Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Czekoladowa Perła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Czekoladowa Perła   05.03.16 22:11

Czekoladowa Perła

Kawiarnia Czekoladowa Rzeka słynie przede wszystkim ze słodkości - obszerna sala przystrojona jest w marynarskie motywy, a za ladą najczęściej stoi starsza czarownica o potężnej duszy i szerokim uśmiechu, pani Hucklestone, ponoć wdowa po kapitanie jednego z największych czarodziejskich statków, jaki kiedykolwiek pływał po Tamizie. Pani Hucklestone serwuje w swoim przybytku słodkości stylizowane na podwodne stworzenia - najpopularniejsze są czekoladowe rybki, które wrzucone do mleka popisowo w nim nurkują, a następnie rozpuszczają się, dając pyszną pitną czekoladę. Wśród ciekawszych atrakcji można wymienić również śpiewające cukrowe kaszaloty, bułeczki w kształcie ośmiornic, które, jeśli zacznie się je jeść nie od tej strony, od której się powinno, tryskają jagodowym nadzieniem oraz unoszące się w powietrzu delikatne pyzy w kształcie meduz.


Powrót do góry Go down
Magrit Lupin
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2293-magrit-mcgonagall-budowa http://www.morsmordre.net/t2656-poczta-magrit http://www.morsmordre.net/t2353-po-drugiej-stronie-lustra#36363 http://www.morsmordre.net/f237-abbey-road-13 http://www.morsmordre.net/t2551-magrit-lupin
wytwórca magicznych luster
26
Półkrwi
Zamężna
Rozum jest formą szaleństwa.
6
11
8
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   23.03.16 19:18

Z Akwarium z ośmiornicą.

Uśmiecham się. Bo przecież właśnie wzajemnie czytamy sobie w myślach.
Może powinieneś przestać uciekać. Przed widmem samego siebie. Zmierzyć się z nim, dostrzec, że nie jesteś jedynym, który napotyka je na swojej drodze. Ale przecież wiesz. Możesz próbujesz. Może powoli po prostu zaczyna brakować ci sił? Chciałabym, żeby to nasze wzajemne czytanie w myślach było nie tylko przebłyskiem, skrawkiem pourywanych zdań, niezwiązanych ze sobą słów i znaczeń. Chciałabym móc wiedzieć, co czujesz, jakie idee krążą i z rodzą się w twojej głowie. Żeby zrozumieć. Ciebie. To specyficzne milczenie. Umiejętne dobieranie słów, w taki sposób, aby ukazać tylko to, co w twym zamierzeniu nie musi być ukrywane. To, co głębiej, zawsze zachowujesz dla siebie. 
Dzielą nas centymetry - nasze sylwetki (nie)stykają się ze sobą w miłym dla oka dysonansie. Wyższy jesteś ode mnie o paręnaście centymetrów. O tym też nie zdążyłam zapomnieć. Przecież musiałam lekko stawać na palcach, aby móc naprawdę zajrzeć ci głęboko w oczy. Dreptam po swojemu, próbując dotrzymać ci kroku. Zagłębiam się w tym chwilowym milczeniu, gdy bezwiednie zmierzamy w stronę jednej ze znajdujących się w magicznym porcie kawiarni. Jestem tu po raz pierwszy. Jeszcze nigdy nie postawiłam w tym miejscu stopy. Dlatego szeroko otwieram oczy, lekko rozchylam usta, podziwiając wnętrze Czekoladowej Perły. Grzechem byłoby nie spróbować którejś z tych zachęcających swym wyglądem słodkości.
- Zmieniłam zdanie. Koniecznie muszę zamówić sobie coś podobnego! - Z fascynacją wpatruję się w znikający pod powierzchnią mleka rybi ogonek, konstatując, że zawartość kubka zmienia się w płynną czekoladę. Głos mam znowu całkiem dziewczęcy, wybrzmiewają w nim tony niewieściego podekscytowania. Skinieniem głowy wskazuję jeden ze znajdujących się w głębi stolików. Ruszam w jego stronę, nie czekając na reakcję. Zastygam w miejscu, tyłem odwracam się w twoją stronę, powoli rozpinając kolejne guziki jesiennego płaszcza, pozwalając ci zsunąć mi go z ramion.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   24.03.16 9:55

Odległość nie wydawała się specjalnie duża. Niemniej jednak - przybierała na długości, kiedy poruszali się, osnuci milczeniem, brnąc uliczkami magicznej dzielnicy. Nie zastanawiał się, jak wiele ludzi minął, nie rozważał emanującej od nich obojętności, nie odbierał roztaczających się wokół dźwięków. Były nieistotne.
Wszystko wydawało się niezmiernie znajome; nie pierwszy raz, nie ostatni. A jednak, kreowało się zarazem na całkowicie inne. Zastanawiał się przez moment, czy nie idzie za szybko - rytm wyznaczany przez regularne kroki, odbijał się głucho wzdłuż wilgotnego chodnika, łącząc w jeden odgłos kroków poruszających się nim przechodniów. Dał zepchnąć się do ciasnych ram, dał - poznać na dobre dzielący ich dystans. Kawiarnia była siedliskiem konwenansów, zobowiązywała, choć przy tym nie zawierała w sobie nic szczególnego. Przynajmniej w tym, co dla niego liczyło się najbardziej. Niemniej jednak, cieszył się, że mogli dotrzeć tutaj. Z samego faktu - niczego więcej. Wszedł pierwszy, darząc wnętrze lokalu przelotnym spojrzeniem; nuta różnych zapachów - aromatycznej kawy wraz z wyczuwalnym udziałem słodyczy, przesycała powietrze, które wnikało przy każdym wdechu. Uśmiechnął się lekko, słysząc jej uwagę.
- Przy okazji, uważaj na bułki - zauważył cicho w połowicznym żarcie.
- Naprawdę. - Zerknął, jak jeden chłopak próbuje się z nią uporać. Skończył upstrzony słodką mazią, cały pełen lepkiego fioletu. Złośliwa natura powstrzymała się ostatkiem sił, by nie zawęzić choć w spojrzeniu zwrotu dobrze ci tak.
Bez zastanowienia i dalszych słów, ruszył w kierunku określonego stolika, następnie pomagając przy zdjęciu płaszcza - wypełniając jedną z wielu zasad, które rozświetlały się obecnie w głowie.  Zmiana atmosfery? Może i dobrze. Poprzednia zdawała się dusić i boleśnie ciążyć, przywołując tony niechcianych wspomnień. Wniosków, które próbowały być wyciągnięte. Momentów, do jakich nie miał zamiaru już wracać. Wiedział, że oglądanie się na przeszłość nie miało specjalnie dużego sensu. Choć zarazem - przeszłość uczyła. Chciała coś powiedzieć. Za każdym razem.
- Wciąż nie powiedziałaś mi, co u ciebie słychać - odezwał się, kiedy już oboje siedzieli na swoich miejscach. Opuszki palców przewracały lekko kolejne stronice menu, które odpowiadały za pomocą cichego szelestu. Właściwie nie wiedział, czego chce. Być może - jakże zwyczajnie i bez przesady - chciał jej posłuchać.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Magrit Lupin
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2293-magrit-mcgonagall-budowa http://www.morsmordre.net/t2656-poczta-magrit http://www.morsmordre.net/t2353-po-drugiej-stronie-lustra#36363 http://www.morsmordre.net/f237-abbey-road-13 http://www.morsmordre.net/t2551-magrit-lupin
wytwórca magicznych luster
26
Półkrwi
Zamężna
Rozum jest formą szaleństwa.
6
11
8
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   26.03.16 16:06

Odnoszę wrażenie, że bezwiednie bawimy się w jedną z tych niewinnych dziecinnych zabaw, gdy żadne z dzieci nie chcę nadepnąć na krawędź płyty chodnikowej, lecz wybiera dla siebie całe jej pole, uważnie stawiając na nim stopę. Niekiedy zbliżamy, w innej chwili oddalamy się od siebie, jakby uwarunkowani ruchem przepływających wokół nas tłumów - naszych krawędzi świata, na które w żadnym wypadku nie możemy nastąpić.
- Będę uważać. - Śmieję się, posyłając ci przyjazny uśmiech. - W razie czego jagodowy rumieniec doda uroku mojej twarzy.
Znaleźliśmy się na neutralnym gruncie. Nawet jeśli akwarium z ośmiornicą nie należało do miejsc, którym można by przyporządkować przymiotnik: prywatnych, to jednak unoszące się tam cisza i spokój tworzyły specyficzne napięcie w powietrzu. Takie, które pozwala wrócić wspomnieniom, ponownie pozwolić im na powolną wędrówkę po pamięciowym projektorze. Teraz to wszystko oddala się, tym razem w o wiele szybszym tempie, jakbyśmy wsiedli do szybkobieżnego pociągu i stojąc na tyłach ostatniego wagonu, bez słowa obserwowali gwałtownie oddalającą się przestrzeń przeszłości. Wczoraj minęło, dzisiaj każe zdać sobie sprawę ze zmian, a jutro przyniesie ze sobą kolejne metamorfozy.
Niekiedy lubię te błahe konwenanse, które nakazują mężczyźnie otwierać przed niewiastami drzwi, gestem zapraszać je do środka, płynnym ruchem zdejmować z ramion jesienny płaszcz. Drobne elementy codzienności podkreślające moją kobiecość - lubię tę niemą grę, cichy rytuał nadający finezyjnego smaczku relacjom damsko-męskim. Gdyby przyszło co do czego, dumnie wyszłabym na ulice, aby walczyć o pełne prawa kobiet - zdecydowanie nie podobają mi się zwyczaje panujące niekiedy w świecie ponoć wyższych sfer, gdzie kobieta zmuszona jest wdziewać piękne suknie, przymierzać kolejne uśmiechy i swym jestestwem zapewnić przede wszystkim ciągłość rodu  - jednak takie sytuacje traktuję jak jeden z trywialnych uroków życia.
- Jestem szczęśliwa. Z Robertem - mówię po prostu, wychodząc z założenia, że przecież nie ma co tworzyć między nami zbędnych tematów tabu. Przecież to krótkie zdaniem, czysta prawda, nie mogłoby cię w żaden sposób zranić. Życie toczy się dalej. - Poza tym otworzyłam mój własny salon luster na Pokątnej. Musisz koniecznie tam kiedyś zajrzeć. Może nawet znajdziesz jakiś ciekawy drobiazg dla siebie?
Skinieniem głowy dziękuję kelnerce za menu, choć tak naprawdę już na wstępie zdecydowałam, co dla siebie zamówię. Wodzę wzrokiem po ładnie ozdobionych stronach, na których wręcz roi się od nieznanych mi nazw słodkości.
- A u ciebie? - Podnoszę wzrok i głęboko spoglądam ci w oczy, próbując z nich wyczytać jakąś prawdę, którą zapewne znowu starasz się skrzętnie ukrywać. Nie przede mną. Przed wszystkimi. Czy zawsze byłeś taki nieufny?


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   28.03.16 11:23

Musiał wystrzegać się milczenia. Milczenie było niebezpiecznym środkiem - niekiedy bardziej wymownym niż najmocniej nacechowane słowa; w swojej ciszy potrafiło mówić, szeptać i przekazać zarazem donośnie całość czającej się pod wszystkim prawdy. A prawda kryła się - w dużej mierze w podświadomości, utkana między splotem kolejnych myśli, ich zaczątkiem, ogółem a samą esencją; zdradzana często za pomocą różnych gestów i znaków. Sztuczność również ujawniała prawdę, ujawniało ją każde z drobnych zachowań, przy których wszystkie gesty - zmieniały się w zaburzenia, a rozchodzący w powietrzu głos przybierał barwę dysonansu.
- To dobrze. - Dobrze. Bardzo dobrze. Nie wiedział właściwie, co powiedzieć i tym bardziej nie chciał się oszukiwać, jakoby miało być inaczej. Dobrze, że jest szczęśliwa, prawda? Nikomu nie życzyło się nieszczęścia, ponadto nie należało się również przesadnie otwierać na przeszłość. Analizować, próbować robić coś więcej, w istocie jedynie degenerując. Skutkowało to zatrzymaniem w obrzydliwym procesie, pełnej herezji próbie stworzenia czegoś z braku, opierania się jedynie na obrazach, które zdołały umrzeć pod warstwą naniesionego wraz z czasem kurzu. Nic by nie osiągnął (osiągnęli?), wciąż tkwiąc w minionych rzeczach, kiedy wszystko zdołało już dawno ulec zmianom. Pozostawało żyć dalej. I dalej. Nie potęgować procesu niszczenia, naturalnej erozji w wyniku zerwania kontaktu.
- Magiczne lustro? - zapytał, zastanawiając się, jaki z drobiazgów miała na myśli. Nigdy nie przepadał za własnym odbiciem i choć mógł sprawiać wrażenie zupełnie innego człowieka, nie miał o sobie specjalnie dobrego mniemania. Również patrząc na własne odbicie, które zarysowywało się w zwierciadlanej tafli. Często pochmurne. Często zmęczone. Często nieprzyjemne. - Odwiedzę cię kiedyś - zapewnił jednak. Ostatnio niezbyt przepadał za Pokątną i starał się z niej znikać jak najszybciej; ale nie był to temat adekwatny do poruszeń, zwłaszcza że lada moment mogliby się dowiedzieć o zupełnie innym dekrecie. Który na przykład zabrania dyskusji na takowe tematy, przedstawiania ich w świetle takim a nie innym. Nic już by nie zdołało go zdziwić. Naprawdę.
- Nie mam na co narzekać - odrzekł ze spokojem po chwili milczenia. Wiedział, że coś powiedzieć musi; cokolwiek. - Spotkałem wuja z Ameryki, kilkoro nowych osób. Nic wartego dłuższych opowieści - zwieńczył, bo przecież specjalne zagłębianie się w tematy jego życia - które ani nie zdołało diametralnie się zmienić, ani nie było dobrym obiektem do poznania - nie wydawało mu się prowadzić do niczego dobrego. A rozmawiać należało. Przed zamówieniem i po nim samym, w trakcie całego spotkania.
Miał ochotę wyłącznie na kawę, na jej gorzkawo-kwaśny aromat.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Magrit Lupin
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2293-magrit-mcgonagall-budowa http://www.morsmordre.net/t2656-poczta-magrit http://www.morsmordre.net/t2353-po-drugiej-stronie-lustra#36363 http://www.morsmordre.net/f237-abbey-road-13 http://www.morsmordre.net/t2551-magrit-lupin
wytwórca magicznych luster
26
Półkrwi
Zamężna
Rozum jest formą szaleństwa.
6
11
8
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   02.04.16 19:36

To tak jakby wciąż bawiła nas ta nieustanna gra przeciwieństw. Ja wyrzucę sześć, a ty jeden. Ja powiem ziemia, a ty opowiesz się za niebem. Ty wybierzesz dla siebie gorzki smak kawy, życia?, a ja sięgnę po nienazwaną ilość kalorii. Wcale nie niezbędnych. Ale przecież tak niewiele potrzeba, aby prostym gestem osłodzić sobie życie.
- Trzymam za słowo. - Zdaję sobie sprawę z nieznośności tej ciszy unoszącej się między nami. Nawet jeśli utrzymujemy pozory wzorowej konwersacji, to nietrudno wyczuć drgania milczenia, jakbyśmy tak naprawdę byli niemi i porozumiewali się ze sobą jedynie za pomocą wypracowanych znaków - k o n w e n a n s ó w. Jesteś szczęśliwa? Jesteś szczęśliwy? Jak się masz? J a t e ż . Wokół nas wciąż panuje gwar, ludzkie głosy zlewają się w jedno, pojedyncze zdania łączą się ze sobą tworząc głupkowate zlepki słów, dla postronnego obserwatora stanowiące wypowiedzi pozbawione jakiegokolwiek sensu. Tak jest zawsze. Wyłączamy się na pewne sprawy, wyławiamy tylko niektóre kwestie, konstruujemy własne światy, niekiedy nie zastanawiając się, co stoi za tym, co mówią inni. W końcu znowu to tylko nieznane części tłumu. Ludzkiej masy. Rąk, nóg, głów, słów, myśli pozbawionych znaczeń. Ktoś pojawia się w naszych czterech ścianach, a po chwili znika. Czasem nawet nie wybiera drzwi, żeby z nich wyjść. Rzuca się przez okna, szpary w podłodze, niemal niewidoczne szczeliny, mysie nory. Usiłuje przenikać przez ściany. Przychodzi na chwilę, ułamek sekundy. Tylko czasem zostaje na względnie dłuższy moment, aby zaraz potem stać się częścią zamkniętego już rozdziału. Nie wiem. Chyba nigdy nie myślałam, że tak było własnie z nami. Że rozstaliśmy się wtedy, przecież nawet w zgodzie, nawet jeśli bez wyrafinowanych i wzniosłych konwersacji, mających wyjaśnić to wszystko, co było między nami, że rozstaliśmy się na zawsze - że zamknęliśmy jakiś rozdział, że nie zobaczymy się już więcej. Po prostu rozeszliśmy się, w dwie zupełnie inne strony. Może to były tylko ścieżki tego samego okręgu, może to właśnie dzisiaj wpadliśmy na siebie, bo w końcu dotarliśmy do ich punktu wspólnego? W końcu? Może nasze życia to dwa nałożone na siebie znaki nieskończoności? I od teraz już zawsze, co jakiś czas, będziemy spotykać się w ich stycznych ze sobą punktach?
- Sporo kurzu osiadło na naszej znajomości, nie uważasz? - Pytanie tylko, czy warto zmieniać tę sytuację? Doprowadzać wszystko do porządku? - Może to szansa. - Wzruszam ramionami, gestem dziękując kelnerce za postawioną przede mną czekoladę. - Wiesz, czasem myślę, że przypadki nie istnieją. Każda chwila, spotkanie, gest dłoni zmieniający bieg wydarzeń... To wszystko dzieje się w jakimś celu.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   05.04.16 17:19

Pierwszym, co przychodzi, jest gniew.
Gniew nawiedza niemal zawsze - usiłuje przejąć kontrolę, wyciąga swe nabrzmiałe palce ku sznurkom, zaciskając je kurczliwie; chcąc uczynić z ciała wyłącznie marionetkę o umyśle spowitym mgłą amoku. Nie rozglądał się. Nie odwracał. Nigdy - nie widział potrzeby, by usiłować wrócić do tych samych (zarazem innych) punktów, wyznając swoją własną wersję panta rhei, jedynie mijając odchodzących ludzi. Pozwalając, bez słowa, bez protestu, bez uzewnętrzniania emocji, które niejednokrotnie mogły rozsadzać go od środka.
I może dlatego był wściekły, choć sam nie umiał tej wściekłości nazwać; nie wpijała ona paznokci w wewnętrzną stronę dłoni, nie iskrzyła się w oczach, nie zmuszała do tężenia określonych partii mięśni. Siedział podobnie jak wcześniej, siedział - bez zmian - które dałoby się zauważyć, choć myśli rzucały się nagminnie nacechowaniem wyrzutów; nie do niej, nie do siebie, lecz głównie do samej sytuacji. Zresztą, wątpił, by miało to jakikolwiek sens, jakiekolwiek zdolne do przypisania znaczenie. Nikt nie musiał mu powtarzać, kiedy nastąpił k o n i e c, kiedy jeden przedział stawał się zamknięty (dając początek czemuś nowemu?). Nie wiedział. Nie wiedział, czy byliby w stanie rozmawiać jak jeden z drugim człowiekiem, tak samo chcąc wyjść i odejść, płacąc za niedopitą kawę - przyniesioną zupełnie niedawno, z której para sączyła się powoli, zarysowując wśród resztek kolorów miejscową bladość. Zarazem jednak chciał zostać; zdawał sobie sprawę, że iść nie może - przecież nie było między nimi zawiści, a i on nie należał do pamiętliwych ludzi. Chciał tak myśleć.
Nie było potrzeby odpowiadać na banalne pytanie. Ich znajomość zestarzała się, była jak odstawiona w kąt fotografia, na której kurz zdołał zatuszować nawet niemrawo ruchome twarze. Lub nawet - zdjęcia już nie było. Nie istniało. Mogło wyłącznie powstać nowe.
- To ludzie nadają wartość przypadkom - odpowiedział spokojnie, tłumiąc już resztki obudzonych nagle emocji. - Właściwie, nadają wartość wszystkiemu, co ich otacza.
Nie wierzył w to. Nie wierzył ani w przeznaczenia, ani w sygnały - ani w fakt, iż każdy jest kowalem własnego losu. Człowiek popadał ze skrajności w skrajność, a wszystko co wyznaczał, było po prostu względne. Niejednoznaczne - jak cały świat i jego rozległa interpretacja.
- Ale niezależnie od tego - podniósł swój wzrok kontynuując tonem bardziej miłym i pozytywnym  - możemy spróbować.
Być może nawet powinni. Istniały dwie opcje - wyjść stąd i nie widzieć się już nigdy, bądź wyjść i widzieć się w różnych odstępach czasu. Pozwolił sobie na lekki uśmiech, dodając:
- Bez zbiegów okoliczności. - Bo przecież nawet obiecał, że ją odwiedzi. Twarz rozpogodziła się wręcz momentalnie.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Magrit Lupin
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2293-magrit-mcgonagall-budowa http://www.morsmordre.net/t2656-poczta-magrit http://www.morsmordre.net/t2353-po-drugiej-stronie-lustra#36363 http://www.morsmordre.net/f237-abbey-road-13 http://www.morsmordre.net/t2551-magrit-lupin
wytwórca magicznych luster
26
Półkrwi
Zamężna
Rozum jest formą szaleństwa.
6
11
8
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   08.04.16 11:40

Nie dostrzegam żadnych zmian na twojej twarzy. Nie odczuwam burzy szalejącej w twoim ciele, nie jestem w stanie wyczuć skrajnych emocji, splatających się ze sobą. Skąd mam wiedzieć? O gniewie roszczącym sobie prawa do twojego ciała, a może przede wszystkim - wnętrza. O wściekłości chcącej przejąć władzę nad wszystkimi innymi uczuciami, sprawić, aby kierował się nim nie tylko rozum, ale i serce? To dla mnie chwila nieświadomości. Jedna z wielu. Tysiąca poprzednich. Miliona przyszłych, kiedy nie zadaję sobie trudu, aby zrozumieć, co dzieje się w czyjejś głowie. Czy raczej udaję, że nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Czasem wydaje mi się, że nie potrafiłabym się z tym zmierzyć. Aż nadto mam w sobie nienazwanego szaleństwa, zwłaszcza ostatnimi czasy, gdy chwilami świat traci dla mnie n a m a c a l n o ś ć. Jakbym żyła w innym wymiarze. Miała dostęp jedynie do tamtej, lustrzanej pustki.
Bezwiednie sięgam po łyżeczkę, bo rybi ogonek zniknął już pod powierzchnią gorącego napoju. Czekolada sprawia, że uśmiecham się delikatnie. Błogie ciepło, słodycz rozlewają się po ciele, na nowo czyniąc z naszej dwójki mieszankę wybuchową, pełną nienazwanych na głos przeciwieństw. Jak patrzą na nas inni? Czy ktokolwiek odkryłby w nas parę dawnych kochanków?
- Tak sądzisz? Ja wciąż wierzę w ich nieprzypadkowość. Nieprzypadkowość przypadków, niezależną od naszej woli. - Wzruszam ramionami. - Pragnę po prostu przeżywać. Po prostu czuć. Nie oceniać, nie nadawać wartości wszystkiemu, co napotykam na swojej drodze.
Względność ma to do siebie, że często prowadzi do nadużycia wynikających z tego pojęcia wolności. Relatywizm bywa niebezpieczny. Nawet w tych najmniejszych kwestiach - później rozpuszcza swoje macki w inne dziedziny życia, nie pozostawiając żadnej furtki. Czasem już nie ma przez odwrotu.
- Tak. Powinniśmy. - Bez zbiegów okoliczności. Mój śmiech przebija nagłą ciszę zapadłą w lokalu. To jeden z tych momentów, w którym wszyscy zdecydowali się na dłuższy oddech. Rozglądam się na boki, wciąż nie kryjąc uśmiechu. - Jesteśmy więc umówieni. Piszemy nowy rozdział.
Żartobliwie wyciągam w twoją stronę rękę. Mocny uścisk dłoni potwierdza naszą umowę - przelotny dotyk skóry pozostawia na niej nie tak przelotny odcisk. Trwa przy mnie, nawet wtedy, gdy posyłamy sobie pożegnalne uśmiechy, odwracamy do siebie plecami i ruszamy każde we własną stronę. Jednak tym razem wyczuwam, że nasze kolejne spotkanie nastąpi zdecydowanie wcześniej, niż później.

[zt x2]


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   22.04.16 12:04

| pierwsza połowa grudnia

Początek grudnia upływał Lyrze zaskakująco szybko i, szczęśliwie, bez żadnych większych komplikacji i problemów. Układało się wręcz pomyślnie; po wernisażu otrzymywała więcej zamówień na obrazy, więc poświęcała dużo swojego czasu na malowanie ich, doskonaląc swoje zdolności. No i, rzecz jasna, więcej zarabiała, co także bardzo mocno ją cieszyło, bo nie musiała być całkowicie zależna od brata.
Zaproszenie od narzeczonego przyjęła bardzo pozytywnie, cieszyła się, że zaproponował jej spotkanie. W ostatnim czasie komunikowali się głównie listownie i raczej rzadko się spotykali, więc dziewczyna mogła odkryć, że brakowało jej jego obecności i na to spotkanie przygotowywała się z radością i ciekawością. Włożyła nową sukienkę i płaszczyk, które kupiła niedawno za zarobek otrzymany za któryś z obrazów, chcąc, by narzeczony mógł zobaczyć ją jako zadbaną, rozwijającą się artystkę, nie biedne, wymizerowane dziewczę w sfatygowanej sukienczynie z drugiej ręki. Nadal wyglądała skromnie na tle innych szlachcianek, ale było widać zmianę na lepsze.
Pokrzepiona tą myślą, deportowała się do dzielnicy portowej, wcale nie zaskoczona takim wyborem miejsca. Glaucus zapewne często tam bywał, Lyrze w wakacje także się parę razy zdarzyło. Od razu po zmaterializowaniu się na ulicy rozejrzała się. Magiczna dzielnica portowa, podobnie jak reszta miasta była przykryta cienką warstewką śniegu, a nieliczni czarodzieje byli odziani w długie płaszcze. Co jakiś czas z nieba spadały białe płatki, zostając na płaszczyku Lyry, jej rudych włosach, i opadając na policzki i nosek, gdzie jednak po chwili topniały.
Bystre, zielone oczy dostrzegły jednak szyld kawiarni, o której napisał Glaucus. Czekoladowa perła, mogła odczytać, idąc w tamtym kierunku. Zanim weszła, przejrzała się lekko w kawiarnianej szybie, poprawiając niesforne kosmyki i dopiero później pchnęła drzwi, wsuwając się do ciepłego, pachnącego słodkościami wnętrza pełnego morskich motywów, tak lubianych przez Traversa. Także Lyrze zaczęło się tutaj podobać.
- Glaucusie. – Wyłowiła sylwetkę narzeczonego przy jednym ze stolików w pobliżu okna i szybko ruszyła w tamtą stronę, pamiętając (a przynajmniej, próbując) o zasadach poruszania wpojonych jej przez Rosalie i starając się nie rumienić ani nie okazywać zbyt wylewnie radości, jaką poczuła na jego widok. – Bardzo oryginalne i pasujące do ciebie miejsce.
Pamiętała, że ich zaręczyny odbywały się w podwodnej restauracji. Glaucus zapewne był doskonale obeznany w tego typu miejscach. I jednocześnie zdała sobie sprawę, że od tamtego momentu minęło już kilka miesięcy, choć czasem wydawało jej się, jakby dopiero co się zaręczyła.
- Jak się miewasz? – zapytała, siadając naprzeciwko niego już po przywitaniu.

[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 07.06.16 19:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
12
8
0
5
10
0
35
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   26.04.16 15:01

Miałem co robić, dlatego tradycyjnie zajmowałem się swoimi sprawami. Byłem przecież Traversem, wciąż miałem pewne obowiązki, a jako jeden z nielicznych członków rodu, którzy jeszcze parali się żeglugą, byłem (można powiedzieć) na wagę złota! Nie myślałem zatem za dużo o sprawach pozostawionych w Londynie; pomimo kursów jedynie w obrębie Wysp (grudzień nie obfitował w handel wymienny), pochłonęły mnie one bez reszty. Miło było na nowo wymieniać się listami z najbliższymi, dawno tego nie robiłem wciąż pozostając na lądzie i spełniając rodowe obowiązki. Czułem się także świetnie móc na nowo przypomnieć sobie zapach morza i kołysanie łajby.
Zaprzątnęło mnie to do tego stopnia, że nawet nie zorientowałem się, że nieuchronnie zbliża się pewna data. Święta. Czas prezentów, na które zwyczajowo nie miałem pomysłu, ani nawet głowy do ich wybierania, czas rodzinnych spotkań. Za tym wydarzeniem kryło się kolejne, które powinno wprawić mnie w wielki popłoch… ślub. Był coraz wyraźniejszym elementem majaczącym w tle ostatnich sytuacji, które skutecznie go przyćmiewały. Zakon Feniksa, Grindewald i wiele innych kwestii, które dały mi do myślenia. Niestety nie mogłem od powinności uciekać w nieskończoność; ale zauważyłem również, że coraz mniej mi one doskwierają i zamiast ogromnej niechęci odczuwałem jedynie lekką niepewność co do słuszności swojej decyzji. Przypominałem sobie wtedy matkę, która ostatnimi czasy nie czuła się lepiej, zmartwionego ojca, aż wreszcie drobną Weasleyównę zdaną na jednego z tych arystokratów, z którymi lepiej nie mieć nic do czynienia. Chwilowo nabierałem przekonania, że wszystko jest w jak najlepszym porządku; byłem już całkiem spokojny.
Przynajmniej do momentu, w którym zaproponowałem Lyrze spotkanie (za którym nota bene krył się pewien zamiar), a sam miałem się spóźnić. Przygotowania zajęły mi więcej czasu niż się spodziewałem, a chciałem przecież zajść jeszcze do kwiaciarni. Szczęśliwie ekspedientka w mig wybrała odpowiedni bukiet i dzięki temu mogłem przemierzać śniegi prosto do Czekoladowej Perły. Wybranej nie bez powodu; jestem absolutnym fanem słodkości nawiązujących do morskich motywów, fanem dobrze mi znanej właścicielki oraz miałem nadzieję, że rudzielcowi również udzieli się mój zachwyt tym miejscem.
Całe szczęście, że udało mi się przybyć przed czasem! Odwiesiłem granatowy płaszcz na wieszak i zająłem ulubiony stolik. Nie czekałem zbyt długo na narzeczoną, pojawiła się punktualnie. Mimowolnie uśmiechnąłem się na jej widok, wstałem z miejsca i odsunąłem jej krzesło, przecież tak powinno być, prawda?
- Cieszę się, że jesteś – powiedziałem bez ogródek. – To dla ciebie – dodałem pospiesznie podając jej kilka białych róż zebranych w bukiet. Przypominały mi lekki, białych puch i to skojarzenie wygrało ze zdrowym rozsądkiem. Żeby wybrać może coś… cieplejszego? – U mnie wszystko w porządku. Na pewno nie narzekam na nudę – stwierdziłem wesoło, kiedy już usiedliśmy i wszelakich formalności stało się zadość. – Zamówimy coś? – zaproponowałem podając Lyrze małe menu kawiarni.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   26.04.16 23:24

Lyra nawet nie wiedziała, co dokładnie porabiał jej narzeczony, choć oczywiście była ciekawa i przekonana, że na pewno robił coś interesującego. Każde z nich żyło sobie swoim życiem, wykorzystując ostatnie miesiące samotności. Weasleyówna także czuła nad sobą widmo rychłego ślubu, a jej spojrzenie coraz częściej uciekało do zaręczynowego pierścionka. Czuła je tym intensywniej, że była tak młoda, ale także zdążyła się pogodzić z decyzją rodów i nie protestowała przeciwko temu, co miało nastąpić.
Ucieszyła się na widok swojego narzeczonego. Zawsze go lubiła, ale teraz, patrząc na niego, poczuła pewne przyjemne ciepło, widząc, że już na nią czekał. Na jej zarumienionej od chłodu twarzyczce pojawił się lekki uśmiech i ruszyła szybko w jego stronę, klucząc między stolikami.
- Dziękuję, Glaucusie – rzekła, przyjmując bukiet i delikatnie muskając palcami aksamitne, białe płatki kwiatów. – Są takie piękne.
Zdjęła swój płaszczyk i usiadła przy stoliku naprzeciwko mężczyzny. Przez chwilę wpatrywała się w niego w zamyśleniu, mimowolnie odnotowując, że kiedy się uśmiechał, w jego policzkach pojawiały się urocze dołeczki. Ten wniosek wywołał na jej buzi kolejne rumieńce.
- Jasne. Chętnie napiłabym się czegoś ciepłego. Na zewnątrz jest dosyć zimno – zgodziła się, i żeby zatuszować zmieszanie sprzed chwili, przysunęła sobie kartę i przeglądając pozycje w menu, by w końcu zamówić czekoladowe rybki, które po rozpuszczeniu w mleku miały dać gorącą czekoladę oraz kawałek ciasta udekorowanego lukrowymi podobiznami morskich stworzeń. Kiedy po chwili przyniesiono jej zamówienie, uśmiechnęła się z zadowoleniem i spróbowała ciasta, po czym szturchnęła łyżeczką kubek z rybkami, które zanurkowały w mleku i po chwili rozpłynęły się w nim, barwiąc je na czekoladowy kolor.
- Całkiem efektowne. I smaczne – podsumowała, sącząc łyk. – I cieszę się, że u ciebie wszystko w porządku, mam nadzieję, że u twojej rodziny także. Odwiedziłeś może jakieś ciekawe miejsce, o którym mógłbyś opowiedzieć?
W jej oczach znowu błysnęło zainteresowanie. Chciała posłuchać jego opowieści, porozmawiać i nadrobić ten czas, kiedy nie widzieli się osobiście. Byli przecież nie tylko narzeczonymi, ale i znajomymi, a Lyra nadal chciała utrzymać tę dawną przyjacielską relację, niezależnie od planów rodów.
- Nie wiem, czy już ci o tym pisałam, ale od jakiegoś miesiąca mam własną, prawdziwą pracownię artystyczną! – pochwaliła się jeszcze. – To kolejny wspaniały skutek wernisażu. Och, musisz mnie tam kiedyś odwiedzić! Takie pomieszczenie jest spełnieniem marzeń każdej artystycznej duszy.
Może dla niektórych to mogła być błahostka, ale dla niej, skromnej malarki, to było naprawdę coś, więc Glaucus mógł wyczuć w jej głosie wyraźną ekscytację oraz zauważyć, że nie stresowała się tak, jak podczas pierwszych spotkań po zaręczynach.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
12
8
0
5
10
0
35
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   29.04.16 14:42

Nie wdawałem się w szczegóły z mojej pracy, bo, co dziwne, nie było w niej nic ciekawego dla osób postronnych. Tym razem. Nie wyruszałem nigdzie daleko, nie poznawałem nowych kultur i nie dostawałem szczególnie interesujących zleceń. Krążyłem wokół Wysp przewożąc zwykły towar nie zagłębiając się nawet w detale tych transakcji. Wykonywałem powierzone mi obowiązki, chłonąłem powietrze trącące słoną wodą i korzystałem z ostatnich chwil wolności, o ile takie w ogóle w życiu arystokraty występują. Ku mojemu zaskoczeniu było mi miło zejść ponownie na ląd i zobaczyć się z Lyrą; można by rzec, że prawie już zapomniałem o jej rumieńcach i nieśmiałym uśmiechu, co tylko wywoływało we mnie większą wesołość. Pomimo tego, że listy były ciekawą formą komunikacji, to jednak nic nie zastąpi spotkań na żywo, nigdy. Nawet, jeżeli trochę się denerwowałem; nie chciałem, żeby moja towarzyszka pomyślała sobie, ze być może jestem zbyt pretensjonalny. Pragnąłem sprawić jej przyjemność, nawet tak drobnym gestem jak wręczenie bukietu kwiatów.
- Miałem nadzieję, że ci się spodobają – odparłem całkiem zadowolony widząc reakcję rudzielca. – To tak symbolicznie, prawdziwe prezenty zachowałem na później – dodałem, może odrobinę tajemniczo, ale taki był mój zamiar. Nie mówiłem już nic więcej, bo chciałem, żebyśmy coś w spokoju zamówili. Nie mogłem się tak po prawdzie doczekać spróbowania kilku z dostępnych w Perle pyszności. Ja także zamówiłem rybki zmieniające się w czekoladę do picia, a także bułeczki-ośmiorniczki; uważałem je za najlepsze.
- Powinnaś je koniecznie spróbować – powiedziałem do Lyry starając się zrobić zachęcającą minę. Trochę późno zebrało mi się na polecanie, ale wierzyłem w jej apetyt! Jak by nie patrzeć zjadła moje angielskie śniadanie, a to o czymś świadczy! – Mam nadzieję, że nie zmarzłaś zbytnio – dodałem już nieco ciszej i mniej entuzjastycznie, ale wciąż się uśmiechając. Starałem się to utrzymać szczególnie do momentu, w którym poruszony został temat rodziny. Zbyłem go niezmienną miną od czasu do czasu pijąc czekoladę i jedząc bułkę.
- Niestety nie tym razem, krążyłem tylko wokół Anglii i przewoziłem towary, nic porywającego – przyznałem z widocznym wyraźnie zawodem. – Ale! Właśnie! Miałem cię o to pytać, bo nie znam żadnych szczegółów. Gdzie ta pracownia i kiedy organizujesz imprezę? – spytałem. Od razu polepszył mi się humor, bo, no właśnie, moje pomysły żyły swoim własnym życiem. Dodatkowo widząc podekscytowanie narzeczonej pomyślałem sobie, że właśnie te szalone idee mogłyby sprawić jej przyjemność.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   29.04.16 22:33

Lyra także trochę stresowała się przed spotkaniem, ale nie można było tego porównywać z napięciem, które towarzyszyło jej, kiedy pojawiała się na własnym obiedzie zaręczynowym pod koniec sierpnia. Szybko więc mogła się rozluźnić i zacząć cieszyć widokiem Glaucusa siedzącego naprzeciwko niej z tym uroczym, nieco zawadiackim uśmiechem wywołującym dołeczki w jego policzkach.
- Wobec tego jestem ciekawa, co przygotowałeś – posłała mu przyjazny uśmiech, kładąc kwiaty obok siebie na stoliku; w mieszkaniu zamierzała je wstawić do wazonu i postawić w swoim pokoju.
Wyczuła, że z jakiegoś powodu pominął temat rodziny, więc mimo zaciekawienia nie naciskała, zamiast tego skupiając się na przyniesionych im smakołykach.
- Chętnie tego spróbuję – dodała, patrząc, jak pałaszował bułeczki. – Mogę kawałek?
Pewnie była to spora poufałość nawet biorąc pod uwagę narzeczeństwo i pozytywne stosunki, więc zawahała się, ale po chwili nachyliła się lekko, żeby skubnąć kawałek jednej z bułeczek, podejrzewając, że Travers nie poczuje się oburzony. Jej opuszki zupełnie niechcący musnęły wierzch dłoni Glaucusa.
- Wybacz – szepnęła, cofając rękę, chociaż przecież już nie raz dotykała dłoni narzeczonego; bardziej speszyło ją nietypowe doznanie, którego nagle i nieoczekiwanie doświadczyła. – Och! – Pisnęła z zaskoczeniem, gdy tylko oderwała kawałek bułeczki i trochę znajdującego się w niej dżemu trysnęło na jej policzek. – Jestem straszną niezdarą.
„Przygoda” z bułeczką była jednak dość zabawna, więc po chwili dziewczyna roześmiała się cicho i wpakowała do ust ten oderwany kawałek.
- I tak chciałabym, żebyś kiedyś mnie gdzieś zabrał – powiedziała, z rozmarzeniem wyobrażając sobie, jak narzeczony (a może wtedy już mąż?) zabiera ją w pierwszą podróż. – A moja pracownia... Znajduje się na przedmieściach, opiszę ci dokładnie okolicę... Ostatnio przebywam tam praktycznie codziennie, więc możesz wpadać, kiedy chcesz, chętnie ci wszystko pokażę.
Naprawdę miała szczęście, że narzeczony interesował się jej pasją i aprobował ją; gdyby po ślubie zabronił jej malowania, z pewnością bardzo by ją unieszczęśliwił, jednak w obliczu jego obecnej postawy chyba mogła być spokojna.
- Może nawet dasz się skusić na portret? – wypaliła nagle. – Jeszcze nigdy cię nie malowałam.
Zdarzało jej się kilka razy naszkicować podobiznę mężczyzny w szkicowniku, ale nigdy nie malowała mu portretu. Chociaż raczej chyba nie chciałaby, żeby ruchoma i mówiąca podobizna narzeczonego wisiała w jej pokoju i obserwowała ją przez cały czas tym przenikliwym spojrzeniem jasnych oczu, które przywodziły na myśl morze.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
12
8
0
5
10
0
35
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   04.05.16 14:46

Skutecznie ignorowałem lekkie poczucie krępacji, jakie zacząłem odczuwać w towarzystwie Lyry; nie zastanawiałem się nad tym jednak, bo tak naprawdę bardziej martwiła mnie kwestia natłoku myśli, które szalały w zawrotnym tempie gdzieś w czaszce. Za dużo myślałem i zbyt wiele chciałem wprowadzić w życie, co było bezsensowne. Powinienem być bardziej cierpliwy i powściągliwy, a wierzcie lub nie, ale było to dla mnie zadaniem co najmniej trudnym. Mimo to uśmiech nie schodził mi z twarzy, bo to spotkanie było nadzwyczaj miłym. Czy to oznaczało, że tak naprawdę to za nią tęskniłem? Nie, nie chciałem dokładać sobie kolejnej kwestii do rozstrzygnięcia.
- Tego się póki co nie dowiesz, ale cierpliwości, wszystko w swoim czasie – powiedziałem, zapewne nie mniej tajemniczo niż poprzednio. Urwałem w tym momencie temat, uznając, że warto coś zamówić, a potem po prostu zjeść. Odczuwałem chyba niedobór cukru w organizmie, bo tak naprawdę to dopiero po paru łykach czekolady zdołałem się bardziej ożywić.
- No pewnie! – przytaknąłem żywo kiedy Lyra wyraziła chęć spróbowania zamówionego przeze mnie smakołyku. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to miałem na myśli; tak naprawdę sądziłem, że jej zamówię identyczne bułeczki, ale nie chciałem wychodzić z tak krępującą propozycją. Zwłaszcza, że chyba odmowa wprowadziłaby niepożądaną, gęstą atmosferą.
Początkowo nie zareagowałem na niezręczną sytuację jaką było muśnięcie mojej dłoni; sprawa dotarła do mnie dopiero po chwili, kiedy przeżuwałem kolejny kęs deseru. Mimowolnie spojrzałem w kierunku ręki narzeczonej i mógłbym przysiąc, że zrobiło mi się zdecydowanie za ciepło. To było niesamowicie dziwne, ale dzielnie przełknąłem jedzenie i uśmiechnąłem się na nowo.
- Nie wiem czy wiesz, ale będziemy mieć fioletowe języki – palnąłem głupio w celu rozładowania tego dziwnego napięcia, które powstało. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ jagodowe nadzienie znalazło się także na twarzy Lyry, co chcąc nie chcąc wprawiło nas w ogromną wesołość. – Mówiłem o języku, nie o twarzy – powiedziałem rozbawiony. Wyciągnąłem w kierunku dziewczyny moją chusteczkę: wykonaną z jedwabiu, z wyszytym herbem Traversów, żeby wytarła sobie twarz. W pierwszym odruchu sam chciałem to zrobić, ale szczęśliwie w porę przystopowałem z moim brakiem wychowania.
- Zabiorę cię, tak jak obiecałem. Ale… dopiero po ślubie. Teraz nie wypada – wyjaśniłem naprędce. Pierwszy raz powiedziałem na głos o ślubie, w dodatku przy Lyrze, co na moment zbiło mnie z tropu, ale po chwili zachowywałem się tak jak zwykle. Poprawiłem się na krześle i zabrałem za kończenie jedzenia. – Jasne, umówimy się jeszcze… – zacząłem, ale jej pytanie znów mnie zdekoncentrowało. Uniosłem brwi ze zdziwienia dosłownie na moment; byłem przecież jedynie zaskoczony, nie zły czy rozczarowany. – Nie mam pojęcia czy podołam tak długo wytrzymać nieruchomo… ale to byłoby ciekawym doświadczeniem – stwierdziłem na koniec, być może nazbyt optymistycznie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   05.05.16 11:34

Lyra zerknęła na niego z ciekawością, zastanawiając się, jakie miał plany i czy dotyczyły dzisiejszego spotkania, czy może dalszej przyszłości. Póki co nie uchylał rąbka tajemnicy, więc mogła tylko się zastanawiać.
Glaucus pewnie nie spodziewał się jej spontanicznej próby uskubania fragmentu bułeczki. Przy swoich braciach nie miała zahamowań przed takim zachowaniem, ale jednak teraz byli w miejscu publicznym (prawie pustym o tej porze, ale jednak) i w dodatku dopiero chyba zaczynali przełamywać niezręczność, którą zapoczątkowały zaręczyny. Właściwie to Weasleyówna trochę się zapomniała i ją poniosło, może właśnie to wywołało ten dreszcz w skórze dłoni? Przynajmniej tak próbowała sobie to wytłumaczyć: zrobiła coś bardzo poufałego, co powinno budzić w niej zażenowanie. Miała więc ochotę go za to przeprosić, w obawie, że może chciał jednak utrzymywać większy dystans, jaki powinni utrzymywać, ale oboje na tyle odbiegali od schematu sztywnych i wyniosłych szlachciców, że chyba nie potrafili zawsze się pilnować. Wystarczyło wspomnieć tamten dzień, gdy mężczyzna zabrał ją do swojego mieszkania, choć powinien raczej od razu przekazać ją w ręce brata.
- Nie przeszkadza mi to – zapewniła, gdy powiedział, że będą mieć fioletowe języki. W dzieciństwie nie raz opychała się jagodami i malinami znalezionymi na łące i w pobliskim lasku i wracała do domu z umorusaną buzią, ale szczęśliwa, nie musząca jeszcze przejmować się sztywnymi normami. Ale w momencie, gdy tylko wbiła łyżeczkę we fragment słodkiej bułki, trochę nadzienia poleciało prosto na jej policzek. Glaucus jednak zareagował bardzo szybko, podając jej jedwabną chusteczkę. Nawet taki maleńki, niepozorny drobiazg był wykonany niezwykle starannie i zapewne cenniejszy niż większość jej starych sukienek, ale wiedziała przecież, że jej narzeczony dorastał w warunkach, o jakich ona zawsze mogła tylko marzyć. Nic na ten temat nie powiedziała, ale jeśli patrzył na jej twarz, mógł wyczytać malujące się na niej emocje. Dopiero po chwili wyrwała się z chwilowego zamyślenia na temat dzielących ich dysproporcji i niezwykle ostrożnie wytarła odrobinę dżemu, po czym szybko zerknęła na niego; na szczęście wyglądał na rozbawionego, nie zirytowanego. – Dziękuję. – Oddała mu chusteczkę i znowu się odsunęła, siadając i w zamyśleniu wpatrując się w szybę, za którą znowu zaczął padać śnieg.
- Och... Może masz rację. Poczekajmy jeszcze tych parę... miesięcy. – Znowu uświadomiła sobie, jak niewiele czasu dzieli ich od ślubu. I że teraz musiała już przejmować się tym, co wypada, a co nie, już do końca swojego życia. Nie była już biedną nastolatką ze zubożałego rodu, na którą nikt nie zwracał uwagi. Była narzeczoną jednego z Traversów i musiała zachowywać się odpowiednio, co jak dotąd chyba szwankowało, nawet podczas tego spotkania.
- Czasami sama jestem zaskoczona, że to tak szybko, ale ostatnie miesiące pędzą nieubłaganie. Ledwie skończył się wernisaż, a już za kilka dni święta – zauważyła. – Ale czy twoja rodzina ma już jakieś konkretne... plany? – Pytała przede wszystkim o ślub. Mimo wszystko chciałaby coś wiedzieć, a zapewne to Traversowie będą odpowiadali za całą oprawę tego wydarzenia. Rodzice Lyry żyli przecież w jeszcze skromniejszych warunkach niż ona i Garrett.
Westchnęła tylko i także znowu sięgnęła po swoje ciasto. Miała wrażenie, że mężczyzna nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do perspektywy pozowania jej.
- Bardzo bym się cieszyła, gdybyś pojawił się w murach mojej pracowni, a jeszcze większą przyjemność sprawiłoby mi namalowanie cię – zapewniła go, kończąc swoje czekoladowe ciastko. – Nie daj się prosić, Glaucusie.
Malując narzeczonego, przynajmniej będzie mieć pewność, że nie poczuje niczego dziwnego, jak wtedy, gdy portretowała Avery’ego i towarzyszył jej jakiś nieokreślony niepokój, a później nawet zasłabła. Cóż, nie wszystkie zlecenia były łatwe i przyjemne, ale chyba warto było się poświęcić, skoro coraz częściej mogła pozwalać sobie na rzeczy dawniej będące poza jej zasięgiem.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Czekoladowa Perła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Pokój Marzeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17