończyło się to... bardzo nieprzyjemnie a skutki jego, nie ukrywajmy, głupoty odczuwamy do dziś chociażby pod postacią mojego drugiego imienia.-skończyła, mając przed oczyma najpoważniejszy ze skutków, o którym nie mówiła jak dotąd nikomu-śmierć matki.
Pierwszy raz od początku rozmowy spuściła wzrok -Nie, zupełnie Ci się nie dziwię, Barry.-ale proszę o odrobinę zrozumienia...miała na końcu języka, jednak nie chciała wytrącać go z równowagi. Znów podniosła na niego oczy-I za to Cię przepraszam. Naprawdę jesteś ostatnią osobą którą chciałabym okłamać.-I jedyną którą przez całe życie pokochałam. Dodała w myślach. Oh Marcelyn, przestań się bać wielkich słów, nie widzisz ile szkody juz wyrządziłaś?




Ostatnio zmieniony przez Marcelyn Carrow dnia 29.02.16 19:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   29.02.16 18:17

Kiedyś wszystko było proste, jak i łatwe. Zero komplikacji, zero odpowiedzialności. Żyło się z tego, co dzień przyniósł i cieszyło się każdym dniem. Z Marcelyn się zaprzyjaźnił, lecz wtedy będąc młodym brzdącem nie wiedział, że to wszystko doprowadzi do spotkania w feralnym parku. Może teraz zamiast robić sceny z wyrzutami, Barry by się jej oświadczył. Gdyby nie okłamała jego, to może tak by się stało. Bo oczywiście wcześniej ucieszyłby się i nie zwlekał z podarowaniem jej pierścionka. By klęczał na kolanie i poprosił ją o rękę. Ale zamiast romantycznej sceny, Barry stoi naprzeciwko Marcelyn starając się nie wybuchnąć i nie popełnić przy okazji jakiegoś błędu, który może go słono kosztować. Nie wie, jak pogodzi to wszystko, ale będzie musiał wbrew swoim przekonaniom. Bo teraz to normalnie powinien jej wygarnąć, a potem zostawić. I ignorować ją, bo takie kłamliwe osoby nie zasługują z natury na drugą szansę.
Spiorunował ją początkowo wzrokiem, gdy nie chciała jemu odpowiedzieć na pytanie, lecz zaraz te spojrzenie złagodniało, gdy się wytłumaczyła. A to ciekawe. Co prawda Deimos nie mówił zbyt wiele o jej rodzicach, ale już tu widać, że nie mówiła jemu wszystkiego. Nie skomentował jej wypowiedzi rozmyślając nad tym, gdy Marcelyn spuściła wzrok. Przeprasza? Prawda czy fałsz? Nie, teraz nie mógł jej nie uwierzyć. Chociaż miał ochotę popchnąć ją do tego drzewa i odejść, nie mógł. Ciągle słyszał w głowie małe słówka, które przypominały jemu o obowiązku wobec rodziny. Musiał przełknąć gorycz, która nagromadziła się w jego ustach. - Ale zraniłaś, i to mocno.- wyszeptał cicho i zrobił krok w tył nie przestając na nią zerkać. - A skoro nie chcesz teraz mówić, powiedz, kiedy będziesz gotowa. Do tego czasu nie chcę Ciebie widzieć.- powiedział chcąc kończyć te spotkanie. Skoro nie chce teraz mówić, to on pójdzie do pracy. Niech doceni, że daje jej czas na wyjaśnienie. Oczywiście nie powiedział jej, że ma czas do świąt, gdzie pewnie pozna prawdę od swego ojca, a Barry będzie ją traktować z dystansem. Daje szansę na naprawę, czego raczej by normalnie nie zrobił. Bo kto by chciał być z osobą, która jego raz okłamała.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Marcelyn Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1934-marcelyn-carrow http://www.morsmordre.net/t2010-lusia#29282 http://www.morsmordre.net/t2011-marcysia#29286 http://www.morsmordre.net/f254-harley-street-13-7
uzdrowiciel magicznych stworzeń
22
Szlachetna
Zaręczona
Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód(…). Wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na ramionach,i blask księżyca nad rzeką wieczorami,i niebo pełne gwiazd, i las, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne(…).
1
2
4
6
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   29.02.16 19:16

W obecnej sytuacji prawdopodobnie jedno nakręcało drugie. Marcelyn swoją upartością i dumą zapewne irytowała Barrego równie mocno jak ją jego brak zrozumienia i ciągłe trwanie w raz postawionym osądzie. Nie potrafiła myśleć w tym momencie przyszłościowo i zastanawiać się, jak będzie wyglądać ich relacja. Szczególnie, że o ich rychłym ślubie nie miała pojęcia. Ojciec dalej bawił się z nią w głupie zgadywanki mówiąc tylko "dzieci będziecie mieć ładne" na co zwykła odszczekiwać "u nas zawsze są, po mamusiach". Jakąś cichą satysfakcje sprawiało jej godzenie w jego dumę. Za każdym razem gdy wspominała matkę robiła to tak, by pokazać mu, że nie ma jej właśnie z jego winy. Że do dziś ma o to żal. Oh, jakież będzie zdziwienie tej zadziornej panienki, gdy to jej wręczą portret narzeczonego. Aż do dzisiejszej rozmowy prawdopodobnie zaśmiałaby się przepełniona radością i została jedną z nielicznych zadowolonych panien młodych. A teraz? Sama nie byłaby w stanie przewidzieć swojej reakcji, szczególnie że jej naturalną reakcją było odbijanie emocji którymi godzi się w jej osobę. A że te, którymi w tym momencie obdarował ją rudowłosy nie były zbyt przychylne, sama czuła wobec niego solidną wiązankę raczej negatywnych emocji. Jednak od miłości do nienawiści wystarczy jeden mały krok...
Deimos... gdyby tylko wiedziała, że to przez tego ubranego w drogie szaty lisa zniszczony został jej związek (bo przecież nie przyzna przed sobą, że to przez jej ukrywanie prawdy)...
Z każdym wibrującym w powietrzu słowem, zarówno Barrego jak i własnym, czuła coraz większe rozczarowanie i gorycz. Chciała wypowiedzieć wojnę całemu światu. Chciała niszczyć i zostać zniszczoną. Czuła narastającą wściekłość skierowaną w... no właśnie, w co?
Już nie rób z siebie świętego, Barry. Są gorsze kłamstwa i gorsze uczynki, uwierz, gdybym chciała Cię skrzywdzić, zrobiłabym to i ta rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej. Cały smutek zszedł z niej momentalnie. Gdyby nie fakt, że od początku rozmowy trzymała się bardziej prosto od wierzby pod którą stała, wyprostowałaby się jeszcze bardziej.
-Jaki sens będą miały moje słowa, jeśli nie chcesz ich słuchać?-zadała pytanie które narodziło się w niej, gdy zaczął wytykać jej kłamstwa. Czy na pewno nie chcesz mnie widzieć? Wątpiła w to, miała wrażenie ze rudowłosy chce dotrwać do p r a w d z i w e g o konca rozmowy, kiedy wyjaśnią wszystko i żadne nie będzie już miało pytań. -Powiedz mi, czym tak naprawdę Cię uraziłam? Samym faktem podania Ci nieprawdziwego imienia, co już wyjaśniłam, czy tym, że sądziłeś że wiesz o mnie wszystko a okazało się być inaczej?-miała nadzieję nie brzmieć zbyt ironicznie, pytała z czystej ciekawości powodu jego złości.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   29.02.16 21:40

Chłopak chciał teraz jak najlepiej usłyszeć to, co myśli mu dyktowały. Dlaczego... co jeszcze skłamała. On by zrozumiał, gdyby jemu wcześniej powiedziała, że robi to dla swej ochrony. Nie jest takim okrutnikiem, że jest obcy na ludzki los i pech. Sam w końcu ma nie najlepiej w życiu i paja rodzeństwo w różne kłamstwa. Ale nie okłamywał tej osoby, w której jest zauroczony. Wie o narkotykach, o jego pracy na Nokturnie. Dużo jej o sobie powiedział, wie prawie że wszystko. Zaufał jej, a ona nie, i to jego najmocniej bolało. Ten brak zaufania. Ciężko jest jemu uwierzyć, że coś takiego się zdarzyło, ale niestety - są na to dowody.
I ośmiela się jego oskarżać, że nie chce słuchać jej wyjaśnień. A po co w takim razie ją tutaj zaprosił? Chyba nie po to, aby zjeść z nią lunch. Chciał ją wysłuchać, dać jej szansę szybkiego zrehabilitowania się i może jej wspomnieć o jednej, bardzo istotnej rzeczy. Ale woli zwlekać i zwalać na niego. Niech tka dalej robi, z pewnością to nic dobrego nie wróży w przyszłości. Groźnie podniósł brwi chcąc rzucić w jej stronę parę nieprzyjemnych epitetów, lecz ugryzł się w język. Nie, nie będzie jej mówić, jak się teraz zachowała. Niech w końcu zacznie myśleć. Zbliżył się do niej niebezpiecznie słysząc kolejne jej słowa, które zaczynały jego mocno irytować, jak i rzucały niemiłe myśli.
- Powiedziałem chyba wyraźnie - jak będziesz gotowa na rozmowę, wtedy porozmawiamy. Nie wcześniej, a sama powiedziałaś przed chwilą, że nie chcesz teraz o tym rozmawiać.- powiedział, a raczej wyszeptał starając się używać emocji do minimum. Może jego wzrok wyglądał niebezpiecznie, jakby chciał ją w tej chwili spiorunować, lecz rudzielec zaraz cofnął się. Nie miał ochoty rzucać jakichkolwiek słów pożegnania w jej stronę uważając, że już dostatecznie się jej wyraził. Jedynie to skinął prawie niewidocznie głową i zostawił Marcelyn samą przy wierzbie. Skoro jest mądra i inteligentna, powinna wiedzieć, co zrobić. Barry będzie czekać na nią. Potem może będzie żałować tych słów, a może i nie. Może Marcelyn zasłużyła na to, aby ktoś jej w końcu to powiedział i pohamował. Przyjaciół się nie okłamuje. Szczególnie tym, którzy ze wzajemnością ufają, są gotowi oddać swe życie za druha. To co ona zrobiła, było wręcz k a r y g o d n e.

z/t





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   10.07.16 16:39

Para nr 10

Wierzbowy Park podobno był jednym z najpiękniejszych w całej Anglii - miłośnicy przebywania na świeżym powietrzu wciąż dywagowali, które z zielonych terenów zasługuje na pierwsze miejsce, ale większość była właśnie za tym miejscem. Jeśli nigdy tu nie byłeś, powinieneś czuć wstyd i zażenowanie. Lady Lestrange przechadzała się ścieżką, czekając na jedną ze swoich przyjaciółek. W okresie zimowym spotykanie się na gorącą czekoladę było już tradycją, która nie mogła ominąć również szlachcianek. Na jej szczęście bądź nieszczęście zaczepił ją starszy człowiek, czarodziej. Zaczął opowiadać o śpiewających gatunkach ptaków, które nawet zimą mogła słyszeć w parku. Niestety ten bardzo się mylił, a wszystkie jego oszczerstwa i brak wiedzy z zakresu ornitologii słyszała Clementine. Czy odezwie się i wyprowadzi z błędu mężczyznę, który głośno kłócił się z każdym, kto podważał jego rację?

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  


[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   11.07.16 0:56

12 stycznia
Clementine długo stoi niedaleko starszego mężczyzny. Podąża za nim nienachlanie. Słucha go bardzo wnikliwie. Mężczyzna opowiada wiele ciekawych rzeczy. Ma bardzo żywy, absorbujący ton. Im dalej jednak w jego tyradę, tym więcej nieprawidłowości panienka Baudelaire słyszy w jego słownym wykładzie. Przystaje z boku, zauważając, że nieznajomy z uporem próbuje przekonać do swoich racji przechodniów. Nie wszyscy mają na temat ornitologii taką samą wiedzę jak Emmie. Clementine nie chce być namolna, albo się wymądrzać, ale mężczyzna nie ma racji. Gdyby sama się myliła, chciałaby, żeby ktoś zwrócił jej na to uwagę. Tym bardziej, ze wprowadza w błąd również innych. Clem z początku doszukuje się w wypowiadanych słowach sensu. Szuka go, dopisuje sobie wyjaśnienia, dlaczego tak mężczyzna próbuje tłumaczyć tryb życia ptaka, który prowadzi go w zupełnie inny sposób. Być może poznał jakąś naturalną krzyżówkę gatunków, o jakich mówił, ale ten, którego nazwy użył z pewnością cechował się innymi zachowaniami. Zaś następnej nazwy ptaka ozdobnego nie kojarzyła, a przecież znała wszystkie.
Wydaje mi się, że mówi pan o innym gatunku ptaka — wtrąca się Clementine dość cicho. Wtedy słyszy, jak mężczyzna się zapowietrza. Stoi w miejscu, trochę za ramieniem Evandry, słysząc jego kroki. Mężczyzna łapie ją za ramię, trochę boleśnie. Clementine zastanawia się czy powinna zwrócić mu na to uwagę. Ostatecznie unosi do niego twarz, spokojnie, chociaż serce z jakiegoś powodu zabiło jej mocniej. Ciało reagowało samoistnie, natomiast naiwny umysł Clementine kazał jej wierzyć, że ten człowiek nie miał złych zamiarów. Nawet jeśli warczał na nią, karząc jej się zamknąć. Emmie milczy, według jego zalecenia. Cóż, mężczyzna może mieć rację, wtrąciła się w sam środek rozmowy. Może zepsuła mu dowcipną opowieść, w ktorej ten gatunek ptaka miał być pomieszany?

[bylobrzydkobedzieladnie]




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections




Ostatnio zmieniony przez Clementine Baudelaire dnia 26.07.16 15:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   13.07.16 20:54

Przechadzała się po parku powoli - powoli jak na nią, choć nadal dosyć żwawo - próbując zabić czas. Nie umiała naprawdę spacerować, nie w chwili, kiedy na kogoś czekała i każda minuta urastała do rangi godziny, nie w zimie, gdy spowolnienie kroku równałoby się wychłodzeniu.
Kiedy zaczepił ją ten starszy czarodziej, z początku nie spodziewała się kłopotów. Myślała, że przybierze na usta swój wyćwiczony, uprzejmy uśmiech, odpowie raz czy dwa i osoba, z którą była umówiona, z pewnością uratuje ją od dalszej wymiany zdań. Jednak ratunek nie nadciągał, zaś mężczyzna raczył ją coraz dziwniejszymi opowieściami, i to opowieściami na temat ptaków, którymi - prawdę mówiąc - nigdy szczególnie nie zaprzątała sobie głowy. Spokojnie, Evandro, to na pewno tylko kwestia chwili, dwóch, trzech...
Złość na spóźniającą się osobę wzrosła.
Wtedy jednak pojawił się ktoś inny, nieznana jej panienka, która odważyła się wytknąć starszemu omyłkę. Omyłkę, czy może kompletny brak kompetencji? Biorąc pod uwagę jego nerwową reakcję... Nie miał prawa chwytać jej za rękę, nie miał prawa warczeć.
- Proszę ją puścić, w tej chwili - powiedziała chłodno, wyniośle; uniosła do góry podbródek i zrobiła krok w ich kierunku, nie obawiając się konsekwencji swego zachowania. Była przecież nietykalna, była szlachcianką; gdyby tylko spróbował potraktować ją w taki sposób, już nie miałby ręki.
Zmrużyła oczy i kontynuowała, nawet nie mając pojęcia, o kogo walczy:
- Radziłabym panu nie odzywać się w taki sposób do przyjaciół rodu Lestrange - zawiesiła głos, obserwując, jakie wrażenie zrobi na nim wspomnienie rodu. - Ani to grzeczne, ani ładne. Zwyczajnie nie przystoi.
Nie spuszczała z niego wzroku, aż nie opuścił ręki, nie wycofał się, wyraźnie zaskoczony - nie wiedziała jednak, czy samym oporem kobiety, czy posłyszanym przed sekundą nazwiskiem. Nie było to jednak aż tak ważne, dopóki mogło zadziałać.
- Wszystko w porządku? - zwróciła się do nieznanej kobiety, kiedy starszy czarodziej nadal stał obok, choć już nie aż tak blisko, jak jeszcze chwilę temu; niech słyszy, niech zacznie się bać. Miała tylko nadzieję, że zaraz odejdzie, zniknie na dobre i przestanie dręczyć je swoją obecnością.




Ostatnio zmieniony przez Evandra Lestrange dnia 05.08.16 1:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   18.07.16 20:55

Słyszy chłód w glosie nieznajomej. Dopiero jej dystans karze jej jeszcze raz przemyśleć zastaną sytuacją. Odruchem cofa się krok w tył, ale dotyk mężczyzny ściąga ją w przód. Nie chce mu zarzucać nieuprzejmości. Nie zna go i nie zakłada, że ten próbuje być tak grubiański. Nie zna powodu, dla którego to słowo musiałoby zaistnieć w słowniku języka, bo przecież nikt nie chciałby być wobec innych niemiły. Dlaczego więc ten mężczyzna? Wpatruje się w niego i ślepo i niemo i bez zrozumienia. Czuje natłok ogarniających ją emocji, a ton kobiety obok nich budzi w niej instynktowny respekt. Od razu wie, że ma do czynienia z dumną, wyrachowaną i z pewnością – potrafiła to bez zawahania stwierdzić – piękną kobietą. To ciekawe jak wiele można się dowiedzieć o innych ludziach wyłącznie badając ich ton i zachowanie. Clementine cofa się, czując jak jej ręka zostaje uwolniona od ciężkiego uścisku. Ten pozostawia na jej skórze zaczerwienienie, które później ma się przerodzić w wyrazisty, siny ślad. Instynktownie zbliża się do przedstawicielki bardzo znanego rodu. Lestrange. Clementine nie może się nadziwić, jak wielkie miała szczęście i zaszczyt poznać kogoś tak szlachetnej krwi. Przy okazji nazwana przyjaciółką tego domu poczuła się onieśmielona. W takim stopniu, że potrzebowała zastanowić się nad odpowiedzią, jakiej udzieli kobiecie.
Tak… — jej głos łamie się w powietrzu. Dziewczyna unosi dłoń żeby zaczesać rude pasma włosów za ucho. Zamiast tego jej palce natrafiają na miękkie, złociste loki nieznajomej. Jej opuszki palców same odnajdują sobie miejsce, żeby w przelocie wpleść się pomiędzy nie. Smaga wierzchem ręki miękkość jedwabistych włosów, nie wyobrażając sobie, żeby jej splątane, rude pasma kiedyś mogły nabrać takiej faktury. Clementine mimo swojego cichego zachwytu, postawę ma prostą, a twarz nie wyraża jej zadziwienia w takim stopniu, w jakim wyrażają ją jej myśli. To jej usposobienie, że część jej emocji zostaje w niej.
Gdybyś była ptakiem, byłabyś najpiękniejszym koroniakiem angielskim, jakiego znam. Ma bardzo piękne, miękkie upierzenie, bardzo puszyste, o jedwabistej fakturze.
Clementine często mówi rzeczy, których nie powinna, a które dyktowane są przez jej szczerość i jasność jej bardzo czystych intencji. W chwilowym milczeniu wyczuwa jednak nieprawidłowość, domyślając się, że być może kolejny raz nieświadomie popełniła nietakt. Dla sprostowania dodaje:
To rasa kanarka.
Mężczyzna w dalszym ciągu stoi obok i najpewniej przygląda się uważnie Evandrze, doszukując się rodowych sygnetów, a dostrzegając najpewniej jakieś oznaki przynależności do rodu, chrząka niewyraźnie i umyka w bok. Dopiero na ten dźwięk panienka Baudelaire spogląda za nim. Wydaje jej się, że musiała być bardzo nieuprzejma, skoro ich opuścił.
Przepraszam, nie chciałam przysporzyć ci kłopotu.
Przez nazywanie ją przyjaciółką rodu, odruchowo zwraca się do kobiety zbyt zuchwale, ale jej ton jest tak miękki, łagodny i nienatarczywy, że trudno się na nią o to złościć.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   05.08.16 2:17

Może nie powinna afiszować się ze swą przynależnością do czystokrwistego, wielowiekowego rodu na środku parku, może nie powinna zwracać na siebie większej uwagi, lecz... Lecz nawet w obliczu ostatnich wydarzeń - po których nadal nie potrafiła się otrząsnąć - nie zamierzała wstydzić się swego nazwiska. Nie zamierza również rezygnować ze swych strojów czy ponownie dać się zamknąć w rodzinnej rezydencji, na odległej wyspie Wight.
Mimo to zamarła, kiedy smukłe palce nieznajomej natrafiły na jej jasne pukle włosów; był to jednak zwykły przypadek, nie zaś bezczelne naruszenie jej przestrzeni osobistej i tym próbowała się uspokajać. Gest tak niewinny, a jednak potrafiący przyprawić o szybsze bicie serca. Spokojnie, Evandro, to nic takiego, nic Ci nie grozi, jesteś bezpieczna.
Trudno nawet opisać, co działo się w jej głowie ledwie chwilę później, gdy Clementine obdarzyła ją tym niecodziennym komplementem, wprawiając w osłupienie, odbierając rezon. Arystokratka zapomniała nawet o przyglądającym im się jeszcze przez chwilę starcu, zbyt zajęta uważnym obserwowaniem nieznajomej; czy to był jakiś żart? Czy naprawdę...?
Och, rasa kanarka. Z kanarkami, zwłaszcza tymi trzymanymi w złotych klatkach, Evandra miała wiele wspólnego. Więcej, niż jej rozmówczyni mogłaby podejrzewać.
- Dziękuję - odpowiedziała po chwili cicho, pozornie opanowanie, choć nadal w niemałym szoku. Bać się? Dziwić? Uciekać? Biorąc jednak pod uwagę fakt, że osoba, z którą była umówiona, nadal nie przychodziła, zaś dalsze oczekiwanie na mrozie nie było szczególnie zachęcające...
- Nigdy nie sądziłam, że zostanę przyrównana do kanarka, lecz... dziękuję. To było miłe. A przynajmniej w twoich ustach zabrzmiało to miło.
Serce wciąż nie uspokoiło swego biegu, lecz wróciła jej pewna władza nad ciałem, nad umysłem; nie było mowy o panice. Jej usta złożyły się w niewielkim, niezłośliwym uśmiechu.
Rudowłosa, choć nieco ekscentryczna, zrobiła na niej wrażenie dobitnie szczerej, nieprzystosowanej do świata marzycielki, której wiedza ornitologiczna potrafiła zrobić wrażenie. Zaś przyrównanie jej do kanarka... Gdyby mogła wiedzieć, ile w jej słowach było racji! Gdyby mogła wiedzieć, jak bardzo jej słowa kojarzyły się z poezją Tristana.
Kiedy alchemiczka usłyszała, że nieznajoma zwraca się do niej na ty, w pierwszej chwili poczuła ukłucie złości z powodu lekceważenia, z powodu braku należytego szacunku. Nim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć - albo jej twarz zdradzić jakąkolwiek z tych emocji - rozsądek przyniósł ukojenie. Jej rozmówczyni nie była może szczególnie obyta, a przynajmniej takie odniosła wrażenie po tych prostolinijnych i zbyt szczerych jak na szlachtę wstawkach, lecz tym samym sprawiała wrażenie naturalnej, prawdziwej i... niegroźnej.
- Nie przysporzyłaś, wprost przeciwnie, powinnam Ci nawet podziękować za ratunek - odparła cicho, w myślach doceniając miękkość i łagodność głosu nieznajomej. - Twoja wiedza jest godna uznania. Czy to pasja, czy na co dzień zajmujesz się ptakami? - zapytała, nim zdążyła się ugryźć w język. Co jak co, ale wiedza robiła na niej wrażenie, zaś kobieta, która poszerzała swe horyzonty wbrew powszechnej krytyce, wzbudzała szacunek.


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   01.09.16 20:27

Jej oddech jest spokojny. Nieznajoma łagodzi swoim tonem wszystkie drgnienia, dotykając Clementine. Odczuwany mróz, nierówny dech, wrażenie zmartwienia i niespodziewanego pożegnania opuszczającego ich ornitologa. Clementine łapie się na tym, że zbyt mocno wsłuchuje się w ten przyjemny dla ucha głos. Kanarek to było trafne przyrównanie. Evandra, samotna, sprawia wrażenie spokojnej, majestatycznej i jednocześnie delikatnej. Jej eteryczna aura uderza Emmie, ale nie boleśnie. Smaga delikatnie jej policzki, zachodzące teraz ciepłem od onieśmielenia dziewczęcia. Ta kobieta jest… piękna, prawda? Clementine nie ma kogo o to spytać, ale jest tego pewna. Nieznajoma rozsiewa wokół siebie oprócz swojej aury, subtelny zapach. Oczarowujące panienkę Baudelaire perfumy. Dziewczę nie zdaje sobie sprawy, że przymyka oczy, koncentrując się na cieple bijącym od nieznajomej. Jest tak… eteryczna i jednocześnie przestrzeń wokół niej jest całkowicie bezpieczna. Przyjemność spowija ciało Emmie, kiedy dziewczyna uśmiecha się do młodej kobiety zaledwie drgnięciem ust.
Naprawdę — zapewnia ją, bo być może Evandra nie zrozumiała. Koroniak angielski to wyjątkowa rodzina kanarków. — Pani jest zainteresowana kanarkami?
Pytanie zadaje, wracając do oficjalnej formy. Lawiruje pomiędzy jedną, a drugą, pod wpływem emocji. Jest w stanie trzymać swoje wrażenia w sobie, jeśli chodzi o najprostszą warstwę przeżyć. Jednak radość, smutek, zmartwienie, troska, zawsze łatwo było wyczytać z jej tonu, słów, postawy. Teraz była to fascynacja i płonąca w dziewczynie nadzieja, że spotkała kogoś, kto być może chciałby wraz z nią poszukać w parku ptaków, które o tej porze roku ciężej było znaleźć. Clementine jst równie miło, że kobieta jej słowa przyjmuje z zadowoleniem. Nie wie, jak powinna z nią rozmawiać, ale chciałaby wzbudzić jej sympatię w równym stopniu w jakim lady Lestrange wzbudziła ją w niej.
Ratunek? — Emmie powtarza po kobiecie jej własne słowa. Wypowiada je cicho, jakby nie chciała żeby ktoś mógł je usłyszeć. Tym samym zachowuje się między nimi aura intymności. — Ale… już czuje się pani dobrze? — pyta z pełną troską, uchylając wargi w pytaniu. Jej niewidome, szkliste oczy wpatrzone są prosto w twarz Evandry. Nie rozumie na czym polega jej pomoc, ale ma nadzieję, że wszelkie zmartwienia nieznajomej zostały odegnane.
Niedługo zjawi się tutaj mój ojciec. Może… może moglibyśmy panią odprowadzić do domu?
Nie sprawiała wrażenia upartej, a jednak, chociaż propozycja była nienachlana, jak i ton. Zaraz potem te prawie przeźroczyste oczy wypełniła emocja. Prośba. Nadzieja.
Proszę… — dodała mimo to, a chociaż zaraz padło kolejne słowo — nalegam — przepełnione było nutą zwątpienia i ufności wobec nieznajomej w takim stopniu, że daremnie byłoby w tym wyrazie szukać jego typowej definicji. Surowego i rozkazującego brzmienia. W ustach Clementine brzmiało delikatnie i prosząco.
Chciałabym pani opowiedzieć o mojej hodowli. To coś więcej niż wyuczona specjalność. Może pani ze mną spędzić… jeszcze chwilę?




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   28.12.16 15:24

Lady Nott zawsze należała do roztrzepanych osóbek. Od małego wszędzie było jej pełno i tak rodzice, jak i guwernerzy załamywali ręce nad dziewczęciem, które wespół ze swymi braćmi wspinała się na drzewa, biegała po lesie Sherwood, a obrażona potrafiła zaszyć się tam na kilka długich godzin. Obowiązków unikała jak diabeł święconej wody, aczkolwiek... to po części zmieniło się, kiedy poszła do Hogwartu. Wtedy odkryła swoją pasję - zaklęcia. Od tej chwili tak długo suszyła rodzicom głowę, że zgodzili się zawrzeć z nią umowę. Leda postara zachowywać się jak na prawdziwą damę przystało, zacznie skrupulatnie uczęszczać na wszystkie lekcje kaligrafii, tańca, prawidłowej postawy i wymowy, a w zamian za to nikt nie będzie krępować jej zawodowych planów. Młodziutka Nott ani przez sekundę nie żałowała decyzji powziętej w tak młodym wieku, chociaż wielu jej mówiło, iż to wyłącznie dziecięca fanaberia, słomiany zapał, który wyparuje równie szybko, jak pomysł zwojowania mitycznego Kosmosu. Leda wybroniła wszakże swojego marzenia - i choć pokornie spełniała polecenie swych rodziców, brała udział w zajęciach niezbędnych do wyedukowania prawdziwej lady, a nawet wyszła za mąż tuż przed swymi dwudziestymi urodzinami, to te wyrzeczenia wcale nie starły z jej ust wiecznego uśmiechu. Ani nie zmieniły zakręconej i nieco szalonej madame Nott w stateczną damę. Całe szczęście, że jej mąż to tolerował - ba, sam był nie lepszym szlacheckim ananasem. We dwójkę stanowili jedną z bardziej dobranych par arystokratycznego światka, a Leda naprawdę kochała swego misiaczka. Rozkręcali niejedną smętną i nudną imprezę w rodowym zamku... co przysporzyło im równie wielu przyjaciół, ilu wrogów.
Tym razem jednak Leda wiedziała, że zdecydowanie przesadziła. Spóźnianie się na spotkania zdarzało się jej notorycznie, ale spóźnić się o godzinę?! Aż jęknęła, gdy na wysokich, eleganckich szpilkach niemalże biegła alejką w Wierzbowym Parku, aby spotkać się z Evandrą. Gdy tylko ją zobaczyła, jęknęła z ulgą.
-Och, moja droga, całe szczęście, że na mnie czekałaś - wyspała Leda - nie masz pojęcia, co się stało. Niuchacz naszego Jeremy'ego prawie odgryzł rękę małej Caroline! Ta mała szelma dobrała się do mojej biżuterii! Wybacz, że musiałaś tak długo tutaj sterczeć - lady Nott aż uginała się w przeprosinach, prędko wymyślając niestworzone historie dla usprawiedliwienia własnej nieodpowiedzialności - ale, och, masz towarzystwo - dodała nagle, spoglądając na młodą dziewczynę, która stała tuż obok, najwyraźniej speszona jej przybyciem - gdzie moje manier - zreflektowała się Leda, uśmiechając się przyjaźnie do młodziutkiej panienki - jesteś przyjaciółką Evandry? Nigdy mi o tobie nie mówiła. Leda Nott - przedstawiła się, jednocześnie zalewając dziewczę potokiem pytań.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   28.12.16 16:42


Clementine stoi w milczeniu, wsłuchując się w słowa nieznajomej, która dopadła lady Lestrange bardzo nagle. Emmie nie odzywa się, ale jeszcze nie wie czy jest onieśmielona. Na razie dopiero zapoznaje się z zastaną sytuacją. Przyswaja sobie nowe towarzystwo. Automatycznie zwraca wzrok w jej kierunku i kłania się lekko. Etykieta jest o tyle dogodna, że pozwala jej witać się bez utrzymania bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Clementine nie wie, że dziewczyna się do niej uśmiecha, ale nieznajoma, lady Nott, ma tak ciepły ton, że panienka Baudelaire jest sobie to w stanie wyobrazić.
Witaj, lady Nott — zaczyna w sposób, który wydaje jej się najodpowiedniejszy. — Clementine Baudelaire. To dlatego, że dopiero poznałam Evandrę.
Fakt, że zwrócila się do niej tak bezpośrednio wynikał z okoliczności tego spotkania. Clementine prawdopodobnie nie widzi nawet, że naciaga etykietę. Nie skupia się na tym, że Evandrę traktuje cieplej, z większa otwartością. Mówi jej na Ty, bo każdy piękny słowik ma piękne imię, które należy często powtarzać głośno, dla szacunku dla jego glosu. Ten Evandra ma piękny. Clementine wierzy, że mogłaby być śpiewaczką i brzmiałaby pięknie w spokojnych balladach. Lady Nott, która do nich dołączyła, brzmi inaczej. Emmie nie potrafi tego samego powiedzieć o niej, ale dziewczynie przypisuje inne atrybuty. Uprzejmość, otwartość, charyzmę.
A lady, znacie się długo? — pytanie spływa z jej ust samo, jest… ciekawa. Tak zwyczajnie i jej kwestia wydaje się rzucona nienachlanie. Zaraz jednak w podmuchu wiatru Emmie czuje znajomy zapach perfum.
Zbliża się mój ojciec.
Potrafi to stwierdzić z łatwością, chociaż on znajduje się jeszcze daleko.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wierzbowy park   28.12.16 18:53

Naprawdę cieszyła się z tego umówionego spotkania z Evandrą, na które naprawdę nie chciała się spóźnić. Milion zajęć, jakich się imała sprawiły jednak, że kompletnie zapomniała o swojej przyjaciółce. Pewnie powinna prezentować się smutną i zgaszoną, ale Leda już zwyczajowo tryskała energią i wolała uspokoić spór barwną historyjką, aniżeli tłumaczyć się z gapiostwa i wytrzymywać surową reprymendę Evandry. W kwestiach etykiety, panienka Lestrange pozostawała bowiem nieprzejednana. Mimo to, lady Nott darzyła ją olbrzymią dozą sympatii i szanowała jej pasję. Obie dorastały w tym samym domu i środowisku, obie przełamały stereotypy kobiet uwięzionych u boku ich mężów. Sama Leda wspaniale dogadywała się ze swym Jeremym, który prawdopodobnie i bez aprobaty rodziców pozwoliłby (tudzież nawet i siłą wypchnął z domu) na realizację pasji. O ile nie pokazywała się publicznie w podkasanej sukni, tolerował właściwie większość jej ekscesów. Evandra nie była tak szalona, tak wyzwolona, tak nonszalancka - ale może właśnie dlatego Leda tak bardzo przylgnęła do swej koleżanki? Równoważyła jej popędliwość i znakomicie wyciszała wszystkie podszepty ekscentrycznego umysłu. Prawdopodobnie, gdyby nie panienka Lestrange, Leda w ogóle nie dożyłaby ani swych zaręczyn, ani rozpoczęcia kariery twórczyni zaklęć.
-Och, panienko, te grzeczności są zbędne - przerwała jej w pół słowa i roześmiała się ciepło. Dziewczę mogło być co najwyżej o kilka lat młodsze, a taka niepotrzebna tytulatura zawsze mierziła bezpośrednią Ledę. Pamiętała to z czasów, kiedy była dzieckiem i sam ceremoniał witania się wszystkimi imionami oraz tytułami przeciągał uroczystości o kilka nieznośnych godzin - mi również niezmiernie miło cię poznać. O czym rozmawiałyście? Musiałam wam przerwać - zakłopotała się nagle, pierwszy raz czując się autentycznie niezręcznie. Szybko jednak zatuszowała ową chwilową słabość opowieścią. Zajęcia z retoryki lubiła jako jedyne spośród całego etapu kształcenia idealnej szlachcianki - spałyśmy w jednym dormitorium w Hogwarcie. Więcej ci nie powiem, bo jeszcze zgadniesz, ile mamy lat - zachichotała, ucieszona jak mała dziewczynka. Dopiero po chwili zauważyła, że Clemmentine na nią nie patrzy. I wtedy zrozumiała.
-Och, naturalnie. To nierozważne wybierać się na przechadzkę samotnie, nieprawdaż? - spytała lekko, dostrzegając idącego opodal postawnego mężczyznę.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Wierzbowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18