Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Oliver Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4852-oliver-bott http://www.morsmordre.net/t5040-kolejna-menda#108294 http://www.morsmordre.net/f335-smiertelny-nokturn-21-8 http://www.morsmordre.net/t5034-oliver-bott
Złodziej i oszust do wynajęcia
25
Półkrwi
Kawaler
Bo większość ludzi to durnie. Więc trzeba to wykorzystać.
4
12
0
0
5
1
3
17
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   15.10.17 0:46

Wzruszyłem ramionami. Rzeczywiście - nie łączyło nas nic co dawałoby mi jakiekolwiek prawo do wtrącania się w jej prywatne życie. A jednak - zadałem pytanie, wiedziony jednak bardziej zwykłą ciekawością, niżeli rzeczywiście zmartwieniem. Była dużą, dorosłą dziewczynką, a świat był ciekawym miejscem wartym zobaczenia. Przecież dobrze to wiedziałem, sam nie potrafiłem zbyt długo usiedzieć w miejscu.
- Świat jest duży, dziewczynko. Sam widziałem zaledwie jego skrawek, ale mogę powiedzieć, że warto. - Wyszczerzyłem zęby, patrząc na nią. Nie zamierzałem odwodzić jej od tego pomysłu, nie, nie. Wręcz przeciwnie - namawiać ją. Choć wiedziałem, że w jakiś sposób może mi brakować naszego wzajemnego "pocieszania się", widziałem jednak ten malutki skrawek świata i wiedziałem jak to jest go odkrywać.
- Pamiętaj, że każde nowe miejsca niosą za sobą nowe niebezpieczeństwa. - Przestrzegłem ją, choć sam nie byłem pewien po co, dlaczego. Tak mi się wyrwało. A może jednak trochę obchodziła mnie jej osoba? Troszkę, zaledwie troszeczkę.
- Uwierz mi, że w moim przypadku to coś więcej niż dostanie od przypadkowej osoby przez znalezienie się w złym miejscu i o złym czasie. - Parsknąłem śmiechem. Trochę mnie bawiła ta sytuacja, chociaż w momencie dostawania manta wyglądało to nieco inaczej. Cóż mogłem poradzić? Sam się o to prosiłem, zasłużyłem, a teraz jeszcze miałem czelność wracać do Londynu? Moim błędem było pojawienie się we własnym mieszkaniu i pokazanie się komukolwiek w swej prawdziwej, nie zmienionej za pomocą metamorfomagii postaci.
- Kusisz, dziewczynko, kusisz. - Wyszczerzyłem się w charakterystyczny dla siebie, łobuzerki sposób. Puściłem jej też oczko i złapałem w pasie, by zaraz ją puścić. Zaśmiałem się po jej kolejnych słowach. - Jeżeli o mnie chodzi to odpadam. Już raz dostałem wciry i wielkiego, rodzinnego focha za zniknięcie na zbyt długo bez poinformowania. - Więcej wcirów i więcej focha to nie było coś, czego bym teraz chciał. Mimo wszystko - trochę stęskniłem się za tą gromadą gamoni, idiotów i nieudaczników życiowych. Lubiłem swoją rodzinkę.
Złapałem małą w pas i razem udaliśmy się gdzieś. Może do baru? Może do parku, by się poszwędać? A może do mnie?

zt


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.10.17 0:32

| okolice połowy maja

Hep!
Zaledwie chwilę temu opuściła pracę, ciesząc się, że może dziś wcześniej wrócić do domu i odpocząć. Ale najwyraźniej teleportacja miała inne plany. Ledwie zobaczyła podwórze, gdzie zwykle aportowała się po powrocie, kiedy nagle czknęła i zniknęła ponownie, zanim zdążyła zdać sobie sprawę, co się z nią dzieje.
Być może była to kwestia zmęczenia i zbyt pospiesznej teleportacji, a może po prostu wpływ anomalii. Te wpływały na zaklęcia, więc czemu by nie na teleportację? Dobrze pamiętała noc z trzydziestego kwietnia na pierwszego maja, groźną moc, która teleportowała ją w zupełnie inne miejsce, czyniąc przy tym obrażenia na ciele. Wolałaby nigdy więcej nie przeżyć czegoś podobnego, bo było to jedno z bardziej przerażających doświadczeń w jej młodym, zaledwie dwudziestoletnim życiu.
Ale wyglądało na to, że nic jej nie było. Po chwili ustało uczucie napierającego ze wszystkich stron ciśnienia, jakie zawsze towarzyszyło teleportacji, i choć wciąż kręciło jej się w głowie, mogła rozejrzeć się w otoczeniu i rozpoznać miejsce, w które trafiła. Była to ulica Pokątna, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Zdecydowanie nie planowała się dzisiaj tu wybierać, miała zamiar po prostu wypocząć i może coś poczytać. Ostatnie dni w pracy były dość męczące, wszyscy uzdrowiciele i stażyści mieli sporo obowiązków w związku z anomaliami i większą niż zwykle ilością pacjentów, więc był to czas wyjątkowo wytężonej pracy.
Ale zamiast być w domu była tutaj. I była jeszcze jedna opcja tego, co mogło jej dolegać – czkawka teleportacyjna. Ale póki nie zniknie niespodziewanie drugi raz, nie mogła jeszcze stuprocentowo założyć takiej ewentualności. Nie tak dawno, zaledwie parę tygodni temu, spotkała Alastaira prawdopodobnie dotkniętego tą właśnie przypadłością. I choć nie była najpoważniejszą dolegliwością, która mogła się przytrafić, Josie chyba jednak wolałaby jej uniknąć, bo nie chciałaby nagle zniknąć w trakcie pracy podczas leczenia jakiegoś pacjenta, albo w nocy podczas snu, i obudzić się nagle w jakimś lesie lub na środku drogi. Było wiele miejsc bardziej niebezpiecznych niż Pokątna.
Wciąż kręciło jej się lekko w głowie i była na tyle zdezorientowana, że nagle zatoczyła się w bok i zawadziła ramieniem przechodzącego obok mężczyznę.
- Przepraszam – wymamrotała, spoglądając na niego przelotnie. Na co dzień nie była niezdarna, po prostu próbowała złapać równowagę po nieoczekiwanej aportacji, która ją z tej równowagi wytrąciła.
Musiała jakoś wrócić do domu. Może tym razem bez użycia teleportacji. Z tego co mogła zauważyć, rzuciło ją mniej więcej w połowie długości ulicy, więc do Dziurawego Kotła, gdzie mogła skorzystać z kominka, był kawałek do przejścia, ale odległość nie była zbyt znacząca.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   28.11.17 11:09

Miałam trochę spraw do załatwienia. Najpilniejszą z nich było zdobycie materiałów do odbudowy sufitu naszej sypialni, która ucierpiała podczas pierwszomajowych anomalii. Razem z Aaronem powoli łataliśmy powstałe dziury, ale nadal pozostało sporo pracy do zrobienia. I przede wszystkim brakowało już surowców. Musiałam także zakupić kilka potrzebnych rekwizytów do tresury chartów i to wszystko sprawiało, że wizyta na ulicy Pokątnej będzie przykrą koniecznością. Od czasów rządów Wilhelminy oraz późniejszych zmian, które zaszły w Ministerstwie Magii, wypominane w Proroku Codziennym, bardzo nie lubiłam tego miejsca. Kojarzyło mi się z wylęgarnią przestępców, buntowników oraz rebeliantów starających się zaburzyć dotychczasowy świat. Polityka jako taka mnie nie interesowała, miałam ją daleko w tyle, ale nie lubiłam sytuacji zagrożenia. Możliwości, że znów ktoś mógłby mnie skrzywdzić; to wszystko napawało mnie wstrętem oraz lękiem jednocześnie. Musiałam mu się jednak przeciwstawić, w końcu prowadziłam teraz zupełnie inne życie niż dotychczas. Miałam powody do egzystencji, bardzo realne, dlatego strach stał się moim motywatorem, nie paraliżującą niemocą. Tylko dlatego pojawiłam się na tej przeklętej ulicy.
Dziś nie tak bardzo zatłoczonej jak jeszcze jakiś czas temu. Szłam dość szybkim tempem, bacznie rozglądając się po sklepowych witrynach. Sprawiałam dziwne wrażenie; kogoś, kto się spieszył, w dodatku miałam na sobie spodnie, bo przybyłam tu prosto z placu budowy. Ręce skrzyżowałam na piersi, jakbym walczyła z potwornym zimnem, ale to było spowodowane powstrzymywaniem się przed ostentacyjnym pokazywaniem własnego niezadowolenia. We względnie dobrej kondycji trzymała mnie jedynie nadzieja, że prędko opuszczę to wstrętne miejsce.
Niestety, zagapiłam się. A kiedy to zrobiłam, pchnięty przez jakąś kobietę mężczyzna stanął mi na drodze, natrafiając na mnie. Uderzenie było lekkie, ale wystarczające, by mnie zdenerwować. Cofnęłam się gwałtownie, lustrując zarówno nieznajomego jak i czarownicę. Ostrym, nieprzyjemnym spojrzeniem, w końcu oderwali mnie od mojej misji.
- Patrz, gdzie leziesz – odezwałam się sucho, nie wiadomo, do kogo bardziej kierując swoje słowa. Mężczyzna wyraźnie się zmieszał, zaczął nas przepraszać. Kiedy tylko ułożył dłoń na moim ramieniu, wywinęłam je szybko nie życząc sobie, by ktokolwiek mnie dotykał. Uśmiechnął się przepraszająco, jeszcze kilka sekund idąc tyłem, a przodem do nas, po czym się obrócił idąc dalej uliczką. Ja tymczasem spojrzałam na młodziutką kobietę i prawie ją już wyminęłam, kiedy coś mnie tknęło, by sięgnąć do kieszeni kurtki, w której nie odnalazłam swojego mieszka.
- Gdzie moja sakiewka? – spytałam samą siebie, brzmiało to jednocześnie dość nerwowo jak i panicznie. Zaczęłam szybko przetrząsać wszystkie kieszenie, ale nie odnalazłam w nich moich pieniędzy, przeznaczonych na dzisiejsze zakupy.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   28.11.17 16:21

Czuła się bardzo dziwnie, wciąż zaskoczona tym nagłym pojawieniem się na Pokątnej. Zdecydowanie to nie tu się wybierała. Jej celem był rodzinny dom, nie magiczna ulica, bo nie planowała dzisiaj żadnych zakupów. W ostatnim czasie ograniczała wizyty tu do minimum, odkąd zaczęło się psuć, a potem na dokładkę nastały anomalie. Kluczyła głównie między domem a pracą, czasem tylko znajdując trochę czasu, by się wyrwać i spotkać z kimś. Ale duża ilość pracy w Mungu i nauka do kursu (w końcu zbliżały się egzaminy kończące drugi rok jej stażu) pochłaniała ją mocno i uniemożliwiała znajdowanie dużych ilości wolnego czasu.
Na początku po wylądowaniu trochę się chwiała i przez moment kręciło jej się w głowie; była zdezorientowana nagłymi przenosinami. Nie mogła jednak nie poczuć zawadzenia przez mężczyznę, który o dziwo nie ustąpił jej z drogi, a pozwolił na to, by ich ramiona na moment się zetknęły. Przeprosiła go i odsunęła się szybko, chcąc przerwać niechciany kontakt, ale mężczyzna zatoczył się w bok, wpadając na inną kobietę, która akurat ich mijała. Wyglądało to trochę tak, jakby stracił równowagę po zderzeniu z Jocelyn, co było dziwne, biorąc pod uwagę jej niewielkie gabaryty. Usłyszała jego przepraszające słowa, ale po chwili się oddalił, a Josie zerknęła przelotnie na nieznajomą kobietę, która na moment przystanęła, grzebiąc rękami w kieszeniach.
Słysząc pytanie o sakiewkę, które kobieta wymamrotała do siebie, ale na tyle głośno, by usłyszała je też panna Vane, także sięgnęła dłonią do swojej niewielkiej torby, zwisającej z akurat tego ramienia, które chwilę temu potrącił nieznajomy. Przez chwilę grzebała w niej, ale nie namacała dłonią charakterystycznej faktury sakiewki ani nie zauważyła jej w miejscu, gdzie zwykle ją wkładała.
- Moja chyba też zniknęła... – wyszeptała.
Szczęśliwie nie miała przy sobie żadnej większej sumy, jako że nie planowała zakupów, a więc nie przygotowała się do nich. Miała przy sobie może kilka monet; czasami nosiła drobne sumy do Munga, by w przerwie móc pójść do herbaciarni na herbatę lub kawałek ciasta. Ale i tak poczuła się nieprzyjemnie na myśl, że prawdopodobnie właśnie została okradziona, i gdyby nie słowa kobiety, pewnie zdałaby sobie z tego sprawę dopiero przy okazji konieczności sięgnięcia do torby.
- To... może to ten mężczyzna, który na nas wpadł? – odezwała się nagle. Oczywiście mogło być i tak, że sakiewka wypadła jej wcześniej tego dnia w pokoju stażystów, gdzie zostawiała rzeczy na czas pracy, ale nie ulegało wątpliwości, że mógł istnieć związek między mężczyzną z którym się zderzyła (a może to on celowo zderzył się z nią?), a tym, że teraz ani ona, ani druga kobieta na którą wpadł tamten czarodziej, nie miały sakiewek. Wiedziała przecież, że po Londynie grasują złodzieje i również Pokątna nie była od nich wolna. Teraz nawet tu trzeba było uważać, żeby nie zostać okradzionym lub napadniętym także w ciągu dnia. Być może teraz sama miała się przekonać, jak to jest, kiedy ktoś sprytnie i niepostrzeżenie wykorzystał jej zagubienie, po czym oddalił się zanim obie zdały sobie sprawę, że czegoś im brakuje.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   21.12.17 12:44

To miała być prosta misja. Wejść do sklepu, kupić potrzebne rzeczy, wyjść ze sklepu, wrócić do domu. Każdy, nawet byle ćwierćinteligent potrafiłby zrealizować tak skąpy plan. Ale nie, ja zawiodłam na całej linii. Zamiast obejść tych czarodziejów od siedmiu boleści z bardzo daleka, to próbowałam ich wyminąć. I tak to się musiało skończyć. Zazgrzytałam zębami, orientując się, że było już tylko gorzej. Żadnych pieniędzy, po prostu żadnych. I jak ja mam kupić te wszystkie gwoździe oraz parę innych rzeczy? Przeglądnęłam raz jeszcze kieszenie kurtki, ale nic tam nie znalazłam.
Za to usłyszałam głos tej drugiej kobiety, która najwyraźniej zwracała się do mnie. Obróciłam głowę w jej stronę, będąc już zła jak osa; nieco przyhamowałam z nieprzyjemnym wyrazem twarzy oraz równie odpychającym spojrzeniem usłyszawszy, że i ona straciła swój dobytek. Skąd mogłam wiedzieć, że tak mało monet? Przynajmniej w porównaniu do mnie.
- Co? Teraz? – spytałam nieprzytomnie. Dopiero kiedy kobieta rzuciła podejrzenia na mężczyznę, który przed chwilą nas obrzydliwie obłapiał, załapałam co zaszło. Zmarszczyłam bojowo brwi i odwróciłam się w kierunku znikającej w oddali sylwetki. O nie, gagatku, nie uciekniesz z moimi pieniędzmi.
Masz pecha, że potrafię szybko biegać. Dlatego od razu rzuciłam się w pogoń za czarodziejem. Tamten obrócił się na dźwięk moich kroków; kiedy zobaczył mnie wściekłą zmierzającą w jego kierunku, sam także rzucił się do biegu.
- Łapcie tego cholernego złodzieja! – krzyknęłam do tych kilku przechodniów, którzy kręcili się po ulicy. Nie widziałam po nic chęci do zatrzymania opryszka, więc jedyne, co mogłam zrobić, to biec co tchu za tym gnojkiem. Zastanawiałam się czy nie rzucić zaklęcia, ale trochę się bałam, że z tych wszystkich dziwnych magicznych zdarzeń jeszcze urok obróci się przeciwko mnie. – Stój, bo inaczej pożałujesz! – spróbowałam mu jeszcze zagrozić, ale ten nic sobie z tego nie robił. Dlatego w biegu zaczęłam wyjmować z kieszeni różdżkę, z oczywistym zamiarem użycia jej na tym wstrętnym przestępcy. Nie powinien ze mną pogrywać.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   21.12.17 16:46

Niestety niektórzy wykorzystywali obecne czasy do własnych, często niecnych celów, by łatwiej żerować na zajętych innymi problemami ludziach, którzy stawali się mniej czujni na tego typu sytuacje. Pewnie łatwiej było teraz zrzucać winę na anomalie i inne komplikacje w magii, co otwierało furtkę osobnikom takim jak ten, który właśnie zwinął sakiewkę jej i tej drugiej nieznajomej kobiecie. Jocelyn nie rozumiała tego, ale jako uczciwa obywatelka nigdy nie rozumowała w taki sposób.
Wiedziała, że jej strata nie jest taka, jaka mogłaby być, gdyby przybyła tu na zakupy i miała przy sobie większą sumę niż tych kilka monet przeznaczonych na herbatę i kawałek ciasta w mungowej herbaciarni. Opryszek nie miał więc znacząco skorzystać na młodej uzdrowicielce teleportowanej tu przypadkowo zaraz po pracy. Ale w sakiewce oprócz tych monet miała też zamykany naszyjnik ze zdjęciami swoich bliskich, który dostała od Toma jakiś czas przed jego zniknięciem. I choć dla innych raczej nie miałby zbyt wielkiej wartości, był on dla niej cenniejszy niż ta mała garstka pieniędzy, bo przecież nie wiedziała, czy jeszcze kiedyś zobaczy swojego brata, który od roku nie dawał znaku życia. Od czasu jego zniknięcia nosiła drobiazg w swojej sakiewce, chcąc mieć pod ręką małą cząstkę utraconego brata. A teraz sakiewki nie było w jej torbie.
Druga kobieta wyglądała na mocno rozeźloną faktem, że padła ofiarą kradzieży. Josie nie dziwiła się; sama też zaczęła czuć większą złość i żal, kiedy przypomniała sobie o tym, co jeszcze miała w sakiewce, co należało kiedyś do Toma. Powiodła spojrzeniem w ślad za jej wzrokiem; jako że ulica nie była tak tłoczna jak zawsze, po chwili także zauważyła oddalającego się mężczyznę, który początkowo szedł spokojnie jakby nigdy nic.
Ale wtedy nieznajoma kobieta zrobiła coś niespodziewanego i odważnego – rzuciła się za nim w pogoń, na co mężczyzna zareagował jak przystało na winnego: ucieczką.
- Hej, zaczekaj... – rzuciła do niej cicho, po czym, nieoczekiwanie, po chwili wahania także pobiegła za nimi. Nie była szczególnie szybka, nieczęsto miała okazję biegać, więc pozostawała w tyle za mocno zdeterminowaną kobietą, która krzyczała do innych i wyciągała w biegu różdżkę. Josie początkowo zdziwiła się na ten widok; przez ostatnie miesiące przywykła do myśli że na Pokątnej nie wolno czarować, więc dopiero po chwili przypomniała sobie że ten dekret został niedawno cofnięty.
Zdecydowanie nie była ryzykantką, i pewnie gdyby nie to, że kobieta zdecydowała się na tak odważny ruch, musiałaby przeboleć stratę sakiewki i jej zawartości. Sama na pewno nie odważyłaby się biegać za tym nieznajomym typem. Ale skoro kobieta była najwyraźniej dużo śmielsza i bardziej zdesperowana niż Jocelyn... Cóż, zawsze mogła spróbować jej pomóc. Licząc, że ktoś (może nawet sama nieznajoma?) zatrzymają mężczyznę i odzyska też swoją własność. Szczęśliwie dla nich, nieznajomy uciekinier znów na kogoś wpadł, co spowolniło tempo jego ucieczki, a w pewnym momencie Josie mogła dostrzec jakiś błysk; ktoś z innych przechodniów strzelił w uciekiniera zaklęciem. Mężczyzna stracił równowagę i runął na twardą kostkę brukową, ale obie kobiety dzieliło od niego jeszcze trochę metrów.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   07.01.18 19:47

Nie należałam do osób ani bojaźliwych, ani łatwo odpuszczających. Nie wyobrażałam sobie stać bezczynnie, kiedy mnie okradziono; spuścić nos na kwintę, rzewnie zapłakać nad utraconą rzeczą oraz wrócić bezradnie do domu. Nie miałam litości dla złodziejaszków, a swoją własność uważałam za jedną z najważniejszych rzeczy, jaka kiedykolwiek mogłaby mnie obejść. Dlatego zdenerwowałam się, że jakiś idiota poszedł na łatwiznę, podczas gdy ja zbierałam te galeony ciężką pracą oraz zaangażowaniem. Tresura chartów nie była wcale taka prosta jak niektórym mogłoby się zdawać, choć przyznaję, że jako osobie zwierzęcoustnej na pewno było mi dużo łatwiej niż przeciętnemu czarodziejowi. I tak nie upoważniało to nikogo do odbierania mi mojej sakiewki, na której zawartość długo pracowałam. Dlatego ruszyłam w pogoń za rzezimieszkiem, mając nadzieję, że odbiorę mu skradzione rzeczy. Nie zastanawiałam się długo, działałam impulsywnie, ale tak było najlepiej. Gdybym stała i się zastanawiała co zrobić, mężczyzna już dawno uciekłby z moją kasą. Do tego nie mogłam dopuścić, za wszelką cenę musiałam dążyć do schwytania czarodzieja.
Nie wiem ile tak biegłam wzdłuż ulicy, przeciskając się między zdziwionymi, oglądającymi się na nas osobami. Nie zauważałam ich min, widziałam tylko kątem oka, że chyba byli zdezorientowani. Mówiły to ich ciała kiedy przepychałam się łokciami między ich sylwetkami. Nie miałam też świadomości, że nieznajoma kobieta pobiegła za mną; raczej oceniłam ją jako kogoś, kto jest szarą myszką lubującą się w chowaniu w swojej norce, byleby z dala od problemów lub nadmiernego wysiłku. Dlatego parłam na przód, sądząc, że byłam zdana jedynie na siebie. Powoli zaczęły mnie boleć płuca od tego biegu; zimne powietrze siłą wdzierało się przez nozdrza do układu oddechowego, skutecznie schładzając ogrzane organy. Puls przyspieszył, mięśnie się spięły, a ja parłam dalej. Aż wreszcie tamten popełnił znaczny błąd. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, byłam pewna, że teraz będę w stanie go dogonić. W końcu doczekałam się także interwencji ze strony jednego z przechodniów, który ogłuszył go zaklęciem. Podziękowałabym za jego obywatelską postawę gdyby nie istotny fakt, że musiałam ostatecznie zatrzymać rabusia. Zrobiłam to w niezbyt eleganckim stylu, po prostu rzucając się na niego z rozpędu, przygniatając swoim ciałem.
- Oddawaj nasze sakiewki – warknęłam na wydechu, ciągnąc go za kołnierz. Poprawiłam się też, siedząc teraz na jego plecach okrakiem; wierzgał, próbował się wyrwać z tego uścisku, ale dusiłam go, więc brakowało mu powietrza. Byłam wściekła.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna ulica   08.01.18 0:06

Jocelyn nigdy zbyt odważna nie była, ale też życie nigdy nie zmusiło jej do tego, żeby w sobie takie cechy wyrobić. Wychowano ją na grzeczną panienkę, której podsuwano wszystko pod nos i nie musiała o nic tak naprawdę walczyć, przynajmniej nie w takim dosłownym sensie. Bo oczywiście, od dziecka usilnie walczyła o uwagę, aprobatę i miłość swojej matki, której nie dostała bezinteresownie, musiała dać coś w zamian i postarać się, aby ją otrzymać. Ale nie zetknęła się w swoim życiu z prawdziwymi zagrożeniami które wymagałyby od niej faktycznej siły, odwagi i brawury. I przez Hogwart prześlizgnęła się spokojnie, nawet przez te ostatnie dwa lata, kiedy w szkole zapanowały czasy Grindelwalda. Wtedy siedziała cicho, starała się nie wychylać i nie nadstawiała karku za uczniów, którzy podpadli nowemu porządkowi. Była spokojna i zachowawcza, a w pracy stażystki uzdrowicielstwa sumiennie wykonywała swoje obowiązki, unikając jednak wychodzenia poza kompetencje. Nie była jak ci wszyscy odważni, brawurowi Gryfoni. Nie miała zapędów do zbawiania całego świata. Chciała po prostu spokojnie żyć i nie szukać niepotrzebnych konfliktów ani problemów.
Z całą pewnością nie była też osobą która pognałaby za nieznanym, prawdopodobnie uzbrojonym w różdżkę napastnikiem, który mógł wyrządzić jej realną krzywdę. Nie miała tak wysokiego mniemania o swoich umiejętnościach, ani dość siły fizycznej; była raczej drobnym i niepozornym dziewczęciem. Nie była też zbyt szybka; i gdyby nie to, że chwilowo ośmieliła ją niespotykana brawura i hart ducha nieznajomej kobiety, na pewno nie podążyłaby w ślad za nią, uznając że kilka monet i mały medalion nie są warte potencjalnych obrażeń. Nawet jeśli mężczyzna nie rzuciłby na środku ulicy żadnego prawdziwie groźnego uroku, bo szybko wpadłby w ręce służb, nadal mógł być niebezpieczny.
Mimowolnie była pełna podziwu dla odwagi tej kobiety, która potrafiła zawalczyć o swój dobytek i odważnie rzuciła się w pogoń. Była coraz bliżej mężczyzny, Josie nie umiała dotrzymać jej tempa, ale wyciągnęła różdżkę. Nie zdążyła sama rzucić żadnego czaru, bo to ktoś inny spełnił obywatelski obowiązek i rzucił zaklęcie które wywróciło uciekiniera. Złodziej padł jak długi na ziemię, a Josie patrzyła w zdumieniu, jak nieznajoma kobieta rzuca się na niego z rozpędu i przygniata go do ziemi zanim wstał. Usiadła na nim okrakiem, przyduszając go. Kiedy mężczyzna wierzgał, z jego kieszeni wypadło coś, co wyglądało na dwie sakiewki. W jednej z nich Josie rozpoznała swoją.
- To moje... – szepnęła, ostrożnie podchodząc bliżej i szybko chwytając swoją własność. – Trzeba powiadomić odpowiednie służby. Lepiej niech go stąd zabiorą, zanim znowu kogoś okradnie... – szepnęła do dzielnej kobiety która wciąż trzymała opryszka. Sama rozejrzała się za kimś, kogo mogłaby zawołać, ale już po chwili zobaczyła pędzącego w ich stronę mężczyznę w uniformie magicznej policji; najwyraźniej ktoś z gapiów wezwał już członków okolicznego patrolu. Nawet po anulowaniu dekretów Pokątna z pewnością wciąż była pod obserwacją.
Mężczyzna po chwili zabrał opryszka; drugi z nich, który przybiegł później, pobieżnie spisał zeznania od świadków zajścia. Josie spojrzała jednak na kobietę.
- To było bardzo śmiałe i odważne – powiedziała do niej z podziwem. – Sama raczej nie odważyłabym się tego zrobić. Niemniej jednak... To było niezwykłe.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 28 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18