Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze sklepu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze sklepu   10.03.12 22:50

First topic message reminder :

Wnętrze sklepu

Jednym ze sklepów, które od wieków kontynuują swą działalność niezależnie od wszystkiego, jest sklep rodziny Ollivanderów. Podniszczony, zaniedbany, bardziej przypominający budynki ze Śmiertelnego Nokturnu, niźli z Pokątnej. Ulicy będącej jeszcze do niedawna tętniącym życiem sercem czarodziejskiej społeczności, teraz trochę cichszej z powodu obaw przed parszywcami wszelkiej maści, jacy pojawili się po śmierci Dumbledore'a i przejęciu władzy w Hogwarcie przez Grindewalda. Co najważniejsze - przybytek Ollivanderów nieustannie służy młodym czarodziejom. Skrzypiące, obdarzone dzwoneczkiem drzwi prowadzą do wnętrza małego, zakurzonego pomieszczenia, zapełnionego wieloma regałami wypełnionymi po brzegi drobnymi, ale jakże cennymi pudełeczkami.
Plotka mówi, iż różdżkarnia obłożona została dziesiątkami zaklęć obronnych, antywłamaniowych oraz alarmujących. Jednak jaka jest prawda...  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wnętrze sklepu   03.01.18 0:49

Opustoszały sklep przedstawiał sobą obraz niemal jak po przejściu tornada. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, walały się odłamki drewna, drzazgi, ale również papierki czy inne śmieci, na którymś z pudeł leżała nawet zapomniana przez kogoś czapka. Pudła stały krzywo, piętrząc się, czasem bez ładu i składu na pozostałych kilku krzesłach stojących w sklepie - choć największa ich ilość piętrzyła się na ladzie tuż przed wejściem. Wiele z nich było pustych, obok leżały równiutko w rządku różdżki - te sprawne, nowiutkie, jeszcze bez właścicieli. Te, które w pośpiechu były wypróbowywane przez kolejnych, niezadowolonych klientów, którzy tej pamiętnej nocy potracili własne narzędzia do uprawiania magii.
Mimo że drzwi zostały już zamknięte (kluczem!), wciąż znalazło się kilku maruderów, którzy próbowali zaglądać do środka przez okna. Rozległo się natarczywe pukanie - choć znaczna większość rozzłoszczonych czarodziejów ustąpiła, słysząc decyzję Ulyssesa, nie wszyscy zamierzali się poddać. Na szczęście młody chłopak, do tej pory próbujący rozpoznać i zidentyfikować bezpańskie różdżki składowane w pudle przy ladzie, nie potrzebował nawet zachęty ze strony żadnego ze starszych Ollivanderów. Sam ruszył się z miejsca by zaciągnąć zasłony, tym samym dobitnie dając maruderom znać, że sklep z różdżkami jest już dziś zamknięty. Potem zaś chwycił kartonowe pudełko i ruszył na zaplecze - skąd po chwili dało się słyszeć huk, łoskot i całą serię jęków, jeden po drugim, co każdy to głośniejszy.
Do głównej części sklepu wyszedł starszy Ollivander. Siwe włosy sterczały mu pod śmiesznym kątem, pomarszczona twarz wyrażała tylko i wyłącznie zmęczenie, zrezygnowanie i przemożny smutek. Nie był nawet zły. Wcale nie denerwowały go pełne roszczeń i żądań nawoływania tłumu. Nie, on był przede wszystkim załamany - wiele ze zniszczonych różdżek, które przynosili dziś czarodzieje, było jego dziełem. Tak samo te zaginione, oraz te znalezione. Każda z nich była dla niego niemal jak dziecko, którego żywot został zakończony przedwcześnie. Tyle lat ciężkiej pracy, nadawania życia kawałkom drewna i rdzeniom, rozpalania nadziei i dobierania odpowiednich kompanów dla dzieci, które wybierały się do szkoły.
To naprawdę potrafiło człowieka załamać.
- Idź pomóż temu patałachowi, znów to zrobił. - mruknął do Ulyssesa, nie zdradzając, czym dokładnie owo "to" jest. Sam zaś stanął przy ladzie, zaczynając machinalnie zbierać różdżki leżące na blacie i wkładać je do odpowiednich pustych pudełeczek.
- Pamiętm. - mruknął w końcu, zwracając na nie uwagę po kilku dobrych minutach ciszy, podczas których porządkował bałagan. Całą swoją postawą wyrażał zmęczenie, smutek i żal, jednak kiedy przenosił wzrok z Just na Eileen i z powrotem, patrzył już ostro, surowo wręcz. Uniósł dłoń i wskazał na Eileen - Tak. Pamiętam. Jodła i igła szpiczaka. A tutaj - przeniósł palec na Tonks - Platan. I pióro feniksa. Zdecydowanie pamiętam.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze sklepu   13.01.18 2:05

Czuła się niemal naga, gdy szła obok kuzynki, bez różdżki w dłoniach, w kieszeni, pod paskiem sukienki. Odsłonięta, pozbawiona jakiejkolwiek linii obrony, jeśli przyszłoby im bronić swojego życia. Po raz kolejny. Spojrzała na Just, gdy ta wsuwała do jej dłoni niewielki, chłodny mieszek. Zajrzała do niego, a kiedy przy materiale w świetle mijanej latarni zalśniła błękitna powłoczka zamrożonych jaj popiełka, szybko zawiązała sakiewkę i schowała ją do torby, którą zawsze przy sobie miała. Irracjonalność kierowała jej ruchami na tyle mocno, że nie potrafiła się przed tym bronić. Jaja popiełka najwyraźniej na tyle mocno podziałały na jej jeszcze świeże wspomnienia z ostatnich koszmarów, że natychmiast postanowiła uciszyć ich źródło. Stłumić, bo zabić za nic go nie mogła.
Dzięki - szepnęła tylko, uśmiechając się do niej lekko.
Wcale nie czuła się pewniej, gdy zamknięto za nimi drzwi w sklepie Ollivanderów. Nie powinny być traktowane lepiej niż reszta, nie powinny być traktowane jak wyjątek od reguły. Każdy miał jakiś problem w związku z majowymi anomaliami – niektórzy tracili różdżki, inni doświadczali z ich powodu nieprzyjemności, ale każdemu z nich należała się uwaga i chwila cierpliwości ze strony sprzedawcy. A one weszły tak po prostu, weszły tuż przed ich nosami, ostentacyjnie zamiatając ich twarze lisimi ogonami. Zerknęła przez ramię na witrynę, gdy ostatni czarodzieje odchodzili od niej z kwaśnymi minami. Jeden z nich uchwycił jej spojrzenie i skrzywił się jeszcze bardziej. Szybko powróciła uwagą do kontuaru. Oczekiwała jakiejś reakcji Ulyssesa, ale nim ta zdążyła zamigać przy nich, pojawił się jego… wuj? Ojciec? Dziadek? Wszyscy Ollivanderowie wywodzili się z jednej gałęzi i miała wrażenie, że nieważne, którego z nich się spotkało, wszyscy wyglądali jak kopie siebie. Różnili się tylko drobnymi szczegółami wizualnymi.
Jak różdżki.
Zerknęła kontrolnie na Just, gdy zostały zaproszone głębiej. Obcasy zastukały cicho. Eileen wciąż ten odgłos wydawał się dość obcy, jakby musiała uczyć się go na nowo. To był zaledwie tydzień, a ona czuła się, jakby nie tylko drobiazgów, ale i reszty całego świata musiała uczyć się na nowo.
Tak, my… – uniosła brwi w zaskoczeniu. Jak oni to pamiętali? Biała różdżka z jodły z rdzeniem z igły szpiczaka była jej pierwszą, jej trofeum, które kupiła za pieniądze wyłożone przez ojca. Jasna faktura magicznego narzędzia pamiętała czasy, gdy jej niewielkie rączki ściskały je zbyt delikatnie, niepewnie, niestabilnie. Uścisk stał się zdecydowanie silniejszy, kiedy wstąpiła do Zakonu. Tak. Wtedy aż bielały knykcie. – Ma pan rację. Szukamy różdżek. Nowych. Swoje straciłyśmy… w wyniku anomalii. Maj rozpoczął się czystym szaleństwem.
W gruncie rzeczy nie musiała mu tego tłumaczyć. Ani wyjaśniać. Nie musiał wiedzieć.




handmade
love


Powrót do góry Go down
 

Wnętrze sklepu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Wnętrze sklepu
» Wnętrze sklepu
» Serce zakazanego lasu
» Sklep Ollivandera
» Korytarz na II piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Różdżki Ollivandera-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18