Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Biblioteka   12.03.16 1:45

Biblioteka

Półki z woluminami rozsiane są po niemal wszystkich komnatach wnętrza wieży astronomicznej; w bibliotece trzymane są raczej stare księgi, w większości cenne, choć niekoniecznie przydatne w codziennej praktyce astronomicznej. Prócz ksiąg w lewym skrzydle biblioteki znajduje się również archiwum, gdzie przechowywana jest cała dokumentacja wieży.
Biblioteka jest otwarta dla czarodziejów z zewnątrz, ciekawych zgromadzonych tutaj białych kruków - ale nie cała, po najcenniejsze z ksiąg sięgać mogą tylko pracownicy.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   22.07.16 14:14

19 stycznia

Gdy był małym dzieciakiem, słyszał o tym miejscu, jednak nigdy tam nie był. Rodzice chyba po prostu nie mieli czasu, żeby ciągać swoje pociechy do osławionej Wieży Astrologów. Zresztą Raiden w początkowych latach swojego życia zobaczył kawałek Anglii i chociaż mało co pamiętał, podróże po okolicach rodzinnego miasta zdawały mu się bardziej bolesne niż przyjemne. Chodząc po znajomych ulicach, owszem cieszył się, że wrócił, ale świadomość, że już nigdy nie przejdzie Pokątnej przy boku matki i ojca napawała go smutkiem. Dlatego poniekąd wizyta w miejscu, gdzie nigdy nie był zdawała się być bardzo cucąca i odświeżająca. Carter mógł oderwać się od zatłoczonego, pełnego wspomnień osób rodziców miasta i skierować kroki tam, gdzie tych obrazów z przeszłości nie było. Na przedmieścia dojechał z pamięci, a dalej kierował się już wskazówkami innych. Chociaż dziwacznie było pytać o to, gdzie stoi największa sosna w okolicy. Gdyby miał brata bliźniaka, ten zapewne roześmiałby mu się w twarz, mówiąc, że taki agent jak on nie może znaleźć wysokiej jak cholera wieży. Na szczęście oszczędzono mu tego zaszczytu. Raiden i tak już miał na pieńku z Sophią. A co konkretniej - to ona traktowała go jak winnego, intruza i przeciwnika. Może i miała trochę racji, a jej nastawienie tylko zwiększało poczucie winy w starszym bracie. W końcu wjechał w jakąś leśną dróżkę, gdzie po niezłej plątaninie wyjechał przy Wieży Astrologów. Do miejsca prowadziła łatwiejsza droga, ale ktoś źle go pokierował. Carter wyłączył silnik samochodu, po czym wepchnął sobie do ust resztę pączka, którego zakupił w jakiejś piekarni niedaleko centrum. Nie był zachwycony wysokością wieży i nie widziało mu się wchodzenie na samą górę. Ale nie miał wyjścia. Wyjął jeszcze rewolwer ze schowka, po czym włożył go do kabury pod płaszczem. Co ciekawe wolał bliskość broni niż różdżki, która również miała swoje miejsce w specjalnym schowku pod lewą połą. Słońce już powoli zachodziło, a na zewnątrz nieprzyjemny chłód. Wchodząc do środka, spodziewał się rozpadających się murów, ale nic podobnego. Idealnie zachowane wnętrze owiało go przyjemnym ciepłem. Kręcąc głową, rozpoczął wspinaczkę, pod koniec której przeklinał pod nosem tych, którzy nie zainstalowali w niej windy. W tym akurat Ameryka była świetna - zmniejszaniu czynności, w których występował zbędny wysiłek fizyczny. Bo mimo że Raiden mógł się pochwalić niezłą sprawnością, miał dosyć. Na szczęście nikt nie widział tego wstydliwego incydentu, bo wieża zdawała się wręcz opuszczona. A gdy dotarł na poziom, gdzie znajdowała się coś a la dyżurka, spytał siedzącą tam starszą panią, gdzie znajdzie lady Inarę Carrow.
- Zapewne w bibliotece, kochaneczku - odpowiedziała śpiewająco, obdarzając go promiennym uśmiechem. Raiden podziękował, a odchodząc zastanawiał się jak ta babuleńka tam wchodzi i nie umiera z wycieńczenia. Wchodząc do wyznaczonej części wieży, nie mógł ukryć zaskoczenia, gdy zobaczył ogrom zgromadzonych tam okazów. Jakiś czarodziej uderzył go, mamrocząc, że stoi w przejściu, więc mężczyzna się przesunął i chciał spytać, gdzie w tym ogromnym miejscu ma znaleźć panią Carrow, ale staruszek zniknął szybciej niż się pojawił, zostawiając pracownika Wiedźmiej Straży samemu sobie.
- Świetnie - mruknął pod nosem Carter, rozglądając się dookoła. Biblioteka wyglądała na pustą.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Biblioteka   24.07.16 13:47

Przez ostatni czas spędzała w bibliotekach więcej czasu niż podejrzewała. Chociaż - ta należąca do Wieży Astrologicznej różniła się od dostępnych w innych miejscach. Panował w niej ten sam lekko duszący zapcha zamkniętych książek, unosił się podobny pył, tak śmiesznie błyszczący, gdy na pojedynczą drobinę padał zagubiony promyk słońca z wysokich okien przy suficie. Różnica polegała w czymś zupełnie innym, na aurze, jaka przepełniała pomieszczenie, którą czuło się pod palcami, gdy dotykało brzegów pergaminów, z mrowiącym impulsie, gdy opuszkiem palca wodziła po stronicach pożółkłych od czasu. Czasami nawet skojarzenie przynosiło ludzką twarz, zupełnie jakby czytała za pomocą dłoni, wyciągając coś z książki, zanim pierwsze wyrazy ułożyły się w zdania. I sens.
Możliwe, że wszystko to było tylko wymysłem byt rozbudowanej wyobraźni, kształtującej na nowo obrazy, których doświadczała. A jednak odbicie tych kreśleń można było dostrzec w twarzy alchemiczki, gdy kierowała spojrzenie na przemykajcie wąskimi przejściami sylwetki, które mogły ją uznać za dziwną, biblioteczną nimfę, akurat objawiającą swoje jestestwo. Albo było odwrotnie. To czarnowłosa uświadamiała sobie obecność inną, niż jej własną i odmienną niż oferowaną przez grube tomiszcza szepczących ksiąg.
Mężczyznę zauważyła, a właściwie usłyszała już w chwili stawiania na schodach ciężkich kroków. Nie było w tym nic dziwnego, chociaż odgłos zdawał się bardziej rozchodzący, pewnie bijący ciszę, która zalegała ospała w zakamarkach wieży. Mężczyzna musiał być pełen werwy, niekreślonej siły, która dźwięczała właśnie w sposobie chodzenia.
Nie wychylała się zza książkowej półki, przy której stała od dłuższego czasu, przypominając powoli, że ścierpnął jej stopy od nieruchomej pozycji. Tylko dłonie wciąż wartko sunęły po kolejnych wersach przeglądanej pozycji. Słuchała przez kilka uderzeń serca, jak nieznajomy przekroczył próg bibliotecznego wejścia, jak zatrzymuje się i głos. Kącik ust drgnął, gdy zamknęła trzymaną w dłoniach książkę i wsunęła ją między cienkie, pachnące atramentem pergaminy.
Odwróciła się na pięcia, powoli przestępując w pobliże wylotu książkowego korytarzyka. Czułą mrowienie krwi, pobudzonej przez ruch do krążenia. Zatrzymała się na granicy szukając wzrokiem właściciela głosu i stanowczych kroków.
- Pustka jest pozorna - odezwała się, gdy wzrok padł na wysoką, dobrze zbudowaną sylwetkę u wejścia. Chyba przyzwyczaiła się, że do spotykanych mężczyzn musiała lekko zadzierać głowę. Nie dostrzegła innej osoby, która wyglądałaby na poszukującego, dlatego podejrzewała (trafnie, jak się miało okazać), że taksowała spojrzeniem autora enigmatycznego listu, który dostała zaledwie wczoraj - Rozumiem, że pan Carter? - przeszła kolejnych kilka kroków, ujawniając już w pełni swoją sylwetkę. nazwisko znała, chociaż pod zupełnie inną postacią. Frank nie wspominał nigdy o rodzinie w Londynie, ale - któż mógł wiedzieć, że jest inaczej? Alchemik nigdy nie należał do rozmownych.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 26.07.16 20:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   24.07.16 17:04

Raiden przeczytał wiele książek, jednak na pewno o wiele za mało niż by chciał on lub jego matka. Dopóki jeszcze żyła. Patrząc na te wszystkie egzemplarze przypominał sobie jak bardzo kochała powieści. Czasem ojciec musiał ją wręcz od nich odciągać, by w końcu skupiła się na żywych ludziach, a nie tych wymyślonych, odgrywających rolę na kartkach papieru. Tak. Na pewno poczułaby się tutaj jak w raju. Szkoda tylko, że Carter znalazł się w tym miejscu przez jej śmierć. Śmierć, która przypadkowa nie była. A przynajmniej on w to wierzył i zamierzał tego dowieść za wszelką cenę. Nie miał pojęcia jak patrzyła na to Sophia, jednak na razie wolał nie wchodzić jej w drogę. Spotkanie z Cillianem nieco go podbudowało, ale nie uspokoiło. Czy rodzona siostra miała zamiar wciąż uznawać go za obcego w chwili, w której powinni się zjednoczyć? Tego nie wiedział. A przynajmniej na razie. Jak widać powrót do rodzinnej Anglii nie był pasmem sukcesów i szczęścia, którego od niego oczekiwano. Po raz kolejny zawiódł najbliższych w najmocniejszy ze wszystkich sposobów. Może dzięki rozwiązaniu tej sprawy miał zaznać spokoju, pojednania z Sophią i... Przebaczenia ze strony nieżyjących już rodziców? Nie wiedział skąd, ale przeczuwał, że wciąż gdzieś tam byli i na niego patrzyli. Zaraz jednak pokręcił głową, chcąc wyrzucić te głupie, prostackie myśli. Nie wierzył w niebo, a już na pewno nie w te bzdety o tym, że bliscy zawsze są blisko serca członków swoich rodzin.
Na dźwięk nowego głosu w tym potencjalnym pustym miejscu, podniósł głowę, szukając jego źródła. Gdy jego spojrzenie padło na drobną sylwetkę, niemal dziecięcej młodej kobiety, zdjął kapelusz, po czym wyszedł jej na spotkanie.
- Tak. Raiden Carter - odpowiedział, wyciągając dłoń w stronę szatynki. Patrzył na nią przez moment z dziwnym zaskoczeniem i z lekkim uśmiechem. - Lady Inara Carrow jak sądzę. Proszę mi wybaczyć, ale... Nie spodziewałem się, że będzie pani tak młoda.
Z opisu którego dostał, spodziewał się doświadczonej czarownicy po sześćdziesiątce przesiadującej całymi dniami nad herbatą i plotkującą z przyjaciółkami o zdecydowanie młodszych od siebie gentlemanach. To miłe zaskoczenie samoistnie spowodowało, że kąciki jego ust się podniosły. Skinął jej głową, po czym od razu przeszedł do sedna:
- Mam nadzieję, że nie uraziłem pani poprzez tę bezpośredniość w liście.
Poprzez lata w Ameryce wyzbył się zwracania do kobiet z pewną dozą dystansu. Wcześniej nie miał z tym problemów, ale jak widać nowy kontynent był zupełnie otwarty na każdą znajomość, a brak określonych zasad przyzwyczaił go do ich pomijania w rodzinnym kraju. Nie chciał wychodzić jednak na prostaka, ale cóż... Nie od niego zależało jak młoda kobieta zareaguje na jego słowa.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Biblioteka   26.07.16 22:25

W książkach rzeczywiście można było znaleźć coś magicznego, różnego od talentu płynącego w żyłach czarodziei. I lubiła czytać, zatapiając się kolejnych wersach, tłoczących cię w stronę pisanej historii. Ale Inara wolała słuchać. Opowieści płynące z ust ojca, były pierwszymi, które tak ukochała. Może dlatego dużo łatwiej było jej w szkole trwać na zajęciach. Uczyła się szybciej, gdy mogła usłyszeć wiedzę, którą chciała zdobyć. Dlatego często czytała na głos, chociaż tu w bibliotece zachowywała ciszę, przynajmniej pozorną. W jej głowie nawet znajdowały się uporczywie spychane w zakamarki myśli rozbiegane, chaotyczne i nieuporządkowane. I dopóki nie umiała się z nimi uporać, musiała skupiać się na zajęciach i spotkaniach, które jasno spychały ją na właściwe tory. A przynajmniej takie, które pozwalały rozluźnić przeciążone myśli.
Z ciekawością przyglądała się mężczyźnie, który pojawił się w Bibliotece. Pomyślała nawet, że czuje się trochę jak wiedźma z opowieści mugolskiej, siedzącej w Wieży i przyjmującej rycerzy szukających wiedzy. Co prawda, alchemiczka nie mieszkała tutaj, a opis czarownic zawsze wskazywał na niewdzięczne staruchy, ale Raiden spokojnie mógłby uchodzić za rycerza. W zawadiackim kapeluszu, z postawną sylwetką, w płaszczu i odległym spojrzeniem, zupełnie, jakby przepatrywał na wskroś. Nawet magię.
Możliwe, że było to tylko wrażenie, ale często kierowała się skojarzeniami, które - zależnie od znajomości - gromadziły się, rysując coraz mocniej obraz, niby wielowarstwowy pejzaż...chociaż dotyczył żywego portretu, który właśnie zsuwał kapelusz i wyciągnął rękę. Przez moment zawiesiła swoją dłoń, nie do końca będąc pewną, co chciał zrobić. Ale wystarczyło przypomnieć sobie kilka podstawowych mugolskich zasad. Przynajmniej tak jej się wydawało. W geście powitania dla nieznanych osób po prostu kiwała głową, dotyk był dla niej sposobem wyrażenia głębszej relacji. Mimo to wyciągnęła palce, pozwalając mężczyźnie na uścisk. Możliwe, że powinna była czuć lekkie zakłopotanie ze swojej niewiedzy, ale ukryła je pod uśmiechem.
- Miło mi poznać, panie Carter - tym razem lekko pochyliła głowę, poprawiając się w powitaniu. Z warg nie schodzi rozbawienie, które błysnęło na moment przed słowami Raidena - Wiek też może być tylko pozorem. I proszę się nie przejmować, przyzwyczaiłam się do podobnych ocen - skwitowała, przestępując krok do tyłu. Miał ciekawy uśmiech. Lekki, nienacechowany ukrytą iluzją, w dodatku przystojny i autentycznie szczery. A to bardzo ceniła w ludziach.
Zerknęła na opuszczony przed chwilą korytarzy książek. Nie bez przyczyny wybierała tę bibliotekę na spotkanie. Tuż przy jednym z bocznych okien była wnęka ze stolikiem, przy którym można było spokojnie porozmawiać, albo poczytać.
- Nie napisał pan niczego, co mogłoby mnie urazić. Proszę mówić, a ja poprowadzę... - odwróciła się, by zniknąć między półkami - Mam nadzieję, że będę pomocna, chociaż liczę, że wytłumaczy mi pan dokładnie, czego oczekuje w kwestii wspomnianego zagadnienia? - zatrzymała się przy wysokim parapecie, o który się oparła mijając tak prosty stolik, jak i dwa fotele. Stanęła plecami do okna, czując jak zimowe promienie grzeją i rozświetlają rozpuszczone włosy. Czekała na pytanie, które czarodziej miał zadać. Intrygowało ją tym mocniej, że miało być związane z lykantropią, która stała się od jakiegoś czasu jej centrum. Przynajmniej tym naukowym.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 27.07.16 14:36, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   27.07.16 10:01

Rycerzem raczej nie był, chociaż z przyjemnością złapałby za jakiś miecz i sieknął nim w tego, kto był odpowiedzialny za jego tak... Spektakularny powrót do Londynu. Chociaż dziewczyna przed nim na pewno z łatwością uchodziłaby nie za czarownicę a księżniczkę. Ale nie wyglądała na tą, którą trzeba byłoby ratować. Dobrze czuła się w swojej wieży wypełnionej książkami. Mimo to Raiden z chęcią, by ją stąd zabrał i zaprowadził do teatru. Ale na pewno nie takiego, gdzie wszystko brano na poważnie. Czy zaszkodziłaby jej chwila rozrywki pełnej śpiewu grupy wokalnej i pianina? Albo nawet gitary i saksofonu? Szkoda, że szlachta często odrzucała te proste, ale miłe przyjemności. Więc wychodziło, że bardziej pasował do roli złego smoka? Na pewno z perspektywy swojej siostry...
Zauważył jej wahanie przy tym jak wyciągnął do niej dłoń. W Ameryce nawet szlachcice nie przykładali do tych zasad szczególnej uwagi, ale jednak Anglia była starą Anglią. Tutaj głównie opierano się na tradycji. Czy miał wycofać dłoń? Nie widział takiej potrzeby. Szczególnie że młoda kobieta w końcu nieśmiało wyciągnęła w jego stronę swoją w charakterystyczny dla dam sposób. Wyglądało to z jego perspektywy jakby zaraz miał paść na kolana i się jej oświadczać. Uśmiechnął się z tego powodu jeszcze szerzej, ale ujął jej dłoń i lekko uniósł w górę. Potrząsanie nią na prawo i lewo chyba nie byłoby w dobrym guście. Szczególnie że uważne spojrzenie ciemnoorzechowych oczu obserwowało go dość uważnie. Nie uszło to jego uwadze, ale w jakiś sposób również i połechtało jego ego. Zresztą sam z przyjemnością obserwował swoją towarzyszkę. A już się spodziewał starej kobiety z brodawkami na nosie...
- Po miejscach, gdzie bywałem i to co widziałem tutaj jest prawdziwy raj - odpowiedział, podnosząc głowę i jeszcze raz patrząc na wysoki sufit i upchane wszędzie książki. Zaraz jednak wrócił spojrzeniem do lady Inary i dodał:
- Minus schody.
Zaraz jednak podążył za nią w kierunku stolika i dwóch foteli, które na pewno były lepszym miejscem do dyskusji, którą mieli przeprowadzić niż wejście do biblioteki. Na chwilę zniknęła mu z oczu, ale słyszał jej głos unoszący się ponad wysokimi półkami i zaułkami, więc szedł jego śladem. Wychodząc zza regału, dotarli na miejsce, gdzie Carter od razu odłożył kapelusz na mały stolik i zdjął płaszcz, przewieszając go przez oparcie fotela. Nie usiadł jednak, czekając, aż dama zrobi to pierwsza. Nie był przecież jakimś dzikusem, chociaż wielu brało go za tępego. Całe szczęście, że nie wszyscy.
- Badam pewną sprawę, w którą mógł być zamieszany wilkołak - zaczął bez dalszych wstępów. - Całe miejsce zdarzenia wskazuje na jego obecność i atak, jednak jest coś co wzbudziło moje wątpliwości. Ciała... - urwał na moment, ale zaraz kontynuował:
- Ciała ofiar były zmasakrowane, jednak nic innego nie zostało uszkodzone. Samochód był cały podobnie jak okolica nie wskazywała na obecność żadnego osobnika z wilkołaków. I stąd nasuwa się moje pytanie - czy likantropi mogą być świadomi swoich działań? Byłem brygadzistą i widziałem wiele takich przypadków, ale zawsze, zawsze były ślady poza samymi poszkodowanymi.
Spojrzał wyczekująco na kobietę, ale już bez uśmiechu. To było dla niego ważne. Musiał wykluczyć wszelkie możliwości. I miał nadzieję, że lady Carrow mu w tym pomoże.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 03.08.16 13:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Biblioteka   01.08.16 21:23

O spektakularność powrotu Inary nie było mowy. Wiedziała, że nie uniknie przybycia do Londynu. Wcześniej czy później nestorzy mieli upomnieć się o nią i nie minęło wiele czasu, jak otrzymała kategoryczny list, w którym nie było miejsca na odmowę. Tylko dziś, z perspektywy tych kilku miesięcy, prawie zapomniała co znaczyło żyć poza Brytanią, podróżować w miejsca, które nie wymagały od niej szlacheckich obyczajów, chociaż te wciąż były w niej dostrzegalne. Była w końcu damą, a wyuczone w dzieciństwie nawyki, chociaż przygaszone przez jej żywą naturę - nadal wyznaczały ścieżkę, którą podążała. Nawet pośród bibliotecznych korytarzy, gdy prowadziła badania, czy pędząc przez ośnieżone pola na grzbiecie aetonata. Mogła zaprzeczać i się wypierać niektórych zwyczajów, ale - nadal była arystokratką, z wyobraźnią artystki, miłością do alchemii i wiarą, która kazała jej patrzeć na spotykanych ludzi głębiej, przekraczając wyznaczane granice źrenic. Tak, jak to czyniła teraz, przyglądając się mężczyźnie dłużej niż wymagała tego etykieta.
A wieże...Inara zapewne śmiała by się głośno, gdyby dane było jej myśli Raidena. ostatnio, coś często padał temat wież, smoków i zamykanych w nich dam. A panna Carrow cierpliwie umykała próbom zatrzaśnięcia jej za drzwiami jakiegokolwiek zamkniętego pomieszczenia. Nie umiała żyć w klatce, ale obserwujący ją mężczyzna, zdawał się - nieświadomie to rozumieć.
Uścisk miał pewny i silny, ale wykazał się delikatnością, której brakowało niektórym. Odwzajemniła uśmiech, wyczuwając, że jednak zbytnio nie pomyliła się w swojej ocenie co do uścisku dłoni.
- Schody są najlepsze - mówiła, wędrując już do wyznaczonego celu, odwracając się raz przez ramię - szczególnie jeśli zna się jego tajemnicę - zaśmiała się cicho, mijając kolejne półki, finalnie czekając  na mężczyznę pod oknem. Miała ochotę zostać, oparta o kolorową szybę, upatrując ciepła w nikłych promieniach popołudniowego słońca. Dopiero gdy dostrzegła Cartera stojącego twardo pod ścianą, odepchnęła się od parapetu, by usiąść miękko przy jednym z foteli, wsłuchując sie po drodze, w wypowiadane słowa. Przygryzła wargę, gdy zrozumiała przekazywaną treść. Musiała się zastanowić - Wilkołaki zawsze pozostawiają po sobie wiele śladów - zaczęła powoli, w zamyśleniu przysuwając do warg wskazujący palec - i ciężko pomylić miejsca....ich bytności z czymkolwiek innym - potwierdziła, zatrzymując jednak dalszą ocenę. Zmarszczyła brwi analizując kolejne informacje - Jest pan pewien, że nic więcej nie zostało zniszczone? Może ma pan zdjęcia? - przesunęła wolną dłoń na oparcie fotela, bębniąc o jego brzeg palcami - To, czym kierują się wilkołaki podczas...ataku, to instynkt - przyglądała się mężczyźnie, zastanawiając się przelotnie, kim jest teraz, zajmując się podobną sprawą - Jest na tyle silnym mechanizmem, że opanowuje całkowicie ludzki umysł, który zdolny byłby do świadomych decyzji. Gdyby więc lykatropi potrafili zapanować nad swoją ..naturą. Nie mielibyśmy z nimi większego kłopotu. W większości przypadków, wilkołakiem stają się z przypadku, dlatego nieliczna grupa czerpie z tego ...korzyści? Jeśli można o takowych mówić. Znaczna większość nie pamięta nawet  czasu przemiany, pozostali wychwytują niejasne przebłyski wypełnione krwią i agresją. Jeśli już atakują, a mówi pan o..samochodach - wymówiła ostatnie słowo właściwie, pamiętając jak kiedyś tłumaczono jej różnicę między pojazdem a magicznym zwierzęciem. Nie za wiele zrozumiała, ale pojęła na pewno, że nie było to dzikie stworzenie obdarzone rozumem (jak wielu czarodziei myślało) - zniszczenia obejmowałyby większy obszar. To klątwa, której ciężko sie oprzeć - dodała, zdejmując w końcu palce ze swoich ust - A mogę wiedzieć, czemu zajmuje się pan tą sprawą? - mogła nie pytać, chociaż słowa zatańczyły na języku szybciej. Skoro jednak obiecała pomoc, mogła liczyć na wskazówki? I na jej twarzy brakło uśmiechu, z wyczekującą powagą zatrzymując się w zielonych źrenicach Cartera.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   03.08.16 16:37

- Zdecydowanie wolę, jeśli takowe mają zdecydowanie mniej stopni od tych prowadzących na wieżę - pozwolił sobie się nie zgodzić ze swoją rozmówczynią. - Ktoś by pomyślał, że próbujecie tutaj człowieka zamordować tym wchodzeniem, a wtedy musiałbym się tutaj pojawić w mniej przyjaznych okolicznościach - dodał, nadając swojej wypowiedzi poważnego wydźwięku, chociaż z jego twarzy nie schodził uśmiech. Fakt, że ostatnio nie miał okazji, by specjalnie często się uśmiechać. Jedynie krótkie spotkania z Cillianem zapewniały mu chwilę oddechu, chociaż on również interesował się sprawą morderstwa Williama i Marlene. Tak naprawdę jedynie momenty, gdy mógł pobyć z synem najlepszego przyjaciela i się z nim pobawić pozwalały na kompletne oderwanie się od wyrzutów sumienia. Może dlatego zdawały się tak szybko uciekać mu przez palce... Nie był mile widziany nigdzie indziej tylko w domu państwa Moody'ch, którzy zaczęli stanowić dla niego nową rodzinę. Spotkanie z kuzynkami również nie przyniosło mu ukojenia, po zdecydowanym odrzuceniu przez Sophię. Podświadomie zdawał sobie sprawę z tego, że jego własna siostra obwinia go za tragedię, która ich dotknęła. Lepiej, żebyś w ogóle nie wracał.
- Zdaję sobie z tego sprawę w stu procentach - odpowiedział, kiwając lekko głową na jej słowa. - W pracy brygadzisty miałem ciągle do czynienia z dziećmi księżyca i nigdy nie widziałem tak sterylnego miejsca zbrodni. Sądzę, że nikt przy zdrowych zmysłach i znający nieco ten temat nie powiedziałby, że to normalne.
Raiden zatrzymał nieco dłużej kontakt wzrokowy z lady Carrow, wiedząc, że oboje zdawali sobie z tego świetnie sprawę. Mimo to Ministerstwo zamknęło owo śledztwo, chociaż dowodów było aż nadto.
- Do sprawy doszło przed moim powrotem, ale odwiedziłem miejsce zbrodni i dodatkowo sfotografowałem okolicę. Nigdzie nie było żadnych śladów bytności tych stworzeń. Mam jednak odbitki zaraz po odkryciu ciał - powiedział i bez owijania w bawełnę wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki szarą kopertę i rozłożył jej zawartość na stoliku przed młodą kobietą zupełnie jak krupier talię kart. Pomimo tego że były czarno-białe dalej robiły wrażenie. Szczególnie gdy to rozrzucone mięso było kimś bliskim. Ale Carterowi nie poruszył się nawet najmniejszy mięsień mimiczny, gdy na nie patrzył. - Tutaj powinny być jakieś ślady pazurów lub cokolwiek - powiedział od razu, wskazując na fotografię, na której widać było wywrócony, zdewastowany samochód z wystającą ze środka ręką. Mówił o karoserii. - Instynkt to silne poczucie, jednak nie wiem czy ktoś mógłby tak bestialsko upozorować morderstwo bez ich udziału. Widzi więc pani do czego zmierzam...
Próbował wyobrazić sobie człowieka rozrywającego ciała. Wiedział, że były tam ślady zębów. Podobno wilkołaczych, ale odmówiono mu dostępu do tych informacji. Ale nie na długo.
- Zdaję sobie z tego sprawę - podsumował jej słowa. - Chodzi mi konkretnie o takową możliwość...
Był uparty. Przybył z tym pytaniem i nie zamierzał odchodzić bez odpowiedzi. Podniósł spojrzenie znad fotografii, patrząc na młodą kobietę. Zaraz jednak ponownie zajął się ich przeglądanie, rozkładaniem na blacie i dopiero wtedy odpowiedział:
- Pracuję w Wiedźmiej Straży. A pani zainteresowania nie kolidują ze statusem?
Owszem. Był to pewien przekąs, ale Raiden nigdy nie przepadał za szlachcicami i ich podejściem do życia. Były wyjątki, ale było ich niewiele. Czasem zastanawiał się czy naprawdę ten świat potrafił być tak zepsuty jak zaczytywał się w aktach. Nie odwrócił teraz wzroku, patrząc uważnie w twarz arystokratki. To był przywilej jego urodzenia i pracy - nie miał skrupułów, a prawdziwa natura Raidena nie musiała się powstrzymywać. Cóż... W jego przypadku to akurat było awykonalne.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Biblioteka   15.08.16 21:35

- To zależy, czy pan wie o świstokliku na dole - mrużyła jedno oko, a lewy kącik ust zakołatał się, by ostatecznie uspokoić - to znacznie ułatwia sprawę, chyba..że lubi pan ćwiczyć kondycję - ale sądząc po sylwetce na to Raiden chyba nie musiał narzekać. Refleksję zostawiła nietkniętą przez werbalną formę słów - Tutaj szuka się wiedzy, nie morderstw panie Carter - zakończyła wypowiedź, znikając już we właściwym, książkowym korytarzu.
Niezależnie od przyczyny, obiecała pomóc mężczyźnie, a przynajmniej wysłuchać co miał do powiedzenia. Ciekawiła ją tematyk, z którą przybył, zastanawiając sie przy okazji, czy mogłaby wykorzystać ewentualne wskazówki w swoich badaniach. Z kolejnych słów wnioskowała, że informacje, które chciał znaleźć nie służyły celom teoretycznym. Musiała rzeczywiście mocno skupić się, korzystając z zebranej do tej pory wiedzy, także alchemicznej.
- Rozumiem jednak, że znalazły się jednostki, który podobny wniosek wyciągnęły? - uniosła czarne brwi, badawczo przyglądając się mężczyźnie. Wydawał się mocno zaangażowany w to co mówił, chociaż nie brakowało w nich rozwagi i dawkowanych treści. Wiedział, czego szukał, ale nie dało się ukryć, że słowa trącały lekką, emocjonalną predyspozycją. Mogła się mylić, ale nadmierne opanowywanie mimiki twarzy, także podsyłało jej pewną wiedzę, na temat mówiącego.
jako alchemiczka, która miał (nie)przyjemność z wieloma niecodziennymi substancjami, powinna była przyzwyczaić się także i do obrazów makabrycznych. Fotografie jednak miały w sobie ten sam element brutalności, który ciągiem przyczynowo-skutkowym, wędrowało do pamiętnej, sabatowej nocy. Rozlana na marmurowej posadzce czerwień i powykręcane ciała nie były tym, co chciałaby widzieć znowu. Skrzywiła się, zamykając na kilka sekund oczy, ale zmusiła organizm do opamiętania. Skupiła wzrok na podsuniętych zdjęciach i...własnie sabatowa makabra stanęła jej powtórnie przed oczami. Nie tylko ze względu na bolesne wspomnienia. To co działo się fotografiach, było uczynione ręką ludzką, czarodziejską. Lykantropi zawsze dokonywali większych, bardziej bezmyślnych zniszczeń, kierowani instynktem i okrucieństwem.
Kiwnęła głową, odsuwając od siebie wskazane odbitki - Takie ślady można wykonać za pomocą..magii, albo odpowiednich narzędzi - brew jej zadrgała, ale odetchnęła  i zminimalizowała częstotliwość uderzeń serca - Jest możliwość, że ktoś mógł kontrolować jakieś stworzenie, ale...o wilkołaka byłoby ciężko. Jeśli cokolwiek mogło dokonać takiej zbrodni...to musiał brać w tym udział umysł wolny od klątwy, bezwzględny, ale zdecydowanie rozumny. Jeśli chce pan znaleźć mordercę, musi pan szukać wśród istot ludzkich - ostatecznie słowa zdawały się jej nieznośnie bolesne. Nie była ignorantką, by nie dostrzegać co działo się aktualnie w Londynie. Narastał strach, a ludzie szeptali, że we mgle wisiała wojna.
Odchyliła się w miejscu, splatając drobne dłonie przed sobą. Przechyliła głowę na bok, z zainteresowaniem wysłuchując kolejnego pytanie, które pozwoliło oderwać się od widzianych obrazów - Dlaczego miałyby kolidować? - oparła ramię o brzeg fotela, prostując się na powrót - Prowadzę badania, jestem alchemikiem...czy wiedza o lykantropii jest zarezerwowana dla konkretnego grona? - uniosła brodę wyżej - W tej kwestii status nie ma znaczenia - dodała, nawet przez moment nie odwracając wzroku, utkwionego w oczach brygadzisty.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   21.08.16 11:30

- Chce mnie pani teraz zdołować? – spytał z niezadowoleniem, słysząc o świstokliku, ale zaraz ten grymas został zastąpiony uśmiechem. Negatywne emocje długo nie trzymały się Raidena. A jeszcze krócej w towarzystwie pięknej kobiety. Odprowadził ją wzrokiem, gdy zniknęła gdzieś pomiędzy książkami, jednak nie poszedł za nią. Zastanawiał się czy uda im się odszyfrować te wszystkie znaki. Szukał odpowiedzi. Chciał usłyszeć potwierdzenie swoich obaw z ust Carrow. Zupełnie jakby czekał na wyrok. Lub zbawienie. – Ci którzy mogli cokolwiek na ten temat powiedzieć wartościowego, nabrali wody w usta – odpowiedział zdawkowo, przypominając sobie twarze ławników, z którymi rozmawiał i którzy wprowadzili go w elementy. Najwidoczniej nie byli zadowoleni z faktu, że syn zamordowanych, zarzniętych czarodziejów był w magicznej policji, a wcześniej pracował jako brygadzista. Obserwował jej zachowanie, gdy patrzyła lub przejechała spojrzeniem przez fotografię. To nie był miły widok. Szczególnie dla przedstawicielki płci pięknej, ale musiała to zobaczyć. Musiała mu pomóc ocenić, co tak naprawdę się wydarzyło. A nie było nabazgrane w raporcie i podbite przez kogoś, kogo nie obchodziła prawda. Carter spotykał się z podobnymi przypadkami już wcześniej, ale wtedy nikt nie omijał faktów. Konspiracja, łapówki, komercja były obecne wszędzie, jednak w Chicago odbierano je jakoś coś naturalnego. Tutaj nie. Mimo że wszyscy się ich wypierali, czuć było nadciągające wstrzymanie oddechu. Coś nadchodziło i nie wiadomo co. Raiden nie wiedział czy było to związane ze śmiercią jego rodziców, ale w jego pracy nie było czegoś takiego jak przypadki. 
Gdy schował ponownie zdjęcia do szarego papieru, kiwnął głową na słowa Inary.
-  Dziękuję za tę pomoc i poświęcony czas. Dostałem odpowiedź na moje pytanie i będę już pani odrywał od pracy – powiedział, posyłając jej pokrzepiający uśmiech, nie chcąc rozstawać się w atmosferze niepokoju. Bo owe widoki nie były czymś przyjemnym. Wprawne oko mogło dostrzec więcej niż miejsce zbrodni, jednak na to trzeba było więcej czasu niż półgodziny w bibliotece. Powoli zaczynał wstawać, gdy podchwyciła temat. 
- Musi mi pani wybaczyć, jednak moja ciekawość nie zna granic i nie waham się przy jej zaspokojeniu – odpowiedział szczerze i bez żadnych zawoalowanych słów. Patrzył na nią bezpośrednio, równocześnie wiedząc, że jego spotkanie z lady Inarą Carrow dobiegało końca. Zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś się spotkają. W podobnych lub innych okolicznościach.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Biblioteka   16.09.16 20:36

- Tylko uświadomić. To chyba nie jest karalne? - pytanie zawisło już w retorycznej formie. Nie oczekiwała odpowiedzi, bo wiedziała, że chodziło tylko o przekorę. Nie widziała też pełgającego na ustach mężczyzny uśmiechu, pozostawiając go za swoimi plecami, oddzielona półkowymi korytarzami i..własną pewnością. Gdzieś pomiędzy wierszami i spojrzeniami, czuła wibrującą niewidzialnie iskrę, którą oboje godnie? zagasili. Każde potrafiło oddzielić - jak przewidywała - obowiązki od własnych, ewentualnych upodobań.
- Hm - przesunęła dłonią po blacie stolika, na którym jeszcze przed chwilą leżały fotografie, prezentujące makabryczną scenę - Zazwyczaj... - zaczęła ważąc słowa - ktoś bardziej wpływowy stoi za podobnym milczeniem - pieniądze potrafiły zdziałać cuda. I odpowiednio dobrane środki argumentów. Inara zdawała sobie sprawę, że takie podobne metody były czymś naturalnym w świecie arystokracji. I nawet jeśli chciałaby nie widzieć podobnych uczynków, miała świadomość, jak głęboko zakorzeniona była to "tradycja". Tylko - podobne zagrywki stanowiły człon działań nie tylko szlacheckiego światka. Źle rozumiana władza potrafiła zawładnąć niejednym otwartym umysłem. A to...potrafiło prowadzić do tragedii.
Niemal jak w kalejdoskopie, przez głowę Inary przemykały wymieszane obrazy przedstawiające sceny z podsuniętych zdjęć, jak i tych wyrysowanych w jej pamięci, krwawe widowisko podczas nocy na Sabacie. Minęło już prawie trzy tygodnie od wydarzeń, a czarnowłosa wciąż żywo potrafiłaby opisać widzianą, krwawą maskaradę. Ścisnęła mocniej pace, które przeniosła na oparcie siedziska. Serce na nowo przyspieszyło rytm, który wybił się dopiero, gdy usłyszała kolejne słowa mężczyzny. Wydawał się mocno opanowany, gdy mówił o swoich obserwacjach. A może zbyt opanowany? Inara w typowo kobiecy sposób postrzegała zachowania swoich rozmówców i kierowała się intuicyjną podpowiedzią, szepczącą, że Carter miał ze sprawą więcej wspólnego, niż mówił. W końcu każdy miał swoje tajemnice, a panna Carrow nie miała zamiaru zaglądać tam, gdzie jej nie oczekiwano.
- Proszę - kiwnęła głową - mam nadzieję, że moja pomoc okaże się przydatna. Tego Panu życzę -  powoli i ona podniosła się z miejsca, opierając biodrem o brzeg fotela - Nie jestem pewna, czy chciałabym kiedyś trafić do sali przesłuchiwań..jeśli jest Pan tak ciekawską istotą - właściwie, nie chciałaby trafić nigdy na żadne przesłuchanie, ale o tym nie musiała wspominać. Nie podejrzewała, że kiedykolwiek mogłoby się jej przytrafić coś podobnego, ale...patrząc na ostatnie wydarzenia w czarodziejskim świecie, w którym zatrzymywano w Tower nawet jej ojca - nie było zbyt wiele rzeczy pewnych.
- Życzę powodzenia i..proszę pamiętać o świstokliku - dodała, gdy mężczyzna opuszczał jej mały azyl, pozostawiając alchemiczkę już tylko w towarzystwie okurzonych ksiąg.

zt x2





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Wieża astrologów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17