Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hol wejściowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Hol wejściowy   21.03.16 13:33

Hol wejściowy

Dom mody Parkinson został założony piętnaście lat temu, a tworzone tu projekty zrewolucjonizowały rynek mody czarodziejskiej. Kreacje można zakupić w jednym z mniejszych oddziałów, a nawet zamówić pocztą z katalogu wydawanego raz na kwartał, lecz wszyscy klienci zgodnie twierdzą, że najlepiej wybrać się do głównego domu mody, ulokowanego w samym sercu Royal Borough of Kensington and Chelsea. W progi największych dyktatorów mody można się teleportować, przenieść kominkiem do głównego holu lub wezwać magiczną karocę zaprzęgniętą w konie o pozłacanych uzdach, przeznaczoną tylko i wyłącznie do transportu klientów, a także zakupionych pakunków.

Przestronny hol wejściowy, do którego prowadzą duże obrotowe drzwi, obsługiwane przez odźwiernego, utrzymany jest w jasnej tonacji marmurów, na których doskonale słychać kroki klienteli. Całość dzieli się na przestrzeń relaksu złożoną z ekskluzywnego baru i kawiarni wypełnionych mrowiem wygodnych foteli i sof; najczęściej korzystają z niej mężczyźni towarzyszący damom, lecz niechętni na uczestniczenie w przymiarkach.
W pobliżu wielkiej witryny ulokowano strefę prezentacji wystaw zmiennych, na której co miesiąc można podziwiać dzieła innego projektanta. Po wejściu do holu gościom służy jeden z mężczyzn, gotowy odebrać odzienie wierzchnie jak i odprowadzić gości do odpowiedniego z pomieszczeń, ulokowanego na piętrach domu mody. 


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol wejściowy   15.09.17 17:14

11 maja
Ranek w centrum Cambridgeshire nie należał do najspokojniejszych. Gwałtownie zrywające się wiatry łoskotały nocą okiennicami, powodując pobudkę nie tylko służby, ale również i domowników. Morgoth wraz z tymi pierwszymi zaklęciami uspokoił przeszkodę, jednak było to tylko chwilowe. Nie dało się zresztą obłożyć całego terenu dookoła posiadłości magią, dlatego też wraz z nastaniem świtu i lekkim zelżeniem pogodowym można było dostrzec porozrzucane narzędzia ogrodowe, drzwi od stajni i zagród były rozwarte na oścież, a kilka koni uciekło na bagna skąd trzeba było je zabrać, by nie zrobiły sobie krzywdy podczas nocnej ucieczki. Na nieszczęście okazało się, że jego wierzchowiec zgubił podkowę, a przy okazji doznał urazu niechronionej nogi. Zakleszczył ją sobie między wystającymi gałęziami zanurzonymi w rozległych mułach. Jedynym dobrem wynikającym z burzliwej nocy trolle Cynerica były odpowiednio zabezpieczone, chociaż te na które anomalie wpłynęły najsrożej, nie mogły się uspokoić. Jego kuzyn miał mieć sporo pracy na głowie, Morgoth musiał wezwać również weterynarza, który zająłby się jego ulubieńcem, a ojciec został z nadzorowaniem wszelkich szkód wyrządzonych podczas nawałnicy. Podczas dość zajętego poranka opiekun smoków nie zapomniał jednak o spotkaniu, które czekało go w Londynie. Można było powiedzieć, że było nie w porę, jednak nic z tych rzeczy. Jak się okazało Morgoth i tak musiał wybrać się do miasta w poszukiwaniach lecznicy dla zwierząt, gdy ich weterynarz zaniemógł i nie mógł się pojawić w Fenland. Zresztą chwila oderwania się od domowych spraw była dobrym buforem dla Yaxleya. Lubił przebywać sam, a także w pojedynkę załatwiać sprawy nie tylko te związane z rezerwatem czy rodziną, dlatego fakt, że jego kuzyn była zajęty swoimi trollami również był mu na rękę. Pomimo że nie widział problemu w fakcie sprowadzenia się reszty rodziny do nowego Yaxley's Hall, wyczuwał tłok, przed którym uciekał. Musiał oderwać się od niektórych, by zebrać spokojnie myśli. Tym razem jednak zamierzał połączyć to wraz z czymś bardzo istotnym, ale wciąż leżącym blisko interesów rodu. Urodziny Beatrice zbliżały się dość prędko, a Morgoth nie zamierzał zapominać o tej jednej z ważniejszych dat w kalendarzu. Jego matka była osobą, którą cenił na równi ze swoim ojcem, chociaż różnili się pod każdym względem. Łączyło ich jednak dobro rodziny, a także uczucie tak rzadko spotykane wśród ludzi urodzonych w rodach szlacheckich. Oddała się wychowywaniu swoich dzieci z wielkim poświęceniem, a teraz wraz z Leią powinni na każdym kroku się jej odwdzięczać. Lady Yaxley była dość skromną kobietą, chociaż z oddali łatwo było dojrzeć w niej błękitną krew. Od zawsze powtarzała, że ich siłą jest nie urodzenie, a idące za nimi obowiązki, którym należało sprostać. Ponad wszystko ceniła sobie wychowanie, wierność ideałom, a także rodzinną siłę relacji. Równocześnie mogłoby się więc wydawać, że sprezentowanie jej ulubionych perfum było czymś banalnym i prostym, ale jego matka nie potrzebowała kolejnych sukien czy ozdób, których miała pełne komnaty, by być piękną. Jednym z przypominających Morgothowi dzieciństwo rzeczy był właśnie ten zapach - zapach odpowiednio zmieszanych perfum. Beatrice o tym wiedziała, dlatego podarunek od syna równał się również z miłością dziecka do swojej rodzicielki.
Yaxley pojawił się więc w słupie zielonego ognia dziesięć minut przed czasem, poprawiając srebrne spinki mankietów, by powoli i ledwie zauważenie rozejrzeć się po holu wejściowym Domu Mody Parkinson, w którym się znalazł. Dwóch mężczyzn pojawiło się przy nim, by odebrać wierzchnie ubranie i wskazać miejsce, gdzie miał poczekać na lady Parkinson. Morgoth usiadł na jednym ze skórzanych, niezwykle wygodnych fotelach skierowanych przodem do głównego przejścia. Dzięki temu mógł obserwować wszystkich wchodzących i wychodzących. Nigdy nie lubił, gdy ktoś go zaskakiwał.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Hol wejściowy   15.09.17 18:22

Różni ludzie pojawiali się w Domu Mody Parkinson. Najczęściej były to kobiety, bogate kobiety, które mogły pozwolić sobie na dobrocie naszego salonu czy perfumerii. Mężczyźni stanowili jedynie mały ułamek, ale równie cenny, o który również mocno zabiegaliśmy. Przychodzili tu zazwyczaj w ściśle określonym celu, rzadko kiedy poddając się chwili, możliwości przejścia się pomiędzy regałami, możliwości dotknięcia materiału, powąchania niezliczonej ilości perfum. Świat kobiet był dla nich obcy, przytłaczający, krępujący. Ja nie specjalizowałam się w męskich perfumach, robiłam je na szczególne zamówienia, za każdym razem czując ogromny ból w sercu. Nie potrafiłam włożyć w nie wystarczającą ilość serca, chociaż mężczyznom się podobały, a ja spełniałam ich wymagania - nie podobały mi się. Dlatego czytając list od Lorda Yaxley’a miałam ogromną nadzieję, że to nie pachnidła dla niego były celem jego wizyty w Domu Mody. Oczywiście, starałabym się stanąć na wysokości zadania, jednak nie byłabym zadowolona ze swojego dzieła. Co innego perfumy dla kobiet, mogłam puścić wodzę wyobraźni, eksperymentować, wymyślać nowe techniki, wypełniać je magią, aby posiadały specjalne właściwości. Z kobiecymi nie miałam problemu, z męskimi już tak. I bałam się strasznie, mieszając w kociołku odpowiednie składniki, gdy próbowałam przygotować perfumy dla lorda Black, który mnie o to poprosił. Jak bardzo bym się starała, tak nie potrafiłam dobrać do niego nut. Wybierałam te, które pasowały do mojego brata. Wylewałam zawartość gorączkując się mocno, zaczynałam od nowa i znów tworzyłam dokładnie to samo. Perfumy dla Aarona, nie dla Lupusa. Miało to jednak również swoje i dobre strony. Pochylona nad kociołkiem, z rozpiętym najwyższym guzikiem od koszuli mogłam zapomnieć o tym, co działo się w nocy z trzydziestego pierwszego kwietnia na pierwszego maja. Wspomnienia pojawiały się za każdym razem gdy przymykałam oczy, strach i ból towarzyszył mi każdej nocy, budziłam się zlana potem, więc nie spałam zbyt dobrze. A jeszcze wczoraj, ta okropna wichura, deszcze, burze - nie zmrużyłam nawet oka. Umówienie się na spotkanie z Lordem Yaxley’em na dzień dzisiejszy nie było zbyt dobrym wyjściem, ale skąd mogłam wiedzieć? Odwołanie natomiast nie było zbyt grzeczne więc korzystając z kobiecych technik makijażu i wspomagając się eliksirami wzmacniającymi postanowiłam stawić mu czoła. Chociaż ledwo stałam na nogach nie mogłam sobie pozwolić na chwilę słabości, nie przed lordem. Zapinając guzik i uchylając okna w pracowni opuściłam pomieszczenie unosząc wyżej głowę. Starałam się iść pewnie, patrząc przed siebie, mocno stąpając po ziemi. Odgłos obcasów rozniósł się po całym holu, w którym miał mnie oczekiwać. Był punktualnie. Podeszłam do niego bliżej, przystając w końcu w odpowiedniej odległości, a na twarz przywołując, mimo zmęczenia i rozdrażnienia, delikatny uśmiech.
- Lordzie? - zwróciłam się do niego.
Poczekałam aż wstał, a gdy to zrobił dygnęłam mu nisko schylając głowę przed członkiem jednego z najstarszych rodów. Posiadanie takich klientów było dla mnie zaszczytem, dlatego też nie wahałam się ani minuty, przyjmując jego zlecenie, zanim nawet dowiedziałam się jakie ono było. Wyprostowałam się, splatając dłonie przed sobą. Prezentowałam się godnie, jak na Parkinsonównę przystało. Jasna koszula na długi rękaw wsadzona w długą, ciemno zieloną spódnicę. Moją szyję zdobiły korale, jakże lubiane przeze mnie, a dodawałam sobie parę centymetrów butami na obcasie. Marcel nie lubił, gdy w nich chodziłam, uważał, że niszczę sobie przez to nogi. Ale ja lubiłam, dodawały mi pewności siebie, którą lady Parkinson powinna emanować. Lord Yaxley również prezentował się nienagannie, stylowy ubiór, z daleka widoczne wypolerowane spinki ze srebra.
- Mam nadzieję, że nie musiałeś długo czekać, sir - stwierdziłam, chociaż wiedziałam, że byłam punktualnie.
Nie odezwałam się więcej czekając, aż sam wyjawi mi powód swojej wizyty. Chociaż byłam ciekawa, to nie śmiałam zapytać. Lorda Yaxley’a kojarzyłam jeszcze ze szkolnych korytarzy Hogwartu, wygodnych kanap pokoju wspólnego, gdzie nieraz razem, choć osobno, spędzaliśmy swój czas. Czułam wobec niego respekt, taki sam, jaki czułam wobec innych mężczyzn i chociaż zjawił się u mnie, aby zlecić mi wykonanie pewnego zadania, to jak nie mogłam go traktować jak zwykłego czarodzieja. Należał mu się szacunek oraz specjalne traktowanie.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol wejściowy   15.09.17 19:49

Nie bywał w takich miejscach zbyt często. Jeśli można było być bardziej dokładnym, nie bywał w lokalach modowych w ogóle. Gdy Yaxleyom były potrzebne nowe szaty lub garnitury, które preferował, był wzywany odpowiedni projektant. Krawiec zajmujący się tą rodziną od wielu lat i znający gusta swoich klientów od podszewki. Dzięki temu wystarczyło jedno słowo, by ten wiedział jak pokierować zaczarowaną igłę i nić. Spełniał wszelkie wymagania, które przed nim stawiano i zawsze wywiązywał się z nich bezbłędnie. Nic więc dziwnego, że nie widywano Morgotha czy jego bliskiej rodziny wraz z innymi szlachcicami i bogatszymi czarodziejami podczas przymierzania nowego stroju. Cenili sobie prywatność, a sam fakt przebywania nawet w tak uznanym lokalu, traktowali jako nadszarpnięcie tej intymności czy strefy, do której wstępu miało bardzo niewiele postaci. Im mniej owych obcych czynników znajdowało się dookoła nich, tym czuli się bezpieczniej i pewniej. Nie musząc obracać się co chwila, by nie wypatrzeć w tłumie nieprzyjemnych, nieprzychylnych twarzy. Sprawa, która go tu przywiodła nie była jednak aż tak delikatna, a oderwanie się chociaż na moment od spraw rodzinnych sprawiało, że jego umysł na chwilę odświeżał się, by nabrać czegoś niezwykle ważnego. Perspektywy. Dlatego ucieszył się lub co było właściwsze wyraził zadowolenie, gdy nie dostał sowy z informacją, że spotkanie musiało zostać odwołane przez niezwykle niesprzyjające warunki pogodowe. Mimo tego wewnątrz Domu Mody panował spokój, a zaklęcia nałożone na lokal spełniały swoje zadanie. Nawet sufit został odpowiednio zaczarowany, by nie wydawało się, że oknem panuje chłód i bicz deszczu. Jasne sklepienie jak i wielkie okna pozwalały, by magiczne promienie słońca padały na skórę przechodzących bądź czekających gości, ale nie ogrzewały ich. Morgoth nawet przez moment obserwował półcienie, które pojawiły się na jego dłoni, ale za którymi nie szło żadne ciepło. Było to w pewnym sensie rozczarowujące, ale przyzwyczajony do mgły i deszczowej pogody nie czuł nieswojo. Gdy zaproponowano mu szklankę najlepszego rocznika Ognistej Whisky, podziękował, wiedząc, że spotkanie zbliżało się z każdą minutą, a to nie było miejsce, by poddawać się takim przyjemnościom. Przejechał jedynie dłonią we włosach, odprowadzając spojrzeniem dwójkę czarownic, które najwyraźniej były zaintrygowane nowozakupionymi nabytkami. Zaraz jednak zniknęły one w jednym z kominków i na chwilę hol wypełnił się ciszą. Dopiero odgłos kobiecych kroków zwrócił jego uwagę, by spojrzeć w stronę skąd dobiegały. Lady Parkinson należała do tego samego domu w Hogwarcie co on, jednak nie przypominał sobie, by zamienili choćby słowo. Było to związane głównie z jego chęcią przebywania z daleka od Ślizgonów jak i innych uczniów. Jedynie z Cynericiem utrzymywał wciąż stały kontakt z wiadomych względów. Historią jak i dalszymi losami innych nie interesował się, wiedząc jedynie pobieżnie, co wydarzyło się z godniejszymi uwagi osobistościami. To dzięki siostrze dowiedział się, że córka lorda Alexandera zajmowała się tworzeniem perfum. Napomniała mu o tym jakiś czas temu przez przypadek, jednak zapadło mu to w pamięci i stąd list, który został skierowany w jej kierunku. Widząc jak nadchodzi, nie pozwolił jej czekać i wstał, prostując się i obserwując nadchodzącą damę. Tak jak ona oceniła i jego, Yaxley wiedział, że ma przed sobą młodą kobietę ze szlachetnym rodowodem. Nie miała co prawda urody typowej dla jego kuzynek do której przywykł, miała w sobie delikatność z pewnym dziecięcym jeszcze urokiem. Rosalie i Liliana miały bardziej kobiecy akcent w całej postawie, co czyniło je dojrzalszymi, mimo że między nimi, a lady Parkinson była niewielka różnica wieku. Mimo wszystko niechybnie rosła na piękną kobietę, chociaż ciężko było powiedzieć, by była nią już w pełni. Odpowiednio skłonił się przy przywitaniu, widząc doskonałe dygnięcie.
- Ma'am - powiedział, chcąc coś powiedzieć, ale to ona zabrała głos jako pierwsza. Prawie niewidocznie uniósł lewy kącik ust, po czym zaprzeczył jakoby długo jej wyczekiwał. - Przyszedłem, by poprosić o wykonanie perfum dla mojej matki - oznajmił niezbyt szybko i nie za wolno, dostosowując się do tempa rozmowy, która właśnie się zaczęła. Już wystarczająco wiedział o spotkaniach, by wiedzieć, że to nie czas się liczył, a jakość. - Gdzie możemy usiąść, by było lady wygodnie spisać składniki? - spytał jeszcze, nie zamierzając wykorzystywać dziewczyny, każąc jej stać przez cały czas.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Hol wejściowy   15.09.17 21:43

Przyzwyczajona byłam do tego, że mężczyźni swoim czujnym okiem obserwowali, czy też bardziej mierzyli i oceniali, kobiety. I ja stawałam się takim obiektem, na którym wzrok mężczyzn zatrzymywał się czasem na chwilę, a czasem na dłuższy moment. Jak każda kobieta, tak i ja, chciałam wtedy zaprezentować się jak najlepiej. Wyuczona sekwencja ruchów, delikatny uśmiech świadczący o mojej niewinności. Każdy z tych mężczyzn mógł być przecież potencjalnym kandydatem na męża, ojciec wymagałby, abym zachęcała mężczyzn, a nie odpychała ich swoją osobą. Miałam ledwie dwadzieścia lat, właściwie, nawet jeszcze nie skończone. Brakowało mi pięknych kobiecych kształtów, moje piersi delikatnie odznaczały się ukryte pod materiałem koszuli, a biodra nie nabrały jeszcze w pełni swojej linii. Niejedna panna kończąca dopiero Hogwart była bardziej kobieca ode mnie, a ja swoje braki mogłam nadrobić jedynie strojem i perfumami, które miały zapadać w pamięć mężczyznom. Chociaż uchodzić miałam już za dorosłą kobietę gotową do wzięcia na swoje barki ciężaru odpowiedzialności za swoje czyny, założenia rodziny i w pełni oddania się przyszłemu mężowi i wychowaniu dzieci, tak we wnętrzu mnie nadal siedziała nastolata przytłoczona ogromem dorosłego świata. Wyuczone gesty, słowa, znajomość tych wszystkich zasad - to wszystko było kłamstwem, które miało ukryć dziecko, a pokazać światu kobietę. Dlatego też lord Yaxley miał rację, nie będąc do końca pewnym, czy stoi przed nim kobieta, czy też jeszcze podlotek. Za to absolutnie nie miałam wątpliwości, że naprzeciwko mnie stoi prawdziwy mężczyzna. Widać było to po jego aparycji, zachowaniu, sposobie wysławiania się. Czuć było od niego siłę, nie tylko tą magiczną, ale i fizyczną, której ja w żadnym stopniu nie posiadałam. Ale czy nie taka była natura? Kobiety miały być słabsze, finezyjne, mącić w głowie, a mężczyźni powinni być silni, stanowczy. Czyli wszystko było tak, jak być powinno.
Nasze przywitanie było krótkie, bardzo oficjalne, bo na nic więcej nie mogliśmy sobie pozwolić. Właściwie się nie znaliśmy, nie pamiętałam bym kiedykolwiek zamieniła z nim choćby słowo, więc można nawet uznać, że dopiero się poznaliśmy. On przyszedł tu w określonym celu, a ja miałam wypełnić jego wolę. A jego wolą było stworzenie perfum dla szanownej lady Yaxley. Niemalże odetchnęłam z ulgą ciesząc się, że nie przyszedł po perfumy dla siebie, dodając mi tym samym dodatkowej pracy. Perfumy dla jego matki będą dla mnie przyjemnością.
- Rozumiem - przytaknęłam, lekko kiwając głową. - Czy jest ku temu jakaś większa okazja?
Czasami znajomość celu, dla którego ktoś zamawia perfumy była bardzo pomocna. Wiedząc czy chodzi o przeprosiny, czy zwykły prezent bez okazji, łatwiej było dobrać odpowiednie nuty zapachowe. Chociaż sądząc po liście od lorda Yaxley’a byłam niemal pewna, że on ma już przygotowaną listę tego, co powinno się w nich znaleźć i obawiam się, że nie znajdzie się tam miejsca dla mojej fantazji. Na jego pytanie rozejrzałam się lekko, hol miał wszakże dużo miejsc do siedzenia i mogliśmy spocząć gdziekolwiek, nie wiem jednak, czy byłby zadowolony, gdybym zaprosiła go do siedzenia na ławeczce, gdzie co chwilę ktoś przechodzi i przeszkadza.
- Możemy gdziekolwiek gdzie będzie panu odpowiadać, aczkolwiek - zrobiłam krótką chwilę - najsensowniej będzie udać się do mojej pracowni. Z chęcią zaprowadzę, jeśli wyrazisz tylko taką wolę, lordzie.
Dawno nikt mnie tam nie odwiedzał, a ostatnie odwiedziny nie były zbyt przyjemne i wolałam nie wracać do nich swoją pamięcią. W moim królestwie stała jednak wygodna skórzana kanapa, był stolik no i przede wszystkim miałam tam pióro i kałamarz. Oraz swoje ingrediencje, które w razie potrzeby mogłam wyciągnąć, dać mu do powąchania czy to zasuszone okazy czy wyciągnięte już z nich esencję. Nad kominkiem nadal wisiały zioła przywiezione mi przez lorda Traversa, które już się zasuszyły i powinnam je w odpowiedni sposób zapakować. Musiałam się tym koniecznie zająć, jeśli tylko znajdę dzisiaj na to czas.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol wejściowy   15.09.17 22:26

Już dawno nauczono go na czym polegała gra prowadzona bez końca między kobietami, a mężczyznami. To, co istniało pomiędzy dwoma postaciami, nie różniło się zbytnio od tego, co działo się gdziekolwiek indziej w życiu. Dlatego też mogła mieć dwie twarze - dobrą i złą. Tak samo jak walka, jak handel i polityka. Zresztą zawierało w sobie i zasady handlu, i walki, i intrygi. I było tak samo potężne. Jednocześnie jednak mogło stać się obiektem pragnień, a wtedy stawało się niebezpieczne w nieodpowiednich, nieodpowiedzialnych rękach. Sam doświadczył złamania, które dość mocno nim wstrząsnęło. Same wspomnienia przerażały go na samą myśl jaką władzę, mogła zdobyć nad jego umysłem druga osoba. A nikt nie mógł mieć nad nim takiej władzy, bo wtedy jego osąd był zaburzony. Jego decyzje również, a przez rozchwianie we własnym wnętrzu uniemożliwiało mu odpowiednie służenie rodzinie. Dlatego nie zapominał już, że to była wciąż walka. Było to bardzo złożone zjawisko, z którego nie wszyscy zdawali sobie sprawę i mogli wpaść w sidła rozstawione przez drugą osobę. Z jednej strony mężczyznom nie wypadało zbyt długo patrzeć, a kobietom zależało, by przyciągać ich spojrzenia. Morgoth jednak zdawał sobie sprawę, że nawet krótkie zerknięcia na obiekt godny uwagi było w ten sposób wynagradzane pod każdym względem.
Dobre wychowanie i dżentelmeńskie pobudki nie pozwalały typowo wgapiać się w kobiety jak i oceniać je lekkim schematem. Lady Parkinson miała jeszcze czas i na pewno miała stać się wspaniałą przedstawicielką swojej płci, a dostrzeganie piękna nie było tym samym co ocenianie. Dlatego też nie zamierzał już zajmować myśli postacią przed sobą, a skupić się na tym, dlaczego tu przybył. Ich rody znajdowały się w stanie sojuszu, co oznaczało, że tym bardziej powinni utrzymywać dobre relacje z każdym członkiem rodziny lady Parkinson. Jej kuzynka, Elisabeth, była zaradną kobietą, która już dowiodła, że była godna powierzania jej własnych interesów, chociaż do zaufania było jeszcze daleko. Chociaż zapewne nigdy nie miało nastąpić z prostego powodu - nie byli rodziną. Teraz inną sprawę powierzał Victorii, a dobra sława, która niosła się za jej umiejętnościami jak i za prestiżem samego miejsca, w którym się znajdowali, mogła go upewnić, że efekt mógł przerosnąć jego oczekiwania. Ufał swojej siostrze dlatego też nie miał większych oporów, by się tutaj znaleźć. Słysząc słowa dziewczyny, przeniósł na moment spojrzenie ponad jej ramieniem, by po chwili znów wrócić uwagą do jej osoby.
- Tak. Z okazji zbliżających się urodzin - odpowiedział przyjemnym tonem, pozwalając by słowa rozbrzmiały do końca każdej sylaby. - Flakonik ulubionych perfum na pewno umiliłby jej dzień - dodał, posyłając ciepłe spojrzenie swojej rozmówczyni. Była profesjonalistką, dlatego zamierzał też pomóc jej w stworzeniu jak najlepszej mieszanki. Co prawda miał listę, ale było to głównie serce jak i głowa perfum. Tyle po rozmowie z Leią zdołał ustalić. Resztę zostawiał w rękach lady Parkinson, chociaż jeszcze o tym nie wiedziała jak wskazywał na to list. Odczekał, aż blondynka zastanowiła się nad odpowiedzią. Spodobało mu się to, że wpierw pomyślała nim odpowiedziała. Było to całkiem przyjemne spostrzeżenie i dobrze o niej świadczyło. Zbyt dawno mógł obcować z kimś innym niż swoja własna rodzina, jednak dostrzeganie dobrego wychowania jak i intelektu sprawiało, że wciąż całkowita degeneracja i zepsucie nie zapanowały nad szlachtą. - W takim razie pójdę jej śladami - odpowiedział, gdy Victoria przedstawiła swoją propozycję. Najrozsądniej było wybrać właśnie pracownię, jednak nie zamierzał się narzucać, bo przecież jaki był w tym cel? Spokojna, wyważona rozmowa szła własnym tempem, a także szły za tym odpowiednie ruchy. Czekał na reakcję swojej towarzyszki, a gdy zaprosiła go, by ruszył za nią, podążył za jej krokami, nie zostając w tyle, a zrównując się z nią, by szli ramię w ramię. Po drodze patrzył na budynek, który okazał się tworem dopracowanym do ostatniego detalu. Czy i produkty wychodzące z tych drzwi również takie były?

|zt x2




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
 

Hol wejściowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Hall Wejściowy
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Dom Mody Parkinson-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18