Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   26.02.16 15:40

Korytarz

"Winda ponownie ruszyła i po chwili drzwi się otworzyły, a głos oznajmił:
- Drugie piętro, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Urzędem Niewłaściwego Użycia Czarów, Kwaterą Główną Aurorów i Służbami Administracyjnymi Wizengamotu."


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   28.02.16 12:06

Alexander poczuł szarpnięcie, tak dobrze mu przecież znane, a jednak budzące w nim tym razem niepokój. Nie żeby zrobił coś niewłaściwego, wręcz przeciwnie przecież - udaremnił kradzież przepowiedni i zwracał je teraz w ręce urzędników. Z teoretycznego punktu widzenia nie groziło mu więc nic. Praktyka wyglądała jednak zupełnie inaczej. Nie miał zbyt wiele do czynienia z Ministerstwem Magii przez te niepozorne dwadzieścia lat swego żywota, jednak słyszał rzeczy różne, co napawało go lekką obawą.
Gdy wirowanie w końcu ustało młody stażysta poczuł pod swoimi stopami solidny grunt - nie było to już ani miękkie, leśne podłoże, ni twarde skały jaskini. Lśniący, ciemny marmur rozciągał się wszędzie w zasięgu jego wzroku. Magiczne światła rozjaśniały korytarz, na którym się obecnie znajdował, zostawiając jednocześnie wystarczająco miejsca dla cieni, by nadal kłębiły się w kamiennych narożnikach. Wszystko tutaj mówiło jednoznacznie, że człowiek do tego budynku wkraczający obcuje z potęgą. Nie tylko gabaryty pomieszczeń, ale i ludzie, pędzący przed siebie, z marsowymi obliczami, wiecznie zagonieni, zapracowani, choć obecni ciałem to umysłem znajdujący się w miejscach odległych, zaprzątnięci sprawami wyższymi. Aż śmiać mu się chciało, gdy pomyślał sobie, że to oni w Mungu czuli się tak ważni. W tych ich odrapanych ścianach, kruszących się tynkach, w bieli, która dawno już przestała przypominać nawet szarość. Głupstwo, wszystko głupstwo, przemknęło Selwynowi przez głowę i ledwo zwalczył chęć prychnięcia.
Urzędnik puścił jego ramię, gdy zyskał pewność, że młodzieniec nie zamierza mdleć czy się przewracać. Otrzepał nie do końca dyskretnie swoją urzędową szatę (co znowu sprawiło, ze Alexander musiał powstrzymywać się przed przewróceniem oczami) i wydawał się... na coś czekać? Selwyn nie był w stanie powiedzieć o co tu chodzi. Postanowił jednak zachować milczenie, przyciągając tylko torbę przewieszoną przez ramię bliżej swojego ciała. Zacisnął usta czekając na to, co nastąpi.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   06.03.16 2:19

Wspomniany nieufny stosunek lorda Weasley'a (cóż, zazwyczaj Garrett mordował spojrzeniem, gdy ktoś tytułował go bez potrzeby) wyparował - a przynajmniej skurczył się do niezbędnego minimum - w chwili, gdy przenieśli się do Ministerstwa. Widok znajomych korytarzy z jakiegoś powodu sprawił, że ustabilizował mu się oddech, a palce nie zaciskały się już tak kurczowo na pasku skórzanej torby. Jeśli instynkt podpowiadający komu można ufać porównałoby się do radaru, to ten należący do Garry'ego najpewniej by szalał, brzęcząc i się kołysząc, niebezpiecznie powarkując i balansując na granicy wybuchnięcia. Garrett wariował, jak nic wariował; był tak zły i zmęczony, że najchętniej przekłułby rozczarowanie w agresję, choć zdawał sobie sprawę (w przeciwieństwie do niektórych swoich przyjaciół?), że nie była ona żadnym rozwiązaniem. I jako odwieczny misjonarz pokoju i dyplomacji nie mógł pozwolić sobie na bezpodstawne warknięcia i uderzenia pięścią w ścianę. Musiał być spokojny, żeby inni mogli poddawać się emocjom.
Ciężki los założyciela tajnej organizacji, która miała zbawić świat.
- Chcę rozmówić się z szefem - rzucił nagle, jakby obawiając się, że poprowadzą ich bezpośrednio przed Minister Magii. Nie był pewien, co chciałby powiedzieć Rogersowi, ani czy w ogóle miał coś do powiedzenia, ale potrzebował natychmiastowo ujrzeć twarz kogoś, kto być może uwierzy mu, gdy powie prawdę. O Rosierze, o przepowiedniach, o tych wszystkich nieprzyjemnościach dzisiejszego dnia.
Zadawał sobie tylko jedno pytanie: kiedy to wreszcie się skończy? I dlaczego, na kość psidwaka, ktoś pomyślał, że włączanie w poszukiwanie tak ważnego artefaktu osoby spoza ministerstwa jest świetnym pomysłem? Dlaczego minister przez myśl nie przeszło, że nie wszyscy są godni zaufania? Dlaczego... dlaczego ludzie momentami musieli być tak przeklęcie tępi, za co cenę płacił nie kto inny, jak on sam?
Wypuścił ciężko powietrze. Starał się nie patrzeć na innych, starał się nie wściekać, starał się zachować profesjonalizm; marzył tylko o tym, by zakończyć tę akcję, przeteleportować się do domu i skopać szafkę nocną we własnej sypialni.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Korytarz   06.03.16 14:37

To był zły pomysł, tego jednego jestem pewien w stu procentach. Gdybym mógł cofnąć czas, wymazałbym zryw Rosiera, wymazałbym tę misję, wymazałbym dzień, w którym Luno powiedział mi o Zakonie. Ale było już za późno, teraz mogłem już tylko na ślepo brnąć do brzegu, mając nadzieję na to, że nie wpadnę po drodze w jeszcze większe bagno lub, patrząc na dzisiejsze wypadki, ktoś z moich uprzejmych znajomych mnie w takie bagno nie wrzuci. Dylematy natury moralnej - nienawidzę ich mieć. Ręka wciąż piekła mnie jak szalona, ludzie szczekali naokoło, jak w takich warunkach można przemyśleć wszystkie za i przeciw składania szczerego raportu w Ministerstwie? Za: Tristan będzie miał problemy, Garrett odzyska zaufanie do mnie, będę mógł dalej gromadzić informacje, których na razie miałem śmiesznie mało, mój szef nie dostanie wylewu i nie zedrze sobie gardła i Zakon nie będzie mnie ścigał niczym stado mścicieli. Przeciw: spalę za sobą wszystkie mosty, Rycerze będą mnie ścigali niczym stado mścicieli (z Tomem na czele, czyli ścigać mnie nie będą zbyt długo), przy odrobinie szczęścia będę musiał do końca życia chodzić kanałami, a najlepiej wyjechać na bezludną wyspę, zamieszkać pod kamieniem i przejść na dietę bananową. I bądź tu, Merlinie, mądry.
Teleportacja również nie była dobrym pomysłem. Chociaż uzdrowiciel nieśmiało protestował przeciwko przenoszeniu się do Ministerstwa, wylądowaliśmy jednak w chłodnych murach, a szarpnięcie w okolicy pępka na parę chwil wycisnęło mi z płuc powietrze. A może to wcale nie była teleportacja? Zmarszczyłem brwi, przesuwając pobladłymi palcami po okolicach splotu słonecznego, czując dziwne promieniujące mrowienie. I wtedy sobie przypomniałem.
- Garrett, przepraszam, ale muszę jak najszybciej znaleźć się u siebie w domu - oznajmiłem poważnym tonem, a przynajmniej tak mi się zdawało, bo w rzeczywistości mój głos zabrzmiał dziwnie głucho i niewyraźnie. U siebie w domu, w Shropshire, gdzie będzie moja matka, wiedząca którą fiolkę wyciągnąć z szafki. Wiedząca, której fiolki nie wyciągnąłem o poranku, gdy spiesząc się z wyjściem z ziejącego pustką londyńskiego mieszkania, w którym nikt nie pilnuje mojej skrupulatności w dawkowaniu leków, w roztargnieniu pominąłem rytuał obowiązkowy. Moje żebra zafalowały histerycznie, gdy korytarz nagle stał się przeraźliwie dusznym miejscem, a sylwetki wszystkich obecnych osób rozmyły się w moich oczach. - Zapomniałem rano o el... - o eliksirze, próbowałem jeszcze powiedzieć, dłonią szukając oparcia w ścianie, lecz natrafiając tylko na pustkę. W ten oto sposób pierwszy raz zapomniałem o swojej chorobie, która dokarmiona stresem, zapragnęła zebrać żniwo. I wszystkie moje dalsze słowa utonęły w ciemności.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   06.03.16 18:54

Na wasz widok jedna z asystentek skinęła głową, na pewno musiała wiedzieć o co chodzi, dlatego nie zadawała zbędnych pytań, tylko zerwała się ze swojego miejsca, by zaprowadzić zebranych do biura Rogersa. Wydawało się, że wszystko skończy się już wkrótce, jednak stres jakiego doznał Perseus oraz klątwa, która go dotknęła, sprawiły, że zemdlał niespodziewanie dla wszystkich. Uzdrowiciel, który znajdował się z wami, błyskawicznie wezwał pomoc, widząc, że nie poradzi sobie sam z zaistniałą sytuacją. Najwyraźniej cała ta farsa zamiast relacji u szefa Biura Aurorów skończy się długim pobytem w Mungu głównego zeznającego przeciwko lordowi Rosierowi.

Perseus zostałeś przetransportowany przez magiczne pogotowie do Munga.
Garrett, Alexander, wkrótce po przeniesieniu Perseusa, zostaliście wprowadzeni do biura Rogersa.


| zt w tej lokacji


Powrót do góry Go down
Caroline Pouget
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2077-caroline-pouget http://www.morsmordre.net/t2112-ombre#31676 http://www.morsmordre.net/t2111-dama-karo http://www.morsmordre.net/f214-st-martin-s-lane-16-7 http://www.morsmordre.net/t2159-wspominki-karolinki#32641
auror
24
Czysta
Panna
I had some dreams they were clouds in my coffee
Clouds in my coffee, and...
11
8
1
0
2
0
0
3
Czarodziej
oh oui!

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.03.16 15:05

Po męczącej pracy Caro nareszcie mogła wrócić do domu i porządnie się wyspać. Od kilku godzin tylko o tym marzyła. Nie mogła jednak rozpraszać się wizją ciepłego domku i miękkiego łóżeczka. Należało skupić się na obowiązkach. Sama pewnie nie dałaby rady, ale na szczęście pierwsze skrzypce grał przeważnie Roger. To on zawsze wiedział, co robić i jakie zadawać pytania. Caro świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że bez niego nie dałaby rady - to znaczy na pewno nie szłoby jej tak łatwo, o ile ten zawód kiedykolwiek można było określić tym mianem.
Jeszcze tylko zdam raport i jestem WOLNA! - pomyślała, czując niemałe zadowolenie. Lubiła swoją pracę, bo wiedziała, że robi coś naprawdę ważnego, była przekonana, że została do tego stworzona. Caro nie wykazywała skłonności narcystycznych, przeważnie z jej słów i czynów wynikała skromność. Jednak dziewczyna miała wysoką samoocenę, a w myślach nie powstrzymywała się od wychwalania swojej osoby i przekonania o swym wielkim talencie. To tak dla zachowania równowagi - tłumaczyła sobie, gdy przychodziła refleksja na temat zbyt wysokiego mniemania o sobie, bo tak naprawdę Caro miała dość pokory do świata, więc nie stawiała swojej osoby ponad innych.
Gdy szła korytarzem, zorientowała się, że ktoś się w nią wpatruje. To Morgan Ravenwood jak zwykle szukała guza. Co się tak gapisz, nie masz nic lepszego do roboty?! Caro nadzwyczaj irytowało takie zachowanie i ta paniusia najpewniej była tego świadoma, co jeszcze bardziej doprowadzało do szału tak zrelaksowaną zaledwie kilka sekund temu aurorkę. Należałoby zignorować tę dyskretną prowokację panny Ravenwood, ale niestety Caro łatwo dawała się wytrącać z równowagi. Zbyt łatwo!
- Mam coś na twarzy? - spytała z groźną miną, podchodząc do znajomej z pracy.


Powrót do góry Go down
Morgan Ravenwood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2348-morgan-ravenwood http://www.morsmordre.net/t2398-lazarus http://www.morsmordre.net/t2399-niezly-kawal-zdzi-wiedzmy
Auror
27
Półkrwi
Panna
Ja - Otchłań tęcz - A płakałbym nad sobą
Jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
4
4
4
3
3
2
0
3
Czarodziej
 alone in the crowd

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.03.16 16:14

Morgan kroczyła właśnie przez korytarz do biura aurorów. Jej kroki odbijały się cichym, cyklicznym echem po pomieszczeniu do czasu, aż minęła grupkę młodych kursantów, którzy chcąc nie chcąc musieli na chwilę przerwać swoją konwersację o wynikach, jakie uzyskali na ostatnich testach i rzucić choć jedno, krótkie „dzień dobry”. Ravenwood odpowiedziała na powitanie równie krótko i niezobowiązująco, lustrując w tym samym czasie młodocianych czarodziejów bacznym spojrzeniem, a gdy grupka znalazła się już trochę dalej – zaczęła się zastanawiać, czy ona z równym poruszeniem przeżywała swoje testy kilka ładnych lat temu.
Po chwili zamierzała ponownie ruszyć w stronę wcześniej wyznaczonego kierunku gdy dobiegł do niej dźwięk kolejnych kroków – tym razem pojedynczych, delikatnych i nad wyraz pośpiesznych damskich kroków. Patrząc przez ramię dostrzegła sylwetkę dobrze znanej jej osoby – Caroline Pouget. Szatynka szła drugą stroną wyłożonego marmurem korytarza. Była wyraźnie zadowolona i pełna ulgi, prawdopodobnie mogła iść już do domu. Byłoby to naprawdę wielką szkodą, gdyby coś zepsuło naszej małej mademoiselle taki uroczy humorek. – pomyślała Ravenwood uśmiechając się pod nosem. Obserwowała Caroline do czasu gdy ta nie zorientowała się, że nie jest sama w pomieszczeniu. Zatrzymała się w połowie drogi, a mina bardzo szybko jej zrzedła – niewiarygodne w jak krótkim czasie można było ją zirytować! Usłyszawszy klasyczną dla takiej sytuacji zaczepkę – „Mam coś na twarzy?” – Morgan nie mogła powstrzymać się przed parsknięciem śmiechem. Marszcząc poły grafitowego prochowca i wsuwając dłonie w kieszenie beżowych bryczesów, Ravenwood podeszła kilka kroków do Caroline. Kręcąc głową w rozbawieniu odchrząknęła wymownie w odpowiedzi na groźną, naburmuszoną minę znajomej, która prawdę powiedziawszy, wyglądała bardziej jak kaprys małego dziecka, któremu zabrało się zabawkę, niż poważnej kobiety w wieku dwudziestu czterech lat.
Droga Caroline, nie wiem czy posiadasz w swoim mieszkaniu lustro bądź coś lustro-podobnego, ale genetyka zazwyczaj wyposaża nas również w jakieś finezyjne elementy na twarzy. Wiesz, para brwi, para oczu, nos i usta... Pytanie równie bezsensowne co Twoja nabzdyczona mina w zaistniałej sytuacji. – Morgan odpowiedziała swoim niskim, zachrypniętym głosem zwieńczonym lekko irlandzkim akcentem, który podłapała od ojca. Uniosła jedną brew i wbiła rozbawiony wzrok w koleżankę z biura, czekając na kolejną, równie błyskotliwą ripostę.


Powrót do góry Go down
Caroline Pouget
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2077-caroline-pouget http://www.morsmordre.net/t2112-ombre#31676 http://www.morsmordre.net/t2111-dama-karo http://www.morsmordre.net/f214-st-martin-s-lane-16-7 http://www.morsmordre.net/t2159-wspominki-karolinki#32641
auror
24
Czysta
Panna
I had some dreams they were clouds in my coffee
Clouds in my coffee, and...
11
8
1
0
2
0
0
3
Czarodziej
oh oui!

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.03.16 20:57

Och, cóż za dowcip! Cóż za imponujący dobór słów! Zadowolenie Ravenwood było niemalże namacalne. Najwyraźniej niezmiernie bawiły ją jej własne żarciki, które nie miały większego sensu. To było komiczne, że dziewczyna miała się za nie wiadomo kogo i emanowała taką pewnością siebie, czerpiąc przy tym wielką satysfakcję z psucia humoru normalnym ludziom. Czyżby ta wiedźma żerowała na energii innych? Co ona właściwie sobie myślała? O, idzie Caro, zdenerwuję ją, BO TAK! - na pewno! Bezsens jej czynów o dziwo jeszcze bardziej podsycał irytację. Zawsze. Od tak dawna!
Pomyśleć, że świeżo upieczona pani auror z Francji chciała początkowo się zaprzyjaźnić. Jej zapał został jednak szybko ugaszony, a niezbyt dobre nastawienie spowodowały dodatkowo słowne zaczepki Ravenwood z Rogerem Elliottem, który od samego początku stał się dla Caro przewodnikiem i mistrzem. Nie mogła zatem czuć sympatii do kogoś, kto czepiał się jej przyjaciela. Wtedy może jeszcze-nie-przyjaciela, ale i tak już w tamtym czasie nie mogła polubić Morgan.
Co dziwne - to wcale nie było tak, że Caro uważała ją za wroga. Po prostu miała na nią uczulenie. Alergia była naprawdę nieznośna i (jak to bywa z takimi przypadłościami) całkowicie nie do opanowania. Gdy się nienawidzi być wystawianym na śmieszność, nie da się tolerować kogoś, kto ciągle się do tego przyczynia. To był uniwersalny przepis panny Ravenwood - sprowokować i wyśmiać. Zachowanie godne nieznośnego dzieciaka i to na pewno nie młodej damy! Bezczelne spojrzenie i kpiący uśmieszek - oto wszystko, czym mogła zabłysnąć Morgan, bo na pewno nie tymi przemądrzałymi tekstami.
- Tak sprawnie wymienione przez ciebie elementy są częścią twarzy. One ją stanowią - odparła, uśmiechając się kwaśno. - Po prostu myślałam, że pojawiło się tam coś nadprogramowego, co spowodowało twoje zainteresowanie. Chyba, że po prostu po raz kolejny zaciekawiłaś się moją urodą. W takim razie radzę ci powiesić moją fotografię na miejscu lustra. Może co rano widząc tę twarz - wskazała swoje lico - zamiast tej - skierowała dłoń w stronę oblicza rozmówczyni - przestaniesz być taka uszczypliwa.
Caro ledwo zachowywała równowagę i pozory spokoju. Jeszcze chwila, a wybuchnie! Nie miała ochoty na żadne sprzeczki, ale nie miała także innego wyjścia jak dokończyć tę rozmowę. Dziewczyna miała to do siebie, że unikanie podobnych sytuacji traktowała jak tchórzostwo, a na takie miano nie mogła sobie pozwolić. Nigdy i nigdzie!


Powrót do góry Go down
Morgan Ravenwood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2348-morgan-ravenwood http://www.morsmordre.net/t2398-lazarus http://www.morsmordre.net/t2399-niezly-kawal-zdzi-wiedzmy
Auror
27
Półkrwi
Panna
Ja - Otchłań tęcz - A płakałbym nad sobą
Jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
4
4
4
3
3
2
0
3
Czarodziej
 alone in the crowd

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.03.16 23:22

„Auć. To chyba miało na celu mnie obrazić bądź zgasić. Przecież ona zaraz wybuchnie niczym rzucona łajnobomba.” – pomyślała Morgan, znów prychając śmiechem.
Młodziutka auroreczka miała stanowczo za mało dystansu do siebie i widocznie zbyt poważnie brała docinki, które Ravenwood lubiła toczyć z Rogerem Elliottem w chwili wolnej – prawdopodobnie, na brodę Merlina, brała to jako dosłowną, obustronną niechęć.
Myśl o tym, za jak płytką i zadufaną w sobie musiała brać ją Caroline było wręcz fascynujące. Pani auror nigdy nie spodziewałaby się pod jak wieloma maskami można pokazać się ludziom. To fakt, Morgan lubiła zaczepiać, sprawdzać czy prowokować większość osób dookoła siebie, ba, sprawiało jej to niesamowitą frajdę gdy reagowali na to tak samo, jak panna Pouget w tamtej chwili. Swoista selekcja – sprowokować i zobaczyć, czy ktoś obróci to w dobry żart i potrafi się z siebie śmiać czy naburmuszy i nastroszy jak paw, starając się bezwzględnie bronić swojego jestestwa, rozkładając kolorowy ogon, który ma na celu nastraszyć. Tylko czy kiedykolwiek i dla kogokolwiek paw był straszny? To był raczej komiczny pokaz niż barwy wojenne.
Caroline raczej nie mogła wiedzieć, co kryło się pod tym sprytnym teatrzykiem słownym – pewien rodzaj „wtórnego odrzutu” z minionych lat, gdy Ravenwood była jeszcze w szkole i to ona właśnie często padała takim prowokacjom i docinkom, przez długi czas uciekając z werbalnego pola bitwy. Tamte docinki jednak miały inne podłoże; to nie były personalne testy osobowości, jak w przypadku Morgan, tylko próba pasywno-agresywnego ataku i chęć pokazania wyższości. Bardzo długo zajęło jeszcze wtedy młodej, lecz boleśnie doświadczonej przez życie czarownicy, nauczenia się, że ognia wcale nie zwalcza się ogniem – tylko wodą.
Niemniej jednak, mając jeszcze chwilę wolnego czasu, Ravenwood postanowiła potoczyć ten mini teatrzyk. W końcu Pouget sama dała się sprowokować.
Ja? Uszczypliwa? Pierwsze słyszę.– zaszczebiotała sarkastycznie kobieta w grafitowym prochowcu, udając komicznie akcentowany na literkę „r” ton należący do młodszej rozmówczyni. – Powiem ci, że fakt, twoja fotografia mogłaby mi się przydać na coś, ale pozwolisz, że przez wgląd na szacunek jakim darze ten gmach, w którym obecnie się znajdujemy zachowam tę uwagę dla siebie, gdyż twój argument jakobym „kolejny raz miała się zaciekawić twoją urodą” brzmi jak dobre hasło dla szaletu w domu publicznym i jest wysoce daleki od prawdy... A tak na marginesie, czyżby Elliott w końcu się nad tobą zlitował i podrzucił ci kilka szlagierowych kontrataków słownych? Bo jeśli tak, to chyba muszę go czym prędzej znaleźć i pogratulować – to akurat udało mu się wyśmienicie!
Wprost proporcjonalnie do tracenia przez Caroline resztek równowagi i spokoju wewnętrznego, Morgan odczuwała co raz większy tryumf. Panna Pouget to typ osoby, która nawet najbardziej uzasadniony odwrót ze swojej strony potraktowałaby jako przejaw tchórzostwa, więc było to kwestią czasu aż w końcu wybuchnie i wyceluje różdżką w swoją rozmówczynię. Jak bomba zegarowa: tik-tak, tik-tak...




Ostatnio zmieniony przez Morgan Ravenwood dnia 19.03.16 21:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Caroline Pouget
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2077-caroline-pouget http://www.morsmordre.net/t2112-ombre#31676 http://www.morsmordre.net/t2111-dama-karo http://www.morsmordre.net/f214-st-martin-s-lane-16-7 http://www.morsmordre.net/t2159-wspominki-karolinki#32641
auror
24
Czysta
Panna
I had some dreams they were clouds in my coffee
Clouds in my coffee, and...
11
8
1
0
2
0
0
3
Czarodziej
oh oui!

PisanieTemat: Re: Korytarz   19.03.16 20:57

Caroline była człowiekiem bardzo dumnym. Rodzice zadbali o to, żeby wyrosła na pewną siebie kobietę. Także charakter nie pozwalał jej na obojętność na pogardliwe traktowanie jej osoby. Może nie należało przejmować się opinią innych - zwłaszcza ludzi pokroju Morgan. Jednak poczucie konieczności reakcji było silniejsze od rozsądku. Caro po prostu nie mogła nie reagować! To by było sprzeczne z prawami tego świata. Gdyby ludzie zawsze byli w stanie się opanowywać, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Najpewniej w ogóle by nie wyglądał. Byłby pozbawiony uczuć i naturalności. Ludzie staliby się obojętni i pozbawieni wszelkiej uciechy. Niestety druga strona medalu była taka, że przez te nieopanowania rodziło się mnóstwo kłótni i innych nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie musieli ponieść taką cenę za szczęście i pozytywny aspekt uczuć. Także Caro jako dziewczyna niegdyś co chwilę się zakochująca, a i teraz zaprzyjaźniona z mnóstwem osób oraz angażująca się całym sercem w przyjaźnie i bliskie znajomości, miała z natury mniejszą tolerancję, jeśli chodzi o listę rzeczy denerwujących. Proporcjonalnie - im bardziej kochała, tym bardziej musiała nienawidzić; im bardziej się zachwycała, tym bardziej musiała coś potem potępiać.
Ravenwood była idealnym obiektem wyładowania emocji. Nie żeby Caro potrzebowała kogoś w tym rodzaju. Jednak jeśli ktoś taki się przytrafił, to nie było innego wyjścia jak się zdenerwować - takie były prawa natury. Tak samo jak magnesy o przeciwnych biegunach muszą się odpychać, tak Pomiędzy Morgan i Caro musi iskrzyć. Ciekawie czy Pannie Wkurzającej nie podobało się tak samo jak Pannie Wkurzanej. Wątpliwe. Młodsza aurorka odnosiła przecież silne wrażenie, że irytowanie to pasja jej koleżanki z pracy. Choćby tym pseudo francuskim akcentem, który próbowała wprowadzić do swej wypowiedzi. Ach tak? Czyżby wyuczony sposób wymawiania wyrazów przez Caro był aż taki zabawny? Spotkała się z różnymi zdaniami na ten temat, ale jeśli już ktoś zdradzał jej swoją opinię, zwykle nazywał jej akcent uroczym, albo ładnym. W końcu francuski to najpiękniejszy język na świecie - ktoś śmie twierdzić inaczej?
Blablabla... Bredzi! Ravenwood gadała od rzeczy i to niby miało zdenerwować Caro? Ha! Śmieszne! Coś o jakimś szalecie... To w ogóle nie miało sensu. Wybuchła nerwowym śmiechem. Z jednej strony sądziła, że to, co mówi jej znajoma, jest żałosne, ale z drugiej - to także doprowadzało ją do furii.
- Rogera w to nie mieszaj! W ogóle zauważyłam, że coś do niego masz. Nie rozumiem tylko co, ale ja podobno nie nadaję się na przedszkolankę rozwiązującą problemy nadąsanych dziewczynek. - Oczywiście tym razem nie dała już rady ukryć zdenerwowania. Morgan wyprowadziła ją z równowagi wzmianką o jej przyjacielu. Caro miała ochotę rzucić na nią jakąś klątwę, lecz nie zrobiła tego, bo pomimo, że czasem miała problem z opanowaniem emocji, nie była wariatką. Była aurorem i Morgan także nim była. Zaklęcia trzeba było zachować na walkę z ludźmi używającymi czarnej magii, a nie wrednych odzywek. - Lepiej nie psuj mi więcej krwi, bo nic tym nie osiągniesz, Ravenwood! - oprócz tego, że Caro dostanie nerwicy. Jeśli to było celem Morgan, to naprawdę może jej się to udać.


Powrót do góry Go down
Morgan Ravenwood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2348-morgan-ravenwood http://www.morsmordre.net/t2398-lazarus http://www.morsmordre.net/t2399-niezly-kawal-zdzi-wiedzmy
Auror
27
Półkrwi
Panna
Ja - Otchłań tęcz - A płakałbym nad sobą
Jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
4
4
4
3
3
2
0
3
Czarodziej
 alone in the crowd

PisanieTemat: Re: Korytarz   03.04.16 18:20

Wyglądało na to, że mimo zdenerwowania jakie wywoła u małej auroreczki Morgan, Caroline nie miała zamiaru tracić resztek kontroli. „Dobra robota. Przynajmniej masz tyle oleju w głowie by nie wpaść w kompletny amok i nie rzucić na mnie jakiejś śmiesznej klątwy w samym środku Ministerstwa. Musze przyznać, że przynajmniej jeden punkt w kolejnym z tych mini testów udało  ci się zaliczyć... szkoda, że tylko tyle.” –  Ravenwood wewnętrznie odetchnęła z małym odczuciem ulgi. Pouget nie była nawet świadoma, że gdyby te słowa zostały wypowiedziane na głos, byłyby swoistym komplementem ze strony znajomej z pracy.
W końcu obydwie były aurorami – co za tym idzie; nie mogły dawać się wyprowadzić z równowagi. Auror powinien zachowywać zimną krew zawsze i wszędzie, nie zależnie od tego, czy to prawdziwe pole walki czy pracownicze żarciki.
Spokojnie. Tak samo ja i Elliott nie potrzebujemy przedszkolanki. Po prostu widać, że nie masz poczucia humoru, dlatego myślisz, że żywię do niego urazę. Ale cóż, nie winię cię, widocznie jeszcze jesteś trochę za młoda na taki humor. – Morgan odparła spokojnie. – Tak na marginesie, nie zwracaj się do kogoś po nazwisku, gdy druga osoba nie zrobi tego pierwsza. I o swoją krew się nie martw, jedynie ty jesteś osobą która może ją zepsuć w odpowiednich okolicznościach. – zwieńczając ostatnie zdanie jowialnym uśmiechem odwróciła się na pięcie i zaczęła kroczyć ponownie w kierunku wyznaczonym wcześniej.


Powrót do góry Go down
Caroline Pouget
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2077-caroline-pouget http://www.morsmordre.net/t2112-ombre#31676 http://www.morsmordre.net/t2111-dama-karo http://www.morsmordre.net/f214-st-martin-s-lane-16-7 http://www.morsmordre.net/t2159-wspominki-karolinki#32641
auror
24
Czysta
Panna
I had some dreams they were clouds in my coffee
Clouds in my coffee, and...
11
8
1
0
2
0
0
3
Czarodziej
oh oui!

PisanieTemat: Re: Korytarz   06.04.16 20:54

Nie powinna! Oczywiście, że nie powinna pozwalać sobie na okazywanie takich emocji. Była aurorem i nie mogła zachowywać się tak nieprofesjonalnie, a poza tym jeśli zależało jej na przewadze nad Morgan, nie mogła dać się sprowokować. A jednak rozsądek rozsądkiem - w praktyce to wyglądało zupełnie inaczej. Tu po prostu się zdenerwowała i aż ciśnienie jej podskoczyło. Ta paniusia ewidentnie ją obrażała, bo choć nie stosowała żadnych prostackich zwrotów czy innych wyzwisk, zarzucała jej niedojrzałość i zbytnią sztywność. To jeszcze bardziej ją zdenerwowało, bo Caro miała zachować wyższość, to ona miała wykazać się większym dystansem! Tylko że... coś nie wyszło. Ravenwood miała nos na suficie i dawała młodszej koleżance liczne uwagi, do których ta niby miała się dostosować. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Morgan w całej swej aroganckiej bezczelności miała rację.
Na twarzy Caro malowało się wielkie niezadowolenie. Nie lubiła rozmawiać z tą dziewczyną. Najchętniej omijałaby ją całe życie. Pech chciał, że kobiety pracowały w jednym zawodzie i często spotykały się w budynku Ministerstwa, a gdy już znalazły się blisko siebie, nie mogło nie zaiskrzyć. Obojętność - tego właśnie brakowało Caro i dziewczyna zdawała sobie z tego sprawę. Niestety jeszcze niezbyt nad tym panowała. Próbowała zachować neutralną, choć groźną twarz, ale jej policzki były wyraźnie zarumienione. Przestała się jednak gotować - praca nad sobą coś dała.
Gdy Morgan chciała już odejść, Caro postanowiła jeszcze nie kończyć tej rozmowy. Nie dam jej tej satysfakcji! - taki miała zamiar, ale w tym stanie skutki były wątpliwe.
- Nie bądź taka przemądrowata! - rzuciła w stronę jej pleców. - Przez takie zachowanie tylko narobisz sobie wrogów.
Ha! Caro też potrafiła dawać ludziom dobre rady. Spróbowała się całkiem opanować - nawet udało jej się uśmiechnąć. Prowadziła wewnętrzną walkę. Bardzo zaciekłą walkę - tak samo jak słowne potyczki z Ravenwood. Grunt to zignorować jej głupie docinki. Co to by było, gdyby Caro zechciała analizować wypowiedź koleżanki i odeprzeć każdy z jej malutkich ataków? Efekt byłby komiczny i przynajmniej tyle zdrowego rozsądku udało jej się zachować, żeby do tego nie dopuścić (a tak ją kusiło!).


Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   25.04.16 8:50

1 grudnia
Grudniowy poranek należał do jednych z najpiękniejszych. Delikatny szron pokrywał okna, a  jego drobinki błyszczały w słońcu. Nawet podróż do samego Ministerstwa Magii dla panienki Lestrange. Zima była dla niej szczególnie urokliwa, więc obiecała sobie, że musi wyjść na spacer po pracy. Może umówi się z Evandrą i pójdą spacerować wzdłuż Tamizy, zbierając gałązki, na których igłach tkwił jeszcze śnieg. Bez niezdanej teleportacji nie mogła pozwolić sobie na urokliwe zwiedzanie zimowego Londynu, więc korzystając z kominka w domu od razu znalazła się w Ministerstwie. Było jej przykro, że tym razem nie może pracować na dworze, jednak jej praca była ściśle tajna, a publika jeszcze wykorzystałaby kilka zaklęć przeciwko magicznej policji. Pierwszym punktem zawsze była kawa. Constance chociaż piła ją również w domu, nie potrafiła zacząć pracy bez niej. Kubek zazwyczaj stał prawie nietknięty cały dzień, lecz musiała czuć, że owe naczynie jest tuż obok niej. Każdy artysta, a tak nazywała badaczy, miał swoje zwyczaje. Dla niej był kubek zimnej kawy. Nie paliła, jej nieskazitelna cera nie mogła zostać narażona na skutki każdego palacza. Gardziła nimi, a za każdym razem gdy Caesar odpalał przy niej fajkę, chrząkała i niezadowolona, wręcz sugestywnie, wpatrywała się w niego, aby wyszedł w cholerę ze swoimi używkami. Ona musiała mieć po prostu swój kubek kawy.
Wielu się z tego naśmiewało, lecz była skuteczna, więc nikogo nie miały obchodzić jej dziwactwa. Chociaż nie miała jeszcze swoich badań, a nad nią czuwało grono profesorów, jednak większość zadań mogła wykonywać już samodzielnie. Dorobek naukowy mnożył się, lecz nie w zastraszającym tempie jakby chciała panienka Lestrange. Weszła do niewielkiej sali, która stanowiła największą część jej życia. Znajdujące się po środku manekiny aż kusiły do rzucenia powitalnych zaklęć.
- Dzień dobry, tęskniliście? – ciepły głos wypełnił pustą salę. Na biurku postawiła jeszcze parującą kawę. Zdjęła swój biały płaszcz, wieszając na jednym z krzeseł. Wykonała kilka skłonów i wzięła głęboki oddech. Podeszła do tablicy, zapisanej od góry do dołu propozycjami inkantacji.  W tym miesiącu pracowała nad krępowaniem czarodziejów. Nie chciała, aby one zostawiały ślady na nadgarstkach więźniów, a jednocześnie warto byłoby zadbać o to, żeby miały jakieś działanie uspokajające. Nigdy nie patrolowała ulic, lecz z plotek słyszała, przez co policjanci muszą przechodzić. Czy ona miałaby na tyle cierpliwości, aby walczyć z niepokornym czarodziejem? Przez głowę szlachcianki przechodziły same niedorzeczne myśli. Zmazała całą tablicę, stwierdziła, że jest tam tylko stek bzdur, które nijak się jej przydadzą. Magiczne pióra z Ministerstwa zapewne dbały o raportowanie każdego jej ruchu, lecz Constance im nie ufała. Sama zapisywała wszystko, co było na tablicy w specjalnie przeznaczonym do tego zeszycie. Systematyczne prowadzenie notatek to nie był tylko obowiązek każdego badacza, lecz była z tego rozliczania przez osoby kierujące badaniami. I tym razem ponownie na środku tablicy napisała:
Incarcerous
Zaklęcie to krępowało ofiarę, ale tylko wtedy, gdy ta się nie poruszała bądź była nieprzytomna. A co jeśli dany czarodziej próbował się wyrywać? Albo uciekał? Według Connie powinno istnieć zaklęcie, krępujące zarówno nogi jak i ręce, aby ucieczka jak i czarowanie było niemożliwe. Zdjęła całą swoją biżuterię, przeszkadzało jej brzęczenie. Zaczęła tworzyć mapę myśli. Jak powinno brzmieć zaklęcie? Ile trwać, czy mimo wszystko powinno powodować też ból, czy tylko krępować? Jak powinno być silne? Czy powinni potrafić wykonać je wszyscy policjanci patrolujący ulice czy tylko ci, którzy mają do czynienia z prawdziwymi sprawcami w Tower? Mapa myśli rozrastała się w zastraszającym tempie, a kaligraficzne pismo Connie można było przeczytać nawet z samego końca pokoju. Nagle oderwała się od tablicy i zaczęła chodzić w kółko wokół manekinów. Nie wiedziała jak to ma ugryźć. Czy zmienić tylko ruch nadgarstka? A może wymyślić nowe zaklęcie? Constance męczyła się już z tym drugi miesiąc, a szef nie dawał jej spokoju. Czy to naprawdę musi być takie trudne? Zdążyła już spalić dziesięć manekinów, a raz nawet przez przypadek musiała gasić ogień w sali. O wiele lepsze było natomiast „Esposas”. Zaklęcie wyczarowujące magiczne kajdany na nadgarstkach, lecz boleśnie raniło czarodziejów i powstawały paskudne siniaki. Chciała stworzyć takie liny, które uniemożliwiałyby czarowanie, ale również blokowałoby ucieczkę. Czy człowieka można traktować jak zwierzę? Posłała serię zaklęć w manekina, lecz tylko dwa były dobrze wycelowane. Traciła na to cierpliwość. Zmieniła ruch nadgarstka i ponownie zaatakowała drewnianą kukłę. Dlaczego wymyślenie zaklęcia było tak trudne? Kukła tylko zaskrzypiała błagalnie, a Connie wlepiła w nią wściekły wzrok. Wypróbowane ruchy nadgarstka zobrazowała na tablicy, wymyślając coraz to nowsze i bardziej skomplikowane. Nie zdawała sobie sprawy, że może przekombinowała swoje badania naukowe, a jednocześnie bała się prosić kogoś o pomoc. Sięgała po to naprawdę jako ostateczność. Dziś powiedziała sobie z samego rana, że to będzie wspaniały dzień. Dlaczego więc wszystko było przeciwko niej?!
- Esposas! – krzyk rozniósł się po całej sali, a manekin owszem miał magiczne kajdanki, ale zgodnie z przeznaczeniem zaklęcia. Zdjęła je szorstko wypowiedzianym finite. Podzieliła wyraz na sylaby, a każdą z nich zaczęła analizować. Może zamiast „es” dać „in” i wyostrzyć ruch nadgarstka na całą posturę. Czy wtedy kajdanki pojawią się i na nadgarstkach, i na kostkach?
- Inposas! – manekin jedynie się zachwiał, a Connie rzuciła w niego kredą. Dlaczego to było tak frustrujące? Zaklęcia zawsze stanowiły przyjemność dla panienki Lestrange, a teraz wręcz ginęła w notatkach i czymś, co było dla niej jednym z najważniejszych punktów w karierze naukowej. Czy to nie byłby pierwszy krok do samodzielnych badań? Och, nie, nie, jeszcze o tym nie myślała. W jej mniemaniu była za młoda i nawet jak na szlachciankę miała w sobie więcej pokory. Chciała tylko pochwały, docenienia jej starań, nie patrzenia tylko na wynik. Westchnęła ciężko, a notatki z tablicy zaczęła przepisywać do zeszytu. Zapisywała każde spostrzeżenie, przerysowywała ruchy nadgarstka, dopisując do niego stosowne uwagi. Zawsze prowadziła notatki bardzo skrupulatnie, co ułatwiało jej wyciąganie wniosków, lecz procedura wynalezienia zaklęcia nie była wcale prosta. Stalówka pióra sunęła po pergaminie, zostawiając na nim kaligraficzny zapis. Planowanie sprawiło jej dziką przyjemność, ale chciała widzieć chociaż najmniejsze efekty. Ileż można było dostawać po tyłku? Nie oczekiwała bezy z malinami i polewą czekoladową. Chciała mały znak z nieba, że to co robi, ma jakiś sens. A co jeśli wyobraźnia wciąż jest na etapie dziecka? Dorosła osoba mogłaby jej powiedzieć, że to co robi nie ma żadnego sensu. A Connie uparcie właśnie jak małe dziecko wierzyła w swoje ideały i chciała zmieniać świat. Postawiła kropkę przy ostatnim zdaniu, wpatrując się w manekiny. Czy naprawdę jej marzenia nie można było spełnić? To tylko jedno zaklęcie, jedna formuła, która zmieniłaby funkcjonowanie magicznej policji. A mimo wszystko zadanie było zbyt trudne, potrzebowało czasu i jeszcze więcej badań. Nagle drzwi się otworzyły, a w nich zobaczyła jednego z pracowników departamentu.
- Przepraszam, Lady Lestrange, lecz czas kończyć na dziś – Connie uniosła wzrok niezadowolona.
- Och, doprawdy, zasiedziałam się, najmocniej przepraszam, już wychodzę. – zerknęła szybko na zegarek. Miał rację, siedzi tu już o trzy godziny za długo. Ależ mają cierpliwość! Zamknęła notes w szafce na kluczyk i schowała go do swojej torebki. Na dziś wystarczy, a z zaklęciem zmierzy się ponownie jutro. Kubek z kawą pozostał nadal prawie nietknięty. Szybko go sprzątnęła, nie znosząc bałaganu nawet na swoim biurku. Różdżkę schowała do płaszcza, ponownie ubrała całą biżuterię. Jeszcze poprawiła tylko szminkę na ustach i już była gotowa. Gotowa na wyzwania wieczoru, na piękną, grudniową pogodę zamknęła za sobą drzwi. W głowie wciąż tkwiła formuła zaklęcia, nawet wtedy gdy wchodziła w zielone płomienie kominka.

zt




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Korytarz   18.06.16 11:42

20 grudnia

Kolejny dzień na stażu, kolejny dzień w pracy, którą Libra tak bardzo chciała kontynuować. Ministerstwo Magii było miejscem, w którym kobieta czuła się jak zwykle bardzo dobrze i chociaż wymagało od niej niezwykłej ostrożności i kontroli, bowiem zawsze mogła natknąć się na kogoś na kim należałoby wywołać dobre wrażenie, to dla Libry miejsce to zawsze przypominało jej, że jest na drodze do osiągnięcia własnych marzeń. Nie wszystkie młode szlachcianki miały taki komfort. Nie wiedziała jednak, czy będzie to trwać długo. Zbliżający się Sabat, po którym najprawdopodobniej będzie już na prostej drodze do małżeństwa, mógł wszystko zepsuć. Kto wie jakie podejście do kobiet robiących karierę mógłby mieć jej ewentualny mąż. Ta niepewność ciągle gdzieś w niej siedziała, nie pozwalała jej jednak przejmować zbytniej kontroli nad własnymi myślami. Skupiała się raczej na teraźniejszości, dbając o swoją opinię perfekcyjnej stażystki.
Jej dzisiejszym zadaniem była asysta Lordowi Cassiusowi Nottowi i chociaż te drobne zadania budziły w niej delikatny niesmak i poniżenie, to potrafiła odepchnąć te emocje, bowiem nikt nigdy nie zaczynał od najwyższych pozycji. Wizja własnej przyszłości jako dyrektorki departamentu lub członkini Rady Wizengamotu zawsze słodziła jej pracę i napędzała nieziemską ambicję.
Czekała więc godnie, stojąc na boku w jednym z pięknych korytarzy departamentu. Jej strój nie był zbytnio dekoracyjny, przyszła w końcu do pracy, jednak ewidentnie nadal miał w sobie wiele elegancji, a czerń jak zwykle doskonale kontrastowała z jej bladą skórą. Upięte dokładnie włosy i nieludzko wręcz idealna postawa nadawały jej w pewnym stopniu wygląd ludzkiej wielkości lalki, którą ktoś postanowił zostawić na ministerialnych korytarzach. Nawet jej oddech wydawał się zbyt płytki, a oczy zbyt puste.


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Korytarz   18.06.16 22:24

Przemierzając korytarz swojego departamentu szybkim, aczkolwiek równie eleganckim krokiem, mełł w dłoni przesyłkę wewnętrzną. Przybył do Ministerstwa przed kwadransem, zdołał zawiesić płaszcz w swoim gabinecie, a już został uraczony niezbyt przyjemną wiadomością. Rychło w czas, rzucił do siebie w myślach, pędząc, próbując pozbyć się zgromadzonej w nim złości. Fakt takiego stanu emocjonalnego całkowicie zrzucał na nieadekwatne i nieeleganckie poinformowanie go o zmianach. W końcu stosowna informacja mogła zostać wysłana już wczoraj z uprzejmym Proszę, zamiast stawiać Cassiusa przed faktem dokonanym. Niestety decyzja została już z góry podjęta i należało się do niej dostosować.
Zwalniając kroku, pozwalał innym pracownikom minąć go, choć nie wyraził zgody na popychanie. Przynajmniej na tym poziomie wszyscy zachowywali godność i nie potrącali się w szaleńczym biegu do swoich biur. Nadmierny pośpiech nie wróżył niczego dobrego. Cierpliwością można było zyskać dużo większe korzyści, co tylko skłaniało do dokładnych przemyśleń i zaplanowania następnego kroku, choć w tym wypadku nie istniały ku temu żadne przesłanki. Nie chciał gnać, biorąc udział w świątecznej nagonce. Wciąż miał wystarczająco dużo czasu, aby zająć się wszystkim. Wystarczyło tylko odpowiednio zorganizować sobie czas, bądź też go zreorganizować, jeśli nastąpiły nagłe zmiany. Pozostawało zatem postąpić w jedyny słuszny sposób – stawić czoła zmianom.
Gdy tylko korytarz opustoszał z niepotrzebnej publiki, ruszył eleganckim krokiem w stronę charakterystycznej postaci stojącej opodal ściany. Dostrzegłszy ją, wiedział już, że to ona stanowiła jego dzisiejsze zadanie. Zbliżając się do młodej kobiety dostrzegał coraz więcej, aż wreszcie dotarł do niej i przywitał ją tak, jakby oboje znajdowali się na najprawdziwszym, arystokratycznym salonie.
Lady Black, jak mniemam — rzekł pewnym tonem, pochylając nieco głową w jej kierunku. — Cassius Nott, Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów.
Urwał na moment, cofając się nieco do tyłu, by dłonią wskazać czarownicy kierunek, w którym pragnął podążyć.
Mam nadzieję, że lady nie czekała zbyt długo — kontynuował — jednakże dopiero przed chwilą dotarła do mnie wewnętrzna przesyłka o asystentce. Rozumiem, że zostałaś skierowana na staż pod moim okiem, toteż mogę liczyć na udaną współpracę między nami. Jednak zanim zaczniemy, chciałbym wiedzieć, czy masz jakieś pytania.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17