Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 17 ... 28  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo
21
Mugolska
Kawaler
It feels like I'm drowning
and I don't want to come up for air.
I lost everything, I threw myself in
and you took me when no one was there.
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
Nighty-Night,  Sleep Tight

PisanieTemat: Re: Główna ulica   04.01.16 13:13

Dobra, a teraz przypomnij sobie wszystko, co ci mówił stryj.
Stałem kawałek od muru dzielącego mnie od Dziurawego Kotła ze skrępowanymi niewygodnie rękami za plecami i spoglądałem to na jednego, to na drugiego czarodzieja, zastanawiając się jak na to wszystko zareagować. Początkowo chciałem współpracować i wszystko wyjaśnić... ale to chyba nie był dobry pomysł. W końcu byłem świadkiem tego wszystkiego, prawda? Brunetka, dzięki której dostałem się na Pokątną, też była skora do współpracy i co? Blondynka też nie wyglądała na przestępczynię... chłopak się nie wyrywał i nie próbował uciekać... więc dlaczego ich zabrali? 
No i ja. Niby w jaki sposób utrudniałem komukolwiek zatrzymanie? To wszystko było mocno podejrzane, a stryj przecież mówił, że są też ci źli czarodzieje, którym nie podoba się nic związanego z mugolami. Przecież właśnie dlatego miałem udawać, że jestem osobą magiczną, nie? Z drugiej strony kłamać tym kolesiom? Sprawiali wrażenie czarodziejskich policjantów. Jak skłamię, to rzeczywiście będą mogli to wykorzystać przeciwko mnie i wtedy już kolorowo nie będzie. 
- Nie mogę - odpowiedziałem prosto z mostu, lekko poruszając nadgarstkami, żeby ułożyć ściśnięte dłonie choć odrobinę wygodniej. Ani ich wyciągnąć z tych pęt, ani uciekać w ten sposób związany.
- Jak zdążyliście zauważyć, nie mam jej przy sobie - dodałem, coby nie mieli wątpliwości, bo chyba mimo przeszukania mnie wciąż jakieś posiadali. - A ta dziewczyna - brunetka, którą tamci zabrali - nie czarowała na ulicy - dorzuciłem jeszcze szybko, w końcu byłem świadkiem, prawda? - Wyszedłem zaraz za nią z Dziurawego Kotła, widziałem, że nie rzucała żadnych zaklęć. Jest niewinna - ostatnie słowo wypowiedziałem z naciskiem. Cała ta sytuacja była jednym wielkim nieporozumieniem.




Make love music
NOT WAR

©CC
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   05.01.16 22:47

Policjanci nie przejęli się zupełnie tłumaczeniami chłopaka. Spojrzeli tylko na niego z zastanowieniem.
- To podejrzane, że nie ma różdżki - mruknął jeden.
Drugi pokiwał w zamyśleniu głową.
- Może ją wyrzucił?
- Żebyśmy nie mogli mu udowodnić, że czarował?
Znowu kiwnął głową.
- W takim razie jest pan aresztowany zgodnie z dekretem pani Minister. Ma pan prawo zachować milczenie, wszystko, co pan powie może zostać użyte przeciwko panu.
Następnie teleportowali się z Pokątnej wprost do Tower, gdzie Louis trafił do tej samej celi, co poprzedni aresztowani.

|zt pod powyższy link


Powrót do góry Go down
Sebastian Potter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1987-sebastian-potter http://www.morsmordre.net/t2014-seba
służący Adriena Carrowa
24
Półkrwi
Kawaler
Gdyby kózka nie skakała, cierpiałaby z innego powodu...
7
20
0
0
0
0
0
2
Czarodziej
 :|

PisanieTemat: Re: Główna ulica   25.02.16 1:06

Co ja tu robię? Mógłbym zapytać Cię o to samo, ale tak po prawdzie w ogóle mnie to nie interesuje. Ludzie byliby o wiele szczęśliwsi, gdyby nie wsadzali różdżki w nie swoje sprawy. Dlatego, w myśl tego założenia, staram się traktować większość ludzi jak powietrze. Nie czyni mnie to może szczęśliwszym, ale na pewno pomaga mi unikać angażowania się w relacje z ludźmi, z którymi w relacje angażować bym się nie chciał. Przydatne - dzięki temu nie narzekam aż tak często, bo nie mam za bardzo na co.
Co do samego szczęścia, to mam na nie prawdopodobnie jakieś uczulenie. Nie, może inaczej - nietolerancję. Nietolerancję na szczęście. Już w czasach ostatniej klasy Hogwartu przeczuwałem, że moja życiowa droga nie prowadzi do szczęścia i nie przewiduje takich atrakcji. Mądrzy ludzie chyba skazani są na nieszczęście. Ale życie w wiecznej ambiwalencji to nie jest nic do czego nie można się przyzwyczaić. Czasami jest nawet przyjemnie. Wystarczy za dużo nie zastanawiać się nad sensami. Wszystkimi sensami - sensem w ogólnym pojęciu. Dosyć tej bezsensowności.
Lord Carrow poprosił mnie o załatwienie pewnej ważnej sprawy w mieście, więc opuściłem Czar Jasnolesia, by wypełnić zlecenie swojego pracodawcy i, cóż, Pana. Na dworze było zimno, wietrznie i szaro... Idealnie. Ubrany byłem nie tylko pod kolor pogody, ale także zgodnie z zasadami "zdrowego ubierania się", jeżeli tak można to nazwać. Wiatrochronnie, przeciwwietrznie? Było mi w każdym razie ciepło. Przez kark przewiązany miałem szary wełniany szal - przykrywałem sobie nim także usta.
Nie napotkałem żadnych przeszkód w spełnianiu prośby Lorda Carrowa i miałem nadzieję nie spotykać żadnych, kiedy byłem w drodze powrotnej. Jednak na prawie opustoszałej Pokątnej przytrafiła się jedna "przeszkoda".
Gdybym nie zniknął z życia Potterów na dłuższy czas, by potem pojawić się jako lokaj Adriena Carrowa może miałbym mniej problemów z ludźmi, ale za to miałbym jeden wielki problem ze sobą... Wolałem już użerać się z rodziną - a nuż ktoś mnie w końcu zrozumie.


Powrót do góry Go down
Roger Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2076-roger-elliott http://www.morsmordre.net/t2139-poczta-rogera http://www.morsmordre.net/t2140-roger-that http://www.morsmordre.net/f239-fleet-street-11-2 http://www.morsmordre.net/t2152-roger-elliott
auror
28
Półkrwi
Kawaler
there's no room to swing a cat
2
8
1
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   25.02.16 12:18

Och, Pokątna kiedyś a teraz to nie to samo - i dostrzegał całe poprowadzone roszady, zmienione szczegóły a nawet owe wyludnienie - wyludnienie niemiłe, nieswoje, napawające uczuciem niepokoju związanego z odczuwaniem miarowego pulsowania własnego serca, przerywanego jedynie szelestem podnoszonych przez wiatr papierów. Sylwetki majaczyły tu i ówdzie, lecz ludzie niechętnie wychylali swoje nosy, zwłaszcza po słynnych aresztowaniach zgodnie z dekretem pani Minister, której imię było zbyt skomplikowane do wypowiedzenia, napisania, tym bardziej - do zagnieżdżenia w odmętach własnej pamięci. Całe szczęście, będąc aurorem, cieszył się dość dużą autonomią i nie musiał się obawiać stosów fałszywych podejrzeń; właściwie, jedynym, czego się obawiał, był fakt, że zza rogu ulicy zaraz ktoś wyskoczy i rozpocznie się walka na całego. Ale to akurat należało do roli Śmiertelnego Nokturnu, z każdym dniem coraz bardziej śmiertelnie nokturnowego, o którym większość ludzi mówiła z narastającym niepokojem, co to się dzieje tutaj, co się dzieje. Gdyby od niego zależało, z chęcią wyłapałby wszystkich tych opryszków, część zamknął w Azkabanie, mniej szkodliwych w Tower of London (przy okazji został wyróżnionym na stanowisko Szefa Biura Aurorów, ach, te marzenia, takie piękne, aż by się chciało przenieść do świata wyobraźni). Niestety - było jak było, a mendy chcąc nie chcąc umiały się ukrywać i czyhać nań w obrębie każdego zakrętu.
Na szczęście tym razem jego uwagi nie przykuł oprych z pragnieniem śmierci i zniszczenia zapisanym w oczach (być może zmusiłby go do pożałowania, że nie ma w tym momencie jego ulubionej towarzyszki, acz nigdy w swoje umiejętności nie wątpił), lecz osoba znajoma, o twarzy kojarzonej dobrze, cóż, z b y t dobrze, by pozwolić sobie na ominięcie jej z mniej lub bardziej ostentacyjną obojętnością. Przyspieszył kroku w celu zrównania go z krokami kuzyna dokładnie w tym momencie, kiedy zdołał go rozpoznać.
- Sebastiaan - przeciągnął odrobinę, mówiąc również na tyle głośno, by zdołał go rzecz jasna usłyszeć; ale również, by nie drzeć się na całą ulicę i ściągać zbyt wiele niepożądanej atencji. Wyglądał na niezwykle zadowolonego, no wiadomo, był to jego kuzyn, więc wypada porozmawiać! Akurat należał do osób określanych jako dusze towarzystwa, więc zagadać do niego musiał, choćby tamten miał go zgromić wzrokiem. - Cześć cześć, dawno się nie widzieliśmy, nie sądzisz? - zaczął, przyglądając mu się uważnie. Nie sądził, by pojawił się na Pokątnej bez celu ze względu na zaistniałe tu wydarzenia, ale kto wie, może będzie mieć dla niego trochę czasu?




a co mnie spotka jutro

o tym nie myślę wcale

Powrót do góry Go down
Sebastian Potter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1987-sebastian-potter http://www.morsmordre.net/t2014-seba
służący Adriena Carrowa
24
Półkrwi
Kawaler
Gdyby kózka nie skakała, cierpiałaby z innego powodu...
7
20
0
0
0
0
0
2
Czarodziej
 :|

PisanieTemat: Re: Główna ulica   28.02.16 15:47

Więzi rodzinne powinny być czymś z czego można czerpać jakieś korzyści, prawda? Rodzina ma kontakty, ma pieniądze, zapewni bezpieczeństwo... No tak, niby to wszystko jasne, ale czasami nie działa. Nieważne, teraz jestem już na prostej drodze do samodzielności. Będę podejmował własne decyzje, miał własne poglądy. No, chyba, że Lord Carrow zarządzi inaczej. To nic śmiesznego, ten człowiek może wydaje się nieco dziwny, ale tworzymy wspólnie bardzo zgrany duet.
Tak, próbuję oszukać sam siebie. Ale wolałbym, żeby tak zostało – tak jest o wiele łatwiej.
Drogę zastąpił mi więc mój kuzyn, Roger Elliot. Cóż, muszę przyznać, że prawie w ogóle go nie kojarzę. Nie wychowywał się w Anglii, więc nie spędziliśmy ze sobą dzieciństwa. W dodatku jest między nami pięć lat różnicy, a on trafił do Gryffindoru – nam, Potterom, często się to zdarza. Później? Mało okazji było, by faktycznie zebrać całą rodzinę i się poznać. Dlatego z Rogerem rozmawiałem może z sześć razy w życiu. To i tak dobrze, jak na tę wielką różnicę.
Czego by nie mówić, jednak trochę go znałem. Moje superego nie pozwoliło mi tak po prostu zignorować kogoś, który jeszcze w dodatku zawołał moje imię i zrównał ze mną krok. Ugiąłem się pod ciężarem moralności i zwolniłem kroku, odwracając wzrok w stronę Elliota.
A może nie będzie nawet tak źle.
- O, cześć, cześć. – rzuciłem, że niby taki roztrzepany jestem i podałem mu rękę, lekki uśmiech też posłałem – No tak, całkiem dawno. To w sumie nic dziwnego. Niedawno wróciłem do Londynu. – wytłumaczyłem.
No i się zacznie. Roger na pewno nie wie jeszcze, że jego kuzyn „uciekł” z domu i powrócił po dwóch latach, żeby zostać lokajem Carrowów. Ale jak to? Dlaczego? Po co? Czemu nie Ministerstwo? Mam nadzieję, że tych pytań nie zada, bo będzie mi bardzo niemiło.
Zwolniłem już na tyle, że stwierdziłem, iż lepszym pomysłem będzie przystanięcie na chwilę – czy może dłużej? Ile będzie trwało to spontaniczne spotkanie?
A Lord Carrow czeka. Chociaż? Pewnie nie.


Powrót do góry Go down
Roger Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2076-roger-elliott http://www.morsmordre.net/t2139-poczta-rogera http://www.morsmordre.net/t2140-roger-that http://www.morsmordre.net/f239-fleet-street-11-2 http://www.morsmordre.net/t2152-roger-elliott
auror
28
Półkrwi
Kawaler
there's no room to swing a cat
2
8
1
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   29.02.16 20:21

Rodzina - nieważne czy bliska, czy daleka (piąta czy tam dziesiąta woda po kisielu, jak kto woli), mimo wszystko była rodziną. I właśnie taki pogląd wyznawał osobiście, odnosząc się z entuzjazmem do każdego napotkanego krewnego, ba! każdego napotkanego człowieka, którego znał mniej lub bardziej, obserwując mniej lub bardziej zawzięcie i setki innych kategorii które w rzeczywistości uznawał raczej średnio, nie zważając na pochodzenie, status majątkowy albo nawet posiadanie samej magii. Połowę jego rodziny stanowili mugole - nic na pozór dziwnego, bo Elliotty tak mieli już, że byli niesamowicie otwarci na te wszystkie nowinki z gazet niemagicznych, na tę technologię, filmy i telewizję, umieli przyznać że samochód to samochód a nie puszka blaszana na czterech kółkach, w jakiej wnętrzu ze spokojem w oczach kręci sobie kółkiem mugol. Roger zaś należał do tych Elliottów, którzy na równi z nie-magią ukochali samą magię - a że był człowiekiem już samym z siebie bardzo ekstrawertycznym, ludzie magiczni ciekawili go również - wszyscy ludzie, jacykolwiek ludzie mający według  niego coś do powiedzenia. Tym razem lustrował z zaciekawieniem swojego towarzysza, być może nieco napadniętego przez ten przyspieszony krok i ton głosu rozchodzący się lekkim echem (ale w gruncie rzeczy nie wybiegał przecież poza specjalne granice!), który wydawał się być początkowo nieco zmieszany. Sam na owe zmieszanie specjalnej uwagi nie zwrócił, pochłaniając się czymś zupełnie innym. Podał dłoń, zgodnie ze zwyczajem, cały czas prezentując się na niezwykle zadowolonego.
- To dlatego! - przyznał z entuzjazmem, słysząc, co prawda okrojone wyjaśnienie, ale wystarczająco długie, by mógł zacząć się zastanawiać. I zastanawiał się przez moment; mrużył lekko brwi, po tym całym procesie myślowych dywagacji pojawiających się niemal automatycznie, dzieląc się pierwszym lepszym w zaskakującym tempie - i rzecz jasna - bez większego zastanowienia: - Hm, pewnie podróżowałeś, co nie? - Przyjrzał mu się uważnie i jakby rozmarzył na nowo. Ale już nie na długo, bo zainteresowanie wciąż miał skupione na rozmówcy. Westchnął cicho. - W sumie zazdroszczę.
A w głowie już rodziły się teorie, czy może był w USA, a jak nie - to gdzie indziej i czy może poznał ciekawych ludzi, setki, tysiące pytań, które domagały się cały czas odpowiedzi.




a co mnie spotka jutro

o tym nie myślę wcale

Powrót do góry Go down
Sebastian Potter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1987-sebastian-potter http://www.morsmordre.net/t2014-seba
służący Adriena Carrowa
24
Półkrwi
Kawaler
Gdyby kózka nie skakała, cierpiałaby z innego powodu...
7
20
0
0
0
0
0
2
Czarodziej
 :|

PisanieTemat: Re: Główna ulica   04.04.16 23:32

omg, jestem okropny

Przeszywający wzrok przypadkowych oczu. Przypadkowych uszu wyłapujący słuch. Nic nie mów. Mówi.
Na sto piekieł i inkuba, który ojcem Merlina był i jego brodę, bo musiała być dłuższa. W końcu był starszy! Wcale niedługo pracuję u Adriena, a już udziela mi się jego dziwaczna gadka. To znaczy, tylko w monologach wewnętrznych.
Na bijącą wierzbę! Nie sądziłem, że to ja będę musiał proponować to, co właśnie zaraz zaproponowałem. Gdy tylko Elliott wyraził swoją rzekomą zazdrość. A może serdeczną.
- Przenieśmy się może gdzieś indziej. Chyba, że się spieszysz...? - dopowiedziałem, ukradkiem spoglądając na otoczenie.
Nigdy nie lubiłem, jak patrzyli się na mnie i wsłuchiwali się w moje rozmowy ludzie nieproszeni. Nieproszeni goście moich wystąpień. Przeklęci gapie, szpiedzy cudzego życia. Coraz bardziej niepokoi mnie sytuacja w czarodziejskim Londynie. Byłoby mnie niepokojąco, gdybym w końcu zdecydował się po której stronie stanąć. A po której bardziej się opłacało?
Nie czekałem na odpowiedź. Już obrałem sobie drogę do któregoś z barów. Któregoś z tych, co były po drodze, jakby akurat Roger zrezygnował i nie musiałbym się wracać.
- Nie wiem czy bardziej przerażają mnie pustki na ulicach czy te nerwowo krążące po nich niedobitki o wścibskich twarzach. - burknąłem wciąż monitorując teren.
Ostrożnie, ale też z ciekawością.


Powrót do góry Go down
Roger Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2076-roger-elliott http://www.morsmordre.net/t2139-poczta-rogera http://www.morsmordre.net/t2140-roger-that http://www.morsmordre.net/f239-fleet-street-11-2 http://www.morsmordre.net/t2152-roger-elliott
auror
28
Półkrwi
Kawaler
there's no room to swing a cat
2
8
1
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna ulica   06.04.16 20:22

Skinął głową od razu - ze z r o z u m i e n i e m, czy ktoś mógł lepiej rozumieć sprawy miejsc podejrzanych, miejsc niemiłych i zmuszających do ciągłej czujności? Absolutnie, nawet jeśli nikt nie darzyłby tego choć krztyną pierwiastka rozważań, Roger Elliott mógł potakiwać ciągle, aż ograniczyłby się wyłącznie do tego ruchu i skończył jak jakaś żaba - góra dół, góra dół, ani na prawo ani na lewo. A jednak wciąż się przy tym rozglądał, bo zmysł aurorski czuwał zawsze, w każdej sytuacji i o każdej porze (wierzył mocno, że w trakcie snu również, nawet jeśli był to sen tak przyjemny, jak zostanie światowej klasy gwiazdą bluesa. Ale nie o tym).
- No wiem, teraz się dużo rzeczy dzieje - odpowiedział. - Ale spokojnie - zapewnił go niedługo potem, poszerzając obecny na twarzy uśmiech - jestem rozważny, zawsze wypatrzę wroga.
Nic im nie powinno grozić, prawda? Nawet, jeśli gdzieś czaiło się kilku przeciwników i czekało wyłącznie na odpowiednią dla siebie chwilę - powinni się upewnić, że owej chwili nie znajdą. Różdżka wciąż czekała w pogotowiu, z pewnością uprzywilejowania mimo jakiegoś bełkotliwego dekretu. Nawiasem mówiąc, Roger Elliott nigdy nie przepadał za prawem jako zbiorem jakiś suchych regułek, z których wszystkie wyglądały tak samo a po kilku zdaniach przyprawiały o poczucie nieodpartej senności. Dla niego liczyło się d z i a ł a n i e, a nie nudne, zwyczajne smęty, które i tak nie wnosiły nic do życia.
- Nigdzie się nie spieszę! -upewnił prędko swojego kuzyna. - Właściwie to się nudziłem. Chodźmy gdzieś - dodał - Dziurawy Kocioł czy coś innego?
Czekał na odpowiedź. Jeśli to od niego zależało - mógł się udać gdziekolwiek, nawet na drugi koniec Londynu. Przecież tyle się nie widzieli! A jeśli naprawdę Sebastian gdzieś podróżował (jak do USA to już w ogóle) - rety, musiał go trochę wypytać, tak łatwo się nie da na pewno.

| zt (?) możesz odpisać jeszcze tutaj lub już nam zacząć w innej lokacji




a co mnie spotka jutro

o tym nie myślę wcale

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.04.16 21:20

| 5 grudnia

Rudzielec wszedł rano do sklepu Ollivandera z niemałą dokładnością. W punkt zjawił się i zaraz bez większego szemrania zajął się swoimi obowiązkami. Poukładał, posprzątał, porobił odpowiednie wpisy - czyli codzienność. Potem trochę posiedział na zapleczu próbując kształcić się pod okiem mistrza, i nastąpiła przerwa. Odkąd pracuje już tu na cały etat, to wychodzi na przerwę na lunch, by sobie coś ciepłego zjeść, jeśli jest głodny. A dziś sobie wyszedł, by zjeść ciepłą zupę w Dziurawym Kotle. Pogoda była ładna, jak na grudniowy dzień, więc Barry postanowił chwilę przejść się główną ulicą, by spojrzeć na prace siostry, które się mieszczą w jednym lokum. Postał nie wchodząc do środka i przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Rosalie. Czyli Lyra chce być prawdziwą szlachcianką... Barry jej tego nie zabroni, bo jak? W końcu ma prawo do nauki. Westchnął cicho i udał się z powrotem w kierunku sklepu Ollivandera, by zapisać sobie koniec przerwy na posiłek. W końcu trzeba było pracować, czyż nie? Skoro zrezygnował z pracy na Nokturnie i jest u Skamandera, to musi sobie zarobić i w dodatku znaleźć sobie nowe lokum... Tylko musi pomyśleć, co z Cezarem, bo jest z nim coraz gorzej. Biedak, chyba umrze niedługo. Barry już to widział i czuł. A szkoda, bo nie był, czy raczej nie jest aż taki stary.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.04.16 23:10

Praca, praca, praca. Czy tylko nią można żyć? Oby, bowiem wkrótce nie będzie miał zbyt wielu innych zajęć. Pochłonięty stosem nowej dokumentacji związanej z dekretami wprowadzanymi przez panią Minister spędzał całe godziny na ponownym rozpatrywaniu pewnych... spraw. Na końcu języka miał specjalnie zarezerwowane słowo na tego typu przypadki, jednak starał się unikać używania go poza swoim gabinetem. Nawet teraz, kiedy przemierzał Ulicę Pokątną, głęboko rozmyślał nad treścią trzymanego przezeń kawałka pergaminu. Głosił on, nie mniej, nie więcej tyle, że coś uległo przedawnieniu, a jeszcze coś innego powinno być natychmiast sprawdzone w archiwum. Jakby miał wystarczająco dużo wolnego czasu na przetrząsanie starych teczek. Niedoczekanie.
Podsuwając pergamin niemal pod czubek własnego nosa, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza papierosa i wetknął między spierzchnięte wargi. Pocierając drugi koniec dłonią, myślał tylko o szybkim załatwieniu sprawy. Nie zamierzał wykorzystywać całego dostępnego prawnie terminu na jej rozpatrzenie. Zatem oznaczało to, że musiał zjechać windą aż do archiwum, a stamtąd było już nie tak daleko do Departamentu Tajemnic. No może nie tak blisko, ale z całą pewnością bliżej niż gdziekolwiek indziej. Żaden z jego przełożonych nie pozwoliłby mu tam wejść, choćby Cassius zaoferował mu stosy galeonów albo swoje inne usługi. Nie, ich nie mógł wyjawić nikomu. Wolał nie myśleć o skandali jaki wywołałby, gdyby ktoś puścił parę z ust. Oczyma wyobraźni już widział te krzykliwe nagłówki: Pracownik Ministerstwa tworzy czarnomagiczne przedmioty...; Zwykły urzędnik bawi się czarną magią. Może poszukałby żony? Ten drugi z pewnością trafiłby na okładki tych durnych szmatławców czytywanych przez co czwartą czarownicę i szybko stałby się obiektem jakiejś babskiej intrygi, którą zniósłby z wyćwiczonym, szarmanckim uśmiechem na ustach. Dokładnie takim samym, z jakim właśnie zastąpił komuś drogę.
Tak nagłe zatrzymanie się oderwało go od rozmyślań na temat sławy oraz pobieżnej lektury ministerialnego dokumentu i pozwoliło wrócić do otaczającej rzeczywistości, w której to zmierzył swojego potencjalnego petenta wzrokiem pełnym pogardy. Oczywiście spojrzenie to wzmocnił już w chwili ujrzenia rudych włosów, a w ciągu paru sekund zdołał przypomnieć sobie imię Weasleya. Oczywiście nie wymówił go na głos. Takich zażyłości oszczędzał w miejscach publicznych, jednak nie mógł powstrzymać się od wypowiedzenia na głos nieco uszczypliwej uwagi związanej z jego kuzynem.
Czy nachodzenie innych członków mojego rodu stało się twoją pasją, lordzie Weasley? — spytał, po czym zaciągnął się papierosowym dymem i wypchnął go z płuc w powietrze. Poświęcając Weasleyowi niemal całą swą uwagę, wepchnął pergamin za pazuchę. Przez cały ten czas utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, jakby chciał przekazać jakąś niewerbalną wiadomość. Być może, całkowicie potencjalnie prowokował go do użycia magii i złamania dekretu, a może tylko próbował rozegrać jakąś nową polityczną gierkę. Nawet on sam nie wiedział do końca, czego powinien oczekiwać po tym dziwnym spotkaniu.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.04.16 23:42

Szedł zamyślony starając się nie wpaść na kogokolwiek. Zazwyczaj to ludzie widząc jego po prostu mijali go bez słów, a ktoś znajomy powiedział zwykłe "Hej". Lecz zbytnio nie było czasu na pogawędki, bo praca czekała, a Barry kochał swoja robotę. To była jego pasja, coś co kocha robić od bardzo dawna. Nawet w szkole gdy był z Katyą, wspólnie z nią poznawał tajniki różdżek i próbował złożyć jakąś różdżkę. W przyszłości jak się uda, ma zamiar robić owe różdżki, jeśli oczywiście dożyje tych przepięknych dni.
I nic nie zrujnuje po drodze oczywiście.
Tak jak teraz, gdy ktoś zastąpił mu drogę. Spojrzał na jegomościa i już chciał go ominąć, gdy usłyszał słowa skierowane bezpośrednio do niego. Zaraz wrócił do towarzysza, prawdopodobnie Notta, bo kto inny mógłby się czepiać o nachodzenie. Owszem, Barry był u jednego Notta, ale raz. Potem nie przychodził, a wątpił aby była zgłoszona skarga na niego. Przecież wtedy pytał się o siostrę, tak? Miał do tego pełne prawo. Całymi swoimi siłami próbował nie wybuchnąć czy nie rzucać słów, których mógłby potem żałować, a jedynie skrzywił się, gdy dym od papierosa poleciał nieco w jego stronę. Co z tego że czasem pali, skoro ten dym i tak jest średnio przyjemy. Lepiej go wydychać, niż wdychać.
- Lordzie Nott.- użył powściągliwości witając się z lordem, którego nie zna imienia, lecz tym się nie przejmował. Zmusił się do uśmiechu, choć czytał dobrze z jego oczu. Chce walki, tak? Barry pamięta o dekrecie, nie jest aż tak głupi.
- Nie wiem, co Pański kuzyn - dobrze rozumiem, prawda? - powiedział, lecz tylko raz go odwiedziłem w mojej wizytowej karierze w Ministerstwie. Chyba że jeszcze kogoś nawiedziłem, jak to lord ujął, lecz któż to mógł być?- próbował trzymać nerwy na wodzy, naprawdę. Nie sięgnął po różdżkę, mimo iż myśli aż wołały, by wyciągnął i wycelował w Notta. Spoglądał hardo w oczy lorda podejmując wzrokową walkę o to, kto pierwszy użyje różdżki. Weasley czy Nott? A może będzie walka na słowa? Tak czy siak,nie staną się nagle z wrogów przyjaciółmi, to było wręcz niemożliwe.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.04.16 15:35

Był szaleńcem, rzucając tak niedorzeczne słowa, które nie miały zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Jednakże był także Nottem i dar operowania słowem płynął w jego żyłach równie mocno jak tradycyjne przekonania czy znajomość dzieła Cantankerusa. Mógł sobie pozwolić na rzucenie kilku oszczerstw. To jego rodzina rozdawała karty w tym całym zamieszaniu i należało liczyć się z ich zdaniem. W szczególności takim, które pielęgnowało dawne przekonania. Cassius uważał siebie za prawdziwego Notta z krwi i kości, choć dostrzegał w sobie podobieństwo do Lestrange'ów i musiał warzyć na swoje opinie. Chociaż prawdę mówiąc, to musiał jedynie spłodzić paru potomków zdolnych do przedłużenia rodu. Cała reszta nie miała znaczenia.
Z ledwie dostrzegalnym westchnieniem, dmuchnięciem kolejnej porcji trującego dymu oraz dziwną satysfakcją wypisaną na twarzy posłał Weasleyowi niedbałą namiastkę uśmiechu. Powinien czuć się urażony, że nie pamiętał jego imienia, jednak w tej sytuacji taki stan rzeczy nawet mu schlebiał. Nie każdy miewał ten zaszczyt, by móc zwrócić się do niego w tak intymny sposób. Nawet jego ojciec trzymał dystans, zwracając się per synu. Jakakolwiek zażyłość nie była widziana zbyt dobrze, a karta dobrego wychowania Nottów jasno określała zasady savoir vivre. Cóż, Cassius i tak złamał jedną z nich, ale póki ojciec o tym nie wiedział, póty serce go nie zabolało.
Wracając jednak do Weasleya, musiał nieco uchylić się przed innymi bywalcami Ulicy Pokątnej, aby samemu strzepnąć niewidzialny pyłek z ramienia. Rozmowa zapowiadała się zbyt obiecująco, żeby została przerwana przez jakąś szlamę, choć nic nie wskazywało na to, że któryś z nich wyjdzie z tego starcia cały.
Mój kuzyn nie musiał nic mówić — odparł obojętnym tonem, poświęcając chwilę uwagi swoim paznokciom. — Ściany Ministerstwa mają całkiem spore uszy, jeśli im się dość dobrze przyjrzeć. Sądziłem, że mając brata pracującego na tym samym piętrze kwestia plotek nie jest ci obca. Najwyraźniej byłem w błędzie, za co korzę się po same kolana. — Uśmiechnął się drwiąco, poruszając lewym ramieniem w dość niekontrolowany sposób. Dla kogoś obcego było to jedynie nieznaczne drgnięcie mięśni, jednak dla Cassiusa oznaczało fakt, że różdżka nadal znajdowała się na swoim właściwym miejscu.
Ale skoro już poruszyłeś temat niekompetencji Ministerstwa... bardzo chętnie usłyszałbym od ciebie więcej. Może masz jakieś użyteczne porady, by moja... nasza praca stała się łatwiejsza?
Nie musiał pociągać za sznurki, by mieć wszystko pod kontrolą. Nawet gdyby ktoś postanowił nim dyrygować, szybko straciłby panowanie nad sytuacją. I nie, nie zamierzał wpakować Weasleya tam, gdzie była jego siostra, choć Merlin mu świadkiem, że zrobiłby to z wielką przyjemnością.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.04.16 19:50

Rudzielec próbował w ich głupim, zszarganym o etykiety i melodyjno-wymiotnych słów językiem dotrzeć do Notta. Nie znał jego imienia - a raczej nie czuł potrzeby tego zapamiętania. Nott to Nott, cóż za różnica. Ważne jest tylko koligacje u nich do zapamiętywania, by nie palnąć jakiejś gafy, nic więcej. A tak, to byli po prostu ... czarodziejami. Prawie równi jak jego ród - Weasley, który bogactwo oddał na pokój i Quidditch. A co reszta tych, co są teraz najbogatsi, zrobili? Ruszyli palcem podczas wojny? Nie licząc auroró i osób w brygadach... pewnie nic. Dlatego to wszystko poszło w ich koszta i teraz płacą za to potrójnie. Ale spokojnie, wszystko może się odwrócić i zemścić się. Teraz oni się śmieją, a jutro będą płakać. Tak też może być i lepiej, aby Nott o tym nie zapomniał.
Zignorował po raz kolejny nieprzyjemny zapach dymu, który kąsał jego płuca. Nie kaszlnął, jedynie to wziął głębszy wdech, by przy wydechu pozbyć się toksycznych oparów z płuc. Chce się truć - droga wolna. Rudzielec nie zwróci mu uwagi, bo musi się koncentrować by nie wywołać jakiejś afery. Co to by było, gdyby trafił na okładkę jakiegoś pismadła... Na przykład tej czarownicy. Kto wie co ta cała Annabelle teraz robi. Podsłuchuje? Wypatruje jego najmniejszego gestu, ruchu brew, ruchu warg, by móc odczytać jego usta? Niech próbuje, śmiało.
No tak, zapomniał, że w Ministerstwie nic nie uchodzi na sucho. Lecz to była no zwykła, niewinna pogadanka. Ile wtedy czarodziejów też musiało przyjść na skargę, po wyjaśnienia, tak samo jak Barry. Niewinni ludzie dążący do wyjaśnień i sprawiedliwości - która, co najzabawniejsze, zanika. A wszystko zaczęło zanikać wraz z końcówką października. Cholerny Halloween.
- Z pewnością dociera do was wiele skarg jak i porad od wielu czarodziejów, lordzie Nott. Nie chciałbym - i nie chcę, w jakiś sposób negować działań szanownej Pani Minister, która przecież stara się dbać o bezpieczeństwo niewinnych ludzi. Aurorzy ratują artefakty przed złymi ludźmi.. godne uwagi, naprawdę. Dzięki Merlinowi, że mój brat uszedł z życiem, lecz szkoda, że tego samego nie mogę powiedzieć o lady Crouch, która zaginęła. Jak i o wielu młodych ludziach, które znikają, bądź są zabijane.- powiedział poważnym tonem, lecz na koniec swych słów zrobił smutną minę, co by uwiarygodnić swój własny smutek. Oczywiście jemu jest żal Diany, która zaginęła. Niezbyt dobrze jemu się czyta, jak wiele młodych czarodziei zanika bądź ginie. Albo samobójstwa albo morderstwa. A co, jeśli to byłą przyszłość dobrego, lepszego narodu? Co jeśli to miało reprezentować dobro, które ktoś po prostu uśmiercił? Z czyich to było rąk? Ministerstwa? Zabójców? Może Rycerzy, o których Marcelyn mu tylko wspomniała? Nie, nie chciał tu nikogo oskarżać, by nie trafić za klatki. Sam przecież powiedział, że nie chce nikogo urazić. Po prostu wyraża swoją smutną, wręcz pozornie ponurą opinię o dzisiejszych czasach pracownikowi Ministerstwa z rodu Nott.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.04.16 21:30

Przestrzeganie wyrafinowanych, skomplikowanych zasad etykiety Nottów zazwyczaj nie sprawiało większych problemów. Wystarczyło tylko nawyknąć do pewnych zachowań. Niestety w obecności Weasleya stawało się to prawie niemożliwe. I bynajmniej nie chodziło o stan faktyczny, a jedynie to co wpojono Cassiusowi, kiedy był jeszcze dzieckiem. Nikogo nie powinno dziwić, że niektóre rodziny dbały bardzo skrupulatnie o jedną z najważniejszych zasad etykiety. Na samą myśl o wielokrotnym powtarzaniu tego świętego kodeksu mogło zrobić się niedobrze, jednak nie zwalniało to z jego przestrzegania. Ale to były tylko pięknie utrzymywane tradycje. Nadal nimi pozostawały, choć w tym przypadku musiały zostać zepchnięte na bok. Ojciec na pewno nie byłby dumny z takiego zachowania, lecz musiałby pochwalić powściągliwość swojego syna. Całkowicie panował nad emocjami, nie pozwalając im wyjść na zewnątrz mimo jawnej wrogości do Weasleyów. Można by nazwać uprzedzeniem, jednak dla kogoś pochodzącego ze szlachetnych rodów było jasne, iż z czymś takim się rodziło. Cassius nie miał absolutnie żadnych wątpliwości i głęboko wierzył, że jego rozmówca to rozumiał.
Odrzucając niedopalonego papierosa gdzieś w bok spojrzał przez ramię, jakby oczekiwał czyjejś niepożądanej obecności. To nie mógł być strach. Ani trochę nie przerażały go konsekwencje podejmowanych działań, lecz dziwne przeczucie dotyczące jakiejś intrygi powoli rodziło się w jego umyśle. Niemal natychmiastowo powiązał ją z Weasleyem, wszak to właśnie on stanowił centrum uwagi. I prawie wybuchnął śmiechem, który zdołał stłamsić oraz przekształcić w pogardliwe prychnięcie.
Nie rób ze mnie idioty, Weasley — warknął, mrużąc wzrok. — Nie pracuję w Ministerstwie od wczoraj. I twój brat też nie. — Zrobił nieznaczny krok w tył, który w dużej mierze przypominał bujanie się z palców na pięty, a jednocześnie prześlizgnął palcami prawej dłoni po lewym ramieniu upewniając się, że różdżka pozostawała na swoim miejscu. Miał nieprzemożoną ochotę cisnąć pierwszą lepszą klątwę na środku tej przeklętej Pokątnej... ale w jakim celu? Tego już nie wiedział. I najwyraźniej nieracjonalne działanie powstrzymywało go od wcielenia szalonej myśli w życie.
Barry — wymówił imię rudzielca z tak dużą dozą obojętności, na jaką było go stać — naprawdę ubolewam nad zniknięciem lady Crouch — guzik prawda, nawet nie miał pewności, o kogo chodziło — ale zdajesz sobie sprawę, po wizycie u mojego kuzyna na pewno widziałeś ten stos dokumentów, że jej zniknięcie, jak i zniknięcie każdego innego czarodzieja albo czarownicy leży w interesie Biura Aurorów. Czy to nie tam pracuje twój brat?
Urwał na moment, napawając się odrobiną samozadowolenia. Przecież doskonale wiedział, kto pracował w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Nie omieszkał okazać tego znaczącym spojrzeniem ozdobionym kąśliwym uniesieniem lewego kącika ust, a potem kontynuował:
Gdyby nie dekret dwudziesty szósty z ochotą związałbym własne ręce odpowiednim zaklęciem, byleby pokazać ci, że nie mogę nic zrobić w tej sprawie. — mówił coraz ciszej, zbliżając się do Weasleya z każdym krokiem na tyle, by na końcu swojej wypowiedzi móc wyszeptać do jego ucha: — Ale ty tak. — Po czym odsunął się ze spojrzeniem wyrażającym odrazę i ponownie strzepnął niewidzialny pyłek z ramienia.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główna ulica   19.04.16 23:36

Zachowuj się, nie daj się sprowokować, trzymaj nerwy u wodzy, nie prowokuj. przypomniał sobie słowa matki, które słyszał będąc małym brzdącem. Wtedy mama dawała rady, jak miał się zachowywać podczas spotkań rodzinnych. Aby był grzeczny, uważał na to co mówi i nie drażnił starszych osób. W tym momencie owe słowa obiły mu się w mózgu, jakby powróciły z przeszłości. Jakby miały mu przypomnieć, że mimo jego sposobu wymowy, tekstu, który wypływa z jego ust, musiał przestrzegać staromodne zasady. Najchętniej to by rzucił jakimś zaklęciem Notta, albo po prostu przyłożył prawego sierpowego - lecz nie są tutaj sami. Nie dość, że jest popołudnie zapełnione wieloma świadkami, to jeszcze na ich barkach ciążą dekrety, które z niepozorną łatwością mogą ich sprowadzić do lochów na kilka miesięcy. Barry oczywiście wolałby tego uniknąć, by móc z gorszymi, własnymi problemami się uporać. Notty kiedyś pewnie wyginą za swe błędy, a rudych będzie połowa świata. Jeszcze może ich ród wróci na odpowiednie miejsce, spokojnie. Należy tylko poczekać. Cierpliwość popłaca, jak się mawia, prawda? Tak samo jak teraz, Barry z zewnątrz okazuje swoje opanowanie, gdy w środku aż buzuje emocjami, których nie może pozwolić wyjść na światło dzienne. Gdyby Nott tylko wiedział... gdyby wiedział, z jaką łatwością mógłby teraz wsadzić Weasley'a do lochu z niepozorną, lecz ciężką do zniesienia rodu hańbą... Ale nie wie i pewnie szybko nie odkryje jego tajemnic. Chciałby pewnie, nieprawdaż?
Nieco uśmiechnął się, czy raczej jeden, lewy kącik ust uniósł się robiąc półuśmiech na jego pierwsze słowa. Oczywiście nie wątpił w to, że Nott jest świeżakiem. Pewnie ma więcej rozumu niż jego kuzyn Nicholas. Chociaż teraz i tego nie można być pewny, lecz wolał nie wywoływać lawiny słów. Nie w tym momencie, gdy Nott wykonał dziwny ruch. Rudzielec skierował swój wzrok w stronę jego dłoni i zauważył że dziwnie skupiają się przy jednym miejscu... Czyżby sprawdzał czy ma różdżkę na miejscu? Chciał walczyć? Tracił cierpliwość? Czy może w ten sposób uspokaja się? Wiele myśli nachodzi w tym momencie, lecz Barry nic nie powiedział. Chciał być pewny że tam trzyma swoją różdżkę i dlatego jego dłonie tam często zaczynają wędrować. Bo w końcu mogło to być cokolwiek. Jakiś drogocenny kamyk, naszyjnik... cokolwiek.
Przechodzą na ty? Od kiedy? Ale z resztą rudzielcowi to odpowiadało. Nie musiał gimnastykować swego umysłu w wyszukiwaniu wyszukanych odpowiedzi na jego zaczepki, jak tak to można ująć. Bo kusił słowami, oj i to bardzo. Bo nadal milczał, choć ten uniesiony kącik ust opadł słysząc, jak wywołuje do rozmowy temat Garretta. Czemu on tak się jego uczepił, na Merlina. Owszem, Barry wie o rodowej nienawiści, lecz nie spodziewał się, że Nott będzie chciał uderzyć rudzielca jego własnym, zwaśnionym bratem. Niech przestanie, jeśli życie mu miłe.
Lecz nie przestał, ba. Nawet zbliżył się dostatecznie blisko rudzielca, że ten mógłby z łatwością uderzyć Notta i powalić na brudny chodnik Londynu.
- Owszem, Garrett jest aurorem i próbuje odnaleźć lady Crouch, lecz jeśli się nie mylę, dzięki nowym dekretom moja pomoc raczej przyda się w średnim stopniu. Lecz chyba zauważyłeś, że ostatnio mój brat dostał nagrodę od Pani Minister za pomoc... jak to było ... za znalezieniem tych magicznych artefatów, jeśli pamięć mnie nie myli.- powiedział spokojnie, choć na ostatnie słowa wyjątkowo uśmiech aż pojawił się na piegowatej twarzy.Może nieco wredny i szyderczy, lecz może dzięki temu chwytowi poskromi Notta i jego szepty do ucha. Może jego sprowokuje i posiedzi kilka dni w celi. - Teraz wybacz, ale niektórzy mają coś, co się nazywa pracą, jeśli wy szlachcice wiecie co to jest.- powiedział cicho, lecz nader dobitnie do swego rozmówcy. Większość szlachciców uważała za pracę opiekę nad końmi, bądź siedzenie na salonikach przy herbatce. Barry mógł sobie wyłącznie pomarzyć o herbatce, lecz teraz wolał opuścić Pokątną, póki życie mu miłe. Zrobił dwa pewne kroki w stronę sklepu kończąc tymczasem ich konwersację.
Chyba kończąc.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 17 ... 28  Next

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17