Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 25, 26, 27, 28  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   28.12.16 21:02

|1 kwietnia

Nie mógł spać. Ha, nawet nie próbował! Dobrze znał siebie i doskonale wiedział, że jakakolwiek próba zaśnięcia tej nocy (albo raczej tego ranka) skończyłaby się fiaskiem. Spotkanie Zakonu sprawiło, że jego myśli kotłowały się ze sobą niczym skłócone, napuszone koty. A rozmowa z Adrienem tylko to pogłębiła. Myśli tłukły się ze sobą, jeżyły i kotłowały dookoła, nie dając mu spokoju ani nawet nadziei na to, że zmieni się to w przeciągu najbliższych kilku godzin. I nie pomogła tu nawet ognista, która towarzyszyła ich rozmowom. Bennett wziął prysznic dla otrzeźwienia myśli, który jednak niewiele dał. Ostatecznie więc postanowił wyjść z mieszkania. Musiał pomyśleć, złapać świeżego powietrza. Nie wiedział nawet, którą godzinę wskazówki zegara pokazywały na tarczach. Może była piąta rano? A może szósta? Sam nie wiedział, jednak słońce dopiero nieśmiało wyglądało zza horyzontu, gdy zaczął oddalać się od Harley Street.
Przez bardzo długi czas kręcił się po okolicy bez celu. O tej godzinie uliczki Londynu były puste, choć wszyscy powoli budzili się do życia. Po jakimś czasie mijać zaczęli go ludzie, którzy najwyraźniej zmierzali do pracy, w większości Mugole. Patrzył się na nich i zastanawiał się jak wygląda ich świat i czy są bezpieczni, spokojni. Czarodzieje nie byli i, co najgorsze, nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.
Ostatecznie skierował swoje kroki w stronę ulicy Pokątnej. Wpierw krążył po bocznych uliczkach, przyglądając się domom bez celu, lecz potem skierował się w stronę głównej ulicy. Mijał ludzi, chowając nos w szaliku (wciąż było dość chłodno), zaś dłonie w kieszeniach. Przechodził obok nich i zastanawiał się jakie mają życie, czy mają rodziny, dzieci, czy są szczęśliwi. Ilu z nich poświęciłoby się w celach dobra ogółu? Ile byliby w stanie oddać za lepsze jutro? Byli dla niego jedynie nieznajomymi; byli twarzami, których wyraz bardzo szybko rozmaże mu się w pamięci. A jednak chciał dla nich walczyć. Dla nich, ale także dla innych - tych, których znał i którzy byli dla niego ważni. Ale czy miał w sobie siły? I czy nadawał się do tego, aby stać wśród Gwardzistów? Myśli nie dawały mu spokoju, męcząc go niczym niechciana, trudna do wyleczenia choroba. Był zmęczony, sen dawał mu się we znaki. Czy powinien już skierować swe kroki w stronę domu?





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope


Ostatnio zmieniony przez Alan Bennett dnia 30.12.16 3:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   29.12.16 20:46

Pokątna budziła się do życia dosyć wcześnie - w końcu była to jedna z najważniejszych czarodziejskich ulic w Londynie. Klienci musieli być wypuszczani do lokali już od świtu, w końcu każda zmarnowana minuta to strata galeonów! Wszyscy więc spieszyli się ku celom swoich wędrówek, czasem nie zważając na to, kogo potrącają po drodze.
Florence także tutaj była. Nie pędziła jednak do pracy - a przynajmniej jeszcze nie. Wracała po nocy spędzonej u znajomej i zmierzała do swojego domu. W końcu ten także położony był przy tej ulicy! Miała zamiar umyć się, przebrać, szybko zjeść jakieś śniadanie i dopiero wtedy ruszyć do lodziarni. Miała szczęście, że prowadziła z bratem akurat taki interes, który nie potrzebował by go otwierać bladym świtem! Miała tylko nadzieję, że Florean nie będzie miał jej za złe, że nie wysłała mu wiadomości. Co zrobić, po prostu się ze z znajomą zagadały. A Flo wiedziała, że jej brat także gdzieś wieczorem wychodzi. Nie mówił jej gdzie, a ona w sumie nie pytała. Był w końcu dorosły, prawda?
Pogrążyła się w myślach, nieco się jednak obawiając reakcji brata na jej nieobecność. Zaraz jednak z tego zamyślenia ją wyrwano, kiedy wychodząc zza zakrętu niemal na kogoś nie wpadła.
- Och, przepraszam najmocniej... - zaczęła, odstępując w bok by przepuścić mężczyznę, kiedy nagle dostrzegła ponad szalikiem znajomo wyglądające oczy i czuprynę. Jak zwykle musiała zadrzeć nieźle głowę, by spojrzeć mu w twarz. - Alan? Co ty tutaj robisz tak wcześnie?




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   29.12.16 23:25

Błądził myślami przez cały czas. Nawet nie zwracał uwagi na to gdzie niosą go własne stopy, po prostu szedł. W jego głowie ciągle echem odbijały się słowa Bathildy. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś nakręcił je na taśmę i w kółko je tam odtwarzał. Ostateczne poświęcenie, oddanie czegoś więcej niż tylko swego życia... Co to wszystko znaczyło? Czy ta przemiła, uśmiechająca się do nich z dobrocią staruszka rzeczywiście była godna zaufania? Ciągle o tym myślał, ciągle poddawał wątpliwościom wszystko, co wydarzyło się tej nocy w kwaterze Zakonu. Ale tak naprawdę miał już odpowiedź na każde pytanie. Tkwiły one w jego głowie od samego początku, czekając tylko na moment, kiedy wreszcie dopuści je do głosu, zamiast ciągle uciszać. Rozejrzał się po okolicy, przyglądając się chwilowo powoli budzącej się ulicy Pokątnej. Mijał czarodziei w różnym wieku, różnej płci, zapewne też różnej krwi. Nie znał ich, ale czy to znaczyło, że ich życie było mniej warte od jego życia? Albo życia jego bliskich? Czy nie warto było stanąć przed nimi i osłonić ich własną piersią w momencie, gdy staną oko w oko z niebezpieczeństwem? Oni również mieli swoje życia, swoje marzenia, rodziny i ideały. Chciał wierzyć, że wszyscy byli dobrymi ludźmi, a Zakon powinien, a wręcz MUSIAŁ ich uratować.
I nagle z tych rozmyślań wyrwało go coś... Albo raczej ktoś. Poczuł zderzenie, choć początkowo, tak nagle wyrwany z rozmyślań, nie wiedział co się wydarzyło.
- Przepraszam bardzo. - Przeprosił z automatu, skłaniając się lekko w geście przeproszenia. A potem dotarło do niego, że czupryna, która pojawiła się przed nim wyglądała dość znajomo. - Florence? - Cóż za odkrycie! Zamrugał kilkukrotnie, nieco zbity z tropu. - Mogę Cię zapytać o to samo. Aaa! Lodziarnia? Już otwieracie? - Zmrużył oczy, przyglądając jej się. Coś było nie tak, coś było inaczej. Tu i ówdzie odstawał jakiś niesforny, nieposkromiony kosmyk włosów, pod oczami widniały małe, lekko widoczne sińce. Co jest grane? - Coś się stało? - Spytał, patrząc na nią ze zmartwieniem. Na chwilę całkowicie zapomniał o Zakonie i rozterkach sprzed paru minut.
- A ja? - Przypomniało mu się, że zadała mu pytanie. - Wróciłem w nocy ze zmiany w Mungu, ale nie mogłem spać, więc urządziłem sobie spacer. - Wyjaśnił. Kłamał, oczywiście, że kłamał. Choć nie w całości. Nie lubił oszukiwać ludzi, niezależnie od tego czy byli mu bliscy, czy nie. Jeżeli już musiał - wolał skłamać częściowo. Tak też właśnie zrobił - skłamał z Mungiem, reszta się zgadzała. Nie mógł jej przecież powiedzieć o Zakonie... To był sekret, który sekretem musiał pozostać.


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   30.12.16 16:31

Na kilka chwil zapomniała o, zapewne zaniepokojonym, Florku i uśmiechnęła się do Alana.
No co zrobisz, zobaczyła lubianą przez siebie twarz i nawet jeśli okoliczności spotkania były dosyć niecodzienne, ona po prostu się cieszyła. Gdyby miała zgadywać, dlaczego spotyka go akurat tutaj i do tej o tej porze, pewnie byłoby to coś związanego z pracą. W końcu lekarze pracują czasem o koszmarnych godzinach.
Już otworzyła usta by odpowiedzieć mu na pytanie o lodziarnię, kiedy jeszcze przerwał jej kolejnym - o to czy coś się stało. Kobieta zamrugała zdziwiona. Co się miało stać? Dopiero po chwili zorientowała się o co najprawdopodobniej chodzi Alanowi. Z uśmiechem gwałtownie pokręciła głową, zaraz spiesząc mu z wyjaśnieniami. Merlinie, czy ona naprawdę wyglądała aż tak źle po jednej nieprzespanej nocy? Wychodzi na to że naprawdę dobrze się stało, że nie była magomedykiem. Po kilku takich nocach na dyżurze pewnie wyglądałaby jakby sama potrzebowała pilnej interwencji medycznej.
- Niee, spokojnie. Nic się nie stało. Po prostu nie spałam całą noc, zasiedziałam się u koleżanki i cały czas plotkowałyśmy. - powiedziała, tłumacząc się ze swojego "wczorajszego wyglądu". Uśmiechnęła się jednak z wdzięcznością, Alan był naprawdę uroczy kiedy się tak martwił. Musiała także w duchu pochwalić jego spostrzegawczość. Zapewne była mu ona potrzebna do pracy i pomagała w rozpoznawaniu objawów przeróżnych chorób u pacjentów, ale Florence nie myślała o tym akurat w tej chwili. Jej po prostu schlebiało, że mężczyzna zapytał ją o jej samopoczucie widząc ledwie kilka odstających kosmyków nieuczesanej fryzury. - A lodziarnię otwieramy dopiero za dłuższą chwilę. Wracam właśnie do domu ogarnąć się a potem pędzę do pracy.
Kiwnęła też głową, słysząc jego wytłumaczenie. Jak widać, miała nosa co do powodu jego obecności tutaj. Albo też i nie. Bo z drugiej strony nos podpowiedział jej też, że Alan z pewnością dziś w Mungu nie był.
- Czuć od ciebie ognistą. A choć przerwałam naukę, to wiem, że nie jest to jeden ze stosowanych w leczeniu środków. - zmarszczyła brwi. - Alan, chyba nie wracasz do picia?
W jej oczach pojawiła się troska. Chociaż nie wyglądał na pijanego... Nocne wycieczki na alkohol?Nawet samo to starczyło, by Florka się zaniepokoiła.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   31.12.16 1:17

Miał bystry wzrok, zdecydowanie bardziej niż większość facetów, którzy nie zauważali żadnych zmian, nawet jeżeli kobieta drastycznie zmieniła fryzurę. W jego przypadku było inaczej, musiało być. Była to umiejętność, której w dużym stopniu nauczył się właśnie w Mungu. Obserwacja w połączeniu z empatią były czymś co tworzyło naprawdę dobrego uzdrowiciela. Musiał nauczyć się obu tych cech, by móc dobrze pomagać swoim pacjentom. Potrafił zauważać nawet drobne zmiany w ich wyglądzie, co nie raz i nie dwa razy uchroniło go przed uwierzeniem w kłamstwo. Bo ludzie nie lubili mówić o tym, że było źle czy chociażby gorzej. Alan całe szczęście potrafił jednak wyłapać całkiem sporą ilość przypadków, gdy ,,wszystko dobrze" znaczyło tak naprawdę ,,ostatnio jest troszkę gorzej".
W tym przypadku jego uwagę zwróciły odstające kosmyki włosów Florence, a także drobne sińce pod oczami. Źle się czuła? A może coś się stało i martwiła się czymś? Może nie mogła spać? Odpowiedź okazała się dużo prostsza niż się spodziewał. Całe szczęście, bo dzisiejszego dnia optymizm nie był czymś, na co potrafił się zdobyć.
- Ach, to dobrze. - Odetchnął z ulgą. Miał nadzieję, że ten dzień nie przyniesie już więcej nieprzyjemnych wiadomości i niespodzianek. A przecież dopiero się zaczynał... - Rozumiem. To całkiem logiczne. Mało kto kupuje lody w kwietniu, a co dopiero w kwietniu o tak wczesnej porze. - Uśmiechnął się do niej lekko (bo przychodziło mu to dziś z trudnością), spoglądając jak chowała włosy za ucho. Zapewne nie czuła się do końca komfortowo z faktem, że spotkał ją ,,nieogarniętą", choć dla niego jak zawsze wyglądała ślicznie. Nawet z tymi odstającymi, niesfornymi kosmykami.
Widząc ją i rozmawiając z nią całkowicie zapomniał o tym, co miało miejsce tej nocy. Zapomniał o Zakonie, zapomniał o słowach Bathildy i prawdzie, którą powiedział mu Adrien. A przynajmniej częściowo, bo gdzieś tam ciągle czuł napięcie i ciężar, który wywołało to wszystko. Nie potrafił jednak nie uśmiechnąć się, gdy usłyszał oskarżenie wynikające z troski. No tak... Nie pomyślał o tym, że może być czuć od niego ognistą, którą popijali z Adrienem gdy rozmawiali.
- Spokojnie, Florence. Nie zamierzam stać się alkoholikiem. - Patrzył na nią czując przyjemne ciepło wywołane faktem, iż się o niego martwiła, które mieszało się ze smutkiem i złością, które wywołała u niego rozmowa z Carrowem. - Nie martw się. Nie włóczyłem się w nocy po barach, ani nic takiego. Musiałem odbyć poważną rozmowę z ordynatorem jednego z oddziałów w Mungu - Adrienem Carrowem, może go kojarzysz? To była długa i ciężka rozmowa, przy której sączyliśmy ognistą. - Rozłożył ręce w bezradnym geście. - Jak widzisz, nie jestem pijany. Skończyliśmy rozmawiać może z godzinę temu. - Poklepał ją delikatnie po głowie i choć ciągle się martwił, ciągle czuł się zły i przytłoczony tym wszystkim, zdobył się na lekki uśmiech pełen ciepła.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   02.01.17 16:35

Z początku nie wyglądała na zbyt przekonaną słowami Alana. No bo to naprawdę nie brzmiało wiarygodnie. Odbywanie poważnej rozmowy z ordynatorem jednego z oddziałów Munga przy ognistej? Co takiego musiało się stać, że ta dwójka musiała po nocy siedzieć i wspomagać się (koić nerwy?) alkoholem? Brzmiało to jak jak wierutne kłamstwo. Stało się jednak nieco bardziej wiarygodne, kiedy Florence usłyszała nazwisko owego ordynatora.
- Adrien Carrow? Nie tylko go kojarzę ale i dobrze go znam. To u niego pobierałam nauki kiedy praktykowałam w Mungu. - wyjaśniła. Co jednak mogło być tak poważnego i niepokojącego, że ci dwaj musieli o tym dyskutować w nocy? Do tego przy kieliszku?
Zaraz jednak znów pomyślała o naturze pracy magomedyka.
- Jakiś ciężki przypadek? - zapytała, żeby rozwiać jeszcze resztki swojej wątpliwości.
Co się zaś jeszcze tyczyło jej wyglądu, z początku nie przejmowała się nim aż tak bardzo. Nie sądziła, że Alan coś zauważy, tym bardziej że wciąż było jeszcze szarawo. Nie doceniła jak widać jednak oczu uzdrowiciela. Skoro jednak wyłapał tak drobniutkie symptomy, wcisnęła nos mocniej w szalik. Na fryzurę nic nie poradzi, mogła jedynie założyć ten kosmyk za ucho. No bo przecież się tu teraz nie uczesz na środku ulicy, niech to licho porwie. Ale potem zapomniała w ogóle o tej kwestii, kiedy tylko wyczuła ten alkohol. Naprawdę chciała wierzyć w jego słowa o tej poważnej rozmowie ze starszym uzdrowicielem. Miała zamiar uważnie go obserwować przy każdej najbliższej okazji, żeby się upewnić, czy faktycznie przypadkiem nie wraca do swoich poprzednich, niezbyt zdrowych nawyków. Nie mogła w końcu pozwolić, żeby znów się szlajał nachlany po okolicy!
Posłała mu więc czujne spojrzenie, ale nic więcej już nie powiedziała na ten temat.
- Wybacz, ale będę musiała już uciekać... Jeśli chcę się doprowadzić do jakiegoś porządku przed wyjściem do pracy... rozumiesz. - uśmiechnęła się przepraszająco.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Główna ulica   05.01.17 20:37

Rozmawiająca para mogła w pewnym momencie, że w ich stronę biegnie mała dziewczynka. Śliczna istotka o blond loczkach sięgających ramion, spiętych w niskie kucyki błękitnymi kokardkami pod kolor niebieskich oczu z których biła szczera, dziecięca radość. Ubrana w lekki, wiosenny płaszczyk zwinnie wymijała ludzi na Pokątnej, w jednej ręce dzierżąc czekoladowe, trochę już nadjedzone ciasteczko.
- Tato, ja nie chcę już tam czekać, tam jest nudno! - odezwała się, kiedy już dotarła do mężczyzny, którego wcześniej wypatrywała między przechodniami. Złapała się obiema rękami jego wolnej dłoni i przytuliła do niej, uśmiechając przy tym uroczo i patrząc w górę na twarz mężczyzny. - Pójdziemy już do mamy? Patrz, zostawiłam jej trochę ciasteczka!
Dodała i wyciągnęła rękę trzymającą słodycz w górę, żeby jej tata mógł zobaczyć czekoladową pyszność. Dopiero potem odwróciła spojrzenie na Florkę, do której także wesoło się uśmiechnęła.
- Pani jest koleżanką taty? Ja jestem Amelka. Powinna pani nosić czapkę. Mnie tata nigdy nie wypuszcza z domu bez czapki, kiedy nie jest ciepło. - dodała tonem, jakim to tylko dziecko może pouczać osobę dorosłą i jakby dla potwierdzenia wskazując nakrycie głowy w dokładnie tym samym kolorze, co kokardki wystające odrobinkę niżej. Poczwarka mogła mieć sześć, góra siedem lat.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   13.01.17 16:37

Zaśmiał się, gdy wspomniała o Adrienie. Mimo tego, że jeszcze parę chwil temu był pełen złych emocji - teraz śmiał się, kiedy stała przed nim. Jeszcze nie wiedział, jeszcze nie domyślał się. Oj, Bennett. Jak dużo czasu potrzebowałeś, by zorientować się o istnieniu pewnych rzeczy? Jak wiele?
- Adrien przyuczał zapewne większość obecnych, młodszych lekarzy. Chyba każdy wie kim on jest. - Pokręcił głową z rozbawieniem. Nikt pracujący w Mungu nie mógł nie słyszeć o Adrienie - lekarzu śmieszku. Był zbyt specyficzny, zbyt wyróżniający się. Jedyny w swoim rodzaju. Nie wierzył, że znalazłby się ktoś, kto nie znałby Carrowa. A także, że ktoś mógł go nie lubić.
- Powiedzmy. - Westchnął, a mina wyraźnie mu zrzedła. Zapomniał o tej chwili wesołości sprzed paru sekund. Zakon, próba, gwardia, zmarli towarzysze... To był problem, który musieli przedyskutować z Adrienem. Ciężki przypadek? No cóż, może pod takimi słowami można by to podpisać. Może wcale nie kłamał aż tak bardzo, gdy kiwał głową na potwierdzenie. Ciężki przypadek, ale nie w postaci pacjenta.
- No jasne, rozumiem. - Mruknął, kątem oka dostrzegając biegnącą dziewczynkę. Nie zwrócił na nią jednak większej uwagi, bo i po co? Gdyby zawsze zwracał uwagę na każde biegające niedaleko dziecko to chyba by oszalał. Mała zapewne biegła do kogoś nieopodal, albo do sklepu, na plac zabaw - cokolwiek! Spojrzał więc na Florkę jeszcze raz, czując pewną nutkę żalu z powodu tego, że już sobie szła. Może odwiedzi ją dzisiaj w lodziarni? - Uważaj na siebie i... miłego dni... - Nie dokończył, bo ów dziewczynka stanęła przy nich i zaczęła mówić do... do niego? Trybiki w jego głowie zaczęły działać znacznie wolniej niż zwykle, a sam Bennett oniemiały patrzył na nią jak gdyby zobaczył wymyślone przez mugoli ufo. I tak stał i patrzył i stał i patrzył i stał i pa...
- Co? - wydukał. Z jakichś powodów jego twarz zdawała się bledsza niż zwykle. On zaś miał wrażenie, że krew w jego żyłach nie krąży tak, jak powinna. Jego mina musiała być przepiękna, gdy taki zdezorientowany, skołowany i nie pewien czy to wszystko się działo naprawdę czy było jedynie wytworem jego wyobraźni.
- Eeee... - Nawet mówienie szło mu jakoś z trudnością. Jeszcze trochę a zapomni o oddychaniu. - Zgubiłaś się? Amelko chyba pomyliłaś osoby. Twój tata musi być do mnie podobny. I bardzo mądry, skoro karze Ci zakładać czapkę, gdy wychodzisz na dwór. - Uśmiechnął się do niej lekko, ale jakoś tak... niewyraźnie. Był jakoś dziwnie zestresowany tą sytuacją. No bo była dość niecodzienna.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.01.17 15:26

Zrobiła zmartwioną minę, kiedy Alan potwierdził jej zmartwienia związane z - jak sie jej zdawało - trudną sytuacją w pracy. Musiało być naprawdę ciężko, jeśli Alan spotykał się z Carrowem w nocy i przy alkoholu dyskutowali nad stanem jednego z pacjentów! Czyżby to był jakiś szlachcic? Florence wiedziała, że dla lekarza wszyscy leczeni są równi, jednakże każdy - nie ważne czy stażysta pobierający dopiero nauki czy też doświadczony ordynator - wszyscy wiedzieli że jeśli nie uda się uratować szlachcica, jego rodzina może pragnąć wziąć odwet. Nawet jeśli uzdrowiciel po prostu nie mógł nic zrobić.
- Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku - odezwała się jeszcze, klepiąc go pocieszająco po ramieniu.
Zaraz potem uśmiechnęła się do niego na pożegnanie i już miała zamiar się odwrócić by odejść, kiedy nagle tuż niej przebiegła mała blondwłosa torpeda i uczepiła się Alana. Florence zamrugała wyraźnie zaintrygowana. A cóż to za dziecko? Przez pierwszą chwilę Flo pomyślała, że może po prostu mała się zgubiła i podbiegła do pierwszej osoby w zasięgu wzroku - ulica nadal była dość pusta, tylko kilka osób śpieszyło do pracy. Jednakże kiedy dziewczynka otworzyła usta i wysypały się z nich pierwsze słowa, Florence poczuła, jakby serce jej zamarło.
Alan ma dziecko?
Nie, nie, to przecież było niemożliwe. Na pewno by jej o tym powiedział, prawda? Z drugiej strony kim ona była, żeby wiedzieć o nim wszystko? Byli zaledwie przyjaciółmi, ona wyciągnęła go z dołka, odwiedzali się wzajemnie i miło spędzali czas. A posiadanie córki przecież nie było wiadomością, którą koniecznie trzeba się było podzielić ze znajomą.
- Och, naprawdę...? Bardzo mądra uwaga, Amelko... - wydukała z siebie, słysząc słowa dziewczynki. Była w takim szoku, że nawet nie dosłyszała co z kolei Alan mówi do małej. Powoli zaczęła się odwracać, mrucząc "To... do zobaczenia", ciągle w wielkim szoku, czując jednocześnie jak w jej gardle nagle pojawiła się ciężka, nieprzyjemna gula.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Główna ulica   20.01.17 10:54

Malutki demon w ciele aniołka przez chwilkę tylko wyglądał na zbitego z tropu. Spojrzał na Alana dużymi oczyma jakby nie rozumiejąc. Tata kłamie? Przecież tatowie nigdy nie kłamią, nie mają takiej opcji nawet, mamy też nie kłamią!
- Podobny? Taaaatoooooo... - przeciągnęła mocno jakby w odpowiedzi na żart, którego bardzo nie lubi i tupnęła nóżką. No, nie wolno tak z Amelką, że się jest tatą, a się mówi, że się nim nie jest! Nawet, jeśli się nie jest.
- Mój tatuś jest najmądrzejszy! - zawołała zaraz, wcale nie puszczając ręki Alana, kiedy spojrzała za Florence. - Nie musi pani iść, może pani iść z nami do mamy! Pani też mogę dać troszkę ciasteczka.
Dodała widocznie chcąc pocieszyć panią, która z jakiejś przyczyny zrobiła się smutna i niewiele myśląc podgryzając jeszcze trochę swojej słodyczy. Ale troszeczkę dla mamy i Flo nadal było! Ubrudziła się przy tym w policzek, więc wyglądała już jak idealny przykład bardzo szczęśliwego dziecka.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   22.01.17 22:21

Miał wrażenie, iż czuje jak cała krew odchodzi z jego twarzy, czyniąc ją coraz bardziej bladą. Patrzył na małą dziewczynkę, nieświadom tego, że jego usta otwierają się coraz szerzej, podczas gdy z gardła nie wydobywa się żaden dźwięk. Patrzył na nią, nagle wydając się być dziwnie blady, oczy mieć dziwnie podkrążone, a włosy rozwichrzone. Zamrugał kilkukrotnie, nie wiedząc co powiedzieć. W jego umyśle natomiast zachodził szereg skomplikowanych procesów, które starały się ustalić co takiego do cholery się właśnie działo. Dobra... było dziecko, dziecko przyszło do niego, dziecko łapało go za rękę i nazywało tato.
Obliviate?
Zbladł jeszcze bardziej, stając się niemalże przezroczystym, gdy myślał o tym,że ktoś mógł mu usunąć pamięć. Pomysł idiotyczny, absurdalny wręcz. Ale w świecie magii wszystko zdawało się być możliwe.
A może... zaraz, ile ta mała miała lat?
Zbladł jeszcze bardziej, a sińce pod oczami zdawały się nabrać znacznie bardziej soczystych kolorów. O Merlinie, przecież to niemożliwe! Z Justine był dobre siedem lat temu, a mała zdawała się być dużo...
NA MERLINA, ile ona miała lat?!
Zaczął się kręcić w miejscu, nerwowo ściskając materiał własnego ubrania. Zerkał to na Amelkę, to w przestrzeń, to rozglądał się, to zerkał na Florkę. Florkę, która najpierw patrzyła na nich w szoku, a potem odkręciła się na pięcie i zaczęła odchodzić.
Co?
- Nie, nie, nie! - Zupełnie niechcący wypowiedział to na głos. I zupełnie niechcący złapał ją też za materiał ubrania, nie pozwalając się oddalić, o czym zorientował się tuż po tym, jak dotarło do niego, iż owe ,,nie, nie" wydobyło się z jego gardła. Popatrzył na nią spanikowany, błagający wręcz o pomoc, wyglądając tak, jak gdyby miał się zaraz rozpłakać. - Florka nie zostawiaj mnie. Ja nie mam pojęcia co tu się dzieje. - Jęknął żałośnie tylko po to, by zaraz odwrócić się do dziewczynki i pokiwać żywo głową:
- Tak, tak. Dobry pomysł. Zaprowadź nas do swojej mamy. - I wykrzywił usta w czymś co miało przypominać uśmiech. No cóż. Słabo przypominało.


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.02.17 15:31

W sumie nie potrafiła stwierdzić, dlaczego informacja o tym, jakoby Alan miał dziecko, aż tak nią wstrząsnęła. Ale trochę zabolało. Nawet jeśli byli tylko przyjaciółmi! A może nawet zwłaszcza dlatego, że nimi byli! Doszła do wniosku, że posiadanie córki jednak było dość istotną kwestią w ich znajomości. Poczuła się niemal zdradzona.
I już wiedziała, że dzisiejszy dzień nie będzie zbyt udany. Będzie się tym pewnie gryzła przez cały ranek i popołudnie. A potem też i wieczorem. A przed oczami ciągle będzie widzieć tę małą blondwłosą dziewczynkę, pogryzającą ciastko.
Tak przynajmniej sądziła, póki głos Alana nie kazał jej się zatrzymać i odwrócić z powrotem. Dopiero wtedy dostrzegła, że Alan jest równie skonsternowany jak ona! I to bynajmniej nie faktem, że światło dziennie ujrzała tajemnica, którą on chciał zachować w sekrecie!
- Co...? - wyrzuciła z siebie bardzo inteligentnie, przez chwilę jeszcze będąc pod wrażeniem swojego odkrycia. Zaraz też zbeształa się w myślach. Nie za swój chwilowy zastój w procesach myślowych, raczej za to, że zwątpiła w Alana. Przecież byli przyjaciółmi!
- Ale jak to "nie wiesz"? I czemu w takim razie dziecko mówi do ciebie tato? - jakieś wątpliwości jednak pozostały, ta sytuacja była po prostu zbyt dziwna! Florence spojrzała jeszcze raz na małą dziewczynkę nieco skonsternowana. No cóż, żeby rozwiązać tę zagadnę, chyba faktycznie będą musieli pójść do jej mamy.
- No dobrze... Czy to daleko, Amelko? Do twojej mamy?
Cóż, nawet jeśli ktoś robił sobie z nich żarty, nie mogli zostawić dziecka samego na Pokątnej! Trzeba ją było gdzieś odprowadzić!




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.02.17 17:44

Dziewczynka patrzyła na nich niczym nie speszona, jakby cała ta sytuacja była całkowicie normalna i zupełnie, jakby miała zaraz powiedzieć "w porządku, tatuś ma zaniki pamięci, zaraz sobie mnie przypomni". Podgryzała przy tym ciasteczko, bo może i wszystkim obiecała kawałek, ale ono było czekoladowe i miało kawałki czekolady i była z najlepszej cukierni świata, Słodkiej Próżności (materiał nie jest sponsorowany), a ona była dzieckiem, do tego Bottem, więc w naturalny sposób kochała wszystko, co słodkie całym swoim serduszkiem i pragnęła to wszystko zmieścić w swojej małej buzi i zjeść.
- No, jak gdzie? W domu. Idziemy do domu?
Spytała najwidoczniej nie zamierzając Alana nigdzie kierować, czy prowadzić.
Do Florki też się uśmiechnęła nieświadoma tego, że cała zdążyła się na buzi wysmarować pałaszowanym ciastkiem. Eh, od razu widać, że szczęśliwe z Amelki dziecko. Spójrz, jakim dobrym tatą musi być Alan!
- Nie bardzo daleko, ale trzeba kominkiem.
Trochę jednak chyba zaczynała się denerwować, bo przecież była mądrą dziewczynką i rodzice zawsze mówili, że nie wolno iść nigdzie z nieznajomymi, zaczęła się więc rozglądać ignorując na chwilkę swoje ofiary i uspokoiła się dopiero, kiedy zobaczyła swojego nadmiernie rozweselonego kuzyna. Nie zostawił go, stał tam, gdzie stał kiedy wskazał do kogo ma iść, więc jest dobrze!




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   11.02.17 1:28

Odetchnął z cichą ulgą, gdy Florence zatrzymała się. Był skołowany, bardzo skołowany, a jej obecność miała pozwolić mu w zachowaniu trzeźwości myśli. Dodatkowo także z jakiegoś nieznanego mu powodu bardzo nie chciał, by dziewczyna odeszła w błędnym przekonaniu, że miał dziecko. Samo w sobie nie było to niczym złym, bowiem Bennett bardzo lubił dzieci, jednak z jakiegoś powodu nie chciał, by żyła w kłamstwie. W kłamstwie, w którym myślała, że to on ją okłamuje. Cóżże byłaby to za ironia!
- Nie mam pojęcia. Lubię dzieci, naprawdę lubię. Ale raczej wiedziałbym, gdybym jakieś miał. - Mruknął do niej, specjalnie przyciszając głos, by jego słowa nie docierały do Amelki. Jego umysł podsuwał mu różne pomysły i rozwiązania tego, co się działo. Poprawne też mu przemknęło przez głowę, jednak szybko odleciało, przepchnięte przez kolejne pomysły. Ostatecznie jego wzrok spoczął na dziewczynce. Nerwowo pokiwał głową, siląc się na uśmiech, który wyszedł mu dość blado.
- Tak, tak. Do domu. Zaprowadź nas do domu, do swojej mamy. - Kiwał głową niczym opętany. I ruszyłby za dziewczynką, gdyby nie dostrzegł lekkiej zmiany w zachowaniu Amelki. Początkowo spojrzał na nią skonsternowany, by po chwili podążyć za nią wzrokiem. Potrzebował chwili, by w oddali dostrzec męską sylwetkę, w kierunku której najwyraźniej zerkała mała. Nie umknęło jego uwadze również to, że mężczyzna patrzył w ich kierunku. I wydał się on Alanowi dziwnie znajomy. No tak, widział go na wczorajszym spotkaniu zakonu. Czy to miało jakiś związek?
- Amelko kto to jest? - Spytał, nachylając się lekko w stronę dziewczynki. - Znam go. - Zmrużył oczy, zerkając to na Amelkę, to na Florence, to na Bertiego. Jakieś przeczucie mówiło mu, że jego obecność tutaj nie była przypadkowa.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   21.02.17 11:06

Nadal nie za bardzo wiedziała, co się tutaj działo, ale starała się swoje zmieszanie jakoś ukryć. Nadal też nie bardzo wiedziała, czy wierzy Alanowi w słowa, że to nie jego dziecko. No bo czemu jakiś obcy berbeć miałby do nich podejść i zacząć nazywać go tatą? I chociaż bardzo chciała poznać odpowiedź na to pytanie, postanowiła, że jednak zostawi to na sam koniec - w końcu mała miała ich zabrać do swojej rodzicielki tak? Ona na pewno wszystko im wyjaśni.
Nie powiedziała więc już nic. I tak nie wniosłaby niczego nowego do ich sytuacji. Oboje byli skołowani, żadne nie wiedziało co sie dzieje.
Przygryzła więc wargę. Powinna naprawdę iść, żeby zdążyć dojść do domu przed pracą i doprowadzić się do jakiegoś ludzkiego stanu. Ale jednak zwykła ludzka przyzwoitość nie pozwalała jej tak Alana zostawić. Kiedy więc postawiła pierwszy krok, ona również dostrzegła dziwne zachowanie zaniepokojonej nagle dziewczynki. Tak samo jak Alan powiodła spojrzeniem w głąb ulicy, by dostrzec tam uśmiechniętego jak kot z cheshire mężczyznę.
Kobieta zmarszczyła brwi. Kiedy skupiła wzrok wystarczająco, zdawało jej się, że poznaje tego osobnika...
- To Bertie! - zawołała nagle. Teraz nagle sytuacja stała się niemal klarowna. Co prawda nadal pozostawało kilka niewiadomych dotyczących szczególików, ale Florence była już niemal pewna, o co w tej całej nieprawdopodobnej sytuacji chodzi - Amelko, czy ty masz może na nazwisko "Bott"?
Och, już ona mu natrze uszy lodami! Jak mogła zapomnieć, że dziś pierwszy kwietnia?




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 26 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 25, 26, 27, 28  Next

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17