Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Czekoladowa Perła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Czekoladowa Perła   05.03.16 22:11

First topic message reminder :

Czekoladowa Perła

Kawiarnia Czekoladowa Rzeka słynie przede wszystkim ze słodkości - obszerna sala przystrojona jest w marynarskie motywy, a za ladą najczęściej stoi starsza czarownica o potężnej duszy i szerokim uśmiechu, pani Hucklestone, ponoć wdowa po kapitanie jednego z największych czarodziejskich statków, jaki kiedykolwiek pływał po Tamizie. Pani Hucklestone serwuje w swoim przybytku słodkości stylizowane na podwodne stworzenia - najpopularniejsze są czekoladowe rybki, które wrzucone do mleka popisowo w nim nurkują, a następnie rozpuszczają się, dając pyszną pitną czekoladę. Wśród ciekawszych atrakcji można wymienić również śpiewające cukrowe kaszaloty, bułeczki w kształcie ośmiornic, które, jeśli zacznie się je jeść nie od tej strony, od której się powinno, tryskają jagodowym nadzieniem oraz unoszące się w powietrzu delikatne pyzy w kształcie meduz.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   07.07.16 17:57

Travis słuchał uważnie wszystkiego, co miała mu do powiedzenia Polly. Nie mógł powstrzymać się od śmiechu kiedy zeszło na temat porównania genów do karmiącej matki. Trochę zainteresowała go koleżanka pół wila, lecz postanowił nie wnikać w ten temat. Tak byłoby lepiej. Nie chciał sprawiać przykrości swojej towarzyszce. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie skomentował przynajmniej części wypowiedzi szpitalnej stażystki.
- Sam związek frazeologiczny nie jest gorszący. Gorszące byłoby opowiadanie o tym czy też praktykowanie podobnych zachowań w miejscu publicznym. Natomiast sam akt działania jest naturalny, niepodlegający pod napiętnowanie. - Wygłosił swoją opinię. Zazwyczaj mówił to, co myślał, dlatego nie wydało mu się to niczym dziwnym. Nawet jeśli temat był dość niecodzienny. Przejechał dłonią po ledwie widocznym zaroście, po czym skoncentrował się na dopełnieniu grzecznościowych formalności oraz wygodnym zajęciu miejsca. Podziwiał dziewczynę za to, że wynajdywała tyle tematów do rozmów, w dodatku nie robiąc prawie wcale żadnych przerw między jednym a drugim zdaniem.
- Uważasz, że uroda jest najważniejsza? - zadał pytanie. Nie miało być ono niczego sugerujące, raczej chciał się dowiedzieć jakie Polly ma poglądy na niektóre sprawy. Chciał ją lepiej poznać. - Masz rację, mężczyźni nie mogą być pół wilami - przytaknął nie kryjąc lekkiego rozbawienia. Wprawiała go w dobry humor, cenił tę cechę u innych ludzi. Trudno mu było wytrzymać w towarzystwie wiecznie smutnych osób, silnie działała na niego pozytywna energia.
- Tak naprawdę to nie ma żadnego imienia. Czasem nazywam go Drapak, ponieważ często obdrapuje skały w pobliżu legowiska. Smoków nie widujesz, bo są w zamkniętym rezerwacie. Takimi z zaklęciami i w ogóle. Owszem, zdarzają się niekiedy sytuacje niekontrolowane, ale nie na tyle często, by każdy raz w życiu miał okazję oglądać smoka na ulicy - wyjaśnił, miał nadzieję, jej wątpliwości. Nie zastanawiał się nad nimi zbyt długo, ponieważ należało wybrać coś wreszcie z karty i zamówić. Siedzenie bez tego nie miało większego sensu, właścicielka też nie byłaby z tego tytułu zadowolona - W takim razie to ci weźmiemy. Ja spróbuję ciasta i kawy. - Zadecydował rozpoczynając zamówieniową procedurę.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Polly Havisham
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1033-polly-havisham#5949 http://www.morsmordre.net/t1038-pan-darcy#6085 http://www.morsmordre.net/t1035-polly#6012 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t1128-pola-havisham#7455
piecze ciastka w Słodkiej Próżności
21
Czysta
Panna
I've been smoking dream dust
2
5
5
8
5
0
0
1
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   08.07.16 21:13

- No jasne, nie wyobrażam sobie, chyba nigdy nie nadejdą czasy, że będzie się to robiło w miejscu publicznym - przykładam dloń do twarzy i zakrywam usteczka, prawdę mówiąc, to jak na na prawdę wyzwoloną kobietę (co objawia się u mnie tym, że chcę takiej samej wladzy jak mój brat) to i tak dużo, a to że nie widzę kobiety z gołym cycem na wierzchu? Ależ mamy 55 rok, jak jakieś panie mają nogi bez rajstopek to wyglądają jak tancereczki kankana, nie oszukujmy się! Szkoda, że nie wiedziałam, jak bardzo świat się zmieni za parę lat. Ale i tak pewnie szokuję pana Greengrassa. Czy kiedyś spotkał kogoś o podobnych poglądach?
Jeżeli dla Travisa to, że ja nie umiem wziąć oddechu pomiędzy pięcioma tematami było zaletą, to musiał być tak samo wariatem jak ja. Bo kogo nie spotkam (myślę o moim kochanym Danielu, co wyjechał do Niemiec i mi tylko co dwa tygodnie pisze kartke) to mówi, że troche za mną nie nadąża. I mnie to smuci, bo ja nic nie poradzę, że wiele bym rzeczy chciała dowiedzieć się teraz.
Na jego pytanie reaguję zaraz, jakbym miała przygotowaną odpowiedź, ale to tylko spontaniczna decyzja. No i moje życie. W końcu jestem dziewczyną!
- Nie sądzę, aby była najważniejsza. Ale pomaga, powiem ci szczerze. Gdybym była facetem mogłabym wyglądać jak ostatni brzydal, Kwazimodo, ale milabym i tak więcej do powiedzenia niż niejedna slicznotka. Nie mówiąc już o brzydkich dziewczatkach - wzruszam ramionami, mówię prawdę i tylko prawdę. Ale czy nie przestraszę tym feministycznym podejściem pana szlachcia? - To takie smutne, ale jeżeli mi nie wierzysz, to opowiem ci prawdziwą historię o mojej mamie! - bo jak wiadomo, na przykładach najlepiej się człowiek uczy no i to najlepsze arugmenty są - No więc wyobraź sobie, że była z niej bardzo nieurodziwa kobieta i chociaż urodziła się w rodzie Selwynów, to nie zdołała sobie znaleźć męża z równie bogatego domu i niestety musiała wyjść za przeciętnego mieszczanina. Straciła więc tym samym wszystkie prawa do dziedziczenia no i swój herb. I teraz mi powiedz, że uroda nie jest najwazniejsza - wzruszam ramionkami, chociaż sama wcale nie sądze, żeby to była tak na prawdę naj-naj-naj-ważniejsza rzecz, ale czy jak nie patrzę na Travisa, to nie uśmiecham się w sześćdziesięciu procentach dlatego, że jest taki przystojny?
W każdym razie, smutne rzeczy mu opowiedziałam, ale sam się prosił!
- Fatalnie, nie ma dla was już pomocy - zasmuciłam się, chociaż dodaję zaraz komplement, który mogłam sobie darować, ale zapomniałam się ugryźć w język - Chociaż ty akurat radzisz sobie całkiem dobrze
Kiwam głową i uśmiecham się słysząc wreszcie imię Drapaka. Już wiem o kogo pytać, kiedy kiedyś nawiedzę Peak District.
- A jeździsz do niego codziennie? Czy one na przykład śpią całe lato albo całą zimę? No bo nie emigrują nigdzie, prawda?
Pytania, pytania, pytania. Chcesz więcej? Powstrzymuję się przed ciskaniem z karabinu pytaniami.




    I get down to Beat poetry  ◇ They say I'm too young to love you I don't know what I need They think I don't understand The freedom land of the seventies I think I'm too cool to know ya You say I'm like the ice I freeze I'm churning out novels like Beat poetry on Amphetamines ©endlesslove
Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   11.07.16 14:00

To prawda, Travis raczej nigdy nie spotkał w swoim życiu nikogo o podobnych do Polly poglądach. Nie obracał się w takim towarzystwie, w takich miejscach. Ojciec chyba urwałby mu głowę widząc co jego (już jedyny) syn wyprawia. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Młody Greengrass zamierzał stosować się do tej zasady i nie informować ojczulka absolutnie o niczym. Włącznie z dziejącymi się ostatnio wydarzeniami. I tak już się denerwował z powodu wypadku w rezerwacie, nie należało mu dokładać kolejnych zmartwień. Dlatego ta rozmowa będzie ich niewielkim sekretem. Tak to przynajmniej widział oczami wyobraźni siedzący w Czekoladziarni łowca smoków.
- Bardzo wątpliwe, żeby tak mogło się kiedyś zdarzyć - przytaknął z lekkim uśmiechem na twarzy. Wywnioskował to na podstawie panującego w tych czasach konserwatyzmu. Travis nie przeczuwał jeszcze żadnej rewolucji seksualnej, o innych rzeczach już nie wspominając. Dziewczyna i tak trafiła na dosyć liberalnego szlachcica, który lubił dyskutować na wiele tematów, nawet tych nie do końca przyzwoitych w mniemaniu społeczeństwa. Tak został nauczony. Inni mogliby się nawet tutaj nie zjawić lub nie zadawać się z nią w ogóle, jako, że była osobą spoza hermetycznego kręgu arystokracji. Dopóki nie było jej bliżej do mugola niż do czarodzieja, Greengrass nie widział w tej znajomości niczego złego. Wręcz przeciwnie, Polly wydała mu się bardzo zabawną, wyluzowaną osóbką. Inną od schematu oglądanego do tej pory. Wszystko, co wychodziło poza obręb tego schematu zasługiwało na miano ciekawego. Rzeczywiście trudno było za tą gonitwą słów nadążyć, lecz chłopak naprawdę się starał. Zależało mu?
Kiwał głową z aprobatą towarzyszącą jej słowom. Zgadzał się z nią.
- To prawda, mężczyźni mają więcej do powiedzenia niż kobiety. To też się prędko nie zmieni - zaczął, z ulgą zauważając, że doniesiono im ich zamówienie. - Nieurodziwe kobiety mają tym więcej problemów, co byśmy nie mówili, to wygląd zewnętrzny się liczy. Mężczyźni nade wszystko lubuję się w pięknie - dodał. Kąciki jego ust uniosły się w nieokreślonym charakterze. Szelmowskim? Któż to wie. Umilkł jednak, ponieważ Polly zdecydowała się mu opowiedzieć historię o jej matce. Uniósł lekko swoją kawę i ostrożnie upił z niej bardzo niewielkiego łyka. Wszak napój był gorący. - Tak się niestety dosyć często zdarza. Mamy swoje zasady, których się trzymamy i tak właśnie się dzieje. Moja matka znalazła męża tylko ze względu na przyjaźń naszych dziadków, ale sprawa nie dotyczyła urody. Są po prostu różne przeszkody w zawarciu dobrego małżeństwa. Brak urody jest jedną z nich. Dla jednych jest to krzywdzące, dla innych zrozumiałe – wyjaśnił. Tylko nie powiedział niczego odkrywczego. Jemu samemu było to do końca trudno pojąć. Był mężczyzną, wiedział, że nie mógłby ożenić się z brzydką kobietą nawet, jeżeli byłaby w pełni wartościową osobą. Tak po prostu było.
- Dziękuję. - Zaśmiał się z powodu tak urokliwego komplementu. Odłożył filiżankę na spodek, po czym wzrok przesunął z Polly na swój kawałek ciasta. Wyglądał apetycznie. - Codziennie to nie, czasem miewam wolne. Nie emigrują nigdzie, śpią w jaskiniach czy innych tego typu tworach. Niektóre zapadają w sen zimowy, inne nie, zależy od gatunku. W letni jeszcze nikomu się nie zdarzyło. - Kolejna porcja śmiechu. - Dlaczego tak cię zaciekawiły smoki? - Teraz to on zadał pytanie. Mając w zamyśle rozpoczęcie pałaszowania wypieku.
Jeszcze chwilę rozmawiali, aż nadszedł czas rozstania.

zt x2




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   16.01.17 0:20

/ z kawiarni Fidelius

Nie żeby liczyła na jakiekolwiek „przepraszam” ze strony przeszukujących ich funkcjonariuszy. W końcu to pobożne życzenia, prawda? Przyznanie się do błędu. Jednak widząc jak odchodzą nie mogła podarować sobie gromiącego spojrzenia. Pewnie najlepszym rozwiązaniem dla nich byłoby dać się zakuć w kajdanki i zaprowadzić do Tower. Najlepszym dla spalonych już w tym miejscu antymugolskich policjantów. Nawet to samo w sobie brzmiało śmiesznie. Czy mogli pomylić się jeszcze bardziej? Zatrzymując szlachcica i czystokrwistą czarownicę. Nie musieli zbyt długo czekać na pierwsze potknięcia z ich strony i jakoś wcale ją to nie zdziwiło. Zgodziła się na to by opuścili to miejsce. Nie miała zamiaru tu wracać, a już na pewno nie w najbliższym czasie. Uraził ją nie tylko fakt, że ją o to podejrzewano. Bardziej to, że takie rzeczy w ogóle w tym miejscu miały miejsce. Kiedy wyszli i chcieli się teleportować gdziekolwiek indziej gdzie nie traktowano by ich jak degeneratów zobaczyła przy jednej z kawiarni napis; „Zły dzień? Chcesz poprawić sobie humor? Zajrzyj do nas!”. Witryna była obklejona plakatami przedstawiającymi przeróżne kształty i rodzaje babeczek. - Chyba spadł mi cukier. - powiedziała spoglądając na mężczyznę i uśmiechając się lekko. - Chodźmy tutaj… na pewno mają też mocną herbatę. - dodała i ruszyła w stronę drzwi prowadzących do „Czekoladowej Perły”. Może nie było to miejsce całkowicie biznesowe, ale już w takim byli i nie skończyło się zbyt dobrze. A skoro chciał jak najszybciej odzyskać swój i tak już nadwyrężony czas… to czy było do tego lepsze miejsce? Przy ladzie stała starsza kobieta w marynarskiej bluzce. Peony rozejrzała się za wolnym stolikiem. Nie był to zbyt duży problem. Dzisiejsza pogoda sprzyjała i ludzie prawdopodobnie postanowili na wiosenne spacery niż kolejne kalorie w postaci ciastek. Kiedy złożyli już zamówienie, a Peony miała w końcu okazję bardziej przyjrzeć się mężczyźnie stwierdziła, że jest młodszy niż jej się wydawało jeszcze chwile temu. Może nawet skądś go kojarzyła chociaż w tym momencie nie miała czasu się nad tym dłużej zastanowić. - To co? Przejdźmy do tych nielegalnych substancji, które chciałeś ode mnie kupić. - odparła, a kącik jej ust uniósł się w delikatnym uśmiechu. - Nie gwarantuje ich pochodzenia… tylko zdecydowanie gwarantuje jakość. - dodała żartobliwie. To wszystko zaczęło ją bawić bo w końcu takie rzeczy musiały ją spotykać częściej niż mogłaby się tego spodziewać. Częściej niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Nie wiedziała czy siedzący przed nią Greengrass miewał podobne sytuacje, ale Peony… tak Peony trafiała w sam środek szalonych sytuacji. Nie, żeby miała na to jakikolwiek wpływ. Tak już po prostu było.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   22.01.17 13:43

Bez chwili zawahania przystałem na jej propozycję wstąpienia do Czekoladowej Perły. Może i nie potrzebowałem nadprogramowych kalorii zwłaszcza w sytuacji, w której pośpiech byłby nawet wskazany, ale chyba o tym zapomniałem. Kiedy Peony zasugerowała, że przydałoby jej się coś słodkiego, nie potrafiłem się oprzeć i tak po prostu odwrócić wzrok od wszystkich tych cudowności krzyczących do mnie zza lady przybytku. „Kup mnie, jestem pyszny!”. To zdecydowanie do mnie trafiło, tak samo jak sam wystrój. Od razu wspomniałem swego przyjaciela żeglarza, a chociaż nigdy nie potrafiłem pływać, zapragnąłem również wybrać się na morze, aby poczuć jak fale rozbijają się o statek i zakołysać się lekko na pokładzie. Powdychać powietrze przesycone zapachem soli i ryb, odprężyć się widokiem spokojnej, martwej wody i chłonąć sobą ten moment relaksu, tak mi ostatnimi czasami obcy. Rozluźniłem nieco sztywne ramiona krótkim wzruszeniem, wpatrując się uparcie w kartę napojów i wreszcie zdecydowałem się na niezwykle mocny napar z czarnej herbaty, dobierając do niego kilka przekąsek. Nie za dużo, nie mogłem sobie aż tak pofolgować skoro ostatnimi czasy zaniedbywałem szermierkę. Przekonałem samego siebie, że dopiero sam powrót na sale ćwiczebną zapewni mi zezwolenie na objadanie się słodkościami, a póki co musiałem nauczyć się wstrzemięźliwości. Zasiadłem bez chwili wahania przy jednym z wielu wolnych stolików i w oczekiwaniu na podanie zamówienia, również skierowałem spojrzenie na towarzyszkę. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, moje czarne oczy nieco pojaśniały od blasku zainteresowania. Poznawanie nowych ludzi było czymś, co zawsze mnie fascynowało, nawet jeżeli wynikało jedynie z interesów.
- Jeżeli są tak śmiercionośne jak wspomniałaś, będę musiał rozważyć ich zakup. Nie miały pomagać mi w odesłaniu kogoś na tamten świat. - udałem surowość, ściągając brwi, aby wydawać się bardziej stanowczym, ale wesołość w moich oczach zdecydowanie nie pozwalała mi nikogo zwodzić na dłużej. - Gwarancja jakości jest tym czego mi potrzeba, dlatego zwróciłem się do Ciebie. - podkreśliłem, poklepując się lekko po kieszeni w poszukiwaniu sakiewki. Jedna, druga, trzecia kieszeń. Przez moment żołądek ściskał mi się boleśnie w niepokoju, kiedy moje dłonie natrafiały na pustkę, ale finalnie odprężenie znalazło dojście do mojej twarzy, gdy palce wreszcie uderzyły w twarde monety, ukryte w wewnętrznej kieszeni płaszcza. - Możesz przeliczyć, chociaż powinno być tego aż nadto. Tylko pokaż mi najpierw za co płace. Diabelskie sidła są mi zbędne.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   23.01.17 20:25

Kiedy podali im zamówienie Peony na chwile zatrzymało się serce. Chociaż przepadała za domowymi słodkościami to czasami przyjemnie było dostać coś gotowego, podanego do stolika. Bądź co bądź, ale jako matka nie miała zbyt wielu okazji na takie eskapady. Kto wie? Może to posądzanie ich o dilerstwo i matactwo nie miało się skończyć tak źle jak na samym początku przepuszczała? Oczywiście wcale nie szukała w tym pozytywów. One przychodziły same. Od czasu do czasu. Zaskoczona słowami mężczyzny zatrzymała skierowaną w stronę ust łyżeczkę i przeniosła na niego spojrzenie. Widząc jednak czające się w oczach rozbawienie sama uśmiechnęła się szeroko po chwili już myśląc o tym niebiańskim smaku karmelowych babeczek. - Nie musi być aż nadto. Zdecydowanie wystarczy kwota na którą się umawialiśmy. No i to ciastko. - powiedziała spoglądając na leżącą na stoliku sakiewkę monet. To wszystko zależało od tego w jaki sposób się na to wszystko patrzyło. Z jednej strony mogła odebrać to krzywdząco. Kolejny szlachcic chwalący się swoim majątkiem. Pieniądze szczęścia nie dają, ale przecież płakać przez ich nadmiar też nikt nie miał zamiaru. Z drugiej strony gdyby to ona była szlachcianką pewnie też nie patrzyłaby na to ile pieniędzy wydaje na potrzebne ingrendiencje. A jednak uczciwość jak dla niej była sprawą pierwszorzędną. Zaraz obok danego słowa. Odłożyła łyżeczkę i sięgnęła do zawieszonej przez oparcie krzesła torby. Wyciągnęła z niej kolejną, mniejszą. To właśnie w niej znajdowały się te obiecane mandragory. Czyste, przygotowane do użycia. Miała nadzieje, że same sobą prezentowały jakość, ale finalnie miał się o tym dowiedzieć dopiero kiedy użyje ich do przeznaczonych celów. Podała mu torbę z delikatnym uśmiechem. - Jeżeli będziesz potrzebował więcej to po prostu wyślij mi sowę. Zostało mi jeszcze kilka wolnych, pochodzących z tego samego szczepu. Chyba naprawdę czuje się teraz jak handlarz nielegalnymi substancjami. - mruknęła kręcąc głową. Ta sytuacja miała ją śmieszyć przez długi czas. Śmieszyć chociaż jeszcze chwile temu wcale do śmiechu jej nie było. Upiła łyk herbaty spoglądając na mężczyznę. Miała nadzieje, że ten nie stwierdzi nagle, że to nie jest to co zamawiał. Merlin jeden jej świadkiem ile razy zdarzały jej się takie sytuacje właśnie ze szlachcicami. Czasami miała wrażenie, że najlepiej by było gdyby zamiast zamawiać u niej rośliny zamówiliby gotowy eliksir. Może i mandragory nie należały do najpiękniejszych roślin, ale ich właściwości były nieocenione. I każdy szanujący się alchemik o tym wiedział. - I jak? - zapytała kontrolnie.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   26.01.17 12:11

Podparłszy twarz o dłoń, a łokieć o stolik miałem dobrą pozycję do obserwacji. Zmierzyłem spojrzeniem podane nam słodkości, a następnie samą Peony. - Jak wolisz - zgodziłem się bez chwili wahania, mając ogromną ochotę na lekceważące machnięcie dłonią. Byłem naprawdę dumny, że udało mi się od tego powstrzymać, wszak to byłoby co najmniej nieodpowiednie, a już z pewnością niegrzeczne. Było mi wszystko jedno ile zapłacę za te mandragory, o ile tylko okażą się być tak dobre, jak to je zachwalała Sprout. Nie byłem przekonany co do testowania ich jakości na tak drogiemu memu sercu smoku, ale cóż miałem za wybór? Gdybym spróbował podać wywar zdrowemu osobnikowi, najpewniej tylko bym mu zaszkodził. Cóż, miałem tylko nadzieję, że cały ten pomysł z warzeniem dekoktu nie okaże się katastrofą. Nazywanie mnie przeciętnym alchemikiem byłoby komplementem i w żadnym razie nie zaskoczyłaby mnie własna niezaradność oraz zupełne zniszczenie składników. Reveth nie wybierał się jeszcze na tamten świat, w razie potrzeby mogłem wrócić po więcej i skorzystać z propozycji Peony. Sięgnąłem ponad stolikiem, aby odebrać od niej torbę i nie potrafiąc powstrzymać ciekawości, zajrzałem do niej. Za czasów szkolnych z zielarstwem zdecydowanie nie było mi po drodze, ale te powykręcane korzenie nie mogły być niczym innym. Kiwnąłem krótko głową, sygnalizując akceptację. - Mandragory tak dobre, że to aż podejrzane. - stwierdziłem poważnie, pozostawiając torbę na kolanach, chociaż przecież nie znałem się na tym na tyle, aby moja opinia była miarodajna. Zagiąłem nieznacznie brzeg torby, aby ochronić jej zawartość przed wścibskimi spojrzeniami gości Czekoladowej Perły, a następnie wyciągnąłem dłoń w kierunku ciemnego płynu w filiżance. - Od jak dawna hodujesz mandragory? - zapytałem, jak zwykle kierowany naturalną dla mnie potrzebą pociągnięcia rozmowy. Gorzki napar nie wykrzywił mnie ani odrobinę. Umoczyłem ciasteczko w herbacie. - Jeśli wszystko będzie w porządku, prawdopodobnie odezwę się w celu nawiązania dłuższej współpracy. Mój podopieczny będzie potrzebował jeszcze co najmniej kilku podobnych eliksirów z wykorzystaniem tego składnika. - cóż, tylko jeżeli rzekomo efektywne metody leczenia schorzeń stwardnienia smoczych stawów okażą się skuteczne, ale o tym już nie wspominałem.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   28.01.17 23:41

Peony liczyła się z tym, że mężczyzna może nie mieć najmniejszego pojęcia o zielarstwie czy eliksirach. Zwykle ludzie proszący ją o ingrendiencje to albo ludzie, którzy nie mają czasu na uprawę własnych mandragor, albo nadzwyczajnie w świecie potrzebują ich niekoniecznie zbyt często. Nie liczyła więc też na pochwałę czy rozmyślanie o falistych liściach walijskiej odmiany. Jednak zawsze upewniała się, że zakup, który robią jest tym czego oczekiwali. Nikt przecież nie lubi kupować kota w worku, a Peony nie lubiła go sprzedawać. Chociaż pewnie gdyby miała trochę rozumu zrobiłaby wszystko by sprzedać każdemu jak najwięcej mandragor. W końcu galeony nie spadają z nieba wraz z Londyńskim deszczem. Nie należała do takich osób. Ciągle miała w pamięci jak jeszcze kilkanaście dni temu zobaczyła na pokątnej chłopaka sprzedającego wywar z mandragory po kosmicznych cenach. Wtedy zastanawiała się czy ktoś w ogóle kupiłby od niego taki wywar. Nie pomyślała, że to wszystko ma znaczenie podczas oszukiwania ludzi. Ona by tak nie potrafiła. Sumienie nie pozwoliłoby jej na to by kogokolwiek oszukiwać. No chyba, że ktoś bardzo na to zasłużył. Przełknęła kawałek ciastka spoglądając na mężczyznę i czekając na jego opinie. Kiedy usłyszała to co usłyszeć chciała skinęła głową. W podziękowaniu jak i w wyrazie ulgi. Objęła dłońmi herbatę odsuwając talerzyk  od siebie. Spadł jej cukier, ale nie aż tak, żeby w ciągu kilku minut zjeść całe dwie babeczki, które chyba powinni jednak zmienić nazwę na: baby. - Od siedmiu lat się nimi zajmuje, ale miałam dwuletnią przerwę i właściwie dopiero od kilku miesięcy znowu zajęłam się hodowlą. - nie wiedziała jak Greengrass to odbierze. Czy pomyśli sobie, że te kilka miesięcy to za mało by dać mu coś wystarczająco dobrego dla smoków, którymi się opiekuje. Czy też właśnie odwrotnie bo przecież ludzie na początku zawsze starają się najbardziej. A może tak naprawdę będzie go obchodziło najmniej i właśnie na to Peony liczyła. Pokiwała głową upijając łyk ciemnej herbaty. - W takim razie będę miała na uwadze, żeby nie wyprzedać wszystkich z tej odmiany. W końcu te nielegalne rzeczy sprzedają się najlepiej. - powiedziała i pokręciła głową sama na swoje słowa. Skąd miała niby wiedzieć jak sprzedają się nielegalne rzeczy? A jednak cała ta dzisiejsza farsa udzieliła jej się aż nadto. - No i jakbyś miał jakieś problemy z mandragorami… też najlepiej prześlij sowę. Mogę pomóc przy warzeniu eliksiru. - dodała jeszcze. W końcu nie był to dla niej żaden problem.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass http://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas http://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno http://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow http://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   29.01.17 18:53

Właśnie tak było. Nie zapytałem po to, aby ciągnąć te kwestię w nieskończoność. Przerwanie spotkania natychmiast po otrzymaniu zamówionych mandragor, wydało mi się niegrzeczne. Uprzejme pytanie z pewnością podniosło wartość spotkania oraz nie stawiało mnie w niezręcznej sytuacji. Nie uciekałem od jej towarzystwa, nie robiłem pustych interesów. Wierzyłem w inwestowanie własnego czasu. Czy podarowanie kilku pytań w grzecznościowej rozmowie z Peony miało mi się opłacić? O tym miałem się dopiero przekonać.
- Całkiem spory masz staż - odparłem lekko, przyjmując jej słowa aprobującym kiwnięciem głowy. Czy osoba, która już od tylu lat opiekowała się magicznymi roślinami mogła mnie zawieść? Wątpiłem w to, nawet jeżeli nie znałem powodów dla których zawiesiła działalność. Wyszedłem z założenia, że nie potrzebuje wnikać aż tak głęboko, wszak czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Ponadto, to nie była moja sprawa. Posłałem w jej stronę uśmiech, ale zamiast okazać się rozbawionym, bardziej przypominał po prostu cyniczny. - Przekaże znajomym z kim najlepiej robić pokątne interesy. - zobowiązałem się, nawet nie ukrywając ironicznego wydźwięku tej wypowiedzi. - Dziękuję, ale myślę, że sobie poradzę. - zbyłem jej uprzejmość, kiwnąwszy przy tym z uznaniem głową. Doceniałem jej chęć pomocy, a jednak nie chciałem dać sobie okazji do okazania słabości. Nie powinienem z taką łatwością odsłaniać się przed innymi. Sięgnąłem do sakiewki z galeonami i wysupłałem z niej kilka z nich, aby przez moment obracać je w palcach. - Dziękuję za Twój czas, Peony. Do zobaczenia - odezwałem się, gdy już pociągnąłem i przełknąłem długi łyk herbaty z filiżanki. Odstawiłem ją na spodek, zostawiając na talerzyku kilka nieruszonych ciasteczek, a następnie zabrałem torbę z mandragorami i udałem się do lady, aby zapłacić za nasze napoje i przekąski. Pozostałe pieniądze zostawiłem na stoliku, przesunąwszy je uprzednio nienachalnie w stronę Sprout. Kiedy monety z brzękiem opadły na blat, pożegnałem się z właścicielką przybytku uprzejmym uśmiechem i podziękowaniem za gościnę, a następnie opuściłem lokal w pośpiechu. Skoro już zakończyła się ta przyjemniejsza część, teraz spieszno było mi do zadbania o zdrowie Revertha.

|ztx2





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
20
15
0
5
5
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   25.05.17 0:55

| 16.04

Kilka dni po niefortunnym wyścigu, w którym Sophia brała udział pod przykrywką i który potoczył się zdecydowanie nie tak, jak się spodziewała, Sophia mogła wrócić do pracy. Kilka dni przymusowego wolnego niezbyt przypadło jej do gustu, bo niezbyt lubiła bezczynność, zwłaszcza taką. Musiała jednak podleczyć obrażenia doznane podczas tego pamiętnego wydarzenia i liczyć, że w pracy nie będzie mieć poważniejszych problemów z powodu swojej, jakby nie patrzeć, porażki, ponieważ nie udało jej się osiągnąć tego, co planowała i miała dużo szczęścia, że cała sytuacja nie skończyła się gorzej. Tamten dzień był pasmem porażek i pokazał, że naprawdę wciąż brakowało jej doświadczenia w aurorskim fachu. Wciąż była młoda, początkująca, uczyła się na swoich błędach. Z tamtego dnia na pewno wyciągnie wnioski.
Powrót do pracy miał miejsce parę dni temu, ale dość szybko mogła odczuć napiętą atmosferę i to, że wciąż działo się sporo. Sytuacja w Biurze była napięta od paru miesięcy, ale od marca i nagłego wysypu zagadkowych zgonów było tylko gorzej. Aurorzy mieli pełne ręce roboty przy ustalaniu przebiegu poszczególnych spraw, ale w wielu przypadkach dreptali w kółko z powodu nikłych poszlak oraz problemów z ustaleniem powiązań między poszczególnymi sprawami, bo mimo że coś zdawało się je łączyć, były i różnice. To często nurtowało Sophię, ilekroć pochylała się nad aktami lub rozmawiała z aurorami, z którymi prowadziła swoje sprawy. Czuła, że coś ulotnego wciąż jej umyka, wymykając się racjonalnej ocenie sytuacji.
Ale nie można było żyć tylko pracą. Musiała przyznać rację swojej kuzynce, która doradzała jej pamiętanie o odpoczynku. Dlatego też, korzystając z faktu, że dzisiejszego dnia nie musiała zostawać po godzinach, bo nie wydarzyła się żadna nowa poważna sprawa, zaproponowała jednej ze współaurorek wyjście gdzieś po pracy. Ostatecznie należało dbać o relacje ze współpracownikami, a w natłoku spraw służbowych rzadko był czas, żeby rozwijać je na gruncie prywatnym. Na tym cierpiało życie towarzyskie Sophii, bo nawet z własną rodziną nie spędzała tyle czasu, co dawniej, a choć kurs aurorski mógł wydawać się ciężki, faktyczna praca wymagała jeszcze więcej wyrzeczeń.
W każdym razie po tym, jak Elizabeth zgodziła się na wyjście, obie pojawiły się w dzielnicy portowej, która wydawała się Sophii dość spokojnym i przytulnym miejscem, przynajmniej jej bardziej uczęszczana część. Choć mogło się wydawać, że wiele je dzieliło, wspólna praca zbliżała ludzi. Nawet jeśli jedna z nich była niegdyś Ślizgonką o szlachetnej krwi, a druga półkrwi Puchonką, która otrzymała niejeden szlaban za konflikty ze Ślizgonami w początkowych latach Hogwartu. Później jednak takie sprawy musiały odejść w zapomnienie, bo obie je połączył wspólny cel – aurorstwo i należyte wypełnianie swoich zadań, a zdarzyło im się już pracować wspólnie. Nie miało znaczenia, w jakich domach były w Hogwarcie, a bycie dobrymi aurorami. W zawodzie zdominowanym przez mężczyzn musiały się wspierać.
- Wygląda całkiem przytulnie – stwierdziła, gdy zauważyły kawiarnię o intrygującej nazwie: Czekoladowa perła. Morskie motywy dekoracji i wypieków od razu rzucały się w oczy i były całkowicie naturalne, biorąc pod uwagę lokalizację tego przybytku. Niemniej jednak Sophii od razu się tu spodobało. – Zostańmy tutaj. To dobre miejsce na zrelaksowanie się po pracy, zresztą... zjadłabym coś słodkiego. Cokolwiek.
Nie była pewna, czy Elizabeth w ogóle gustowała w tego typu miejscach, ale sama miała ochotę po prostu usiąść przy stoliku i zamówić coś słodkiego, co mogłoby poprawić jej humor i przywrócić odrobinę energii, z której czuła się obecnie wyprana. W końcu nic nie poprawiało nastroju tak, jak słodycze, dlatego też Sophia zajęła miejsce przy wolnym stoliku pod oknem i szybko zaczęła wertować kartę.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   26.05.17 21:42

Spędzając tyle czasu w pracy ile Elizabeth człowiek musiał poznać swoich współpracowników. Wiedziała kto ma dużą rodzinę i czasem nie daje sobie rady z pozostawieniem spraw prywatnych w domu, a kto nie miał żadnej rodziny i większość czasu spędzał w biurze. Na ścianach biura porozwieszane były zdjęcia rodzinne pokazujące ich życie poza biurem. Tworzyli oni wszyscy ciekawą mieszankę z różnych stanów społecznych i doświadczeń. Znali oni swoje zalety i wady, wiedzieli kogo prosić o pomoc w danej kwestii, a komu lepiej nie zawracać głowy. Z tymi, z którymi pracuję się więcej tworzyło się również zaufanie. W czasie akcji osłaniali sobie plecy i każdy wiedział co ma robić. By ruszyć na taką misje musisz mieć pewność, że osoba z tobą pomoże Ci w jej wypełnieniu, a nie że będzie ciężarem. Oczywiście, często dochodziło do kłótni  zwłaszcza w czasie bardziej stresujących śledztw, gdy emocje wymykały się spod kontroli. Większość umiała nad sobą panować, ale niektóre sprawy wchodziły w człowieka. Tylko wielki idealista powiedziałby, że tworzyli rodzinę. Mimo sprzeczek, osobistych niesnasek potrafili o siebie zadbać, gdyż często tylko praca zespołowa mogła przydać się śledztwu. Nikt nie rozwiązałby sam wszystkich spraw, ale razem pracowali o wiele efektywniej. O sile grupy nie stanowił tylko spotkania w pracy, wspólny wysiłek czy udane misje. Również podtrzymywanie kontaktów poza miejscem pracy, gdy mogli się razem zrelaksować. Było to ważna, by po ciężkim dniu usiąść razem i ochłonąć – ponarzekać na Rogersa, biurokracje i własną niemoc.
Kwiecień był szczególnie ciężkim miesiącem, a była to dopiero połowa. Jeśli tak miał wyglądać cały miesiąc to może nawet Elizabeth chciałaby wolne. Było to dla niej nie do pomyślenia jeszcze kilka miesięcy temu, ale wiedziała, że w tak ciężkiej sytuacji nie może sobie na to pozwolić. Gdy Sophii zaproponowała wspólne wyjście zgodziła się od razu, gdyż czuła, że jej się to przyda. Mając w głowie tylko Megan Podmore czy słowa narzeczonej Diggory’ego długo nie wytrzymałaby na pełnych obrotach. A lubiła Sophii, nawet jeśli różniły się prawie wszystkim. Pamiętała ją z Hogwartu, gdy odciągała od zaczepiania Puchonki niektórych jej współdomowników. Musiała przyznać, że Ślizgoni potrafili być wredni, gdy chcieli, ale w każdym domu można było spotkać takie jednostki. Może oni czuli się po prostu pewniejsi swoich racji, w tym szukała przyczyny tych odważnych wybryków Ślizgonów.
-  Nigdy tu nie byłam, ale chętnie spróbuje. – powiedziała wchodząc do środka. Kawiarnia utrzymana była w portowym stylu jakby jeszcze bardziej chcieli podkreślić swoje położenie. W powietrzu wyczuła zapach czekolady, na którą od razu miała ochotę. – Mają tutaj duży wybór czekolady, nie będę narzekać. – zapewniła ją i poszła zamówić kubek gorącej białej czekolady. Następnie usiadła przy stoliku i poczekała na koleżankę.
- Teraz będzie mogła mi na spokojnie opowiedzieć  co się stało na twojej ostatniej misji. Ta historia brzmi niewyobrażalnie. – stwierdziła, gdy Sophii do niej dołączyła i wzięła łyk czekolady. Była nawet lepsza niż się spodziewała.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
20
15
0
5
5
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   27.05.17 13:18

Pewne zaufanie było dość istotną sprawą wśród aurorów. Szczególnie kiedy przychodziło udać się na jakąś misję – Sophia od razu czuła się bardziej komfortowo, gdy wiedziała, że wraz ze swoim partnerem mogą na sobie polegać. Może nie wszystkich w Biurze lubiła i nie wszyscy lubili ją, ale wolała nie musieć się obawiać, że oberwie klątwą, bo ktoś okaże się lekkomyślnie podchodzić do kwestii bezpieczeństwa. Chociaż jak dotąd pracowała głównie z bardziej doświadczonymi aurorami i to na nią patrzono z ograniczonym zaufaniem jako na żółtodzioba i kobietę. Musiała udowadniać swoją wartość i pokazywać, że zasługuje na tę pracę i na zaufanie. To było dla niej ważne. Chciała być częścią aurorów, nawet jeśli ostatnio coraz częściej nie zgadzała się z niektórymi posunięciami ministerstwa. Miała jednak dość rozsądku, by siedzieć cicho i w spokoju robić swoje.
W przypadku Sophii jej życie rodzinne zostało w ostatnich miesiącach drastycznie uszczuplone wraz z tragiczną śmiercią jej rodziców pod koniec ubiegłego roku. Z tej najbliższej rodziny pozostał jej jedynie brat, który na wieść o tragedii w rodzinie Carterów wrócił do kraju i musieli odbudować nadwątlone relacje. Jakiś czas temu pojawił się też zaginiony brat bliźniak ojca, którego nigdy wcześniej nie widziała, ale odkąd zabrakło rodziców, towarzyszyła jej dziwna pustka. Oprócz niej było jeszcze coś – świadomość, że musiała pielęgnować w sobie ich pamięć i wartości, które jej wpoili. To wszystko sprawiło jednak, że rzuciła się w wir pracy, niemalże popadając w pracoholizm, ale dzięki temu łatwiej było jej się pozbierać i podjąć próbę pogodzenia się z losem.
Z Elizabeth wiele je dzieliło, ale zdawała sobie sprawę, że była utalentowaną, oddaną pracy aurorką. Dawno przestała ją postrzegać przez pryzmat szlacheckiego pochodzenia i przynależności do Domu Węża. Była dobrym przykładem tego, że nie wszyscy Ślizgoni byli źli i pełni uprzedzeń, i przy dobrej woli z obu stron mogło się okazać, że i tam można było poznać wartościowych towarzyszy. Jako Puchonka Sophia nie lubiła zresztą szufladkować ludzi i starała się dawać im szansę, chociaż w Hogwarcie i po nim kilka razy się na tym przejechała.
- Byłam tu... kiedyś. Ale dość dawno. Niemniej jednak, pamiętam, że mieli tu dobrą czekoladę – powiedziała, także zamawiając dla siebie kubek gorącej czekolady i do tego kawałek ciasta, na którego szczycie widniały starannie wyrzeźbione z czekolady rybki i inne morskie stwory.
Po chwili przyniesiono im zamówienie, więc Sophia od razu zacisnęła dłoń na uchwycie kubka i wypiła spory łyk gorącego, słodkiego napoju.
- Której misji? – zapytała, zastanawiając się, o które zadanie chodziło Elizabeth. – Masz na myśli tę nieszczęsną porażkę z wyścigiem miotlarskim czy może tę akcję na przedmieściach, w której znaleźliśmy zamurowane ciała mugoli i gdzie, jak się okazało, musiałam pracować z własnym bratem, którego także tam oddelegowano?
Choć jej głos pozornie brzmiał lekko, można było zauważyć, że nieco się skrzywiła na myśl o tej okropnej sprawie z mugolami. Ale zdziwiło ją, że Elizabeth mogła wiedzieć o wyścigu; ostatecznie nie rozgłaszano tego wszem i wobec, tylko kilku aurorów wiedziało o oddelegowaniu Sophii do zadania namierzenia pewnego podejrzanego czarodzieja w gronie uczestników nielegalnego zgromadzenia. Czyżby jednak wieść o tym, że nie udało jej się tego zrobić i w dodatku wróciła stamtąd pokiereszowana, rozeszła się dalej?
- Cóż... W obu przypadkach to dość długa historia – powiedziała więc, próbując kawałka ciasta. - Ale jeśli chcesz posłuchać, jak to wyglądało z mojej perspektywy... Nie wiem, na ile te pogłoski, które mogłaś słyszeć, są zgodne z prawdą.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   03.06.17 17:49

Mimo że wiele lat mieszkała w Londynie to nie mogła powiedzieć, że zna to miasto. Był ono bardzo rozległe i pełne nieznanych jej zakątków. Nie znała szczególnie mugolskiej strony, gdyż nigdy nie musiała jej poznawać jak i obawiała się, że szybko mogłaby się tam zagubić. Umiała jednak nie wyróżniać się z tłumu również wśród ludzi niemagicznych – potrzebne było to do pracy, gdyż nie zawsze ślady prowadziły do magicznych okolic. Najmniej lubiła tę jeżdżącą pod ziemią trumnę, która z niesamowitą prędkością poruszała się kanałami. Cały świat mugoli wydawał się strasznym i niezrozumianym miejscem, prócz kina. Nikt ich nie uczył jacy oni są i jak wśród nich się zachowywać. Lily tłumaczyła jej niektóre rzeczy, ale ciężko to wszystko pojąć.
Ale były również miejsca, których nie znała  a były w części magicznej Londynu. Nikt nie może znać wszystkiego. Dzielnica portowa nadal stanowiła dla niej tajemnicę, nie było tu wszakże żadnej większej atrakcji i trzeba było lubić ten klimat. I zapach, typowy dla portów. Nieprzyjemny, mocny i zdecydowanie ją odpychający. Ale obecnie nie czuła tego zapachu, na szczęście, bo nie byłaby zdolna do zjedzenia czegokolwiek. I przecież to nie było tak, że nie lubiła jeść owoców morza, ale zapach w porcie był zbyt mocny dla niej. W kawiarni pachniało czekoladą – słodko i po prostu pysznie. Od razu miało się ochotę na zjedzenie ich produktów, choć położenia nie mieli najbardziej fortunnego. Gdyby nie Sophia to by nigdy nie przyszła do tego miejsca, nawet by go nie szukała. Lubiła jednak tak odbiegające od normy miejsca, mające swój klimat. Dzięki temu szybko zapadały w jej pamięć jak i mogła cieszyć się wystrojem kawiarni.
- Mam nadzieje, że pamięć Cię nie myli. Urodziłaś się w Londynie? – zapytała słysząc, że kobieta była tu wcześniej. Oczywiście, osoba nawet nie musiała mieszkać w stolicy, aby jadać w niej, ale nigdy nie wiedziała z jakiej części kraju pochodzi młodsza aurorka. Tak naprawdę to niewiele wiedziała o Sophii, nie ma czasu na takie rozmowy w pracy, gdzie każdy jest skupiony na swoich zadaniach albo znudzony na śmierć od pisania raportów.
- Słyszałam tylko o tej z zamurowanym mugolem, takie ekstremalne przypadki rozchodzą się bardzo szybko. I jak Ci się pracowało z bratem? Ja nie wyobrażam sobie pracy z moim rodzeństwem. – przyznała z uśmiechem, gdy usiadły już na miejsce. Nie mogłaby się skupić jak i czułaby, że musi się bardziej postarać. Może nawet zaimponować? Trudno było jej określić to uczucie, więc była wdzięczna, że nigdy tego nie doświadczyła. To że Sophii ma brata można się było łatwo domyślić patrząc na ich nazwiska, nie wiedziała jednak również o czarodzieju zbyt wiele.
- To opowiedz obydwie historie, jestem aurorem i każda taka sprawa mnie fascynuje. Musze jednak przyznać, że zamurowany mugol to naprawdę rzadki widok. Nie chciałabym go zobaczyć. – powiedziała zastanawiając się jakby zareagowali inni klienci słysząc ich przyjemne rozmowy w czasie picie czekolady. Ale musiała przyznać, czekolada była bardzo dobra.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
20
15
0
5
5
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   03.06.17 22:48

Sophia mieszkała w Londynie od urodzenia, więc życie w tym mieście nie było dla niej czymś obcym i zaskakującym. Choć w dzieciństwie spędzała sporo czasu na zabawach z okolicznymi mugolskimi dziećmi, teraz nie była na bieżąco z mugolskimi nowinkami. Świat niemagicznych rozwinął się bardzo szybko przez ten czas, gdy ona była w Hogwarcie, później w Ameryce, a jeszcze później poświęcała większość czasu kursowi aurorskiemu. Oczywiście znała ogólne zasady jego funkcjonowania i radziła sobie z podstawowymi czynnościami, tym bardziej, że niektóre sprawy wymagały poruszania się po świecie niemagicznym, ale pewne rzeczy były dla niej nowością. Wiedziała jednak, że są czarodzieje, dla których nawet odpowiedni ubiór czy poruszanie się po ulicach stanowiło spory problem. To, co nowe i nieznane często budziło w nich strach, niekiedy wręcz wrogość. Z tej z kolei rodziły się niektóre sprawy, z jakimi ostatnio musieli mierzyć się aurorzy. Mugole zamurowani w ścianie, bezgłowe ciała znajdowane w różnych częściach kraju...
Czasami zastanawiała się, jak sobie z tym radziła Elizabeth, będąca produktem sztywnego szlacheckiego chowu. Z tego, co było Sophii wiadomo, rody żyły w pewnej izolacji, a te bardziej konserwatywne wręcz gardziły wszystkim co mugolskie. Czy dla Fawleyówny znalezienie się w Londynie było przerażające i dziwaczne? Była naprawdę niezwykłym przypadkiem szlachcianki – z tego, co pamiętała Sophia, będąc niezamężną mieszkała sama w mieście, a nie w pełnym przepychu rodowym dworze jak większość jej podobnych. Jak sobie z tym radziła, skoro zwykłe życie nie było dla niej czymś codziennym i oczywistym jak dla Sophii?
- Tak, oczywiście. I mieszkam tu od urodzenia, z przerwą na naukę w Hogwarcie i na dwa lata spędzone w Ameryce – odpowiedziała, myślami mimowolnie cofając się do tego czasu i z nostalgią myśląc o tym, co zyskała i utraciła w Chicago, o mężczyźnie jej życia, który spoczywał kilka tysięcy kilometrów stąd, ale którego tragiczna i niepotrzebna śmierć wskutek czarnomagicznego uroku zrodziła w niej pragnienie powrotu do młodzieńczych marzeń i zostania aurorem. – Mieszkam na przedmieściach... z moim bratem. – Odkąd zginęli rodzice, zostali sami i nic nie było takie samo, ale wciąż miała Raidena. – A jak to wyglądało u ciebie? To naprawdę niezwykłe, że mieszkasz z dala od swojej rodziny. Nie spotykają cię z tego powodu żadne... problemy? – zapytała z ciekawością; dobrze pamiętała sytuację Artis, innej aurorki i jej przyjaciółki, którą ród nie tak dawno wyklął za zajście w nieślubną ciążę i parę tygodni temu w atmosferze skandalu zamieszkała z Raidenem i Sophią. Carter do dziś czuła pewną gorycz na myśl o rodzicach byłej już panny Macmillan.
Kiedy rozmowa zeszła na sprawę zamurowanych mugoli, Sophia skrzywiła się i rozejrzała się dookoła. Nie było to miłe wspomnienie, a jedna z najbardziej drastycznych spraw, w jakiej miała okazję uczestniczyć.
- To była... naprawdę okropna sprawa. I też wolałabym tego nie oglądać. Naprawdę. Ci, którzy to zrobili... To przechodzi wszelkie pojęcie. Niestety w ostatnim czasie nastroje antymugolskie stają się coraz bardziej widoczne i nie zawsze kończą tylko na biernej niechęci czy wyzwiskach – powiedziała ściszonym głosem, tak, by usłyszała to tylko Elizabeth; chociaż w pobliżu nich nikt nie siedział, lepiej było być ostrożnym i nie wypowiadać zbyt odważnych słów. Zresztą sama rozmowa o takich sprawach wydawała się dość abstrakcyjna w takim miejscu jak to. Dziwnie było pić gorącą czekoladę i rozprawiać o aurorskich dochodzeniach, ale i w Biurze takie rzeczy były normą. Nierzadko nawet nad kawą czy herbatą padały opowieści o sponiewieranych zwłokach i innych niemiłych sprawach, ale dla osób postronnych mogło to brzmieć makabrycznie. – To, że Raiden tam był, wcale mi nie pomagało, chociaż podziwiałam go za opanowanie. Cóż... Pracuje w tym zawodzie znacznie dłużej niż ja i ma większe doświadczenie. – Ale mimo to doskonale wiedziała, że i dla niego było to wstrząsające, znaleźć zamurowane zwłoki ze śladami po praktykowaniu czarnej magii. Mugole prawdopodobnie byli ofiarami jakichś niedozwolonych eksperymentów, ale wolała nie wdawać się w dokładne szczegóły sprawy. Nie tutaj. Zresztą być może Elizabeth słyszała już co nieco, skoro w ogóle nawiązała do tej sprawy. – Niewykluczone, że będziemy musieli dalej współpracować w celu odnalezienia absolutnie wszystkich odpowiedzialnych za tą sprawę – powiedziała jeszcze, sącząc kolejny łyk gorącej czekolady; była przygotowana na myśl, że jej współpraca zawodowa z bratem jeszcze się nie skończyła, w końcu nie ujęto całej grupy odpowiedzialnej za rzucanie klątw na mugoli i późniejsze zamurowanie ich sponiewieranych ciał. – Myślę, że powinnaś się cieszyć, że twoje rodzeństwo zajmuje się czymś innym i nie musisz się obawiać, że pewnego dnia zastaniesz ich na jakimś miejscu zbrodni. – Nie była pewna, czym zajmują się pozostali Fawleyowie, ale wiedziała, że na pewno nie byli aurorami.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Czekoladowa Perła   09.06.17 22:27

Było kilka miejsc na świecie, które wpłynęły na życie Eilizabeth najmocniej i jest z nimi nierozerwalnie połączone. Odcisnęły one swoje piętno na niej, wszakże niektórzy uważają, że człowiek jest taki jaki miejsce, w którym jest. Zawsze uważała, że miejsce ma wielki wpływ na wybory człowieka, szczególnie to gdzie się wychowywał. Daleko było jej do wiary w determinizm biologiczny, ale osoby wychowane w slumsach zawsze będą dążyły do poprawy swoich warunków bytowych, co dla niektórych może być niezrozumiałe, gdyż tego nie doświadczyli. W końcu złe miejsca wywołują złe myśli. Pierwsze miejsce to oczywiście Londyn, gdzie spędziła większość część swych lat dziecinnych. Zatłoczony, brudny (choć te rejony były dla niej niedostępne) i obserwowany za szkła okien. Pełen życia i zarazem niezwykle ponury z powodu zanieczyszczeń powietrza. Londyn to też niezależność, którą sobie wywalczył i wybór, którego dokonała. Dosadny symbol jej walki. Drugim miejscem jest Hogwart czyli miejsce pełne magii i które pokochała od pierwszego wejrzenia. W nim miała przy sobie wszystkich przyjaciół (prawie), mało zmartwień i dostęp do nauki na najwyższym poziomie. To tutaj stawiała swoje pierwsze kroki jako Elizabeth-człowiek (i Elizabeth-uczennica, ale to kolejne wepchnięcie w formę), a nie jako Elizabeth-córka Hectora lub Elizabeth-arystokratka. Czuła się tam komfortowo, wygodnie i na swoim miejscu.
- Byłaś w Ameryce? Zawsze chciałam tam pojechać, lecz mój ojciec nigdy nie był jej fanem. Wolał Indie, a ja sama później nawet nie miałam czasu. Bardzo różnią się od nas?- zapytała naprawdę ciekawa, gdyż Stany Zjednoczone znała tylko z opowiadań i książek, przesiąkniętych amerykanizmem. Pełno było w nich patosu, honoru i bohaterskich wyczynów. Ameryki z bliska nie znała i w pewnym sensie nie rozumiała. Dużo młodych czarodziejów wyjeździło za ocean, lecz ona sama zawsze pozostała wierna Brytanii.
- Ja mieszkam w centrum, blisko mnie jest muzeum jakiegoś mugolskiego bohatera książek. Tylko tyle zrozumiałam z ulotek. – zdradziła z uśmiechem, jednak szybko delikatnie zesztywniała słysząc kolejne słowa kobiety. Nie była pewna czy  ma ochotę rozmawiać na ten temat. – Na początku było trudno, lecz teraz w domu wszyscy milcząco to zaakceptowali. Nie jest to temat rozmów, jak wiele innych. Widzisz, w mojej rodzinie są pewnie niezgody, ale nic wielkiego jak w każdej rodzinie. Zresztą, niedługo i tak to się zmieni. – powiedziała nie chcąc na ten temat się rozpowiadać. Przecież nie powie jej jak bardzo nie cierpi swojej macochy i było to z korzyścią dla wszystkich, że nie mieszka w Cumberland. Mieli dzięki temu spokój, choć Elizabeth czuła, że oddała walkę o swój dom. Nigdy nie wybaczyła tego swemu ojcu, że pozwolił tej kobiecie sprawić, że poczuła się obco w swoim własnym domu. Było to bolesne uczucie.
- Tak, niepokojące jest, że ten język nienawiści został dopuszczony do debaty publicznej. Takie słownictwo jest obrazą dla każdego kto w niej uczestniczy, a pewne osoby tylko zachęcają do takich zachowań. Kiedy pozwalamy na agresje słowną nie dziwi mnie, że również agresja fizyczna zaczyna narastać. Czują się bezkarni i nakręcają siebie nawzajem. – stwierdziła równie cicho co aurorka. Tematy polityczne to zawsze gorący temat, ale obecnie lepiej było nie rozpowiadać swoich poglądów. Nie wiadomo kto z nimi siedział w tej kawiarni, czasem lepiej było być nadmiernie ostrożnym. – On jest policjantem, prawda? To on zainspirował Cię do zostania aurorką? – zapytała, gdyż często młodsze rodzeństwo brało przykład z starszych. Ona sama często patrzyła na swojego brata, ale zarazem często się z nim kłóciła, więc nie robił on na niej za dobrego wrażenia. – Naprawdę okropna sprawa. I zaczynasz się zastanawiać gdzie jest człowieczeństwo, gdy widzisz takie rzeczy. Eksperymenty, czarna magia… Mam nadzieje, że uda wam się odnaleźć sprawców. Zidentyfikowano już ofiary? – dopytała gdyż był to jeden z tych smutniejszych obowiązków. Powiadomienie rodziny o śmierci jej członka, choć tutaj zapewne mugolska policja ich zastąpi. Mugol czy nie, ktoś został mordercą.


Powrót do góry Go down
 

Czekoladowa Perła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Pokój Marzeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17