Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zagroda garborogów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zagroda garborogów   12.03.16 2:44

First topic message reminder :

Zagroda garborogów

Garborogi odgrodzone są od zwiedzających ogród solidną, magicznie wzmacnianą barierą ochronną, to rogate, agresywne zwierzę zamieszkuje niemal każdy rejon Europy i często współwystępuje z wolnożyjącymi trollami jako ich wierzchowce. Bywają brutalne, nie są zbyt inteligentne i często bezrozumnie atakują wszystko, co stanie im na drodze. Z tego względu nie można podejść bliżej nich, a bariera imituje stworzeniom iluzję rozległych nizin, zasłaniając im widok zwiedzających ogród czarodziejów. ZOO znane jest z niezwykle cenionej hodowli, która szczyci się znaczącymi sukcesami w dziedzinie ochrony garborogów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 1:44

Starała się trzymać nerwy na wodzy i zachować w tej sytuacji zimną krew. Stopy drętwo wysuwały się do przodu – naga skóra odpowiadały pulsem bólu przy każdym nowym kroku, ale Eileen nie poddawała się, szła dalej. Słone krople wysiłku zaczęły spływać po skroniach, usta wyschnięte były prawie na wiór.
Idź. Idź dalej. I słuchaj.
Musiała powtarzać sobie to tysiące razy, żeby zmusić kończyny do współpracy, żeby mięśnie nie przestawały tężeć na komendę i rozprężać się, gdy pięta docierała do twardego podłoża. Oczywiście, że nie wiedziała, gdzie idzie. Oczywiście, że idąc, nie miała pojęcia, jakie zło czyha na nią, jeśli postawi nogę nie tak, jak powinna. Wyciągnęła przed siebie rękę, zginając ją jednak w łokciu, żeby nie przeciążać już i tak zmęczonych trzewi. Krok za krokiem. W którymś momencie czubek jej palca natrafił na korę. Ostrożnie oparła na niej całą dłoń. Znajoma faktura szorstkiego drewna zapaliła iskrę ulgi w jej umyśle.
I wtedy usłyszała za sobą znów ten sam głos. Miękka inkantacja przecięła powietrze, ale ona jej nie znała. Wyobraźnia nie podsunęła jej wyników, jakie owe zaklęcie mogło przynieść. Na pewno nie była to próba popisania się swoimi zdolnościami transmutacyjnymi ani czarów z dziedziny obrony przed czarną magią. Może poruszył różdżką w rytm zaklęcia, którego nie znała? Może udawał? Próbował się uleczyć? A może…
Mogłaby przysiąc, że serce zatrzymało się, przestało bić w jej piersi. Nie była w stanie stwierdzić, czy trzęsła się jeszcze bardziej, ale takie miała wrażenie. Przerażenie chwytało za kostki, próbowało spętać. Chciała płakać, ale jedynie drżała jej broda. Nie uszła za daleko. Postanowiła usiąść pod drzewem i złapać oddech. Co on kombinował?
I co ona miała robić?
Nie znała go. Nie zamierzała poznawać go bardziej niż było to konieczne.
- Nie sądzisz… - zaczęła cicho, utrzymując pozorną stabilność oddechową dzięki przerwom. – Nie sądzisz, że to… niespotykane… tak nagle znaleźć się… w zupełnie obcym… obcym miejscu… z kompletnie obcą… osobą?
Zamknęła oczy. Świat i tak wirował, niezależnie, czy udawała, że widzi jego kontury, czy jednak decydowała się, by ginęły one pod szczelną kurtyną powiek. Granie na zwłokę szło w parze z nabieraniem sił do dalszej, prawdopodobnie bezcelowej wędrówki. Póki nie czuła na sobie skutków jego prób wykrzesania z siebie magii, mogła czuć się pozornie bezpiecznie.
Wisiała tylko na cienkiej niteczce. Oby ta szybko nie pękła.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 2:06

I nic, nie udało się. Nie dziwiło go to szczególnie, jego ciało przeszywał trudny od opisania ból, który mógł ustąpić jedynie w przypadku sukcesu - sukcesu graniczącego z cudem; zmęczenie, rany, senność, żaden z tych czynników nie poprawiał jego zdolności koncentracji. Skrzywił się lekko, usiłując nie poruszać się mocniej, niż było to konieczne, wspierając się na ziemi łokciem. Zacisnął palce mocniej, wiedział, że dziewczyna nie odejdzie daleko, nie miała dokąd ani nie miała na to sił - wydawała się być w jeszcze gorszym stanie niż on sam. Do trzech razy sztuka, w końcu się uda. Przekrzywił lekko głowę, obserwując jej ruchy - zatrzymała się, próbowała usiąść pod pniem. Bezpieczna stabilność, tego szukała? Dobrze - nie będzie musiał próbować jej zatrzymywać, jeśli to zajmie zbyt dużo czasu.
- Tak - przytaknął jej powoli, zadzierając brodę wyżej w odruchowym geście; nie odejmował spojrzenia od jej twarzy, zupełnie jakby próbował zapamiętać jej rysy, fakturę i barwę. Nie sądził, by kiedykolwiek mieli spotkać się podobnie. - To bardzo niecodzienne, Aithne - wychrypiał, ponownie unosząc różdżkę, potwierdzając oczywistość - utrzymanie z nią komunikacji było bezpieczne, barwa głosu wiele mówiła o stanie człowieka. Nie wpadła w panikę - oczywiście, że nie. Nie znała inkantacji tego zaklęcia, niepotrzebne zajmował sobie tym głowę. Najwyraźniej, potrzebowała chwili dla siebie, na zebranie myśli - zaczynała się robić rozmowna; dobrze, być może zdoła wyciągnąć od niej jakiekolwiek informacje, ich wymiana mogła pomóc ułożyć się tej układance w cokolwiek spójnego - albo chociaż sprawiającego wrażenie spójności.
- Jak - Naciągnął się, odbił łokciem od okrytej rosą ziemi, spazm bólu na krótki moment odjął mu mowę. - Jak się tu znalazłaś? Pamiętasz cokolwiek? - Te wyładowania? One - one miały być przyczyną? Nigdy nie widział nic podobnego. I nie miał pojęcia, co mogło być przyczyną - czy był świadkiem dziwacznej magicznej burzy, która przetoczyła się nad... właśnie - nad czym? - Skąd się tu wzięłaś? - zapytał nagle, nim ogrom myśli dotarł do niego pełnią. - To nie jest Dover. - Czy ta nawałnica przeszła nad jego rodzinnym miastem, dworem, czy dokonała większych zniszczeń? Co z jego rodziną? Musiał się do nich dostać - natychmiast. Musiał sprawdzić, czy wszystko było z nimi w porządku.
- Malesuritio - powtórzył już pewniej, głośniej, z większą mocą; różdżkę kierował na zielarkę. Jej zamknięte oczy mogły go jedynie utwierdzić w podjętych wcześniej przypuszczeniach - nie mogła go dostrzec, zachowywał się więc bezczelniej i odważniej. Nie sądził, by była bezbronna, ale wydawało mu się, że znajdowała się w stanie, w którym potrzebowałaby ogromnych umiejętności, by wykrzesać z siebie magię: a przypadkowym zielarkom nie zwykł takich przypisywać. Baczył na sztywny nadgarstek, uważał na akcent, ignorował ból, usiłując się skoncentrować. Uda się. Musi się udać, potrzebował tego.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 2:06

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 82

--------------------------------

#2 'k10' : 2

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 12:07

| 11/205; -70

Była wystawiona jak owca prowadzona na rzeź. Nie miała przy sobie różdżki, jej ciało zaledwie przykryte zostało jakimiś starymi szmatami, które pewnie jako pierwsze nawinęły się pod ręce strażnikom, którzy wepchnęli ją i Just do celi – bo ktoś musiał to zrobić, przecież nie mógł zamknąć ich magiczny podmuch wiatru. Skórna płachta była przetkana ranami – bliznami po oparzeniach, tkankami wciąż gojącymi się po wielu upadkach. Sama czuła się jak pajęczyna… ale mimo to chciała przeć do przodu. Zaraz wstanie i wszystko skończy się dobrze.
Zrobi krok, potem następny. Przecież to nie mogło być takie trudne.
Zbierałam kwiaty – odparła beznamiętnie. Nie miała sił, by wykrzesać z siebie choć odrobinę emocji. W tej sytuacji wydawały się być zupełnie niepotrzebne.
Nie miała zamiaru mówić mu o Hogwarcie. Zrozumiałby? A może właśnie miała do czynienia z jednym z nauczycieli albo policjantów? Głos w jej uszach brzmiał jak kakofonia dźwięków, jak osa wściekle obijająca się o szklane ściany słoika, w którym została celowo uwięziona, by w końcu umrzeć z braku powietrza. Ale jednak było w nim coś niepokojącego. Coś, co zapala ostrzegawcze periculum i zmusza do ucieczki albo chociaż odwrócenia wzroku od tego, do którego owy głos należy.
Dover? – szepnęła do siebie. Stamtąd on był? Nie znała zbyt dobrze tego miejsca. Właściwie wcale. Nigdy tam nie była, ale coś jej podpowiadało, że to tam mieścił się jeden ze smoczych rezerwatów. A może pomyliła Dover z Cliodną? Ah, sam Merlin raczył wiedzieć. – Nie wiem… nic nie wiem…
Upadła na bok, sama nie wiedząc, kiedy to się stało. Jej mięśnie stały się sztywne jak dopiero co pocięte do kominku drwa. Wszystko w niej w jednej chwili się zatrzymało. Miała wrażenie, że bijące serce zaledwie drgało niechętnie między pobitymi ściankami swojego żebrowego więzienia.
Malesuritio.
Inkantacja była dla niej zagadką. Usłyszała ją dwa razy, z czego za pierwszym razem była zbyt skupiona na pokonywaniu własnych słabości i parciu naprzód. Za drugim usłyszała ją lepiej, twardy głos nadał jej wyrazu. Oddech znów stał się sztywny, charcząco-świszczący. Zamrugała powoli kilka razy. Zadrżały mięśnie w jej prawej łydce, drgnęła prawa dłoń. W policzek wbijały się suche źdźbła traw. Czarna magia właśnie dotknęła jej ciała?
- Kim… kim ty jesteś? – wyjęknęła, szukając pustym wzrokiem plam, które mogłyby mieć kształt jego sylwetki.
Chciała uciekać. Ale jak, kiedy uleciało z niej życie?




handmade
love


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 12:59

hp +17, 117/220, juz tylko -20 do rzutów!!

- Co? - Zbierała kwiaty, tak po prostu zbierała kwiaty - więc to nie mogło stać się w nocy. Nocą nie zbierałaby kwiatów, minęło więcej czasu. - Gdzie? - Jak daleko od domu mógł być? To wciąż była Anglia, rozmawiał z angielką, po angielsku, słyszał jej akcent; nie mogła mu już jednak odpowiedzieć - a przynajmniej nie trzeźwo, z jego różdżki błysnął promień zaklęcia, a on poczuł lekką ulgę; mięśnie się rozluźniły, oparzenia na rękach lekko wyblakły. Na moment przymknął oczy, całkowicie ignorując dźwięk upadku dziewczyny - nie zrobił na nim żadnego wrażenia, ani nie chciał jej skrzywdzić, ani nie chciał jej pomóc - była mu całkowicie obojętna i traktował ją jako narzędzie niezbędne do osiągnięcia celu. Lekkie złagodzenie bólu sprawiło, że poczuł się ze swoją magią pewniej. Powinien dać radę wzbić się w powietrze - choć niekoniecznie miał zamiar zostawiać po sobie świadków, nawet ślepych. Jeśli ktoś ją tutaj znajdzie krótko po jego zniknięciu mógłby dość łatwo trafić na jego ślad.
Podniósł się, wpierw nakładając ramiona na nogi, później - wspierając się o mokrą do rosy ziemię - unosząc, chwiejnie, ale stabilnie. Na krótko odchylił głowę w tył, a jego włosy przesypały się z ramion za plecy, głowa pulsowała tępym nieprzyjemnym bólem; przymknął oczy. Powinien odpocząć, ale nie mógł tego zrobić - musiał odnaleźć swoją rodzinę. Musiał się dowiedzieć, co się wydarzyło. Musiał dojść do tego, czym była ta cholerna burza nad Dover. - Myssleine - szepnął bezwiednie, była wtedy na niebie. Wtedy, kiedy to wszystko się zaczęło. Była silną, dużą smoczycą, nic jej nie będzie. Była silną, dużą smoczycą, która potrafiła znieść znacznie więcej niż on, a on przecież przeżył. Ani przez chwilę nie pomyślał o pracownikach rezerwatu, którzy byli tamtego dnia razem z nim, każdego z nich dało się zastąpić. Musiał - musiał się stąd wydostać. Kątem oka dostrzegł przewalone na ziemię zwłoki dziewczyny; musiał ją jeszcze unieszkodliwić.
- Bucco - mruknął, właściwie od niechcenia, wyciągając w jej kierunku rózdżkę; nie miał czasu na pomyłki, ale nie miał też zamiaru poświęcać jej więcej czasu, niż było to konieczne. - To właściwie bez znaczenia - odpowiedział na jej pytanie dopiero teraz, niepewny, czy wciąż go słyszała. Oślepła, nie widziała go. Była w stanie, w którym pewnie niewiele z tej rozmowy zapamięta - nie miał zamiaru zdradzać jej swojej tożsamości.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 12:59

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 10

--------------------------------

#2 'k10' : 5

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 13:57

Przeraźliwie ciężkie ciało błagało o ulgę. Ból nie miał swojego ogniska, swojego źródła, gdzie skupiał całą swoją niszczycielską siłę – rozchodził się po całym ciele, dotykał każdej komórki, każdego centymetra skóry. Chciała się ruszyć, musiała się ruszy, ale nie mogła. Drgające mięśnie były jak migające na choince magiczne lampki ze świeczek. Zapalały się i gasły, zapalały się i gasły.
Z cichym jękiem bólu rozprostowała palce dłoni i wyciągnęła je przed siebie, szukając czegoś, o co mogłaby się zaczepić. Nie wstanie, tego była pewna, nogi całkiem odmówiły jej współpracy, ale mogła się czołgać. Centymetr po centymetrze.
W zasięgu jej dotyku znalazła się kępa mokrej trawy. Chwyciła za nią, w korowodzie bodźców bólu poczuła cichy szept ulgi, zimna rosa zwilżyła jej spieczoną, szorstką skórę.
Jego głos znowu przetoczył się po jej umyśle, niemiłosiernie bucząc, rozrywając bębenki, chociaż był cichy, brzmiał nisko i nie przekazywał jej zbyt wiele. Pojedyncze słowa zakończone pytaniem nie mogły spodziewać się jednak odpowiedzi – a przynajmniej takiej, którą faktycznie by usłyszał. Zdecydowanie łatwiej mówiło jej się nie językiem, a myślami.
Myssleine. Myślami. Myślami?
- Zostaw… zostaw mnie… - szeptała głucho, kiedy usłyszała, jak się podnosi, jak piasek i trawa szeleszczą pod naporem jego ruchów.
Zacisnęła zęby i oczy, kiedy usłyszała, jak z jego ust pada po raz kolejny pada obce jej słowo. To też miało być zaklęciem? Rzucaną klątwą? Twardo brzmiące zgłoski przywodziły jej na myśl rąbanie drewna. Każdy cios siekierą miażdżył drzewo, każdy cios zabijał je powoli, przepoławiał. Abstrakcja zaczynała przejmować jej umysł. Nie wiedziała, o czym myślała. Nie czuła żołądka, po skórze pełzały głodne jej bólu węże.
A mimo to – mimo strachu i oczekiwania, nie poznała na swojej własnej skórze efektów rzucanych na wiatr zgłosek. Nie poczuła odpływających z ciała sił witalnych. Poruszyła nogą, żeby odepchnąć się od ziemi, a tym samym też od niego. Planował ją zabić? Dobić? Niech ją zostawi. Niech ją, do jasnej cholery, po prostu zostawi.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 14:43

Nie udało się; szczęka dziewczyny tkwiła dokładnie w tym samym miejscu, w którym tkwiła wcześniej, coś nagle - niespodziewanie - szarpnęło jego nadgarstkiem, a szmaragdowy promień zaklęcia, który błysnął w trawę daleko od jej ciała wydawał się zupełnie nieadekwatny do rzuconej inkantacji. To ewidentnie nie był jego błąd, coś tutaj zakłócało magię. Wcześniej nic podobnego się nie przydarzyło - czy ta magia ewidentnie zakłócała działanie tego konkretnego zaklęcia? Czuł dziwne ciepło na dłoni; czym ono było? Skąd pochodziło? Nigdy dotąd tak się nie działo.
- Osobliwe - mruknął, przez chwilę obracając w ręku różdżkę. Choć z czasem sytuacja powinna jawić mu się jako jaśniejsza, zamiast tego wszystko wokół wydawało się raczej coraz bardziej zagmatwane. Od dziewczyny nie dowiedział się niczego, oprócz tego, że znalazła się tutaj równie nagle i niespodziewanie, co on - pamiętała, że zbierała kwiaty, więcej nic. A w każdym razie więcej nie powiedziała  - ogółem zbyt rozmowna nie była, nie musiała. Musiał się jednak tego dowiedzieć, a przede wszystkim: musiał wrócić do domu i odnaleźć swoją rodzinę. Upewnić się, że byli bezpieczni, cali i zdrowi. Ale najpierw - musiał usunąć ze swojej drogi tę upierdliwą przeszkodę. Teraz wiedział już, że słyszała zbyt wiele; mogła zapamiętać, że miotał w nią klątwami - a tego wolałby, mimo wszystko, uniknąć. Nawet, jeśli nie była w stanie nawet dostrzec jego twarzy. - Jeszcze tylko chwila - odparł na jej słowa, a w jego głosie pobrzmiewała obietnica; w rzeczy samej - nie miał zamiaru pastwić się nad nią długo. Chciał tylko zapobiegawczo zabrać jej przytomność i zniknąć. Cofnął się pół kroku, lokując wzrok na niej - leżącej i wbijającej poparzone palce w wilgotną trawę. To tylko zielarka, i tak zabrała mu już zbyt dużo czasu. - Bucco - powtórzył inkantację klątwy, zamaszyście poruszając w jej kierunku różdżką; ani nadgarstek, ani ton jego głosu  - nie zadrżały - pomimo obaw związanych z anomalią, która przed momentem niebezpiecznie zawisła w powietrzu. Czymkolwiek to było - musiało się wreszcie objawić w całej krasie, nie był pewien, czy ta moc była częścią tego dziwnego krajobrazu, czy może raczej: częścią jego samego po tym, kiedy trafił w niego grom.
W oddali usłyszał dziwny dźwięk - czy to był... garboróg?




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 14:43

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 99

--------------------------------

#2 'k10' : 9

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 15:35

| -14/205 ??

Nie chciała się bać, naprawdę. Strach pętał, uniemożliwiał ruch, uniemożliwiał logiczne myślenie, łączenie ze sobą faktów, myśli, gestów, wiązał żołądek, przyspieszał bicie serca. Nie chciała się bać, bo wiedziała, że tylko tego brakowało jej do szczęścia – i tak nie mogła się ruszyć przez to, że tak bardzo ją osłabił. Rzucił zaklęcie, o którym nie miała bladego pojęcia, zabrał siły, parał się magią, która powinna być zakazana, o której rezultatach, ponurych efektach mogła słyszeć, widzieć je, gdy szła w stronę Wielkiej Sali, gdzie na wspólnych posiłkach gromadzili się uczniowie. Sądziła, że nigdy nie doświadczy jej na własnej skórze, tkwiła w mydlanej bańce, która szczelnie kryła ją przed złem całego świata – do czasu, oczywiście.
Do czasu, aż Grindelwald zabił w pojedynku Albusa Dumbledore’a.
Wtedy mydlana bańka pękła, chociaż Eileen wolała się łudzić, że jej ochrona zapewni jej pozorne wrażenia bezpieczeństwa, że czarna magia pozostanie tylko dwoma słowami, których nadużywało się na lekcjach obrony przed nią. Nawet wtedy, gdy dołączyła do Zakonu Feniksa, nie zdawała sobie sprawy, że tak naprawdę faktycznie sama otworzyła sobie paszczę lwa i sama w nią weszła.
Dopiero teraz przyszło olśnienie.
Żadne zaklęcie nie zabierało życia z ciała, żadne zaklęcie z dziedziny, które tak poznała, nie sprawiało takiego bólu.
Już widzisz, Eileen? Czujesz?
Owszem, poczuła.
Tuż przed tym, jak mężczyzna z Dover wypowiedział inkantację, czuła jak jej serce próbuje wyrwać się z piersi, uwolnić z tej klatki połamanych żeber jak zraniony ptak. Oddech się wydłużył, stał się niemiłosiernie kłujący, krople potu spłynęły po szyi cieniutkim, piekącym śladem. Skóra napięła się i właśnie wtedy przyszedł cios.
Bucco.
Szczęka poderwała się do góry, ciałem szarpnęło, jakby było wyrywane z samymi korzeniami. Ból znów ją sparaliżował. Ciemne, przydymione plany owionęła całkowita czerń. Ostatnim bodźcem, który dotarł do jej głowy i został odebrany, był ciepły płyn oblewający jej twarz. Oblepił usta.
I nic. Znowu.
Może to był tylko sen? Może wciąż tkwiła w wilgotnej i ciemnej celi?
Zaraz się obudzi i zobaczy Just. Na pewno.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 16:23

Dziwne - nic się nie wydarzyło. Powietrze nie zadrżało, nie poczuł po raz drugi dziwnego ciepła na dłoni. Być może powinien zajrzeć do Ollivanderów i upewnić się, czy z jego różdżką wszystko było w porządku? Może nie było to ani kwestią krajobrazu, ani jego samego, a różdżki: która w trakcie tych dziwacznych wyładować atmosferycznych mogła przesiąknąć dziwną magią. Przez chwilę obracał ją w dłoni, wodząc wzrokiem wzdłuż różanych inkaustów na drewnie, dopiero po chwili unosząc wzrok na dziewczynę. Podszedł w jej kierunku parę kroków, bez wyrazu obserwując sączącą się po jej twarzy krew; uznał to za wystarczający dowód jej nieprzytomności. Klątwa odniosła skutek - był pewien, że rzucił ją silnie i celnie, nie miała najmniejszych szans zachować trzeźwości umysłu. Powinien stąd zniknąć - najlepiej jak najszybciej. Obrócił się przez ramię, nie widział nigdzie tych gruboskórnych stworzeń, ale był pewien, że je słyszał. Nie pomyliłby wołania garboroga z trollem albo goblinem, a myśl o tym sprawiała, że tym bardziej chciał się stąd wydostać. Zupełnie jakby dotąd powodów miał zbyt mało - musiał natychmiast dostać się do Dover. Do rodziny. Musiał się dowiedzieć, co się właściwie wydarzyło, czy ktokolwiek przeżył to dziwne zdarzenie.
Nie obszedł jej - zrobił większy krok, żeby przejść ponad nią i, nie odwracając się za siebie, rozpostarł ramiona, która wkrótce obmył wiosenny wiatr, strącając z nich czarny popiół: tuż przed tym, jak rozpłynął się w powietrzu, znikając w rozlanej na jasnym krajobrazie czerni. Był obolały, ale dzięki wyssanej z dziewczyny energii potrafił się skoncentrować na tyle, by nie miał z przemianą większych trudności. W mglistej formie stracił ciało, kręgosłup, narządy mowy i wzroku, stracił całego siebie; ból przyjemnie ustał, zahibernował się gdzieś w bezpiecznym, spokojnym materialnym świecie, został za nim. Dopiero, kiedy wzbił się dostatecznie wysoko, uświadomił sobie, gdzie tak naprawdę był - ogród magizoologiczny, oczywiście, że ogród. Otaczała ich tylko przepastna iluzja mająca wyprowadzić w pole magiczne stworzenia mieszkające wewnątrz. Nie pomyślał ani przez chwilę o zielarce Aithne, która lada moment mogła zostać przez nie stratowana.

/zt Pwease




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zagroda garborogów   07.08.17 21:24

Arthur owinien na ślepo znać ścieżki, które wyznaczały mu prawie - stały - obchód. Tak jednak nie było. Niezależnie od tego, jak często wchodził na teren zagrody garborogów, musiał uzbroić się w czujność działającą na najwyższych obrotach. Nie od dzisiaj pracował z tak niebezpiecznymi stworzeniami, ale - lubił to. Blizny, które zdobiły jego przedramiona i największa, skryta pod ciemną szatą mówiły o tym, że nawet najbardziej zdolni znawcy i magizoologowie popełniali błędy. A przy tych konkretnie istotach, o takie nie było trudno. Słuszna budowa czarodzieja pomagała mu w pracy wybitnie, ale to podejście i niezwykłe jak na takie gabaryty opanowanie, dały mu klasę niezastąpionego.
Poruszenie, które dostrzegł w spokojnym, bo nakarmionym już stadku wyczuł bardzo szybko. Noc była...paskudna. To mało powiedziane. Zbudzony szalejącą burzą i jasnością, która znaczyła niebo nie zwiastowała niczego dobrego. Złe omeny. Tym bardziej, gdy nad ranem znaleziono kilka martwych zwierząt okrutnie poranionych. Arthur szukał dalszych szkód czując w rękach nieprzyjemne mrowienie za każdym razem, gdy sięgał po różdżkę. Niebezpieczeństwo wisiało w powietrzu a ciężkość powietrza niemal drżała od niewidzialnych wyładowań. Magia szalała. To jednak co zastał, gdy przekroczył granicę niskich drzew, zmroziło mu serce. Ciało. Kobieta. Krew, wyraźne ślady poparzeń, szarpanina ubrań, sińców i ran. Przez krótką chwilę czuł się, jakby przeniósł to okrutnych czasów, gdy rzucano na stos skazane przez mugolską inkwizycję czarownice. W piersi załomotało nieprzyjemnie, a jasne, mądre oczy pociemniały od mieszanki gniewu i żalu. Kto? Jak? Dlaczego
Pierwsze co zrobił - rozrzucił za siebie kilka ziół, które miały przynajmniej na jakiś czas odsunąć z okolic rozeźlone garborgoi. Jeśli stado pojawiłoby się na miejscu...nie wiedział, czy z drobnej, zmaltretowanej sylwetki można byłoby zbierać cokolwiek. W kilku krokach pokonał dzielącą go od...martwej? nieprzytomnej nieznajomej. Przyklęknął obok i nachylił się. Żyła. Słaby, charkotliwy oddech świadczył, że serce wciąż walczyło.
- Dzielna - wyszeptał cicho, dziwnie miękko, starając się wsunąć szorstkie dłonie pod ciało kobiety. Była przeraźliwie lekka, a obrażenia, które posiadała mogły w każdej chwili doprowadzić do czegoś, czego nigdy by sobie nie wybaczył - Nie na mojej warcie - wychrypiał, wstając na nogi - Jeszcze trochę - tym razem słowa kierował do wciąż nieprzytomnej kobiety. I chociaż poparzenia i krew brudziły rysy, niby paskudne pęknięcia na szkle, musiała być piękna. Arthur ruszył ścieżką, by najpierw wyjść poza terytorium magicznych stworzeń, a potem by dotrzeć do najbliższego kominka. Musiał dostać się do Munga.

| zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Zagroda garborogów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Zagroda Magicznych Zwierząt
» Zagroda jednorożców

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley :: Ogród magizoologiczny-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18