Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze kawiarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze kawiarni   05.03.16 16:39

Wnętrze kawiarni

Kawa. To właśnie za jej pomocą możesz przeżyć podróż do wyjątkowych zakątków świata, siedząc wygodnie w fotelu. Przyrządzona po turecku przeniesie cię w orientalne zakątki cieśniny Bosfor, natomiast Americano zafunduje ci podróż wprost do ojczyzny rock'n'rolla.

Wnętrze kawiarni nie należy do największych miejsc, w środku znajduje się zaledwie pół tuzina stolików, przy których można usiąść na wygodnych fotelach lub na długich, kolorowych kanapach. Na ścianach zawieszono wiele obrazów - część autorstwa samej właścicielki, część tylko przez nią odnowionych. W powietrzu unosi się intensywny zapach kawy, jaśminu, który stoi na szerokich parapetach oraz truskawek, będących składnikiem najlepiej sprzedającego się ciasta czekoladowego.

W Fideliusie znajdziesz wiele tradycyjnych kaw, które niezaprzeczalnie docenią koneserzy jej smaku, ceniący sobie prostotę i konserwatywny sposób przyrządzania. Ich smak możesz osłodzić najróżniejszymi ciastami, zamawianymi u jednej z najlepszych cukierniczek, Cynthii Vanity. Jednak w karcie znajduje się także kilka pozycji o nazwach doskonale znanych czarodziejom - to inkantacje zaklęć i nazwy popularnych eliksirów. Odważysz się zamówić jedną z nich?

Belladonna - kawa o intensywnie fioletowym zabarwieniu, ma działanie upiększające - rozjaśnia cerę i oczy.
Kamień księżycowy – kawa mieniąca się na srebrzysty kolor
Chichotek - kawa z sekretnym składnikiem, który ponoć delikatnie poprawia nastrój. Ile w tym prawdy? Jedno jest pewne - zawsze podawana jest w kubku gryzący w nos.
Kameleon - kawa podawana w przezroczystej filiżance, po każdym łyku zmienia swój kolor.
Eliksir wielosokowy - kawa zmieniająca kolor włosów pijącego, na taki o jakim pomyśli.
Felix Felicis - złocista kawa, o miodowym smaku.
Glacius – biała lub czarna kawa, na wierzchu której unoszą się różnokolorowe pianki. Choć jest ciepła, możesz odnieść wrażenie, że zamraża ci usta.
Confundus - kawa o działaniu wyciszającym, ma działanie relaksacyjne.
Pożoga - po odstawieniu filiżanki na stół, na powierzchni kawy tańczą płomienie o zwierzęcych formach.
Geminio – najzwyklejsze podwójne espresso.
Lapisio - na dnie filiżanki znajdziesz okrągły cukierek nadający kawie dowolny smak.
Obliviate - kawa, która nie pobudza, a relaksuje. Pozwala wyciszyć myśli, choć na chwilę zapomnieć o troskach.
Orchideus - kawa podawana w kwiecistych filiżankach, o wyrazistym zapachu ulubionych kwiatów pijącego.
Titillando - kawa, która musuje w ustach niczym intensywnie gazowana oranżada.


Powrót do góry Go down
Mortimer Bott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1921-mortimer-bott http://www.morsmordre.net/t1926-elfrik#27119 http://www.morsmordre.net/t1925-mort#27110 http://www.morsmordre.net/t1928-mortimer-bott
bezrobotny
22
Półkrwi
Kawaler
My bones keep breaking
Tearing me away from the quiet
The silence of my soul, of my soul from the quiet
6
8
0
0
4
1
0
3
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   13.03.16 0:41

Jakiś czas po wyjściu z Tower.
Byłem przekonany o swojej niewinności, ale odniosłem też wrażenie, że władza uważa osobę za niewinną, kiedy jej wygodnie. A było jej wygodnie, kiedy: a) wszyscy mieli dobry humor, b) aresztowani mieli dużo pieniędzy, c) aresztowani byli czystej krwi lub d) wszystko na raz. Niestety moja sytuacja nie mieściła się w żadnej z tych czterech kategorii, więc przez pierwsze dni zestresowany czekałem na niespodziewany nalot na moje mieszkanie. Szczególnie, że oficjalnie nikt mnie nie wypuścił tylko sam stamtąd zwiałem. Co prawda Tower to nie Azkaban, ale i tak uważałem to za nie takie małe osiągnięcie. Kto może powiedzieć, że został aresztowany i stamtąd uciekł? Nie każdy, więc miałem kolejną rzecz do dopisania na mojej liście życiowych osiągnięć. Oczywiście gdybym taką w ogóle prowadził, ale jeszcze do tego nie doszło. A co innego mógłbym tam wpisać? Może osiągnięcie mistrzowskiego poziomu w niekonsekwencji? Pewnego dnia urywam kontakt ze swoją najbliższą przyjaciółką na pół roku i kiedy w końcu ją spotykam to zachowuję się jak cham i prostak. Natomiast pół godziny później jestem już całkiem miły i pomocny a potem znowu się nie odzywam. Musiałem zdecydować, w którą stronę pójść. Rozsądek kazał mi dalej brnąć w bycie chamem i prostakiem, ale z kolei serce nie potrafiło dłużej jej lekceważyć. Musiałem się z nią spotkać. Tym razem w innych okolicznościach z dala od Nokturnu, psidwaków i wilgotnych cel. Chciałem normalnie z nią porozmawiać, bo nie mogłem ukryć, że tego mi brakowało. O ile jeszcze będziemy potrafili normalnie rozmawiać. Musiałem się dowiedzieć kiedy wyszła za tego całego pana arystokratę i jakim cudem z nim wytrzymuje. Nie chciałem natomiast mówić jej o moich przygodach i nie miałem pojęcia jak uda mi się uniknąć tego tematu. Dalej wyglądałem jak siedem nieszczęść, ale łudziłem się, że nie będzie zwracała na to uwagi. Przyszedłem w umówione miejsce nieco wcześniej. Zająłem stolik i cierpliwie czekałem na Megarę.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   13.03.16 12:36

Nienawidzę się spóźniać! Takie zachowanie nie przystoi damie! Na tę myśl  nie mogłam się powstrzymać od lekko ironicznego uśmiechu. Dobrze wiedziała, ż nigdy damą nie była  i nigdy damą nie będzie więc po co wciąż się oszukiwać?  No tak przecież świat od niej tego wymagał a kim że ona jest by się mu sprzeciwiać? Kolejny uśmieszek zastygł na tej bogu ducha winnej twarzyczce. Idąc wprost do kawiarni zatrzymała się przed jedną z wystaw sklepowych przeglądając się swoim odbiciu.  Stała tak przez kilka zbyt długich chwil próbując zetrzeć ten wyraz zmęczenia zmieszanego z niechęcią  i lekką kpiną. Trzeba było znów wesoło się uśmiechać, odzyskać na chwilę błysk w oczach i lekkość w ruchach. Na gnijące kości mojej matki! Przeklęła samą siebie w duchu. Miała przecież dziewiętnaście lat i należała do najbogatszej rodziny w tym kraju. Nie miała prawa do niczego innego  niż radości z życia.  Gdy w końcu udało jej się uzyskać upragniony efekt  ruszyła przed siebie  zatrzymując się po raz kolejny dopiero przed wejściem do kawiarni. Wzięła ostatni głęboki wdech by się uspokoić i w końcu pchnęła drzwi. Przeszła przez próg a  jej wzrok od razu spoczął na sylwetce przyjaciela.  Wydawało jej się, że wygląda jeszcze gorzej  niż podczas tego nieszczęsnego spotkania na Nokturnie. Mimo swoich obaw nie zapomniała by posłać mu przyjazny uśmiech. Gdy tylko znalazła się tu przy nim  nie zważając na nic przytuliła go. - Nie masz pojęcia jak się cieszę, że do mnie napisałeś. - odezwała się w końcu wypuszczając go ze swoich objęć. Było to pierwsza szczera wypowiedź, która padła z jej  ust od wielu dni. Wiadomość, że Mortimer żyje i jest na wolności sprawiła, że z jej serca spadł ogromny ciężar. Z drugiej jednak strony nie miała pojęcia jak powinna się przy nim zachowywać. Wciąż pamiętała tą złość gdy spotkali się po raz pierwszy po tylu długich miesiącach. Dla tego trzymała się roli dobrze wychowanej panienki pełnej uśmiechu i dobroci. Jak prawdziwa dama ta ironiczna myśl znów zakwitła w jej głowie  jednak szybko została odpędzona. To nie był odpowiedni czas by po raz kolejny toczyć wewnętrzne walki. Tera najważniejszym zadaniem było dowiedzieć się co się działo z jej drogim przyjacielem gdy nie odpowiadał na listy i prośby. - Nikt nie wie co się działo po tym jak nas wypuścili- - to było kłamstwo. Szlachta po prostu się tym nie interesowała. Oni byli wolni a reszta mogła gnić przez następne pół wieku  w mrocznych lochach Tower. - Mam nadzieję, że jesteś już bezpieczny - dodała na chwilę pozbywając się tego wesołego uśmiechu i uważnie przyglądając się jego twarzy. Nie chciała wspominać o tym jak wcisnęła strażnikowi sakiewkę ze złotem byle tylko go wypuścili. Nie miała przecież pojęcia co działo się w Tower dodatkowo bała się,  że Mort źle to odbierze.


Powrót do góry Go down
Mortimer Bott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1921-mortimer-bott http://www.morsmordre.net/t1926-elfrik#27119 http://www.morsmordre.net/t1925-mort#27110 http://www.morsmordre.net/t1928-mortimer-bott
bezrobotny
22
Półkrwi
Kawaler
My bones keep breaking
Tearing me away from the quiet
The silence of my soul, of my soul from the quiet
6
8
0
0
4
1
0
3
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   13.03.16 21:40

Straciłem poczucie czasu. Nie wiedziałem czy siedzę tutaj pięć minut czy pół godziny. Dopiero widok Megary wyrwał mnie z zamyślenia. Posłałem jej blady uśmiech i tym razem odwzajemniłem uścisk. Od razu poczułem zapach jej perfum. Teraz pewnie się zakręcę i z moich przemyśleń wyjdą głupoty, ale Megara zawsze ładnie pachniała. Charakterystycznie i delikatnie zarazem. To była jedna z pierwszych rzeczy jaka mi się z nią kojarzyła chociaż nie wiem czy powinienem się kiedykolwiek do tego przyznawać. Przecież to tylko nieistotny szczegół... W każdym razie lubiłem ten zapach i dobrze mi się kojarzył. - A ja cieszę się, że zgodziłaś się spotkać - odparłem, wzruszając ramionami. Nie zdziwiłbym się gdyby odmówiła. Niby w Tower zaczęliśmy się dogadywać, ale to była nadzwyczajna sytuacja. - Długa historia, ale w końcu udało nam się uciec - westchnąłem. Nie miałem ochoty o tym opowiadać. Szczególnie jej. Zresztą uważałem, że to nie było nic godnego uwagi. - A sprawa ucichła - dodałem. O tym też nie chciałem rozmawiać. To wszystko śmierdziało na kilometr i sam nie wiedziałem czy jestem bezpieczny czy jeszcze nie. Obawiałem się, że nie choć z drugiej strony minęło już tyle dni i wciąż był spokój. Pochyliłem się lekko w kierunku Megary. - Chciałem jeszcze raz cię przeprosić za to co wydarzyło się na Nokturnie - powiedziałem. Może niepotrzebnie wracałem do tego dnia, ale chciałem kategorycznie to zamknąć i iść dalej. - A poza tym dowiedzieć się co u ciebie - dodałem, chcąc zmienić temat. - Bo chyba dużo mnie ominęło - stwierdziłem, unosząc brwi. Wątpiłem, żeby kiedykolwiek udało mi się zrozumieć zasady panujące w jej arystokratycznym świecie. Czasami wydawało mi się, że wychowywałem się na innej planecie. W Hogwarcie zdarzało mi się zastanawiać nad tym co by było gdyby w moich żyłach jednak płynęła czysta krew, ale im byłem starszy tym te myśli przychodziły rzadziej. Może nie miałem tylu przywilejów, ale przynajmniej mogłem sam decydować o swoim życiu. Bo naprawdę wątpiłem, żeby ten niezwykle przyjazny człowiek był jej wybrankiem.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   13.03.16 22:48

Jego uścisk odpędził od niej złe myśli. Wierzyła a raczej bardzo chciała wierzyć, że właśnie odzyskała przyjaciela. Teraz gdy życzliwe dusze były jej tak potrzebne by móc chociażby oddychać. Bez względu na to jak mogła być zajęta nie wyobrażała sobie nawet takiej możliwości by móc mu odmówić spotkania. Zrobiłaby dla niego wszystko dla tego tak serce pękało jej po raz kolejny zdając sobie sprawę, że nie jest już tym samym człowiekiem. W przypływie troski najchętniej zabrałaby go do domu i pilnowała póki nie przestanie być cieniem dawnego siebie. Co na to socjeta? Niech ją licho porwie! Nie zostawia się przyjaciół be względu na wszystko. Starała się nie zareagować na słowo ucieczka . Bez względu na to jak bardzo korciło ją by zdać kolejne pytania uczepiła myśli, że czasem niewiedza bywa błogosławieństwem. Zwłaszcza, że Mort wyraźnie nie chciał o tym rozmawiać. Dała mu więc spokój, przecież było jeszcze wiele pytanie na które będzie musiał jej odpowiedzieć. A ona nie odpuści! Kiwnęła potakująco głową w geście zgody i zrozumienia.Słysząc jego przeprosiny chwyciła go za dłoń w przyjacielskim geście. - Nic takiego się nie stało. Przecież i tak nigdy umiała się na ciebie długo złościć- - wzruszyła lekko ramionami oprawiając to wszystko cichym śmiechem. Mimo tej lekko żartobliwej aury mówiła szczerze i wiedziała, że Mort to wie. Mało to razy chodziła go przepraszać nawet gdy uważała, że wina leżała po jego stronie. Gdy w swoich słowach nawiązał do jej ślubu mimowolnie puściła jego dłoń. Mięśnie same się napięły a uśmiech był już znacznie trudniejszy do utrzymania. - Jak zdążyłeś już zauważyć teraz nazywam się Carrow. Nazwisko dobre jak każde inne - dwa zdania wypowiedziane na jednym wdechu nie brzmiały zbyt przekonywująca ale co innego mogła mu powiedzieć? - Wysłałabym ci zaproszenie ale byłeś- zamilkła na chwilę szukając odpowiedniego słowa- nieosiągalny- dodała w końcu z lekkim przekąsem. - Żałuj, ślub był ponoć bardzo piękny. Już dawno szlachcice nie mieszali się z mieszańcami z takim uśmiechem na ustach. Chociaż ja pamiętam tylko białe róże. - skupiła się na chwilę na wspomnieniu własnego ślubu ale rzeczywiście nie pamiętała za wiele prócz ogromne ilości wazonów wypełnionych pąkami. - Okropne kwiaty! Słowo daje, że jak zaczną kwitnąć to zrobię sobie z nich piękne ognisko -klasnęła w dłonie na tę myśl. Wrzuci do ognia jeszcze parę figurek aetonów od których roi się w jej domu i wszystko będzie pięknie. - Tak chciałam zobaczyć cię w szacie wyjściowej- westchnęła z wyraźną teatralnością chwilę później opierając brodę na łokciu. - Ale ty miałeś inne rzeczy na głowie - przyglądała mu się uważnie. Dobrze wiedziała, że teraz będzie musiał się jakoś wytłumaczyć. Wolała to załatwić w ten sposób niż zadawać mu bezpośrednie pytania.


Powrót do góry Go down
Mortimer Bott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1921-mortimer-bott http://www.morsmordre.net/t1926-elfrik#27119 http://www.morsmordre.net/t1925-mort#27110 http://www.morsmordre.net/t1928-mortimer-bott
bezrobotny
22
Półkrwi
Kawaler
My bones keep breaking
Tearing me away from the quiet
The silence of my soul, of my soul from the quiet
6
8
0
0
4
1
0
3
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   16.03.16 23:27

Wybacz mi opóźnienie. podkówka
Raczej złe jak każde inne pomyślałem, ale zostawiłem to dla siebie i tylko kiwnąłem głową. Dlaczego ten ślub wywoływał we mnie tyle negatywnych emocji? Przecież doskonale wiedziałem, że do niego dojdzie. Może gdybym dostał zaproszenie i czas na przetrawienie tej informacji zamiast stawać przed faktem dokonanym? A może po prostu wiedziałem, że Megara wolałaby nie nosić tej obrączki na palcu? A może źle odczytywałem znaki i Megarze w ogóle to nie przeszkadzało? Może tylko mi ten ślub wydawał się być nieodpowiedni pod każdym możliwym względem, bo wychowywałem się wśród zgoła innych zasad i tradycji? Zlekceważyłem jej wzmiankę o mojej nieosiągalności. Miałem zamiar lekceważyć jej pytania i aluzje jak długo tylko będę w stanie. Nie byłem gotowy na szczerą rozmowę. Nie na ten temat. - Cytujesz artykuł z Proroka? - Zapytałem, unosząc pytająco brew. Wolałem nie komentować zdania o mieszaniu się szlachciców z mieszańcami i to w dodatku z uśmiechem na ustach, bo chyba było oczywiste, co o nim sądzę. W każdym razie to brzmiało jak fragment artykułu, a taki z pewnością się pojawił. Chcąc nie chcąc zaśmiałem się cicho na wzmiankę o rozpalaniu ogniska ze ślubnych kwiatów. Bez problemu potrafiłem wyobrazić sobie tą scenę. Ogień na środku ogrodu, chmura dymu, białe róże porozrzucane we wszystkich kątach i Megara z szaleńczym uśmiechem na ustach. - To by był aż tak nadzwyczajny widok? - Zaśmiałem się, choć prawdę mówiąc faktycznie nie mogłem przywołać żadnego wspomnienia ze mną w szacie wyjściowej w roli głównej. Ale na pewno jedną miałem! - Byłby - powiedziałem po chwili z poważnym wyrazem twarzy. Cóż, tak przystojna osoba jak ja w takim stroju jak tamten. To musi ze sobą współgrać. Zgadza się, zacząłem z siebie żartować w ten sposób ale Megara musiała w końcu zahaczyć o niewygodny temat. Dajesz, Mort! Tyle razy wciskałem ludziom kity, że i tym razem powinno mi to jakoś pójść. Westchnąłem głęboko ze smutkiem. - I ominąłem twój ślub. Mam nadzieję, że zachowałaś gdzieś jakieś porządne wspomnienie i kiedyś będę mógł do niego zajrzeć - powiedziałem i zrobiłem błąd, bo unikałem jej spojrzenia. Po prostu czułem jak mi się przygląda i miałem wrażenie, że jak tylko na nią spojrzę to będzie wszystko wiedziała. Jakby posiadała zdolność czytania w myślach. -  Swoją drogą gdybym wymyślił coś takiego jak myślodsiewnia to upewniłbym się, że wszyscy wiedzą, że to moje dzieło - dodałem jak gdyby nigdy nic. Akurat nieznana tożsamość wytwórcy tego sprytnego narzędzia faktycznie mnie ciekawiła, ale to nie temat na tą rozmowę. To tylko krukoński przerywnik, bo przecież u mnie wszystko w porządku i musiałem taki dodać, jak zawsze. - Nie widziałem twojej sukni i nie miałem okazji pośmiać się z zaproszonych gości - dodałem, uśmiechając się kątem ust. Tylu arystokratów w jednym miejscu? Momentami musiało być zabawnie. - Chociaż zdjęcia pokaż. A jak się czujesz jako mężatka? - Zapytałem choć ostatnie słowo ciężko przeszło mi przez gardło. Jakbym mówił o innej osobie, bo w głowie wciąż miałem żywy obraz Megary z Hogwartu i cały ten ślub kompletnie do niego nie pasował.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   17.03.16 18:51

Wzruszyła lekko ramionami starając się przy tym wyglądać możliwie niewinnie. - Skoro pewnie mój ojciec wydał na niego sporo pomiędzy to mam do tego wszelkie prawa - w jej głosie zaczęły pobrzmiewać pierwsze nuty niechęci. Niedobrze, obiecała sobie, że nie będzie się zbyt uzewnętrzniać. Ale przecież to Mortimer… tak brakowało jej rozmowy z nim. Zaczęła się śmiać słysząc z jaką powagą stwierdza, że rzeczywiście widok jego osoby w szacie wyjściowej byłby czymś wyjątkowym. - Mortimer Bott wreszcie wyglądający jak na człowieka przystało. Tego nie dałoby się zapomnieć. Ile serc byś złamał?! - wyraźnie zachwycona tą myślą na chwilę zapomniałam o wszystkich swoich troskach. Oczami wyobraźni już widziała Morta rozmawiającego z piękną dziewczyną ze szlachetnego rodu. Ich kwitnącą miłość a później szczęśliwe wspólne życie. Mort stałby się częścią jej świata i już by jej nie zostawił. Nie ważne, że prędzej zamarzłoby mugolskie piekło niż do tego dojdzie. Przecież nie wolno odbierać dzieciom marzeń. Wróciła na ziemię gdy tylko zdała sobie sprawę, że zaczął unikać jej wzrok. Wyraźnie próbował omijać niewygodny dla siebie temat jednocześnie zmuszał ją by opowiadała o tym najczarniejszym dniu w jej życiu. Gdyby wiedział ile mnie to kosztuje na pewno nie zmuszałby mnie do tego. pocieszała się tą myślą. - Nie liczyłabym na to. Jednak wspomnienie za wspomnienie Mort. Nie ma nic za darmo - wciąż nie spuszczając z niego wzrok posłał mu lekko zadziorny uśmiech. Niech nie myśli, że ona nie widzi co kombinuje. Nie da mu się tak łatwo wywinąć. Nie mogła się powstrzymać od uśmiechu słysząc tę dziwną wzmiankę o twórcy myśli odsiewnej. Miała wrażenie, że na siłę próbuje jej coś udowodnić. Nie nabierze się, za dobrze go zna. Gdyby miała wolną chwilę pomiędzy obserwowaniem go a panowaniem nad własnym językiem pewnie stwierdziłaby, że to smutne. Niby rozmawiali jak dawniej, nadrabiali stracony czas ale przecież żadne z nich nie było już tym samym człowiekiem jak wtedy gdy ich największym problemem były egzaminy czy szlabany. - Suknia składała się z wielu kilometrów białego materiału.- - odezwała się nagle z dość obojętnym tonem. - Co do reszty to gdy odwiedzisz mnie w Yorku pokaże ci wszystkie zdjęcia. Nie odmówisz mi prawda? To naprawdę piękne miejsce. Daleko od zgiełku miasta i przede wszystkim od ludzi. Spodobałoby ci się tam - była pewna każdego swojego słowa a po jej wyrazie twarzy jasno można było stwierdzić, że nie zniesie jakiejkolwiek formy sprzeciwu. - Spokojnie, dom jak i hrabstwo są całkiem spore. Będziemy omijać Deimos możliwym szerokim łukiem. Poza tym wyrwiesz się z miasta. Świeże powietrze dobrze ci zrobi…mówiąc szczerze to nie wyglądasz najlepiej - to miał być przytyk i daj Merlinie, żeby tak właśnie brzmiało. Bała się, że jeśli Mort wyczuje że się o niego martwi to zamknie się przed nią i już niczego się nie dowie.


Powrót do góry Go down
Mortimer Bott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1921-mortimer-bott http://www.morsmordre.net/t1926-elfrik#27119 http://www.morsmordre.net/t1925-mort#27110 http://www.morsmordre.net/t1928-mortimer-bott
bezrobotny
22
Półkrwi
Kawaler
My bones keep breaking
Tearing me away from the quiet
The silence of my soul, of my soul from the quiet
6
8
0
0
4
1
0
3
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   20.03.16 1:11

- Oczywiście - odpowiedziałem, całkowicie przyznając jej rację, choć w moim głosie dało się usłyszeć nutę sztuczności. Jeszcze nie zdołała mnie przekonać co do swoich uczuć odnośnie ślubu. Dalej sądziłem, że ostatnie na co miała ochotę to wychodzić za jednego z tych nadętych paniczów i, co gorsza, spędzić u jego boku resztę życia. A przynajmniej jego znaczną część. - Wiele - odparłem żartobliwie. Wątpiłem w mój powalający wygląd, a już na pewno po wypadku. Wyglądałem jakbym nie zmrużył oka od miesiąca, co poniekąd było prawdą i w razie czego będę się tego trzymać. Będę się trzymać najbardziej absurdalnych scenariuszy, byle nie powiedzieć jej o mojej likantropii. Nie łudziłem się, że uda mi się to utrzymać w tajemnicy do końca życia (chociaż biorąc pod uwagę fakt, że co miesiąc zamieniam się w krwiożerczą bestię, ten koniec może nastąpić szybciej niż mi się wydaje), ale chciałem opóźnić wyjawienie prawdy najdłużej jak potrafię. Nawet nie chodziło o brak zaufania i obawę, że Megara wszystko wyda. Ona jest jedną z nielicznych osób, którym naprawdę ufam. Po prostu chciałem pozostać w jej oczach tym samym Mortimerem, a nie Mortimerem wilkołakiem. Jakby fakt, że tylko ja o tym wiem, sprawiał, że mój problem jest mniej realny. Westchnąłem cicho na jej słowa. Spodziewałem się, że spławienie jej nie będzie proste. - Wielu kilometrów? Miałaś oddzielną służbę na dźwiganie trenu? - Zapytałem z lekka rozbawiony. Nie wiem dlaczego próbowałem ten poważny dzień jakoś... stłamsić. Obniżyć jego wagę. Swoją drogą to zabawne, że tren to też utwór żałobny, ale to spostrzeżenie postanowiłem zachować dla siebie. Spojrzałem na nią z małym niedowierzaniem, kiedy zaproponowała mi wyjazd do jednej ze swoich posiadłości. Jasne, z chęcią bym ją odwiedził tylko jej rodzina skuteczne do tego zniechęcała. - Dobrze - odpowiedziałem niezbyt przekonany i Megara musiała to wyczuć, bo zarzuciła mnie kolejnymi informacjami. - Sama też go omijasz szerokim łukiem? - Zapytałem, spoglądając jej w oczy. Tym razem to ja chciałem się dowiedzieć prawdy, bo Megara wcale nie była lepsza ode mnie i też skutecznie ją omijała. Albo to ja wciąż dopisywałem sobie oddzielną historię. Pochyliłem się w jej stronę. - Wybacz mi te pytania, ale chyba nie zaprzeczysz, że wtedy w celi zachowywał się jak kretyn. Nie wiem czy to przez ilość spożytego alkoholu czy przez charakter, ale to raczej nie jest dziwne, że się martwię? Zastanawiam się czy w ogóle z nim wytrzymujesz - powiedziałem szczerze przestając już krążyć wokół tematu. - Chyba, że się mylę i źle go oceniłem. W końcu w ogóle go nie znam - dodałem, wzruszając ramionami. Musiałem zadać te pytania, bo nie dawałyby mi one spokoju, jednak po chwili uśmiechnąłem się lekko. - A mi naprawdę nic nie jest - dodałem spokojnie. Megara musiała uwierzyć, że mój stan nie jest powodem do zmartwień.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   21.03.16 23:34

Kiwnęła potakująco głową. - Oczywiście. Również kilka lżejszych białych sukien, które zmieniałam co dwie godziny tak by wciąż wyglądać pięknie i świeżo - Ton głosu miała zupełnie poważny jakby to co mówiła było czymś oczywistym. Zaraz jednak roześmiała się wesoło. Wiedziała, że Mort lubił się nabijać ze zwyczajów panujących wśród szlachty a ona chętnie dawała mu ku temu sposobność. Zresztą była to miła odmiana myśleć o tym dniu ze śmiechem na ustach a nie przeszklonymi oczami.
Cała aż drgnęła gdy usłyszałam, że się zgadza. Mimo wszystko nie sądziła, że  pójdzie tak łatwo.  - Wspaniale!- - w głowie już urządzała plan każdego dnia. Chyba nie sądził, że jego wizyta potrwa jeden dzień. Skoro już dostanie się w jej ręce długo go nie wypuści. - Wiesz, że już nie możesz zmienić zdania? - spytała retorycznie zmieniając swój uśmiech na lekko chochlikowaty.  Wizja tego, że będzie miała w Marseet kogoś z kim będzie mogła porozmawiać i komu będzie mogła zaufać napełniła ją ogromną radością. Już prawie zapomniała jakie to wspaniałe uczucie. Gdy z ust Morta padło kolejne niewygodne pytanie nie uchyliła się przed jego spojrzeniem. - Mam dużo pracy w ministerstwie. Rzadko jestem w domu przed kolacją. gdzieś tam coraz wyraźniej tlił się lekko ironiczny uśmiech.  Nie dostał jasnej i szczerej odpowiedzi ale wiedziała, że Mort był niemal tak mądry  jak ona i szybko domyśli się  prawdy. Meg wyprostowała się na wzmiankę o pobycie w celi. To wspomnienie nie należało do najprzyjemniejszych. -  To przez alkohol - słychać było, że coś w jej głosie się zmieniło. - Zresztą tak jak ci mówię, mam dużo pracy i rzadko bywam w domu. - udało jej się powrócić do radosnego tonu głosu. - Nie musisz się o mnie martwić. Jestem duża  i silna - z rozbawieniem spojrzała na swoje ciało. - Choć może nie wyglądam - dodała po chwili znów cicho się śmiejąc. Milczała przez kilka zbyt długich chwil. - A ja ci nie wierzę - chciała by to zabrzmiało jak kolejny żart ale jej wysiłki zniweczyła powaga tląca się w oczach. - Mam propozycje- - odezwała się w niej dusza konspiratora. - Wiem, że powinno się pić ale jeśli poproszę o butelkę ognistej to mogę wywołać sporę oburzenie dla tego użyjemy –rozejrzała się jakby czegoś szukała. - soli, to będzie zdecydowanie bardziej bolało!- - klasnęła  dłonie ku pochlubieniu swojemu geniuszowi. -  Każde z nas ma prawo do trzech pytań. Jeśli nie będziemy chcieli na nie odpowiedzieć zjemy łyżeczkę soli. To uczciwy układ! - przeniosła na niego spojrzenie przy czym zaczęła ruszać brwiami w dość zabawny sposób. - Jak będzie Bott? Tylko uczciwie bo i tak będę wiedziała, że kłamiesz! - ostrzegła go wysuwając oskarżycielko palec. Zabawa w podchody i tak nic nie dawała więc trzeba   było znaleźć inną metodę.


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   08.03.17 19:03

/24.04

Wśród ostatniej zawieruchy dopiero dzisiaj znalazłem czas. Oczywiście odpowiednio wcześniej dogadując datę spotkania przez sowę; niektórzy ludzie praktykowali coś takiego jak plany, dlatego prośba o spotkanie tego samego dnia mogłaby być nie na miejscu. Poza tym Inara dopiero zaczynała swoje małżeńskie życie, dlatego na pewno też miała mało czasu. Wróciłem dopiero kilka dni temu, a już mogłem powiedzieć, że całe życie obróciło mi się do góry nogami. Lady Nott przeżywała pewnie podobne emocje (bo raczej nie identyczne…), dlatego powinna mnie zrozumieć. Mnie i mój entuzjazm widoczny prawie na każdym kroku. W spojrzeniu, uśmiechu, sprężystym chodzie, ekspresyjnej mimice twarzy. Nie zapomniałem zabrać niczego z Norfolk przed zmaterializowaniem się w jednym z portowych zaułków. Oszczędziłem jednak kobiecie oglądania tej niezbyt pochlebnej części tego miejsca, zapraszając do kawiarni. Jednej z najlepszych. Mieli tu pyszną kawę, a ciasto palce lizać! Trochę to nie bardzo pasowało do szlacheckich standardów, ale (być może niesłusznie, nie wiem) uznałem, że jest z niej równa babka. Już samo pojawienie się na mojej, niestety trochę nieudanej, imprezie na statku dowodziło pewnego rodzaju dystansu do siebie. Choć z drugiej strony nie byłem pewien swoich wniosków, skoro zjawił się tam również Tristan. Jeden z najbardziej konserwatywnych mężczyzn, jakiego miałem okazję poznać.
Bez względu na wszystko, pełen optymistycznych myśli oraz wypełnionej po brzegi torby, znalazłem się w części magicznego portu. Skierowałem kroki ku Fideliusowi, od razu zakochując się w aromacie kawy unoszącym się od samego progu tego miejsca. Zdjąłem lekki, wierzchni płaszcz ukazując mimo, że bogaty, to bardzo swobodny strój (nie chciałem urazić rozmówczyni). Zasiadłem na jednym z miękkich foteli; z racji małej ilości obecnych w pomieszczeniu stolików nietrudno było mnie znaleźć. W przeciwieństwie do wolnego miejsca, bo ostały się aż dwa. To i tak niezły wynik biorąc pod uwagę porę dnia. Większość amatorów portowych rozrywek wolała puby oraz knajpy mocniej kojarzące się z szerokimi wodami. Kawa oraz słodycze pozostawały raczej dla tych, którzy już nie widzieli niczego szczególnego w morskim życiu.
Czyli między innymi dla mnie. Usiadłem spokojnie przy jednym ze stolików, zapadając się miękko w fotelu. Sprawdziłem jeszcze, czy aby na pewno wszystko zabrałem, po czym oczekiwałem na przybycie Inary. Miałem nadzieję na miły wieczór, bez oceniających spojrzeń. Tylko czy wypadało nam się w ogóle spotykać? Mąż i mężatka, z dala od swoich przyrzeczonych, to mogło wyglądać dziwnie. Z drugiej strony kto miałby się tu zapuszczać? Wziąłem menu do ręki zastanawiając się nad wyborem kawy, a oddalając nieprzyjemne myśli oraz gdybania.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   19.03.17 16:07

Zdawało jej się, że wszystko poruszało się  zastraszająco szybkim tempie. Minął prawie miesiąc od ślubu, a Inarze zdawało się, że było to zaledwie wczoraj. Odnajdywała sprawcę takich wrażeń w jednej, konkretnej osobie, która niezmiennie przywoływała na jej wargi uśmiech. I ciężko było sie go pozbyć co czasem przyprawiało i otaczających ją bliskich - śmiech. Przyzwyczajała się do zupełnie nowej rzeczywistości, która nie przypominała wizji małżeństwa, które tak często roztaczano nad jej głową. Inaczej.
Drugą rzeczywistością, która ją wciągnęła były badania naukowe. Kolejne. Nawet nie spodziewała się, że po skończeniu jednych tak łatwo zdecyduje się uczestniczyć w nowych. Tym razem oferując swoje alchemiczne umiejętności, ale bez przewodnictwa. Może...następnym razem. Rzucając się w podobny wir zajęć musiała na nowo sięgnąć po ingrediencie, które zużywała zbyt szybko, jak na jej potrzeby. Pamiętała jednak o obietnicy i prośbie, którą kiedyś posłała ku Traversowi. Jego obeznanie z morskimi podróżami dawało jej możliwość na zdobycie składników nie zawsze dostępnych w aptekach. I dlatego z taką przyjemnością otwierała list wieszczący powrót Glaucusa z wyprawy. Czasem przypominała sobie ich pierwsze spotkanie na statku i z perspektywy czasu chciało jej się śmiać, chociaż wspomnienie pochłaniającej jej ciemnej wody, niezmiennie wywoływało niekontrolowane dreszcze.
Na miejscu, w magicznym porcie pojawiła się przed czasem, ale jeszcze chwilę krążyła zanim trafiła na odpowiednią lokację. Aromat kawy przyciągał, chociaż chwilami miała wrażenie, że wyczuwa zupełnie inne nuty zapachowe. Wanilia? I nim pokonała nieduże schodki prowadzące do Fideliusa, zdążyła zastanowić się nad różnymi kombinacjami, w których mogłaby jej smakować kawa. Pomysły dosyć dzikie, bo zazwyczaj zamawiała czystą wersję bez mleka z odrobiną cukru. Uznała jednak, że alchemiczna natura wtargnęła na teren jej smakowych wymysłów. Innej przyczyny nie znała. Jeszcze.
Wnętrze kawiarni prezentowało się przytulnie i na szczęście niezbyt tłoczno. Już u wejścia dostrzegła znajomą sylwetkę szlacheckiego żeglarza. Pokonała odległość zajmując miejsce naprzeciw Glaucusa. Wyciągnęła rękę w naturalnym geście przywitania, pozwalając, by mężczyzna musnął ustami wierzch dłoni. Chociaż była w tym widoczna naleciałość szlacheckiej etykiety, Inara zapamiętywała go zawsze jako przyjemny, świadczący o gentlemańskiej naturze spotykanego mężczyzny - Dziękuję za wiadomość i cieszę się, że cię widzę - uśmiech nie zniknął z jej warg, bez przeszkód odnajdując spojrzenie dwóch błękitów. Kwiecień  odróżnieniu od kilku poprzednich miesięcy rysował się dobrze. I jakby na dowód tego, przesunęła dłonią po złotej obrączce na serdecznym palcu.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   28.03.17 14:00

Aromat kawy przyjemnie drażnił nozdrza, a chwila skupienia na menu wystarczyła, by do środka weszła kolejna istotka. I to ta, której oczekiwałem. Podarowałem jej na powitanie uśmiech, po czym wstałem oraz oczywiście ucałowałem jej drobną dłoń, zachęcając później do zajęcia miejsca naprzeciwko. Kiedy dopełniliśmy wszystkich formalności, na powrót zasiadłem w uprzednio zajętym fotelu. Początkowo odczuwałem lekkie skrępowanie spowodowane wszystkimi moimi wnioskami wysnutymi dosłownie przed chwilą, ale moje niefrasobliwe usposobienie zaraz dało o sobie znać bagatelizując sprawę dość wątłej znajomości pomiędzy nami.
- Też się cieszę. Sporo czasu minęło od twojego ślubu – zagaiłem, ponownie przysuwając do siebie menu. Identyczne czekało już na Inarę. – Jak już wspomniałem, zatrzymały mnie interesy w Grecji. Żałuję, że nie mogę złożyć życzeń wam obojgu, ale… – zacząłem. – Na pewno wiesz, że życzę wam nieustającego szczęścia w tym małżeństwie – dodałem. Zanim jednak ponownie zabrałem się do wertowania karty (choć chyba już miałem jako-takie pojęcie na temat tego, co chciałem), to sięgnąłem do torby wyjmując z niej dwa niewielkie, granatowo-złote pakunki, które wręczyłem lady Nott. – To prezenty dla was. Chciałem ci je wręczyć osobiście. No i starałem się wybrać coś typowo greckiego, skoro już się tam wybrałem – wyjaśniłem pokrótce. Percival dostał komboloi z bursztynu, oprawione w srebrze; Inarze wybrałem złotą biżuterię z greckimi motywami. Wydawało mi się, że te podarki będą najodpowiedniejsze, ale kto wie, może w setce pomysłów przegapiłem coś, co pasowałoby bardziej. Niestety było już za późno na wszelakie wątpliwości, dlatego musiałem brnąć w przekonanie, że zrobiłem najlepiej jak potrafiłem.
Trochę głupio, że tak od razu na wstępie wyłożyłem wszystkie karty na stół, ale tak naprawdę to nadal źle się czułem z faktem nieobecności na ceremonii. Niestety wyrwanie się z ramion greckich interesów było zadaniem prawdziwie trudnym, do tego stopnia, że poległem. Miałem nadzieję, że państwo Nott nie żywili do mnie o to urazy, ale siła wyższa.
- Jak tam pierwsze uroki małżeńskiego życia, dajesz radę? – spytałem luźno, nie oczekując oczywiście żadnych intymnych szczegółów czy w ogóle jakichkolwiek szczegółów, ale ciekawy byłem, czy tylko mi się było trudno z początku przestawić. – Dobra, zagadałem cię, może zamówmy coś – zaproponowałem nagle. Usiadłem wygodniej czekając na werdykt, samemu powtarzając sobie ciekawą nazwę wybranej kawy w głowie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   18.04.17 19:56

Jako alchemik, w pewien specyficzny sposób była wyczulona na zapachy. Potrafiła bezbłędnie rozpoznać większość ingrediencji i specyfików, wyłącznie mając do dyspozycji zmysł powonienia.  Oczywiście jeśli takowy element ów zapach posiadał, chociaż w wielu wypadkach jego brak także miał znaczenie. Ostatnimi czasy Inara zauważyła, że jest wyczulona jeszcze bardziej. Nie odnajdowała w tym konkretnej przyczyny, ale niektóre zapachy mniej lub bardziej intensywnie na nią działały. Tak jak kawa. Uwielbiała ostro-gorzki posmak, który drażnił język i pobudzał. I w ten sam niecodzienny sposób - skojarzyła Glaucusa. Ostatnie spotkanie było otulone wodną aurą, ale teraz do palety skojarzeń miał dotrzeć zapach kawy.
- Takie wydarzenia...mają w sobie pierwiastek...mieszania w czasie. Niezależnie od tego, ile czasu mija - wydaje mi się, że działo się to jeszcze wczoraj... - zawiesiła wzrok na podsuniętej karcie, by po chwili przysunąć ją smukłymi palcami. Wiedziała czego chciała już od wejścia - Domyśliłam się, że mogła cię zatrzymać praca. To nie powód do przeprosin. Rozumiem i dziękuję - podniosła spojrzenie na mężczyznę, obserwując zmieniającą się na jego twarzy mimikę. Należał do przystojnych mężczyzn z żywotną iskrą tańczących w jasnych oczach. Zwracał na siebie uwagę, chociaż Inara patrzyła teraz na każdego przez pryzmat... Łowcy, dopatrując cech, które prezentował jej mąż. Może była to naturalna rzecz dla kogoś zakochanego, ale alchemiczka traktowała to jako pewną nowość.
Zatrzymała dłoń na blacie stolika, gdy jej towarzysz sięgnął po podarki. Uniosła wyżej brwi przyglądając się wyciąganym przedmiotom - Są bardzo piękne - przytaknęła z uśmiechem - Percy na pewno będzie rad z twojego wyboru. Dziękujemy - dodała jeszcze, przez moment czując sztywną manierę powinności, która wymagała odpowiedniego zachowania. Wrażenie jednak umknęło - Właściwie, miałabym prośbę - zmrużyła oko, a kącik ust drgał w niezaprzeczalnie, wesołym tańcu ku górze - Szczególnie teraz... - w tych niespokojnych czasach - ciężko o dostęp do niektórych, rzadszych ingrediencji...Zapewne wiesz, ze jestem alchemikiem. Jeśli podczas swoich podróży trafisz na takowe, będę rada za sprowadzenie - w źrenicach Inary błysnęła znajoma iskra, zapalająca się za każdym razem, gdy mówiła o ulubionej dziedzinie. Umilkła jednak kręcąc lekko głową. Skupiła się na zamówieniu i ulubioną kawą z nutą wanilii. Nad kolejnym pytaniem arystokraty, przez chwilę myślała, chociaż nie oderwała wzroku od rozmówcy.
- Zakładam, że pojmowanie małżeńskiego życia inaczej figuruje w definicji mężczyzny, a inaczej kobiety...ale chyba jeszcze się zbyt mocno nie pogubiłam - zaśmiała się, bo mimo wszystko nie spodziewała się podobnego pytania od...mężczyzny. Musiał należeć do tych bardziej wrażliwych na perspektywę małżeńską - To chyba zawsze zależy od obojga...prawda? Ty też nie należysz do osób z długim stażem - pozwoliła sobie na bezpośredniość, a konwenanse zwyczajowej, sztucznej rozmowy, odłożyć nieco na bok. Możliwe, że sprawdzała na ile w rozmowie może sobie pozwolić, wyrabiając sobie przekonanie o morskim podróżniku. Nie przypominał żadnego z nadętych władzą arystokratów, którzy spychali rozmówcę do roli słuchacza. Nie należał też do arogantów, traktujących kobiety, jak głupiutkie laleczki. tego nie lubiła najbardziej. I w miarę postępującej rozmowy - Glaucus zyskiwał w jej oczach.
- Czarna z wanilią i odrobiną mleka - odpowiedziała prosto, z uśmiechem wiedząc, że zamówienie zostanie za chwilę spełnione.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   08.05.17 11:02

Nie zwracałem większej uwagi na zapachy, bo nie było mi to do niczego potrzebne. Choć doceniałem zdolność powonienia, niektóre wonie lubiąc bardziej inne mniej, ale kiedy wkraczałem do konkretnego pomieszczenia, chcąc nie chcąc poddawałem analizie wszystkie odczuwalne bodźce. I to był jeden z nich. Szybko o nim zapomniałem zaplątany w rozmowę oraz galopujące po umyśle myśli, a także wspomnienia. Zainteresowanie oraz uwagę wolałem poświęcać ludziom, skoro kawa i tak mnie nie ominie. Uśmiechałem się cały czas, pozornie nie mając powodów do zmartwień; niestety fortuna toczy się kołem, a punkt kulminacyjny miał dopiero nadejść, o czym w tej chwili nie wiedziałem. Byłem zrelaksowany po podróży, szczęśliwym, przyszłym ojcem; żadna z obecnych trosk nie mogła się temu równać. Przyjemne, nieformalne spotkanie też nadawało własnej bytności lekkości, czyli tego, co lubiłem najbardziej. Cieszył mnie nawet brak oceniających spojrzeń, choć bez wątpienia kilka par ciekawskich, zezujących na nas oczu czaiło się nieopodal. To i tak było niczym w porównaniu do szlacheckich przyjęć pod pełną kontrolą.
- To prawda – przytaknąłem z krótką zadumą przypominając sobie własny ślub. Po nim czas, choć przecież wciąż ten sam, niezmienny, wydawał się upływać zupełnie inaczej niż wcześniej. Zaraz jednak powróciłem do rozmowy również myślami. Spojrzałem na Inarę, wyglądającą na idealnie wyważoną osobę: jednocześnie posiadającą lekkość w kontakcie z innymi jak i powściągliwość przydatną na salonach, by nikt nie odważył się jej posądzać o nieokrzesanie. Osiągnąć coś takiego było naprawdę trudną sztuką. Mimo, że ja sam nie przykładałem szczególnej uwagi do etykiety, stosując ją mocno wybiórczo, to nawet zwykła, ludzka przyzwoitość oraz sympatia do drugiej osoby nakazywała mi wyjaśnienie swojej nieobecności na tak ważnej dla młodej pary uroczystości. W moim mniemaniu jedynymi powodami, dla których można było się na niej nie zjawić, była właśnie praca oraz choroba. Dobrze, że trafiło na to pierwsze.
Pokiwałem głową, zmierzając do końca prezentowych powinności oraz zajmując się całkowicie towarzyską stroną spotkania; może odrobinę skropioną sprawami zawodowymi. Nie widziałem niczego złego w pomocy, lubiłem pomagać. I tak co jakiś czas dostawałem zlecenia lub prośby dotyczące zagranicznych produktów, dlatego nie przeszkadzały mi dodatkowe zamówienia. Splotłem palce na blacie.
- Oczywiście, nie ma problemu. Może w przyszłym miesiącu będę gdzieś płynął – przytaknąłem. – Jak będę coś bliżej wiedział, to do ciebie napiszę, byś mogła przemyśleć co konkretnie potrzebujesz – kontynuowałem. – Choć powiem ci, że przez decyzję Ministerstwa też mamy nie lada problemy z handlem. Obostrzenia są coraz bardziej uciążliwe, papierologii jest co nie miara… ale jesteśmy panami wód, kto ma dać radę jak nie my? – zakończyłem optymistycznie, jak to ja. Nie potrafiłem martwić się zbyt długo. Zresztą, przynajmniej znałem już powód dla którego wypływaliśmy rzadziej niż dotychczas i mój ślub nie miał z tym aż tyle wspólnego, co sądziłem. Miałem tylko nadzieję, że w miarę upływu czasu wszystko się jakoś unormuje, a kontakty zagraniczne zyskają na płynności, bo teraz panował jeden wielki chaos.
- To dobrze, podobno pierwsze chwile są najtrudniejsze. Choć jeśli ktoś jest zakochany, to raczej te późniejsze stanowią ewentualną przeszkodę – odparłem, kiedy już zmieniłem temat na ten przyjemniejszy. Zawtórowałem śmiechowi, bo to prawda, że byłem dość nietypowym mężczyzną. Z drugiej strony to smutne, że zwykła empatia oraz troska o drugą osobę odbierana jest za dziwactwo. – Powinienem powiedzieć, zgodnie ze współczesnymi kanonami, że to zawsze zależy wyłącznie od kobiety, ale prywatnie potwierdzam, że wszystko zależy od chęci obojga. To ciągłe pasmo kompromisów oraz dogadywania się. Tylko nie mów nikomu, że to powiedziałem – stwierdziłem z rozbawieniem. Raz pod wpływem alkoholu wygadałem się na ten temat Tristanowi, po dziś dzień mam nadzieję, że o tym zapomniał. – Przyłapałaś mnie – dodałem w tym samym tonie. Pokręciłem głową. To prawda, nie mogłem uchodzić za żadnego znawcę. Tylko ja byłem zwolennikiem teorii, że nie trzeba być mistrzem w danej dziedzinie, by móc wyrazić własną opinię. Prawdopodobnie to też było odbierane za dziwactwo.
- Ja poproszę Kameleona. Z mlekiem i cukrem – odparłem w ramach złożenia zamówienia. Które dotarło do nas dość szybko, dlatego po kilku minutach mogliśmy się raczyć specjałami kawiarni.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze kawiarni   03.07.17 21:00

Rzeczywistość, w której przyszło egzystować Inarze, rządził się własnymi prawami. Arystokracja trwała w specyficznie, misternie utkanej bańce, oddzielającej niejako od zewnętrznej świadomości. Większość obserwatorów widziała szklane zamki, bogactwo i beztroskę otuloną pozłacaną ramkę. Niewielu spoglądało głębiej, poza manipulacyjną etykietę, sztywne zasady i wystawne bale. Zdawało się nieraz, że były persony wśród szlachty, które nie wymykały się poza graniczące ich ramy szlachectwa, pojmowanego niby w krzywym zwierciadle. Może była to wina samej arystokracji, odrywając się tak mocno od pozostałej społeczności czarodziejskiej, ale perspektywa wyrywania jej na siłę była okrutna. A czasy, w których przyszło im żyć coraz częściej dzieliła świat na dwie barykady. Skrajności, w których trudno byłoby się odnaleźć. Chmury wciąż wisiały nad Londynem i tylko nieświadomość toczącej się wojny - chwilowo - broniła mieszkańców. Czy Glaucus wiedział więcej o sprawach toczących się poza ramami arystokratycznej bańki? Domeną męską było wiedzieć więcej i chociaż buntownicza iskra wierciła się w alchemiczce na tę myśl - zdawała sobie sprawę, że wielokrotnie była pozbawiana ciężkich aspektów wiedzy. Albo z troski, albo z obawy, a często z utrwalonego stereotypu. Inara nie mogła być ignorantką, ślepą na rysujące się podziały i tylko czasem udawała, że tego nie dostrzega. Nie każdy musiał zdawać sobie sprawę z jej świadomości. Nawet jeśli prawda była na wyciągniecie ręki. Tak przecież było łatwiej.
Przytaknęła nieznacznie głową, dostrzegając malującą się na twarzy mężczyzny zadumę. Nie rozwinął  swego potwierdzenia, ale czarnowłosa mogła postawić swoją różdżkę, że kryła się za tym większa odpowiedź. Mariaże szlacheckie nigdy nie należały do prostych. Łączono w parę dwoje (zazwyczaj) młodych ludzi, nie próbując nawet zastanawiać się nad ich zdaniem. A najmniej do powiedzenia miały kobiety. Liczył się obowiązek, który należało wypełnić wobec rodziny. Czy żona Glaucusa była szczęśliwa? I chociaż nie mogła powiedzieć, że dobrze znała Traversa, intuicja podpowiadała, że kobieta u jego boku mogła zaznać radości. O to jednak nie pytała.
- Będę wdzięczna - odetchnęła lekko, lekko wydymając przy tym usta - Zdarzało mi się już nie dostać potrzebnych ingrediencji, a nie każdą można naturalnie znaleźć u nas. Odkąd...zostaliśmy oddzieleni - pamiętała referendum i konieczność stawienia się na głosowaniu. Ale do głowy jej nie przyszło, że Ministerstwo było zdolne do tak drastycznych posunięć - Rozumiem - pokręciła głową - i zdecydowanie się zgadzam - zakończyła uśmiechem. Ród Traversów zawsze charakteryzował się specyficzną żywotnością i siłą przebicia, tak naturalnie kojarząca się z naturą morza.
- A to bardzo rzadki element wśród aranżowanych małżeństw - zdusiła uśmiech i ugryzła się w język, skupiając się na towarzyszu, nim niewypowiedziane pytanie zatańczyło na wargach - Nie powiem - tym razem usta bez przeszkód rozciągnęły się w śmiechu - Doceniam szczerość, nie każdy mężczyzna zdolny jest do podobnego wyznania - dodała wplatając nutę uznania. Jak zawsze - większość męskiej populacji dozowała podobne kwestie, spychając emocjonalną refleksję na dalszy plan. A na pewno, nie ujawniając jej treści prawie nieznajomej kobiecie - Podobno mam do tego tendencję - zmrużył ciemne oko, by rozbić etykietalną normę, która nakazywałaby nieme oburzenie. Nie było. A Inara była wdzięczna za niepisaną między nimi umowę, omijania niektórych, sztucznie kreowanych konwenansów.
Nim się obejrzała, aromat zamówionej kawy zabarwił powietrze przyjemnym pobudzeniem. Zamieszała napar dokładnie dwa razy w lewo i trzy w prawo, by zatrzymać czynność z tonowanym uśmiechem. Nawyki czasem dawały o sobie znać nawet poza pracownią - Czy twoja praca odbija się mocniej w innych dziedzinach życia? - przekręciła głowę i uniosła naczynie do ust - to mimo wszystko wielkie wyzwanie, by połączyć waszą morską naturę z życiem, które rządzi ...szlachtą.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Wnętrze kawiarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Serce zakazanego lasu
» Kawiarnia Solace
» Korytarz na II piętrze
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: Kawiarnia Fidelius-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17