Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Główna ulica   20.01.17 10:54

Malutki demon w ciele aniołka przez chwilkę tylko wyglądał na zbitego z tropu. Spojrzał na Alana dużymi oczyma jakby nie rozumiejąc. Tata kłamie? Przecież tatowie nigdy nie kłamią, nie mają takiej opcji nawet, mamy też nie kłamią!
- Podobny? Taaaatoooooo... - przeciągnęła mocno jakby w odpowiedzi na żart, którego bardzo nie lubi i tupnęła nóżką. No, nie wolno tak z Amelką, że się jest tatą, a się mówi, że się nim nie jest! Nawet, jeśli się nie jest.
- Mój tatuś jest najmądrzejszy! - zawołała zaraz, wcale nie puszczając ręki Alana, kiedy spojrzała za Florence. - Nie musi pani iść, może pani iść z nami do mamy! Pani też mogę dać troszkę ciasteczka.
Dodała widocznie chcąc pocieszyć panią, która z jakiejś przyczyny zrobiła się smutna i niewiele myśląc podgryzając jeszcze trochę swojej słodyczy. Ale troszeczkę dla mamy i Flo nadal było! Ubrudziła się przy tym w policzek, więc wyglądała już jak idealny przykład bardzo szczęśliwego dziecka.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   22.01.17 22:21

Miał wrażenie, iż czuje jak cała krew odchodzi z jego twarzy, czyniąc ją coraz bardziej bladą. Patrzył na małą dziewczynkę, nieświadom tego, że jego usta otwierają się coraz szerzej, podczas gdy z gardła nie wydobywa się żaden dźwięk. Patrzył na nią, nagle wydając się być dziwnie blady, oczy mieć dziwnie podkrążone, a włosy rozwichrzone. Zamrugał kilkukrotnie, nie wiedząc co powiedzieć. W jego umyśle natomiast zachodził szereg skomplikowanych procesów, które starały się ustalić co takiego do cholery się właśnie działo. Dobra... było dziecko, dziecko przyszło do niego, dziecko łapało go za rękę i nazywało tato.
Obliviate?
Zbladł jeszcze bardziej, stając się niemalże przezroczystym, gdy myślał o tym,że ktoś mógł mu usunąć pamięć. Pomysł idiotyczny, absurdalny wręcz. Ale w świecie magii wszystko zdawało się być możliwe.
A może... zaraz, ile ta mała miała lat?
Zbladł jeszcze bardziej, a sińce pod oczami zdawały się nabrać znacznie bardziej soczystych kolorów. O Merlinie, przecież to niemożliwe! Z Justine był dobre siedem lat temu, a mała zdawała się być dużo...
NA MERLINA, ile ona miała lat?!
Zaczął się kręcić w miejscu, nerwowo ściskając materiał własnego ubrania. Zerkał to na Amelkę, to w przestrzeń, to rozglądał się, to zerkał na Florkę. Florkę, która najpierw patrzyła na nich w szoku, a potem odkręciła się na pięcie i zaczęła odchodzić.
Co?
- Nie, nie, nie! - Zupełnie niechcący wypowiedział to na głos. I zupełnie niechcący złapał ją też za materiał ubrania, nie pozwalając się oddalić, o czym zorientował się tuż po tym, jak dotarło do niego, iż owe ,,nie, nie" wydobyło się z jego gardła. Popatrzył na nią spanikowany, błagający wręcz o pomoc, wyglądając tak, jak gdyby miał się zaraz rozpłakać. - Florka nie zostawiaj mnie. Ja nie mam pojęcia co tu się dzieje. - Jęknął żałośnie tylko po to, by zaraz odwrócić się do dziewczynki i pokiwać żywo głową:
- Tak, tak. Dobry pomysł. Zaprowadź nas do swojej mamy. - I wykrzywił usta w czymś co miało przypominać uśmiech. No cóż. Słabo przypominało.


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej
 Powiedz Aaaaaa

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.02.17 15:31

W sumie nie potrafiła stwierdzić, dlaczego informacja o tym, jakoby Alan miał dziecko, aż tak nią wstrząsnęła. Ale trochę zabolało. Nawet jeśli byli tylko przyjaciółmi! A może nawet zwłaszcza dlatego, że nimi byli! Doszła do wniosku, że posiadanie córki jednak było dość istotną kwestią w ich znajomości. Poczuła się niemal zdradzona.
I już wiedziała, że dzisiejszy dzień nie będzie zbyt udany. Będzie się tym pewnie gryzła przez cały ranek i popołudnie. A potem też i wieczorem. A przed oczami ciągle będzie widzieć tę małą blondwłosą dziewczynkę, pogryzającą ciastko.
Tak przynajmniej sądziła, póki głos Alana nie kazał jej się zatrzymać i odwrócić z powrotem. Dopiero wtedy dostrzegła, że Alan jest równie skonsternowany jak ona! I to bynajmniej nie faktem, że światło dziennie ujrzała tajemnica, którą on chciał zachować w sekrecie!
- Co...? - wyrzuciła z siebie bardzo inteligentnie, przez chwilę jeszcze będąc pod wrażeniem swojego odkrycia. Zaraz też zbeształa się w myślach. Nie za swój chwilowy zastój w procesach myślowych, raczej za to, że zwątpiła w Alana. Przecież byli przyjaciółmi!
- Ale jak to "nie wiesz"? I czemu w takim razie dziecko mówi do ciebie tato? - jakieś wątpliwości jednak pozostały, ta sytuacja była po prostu zbyt dziwna! Florence spojrzała jeszcze raz na małą dziewczynkę nieco skonsternowana. No cóż, żeby rozwiązać tę zagadnę, chyba faktycznie będą musieli pójść do jej mamy.
- No dobrze... Czy to daleko, Amelko? Do twojej mamy?
Cóż, nawet jeśli ktoś robił sobie z nich żarty, nie mogli zostawić dziecka samego na Pokątnej! Trzeba ją było gdzieś odprowadzić!




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.02.17 17:44

Dziewczynka patrzyła na nich niczym nie speszona, jakby cała ta sytuacja była całkowicie normalna i zupełnie, jakby miała zaraz powiedzieć "w porządku, tatuś ma zaniki pamięci, zaraz sobie mnie przypomni". Podgryzała przy tym ciasteczko, bo może i wszystkim obiecała kawałek, ale ono było czekoladowe i miało kawałki czekolady i była z najlepszej cukierni świata, Słodkiej Próżności (materiał nie jest sponsorowany), a ona była dzieckiem, do tego Bottem, więc w naturalny sposób kochała wszystko, co słodkie całym swoim serduszkiem i pragnęła to wszystko zmieścić w swojej małej buzi i zjeść.
- No, jak gdzie? W domu. Idziemy do domu?
Spytała najwidoczniej nie zamierzając Alana nigdzie kierować, czy prowadzić.
Do Florki też się uśmiechnęła nieświadoma tego, że cała zdążyła się na buzi wysmarować pałaszowanym ciastkiem. Eh, od razu widać, że szczęśliwe z Amelki dziecko. Spójrz, jakim dobrym tatą musi być Alan!
- Nie bardzo daleko, ale trzeba kominkiem.
Trochę jednak chyba zaczynała się denerwować, bo przecież była mądrą dziewczynką i rodzice zawsze mówili, że nie wolno iść nigdzie z nieznajomymi, zaczęła się więc rozglądać ignorując na chwilkę swoje ofiary i uspokoiła się dopiero, kiedy zobaczyła swojego nadmiernie rozweselonego kuzyna. Nie zostawił go, stał tam, gdzie stał kiedy wskazał do kogo ma iść, więc jest dobrze!




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
20
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   11.02.17 1:28

Odetchnął z cichą ulgą, gdy Florence zatrzymała się. Był skołowany, bardzo skołowany, a jej obecność miała pozwolić mu w zachowaniu trzeźwości myśli. Dodatkowo także z jakiegoś nieznanego mu powodu bardzo nie chciał, by dziewczyna odeszła w błędnym przekonaniu, że miał dziecko. Samo w sobie nie było to niczym złym, bowiem Bennett bardzo lubił dzieci, jednak z jakiegoś powodu nie chciał, by żyła w kłamstwie. W kłamstwie, w którym myślała, że to on ją okłamuje. Cóżże byłaby to za ironia!
- Nie mam pojęcia. Lubię dzieci, naprawdę lubię. Ale raczej wiedziałbym, gdybym jakieś miał. - Mruknął do niej, specjalnie przyciszając głos, by jego słowa nie docierały do Amelki. Jego umysł podsuwał mu różne pomysły i rozwiązania tego, co się działo. Poprawne też mu przemknęło przez głowę, jednak szybko odleciało, przepchnięte przez kolejne pomysły. Ostatecznie jego wzrok spoczął na dziewczynce. Nerwowo pokiwał głową, siląc się na uśmiech, który wyszedł mu dość blado.
- Tak, tak. Do domu. Zaprowadź nas do domu, do swojej mamy. - Kiwał głową niczym opętany. I ruszyłby za dziewczynką, gdyby nie dostrzegł lekkiej zmiany w zachowaniu Amelki. Początkowo spojrzał na nią skonsternowany, by po chwili podążyć za nią wzrokiem. Potrzebował chwili, by w oddali dostrzec męską sylwetkę, w kierunku której najwyraźniej zerkała mała. Nie umknęło jego uwadze również to, że mężczyzna patrzył w ich kierunku. I wydał się on Alanowi dziwnie znajomy. No tak, widział go na wczorajszym spotkaniu zakonu. Czy to miało jakiś związek?
- Amelko kto to jest? - Spytał, nachylając się lekko w stronę dziewczynki. - Znam go. - Zmrużył oczy, zerkając to na Amelkę, to na Florence, to na Bertiego. Jakieś przeczucie mówiło mu, że jego obecność tutaj nie była przypadkowa.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej
 Powiedz Aaaaaa

PisanieTemat: Re: Główna ulica   21.02.17 11:06

Nadal nie za bardzo wiedziała, co się tutaj działo, ale starała się swoje zmieszanie jakoś ukryć. Nadal też nie bardzo wiedziała, czy wierzy Alanowi w słowa, że to nie jego dziecko. No bo czemu jakiś obcy berbeć miałby do nich podejść i zacząć nazywać go tatą? I chociaż bardzo chciała poznać odpowiedź na to pytanie, postanowiła, że jednak zostawi to na sam koniec - w końcu mała miała ich zabrać do swojej rodzicielki tak? Ona na pewno wszystko im wyjaśni.
Nie powiedziała więc już nic. I tak nie wniosłaby niczego nowego do ich sytuacji. Oboje byli skołowani, żadne nie wiedziało co sie dzieje.
Przygryzła więc wargę. Powinna naprawdę iść, żeby zdążyć dojść do domu przed pracą i doprowadzić się do jakiegoś ludzkiego stanu. Ale jednak zwykła ludzka przyzwoitość nie pozwalała jej tak Alana zostawić. Kiedy więc postawiła pierwszy krok, ona również dostrzegła dziwne zachowanie zaniepokojonej nagle dziewczynki. Tak samo jak Alan powiodła spojrzeniem w głąb ulicy, by dostrzec tam uśmiechniętego jak kot z cheshire mężczyznę.
Kobieta zmarszczyła brwi. Kiedy skupiła wzrok wystarczająco, zdawało jej się, że poznaje tego osobnika...
- To Bertie! - zawołała nagle. Teraz nagle sytuacja stała się niemal klarowna. Co prawda nadal pozostawało kilka niewiadomych dotyczących szczególików, ale Florence była już niemal pewna, o co w tej całej nieprawdopodobnej sytuacji chodzi - Amelko, czy ty masz może na nazwisko "Bott"?
Och, już ona mu natrze uszy lodami! Jak mogła zapomnieć, że dziś pierwszy kwietnia?




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   04.03.17 10:42

Połapali się - w samą porę z resztą, bo i Amelka widocznie już nie wiedziała, co robić. Sprytna to mała dziewczynka i świetnie sobie poradziła - oby tylko się nie pochwaliła rodzicom, co dzisiaj wyprawiała! Podszedł bliżej i dziewczynka zaraz do niego przybiegła i dała się wziąć na ręce. Poczochrał jej piękne blond włoski. Zdolne dziecko, można je adoptować od czasu do czasu do podobnych wybryków.
- Wesołego prima-aprilis? - uśmiechnął się wesoło i szeroko do pary, która stała się dziś jego ofiarą, ale nie chcąc, by jego kunszt klaunowski był oceniany przez pryzmat emocji (no dobrze, nie chcąc by Florka mu lodami uszy natarła) nie zbliżał się zanadto. - Żałujcie, że się nie widzieliście, wasze miny były obłędne.
Dodał. Dziewczynka odwróciła się, by spojrzeć na swoje ofiary z pełnią radości wymalowaną na małej buzi, najwidoczniej bawiła się dziś równie dobrze, co jej głupawy kuzyn.
O dziwo ofiary Święta Błaznów mało kiedy wyglądają tak radośnie, jak powinny - pewnie dopiero z czasem, z dystansu wszystko docenią! Bertie miał taką nadzieję, bo przecież to o to w prima aprilis chodzi - o śmiech, o wesołość. O to, żeby nie traktować samych siebie zbyt serio.
- Chętne bym został i pogadał, ale przed błaznami jeszcze wiele pracy tego dnia. Właśnie, miłego dnia pracy. - wypowiadając ostatnie zdanie posłał wesoły uśmiech Florce, oh ona jeszcze się przekona, o co chodzi i tym razem nie zapomni, że mamy prima aprilis, na pewno będzie pamiętała o pierwszym kwietnia cały dzień!
Nie chcą, by urocza para postanowiła go dorwać zaraz się wycofał, po prostu wmieszając w tłum, nie zapominając przy tym pogratulować Amelce wspaniale odegranej roli i pochwalić ją za to, że dała sobie radę i, że uważała na to gdzie Bertie jest i nie poszłaby sobie tak o z obcymi. Bo to Bott, to mądra dziewczynka jest przecież!
W każdym razie w pełni radości i samozadowolenia wyruszyli siać chaos w innej części Pokątnej - nie oddalając się zanadto, w końcu chcieli widzieć, co się zaraz będzie działo w lodziarni!

zt x 3





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   13.03.17 2:06

Para nr I

Policja antymugolska rozpanoszyła się po ulicy Pokątnej jak kukułka w nieswoim gnieździe i zaczęła wychodzić poza swoje kompetencje. Doświadczył tego pewien ciemnowłosy chłopiec, Denson McDutch, który tylko na chwilę zaparkował swoją miotłę przed wejściem do jednego ze sklepów, żeby zakupić, co chciał, i miał natychmiast po nią wrócić, nie nastręczając przy tym nikomu kłopotów. Dwaj funkcjonariusze jednak wyrośli jak spod ziemi, gdy chłopak zniknął za drzwiami, i natychmiast wlepili mu srogi mandat, przyczepiając miotłę magicznymi łańcuchami do ziemi. Nie minęła chwila, kiedy dziewiętnastolatek wyszedł ze sklepu i aż zbladł, gdy dostrzegł funkcjonariuszy.
- Halo, przepraszam, to moja miotła, ja już stąd odlatuję! – zakrzyknął przerażony, biegnąc w stronę publicznego, niewielkiego stojaka na miotły, który i tak od dłuższego czasu nie był używany.
- Odlatuje pan? Używanie magicznych środków transportu na terenie Pokątnej jest surowo zakazane! Pójdzie pan z nami.
Jeden z policjantów, wysoki brunet w czarnym płaszczu, machnął różdżką, a nadgarstki Densona zostały spięte magicznymi kajdankami. Chłopak spojrzał na nie i od razu podjął decyzję, dzięki której mógł w jakikolwiek sposób uchronić się od zaciągnięcia do Tower. Zaczął uciekać.

W tym samym czasie Selina kończyła już załatwiać na ulicy Pokątnej swoje własne sprawy i kierowała swoje kroki w stronę Dziurawego Kotła, by bezpiecznie wydostać się z ulicznych korytarzy, gdy nagle wpadł na nią ciemnowłosy chłopiec z nadgarstkami zakutymi w srebrne pęta. Sam Denson rozpoznał w kobiecie swoją idolkę, ścigającą Os z Wimbourne, niepokonaną zawodniczkę, której ruszające się plakaty oblepiały cały jego pokój. Kiedyś chciał się z nią spotkać w innych okolicznościach (być może zaprosić listownie na kawę albo kremowe piwo?), ale teraz nie miał zbyt wielu szans na zorganizowanie romantycznej oprawy.
- Pani Selino, błagam, ratunku, oni mnie zabiorą do Tower, ja panią kocham całym swoim sercem, byłem na każdym pani meczu, przysięgam! – wykrzyczał do niej na jednym wdechu, chowając się za nią jak za murem.

Denson zauważył również idącą przy murze Charlotte i ją też zamierzał wykorzystać jako swój klucz do wolności. Choćby po to, by zdobyć nad funkcjonariuszami policji liczebną przewagę. Znał ją, a ona na pewno znała jego, bo często przywoził do Zwierzyńca Pani Pickle dostawy karmy dla ptaków i gryzoni.
- Charlotte, moja złota, kochana, uratuj mnie! Oni mi chcą mojego Pioruna zabrać, a ty wiesz, że ja zbierałem na niego dziesięć lat! – zawołał do niej desperacko, z twarzą bladą niczym kartka papieru.



Mechanika
Możecie zignorować prośbę chłopaka - Selina odczuje jednak fabularne konsekwencje nieudzielenia pomocy fanowi. Jeśli zdecydujecie się pomóc Densonowi, jest to możliwe na kilka sposobów.

Zachęcamy do odnalezienia osoby, która odegra policjantów z konta Ain Eingarp.

a) Zapłacenie mandatu i użycie kłamstwa, jakoby Denson był waszym bliskim krewnym:
mechanika:
 

b) Selina może przekupić policjantów swoim autografem i umówić się z jednym z nich na kolację. Jeśli będzie z nią współpracować Charlotte, dziewczyna może zachwalać Selinę:
mechanika:
 

c) Zastraszenie policjantów:
mechanika:
 

Jeżeli postaciom nie uda się pomimo prób obronić chłopaka, zostanie on zabrany do Tower.

Jeżeli uda się przekonać policjantów do odejścia, Denson poprosi Selinę oraz Charlotte o zdjęcie magicznych kajdanek. Jest to możliwe wyłącznie po rzuceniu zaklęcia Finite Incantatem (ST=80). Dekret zabrania używania magii na Ulicy Pokątnej, więc aby to uczynić, Selina i Charlotte muszą przenieść się w inne miejsce.

Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  



Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Główna ulica   14.03.17 19:45

Miała przerwę w pracy i zamierzała po prostu coś zjeść. Pójść po jakąś bułkę. Od jakiegoś czasu po Pokątnej starała się raczej przemykać, uważała by nie zostawać na ulicy dłużej, bała się. Widziała, jak łatwo jest paść ofiarą nowych zasad obowiązujących w Londynie i zdecydowanie nie chciała napatoczyć się pod nogi któremuś z funkcjonariuszy, miała z nimi wystarczająco już do czynienia w tym miesiącu - wystarczy jej na całe życie.
Nie zamierzała angażować się w ratowanie kogokolwiek, nie zrobiła tego poprzednim razem, a teraz również będąc świadkiem podobnych wydarzeń odwracała wzrok. Ona - słaba, niemagiczna i tak nikomu nie pomoże, i tak nikogo nie uratuje, a tylko siebie może władować w kłopoty.
Nigdy dotąd jednak nie dotyczyło to osoby, którą by znała. Tylko dlatego, że głos który usłyszała wydawał się znajomy, przystanęła słysząc swoje imię i spojrzała na chłopaka. Zamierzała uciec przed całym zamieszaniem, już po chwili z resztą zauważyła policjantów. Kiedy z resztą dosłyszała, o co chodzi, spojrzała gniewnie na chłopaka, który niby to miał być dorosłym mężczyzną, a najwidoczniej nie widział że swoją głupotą sam ładował się w idiotyczne kłopoty.
- To tylko miotła, Denson.
Oznajmiła mu chłodno zła, że chłopak nie odpuścił, a tym bardziej że próbuje egoistycznie wciągać JĄ, właśnie ją, która na prawdę może mieć z tymi ludźmi problem w jakikolwiek spór. Chciała już odwrócić się na pięcie, jednak wiedziała, że ten głupiec teraz straci nie tylko miotłę, ale także może zostać wtrącony do Tower. Patrzyła na niego gniewnie, ale nie ruszała się z miejsca. Co z jej postanowieniem unikania wszystkiego?
Spojrzała na kobietę niedaleko, osobę za którą ten tchórz postanowił się schować. Nie uważała go za tchórza przez to, że uciekał - nie - ale był żałosną, tchórzliwą gnidą wciągając w to je dwie.
W czym ja mam ci niby pomóc?
Znała Lovegood z plakatów. Nie było jej stać na chodzenie na mecze, jednak interesowała się qitdditchem na odległość, śledziła informacje dotyczące meczów, nowinki na temat graczy, czy wyniki. Kibicowała Osom (na drugim miejscu, przede wszystkim w sercu miała Harpie!), choć nie była typem fanek piszczących na widok ludzi których szczególnie lubiła obserwować. W normalnej sytuacji także Selinę by wyminęła, teraz jednak... cóż, sytuacja była wyjątkowa.
Nie właduję się dla ciebie w kłopoty.
Nie odezwała się, ale znów obdarzyła chłopaka chłodnym spojrzeniem. Spróbuje się odezwać, ale jeśli ktokolwiek zbyt mocno zwróci na nią uwagę, po prostu odejdzie.
- Pani Lovegood, Drew to idiota ale niegroźny, za to bardzo wierny fan. Jeśli ktoś przekona tych ludzi, żeby go wypuścili to na pewno nie ja, ani on. - spojrzała na kobietę, siląc się na uprzejmy ton głosu, choć zjadał ją stres, nerwy i niechęć do zachowania znajomej osoby. Spojrzała na kobietę w nadziei, że dobro fanów ma dla niej jakiekolwiek znaczenie (albo swój wizerunek w miejscu publicznym), nic jednak nie dodawała, bo już po chwili zaraz obok stali funkcjonariusze.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
1
24
1
0
0
0
36
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   18.03.17 10:53

/27.04

Wychodziła z Imbryka. W torbie szeleściły torebki suszów, w tym jedna specjalna dla Alasdaira, bo naprawdę uważała, że jego napary nie są najlepszej jakości. Miała zamiar skręcić do Zwierzyńca Pani Pickle po karmę dla Da Vinciego, który - jak rozkapryszony kocur - rozsmakował się w jednym, specyficznym rodzaju, oczywiście dostępnym tylko w tamtym miejscu, bo jakże inaczej. Odwracała właśnie głowę, bo miała zamiar przeciąć uliczkę, toteż tylko kątem oka zauważyła poruszający się obiekt (trwała w przekonaniu, że z sukcesem uda się jej go zignorować, a ona sama otacza się na tyle nieprzystępną barierą, że nie odważy się zaingerować w jej sprawunki), jednak przeliczyła się nieco, kiedy uderzył w nią z impetem, by chwilę potem zacząć wykrzykiwać desperackie prośby i schować się za jej plecami. Dopiero wtedy zauważyła funkcjonariuszy, dotychczas zupełnie nie zwracając uwagi na to, co się działo.
Obejrzała się jeszcze raz na chłopaka, z westchnieniem rozpoznając w nim osobnika, który przetransmutował plakat Harpii (na początku była wściekła, gdy wystawił to przed jej oczami po jednym z meczów), by śpiewały odę wychwalającą Osy i ich główną ścigającą.
Nie miała pojęcia o co poszło, ale bez wątpienia stal błyszcząca na jego nadgarstkach była wystarczającą podpowiedzią jak źle było. I Selina naprawdę nie odczuwała zrywów heroizmu, które powinna w tempie natychmiastowym wykonać, a prośba dziewczyny ze sklepu, do którego miała właśnie iść, dodatkowo ją zniechęciła. Nie cierpiała wypełniać czyichś oczekiwań. Kiedy jednak funkcjonariusze się z nią zrównali, zdała sobie sprawę, że jest coś, czego nie lubi o wiele bardziej. Manifestowali w sobie siłę, którą tak tępiła u mężczyzn, pokazując im, gdzie ich miejsce. Więc uśmiechnęła się nieco ironicznie, zakrywając chłopca ciałem (nie pozwoliła mu się już wychylać zza ramienia!), jakby była jedynym obiektem, na którego powinni patrzeć. Szkoda marnowania uwagi na kogokolwiek innego, czyż nie?
-Och, dwóch takich...-zmierzyła ich wzrokiem, z wysiłkiem powstrzymując się przed wyrazem pogardy, ale jej umiejętności aktorskie skutecznie maskowały to, na zewnątrz pokazując jakże ekspresyjne zmieszanie pasji.-rosłych-uniosła spojrzenie, patrząc im ze śmiałością w oczy, kiedy na ustach majaczył jej się uśmiech, jakby tą obserwację przyjęła z zadowoleniem, a nie kpiną.-mężczyzn w pogoni za jakimś szczylem?-zapytała delikatnie, unosząc brwi.-Tracić czas na nic znaczącego chłopca?-przysunęła się bliżej. Przysięgała sobie na Merlina, że po wszystkim odnajdzie tego gówniarza i urwie mu łeb.-To oddanie pracy...-mówiła wolno, przechylając głowę na bok.-jest godne-zawahała się na moment, jakby nie było słowa, które oddawało idealnie jej odczucia.-...zapamiętania.-dokończyła z miłym wyrazem twarzy. Bo istotnie - było. Pieprzeni służbiści.-Czy nie warto jednak oddać się sprawom przyjemniejszym? Z pewnością chłopak do końca życia zapamięta tą lekcję...-obróciła się, rzucając mu gniewne spojrzenie, które wcale nie było udawane.-Ale czasem warto odpuścić, nie uważają panowie? Zawsze podziwiałam w mężczyznach-jak łatwo dają się manipulować.-z jaką słusznością podejmują decyzje.-prawie udławiła się własnymi słowami.
-Selina Lovegood, ścigająca Os.-przedstawiła się w końcu wdzięcznie, tylko na moment odrywając od nich wzrok na dziewczynę, przeklinając ją na wszystkie demony, jeśli teraz zdecyduje się odwrócić.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Główna ulica   01.04.17 13:32

Ledwie zdążyła się odezwać, a dwaj mężczyźni już byli przy nich. W pierwszej chwili chciała się wycofać i ukryć w sklepie. Tam było chociaż w miarę bezpiecznie, a Lotta dobrze pamiętała inspekcję w Zwierzyńcu, nie miała ochoty na powtórkę, wciąż uważała wychodząc na Pokątną, nadal ostrożnie wypatrywała rudowłosego czarodzieja, lub kogoś z trójki jego towarzyszy, gotowa uciekać. Bo sądząc po tym, że sklep został zostawiony w spokoju, tam niczego nie znaleźli. Nie mieli prawa znaleźć, bo wcale nie o to chodziło.
Widziała też, że Lovegood... sobie radzi. Wzbudzało to w niej pewną niechęć, irytowało ją to, jak słabe są kobiety i to, jak muszą się zachowywać, żeby przekonać mężczyzn do swojej woli. Wiedziała jednak, że to jedyne, co teraz mogą zrobić. Jasne, że wolałaby widzieć zwycięską walkę, jednak nie była idiotką - ani ona, ani Drew by nie pomogli, a jedna Lovegood kontra tych dwóch drabów?
Miała ochotę odsunąć się i schować. Ona w nic się nie angażowała, chciała być niewidzialna, nieistotna, nie zwracać na siebie uwagi. A to już kolejny raz, kiedy świat upiera się jednak wrzucić jakieś tornado zaraz obok niej. Dlaczego więc nie ruszyła do sklepu?
Czy to spojrzenie Seliny? Raczej nie. Ona sama spoglądała na Drew z irytacją. Jak mógł być tak nieodpowiedzialny? A jednak nie mogła zostawić kogoś, kogo znała, nie była w stanie. Cały czas wspominała tamtą kobietę na którą trafiła z Ollivanderem, miała dreszcze, czuła się koszmarnie z tym, co tam się działo. Nawet, jeśli kobieta odeszła bezpieczna, jej córce najpewniej stało się coś strasznego.
Nie chciała myśleć o tym, co zrobią temu idiocie, nie chciała być świadkiem, jak go zamykają. Przygryzła wargę, jednocześnie czując, że tak na prawdę nie może nic zrobić prócz prób przekonania tych ludzi - w czym sama Lovegood zdaje się radzić sobie całkiem dobrze. Grunt, że zgodziła się pomóc.
- Drew jest nieszkodliwym idiotą, po co zawracać sobie nim głowę, kiedy mogą panowie zdobyć autograf gwiazdy?
Podsunęła. nie była to wielka obietnica, zaledwie podpis, była więc pewna, że Lovegood tyle będzie w stanie od siebie dać. A czuła, że dobrze, jeśli zaoferują coś w zamian. Przyglądała się im uważnie, starała się być spokojna. Wiedziała, że teraz nie chodzi o nią, ona nikogo nie obchodzi, a jednak czuła się niepewnie.
- Nie na codzień trafia się taka okazja.
Dodała jeszcze, zerkając na ścigającą Os.





One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   01.04.17 13:32

The member 'Charlotte Moore' has done the following action : rzut kością


'k100' : 20


Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Yesterday at 13:20

|29 kwietnia; noc (zaułek)

Według ostatnich ustaleń z Matthewem niedługo mieli wspólnie wyjechać na jakiś czas, co prawda do świata mugoli, ale i to jej nie zrażało. Mieli, bo chłopak najwidoczniej zmienił zdanie bez poinformowania jej o tym fakcie - postanowiła więc wyjechać sama, zmęczona londyńską aurą, która dodatkowo ostatnio w ich magicznym półświatku zaczęła się niebezpiecznie zagęszczać. Wyszła właśnie z pracy, dość męczącej tego dnia, ale miło wspominała swoją przerwę obiadową, podczas której spontanicznie zgrała w szachy z Alastairem zajadając się cytrynowym ciastem. Nastrój jej jednak był dość pochmurny jak na wcześniej zamknięte w cieście lato, niezbyt zachęcający do rozmowy jakiejkolwiek, a do domu postanowiła wrócić częściowo spacerem. Bądź co bądź, miasto nocą podobało jej się o wiele bardziej niż za dnia i przede wszystkim uśpione dawało spokój i ciszę jej bolącej non stop głowie.
Powolnym krokiem przemierzała kolejne metry wybrukowanej kostką pustej, głównej uliczki, zaznaczając swoją obecność stukotem niewysokich obcasów. Podobnie zresztą jak kilka dni wcześniej miała nieodparte wrażenie, że ktoś za nią idzie. Tym razem jednak kierując się absolutną głupotą przystanęła w miejscu, dłoń zaciskając na schowanej w kieszeni różdżce. Czając się za ścianą z wyjątkowo zaciętym wyrazem twarzy oczekiwała swojego "napastnika", chociaż nie spodziewała się, że dzisiejszego wieczoru trafi na kogoś, kogo w zasadzie nie widziała od kilku miesięcy. Naturalnie teraz, przechodząc swoją "wielką zmianę na lepsze" cieszyła się z nieobecności chłopaka, choć z drugiej strony czasem jej go brakowało, szczególnie w przypływie chwili słabości, która w ostatnim czasie pojawiała się częściej niż zwykle. Balansowała na granicy normalności a wykraczającego poza wszelkie przyjęte normy trybu życia, aktualnie dzierżąc ze sobą ingrediencje na jeden z eliksirów.




Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.


Ostatnio zmieniony przez Ariadna Roots dnia 23.07.17 16:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Oliver Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4852-oliver-bott http://www.morsmordre.net/t5040-kolejna-menda#108294 http://www.morsmordre.net/t5034-oliver-bott
Złodziej i oszust do wynajęcia
25
Półkrwi
Kawaler
Bo większość ludzi to durnie. Więc trzeba to wykorzystać.
6
12
0
0
3
1
3
17
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Yesterday at 14:48

Odkąd wróciłem do Londynu nic nie szło po mojej myśli. Nie spodziewałem się wiwatów, oklasków i mega imprez na mój powrót, nie dziwiłem się więc kiedy kilka razy dostałem po mordzie, zwłaszcza od członków rodziny, która martwiła się o mnie, gdy ja sielsko się bawiłem i od miesięcy nie dawałem znaków życia. Spodziewałem się także pewnego niezadowolenia wśród ludzi od których pożyczyłem pieniądze, gdy pojawiłem się znów i... pieniędzy nie miałem. Byłem pewien, że wkrótce uda mi się zarobić i wszystkie długi spłacić (w tym czasie głodowałem i łaziłem sępić żarcie do rodziny i Serka), oni jednak nie chcieli mi wierzyć na słowo. Albo raczej próbowali dać do zrozumienia, że źle skończy się dla mnie nie dotrzymanie obietnicy. Z dwojga złego plusem był fakt, że pięści szły w ruch znacznie częściej niż różdżki i być może tylko dzięki temu nie znaleziono mnie jeszcze martwego w rynsztoku. Na domiar złego po takim czasie ciężko mi było złapać jakąś robotę, a złole się niecierpliwiły, co jakiś czas nawiedzając mnie i prąc ponownie, bym pamiętał o tym, że ich cierpliwość się kończy. Życie jest do dupy.
Tym razem udało mi się zarobić trochę monet, które wdzięcznie pobrzdękiwały u mnie w kieszeni. Nie spodziewałem się jednak, że gdy tylko zbliżę się do domu - grupka ludzi, którym nadal wisiałem pieniądze, już będzie na mnie czekać. Na nic zdały się wyjaśnienia, że potrzebuję trochę czasu i wkrótce spłacę cały dług. Na nic zdało się wręczenie im tych kilku ciężko zarobionych monet, choć spłacały część długu. Ostatecznie, nim zdążyłem się teleportować lub nawiać, dostałem parę razy w mordę aż mnie zamroczyło i tylko dzięki ich wrzaskom docierało do mnie część słów. Coś tam dorwą mnie, coś tam mój dług rośnie, coś tam, coś tam. Pokiwałem głową, nieco trzeźwiejąc i zrobiłem udany unik, gdy znów chcieli mnie sprać. A potem dałem nogę, wiedząc, że teleportacja jest teraz słabym pomysłem. Nigdy nie wychodziła mi najlepiej, a zwłaszcza w warunkach, gdy skupienie się było trudne. Koniec końców biegłem przez uliczki Nokturnu ile sił w nogach, korzystając ze znajomości zaułków. Opuściłem Nokturn, pokręciłem się jeszcze po kilku uliczkach, aż jakimś cudem trafiłem TU. Wyskoczyłem zza rogu, oglądając się dookoła siebie nerwowo, a także zerkając za swe ramię w celu upewnienia się, że nie ma moich oprawców. I wtedy zobaczyłem ją, nieco wystraszoną, patrzącą na mnie z zacięciem. Wierzchem dłoni wytarłem krew z rozciętej wargi i ruszyłem w jej kierunku.
- No już, dziewczynko, to tylko ja. - Mruknąłem, gdy moje wargi wygięły się w pełnym zadowolenia, charakterystycznym dla mnie (parszywym) uśmieszku. - Nikt Cię nie uczył, że łażenie w nocy takimi uliczkami może grozić obiciem tej ładnej buzi? - Przechylił głowę, patrząc na nią z zaciekawieniem. Oczywistym było, że on by jej nie tknął, chodziło raczej o ludzi pokroju tych, którzy jeszcze parę minut temu spuścili wpie... manto jemu.


Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Yesterday at 16:43

Miała wrażenie, że czas oczekiwania dłużył się niemiłosiernie, zaś chwila konfrontacji oddalała się z każdą kolejną minutą stania za budynkiem. Wychyliła się nawet zza rogu, żeby sprawdzić w jakiej sytuacji się znajduje, w ten sposób prawie zderzając się ze swoim "prześladowcą". Opóźniona reakcja, spowodowana jego widokiem, faktycznie mogła dawać złudne wrażenie strachu - w rzeczywistości raczej w ogóle się nie bała, przynajmniej tak sądziła. Na ten moment w zasadzie była jedynie już zirytowana czekaniem na nie wiadomo właściwie co, bo po głębszym namyśle uznała, że i tak w starciu z kilkoma osobami byłaby na przegranej pozycji.
Ale kiedy GO zobaczyła przez chwilę wyglądała tak, jakby zobaczyła po raz pierwszy swojego bogina - w gruncie rzeczy stawiała ich teraz na równi ze sobą. W końcu Olivier zniknął bez słowa kilka miesięcy temu. Poluzowała uścisk z różdżki i ściągnąwszy brwi przyglądnęła mu się z dołu; była przecież niższa, nawet w butach na obcasie.
- Kto jak kto, ale ty masz w tym spore doświadczenie, co? - Żachnęła się, spoglądając na mieniące się świeżą krwią rozcięcie wargi. Odruchowo sięgnęła doń dłonią, przykładając chłodne palce tuż obok rany. Z pewnością to w minimalnym stopniu ukoiło ból i pieczenie, ale i mogła go zaskoczyć ta nagła śmiałość po takim czasie nieobecności.
- Istnieje większa szansa, że prędzej dostanę w twarz przebywając z tobą. Nie sądzisz? - Odsuwając się gwałtownie, przyległa z powrotem do kamiennej ściany budynku w zaułku, w którym się znajdowali. Nie mógł zresztą zaprzeczyć jej słowom. Nie znali się od pięciu minut, by nie wiedziała, że znowu się w coś wpakował. Naturalnie. Rodzinnie, a jakże. Miała nieodparte wrażenie, że kłopoty były nieodłączną częścią rodziny Bottów. Jedynie słodki Bertie wyłamywał się poza schemat, ustępując miejsca jej, jako przyjacielowi rodziny.
- Wyglądasz okropnie. Gdzie się podziewałeś? - Spytała udając niby-niezainteresowaną, choć ciekawska strona dziewczyny wewnątrz aż umierała z ciekawości. Nie była też pewna czy w ogóle jej odpowie - nie musiał, nie dawał znaku życia. Może nawet celowo jej unikał?




Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 27 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28  Next

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17