Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 25, 26, 27, 28  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   14.12.16 21:21

The member 'Harriett Lovegood' has done the following action : rzut kością


'k100' : 61


Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Panna
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
17
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   14.12.16 22:17

Nie musiałam długo czekać, aby moje zaklęcie zadziałało. Gdy tylko rozwinęła się magiczna kopuła, która miała poinformować mnie o innych osobach, które mogą się do nas zbliżać, od razu dostałam tą wiadomość. Kilka osób, gdzieś na obrzeżach mojego zaklęcia. Spojrzałam przestraszona na wszystkich.
- Mamy problem - zaczęłam niepewnie. - Ktoś się tu kręci, dość dużo osób. Lepiej przygotować różdżki.
Zacisnęłam mocniej dłonie na swojej i spojrzałam na Marcela. Wziął jakiś klucz i absolutnie się do tego nie przyznał, czasami w ogóle go nie rozumiałam. Na szczęście zdecydował się go użyć, a nie zatrzymać, mając nadzieję, że po drodze znajdzie jakiś skarb, jakby miał mało pieniędzy. Podeszłam do niego bliżej i spojrzałam, jak siłuje się z klamką. Nie miałam ochoty na zabawę, dlatego jego prośby o połaskotanie klamki przeszły kompletnie obok mnie. Sądzę, że porywacze, którzy zajmują się tworzeniem śnieżki nie bawiliby się w łaskotanie drzwi.
- I jak? Otworzyłeś? - zapytałam.
Spojrzałam na kobietę, która starała się chyba odkryć magiczne właściwości tych drzwi. Ja bardzo wierzyłam, że wystarczy nam klucz, ale mogło to nie być wcale takie proste. Miałam nadzieję jednak, że wyjdziemy stąd szybciej niż nam się wydaje. Musieliśmy się spieszyć i to bardzo. Nie mamy w końcu pojęcia kim są te osoby, które kręcą się w tej okolicy… gdziekolwiek byliśmy.





Pod martwą skałą więdną górskie kwiaty, zwarzył je mróz,
burzą strącony i zniesiony deszczem, przysypał gruz.
Więdną i próżno patrzą się ku słońcu spod martwych skał.
I po co na tę śmierć nieuchronioną wiatr tam je siał?
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   15.12.16 4:30

Odsunęła się lekko aby móc przepuścić przed siebie Lorda Parkinsona. Jak chce iść pierwszy, to kim ona jest aby mu tego zabraniać? Jak się jednak okazało otworzenie tych przeklętych drzwi nie miało być takie łatwe. To by było zbyt proste. W międzyczasie zastanawiała się, czy akcja porywaczy miała na celu uprowadzenie ich wszystkich? Szczerze wątpiła. Raczej w większości byli tu z przypadku i dość nieciekawego zrządzenia losu. Oczywiście nie licząc jednej osoby. Na słowa Marcela zmarszczyła lekko brwi, a następnie widząc wyciągany przez niego klucz wzniosła oczy ku sufitowi kiwając z niedowierzaniem głową. Merlinie broń tego człowieka. Westchnęła czekając na efekt, którym miała nadzieję będą otwarte drzwi. Słysząc jednak słowa blondynki mocniej zacisnęła szczękę. No i mamy towarzystwo... Oby ten klucz w zupełności wystarczył, bo w innym wypadku widziała to raczej w dość ciemnych barwach.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Główna ulica   15.12.16 12:28

Wynonna stała obserwując wszystkich. W pewnym momencie ruszyła się nawet do drzwi by użyć na niej ręki glorii, ale uprzedził ją Marcel. Wstrzymała się więc pozwalając by sprawdził czy jego klucz jest tym który otworzy drzwi. Obserwowała jak Harriett i Victoria rzucają zaklęcia, a gdy lady Parkinson wspomniała o towarzystwie Wynonna postanowiła sobie, że więcej na żadne zakupy się już nie wybierze. Zaraz po tym ruszyła w stronę drzwi przy których robił się już tłum. I jeśli klucz Marcela nie podziałał postanowiła użyć ręki by ona załatwiła sprawę.




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.  
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   15.12.16 12:28

The member 'Wynonna Burke' has done the following action : rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   18.12.16 2:59

Kiedy tylko Marcel spróbował otworzyć drzwi kluczem, klamka natychmiast się zatrzymała i dała się grzecznie przekręcić. W środku było ciemno, zupełnie inaczej niż gdy szli tędy Raiden i Rowan. Korytarz wydawał się znacznie dłuższy i o wiele szerszy. Co gorsza, gdy tylko drzwi się zatrzasnęły, jedyną osobą, która widziała cokolwiek była Wynonna. Tylko ręka glorii potrafiła rozproszyć panujący mrok. Reszta musiała iść po omacku przez korytarz albo liczyć na pomoc panny Burke. Po wydostaniu się z korytarza grupa trafiła do nieco większego pomieszczenia, w którym ciągle stały zamarznięte psy. Stamtąd jednak drzwi prowadziły już wprost na ulicę. Na dworze kręciło się mnóstwo policjantów, którzy ze zdumieniem patrzyli na pojawiających się jakby znikąd czarodziejów. Dopiero pokazanie im kartki, którą wcześniej Rowan znalazła w piwnicy, pozwoliło służbom prawa wejść do domu zabezpieczonego zaklęciem Fideliusa. Późniejsze śledztwo wykazało, że porwanie zorganizowała międzynarodowa grupa przestępcza, która do tej pory zajmowała się produkcją śnieżki. Tym razem jej członkowie postanowili spróbować zarobić co nieco na okupach za szlachtę. Wykorzystując zamieszanie uprowadzili z tłumu tylu arystokratów, ilu dali radę. Wilę zaś planowali pozbawić serca i przerobić na luksusowy narkotyk. Ich zamiary na szczęście udało się udaremnić. Nikomu nie stała się poważna krzywda, wszystkie rany, siniaki i otarcia wyleczono natychmiast. Obyło się nawet bez konieczności zostawania w Mungu na dłużej.


Mistrz gry bardzo dziękuje za uczestnictwo w wydarzeniu. Na wasze konta niebawem zostaną naliczone punkty. Nie musicie rozgrywać leczenia odniesionych obrażeń.


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   28.12.16 21:02

|1 kwietnia

Nie mógł spać. Ha, nawet nie próbował! Dobrze znał siebie i doskonale wiedział, że jakakolwiek próba zaśnięcia tej nocy (albo raczej tego ranka) skończyłaby się fiaskiem. Spotkanie Zakonu sprawiło, że jego myśli kotłowały się ze sobą niczym skłócone, napuszone koty. A rozmowa z Adrienem tylko to pogłębiła. Myśli tłukły się ze sobą, jeżyły i kotłowały dookoła, nie dając mu spokoju ani nawet nadziei na to, że zmieni się to w przeciągu najbliższych kilku godzin. I nie pomogła tu nawet ognista, która towarzyszyła ich rozmowom. Bennett wziął prysznic dla otrzeźwienia myśli, który jednak niewiele dał. Ostatecznie więc postanowił wyjść z mieszkania. Musiał pomyśleć, złapać świeżego powietrza. Nie wiedział nawet, którą godzinę wskazówki zegara pokazywały na tarczach. Może była piąta rano? A może szósta? Sam nie wiedział, jednak słońce dopiero nieśmiało wyglądało zza horyzontu, gdy zaczął oddalać się od Harley Street.
Przez bardzo długi czas kręcił się po okolicy bez celu. O tej godzinie uliczki Londynu były puste, choć wszyscy powoli budzili się do życia. Po jakimś czasie mijać zaczęli go ludzie, którzy najwyraźniej zmierzali do pracy, w większości Mugole. Patrzył się na nich i zastanawiał się jak wygląda ich świat i czy są bezpieczni, spokojni. Czarodzieje nie byli i, co najgorsze, nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.
Ostatecznie skierował swoje kroki w stronę ulicy Pokątnej. Wpierw krążył po bocznych uliczkach, przyglądając się domom bez celu, lecz potem skierował się w stronę głównej ulicy. Mijał ludzi, chowając nos w szaliku (wciąż było dość chłodno), zaś dłonie w kieszeniach. Przechodził obok nich i zastanawiał się jakie mają życie, czy mają rodziny, dzieci, czy są szczęśliwi. Ilu z nich poświęciłoby się w celach dobra ogółu? Ile byliby w stanie oddać za lepsze jutro? Byli dla niego jedynie nieznajomymi; byli twarzami, których wyraz bardzo szybko rozmaże mu się w pamięci. A jednak chciał dla nich walczyć. Dla nich, ale także dla innych - tych, których znał i którzy byli dla niego ważni. Ale czy miał w sobie siły? I czy nadawał się do tego, aby stać wśród Gwardzistów? Myśli nie dawały mu spokoju, męcząc go niczym niechciana, trudna do wyleczenia choroba. Był zmęczony, sen dawał mu się we znaki. Czy powinien już skierować swe kroki w stronę domu?





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope


Ostatnio zmieniony przez Alan Bennett dnia 30.12.16 3:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej
 Powiedz Aaaaaa

PisanieTemat: Re: Główna ulica   29.12.16 20:46

Pokątna budziła się do życia dosyć wcześnie - w końcu była to jedna z najważniejszych czarodziejskich ulic w Londynie. Klienci musieli być wypuszczani do lokali już od świtu, w końcu każda zmarnowana minuta to strata galeonów! Wszyscy więc spieszyli się ku celom swoich wędrówek, czasem nie zważając na to, kogo potrącają po drodze.
Florence także tutaj była. Nie pędziła jednak do pracy - a przynajmniej jeszcze nie. Wracała po nocy spędzonej u znajomej i zmierzała do swojego domu. W końcu ten także położony był przy tej ulicy! Miała zamiar umyć się, przebrać, szybko zjeść jakieś śniadanie i dopiero wtedy ruszyć do lodziarni. Miała szczęście, że prowadziła z bratem akurat taki interes, który nie potrzebował by go otwierać bladym świtem! Miała tylko nadzieję, że Florean nie będzie miał jej za złe, że nie wysłała mu wiadomości. Co zrobić, po prostu się ze z znajomą zagadały. A Flo wiedziała, że jej brat także gdzieś wieczorem wychodzi. Nie mówił jej gdzie, a ona w sumie nie pytała. Był w końcu dorosły, prawda?
Pogrążyła się w myślach, nieco się jednak obawiając reakcji brata na jej nieobecność. Zaraz jednak z tego zamyślenia ją wyrwano, kiedy wychodząc zza zakrętu niemal na kogoś nie wpadła.
- Och, przepraszam najmocniej... - zaczęła, odstępując w bok by przepuścić mężczyznę, kiedy nagle dostrzegła ponad szalikiem znajomo wyglądające oczy i czuprynę. Jak zwykle musiała zadrzeć nieźle głowę, by spojrzeć mu w twarz. - Alan? Co ty tutaj robisz tak wcześnie?




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   29.12.16 23:25

Błądził myślami przez cały czas. Nawet nie zwracał uwagi na to gdzie niosą go własne stopy, po prostu szedł. W jego głowie ciągle echem odbijały się słowa Bathildy. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś nakręcił je na taśmę i w kółko je tam odtwarzał. Ostateczne poświęcenie, oddanie czegoś więcej niż tylko swego życia... Co to wszystko znaczyło? Czy ta przemiła, uśmiechająca się do nich z dobrocią staruszka rzeczywiście była godna zaufania? Ciągle o tym myślał, ciągle poddawał wątpliwościom wszystko, co wydarzyło się tej nocy w kwaterze Zakonu. Ale tak naprawdę miał już odpowiedź na każde pytanie. Tkwiły one w jego głowie od samego początku, czekając tylko na moment, kiedy wreszcie dopuści je do głosu, zamiast ciągle uciszać. Rozejrzał się po okolicy, przyglądając się chwilowo powoli budzącej się ulicy Pokątnej. Mijał czarodziei w różnym wieku, różnej płci, zapewne też różnej krwi. Nie znał ich, ale czy to znaczyło, że ich życie było mniej warte od jego życia? Albo życia jego bliskich? Czy nie warto było stanąć przed nimi i osłonić ich własną piersią w momencie, gdy staną oko w oko z niebezpieczeństwem? Oni również mieli swoje życia, swoje marzenia, rodziny i ideały. Chciał wierzyć, że wszyscy byli dobrymi ludźmi, a Zakon powinien, a wręcz MUSIAŁ ich uratować.
I nagle z tych rozmyślań wyrwało go coś... Albo raczej ktoś. Poczuł zderzenie, choć początkowo, tak nagle wyrwany z rozmyślań, nie wiedział co się wydarzyło.
- Przepraszam bardzo. - Przeprosił z automatu, skłaniając się lekko w geście przeproszenia. A potem dotarło do niego, że czupryna, która pojawiła się przed nim wyglądała dość znajomo. - Florence? - Cóż za odkrycie! Zamrugał kilkukrotnie, nieco zbity z tropu. - Mogę Cię zapytać o to samo. Aaa! Lodziarnia? Już otwieracie? - Zmrużył oczy, przyglądając jej się. Coś było nie tak, coś było inaczej. Tu i ówdzie odstawał jakiś niesforny, nieposkromiony kosmyk włosów, pod oczami widniały małe, lekko widoczne sińce. Co jest grane? - Coś się stało? - Spytał, patrząc na nią ze zmartwieniem. Na chwilę całkowicie zapomniał o Zakonie i rozterkach sprzed paru minut.
- A ja? - Przypomniało mu się, że zadała mu pytanie. - Wróciłem w nocy ze zmiany w Mungu, ale nie mogłem spać, więc urządziłem sobie spacer. - Wyjaśnił. Kłamał, oczywiście, że kłamał. Choć nie w całości. Nie lubił oszukiwać ludzi, niezależnie od tego czy byli mu bliscy, czy nie. Jeżeli już musiał - wolał skłamać częściowo. Tak też właśnie zrobił - skłamał z Mungiem, reszta się zgadzała. Nie mógł jej przecież powiedzieć o Zakonie... To był sekret, który sekretem musiał pozostać.


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej
 Powiedz Aaaaaa

PisanieTemat: Re: Główna ulica   30.12.16 16:31

Na kilka chwil zapomniała o, zapewne zaniepokojonym, Florku i uśmiechnęła się do Alana.
No co zrobisz, zobaczyła lubianą przez siebie twarz i nawet jeśli okoliczności spotkania były dosyć niecodzienne, ona po prostu się cieszyła. Gdyby miała zgadywać, dlaczego spotyka go akurat tutaj i do tej o tej porze, pewnie byłoby to coś związanego z pracą. W końcu lekarze pracują czasem o koszmarnych godzinach.
Już otworzyła usta by odpowiedzieć mu na pytanie o lodziarnię, kiedy jeszcze przerwał jej kolejnym - o to czy coś się stało. Kobieta zamrugała zdziwiona. Co się miało stać? Dopiero po chwili zorientowała się o co najprawdopodobniej chodzi Alanowi. Z uśmiechem gwałtownie pokręciła głową, zaraz spiesząc mu z wyjaśnieniami. Merlinie, czy ona naprawdę wyglądała aż tak źle po jednej nieprzespanej nocy? Wychodzi na to że naprawdę dobrze się stało, że nie była magomedykiem. Po kilku takich nocach na dyżurze pewnie wyglądałaby jakby sama potrzebowała pilnej interwencji medycznej.
- Niee, spokojnie. Nic się nie stało. Po prostu nie spałam całą noc, zasiedziałam się u koleżanki i cały czas plotkowałyśmy. - powiedziała, tłumacząc się ze swojego "wczorajszego wyglądu". Uśmiechnęła się jednak z wdzięcznością, Alan był naprawdę uroczy kiedy się tak martwił. Musiała także w duchu pochwalić jego spostrzegawczość. Zapewne była mu ona potrzebna do pracy i pomagała w rozpoznawaniu objawów przeróżnych chorób u pacjentów, ale Florence nie myślała o tym akurat w tej chwili. Jej po prostu schlebiało, że mężczyzna zapytał ją o jej samopoczucie widząc ledwie kilka odstających kosmyków nieuczesanej fryzury. - A lodziarnię otwieramy dopiero za dłuższą chwilę. Wracam właśnie do domu ogarnąć się a potem pędzę do pracy.
Kiwnęła też głową, słysząc jego wytłumaczenie. Jak widać, miała nosa co do powodu jego obecności tutaj. Albo też i nie. Bo z drugiej strony nos podpowiedział jej też, że Alan z pewnością dziś w Mungu nie był.
- Czuć od ciebie ognistą. A choć przerwałam naukę, to wiem, że nie jest to jeden ze stosowanych w leczeniu środków. - zmarszczyła brwi. - Alan, chyba nie wracasz do picia?
W jej oczach pojawiła się troska. Chociaż nie wyglądał na pijanego... Nocne wycieczki na alkohol?Nawet samo to starczyło, by Florka się zaniepokoiła.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   31.12.16 1:17

Miał bystry wzrok, zdecydowanie bardziej niż większość facetów, którzy nie zauważali żadnych zmian, nawet jeżeli kobieta drastycznie zmieniła fryzurę. W jego przypadku było inaczej, musiało być. Była to umiejętność, której w dużym stopniu nauczył się właśnie w Mungu. Obserwacja w połączeniu z empatią były czymś co tworzyło naprawdę dobrego uzdrowiciela. Musiał nauczyć się obu tych cech, by móc dobrze pomagać swoim pacjentom. Potrafił zauważać nawet drobne zmiany w ich wyglądzie, co nie raz i nie dwa razy uchroniło go przed uwierzeniem w kłamstwo. Bo ludzie nie lubili mówić o tym, że było źle czy chociażby gorzej. Alan całe szczęście potrafił jednak wyłapać całkiem sporą ilość przypadków, gdy ,,wszystko dobrze" znaczyło tak naprawdę ,,ostatnio jest troszkę gorzej".
W tym przypadku jego uwagę zwróciły odstające kosmyki włosów Florence, a także drobne sińce pod oczami. Źle się czuła? A może coś się stało i martwiła się czymś? Może nie mogła spać? Odpowiedź okazała się dużo prostsza niż się spodziewał. Całe szczęście, bo dzisiejszego dnia optymizm nie był czymś, na co potrafił się zdobyć.
- Ach, to dobrze. - Odetchnął z ulgą. Miał nadzieję, że ten dzień nie przyniesie już więcej nieprzyjemnych wiadomości i niespodzianek. A przecież dopiero się zaczynał... - Rozumiem. To całkiem logiczne. Mało kto kupuje lody w kwietniu, a co dopiero w kwietniu o tak wczesnej porze. - Uśmiechnął się do niej lekko (bo przychodziło mu to dziś z trudnością), spoglądając jak chowała włosy za ucho. Zapewne nie czuła się do końca komfortowo z faktem, że spotkał ją ,,nieogarniętą", choć dla niego jak zawsze wyglądała ślicznie. Nawet z tymi odstającymi, niesfornymi kosmykami.
Widząc ją i rozmawiając z nią całkowicie zapomniał o tym, co miało miejsce tej nocy. Zapomniał o Zakonie, zapomniał o słowach Bathildy i prawdzie, którą powiedział mu Adrien. A przynajmniej częściowo, bo gdzieś tam ciągle czuł napięcie i ciężar, który wywołało to wszystko. Nie potrafił jednak nie uśmiechnąć się, gdy usłyszał oskarżenie wynikające z troski. No tak... Nie pomyślał o tym, że może być czuć od niego ognistą, którą popijali z Adrienem gdy rozmawiali.
- Spokojnie, Florence. Nie zamierzam stać się alkoholikiem. - Patrzył na nią czując przyjemne ciepło wywołane faktem, iż się o niego martwiła, które mieszało się ze smutkiem i złością, które wywołała u niego rozmowa z Carrowem. - Nie martw się. Nie włóczyłem się w nocy po barach, ani nic takiego. Musiałem odbyć poważną rozmowę z ordynatorem jednego z oddziałów w Mungu - Adrienem Carrowem, może go kojarzysz? To była długa i ciężka rozmowa, przy której sączyliśmy ognistą. - Rozłożył ręce w bezradnym geście. - Jak widzisz, nie jestem pijany. Skończyliśmy rozmawiać może z godzinę temu. - Poklepał ją delikatnie po głowie i choć ciągle się martwił, ciągle czuł się zły i przytłoczony tym wszystkim, zdobył się na lekki uśmiech pełen ciepła.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej
 Powiedz Aaaaaa

PisanieTemat: Re: Główna ulica   02.01.17 16:35

Z początku nie wyglądała na zbyt przekonaną słowami Alana. No bo to naprawdę nie brzmiało wiarygodnie. Odbywanie poważnej rozmowy z ordynatorem jednego z oddziałów Munga przy ognistej? Co takiego musiało się stać, że ta dwójka musiała po nocy siedzieć i wspomagać się (koić nerwy?) alkoholem? Brzmiało to jak jak wierutne kłamstwo. Stało się jednak nieco bardziej wiarygodne, kiedy Florence usłyszała nazwisko owego ordynatora.
- Adrien Carrow? Nie tylko go kojarzę ale i dobrze go znam. To u niego pobierałam nauki kiedy praktykowałam w Mungu. - wyjaśniła. Co jednak mogło być tak poważnego i niepokojącego, że ci dwaj musieli o tym dyskutować w nocy? Do tego przy kieliszku?
Zaraz jednak znów pomyślała o naturze pracy magomedyka.
- Jakiś ciężki przypadek? - zapytała, żeby rozwiać jeszcze resztki swojej wątpliwości.
Co się zaś jeszcze tyczyło jej wyglądu, z początku nie przejmowała się nim aż tak bardzo. Nie sądziła, że Alan coś zauważy, tym bardziej że wciąż było jeszcze szarawo. Nie doceniła jak widać jednak oczu uzdrowiciela. Skoro jednak wyłapał tak drobniutkie symptomy, wcisnęła nos mocniej w szalik. Na fryzurę nic nie poradzi, mogła jedynie założyć ten kosmyk za ucho. No bo przecież się tu teraz nie uczesz na środku ulicy, niech to licho porwie. Ale potem zapomniała w ogóle o tej kwestii, kiedy tylko wyczuła ten alkohol. Naprawdę chciała wierzyć w jego słowa o tej poważnej rozmowie ze starszym uzdrowicielem. Miała zamiar uważnie go obserwować przy każdej najbliższej okazji, żeby się upewnić, czy faktycznie przypadkiem nie wraca do swoich poprzednich, niezbyt zdrowych nawyków. Nie mogła w końcu pozwolić, żeby znów się szlajał nachlany po okolicy!
Posłała mu więc czujne spojrzenie, ale nic więcej już nie powiedziała na ten temat.
- Wybacz, ale będę musiała już uciekać... Jeśli chcę się doprowadzić do jakiegoś porządku przed wyjściem do pracy... rozumiesz. - uśmiechnęła się przepraszająco.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Główna ulica   05.01.17 20:37

Rozmawiająca para mogła w pewnym momencie, że w ich stronę biegnie mała dziewczynka. Śliczna istotka o blond loczkach sięgających ramion, spiętych w niskie kucyki błękitnymi kokardkami pod kolor niebieskich oczu z których biła szczera, dziecięca radość. Ubrana w lekki, wiosenny płaszczyk zwinnie wymijała ludzi na Pokątnej, w jednej ręce dzierżąc czekoladowe, trochę już nadjedzone ciasteczko.
- Tato, ja nie chcę już tam czekać, tam jest nudno! - odezwała się, kiedy już dotarła do mężczyzny, którego wcześniej wypatrywała między przechodniami. Złapała się obiema rękami jego wolnej dłoni i przytuliła do niej, uśmiechając przy tym uroczo i patrząc w górę na twarz mężczyzny. - Pójdziemy już do mamy? Patrz, zostawiłam jej trochę ciasteczka!
Dodała i wyciągnęła rękę trzymającą słodycz w górę, żeby jej tata mógł zobaczyć czekoladową pyszność. Dopiero potem odwróciła spojrzenie na Florkę, do której także wesoło się uśmiechnęła.
- Pani jest koleżanką taty? Ja jestem Amelka. Powinna pani nosić czapkę. Mnie tata nigdy nie wypuszcza z domu bez czapki, kiedy nie jest ciepło. - dodała tonem, jakim to tylko dziecko może pouczać osobę dorosłą i jakby dla potwierdzenia wskazując nakrycie głowy w dokładnie tym samym kolorze, co kokardki wystające odrobinkę niżej. Poczwarka mogła mieć sześć, góra siedem lat.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   13.01.17 16:37

Zaśmiał się, gdy wspomniała o Adrienie. Mimo tego, że jeszcze parę chwil temu był pełen złych emocji - teraz śmiał się, kiedy stała przed nim. Jeszcze nie wiedział, jeszcze nie domyślał się. Oj, Bennett. Jak dużo czasu potrzebowałeś, by zorientować się o istnieniu pewnych rzeczy? Jak wiele?
- Adrien przyuczał zapewne większość obecnych, młodszych lekarzy. Chyba każdy wie kim on jest. - Pokręcił głową z rozbawieniem. Nikt pracujący w Mungu nie mógł nie słyszeć o Adrienie - lekarzu śmieszku. Był zbyt specyficzny, zbyt wyróżniający się. Jedyny w swoim rodzaju. Nie wierzył, że znalazłby się ktoś, kto nie znałby Carrowa. A także, że ktoś mógł go nie lubić.
- Powiedzmy. - Westchnął, a mina wyraźnie mu zrzedła. Zapomniał o tej chwili wesołości sprzed paru sekund. Zakon, próba, gwardia, zmarli towarzysze... To był problem, który musieli przedyskutować z Adrienem. Ciężki przypadek? No cóż, może pod takimi słowami można by to podpisać. Może wcale nie kłamał aż tak bardzo, gdy kiwał głową na potwierdzenie. Ciężki przypadek, ale nie w postaci pacjenta.
- No jasne, rozumiem. - Mruknął, kątem oka dostrzegając biegnącą dziewczynkę. Nie zwrócił na nią jednak większej uwagi, bo i po co? Gdyby zawsze zwracał uwagę na każde biegające niedaleko dziecko to chyba by oszalał. Mała zapewne biegła do kogoś nieopodal, albo do sklepu, na plac zabaw - cokolwiek! Spojrzał więc na Florkę jeszcze raz, czując pewną nutkę żalu z powodu tego, że już sobie szła. Może odwiedzi ją dzisiaj w lodziarni? - Uważaj na siebie i... miłego dni... - Nie dokończył, bo ów dziewczynka stanęła przy nich i zaczęła mówić do... do niego? Trybiki w jego głowie zaczęły działać znacznie wolniej niż zwykle, a sam Bennett oniemiały patrzył na nią jak gdyby zobaczył wymyślone przez mugoli ufo. I tak stał i patrzył i stał i patrzył i stał i pa...
- Co? - wydukał. Z jakichś powodów jego twarz zdawała się bledsza niż zwykle. On zaś miał wrażenie, że krew w jego żyłach nie krąży tak, jak powinna. Jego mina musiała być przepiękna, gdy taki zdezorientowany, skołowany i nie pewien czy to wszystko się działo naprawdę czy było jedynie wytworem jego wyobraźni.
- Eeee... - Nawet mówienie szło mu jakoś z trudnością. Jeszcze trochę a zapomni o oddychaniu. - Zgubiłaś się? Amelko chyba pomyliłaś osoby. Twój tata musi być do mnie podobny. I bardzo mądry, skoro karze Ci zakładać czapkę, gdy wychodzisz na dwór. - Uśmiechnął się do niej lekko, ale jakoś tak... niewyraźnie. Był jakoś dziwnie zestresowany tą sytuacją. No bo była dość niecodzienna.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej
 Powiedz Aaaaaa

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.01.17 15:26

Zrobiła zmartwioną minę, kiedy Alan potwierdził jej zmartwienia związane z - jak sie jej zdawało - trudną sytuacją w pracy. Musiało być naprawdę ciężko, jeśli Alan spotykał się z Carrowem w nocy i przy alkoholu dyskutowali nad stanem jednego z pacjentów! Czyżby to był jakiś szlachcic? Florence wiedziała, że dla lekarza wszyscy leczeni są równi, jednakże każdy - nie ważne czy stażysta pobierający dopiero nauki czy też doświadczony ordynator - wszyscy wiedzieli że jeśli nie uda się uratować szlachcica, jego rodzina może pragnąć wziąć odwet. Nawet jeśli uzdrowiciel po prostu nie mógł nic zrobić.
- Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku - odezwała się jeszcze, klepiąc go pocieszająco po ramieniu.
Zaraz potem uśmiechnęła się do niego na pożegnanie i już miała zamiar się odwrócić by odejść, kiedy nagle tuż niej przebiegła mała blondwłosa torpeda i uczepiła się Alana. Florence zamrugała wyraźnie zaintrygowana. A cóż to za dziecko? Przez pierwszą chwilę Flo pomyślała, że może po prostu mała się zgubiła i podbiegła do pierwszej osoby w zasięgu wzroku - ulica nadal była dość pusta, tylko kilka osób śpieszyło do pracy. Jednakże kiedy dziewczynka otworzyła usta i wysypały się z nich pierwsze słowa, Florence poczuła, jakby serce jej zamarło.
Alan ma dziecko?
Nie, nie, to przecież było niemożliwe. Na pewno by jej o tym powiedział, prawda? Z drugiej strony kim ona była, żeby wiedzieć o nim wszystko? Byli zaledwie przyjaciółmi, ona wyciągnęła go z dołka, odwiedzali się wzajemnie i miło spędzali czas. A posiadanie córki przecież nie było wiadomością, którą koniecznie trzeba się było podzielić ze znajomą.
- Och, naprawdę...? Bardzo mądra uwaga, Amelko... - wydukała z siebie, słysząc słowa dziewczynki. Była w takim szoku, że nawet nie dosłyszała co z kolei Alan mówi do małej. Powoli zaczęła się odwracać, mrucząc "To... do zobaczenia", ciągle w wielkim szoku, czując jednocześnie jak w jej gardle nagle pojawiła się ciężka, nieprzyjemna gula.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 26 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 25, 26, 27, 28  Next

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17