Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer dwa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer dwa   24.03.16 2:44

First topic message reminder :

Sala numer dwa

To chyba jedna z najprzestronniejszych i najładniejszych sal nie tylko na tym piętrze, ale i całym szpitalu. Do pomieszczenia wpada duża ilość światła, przez co nie wydaje się ono tak ponure jak pozostałe części Munga. Zazwyczaj sala pęka w szwach i ciężko znaleźć tu jakiekolwiek wolne łóżko - trafiają tutaj stali bywalcy oddziału na dłuższe leczenia lub podczas kolejnych, rutynowych pobytów. Dla komfortu i prywatności pacjentów zamocowano przy każdym łóżku zwiewne, białe kotary, natomiast na końcu sali stoi duży doniczkowy kwiatek - wszak odrobina zieleniny jeszcze nikomu nie zaszkodziła.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   19.01.17 21:34

Tak jak sobie obiecał, czekał, aż się wybudzi. Troszczył się o nią już całkiem realnie, nie tylko dopytując, ale i także samemu dyskretnie wizytując oddział chorób wewnętrznych, by w efekcie jakże szczerego zmartwienia losem narzeczonej, zażądać kilku dni wolnych, które będzie mógł spędzić przy jej łóżku, obserwując jak (i czy) oddycha. Mniej więcej przewidywał, kiedy nastąpi przełom. Obserwacje, informacje od stażystów, którzy nie skąpili mu wieści na temat Libry, rzetelne raporty młodszych uzdrowicieli, jakimś cudem zabłąkane na biurku w jego gabinecie. Liczył, kalkulował, aby stracić jak najmniej, ale wypaść przekonująco w roli oszalałego z rozpaczy przyszłego pana młodego. Na razie spisywał się dobrze.
W udawaniu smutku na pewno pomagały delikatnie zaczerwienione oczy, sine cienie, blada, wymizerowana twarz i wychudzona sylwetka. Zabiegi czysto kosmetyczne: faktycznie nie spał po nocach i czuł zmęczenie, a zmiana diety na wolną od innych pokarmów jak płynne alkoholowe nie mogła wykluczyć zamroczonego spojrzenia. Nieco za duże ubrania - nowy człowiek, który przez zaledwie kilka dni stał się cieniem samego siebie. A wszystko to z powodu stresu o swoją ukochaną. Nie wątpił, że ta bajka dobrze się sprzeda. Uwielbiano te wyjątkowe historie o salonowej miłości, poświęceniach oraz rozmaitych innych głupotach, pozostających w zasadzie poza zasięgiem szlachcianek. Arystokraci... mieli szansę. On swoją zaprzepaścił, chociaż mógł znacznie wcześniej splunąć na tradycję i cieszyć się Laidan jako swoją żoną.
Trzymał ją za rękę, gdy otwierała oczy. Nie potrafił wyobrazić sobie lepszego momentu na jej przebudzenie, wręcz w książkowym przypadku. Brakowało tylko tego, by musnął jej usta swoimi, chłodnymi - inaczej niż wówczas, delikatnie, wręcz ulotnie - ale powstrzymał się, posyłając jedynie Librze zwycięski uśmiech. Poproś Lupusa, rozkazał jednej ze stażystek, kręcącej się przy aparaturze do dożylnego podawania eliksirów. Black powinien wiedzieć, że kuzynka będąca pod jego pieczą się zbudziła. Jak szkoda, że wówczas to Samael czule gładził jej bladą, jakby martwą dłoń.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   24.01.17 15:44

To miał być zwyczajny dzień na oddziale. Kolejny sztab mniej lub bardziej poszkodowanych pacjentów wyganianych na barki stażystów, jeśli status ich krwi pozostawał wiele do życzenia, a stan zdrowia nie uniemożliwiał przekazania ich przypadku mniej doświadczonym medykom. Lub przyjmowanych z entuzjazmem w sytuacji rozpoznania dobrego znajomego, ewentualnie niesamowicie ciekawego stanu chorobowego, które i tak zdarzały się zdecydowanie zbyt sporadycznie. Niestety, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że jedenasty kwietnia winien zostać okrzyknięty dniem strachu. Nie obawiałem się stanu zdrowia tych wszystkich obcych mi ludzi; lęk doskwierał w momencie przyjęcia do Munga Libry. Z początku nie potrafiłem w to uwierzyć, ale rzeczywistość stała w opozycji do mojego zdziwienia, prezentując się bardzo licho. Pamiętałem o jej chorobie, w końcu klątwa Ondyny nie daje o sobie zapomnieć nigdy (kapryśna niczym każda kobieta), a mimo tego długo trwałem w zawieszeniu pomiędzy jawą a snem. Wreszcie udało mi się zmusić ciało do wysiłku, odłożyć pióro do kałamarza oraz wstać od biurka. Przejść się na oddział, ocenić szkody, wybadać możliwe przyczyny takiego stanu rzeczy, zacząć działać. Udrożnić drogi oddechowe, ustabilizować oraz wzmocnić bardzo osłabiony organizm. Blackowie nigdy nie słynęli z przesadnego zdrowia, nie mieli więc czym szastać. A ich krew była na wagę złota, cenniejsza od jakiejkolwiek innej, co tylko napędzało mnie do kolejnego zignorowania własnych, człowieczych słabości, zamiast tego napędzając własną motywację przekuwając ją tym samym w działanie. Świadome, staranne i przede wszystkim skuteczne. Oby.
Drżenie własnych myśli uspokoiłem względnie dopiero po uzyskaniu przez kuzynkę stanu stabilnego. Nie powstrzymywałem dowodu niesamowitej ulgi. I choć pacjentka nadal pozostawała nieprzytomna, kompletowałem dla niej specjalny dobór lekarstw stając na rzęsach, by zapewnić jej jak najlepsze warunki zarówno farmakologiczne jak i bytowe.
Właśnie wracałem od alchemika kiedy postanowiłem wstąpić kontrolnie do sali, w której leżała. Pchnąwszy drzwi dostrzegłem siedzącego obok mężczyznę znanego mi tylko oględnie. Bardzo starałem się nie poruszyć żadnym mięśniem twarzy, ale to było trudnym zadaniem. Miałem swoje obawy dotyczące jego osoby: liczne zasinienia na drobnym ciele Libry oraz fakt znalezienia jej właśnie w Shropshire nie działały na jego korzyść. Starałem się jednak powściągnąć od ocen, kiwnąwszy głową w ramach krótkiego, zdystansowanego powitania. Dostrzegając mrużenie oczu przez kobietę odstawiłem mikstury na szafkę sięgając po różdżkę. – Jak się czujesz? – zadałem pytanie sprawdzając jej świadomość.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   26.01.17 17:53

Choć wciąż odczuwała porażającą słabość powoli wracały do niej zmysły. Była coraz bardziej świadoma swojego oddechu, orzeźwiająco stabilnego, ale równocześnie delikatnie bolesnego. Ślad niedawnych wydarzeń. Nie była nawet w stanie powiedzieć ile czasu była nieprzytomna, co wywoływało iskry irytacji. Jej wzrok przyzwyczaił się już do światła i przez chwilę po prostu wbijała spojrzenie czarnych oczu w sufit z wyrazem pustki na twarzy. Zmrużenie powiek i łagodnie spuszczone w dół kąciki ust wskazywały jednie na zmęczenie. W pewnym momencie odwróciła głowę nieznacznie na bok, jakby nagle po raz pierwszy odczuła, że ktoś trzyma ją za rękę. Nie żeby się tego nie spodziewała, ale kiedy jej wzrok osiadł na narzeczonym targnęło nią wiele niezidentyfikowanych emocji, których nie tylko nie rozpoznawała, ale i była nimi wystraszona. Jej wyuczona przez lata chłodna prezencja jednak nie upadła, jak w Ludlow, pozostawiając ją przez dłuższą chwilę jako bezduszną lalkę wpatrującą się bez życia w mężczyznę. Nawet nie usłyszała co powiedział do stażystki, ale gdy dziewczyna opuściła pomieszczenie słabej Librze udało się wewnętrznie uspokoić i wyłonić na razie choć jeden wniosek. Gardziła.
Miała zbyt mało siły by ruszyć się w jakikolwiek sposób, ale sama nie była pewna co zrobiłaby gdyby tak nie było. Pozwoliła sobie na ponowne odwrócenie głowy i zamknięcie oczu, a na jej usta powrócił zwyczajowy, drobny uśmiech. Gardziła sobą za to, że pozwoliła się poniżyć.
Nie będzie się bać.
Otworzyła ponownie oczy dopiero, gdy usłyszała głos kuzyna. Więc to Lupus sprawował nad nią pieczę. Teraz mogła być pewna, że znajduje się pod opieką zaufanego i odpowiedzialnego uzdrowiciela.
- Słabo, wciąż boli mnie głowa - odpowiedziała bardzo cicho. Nie zamierzała nawet próbować podnosić głosu, bo była pewna, że zmęczenie uczni go załamanym i chrapliwym.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   27.01.17 17:54

Urocze, rodzinne spotkanie, jakie uwielbiał. Czyż nie przypominało ono złudnie perypetii z udziałem jego rodzeństwa, kiedy to Allison musiała dzielnie odchorowywać nadmierną atencję starszego brata, który opiekował się nią wówczas najstaranniej, zaś Soren znosił to i starał się pomagać, doskonale wiedząc, jaki był w tym udział Samaela?
Avery nie dostrzegał różnicy między siostrą a narzeczoną - nie liczył trywialnych, jak kolor włosów czy wielkość piersi - obie to tylko zwykłe kobiety, jakim w zasadzie się przysłużył. Kontrolna wizyta w szpitalu mogła okazać się zbawienna, a nuż wykryją coś, o czym jeszcze nie wiedział przed zaręczynami, dając mu pretekst do ich zerwania? W niecierpliwości oczekiwał więc Lupusa, trzeciego aktora w ich tragedii, mającego nadać dodatkowego dramatyzmu rodzajowej scenie. Jedno nazwisko, jedna krew; posądzał go o mocne solidaryzowanie z kuzynką, czego skutkiem zapewne okaże się delikatnie napięta atmosfera. Nie obawiał się tej niewygody: obracał się wszak w towarzystwie, gdzie dziwny ciężar nieustanie wisiał w powietrzu, niezbyt subtelnie psując uroki konwersacji.
Prymitywna rozrywka nieco rozpogodziła pochmurne dotąd oblicze Avery'ego: grał doskonale, a musiał wyśmienicie wywiązać się z roli narzeczonego, będącego w siódmym niebie. Jego oblubienica wybudziła się, trzymał ją za coraz cieplejszą dłoń, prócz lekkich rumieńców wstępujących na blade policzki mógł podziwiać również ciemne, przenikliwie oczy i uśmiech. Ona też znakomicie udawała.
Zanotował sobie, aby już po ślubie ją za to pochwalić (grzeczna dziewczynka, zasłużyła na to), acz chwilowo przywołał na swą twarzy wyraz zafrasowania, zmartwienia i tej specyficznej ulgi. Jest, żyje, oddycha. To nic, że jeszcze osłabiona, to nic, że uskarża się na bóle. Tej kobiecej przypadłości akurat nie dzierżył, acz wyjątkowo pozwolił na przymknięcie na nią oka.
Profesjonalizmu Blacka zaś nie należało ignorować, stąd Avery zaraz wstał z niewygodnego krzesła, lekko skinąwszy mężczyźnie głową.
-Nie chcę wchodzić w twoje kompetencje - zaczął, może pozornie nieco złośliwie - jestem ci bardzo wdzięczny, Lupusie - wyrzucił z siebie jednym tchem, nieco zaniepokojony, czy aby nie rozmyśli się w pół słowa. Nie, to było należne, tak wypadało postąpić i tak się prezentowało nienagannie. Czule pogładził dłoń Libry, podnosząc ją do ust i muskając lekko wargami. Uspokajający gest: jest tutaj, przy niej i nie pozwoli, by stała jej się krzywda. Z innej ręki niż z jego własnej.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   04.02.17 19:48

Nic innego nam nie pozostało. Jedynie my, nasza krew, nasze obietnice wiecznej czystości. Libra była zbyt delikatna, by nie móc się o nią nie martwić. Łatwiej było nie przejmować się cudzym losem, znacznie trudniejsza była troska oraz dbałość. Dbałość o tę perfekcję, w której ramy zostaliśmy wciśnięci od chwili narodzin. Z początku wychodziliśmy z niej niemal każdej chwili, z czasem dopiero dopasowując się do jej brzegów. Każde odstępstwo od normy karane było surowo, włącznie z własnym poczuciem wstydu oraz palącej ujmy. Źle mi było ze świadomością, że idealny obraz kuzynki w tej chwili brutalnie się rozmazywał; doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, w jak nieporównywalnie gorszej sytuacji to ona musiała się znajdować. Te siniaki nie były normalne, tak jak tajemniczość całego zajścia. Od razu w głowie uruchomiła mi się cała machina znaków ostrzegawczych oraz podejrzliwości. Każdej możliwości, która równie dobrze mogła prowadzić donikąd. Trochę traciłem głowę.
Brakowało mi profesjonalizmu w pełnym tego słowa znaczeniu. W głowie powinienem mieć całą kaskadę myśli dotyczących jej stanu zdrowia, wszystkich medykamentów, które należało podać oraz planu działania na najbliższe tygodnie. A oprócz tego na pierwszy plan cisnęły się obawy, nieprzyjemne wnioski oraz coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Dałem się porwać emocjom, choć niewidocznym na zewnątrz, to nieznośnie realnych wewnątrz. Stając przy jej łóżku zaciskałem szczękę mimo starań zachowania poprawnego, stoickiego spokoju. Ścisnąłem własne palce obu dłoni, zaraz rozplątując je oraz prostując w nic nieznaczącym geście.
- Podam ci więc jeszcze jeden eliksir wzmacniający. I przeciwbólowy – odparłem, z tyłu głowy mając na myśli najlepsze specyfiki. Nieszkodliwe nawet w nadmiernych ilościach, za to łagodne, choć zdecydowane w swoim działaniu. Na potwierdzenie tych słów sięgnąłem do dwóch niewielkich fiolek z pudełka oraz kubek i wodę, w której zamierzałem rozrobić owe specyfiki czyniąc je znośniejszymi. Starałem się być możliwie neutralny w towarzystwie osoby Averyego, ale jednak dłużej nie mogłem, skoro mężczyzna się odezwał.
- To nie wchodź – odpowiedziałem automatycznie, może nawet nie zastanawiając się zbyt długo nad odpowiedzią nagle wydobywającą się z moich ust. Pozornie nie była naznaczona emocją, może jedynie zbyt zdystansowana, zbyt nijaka. Tylko w mojej głowie zaczęły narastać wykrzykniki świadczące o skrywanych odczuciach. Skinąłem pobieżnie głową nie wdając się w dalszą polemikę, szczędząc słowa, których ton czasem mógłby zdradzić wiele. Zbyt wiele. – Dasz radę unieść głowę? – zwróciłem się z pytaniem do Libry chcąc wiedzieć czy będę mógł podać jej te eliksiry teraz, czy jednak później.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   06.02.17 18:32

Leżała wyobcowana, wciąż na granicy przytomności, jej włosy ozdabiały malowniczo jasną poduszkę, a oczy wodziły powoli od jednego mężczyzny do drugiego. Wzrok na Lupusie zatrzymywała na dłużej, nie chcąc patrzeć na swego narzeczonego. Wszystko działo się zbyt szybko. Dopiero się przebudziła, nie miała okazji przemyśleć tamtego zdarzenia i uformować jakiegoś sensownego planu, wzorca zachowania. Potrzebowała czasu. Umysł Libry zdecydowanie pracował w tej chwili wolniej, bowiem minęło parę sekund nim dotarło do niej, że nie może dawać Lupusowi żadnych oznak, jakoby coś było nie tak. Ten incydent nic nie zmieniał w zasadach działania społeczeństwa, wciąż pamiętała swoje obowiązki i limity. Odwróciła głowę do Samaela akurat wtedy, gdy uniósł do ust jej dłoń. Na jej twarzy uformował się senny, słaby uśmiech, idealny do sytuacji. W jej głowie przeplatała się jednak krótka myśl - jedyna od momentu odzyskania świadomości, która nie wywoływała żadnych emocji(znajomo i właściwie) - widocznie nie tylko ona potrafiła doskonale grać.
Nie odzywała się dopóki kuzyn nie zwrócił się bezpośrednio do niej, nie tyle z powodu osłabienia, ale jak idealna, pokorna dama. Wyczuła napięcie, nawet zmęczenie nie mogłoby aż tak zaniżyć jej spostrzegawczości, jednakże jako kobieta nie miała prawa się udzielić. Udzielenie reprymendy narzeczonemu lub kuzynowi było absurdem, sama myśl wywoływała dreszcz. Pozostawała jej tylko obserwacja i sucha nadzieja na to, że atmosfera wkrótce się uspokoi. Nie chciała znosić burzy zewnętrznej, gdy ta wewnętrzna wciąż kotłowała się i czekała na swoją szansę.
- Tak - odpowiedziała krótko, nie nadwyrężając strun głosowych, i uniosła lekko głowę. Przed jej oczami natychmiast zatańczyły mroczki, a ciało oblał zimny pot, ale zmrużyła powieki i wytrwała. I tak pokazała dziś już zbyt wiele żałosnej słabości.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   06.02.17 22:29

Czuł się ignorowany.
Zapiekło to do żywego, choć normalnie ucieszyłby się z takiego obrotu sprawy (pozostając w cieniu zwiększał możliwości), to obecnie nie podobało mu się lekceważenie okazywane mu przez Lupusa. Nie zamierzał tłumaczyć tej ambiwalencji skupieniem się na Librze - żyła, oddychała, powoli wracała do zdrowia i choć na jej porcelanowych policzkach nie kwitł rumieniec, to jak na dłoni widać było, że po prostu trzeba jej czasu na regenerację. Nie martwiłby się o nią na miejscu Blacka; pielęgniarki zostały już odpowiednio poinstruowane, także przez Samaela w trakcie nieobecności Lupusa, Libra miała zapewnioną najlepszą opiekę. Tak należało, chociaż spotkała ją w zasadzie zwykła fraszka, całkiem zabawna igraszka ze strony jej przyszłego męża. Demonstracja, jak będą bawić się w niedalekiej przyszłości, majaczącej właściwie o cały miesiąc wcześniej, niż się tego spodziewał.
Nie miał za czym zwlekać, a ostudzone emocje podpowiadały mu, że postępuje zupełnie rozsądnie: lady Black gotowa była bowiem mu się wymknąć, wietrząc to niebezpieczeństwo, a on już znudził się szukaniem kolejnych, odpowiednich kandydatek. Wciąż nosił żałobę po niedoszłej małżonce, mającej ten tytuł wyłącznie w sypialni. Niegdyś ubolewał, ubolewał też nad tym, że oficjalnie nie może stać się nawet jego faworytą. Teraz cierpiał, bo po prostu jej nie było, a on zmienił się w inferiusa, zaklętego przez wyższą siłę, poruszającą nim jak kukiełką.
Zachował cudem zdolność myślenia, przetwarzania informacji i wolną wolę, chociaż i tak dopatrywał się u siebie odruchów obcych. Nie wierzył przecież ani w fatum, ani w przeznaczenie, ani w żadnych bogów - którzy ot tak wkroczyli w jego życie, podeptali go i zajęli dla siebie. Nie utożsamiał zniewolenia w antropomorficznych postaciach, a jedynie gdybał i filozofował, popadając w szczególnie posępny i wisielczy nastrój. Natchnął go również i teraz, gdy patrzył na swoją kruchutką ukochaną, wyrwaną z magicznej śpiączki.
-Jak długo zatrzymasz ją w szpitalu, Lupusie? - spytał cicho, szalenie przejęty, jedynie z wewnętrzną niezgodą przyjmując ten drobny policzek dla godności. Chyba stracił ją już dawno.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   13.02.17 21:24

Niestety to nie Samael był pacjentem, to nie on był Blackiem i moim kuzynem. To nie on wymagał w tej chwili uwagi; jego los był mi nadzwyczaj obojętny. Mógł zostać wraz z narzeczoną, mógł wyjść w celu zajęcia się swoimi, na pewno bardzo ważnymi sprawami; zajmowanie się nim nie leżało w mojej gestii ani w kręgu własnych zainteresowań. Cały czas musiałem walczyć z palącym poczuciem, że to właśnie on mógł mieć coś wspólnego ze stanem zdrowia mojej kuzynki. Nie było ono niczym poparte, bazowało raczej na własnych domysłach oraz być może niesłusznej paranoi spowodowanej łączeniem pewnych faktów, ale w żadnym wypadku nie brałem ich za pewnik. Nie wiem do końca dlaczego obecność lorda Avery działała mi na nerwy. Może było to kwestią owych podejrzeń, a może wewnętrznej niechęci spowodowanej zwykłą drażliwością. Nie wiedziałem. I nie planowałem w to wnikać, skupiałem się całkowicie na zdrowiu Libry, które w tym momencie było dla mnie najwyższym priorytetem, który zamierzałem bez szemrania wypełnić.
Z chłodną troską przyglądałem się jej bladej jak ściana twarzy, niedbałej fryzurze oraz mętnemu spojrzeniu. Odwróciłem wzrok, nie chcąc wpadać w większą złość niż do tej pory. Zmieszałem należycie eliksiry, nie poświęcając już więcej czasu temu obrazkowi. Cierpiącej krewniaczce oraz jej zmartwionemu narzeczonemu. Liczyłem własne oddechy, byleby tylko skupić się na czymś innym niż niepotrzebnych emocjach oraz jeszcze gorszych myślach czy też teoriach spiskowych.
Wreszcie odwróciłem się i przytrzymując delikatnie głowę lady Black podsunąłem jej fiolkę do całkowitego opróżnienia. Wtedy mogła powrócić do pozycji leżącej. Z zamiarem wypowiedzenia kilku ważnych informacji otworzyłem usta, ale wtedy do mojej świadomości dotarło pytanie Samaela. Sięgając po kartę dałem sobie czas do krótkiego namysłu.
- Na pewno musisz zostać jeszcze dzisiejszej nocy na obserwacji, Libro – zwróciłem się do kobiety, bo nie wypadało mówić w jej obecności o niej jako o osobie trzeciej. Zresztą, była na to zbyt cenna. – Jeśli nie zauważę nic niepokojącego, to za kilka dni będziesz mogła wrócić do domu – dodałem, zerkając od czasu do czasu na Averyego. Krótkie pauzy przerywane były szelestem pergaminu. Bardzo chciałem porozmawiać z kuzynką sam na sam, ale teraz było to niemożliwe, co jeszcze bardziej podsycało moje zdenerwowanie.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   27.02.17 15:37

Od momentu odzyskania przytomności dojmująca słabość nie tylko nie malała, ale coraz wyraźniej przytłaczała jej umysł i ciało. Gdyby nie maniery pozwoliłaby sobie na głęboki oddech zakrawający o westchnienie, oraz przyłożenie obydwu dłoni do czoła, jeśli w ogóle dałaby radę je unieść. Była jednak Librą Black, więc jedynie milczała, mrużąc jasne powieki ozdobione długimi rzęsami i utrzymała się w pozycji do wypicia eliksiru, chociaż wzmożony dla niej w tej chwili wysiłek powodował mdłości. Nie okazała tego po sobie, ale pomoc Lupusa była wielką ulgą. Wypiła miksturę, jej brwi nieznacznie drgnęły pod wpływem nieprzyjemnego smaku.
A potem, miała wrażenie, że minęła mniej niż sekunda, znów leżała z głową na miękkiej poduszce, a ból w jej skroniach, choć nadal wyraźny, zaczął powoli łagodnieć. Nie pomogło to jednak w pokonaniu ogólnego znużenia. Przejeżdżała powoli palcami po białej pościeli, był to jedyny ruch na jaki mogła się w tej chwili zdobyć. Zmęczonymi oczami śledziła mężczyzn wyłapując ich słowa, tym razem bez problemu, ale niczego nie komentowała. Nie było potrzeby. Tylko kiedy Lupus zwrócił się bezpośrednio do niej na jej ustach zagrał drobny uśmiech i bardzo niewielkim skinieniem głowy pokazała swoją uwagę.
Bez wątpienia nadal wyglądała pięknie, znała samą siebie i bardzo specyficzny typ urody, perfekcyjnie oddający charakter jej rodu. Ale mogła też sobie wyobrazić, że słabość i niedbałość(nie była w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz pokazała się komuś w nieuczesanych starannie włosach, napawało ją to niepokojem) naruszały idealny wizerunek i wywoływało to pewne nieokreślone uczucie w jej klatce piersiowej. Bardzo gorzkie, jak zawód, chociaż sama nie była pewna kogo tak naprawdę zawiodła najbardziej.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   15.04.17 13:28

Jane Warbeck traktowała swój staż bardzo poważnie, tym bardziej, że był to jej pierwszy rok. Tak ważny i wymagający, biorąc pod uwagę, że bardzo chciała się na nim utrzymać, mimo że nie była jedyną młodą stażystką pragnącą w przyszłości przywdziać uzdrowicielskie szaty. Jak przystało na początkującą, często musiała wykonywać różne niewdzięczne zadania, nie ufano jej jeszcze na tyle, by powierzyć naprawdę poważne sprawy. Jej umiejętności rozwijały się, ale nadal brakowało jej wiele do starszych kolegów i koleżanek, którzy mieli za sobą kilka lat kursu i przygotowywali się już do faktycznej pracy. Mimo to nie zrażała się i wytrwale się uczyła, a nawet tak nudne zajęcia, jak roznoszenie kartotek czy flakoników z eliksirami, miały stanowić wstęp do pracy, o której marzyła jeszcze w czasach Hogwartu.
Nie inaczej było dzisiaj. Właściwie od rana kursowała po całym piętrze, przynosząc uzdrowicielom eliksiry, o które prosili. Niektórzy pozwalali jej popatrzeć na swoje działania, które starała się skwapliwie zapamiętać, odnotowując w myślach odpowiednią wymowę inkantacji czy ruchy różdżką, a także sposoby dawkowania eliksirów.
Gdy wyszła z jednej z sal, z daleka zawołał ją jeden z uzdrowicieli, prosząc o przyniesienie kilku wywarów do sali numer dwa. Tak przynajmniej zrozumiała Jane, więc już po chwili w odpowiednim pomieszczeniu odnalazła wskazane fiolki i ruszyła do rzeczonej sali... Natrafiając na uzdrowiciela Blacka pochylającego się nad bladą jak duch pacjentką. Black od początku jej stażu autentycznie przerażał ją swoją aurą chłodu i wyniosłości, więc na jego widok pobladła nieco i zaczęła się jąkać; zrozumiała, że chyba jednak nie chodziło o tą salę.
- Ja eee... przepraszam, pomyliłam drzwi – wybąkała, ale gdy próbowała się wycofać, niechcący zawadziła tacką z flakonikami o otwarte drzwi. Jedna z buteleczek ześlizgnęła się i uderzyła o podłogę u stóp dziewczyny, rozbijając się. Ciecz ochlapała jej buta i zrobiła brzydkie plamy na podłodze. – Naprawdę przepraszam! Proszę wybaczyć moją niezdarność. Zaraz się tego pozbędę...
Czerwona jak piwonia, wolną ręką próbowała odnaleźć różdżkę w kieszeni szaty, ale jej palce drżały mocno ze zdenerwowania. Black zawsze ją stresował, więc cieszyła się, że zwykle nie musiała z nim współpracować i miała nadzieję, że nie będzie musiała, skoro w tak głupi sposób się przed nim skompromitowała.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   26.04.17 12:32

I miałem nadzieję, że nie zauważę niczego niepokojącego. Martwiłem się o Librę, o to, co mogło się stać w Shropshire. I o czym uparcie nie mówiła, choć nie mogła przy swoim narzeczonym. Oczekiwałem, kiedy wreszcie wyjdzie wymawiając się swoimi pilnymi, pilniejszymi od samej przyrzeczonej mu kobiecie, sprawami. Podałem jej już wszystkie eliksiry, jakie mogłem, przewertowałem kartę wzdłuż i wszerz, aż wreszcie lord Avery opuścił szpital. Odetchnąłem z ulgą, choć jedynie w duchu; zaraz skupiłem całą swoją uwagę na kuzynce, którą chciałem dyskretnie wypytać o powód nawrotu choroby oraz sińce na jej ciele. Niestety, w tym samym czasie głowa Blackówny opadła na miękką poduszkę, a ciemne oczy zasłoniły powieki. Zasnęła. Była wykończona, dlatego nie chciałem jej budzić. Tak naprawdę odłożyłem już zapiski oraz miałem kierować się do wyjścia, mocno zaniepokojony obecnością krewnej w tak strasznych okolicznościach, ale ktoś mi przeszkodził.
Zdążyłem zrobić tylko kilka kroków w stronę drzwi, gdy te uchyliły się z impetem. Z zaskoczeniem przyglądałem się wchodzącej do środka stażystce. Jednej z najmniej lubianych; pamiętałem tę bezmyślną twarz, ale imienia czy nazwiska nie potrafiłem spamiętać. Kiedy tylko ją ujrzałem, wiedziałem, że będzie z tego więcej problemów niż jakiegokolwiek pożytku. I nie pomyliłem się. Muszę koniecznie napisać do zarządu, by pozbyli się tej niezdary. Stanowiła poważne zagrożenie nie tylko dla siebie samej, ale przede wszystkim dla pacjentów oraz personelu szpitala!
- Naprawdę? – spytałem na granicy zdumienia oraz wściekłości, która pobrzmiewała jedynie w głosie. – A jako uzdrowiciel pomyliłabyś pacjentów? – zadałem kolejne pytanie, nie wierząc, że można być aż tak bezmyślnym. Jeszcze pomyliłaby transmutacyjne zaniki organowe ze śmiertelną bladością, to byłby dramat. I zaraz ten hałas, który obudził Librę, a mnie wprawił o chwilowe drżenie ciała. Obejrzałem się za siebie zauważając, że kuzynka otworzyła oczy oraz poruszyła się zaniepokojona na łóżku. Spojrzałem na niezdarę.
- Wyjdź stąd. Po prostu wyjdź. I nie wracaj, bo wylecisz stąd szybciej niż mrugniesz powieką. – Niemal wysyczałem. Jak śmiała przeszkadzać w odpoczynku schorowanej lady Black? Upuszczanie fiolek, a co jeśli opary zaszkodziłyby komukolwiek z nas? Nie mogłem powstrzymać się przed postępującą złością. Chwyciłem za różdżkę, pokazując jej, że nie żartuję. Zero szacunku, zero.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   27.04.17 0:25

Ta niefortunna pomyłka była zwykłym przypadkiem. Usłyszała mylną informację, o co łatwo było w panującym na korytarzu rozgardiaszu. Nietrudno było źle usłyszeć numer sali, a że jak przystało na chcącą się wykazać młódkę miała pewne tendencje do nadgorliwości, okazało się, że wcale nie chodziło o to pomieszczenie. Nieświadoma niczego Jane, chcąc się do czegoś przydać, wpadła na jedną ze swoich największych zmor – Lupusa Blacka we własnej osobie. Speszył ją sam fakt, że źle usłyszała numer sali i weszła do złego pomieszczenia, a to, że był tam akurat Black, sprawiło że cała sytuacja była jeszcze bardziej niezręczna i późniejsze wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej.
Jane niestety miała tę wadę, że łatwo było wpędzić ją w zakłopotanie, a Blacka wręcz się bała. Autentycznie przerażała ją bijąca od niego aura chłodu i poczucia wyższości, a także niechęci, którą ewidentnie ją darzył. I o ile przy większości uzdrowicieli potrafiła normalnie pracować i prawidłowo wykonywać swoje obowiązki, przy Blacku nawet proste zadanie roznoszenia eliksirów nagle okazywało się niezwykle skomplikowane.
Chciała jak najszybciej wyjść, zanim jeszcze usłyszy niewątpliwie kąśliwe słowa ze strony uzdrowiciela. Niestety złośliwy los pokrzyżował plan szybkiej ucieczki i znalezienia właściwej sali; niefortunnie zawadziła tacką z fiolkami o drzwi, zrzucając jedną z nich na podłogę. Jęknęła cicho, mając ochotę dosłownie zapaść się pod ziemię ze wstydu.
- Nie, o-oczywiście, że nie! – zapewniła trzęsącym się z przerażenia głosem. – Jeszcze raz p-przepraszam... N-nie chcę przeszkadzać ani panu, ani p-pańskiej pacjentce.
Jej ręce drżały tak mocno, że o mały włos nie upuściłaby tacki i nie potłukła pozostałych fiolek. Zmusiła się, żeby trzymać ją prosto, ale kiedy Black warknął na nią i zaczął grozić jej różdżką, pisnęła ze strachu i próbując czym prędzej czmychnąć, prawie wywróciła się na małej kałuży utworzonej przez wcześniej rozlany eliksir. Tacka wyślizgnęła jej się z dłoni i pomknęła w powietrzu, niebezpiecznie zbliżając się do Blacka. Na ten widok Jane pobladła tak, że można było odnieść wrażenie, że zaraz osunie się bezwładnie na ziemię.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   08.05.17 14:44

W życiu nie istnieją przypadki, a przynajmniej nie takie, których nie można byłoby wyeliminować. Przy odrobinie chęci ta cała niedojda znalazłaby wyjście z tej niewymagającej wielkiego pomyślunku sytuacji. Mogła poprosić o powtórzenie numeru sali, samej upewniając się co do tego, że dostarczy eliksiry w dobre miejsce. Jednak jeśli faktycznie była jąkałą-nieudacznikiem, to mogło ją to przerosnąć. Gardziłem ludźmi słabymi, niepotrafiącymi myśleć. Przynajmniej próbować znaleźć wyjście z sytuacji, nie poddawać się biernie losowi. Ta tutaj była idealnym przykładem osoby, której istnienia nie powinno się tolerować, a co dopiero dopuszczać do pracy z pacjentami. Pewnie eliksiry też by pomyliła i gdyby któryś z uzdrowicieli zaufałby jej na ślepo, mógłby uśmiercić własnego pacjenta. Patrzyłem więc na nią bez cienia litości bądź wyrozumiałości, za to z gniewem oraz odrazą. Jak patrzy się na obrzydliwego robaka, którego należy zadeptać przed uczynieniem jakichkolwiek szkód.
Trzymałem różdżkę przed sobą, cały czas skierowaną na nią. Czy żądałem zbyt wiele? Tylko tyle, by stąd wyszła. I nie pokazywała mi się na oczy przez resztę dnia. Naprawdę tak wiele wymagałem? Nawet tak prostej rzeczy nie potrafiła zrobić. Nie wspominając nawet o poprawnym udzielaniu odpowiedzi na zadane pytania. Trudno mnie było wyprowadzić z równowagi, ale jej się to udawało za każdym razem.
- To nie byle jaka pacjentka, tylko lady Black. Okaż jej choć odrobinę szacunku i wyjdź stąd omijając tę salę szerokim łukiem – rzuciłem pouczająco przez zaciśnięte zęby. Wierząc, że wreszcie coś do niej dotrze. I oczywiście musiałem się pomylić. To jakby pokładać nadzieje w idiocie, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Widząc szykującą się katastrofę musiałem zareagować szybko.
- Lanare – wypowiedziałem formułę zaklęcia kierując je na upadającą tacę z eliksirami. Dzięki czemu uderzyła mnie jedynie poduszka, ale i to wytrąciło mnie z równowagi. Leżała teraz ubabrana w kolorowej mazi pełnej odłamków szkła. Drgnął mi mięsień policzka. – Czy opuszczenie tego pomieszczenia jest dla ciebie zadaniem zbyt trudnym? – spytałem starając się nie grzmieć. Szarpnąłem nią do pozycji stojącej, nawet otworzyłem drzwi. – Teraz udasz się do alchemika, opowiadając mu co zrobiłaś i dlaczego ma przygotować dodatkową porcję wywarów. I za to zapłacisz. Następnie weźmiesz sobie dzień wolny nie wchodząc mi już dzisiejszego dnia w drogę. W nagrodę dostaniesz jeszcze jedną szansę zanim stracisz pracę przez własną nieudolność – wyjaśniłem jej plan działania na następne godziny. Głosem chłodnym, nieznoszącym sprzeciwu. Dopiero wtedy puściłem jej ramię, ponaglając ją do wyjścia z tej sali. Sam tu posprzątam oraz uspokoję kuzynkę, bo to, co tu się wyprawia jest karygodne. I jeszcze będę musiał zdezynfekować dłoń; ten dzień nie skończy się dobrze.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   08.05.17 23:55

Ta sytuacja była jak scena z karykaturalnego koszmaru. Jej absurdalna pomyłka, do której doszło akurat w obecności Blacka, pociągnęła za sobą inne skutki, których być może nie byłoby, gdyby trafiła na kogoś, kto nie budził w niej takiego popłochu i zakłopotania jak właśnie on. Wyniosły, opryskliwy Black, wszem i wobec emanujący poczuciem wyższości nad takimi jak ona, młodymi, niedoświadczonymi stażystkami o krwi dalekiej tej szlachetnej. Chociaż nie był od niej wiele starszy, już był postrachem stażystów, więc wolała nie myśleć, co będzie później, ale utwierdzał ją w przekonaniu, że chyba jednak nie wybierze jego specjalizacji... O ile w ogóle dane będzie jej wybrać jakąkolwiek. Ktoś taki jak on z pewnością miałby wystarczające wpływy, by szepnąć komu trzeba parę słówek i doprowadzić do jej zwolnienia. A przynajmniej takie myśli kłębiły się teraz w głowie biednej, zastraszonej Jane, która sprawiała wrażenie, jakby była na granicy histerii w momencie, kiedy tacka pomknęła w powietrzu, zmierzając w stronę Blacka jakby kierowała ją tam jakaś złośliwa magia. Dlaczego to wszystko w ogóle się działo? To naprawdę zakrawało na absurd. Bardzo chciała stąd wyjść i nie miała powodu, by robić komukolwiek na złość, tym bardziej komuś o wyższej pozycji, od kogo mogło zależeć jej dalsze być albo nie być na kursie uzdrowicielskim. Chciała opuścić to miejsce odkąd tylko uświadomiła sobie pomyłkę i obecność Blacka, ale niestety, jej popłoch ją zgubił, bo jak się okazało, nawet trafienie w otwarte drzwi było nie lada wyzwaniem, kiedy Black na wskroś przewiercał ją pełnym pogardy i gniewu spojrzeniem, w dodatku grożąc jej różdżką. Przynajmniej tak to wyglądało z jej przerażonego punktu widzenia.
Tacka pod wpływem zaklęcia Blacka zmieniła się w poduszkę zanim w niego uderzyła. Flakoniki potłukły się jednak z donośnym brzękiem, rozlewając na podłogę eliksiry. Jane zatoczyła się i załkała cicho, podczas gdy mężczyzna szarpnął ją szorstko za ramię i pociągnął w górę. Musiała zużyć cały zapas swojej silnej woli, żeby się tutaj nie rozpłakać. Pokiwała drżąco głową, przyjmując do wiadomości jego słowa, które huczały jej w głowie, roztaczając naprawdę realną wizję przyszłych problemów z Blackiem oraz tego, że naprawdę mógł doprowadzić do jej usunięcia z kursu.
Przeprosiła go raz jeszcze i zapewniła, że zrobi to, o co ją prosił. Jej głos tak drżał, że mężczyzna i tak pewnie niewiele zrozumiał. Następnie w końcu opuściła salę i dopiero poza zasięgiem wzroku Blacka rozkleiła się, nie mogąc uwierzyć, że w tak głupi sposób naraziła swoją przyszłość na stażu i ambicje zostania dobrą uzdrowicielką.

| zt. x 2




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala numer dwa   08.07.17 0:13

| 11 kwietnia

Ile to minęło czasu od kiedy ostatnio tutaj byłam? Miesiąc, dwa, może trzy - nie byłam pewna, ale wciąż wydawało mi się to zbyt krótkim czasem. Mogłam przeboleć kolejne wizyty kontrolne, które zazwyczaj i tak nie trwały dłużej niż dwadzieścia minut (chyba, że akurat musiałam czekać, aż łaskawie przyjdzie moja kolej, czyli dokładnie jak wczoraj), ale kilkudniowe pobyty były czymś o wiele mniej przyjemnym. Był środek tygodnia i tak długa wizyta w szpitalu była mi zupełnie nie na rękę. Praca w Ministerstwie czekała, nawet jeśli była jedynie nużącym przeglądaniem dokumentów i sprawdzaniem czy wszystko się zgadza, to wciąż wydawała się bardziej pasjonująca niż to, co robiłam tutaj.
Zabawne, trafiałam do tej samej sali w której leżałam ostatnio. Ciężko było mi powiedzieć, czy były to najbardziej komfortowe warunku, które obiecał mi Bennett, ale sala przynajmniej nie była obskurna. Jedyne na co mogłam narzekać (i narzekałam na pewno) to brak prywatności. Może i dookoła łóżek były parawany, ale wolałabym na ich miejscu widzieć ściany, które znacznie lepiej odgradzałyby mnie od innych pacjentów. Jak to było, że szlachciance nie należała się nawet oddzielna sala?
Napisano list do ojca, ten jednak się nie pojawił, czego zresztą nie oczekiwałam, nie chcąc odrywać go od jego na pewno ważnych obowiązków, kiedy nic poważnego się nie działo. Zamiast tego przybył skrzat, któremu kazałam przynieść najpotrzebniejsze mi rzeczy, m.in. książki, nie zamierzałam umrzeć tutaj z nudów.
W końcu przyszła noc, nie spałam jednak zbyt dobrze, nieprzyzwyczajona do podobnych warunków, we własnym, wygodnym łóżku, kiedy za oknem słychać było dźwięki bagien, było zdecydowanie inaczej - lepiej. Dodatkowo, męczyło mnie działanie eliksirów, które chociaż ostatecznie miały mi pomóc, na tę chwilę wcale nie sprawiały, że czułam się lepiej. Nic więc dziwnego, że rano byłam dosyć gderliwa. Szczególnie, że uzdrowiciele i pacjencji zaczęli hałasować niedługo po tym, jak udało mi się naprawdę zasnąć. Przychodzili sprawdzić czy ze mną wszystko w porządku, podczas gdy chciałam tylko, żeby zostawili mnie w spokoju. Powiedziałam im parę niemiłych słów i zaczytałam się w książce, która mówiła o historii syreny, co to zakochała się w człowieku. Pozwalało to na chwilę wytchnienia, przenosząc się w baśniowy świat niemalże nie słyszałam zewnętrznych dźwięków, tak mnie pochłaniały przyjemne opisywane uderzanie fal o brzeg i szum porywistego wiatru.


Powrót do góry Go down
 

Sala numer dwa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa
» Sala Wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VI piętro: Choroby wewnętrzne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18