Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pub Wilk Morski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pub Wilk Morski   05.03.16 22:12

Pub Wilk Morski

Wiekowy już pub, który powstał wraz z założeniem magicznej części Doków. Pomimo tradycji i renomy, przyciąga najczęściej żeglarzy, z wnętrza, szczególnie późnymi wieczorami dobiegają morskie pieśni. Barman serwuje, wyróżniające się na tle piw jęczmiennych i czerwonych, zimne ciemne piwo jopejskie, o silnych właściwościach rozgrzewających. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się także popularny Porter wraz z Grogiem - silnym trunkiem rozcieńczonym wodą, podawanym z cytrusami, cynamonem lub cukrem dla poprawy smaku. Co piątek odbywają się tutaj wieczorki, podczas którym rozbrzmiewają takie szanty, jak: Sen o syrenie, Duchy z Albatrosa, Jolly Roger, Listy z Atlantydy, Na statku Lady Mary, Wodny Koń, Kołysanka dla Moruadh.
Główne pomieszczenie jest zatłoczone szczególnie wieczorami, ciężko o wolne miejsce. Wąskie przejścia prowadzą do mniejszych, dusznych salek. Na piętrze można wynająć pokój, o ile nie przeszkadza ci twardy materac.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   03.06.16 15:40

/grudzień?

Dni mijały jak szalone. Dalej pomagałem ojcu w porcie, robiłem też krótkie kursy po towary. Wydawało się, że wszystko płynie swoim normalnym trybem, bez zawirowań. Coraz częściej jednak moją głowę nawiedzały myśli odnośnie polityki; chciałem być dobrze poinformowany skoro wplątałem się w Zakon Feniksa. Wciąż nie do końca potrafiłem to przetrawić i poukładać. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek przyjdzie mi ingerować w tak poważne sprawy. Jasne, że to były dopiero początki, zaledwie pierwsze spotkanie, ale nawet ono zrobiło na mnie wrażenie. Spotykanie się po nocach w mugolskich dzielnicach i walka z aurorami, to była nowość. Jakby tego było mało, ślub z Lyrą zbliżał się wielkimi krokami. Trochę się tym denerwowałem, bo wcale nie byłem przekonany co do słuszności tej decyzji. Wiem, że nie była ona moją, a naszych rodzin, ale i tak miałem poczucie utraconej niezależności. Tak jakbym miał ją wcześniej w nadmiarze. Z drugiej strony czy to cokolwiek zmieni? Chyba tylko ograniczy uciechy w przyportowych karczmach, ale przecież to jeszcze nie koniec świata. Dalej będę pływać po morzach i oceanach, to w końcu moja praca. To chyba nawet lepiej, że nie będę wracać do pustego mieszkania po kolejnej wyprawie. Moim problemem było przesadna emocjonalność w podchodzeniu do tej sprawy. Wynikało to raczej z sympatii do Weasleyówny; nie zdziwiłbym się gdyby los całkowicie nieznanej mi kobiety był dla mnie obojętny. W tym przypadku czułem rosnący ciężar odpowiedzialności na moich barkach, a to prowadziło do…
Tego, że trzeba się napić. Tak naprawdę każdy powód jest dobry, ale im bardziej wiarygodny, tym lepszy. Czułem się nieco winny proponując kolejnej osobie spotkanie nie gdzie indziej, jak w magicznym porcie. Stałem się wręcz nudno przewidywalny, ale co ja poradzę, że w tym otoczeniu czułem się najlepiej? Zapach wody dochodzący z Tamizy, pełno znajomych spotykanych co jakiś czas, muzyka dobiegająca z lokali, to wszystko mnie cieszyło i przede wszystkim rozluźniało. Miałem nadzieję, że Tristan wybaczy mi to drobne uchybienie. Ma ono jednak swoje zalety: bez względu na tłum ludzi załatwię bez problemu wolny stolik. Uroki bycia stałym klientem pozostawiającym małą fortunę na wszelkiego rodzaju trunki, piwo zwłaszcza. Tutaj mieli najlepsze, w mojej skromnej opinii.
Przekraczając próg pubu od razu uderzył we mnie odór tytoniu, potu oraz alkoholu. Nie przeszkadzało mi to wcale; skierowałem swoje kroki ku barmanowi, który zgodnie z przewidywaniami załatwił najlepszy stolik: z dala od drzwi i okien, a tym samym od wścibskich oczu marynarzy. Zdjąłem z siebie granatowy płaszcz zawieszając go na ścianie i przysiadłem do stolika. Z zamówieniem się wstrzymam do czasu przybycia Rosiera. Szkoda byłoby być pijanym zawczasu!





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   16.06.16 1:22

13.12 Ci pasuje? /

Zjawił się w pubie niedługo po Glaucusie; odziany w elegancką czarodziejską szatę jasno określającą jego status, w wysokich skórzanych butach i psem o równie nieskalanym rodowodzie, co jego własny, plączącym się przy nodze. Nie bywał w porcie często, poza spotkaniami ze spokrewnionymi Traversami znacznie bardziej preferował okolice ścisłego centrum Londynu, zwłaszcza te okolice, gdzie za galeony mógł kupić towarzystwo pięknych kobiet; portowe dziwki były jak tanie piwo stojące obok wyśmienitej butelki Toujurs Pour, a od zapachu rzeki wolał zapach piżma. Niemniej, wciąż - naprawdę - lubił się zwyczajnie urżnąć, a miejsca podobne Morskiemu Wilkowi były ku temu definitywnie najlepsze. Zwłaszcza w tak doborowym towarzystwie, jakim był Glaucus.
Skierował się prosto w jego stronę, szybko wyłapując stolik, przy którym zasiadł jego kuzyn i dołączył doń, przerzucając przez oparcie drewnianego krzesła czarny płaszcz.
- Glaucusie - powitał go, z uznaniem skinąwszy mu głową; wybrał naprawdę  dobre miejsce - właściciel musiał go znać, zapraszając do tej wyjątkowej loży. Ale czy Tristana mogło to dziwić? Jeśli ktokolwiek w tym przeklętym mglistym mieście zasłużył na tytuł morskiego wilka - to był to wyłącznie Glaucus. Stolik był  wystarczająco mocno na uboczu, by mogli przy nim porozmawiać bez przeszkód i bez niechcianych świadków. A rozmawiać mieli o czym - od powrotu Glaucusa minęło już kilka miesięcy, a oni nawet nie mieli okazji spotkać się we dwóch na dłużej. Właściwie już uznano go za zaginionego - kiedy jednak sprawił rodzinie niespodziankę, objawiając się z powrotem w Londynie. - Jestem pewien, że masz mi mnóstwo rzeczy do opowiedzenia - rzucił więc już od wejścia, w istocie ciekaw jego przygody; dokąd mogły doprowadzić go zmierzwione morskie fale przez ten długi okres jego towarzyskiej absencji? Jak daleko dopłynął, jak dzikie krainy przemierzył? - Wreszcie mamy okazję pomówić w cztery oczy - kontynuował, usadawiając się przy stoliku, smukłe ciało czarnego jak noc charta złożyło mu się u stóp. - Był taki moment, że sam uwierzyłem, że nigdy nie wrócisz do Anglii. - Przetaksował jego twarz uważnym spojrzeniem; niewiele myślał o tym, co mogło spotkać Traversa za wielkim morzem - starał się o tym nie myśleć, odkładając czarne domysły daleko od siebie. Mogło przecież wydarzyć się wszystko i nic. Mógł zwyczajnie pokochać życie na dziewiczym lądzie i zapragnąć zostać tam na zawsze  - wreszcie wolny, czy nie każdy pragnął wolności? Widział się już z Traversem, prawda, chociażby na Jolly Jelly, ale spotkanie w tłumie nigdy nie jest tym samym co wspólnie wychylony kufel grogu.
Napijmy się kuzynie, za wolność twoją i moją.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   22.06.16 13:17

/pasuje Very Happy

Kochałem całą moją rodzinę, włącznie z jej dalekimi odnogami, ale mało było wśród nich osób podobnych do mnie. Nie oczekiwałem co prawda, że cały świat zmieni się pod moje dyktando, ale czasem czułem się naprawdę niezręcznie. Niedopasowany do żadnego schematu, wychodzący na dziwoląga. Nigdy nie przejmowałem się opinią innych ludzi, dopóki nie byli mi w pewien sposób bliscy. Porażki znacznie łatwiej było przełknąć kiedy procenty krążyły w żyłach, a o to było (jeszcze) trudno. Nerwowo siedziałem w oczekiwaniu na kuzyna, który przyszedł niedługo później. Jak zwykle prezentował się nienagannie, co niestety sprawiło, że uśmiechnąłem się nieco powątpiewająco. Wiedziałem, że wygląd szlachcica to podstawa, ale jednocześnie on tak mocno nie pasował do atmosfery portu. Zwłaszcza tutejszych pubów, niemal zawsze przepełnionych wątpliwego pochodzenia klientelą niedbającą o higienę; obsługa w takich miejscach także nie była na zbyt wysokim poziomie, a już na pewno nie takim, do jakich byliśmy przyzwyczajeni. Moja sytuacja prezentowała się o tyle lepiej, że bywałem tu nazbyt często, a na statku też bywało różnie, nie zawsze kolorowo. Osobna kajuta kapitana rzeczywiście przedstawiała maksimum dostępnych wygód, ale w niej i tak rzadko się pojawiałem. Na łajbie zawsze jest coś do roboty, dlatego tak naprawdę przez większość czasu przebywałem na zewnątrz. Gdyby tak myśleć racjonalnie, to w pomieszczeniu przydatne było jedynie łóżko. Tristan, jak podejrzewałem, miał dużo mniej podobnych doświadczeń dlatego obawiałem się o jego samopoczucie w tym miejscu. Przynajmniej na początku, bo kiedy rum zaszumi w głowie, to człowiekowi robi się o wiele lżej!
Oczywistym było, że nie będziemy siedzieć o suchym pysku; przywitałem Rosiera, a potem pogoniłem barmana co by nam cały najlepszy alkohol postawił na stole. Kiedy obróciłem się w stronę kuzyna mogłem dostrzec jego uważny wzrok; nieco mnie on speszył, ale nie dałem niczego po sobie poznać. Przejechałem dłonią po dłuższych niż zwykle włosach i nabrałem powietrza.
- Hoho, tego jest tyle, że nawet nie wiem od czego zacząć – przyznałem bez ogródek, miętosząc wyjętą przed chwilą z kieszeni nieotwartą jeszcze wykałaczkę. Niestety, w świeżość tych przy stoliku wierzyć nie mogłem. To znaczy, nie zakładałem, że będzie przydatna, ale za to miałem czym zająć ręce dopóki nie przyjdzie nam wychylać wspólnie kufli. – Nie zachowałem się zbyt roztropnie nie dając znaku życia, ale znasz mnie, rzadko bywam rozsądny – dodałem z przepraszającym uśmiechem i wzruszyłem lekko ramionami.
- Po prostu… zaskoczył nas paskudny sztorm, rozbijając statek na kilka desek. A kiedy obudziłem się na piaszczystej plaży uratowany przez nieznaną kobietę, która postanowiła mi pomóc i… i kiedy nie miałem łajby, nie miałem załogi, nie zostało mi już nic to wydawało mi się, że to jakiś znak żeby zacząć wszystko od nowa. Tylko nie mogłem już tak dłużej, tęsknota za rodziną nauczyła mnie nieco rozumu – rozgadałem się w przypływie szczerości, sam nie wiem nawet dlaczego. - A co u ciebie? Wszystko w porządku? - spytałem jeszcze. Akurat zdążyłem przed podaniem alkoholu różnego typu, w tym oczywiście rumu i piwa, specjalności godnych Wilków Morskich.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   30.07.16 1:03

Tristan spędzał dni w smoczym rezerwacie; w zapachu siarki, w błocie, często w deszczu, narażony na zadrapania i podmuchy smoczego ognia, choć w istocie prezentował się nienagannie i bez wątpienia wyróżniał się wśród portowych moczymord czymś, co sprawiało, że niemal z każdego jego ruchu dało się odczytać wielkopańskie gesty, czymś zgoła innym niż arogancja nieodłączna przecież wielu morskim wilkom. Arogancja arystokracka - duma z błękitnej krwi przetaczającej się przez jego żyły, duma z przodków, pochodzenia i tego, kim był. Morska tawerna go nie odrzucała, pomimo otoczenia podejrzewał, że Glaucus odnajdzie dla nich stolik nieco odseparowany od motłochu, zaś jego obecność tutaj nie mogła wydać się niczym niecodziennym. Był Traversem, żeglarzem, odkrywcą i wizjonerem, Traversem jak babka Tristana - babka po której być może miał więcej, niż mu się dotąd zdawało. Skinął głową barmanowi, kiedy postawił przed nimi bo szklaneczce ognistej whisky i westchnął, przesuwając jedną z nich bliżej kuzyna - jakby na zachętę. Jeśli nie wiedział, od czego zacząć, powinien zacząć od alkoholu, on zawsze rozwiązuje język. Sam nie próżnował, uniósł lekko swoją szklaneczkę - pod światło, z krytycznie zmarszczoną brwią, jakby zastanawiał się, czy szkło naczynia aby na pewno jest czyste lub, co bardziej prawdopodobne, czy barwa whisky nie mogłaby wskazywać na to, czy barmani przypadkiem nie rozcieńczają owego nektaru bogów, po czym przechylił jej zawartość, wypijając duży łyk.
- Ważne, że żyjesz - oznajmił, nie odejmując od twarzy żeglarza badawczego spojrzenia; uchwycił jego przepraszający ton, lecz ton Tristana nie zmienił się ani o pół tonu. Nie miał zamiaru ganić go za brak rozsądku, jemu również go często brakowało, nie chciał również czynić mu wyrzutów za brak odezwy - był jedynie ciekaw jego losów. Z rodzinnych opowieści doskonale wiedział, że na morzu zwykle działo się więcej niż na lądzie. I tym razem przeczucie go nie myliło, nieco złośliwy uśmiech wpełzł na jego twarz, kiedy Glaucus snuł swoją opowieść  - o pięknym piaszczystym brzegu i równie pięknej kobiecie - której co prawda Travers urody nie pochwalił, lecz wyobraźnia Tristana potrafiła sobie poradzić sama. - I co dalej? - zagadnął z tym samym uśmiechem.  - Spędzaliście razem leniwe dni, popijając mleko prosto z kokosów? Brzmi jak bajka, miałeś czas myśleć o rodzinie? - To jak uciec w inny świat, w bajkę, daleko od problemów i nieposłusznej rodziny; znał przecież historię siostry Glaucusa. - Umarłeś, dostałeś się do raju... a na koniec z niego uciekłeś? Bez urazy, kuzynie, ale ja bym o tobie w podobnych warunkach bez reszty zapomniał - zapewnił go, lecz wciąż wygięte w uśmiechu usta mogły zapewnić krewnego, że Tristan jedynie żartował, ponad krew nie było dla niego ważniejszej wartości - poza tymi momentami, kiedy szeptał do ucha słodkie kobiety, którym płacił lub które brał na jedną noc. Stuknął palcem w ściankę szklaneczki, zastanawiając się nad jego dalszymi słowy.
- Wiele cię ominęło, wilku morski - stwierdził w końcu z zamyśleniem. - Żenię się w marcu, ufam, że pojawisz się na uroczystości. - Ja, wieczny kawaler, bawidamek i koneser kobiecego piękna; wyobrażasz sobie, kuzynie? Zapił niechętny grymas. - Można by powiedzieć, że wróciłeś w samą porę - dodał niemal filozoficznie, ze stuknięciem odkładając pustą już szklaneczkę na blat, pij, kuzynie, przed nami długa noc.
- Musiała być dobra, jeśli sprawiła, że zapomniałeś o Londynie na tak długi czas - dodał już nieco poważniej, wznosząc ku niemu wzrok.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   22.08.16 18:33

Pod pewnym względem mieliśmy podobne rodzaje prac. Nierozerwalnie wiążące się z ryzykiem. Obydwaj pewnego dnia mogliśmy nie wrócić do domu żywi, co w pewnym sensie utwierdzało mnie w przekonaniu o naszych rodzinnych więzach. W pewnym sensie dlatego, że tak poza tym było między nami wiele różnic. Większość z nich mnie zwyczajnie bawiła, jak właśnie to oglądanie szkła pod światło, strój, którego byłoby szkoda ubrudzić. Często zastanawiałem się czy jestem ewenementem na skalę światową, który nie dba o wizerunek aż tak bardzo jak inni przedstawiciele arystokracji? Jeszcze tego nie wiem, ale wszystko niebawem się wyjaśni. Wezmę ślub z Weasleyówną, Sylwestra spędzę w towarzystwie jej brata, a to wszystko uruchomi lawinę tak zwanej dyskryminacji. Towarzyskie kontakty prawie zanikną, ustępując miejsca samotnym, ale krótkim rejsom i zabawom z tymi samymi moczymordami co podczas dalekich wypraw; będąc niemal wykluczony z elitarnego grona bliższego i dalszego kuzynostwa powoli będę się odsuwał od wszystkiego, co szlacheckie. Wciągną mnie misje Zakonu, a świat bezpowrotnie podzieli się na dwa (trzy?) wrogie sobie obozy. Teraz jeszcze tego nie czuję, beztrosko oddając się piciu z Tristanem. Wydaje się, jakby wszystko miało być jak dawniej i w takim samym tonie miałoby się ciągnąć już zawsze. Czasem bywam bardzo naiwny.
Alkohol zwiastował dobry początek. Dokładnie taki, jakiego potrzebowałem. Potrzebowaliśmy? Ciężko mi było cokolwiek odgadnąć w postawie kuzyna, miał cenne umiejętności maskowania emocji, będąc białym królikiem którego nie sposób dogonić. Uśmiech nie schodził z moich ust, powoli zapominałem o panującym w karczmie odorze, o głośnych rozmowach na niskim poziomie. Myślami powracałem do wyspy obiecanej, na której żyło się zupełnie inaczej. Byłem głupcem, że powróciłem, czy wręcz przeciwnie?
- Ty także dobrze się trzymasz. Dobrze widzieć, że żaden smok cię nie rozczłonkował – stwierdziłem niby to z rozbawieniem, ale jednocześnie dokładnie mając na myśli to, co powiedziałem. Upiłem kilka łyków ze szklanki napawając się rozgrzewającą mocą Ognistej. Czy to, że tak bardzo lubiłem pić czyniło ze mnie alkoholika?
Na jego kolejne słowa nie mogłem powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Przed oczami rzeczywiście stanęła mi piaszczysta plaża, Alice i ja byczący się na niej z kokosami w dłoniach. To był dość komiczny widok; dlaczego tak nie zrobiliśmy?
- Nie do końca tak to wyglądało. Raczej to ona pokazywała mi życie w Ameryce. Tam jest zupełnie inaczej niż tutaj, swobodniej. Może nie każdy czarodziej wyleguje się na plaży, ale jest naprawdę przyjemnie – sprostowałem poprawiając się na krześle. – Właśnie dość długo nie miałem czasu na rozmyślania o rodzinie, stąd brak listu. Mam wrażenie, że to dlatego matka się rozchorowała – dodałem nieco pochmurniej, ale nie zamierzałem obarczać Tristana trudnymi tematami. Każdy boryka się z jakimiś problemami, nie znaczy to, że ma o nich mówić na prawo i lewo. – Przyznaję, o tobie niezbyt myślałem… – powiedziałem, niby to poważnie, ale za chwilę w powietrzu znów rozbrzmiał mój śmiech. – Niestety brakowało mi tam rodzeństwa i rodziców. Nie muszę ci zresztą mówić, że rodzina jest najważniejsza. – Serdeczny uśmiech zmienił się w niemrawy. Gdyby nie to, nigdy bym nie wrócił. No, ale nie było powodu, by tak roztrząsać tę sprawę. Były ważniejsze tematy, jak tak drastyczna zmiana trybu życia jakim było dość hedonistyczne życie wiedzione przez Rosiera. Uniosłem brwi w lekkim zdziwieniu, ale zaraz z zadowoleniem stuknąłem szklanką w naczynie kuzyna, jak gdybyśmy właśnie mieli przypieczętować słowa toastu. – No proszę, nawet na ciebie przyszła pora, gratuluję. To lady Lestrange? Jeśli tak, to muszę pochwalić tak idealny wybór – skomentowałem jeszcze, zanim wypiłem pozostałość szklanicy. Nie, wcale nie przemawiały przeze mnie upodobania do wil oraz rodzinnych więzów, wcale! – Na ślubie oczywiście się pojawię, nie mogłoby być inaczej – potwierdziłem oczywistą rzecz, ale tak trzeba było, by nie zostawiać między nami niedomówień. Zaraz zresztą dolałem nam więcej whisky, bo teraz jest podwójna okazja do picia, nie może się obejść bez rzeczywistego toastu. – Nie mówmy o niej. Wypijmy za mój twardy tyłek, który wychodzi z każdej opresji, oraz za zdrowie przyszłych małżonków – zaproponowałem wznosząc naczynie. Lubiłem dobre wiadomości.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   04.09.16 20:20

Byli podobni - choć Tristan dbał o to, co o nim mówiono wśród ludzi, choć jego ubranie zawsze było eleganckie, a maniery nienaganne, choć Glaucus płynął po wodzie, raz sztormowej, raz spokojnej, a Tristan tańczył ze smoczym ogniem. Oboje igrali z nieposkromionym żywiołem, oboje pragnęli adrenaliny, a ich niespokojne dusze wyrywały się poza Londyn i kurtuazyjne wymiany uprzejmości. Byli podobni, a jednak tak od siebie różni - jak ogień i niebieska woda. Tristan nigdy nie sprzeciwiłby się rodzinie, co do Glaucusa - miał uzasadnione wątpliwości. Dziewczyna od Weasleyów, z którą miał się ożenić, była ładna, młoda i wydawała się mieć zadatki na posłuszną żonę, ale w pakiecie szła przecież jej rodzina - czy bliskość Weasleya nie zaszkodzi jego drogiemu kuzynowi? Tristan nie był jeszcze świadomy przepaści, jaka miała się wkrótce pomiędzy nimi rozciągnąć. Uśmiechnął się więc półgębkiem słysząc jego słowa, choć brutalne, to szczere i zaśmiał się cicho, zaraz upijając łyk ognistej.
- Jeszcze nie - dookreślił, jakby przedstawiał rzecz najoczywistszą w świecie, choć przekonany o swoich umiejętnościach śmierci z paszczy smoka się nie bał. Znał te stworzenia, potrafił się z nimi obchodzić, a ich nieokiełznany żywioł nie tyle lekceważył, co lekkomyślnie uznawał za podległy jego krwi.
- Gdzie konkretnie byliście? - zagadnął, bo też Nowy Świat miał wiele obliczy, Tristan nigdy nie był za oceanem - ale był człowiekiem wykształconym. Dotąd widział Glaucusa na jednej z południowych wysp, lecz dotąd wszystko, o czym słyszał, było jedynie plotkami zasłyszanymi wśród rodziny. Wreszcie - i dopiero teraz - miał okazję pomówić z samym zainteresowanym. Ciekaw był tego, jak minął mu czas, na rajskiej wyspie czy nie, wciąż z dala od Londynu i wszystkich obowiązków, jakie się z tym Londynem wiązały. - Swobodne obyczaje... i swobodne kobiety? - Nikły cień uśmiechu ozdobił jego twarz, kiedy Tristan wpatrywał się w oczy Glaucusa. Ciekawe był tej opowieści i nie miał zamiaru przestać drążyć, utknięty w Dover przy rezerwacie zapewne w najbliższym czasie nie będzie miał okazji zobaczyć tak dalekiego świata - mógł o nim chociaż posłuchać. I pomarzyć. Życie, nawet krótkie, wśród półnagich kobiet kąpiących się w słońcu na piaszczystych plażach nie wydawało się mu ani ciężkie ani trudne, tym bardziej chwila zapomnienia była całkowicie zrozumiała. - Ciotka - przytaknął, nieco poważniejąc na ten moment. Łączyły ich wszak więzy krwi, jego również martwił jej stan zdrowia, choć zapewne nawet w połowie nie tak mocno, jak jego kuzyna. - Jak się teraz czuje? Mam nadzieję, że się tym podniesie. - Szczerą. Choroby dziesiątkowały błękitną krew, właśnie dlatego była tak wyjątkowa. Jego ojciec również leżał teraz na łożu śmierci - i marna szansa, żeby się z niego podniósł. Skinął głową na jego dalsze słowa, choć kilka nocy spędzone na dzikiej plaży brzmiały kusząco, wiedział, że nie mógł tak po prostu zostawić swoich sióstr samym sobie.
- Naprawdę? - kontynuował swobodną rozmowę, wydostając się z niezręcznego tematu dla nich obojga, utrata rodzica w życiu ludzi, którzy rodzicom zawdzięczali wszystko, od krwi, przez majątek, po pozycję, nie była niczym łatwym.  - Ani razu nie pomyślałeś "tak bardzo chciałbym, żeby Tristan był tutaj"? - Uniósł brew w udawanym zaskoczeniu, choć naturalnie drażnił się z kuzynem i bynajmniej nie mówił poważnie. Domyślał się, że miał tam od groma ciekawszych rozrywek niż tęsknota za druhem. - Niebywałe - skomentował krótko, z udawanym oburzeniem. - Radziłeś sobie beze mnie tak dobrze? - Odbił toast, a uśmiech nie schodził z jego ust, Tristan nie miał zamiaru rezygnować z hedonistycznego życia na rzecz rodziny. Miał spłodzić potomka - tylko tyle i aż tyle od niego wymagano.
- Obiecałem ją sobie lata temu - Tylko ślepy głupiec nie dostrzegłby spojrzenia, jakim na różnego rodzaju uroczystościach Tristan wodził za Evandrą z domu Lestrange, nie widział sensu ukrywania oczywistych faktów. Obiecał i, jak zawsze, dotrzymał swojej obietnicy. Upił większy łyk, zachęcony toastem, choć nie zniechęcony unikającą wypowiedzią kuzyna. - Tęsknisz? - Za kobietą, tajemniczą nieznajomą kapłanką miłości z rajskiej wyspy? Zapytał wprost, wbrew jego prośbie nie porzucając tematu, pragnąc wniknąć w przyczynę jego zaprzeczania. Jesteśmy tylko mężczyznami, Glaucusie, rządzą nami kobiety i nie ma się tego co wstydzić. Uniósł szklaneczkę nieco wyżej po raz drugi. - Zdrowie, kuzynie. Wasze i nasze. - Nowożeńcami mieli się wszak stać oboje. - Co dalej, zamierzasz osiąść na mieliźnie i zająć się rodziną?




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   09.09.16 12:52

Jeszcze nie rozczłonkował go smok, mnie już pochłonęły wody tego globu. W swojej szczodrobliwości wypluły mnie na piaszczystym brzegu Ameryki, jako jedynego (chyba) z załogi pozostawiając przy życiu. Kwestia czasu jak znów przyjdzie nam ryzykować swoim życiem. Nie tyle dla pracy, co dla pasji. Adrenaliny buzującej w żyłach. Tacy z nas niepoprawni bohaterzy swoich własnych światów. Dążący do zaspokojenia swoich pragnień, do oddania się czemuś całkowicie i bezwarunkowo. Chyba to właśnie dlatego tak lubiłem towarzystwo kuzyna, nie patrząc na inne, dzielące nas mocno różnice. Przy Ognistej te odmienności zacierały się, tonąc w oparach alkoholu poprawiających nastrój. Wtedy wszystko wydawało się być prostsze. Nawet z wrogiem można było zatańczyć walca, nabawiając się kaca moralnego następnego dnia. Teraz było zwyczajnie miło i to mi odpowiadało. Będzie mi kiedyś brakować tych wypadów, rozmów bez tajemnic i spokoju duszy. Dobrze, że teraz mogłem z tego czerpać pełnymi garściami.
Skwitowałem jego słowa uśmiechem, bo nie wymagała ona żadnego komentarza. Doskonale wiedzieliśmy o niebezpieczeństwach czających się na tego drugiego. Przyjmowaliśmy swój los zwyczajnie, co było dla niektórych nie do pomyślenia. Nie myślałem o nich wtedy, kiedy odpływałem myślami do innego świata, chcąc jak najlepiej odpowiedzieć na zadane pytanie. Pamiętam kolor wody, wybrzeża, ale nazwy jak gdyby zatonęły w odmętach pamięci. Dopiero po kilkunastu sekundach udało mi się je wyłowić na brzeg.
- To było wschodnie wybrzeże Nowego Jorku, w którym się zatrzymaliśmy, bo tam właśnie mieszkała moja wybawicielka. Przy Lower Bay, a konkretnie to Coney Island Beach niedaleko Brooklynu – doprecyzowałem, kiedy te wszystkie nazwy ułożyły się w sensowną całość. – Bardzo ładna plaża, ale do Norfolk się nie umywa – Pozostałem wierny lokalnemu patriotyzmowi. Lepszym tematem były jednak kobiety, dlatego powróciłem myślami z odległych kontynentów i zaśmiałem głośno. Tristan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak to tam mogło wyglądać.
- Muszę przyznać, że byłem na początku zszokowany, ale to prawda. Kobiety są tam zdecydowanie bardziej otwarte – potwierdziłem jego słowa. Sam raczej nie korzystałem, zakochany w tej jednej, ale widziałem wiele różnych rzeczy. Nigdy już nie dowiem się, że nawet ta moja jedyna, miała w międzyczasie romans ze starszym mężczyzną. To chyba nawet lepiej, trochę czułbym się rozczarowany aż tak szkodliwym wpływem Ameryki na przedstawicielki płci przeciwnej. Nie powiedziałem już nic więcej na ten temat, nie chcąc wskakiwać w zbyt osobiste tematy. Ukrócone zresztą tym niezbyt miłym jak choroba matki. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jej zły stan zdrowia będzie się ciągnął aż do marca, zmuszając mnie i Lyrę do szybszego ślubu.
- Na razie jest… kiepsko. Jesteśmy zmartwieni jej zdrowiem, ale mamy nadzieję, że niedługo dojdzie do siebie. Dlatego im więcej wiary tym lepiej – dodałem, na chwilę smutniejąc. Zaraz potem kuzyn poprawił mi humor swoimi pytaniami, a i Ognista nie była bez znaczenia w tym całym układzie. Więc odgoniłem od siebie przykre myśli, nawet uśmiechnąłem się szeroko. – Było bardzo trudno. Żaden mój kompan do picia nie był tak pięknie ubrany jak ty – zaśmiałem się, mając nadzieję, że towarzysz odbierze to jako żart i się nie obrazi, bo nie taki był mój cel. Skoro tak swobodnie rozmawialiśmy, to i ja rzuciłem luźniejszą uwagą, dowcipem bardziej. Tak jak lałem kolejne porcje Ognistej, która nie mogła się zmarnować!
Przytaknąłem głową, kiedy temat zszedł na piękną Evandrę. Nie mogłem i nie chciałem dziwić się Tristanowi wyboru jakiego dokonał już przed laty. Pasowali do siebie jak nikt inny.
- Bałem się, że twoja rodzina oraz nestor mają inny pogląd, ale skoro tak, to cieszę się, że wszystko przebiegło po twojej myśli. Gra była warta świeczki – przyznałem w lekkiej zadumie. Swoje myśli pozostawiłem mimo wszystko dla siebie, nie chcąc wyjść na panikarza lub coś w ogóle jeszcze gorszego. Obróciłem szklankę w dłoni dopełniając toastu, a myślami będąc znów w okolicach Ameryki. – Trochę tak, ale wiesz jak jest, nie ma co być sentymentalnym – zaśmiałem się bez większego przekonania co do wypowiedzianych przeze mnie słów. Przełknąłem palący alkohol, przeszłość, do której nie wrócę i teraz muszę przełknąć przyszłość, która na mnie czeka. – Rodziną na pewno się zajmę, ale wiesz, że nie mógłbym porzucić statku, udusiłbym się. A ty planujesz się ustatkować i odtrącać wszystkie lecące do ciebie niewiasty? – spytałem, bo też byłem ciekawy planów kuzyna.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   12.09.16 1:52

Tristan jeszcze nie dostrzegał różnic, które ich dzieliły, prawda, Glaucus miał duszę buntownika - ale czy nie równie niespokojną, co sam Tristan? Gdyby znalazł się na jego miejscu wolałby spędzić długie miesiące w towarzystwie uroczych, otwartych i swobodnych kobiet, które wyobrażał sobie po opowieściach Glaucusa jakkolwiek wieloznacznie, niż wracać do szarego, mglistego Dover, gdzie czekałaby na niego rodzina. W końcu by wrócił, to oczywiste, poczucie obowiązku było w nim silne, a umierający ojciec osłabiał ich rodzinę. Musiał przejąć jego obowiązki, zaopiekować się siostrami i matką, pociągnąć do przodu ród Rosier, którego był sukcesorem. Jedynym, najstarszym i prawowitym. Ale Glaucus przecież też w końcu wrócił - choć niektórzy przynajmniej w myślach zdążyli go już pogrzebać. Opłakiwali go, kiedy cieszył się słońcem na piaszczystej plaży, tak innej od kamienistych angielskich wybrzeży. Zamyślił się, odnajdując w pamięci nazwy wskazane przez kuzyna, usiłując zlokalizować podane przez niego miejscowości na mapie świata, wiedział - mniej więcej - gdzie patrzeć, Brooklyn był dobrym i konkretnym punktem orientacyjnym. Kawał drogi stąd, być może jego przetrwanie naprawdę było cudem. Uśmiechnął się kątem ust, w Norfolk był tylko kilka razy z okazji różnego rodzaju uroczystości Traversów, nie pamiętał tamtejszych plaż, choć wyczuwał konflikt sentymentów u kuzyna.
- Kawał drogi stąd - przyznał już nieco poważniej, w ręku obracając szklaneczkę z whisky; spode łba łypnął na kuzyna. - Jak właściwie udało ci się przeżyć? Nie pamiętasz nic od momentu, w którym zatonęliście? - Fale musiały wyrzucić go na brzeg, to oczywiste, ale Tristan chciał to usłyszeć od niego, wspomnienia - jak to może smakować, widmo śmierci pośrodku oceanu w trakcie szalejącego sztormu? Zetknięcie z zimną wodą, stanięcie oko w oko z morskimi potworami? Błyskawice tańczące na niebie i on - zalewany tańczącą wodą. Traversowie nigdy się nie topili, byli częścią morza, przynależeli do niego - niezwykłe. I fascynujące na swój straszliwy w tym kontekście sposób.
Kącik jego ust uniósł się wyżej w uśmiech oscylującym pomiędzy bezwstydną perwersją a rozbawieniem, kiedy usłyszał o swobodzie tamtejszych kobiet, w Anglii nie było o takie tak trudno, jeżeli posiadało się wystarczająco pękaty woreczek galeonów, choć nie tak łatwo jak we Francji. Wszędzie jednak trzeba im było za to płacić, amerykańskie wybrzeże przedstawione mu przez Glaucusa jawiło się przed nim jako kraj chętnych i ciepłych kobiet, wyzbytych tej praktycznej, gospodarnej oschłości. Mimo wszystko - monety mordowały romantyzm i piękno uniesienia, którego poszukiwał nawet w przypadkowych kontaktach.
- I nie uraczysz kuzyna żadną pikantną historyjką? - zagadnął z szelmowskim uśmiechem, upijając obfitszy łyk alkoholu. - Nie można zaczynać opowiadać bajki i przerywać jej w połowie, zwłaszcza, kiedy jest tak ciekawa, Glaucusie - Choć tembr jego głosu zdradzał wyłącznie poirytowanie, w jego źrenicach wciąż błyskało rozbawienie, jedynie droczył się z krewnym. Jego entuzjazm opadł, gdy usłyszał o ciotce, lady Travers potrzebowała dużo zdrowia, a on mógł jej go jedynie życzyć. Wiedział wszak bardzo dobrze, jak uciążliwa mogła być choroba rodzica - Glaucus niepotrzebnie obciążał samego siebie za jej przyczynę, ale Tristan dobrze rozumiał, że wyrzut sumienia po długiej nieobecności w domu nie ułatwiał mu pogodzenia się z zastałą sytuacja. Ale lady Travers była silną morską okeanidą, czasowa utrata syna musiała odcisnąć się na jej zdrowiu - które  z pewnością do niej wróci, kiedy dotrze już do niej, że Glaucus wrócił do kraju żywy, cały i bez uszczerbku na zdrowiu. Uniósł więc szklankę w cichym toaście za jej zdrowie, czując, że jakiekolwiek słowa pocieszenia były w tej materii zbędne. Sam nie chciał ich słuchać, kiedy rozmowy schodziły na temat zdrowia jego ojca.
- Zdecydowanie powinieneś częściej przebywać w wytwornym towarzystwie, wyostrzy ci się humor, a swoboda napotkanych panien zadziwi cię jeszcze niejeden raz - skwitował krótko, ze złośliwym uśmiechem, podejmując słowną szermierkę; Tristan nie miał zwyczaju obrażać się za drobne złośliwości, ba, przepadał za nimi, toteż zwykle odpowiadał tym samym. Rozparł się na krześle wygodniej, odpychając nogą od podłoża wprawił krzesło w lekkie kołysanie; wzrokiem wciąż przypatrywał się kuzynowi z czymś na kształt wciąż rozbawionego zamyślenia. - Moja rodzina wie - odparł niechętnie, jakby ze znudzeniem; matka, ojciec, nawet sam nestor, wszyscy - że nigdy nie poślubiłbym innej kobiety. - A tak się składa, że był w rodzinie jedynym synem, ciężki obowiązek przedłużenia rodu wymagał czasem sztuki kompromisu od obydwu stron. A nawet od wszystkich trzech stron, bo Evandra jego oświadczyny odrzuciła. Na szczęście, jej zdanie w tej materii znaczyło najmniej. Jego półwila wybranka była wzorowo wychowaną młodą damą, wybitną pięknością i pochodziła z rodu wymiernego korzyściami, choćby chcieli, nie mieli powodów do sprzeciwu.
- Czemu nie? Sentyment to piękne uczucie, wciąż czuję tęsknotę za Francją. Za Pirenejami. Tamtejsza mgła pachniała czymś innym niż angielska, trudno to wyjaśnić. - Zmarszczył brew, zbierając myśli; pamiętał pejzaże uczniów Beuxbatons, malowane przez najzdolniejszych oddawały kwintesencje górskich widoków z okien magicznej akademii. - Monogamia jest dobra dla łabędzi - mruknął po chwili zastanowienia, nie bez powodu sięgając po symbol zwierzęcia kojarzonego z wilami, takimi jak jego przyszła małżonka. - Panna Weasley to ładna dziewczyna, ładna i ambitna - podjął temat jego wybranki, zastanawiał się, czy w ogóle zdążyli się poznać - Glaucus dopiero co wrócił ze swojej wyprawy, a miał stanąć na ślubnym kobiercu; wydało mu się oczywiste, że ich związek został zaaranżowany. - Wydaje się wręcz wybijać na tle swojej rodziny. - Dwóch braci będących zdrajcami krwi, Lyrę ciągnęło na salony, ku błyszczącym klejnotom i dworskiemu życiu. Być może miała jeszcze w sobie zadatki na kogoś, kto zadziwi ich wszystkich?




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   19.09.16 16:06

Nie musiałem się spieszyć z powrotem; nie byłem najstarszym synem, ledwie tym środkowym. Wiedziałem jednak, że jeśli zdecyduję się powiadomić rodzinę o mojej obecności w Ameryce, ci zażądają mojego szybkiego powrotu do Anglii. Też prawda, że przez moją niefrasobliwość zupełnie zapomniałem wypuścić swojej sowy z listem do nich, ale mogłem to zrobić wcześniej niż rok po tym tragicznym wypadku na morzu. Nagle przypomniałem sobie o matce umierającej ze zgryzoty i ojcu, który tę matkę chce podnieść na duchu. Bez względu na piękno żywota, jakiego dopełniałem w Ameryce, w końcu musiał nadejść dzień, w którym postanowię zawitać do ojczyźnianego portu. Decyzje zwykle podejmuję lekko, bez większego zastanowienia i być może w tym tkwił mój problem. Trudno mi było tylko ocenić, czy jeszcze jeden rok zwłoki uczyni różnicę czy nie, więc bezpieczniej było powrócić na stare śmieci. Nie chciałem zostawiać wszystkiego na barkach starszego brata, który i tak nie interesował się żeglują, lub młodszego, na którego wszystko nagle musiało się zawalić. Tęskniłem też; silnie związany z rodziną nie potrafiłem na dłuższą metę przekonać się do amerykańskiego snu.
- To prawda – przytaknąłem, samemu zamyśliwszy się na krótką chwilę. Dopiero pytanie Tristana przywróciło mnie do bieżących wydarzeń. Uśmiechnąłem się lekko, trochę z rozbawieniem, trochę z niepewnością. – Nie wiem do końca – zacząłem. – To była dość zaskakująca sytuacja. Wpłynęliśmy na wody, na których miało być spokojnie, ale rozszalała się potężna burza. Gęste kłęby chmur zakryły niebo, deszcz zacinał jak diabli, a do tego grzmoty i błyskawice. Momentalnie zerwał się gwałtowny wiatr, który dął jak opętany kołysząc fale, które rozbijały się z impetem o burtę. To tak naprawdę trudne do opisania, to trzeba samemu zobaczyć – kontynuowałem, ale w moich oczach nie było tego samego strachu co wtedy; raczej wydawałem się być podekscytowany tym, co udało mi się przeżyć. Wspomnienia widziałem jak przez mgłę, w oddali, a i tak obraz był realnie żywy. – Liny poszły, prawy bok trzasnął jakbyś przełamywał różdżkę. Statek szedł na dno. Ostatnie, co widziałem, to masz pędzący wprost na mnie. Potem już pamiętam niebieskie niebo nad sobą, biały piasek pod sobą i wybawicielkę obok mnie – dokończyłem, wspierając brodę na dłoni. – Wydaje mi się, że ocaliły mnie piękne mieszkanki Avalonu. Może spodobały im się moje oczy – dodałem, krótko parskając śmiechem. To prawda, miałem niejakie majaki z nimi związane, ale to przecież tylko wytwór umysłu, który potłukł się w czaszce przez uderzenie masztu. Nic wielkiego.
Jedyne, czego żałowałem, to że tylko mi udało się przeżyć. Czyżby Traversowie naprawdę byli zjednoczeni z wodą do tego stopnia, że nie da ich się utopić? Nie wiem, wolałbym o tym nie myśleć; to dość przykre sprawy.
- Nie mam dla ciebie żadnej historyjki – rzuciłem, rozkładając bezradnie ręce. – Cały czas goniłem za tą samą, więc dostępność innych panien nie bardzo mnie interesowała. Ale podobno wystarczyło się myć, żeby być otoczonym wianuszkiem roześmianych kobiet. Nie wiem, na ile to prawda, może musisz kiedyś sam się przekonać – dodałem wesoło.
Zaśmiałem się słysząc wzmiankę o wytwornym towarzystwie. Pokiwałem głową i zmoczyłem gardło kolejną porcją Ognistej, która przyjemnie parzyła w gardło.
- Muszę przyznać, że humor tych panów nie był najwyższych lotów; tylko skąd wniosek, że w wytwornym towarzystwie znajdą się swobodniejsze panie? – spytałem nadal będąc w dobrym humorze. Patrzyłem na kuzyna wygodniej rozpościerającego się na krześle; bez wątpienia nie nachodzą go już myśli na temat czystości lokalu. Kąciki moich ust uniosły się wyżej, co miało być w zasadzie skwitowaniem całej sprawy dotyczącej ożenku Tristana. Umiał postawić na swoim, czego mu trochę zazdrościłem. Ja niestety byłem bez szans. On przynajmniej chciał się żenić, ja mógłbym zostać starym kawalerem, ale na to ani rodzina, ani nestor by nie przystanęli. Niestety.
- Sentymenty, które pozostają w kręgu naszych możliwości nie są złe – odparłem ze spokojem. Niestety, doskonale wiedziałem, że do czasów Ameryki już nigdy nie wrócę. Więc nie zamierzałem się katować pięknymi, nieosiągalnymi wspomnieniami. Jest tu i teraz i to właśnie na nich powinienem się skupić. – Byłem we Francji, ale nie w pobliżu Pirenejów, muszę w takim razie sam sprawdzić twe słowa – dopowiedziałem szybko. I upiłem kolejne solidne łyki ze szklanicy.
Nie zamierzałem wchodzić w dyskusje na temat monogamii. Kiedy byłem wolny, korzystałem z uroków pięknych niewiast, ale kiedy już postanawiałem się zaangażować uczuciowo, stroniłem od przygodnych znajomości. Każdy jednak robił inaczej, więc nie poddawałem nikogo w osąd. Ciepło kobiecych ramion na pewno było przyjemne i łatwo się od niego uzależnić. Za to słowa o Lyrze wprawiły mnie w lekką konsternację; uśmiechnąłem się trochę krzywo, ale z dobrymi zamiarami. Nie zauważyłem (jeszcze, dostrzegę je później) tego wybijania się, a określenie ładna… cóż, wszystko jest rzeczą względną.
- Najważniejsze to dobrze się dogadywać – wygłosiłem największą herezję tych czasów. Nikt się nie żenił przecież dla rozmów czy wartości intelektualnych, często swoich żon się nawet nie znosiło, ale ja zawsze byłem pokręcony.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   23.10.16 1:21

Tristan nigdy nie lekceważył potęgi żywiołu, ale widział w nim prawdziwe piękno - gromy ciskane z czarnych chmur nad przepastnym oceanem, które ujrzał oczyma wyobraźni, malowniczo zarysowane przez Glaucusa, wydały mu się zachwycające. Zachwycające - jak smoczy ogień rozdzierający nocne niebo na pół, jak smoczy ryk dziejący się echem wzdłuż klifów, jak potęga czegoś, co było daleko ponad nimi. Chciałby kiedyś poczuć, jak to jest - poskromić błyskawicę, zmusić do posłuszeństwa burzę, czyż magia na to nie pozwala? Pozwala, naturalnie - ale magia bardzo potężna, potężniejsza od nich obu. Chciałby kiedyś poczuć, jak to jest - wygrać z przeznaczeniem jak Glaucus, przeżyć podróż tak dramatyczną w skutkach, żywy, dziś cudownie odnaleziony. Zapatrzył się w mętną wodę ognistej wewnątrz swojego naczynia, jakby widząc w trunku spokojną morską taflę, nieprzewidywalną - niebezpieczną, nawet dla korsarza tak doświadczonego, jak sam Travers. Glaucus wszakże po mieczu na oceanie nie miał sobie równych, ani to w nawigacji, ani w wyczuciu, ani w skórze - która nie mogła się dać zedrzeć czemuś tak błahemu jak sztorm stulecia. Tristan rozumiał ekscytację, z jaką Glaucus o tym mówił, nie dziwił go brak strachu w głosie doświadczonego wilka morskiego. Nie był Traversem ten, kto nie widział na własne oczy gniewu oceanu - jego babka zawsze to powtarzała.
- Niesamowite - skwitował krótko, chwilowo pomijając kwestię pięknej uzdrowicielki, nie ona była w tej historii najważniejsza. Tristan, owszem, uwielbiał kobiety, ale nigdy tak naprawdę nie traktował ich samych w sobie priorytetowo, priorytetem były doznania - głębokie, silne, wyrywające z szarego marazmu, w kontekście całej historii uzdrowicielka wydawała się wręcz mdła i nudna - choć bez wątpienia sympatyczna i, wierzył kuzynowi, dość urodziwa, by wprowadzić w tę historię coś na kształt przyjemnego podmuchu ciepłego wiatru. W głosie Tristana iskrzyła ekscytacja, historia Glaucusa naprawdę go zafascynowała. Nie zaśmiał się na słowa kuzyna, jedynie spojrzał nań z nostalgicznym uśmiechem, myślami uciekając do mistycznych wysp i jego mieszkanek, miałeś dużo szczęścia, Glaucusie. Ale nawet gdyby tego szczęścia nie miał - Tristanowi zdawało się, że za takie doznania warto byłoby dać się zabić. - Szkoda, że nie masz więcej wspomnień - dodał nieco smętniej, kiedy ciemność przytoczona przez Glaucusa, przyniesiona uderzeniem masztu, rozlała się przed oczyma jego wyobraźni. - Chętnie posłuchałbym więcej o twoich... wybawczyniach. - Mieszkanki Avalonu, co? Wszystko jest możliwe, Glaucusie. W żywiole - zawsze tkwi niewyobrażalna siła i podobnie niewyobrażalna tajemnica. A urojone wizje umysłu, o tym wiedział akurat bardzo dobrze, często sięgając po nektar poetów  - absynt - wcale nie były gorsze od rzeczywistości. Och, gdzieżby - przeciwnie.
Uśmiech wciąż utrzymywał się na jego twarzy, gdy kuzyn przyznał, że owa uzdrowicielka była jedyną, cóż, kobiet ratujących życie nie spotyka się często. Uśmiechnął się mocniej - zadziorniej, być może kiedyś. W przyszłości. Dalekiej przyszłości, kiedy zrzuci ze swoich barków ciężar obowiązków, który dopiero co się na nich pojawił. Tristan doroślał - musiał wreszcie wziąć swoje życie na serio. Przynajmniej poniekąd. Westchnął, po chwili wspierając się łokciami o blat stołu, by obrócić między dłoniami naczynie z alkoholem. - To co mówisz, robi wrażenie. Chętnie rzuciłbym to wszystko w cholerę i ruszył twoim śladem. - Skrzywił się, naprawdę tak sądził - czy to tylko wpływ alkoholu? Obrzucił towarzysza zamyślonym spojrzeniem.
- Po prostu mi zaufaj, kuzynie - odparł ze śmiertelną powagą i niemal znudzeniem malowanym na twarzy, o swobodnych kobietach w Londynie wiedział tyle, ile powinien, czyli nie chwaląc się  - wszystko. - Wpadnij kiedyś na kieliszek Toujurs Pour do Wenus, jeśli wymierzymy wytworność kolorem pantofla i ilością znanych francuskich zwrotów, znajdziesz tam damy najwytworniejsze. Ciekaw jestem, jak porównasz otwartość. - Dzikuski z Ameryki musiały mieć swój urok, zwierzęcy urok, mimo wszystko - Tristan preferował wysublimowaną, francuską poezję.
- Sentymenty pozostawiają nostalgię, Glaucusie. Wspomnienia, które warto pielęgnować. Nawet jeśli trudno pogodzić się ze stratą, jeśli cel nie jest i nigdy nie będzie na wyciągnięcie ręki - jak serce najdroższej mi wili - czyż nie po to są sny i marzenia? - Narkotyczne wizje? Pełne szaleństwa rozpacze? Emocje, emocje, które trzymają nas naprawdę żywymi? - Nie po to, żeby po prostu pamiętać? - Uniósł wzrok, wypatrując jego czarnych źrenic; krótko, szybko przeniósł spojrzenie z powrotem na trunek. - Travers w górach - prychnął pogardliwe, z pogardą udawaną, nacechowaną tonem żartobliwym. Uniósł naczynie, wznosząc toast - po czym upił kolejny łyk alkoholu. - Uważaj, żeby cię nie wydziedziczyli - prychnął, wciąż żartem, Traversom wszak bliżej było do morza niż do górskich wspinaczek, ale była w tym prychnięciu jakaś trudna do uchwycenia, ulotna gorycz. Nie, nikt nie wydziedziczyłby Glaucusa za górską wędrówkę, ale obydwoje byli więźniami konwenansów, własnych rodzin i ich woli, niezależnie od tego, jak mocno Tristan stawiał na swoim: był tylko sługą swojej krwi, który nie mógł i prawdopodobnie już nigdy nie będzie mógł udać się w beztroską podróż do Ameryki tylko po to, by rozkoszować się ciepłem tamtejszych kobiet.
Zmarszczył lekko brew, słowa Glaucusa sprowadziły go na ziemię.
- Niech cię Merlin ma w opiece, kuzynie - rzucił z wyraźniejszą już w głosie przestrogą; idąc do kobiet nie należało zapominać brać przysłowiowego bicza, dogadywać się z żoną? Sama próba brzmiała w jego uszach absurdalnie, Tristan nie był przyzwyczajony do obejmowania drogi kompromisów i nie fascynowały go kobiety, które łatwo ustępowały. Wieczna wojna, tak to widział. Wojna beznadziejna, bo z oczywistą przewagą mężczyzny.  - Jeśli mówisz poważnie.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   23.11.16 14:11

Żywioł był na równi piękny co potężny. I nieprzewidywalny. Zresztą nie tylko on, wszystkie niebezpieczne zawody magicznego świata cechowały dokładnie te same cechy. I Tristan wiedział o tym najlepiej biorąc w ręce rodową spuściznę oscylującą wokół smoków. Prezentowały się dokładnie tak samo jak woda, z którą przyszło mi pracować. Żyć. W obu przypadkach powinności zmieniły się w pracę, a praca w zachwyt, a zachwyt w całe życie, któremu się podporządkowaliśmy. I obaj tego w ogóle nie żałowaliśmy, mam rację? Świadczyć mogą o tym zachwyty, które kierowaliśmy w stronę swoich posad. Choć nie byłem stworzony do zrozumienia ognia, szczególnie smoczego, to domyślałem się co za piękno mój kuzyn w nim widział. Piękno niebezpieczeństwa, adrenaliny, a także piękna samego w sobie. Ogień i woda, odwieczni antagoniści, niespodziewanie zazębiali się we wzajemnym podobieństwa. Taki sam ogrom ludzi oddawał im cześć niczym prastarym bóstwom. Wśród nich my, malutcy ludzie całkowicie od nich zależni. I chociaż Rosier igrał z ogniem, a ja z wodą, to niebezpieczeństwo było znikome, skoro odporność na nie mieliśmy we własnej krwi. Może właściwie powinniśmy równać się z nimi, skoro wydawaliśmy się być wręcz nieśmiertelni?
Opowieść była we mnie wciąż żywa; oczami wyobraźni widziałem ogrom zniszczenia jakie dokonał sztorm. Wzburzona morska fala gotowa na zrównanie z taflą wody wszystkiego, co napotkało na swojej drodze. Opowiedziałem to wszystko po czym zamarłem na krótką chwilę zagłębiając się po uszy w tamtym dniu. Dniach? Tygodniach? Nie potrafiłbym teraz określić ile walka wbrew burzy trwała, z pewnością długo, a w obliczu całego życia ledwie chwilę ulotną. Jak kropla w oceanie.
Przytaknąłem głową powoli wybudzając się z pięknego, choć mrocznego snu. Wypiłem o kilka łyków za dużo ze swojej nie do końca czystej szklanki, nalałem też nam obu większej ilości trunku. Tak mocna historia wymagała równie mocnych wrażeń sensorycznych, w tym przypadku ściśle procentowych. Uśmiechnąłem się odgarniając nadciągającą, tym razem mentalną burzę, jeszcze na chwilę wędrując wśród mieszkanek Avalonu. Tak, chętnie sam ponownie bym je ujrzał. Kto wie, może jeszcze będzie mi to dane? Nie zakończyłem jeszcze swojej przygody na szerokich wodach, wszystko jeszcze przede mną.
- Jeśli kiedyś się czegoś o nich więcej dowiem, pospieszę z informacjami – zapewniłem Tristana unosząc lekko naczynie, jakbym chciał wznieść toast przypieczętowujący moje obietnice. Nie wiedząc, że prawdopodobnie nigdy nie zdołam ich spełnić. Nie wybiegaliśmy jeszcze tak bardzo w przyszłość, nawet domysłami. Po prostu piliśmy i rozmawialiśmy, jak krewni, których różnice jeszcze tak mocno nie kuły w oczy.
Nie wiedziałem, co trapiło mojego towarzysza tego smętnego wieczoru; nie chciałem się narzucać z pytaniami. Zamiast tego z większą siłą niż dotychczas odstawiłem szklankę na stół.
- Załatwione, następnym razem płyniemy razem – rzuciłem; to były tylko szczenięce marzenia, każde z nas miało teraz swoje obowiązki oraz sprawy, ale ktoś zaraz mi powie, że warto marzyć. – A potem możemy sprawdzić te twoje panienki – dodałem już trochę weselszy. Toujurs Pour, co za ironia. Wtedy mnie jeszcze nie uderzyła z całą swoją mocą niezgody, ale z pewnością jeszcze będę to wspominać podczas Sabatu, a potem nowego roku. – I zdam ci szczegółowy raport – powiedziałem jeszcze, z mniejszą powagą; jakbym nie do końca wierzył, że tego właśnie Tristan miałby po mnie oczekiwać. I po tej niecodziennej wizycie.
- Masz rację – przyznałem kapitulując. Coś w tym było, choć nie do końca byłem przekonany co do słuszności tych słów. Chyba nie chciałem się kłócić, skoro alkohol wesoło wędrował po naszym organizmie. Lepiej upijać się w dobrym humorze. I jakby na potwierdzenie niewypowiedzianych słów wypiliśmy następną kolejkę.
- Dziękuję za radę – zaśmiałem się głośno, prawie wylewając brunatny trunek na blat stołu. Wydziedziczyć mnie z powodu wycieczki w góry, na to bym nie wpadł. Aż poklepałem kuzyna po ramieniu w tym przyjacielskim geście, jakby faktycznie wyratował mnie przed największym błędem życia. Taka rodzina to skarb!
- Oczywiście, że nie – odparłem szybko. Na dowód moich słów nadal się śmiejąc. Nie chciałem powodować kłótni, to nie był dobry moment na tego typu rozmowy. Dlatego zaraz zmieniłem temat na bardziej neutralny i przyjemny, doprawiłem go kolejnymi porcjami alkoholu, aż wyszliśmy dopiero nad ranem, z trudem odnajdując drogę do domów.

z/t dla obu





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
John Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3850-john-jeffrey-carter#72069 http://www.morsmordre.net/t4560-poczta-johnnego#97455 http://www.morsmordre.net/t3939-johnny http://www.morsmordre.net/f158-baker-street-3-12 http://www.morsmordre.net/t3911-john-carter
Barman i właściciel pubu "Pod Wypatroszonym Zającem"
51
Półkrwi
Kawaler
"Sooner or later, the past is going to catch up to you like it always does. You know what happens then? People die. Baby, the people closest to you die."
0
6
0
0
25
0
7
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   03.12.16 18:21

|25 marzec
Jedną z rzeczy, za które nienawidził Anglii była pogoda. Przyzwyczaił się już do wiecznie słonecznej Portugalii dlatego też ponowne przestawienie się na niemal codzienny deszcz to sporo wyzwanie, nawet po tylu latach. Dlatego też z wielką ulgą wszedł do pomieszczenia mogąc ukryć się przed tym przeklętym załamaniem chmury. Miał tu się spotkać z Alanem, jego drugim w kolejności ulubionym uzdrowicielem. Lubił tego faceta, mógł z nim normalnie porozmawiać, no i umiał całkiem dobrze łatać, co samo w sobie było dużym plusem. Szkoda, że musiał tak nagle i na dość długo wyjechać.
Sam nie wiedział czy znajomość tak wielu pracowników Munga dobrze o nim świadczyła? W tej kwestii trzeba by było przyjrzeć się bliżej jego historii leczenia, a ona była dość... spora. I niestety nie była przepełniona wpisami o reumatyzmie, czy tym podobnymi. Były tam za to wszelkiego rodzaju stłuczenia, złamania, zwichnięcia, wymieniania nie byłoby końca. Miał istny talent do wpadania w kłopoty, to musiał sobie przyznać.
W oczekiwaniu na mężczyznę zamówił piwo jęczmienne, które teraz leniwie sączył. Lubił takie miejsca jak przybrzeżne puby. I choć to w pewien sposób była jego konkurencja to jaką frajdą byłoby picie u siebie w pubie? Zresztą u niego goście nie znali tak dobrych przyśpiewek jak tu. To właśnie one tworzyły klimat tego miejsca, nie tak jak u niego poobijane mordy typów spod ciemnej gwiazdy. Choć nie narzekał. Nawet polubił tych wszystkich bandziorów, a już na pewno nie mógł narzekać z nimi na nudę.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez John Carter dnia 16.12.16 20:50, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   16.12.16 2:15

Pogoda rzeczywiście nie rozpieszczała. Jednak Alan, w przeciwieństwie do Cartera, dawno się już do niej przyzwyczaił. I choć deszczowe dni czasami wprawiały go w przygnębienie, zazwyczaj oddawał się wtedy swojej pracy jeszcze bardziej ambitnie (a wręcz idiotycznie zawzięcie), by nie myśleć o tym, że za oknem padał deszcz. Tym razem jednak miał wolne, a koniec marca miał już nie przynosić śniegu, a właśnie deszcz. Cieszył się więc na spotkanie z Johnym. Cieszył się, choć nigdy nie powiedziałby tego na głos temu staremu, ale jakże sympatycznemu prykowi. Dlatego zgodził się nawet na to, aby udać się tak daleko. Choć sporo tutaj ułatwiała umiejętność teleportacji.
Pojawił się w jakimś odosobnionym miejscu, niwelując zagrożenie, że zobaczy go jakiś Mugol. Wyczarował z różdżki parasolkę i udał się w kierunku pubu, czując jak woda rozbruzguje się pod jego butami. W takich chwilach i on miał ochotę kląć na deszcz i machać różdżką w stronę niebios. Gdy padało, zdecydowanie lepiej było zostać w ciepłym domu. Lub nawet pracy.
Wszedł jednak do Wilka Morskiego i zamknął za sobą drzwi, chowając "parasolkę". Rozejrzał się po pomieszczeniu nie tylko w celu odnalezienia Cartera, ale również w celu próby przypomnienia sobie czy kiedykolwiek tu był. Johnego namierzył, ale lokal nie wydał mu się znajomy. Udał się więc w jego kierunku, nie zastanawiając się nad tym więcej.
- Dalej już się nie dało, co? - Oczywiście, że się dało. Przywitał go przyjacielskim klepnięciem po ramieniu. To co, że Carter był od niego o prawie dwadzieścia pięć lat starszy. - Za każdym razem wybierasz inne miejsce. Barowy turysta. - Mruknął, siadając przy nim i rozpinając płaszcz, który nie uchronił się przed kilkoma kroplami, lecz całe szczęście nie był mokry. Zamówił sobie również piwo jęczmienne i spojrzał na Johnego.
- Co u Ciebie, co? Dawno się nie widzieliśmy. - Chyba nie miał na razie ochoty mówić o sobie.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope


Ostatnio zmieniony przez Alan Bennett dnia 18.12.16 22:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
John Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3850-john-jeffrey-carter#72069 http://www.morsmordre.net/t4560-poczta-johnnego#97455 http://www.morsmordre.net/t3939-johnny http://www.morsmordre.net/f158-baker-street-3-12 http://www.morsmordre.net/t3911-john-carter
Barman i właściciel pubu "Pod Wypatroszonym Zającem"
51
Półkrwi
Kawaler
"Sooner or later, the past is going to catch up to you like it always does. You know what happens then? People die. Baby, the people closest to you die."
0
6
0
0
25
0
7
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Wilk Morski   18.12.16 22:09

Uśmiechnął się lekko widząc znajomą twarz, która właśnie klepnęła go w ramie, a zaraz później usiadła obok niego.- A co tu jest źle? Mają alkohol nie ma co narzekać.- Stwierdził lekko wzruszając ramionami. Po to szło się do baru, aby się napić. A jak daleko dane miejsce się mieściło, to będąc czarodziejem nie miało większego znaczenia.
Słysząc jego kolejne słowa zaśmiał się gromko zwracając tym samym na siebie uwagę niektórych klientów, którzy niezainteresowani po chwili odwrócili wzrok- Śledzę konkurencję. - Szepnął konspiracyjnie wciąż będąc rozbawionym. I choć może to faktycznie zabawnie brzmiało, to było to również prawdą. Lepiej poznawać swoją konkurencje od kuchni, prawda?
-Trochę czasu to fakt. - Zamyślił się przez chwilę nie wiedząc co odpowiedzieć mu na pierwsze pytanie. Wciąż miał w głowie rozmowę z Sophie i Raidenem. A dokładnie mówiąc bardziej tą drugą. Może rzeczywiście nie powinien wchodzić z buciorami do ich życia, które i tak było już skomplikowane. Nie dziwił się, że młody mężczyzna tak zareagował na jego widok. Miał ku temu powody. Nie był dobrym synem, nie był dobrym bratem, teraz nie jest też dobrym wujem, ale naprawdę chciałby ten cały bajzel choć trochę naprawić. - Bywało lepiej. - Skrzywił się lekko na swoje słowa, a następnie upił łyk napoju ze swojego kufla. Lepiej będzie jeśli przestanie o tym choć na chwile rozmyślać i dla niego i dla Alana. - A jak u ciebie? Przygruchałeś sobie może w końcu jakąś pannę, panie samotny wilku morski? -Spojrzał na niego wyczekująco lekko unosząc kącik ust do góry. jakby nie patrzeć Alan miał już dwadzieścia osiem lat na karku, młody nie był i wziąłby się w końcu ogarnął. Można by zarzucić Johnnemu bycie hipokrytą, ale on przez całe życie był wyjątkiem od wszelkich reguł, czy norm społecznych. On się po prostu do związków nie nadawał. A przynajmniej tak to wyglądało w jego ocenie. Prawda była jednak zupełnie inna, on najzwyczajniej w świecie się ich bał. Cóż... intelektem nigdy nie grzeszył.


Powrót do góry Go down
 

Pub Wilk Morski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Aida KP
» Sorensen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17