Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   26.02.16 15:40

First topic message reminder :

Korytarz

"Winda ponownie ruszyła i po chwili drzwi się otworzyły, a głos oznajmił:
- Drugie piętro, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Urzędem Niewłaściwego Użycia Czarów, Kwaterą Główną Aurorów i Służbami Administracyjnymi Wizengamotu."


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   08.08.16 11:23

Słysząc o pogrubiającym garniturze pokręciła głową i powstrzymała śmiech – Nie powinnam odpowiadać na to pytanie, albo nabawi się Pan kompleksów, albo przesadnej pewności siebie – zagryzła wargę dosłownie na pół sekundy, by przypomnieć sobie, że to zły nawyk. Chociaż kogo to obchodziło w momencie, w którym nie dość że rozmawiała swobodnie z kimś, z kim nie powinna tak naprawdę nigdy nawiązać kontaktu, to jeszcze sugerowała, że można umówić się na kawę?
- Aresztowanie aurora może być trudne, to działa też w drugą stronę – ostrzegła i znów uśmiechnęła się w ten tajemniczy sposób. Znała swoje możliwości i zdecydowanie nikt się nie spodziewał tego, co mogła zrobić. Zaczynając od jej nietypowych jak na szlachciankę aktywności fizycznych, mało która dama ćwiczyła szermierkę czy szalała na miotle. Do tego trzeba było być Macmillanem. Chociaż wystarczyło się dobrze przyjrzeć, by zauważyć, że jej sylwetka nie jest tak wiotka jak u większości panien z dobrych domów. Składała się z dobrze wykształconych i regularnie ćwiczonych mięśni, Artis już dawno temu uznała, że skoro nie może się poszczycić wyjątkowo delikatnym, drobnym ciałem, to będzie miała zdrowe i silne. Tym bardziej, że z wysokim jak na kobietę wzrostem nie mogła nic zrobić. Nie odbiegała na szczęście od normy w zbyt dużym stopniu.
- Zauważyłabym, gdybym spotkała Pana w kwaterze aurorów, rozumiem, że w dużej mierze dzielimy zawód – powiedziała przyglądając mu się badawczo. Nigdy do końca nie dowiedziała się czym zajmują się ich koledzy z piętra. Z rozmów innych aurorów wywnioskowała jednak, że jest to praca zdecydowanie bardziej brutalna. Nie przeszkadzało jej to, aurorzy byli dosłownie brygadą uderzeniową, u nich liczyła się przede wszystkim walka, niekoniecznie inwigilacja. Ale ktoś musiał się tym zajmować, by oni wiedzieli gdzie wpaść i uderzyć.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#55393
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   08.08.16 12:21

- Sądzę, że ani jedno ani drugie mi nie grozi, chociaż... Chwila - urwał, zdając sobie sprawę, że to pewność siebie załatwiała mu właśnie tête-à-tête z początkowo niedostępną blondynką. Wzruszył ramionami na tę chwilę bycia przytępawym. Zaraz jednak o tym zapomniał, słysząc kim naprawdę była nieznajoma z zawodu. Uniósł brwi w efekcie zaskoczenia. No, proszę. Ta znajomość zaczynała podobać mu się co raz bardziej. Zbliżył się do niej i pochylił w stronę jej ucha.
- Coś bym wymyślił – powiedział, po czym wrócił do poprzedniego miejsca, gdzie stał. Czy mówił poważnie? W sumie to gdyby tego wymagała sytuacja zapewne jego twórczy umysł coś by znalazł. Siła improwizacji jak kto wolał to nazywać. Ta umiejętność przyda mu się, gdy spóźni się na spotkanie. Zerknął po raz kolejny na zegarek. Minuty uciekały jedna za drugą, a jemu pozostały niecałe cztery minuty do zamknięcia przed nosem drzwi sali obrad. – Nie wiem czy ujawnienie tych informacji nie będzie niezgodne z zasadą milczenia.
- Carter! Carter! Rusz się! Nie mamy całego dnia! Rusz ten tyłek i przygotuj się do odprawy! 
Raiden zamknął oczy, słysząc wrzaski McGregora. Jonathan McGregor był jego przełożonym i najbardziej hałaśliwym człowiekiem jakiego znał. Nigdy by się nie zamknął, więc były brygadzista odwrócił się do niego i rzucił:
- Już biegnę, wasza wysokość.
- Lepiej się pospiesz, bo zapomnę jak dobry jesteś, pięknisiu! – wrzasnął po raz ostatni siwowłosy mężczyzna i zniknął wewnątrz otwartych już drzwi komnaty przeznaczonej jedynie dla jednostki czarodziejskiej policji. Carter pokręcił głową, unosząc oczy ku niebu, po czym przeniósł uwagę na swoją pierwszą rozmówczynię.  
- Jak widzi pani, obowiązki wzywają, ale nie byłbym taki dobry w tym co robię, jak już mój łaskawy przełożony zdołał zauważyć, gdybym nie znalazł pani jutro po godzinach pracy – mruknął, zanim lekko skinął głową na pożegnanie. Nie powiedział żegnaj, bo oznaczałoby to, że się nie zobaczą, a on... Cóż… Miał pewne przeczucie, że będzie inaczej. Dlatego tez uśmiechnął się po raz ostatni i odwrócił się, by zniknąć w drzwiach komnaty odpraw.

| zt
[bylobrzydkobedzieladnie]




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 31.10.16 0:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   08.08.16 19:53

Uśmiechnęła się rozbawiona kiedy zagubił się we własnym rozumowaniu. Musiała przyznać, że ta rozmowa sprawia jej przyjemność. Zdecydowanie praca w środowisku pełnym osób o niższym urodzeniu niż ona, pozwoliło jej przymykać oko na wiele kwestii towarzyskich, nigdy jednak z nikim się nie spoufalała do tego stopnia. Jej kontakty z innymi aurorami można uznać za co najwyżej formalne. Po ukończeniu Hogwartu miała swój epizod, gdy nie stroniła od flirtu i mężczyzn, nie szukała wtedy nikogo na stałe więc nie sprawdzała rodowodu. Teraz jednak powinna uważać, choć wątpiła w to, by jakaś redaktorka Czarownicy chadzała po korytarzach departamentu.
Nagle jednak mężczyzna pochylił się do jej ucha, a ona poczuła jego zapach, zdecydowanie przyjemny. Na jego słowa przechyliła lekko głowę na bok i znów się uśmiechnęła.
- Wierzę na słowo - powiedziała, w jej oczach można było zauważyć rozbawienie pomieszane z wyzwaniem. Z jednej strony trochę tego chciała, być może tęskniła za męskim towarzystwem, które nie było współpracownikami czy rodziną. Z drugiej, nieznajomy, bo wciąż się sobie nie przedstawili, był ciekawym rozmówcą. I przystojnym, nie dało się nie zauważyć.
Wtedy jednak przerwał im, zapewne, zwierzchnik mężczyzny. Jej domysły potwierdziły się, należał do Wiedźmiej Straży. Dobrze że to się wyjaśniło, razem z nazwiskiem rozmówcy. Carter. Zdecydowanie nie należał do znanych jej rodzin, ale tego domyśliła się od razu, łatwo rozpoznać szlachcica gdy już wie się, czego szukać.
- Tego nie mogę zabronić - odpowiedziała na jego pożegnanie i również posłała ostatni, być może obiecujący, uśmiech. Kiedy odszedł ona stała jeszcze chwilę na korytarzu, a potem ruszyła w stronę gabinetu, narzekającego już pewnie na nią, Rogersa. Ostatnia kupka zgłoszeń i mogła rozpocząć życie prawdziwego aurora, który zdecydowanie nie musiał zajmować się papierami. Przy okazji szef omal nie dostał zawału, kiedy pożegnała się z uśmiechem. Chyba nigdy nie widział u niej tego grymasu, a na pewno nie w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
zt


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   26.10.16 6:31

|17 marzec
Kolejny dzień i kolejne obowiązki, które niestety jej nie oszczędzają. Musiałaby być ślepa aby nie zauważyć, że z każdym miesiącem liczba dziwnych zgonów, bądź morderstw w zastraszającym tempie wzrasta, co nie ukrywając przekłada się na przybywające jej obowiązki. Nie raz musiała zostawać wraz z Panem Sykes po godzinach w pracy, gdyż po prostu nie byli w stanie, w dwójkę poradzić sobie z natłokiem stale przybywających zajęć.
Niestety niektórzy nie ułatwiali im pracy. Od początku miała problem z jednym z aurorów, który na początku zlekceważył wynik jej oględzin oraz sugestie dotyczącej prowadzonej przez niego sprawy, później się z nią o to wykłócał aby teraz całkowicie ją zignorować. W takich momentach, bardziej niż zwykle ma ochotę na kogoś rzucić klątwę i długo nie musiałaby szukać potencjalnej ofiary, gdyż właśnie do niej zmierza.
Musi przekazać temu mężczyźnie wyniki autopsji, po które ten nie miał przyjemności pofatygować się samemu. Jednak jest tego plus, przynajmniej trochę odpocznie od natłoku obowiązku. O ile odpoczynkiem można w ogóle nazwać użeranie się z jakże "uprzejmym" człowiekiem. Jeśli tak, to idzie właśnie na urlop.
Gdy winda się otworzyła aby nie tracić czasu jak najszybciej z niej wyszła co nie skończyło się tak jakby sobie to zaplanowała, ponieważ z impetem zderzyła się z czymś, a raczej kimś. Czy ona może po prostu przestać wpadać na ludzi? To już drugi raz w tym miesiącu... Na szczęście żadne z nich nie potknęło się, a nawet otrzymała pomoc od jak się okazało mężczyzny, dzięki którego uprzejmości mogła odzyskać równowagę. Obcasy zawsze wyglądały dobrze, prócz jednego wyjątku: gdy ich właścicielka leży na podłodze. Na szczęście również i plik dokumentów, który kurczowo przyciskała teraz do piersi nie wypadł jej w trakcie uderzenia.
Uniosła wzrok z zamiarem przeproszenia nieszczęśnika, który miał nikłą przyjemność uratowania jej z opresji małej kompromitacji.
-Nicholas...-Wypaliła dość mało elokwentnie odsuwając się nieco od mężczyzny. Zaraz jednak odchrząknęła i uśmiechnęła się lekko w jego stronę.-Dziękuję za pomoc i przepraszam, ostatnio jestem dość rozkojarzona.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 17.12.16 13:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Nicholas Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t670-nicholas-nott#2119 http://www.morsmordre.net/t686-baccarat#2127 http://www.morsmordre.net/t685-nottel#2123 http://www.morsmordre.net/f159-nottingham-cromwell-street-8 http://www.morsmordre.net/t2731-nicholas-nott#43856
Pracownik Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
29
Szlachetna
Żonaty
When you look into an abyss, the abyss also looks into you.
2
7
0
0
5
15
0
4
Czarodziej
A różowy kot jest mój!

PisanieTemat: Re: Korytarz   31.10.16 0:21

On już właściwie tutaj mieszkał. Od kiedy tylko po raz pierwszy przekroczył próg ministerstwa wiedział, że to tak się skończy. Polityka to było to, co naprawdę go kręciło. A tutaj miał realny dostęp do tego światka. Dlatego też dawał z siebie ile tylko mógł i dość szybko doczekał się własnego gabinetu na drugim piętrze. Ostatnio było mu jednak dużo ciężej niż normalnie, bo miał wyrzuty sumienia, że spędza całe dnie w Ministerstwie, gdy w domu czeka na niego młoda żona. coraz więcej obowiązków, coraz mniej czasu na odpoczynek. Musiał się też pilnować, żeby nie wyjść na niezainteresowanego własną rodziną mężczyznę. Wziął ślub i wiedział z czym to się wiąże. Dlatego też tak bardzo od tego uciekał. Ale jakoś przyzwyczajał się do nowego stanu rzeczy. Może i lubił swoje samotne wieczory, ale przecież musiał się przyzwyczaić do tego, że nie jest już sam. Prędzej czy później ten stan musiał nadejść. Jednak wszystko zaczynało się już stabilizować i nawet nie chodził jak śnięta ryba po korytarzach Ministerstwa. Mocna kawa rano i mógł już skierować się w stronę swojego już nie tak nowiutkiego gabinetu. Nie oznaczało to jednak, że w ciągu dnia nie posyłał stażysty po kawę kilkukrotnie, a nawet postanowił sobie zrobić przerwę i podskoczyć do kawiarni. Z tego powodu stanął przy windzie i grzecznie czekał aż podjedzie. Już był gotów tylko skinąć głową na powitanie wychodzącemu komukolwiek i udać się na górę, ale był zmuszony do ratowania damy w opresji. W sumie obronić przed upadkiem ładną panią zawsze miło. Po chwili jednak zauważył, że nie jest to do końca nieznajoma, ale… koleżanka ze szkoły, szkolna miłość, coś jeszcze innego? W każdym razie wiedział, że coś ich kiedyś łączyło i nakazało mu to poczuć się trochę niezręcznie w tej sytuacji.
- Rowan – rzucił na powitanie i mimowolnie się uśmiechnął. W jakich okolicznościach by to nie było cieszył się, że ją widzi. - Znaczy… Lady Yaxley – poprawił się uświadamiając sobie, że popełnił gefę. Nie byli już dziećmi. A ona nie należała już do rodu, do którego Nottowie pałaliby sympatią, więc lepiej byłoby zachować odpowiedni dystans. Przynajmniej na korytarzu Ministerstwa.
- A coś się stało? Jeśli mogę to proponuję kawę. W kawiarni, czy w moim biurze – zaproponował spoglądając na dziewczynę pytająco. Dawno się nie wiedzieli. I właściwie żałował. Była tak samo piękna jak w czasach szkolnych.


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   06.11.16 17:41

Ta chwila była co najmniej niezręczna. Nie zmienia to jednak faktu, że ucieszyła się, że wpadła akurat na tego mężczyznę. Czasem naprawdę chciałaby wrócić do czasów Hogwartu. Beztroski, dziecięcej naiwności, bez ludzi patrzących cały czas na jej ręce. To były dobre lata i raczej jest dość mało czarodziei, którzy wspominaliby je źle.
Słysząc jak mężczyzna po chwili się zreflektował zrozumiała, że i ona popełniła błąd. Jednakże zwracanie się do niego per Lord brzmiało co najmniej dziwnie, tak samo zresztą jak i jego zwrot grzecznościowy wypowiadany względem niej. Chyba będą musieli się jednak do tego przyzwyczaić.
Nie okłamując się od czasu Hogwartu minęło trochę czasu, a nawet więcej niż trochę. Zmienili się, dorośli. Pozostaje tylko pytanie czy były to dobre zmiany?
Obydwoje pracowali, ona wyszła za mąż, miała dziecko, a nawet zdążyła już zostać wdówką. Zaś i jego również dopadło widmo obowiązku względem rodu. Los naprawdę potrafi płatać figle.
-Hm? Nie nic, tak... po prostu-O ile niczym jest dość "subtelny" list od Nestora rodu Yaxley przypominający o jej aktualnej sytuacji w tej rodzinie to faktycznie nic. Martwiła się tym wszystkim. I bez tego listu zdaje sobie cały czas sprawę, że jej pozycja w tej rodzinie jest dość niepewna i wystarczy choćby jedna mała rzeczy, która nie spodobałaby się Nestorowi, aby pozbawić ją nazwiska. Na to nie może sobie jednak pozwolić.
-Z miłą chęcią.- Uśmiechnęła się w jego stronę. -Chciałabym się dowiedzieć co u ciebie. Dość długo nie mieliśmy okazji ze sobą porozmawiać.-A nawet bardzo długo i szczerze trochę jej tego brakowało. Miała nadzieję, że po tylu latach Nicholas nie miał względem niej jakiejś formy urazy, czy żalu, po tym jak rozstali się w dość niemiłej atmosferze.


Powrót do góry Go down
Nicholas Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t670-nicholas-nott#2119 http://www.morsmordre.net/t686-baccarat#2127 http://www.morsmordre.net/t685-nottel#2123 http://www.morsmordre.net/f159-nottingham-cromwell-street-8 http://www.morsmordre.net/t2731-nicholas-nott#43856
Pracownik Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
29
Szlachetna
Żonaty
When you look into an abyss, the abyss also looks into you.
2
7
0
0
5
15
0
4
Czarodziej
A różowy kot jest mój!

PisanieTemat: Re: Korytarz   19.11.16 18:49

Uśmiechnął się do niej i oczy delikatnie mu zabłyszczały. W końcu pamiętał jak ześwirował na punkcie tej dziewczyny jeszcze w czasach szkolnych. Wtedy życie wydawało mu się dużo prostsze. Przynajmniej ta sfera związana z kobietami i związkami. Mógł sobie chodzić za rączkę z jaką panną chciał i tyle. Był młodym, arystokratą, który właściwie nie wiedział jeszcze z czym to się wiąże i co to właściwie znaczy. Wchodząc w życie bardzo szybko nauczył się egzystować w tym towarzystwie, w Ministerstwie radził sobie bardzo dobrze, mając nadzieję, że awansuje dość szybko nie tylko przez nazwisko. A gdy sytuacja się już w miarę ustabilizowała musiał się ożenić, z kobietą, której praktycznie nie znał. Może nie trafił mu się maszkaron, ale jednak dowiedział się co czuły jego koleżanki z dzieciństwa, które musiały wchodzić w związki małżeńskie tuż po skonczeniu szkoły.
- W takim razie może zaproponuję kawę u mnie w biurze? – zapytał delikatnie się uśmiechając. Miał wrażenie, że lepiej porozmawiać w cztery oczy niż w miejscu, w którym nie mogą czuć się do końca swobodnie. Nie wiedział, czy wypada mu zaprosić ją tak od razu do siebie jednak, postanowił zaryzykować. To, że teraz już nie byli dziećmi nie znaczyło, że znali się od dziś. Miał nadzieję tylko, że jego zbytnia śmiałość nie zostanie uznana za zuchwałość. Chociaż akurat po Rowan tego się nie spodziewał. Nie widzieli się w nieoficjalnych warunkach już parę lat, bo w końcu była teraz panią Yaxley
- To niedaleko, trzecie drzwi po prawej – poinstruował i wyciągnął w jej stronę rękę sugerując tym samym, że może mu oddać niesione przez nią dokumenty. Wypadało chociaż zaproponować.
- To okropne uchybienie, że nie widzieliśmy się tyle czasu. Chciałbym powiedzieć, że u mnie wszystko po staremu ale no wiesz… – powiedział unosząc rękę, na której błyszczała się od niedawna złota obrączka. - Tak jakoś wyszło – skomentował to tylko wzruszając ramionami jakby to było ot, takie nic takiego. Wiedział, że nie ma co marudzić. Nie dość, że dawno się nie widzieli, to jeszcze ona musiała przez to przejść już dawno temu. A potem skończyło się jak się skończyło. Był to jeden z gorszych scenariuszy.


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   29.11.16 20:37

Od razu domyśliła się o co mu chodzi. Też nie miała ochoty aby przy ich pierwszej okazji od dłuższego czasu do rozmowy musieć uważać na wszystko co mówią. Skoro już się spotkali z chęcią porozmawiałaby z nim normalnie bez tworzenia tych całych pozorów byleby ludzie sobie czegoś nie pomyśleli. Świadomość, że ktoś zawsze miał oko na jej poczynania wiecznie ją irytowała. Tym bardziej od momentu śmierci męża ta irytacja się zmorzyła, a świadomość, że Yaxleyowie znają niemal każdy szczegół z jej życia trochę ją przygniatał.
Słysząc mężczyznę przez chwile niepewnie spojrzała na plik dokumentów, który trzymała myśląc o aurorze, do którego jeszcze przed chwilą zmierzała.A niech sobie teraz czeka.
-Prowadź.-Rzuciła mu figlarny uśmiech, a widząc jego wyciągnięta rękę przystała na jego niemą propozycję i oddała mu dokumenty.-Dziękuję.-Wraz z mężczyzną ruszyli korytarzem w stronę wcześniej wskazanego przez niego gabinetu. Słysząc kolejne słowa Nicholasa przeniosła wzrok na jego dłoń  przyglądając się przez moment zdobiącej ją teraz obrączce.
-Jesteś ostatnią osobą, której spodziewałabym się z obrączką na palcu.-Nicholas był raczej typem wiecznego kawalera. Był w wielu związkach i szczerze mówiąc nie negowała tego, wręcz zazdrościła. Doznał tego czego ona nie miała prawa. Miała szczerą nadzieję, że chociaż polubi się ze swoją żoną. Nie było sensu mówić tu choćby o miłości. Był to związek spisany na umowie, wątpiła aby kiedykolwiek zrodziło się z tego jakieś głębsze uczucie. Choć ona sama może mówić o dość sporym szczęściu, że trafiła na Longinusa. Nie mogła sobie wyobrazić lepszego męża. Byli zupełnie od siebie różni, ale może to dzięki temu tak dobrze się dogadywali?-To naprawdę dość dziwny widok.- Uśmiechnęła się w jego stronę. Jeśli miała zgadywać mężczyzna nie był raczej zadowolony tą całą sytuacją. Taki niestety był ich obowiązek i on również musiał ten fakt zaakceptować.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   11.12.16 22:40

Cholerne życie półgoblina. Nie dość że wystajesz ponad własne biurko to jeszcze ludzie traktują cię jak dziecko! Pokraczne dziecko! Na Merlina... Co ta matka widziała w tym jego paskudny ojcu? Przecież nawet on płakał jak był mały, widząc jego zdjęcie. Co za szkaradztwo! To chyba była jakaś klątwa albo niezliczona ilość Ognistej jak przypuszczał. W końcu z taką gębą sam by nie wychodził z domu. Nie dziwne, że ojciec zniknął przed jego narodzinami. Albo to matka uciekła, nie mogąc przeboleć tego że wdała się w taki związek. Skoro on był wielkości dziecka to jak ojciec radził sobie w publicznych toaletach?! Wert pamiętał jak zdarzało mu się wpadać do klozetu... Co za potworność! Teraz stojąc w windzie musiał poprosić jakiegoś młodzika o kliknięcie górnego przycisku. Może w końcu dojedzie na miejsce bez większych uszczerbków na zdrowiu... Jasne. Chciałby! Dzwonek oznajmił wskazane piętro, więc Wert od razu wydreptał na zewnątrz. I już już był na dobrej drodze, gdy ktoś na niego wpadł.
- Na czułki skąposzczeta! Uważaj, pan! Nie widzisz, że tu się idzie?! - warknął, gdy jakiś wielkolud stanął mu na stopie. Do tego tłum, który wylewał się z windy wcale nie pomagał biednego Wertowi. Dokumenty które niósł rozsypały się po podłodze.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 12:37

Cieszyła się z możliwość spokojnego porozmawiania z Nicholasem. Minęły lata od kiedy mogli sobie na takową rozmowę pozwolić. Ostatnio miała dużo szczęścia do spotykania swoich dawnych znajomych z Hogwartu. Może powinna jakąś z tych relacji odnowić? Nie byłby to raczej zły pomysł. Ale oczywiście jak w przypadku większości jej planów coś w ich trakcie musiało pójść nie tak.
Słysząc krzyk odwróciła się zaciekawiona w tamtą stronę przez dłuższą chwile wypatrując źródła hałasu, co wcale łatwe nie było. Dopiero gdy grupka ludzi wychodzących z windy trochę się przerzedziła zauważyła małą, pochylającą się postać, która cała czerwona ze złości na twarzy załamana spoglądała na kartki rozsypane przy windzie. Ciekawe było to, że to ona niemal przed chwilą mogła być na jego miejscu. Zaniepokojona przyglądała się tłumowi wychodzącemu z windy i niemal wpadającemu na mężczyznę. Zaraz go rozdepczą. 
Rzuciła porozumiewawcze spojrzenie Nicholasowi i podeszła bliżej półgoblina. - Pomogę -Stwierdziła, po czym przykucnęła i zaczęła zbierać kartki rozsypane po podłodze. Wygląda na to, że osoba przed nią ma równie dużo pecha, o ile nie więcej co ona. Patrząc jednak na mężczyznę zdała sobie sprawę, że nie miała jednak prawa narzekać. Zawsze mogło być gorzej...




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 13:01

A jednak było trochę wychowania wśród ludzi! I to tych wysokich! Jakże jednak to świadczyło o mężczyźnie, który go potrącił, jeśli to kobieta, z którą rozmawiał zobligowała się mu pomóc. Wert nie skomentował tego zachowania zbyt skupiony na tym, żeby ganić swoje dokumenty, które rozsiały się w różne miejsca. Wyglądał cudacznie, drepcząc w jedną i w drugą stronę kaczkowatym chodem, który musiał zawdzięczać swojemu ojcu. Paskudna morda... Wszystkie gobliny takie miały, a on też nie był piękny.
- Dziękuję - wydyszał na pół zirytowany na pół zmęczony tą przepychanką. Gdy schylił się po jeden papier, ktoś trącił go torbą w głowę, a potem jeszcze upadł na długi nos. Krzyknął, chociaż był to stłumiony głos bólu. Czuł jak ten promieniuje po reszcie twarzy, a kilka kropel krwi spadło na posadzkę. Zaraz jednak wstał i zaczął zbierać dalej swoją pracę. - Zero wychowania! - krzyknął w stronę tamtego, ale ten zniknął w tłumie. Wiele osób odwróciło się w stronę Werta, ale zaraz o nim zapomniano.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 16:41

Westchnęła jedynie widząc, że jej towarzysz lekko się krzywi patrząc się na krzątającego się półgoblina. Zabrała większość dokumentów układając je w miarę równo i wsadziła je z powrotem do teczki.- Nie ma za co. - Chciała zebrać jeszcze kilka innych kartek, ale nie zdążyła słysząc ponownie krzyk mężczyzny. Niestety nie zdążyła już zatrzymać winnego tej całej sytuacji, ale to nie to było teraz najważniejsze. Wystarczył rzut oka aby ta stwierdziła, że na szczęście nos nie był złamany. Pokręciła głową widząc, że mężczyzna ponownie wrócił do zbierania tych przeklętych kartek, dlatego też nie pytając się nawet go o zgodę wyjęła różdżkę z rękawa i skierowała ją na jego twarz zatrzymując za pomocą zaklęcia krwawienie. Nie mówiąc choćby słowa ponownie schowała różdżkę, zebrała ostatnią kartkę i tak jak resztę schowała do teczki mężczyzny.
Następnie podała mu białą chusteczkę, aby ten mógł zetrzeć krew z twarzy, po czym z pomocą Nicholasa stanęła na równych nogach- Niech pan na siebie uważa. -A raczej ludzie na niego. Uśmiechnęła się lekko do półgoblina i z jej towarzyszem u boku ponownie skierowała się w stronę jego gabinetu.

|zt




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.12.16 23:01

Półgobliny miały z natury przesrane. I to dosłownie. Gdyby ktoś nie zauważył, mógłby go przygnieść w toalecie i nawet by nie poczuł. Obrzydlistwo! Miał dosyć bycia pokraką, ale z tym wiązało się całe jego życie. Tak być musiało i inaczej nie miało być. Cóż. Musiał się z tym pogodzić, chociaż okropnie tego nie chciał. A to był dopiero początek jego dnia w pracy!
- Ah! - krzyknął, podskakując, gdy kobieta wyciągnęła w jego stronę różdżkę. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrozumiał, że kobieta nie miała złych zamiarów. Najwidoczniej znała się na leczeniu, bo nos błyskawicznie przestał krwawić. On nie był najlepszy w tę dziedzinę magii i zapewne nigdy nie miał być. Wolał się skupić na Obronie Przed Czarną Magią. Oj, tak. Uwielbiał to. - Dziękuję bardzo za pani pomoc! - odpowiedział szczerze wdzięczny, chociaż nie musiała go traktować jak dziecko. Najwyraźniej jednak taki właśnie był nie tylko w jej oczach - nieporadny. Zaklął pod nosem i poszedł dalej do swoich zajęć.

|zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   28.12.16 1:50

| koniec marca

Być może powinien spodziewać się, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Ale przecież katastrofy nie zaczynają się burzami - nie zapowiadają ich kataklizmy, ziemia nie drży w posadach, przepowiadając nadejście końca. Słońce nie wstaje na zachodzie, a ptaki nie milkną, by odezwać się dopiero potem, snując żałobną pieśń.
Odór rozkładających się ciał nie towarzyszył mu w snach - nie towarzyszył też strach, gdy wczytywał się w kolejne stronice zalegającego raportu, gdy dostrzegał dziwną prawidłowość każącą mu dłużej przyjrzeć się tej sprawie.
Burza potrzebowała chwili czasu, zanim zdążyła się rozpętać.
W przeciągu jednego tygodnia Biuro Aurorów otrzymało niepokojącą ilość zgłoszonych zaginięć - wszystkich zbyt nietypowych, by zajęła się nimi magiczna policja; w bliskim otoczeniu ofiar oraz na miejscach porwań (ucieczek? morderstw? nikt nie mógł wiedzieć) czarna magia zdawała się pulsować, wgryzać w zmysły, mamić racjonalność. Tu nie mogło stać się nic dobrego - myślał Garrett, ze zmarszczonymi brwiami wędrując po zrujnowanej posiadłości dobrze postawionego czarodzieja półkrwi. Już nie pamiętał jego nazwiska, lecz nie miało to znaczenia; mężczyzna przepadł bez śladu wśród oparów zakazanej magii, a w gronie aurorów coraz częściej podnosiły się bezlitosne szepty, że nie ma to sensu - że nieszczęśnik bez zwątpienia wyzionął już ducha. Że powinni zaprzestać dochodzeń, że sprawa była przegrana.
Po tygodniu błądzenia w kółko i bezowocnych poszukiwań najdrobniejszych poszlak sprawa została włożona na dno najgłębszej szuflady.
Ale wkrótce odezwało się echo - zaginął podrzędny pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, Carl Blishwick, czarodziej o krwi ponoć skażonej nieczystością. Przepadł bez śladu; jednego dnia rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie wyłącznie doszczętnie spalone domostwo i cień najczarniejszej z magii.
Trzecia była Eugene Brown, życzliwa staruszka zamieszkująca od dziesiątek (setek? jej sąsiedzi utrzymywali, że w okolicy widywali ją także ich dziadkowie) lat Dolinę Godryka. Wpisała się w schemat - jej niewielka chatka spłonęła, naznaczona piętnem klątw, brutalności, nieszczęścia.
Garrett nie potrafił nie dostrzec prawidłowości, gdy układał w sterty zaległe raporty; na szczęście nie zdołali ominąć jej także pozostali aurorzy, nie umknęła uwadze szefa biura. Od tej chwili śledztwo stało się prostsze - kilka stert dokumentacji później oraz po paru nieprzespanych nocach poświęconych rozważaniom udało się odnaleźć trop: trop, który prowadził wprost do odległej, irlandzkiej wioski, która ponoć od wieków pozostawała opuszczona i wyłącznie obracała się w pył.
Rzeczywistość była nieco inna.

Grunt szeleścił pod jego stopami, a ciężar butów łamał gałązki licznie kryjące się wśród zieleni runa leśnego; był środek dnia, wiosenne słońce kąsało ich po karkach, ale nie rozgrzewało zziębniętych serc. Wszyscy byli skupieni, zwarci, gotowi - także Garrett, który ledwie przed chwilą został ochrzczony nieoficjalnym dowódcą pięcioosobowej grupy aurorów. Jednego ledwie znał, zdawał się młody, nieopierzony, zupełnie jakby dopiero niedawno skończył kurs; w jego jasnych oczach czaił się nie rozsądek, a czysta i niezmącona obawami ekscytacja. Gdy przemierzali rzadki las, ciemnowłosa brygadzistka toczyła z nim ciche, nieprzerwane rozmowy. Ich szmer splatał się ze śpiewem ptaków w nierozrywalną całość. Garrett przelotem dosłyszał Howella rzucającego burkliwe przekleństwa - znał go, wiedział, że stary człowiek preferuje pracę w skupieniu i milczeniu.
Zawzięcie dyskutująca para nie wiedziała.
Czwarty z mężczyzn, szpakowaty już Elliott, kroczył na przodzie; odgarniał z czoła klejące się od potu kosmyki włosów i poprawiał poły workowatej szaty barwy ziemi. Nagle zatrzymał się, tuż za nim pozostali; oczy wszystkich powędrowały do niewielkiej wioski ukrytej wśród drzew. Lub raczej na tego, co z niej zostało - zarośnięte, pojedyncze ściany okrywały się popiołem, zupełnie jakby osada spłonęła nie przed dekadami, a ledwie wczorajszego wieczoru. Wciąż unosił się swąd spalenizny; znak, że coś było nie w porządku.
- Zachowajcie czujność - powiedział cicho Garrett, tak cicho, że nie mógł mieć pewności, czy ktokolwiek wyłapał jego słowa pośród leśnej muzyki. Nieświadomie wysunął się naprzód, wymijając Elliotta; uniósł wysoko różdżkę, szykując się do wyszeptania paru inkantacji. Kątem oka dostrzegł, że Howell czynił podobnie - to dobrze, tyle lat pracowali razem, w tak wielu akcjach brali wspólnie udział, że nabrali wspólnych nawyków.
Divirgento, Clario, Homenum Revelio, Hexa Revelio, Veritas Claro - to ostatnie sprawiło, że zbudowana iluzja zadrgała, rozproszyła się w oczach Garretta, przepadła. Choć próbował (bo Tesa nieprzerwanie wypominała mu, że nie przystoi tak rzucać bluzgami na prawo i na lewo), nie zdołał powstrzymać przekleństwa - to zatańczyło mu na wargach i zawirowało w powietrzu. Młody brunet powtórzył je jak echo, gdy wszyscy inni też obdarli jedyną stojącą chatę z resztek iluzji.
Nie wpisywała się w otoczenie; daleko jej było do zasłużenia na miano pogorzeliska, nie pasowała do pyłu, żaru i spalenizny, wyglądała na względnie niedawno wybudowaną - był to zły znak, najgorszy. Mógłby przysiąc, że jeszcze przed momentem chata jawiła się jako niewielka, a teraz zdawała się zyskać wymiary potężnej stodoły; przez twarz Weasleya przemknął subtelny cień.
Przez chwilę tkwili w miejscu, milcząc.
- Wchodzimy - przerwał ciszę Garrett, wysuwając się na przód. Złapał kontakt wzrokowy z Howellem, starszy mężczyzna ruszył za nim i w kierunku wejściowych drzwi kroczyli już razem, ramię w ramię. Jak zawsze.
- Poszukamy innego wejścia - zza pleców dobiegł ich naznaczony niepewnością głos Elliotta. Garry spojrzał przez ramię - szpakowaty auror już znikał za którymś z rogów chaty, a tuż za nim podążyło dwoje młodszych towarzyszów, którzy kurczliwie zaciskali palce na uchwytach swoich różdżek. Nie zdążyli się pożegnać.
Ale już zaraz padały kolejne inkantacje - Howell badał drzwi, ich stopień skażenia czarną magią, sprawdzał, czy naciśnięcie klamki na pewno będzie bezpieczne. Wkrótce popchnęli wysokie wrota barwy brudnego drewna i powitała ich ciemność - ciemność, która przesiąkła nadgniłym, ciężkim do zniesienia odorem. Rozbłysły końce obu różdżek; Garrett i Howell ostrożnym krokiem wsunęli się do środka i zanim zdążyli się spostrzec, drzwi za nimi zamknęły się z przerażającym hukiem. To pułapka? Przypadek? Trudno stwierdzić; tym razem nie mieli czasu na wymienianie spojrzeń, poświęcili go, by z uwagą zbadać wnętrze zatrzaśniętych wrót. Bezskutecznie: nie wzruszały ich żadne zaklęcia, żadne rzucane w duchu przekleństwa, żadne modły i błagania.
Nie mieli wyboru - musieli iść dalej.
Rozsądek kazałby uciekać od wrzynającego się w nozdrza swądu, lecz oni nie mieli innego wyjścia. Brnęli naprzód, podążali za wonią przywołującą do gardeł wymiociny i ściskającą żołądek w lodowatych objęciach. Gdy znikali za pierwszym zakrętem, ich różdżki z niezrozumiałych przyczyn poczynały gasnąć; blask słabł, z trudem dostrzegali otaczające ich ściany, nie mogli mieć pewności, gdzie stawiali stopy. Coś chlupotało, coś sklejało podeszwy; każdy kolejny krok zdawał się coraz trudniejszy, towarzyszyły mu pluski, szelesty, coraz cięższe, spotęgowane pogłosem oddechy. Oprócz tego milczeli - nie musieli używać słów, by opowiadać historię swoich lęków, przewidywań i obaw.
Korytarze zdawały się rozwidlać w nieskończoność, a im zawsze towarzyszyła przeszywająca na wskroś, dławiąca strachem cisza. Smród już dawno stał się nieznośny, wgryzał się w zmysły, mamił umysł - woń zgnilizny, potu, niepokoju i żółci brutalnie się zmieszały, tworząc morderczą kompozycję zatruwającą myśli. Garrettowi zdawało się, że niekiedy traci świadomość; wspomagał się oklumencją, odrzucaniem czynników zewnętrznych, skupianiu się na tym, co tu i teraz - na misji, którą wraz z Howellem musieli czym prędzej wykonać.
W końcu trafili na coś, co przypominało grotę, komnatę, kolejne pomieszczenie; nie wahali się przed wejściem do środka, zamiast tego unieśli różdżki i przygotowali się do potencjalnego ataku. Ich końce znów rozżarzyły się z całą intensywnością, zupełnie jakby przygasły zaklęcia, które rozpraszały działanie magii - Garrett przyjął to z ulgą, ale nie miał zbyt dużo czasu na kontemplacje braku balastu ciążącego mu na barkach. Odór osiągnął apogeum, zawracał w głowie, zmuszał do mdłości; obaj nie byli pewni, jak zdołali powstrzymać się od wymiocin. Również wtedy, gdy pojęli, co przedstawiał obraz, na którym od dłuższej chwili zawieszali spojrzenia.
Układali się w stosy: nadzy, brudni, odarci z czegoś więcej niż godności - z człowieczeństwa. Były ich dziesiątki, tuziny, może setki; mogli umrzeć ledwie przed chwilą, mogli wyzionąć ducha innego dnia, tygodnia, miesiąca. W ich oczodołach wiły się niezliczone glizdy, zsuwały się po ciałach, wędrowały po skórze barwiącej się na odcienie szarości, zieleni. A skóra gniła - marszczyła się, odchodziła płatami, odsłaniała mięśnie, kości, naznaczała się ranami. Lejąca się krew już dawno zdążyła zakrzepnąć, nadzieja jaśniejąca w oczach już dawno wygasła.
Niegdyś różniło ich wszystko, snuli różne historie - w oczach śmierci stali się jednak równi.
- Jak myślisz, czy... - zaczął Howell (raczej wyburczał? wybulgotał, wstrzymując się od zwrócenia zawartości żołądka?), ale wcale nie musiał kończyć: czy wśród niebosiężnych stosów znajdowali się ci, których szukali? Czy za którąś z kolumn czaił się potwór odpowiedzialny za całą tę masakrę? Garrett pokręcił tylko głową, ucinając spekulacje. Starając się nie oddychać przez nos i nie myśleć o tym, że kroczy pomiędzy kopcami martwych ludzi, że brodzi w ich krwi, że nieświadomie kruszy pod butami ich kości i miażdży dłonie, brnął dalej. Czuł się źle, słabł; mimo wszystko szedł do przodu, nieuchronnie zmierzał w kierunku ciemnej postury spoczywającej wśród krwi. Leżący na brzuchu bez żadnego ruchu mężczyzna wyróżniał się na tle pozostałych - procesy gnilne nie zdążyły się rozpocząć, a ciało odziane było w czarną, czarodziejską szatę. Peleryna kompletnie przesiąkła rubinową posoką, a choć nie można było dostrzec tej barwy na tle smolistego materiału, pozostawał on mokry. Nieszczęśnik musiał zginąć niedawno.
Garrett podszedł do niego ostrożnie, powoli, uważnie, czuł na sobie badawcze spojrzenie Howella. Unosił różdżkę, uparcie wskazywał nią zamarłego mężczyznę, profilaktycznie odczekał chwilę, zanim wyciągnął dłoń i szybkim, mocnym gestem odwrócił go na plecy. A gdy to zrobił, mimowolnie cofnął się o krok - z jego twarzy, szyi, klatki piersiowej nie zostało wiele, została całkiem rozorana, wciąż ciekły z niej resztki krwi, a także coś... coś, czego nie znał, czego nigdy dotąd nie widział i czego zdecydował się nie dotykać. Miało barwę wypłowiałej żółci zmieszanej ze zgniłą zielenią, zdawało się klejące, ciężkie, oleiste.
- Nie żyje - wychrypiał cicho Garrett, kątem oka dostrzegając, że Howell zdecydował się podejść bliżej. Jego twarz zbladła, jednocześnie przybierając barwę podobną składowanym w stosach ciałom. - Trzeba go stąd zabrać - dodał zaraz, na co Howell skinął lekko głową.
Ledwie chwilę zajęło im wyczarowanie noszy, przeniesienie na nich nieboszczyka i zebranie się do wyjścia; cały czas jednak dławiła ich woń zgnilizny, wilgoci, smród śmierci - ten zapach wydawał się lepki, miałki, a jednocześnie ostry i doszczętnie wgryzający się w czaszkę. Ograniczający jasność myślenia. Sprawiający, że każdy kolejny ruch zdawał się cięższy.
Wychodząc, nie zauważyli, że u podstawy któregoś ze stosu zieleniejących się ciał coś kurczliwie się poruszyło.

Garrett nerwowo skubał brzeg pióra, po czym stuknął kilkakrotnie jego końcem o kartkę papieru, zupełnie jakby taki gest miał sprawić, że raport z ostatnich wydarzeń - wydarzeń tragicznych, mrożących krew w żyłach - spisze się sam.
Po akcji do biura wrócili tylko oni, po trzech pozostałych aurorach zaginął słuch.
Czy wspomogli stosy martwych ciał w piętrzeniu się ku samemu sufitowi? Czy żyli, a może już dawno oddali się tańcu ze śmiercią?
- Ponoć wkrótce mamy uzyskać ostateczny werdykt od koronerów. - Howell pojawił się znikąd, kładąc kolejny z pergaminów na kupce, która już wcześniej zdobiła zagracone biurko Garretta. - A w przyszłym tygodniu chcą wysłać większy oddział, żeby przeszukać tajemniczą chatę. Tę w Irlandii.
Garrett słuchał w milczeniu, w końcu uniósł spojrzenie - jednocześnie kartka wciąż raziła niezmąconą bielą. Nie powinni byli się wtedy rozdzielać, ale co mógł teraz uczynić?
- Planujesz wziąć w tym udział? - spytał jakoś chłodno, szorstko (niemrawo?); on sam już dawno podjął decyzję.
- Planuję - powoli skinął głową Howell, na co jeden z kącików ust Weasleya uniósł się w lekkim podrygu. To dobrze - jeżeli mieli poznać ten sekret, to tylko razem.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
20
15
0
5
5
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   09.01.17 22:11

| początek kwietnia

Marzec przyniósł ze sobą całą masę dziwnych spraw, które zaabsorbowały aurorów. Nic więc dziwnego, że Sophia spędzała tak wiele czasu w pracy, starając się być przydatną dla swoich kolegów po fachu. Zwykle, jak przystało na wciąż żółtodzioba, była odsyłana do papierkowej roboty, ale w niektórych przypadkach asystowała podczas oględzin miejsc zdarzenia.
Ku jej zdumieniu, jedną z tych zagadkowych spraw otrzymała wraz z Artis. Obie musiały odłożyć na bok niezręczność, jaką budziła w nich obecna sytuacja w domu, kiedy była panna Macmillan wprowadziła się do domu Carterów. W pracy nie było miejsca na sprawy prywatne, te powracały jednak, kiedy obie kobiety wracały do domu. W takiej sytuacji czasami trudno było oddzielić pracę od innych spraw, ta granica stawała się płynna, bo i w domu często zdarzało im się dyskutować nad śledztwami i zastanawiać się nad kolejnym posunięciem.
Powierzona im sprawa była jednak dość dziwaczna. Chociaż minęło trochę czasu od oględzin miejsca zdarzenia, żadna z nich nie przybliżyła się znacząco do odkrycia, kto stał za magicznym pożarem w domku na wyspie Skye, i czy znalezione tam ciało zginęło z udziałem innej osoby lub osób. Biorąc pod uwagę, że na miejscu wykryto pozostałości czarnej magii, wszystko na to wskazywało, ale niestety ogień zatarł większość poszlak, które mogły powiedzieć im coś więcej na temat okoliczności śmierci ofiary oraz tożsamości sprawcy. O samej ofierze również nie było wiele wiadomo, znane było jego nazwisko i to, że żył w odosobnionej chacie jako odludek, zapewne nie posiadając bliskich krewnych.
Siedząc za biurkiem, jeszcze raz przeglądała zebraną do tej pory dokumentację, którą właśnie skończyła kompletować. Ciągle łudziła się, że może dostrzeże w tym jakiś ukryty sens, lub związek z innymi tajemniczymi zgonami, których sprawy prowadzili inni aurorzy. Podniosła wzrok, rozglądając się za Artis; w końcu co dwie głowy, to nie jedna. Nie zauważyła jednak aurorki, dlatego powoli wstała, zamierzając ją odszukać. Jeszcze przed końcem ich pracy chciała z nią porozmawiać i przejrzeć zgromadzone dokumenty.


Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17