Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 15 ... 28  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   01.09.15 20:40

Jeśli tę ruderę nazywa domem to chyba się pomylił. Może myślała tak o tym, bo była przyzwyczajona do dobrobytu? W Cumberland czy domu w Londynie nigdy nie było brudno, zimno czy po prostu brzydko. Szczególnie dworek w jej rodzinnych stronach był piękny, mimo że był dosyć mały w porównaniu do reszty posiadłości arystokracji. Jego atutem były jednak ogrody, które zawsze były piękne i cieszyły swoim widokiem przez cały rok. Gdy miała jakąś zagwozdkę i musiała coś ważnego przemyśleć wybierała się na te tereny i wtedy widziała swoją sytuację w lepszym świetle.
- Przybędę do ciebie wtedy nie z płaczem, ale żądzą zemsty. – poinformowała go widocznie zadowolonym głosem. Nie odpuściłaby mu tego, a na ich następne spotkanie miałaby już opracowany plan. Taką rzecz jak zemstę zawsze trzeba było wyczekać i ułożyć tak, aby zabolała jak najmocniej. Chociaż tutaj zapewne ich zażyłość oszczędziłaby mu najgorszego. Ah, ten sentyment. Jak wpadnie się w jego pułapkę stajesz się od razu niewolnikiem. Gdyby jednak kwestoa o wiele ważniejsza wisiałaby na włosku zapomniałaby o sentymencie i uciszyła głos sumienia. Zresztą, w ciągu zdobywania doświadczenia wśród Ślizgonów a potem jako Auror jej kręgosłup moralny nabrał skoliozy. Przecież w ostateczności zrobiłaby wszystko, aby przetrwać.
- Najprawdopodobniej ze mną, bo z kim innym?  – Wiedziała, że najprawdopodobniej po prostu chciał iść pić, ale nie dzisiaj mój drogi. W ogóle on miał jeszcze kogoś po za nią? Utrzymywał z kimkolwiek jeszcze kontakt? Może i miał nowych znajomych, ale byli to ludzie Nokturna. Nie lubiła tych jego nowych koleżków, ale nie mogła mu przecież zakazać spotykania się z nimi. No i był jednym z nich, mimo że zawsze starała się tak o nim nie myśleć. Podeszła do niego i przyjrzała mu się chwilę zastanawiając jak najlepiej ubrać w słowa swoją wypowiedź.
- Wiele się zmieniło w ciągu kilku dni. – zaczęła nie patrząc na niego. – Dawni przyjaciele wrócili do domu, nastał chyba czas powrotów. – dodała patetycznie kierując swój wzrok na jego osobę. Wróciła Ally, Inara i zapewne to nie było koniec. Nie czekając na niego teleportowała się do parku, dobrze wiedząc, że za nią podąży.

zt dla obu. Wątek przeniesiony do parku.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   08.09.15 22:52

/gdzieś między rozgrywkami z Colinem

Dawno przyzwyczaiła się do gwarnej ulicy Pokątnej, w końcu swego czasu, kiedy pracowała w Esach i Floresach, bywała tu właściwie codziennie. Później jednak, kiedy została asystentką Colina, bardzo często wykonywała pracę w jego domu, więc nie musiała już tak często tutaj bywać. A niedawno Colin zaproponował jej przeprowadzkę do siebie, na co się zgodziła, licząc, że z nim będzie się czuła bezpieczniej, że nie będzie musiała na każdym kroku obawiać się ojca. Choć od czasu, kiedy opuściła jego dom, minęły prawie dwa lata, wciąż nie potrafiła całkowicie uwolnić się od lęku przed nim. Często nawiedzał ją w snach, a kiedy słyszała gdzieś jego nazwisko, niemal sztywniała, czując mrowienie w starych bliznach po zaklęciach. Ojciec z pewnością dałby radę znaleźć sposób, żeby znowu pojawić się w jej życiu i mieć na nie realny wpływ, i zrobiłby wszystko, by Raven nie mogła mu zaszkodzić. Gdyby pewne jego sprawki wyszły na jaw, jak choćby używanie wobec córki czarnej magii, żeby ją zastraszyć i urobić, byłby skończony. Poza Williamem i Raven nikt nie miał zielonego pojęcia, że dziewczyna wcale nie została urodzona przez Therese Fawley.
Teraz właściwie przybyła na Pokątną bardziej we własnych celach aniżeli zawodowych. Chciała zajrzeć do swojego starego mieszkania po jakieś ostatnie drobiazgi, które mogły się zawieruszyć podczas przenosin. Ta przeprowadzka miała miejsce dosyć szybko, aż zastanawiała się, co podkusiło Colina do tego, by tak nagle to zrobić, nawet jeśli ich relacje już od dłuższego czasu wybiegały poza standardowe stosunki, jakie powinny łączyć pracownicę z jej szefem. Coraz bardziej uświadamiała sobie, że czuje do Fawleya coś więcej. Było to dla niej zupełnie nowe doświadczenie, ale i tak czuła się szczęśliwa, choć było jej przykro, że mężczyzna tak wstydził się swoich uczuć do niej.
Przesuwała się między czarodziejami. Niska i drobna, w ciemnej szacie nie rzucała się w oczy, o to jej zresztą chodziło. Lubiła być niepozorna i nie przykuwać uwagi, tym bardziej ze względu na swoje lęki. W końcu mogła tu napotkać jakichś znajomych ojca. Musiała jednak dostać się jakoś do mieszkalnej części ulicy Pokątnej, by sprawdzić stare mieszkanko, które stało się jej schronieniem po opuszczeniu ojca, a które teraz opuszczała na rzecz mieszkania w domu Fawleya.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   09.09.15 20:09

/po spotkaniu z Crouchem, ale przez akcją aurorską/

Zdecydowanie Pokątna nie był jej ulubioną ulicą- było tu za tłoczno i głośno przez co traciła swoje uroki. Tylko pod wieczór tłum ludzi rozchodził się pozwalając nacieszyć  urokliwymi budynkami spacerowiczów. Ostatnio bywała tu częściej niż zwykle, nie pamięta okresu, by z równą intensywnością odwiedzała to miejsce. Jak już to szła do Croucha na Nokturn, choć nie lubiła tego miejsca i wolałaby chodzić tam jak najrzadziej. Teraz jednak była po pracy i nie chciała jeszcze wracać do domu. W ciągu ostatniego miesiąca tyle się zmieniło, że ciężko uwierzyć, że nie minął jeszcze lipiec. Wróciła Ally, Cerys czy Inara i nagle okazuje się, że dwie pierwsze wychodzą za mąż. Zmiany zachodziły każdego dnia i trzeba było mieć oczy szeroko otwarte, aby dostrzec to co się działo dookoła jej. Problemy zaczęły gromadzić się wokół niej, choć żaden nie dotyczył bezpośrednio jej, ale jej bliskich. Niestety, musiała być jednak świadkiem wszystkich ich dramatów i nie potrafiąc im pomóc pozostało jej bierne czekanie na zmianę losu.  Jednak nie wierzyła, że sytuacja jakoś zaskakująco się poprawi, więc była przygotowana, że może być tylko gorzej. Dobrze, że ona stosunkowo była w bezpieczniej pozycji, jeśli tak można powiedzieć o osobie wykonującej zawód aurora. Zdecydowanie nie była w humorze do wracania do zamkniętej przestrzeni, w końcu była Fawley’em a im zawsze najlepiej myślało się na świeżym powietrzu. Mogłaby pójść do jakiegoś parku, ale Pokątna o tej porze zyskiwała sporo w jej oczach i miała duży sentyment do tego miejsca. Prócz niej nie było za dużo osób, dlatego odgłosy jej miarowego kroku odbijały się od ścian budynków. Jej samotność została jednak przerwana przez osobę, której na pewno nie chciała spotkać i najlepiej nie przyznawać się, że ją zna. To nie dlatego, że dziewczyna jakieś niesamowicie złe rzeczy jej zrobiło. Wystarczyło jednak jak traktowała ją w szkole i do dzisiaj uraz pozostał.
- Kogo moje oczy widzą.. Musisz jeszcze o tej godzinie pracować mimo tak dobrych kontaktów z szefem?- zapytała nie mogąc się powstrzymać przez ironią w głosie.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.09.15 1:24

Dziwiła się, że została zauważona. Potrafiła przecież wtapiać się w tłum, nawet w Hogwarcie dobrze sobie z tym radziła. Rzadko ją zauważano, gdy nie chciała być zauważona, choć i tak zwykle omijała najbardziej zatłoczone miejsca. Całkiem dobrze poznała różne skróty i obejścia, robiąc wszystko, by unikać tłumów. Nawet w bibliotece zawsze wybierała sobie jakieś oddalone stoliki, zwykle w działach cieszących się małym zainteresowaniem. Ceniła sobie spokój, miała tylko parę bliższych osób, reszta była jej obojętna. Choć nawet te pozornie bliskie osoby tak naprawdę nie wiedziały o niej praktycznie nic. Mimo niechęci do ojca, zawsze dotrzymywała jego tajemnic i ukrywała prawdę o wychowaniu, jakim ją raczył.
Teraz jednak z zadumy wyrwał ją czyjś głos, który znała, choć dawno nie widziała jego posiadaczki. Odwróciła się odruchowo, lustrując Elizabeth wzrokiem. Choć było między nimi parę lat różnicy, pamiętała ją z Hogwartu, zresztą według oficjalnej wersji były ze sobą spokrewnione. Ojciec, szczególnie już po śmierci Theresy, często opowiadał jej różne historie o Fawleyach, zwykle niezbyt pochlebne. Nic więc dziwnego, że Raven, wtedy jeszcze będąc dzieckiem, wciąż dość ufnie podchodzącym do ojca i pozwalającym sobie wmawiać, że William robi to wszystko, co robił, dla jej dobra, wierzyła jego słowom. I tym sposobem zaczęła się ich niechęć, choć zasadniczo sama nie była do dziewczyny uprzedzona. Przynajmniej nie wtedy.
Wyczuła w jej głosie ironię. Czyżby Elizabeth w jakiś sposób się dowiedziała, że jej kontakty z Colinem stały się o wiele bliższe, niż powinny, biorąc pod uwagę, że dla niego pracowała?
- Moje kontakty z Colinem... To znaczy z panem Fawleyem, nie są twoją sprawą – rzuciła, starając się zabrzmieć pewnie. Szybko się zreflektowała, że nazwała Colina po imieniu, więc od razu się poprawiła. – Zresztą, kto powiedział, że mogłam się tutaj pojawić tylko w celach zawodowych?
Właściwie nie była pewna, czy chciała, żeby ktoś wiedział o niej i Colinie. Fawley wydawał się niezbyt chętny do rozgłaszania wszem i wobec swojego zainteresowania młodziutką pracownicą, nie kwapił się też do przyznania, czy naprawdę coś do niej czuje. Dzieliło ich niemal piętnaście lat różnicy wieku. Elizabeth jednak nie zachęcała do zwierzeń, w końcu ich relacje nigdy nie były zbyt bliskie. Miała więc nadzieję, że ta szybko sobie pójdzie.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.09.15 20:54

Czasami nie mogła uwierzyć, że ma z tą osobą powiązania rodzinne. Poznała ją dopiero w szkole, choć była cztery lata młodsza. Ciężko ją było dostrzec w tłumie, zawsze wydawała się cieniem- bezbarwna i cicha nikła wśród grup wrzeszczących dzieci. Słyszała jednak od rodziny o jej matce, ojcu i tym ślubie, który chyba ostatecznie okazał się niezbyt korzystny dla żadnej ze stron. Nie mogła w Raven odnaleźć jakikolwiek cech Fawley’a, mimo że naprawdę się starała. Za to aż za dobrze znała jej opinie na temat ojca Elizabeth, które mimo że w dużej części były prawdziwe to nie musiał nikt o tym wiedzieć.
- Pana Fawley’a? Przecież jesteście spokrewnieni i nie mówicie sobie na „ty” ?- zapytała specjalnie czepiając się jej słów. Czuła obrzydzenie na myśl ich relacji, mimo że przecież kazirodztwo było całkiem powszechne w ich świecie. Chcąc zachować jak najczystszą krew dochodzi do małżeństw między kuzynostwem pierwszego stopnia. W końcu jakikolwiek inny partner niż szlachetnie urodzony nie byłby odpowiedni. – Na pewno nie tylko w celach zawodowych, osobistych zapewne również. – jej głos jasno świadczył co ma na myśli i uśmiechnęła się do niej makiawelicznie. Może dziewczyna nie wiedziała, ale plotki chodziły za nimi i można było usłyszeć bardzo ciekawe rzeczy na temat jej romansu z Colinem. Elizabeth miała mały problem, aby w nie uwierzyć, bo dobrze wiedziała jaką nienawiścią darzy jej kuzyn ród i to byłby zaskakujący zwrot akcji gdyby zainteresował się dziewczyną, która miała również w swoim krwiobiegu ślady Fawley’ów. Wiedziała, że jeśli plotki się potwierdzą i staną się faktami jej rodzina nie będzie zadowolona. Znów jej kuzyn rozrabia i to na oczach wszystkich, a oni nie mieli żadnego wpływu na jego zachowanie i wyboru. Robił co chciał i zapewne będą nadal płacili za jego fanaberie. Ale akurat to Elizabeth mogła znieść, byleby nie przesadzał.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   11.09.15 2:21

Z rodziną Raven w ogóle była dosyć pokręcona sytuacja. William desperacko pragnął dążyć do wyższej pozycji i chciał wkupić się w towarzystwo szlachetnych rodów, dlatego też poślubił Therese Fawley. Dopiero po kilku latach okazało się, że jej rodzina tak łatwo mu ją oddała, ponieważ kobieta nie była zdolna do urodzenia dziecka, a to było niezwykle potrzebne Williamowi w jego planach. W końcu dopiął swego i na świecie pojawiła się Raven, którą chciał urabiać i wychowywać tak, by móc w przyszłości wydać ją za kogoś odpowiedniego. Pod jednym dachem ze swoim ojcem dziewczyna nie miała łatwo. Dlatego też pogłębiająca się zażyłość z Colinem stanowiła dla niej ogromną szansę dla jeszcze większego odcięcia się od ojca. Chciała po prostu czuć się bezpiecznie, nie musieć nieustannie oglądać się za siebie i rozpamiętywać przeszłości.
To, że pochodził z rodziny Fawleyów było zwykłym przypadkiem. Jej, w przeciwieństwie do ojca, nie zależało tak na szlacheckości jej wybranka; jedyne, czego pragnęła, to być wolna, bezpieczna i szczęśliwa. Więc nie bacząc na kontrowersyjność relacji ze swoim pracodawcą, stopniowo pozwalała się wciągnąć w ten układ i stała się jego osobistą asystentką, wykonując dla niego także bardziej odpowiedzialne zadania. Od dłuższego czasu wykonywała sporo obowiązków w jego pracowni, którą miał w swoim domu, więc w końcu zaproponował jej zamieszkanie tam na stałe.
Od dłuższego czasu zwykle mówiła do Colina po imieniu, przynajmniej gdy byli sami. Przy osobach postronnych pilnowała się, żeby nazywać go „panem Fawleyem”, jak powinna do niego mówić jako pracownica. Czasem jednak zdarzało jej się zapomnieć, tak jak teraz.
Zmusiła się do spojrzenia na Elizabeth. Naprawdę nie była zadowolona z tego spotkania.
- Jesteśmy dosyć daleką rodziną, właściwie nie znałam go przed rozpoczęciem pracy – sprostowała odruchowo. Tak naprawdę nie byli w ogóle spokrewnieni, ale o tym nikt nie wiedział i się nie dowie. – Jeśli zadowoli cię takie wyjaśnienie, wracałam po prostu do swojego mieszkania. Zresztą... Moje stosunki z Fawleyem naprawdę nie są twoją ani niczyją sprawą.
O przeprowadzce do Colina nie zamierzała wspominać, nie jej. Elizabeth była wystarczająco negatywnie nastawiona już przez same plotki o jej bliskich relacjach z Fawleyem. Bo mimo wszystko jakieś pogłoski musiały krążyć, nie dało się tego całkowicie uniknąć. W zasadzie nie musiałaby się w ogóle usprawiedliwiać, mogłaby ją zignorować i pójść w swoją stronę, jednak nie chciała, żeby rodzina Colina robiła mu niepotrzebne problemy.
Raven nie wiedziała, jak bardzo złe są relacje Colina z resztą rodziny, ale gdyby te pogłoski doszły i do nich, pewnie nie byliby zachwyceni. William Baudelaire zresztą pewnie też nie do końca; z jednej strony cieszyłby się, że córka wybrała kogoś ze szlachetnego rodu, z drugiej byłby zły, że to nie on wybrał dla niej partnera. Raven jednak cieszyła się, że mogła zrobić mu na przekór.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   11.09.15 20:53

Nigdy nie wiedziała dlaczego w ogóle doszło do tego małżeństwa. Ojciec Raven nie był szlachetnie urodzony, a jego błyskotliwa kariera w Ministerstwie dopiero się rozkręcała. Była świadoma, że mężczyzna chciał jak najbardziej wkupić się w towarzystwo socjety, ale dlaczego tak wybrała rodzina było już dla niej zupełnie nie zrozumiałe. Ona sama nawet popatrzeć nie mogła na mężczyznę innego niż arystokrata a Ci zupełnie bez namysłu oddali córkę jakiemuś urzędasie. Może sama kobieta sprawiała tak duże problemy, czyżby to było u nich rodzinne.., że postanowili wydać ją za byle kogo, aby pozbyć się problemu. Prawdy nigdy się nie dowie, bo był to jeden z tych strzeżonych sekretów rodu, których ona nie miała szans poznać. Zapewne jej ojciec, a już na pewno dziadkowie, znali tę historię od podszewki. Jakby nie było owocem tego związku była stająca przed nią dziewczyna, bo jakoś nie potrafiła nawet w głowie nazwać ją kobietą. I ona również kręciła z Fawley’em. Czy to jakieś fatum spadło na jej rodzinę czy po prostu tak duże skupisko wadliwych genów daje swoje znaki. Ojciec miał za żonę Fawley, ona ma za … Tak właściwie to kim ona dla niego jest? Przyjaciółką z profitami? Na pewno nie, ta opcja odpadała. Bardzo osobistą asystentką? Tak, to zapewne lepiej by pasowało. Jeśli można coś dopasować do plotek i opinii reszty ludzi, ale czy nie mogła się tak pobawić w głowie?
- To nie dobrze, gdy rodzina jest tak od siebie oddalona i się nie zna. – powiedziała ze smutkiem w głosie nadal ich tak nazywając. Teraz robiła to jednak dla czystej złośliwości. Raven nie była jej wrogiem i nigdy się to nie zmieni- była zbyt mało wyrazista, istotna i charakterna, aby mogła stanowić dla niej jakąś role. Zapamiętała jednak sobie to co czasem ta dziewczyna mówiła, nigdy nie do niej ale o niej i jej ojca. Sama Elizabeth często plotkowała, ale potrafiła zachować to w dyskrecji. – A twojego ojca albo rodu Fawley? Chyba wiesz jakie plotki chodzą.. Nawet jeśli nie są prawdziwe to jednak szkodliwe. – pozostawała uprzejma- to co wpajane do głowy od dziecka zawsze tam zostanie. Nawet Crouch potrafił wykrzesać ze siebie trochę kultury, które zanikała wraz z latami na Nokturnie. Obserwowała ją uważnie oceniającym wzrokiem i zastanawiała się co też jej kuzyn mógł widzieć w tej osobie. Może miała zdumiewająco osobowość albo cudowny talent, ale z zewnątrz wydała się tak mdła, że ciężko było wyróżnić jakieś charakterystyczne cechy.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   12.09.15 1:49

Raven zdawała sobie sprawę, że jej ojciec zrobiłby dosłownie wszystko, żeby tylko się wybić. Jego ambicje były naprawdę niezdrowe, nie był też całkowicie normalny, o czym sama nie raz się przekonała i naprawdę się cieszyła, że jakimś cudem się wyrwała. Bo nawet, gdyby ojciec wydał ją za mąż, to wtedy nadal mógłby mieć nad nią pewną kontrolę. Musiała szybko nauczyć się samodzielności, jaka wcześniej nie była jej dana, gdy o wszystkim decydował William. Jednak podjęcie pracy u Colina było jej własnym wyborem, zaś zacieśnienie się ich relacji... Cóż, tak po prostu wyszło z biegiem czasu. Nawet Raven, mimo nieufności i dystansu, tak naprawdę desperacko potrzebowała czyjejś bliskości.
Bycie postrzeganym jako bezbarwną miało pewne zalety, przynajmniej dla Raven. Jej było to wręcz na rękę, i w Hogwarcie, i później. Na taką niepozorną osobę nie zwracano większej uwagi, a nie lubiła być w centrum zainteresowania, wolała trzymać się z boku i chronić swoje (i ojca) tajemnice przed światem.
- Tak, to niedobrze. Ale tak bywa – stwierdziła wymijająco, zerkając na nią dosyć chłodno. Colin z jakiegoś powodu wydawał się nieszczególnie towarzyskim typem, przed podjęciem u niego pracy w ogóle go nie znała. – A to, co myśli o tym mój ojciec, ani trochę mnie nie obchodzi. To tylko moja sprawa, nie jego. - To o ojcu niemal wyrzuciła z siebie, w jej głosie można było wyczuć silną niechęć i wstręt, kiedy o nim wspominała. Miała do niego jakieś resztki szacunku, pozostały w niej także pewne nawyki wyrobione surowym wychowaniem, których wciąż nie potrafiła się wyzbyć, ale to nie zmieniało faktu, jak wielką niechęć do niego czuła, jak cieszyła się, że Colin dał jej szansę na zaczęcie od nowa, sprawił, że czuła się lżej ze świadomością, że już nie musi w samotności znosić swoich lęków. - A co do plotek... Pewnie niektórzy trochę przejaskrawiają fakty.
Patrząc na Elizabeth, wyraźnie sceptycznie nastawioną do myśli, że Colina mogłoby coś łączyć z Raven, zastanawiała się, jak wiele było wiadomo. O przeprowadzce raczej nikt nie wiedział, chyba że Colin sam komuś powiedział. Sama Raven naprawdę nie miała wielu znajomych, w każdym razie nie bliskich. Może tylko samego Colina, ale on już chyba nie był tylko znajomym. Do nikogo wcześniej nie czuła czegoś takiego. W takich chwilach jak ta naprawdę żałowała, że musieli się tak kryć, że nawet sam Colin nie chciał otwarcie się przyznać. Nie chciał nawet jej jednoznacznie zadeklarować, że chce z nią być. Zamieszkali razem bez zaręczyn, co pewnie wzbudziłoby dodatkowe plotki, gdyby tylko wyszło na jaw. To wszystko było dosyć zagmatwane.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.09.15 22:07

Była prawie zawsze w centrum zainteresowania w szkole. Czy to przez swój charakter, oceny czy związek z Skamanderem. Nie mogła powiedzieć, że jej się to nie podobało. Taka dusza towarzystwa brylowała wśród ludzi, w końcu była tego uczona od dziecka. Nigdy nie można było powiedzieć, że jest bezbarwna, w porównaniu do stojącej przed nią kobiety? Dziewczyny. Przez większość czasu nawet jej nie zauważała, choć wiedziała, że istnieje taka osoba. Spowodowane było to wysoką pozycją jej ojca w Ministerstwie, znała większość szych, które tam pracowały. Zresztą, nadal zna.
- Nie powinno jednak. Dobrze, że jednak postanowiłaś poszukać swych korzeni.- jej głos był wyuczenie neutralny. Czuła, że nie polubi tej dziewczyny nigdy. Miała ona coś takiego w sobie, że odpychała ją od siebie. Widziała w niej wieczną ofiarę bojącą się własnego cienia, ale mogła to być spora nadinterpretacja spowodowana subiektywnymi odczuciami wobec tej osoby. – Jaka butność, taka otwarta wrogość chyba nie jest akceptowana przez twojego ojca.- zamyśliła się ciągle na nią patrząc. W pewnym sensie rozumiała jej emocje związane z ojcem, bo swego również niezbyt ceniła, ale nigdy by otwarcie o tym nie powiedziała. Szczególnie, obcej osobie. Jej relacje z ojcem były po prostu nikłe, nie były oparte na wspólnych doświadczeniach i miłości, bo mało co ze sobą przeżyli. Ograniczali się do rodzinnych obiadów, które tylko bardziej ją denerwowały niż pozwoliły w jakikolwiek sposób odczuć ciepło rodzinne. – W każdej plotce jest ziarenko prawdy. – stwierdziła posyłając jej porozumiewawczy uśmiech. Ta rozmowa donikąd nie prowadziła i tylko zabierała jej czas. Chciała pobyć sama, a za to trafiła na owe denerwujące dziewczę. Powinna jednak wrócić do swych wcześniejszych, przyjemniejszych planów niż sterczeć tu z prawie obcą osobą. – Była to bardzo miła pogawędka, ale niestety czas mnie goni. Pozdrów ode mnie Colina. – powiedziała tylko i odwróciła się, aby udać się tylko sobie znanym kierunku.

zt dla obu.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   18.09.15 18:37

/Jakieś kilka dni po spotkaniu z Elizabeth

Przez ostatnie dwa lata bywała na Pokątnej właściwie codziennie, tym bardziej, że to tutaj, w mieszkalnej części ulicy, znajdowało się jej niewielkie mieszkanko, miłe i przytulne, ale mizerne w porównaniu do przestronnej posiadłości ojca. Dawało jej jednak to, czego nigdy nie czuła, mieszkając z Williamem – poczucie wolności. Choć oczywiście lęk przed ojcem zawsze jej towarzyszył, bo była pewna, że William nie podaruje jej tak łatwo tego, że od niego uciekła, że nie pozwoliła wdrożyć się w schematy i nie spełniła planów ojca względem niej. Czas mijał, ale nie było łatwo zapomnieć surowego wychowania i tego strachu, który towarzyszył jej w dzieciństwie, choć wtedy jeszcze pozwalała sobie wmawiać, że William robi to dla jej dobra, no i później, w każde wakacje między kolejnymi latami nauki w Hogwarcie.
Teraz jednak, odkąd kilka tygodni temu zamieszkała z Colinem, ten lęk jakby zszedł na dalszy plan, i nawet po Pokątnej poruszała się z większą pewnością niż zwykle. Nie przemykała już zaszczuta i znerwicowana, ze spuszczonym wzrokiem, jak kiedyś, zwłaszcza wtedy, kiedy byli gdzieś razem. Przy Colinie Raven praktycznie nie myślała o przeszłości i ojcu.
Szli obok siebie, choć Raven nie śmiała złapać go za rękę, gdy dookoła było tylu czarodziejów, w tym pewnie i tacy, którzy znali Fawleya. W końcu Colin jeszcze nie zdecydował się jej oświadczyć i ogłosić tej nowiny przed swoim otoczeniem. Być może obawiał się kontrowersji. Jakby nie patrzeć, zaledwie niedawno Raven spotkała na Pokątnej jego kuzynkę, Elizabeth, która wydawała się nieprzychylna myśli o tym, że Colina mogło coś łączyć z Raven. Skoro ona to zauważyła, to znaczy, że pogłoski rzeczywiście krążyły, więc należało zachować ostrożność. Dlatego też, gdy pojawiali się gdzieś razem, zachowywała się raczej po prostu jako jego asystentka, choć często na niego zerkała, czasami nie dowierzając, że spotkało ją takie szczęście, i ktoś taki jak on zwrócił swoją uwagę właśnie na nią, tym samym dając nadzieję na to, że będzie mogła zacząć wszystko od nowa.
- Colin? – rzuciła nagle, wciąż idąc obok niego i próbując ściągnąć na siebie jego spojrzenie. – Jak długo jeszcze będziemy musieli się tak kryć i udawać, że nic nas nie łączy? – zapytała po chwili, przenosząc wzrok z mężczyzny na mijających ich czarodziejów. - Niektórzy już podejrzewają różne dziwne rzeczy.
Miała nadzieję, że dzisiaj nie napotka już ani Elizabeth, ani innych osób mogących coś podejrzewać i wysnuwać własne, daleko idące wnioski.
Chciałaby nie musieć już się ukrywać, zwłaszcza po tych wszystkich deklaracjach Fawleya. Była jednak w tej kwestii całkowicie zdana na niego.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.09.15 9:28

Nie miał ochoty wychodzić z domu - och, cóż za zaskoczenie - ale nieustanne gnicie w bezpiecznych murach rezydencji przestawało mu służyć. Jeszcze nie chciał się do tego sam przed sobą przyznać, ale buzujące w nim adrenalina i podniecenie na myśl o tym, jak niewiele go dzieli od pełni szczęścia... no, a przynajmniej od tego, jak sobie tę pełnię wyobraża, nie pozwalało mu wysiedzieć na miejscu. Dotychczasowy spokojny, mrukliwy i mało towarzyski Colin coraz częściej pozwalał sobie na opuszczanie starannie zaplanowanego rozkładu dnia, aby w środku wypełniania jakichś nudnych papierów wybrać się chociażby na Pokątną i wyławiać z tłumu znajome twarze. A jeśli przy okazji jakaś twarz, najczęściej jakiejś uroczej niewiasty, zafascynowała go na tyle, by się jej przyjrzeć bliżej... Nie bądźmy konserwatystami, każdy ma prawo do odrobiny zabawy i uprzejmego flirtu, czyż nie?
Niespecjalnie więc protestował, gdy Raven zaproponowała kolejne "wyjście na miasto", chociaż nie mógł sobie odpuścić dwuznacznego uśmieszku i uniesienia brwi - doskonale pamiętał, jak skończył się ich ostatni wypad. Co prawda nie podejrzewał dziewczyny, że i tym razem chciała go niecnie (akurat) uwieść i wykorzystać (bo to przecież jej sprawka), ale przytaknął jej pomysłowi ze znacznie większym entuzjazmem, niż robił to do tej pory. Bez żalu opuszczał duszny gabinet, by chwilę później znaleźć się w Londynie i przemierzać jego uliczki, które pełne były nie tylko wałęsających się pod nogami bezdomnych psów, ale i czarodziejów ubranych w mniej lub bardziej pstrokate stroje. Starał się jednak nie dać po sobie poznać wspomnianego entuzjazmu i krocząc ulicą nie zwracał większej uwagi na Raven, niż to było koniecznie i wskazane w nowych okolicznościach. Wścibskie oczy patrzyły z ukrycia, a Colinowi nie uśmiechało się zdobić swoją twarzą okładki Czarownicy jako plotkarski temat numer jeden numeru.
Jednak kolejne pytanie jego narzeczonej sprawiło, że momentalnie doskonały humor zamienił się w mniej doskonały, a na twarzy pojawiła się pochmurna zmarszczka. Kolejny powód, za który mógł nienawidzić Raven do woli: miała paskudny zwyczaj spieprzenia wszystkiego jednym zdaniem. Odliczył w myślach do pięciu, spojrzał na dziewczynę w milczeniu, policzył znów do pięciu i dopiero wtedy, by nie przedłużać ciszy, pomijając oczywiście naturalne odgłosy ulicy, wydusił z siebie przez zęby, nie ukrywać irytacji.
- Powiemy wszystkim w stosownym czasie, już niedługo - nie zwalniał kroku, kierując się w bliżej nieokreślonym kierunku. - Chciałbym zrobić wszystko oficjalnie, a takie nagłe zaręczyny mogą spowodować jeszcze paskudniejsze plotki. Na przykład że jesteś w ciąży. - Dodał nieco łagodniej, bo rozbawiła go wizja uczynienia Raven kobietą nie tylko zamężną, ale i, jak to się ładnie mówi w wyższych sferach, brzemienną.


Powrót do góry Go down
William Baudelaire
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t1106-william-baudelaire http://www.morsmordre.net/t1692-poczta-williama http://www.morsmordre.net/t1192-pan-baudelaire#8751
Pracownik Ministerstwa
50
Czysta
Wdowiec
Ściany mają uszy, drzwi mają oczy.
4
7
0
0
1
13
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.09.15 14:06

Był środek dnia, kiedy William opuścił mury Ministerstwa Magii, aby udać się załatwić kilka spraw w Londynie. Szedł spokojnie rozglądając się w miarę zadowolony. Bardziej by się cieszył, gdyby wyjście z gabinetu oznaczało koniec pracy, niż osobiste ganianie po mieście. I w tym wyjściu prawdopodobnie nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że kilkanaście metrów przed sobą ujrzał swoją córkę, którą de facto poznałby przecież wszędzie, w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Nie przyśpieszył kroku, obserwował ich przez dobre kilka minut, aż w końcu przystanęli. Podszedł do nich i trafił akurat na ten moment, kiedy mężczyzna mówić o byciu „brzemienną”.
Kogo ja widzę? – zapytał. – Raven.
Chwycił dłoń swojej córki i spojrzał jej głęboko w oczy. Następnie zwrócił się w stronę mężczyzny, który był mu słabo znany, a już na pewno, a przynajmniej sobie tego nie przypominał, nigdy nie zostali sobie przedstawieni. A może spotkanie tego człowieka, było tak mało ważnym wydarzeniem dla Williama, że po krótkim czasie wyrzucił go ze swojej pamięci? Towarzysz Raven był młodym, przystojnym człowiekiem. Ciemne włosy, lekki zarys bokobrody, nie do końca ogolona twarz. Wyglądał jednak schludnie i z klasą. William był ciekaw, kimże jest ten człowiek.
Czy mogłabyś przedstawić mi swojego towarzysza, córeczko? No i wyjaśnić, cóż miał na myśli, wspominając o byciu brzemienną. Mam nadzieję, że nie dotyczyło to bezpośredni mojej córki – z ostatnim zdaniem zwrócił się już bezpośrednio do mężczyzny.
Spojrzał na Raven, dawno jej nie widział. Odkąd wyprowadziła się do Londynu, spotykali się tylko albo przypadkiem, albo wtedy, kiedy on naszedł ją w jej domu. Bardzo mu się to nie podobało, ale w tym momencie nie miał zamiarów robić jej z tego powodu wyrzutów, porozmawiają, kiedy wspólnie oddalą się w jakieś bardziej ustronne miejsce. Liczył na to, że zanim to nastąpi, oboje zaprzeczą jakoby Raven miała być w ciąży. Jeżeli tak by się wydarzyło, to nie zważałby na nic, zabrał ją do domu i nie pozwolił, aby ktokolwiek dowiedział się o tym fakcie. Taki skandal, rysa na godności jej i całej rodziny. Nie mógł pozwolić na coś takiego. Nieślubne dziecko, bękart nie mógłby ujrzeć światła dziennego.
Mimo swoich wewnętrznych rozważań wyglądał na zadowolonego z życia mężczyznę, który wybrał się na zwykły spacer i bardzo cieszy się ze spotkania swojej córki. Takie też chciał sprawić wrażenie przed towarzyszem córki, a ona nie zdenerwuje go jednym głupim słowem i nie weźmie całego planu w cholerę.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.09.15 15:50

Lubiła, kiedy Colin ją gdzieś zabierał, nawet jeśli to był tylko Londyn i Pokątna. Zresztą, uważała, że nie tylko jej dobrze zrobi od czasu do czasu się gdzieś wyrwać, ale i jemu, skoro większość czasu spędzał, zajmując się pracą.
Także pamiętała ich poprzedni wypad, który zakończył się w tak niespodziewany sposób. Z całą pewnością nie próbowała uwieść Colina, w każdym razie nie świadomie. W końcu nawet nie miała pojęcia, jak powinno się uwodzić mężczyzn. Tak czy inaczej, po tamtym dniu miała nadzieję, że Colin rzeczywiście zacznie spełniać swoje obietnice. Ale niechętnie musiała przyznać mu rację; gdyby oświadczył jej się zbyt nagle i niespodziewanie, wtedy byłoby jeszcze więcej niewygodnych plotek.
- Niech ci będzie. Na pewno wiesz, co robisz, znasz ten świat lepiej niż ja – mruknęła. – Nie chciałabym, żeby ktoś tak pomyślał. Lepiej... zróbmy wszystko jak należy.
Przerażała ją myśl o ciąży, zdecydowanie nie czuła się na to gotowa. Nie podobała jej się sama myśl, że ktoś mógłby też wysnuć tego typu teorie. Nie lubiła być w centrum uwagi, zwłaszcza w taki sposób. Ale bardzo chciała, żeby Colin wreszcie jej się oświadczył, bo liczyła, że to jeszcze bardziej odsunie ją od ojca, jeszcze bardziej pokrzyżuje jego plany względem niej.
Nie zdawała sobie sprawy, że ojciec mógł akurat teraz przebywać na Pokątnej, i to tak blisko. Skupiona na rozmowie z Colinem, nie oglądała się za siebie.
Nagle jednak usłyszała głos, który znała aż za dobrze, i natychmiast się zatrzymała. Zwykle i tak blada twarz pobladła jeszcze bardziej, stając się biała niczym kreda, a dłonie zacisnęły się niespokojnie. To był jej ojciec. Przedmiot jej największych, najgłębszych lęków, który decydował o jej życiu przez osiemnaście lat, manipulując nią poprzez strach. Mało to razy drżała na ziemi, cierpiąc pod działaniem jego klątw? Zobaczenie go tutaj, na Pokątnej, wytrąciło ją ze złudnego poczucia bezpieczeństwa, które towarzyszyło jej jeszcze chwilę temu. Znowu czuła się zaszczuta, niepewna, a stare blizny ukryte pod warstwą ubrań i zaklęć maskujących wydawały się mrowić... Choć gdyby nie obecność Colina, byłoby dużo gorzej. Bo mimo faktu uwolnienia się od ojca, nie potrafiła całkowicie odrzucić strachu przed nim.
– Nie spodziewałam się, że cię tutaj spotkamy, ojcze – powiedziała cicho, gdy chwycił jej rękę. Wzdrygnęła się, przypominając sobie, jak bardzo nienawidziła jego dotyku. Szybko więc ją wyrwała i zamiast tego ścisnęła dłoń Colina mimo wcześniejszych obiekcji, chcąc pokazać ojcu, że nie jest sama, że teraz już nie może jej skrzywdzić tak, jak robił to kiedyś.
Starała się udawać bardziej pewną siebie, niż była, jednak rzuciła Fawleyowi szybkie spojrzenie, po czym znowu niechętnie spojrzała na Williama. Zdecydowanie wolałaby już nigdy go nie oglądać.
- To Colin Fawley. Jesteśmy razem – wyjaśniła niechętnie, nadal jednak chcąc, by ojciec miał świadomość, że układała sobie życie bez niego, robiła mu na przekór i tym samym ostatecznie wyzwalała się spod jego wpływów. Po chwili zwróciła się do Fawleya. – Colinie, to właśnie... mój ojciec. Kiedyś ci o nim opowiadałam.
William jak zwykle dobrze udawał całkowicie normalnego ojca zatroskanego o jedyną córkę. Ale Raven miała nadzieję, że Colin pamięta, co mu powiedziała kilka dni temu, i nie uwierzy w tę fałszywą maskę. Spojrzała na niego znacząco, dając mu do zrozumienia, że nie chce widzieć się z ojcem i wolałaby jak najszybciej się stąd oddalić.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Główna ulica   21.09.15 10:08

Zaczynał wpadać z zły nastrój - jak zawsze, gdy Raven chlapnęła jakimś nieuważnym słowem albo truła mu głowę bzdurami, którymi nie chciał się teraz zajmować. Uśmiechanie się i zachowanie pogodnego wyrazu twarzy kosztowało go wiele wysiłku, zwłaszcza że otaczało ich mrowie innych ludzi, przy których zachowanie pozorów było nie tylko wskazane, ale wręcz konieczne. Na swoje szczęście, a może na swoje nieszczęście, od trudu dalszej konwersacji na nieprzyjemny temat uchronił go nieświeży wiekiem jegomość, który ignorując wszelkie zasady zachowania, wtargnął między nich swoim słownym wtrąceniem, ignorując z początku Colina, jakby ten był jedynie kolorową ozdobną zawieszoną gdzieś w tle.
Bardziej jednak zdziwił go fakt, że mężczyzna zwraca się bezpośrednio do Raven w taki sposób, jakby byli dobrymi... znajomymi. Zagadka rozwiązała się chwilę później, gdy intruz kontynuował swój wywód, a magiczne córeczko wdarło się gwałtownie do świadomości Colina. Ach, więc to ten sławny pan Baudelaire, na którego wzmiankę Raven śmiertelnie bladła, wzbudzając jeszcze większe zaciekawienie w Colinie? To ten starzejący się dziadunio - zmierzył mężczyznę uważnym spojrzeniem, z niechęcią jednak przyznając, że wcale dziaduniem nie był i trzymał się nad wyraz dobrze - wzbudzał w jego niedługo narzeczonej uczucia graniczące z panicznym lękiem? Z rozbawieniem obserwował, jak Raven wyrywa swoją dłoń z ojcowskiego uścisku - na pokaz, by potwierdzić swoje wcześniejsze opowieści, czy faktycznie czuła obrzydzenie, że ją dotyka - i pozwolił, chociaż z pewną niechęcią, by złapała teraz jego dłoń, chociaż z przyjemnością zrobiłby dokładnie to samo, co ona chwilę wcześniej. Czyż nie byłoby zabawnie upokorzyć i upodlić ją nie tylko na oczach własnego ojca, ale i przechodzącego tłumu?
- Jesteśmy razem na spacerze - dopowiedział, gdy Raven zaczęła wyjaśniać ojcu jego obecność. Mogła się go bać i drżeć na samą myśl o Williamie, ale Colina to nie dotyczyło; nie widział powodu, by informować swojego nigdy-nim-nie-zostanie teścia o tym, co go łączy z Raven. Przynajmniej nie teraz i nie na ulicy pełnej ludzi, bo nie ufał w stonowaną reakcję mężczyzny. A jeśli nagle zachce mu się urządzić jakąś scenę? Albo wyzwie go na pojedynek? Albo zacznie się szarpać, kompletnie ignorując etykietę? - Pana córka służy mi pomocą, zajmując się sprawami mojej firmy - dodał, zmieniając uśmiech na nieco bardziej uroczy, starając się zapomnieć o dziewczęcych palcach miażdżących mu dłoń. W pewnym sensie było to mu na rękę - Raven ściskała jego prawą dłoń, więc nawet gdyby chciał, nie mógłby jej teraz unieść do powitania.


Powrót do góry Go down
William Baudelaire
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t1106-william-baudelaire http://www.morsmordre.net/t1692-poczta-williama http://www.morsmordre.net/t1192-pan-baudelaire#8751
Pracownik Ministerstwa
50
Czysta
Wdowiec
Ściany mają uszy, drzwi mają oczy.
4
7
0
0
1
13
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   23.09.15 12:24

Spoglądał to na Collina to na Raven starając się odkryć co tak naprawdę się dzieje. Jego córka wyrwała rękę z jego uścisku, co niezbyt mu się spodobało, żałował, że jego dziecko nawet w towarzystwie nie potrafi się zachować. Gdy zaczęła przedstawiać mężczyznę, utkwił wzrok w nim. Nie spodobało mu się stwierdzenie, że są razem. Ta odpowiedź była bardzo dwuznaczna, na szczęście Collin sprecyzował, co uspokoiło trochę Williama.
W takim razie, miło mi pana poznać, pane Fawley – przywitał go podając mu rękę.
Nie interesowało go, co sobie myśli Collin o jego zachowaniu. Był starszy, mógł więcej, poza tym kiedy widzi się córkę po tak długim czasie jej nieobecności, trochę zapomina się o kulturze. William już się stęsknił za Raven, chciałby z nią usiąść w domu i porozmawiać o tym, co się w jej życiu dzieje.
Ma pan firmę? A można wiedzieć, jaką? – zapytał.
Bardzo go to zainteresowało. Raven była bowiem niezwykle oszczędna jeśli chodzi o opowieści na temat tego, co aktualnie robi, więc jeśli tylko mógł się czegoś dowiedzieć, to starał się jak tylko mógł. Zwrócił się do córki, która chwilę wcześniej stwierdziła, że nie spodziewała się go tutaj. William uśmiechnął się serdecznie.
Ja również, ale okazało się, że muszę parę spraw dla Ministerstwa załatwić osobiście, więc zamiast korzystać z sieci Fiuu, postanowiłem się przejść. O i proszę, jakiego miałem nosa. Gdyby nie to, na pewno bym was tutaj nie spotkał – powiedział niezwykle zadowolony z siebie.
Patrzył na nich, na rękę zaciśniętą na dłoni Collina. Tak nie wyglądają współpracownicy. Jednakże, William znał to nazwisko, było bardzo dobre, więc jeśli tylko coś między nimi było, nie miał nic przeciwko póki co. Oczywiście, Raven mogła postarać się bardziej i znaleźć kogoś jeszcze lepszego, bogatszego, ale cóż, jeżeli go kocha ty tym lepiej dla Williama. Wejście do rodziny Fawley wcale nie było złym pomysłem.
A was co sprowadza na Pokątną? Zwykły spacer? Popieram, jest naprawdę bardzo ładna pogoda – stwierdził uśmiechając się lekko.


Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 28Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 15 ... 28  Next

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17