Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wrak Golden Hind

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wrak Golden Hind   06.03.16 2:58

First topic message reminder :

Wrak Golden Hind

Nawiedzony wrak, na którym ponoć pływać miał sam Czarnobrody stoi przycumowany przy brzegu i od lat pozostaje nietknięty. Tak przynajmniej głosi legenda podtrzymywana od lat przez zamieszkujące stary statek… duchy. Ukryte w spróchniałych skrzyniach i ciemnych katach czekają tylko, by móc przestraszyć kolejnego śmiałka, który postanowi się zapędzić do środka. Z czasem jednak atrakcja ta stawała się coraz popularniejsza wśród młodych czarodziejów, dlatego duchy porzuciły dawne zajęcie, a przynajmniej częściowo. Dzisiaj bowiem straszą dalej, ale już dla zabawy. Wrak Golden Hind uchodzi za jedną z ciekawszych atrakcji dla czarodziejskiej młodzieży, która zakłada się o to, komu uda się przejść przygotowaną przez duchy ścieżkę strachu. A nie jest to łatwe!
Możliwość gry w wodne wyścigi


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley http://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 http://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
siostra na pełen etat
prawie 15
Szlachetna
Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
6
5
0
2
5
0
4
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   26.02.17 7:19

-Czyż nie to jest właśnie pięknem niewiadomego? Że można je odkryć? – pytam zerkając niepewnie na statek. No bo niby tak ekscytująco to brzmi. I niby też lubię odkrywać nowe rzeczy, zaklęcia, potrawy. Ale w środku nocy ten wrak to mocniej strasznie wygląda nić ekscytująco. Ale znów, jak już powiedziałam, że pójdę z Lottą na niego, to pójdę. Może nie umrzemy.
-Najgrzeczniejsze siostry nie włóczą się po nocy. Jeszcze tylko brakuje, żebym na Nokturn polazła. – mamroczę, trochę speszona tym, że to moją cichą modlitwę słyszała. No ale już, mleko się rozlało, nic z tym nie zrobię. Było, przeszło, jeszcze nie minęło całkiem, ale nie ma co się zatrzymywać. Przez chwilę myślę, czy rzeczywiście taka grzeczna ze mnie ta siostra. Bo niby słuchać się staram i porządnie rzeczy też robić. Przykładać się do zajęć – choć eliksiry, choć naprawdę się staram, chyba nigdy mi nie podejdą – gotować rzeczy, robić kanapki do pracy dla Brendana ( i zawsze, i koniecznie, drugie dla pana Lisa). I ogólnie, jak najmniej problemów sobą powodować, bo przecież brat mój – auror szlachetny – problemów na głowie ma co nie miara już i beze mnie.
-Bren jest sprawiedliwy, ale mało empatyczny Lotta. Jeśli uważa, że coś słuszne nie jest, to nie będzie dla nikogo – zwłaszcza dla mnie. – wyjaśniam jej spokojnie. Tak, jakbym tłumaczyła coś oczywistego. W sumie dla mnie to bardziej niż oczywiste. Pewnie dlatego, że Brena znam całe swoje życie. Umiem się z nim obchodzić. Ale wiem też dobrze, że dla ludzi szorstki się wydaje. Taki może nawet odpychający. I, naprawdę, współczuje każdemu, kto nie posiada odrobiny cierpliwości do tego, by przekonać się jakie wielkie serce ten brat mój ma.
Przytakuję głową przyjaciółce zaraz po tym jak to zaklęcie prawie rzuciłam. Ale by było! Normalnie, gdyby ono do końca z moich ust wypadło, to czuję, że minutę później to nawet nie tyle co Ministerstwo by się o mnie upomniało, a Brendan by mnie rzeczywiście odesłał. Na samą myśl to mi się aż włoski na karku zjeżyły.
-Pewnie że damy. – zapewniam Lottę przekonana o swojej racji. Unoszę jeszcze lekko brodę, zadzierając nos. Jestem Weasley, my jak coś postanowimy, to zawsze to osiągamy. A ja postanowiłam dziś dostać się na ten statek. I wrócić we względnym zdrowiu do domu. -Weasley’e nie zostają duchami Lotta. - dodaję jeszcze, bo jakoś dziwnie o tym przekonana jestem. Gdyby zostawali, to przecież i tato i mama by nimi byli - czyż nie?
Więc łapiemy za wiosła i ochoczo wiosłujemy, choć wcale to takie łatwe jak się wydaje nie jest. Trochę dłużej zajmuje niż myślałyśmy dostanie się do wraku, ale w końcu docieramy do niego i podpływamy do starej, wysłużonej, oblepionej glonami drabinki. Staję na łódce i ciągnę za nią sprawdzając, czy przypadkiem nie poleci. Trochę głupio by było włazić na nią, jak pewnym się nie jest że do wody się nie wleci. Nie to że pływać nie umiem – umiem i to jak! – ale Bren zawsze powtarzał, że lepiej niwelować ryzyko. Jeszcze nie do końca całkowicie to rozumiałam, ale wydawało mi się, że sprawdzenie tej drabinki to właśnie to niwelowanie ryzyka jest.
-Chodźmy. – zarządzam w końcu, przywiązując jeszcze najpierw liną ta naszą łódkę do drabinki, bo nieciekawie by było, jakby nam w siną dal odpłynęła. A potem jako pierwsza wchodzę na drabinkę. Nieprzyjemna w dotyku jest. Obślizgła i taka, że puścić mam ją ochotę od razu. Ale nie puszczam, tylko szczebelek po szczebelku łapię i do góry lezę, aż w końcu nogi swoje na pokładzie staję. I ogarnia mnie całą uczucie – jednoczesnego podekscytowania i trochę strachu – bo mimo, że statek pusty się zdaje, to jednak jakąś taką niezidentyfikowaną atmosferę ma. Lotta zaraz za mną jest. Ruszamy powoli, patrząc pod nogi – co jak się okazuje dobrym pomysłem jest bo pełno dziur w pokładzie. I w końcu na rufę docieramy i gdy moje oczy spoglądają na widok który się przed nami rozpościera aż za łokieć Lottę łapię z wrażenia. Pięknie jest. Magicznie. Tak, że słowami w książkach takie widoki się opisuje, bo warte tego są.
Ale nagle słyszę plusk wśród ciszy. Marszczę brwi spoglądając na stojącą obok koleżankę, szukając w jej twarzy jakiś oznak tego, że i ona to słyszała. Ale nie dostrzegam ich. Rozglądam się więc wokół chcąc dostrzec co mogło dźwięk ten spowodować.
-Słyszałaś? – pytam niepewnie. Bo przecież ja słyszałam. Plusk. Głośny i donośny. A jak słyszałam. To i ona powinna. Tak, czy nie? W sumie może to tylko moje wyobraźnia płata mi figle? Zawsze była trochę wybujała.
Kolejny plusk jednak tylko sprawia, że mocniej się wiercić zaczynam i rozglądać. I w końcu wychylam się za tę przybudówkę, co to mi widok na przód statku zasłania i zamieram z przerażeniem na twarzy.
-Na Merlina stój! – krzyczę wyrywając się do przodu wprost do miejsca w którym dojrzałam – ale może mi tylko wzrok figle płatał – kogoś, kto do skoku się zbierał, a może już się zebrał. Wszystko mi nagle zwolniło i przyśpieszyło jednocześnie. Dało się tak w ogóle?




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   27.02.17 19:50

Zaśmiała się i pokręciła głową. Dla niej samej Nokturn był o wiele bezpieczniejszy niż Pokątna. Szczególnie ostatnimi czasy się taki jawił. Znacznie mniej przyjemny, to prawda, szczera prawda i tylko prawda, znacznie więcej makabry można było tam zobaczyć bez problemu, ale to była makabra ujawniona. W "legalnej" części magicznego świata działał wszędzie podstęp i polityka, a zło lubiło przyjmować ładne wizerunki.
- Myślę, że kiedyś tacy jak twój brat sami przeniosą rodziny na Nokturn. - pokazała jej język wspominając przy okazji niedawną wizytę Bonnie. Dziewczyna nieźle się trzęsła widząc trupa na jakiego natrafiła, nie było w tym z reszta absolutnie nic dziwnego, ale nikt nie zrobił jej krzywdy. I... jasne, Nokturn nie jest bezpieczny, ale gdzie jest tak do końca bezpiecznie? Tam przynajmniej wiadomo kogo się bać. - A to nie mienia faktu, że jesteś grzeczniutka, a odrobina zabawy wieczorem nie musi się zaraz wiązać z wygnaniem.
Nie robiły nic złego. Nikomu się nie narażały. Bonnie i Neala to ta normalna część życia Lotty i dobrze, aby tak pozostało, żeby mogła sobie po prostu być czasami dzieckiem takim zwykłym. Czasem może namawiała je do rzeczy, których robić nie powinny, ale nigdy do czegoś na prawdę niezgodnego z prawem, czy poważnie niebezpiecznego - przynajmniej w jej oczach.
Dopiero czarowanie - tak, to mogło być niebezpieczne. Ale skończyło się spokojnie i po prostu złapały za wiosła, próbując przez chwilę, aby zapanować nad łódką.
- To nie jest tak, że każdy może zostać duchem?
Spytała zaciekawiona. Nie wiedziała wszystkiego o magicznym świecie, była właściwie zawieszona pomiędzy tym i mugolskim, który znała nieźle, ale także nie całkowicie. Nie wiedziała ile z tego co słyszy od koleżanek to prawda, a co jest ich przypuszczeniami, czy wyobraźnią.
Płynęły jednak dalej i choć nie szło im dobrze, to szło dużo lepiej niż Charlotte sobie myślała, że będzie. O wrak stuknęły solidnie, bo "o Merlinie, Neala, jak się tym hamuje!", Charlie zaśmiała się na stuknięcie i zaraz wstała z trudem łapiąc równowagę, kiedy łódka się zakołysała. Zaczekała chwilę i zaraz za Nealą ruszyła hen, w górę po szczebelkach.
Lotta jest znacznie mniej ostrożna, szczebelki nie wzbudzają w niej szczególnych emocji, czy obrzydzenia, idzie po prostu i chce już być na górze. Dość się działo w kwietniu złych rzeczy, czas od nich uciec, po prostu się pobawić, zrobić coś fajnego.
Zaraz były już na górze i uśmiechnęła się radośnie widząc wodę i gwiazdy i była na prawdę zadowolona z przesuwania jak się dało godziny ich wypadu. I tak jej zdaniem było za wcześnie, ale już było ciemno, już były gwiazdy i dostały coś świetnego. Nawet, jeśli w okolicy nie ma tak na prawdę duchów - cóż, Charlie wyobrażała sobie to miejsce kompletnie inaczej! - i tak warto było tu przyjść.
Odwróciła się jeszcze, żeby spojrzeć skąd przyszli na ląd i światełka na nim, przechodzących od czasu do czasu ludzi.
- A może zacznę odkładać pieniądze na łódź? Znajdę męża marynarza i nasz dom będzie wszędzie? - lubiła marzyć. Gdyby Neala się komuś wygadała z tego, jakie ma czasami Lotta pomysły, chyba by ją panna Moore udusiła gołymi rękami. A jednak była nastolatką, świeżo po pierwszym zakochaniu wyobrażającą sobie swoje życie i wyobrażającą sobie czasem bajki z własnym udziałem. Czasami kolorowe, czasami szare - w zależności od nastroju.
I co z tego, że nigdy jej na łódź nie będzie stać? Nie na tym polega ta zabawa.
- Albo we trzy kupimy i odpłyniemy w siną dal. - dodała, podchodząc bliżej burty, kiedy Neala zadała swoje pytane. Spojrzała na nią widocznie zdziwiona. - Nie, niczego nie słyszałam. Nie świruj, to wszystko były plotki.
Zapewniła. Nic ich nie straszyło, żadnego ducha. Trochę nawet była zawiedziona, bardzo chciałaby ducha zobaczyć, ale nie ma co narzekać, i tak jest fajnie. I w tym momencie panna Weasley się wyrwała i zaczęła do kogoś krzyczeć. Zanim Lotta się jednak zorientowała i spojrzała we właściwą stronę, było już jedna słychać tylko plusk, pobiegła więc za dziewczyną.
Wychyliła się mocno, jak tylko mogła mocno za burtę wypatrując, co mogło tak plusnąć.
- Widziałaś kogoś? To pewnie jakaś część statku. Albo jakieś zwierzę, może mewa? Gdyby tu ktoś był, byłaby jeszcze jedna łódka. - stwierdziła, choć w jej głosie też pobrzmiewały emocje.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   02.03.17 18:49

Czarny kontur malujący się na granatowym, nocnym tle bez wątpienia był człowieczy. Był jednak jak gdyby głuchy na wezwanie Neali - pochylił się i jak straceniec poszybował na spotkanie z morzem. To co widziała młoda Weasleyówna nie powinno budzić wątpliwości, powinna być pewna - przecież widziała! A jednak coś było nie tak. Na spokojnej tafli morza nie szło dostrzec żadnego wzburzenia, żadna kaskada wody nie poszybowała ku górze, nie było widać żadnego unoszącego się ciała. Obie dziewczyny nie mogły się dopatrzeć niczego niepokojącego i dziwnego. Wszystko zdawało się być figlem wyobraźni. Przynajmniej do chwili w której ponownie rozległ się plusk. Wystarczyło spojrzeć pod nogi by się przekonać, że winowajczynią zamieszania teraz, jak i pewnie również wcześniej była stara kula armatnia - toczyła się na tyle wolno po wraku pokrytym mchem i porostami, że było ciężko było usłyszeć jej pochód dopóki nie wychyliła się za krawędź statku i nie spadła do morza. Nic nadzwyczajnego. Zdawać by się mogło, że był to dowód na potwierdzenie słów Charlotty. Przynajmniej dopóki nie okazało się, że kule nie były zbłąkanymi artefaktami przeszłości, rozsypanymi po statku - obie dziewczyny gdy się obejrzały zobaczyły, jak kolejna leniwie wytacza się z przybudówki będącą wejściem pod pokład by następnie slalomem ominąć dziury i tak jak poprzedniczka spaść do morza. Cały cykl powtarzał się nieustannie - kule w dziwny sposób wytaczały się z cienia i topiły w słonej wodzie, nawet w chwili w której stara, naftowa lampa wisząca przy wejściu pod pokład samoistnie się zapaliła...zapraszając(?).




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley http://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 http://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
siostra na pełen etat
prawie 15
Szlachetna
Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
6
5
0
2
5
0
4
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   19.03.17 13:58

Spoglądam na Lottę, jakby się jakiegoś szaleju najadała. Patrzę na nią chwilę zastanawiając się nad tymi jej słowami, a potem kręcę głową przecząco.
-Brendan na Nokturnie to abstrakcja Lotta. – mówię do niej kompletnie nie przejmując się tym językiem, co to go wystawiła w moją stronę. – On tam chodzi tylko, jeśli musi – a i tak niechętnie. – zaraz jednak Lotta mówi dalej ale już nie odpowiadam jej. Odrobina zabawy, owszem, nie musi wiązać się w wygnaniem. Ale Bren polegał na mojej dojrzałości i wierzył, że nie wpakuję się w kłopoty. A łażenie po zmierzchu właściwie samo się o to prosiło.
-Słyszałam kiedyś, że po śmierci ma się wybór; można zostać, albo iść dalej. Żaden Weasley, Lotta, by nie został skoro może iść dalej. – tłumaczę spokojnie koleżance. Jestem tego tak pewna, jak pewna jestem tego, że jutro znów wzejdzie słońce. Bren – choć kochał mnie całym sercem – zawierzyłby w to, że dam sobie radę sama; stwierdził, że jako duch i tak by mi się do niczego nie przydał. Zresztą po co miałby egzystować na wpół żywy na wpół martwy, skoro w moim sercu nigdy miał nie umrzeć?
-Na co ci mąż, Lotta? Z chłopakami same problemy są. – mówię zaraz. Nie to, że mam jakieś większe doświadczenie. Ale jakieś takie przeczucie mam. Bo przecież to zazwyczaj z chłopcami więcej problemów jest niż z dziewczynami. No i niedojrzali są, nie to co mój brat, albo kuzyn Garry, albo pan Lis. Och, pan Lis to super chłopak jest. Jedynie jemu mogłabym pozwolić, żeby moim mężem został. Bo kanapki je, te co mu robię i mówi że dobre i miły jest taki w ogóle. I Brendan go lubi, a to najważniejsze przecież jest. – Lotta ja nie płynę w żadne sine dale, jak mnie nie będzie, to kto przypomni Brendanowi, że jeść też trzeba czasem? – pytam zaraz, bo wiem, że on to sam z siebie pewnie uznałby że zmartwienia i praca są aż nadto sycące.
Byłam pewna, tak naprawdę, że ktoś skoczyć chce. Ale gdy tylko podbiegłam do burty i wychyliłam się za nią nic nie dojrzałam. Tafla wody niewzburzona była, spokojna. Tak, jakbym jakiś majaków dostała. I nagle dotarł do mnie dźwięk. Więc odwracam się w jego stronę i obserwuję dziwaczną wędrówkę tej kuli, która zaraz wpada do wody. Już mam coś mówić, ale druga jej śladem zaczyna podążać.
-Lotta, co te kule? – pytam, jednak trochę się bojąc. Ale jednocześnie też, czując jak ciekawość rozlewa się w moim ciele. I tak nie wiem, czy bardziej wiać stąd chcę, czy iść do tej przybudówki zobaczyć. – Idziemy tam? – pytam niepewnie, bo nadal nie wiem co robić powinnyśmy.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   22.03.17 23:47

Nie odpowiedziała. Nie chciała już myśleć o Nokturnie i o tym, gdzie jest bezpiecznie, czy raczej że nigdzie tak na prawdę bezpiecznie nie jest. Że każdej z nich może coś grozić, jej bo jest charłakiem, Neali jako podupadłej szlachcie cechującej się wyjątkowo nie szlacheckimi poglądami. Działy się rzeczy coraz dziwniejsze, ale to nie była dobra chwila, by znów wpadać w melancholię, jaka ostatnimi czasy dobijała się do rudej głowy i starała się zagrzać miejsce, co z kolei Lottę potwornie irytowało.
- Ja bym chyba na chwilę została. Żeby zobaczyć, jak to jest. - raczej nie miałaby niczego do dokończenia, nie trzymała jej tu też żadna osoba, a jednak gdyby miało się coś takiego stać (choć myśl o własnej śmierci wydawała się pannie Moore odległa i abstrakcyjna jak mało co), chyba chciałaby... zobaczyć. Patrzeć na świat inaczej. Latać. Obserwować ludzi. Duchy nigdy nie czarują, więc niczym by się nie odróżniała. A i było trochę osób, które chętnie by nastraszyła.
Skoro duchy chodzą po ziemi to widocznie mają swoje powody, może faktycznie ma to w sobie coś fajnego?
- Z ludźmi problemy, a jakoś są potrzebni. - wzruszyła lekko ramionami na kolejne słowa koleżanki. Pamiętała jak świetnie się bawiła. To oczywiście był tylko miesiąc, jednak w nastoletniej głowie, takie wydarzenie, do tego pierwsze w życiu takie rosło. Pogodziła się już z tym, że się skończyło, czasem tylko tęskniła, jednak życzyła Titusowi szczęścia. I nie żałowała ani chwili nawet, jeśli cały ten piękny miesiąc wywodził się z jej kłamstw. - Będę mieć męża i dzieci, a z dziećmi też problemy. Ale myślę, że to całkiem fajne problemy. - dodała jeszcze, nie myśląc oczywiście o czymś, co miałoby się stać zaraz, za chwilę, szczególnie o dzieciach myślała raczej abstrakcyjnie, a jednak taka spokojna, idealna rodzina to było to coś, czego najbardziej na przyszłość chciała.
Idealna na swój własny, wyjątkowy sposób.
- Po bracie jesteś taka przyziemna? Czy to ja się zrobiłam rozmemłaną marzycielką? - kiedy to się w ogóle stało? Mało kiedy sobie na to pozwalała, a jednak sprawiało jej to coraz większą przyjemność, ku własnej irytacji. Polubiła wyobrażanie sobie przyszłości na milion różnych sposobów.
Uspokoiło ją, że jednak nikt nie skakał, dość szybko uznała, że musiało jej się przewidzieć, choć po jej plecach przebiegł dreszcz. Dopiero po chwili pojawił się plusk i aż podskoczyła, zanim sobie nie uświadomiła, że to tylko kula. I kolejna. I znowu...
Złapała Nealę za rękaw i pociągnęła ją za sobą.
- Tak. Ale schowaj się za mną. - powiedziała, bo najlepszym sposobem na to, żeby przestać się bać potwora z szafy jest po prostu - zajrzeć do szafy. Chciała zobaczyć, że to jakieś zabezpieczenie się poluzowało i kule po prostu wylatują.
A może jednak w tym miejscu naprawdę straszy? Nie przyznałaby się do tego, jednak w tej chwili gotowa była w to uwierzyć.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   27.05.17 20:56

| 12.04

Magiczny port, dzielnica o mieszanej reputacji, kojarzącej się sztywnie wychowanym pannom - a do takich bez wątpienia należała Deirdre - jedynie z hulankami, nigdy nie przywoływała Tsagairt ku sobie syrenim śpiewem potencjalnych, słodkich niebezpieczeństw. Ostry zapach ryb i wilgotnego drewna, krew i łuski zalewające niekompletny bruk, przetaczające się wąskimi uliczkami gromady podpitych mężczyzn: nie miała tutaj czego szukać i chociaż z pobliskim Parszywym Pasażerem łączyły ją miłe, momentami wręcz rozkoszne, wspomnienia, to perspektywa długiego spaceru w te strony nie napełniła jej zachwytem. Owszem, wiedziała, że mroczne doki nie mają nic wspólnego z eleganckim nadbrzeżem, wypełnionym setkami atrakcji, ale i tak nie przepadała za tymi rejonami, być może czując się po prostu zbyt dorośle, by korzystać z nadmorskich uroków. Tamiza kojarzyła się jej wyłącznie z gęstym, smolistym rynsztokiem - tęskniła za francuskim wybrzeżem, krystalicznie czystą wodą, piaszczystymi wybrzeżami i samotnością długich plaż: nawet napierające dech w piersiach wodne stworzenia, pełne magii statki i urocza architektura nie były w stanie rozmyć jej zobojętnienia.
Na spotkanie z Alastairem, niewidzianym od niezmiernie długiego czasu, ruszyłaby jednak nawet do mugolskiej dzielnicy, zresztą wierzyła, że Nott pokaże jej port od zupełnie innej strony. Lubiła utarte ścieżki i znajome otoczenie, ale w obecnym stanie - zmęczona, sfrustrowana, osamotniona - potrzebowała rozkojarzenia, dystrakcji od piętrzących się na horyzoncie problemów. Propozycja arystokraty okazała się zbawienna: cieszyła się z jego towarzystwa, wiedząc, że przyniesie ze sobą mnóstwo opowieści i przy okazji sprzeda jej kilka niezwykle istotnych, ministerialnych informacji z pierwszej ręki, dzięki którym ściślej uzupełni kłamliwą historię swej kariery. W głodzie wiadomości czaiło się jednak niebezpieczeństwo, sugerowane już w uprzejmych listach. Jakie plotki dotarły do jego uszu? Skąd się wzięły? Lepkie macki niepokoju towarzyszyły jej na początku spotkania, na szczęście szybko zrzucone z ramion - naprawdę mieli wiele do opowiedzenia i wiele do doświadczenia. Poważne tematy zeszły na dalszy plan, zastąpione wspomnieniami z wspólnego stażu, zagranicznymi opowieściami i kontemplowaniem wiecznego balu na pokładzie Mary Celeste, gdzie ewentualne niedopowiedzenia szybko rozmywały się w lodowatym towarzystwie licznych duchów, dźwiękach głośnej muzyki; w szumie dawno przebrzmiałych, tysiącletnich rozmów i śmiechu. Nie czuła się nieswojo ani wśród martwych, ani blisko Alastaira: był jednym z niewielu mężczyzn, których obdarzała szczerą sympatią. Miała nadzieję, że nie ulegnie to zmianie i że Nott będzie na tyle wymęczony japońskimi doświadczeniami, by nie przekraczać progu Wenus. Obawiała się, że poruszy temat owych plotek, prowadzących niechybnie do skomplikowania sytuacji, ale przez większą część wieczoru nie było ku temu okazji i chociaż gdzieś w tyle głowy ciągle niepokoiło ją niewypowiedziane, to liczyła na całkowite ominięcie nieszczęsnej kwestii.
Wolała skupić się na tańcu, rozmowie, a w końcu - na ciepłym, wieczornym powietrzu, witającym ich na nadbrzeżu, gdy opuścili już statek. Pomimo prostej, czarnej sukni, zapiętej na ostatni guzik, drżała z zimna: towarzystwo duchów znacznie obniżyło temperaturę, z zadowoleniem przyjęła więc propozycję Alastaira na rozgrzanie się w innym miejscu; po krótkim spacerze znów znaleźli się poza stałym lądem.
- Czyżbyś instynktownie pragnął wsiąść na statek i zniknąć z Londynu? A może odkryłeś w Japonii swoją wielką miłość do morskiej przygody? - spytała z lekką ironią, chociaż zwiedzanie tych cudów żeglarstwa sprawiało jej przyjemność. Nie mogła narzekać, Nott był doskonałym kompanem, może nieco poważniejszym i bardziej zgorzkniałym niż przed laty, lecz ona także się zmieniła. Mniej zauważalnie, ale wewnętrznie: z pewnością stukrotnie bardziej. Dorośli, zostawili za sobą młodzieńczą niepewność - wyczuwała to dokładnie, zwłaszcza w nagłym kontraście z bawiącymi się na Golden Hind nastolatkami. Panienki i kawalerowie tłumnie zalewali pokład, a piski strachu mieszały się z podekscytowanymi okrzykami. - Nie sądzisz, że jesteśmy na to zbyt dojrzali? - spytała Alastaira z teatralnym zakłopotaniem; trzymała pewnie zaoferowane jej ramię i chociaż nie obawiała się wysokości, to wolała zagwarantować sobie utrzymanie równowagi na wąskim trapie.

[bylobrzydkobedzieladnie]





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x






Ostatnio zmieniony przez Deirdre Tsagairt dnia 07.06.17 11:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   03.06.17 16:18

Od zeszłego miesiąca nie jestem być może już tak wielkim fanem dzielnic portowych, szczególnie po felernej wycieczce do Rosji - najchętniej nie oglądałbym statków jeszcze przez wiele miesięcy. Choć z drugiej strony są przecież wciąż bardzo bolesnym wspomnieniem, symbolem utraconej wolności. Ostry zapach ryb drażni moje nozdrza i choć uwielbiam zapach morza, Tamizy morzem nazwać nie można - rzeka ta głównie cuchnie, po pobliskich ulicach roznosi się charakterystyczny odór, a ulice wypełnione są łuskami, glonami i porozrzucanymi przez żeglarzy śmieci. Bo żeglarze nie zawsze należą do najbardziej kulturalnych ludzi - może to właśnie ten brak ogłady doprowadził do haniebnego upadku Traversów, lordów, których niegdyś tak podziwiałem. Ba! Były chwile, kiedy nawet marzyłem o tym, bym urodził się z innym nazwiskiem. Ale nie dziś. Co prawda nie popieram otwartej wojny, nie popieram sporów dzielących szlachetną społeczność, jeśli jednak muszę się już określić, wolę biernie patrzeć na zagładę szlam i mugoli, niż angażować się w ich aktywną ochronę. Uważam jednak, że są niewarci aż takiej uwagi. Czemu musimy marnować czas i zasoby na dzielące nas różnice poglądów? Gdzie przeminęły czasy, w których słowa wystarczały do rozwiązywania konfliktów? Czy wracamy powoli do naszych barbarzyńskich przodków?
Nie mogłem jednak powiedzieć złego słowa o wspaniałej Mary Celeste, statku pełnym duchów w cudownym nastroju. W jakiś sposób w ten nastrój wprawiały także i mnie, gdy prosiłem Cię do tańca z szelmowskim uśmiechem. Mam bolesne wrażenie, że kiedy byłem nieobecny, zmieniłaś się w ogromnym stopniu, choć starasz się to ukryć. Wciąż jesteś równie piękna co kiedyś, jednak czuję, że wiele nie chcesz mi mówić. Zasłyszane od wielu osób plotki nie ułatwiają mi sprawy, a to, że o nich nie wspominasz działa tylko na ich korzyść. Bo skoro to tylko głupie, nic nie znaczące kłamstwa, to czemu nie wyśmiejesz ich i nie zakończysz tematu? Czuję rosnące na tym tle napięcie, jednak wolę go nie komentować. Nie chcę zaburzać trwającej chwili, która wydaje się tak słodka i tak nierzeczywista zarazem.
Choć wciąż narzekam na angielską pogodę, dzisiejszy wieczór wydaje się być wyjątkiem, potwierdzającym regułę - jest ciepło i zaskakująco przyjemnie, kiedy słońce zachodzi już za horyzontem, rozlewając się złocistymi plamami na niebie. Wracamy na stały ląd i przez chwilę spacerujemy molo, by znów znaleźć się na wodzie. Na kolejnym statku. Nie czuję już jednak dyskomfortu, nie zalewają mnie wspomnienia związane z rosyjskim kapitanem i Quentinem i Wynonną, którzy niemal zginęli na pokładzie tej przeklętej łajby. Wszyscy niemal zginęliśmy.
Zmierzamy na Golden Hind, nie dołączamy jednak do gromady nastolatków piszczących i śmiejących się na straszliwym torze przeszkód. Zamiast tego przysiadamy przy jednej z barierek, skąd w spokoju możemy oglądać piękno zachodu słońca ponad falami. Kiedy dostrzegam, że się trzęsiesz, oferuję Ci marynarkę - nawet nie z musu spełnienia jakiś wymogów etykiety czy zgrywania dżentelmena. Nie chcę najzwyczajniej w świecie, żebyś marzła, bo choć podzieliło nas niedawno tak wiele kilometrów, a także tak wiele spraw o których wciąż nie wiem, nie mogę zaprzeczyć, że jesteś dla mnie wciąż niezwykle ważna.
- Jeśli mam być szczery, to wolę inne środki transportu, przynajmniej ostatnio - mówię, z szerokim uśmiechem na twarzy.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie masz pojęcia o czym mówię, więc szybko serwuję Ci odpowiednie wyjaśnienie.
- Tak jakoś wyszło, że niemal miesiąc temu, razem z kuzynostwem prawie poszliśmy ze statkiem na dno - wzruszam ramionami, bo ta wizja rychłej śmierci wydaje mi się teraz niemal zabawna.
Jak nisko muszę się cenić, że wspomnienie, które wtedy napawało mnie przerażeniem teraz wywołuje u mnie śmiech? Nie rozwijam dalej swojej myśli. To co działo się w Rosji, niech w Rosji pozostanie - najlepiej na zawsze. Kiedy w końcu postanawiamy skierować się na tor przeszkód, pyta Twoje pytanie.
- Zbyt dojrzali? Z pewnością nie ja - w moim pytaniu słychać przerysowane zdziwienie. - Sądzę, że dojrzałość kojarzy się przede wszystkim z odpowiedzialnością, a to ostatnia cecha, która mogłaby mnie opisywać. Myślę zresztą, że nikt nie jest zbyt dojrzały na pewne rzeczy… Czyż to nie miło, powspominać dawne lata?




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   07.06.17 13:02

Chłodny, przesycony zapachem wilgoci i drewna, wiatr rozwiewał jej włosy, łaskotał końcówkami w policzki, owijał jedwabiste kosmyki wokół szyi, raz po raz przesłaniając widok, szatkując rozpościerający się przed oczami obraz uroczego wieczoru. Wysokiej burty statku, chwiejących się latarni z płonącymi świecami, różnokolorowych, wiosennych płaszczy i szali, poruszanych nie tylko wątpliwie morską bryzą ale i pędem ku odwiedzaniu kolejnych atrakcji. Nieokiełznana fryzura wyjątkowo jej nie przeszkadzała; odgarnęła czarną taflę z twarzy dopiero w momencie, w którym obydwoje pewnie stanęli na zadziwiająco stabilnym pokładzie statku. Nie czuła zwodzącego kołysania, horyzont wydawał się umocowany w ciemnogranatowej, podsypanej złotem zachodzącego słońca, linii, a ramię Alastaira tylko wzmacniało poczucie spokoju, bowiem mimo wszystko znajdowała się w odpowiednim miejscu.
Potrzebowała chwili wytchnienia, lecz także udowodnienia Nottowi, że ma się znakomicie. Spokojna i opanowana jak zawsze, stateczna, poważna, ale w pewien sposób - pogodna. Nie pozwoliła ciężarowi ostatnich - oraz tych zapowiadających się krwawymi wizjami - wydarzeniom w jakikolwiek sposób wpłynąć na jej zachowanie, a miesiące rozłąki w ogóle nie wprawiały jej w zakłopotanie. Darzyła Alastaira szczerą sympatią, szanowała jego wiedzę i doświadczenie i w jakiś pokrętny sposób syciła się aurą przeszłości, pulsującą od żywych wspomnień z ministerstwa. Zerkała w przeszłość niechętnie, dziś jednak musząc w końcu skonfrontować się z tym frustrującym etapem.
Lekkim skinieniem głowy przyjęła zaoferowane przez Notta okrycie, niezbyt zastanawiając się nad jego pobudkami. Nie doszukiwała się też w jego działaniu uwodzicielskich podtekstów: byli znacznie ponad tak oczywistym damsko-męskim połączeniem, nawet jeśli wyglądali teraz na zadowoloną ze swojego towarzystwa parę, wykorzystującego romantyczną aurę statku, by wspólnie pożegnać długi dzień. Siedziała tuż obok niego, mrużąc lekko oczy, gdy z nieco niepokojącym uśmiechem wspomniał o wypadku. Nigdy nie przepadała za poniekąd niemagicznymi środkami transportu i nawet czarodziejska żegluga wydawała się jej stratą czasu. Czym innym były jednak opowieści o przygodach, nie tyle naprawdę ją pasjonujące, co pozwalające zbudować trwalszą nić porozumienia.
- Jak to się stało? - spytała rzeczowo, raczej z zaciekawieniem niż z jakimkolwiek niepokojem. Znajdował się obok, cały i zdrowy, statek więc ocalał: a przynajmniej ocaleli jego pasażerowie. - To jedna z tych strasznych historii o potworach z morskich głębin? - dodała, przenosząc wzrok z przystojnej twarzy Alastaira na krążących obok ludzi, widocznie pragnących przeżyć podobną dawkę przerażenia, rzecz jasna, w kontrolowanych warunkach i na zasadach ustalonych przez kapryśne duchy.
- Z pewnością nie zachowywaliśmy się w ten sposób - powiedziała, marszcząc z dezaprobatą brwi. Nie dopatrywała się w zachowaniu radosnej młodzieży czegokolwiek rozczulającego, wręcz przeciwnie, irytowało ją głośne okazywanie rozbawienia i niefrasobliwości. Przyglądała się rozochoconej grupce, mijającej ich właśnie w drodze na początek wymagającej ścieżki strachu, bez jakiejkolwiek nostalgii i chociaż różniło ich naprawdę niewiele lat - możliwe, że mijali się nawet na szkolnych korytarzach jako najstarsi i najmłodsi przedstawiciele hogwarckiej społeczności - to Deirdre czuła się oddzielona od nich całymi eonami. Wiekami doświadczenia, wiedzy, wewnętrznej mocy, nasilającej się z każdym następnym miesiącem. Powróciła spojrzeniem do Notta, posyłając mu lekki uśmiech. - Mężczyźni nigdy nie dojrzewają, zgadzam się - przyznała z odrobiną żartobliwości, szczelniej otulając się ciepłą marynarką. - Lubisz wracać do przeszłości? - zagadnęła, delikatnie wymigując się od odpowiedzi. Nie przepadała za przywoływaniem przeszłości i zagłębianiem się w odmęty dawnych lat: nie przynosiło to żadnych zysków, a wnioski z popełnionych błędów przyswoiła już na dobre.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   10.06.17 21:45

Choć wiecznie narzekam na londyńską pogodę, tak naprawdę całkiem ją lubię - chłodny, rześki wiatr. A nawet deszcz. Podczas deszczu łatwiej jest się skupić. Łatwiej jest myśleć. Dlatego przez całe życie uwielbiałem deszcz - lecz nie teraz. Już nie. Nie kiedy myśli starały się uwięzić mnie, nie pozostawiając żadnej drogi ucieczki. Wieczór naprawdę był piękny - światła rozlewające się na wodzie, tworzące złociste łuny, przetykany dźwiękami rozmów i śmiechów.
Wyglądasz jak zwykle, znakomicie. Jednak jest w Tobie coś, co sprawia, że uważam, że wcale niekoniecznie tak się czujesz. Że coś ukrywasz. Czy nie byliśmy ponad to? Ponad złudne kłamstwa i oszustwa? Ponad unikanie odpowiedzi. Czy nie zachowywaliśmy się czasem jak zupełnie obce osoby lub co gorsza, osoby, które coś poróżniło? Gdzie podziały się te czasy kiedy razem marzyliśmy i śmialiśmy się, razem dzieliliśmy chwile? Zupełnie takie jak ta teraz. Zupełnie ponad oczywistymi damsko-męskimi relacjami, ponad tym co narzucały pewne kanony.
- Nie, raczej o ludzkiej głupocie. Obawiam się, że to niezbyt fascynujące - płynęliśmy statkiem, wpadliśmy w sztorm, a kapitan potrafił mówić tylko po rosyjsku. Mam dość tego języka na najbliższe lata - mówię, zupełnie pobłażliwie.
Nie jesteś w końcu jedną z głupich panienek, które piszczącym głosem będą się zamartwiać. Ale historia nie jest też zbyt ciekawa, wydaje się teraz raczej śmieszna niż straszna, choć wtedy faktycznie mroziła krew w żyłach. Ale to zostało już daleko za mną. Prycham, słysząc Twoją uwagę.
- Czy ja wiem? Przypominają mi się sytuacje, które nie potwierdzają tego stwierdzenia - wtrącam żartobliwie i rozkładam ręce.
Może nie zachowywaliśmy się aż tak głośno, choć z perspektywy czasu, raczej ciężko byłoby to stwierdzić. Jestem prawie pewien, że wyprzedzająca nas grupka wcale nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo ich słychać. Zresztą czym mogli się przejmować, beztroscy, pozbawieni jakichkolwiek zmartwień. Choć wiek też nie musiał być ich wyznacznikiem - spotkałem w końcu bardzo młodych ludzi, obarczonych niemal większym bagażem przykrych doświadczeń niż ja. Nie widzę tej wielkiej przepaści między nimi a nami, wręcz przeciwnie, są raczej smutnym wspomnieniem, cieniem najlepszych lat mojego życia. Wcale nie tak odległego.
- Z tym akurat się zgodzę - odpowiadam, bo taka jest prawda.
Nigdy nie dorastają. Przynajmniej tego by chcieli.
- Ostatnimi czasy, powroty przynoszą mi więcej bólu niż szczęścia, więc ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie - dodaję, po dłuższej chwili i odnoszę wrażenie, że zabrzmiało to zbyt smutno jak na tak wesołe spotkanie.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   11.06.17 10:27

Słuchanie porywających opowieści o niebezpiecznych przygodach niezbyt interesowało Deirdre, nie tylko dlatego, że wolała rzeczową przyziemność, koniecznie spisaną w konkretnych regulaminach i rozporządzeniach. Do tej pory spotykała się wyłącznie z męskimi historiami: uwielbiali opowiadać o swoich podbojach, zwycięstwach i umykaniu przed śmiercią w ostatnim momencie; samczy bohaterowie  własnych pieszczot, mających oprawić ich wyczyny w złote ramy i przynieść jeszcze więcej chwały. Pogardzała podobnymi herosami, choć jako Miu musiała wysłuchiwać podobnych wyznań całymi godzinami. Nie było nic bardziej męskiego od arogancji - której mimowolnie uczyła się od swych gości, podsycając straceńczo intensywną pewność siebie - dlatego też na stopie prywatnej ucinała podobne dyskusje. Z Alastairem było jednak inaczej, nigdy nie zasypywał jej zbędnymi detalami, obcinając opowieści o aspekt emocjonalnych przechwałek. Może z powodu braku chęci zaimponowania jej, uwiedzenia przymiotami, obnażającymi się w chwilach kryzysowych, a może...a może po prostu był jednym z niewielu rozsądnych przedstawicieli brzydszej płci w jej otoczeniu. Nie rozgrywał żadnych partii uczuciowych szachów, nie manipulował, traktował ją jako równego rozmówcę a Deirdre szczerze interesowało to, co miał do powiedzenia. Niezależnie, czy chodziło o mrożące krew w żyłach przygody czy zmiany w ostatnim ministerialnym dekrecie.
- Każdy inny mężczyzna wykorzystałby to niezbyt fascynujące wydarzenie, żeby opowiedzieć o swojej heroicznej odwadze i dowieść posiadania niezwykłej magicznej mocy - skomentowała lekko, spoglądając w bok na profil Alastaira. Siedział tuż obok, przygoda skończyła się więc dobrze, a oschłość wypowiedzi mogła wskazywać albo na jego skromność albo na faktyczne przejście traumatycznych chwil. - Czy obrazy całego życia przewinęły ci się przed oczami? - dopytała nie bez delikatnej ironii. Jeśli nie chciał opowiadać ze szczegółami, nie zamierzała naciskać, zawsze pozostawiając Nottowi swobodę w dzieleniu się swoim życiem: licząc na wzajemność.
- Być może w twoim przypadku - odparła powoli; młodziutki Al był z pewnością bardziej nonszalancki i swobodny od swej dorosłej wersji - bowiem moim największym szaleństwem w tym wieku było nie zaśmianie się z żartu Slughorna - zdradziła, poprawiając rękaw eleganckiej marynarki. Pasował jej ten kolor, pasował jej ten drogi materiał; przesunęła po nim bezwiednie długimi palcami, w niemym zastanowieniu: także nad kwestiami poruszonymi przez Notta. Ból, powroty, niedojrzałość - czyżby Alastair w końcu wchodził w cierpiętniczą dorosłość? Zmrużyła odrobinę oczy, wpatrując się w mężczyznę uważniej. Smutek, słyszalny w jego głosie, w ogóle jej nie przeszkadzał. - Masz na myśli konkretny bolesny powrót? - spytała z zadziwiającą, wytrenowaną tak, by wyczucie fałszu było niemożliwością, troską, samym spojrzeniem przekazując niewerbalną gotowość do wysłuchania nawet mało optymistycznej opowieści, kończącej się nawet gorzej od niebezpiecznej, morskiej wyprawy w sam środek sztormu.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   11.06.17 22:14

Nie widzę szczególnego powodu by opowiadać Ci bujdy - nie mam przecież po co Ci imponować. Nie przyszedłem tu z zamiarem uwodzenia Cię, a zresztą przyjaźnię się z tyloma kobietami, że wiem, że nie imponuje im raczej arogancja i kłamstwa o bohaterskich czynach - przynajmniej nie tym, które są coś warte. Jeżeli miałyby za coś mnie cenić to tylko za osobowość, choć zdaję sobie sprawę, że i wygląd ma wiele do powiedzenia. Wzdycham niemal teatralnie i rozkładam ręce w geście poddania się.
- Skoro tak wolisz: Płynęliśmy sobie właśnie po bezkresnych głębinach oceanu, kiedy naszym oczom ukazał się wielki kraken, który na domiar złego porwał piękną księżniczkę o złotych włosach wołającą o pomoc. Oczywiście wszyscy byli niekompetentni i głupi, poza mną i oczywiście Quentinem, ale on nie był taki heroiczny bo pośliznął się na burcie, kiedy ja ruszyłem z pomocą. Ponieważ jestem nie tylko nieziemsko przystojny i silny, ale również niezwykle mądry złożyłem okropnego kapitana w ofierze, a stwór od razu poczuł się lepiej. Zaprzyjaźniliśmy się, nazwałem go Merlin, wszyscy zatańczyli menueta, a na koniec odpłynęliśmy w nieznane przeżywać kolejne przygody. Bardziej Ci się podoba? - prycham, zamyślając się nad męską głupotą.
Przewracam oczyma zastanawiając się kto w ogóle może opowiadać takie bzdury - i czy naprawdę widzi w tym szansę wykazania się przed wybranką swojego serca, czy też swoich oczu, jak kto woli. Kiedy rozmowa zbacza na nieco poważniejsze tory, mimowolnie zaciskam palce na brzegu burty, czując pod nimi cierpki dotyk drewna.
- Tak. Chyba tak, nie do końca to pamiętam. Ale nie rozpaczałem nad ewentualną stratą, przynajmniej nie bardzo - mówię, zupełnie obojętnym tonem.
Moje życie to bagno. Może lepiej byłoby zginąć wtedy, zostać pochłoniętym przez szerokie ramiona morskich toni, utonąć, na zawsze stać się częścią oceanu. Prądy morskie były przecież zawsze wolne - nie podlegały niczyim kaprysom, ani tym żeglarzy, ani nawet szlachciców. Wobec morza każdy był równy, na statku królował kapitan. I galeony w kieszeni czy tytuły przed nazwiskiem tego nie zmieniały.
- W moim przypadku z pewnością - potwierdzam, jakoby nie mając zbyt wiele do ukrycia.
Bardziej wstydzę się obecnego siebie, niż tego sprzed lat. On jeszcze tak mało wiedział, tak mało widział… Czasem chciałbym cofnąć czas.
- Przypominam sobie inne rzeczy - dodaję drażniącym tonem.
Ból, powroty, niedojrzałość - wszystko to powoli traciło sens. Czy dorosłość musiała boleć? Chyba nie każdego. Lecz kiedyś przychodziły momenty boleści, dotykały niemal każdego, choć mam wrażenie, że niektórym udawało się od nich uciec.
- Wszystkie powroty są bolesne - ucinam krótko, nie chcąc kontynuować tematu.
Nie widzę ku temu sensu. Wywołuje jedynie cierpienie i negatywne emocje, a ja chcę jeszcze choć przez chwilę cieszyć się uciekającym dniem spędzonym z Tobą.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   11.06.17 22:58

Podkoloryzowana opowieść Alastaira wywołała na jej twarzy lekki uśmiech, jednocześnie zadowolony i kpiący. W sarkastycznych głoskach, ulatujących spomiędzy wąskich warg mężczyzny, wyczytywała coś więcej, niż ironię: gdzieś czaiła się czysta gorycz, przebłyskująca w pobieżnej wesołości. I chociaż dzielił się z nią pogardą dla owych bzdur, płynnie wchodząc w konwencję kpin z męskiej zdolności do budowania pomników dla własnego ego, to nawet w tak niezobowiązującej chwili zdawał się poważny. Rozgoryczony. Gdzieś umknęła dawna niefrasobliwość, żywiołowość czająca się w skrzących, zielonych oczach. Deirdre widziała to wszystko dokładnie, śledząc drobne zmiany na przystojnej twarzy: znała go przecież od lat, widziała czoło zmarszczone w niezadowoleniu, słyszała szczery śmiech, była świadkiem jadu sączącego się w cedzonych przez zaciśnięte zęby zdaniach. Daleka podróż, jaką niedawno odbył Alastair, wcale nie przywróciła go Wielkiej Brytanii lepszym, naładowanym pozytywną energią. Wątpiła, by owa depresyjna nonszalancja była wynikiem tęsknoty za ojczyzną i nostalgią za domem, Nott cenił przecież wolność. Dlaczego więc wrócił? I dlaczego wrócił tak obciążony?
Na pierwszy rzut oka nie było to widoczne, prezentował się doskonale jak zawsze; przed chwilą zabawiał ją lśniącą od żartów rozmową, pewnie prowadząc w wymagającym tańcu wśród duchów. Dopiero w chwili odpoczynku, z dala od głośnej muzyki, w promieniach zachodzącego słońca, rozczulająco barwiącego kosmyki jego jasnych włosów na pudrowy róż, zdawał się powoli odsłaniać niezbyt dobry humor. Słuchała go uważnie, nie oceniając, jedynie: obserwując.
- Biedny lord Burke - skomentowała jedynie, wyobrażając sobie niezdarnego Quentina na statku. Ta urocza wizja nie odciągnęła jej jednak od poważniejszych myśli; powoli, swobodnym gestem, przesunęła bladą dłoń na przedramię mężczyzny, dotykając go lekko. Bez matczynego pocieszycielstwa, bez łzawych oczu: raczej machinalne dodanie otuchy, pewne porozumienie. - Chyba za dużo z nim przebywasz - zrobiłeś się podobnie ponury - zauważyła lekko, z łatwością wyczuwając pewne podobieństwa, zwłaszcza w straceńczej obojętności, z jaką dzielił się dość przygnębiającymi wyznaniami. Podobna słabość nieco ją odrzucała, niepokoiła - w tych czasach depresyjne skłonności niezbyt sprzyjały pozostaniu przy zdrowych zmysłach: i władzy.
Zaśmiała się lekko na prowokujące przypomnienie: największe szaleństwa zawsze ją omijały. Była nudnym dzieckiem, nudną dziewczynką i nudną nastolatką, zawsze postępującą zgodnie z regulaminami, niewychylającą się, poświęconą nauce. Dawna Deirdre nie poznałaby tej obecnej, wypełnionej czarną mocą, mrocznymi pragnieniami, namiętnościami wykraczającymi poza wszelkie ustalone granice. Korzystała jednak ze swej młodszej wersji, będącej doskonałą maską, kryjącą jej nową, prawdziwą tożsamość.
- Alastairze, nie poznaję cię - powiedziała odrobinę karcąco; mogła przytakiwać i doszukiwać się słabszych stron jego charakteru, ale wolała zadziałać inaczej. - Nie wiem, czy to szalona przygoda z Merlinem tak na ciebie wpłynęła, ale powinieneś wypić kilka szklanek Toujours, porwać do tańca piękną dziewczynę i wziąć świat w swoje ręce - dodała stanowczo a lekki uśmiech błąkał się po jej pełnych, bladych wargach. - Smętne i tęskne nastroje pozostaw poetom. Ty jesteś człowiekiem czynu, polityki i pasji - uścisnęła mocniej jego przedramię, odejmując po chwili rękę, by nie przekraczać granicy przyzwoitości, jaka powinna dzielić pannę znikąd i przedstawiciela szlacheckiego rodu.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   14.06.17 18:38

Moja opowieść to tylko wymysł kilku minut, głupia drwina, jestem jednak pewien, że znaleźliby się mężczyźni, którzy i jej mogliby użyć. Każdej głupoty - każdej bzdurnej, wyssanej z palca historii. Mówi się, że to kobiety są mniej inteligentne, jednak w świetle takich zdarzeń to stwierdzenie wydaje się nie tylko błędne, co irracjonalne. Zresztą ja już dawno nauczyłem się by nie lekceważyć kobiet - moją ciotką była bowiem lady Adelaide Nott, bardziej przebiegła, bardziej chytra, bardziej inteligentna niż większość mężczyzn jakich poznałem. Jeśli właściwie nie najbardziej. Radość i beztroska umknęły mi gdzieś już dawno, wraz z mijającymi latami. Nuta goryczy pozostała w głosie po wielu doświadczonych tragediach. Także tej niedawnej - bo czym innym był rychle zbliżający się ślub jeśli nie tragedią? Chyba, że komedią, komedią pełną ironii i drwiny. Ze mnie, rzecz jasna. Moje podróże stale uczyły, ale nie tylko - przypominały mi o tym, co czeka mnie w domu. Strach. Upokorzenie. Złość. Porażki, tragedie - idealnie wpisane w londyńskie ulewne deszcze. Gdybym mógł nigdy bym nie wracał. Nigdzie. Wciąż w podróży, wieczny wędrowiec, a jednak nie zgubiony. Zgubiony teraz, nie kiedy wędruje.
- Do dziś rozmasowuje bark maściami od uzdrowicieli - rzucam z kąśliwym uśmiechem.
Prycham bezceremonialnie, gdy słyszę porównanie mnie i mojego kuzyna. Kocham go i w sumie nie mam nic przeciwko temu - wydaje się zresztą szczęśliwszy w życiu niż ja. To musi z kolei oznaczać, że jest ze mną naprawdę źle.
- Obawiam się, że to nie jego wina - rzucam szybko i cicho, krótko urywając temat.
Nie będziemy go ciągnąć. Nie teraz - nie chcę dręczyć się w momentach w których mam szansę na ucieknięcie od zmartwień choć na kilka godzin. A jednak wszyscy mają tendencję do przywoływania właśnie tego co bolesne. Nie ułatwiasz sprawy: ciągniesz temat. Wszyscy zawsze ciągną temat. Niestety.
Sam siebie nie poznaję, Deirdre - mówię, jednak nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi.
Z tym faktem pogodziłem się już bardzo dawno temu. W odbiciu lustrzanym widzę twarz której nie znam, twarz zupełnie obcego człowieka.
- Oczywiście, zrzuć całą winę na Merlina. Wiesz, że potwory morskie też mają uczucia? - pytam, niemal oburzony.
Biedny Merlin. Taki niezrozumiany, taki poszkodowany, tak niepasujący do swojego otoczenia. Kogoś mi przypomina - Merlin jednak nie istnieje. Kiedy on zniknie nie ma już fantazji, nie ma heroicznych historii. Jestem tylko ja.
- Nie lubię Toujours - wyznaję szczerze, choć przez ostatni miesiąc miałem ochotę picia tego trunku zbyt wiele razy. - I zaskoczę Cię, ale w przeciągu ostatnich kilku tygodni uprzejmość zmusiła mnie do wypicia tego trunku zbyt wiele razy. Mam już szczerze dość. Nie lubię też tańczyć. Kiedy byłem młody matka zawsze była zawiedziona, że deptam damom po nogach.
To właśnie ja, ja szukający dziury w całym. Bo przecież wiem, że nie o to chodzi.
- Świat nie jest w moich rękach, ani w niczyich. Widzisz, może powinienem zostać artystą. To nie byłby nawet taki głupi pomysł, ale obawiam się, że malarz i poeta ze mnie tragiczny - może aktor, żyjący setką innych żyć.
Choć aktorzy w swojej grze odnajdywali siebie. Ja nie potrafiłem. Swoją drogą, polityki na wiele sposobów też nie lubiłem. Trzymała mnie bezustannie przy sobie, a jednak czułem, że jest w moim życiu wymuszona. To prawda, gdybym miał wybór i tak mógłbym zwrócić się w tą stronę. Lecz wybór a mus to dwie różne rzeczy i dzieli ich ogromna granica niechęci.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   14.06.17 21:51

Krótkie prychnięcie wcale nie podważyło jej spostrzeżeń - skwitowała je jedynie krótkim uśmiechem, mimowolnie nakładając na siebie obraz Quentina i Alastaira. Drugiego znała zdecydowanie lepiej, mogąc nawet zaryzykować uznanie go za pewien rodzaj przyjaciela, lecz i tak potrafiła wskazać wiele podobieństw pomiędzy mężczyznami; podobieństw aktywujących się zwłaszcza po powrocie Notta do Wielkiej Brytanii. Chmurne spojrzenie, nie niosące gniewu a czystą niechęć. Introwertyczne usposobienie, odpychające ewentualnych konkurentów o uwagę szlachcica. Zaciśnięte usta, nie zachęcające do rozpoczęcia błahej konwersacji. I oczy: lśniące, żywe, inteligentne, ale przesłonięte szarą membraną, uniemożliwiającą wniknięcie do środka i odczytanie myśli. Zapewne niewesołych; nawet postura Alastaira nieco się zmieniła i chociaż z pewnością nie nie garbił - arystokratyczne wychowanie nigdy by na to nie pozwoliło - to emanował mniejszą energią niż wtedy, gdy poznali się po raz pierwszy, prawie od razu wyczuwając porozumienie pracowitych, nieco sarkastycznych dusz.
Obecnie nieco potępionych, choć z ich dwójki to on wyglądał na przygaszonego, spętanego irytacją na swój los. Kolejne podobieństwo, tym razem do Wynonny, niechętnie wyglądającej czekającej ją przyszłości: młodzi przedstawiciele szlachty wydawali się coraz bardziej nieszczęśliwi. W Deirdre wywoływało to pewne rozbawienie; nie załamywała rąk, nie wydawała osądów, po prostu obserwując niezadowolone twarze bliskich. Toczących swoje prywatne boje, z jej perspektywy zupełnie nieistotne. Mimo to, lubiła spędzać z nimi czas. Czuła się normalniej, powracała do dawno zapomnianej równowagi, przypominała sobie normalne relacje, niespływające krwią, pozbawione bólu i strachu. Przynosiły ulgę i jednocześnie pokazywały, jak bardzo się zmieniła - niezauważalnie dla tych, którzy krążyli wokół niej od lat.
Zaśmiała się lekko, na chwilę odrywając się od swych myśli. Z przyjemnością usłyszała ten dźwięk - perfekcyjnie odegrana symfonia, żadnej fałszywej nuty. - Zupełnie nie znam się na morskich potworach - przyznała szczerze, nawet w sztucznym, ironicznym oburzeniu wyczuwając niechętne nuty. - Jesteś dobrym tancerzem. Nigdy nie połamałeś mi palców, nawet wśród hulaszczych duchów - sprostowała łagodnie; Alastair nie należał do tancerzy idealnych, ale prowadził pewnie i nie musiała kłopotać się podeptanym obuwiem albo niespodziewanym zderzeniem  z podłogą. Chwilowe odejście od poważniejszych tematów musiało się jednak skończyć i ponownie powrócili, delikatnym łukiem, do punktu wyjścia: chmurnego i niezadowolonego. Spokój kołyszącego się na wodzie statku był złudny, dalej otaczała ich rozchichotana młodzież, ale w kontraście do nich Nott prezentował się tym pochmurniej. - Zawsze możesz spróbować swoich sił w starciu z kapryśną kochanką, weną - zasugerowała, hamując wywrócenie oczami. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co posiadał, co mógł osiągnąć: mężczyzna, szlachcic, z koneksjami i bogactwem. Sama musiała wyszarpywać kawałek po kawałku to, co Alastair otrzymał na złotej tacy. Nie, nie płakała nad swoim losem, raczej czuła pewne zażenowanie, widząc jak dary, które otrzymał, ulegają zmarnowaniu. Przez...depresyjne nastawienie? Pokręciła lekko głową, krytycznie - miała nadzieję, że to chwilowa niedyspozycja i że Alastair nie popadnie w artystyczne szaleństwo, tak jak niegdyś Apollinare. Sauveterre wydawał się jednak, wbrew pozorom, pewniej stąpać po ziemi niż nękany niechęcią do rzeczywistości Nott.
- Mogę zostać twoją muzą. Motywującą do zaprzestania smętnych dywagacji - zakończyła dość stanowczo, powstając z ławki. Upewniła się, że ciepły materiał marynarki pozostaje na jej ramionach, po czym zerknęła wyczekująco na blondyna, przekręcając lekko głowę. - Chodź. Przekonamy się, czy faktycznie ukryliśmy w sobie jeszcze odrobinę niedojrzałości - zdecydowała, zerkając na wejście pod pokład. Wzdrygała się przed tą głupiutką rozrywką, ale ona także potrzebowała inspiracji. Miu już dawno nie miała kontaktu z normalnym życiem, ze śmiechem, z opowiastkami, a każde kłamstwo, nawet najdoskonalsze, potrzebowało ziarna prawdy. Zebranej z zarumienionych policzków, zagryzionych warg i niewinnych gestów rozweselonych panien. Każda okazja była dobrą szansą do nauki i wzbogacenia repertuaru o okruchy rzeczywistości.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wrak Golden Hind   15.06.17 22:11

Kiedy ostatnio Elizabeth powiedziała mi, że się zmieniłem, z ironią w głosie powiedziałem, że jedyne co się we mnie zmieniło to to, że urosłem i mam dłuższe włosy. Jeszcze ledwie miesiąc temu wciąż wzdychałem nad tym jak wszyscy dookoła mnie się zmienili - nie dostrzegając jednak, że najbardziej zmieniłem się ja. Nie, to nie podróże mnie zmieniły. To ten krótki, ledwie kilkusekundowy moment, w którym uświadomiłem sobie, że muszę wracać. I ten ostatni, przeklęty szósty kwietnia - data, którą zapamiętam na zawsze. Początek końca.
Jakże poetycko. Szkoda, że poeta ze mnie mizerny, choć przecież dużo czytam - może jednak nie wierszy. Uznaję je za słabsze, gorsze od epiki, mniej zajmujące, pełne bzdur i fałszywych przemyśleń. Co autor miał na myśli? Może nic nie miał. Może kwiatki stojące w wazonie wcale nie symbolizują przemijania życia. Może to, że bohater ma w salonie czerwone zasłony, wcale nie oznacza, że pragnie wolności. Może po prostu ma czerwone zasłony. To dość gustowny kolor, a może jest Rosierem? Albo innym szlachcicem. Proste rozwiązania są właściwie - nie śmiem sądzić, że to jego miłość z dzieciństwa kochała szkarłaty i teraz firanki wywołują w nim mdlące wspomnienia najsłodszych lat. Firanki, to tylko firanki. Nie życie. Dlatego nie rozumiem poezji. Choć mam wrażenie, że jej rozumienie w zawodzie artysty wcale konieczne nie jest.
Możesz pogardzać tymi, którzy kręcą głową na wystawiane przed nimi złote tace, prawdopodobnie jednak nie rozumiesz. Nikt nie daje nic za darmo, nawet jeśli podstawia coś pod nos - a kosztem wygód jest brak jakichkolwiek wolności, brak własnego zdania. Dla mnie to bardziej kaleczące niż mus harowania i starania się o wszystko. Wolałbym już chyba nawet być biedny, a szczęśliwy, choć nie wiem czy te rzeczy nie są przypadkiem swoimi zaprzeczeniami. Pieniądze szczęścia nie dają, choć, to prawda, mogą je znacznie ułatwić. Lub utrudnić, w zależności od tego skąd pochodzą. Słyszę Twój śmiech, ale odnoszę wrażenie, że jest pusty - nawet jeśli nie brzmi w nim fałszywość, nie dostrzegam też prawdziwej radości. Jedynie krótki przerywnik pośród ciszy.
- Nie jestem dobrym tancerzem. Jestem co najwyżej znośny - mówię, wzruszając ramionami. — Zapiszę to na liście swoich życiowych osiągnięć.
Obracam twarz ku zachodzącemu na horyzoncie słońcu i czuję się znów nie na właściwym miejscu. Najwyraźniej nie mogę zaznać nawet chwili spokoju. Parskam po raz kolejny, słysząc Twoje zachęcenia. Wena jest mi osobą dobrze znaną, wbrew pozorom.
- Z tą panią miałem już swój przelotny romans, jednak nie należał do najszczęśliwszych - kwituję to dość krótko.
Kręcę głową powoli, już kiedy rozpoczynasz kolejne zdanie. Nie o to chodzi. Nie potrzebuję muz, nie potrzebuję pocieszenia. Znajdę je jedynie w zapomnieniu - w zapomnieniu i świętym spokoju.
- Smutek jest podobno rzeczą artystów - dodaję jeszcze, podnosząc się z ławki.
Zgadzam się bez szemrania kiedy ruszamy pod pokład. Duchy i strachy pozwalają na chwilę oderwać się od rzeczywistości, pozwalają mi choć na chwilę odnaleźć ukojenie. Tylko w zapomnieniu. Tylko w wolnych, pustych myślach - nie w mierzeniu się z rzeczywistością. Kiedy w końcu rozstajemy się, wracam do domu, a gwiazdy na niebie starają się migotać pomimo chmur ciemnych i nieprzeniknionych. A jednak w końcu gasną, giną za straszną masą, jakby zwiastując, że lepsze dni wcale nie nadchodzą - wręcz przeciwnie.

z.t x2




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
 

Wrak Golden Hind

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Golden Ticket || Ajra

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17