Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wesołe miasteczko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wesołe miasteczko   21.03.16 12:18

First topic message reminder :

Wesołe miasteczko

Według Proroka Codziennego wesołe miasteczko pełne czarów to idealne miejsce na spędzenie leniwego, niedzielnego popołudnia. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - najmłodszym polecamy karuzelę lewitujących filiżanek, trochę starszym zjazd na gargulcu oraz diabelski młyn. Nie słabnącym zainteresowaniem cieszy się także niepozorna karuzela, gwarantująca niesamowite wrażenie przejażdżki na jednym z magicznych koni i to oczywiście, z pełną gwarancją bezpieczeństwa - rumaki poruszają grzywami, parskają, machają skrzydłami. Natomiast osoby poszukujące mocniejszych wrażeń koniecznie powinny wybrać się na rollercoaster na miotłach. Nie zabraknie też sali strachu pełnej strzyg, wampirów i czerwonych kapturków!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   21.04.17 17:04

Westchnęła, odwracając wzrok i przewracając oczami.
- Bertie, proszę... nic mi nie grozi, nie drąż tematu - nie było jej na rękę, że o to pytał i zaczynała żałować, że w ogóle o tym powiedziała. Zresztą, nic się tak naprawdę nie działo. Drew się nie odzywał (jeszcze) i ona również się do niego nie odzywała (póki co), chociaż obiecała, że w przeciągu kilku dni da mu znać co postanowiła. Problem w tym, że od ich spotkania zdążyła zapomnieć o całej sytuacji. Słowa o śledzeniu spowodowały, że ponownie na niego spojrzała, wyraźnie skonsternowana.
- Nie przesadzaj, nie jestem dzieckiem - z początku nie wierzyła, że byłby do tego zdolny, jednak nie znała go od dziś - domyślała się, że gdyby faktycznie była w tarapatach, to jej dzielny rycerz poczyniłby wszystko, by dowiedzieć się prawdy. To z kolei ją zmartwiło, bo Bertie nie wiedział czym dane było jej się zajmować i obawiała się jego reakcji na te życiowe rewelacje.
"Królicza groźba" jej nie przeraziła, więc skomentowała ją przyjemnym dla ucha śmiechem, niemal przyklejając się do ręki chłopaka.
- Mój puszek pigmejski się z nim rozprawi - uznała. - A skoro prosisz o moją osobę... - jeśli chciał jej poświęcić cały swój czas, nie mogła odmówić. W ostatnim czasie, w zasadzie od bardzo dawna, czuła się dość samotna. Wbrew pozorom i umiejętności robienia dobrej miny do złej gry brakowało jej w życiu całkiem podstawowych rzeczy, jak spokoju i drugiej osoby obok. A przesiadywanie w pubach było jedynie tego marnym substytutem.
Jej zaklęcie spowodowało, że materiał lekko drgnął, ale również nie przyniósł oczekiwanego efektu, a ostatnia próba...
- Los zadecydował - wyraźnie rozbawiona wygładziła materiał dłońmi, zawracając w kierunku głównej ścieżki wesołego miasteczka. - Filiżanki czy rumaki? - odgarnęła włosy przez ramię, wyciągając rękę w stronę Bertiego. Drugą zaś schowała do kieszeni płaszcza, uśmiechając się szeroko. A kiedy ją złapał za dłoń (bądź i nie) ruszyła w kierunku wybranej atrakcji.
- Próbowałeś kiedyś babeczek o smaku gruszki i korzennej herbaty, okrytych kremem waniliowym? - spytała nagle, przypominając sobie ostatnie próby znalezienia wyszukanego i interesującego smaku. Ceniła sobie swoją pracę i fakt, że mogła się w niej rozwijać, póki nie zdobędzie pieniędzy na swój mały biznes.






Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   26.04.17 2:10

- O nie, moja panno. Bawimy się dzisiaj na moich zasadach, a zgodnie z nimi opowiesz mi wszystko, o czym chcę usłyszeć. Pamiętasz? Obiecałem, że pomogę ci we wszystkim, w czym będzie trzeba,jeśli tylko jestem w stanie.- jego brwi powędrowały ku górze, upodabniając go trochę do babci, której wnuk właśnie mówi, że jest zbyt pełny,żeby przyjąć trzecią dokładkę. Nie zamierzał przyjmować odmowy, to nawet nie wchodziło w grę, a panna Roots powinna wiedzieć, że ma do czynienia z wyjątkowo upartym osłem.
- Eh, wszyscy trochę jesteśmy dziećmi tylko na różne sposoby, a kto dzieckiem nie jest, jest nieszczęśliwy, jasne? Ty na przykład nie radzisz sobie z nie wpadaniem w poważne kłopoty. - wzruszył lekko ramionami i mówił przy tym całkiem poważnie, choć wciąż uśmiechał się nieznacznie, patrząc na swoją rozmówczynię, zamierzając wiercić jej dziurę w brzuchu. Może, gdyby była kimś innym, może gdyby jakiś czas temu nie obiecał jej pomóc wyjść na prostą byłoby inaczej. Ale obiecał, stało się, a on swoich obietnic zawsze dotrzymywał, jeśli tylko było to możliwe.
- Wróżę puszkowi rychłą śmierć niestety, jedna nie wątpię, że polegnie w bardzo walecznej bitwie. - wzruszył lekko ramionami i objął dziewczynę, kiedy ta znalazła się bliżej. Potrzebował głupot. Radził sobie, on zawsze, no prawie zawsze sobie radził, teraz jednak miał dużo spraw do poukładania w swojej głowie, jednak zanim to zrobi, musi się najpierw choć na chwilę oderwać od tego... wszystkiego.
- Eh, jestem pewien, że to w spódnicy coś jest. Może ją zaczarowano, żeby nie dało się jej przerobić? Tak, to na pewno to. - stwierdził, kręcąc głową z uśmiechem, trzebaby z resztą mieć nierówno pod sufitem, żeby uznać, że mówi poważnie. Zawsze był raczej nędzny z transmutacji, zapamiętał trochę zaklęć, jednak niezbyt wiele, jak się okazuje - jeszcze mniej niż myślał.
Obiecał sobie jednak trochę przysiąść nad tym. Może nie nad transmutowaniem spódniczek, ale na rzeczach, które mogą mu się przydać chociażby w razie jakiegokolwiek zdarzenia mającego związek z Zakonem.
Złapał wyciągniętą ku niemu rękę i zaczął się rozglądać.
- Na razie filiżanki, nie szalejmy zbyt mocno. - puścił jej oczko wesoło. Ruszył zaraz w stronę właściwej kolejki, po drodze zatrzymując się jednak przy budce z watą cukrową. Na filiżankach nie będą mieli problemu ze zjedzeniem czegoś słodkiego, wszystko ma swoje plusy!
Zaraz już stali w kolejce z dużą watą, którą skubali sobie, wpychając jej fragmenty do ust.
- Nie, ale chętnie bym spróbował, fajny pomysł. - przyznał zainteresowany z typowym dla siebie entuzjazmem - W sumie zamiast herbaty sam imbir i cynamon. - dodał zastanawiając się, zaraz jednak wzruszył ramionami - Kiedy pieczemy?
Dodał zaraz, wsiadając przy tym do jednej z dużych filiżanek.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   27.04.17 1:08

Och, jak on ją zaczynał denerwować! Mógł bez problemu dostrzec to po zmieniającej się mimice jej drobnej twarzy, która nagle spochmurniała. Zerknęła na Bertiego spod przymrużonych powiek, wzdychając ciężko i kręcąc na koniec głową z niedowierzaniem.
- Daj mi spokój, proszę - burknęła pod nosem, wspinając się zaraz po tym na palce. W pierwszym momencie miała genialny pomysł, by cmoknąć go w policzek dla zmylenia przeciwnika, szybko jednak się rozmyśliła - dlatego też przyłożyła do ust Botta delikatną dłoń, wciąż pachnącą lukrem, z którym miała do czynienia dzisiejszego poranka. - Jak mi będziesz wiercić dziurę w brzuchu to ci nic nie powiem i zacznę cię unikać. Tego chyba nie chcesz, co? - przyglądając mu się z tak bliskiej odległości zdołała wyłapać kilka minimalnych zmarszczek i zadrapań, co znacznie ją pocieszało. Najwidoczniej panowie też się starzeli i natura wcale nie była wobec nich tak łaskawa, jak się jej do tej pory wydawało. Gdy doszli do krótkiego porozumienia zabrała rękę z jego ust, odsuwając się na bezpieczną odległość, gdyby spróbował się na niej zemścić lub gdyby próbował odgryźć jej palce. Wiedziała o jego słabości do wszystkiego co słodkie i tego co pachniało słodkim. A jednak palce w pracy były jej potrzebne.
Nie skomentowała już ani kwestii jej biednego puszka, Lulusia, ani spódnicy, która była dość oporna na wszelkie czary. W odczuciu Arii po prosu dawała jej znak, by nie pchała się na tę atrakcję, dzięki której mogłaby sobie nabić guza. Zamiast tego zacisnęła chłodne palce na ciepłej dłoni Bertiego ciągnąc go w stronę filiżanek - w pewnym momencie jednak poczuła silne pociągnięcie w zupełnie przeciwnym kierunku.
- Na litość Merlina, chcesz mi wyrwać rękę?! - krzywiąc się w wielkim grymasie niezadowolenia, oburzona rozmasowała ramię, wiodąc wzrokiem na wielką watę cukrową. Chociaż z początku udawała, że wcale nie jest nią zainteresowana, już po chwili systematycznie podbierała chłopakowi znaczne jej ilości.
- Możemy nawet dzisiaj, jak stąd wyjdziemy. Co ty na to? Obiecałam ci przecież cały dzień marudzenia - uśmiechając się rozłożyła się komfortowo w wielkiej filiżance, zastanawiając się przez chwilę nad pewną kwestią. W końcu mieszkali ze sobą już od jakiegoś czasu, a ona dalej nie widziała Matthewa. Nie sądziła, żeby miał taki dar unikania jej, kiedy wszystkie pokoje były niemal obok siebie.
- Wiesz, że do tej pory nie spotkałam naszych współlokatorów? - zagaiła z początku neutralnie, coby przypadkiem nie okazać wielkiego zainteresowania swoją byłą miłością. Nie wiedziała też jak bardzo niekomfortowy był to dla Bertiego temat - przecież z ich dwójki, w szkole, wybrała Matthewa, być może nieświadomie odrzucając uczucia jej najsłodszego blondyna.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   28.04.17 16:11

Odetchnął niezadowolony na ten unik. Obiecał jej pomóc, obiecał wyciągnąć z bajora, jak jednak miał to zrobić, kiedy nie wie z czym ma do czynienia? Spojrzał na nią nie kryjąc niezadowolenia, nie zdradzając jednak swoich myśli, żeby jej nie odstraszyć.
- W porządku. Póki co.
Odetchnął, bo i przyszli się tu bawić, może to i faktycznie kiepskie miejsce na podobne sprawy i nie ma sensu wymagać za wiele. Złapał lekko ten nadgarstek, choć wcale nie zamierzał jej odgryzać palców. Słodkie uwielbiał, jednak akurat co do tego, że w żyłach panny Roots płynie lukier miał dość duże wątpliwości, uśmiechnął się więc nieznacznie i nie oponował przed jej odsunięciem się, wzruszył ramionami, póki co zgadzając się milczeć w sprawie którą drążył.
Nie odpowiedział na jej zawołanie, bo i nie szarpał nią przecież jak workiem ziemniaków, w ciągnął do pyszności! Którą z resztą doceniła, musiała przecież docenić. Zaraz więc oboje skubali po trochę słodkości, może i nawet nie po trochę, ale w jakimś celu watę kupił na prawdę dużą.
- Może być. Mam dla ciebie zarezerwowane sporo czasu. - stwierdził zaraz, także siadając w dużym naczyniu, które zaraz zaczęło się unosić. - Nie? Hm, dziwne choć Matta ostatnio chyba trochę nie było. Eil często jest w szkole, może to to. - wzruszył ramionami, nijak nie zamierzając wspominać o własnej kłótni z Bottem. Którego chyba z resztą trochę sumienie tknęło, bo magicznym sposobem nawet zostawił mu trochę kasy za czynsz, gratulujemy.
Tak czy inaczej kiedy emocje opadły razem z alkoholem... cóż, pewnie by się go dalej nie czepiał, może w najbliższym czasie nie miał najwybitniejszej ochoty go zagadywać, ale jakoś przeżyją. Nie od dziś znają swoje podejście, Bert może trochę się zawiódł, jednak nie miał kilku lat, żeby sprawę rozwlekać niewiadomo jak.
Temat w tej chwili raczej go bawił. Bertie całą szkołę ganiał za Judy, prócz tego miał wiele miłości, Ari była jedną z nich: odrzuciła jego zaloty, dając później Mattowi szansę na argument w głupich słownych przepychankach i głupim dogadywaniu. Nigdy nie był tym szczerze przejęty, niedługo znów gonił za Skamanderową.
- W sumie to taki tłum nie jest. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś do ostatniego pokoju. - przyznał. Rudera była duża, bez problemu znalazłoby się miejsce dla kogoś jeszcze. Pokój był, a Bertie żył w przekonaniu, że dom powinien żyć.
A dług się spłacać, cóż.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   29.04.17 1:17

Kiedy tak siedziała obok Bertiego zjadając spore ilości waty cukrowej, zastanawiała się co za licho ją podkusiło, by zamieszkać z Matthewem pod jednym dachem. W końcu postanowiła tamtego dnia, że będzie go unikać - złamane serca rządziły się swoimi zasadami. Ale w postanowieniach była słaba, przeważnie o nich zapominając lub je łamiąc. Jak na ironię, gdy obiecywała coś drugiej osobie, to zawsze dotrzymywała danego słowa. Później, po szkole, jej życie potoczyło się dość dziwne i nie tak, jak sobie zawsze wyobrażała. Stoczyła się na dno, wciąż ponosząc tego skutki. Nie wiedziała, czy obecność Matta pozwoli jej wychodzić na prostą, zwłaszcza, jeśli się nie zmienił - ona była tylko kobietą, która sama nie wiedziała czego chce, więc istniało realne ryzyko powrócenia do starego sentymentu. Aria odwróciła głowę, wpatrując się w ciszy w Bertiego.
- Co właściwie słychać u Matthewa? - spytała z pozoru od niechcenia, chociaż korciło ją od dłuższej chwili, by zadać to pytanie. Czy miał kogoś? Czy może wreszcie się ogarnął? Może zmądrzał? A może dalej szukał sobie kłopotów? Pakowanie się w kłopoty było chyba jedną z rzeczy, która pchnęła ich sobie w ramiona, chociaż w szkole Aria raczej od tego stroniła. Dopiero później życie ją zweryfikowało. - Tak tylko pytam, wiesz, stary znajomy, a skoro sam się nie kwapi, by ze mną porozmawiać... - dodała szybko, wzruszając ramionami i chrząkając cicho.
Potem niemal natychmiast wróciła do nękających ją myśli o okresie swojego stoczenia się i Bertiem, który wyciągnął do niej pomocną dłoń. Miewała takie momenty krótkich refleksji i przypływów miłości do drugiej osoby, tak jak na przykład teraz.
- Wiesz co, Bertie? Chyba nie podziękowałam ci do tej pory za to co dla mnie zrobiłeś - odwracając wzrok, uśmiechnęła się lekko, ale nie tak jak na co dzień. Był to dziwny, niespotykany jak dotąd u niej uśmiech na pograniczu rozgoryczenia a szczęścia, wywołanego troską drugiej osoby. Czyli czegoś, czego do tej pory nie miała okazji zbyt często spotykać, jeśli w ogóle. - Naprawdę to doceniam, nawet jeśli nie umiem tego wyrazić - oparła skroń o ramię chłopaka, przymykając na moment powieki.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   04.05.17 2:22

Bertie starał się nie myśleć za wiele. Podjadał jedynie watę patrząc na powoli kręcący się świat wokół nich, opierając nogi prawie pod siedzeniem z drugiej strony filiżanki, zerkając na dziewczynę, kiedy usłyszał pytanie. Wzruszył lekko ramionami. Wiedział, że kiedyś coś pomiędzy nimi było, trudno nie wiedzieć, nie miał jednak pojęcia, że w dziewczynie może nadal siedzieć coś więcej, niż sentyment, czy wspomnienia.
- Nie opowiada mi wiele o swoim życiu, ale też nie bardzo się jakkolwiek zmienia. Często łazi obity, czasem łapie jakąś robotę, generalnie zajmuje się byciem sobą. - wzruszył ramionami, może lekko się przy tym krzywiąc. Wolałby nie pamiętać ostatniej rozmowy, nie do końca się jednak wyzbył emocji po niej, trochę... chyba po prostu czuł się zawiedziony. Choć nie zamierzał obrażać. Nie mają w końcu po kilka lat.
- Odezwij się do niego sama. Mi się nie spowiada, ale na brak czasu raczej nie narzeka. - dodał faktycznie nie mając pojęcia, że Ari nadal mogłoby coś siedzieć w głowie. W końcu to wszystko było dawno, a i do tej pory jakoś o nim nie wspominała - on o niej też za bardzo nie, każde miało swoje życie. Jedynie niesamowitym pozostawało, jak bardzo są do siebie podobni.
Na podziękowanie, na twarzy młodego Botta pojawił się tylko łagodny uśmiech, ciepły jakby jego pozytywne emocje miały dopełnić i przepędzić gorycz z twarzy Ariadny. Objął ją ramieniem i przyciągnął lekko.
- To nic. Poważnie. - stwierdził tylko. Można go nazywać naiwnym, jednak Bertie szczerze wierzył, że świat staje się lepszy, kiedy pomaga się drugiej osobie trochę więcej się uśmiechać. Lubił pomagać ludziom, a kogoś takiego jak panna Roots po prostu nie mógłby zostawić.
Zaraz filiżanki się zatrzymały i powoli opadły znów na ziemię czekając aż goście opuszczą ich teren, a on wstał razem z Ariadną..
- A może chodźmy na jakieś konkursy? Wygram dla ciebie pluszaka czy coś.
Zaproponował wesoło, ruszając we właściwą stronę, kiedy tylko opuścili filiżankę.
- Albo sama go wygrasz, a ja będę udawał, że po prostu dałem ci wygrać po podbudowuję twoje ego. - dodał jeszcze. Warto mieć wymówkę na każdą okazję!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   05.05.17 1:21

Ariadna patrzyła z zaciekawieniem na Bertiego, a wreszcie parsknęła pod nosem. Szczerze mówiąc zawiodła się taką informacją, żywiąc nadzieję na jakieś rewelacje, typu ślub, dzieci, praca, normalne życie, zmądrzenie, ale najwidoczniej dalej była naiwna w niektórych poglądach. Zawsze miała przeczucie, że Matt będzie ostatnią osobą na świecie, która sama z siebie postanowi się zmienić. Nawet gdyby ktoś kazał mu to zrobić pod groźbą... pewnie zrobiłby na przekór. Cały Matthew. A ona, cóż, nie potrafiła zrozumieć racjonalnego podłoża swoich emocji i zaciekawienia, które wyraźnie ciągnęło w stronę jej byłej-niedoszłej miłości.
- Raczej nie mam okazji na niego wpadać. Albo wychodzę wcześnie rano, albo wracam późno wieczorem i od razu idę spać. W międzyczasie raczej nie pojawiam się w domu, więc nie sądzę, że dane będzie nam porozmawiać przy śniadaniu jak przykładowi współlokatorzy - gdyby tylko wiedziała, że dokładnie dzisiejszego wieczoru na siebie wpadną... taki ten los bywał przewrotny. Dziewczyna postanowiła, że powinna przestać się interesować tamtym Bottem, a zająć tym, który właśnie ją obejmował. Bez pytania wtuliła się nosem w jego ramię, pokracznie wsuwając rękę między plecy a oparcie filiżanki, zaciskając ją wreszcie na materiale odzienia Bertiego.
- Kochany, dlaczego zawsze jesteś taki dobry? - spytała zupełnie poważnie. Rzadko spotykało się ludzi, którzy podchodzili do innych z sercem na dłoni. W czasach szeroko rozpowszechnionego egoizmu i dbania tylko o siebie takie osoby, jak Bertie, były na wagę złota. - Mogłabym się nawet w tobie zakochać. Ale zatrułabym twoje serduszko, szkoda mi go - dodała pół żartem pół serio. Póki co kochała go jak swojego brata, którego nigdy nie miała i nie wiedziała, czy faktycznie umiałaby go pokochać jako obiektu westchnień. Jednak w kwestii zatruwania nie żartowała - była nadzwyczaj destrukcyjną jednostką, szczególnie jeśli chodziło o uczucia.
Gdy opuścili filiżanki, Aria nie wyglądała na szczególnie zachęconą do dalszych wycieczek po wesołym miasteczku, chociaż propozycja konkursów wydała jej się idealna. Lubiła rywalizację.
- Czuję się jak na randce, aż się zarumieniłam - zaśmiała się i z typowym dla siebie przypływem entuzjazmu skierowała się w stronę gier. - Możemy wygrać sobie pluszaki wzajemnie, żebyś potem mi nie zazdrościł - kiedy stanęli przed jedną ladą, Walijka skłoniła się teatralnie w pas, gestem ręki wskazując Bertiemu konkurs, w którym faktycznie jedną z nagród był wielki pluszak. - Jeśli chcesz, to mogę cię dopingować jak przed tymi wszystkimi meczami Quidditcha - zaproponowała, przygotowując się do pokracznego machania rękami.
Po pewnym czasie zmęczeni wrócili do domu.

zt oboje





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
 

Wesołe miasteczko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Wesołe miasteczko - Lunapark
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Wesołe Miasteczko
» Wesołe miasteczko
» Wesołe miasteczko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17