Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   26.02.16 15:40

First topic message reminder :

Korytarz

"Winda ponownie ruszyła i po chwili drzwi się otworzyły, a głos oznajmił:
- Drugie piętro, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Urzędem Niewłaściwego Użycia Czarów, Kwaterą Główną Aurorów i Służbami Administracyjnymi Wizengamotu."


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   29.11.16 20:37

Od razu domyśliła się o co mu chodzi. Też nie miała ochoty aby przy ich pierwszej okazji od dłuższego czasu do rozmowy musieć uważać na wszystko co mówią. Skoro już się spotkali z chęcią porozmawiałaby z nim normalnie bez tworzenia tych całych pozorów byleby ludzie sobie czegoś nie pomyśleli. Świadomość, że ktoś zawsze miał oko na jej poczynania wiecznie ją irytowała. Tym bardziej od momentu śmierci męża ta irytacja się zmorzyła, a świadomość, że Yaxleyowie znają niemal każdy szczegół z jej życia trochę ją przygniatał.
Słysząc mężczyznę przez chwile niepewnie spojrzała na plik dokumentów, który trzymała myśląc o aurorze, do którego jeszcze przed chwilą zmierzała.A niech sobie teraz czeka.
-Prowadź.-Rzuciła mu figlarny uśmiech, a widząc jego wyciągnięta rękę przystała na jego niemą propozycję i oddała mu dokumenty.-Dziękuję.-Wraz z mężczyzną ruszyli korytarzem w stronę wcześniej wskazanego przez niego gabinetu. Słysząc kolejne słowa Nicholasa przeniosła wzrok na jego dłoń  przyglądając się przez moment zdobiącej ją teraz obrączce.
-Jesteś ostatnią osobą, której spodziewałabym się z obrączką na palcu.-Nicholas był raczej typem wiecznego kawalera. Był w wielu związkach i szczerze mówiąc nie negowała tego, wręcz zazdrościła. Doznał tego czego ona nie miała prawa. Miała szczerą nadzieję, że chociaż polubi się ze swoją żoną. Nie było sensu mówić tu choćby o miłości. Był to związek spisany na umowie, wątpiła aby kiedykolwiek zrodziło się z tego jakieś głębsze uczucie. Choć ona sama może mówić o dość sporym szczęściu, że trafiła na Longinusa. Nie mogła sobie wyobrazić lepszego męża. Byli zupełnie od siebie różni, ale może to dzięki temu tak dobrze się dogadywali?-To naprawdę dość dziwny widok.- Uśmiechnęła się w jego stronę. Jeśli miała zgadywać mężczyzna nie był raczej zadowolony tą całą sytuacją. Taki niestety był ich obowiązek i on również musiał ten fakt zaakceptować.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   11.12.16 22:40

Cholerne życie półgoblina. Nie dość że wystajesz ponad własne biurko to jeszcze ludzie traktują cię jak dziecko! Pokraczne dziecko! Na Merlina... Co ta matka widziała w tym jego paskudny ojcu? Przecież nawet on płakał jak był mały, widząc jego zdjęcie. Co za szkaradztwo! To chyba była jakaś klątwa albo niezliczona ilość Ognistej jak przypuszczał. W końcu z taką gębą sam by nie wychodził z domu. Nie dziwne, że ojciec zniknął przed jego narodzinami. Albo to matka uciekła, nie mogąc przeboleć tego że wdała się w taki związek. Skoro on był wielkości dziecka to jak ojciec radził sobie w publicznych toaletach?! Wert pamiętał jak zdarzało mu się wpadać do klozetu... Co za potworność! Teraz stojąc w windzie musiał poprosić jakiegoś młodzika o kliknięcie górnego przycisku. Może w końcu dojedzie na miejsce bez większych uszczerbków na zdrowiu... Jasne. Chciałby! Dzwonek oznajmił wskazane piętro, więc Wert od razu wydreptał na zewnątrz. I już już był na dobrej drodze, gdy ktoś na niego wpadł.
- Na czułki skąposzczeta! Uważaj, pan! Nie widzisz, że tu się idzie?! - warknął, gdy jakiś wielkolud stanął mu na stopie. Do tego tłum, który wylewał się z windy wcale nie pomagał biednego Wertowi. Dokumenty które niósł rozsypały się po podłodze.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 12:37

Cieszyła się z możliwość spokojnego porozmawiania z Nicholasem. Minęły lata od kiedy mogli sobie na takową rozmowę pozwolić. Ostatnio miała dużo szczęścia do spotykania swoich dawnych znajomych z Hogwartu. Może powinna jakąś z tych relacji odnowić? Nie byłby to raczej zły pomysł. Ale oczywiście jak w przypadku większości jej planów coś w ich trakcie musiało pójść nie tak.
Słysząc krzyk odwróciła się zaciekawiona w tamtą stronę przez dłuższą chwile wypatrując źródła hałasu, co wcale łatwe nie było. Dopiero gdy grupka ludzi wychodzących z windy trochę się przerzedziła zauważyła małą, pochylającą się postać, która cała czerwona ze złości na twarzy załamana spoglądała na kartki rozsypane przy windzie. Ciekawe było to, że to ona niemal przed chwilą mogła być na jego miejscu. Zaniepokojona przyglądała się tłumowi wychodzącemu z windy i niemal wpadającemu na mężczyznę. Zaraz go rozdepczą. 
Rzuciła porozumiewawcze spojrzenie Nicholasowi i podeszła bliżej półgoblina. - Pomogę -Stwierdziła, po czym przykucnęła i zaczęła zbierać kartki rozsypane po podłodze. Wygląda na to, że osoba przed nią ma równie dużo pecha, o ile nie więcej co ona. Patrząc jednak na mężczyznę zdała sobie sprawę, że nie miała jednak prawa narzekać. Zawsze mogło być gorzej...




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 13:01

A jednak było trochę wychowania wśród ludzi! I to tych wysokich! Jakże jednak to świadczyło o mężczyźnie, który go potrącił, jeśli to kobieta, z którą rozmawiał zobligowała się mu pomóc. Wert nie skomentował tego zachowania zbyt skupiony na tym, żeby ganić swoje dokumenty, które rozsiały się w różne miejsca. Wyglądał cudacznie, drepcząc w jedną i w drugą stronę kaczkowatym chodem, który musiał zawdzięczać swojemu ojcu. Paskudna morda... Wszystkie gobliny takie miały, a on też nie był piękny.
- Dziękuję - wydyszał na pół zirytowany na pół zmęczony tą przepychanką. Gdy schylił się po jeden papier, ktoś trącił go torbą w głowę, a potem jeszcze upadł na długi nos. Krzyknął, chociaż był to stłumiony głos bólu. Czuł jak ten promieniuje po reszcie twarzy, a kilka kropel krwi spadło na posadzkę. Zaraz jednak wstał i zaczął zbierać dalej swoją pracę. - Zero wychowania! - krzyknął w stronę tamtego, ale ten zniknął w tłumie. Wiele osób odwróciło się w stronę Werta, ale zaraz o nim zapomniano.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 16:41

Westchnęła jedynie widząc, że jej towarzysz lekko się krzywi patrząc się na krzątającego się półgoblina. Zabrała większość dokumentów układając je w miarę równo i wsadziła je z powrotem do teczki.- Nie ma za co. - Chciała zebrać jeszcze kilka innych kartek, ale nie zdążyła słysząc ponownie krzyk mężczyzny. Niestety nie zdążyła już zatrzymać winnego tej całej sytuacji, ale to nie to było teraz najważniejsze. Wystarczył rzut oka aby ta stwierdziła, że na szczęście nos nie był złamany. Pokręciła głową widząc, że mężczyzna ponownie wrócił do zbierania tych przeklętych kartek, dlatego też nie pytając się nawet go o zgodę wyjęła różdżkę z rękawa i skierowała ją na jego twarz zatrzymując za pomocą zaklęcia krwawienie. Nie mówiąc choćby słowa ponownie schowała różdżkę, zebrała ostatnią kartkę i tak jak resztę schowała do teczki mężczyzny.
Następnie podała mu białą chusteczkę, aby ten mógł zetrzeć krew z twarzy, po czym z pomocą Nicholasa stanęła na równych nogach- Niech pan na siebie uważa. -A raczej ludzie na niego. Uśmiechnęła się lekko do półgoblina i z jej towarzyszem u boku ponownie skierowała się w stronę jego gabinetu.

|zt




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 23:01

Półgobliny miały z natury przesrane. I to dosłownie. Gdyby ktoś nie zauważył, mógłby go przygnieść w toalecie i nawet by nie poczuł. Obrzydlistwo! Miał dosyć bycia pokraką, ale z tym wiązało się całe jego życie. Tak być musiało i inaczej nie miało być. Cóż. Musiał się z tym pogodzić, chociaż okropnie tego nie chciał. A to był dopiero początek jego dnia w pracy!
- Ah! - krzyknął, podskakując, gdy kobieta wyciągnęła w jego stronę różdżkę. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrozumiał, że kobieta nie miała złych zamiarów. Najwidoczniej znała się na leczeniu, bo nos błyskawicznie przestał krwawić. On nie był najlepszy w tę dziedzinę magii i zapewne nigdy nie miał być. Wolał się skupić na Obronie Przed Czarną Magią. Oj, tak. Uwielbiał to. - Dziękuję bardzo za pani pomoc! - odpowiedział szczerze wdzięczny, chociaż nie musiała go traktować jak dziecko. Najwyraźniej jednak taki właśnie był nie tylko w jej oczach - nieporadny. Zaklął pod nosem i poszedł dalej do swoich zajęć.

|zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   28.12.16 1:50

| koniec marca

Być może powinien spodziewać się, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Ale przecież katastrofy nie zaczynają się burzami - nie zapowiadają ich kataklizmy, ziemia nie drży w posadach, przepowiadając nadejście końca. Słońce nie wstaje na zachodzie, a ptaki nie milkną, by odezwać się dopiero potem, snując żałobną pieśń.
Odór rozkładających się ciał nie towarzyszył mu w snach - nie towarzyszył też strach, gdy wczytywał się w kolejne stronice zalegającego raportu, gdy dostrzegał dziwną prawidłowość każącą mu dłużej przyjrzeć się tej sprawie.
Burza potrzebowała chwili czasu, zanim zdążyła się rozpętać.
W przeciągu jednego tygodnia Biuro Aurorów otrzymało niepokojącą ilość zgłoszonych zaginięć - wszystkich zbyt nietypowych, by zajęła się nimi magiczna policja; w bliskim otoczeniu ofiar oraz na miejscach porwań (ucieczek? morderstw? nikt nie mógł wiedzieć) czarna magia zdawała się pulsować, wgryzać w zmysły, mamić racjonalność. Tu nie mogło stać się nic dobrego - myślał Garrett, ze zmarszczonymi brwiami wędrując po zrujnowanej posiadłości dobrze postawionego czarodzieja półkrwi. Już nie pamiętał jego nazwiska, lecz nie miało to znaczenia; mężczyzna przepadł bez śladu wśród oparów zakazanej magii, a w gronie aurorów coraz częściej podnosiły się bezlitosne szepty, że nie ma to sensu - że nieszczęśnik bez zwątpienia wyzionął już ducha. Że powinni zaprzestać dochodzeń, że sprawa była przegrana.
Po tygodniu błądzenia w kółko i bezowocnych poszukiwań najdrobniejszych poszlak sprawa została włożona na dno najgłębszej szuflady.
Ale wkrótce odezwało się echo - zaginął podrzędny pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, Carl Blishwick, czarodziej o krwi ponoć skażonej nieczystością. Przepadł bez śladu; jednego dnia rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie wyłącznie doszczętnie spalone domostwo i cień najczarniejszej z magii.
Trzecia była Eugene Brown, życzliwa staruszka zamieszkująca od dziesiątek (setek? jej sąsiedzi utrzymywali, że w okolicy widywali ją także ich dziadkowie) lat Dolinę Godryka. Wpisała się w schemat - jej niewielka chatka spłonęła, naznaczona piętnem klątw, brutalności, nieszczęścia.
Garrett nie potrafił nie dostrzec prawidłowości, gdy układał w sterty zaległe raporty; na szczęście nie zdołali ominąć jej także pozostali aurorzy, nie umknęła uwadze szefa biura. Od tej chwili śledztwo stało się prostsze - kilka stert dokumentacji później oraz po paru nieprzespanych nocach poświęconych rozważaniom udało się odnaleźć trop: trop, który prowadził wprost do odległej, irlandzkiej wioski, która ponoć od wieków pozostawała opuszczona i wyłącznie obracała się w pył.
Rzeczywistość była nieco inna.

Grunt szeleścił pod jego stopami, a ciężar butów łamał gałązki licznie kryjące się wśród zieleni runa leśnego; był środek dnia, wiosenne słońce kąsało ich po karkach, ale nie rozgrzewało zziębniętych serc. Wszyscy byli skupieni, zwarci, gotowi - także Garrett, który ledwie przed chwilą został ochrzczony nieoficjalnym dowódcą pięcioosobowej grupy aurorów. Jednego ledwie znał, zdawał się młody, nieopierzony, zupełnie jakby dopiero niedawno skończył kurs; w jego jasnych oczach czaił się nie rozsądek, a czysta i niezmącona obawami ekscytacja. Gdy przemierzali rzadki las, ciemnowłosa brygadzistka toczyła z nim ciche, nieprzerwane rozmowy. Ich szmer splatał się ze śpiewem ptaków w nierozrywalną całość. Garrett przelotem dosłyszał Howella rzucającego burkliwe przekleństwa - znał go, wiedział, że stary człowiek preferuje pracę w skupieniu i milczeniu.
Zawzięcie dyskutująca para nie wiedziała.
Czwarty z mężczyzn, szpakowaty już Elliott, kroczył na przodzie; odgarniał z czoła klejące się od potu kosmyki włosów i poprawiał poły workowatej szaty barwy ziemi. Nagle zatrzymał się, tuż za nim pozostali; oczy wszystkich powędrowały do niewielkiej wioski ukrytej wśród drzew. Lub raczej na tego, co z niej zostało - zarośnięte, pojedyncze ściany okrywały się popiołem, zupełnie jakby osada spłonęła nie przed dekadami, a ledwie wczorajszego wieczoru. Wciąż unosił się swąd spalenizny; znak, że coś było nie w porządku.
- Zachowajcie czujność - powiedział cicho Garrett, tak cicho, że nie mógł mieć pewności, czy ktokolwiek wyłapał jego słowa pośród leśnej muzyki. Nieświadomie wysunął się naprzód, wymijając Elliotta; uniósł wysoko różdżkę, szykując się do wyszeptania paru inkantacji. Kątem oka dostrzegł, że Howell czynił podobnie - to dobrze, tyle lat pracowali razem, w tak wielu akcjach brali wspólnie udział, że nabrali wspólnych nawyków.
Divirgento, Clario, Homenum Revelio, Hexa Revelio, Veritas Claro - to ostatnie sprawiło, że zbudowana iluzja zadrgała, rozproszyła się w oczach Garretta, przepadła. Choć próbował (bo Tesa nieprzerwanie wypominała mu, że nie przystoi tak rzucać bluzgami na prawo i na lewo), nie zdołał powstrzymać przekleństwa - to zatańczyło mu na wargach i zawirowało w powietrzu. Młody brunet powtórzył je jak echo, gdy wszyscy inni też obdarli jedyną stojącą chatę z resztek iluzji.
Nie wpisywała się w otoczenie; daleko jej było do zasłużenia na miano pogorzeliska, nie pasowała do pyłu, żaru i spalenizny, wyglądała na względnie niedawno wybudowaną - był to zły znak, najgorszy. Mógłby przysiąc, że jeszcze przed momentem chata jawiła się jako niewielka, a teraz zdawała się zyskać wymiary potężnej stodoły; przez twarz Weasleya przemknął subtelny cień.
Przez chwilę tkwili w miejscu, milcząc.
- Wchodzimy - przerwał ciszę Garrett, wysuwając się na przód. Złapał kontakt wzrokowy z Howellem, starszy mężczyzna ruszył za nim i w kierunku wejściowych drzwi kroczyli już razem, ramię w ramię. Jak zawsze.
- Poszukamy innego wejścia - zza pleców dobiegł ich naznaczony niepewnością głos Elliotta. Garry spojrzał przez ramię - szpakowaty auror już znikał za którymś z rogów chaty, a tuż za nim podążyło dwoje młodszych towarzyszów, którzy kurczliwie zaciskali palce na uchwytach swoich różdżek. Nie zdążyli się pożegnać.
Ale już zaraz padały kolejne inkantacje - Howell badał drzwi, ich stopień skażenia czarną magią, sprawdzał, czy naciśnięcie klamki na pewno będzie bezpieczne. Wkrótce popchnęli wysokie wrota barwy brudnego drewna i powitała ich ciemność - ciemność, która przesiąkła nadgniłym, ciężkim do zniesienia odorem. Rozbłysły końce obu różdżek; Garrett i Howell ostrożnym krokiem wsunęli się do środka i zanim zdążyli się spostrzec, drzwi za nimi zamknęły się z przerażającym hukiem. To pułapka? Przypadek? Trudno stwierdzić; tym razem nie mieli czasu na wymienianie spojrzeń, poświęcili go, by z uwagą zbadać wnętrze zatrzaśniętych wrót. Bezskutecznie: nie wzruszały ich żadne zaklęcia, żadne rzucane w duchu przekleństwa, żadne modły i błagania.
Nie mieli wyboru - musieli iść dalej.
Rozsądek kazałby uciekać od wrzynającego się w nozdrza swądu, lecz oni nie mieli innego wyjścia. Brnęli naprzód, podążali za wonią przywołującą do gardeł wymiociny i ściskającą żołądek w lodowatych objęciach. Gdy znikali za pierwszym zakrętem, ich różdżki z niezrozumiałych przyczyn poczynały gasnąć; blask słabł, z trudem dostrzegali otaczające ich ściany, nie mogli mieć pewności, gdzie stawiali stopy. Coś chlupotało, coś sklejało podeszwy; każdy kolejny krok zdawał się coraz trudniejszy, towarzyszyły mu pluski, szelesty, coraz cięższe, spotęgowane pogłosem oddechy. Oprócz tego milczeli - nie musieli używać słów, by opowiadać historię swoich lęków, przewidywań i obaw.
Korytarze zdawały się rozwidlać w nieskończoność, a im zawsze towarzyszyła przeszywająca na wskroś, dławiąca strachem cisza. Smród już dawno stał się nieznośny, wgryzał się w zmysły, mamił umysł - woń zgnilizny, potu, niepokoju i żółci brutalnie się zmieszały, tworząc morderczą kompozycję zatruwającą myśli. Garrettowi zdawało się, że niekiedy traci świadomość; wspomagał się oklumencją, odrzucaniem czynników zewnętrznych, skupianiu się na tym, co tu i teraz - na misji, którą wraz z Howellem musieli czym prędzej wykonać.
W końcu trafili na coś, co przypominało grotę, komnatę, kolejne pomieszczenie; nie wahali się przed wejściem do środka, zamiast tego unieśli różdżki i przygotowali się do potencjalnego ataku. Ich końce znów rozżarzyły się z całą intensywnością, zupełnie jakby przygasły zaklęcia, które rozpraszały działanie magii - Garrett przyjął to z ulgą, ale nie miał zbyt dużo czasu na kontemplacje braku balastu ciążącego mu na barkach. Odór osiągnął apogeum, zawracał w głowie, zmuszał do mdłości; obaj nie byli pewni, jak zdołali powstrzymać się od wymiocin. Również wtedy, gdy pojęli, co przedstawiał obraz, na którym od dłuższej chwili zawieszali spojrzenia.
Układali się w stosy: nadzy, brudni, odarci z czegoś więcej niż godności - z człowieczeństwa. Były ich dziesiątki, tuziny, może setki; mogli umrzeć ledwie przed chwilą, mogli wyzionąć ducha innego dnia, tygodnia, miesiąca. W ich oczodołach wiły się niezliczone glizdy, zsuwały się po ciałach, wędrowały po skórze barwiącej się na odcienie szarości, zieleni. A skóra gniła - marszczyła się, odchodziła płatami, odsłaniała mięśnie, kości, naznaczała się ranami. Lejąca się krew już dawno zdążyła zakrzepnąć, nadzieja jaśniejąca w oczach już dawno wygasła.
Niegdyś różniło ich wszystko, snuli różne historie - w oczach śmierci stali się jednak równi.
- Jak myślisz, czy... - zaczął Howell (raczej wyburczał? wybulgotał, wstrzymując się od zwrócenia zawartości żołądka?), ale wcale nie musiał kończyć: czy wśród niebosiężnych stosów znajdowali się ci, których szukali? Czy za którąś z kolumn czaił się potwór odpowiedzialny za całą tę masakrę? Garrett pokręcił tylko głową, ucinając spekulacje. Starając się nie oddychać przez nos i nie myśleć o tym, że kroczy pomiędzy kopcami martwych ludzi, że brodzi w ich krwi, że nieświadomie kruszy pod butami ich kości i miażdży dłonie, brnął dalej. Czuł się źle, słabł; mimo wszystko szedł do przodu, nieuchronnie zmierzał w kierunku ciemnej postury spoczywającej wśród krwi. Leżący na brzuchu bez żadnego ruchu mężczyzna wyróżniał się na tle pozostałych - procesy gnilne nie zdążyły się rozpocząć, a ciało odziane było w czarną, czarodziejską szatę. Peleryna kompletnie przesiąkła rubinową posoką, a choć nie można było dostrzec tej barwy na tle smolistego materiału, pozostawał on mokry. Nieszczęśnik musiał zginąć niedawno.
Garrett podszedł do niego ostrożnie, powoli, uważnie, czuł na sobie badawcze spojrzenie Howella. Unosił różdżkę, uparcie wskazywał nią zamarłego mężczyznę, profilaktycznie odczekał chwilę, zanim wyciągnął dłoń i szybkim, mocnym gestem odwrócił go na plecy. A gdy to zrobił, mimowolnie cofnął się o krok - z jego twarzy, szyi, klatki piersiowej nie zostało wiele, została całkiem rozorana, wciąż ciekły z niej resztki krwi, a także coś... coś, czego nie znał, czego nigdy dotąd nie widział i czego zdecydował się nie dotykać. Miało barwę wypłowiałej żółci zmieszanej ze zgniłą zielenią, zdawało się klejące, ciężkie, oleiste.
- Nie żyje - wychrypiał cicho Garrett, kątem oka dostrzegając, że Howell zdecydował się podejść bliżej. Jego twarz zbladła, jednocześnie przybierając barwę podobną składowanym w stosach ciałom. - Trzeba go stąd zabrać - dodał zaraz, na co Howell skinął lekko głową.
Ledwie chwilę zajęło im wyczarowanie noszy, przeniesienie na nich nieboszczyka i zebranie się do wyjścia; cały czas jednak dławiła ich woń zgnilizny, wilgoci, smród śmierci - ten zapach wydawał się lepki, miałki, a jednocześnie ostry i doszczętnie wgryzający się w czaszkę. Ograniczający jasność myślenia. Sprawiający, że każdy kolejny ruch zdawał się cięższy.
Wychodząc, nie zauważyli, że u podstawy któregoś ze stosu zieleniejących się ciał coś kurczliwie się poruszyło.

Garrett nerwowo skubał brzeg pióra, po czym stuknął kilkakrotnie jego końcem o kartkę papieru, zupełnie jakby taki gest miał sprawić, że raport z ostatnich wydarzeń - wydarzeń tragicznych, mrożących krew w żyłach - spisze się sam.
Po akcji do biura wrócili tylko oni, po trzech pozostałych aurorach zaginął słuch.
Czy wspomogli stosy martwych ciał w piętrzeniu się ku samemu sufitowi? Czy żyli, a może już dawno oddali się tańcu ze śmiercią?
- Ponoć wkrótce mamy uzyskać ostateczny werdykt od koronerów. - Howell pojawił się znikąd, kładąc kolejny z pergaminów na kupce, która już wcześniej zdobiła zagracone biurko Garretta. - A w przyszłym tygodniu chcą wysłać większy oddział, żeby przeszukać tajemniczą chatę. Tę w Irlandii.
Garrett słuchał w milczeniu, w końcu uniósł spojrzenie - jednocześnie kartka wciąż raziła niezmąconą bielą. Nie powinni byli się wtedy rozdzielać, ale co mógł teraz uczynić?
- Planujesz wziąć w tym udział? - spytał jakoś chłodno, szorstko (niemrawo?); on sam już dawno podjął decyzję.
- Planuję - powoli skinął głową Howell, na co jeden z kącików ust Weasleya uniósł się w lekkim podrygu. To dobrze - jeżeli mieli poznać ten sekret, to tylko razem.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   09.01.17 22:11

| początek kwietnia

Marzec przyniósł ze sobą całą masę dziwnych spraw, które zaabsorbowały aurorów. Nic więc dziwnego, że Sophia spędzała tak wiele czasu w pracy, starając się być przydatną dla swoich kolegów po fachu. Zwykle, jak przystało na wciąż żółtodzioba, była odsyłana do papierkowej roboty, ale w niektórych przypadkach asystowała podczas oględzin miejsc zdarzenia.
Ku jej zdumieniu, jedną z tych zagadkowych spraw otrzymała wraz z Artis. Obie musiały odłożyć na bok niezręczność, jaką budziła w nich obecna sytuacja w domu, kiedy była panna Macmillan wprowadziła się do domu Carterów. W pracy nie było miejsca na sprawy prywatne, te powracały jednak, kiedy obie kobiety wracały do domu. W takiej sytuacji czasami trudno było oddzielić pracę od innych spraw, ta granica stawała się płynna, bo i w domu często zdarzało im się dyskutować nad śledztwami i zastanawiać się nad kolejnym posunięciem.
Powierzona im sprawa była jednak dość dziwaczna. Chociaż minęło trochę czasu od oględzin miejsca zdarzenia, żadna z nich nie przybliżyła się znacząco do odkrycia, kto stał za magicznym pożarem w domku na wyspie Skye, i czy znalezione tam ciało zginęło z udziałem innej osoby lub osób. Biorąc pod uwagę, że na miejscu wykryto pozostałości czarnej magii, wszystko na to wskazywało, ale niestety ogień zatarł większość poszlak, które mogły powiedzieć im coś więcej na temat okoliczności śmierci ofiary oraz tożsamości sprawcy. O samej ofierze również nie było wiele wiadomo, znane było jego nazwisko i to, że żył w odosobnionej chacie jako odludek, zapewne nie posiadając bliskich krewnych.
Siedząc za biurkiem, jeszcze raz przeglądała zebraną do tej pory dokumentację, którą właśnie skończyła kompletować. Ciągle łudziła się, że może dostrzeże w tym jakiś ukryty sens, lub związek z innymi tajemniczymi zgonami, których sprawy prowadzili inni aurorzy. Podniosła wzrok, rozglądając się za Artis; w końcu co dwie głowy, to nie jedna. Nie zauważyła jednak aurorki, dlatego powoli wstała, zamierzając ją odszukać. Jeszcze przed końcem ich pracy chciała z nią porozmawiać i przejrzeć zgromadzone dokumenty.


Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   09.01.17 23:06

05.04?
Artis z jednej strony była zadowolona z choć tej jednej sprawy, którą wciąż mogła prowadzić. Druga strona przedstawiała się nieco inaczej, frustrował ją brak efektów i poszlak. W ruinach chatki znalazły ta niewiele, że zaczynała powoli wątpić w rozwiązanie tej sprawy. Nie lubiła, gdy coś się nie udawało. Wiedziała, że podobnie czuła Sophia, ponieważ temat sprawy często powracał gdy siedziały w domu, w pewien sposób pozwalając im przejść nad tą niezręczną sytuacją w której się znalazły.
Jeszcze nikt nie zauważył nic dziwnego w jej zachowaniu, za co była niezmiernie wdzięczna. Było tak głównie dlatego, że mało kto raczej zwracał uwagę na to jak często je, czy odwiedza toaletę. Ona z kolei uważała, że częste spożywanie drobnych posiłków jest nawet wygodne, choć wciąż zadziwiała ją ilość jaką potrafiła zjeść jednego dnia.
Wracała właśnie z jednego z posiłków, wciąż myśląc o dziwnym staruszku, którego ciało zostało znalezione w pogorzelisku. Oczywiście nie wierzyła w idiotyczną teorię wysuniętą przez któregoś z aurorów, że dziwak eksperymentował i podpalił się sam. Czasami nie wierzyła w to, jacy idioci dostawali tą pracę. Na szczęście jej ponure przemyślenia przerwał widok Sophii, po której minie łatwo było się zorientować, że Artis była właśnie tym czego rudzielec szukał.
- Oho. Masz dla mnie więcej pracy - zażartowała, podchodząc do przyjaciółki. Nie, żeby miała coś przeciwko. Wszystko było dobre by odwrócić jej uwagę od problemów osobistych. Czuła się przydatna, co już wkrótce miało się skończyć.
- Jakieś nowe pomysły? - spytała, wskazując na plik dokumentów w dłoni Carterówny. Dobrze wiedziała co to za plik, obie patrzyły na niego od dłuższego czasu szukając wskazówek. Najpierw nauczyła się go nienawidzić, później kochać. Obecnie status ich związku wskazywał na stagnację. Liczyła, że może w końcu znajdą coś, co pozwoli im ruszyć do przodu.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   09.01.17 23:47

W pewnym sensie dzięki pracy łatwiej było się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Poświęcały w końcu sporo czasu na omawianie śledztwa i to nie tylko w pracy, ale również w domu. Im obu zależało na rozwiązaniu sprawy, ale nie było to takie łatwe, jak mogło się wydawać.
I Sophia słyszała teorię, jakoby to starzec sam spowodował pożar (zdarzały się w końcu przypadki eksperymentów, które wymykały się spod kontroli lub zwykłe wypadki z magią), ale coś mówiło jej, że to ktoś podpalił chatkę, być może zabijając starca wcześniej. Niestety pozostała po nim jedynie kupka nadpalonych kości, nie mieli kompletnego ciała, którego obrażenia można byłoby szczegółowo przeanalizować, ale zachowane na jednej z kości nacięcie mogło potwierdzać teorię o niezidentyfikowanym sprawcy, który najpierw zabił lub ranił ofiarę, a potem wywołał czarnomagiczne płomienie, które miały ukryć jego postępek.
Nie musiała długo szukać Artis. Aurorka zapewne udała się, żeby coś zjeść. Spotkała ją na korytarzu, zadowolona, że nie musiała szukać jej po całym piętrze.
- Robiłam porządki w naszych zapiskach i przeglądałam to wszystko jeszcze raz – powiedziała. W teczce były notatki ich obu i raporty z miejsca zdarzenia oraz z oględzin szczątków, których dokonał jeden z ministerialnych koronerów. – Ale obawiam się, że bez większych sukcesów. Pożar zatarł większość poszlak, na których mogłybyśmy się oprzeć, ciężko zawęzić poszukiwania, nie mając konkretów.
Rozejrzała się przelotnie, ale znajdowały się na uboczu i aktualnie nikt nie przechodził w pobliżu. Dla pewności jednak skinęła głową na boczny ślepy korytarzyk, gdzie poza kilkoma krzesłami i drzwiami do obecnie nieużywanego pomieszczenia nie było niczego. Tu mogły porozmawiać w miarę swobodnie.
- Co myślisz o teorii, że ta sprawa mogła być powiązana z którymś z innych prowadzonych dochodzeń? – wypaliła nagle, ściszając głos. Od pewnego czasu nad tym myślała, chociaż z oczywistych względów nie znała wielu szczegółów z dochodzeń, w które sama nie była zaangażowana. Ale wiedziała, że incydentów było więcej, chociaż każdy różnił się okolicznościami, miejscem i doborem ofiary. Teoria o powiązaniu przynajmniej części z nich zapewne była dość grubymi nićmi szyta, choć na jej poparcie istniały pewne wzorce, jak to, że zbrodnie wydarzyły się w krótkim odstępie czasu i część zwłok została odnaleziona bez głów. I jeszcze te dziwne sprawy zabitych jednorożców w rezerwatach, chociaż tego wciąż nie wiązała ze sprawami zgonów wśród czarodziejów i mugoli.
Ostatnio sporo nad tym wszystkim rozmyślała i była ciekawa, czy i Artis ma jakieś wnioski na ten temat. Pewne było jednak, że z własnej sprawy wiele już nie wyciągną, i może warto było skonsultować się z kimś innym, licząc, że może szerszy kontekst pozwoli im zauważyć coś, czego teraz nie widziały?


Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   12.01.17 20:35

Zastanawiała się chwilę, w myślach po raz kolejny przeglądając listę tego, co miały. Była boleśnie krótka i mało treściwa. Poza jednym nacięciem na kości, ciało denata nie powiedziało im nic. Jego dom - też niewiele. Stwierdzenie, że ogień pochodził od czarnomagicznego zaklęcia niewiele pomagało. Jakie zaklęcie? Kto je rzucił? Dlaczego? Zero informacji.
- Hm, a co z tym wcięciem na kości? Patolodzy się już odezwali na ten temat? - spytała, lekko marszcząc brwi. Wśród aurorów, nieświadomych tego jak przewróciło się jej życie, wciąż uważana była za chłodną arystokratkę, ale Sophia była jedną z tych, z którymi Artis miała dobry kontakt już wcześniej. Choć wciąż zachowywała się bardziej powściągliwie niż w domu i tak mogła sobie pozwolić na bardziej swobodne zachowanie w jej towarzystwie. Z wyrazem zdziwienia na twarzy pozwoliła się zaciągnąć w ustronne miejsce, gdzie przyjaciółka wyraziła swoje podejrzenia.
- Musiałybyśmy przejrzeć raporty z oględzin z innych dochodzeń. Mogę zdobyć do nich dostęp, ale nie wiem czy coś znajdziemy - chyba pierwszy raz mogła się przydać przeglądając papiery, w czym miała zadziwiające doświadczenie. W głowie od razu zaczęła przeglądać wspomnienia wszystkich dokumentów które przewinęły się przez jej ręce w ciągu ostatniego miesiąca. Kilka spraw mogło może mieć jakieś wspólne znamiona, musiałyby jednak zajrzeć do akt.
- Nie podoba mi się, że ostatnio jest tego tak dużo - wyraziła swój niepokój, który ostatnimi czasy kazał jej częściej zerkać za siebie i raczej omijać ciemne uliczki - Coś się dzieje Soph - mruknęła, ale tak cicho, że przyjaciółka ledwo mogła to usłyszeć. Lepiej nie było rozsiewać ponurych teorii dookoła, szczególnie w Ministerstwie.
Odetchnęła ciężko, ale wzięła od Carterówny teczkę i zajrzała do niej, choć dobrze wiedziała co zawiera.
- Możemy pogadać z kimś kto trafił na podobną sprawę, ale nie wiem czy to pomoże - zaproponowała w końcu. Kończyły się im pomysły.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   12.01.17 21:22

Nie mieli wiele. Ktokolwiek to zrobił, musiał znać się na rzeczy i wiedział, jak pozbyć się dowodów, które mogłyby doprowadzić do schwytania go. Być może był to ktoś, kto zabijał nie pierwszy raz. Może powinny więc zainteresować się nie tylko sprawami z ostatnich tygodni czy miesięcy, ale pokopać głębiej, czy w ostatnich latach nie doszło do podobnego czarnomagicznego pożaru?
- Według raportu nacięcie zostało zadane jakimś ostrym narzędziem, prawdopodobnie nożem. Znajduje się z boku mostka, to umiejscowienie może świadczyć o szybkim, precyzyjnym ciosie prosto w serce ofiary – powiedziała, odnajdując raport z oględzin kości zmarłego. To, zdaniem Sophii, również mogło świadczyć o tym, że mężczyznę zabił ktoś doświadczony w tej materii, ale nie było to nic pewnego. Akurat to nacięcie zachowało się na kości, ale może na ciele były też inne, które spłonęły wraz z nim? – Niestety nie wiadomo, czy na samej ofierze użyto jakichkolwiek zaklęć. Nie wiadomo nawet, czy starzec był martwy, kiedy dom zaczynał płonąć. – Miała nadzieję, że tak, że nie czuł już, jak jego ciało jest trawione przez czarnomagiczne płomienie. – Mamy tylko to, co znajduje się w tej teczce. Nie jest tego dużo, jak sama widzisz.
Jeśli nie chciały, żeby sprawa została wkrótce umorzona, musiały poszukać głębiej. Bo mimo upływu paru tygodni od otrzymania sprawy wiedziały niewiele.
- Tak, musimy zainteresować się innymi sprawami. Także tymi starszymi, bo całkiem możliwe, że nasz tajemniczy sprawca już kiedyś zrobił coś podobnego – zasugerowała po chwili. Obie pracowały w Biurze dość krótko, więc nie znały szczegółów starszych dochodzeń. – Możemy przynajmniej spróbować. Może czegoś się dowiemy.
A jeśli nie, przynajmniej będą mieć świadomość, że dały z siebie wszystko i nie poddały się po paru tygodniach bez konkretnych efektów.
- Mi też się to nie podoba. – Chyba wszyscy mogli to zauważyć: ostatnio spraw było wyjątkowo dużo. I niewykluczone, że przynajmniej niektóre były ze sobą w jakiś sposób powiązane. Także czuła, że coś się działo; do spraw tajemniczych zgonów dochodziła kwestia referendum i zmian w ministerstwie, ale to zdecydowanie nie był temat na rozmowę w tym miejscu, dlatego nie kontynuowała wątku, rzucając Artis znaczące spojrzenie. Porozmawiają o tym w domu.
- Spróbujmy. Nie mamy nic do stracenia. Także porozmawiam z kilkoma osobami, spróbuję się dowiedzieć, czy nie zetknęli się z czymś podobnym – powiedziała po chwili, po czym z westchnieniem zamknęła teczkę.


Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   13.01.17 23:34

- Ty zajmij się rozmowami, ja zajmę się starymi aktami, ostatnio w końcu nie robię nic innego jak uzupełniam raporty i porządkuję papiery - nie tak dawno w końcu została dopuszczona do czynnej służby, a teraz znów wylądowała za biurkiem, tym razem na własne życzenie. Była wdzięczna Rogersowi za załatwienie sprawy delikatnie i niemal niezauważalnie, nie zdradzając nikomu powodów. Tym łatwiej było je ukryć dzięki wzmożonej aktywności czarodziejów o konserwatywnych poglądach. Nikt nie miał zamiaru narzekać, że wylądowała na jedynym słusznym według nich stanowisku. Cisza przed burzą, jaka na pewno miała się rozpętać w ciągu jakiś dwóch, trzech miesięcy.
- Przejrzę wszystkie sprawy dotyczące magicznych pożarów, ale także poszukam tych dotyczących na pozór bezsensownych ofiar. Zdziczali staruszkowie, samotnicy. To również jakiś trop, chociaż mniej wyraźny. Może uda mi się znaleźć też coś z podobnym nacięciem jako jedynym śladem - mówiła szybko, cały czas myśląc i analizując - Gdyby to nie była czarna magia, może zajrzałabym do biblioteki w poszukiwaniu zaklęcia ale nie straciłam jeszcze rozumu - nie zaśmiała się, ostatnimi czasy nie była tego taka pewna.
Spojrzała na przyjaciółkę z delikatnym uśmiechem, mogła sobie na to pozwolić gdy były odosobnione. Nigdy nie podziękowała jej za przyjęcie do ich domu, zaakceptowanie kłopotów jakie Artis ze sobą przyniosła i za to, że Carterówna nie odwróciła się do niej plecami mimo tajemnic jakie miała. Blondynka wyciągnęła rękę i sięgnęła nią po dłoń przyjaciółki, ściskając ją delikatnie. Prawie nigdy sama nie inicjowała kontaktu fizycznego wobec nikogo poza Raidenem, mogło to nieco zdziwić.
- Dziękuję Ci, Soph. Za to, że wciąż tu jesteś - jej oczy mówiły zapewne więcej, ale Ministerstwo nie było miejscem na ckliwe wyzwania - Rozwiążemy to i udowodnimy im, że mamy takie same prawa do odznaki - dodała bardzo chcąc wierzyć w swoje własne słowa.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   14.01.17 1:01

Sophia skinęła głową. Wiedziała o przesunięciu Artis do pracy biurowej. I w odróżnieniu od większości ich współpracowników, wiedziała dlaczego tak się stało. Nie mówiła jednak o tym nikomu, zdając sobie sprawę, że nieślubne ciąże nie były dobrze postrzegane w społeczeństwie, ani w zdominowanym przez mężczyzn Biurze Aurorów. Niejeden z nich wydawał się sądzić, że kobiety nadają się co najwyżej do papierkowej roboty w biurze. Sophia zwykle się z tym nie zgadzała, ale w przypadku Artis uważała, że lepiej, żeby unikała narażania się i ograniczyła się do mniej groźnych zadań. Nosiła w sobie potomstwo jej brata, a tym samym stawała się praktycznie jej rodziną, bez względu na to, jak skomplikowane było dla nich obu przyzwyczajenie się do nowego stanu rzeczy i mieszkania pod jednym dachem.
- Dobrze, więc tak zróbmy. Może akurat uda ci się natrafić na jakiś ślad w aktach – zgodziła się, chociaż miała świadomość, że będzie to bardzo żmudna robota i nie wiadomo, czy przyniesie konkretne efekty. – Może już kiedyś wydarzyło się coś podobnego, chociaż nadal zastanawia mnie, kto i w jakim celu miałby atakować samotnego, nie wadzącego nikomu starca – zamyśliła się. – Chyba, że to jakieś osobiste porachunki? Może ofiara wcale nie była tak niewinna?
W końcu kto by tam wiedział, co mogło kryć się w głowie takich ludzi jak starzec, którego kości znaleźli w zgliszczach spalonej chatki? A osobiste motywy zdarzenia wcale nie były nieprawdopodobne. Chyba niczego nie mogły być już pewne w tej sprawie.
Zamyśliła się na moment, bezwiednie gładząc okładkę teczki. Kiedy jednak Artis znowu się odezwała i wyciągnęła do niej rękę, utkwiła w niej spojrzenie. Po chwili odwzajemniła jej uścisk i uśmiechnęła się. Ich przyjaźń została wystawiona na próbę, ale wciąż trwała.
- Jestem. Nie chciałabym stracić tego, co było między nami – zapewniła ją cicho. Nawet jeśli do tego wszystkiego dochodziła jeszcze kwestia Raidena, poradzą sobie z tym. Na pewno. Tym bardziej, że przecież widziała wyraźnie, jak bardzo jej brat przejmował się Artis. Może nie znali się długo, ale Sophia mogła zauważyć, że bardzo zależało mu na aurorce i troszczył się o nią, starając się, żeby czuła się jak najlepiej wśród Carterów.
- Oczywiście, że tak. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby sprawa znalazła swój finał – powiedziała po chwili. Nawet jeśli nie znajdą sprawcy, może miały szanse pokazać się jako rzeczowe, zaangażowane aurorki nie zniechęcające się porażkami i brakiem konkretnych poszlak.


Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   10.03.17 21:25

Zapewnienie o tym, że wciąż są przyjaciółkami wzmocniło Artis, a ciepłe uczucie ulgi i akceptacji rozlało się w niej, dodając pewności siebie. Sophia była w tym momencie jedną z najbliższych jej osób, w dodatku też jedną z niewielu które znały ją dobrze. Własna rodzina, choć właściwie już była, nie miała zielonego pojęcia o tym jaka naprawdę jest, a Carterówna miała o tym jakieś pojęcie, chociaż też niepełne. Zresztą sama Finnleigh nie miała dokładnego pojęcia o sobie, starała się powoli ułożyć myśli, ale ciągle zmieniające się warunki i jej własne ciało, wcale nie ułatwiały sprawy.
Coś, co wcześniej powiedziała Sophia, przyszło Artis do głowy i odwróciło jej uwagę. Zerknęła znowu w akta i podrapała się po policzku w zamyśleniu. Kolejne możliwości pojawiały się w jej głowie, gotowe zniknąć jak tylko przestanie poświęcać im uwagę.
- Może nawet nabroił coś za młodu. Niektórzy potrafią czekać i pięćdziesiąt lat żeby się odegrać - już zaczynała zapisywać sobie w pamięci które działy musi przejrzeć, gdzie zajrzeć, skąd odgrzebać stare akta i jakie pozwolenia ewentualnie musiałaby zdobyć gdyby dostęp był utrudniony. Uśmiechnęła się do przyjaciółki ale było widać że sprawa ją pochłonęła.
- Wiesz co? Ja lepiej pójdę się tym zająć póki wszystko mam w głowie na świeżo. Zobaczymy się później - mrugnęła bezgłośnie dodając 'w domu', cmoknęła Sophię w policzek i żwawym krokiem ruszyła w stronę archiwum, pod nosem mrucząc pojedyncze słowa. Nie był to na szczęście rzadki widok w biurze, bo wielu aurorów pochłoniętych sprawami mówiło do siebie lub do samonotujących piór. Z jakiegoś powodu praca w służbie prawa naturalnie wiązała się z akceptacją dla odrobiny szaleństwa, zapewne z powodu adrenaliny buzującej w żyłach każdego z nich.
Artis była obecnie na głodzie, śmiertelnie znudzona siedzeniem za biurkiem i z przerażającą wizją kolejnych miesięcy. Wiedziała że to dla dobra dziecka, ale z automatu nie oznaczało to, że będzie zadowolona. Jak na razie wystarczyło jej cierpliwości, a późne powroty Cartera na ogół wiążące się ze stanem naruszonym, dawały jej możliwość podenerwowania się odrobinę, akurat by nie dostała świra z nudów.
Drzwi do archiwum zamknęły się za nią cicho, witając ją znajomym zapachem pergaminów i tuszu. Od razu zabrała się do pracy.


Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17