Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wesołe miasteczko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wesołe miasteczko   21.03.16 12:18

Wesołe miasteczko

Według Proroka Codziennego wesołe miasteczko pełne czarów to idealne miejsce na spędzenie leniwego, niedzielnego popołudnia. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - najmłodszym polecamy karuzelę lewitujących filiżanek, trochę starszym zjazd na gargulcu oraz diabelski młyn. Nie słabnącym zainteresowaniem cieszy się także niepozorna karuzela, gwarantująca niesamowite wrażenie przejażdżki na jednym z magicznych koni i to oczywiście, z pełną gwarancją bezpieczeństwa - rumaki poruszają grzywami, parskają, machają skrzydłami. Natomiast osoby poszukujące mocniejszych wrażeń koniecznie powinny wybrać się na rollercoaster na miotłach. Nie zabraknie też sali strachu pełnej strzyg, wampirów i czerwonych kapturków!


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   20.04.16 18:39

Przeniesione stąd

I pogoda, i pęd wiatru podczas jazdy sprawiał, że Samuel nie musiał zbyt wiele zastanawiać się nad czymkolwiek. Pozwalał właściwie, by myśli swobodnie przepływały przez umysł, tym samym oczyszczając się z większych nieścisłości - których ostatnio mu się nagrabiło. Albo sam sobie nagrabił. Prawdopodobnie dostał nauczkę, za zbytnie zaglądanie to tego - co znajdowało się w jego sercu. A nie powinien. Wszystko przecież się kończyło katastrofą, dlatego - musiał skupić się na pracy, na kolejnych misjach i Zakonie...to był jego plan i do tego był stworzony. Tylko..co w takim razie robiło rudowłose dziewczę za jego plecami?
- Powinno ci się spodobać - zdążył powiedzieć, odbierając niemal butną odpowiedź szlachcianki. Od tej strony nie znał Lyry. Wciąż zdawała mu się delikatną i kruchą dziewczyną, niewinną...nawet - jeśli miał okazję zobaczyć, jak świetnie radziła sobie z czarami.
- Dobrze - mimowolnie uśmiechnął się, gdy drobne dłonie objęły go w pasie. Początkowo myślał, że młodziutka malarka może mieć opory przed takim gestem - ale i tym razem został zaskoczony. Nie poczuł najmniejszego zawahania, a może - nie widząc twarzy artystki, zgubił gdzieś moment.
Ostatnie słowo Lyry ledwie usłyszał w warkocie silnika, by zaraz potem pewnie dodać gazu i pozwolić maszynie, z werwą ruszyć do przodu. Niemal z ulgą poczuł, jak mroźny wiatr - smagał jego twarz, tym samym jednak - osłaniając siedzącą za nim dziewczynę. I jeśli pogoda się utrzyma, niedługo ciężko będzie jeździć po ulicach motorem, znowu będzie musiał przerzucić się na teleportację. Pod tym względem - nie lubił zimy, chociaż - doceniał wartość nabytej dawno temu umiejętności.
Przez dłuższy czas nie odzywał się, pozwalając by panna Weasley oswoiła się z sytuacją, jakiej doświadczała. I dopiero, gdy wjechali na teren - zamkniętego już - wesołego miasteczka, zwolnił tempa, zmniejszając obroty silnika. Ostatecznie zatrzymał się przy bocznej bramie. Wszystkie budyneczki były pozamykane i zabezpieczone przed zimową porą, ale - czy to w jakikolwiek sposób przeszkadzało? Pamiętał o obiecanej rozmowie, chociaż - wciąż trwał w przekonaniu, że na temat, o którym najbardziej chciałaby się dowiedzieć jego towarzyszka, nie będzie mógł zbyt wiele powiedzieć. Odwrócił się, zatrzymując motor całkowicie.
- I jak wrażenia? - próbował dopatrzyć się na licach dziewczęcia, czegoś, co podpowiedziałoby mu powiedź, zanim jeszcze usłyszy słowa.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   20.04.16 21:48

Lyra czuła się dosyć skrępowana jego bliskością, tym, że ich ciała przylegały do siebie ciasno na siedzisku mugolskiej machiny, nie była w końcu przyzwyczajona do tego typu kontaktów z innymi, a bliskość mężczyzn peszyła ją tym bardziej. Obejmowała go jednak kurczowo rękami, starając się o tym nie myśleć, co przyszło jej dużo łatwiej wtedy, gdy auror nagle ruszył, bo dziewczyna była już skoncentrowana głównie na tym, żeby nagle nie ześlizgnąć się i nie spaść. Jego plecy skutecznie osłaniały ją przed pędem powietrza, dzięki czemu nie zachłysnęła się nim nagle tak jak przy szybkim starcie na miotle, jednak i tak odczuwała chłód kąsający jej odsłoniętą skórę. Przez pierwsze sekundy miała zaciśnięte powieki, dopiero później odważyła się je uchylić i przekrzywić głowę nieznacznie w bok, by ujrzeć szybko przewijające się obok nich budynki oraz inne mugolskie pojazdy. Długie, rude włosy fruwały wokół jej twarzy, ale dzięki temu, że była dużo niższa od Samuela, jego kitka nie łaskotała jej teraz w policzki. Podczas jazdy nic nie mówiła; w końcu nawet gdyby próbowała, jej głos i tak utonąłby w głośnym warkocie wydawanym przez maszynę.
Jazda tym czymś z pewnością była jednym z najbardziej dziwacznych doświadczeń w życiu Lyry i kiedy już się zakończyła, potrzebowała chwili, żeby ochłonąć i zrozumieć, że właściwie to jej się podobało. Samuel zatrzymał swój pojazd, a Lyra zamrugała szybko oczami i rozejrzała się, zauważając wyraźnie nadgryzione zębem czasu ogrodzenie i czające się za nim budynki, przywodzące na myśl magiczne wesołe miasteczko. Kilka lat temu była w nim latem, kiedy było czynne, więc po chwili rozpoznała to miejsce, położone na obrzeżach miasta.
- Och – powiedziała cicho. – Byłam tu kiedyś, dawno temu.
Po chwili nieporadnie zeskoczyła z rozgrzanego siedziska, prawie się przy tym wywracając, jednak udało jej się złapać równowagę. Nie chciała wyjść na nieporadną, tym bardziej że od kilku dni, od spotkania i rozmowy z Rosalie codziennie ćwiczyła w mieszkaniu właściwe poruszanie się.
Jej policzki były zarumienione, ale bardziej z zimna, gdy podczas jazdy jej twarz smagało mroźne powietrze. Była ciekawa, dlaczego Skamander wybrał akurat to miejsce, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną porę roku.
- Właściwie to... chyba mi się podobało – odrzekła po chwili, słysząc jego pytanie. – Nigdy nie podróżowałam w taki sposób, ale... To było naprawdę zaskakujące doświadczenie. Niesamowite, co potrafią wymyślić mugole, żeby ułatwić sobie życie bez magii!
Otrzepała płaszczyk i przez chwilę krążyła w miejscu, by się rozruszać po dość niewygodnej pozycji. Najprawdopodobniej byli jednak sami, co z pewnością ją w tym momencie ucieszyło.
- Myślisz, że możemy się tu rozejrzeć? – zapytała po chwili. Wcale nie była pewna, czy mogą wejść na teren miasteczka, czy może po prostu wybiorą się na przechadzkę wokół niego. Z ich dwójki to Samuel był aurorem, więc zdała się na jego decyzję, jednocześnie wciąż go obserwując i zdając sobie sprawę, że naprawdę chciała go lepiej poznać, że w jakiś dziwny sposób intrygował ją, odkąd tylko się poznali. Gdy tylko uświadomiła sobie tę myśl, znowu się zaczerwieniła, mając nadzieję, że Samuel nadal odbierał to jako oznakę zimna.
Była też ciekawa czekającej ich rozmowy, ale sama nie inicjowała tego najbardziej nurtującego ją tematu, postanawiając zostawić to na później, nie chcąc psuć ich przyjemnego spotkania nieprzyjemnymi wspomnieniami z końca lipca.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   23.04.16 19:40

Cisza, jaka panowała w wesołym miasteczku, mocno kontrastowała ze świadomością, że latem, pełno tu głosów, muzyki, śmiechu i gwaru. Zupełnie, jakby wszystko zasnęło, przykryte warstwą bieli, której nie brudziły pojazdy, czy kroki biegających ludzi. Możliwe, że właśnie ten spokój, przyciągnął i Samuela, chcąc bez pośpiechu, czy nagłych zwrotów - kończyć rozmowę ze swoja towarzyszką. A przecież - obiecał jej spotkanie, chociaż - nie umawiali się na żadne, zdał się na los, który skierował go na uliczkę, gdzie zastał Lyrę.
Sam, także odczuwał potrzebę, rozjaśnienia myśli, a bieląca się cisza, przepływała miedzy dwójką ludzi, omiatając łukiem czarną, mugolską maszynę, niby skradający się wąż. Sięgnął do kieszeni, w której trzymał papierosy, ale - zawahał się - Będzie ci przeszkadzać, jeśli zapalę? - zawiesił dłoń na wysokości bioder, intensywnie zaglądając w oczy swej drobniutkiej rozmówczyni.
- Chyba kiedyś widziałem z daleka, ale nigdy tutaj nie byłem - przypominał sobie ulotne wrażenie konsternacji, gdy słyszał płynące ku niemu dźwięki wesołej melodii, akurat - gdy wesołości nie znajdował ani odrobiny. Zamiast tego, ciało spinała adrenalina. To był wieczór, gdy szykowali się do obławy czarnomagicznych przemytników, którzy za siedzibę obrali sobie stare, prawie zawalone przejście, biegnące właśnie obok wesołego miasteczka. Absurdalne połączenie grozy i pozornie niegroźnej muzyki, zupełnie, jak na filmach - horrorach, w mugolskich kinach.
- Mają jeszcze samochody, takie...obudowane maszyny, ale - jakoś nigdy nie mogłem się do nich przekonać. Moja kuzynka takim jeździ - zdecydowanie wolał motor, przedkładając to charakterystyczne poczucie wolności, nad wygodę, jaką oferowały inne pojazdy.
- Czemu nie? - wyciągnął kluczki, z lubością jeszcze przesuwając dłonią po czarnym metalu harleya - Nie sądzę, żeby ktokolwiek tam pilnował, wszystko wartościowe zostało schowana i złożone. Ruszy pewnie na wiosnę, a chwilowo - możemy sobie pozwolić na mały spacer, prawda? - posłał jej łobuzerskie mrugnięcie okiem, by zaraz podsunąć jej wolne ramię - Pozwolisz? - Druga ręka wciąż była zaciśnięta na wyciągniętym wcześniej papierosie. Wystarczyło, że przejdą przez metalowe drzwiczki, które od bocznej strony placu - wystarczyło pchnąć. Zaraz więc weszli na ścieżkę, osłoniętą nieco przed śniegiem, a pozwalającą przejść bez konieczności przedzierania się.
- Mam nadzieję, że nie oberwę od nikogo po głowie, jak cię już odstawię do mieszkanie? - odwrócił głowę, zerkając na czubek rudowłosej głowy. Lyra zdawał sie pochłonięta widokami, z zaróżowionymi policzkami - wyglądała uroczo. Zawsze zwracał uwagę, na ten drobny element kobiecej twarzy, często - wywoływany jego obecnością. I wciąż, nawet słowem nie wspomniał o temacie, który zapewne zaprzątał umysł dziewczyny.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   24.04.16 0:31

Zimą wiele miejsc wydawało się pogrążonych w uśpieniu pod warstwą białego puchu, by później na wiosnę znów ożyć. Nie inaczej było z wesołym miasteczkiem, to zimowe i ciche stanowiło niemały kontrast dla wspomnień. Lyra pamiętała to miejsce jako dziecko, pewnie została tu zabrana w ramach prezentu na jakieś urodziny, które wypadały pod koniec sierpnia. Tak, to chyba było całkiem prawdopodobne, zwłaszcza że jej matka, mimo starań, nigdy nie mogła sobie pozwolić na zbyt wiele i wszelkie (bardzo sporadyczne) atrakcje, jakie zapewniała dzieciom, urastały do rangi prawdziwego święta.
- Nie będzie – odpowiedziała, gdy zapytał, czy może zapalić. – Czasami je widuję, no wiesz, na ulicach Londynu. Ale nigdy takim nie jechałam. Właściwie to chyba trochę bym się bała. To jak puszka, prawda? Bałabym się, że mogłaby mnie zgnieść w swoim wnętrzu i nie potrafiłabym się wydostać.
Wzdrygnęła się na myśl o swoim drobnym ciele uwięzionym pod warstwą metalu, ale z drugiej strony, czy i dzisiaj nie narażała się na bolesny upadek i rozjechanie przez warczącą machinę, jadąc z Samuelem? Najwyraźniej mimo wszystko miała do niego spore zaufanie, skoro pokonała swoją niepewność i zawierzyła ciekawości, każącej jej spróbować nowego doznania.
- Więc chodźmy – zgodziła się, po raz kolejny wykazując zaufanie do Samuela. Był przecież aurorem, na pewno wiedział, co robił, a i sama Lyra miała ogromną ochotę się tutaj rozejrzeć, i to nie tylko zaglądając przez siatkę. – Jasne. – Lekko uchwyciła się jego ramienia, pozwalając, żeby ją poprowadził w kierunku bocznego wejścia na teren nieczynnego parku. O dziwo, obyło się bez otwierania ich zaklęciem, więc dziewczyna nieco się uspokoiła. Jej niepokój szybko zastąpiła iście dziecinna ciekawość, która w dawnych latach skłaniała ją do zaglądania w różne ciekawe zakamarki. Nawet w Hogwarcie uwielbiała myszkować po zamku, dzięki czemu samodzielnie odkryła kilka jego tajemnic, choć i tak był to ułamek w porównaniu z tym, ile jeszcze skrywała w sobie stara szkoła magii.
- Nie, myślę, że nie. Garrett pewnie jest jeszcze w pracy. Wraca o dosyć nieregularnych porach – wyjaśniła, śmiejąc się cichutko z obaw Samuela. Jednak auror znał jej brata, więc na pewno był świadomy jego nadopiekuńczości i stąd wzięło się to pytanie. Tym bardziej, że Garrett, biorąc pod uwagę pewne wydarzenia, mógłby nie zaaprobować tego spotkania.
Przechadzali się między zamkniętymi budyneczkami. Pośród śniegu na ziemi leżało trochę rozmokłych ulotek i kolorowych bibułek, a na ścianie najbliższego pomieszczenia smętnie powiewał wyblakły plakat. Lyra na moment puściła ramię Samuela i powoli ruszyła w tamtą stronę, nagle uświadamiając sobie, że w nadchodzące lato najprawdopodobniej będzie już mężatką i nie wiadomo, czy wtedy będzie pasowało jej bawić się w tego typu miejscu. Westchnęła smutno, żałując, że za sprawą nie najlepszych warunków życiowych tak niewiele zaznała w dzieciństwie. Samuel mógł łatwo wyczytać nostalgię malującą się na jej nakrapianej buzi, kiedy dłonią wygładzała zagięcia na spłowiałym i częściowo rozmytym przez częste jesienne deszcze afiszu.
- Och, Samuelu. Czasami mam wrażenie, że odkąd skończyłam Hogwart, czas tak szybko gna do przodu – powiedziała cicho, machinalnie obracając na palcu pierścionek zaręczynowy.
Przesunęła się nieco, dostrzegając lekko uchylone drzwi budyneczku i z ciekawością zajrzała w szparę, jednak w środku widziała tylko ciemność. A potem znowu zwróciła się w stronę Skamandera.
- Masz jakieś wieści o...? – spojrzała na niego z wahaniem, nawet nie musiała kończyć, bo na pewno domyślił się, o co jej chodziło, mógł się spodziewać takiego pytania, w końcu już podczas wernisażu Lyra dawała mu do zrozumienia, że chciałaby wiedzieć, czy są jakieś postępy w sprawie, czy dzielny auror wpadł na jakikolwiek trop kobiety, której Lyra nadal się obawiała. Może nie powinna pytać, nie powinna psuć tego spotkania wyciąganiem takiego tematu, ale nadal często myślała o tej sprawie.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   24.04.16 22:02

Papieros trzymany w palcach, wygiął się pod wpływem nacisku. I chociaż osłaniał dłonią cienka warstewkę, otulającą tytoń, kilka płatków śniegu i tak zdążyło na nim osiąść. Samuel uniósł więc do ust nieco wymiętą i mokrą wersję, ale - pod wpływem ognia, naturalnie zaskwierczało, a na końcówce pojawił się żar.
- Nie jeździłaś nigdy Błędnym Rycerzem? To..trochę podobne wrażenie - sam jednak musiał przyznać, że nie bardzo odpowiadała mu podobna forma podróży. Pociąg - był czymś zdecydowanie przyjemniejszym, szczególnie, ze wciąż pamiętał podekscytowanie podróżą do Hogwartu. Widocznie pewna naturalna chęć wolności, nie pozwalała Samuelowi na zamykanie się - nawet jeśli chodziło o maszyny. Wolał otwarte przestrzenie. A i aktualny wybór odpowiadał jego oczekiwaniom. Efekt potęgował się przez unoszącą się aurę ciszy, w której jedynymi dźwiękami, były ich głosy i skrzypienie śniegu pod dwiema parami stóp.
- Właściwie...to miałem na myśli kogoś innego. I wyobraź sobie, wiem, ze Garry potrafi wracać w tak nieregularnych porach - mówił z papierosem w ustach, ale gdy się uśmiechnął, pet wysunął się z jego warg, lądując pod jego butem. Westchnął przez nos, wypuszczając pozostawiony w płucach dym. Na razie nie chciał palić kolejnego. Będzie potrzebował zakupić kolejną paczkę, bo ta ostatnia, w zastraszającym tempie traciła swoją zawartość.
Zatrzymał się, czując, ze malarka puszcza jego ramię, upatrując swego celu w wyblakłym i mokrym od śniegu plakacie. próbował dojrzeć niewyraźne kontury, znajdującego się na nim obrazka, ale zrezygnował, skupiając się mocniej na smukłych palcach, uporczywie próbujących nadać papierowi pierwotnej struktury. Przeszedł bliżej, tym razem mając przed sobą jej sylwetkę, na której malował się niewyraźny smutek? Tęsknota? Kształt na tyle niewyraźny i ulotny, że nie umiał zidentyfikować.
- Czas idzie w tym samym tempie, to my gnamy - oparł się o ścianę budynku. Nie umkną mu gest, jaki wykonała, przesuwając delikatny pierścionek, zdobiący jej palec. Zaręczynowy. No tak - Nigdy nie mogłem zrozumieć tej szlacheckiej zasady, która każe im sprzedawać kobiety, jak żony... - zdecydowanie mu się to nie podobało, szczególnie, ze jeszcze jakiś czas temu, jego ojciec planował zrobić to samo z jego siostrą. Mimowolnie się skrzywił, przymykając ciemne oczy. Otworzył je, akurat, gdy dziewczyna zaglądała przez szparę w niedomkniętych drzwiach.
Oczywiście, ze się spodziewał pytania, ale - pokręcił głową, bynajmniej - nie pzrecząco.
- Maleńka, już ci mówiłem. Nie mogę cię o niczym w tej sprawie więcej informować. Dziękuję za pomoc, jaką mi udzieliłaś, ale nie możesz więcej się tym interesować - z niewytłumaczalnym impulsie, wysunął dłoń, by zetrzeć z czubka rudych włosów, zbierające się płatki śniegu - Obiecaj mi, to proszę, a ja...dam ci znać, jeśli niebezpieczeństwo zostanie...zażegnane - mówił to z pewnością, w której pobrzmiewała zaciętość. Miał zamiar doprowadzić sprawę do końca, szczególnie, ze oficjalnie zgłosił prowadzenie sprawy w biurze, która pod koniec grudnia miała znaleźć swój wynik. I tej pewności się trzymał.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   25.04.16 10:54

Lyra pokręciła głową.
- Nie. Zanim nauczyłam się teleportować, podróżowałam głównie siecią Fiuu lub teleportacją łączną – wyjaśniła. Ale i tak w dzieciństwie raczej rzadko opuszczała rodzinną wioskę, chyba że wyjeżdżając do Hogwartu, ale to matka zawsze dostarczała ją na stację i odbierała stamtąd, kiedy wracała. W celu wypraw na Pokątną korzystały z kominka, pojawiając się w Dziurawym Kotle, dzięki czemu nie trzeba było przechodzić przez świat mugoli. Z tym Lyra zaczęła się stykać dopiero po zamieszkaniu u brata.
Od razu domyśliła się, o co, a raczej o kogo mu chodziło.
- Och... Mój narzeczony nie wie o tym spotkaniu. Przecież nie mieszkamy razem, więc nie wie, kiedy i dokąd wychodzę.Jeszcze, dodała w myślach. Mieli zamieszkać ze sobą dopiero po ślubie, wcześniej byłoby to bardzo niestosowne. Nawet sam fakt, że raz przenocował ją, kiedy po balu u Averych zasłabła i nie mogła się teleportować do domu, już mógł uchodzić za niestosowny, mimo że nie zrobili niczego niewłaściwego. – Nie musi o tym wiedzieć...
Oboje nadal mieli przed sobą sporo tajemnic. Dopiero się poznawali, choć ślub nieubłaganie się zbliżał. Patrząc na stary plakat, nagle uświadomiła sobie, że jej dzieciństwo bezpowrotnie minęło, że tak wielu rzeczy, które lubiła kiedyś, teraz już nie będzie wypadało robić.
- Czasami mam wrażenie... Że to nadeszło zbyt szybko – powiedziała, muskając palcami pierścionek. – Lubię go, nawet bardzo. Ale boję się małżeństwa, boję się, że nie podołam... To już za dwa miesiące!
Rzadko dzieliła się z kimś swoim niepokojem, tym bardziej z postronnymi osobami. Ale trudno jej było się powstrzymać, chciała wyrzucić z siebie ten przebłysk niepokoju, który nawiedził ją tak nieoczekiwanie.
- Ale to przecież normalne, Samuelu. To, że wydają nas za mąż za mężczyzn, których sami dla nas wybiorą – dodała po chwili, już nieco spokojniej. – Wiem, że i tak mam szczęście, że to właśnie Glaucus. Musimy dać sobie szansę i spróbować być szczęśliwymi, mimo wszystko.
Lyra nie przekreślała tego związku, chciała stać się godną panią Travers. Po prostu nadal dziwnie było jej z myślą, że to tak szybko się działo.
Po chwili jednak zmiana tematu skutecznie odegnała jej myśli od kwestii zaręczyn.
- Wiesz, że mnie to interesuje. Wiesz dlaczego – powiedziała, zapominając nawet o pomieszczeniu, do którego zaglądała i patrząc prosto na aurora. Na wernisażu nie mogła wypytać go dokładnie, mogła tylko zasugerować swoją ciekawość i chęć rozmowy, ale teraz byli sami. Jej włosy na moment zmieniły swój kolor. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego za każdym razem ją spławiał, ilekroć pytała o Melanie. – Ta kobieta zabiła Wooda i prawie jej się udało to zrobić z nami, a przedtem podszywała się pode mnie, dokonując swoich podłych uczynków. Myślisz, że tak łatwo o tym zapomnieć? – Wzdrygnęła się. Wystarczyło, że przeżywała to w snach, że parę razy zobaczyła to podczas sesji nauki oklumencji, kiedy William wdzierał się w jej umysł, by uczyć ją obrony przed legilimencyjnymi atakami. Chciałaby raz na zawsze zostawić to za sobą, ale nie mogła, póki Karkarov nie trafi za kratki. Parę razy nawet miała ochotę zmienić wygląd i udać się na Nokturn, by rozejrzeć się na własną rękę, ale zdrowy rozsądek oraz zwykły strach szczęśliwie powstrzymały ją przed tak lekkomyślną eskapadą. Więc pozostawało czekać, aż to prawdziwi aurorzy się z nią rozprawią.
Dopiero po chwili trochę ochłonęła i przywróciła swoim włosom normalny kolor. Westchnęła.
- Wybacz, Samuelu. Wiem, że się starasz, i wierzę, że ci się uda, ale... – urwała nagle, po czym odwróciła się i ruszyła jedną z alejek. Potrzebowała chwilę pomyśleć, rozluźnić się.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   28.04.16 23:59

Błędy Rycerz wciąż wywoływał w Samuelu dosyć intensywne wrażenia. Ciężko byłoby porównać doświadczenie podobnej jazdy, do czegokolwiek innego - i nie chodziło wyłącznie o prędkość, czy zawrotne tempo, jakie unosiło ten mechaniczny "twór". jedni się fascynowali, inni - rezygnowali tuz po opuszczenia wnętrza pojazdu. Skamander - wracał, przynajmniej - dopóki nie odkrył motoru.
- Czuję się teraz jak łotr, który za plecami porywa niewinne dziewczę na skrywane przechadzki - na ustach pojawił się grymas rozbawienia. Ciężko było mu wybić z głowy minę wściekłego Garreta, który dowiedziałby się o ich spotkaniu. Na temat Traversa nie wiedział za wiele, ale - czy rzeczywiście któryś z nich miał powody do gniewu? Skamander wiedział, jaka reputacja się za nim ciągnęła, ale - byłby skończonym chamem, gdyby próbował choćby niestosownie potraktować Lyrę. Nie, żeby nie zwrócił uwagi na jej urodę i urokliwą niewinność, ale - no właśnie. istniało zbyt wiele "ale". A wśród niech największe, nie chciał tej małej istoty skrzywdzić.
Jego uśmiech zbladł i zmarszczył brwi, przysłuchując się jej niepewnym słowom - Chyba...ci w tej kwestii nie umiem doradzić - chrząknął cicho, wciąż obserwując jej gesty. Nie powiedział głośno, ale zdecydowanie cieszył się, że nie należał do szlacheckiej śmietanki, w której aranżacja małżeństw była na porządku dziennym. Samuel wymykał się zasadzie przez skazę czystości krwi, za którą dziś - dziękował - Mam jednak nadzieję, że będziesz szczęśliwa - w gruncie rzeczy, skoro ostatnio spotkał Traversa na spotkaniu Zakonu, wielce prawdopodobne, że należał do grona dobrych, a przynajmniej wierzących w nie. A jeśli nie - cóż, chętnie porozmawia z nim za pomocą cięższych argumentów.
- Nie widzę w tym nic normalnego - zapauzował, opierając plecy o chłodną od mrozu, powierzchnię ściany - łączenie dwojga ludzi na siłę, na podstawie idiotycznych umów nie ma w sobie krzty prawidłowości. Więcej z tego krzywdy niż czegokolwiek innego - uniósł kołnierz płaszcza wyżej, czując jak śnieżny wiatr sięgał zimnymi zrywami odsłoniętej skóry karku - no właśnie, a ile z tego par, których nie łączyło nic prócz nienawiści? - wiedział i o takich przypadkach, ale potrząsnął głową, mając ochotę przejechać pięścią po chropowatym murze w rosnącej - jak zawsze, sięgając po wspomniany motyw - czując zbierającą, gorzką irytację.
- Wiem i dlatego nie powinnaś się mieszać - cierpliwie zniósł jej spojrzenie, które bez żadnego wstydu zatrzymała na samuelowych źrenicach - nie musisz mi przypominać, co zrobiła - wystarczająco nawiedzały go wizje w koszmarach - i nie twierdzę, że masz łatwo zapomnieć, ale nie mieszać się - powtórzył, nieco chłodniej. Doceniał jej pomoc, pamiętał jak świetnie sobie radziła, ale - to jego rolą było chwytanie takich jednostek. To dlatego został aurorem i na swoje barki wolał ściągać możliwe niebezpieczeństwo. Może brzmiało to patetycznie, ale - tak właśnie uważał.
Pozwolił malarce, na uspokojenie, chociaż cień uśmiechu drgnął, gdy dostrzegł mieniące się kolorem włosy. To zawsze było fascynujące dla obserwatora, nawet gdy miało się świadomość, z jakiego powodu następowały zmiany.
- Nie staram się, po prostu działam, a Ty... - odepchnął się od ściany, którą do tej pory traktował jako podporę. Wyciągnął dłoń, którą zatrzymał na włosach Lyry, przesuwając w palcach, nieco mokre od śniegu pasmo, akurat, gdy dziewczyna odwróciła się gwałtownie i umknęła jego gestowi. Przez sekundę spoglądał za nią, by w końcu ruszyć za nią. Złapał się na tym, że sięgnął do kieszeni w poszukiwaniu paczki, w której kończyły się papierosy. Zrezygnował jednak, przecierając twarz i w kilku większych krokach, zrównać się z Lyrą.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   29.04.16 12:18

Weasleyówna uśmiechnęła się do Samuela. Mimo niefortunnych początków znajomości miała do niego na tyle zaufania, że nie obawiała się z jego strony niczego złego i łatwo zgodziła się na propozycję przejażdżki. Skoro była zaręczona, pewnie uchodziłoby to za niestosowne, spotykanie się z obcym mężczyzną bez wiedzy narzeczonego lub jej własnej rodziny, ale przecież byli tutaj sami. Nikt poza dwoma byłymi hogwarckimi koleżankami (będącymi nieczystej krwi, więc nie groziło, że wieść o samowolce Lyry dotrze do szlacheckiego światka), z którymi rozmawiała, kiedy zjawił się auror, nie widział ich razem, więc chyba mogli być spokojni.
- Przecież tylko rozmawiamy, Samuelu – rzekła do niego. – Wątpię, żeby Garrett i Glaucus byli bardzo źli, nawet gdybym im powiedziała.
Przygryzła w zamyśleniu wargę. Także miała ogromną nadzieję, że będzie szczęśliwa w swoim małżeństwie, i mimo obecnego poczucia niegotowości na tak poważny krok, szybko się w nim odnajdzie.
- To zwyczaj, który ciągnie się w naszej społeczności od wieków – powiedziała; mimo że Weasleyowie zawsze byli pełni przekory i trzymali się na uboczu, Lyra czuła pewną więź z tym szlachetnym światkiem i chciała uważać się za jego część. Swoją drogą, Weasleyowie także aranżowali małżeństwa, a osoby poślubiające mugolaków spotykało wydziedziczenie nawet mimo głoszonej wszem i wobec tolerancji dla nieczystej krwi. Przedłużenie rodu było ważniejsze niż uczucia i trudno było sobie wyobrazić, by to mogło się kiedykolwiek zmienić. – Nie przeczę, że to często jest krzywdzące, ale rody pragną przede wszystkim zachować czystość krwi i własne zwyczaje... Zresztą wiesz, jak większość z nich patrzy na wszystko, co mugolskie i inne od ich wizji świata.
Kto by się spodziewał, że będzie prowadzić ze Skamanderem rozmowę na temat aranżowanych małżeństw i w dodatku będzie poniekąd bronić poglądów czystokrwistych rodów? Sama miała mieszane zdanie na ten temat; z jednej strony wpajano jej, że to normalne, właściwe i konieczne, by ocalić ich świat i wartości kultywowane od stuleci, a z drugiej, fakt pozbawienia możliwości wyboru oraz przeżycia prawdziwego uczucia był taki smutny... Ale jednak poczuła się w obowiązku, żeby przedstawić sytuację właśnie w taki sposób, nie mogła jawnie negować świata, do którego chciała przynależeć, nawet jeśli nie wszystko w nim jej się całkowicie podobało.
Zagryzła wargę, znowu zatapiając się w myślach. Gdy temat zszedł na sprawę Melanie Karkarov, oboje przez chwilę mierzyli się wzrokiem, ale w końcu to Lyra pierwsza odwróciła się w bok, spoglądając na nieczynne instalacje wesołego miasteczka i po chwili oddalając się pomiędzy nie. Może rzeczywiście wypominanie mu tej sprawy było nietaktem, z pewnością także przeżywał ją bardzo mocno i wziął na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie jej do końca. Ale i Lyra podchodziła do niej dosyć osobiście, z oczywistych względów. I chciała czuć się bezpiecznie.
- Wiem, że nie powinnam się mieszać, ale nikt mnie o to nie pytał, kiedy Wood zabierał mnie do Tower i poił eliksirem prawdy. A później... Wiesz, jak było – powiedziała; jej głos wciąż brzmiał chłodno, choć dawno już wybaczyła Woodowi pochopne oskarżenia i szorstkie potraktowanie, bo wydarzenia na Nokturnie i bycie świadkiem jego śmierci zatarły to. – Chciałabym się do czegoś przydać – dodała jeszcze, choć nie była pewna, czy Skamander ją usłyszał, bo już szła alejką między zamkniętymi budyneczkami. Auror jednak szybko ją dogonił i znowu pojawił się obok niej. Westchnęła, ale znowu podniosła na niego wzrok. – Może powinnam częściej rysować portrety pamięciowe dla aurorów? – rzuciła, ale wątpiła, żeby Samuel potraktował jej sugestię poważnie. – Po swoim wypadku często czułam się... bezużyteczna. Dopiero malowanie przywróciło mi wiarę we własne możliwości.
Skręcili w jakąś boczną uliczkę, wciąż przemierzając przykryte cienką warstwą śniegu i opustoszałe wesołe miasteczko, rozmawiając na niełatwe tematy.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   03.05.16 17:06

- Taka zwykła rozmowa w waszym arystokratycznym światku jest oceniana jak, jako wykroczenie. Nawet jeśli twoja rodzina, czy narzeczony patrzą na to inaczej, potwierdzając regułę - pokręcił głowa, ale nie próbował rozdrabniać poruszanej kwestii. Wystarczająco się natrudził, gdy to jego siostra miała znaleźć się na ślubnym kobiercu. Szczególnie - że była w wieku, w którym rodzice intensywnie myśleli nad ożenkiem. Nie podobało mu się to - To nie znaczy, że zwyczaj jest dobry. Wiele rzeczy się zmieniło przez lata, także zwyczajów, a szlachta wciąż kurczowo się ich trzyma, jakby bali się, że zmiany ich zrujnują.. - właściwie..tak mogłoby być, ale przegonił zdroworozsądkową myśl, upierając się przy własnej koncepcji. Powinien być wybór. Jakikolwiek, na początek dając jego namiastkę. Tak przypuszczał. Nie chciał, by jego siostra skończyła z jakimś starym prykiem, chełpiącym się swoją arystokratyczną butą - To źle patrzą - wcisnął dłonie w kieszenie, w jednej maltretując prawie pusta paczkę z papierosami - Nie mówię, że mają darzyć świat mugoli wielką miłością, wystarczyłaby tolerancja dla ich istnienia, bez traktowania jak gorszy sort - wyciągnął na nowo ręce, przejeżdżając palcami po czarnej brodzie. Nie mógł zaprzeczyć, że w słowach Lyry odnajdował i swoje własne wnioski, ale - przeważały w nim te - przeczące. Za dużo widział, żeby móc się zgodzić, za często ścierał się z szlachcicami, którzy mieli gdzieś dobro innych, egoistycznie ograniczając się tylko do kilku wytypowanych przez staruchów - rodów. To było głupie i stronnicze.
Jego myśli szybko przeistoczyły się w jeszcze bardziej chmurne, gdy temat przeskoczył na wciąż poszukiwaną Karkarov. Czas, który minął od incydentu z jednej strony pozwolił Skamanderowi ochłonąć, z drugiej - nabrać pewności, że musiał się sprawa zająć sam, a przynajmniej - uczestnicząc w akcji, wtajemniczając w szczegóły Lizzy i Lilith. Czekał na decyzję Rogersa, ale - wystarczająco długo badał sprawę, by szef zgodził się na oficjalne wznowienie śledztwa. I nie licząc faktu, że nie chciał, by rudowłosa malarka mieszała się w sprawę bardziej, to nie mógł wdawać się w konkretny, ze względu na sam tok toczonej procedury. Panna Weasley zbyt często trafiała w niejasnych - dla Skamandera - okolicznościach, w coraz to nowe kłopoty. Tym razem, chciał zadbać, by niebezpieczeństwo ją ominęło.
- Wiem i DLATEGO nie dopuszczę do takiej powtórki. Doskonale wiesz, że mieszając się znowu - narażasz się na niebezpieczeństwo. Zdajesz sobie sprawę, do czego była zdolna ta kobieta, co osiągniesz, otrzymując o niej informacje? Więcej niepokoju? - szedł już obok dziewczyny, ignorował chłodny ton, samemu mówiąc ciepło, ale stanowczo. Nie mógł się zgodzić na jej prośbę. Rozwiązanie sprawy ciążyło na jego barkach - Maleńka, masz talent - wykorzystuj jego pokłady, w sposób do tego najlepszy. W ten sposób pomagasz - zaczął, próbując zebrać myśli. Twierdził, że ludzie posiadali w sobie pewne możliwości i predyspozycje, które pozwalały spełnić się ich jestestwu. Skamander dopatrywał swoich talentów, celując w sposób, jaki charakteryzował aurora.
- Hm? - zmarszczył brwi, przyglądając się piegowatej buzi dziewczęcia - Nie jestem pewien, ale mogę zapytać w biurze, czy taka opcja istnieje - musiał pomyśleć nad tym później - Dlatego nie powinnaś schodzić z tej ścieżki - szczególnie, że wiedział o czym mówiła, przez analogię. Sam też przeżył "wypadek", który pchnął go na kurs aurorski. Miał zamiar trzymać się obranej drogi, bez względu na okoliczności i - niespokojny czas - Widocznie, pewne zdarzenia są nam potrzebne, żeby wskazać nam właściwy cel.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   03.05.16 23:08

W jego słowach od razu wyczuła, że podkreślił swoją odrębność od jej świata.
- Nikt nie musi o tym wiedzieć – powiedziała cicho, zdając sobie jednak sprawę, że miał rację. Chociaż jej brat i narzeczony mieli luźne podejście do zasad, nie każdy mógłby być tak wyrozumiały w kwestii wypadów gdziekolwiek z obcym mężczyzną. Ale przynajmniej w tym przydawało się bycie biedną Weasleyówną, że zwracano na nią mniejszą uwagę niż na panny z lepszych rodów.
- Masz rację, boją się zmian, nie chcą ich – dodała. Było ich coraz mniej, a tradycje i historia były ich integralną częścią, na której nadal budowali swoją tożsamość i poczucie wyższości nad czarodziejami nieposiadającymi równie znakomitych rodowodów. Nie chcieli tracić swoich przywilejów. Podejście do mugoli także zapewne wiązało się z historią, odwieczną niechęcią między czarodziejami i mugolami, która trwała, chociaż ci drudzy dawno już przestali wierzyć w istnienie magii. Ale Lyra wielu rzeczy nie rozumiała, była w końcu młoda i wiele uprzedzeń uważała za dziwacznych. – Ja toleruję mugoli. Nie przeszkadza mi to, że żyją sobie po swojemu. Nawet ich podziwiam, są zaradni. – No, ale Lyra była specyficznym przypadkiem, naiwną istotką gotową zaakceptować każdego, kto odwdzięczał jej się tym samym. Nie miała w zwyczaju darzyć kogoś tak negatywnymi uczuciami tylko ze względu na pochodzenie. Ale wiedziała, że sama świata nie zmieni, nawet jej naiwność nie sięgała tak daleko, więc musiała brać go takim, jaki jest.
- Właściwie... To chyba nawet bardziej niż o siebie martwię się w tej kwestii o Garretta – dodała po chwili. Ona zaakceptowała już fakt narzeczeństwa i z pokorą czekała na to, co miało nastąpić, bo ufnie wierzyła, że wszystko się ułoży. Ale sytuacja Garretta się skomplikowała, jego narzeczona wciąż nie została odnaleziona. – Słyszałeś o zaginięciu jego narzeczonej? Nadal nie wróciła, nic o niej nie wiadomo.
Samuel znał jej brata, a miała ochotę z kimś porozmawiać i podzielić się niepokojem o niego. Może kiedy na święta pojawi się w domu matki, powinna z nią porozmawiać, w nadziei że podejmie dobrą decyzję, co dalej z tym zrobić? Chciała, żeby jej brat był szczęśliwy i nie musiał się zamartwiać zniknięciem Diany. Lyra chociaż jej prawie nie znała, to też się martwiła, bo to jednak było dosyć dziwne.
Na moment pochyliła się, żeby dotknąć dłonią zimnego, białego puchu. Chłodny wiatr znowu zmierzwił jej włosy, które wróciły już do normalnego, rudego koloru.
- Dlatego się nie mieszam, Samuelu. Nie chodzę nawet na Pokątną, nie wspominając o takich miejscach jak Nokturn – powiedziała, mrużąc lekko oczy. – Wiesz, że nie chcę tego przechodzić po raz kolejny, raz wystarczył. Ale wiesz też na pewno, że nawet bez informacji i tak się niepokoję, ponieważ żyję w niewiedzy, nie wiem, czy ta kobieta pewnego dnia nie pojawi się na progu mojego mieszkania, by dokończyć to, czego nie udało jej się wtedy. – Wyprostowała się znowu. Jak miała być spokojna, kiedy Melanie Karkarov mogła wrócić? Przez kilka miesięcy nie dawała znaku życia, ale mimo to cień niepokoju tkwił gdzieś głęboko na dnie umysłu Lyry. – I co wtedy, Samuelu? Jeśli myślisz, że w takiej sytuacji siedziałabym z założonymi rękami i czekała, aż mnie wykończy, to się mylisz. Ale obiecuję, że nie będę szukać jej sama.
Znowu uniosła dumnie podbródek. Była wrażliwa, delikatna i słabowita, często mdlała i wyglądała, jakby mógł ją porwać byle podmuch wiatru, ale gdyby znowu spotkała Melanie Karkarov, nie zamierzała poddać się bez chociaż próby walki. Nawet jeśli miała marne szanse wyjść z tego bez szwanku. Melanie znała magię, o jakiej Lyrze nawet się nie śniło.
- I wykorzystuję, ale chciałabym kiedyś zrobić coś naprawdę pożytecznego. Bardziej niż malowanie portretów kapryśnych szlachciców – westchnęła, czując, że przy aurorze może być szczera. Uwielbiała malować, to była jej pasja, ale w porównaniu z pracą aurorów, jej własna raczej nie należała do szczególnie pożytecznych i nikomu nią nie pomagała, może tylko sobie. I jej to pomagało bardzo zarówno w twórczej pasji, jak i materialnie, ale jednak czegoś jej jeszcze brakowało. A po wypadku przekonała się, że ważne jest dla niej poczucie bycia przydatną, ale Samuel miał rację, to wydarzenie pokazało jej zupełnie nowy cel w życiu i udowodniło dobitnie, że to nie aurorstwo miało być jej przeznaczeniem. Nie była dostatecznie dobra. – Ale zapytaj. Może kiedyś jeszcze ktoś z was będzie potrzebował usług portrecistki. Mogę się przydać, przynajmniej w takiej formie.
Była ciekawa, czy Skamander będzie o tym pamiętać, czy może wyrzuci jej pytanie z pamięci, uznając, że nie powinna mieszać się w ogóle, nawet w coś tak bezpiecznego jak szkicowanie portretów.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   06.05.16 23:16

Wystarczająco orientował się w zasadach szlacheckich, by nie chcieć do niego należeć. Gotów był zrezygnować z przywilejów i bogactw, byleby uniknąć ograniczeń, które szeregiem nakładano już od urodzenia. Ciche głosy podpowiadały, że jego rodzice wciąż aspirowali do marzeń o szlachectwie, ale...wykorzystując do tego jego siostrę, co - nie podobało mu się ani odrobinę. Drażnił go fakt, że będzie musiał ją oddać jakiemuś podrzędnemu szlachcicowi. Zreflektował się jednak, że brakuje chwili, a zagalopuje się w swoich pomstach. Sam musiał przyznać, że nie wszystkich można było wrzucać do tego samego worka i znał wystarczająco jasne dowody na to, że nie wszystko w szlacheckiej śmietance zgniło. I jest zjadliwa, a nawet dobre.
- Wybacz Maleńka, chyba nie jestem zbyt sprawiedliwy. W tym momencie robię coś, co sam piętnuję - przetarł czarną brodę palcami, próbując w międzyczasie przełknąć dumę z przyznania się do błędu. Był pochopny w ocenach i zapalczywy w działaniu, ale podobno ignorancją się nie afiszował - To prawda. Potrafią tworzyć rzeczy, które zastępują im magię. Jest w dodatku kilka elementów, które podobają mi się bardziej, niż u nas - odwrócił głowę w stronę, z której przyszli, gdzie - stał jego motor. Kącik ust wyrwał do góry, tylko na chwilę, bo słowa Lyry wróciły go na mniej pogodne kwestie - Za dużo się martwisz - zdawało się to bardzo kobiecą cechą, wciąż ogarniać nadmierną, myślna troską wszystkich bliskich - Jest silniejszy niż niż pokazuje i chyba sam pojmuje - refleksja prosta, ale prawdziwa. Garret niósł na barkach ciężkie brzemię i Samuel cicho wierzył, że chociaż trochę pomoże mu go nieść. Nawet jeśli wcześniej dostałby w pysk. A może już nie? - Niewiele mówił o narzeczonej, ale zdaje się, że pisali o tym w Proroku - zmarszczył ciemne brwi, przypominając sobie artykuły z nienawistnej gazety. Rzeczywiście była notka na team zaginięcia panny Crouch, ale - nie przykuła jego uwagi, zbyt zaaferowany złością na temat nowinek dekretowych. Teraz mógł czuć tylko wyrzuty, że nawet nie zapytał Weasleya o to. Druga sprawa, że nie było pewności, czy drugi auror w ogóle by mu odpowiedział - ale rzeczywiście było to dziwne, chociaż - poruszył palcami, zaciskając je mocniej - zaginięcia tylko potwierdzają niespokojność naszych czasów - urwał na chwilę, przyglądając się dziewczęcej twarzy - dlatego mamy więcej pracy, a Ty - na prawdę za dużo się martwisz. Wiem, że tamte wydarzenia odbijają się echem w twoich wspomnieniach, ale nie możesz nimi cały czas żyć - pokręcił głową, pozwalając by uniosła hardo podbródek - Czy ja cokolwiek takiego sugerowałem? twierdzę tylko, że nie możesz się do tego mieszać, a nie uciekać, jeśli znajdziesz się w niebezpieczeństwie, chociaż - to jest dobry odruch - może nie dla niego - przecież po to są tak liczne zawody, tyle mamy umiejętności, by korzystać z nich. Nie możemy wszyscy działać w tym samy, bo każdy jest potrzebny - może nie licząc zbyt licznych, biurokratycznych urzędasów i papierkowej pracy, której miał powyżej uszu - Znajdziesz coś dla siebie Maleńka, jesteś jeszcze bardzo młoda, masz czas na podjęcie decyzji, a ja obiecuję zapytać. Możesz mi się ewentualnie przypomnieć w liście - bo nawet nie chcąc - mógł zapomnieć w natłoku pracy. A tej ostatnio przybywało, wprost proporcjonalnie do rosnącego niepokoju i zgłoszeń. czarnomagiczne plugastwo rzeczywiście roztaczało coraz większe kręgi, ale tylko Nokturn wiedział, jak głęboko sięgały jego korzenie. Tymi jednak myślami - nie dzielił się z młodziutka malarką. Wystarczyło jej problemów do zamartwiania. Wolał nie dokładać kolejnych, mrocznych domysłów.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   07.05.16 21:36

Lyra zdawała sobie sprawę, że wiele osób z zewnątrz patrzy na ten świat bardziej krytycznie, bez fascynacji i zaintrygowania cechujących naiwną Weasleyównę która dorastała, musząc znosić pogardliwy stosunek otoczenia przez błędy swoich przodków z wcale nie tak bardzo odległej przeszłości. Oni praktycznie oderwali się od tego światka i zaprzepaścili dawną pozycję i wpływy, ona chciała do niego powrócić, znowu stać się częścią jego częścią i zasłużyć na szacunek, którego tak brakowało jej w czasach szkolnych. Ale wiedziała też, że w tym momencie poglądy jej i jej brata coraz bardziej się różnią. Była po Weasleyowsku tolerancyjna, co jednak nie znaczyło, że chciała odrzucić swój rodowód i zdradzić swą krew, do czego Garrett w przeszłości był już gotowy i naprawdę się obawiała, że zrobi to znowu, że odwróci się od rodziny.
Mogła jednak zrozumieć dystans Samuela, to, że wolał najprawdopodobniej trzymać się z boku tego wszystkiego. Może po prostu jako auror chciał zachować neutralność, a może przyczyny leżały głębiej? Tego nie wiedziała, więc mogła tylko się zastanawiać, skąd brała się jego niechęć.
- Chciałabym po prostu być szczęśliwa. Zostawić za sobą to, co było kiedyś i pokazać światu, że niesłusznie mnie nie docenia – powiedziała cicho, a przed oczami znowu stanęło jej dzieciństwo. Stary, zapyziały domek i zaglądająca w oczy bieda. Mała Lyra nosiła wyświechtane sukienczyny i często chodziła głodna, bo matka ledwo wiązała koniec z końcem, by samotnie utrzymać trójkę dzieci po zniknięciu męża. O należytym rozwijaniu swojego niezwykłego talentu plastycznego mogła zapomnieć. Cieszyła się z poprawy swojej sytuacji, bo nie chciała dalej tak żyć i nie chciała zgotować podobnego losu własnym dzieciom. Między innymi dla przyszłej rodziny chciała zostać kimś więcej, choć nie dało się nie wyczuć, że dziewczyna posiadała wyraźne kompleksy na punkcie swojej przeszłości, wyraźnie przebijające się zza dumy z pochodzenia.
Ale może miał rację, że za dużo się martwiła. O braci, rodziców i narzeczonego, o rozwój własnej kariery malarskiej, a także niepokoiła się tymi dziwnymi sytuacjami z lipca, do tej pory skutkującymi nocnymi koszmarami i lękiem przed powtórzeniem sytuacji. Nadal przecież myślała, że to Melanie stała zarówno za incydentem na Nokturnie i zabiciem Wooda, jak i zaatakowaniem jej i wymazaniem wspomnień dwa tygodnie wcześniej.
- Trudno się nie martwić, Samuelu – zauważyła. Lyra zawsze była pełna optymizmu, ale jednak w ciągu ostatnich miesięcy pojawiło się na tym sporo rys, o których ciężko było nie myśleć. – Tak, pisali o niej jakiś czas temu. Do tej pory się nie odnalazła, chyba nawet Garrett nie wie, co się stało. – Zniknięcie Diany także mogło być kolejnym powodem do zmartwień, w końcu cała ta sprawa była bardzo podejrzana i niepokojąca. Dziewczyna mogła uciec, chcąc uniknąć ślubu z mężczyzną z mniej znaczącego rodu niż jej własny (co było dla Lyry gorzką myślą, zwłaszcza że tym mężczyzną był jej brat), a mogło stać się coś złego, co też budziło lęk, tym bardziej, że skoro coś takiego spotkało pannę z tak znakomitego rodu, także inne dziewczęta mogły być zagrożone i to mogła być każda, nawet Weasleyówna... Na tę myśl aż zadrżała, tym bardziej po słowach Samuela. – Boję się, że na tym może się nie skończyć, że tu chodzi o coś więcej niż ucieczka przed niechcianym ślubem. Naprawdę myślisz, że nadchodzą niespokojne czasy? – Dekrety, zaginięcia... Nawet Lyra widziała, że coś się zmienia i ta myśl ani trochę jej się nie podobała. – Nie chcę pewnego dnia zniknąć.
Kopnęła większą bryłę śniegu, która potoczyła się po ścieżce, zdradzając targające nią emocje.
- Nie będę się mieszać, choć oczywiście mam nadzieję że sama już nigdy tej kobiety nie spotkam. Ale obiecaj, że powiesz mi, kiedy się czegoś dowiesz. Mam nadzieję, że pewnego dnia usłyszę o twoich sukcesach w zamknięciu tej sprawy – zapewniła go. Zamiast o kolejnych dekretach, o wiele bardziej wolałaby przeczytać w gazecie o udanej akcji aurorów zatrzymujących Melanie Karkarov i innych podejrzanych typów praktykujących plugawą magię.
Wciąż spacerowali po nieczynnym miasteczku. Dziewczynie zaczynało robić się trochę zimno od dłuższego przebywania na dworze, ale starała się nie zwracać na to uwagi, woląc skupić się na rozmowie ze Skamanderem.
- Na pewno do ciebie napiszę – rzekła. – To by było bardzo ciekawe, mogłabym się wykazać i... – Ale właśnie wtedy Lyra niechcący potknęła się na oblodzonej nawierzchni i zatoczyła się na aurora, chwytając się go, żeby nie upaść. – Och, wybacz, Samuelu!






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   11.05.16 0:06

Miał jasny cel. Obrany sześć lat temu, trwał niezmienny w swoich posadach, wciąż prowadząc aurora do przodu. Samuel nie wyobrażał sobie, by mogło się w tej dziedzinie coś zmienić, chociaż...dziwne były wyroki losu, szczególnie, gdy uświadamiał sobie, że to tragedia ukształtowała jego los. Gdyby nie to - dziś prawdopodobnie...
Byłby szczęśliwy?
- Maleńka...najpierw powinnaś sama w siebie uwierzyć. Za dużo patrzysz na innych, żyjesz życiem innych i stąd twoje zagubienie. Im bardziej zainwestujesz w siebie, tym więcej dostrzegą twoją wartość - różnic w wychowaniu mieli wiele, ale zawsze sprowadzało się właśnie do tego faktu. Może nie załatwiało wszystkich kłopotów, czasem sprowadzało więcej, ale - nie trzymało w miejscu. Największymi katami marzeń, byli ich właściciele.
- Martwieniem, nic nie zdziałasz, a tylko psujesz sobie humor i zdrowie - poruszył ramionami, Lyra potwierdzała zdecydowanie kobiecą cecha. Może chodziło o większą wrażliwość, a może - naturalną kobiecą cechę? Oczywiście były wyjątki, ale zawsze sprowadzało się do tego samego. Kobiety wykazywały się zwiększona troską wobec osób, które były im bliskie - Możliwe, że w biurze już się tym zajmują, chociaż nie przydzielali mnie do tego śledztwa - nie mógł znaleźć w pamięci sytuacji, w której ktoś wspominał o dochodzeniu. Ni sadził jednak, by pozwolili prowadzić ją Garretowi. Chyba. I...zdawało się - chociaż mógł się mylić - że starszego Weasleya i jego zaginionej narzeczony, nie łączyły zbyt mocne zażyłości. I czy nie było u niego kiedyś innej kobiety?
- Nadchodzą - i dlatego zbieramy się z twoim bratem, by walczyć. Nie miał powodu kłamać, szczególnie, że widać było doskonale, co aktualnie działo się w czarodziejskim świecie, ale pozostawało wiele tajemnic, o których nie mógł mówić. Chciał dodać, że każdy kiedyś zniknie - prędzej czy później, ale w porę ugryzł się w język. Zdeptał zbitą bryłę śniegu, którą przed chwilą potraktowała kopniakiem rudowłosa.
- Nie - pokręcił głową - Dam ci znać tylko, jeśli ją złapiemy. Nie mogę ci udzielać informacji, które zebrałem - bo wpadniesz na pomysł, próbować dowiedzieć się czegoś więcej - Lyro, jesteś wciąż cywilem. Tamta sytuacja była...wyjątkowa. I nie powinna mieć nigdy miejsca. W całości. I ...też na to liczę - uśmiechnął się na koniec, starając się złagodzić swoją wypowiedź. Sam nie odczuwał większego zimna, spokojnie mógłby rozpiąć płaszcz, przyzwyczajony nawet w swoim mieszkaniu, do intensywnie uchylonych okien, nawet przy minusowej temperaturze. Kiwnął głową twierdząco, na słowa dziewczyny, by zaraz trzymać ją w ramionach, ratując przed śnieżnym upadkiem - Spokojnie, nic się nie dzieje - odsunął ją nieco od siebie, nadal nie wypuszczając z uścisku - Na dziś chyba wystarczy nam spaceru, a Tobie przyda się - ognista - herbata na rozgrzanie - odgarnął jej z czoła, zaplatany kosmyk włosów i dopiero potem rozluźnił uchwyt - złap mnie pod ramię - zupełnie jak na początku ich spotkania, zaoferował podporę - Czeka nas jeszcze przejażdżka.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   11.05.16 22:44

Może Samuel po raz kolejny miał rację, że zbyt mocno brała do siebie opinie innych? To jednak najprawdopodobniej było nieodłączną cechą każdej artystycznej duszy, znacznie mocniej niż inni przeżywającej odrzucenie i niezrozumienie (które tak naprawdę mogły istnieć tylko w jej głowie). Była osóbką niezwykle podatną na emocje i przeżywała wszystko intensywnie. To samo dotyczyło skłonności do martwienia się o bliskich.
- Och, Samuelu – westchnęła, spoglądając na niego przelotnie, ale nic więcej nie powiedziała.
Zagryzła tylko wargę i przesunęła wzrok na kolejny barak, zapewne skrywający schowane na zimę elementy wesołego miasteczka.
- Oby ją znaleźli – dodała, choć tak naprawdę nawet ona także zdawała sobie sprawę, że jej brat nie był w pełni szczęśliwy z Dianą, najprawdopodobniej traktował ten związek jako narzuconą konieczność.
Oczywiście, Lyra nie miała pojęcia o tajemniczym przedsięwzięciu, którego podjął się Garrett wraz z Samuelem i wieloma innymi osobami, w tym jej narzeczonym oraz jednym z bliskich znajomych. Ale może nawet lepiej, że o niczym nie wiedziała, bo to byłby raczej kolejny powód do zmartwień, nie do radości.
- Mam nadzieję, że w tym przypadku jednak się mylisz. – Zdecydowanie nie chciała, żeby w ich świecie działo się gorzej.
Kiedy jednak po raz kolejny odmówił powiedzenia jej czegoś na temat Melanie, wywróciła oczami i zmieniła kolor włosów na ciemny, czytelnie okazując swoją dezaprobatę, ale nic już nie powiedziała, tym bardziej, że zaledwie chwilę później potknęła się, i gdyby nie silne ramiona aurora, z pewnością zaliczyłaby bliskie spotkanie z oblodzoną ścieżką.
- Tak, wracajmy już. I... chętnie napiję się herbaty! – przytaknęła, podnosząc na niego wzrok. Kiedy stali tak blisko siebie, niemal stykając się ciałami, znaczna różnica wzrostu była jeszcze bardziej zauważalna. Gdy jednak odgarnął jej z czoła zbłąkany kosmyk (który po chwili wrócił do normalnego rudego koloru), poczuła lekki dreszcz i odsunęła się nieznacznie. Przypomniała sobie, że przecież nie powinni pozwalać sobie na tak wiele. Skoro sam spacer mógł uchodzić za niestosowny, to co dopiero taka poufałość? Mimo że przecież nie przewróciła się na niego specjalnie.
Była jednak zziębnięta i o niczym tak nie marzyła, jak o napiciu się czegoś ciepłego, więc po chwili uchwyciła się mężczyzny pod ramię i ruszyła z nim w stronę wejścia, którym się tutaj dostali.
- Mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy – powiedziała jeszcze, zanim wydostali się na zewnątrz, gdzie czekała cudaczna mugolska machina Samuela, którą mieli wrócić do Londynu. Tak jak poprzednio, usadowiła się za jego plecami i uchwyciła go mocno, żeby nie spaść, kiedy mężczyzna gwałtownie ruszy. Później znowu gnali przez plątaniny ulic, a Lyra, mimo dokuczliwego chłodu i obaw, że może nagle się zsunąć, cieszyła się, że mogła doznać podobnego uczucia.

| zt. x 2






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Wesołe miasteczko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Wesołe miasteczko - Lunapark
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Wesołe Miasteczko
» Wesołe miasteczko
» Wesołe miasteczko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17