Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sowia poczta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sowia poczta   21.03.16 12:22

First topic message reminder :

Sowia poczta

Sowia poczta znajduje się w niepozornym budynku z ciosanych kamieni tuż obok banku Gringotta. Choć to największy punkt pocztowy w całym Londynie, nie posiada on żadnego szyldu - o jego przeznaczeniu świadczą sowy, które łypią na przechodniów z niewielkich okien. W holu o wyraźnie zużytej, kamiennej posadzce - codziennie przez urząd przewijają się dziesiątki czarodziejów! - znajduje się kilkanaście okienek pocztowych, gdzie pracujące osoby z chęcią udostępnią ci potrzebnego ptaka. Bez większego problemu możesz wynająć poza wszelkimi gatunkami sów także papugi, tukany oraz ptaki drapieżne doskonale sprawdzające się na dłuższych, międzynarodowych trasach. W pobliżu ścian umiejscowiono przetarte już kanapy z niewielkimi stolikami, gdzie można zaadresować list lub dopiero go stworzyć.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   25.11.17 22:52

Obserwowanie tego całego zajścia było z początku rozeznaniem się w sytuacji, by w razie czego zareagować. W końcu był cholernym gliniarzem i nawet jeśli na zwolnieniu, to Raiden w ogóle na to nie patrzył w ten sposób. Był sfrustrowany tym czekaniem i myśleniem nad tym, ile jeszcze dni mu zostało do ponownego wejścia do Ministerstwa Magii. Znając jego słabości do kobiet i alkoholu, można by przypuszczać, że nie był pracoholikiem, który dla pracy zrobiłby praktycznie wszystko. A jednak czasem pozory mogły zmylić - szczególnie, że Carter w każdej tej kwestii odnajdywał się jak ryba w wodzie. Nic nie spełniało go bardziej niż świadomość rozwiązanej sprawy, uratowanie czyjegoś życia lub pociągnięcie do odpowiedzialności właściwego człowieka. Nad tym wszystkim jednak wisiało widmo rodziny, która odkąd tylko zaczęła istnieć służyła w imię sprawiedliwości. Z taką historią ciężko było walczyć, chociaż akurat Raiden wpisywał się idealnie w opis większości członków tej nieco spaczonej na punkcie ratowania świata rodziny. Nic więc dziwnego, że tak silnie ciągnęło go ku zawodom związanym z pomocą innym. Wyłapywanie wilkołaków było wszak jedynie jedną z wielu dróg, która zaprowadziła go dalej - do wyjazdu z Wielkiej Brytanii i skupieniu się na bardziej szerszej profesji jaką była służba społeczeństwu jako jeden z funkcjonariuszy czarodziejskiej policji. Podczas pobytu w Chicago nauczył się, że to życie nie było takie proste jak się niektórym wydawało. Pilnowanie teraz tego co słuszne było zadaniem dla kamikadze, chociaż akurat tym się nie przejmował. Bardzo frustrowało go skorumpowanie władz, których zadaniem było zapewnienie szczerych relacji wśród czarodziejów i czarownic. Tak się nie stało ani w Ameryce, jednak to w Ministerstwie Magii w Londynie dało się poczuć fałsz na wiele mil. Cały budynek dosłownie tym śmierdział, a odór przyprawiał go czasami o odruch wymiotny. Teraz nie wiedział jak to wyglądało, skoro usunięto odpowiedzialne za ten smród osoby, ale jednak... Na ulicach wcale nie działo się lepiej, a to nie rządzący przechadzali się po nich każdego dnia, a szarzy obywatele. To właśnie ich należało chronić - nawet przed złymi władzami.
Dlatego gdy zobaczył, że sytuacja w zaułku zaczęła nabierać tempa, skierował się w tamtą stronę, jednak dziewczyna go wyprzedziła. Biegła w jego stronę i Raiden chciał ją zatrzymać, ale w ogóle nie patrzyła gdzie stawiała kroki. Takim też sposobem wpadła prosto na niego, a wyciągnięta ręka została odtrącona. Biedne kasztany potoczyły się po kocich łbach, wpadając do kałuży wypełnionej paskudnym... Czymś. Carter nawet nie chciał się dowiadywać, co się tam znajdowało. Szkoda było jedynie smacznych kasztanów, których historia skończyła się niezbyt szczęśliwie. Mruknął jedynie nieco zasmucony i zawiedziony straceniem przekąski, ale było to jedynie ciche westchnięcie, które zniknęło w dźwiękach codziennego ruchu ulicznego i krzyków niezbyt stabilnego na umyśle mężczyzny. Najwidoczniej tak się wystraszył, że nie dostrzegał faktu, że został sam. Rai posłał w tamtym kierunku uważne spojrzenie, po czym przeniósł je na drobną blondynkę, do której uśmiechnął się ciepło.
- Spokojnie. Nic się nie stało - odparł bez cienia fałszu, zdając sobie sprawę, że to musiał być dla niej szok. Raczej nie przywykła do podobnych gwałtownych zachować, skoro najpewniej cały zastęp służących broniło ją przed prostakami z niższych warstw społecznych. - Dobrze się pani czuje? - spytał kontrolnie, widząc, że była bardziej przestraszona niż poszkodowana fizycznie. Urażona duma na pewno miała się później odezwać. Brak kontaktu z prawdziwym światem czasem zadziwiał i nieznajomość ulic stolicy własnego państwa również. Dziewczyna wyróżniała się w tłumie znacząco, dlatego nic dziwnego, że przyciągnęła uwagę tego szaleńca. - Muszę panią poprosić o przysługę. Wyśle pani list do Szpitala Świętego Munga, by przybyli medycy? Jestem z policji, a ten mężczyzna idealnie pasuje do rysopisu zbiega z ich oddziału. Zrobiłbym to sam, ale ktoś musi go przypilnować. Zrobi to pani? - spytał, mówiąc spokojnie i uspakajającym tonem, chcąc dodać otuchy dziewczynie.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   03.12.17 21:04

W mojej głowie jawiły się myśli co by było gdyby i miałam ochotę się rozpłakać - trochę ze wciąż trzymającego się we mnie strachu, ale też z ulgi, że jednak moje wyobrażenia się nie spełniły. Gdybym się zastanowiła, mężczyzna nie wydałby mi się już przerażający. Jak to możliwe, że osoba, która przed chwilą wyglądała tak groźnie, teraz stała się całkiem żałosna?
Chciałam stąd zniknąć, znaleźć się daleko od spojrzeń innych ludzi, ale musiałam wpaść na jakiegoś przechodnia. Próbowałam się uśmiechnąć, ale zupełnie mi to nie wyszło. Unikałam wzroku mężczyzny, zawstydzona tym, co przed chwilą zapewne widział. Inaczej nie zapytałby jak się czuję, wpadnięcie na kogoś nie było ku temu wystarczającym powodem. Przypatrywałam się kasztanom, nienadającym się już do zjedzenia. Wyjęte z kałuży byłyby okropne brudne, być może odpowiedniej jedynie dla osób pomieszkujących na ulicy.
Nic się nie stało. Odetchnęłam, brakowałoby tylko gbura, który zrobiłby głupią awanturę za utopienie kasztanów. Nie, żebym miała się przejąć czymś takim - normalnie na pewno nie - jednak obecnie nie potrzeba było mi dużo, żeby bardziej się zdenerwować. Dobrze było, dla odmiany, usłyszeć jakieś miłe słowo.
- Nie najlepiej - przyznałam zgodnie z prawdą, chyba tylko dlatego, że wciąż byłam zestresowana i to spowodowało, że powiedziałam prawdę. Przeważnie stwierdziłabym, że wszystko jest w porządku, chociaż ewidentnie nie było. Nie chciałabym jednak, żeby przypadkowo spotkana osoba na ulicy się przejmowała - nie można było od razu wiedzieć czy jest odpowiednia, a nie miałam w zwyczaju przyjmować pomocy od byle kogo. Chciałam być miła, przynajmniej do momentu, kiedy zaczął mówić o wysyłaniu listu, Mungu i policji. Cała wewnętrzna ja zjeżyłam się na tę wiadomość, ostatnio nie miałam najlepszych doświadczeń z policją antymugolską. Kojarzyli mi się z niekompetencją i robieniem absurdalnych rzeczy, na przykład aresztowaniem szlachcianek tylko dlatego, że znalazły się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Mężczyzna obok mnie co prawda nie doprecyzował jakiego rodzaju jest policjantem, ale czy to mogło się tak bardzo różnić?
- Niestety, nie mogę panu pomóc - odpowiedziałam wciąż uprzejmie, chociaż nie dało się nie usłyszeć, że w tonie mojego głosu zaszła zmiana. Słowa były jakby głośniejsze, bardziej stanowcze. - Gdyby pan go unieruchomił, nie potrzebowałby pomocy w wysłaniu listu - podsunęłam mu ten pomysł. Nie odeszłam chyba tylko dlatego, że bałam się, że w napadzie niewyjaśnionej wściekłości pośle mnie do Tower. Nawet jeśli nie miałabym tam spędzić wiele czasu, to perspektywa postawienia stopy w takim miejscu mnie przerażała. A policjanci byli nieobliczalni. Nie zamierzałam mu wyjaśniać, że nie jestem skrzatem domowym, żeby biegać i wykonywać jego polecenia. Spojrzałam w stronę wciąż będącego w zaułku szaleńca, a na mojej twarzy zarysowało się nie do końca dobrze skrywane obrzydzenie. Naprawdę, tego typu człowiek miał trafić do Munga? Nic dziwnego, że potem szpital wyglądał jak wyglądał, skoro przywożono tam również obdartusów z ulicy, którzy najlepiej, gdyby zostali w swoich zaułkach i z nich nie wychodzili. Już dawno Mung powinien zostać rozdzielony dla różnych grup społecznych, podczas gdy mugolaki z ulicy w absurdalny sposób mieszały się z szanowanymi, czystokrwistymi czarodziejami.


Powrót do góry Go down
 

Sowia poczta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Wielka poczta Mistrza Gry
» Smocza poczta
» Poczta Magnus De Mertio
» Poczta Alice
» Poczta Sabinki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18