Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Gabinet   29.03.16 14:14


Biurko, dużo pergaminów, tuszy oraz pióro.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   29.03.16 17:47

Ile to już trwało, ta dziwna i przeurocza sielanka, listopad zbliżał się ku końcowi, a oni dalej napawali się tą nietypową, wręcz nierealną atmosferą. Ciesząc się każdą chwilom, jaką podarował im los, drobnymi błahostkami, jak wspólne śniadania czy wzajemne ogrzewanie się w nocy. Ciekaw był jedynie, kiedy ich sielanka zderzy się z twardą rzeczywistością, kiedy to normalne życie o sobie przypomni, pewnie w ten nieprzyjemny, bolesny sposób, jak to miało w zwyczaju robić. Ale to nie dzisiaj, przynajmniej taką miał nadzieję, kierując swoje kroki po raz kolejny ku mieszkaniu Sørena. Dziarsko dzierżąc w ręku butelkę ognistej, nie chcąc zdawać się na coś opustoszały ostatnio zapasa przyjaciela.
Coraz wyżej i wyżej, aż na ostatnie piętro, nie licząc czarodziejskiego, drugiego piętra, na który wprowadził się cień Averego, jego młodsza siostra. Powtórzył sobie raz jeszcze w myślach, aby nie zapomnieć o tym, żeby poprawić wszelkie, jakże niezbędne zaklęcia, bez których ich mały sekret zdany był by jedynie na wątpliwą ochronę cienkich ścian. Tak niewiele dzieliło go od ukochanego, aż dziw bierze, że po tak krótkiej rozłące człowiek, ba!, Amodeus, jest w stanie odczuwać taką tęsknotę.
I nagle wszystko prysło, niczym kolorowa bańka wyczarowana prostym, dziecięcym zaklęciem, którymi uwielbiał się bawić mały książę. Wszystko przez tę... bestię! Potwora, który postanowił rzucić się na niego, zapewne z ohydnymi, morderczymi zapędami! Biedny Prince nawet nie miał czasu, aby porządnie, jakkolwiek!, zareagować. Wylądował na plecach, przygnieciony ciężarem tej rozszczekanej szkarady. Na całe szczęście, jego wyćwiczony przez lata odruch zadziałał, a butelka z ukochanym trunkiem w ogóle nie ucierpiała. Kolejny instynkt zadziałał, a w Amodeusu odezwał się dawny zew. Wyszarpnął różdżkę z kieszeni płaszcza i ugodził zaklęciem w tego... stwora. Wstał, a kiedy już się otrzepał oraz otrząsnął z szoku, podniósł to co zostało z tego strasznego zwierza. Skierował swoje kroki w głąb mieszkania. Wykrzykując zajadle kilka nieprzyjemnych, goblińskich przekleństw.
Znalazł go, w końcu. Drań zaszył się w swoim gabinecie, bo przecież każdy porządny, pracujący, dorosły mężczyzna powinien taki mieć. Szkoda, że ten jedynie się kurzy. Nie silił się na kurtuazję, wparował do pomieszczenia niczym burza, przez co drzwi nieomal wypadły z zawiasów. Rzucił na biurko, przy którym siedział Søren, to co zostało z głupiego psa, który śmiał go zaatakować. Czyli but. Tak, but, to nie jest przejęzyczenie. Stary, rozpadający się, lekko ośliniony but. Forma idealna dla zawszonego kundla, jakim z pewnością był.
- Co to ma być?! - jakże miło przywitał się z nim, wykrzykując mu prosto w twarz, z pewnością zadziwiając swojego przyjaciela tym, że jego zazwyczaj spokojny głos, potrafi osiągnąć taką skalę, no, poza sypialnią. - To miał być szczeniak! A nie jakaś zawszona bestia! - warknął już nieco ciszej, co wcale nie oznaczało, że brzmiało to lepiej. Co tam! Jad w jego tonie byłby w stanie zabić niejedną plotkarę, uwielbiająca czytać do śniadania Czarownicę.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   30.03.16 16:15

Być może nie miał lekkiego pióra. Być może nie potrafił najlepiej dobierać słów. Być może zdarzało mu się bazgrać, gdy się nie starał i robić błędy. No i zdecydowanie lepiej pisał niż mówił. Łatwo było mu przelać to, co myśli na papier. Bardzo więc lubił odpisywać na listy od fanów. Tak, od fanów. On sam nie do końca oswoił się jeszcze z tą myślą, ale tak było. Rzeczywiście ktoś go doceniał. Kompletnie go nie znając, widząc jedynie to jak gra, znaleźli się ludzie, którzy chcieli do niego napisać. Pisali różne rzeczy. Od rozdmuchanych, trochę wyidealizowanych pochwał, po uwagi osób widocznie znających się na rzeczy, dziękujących za jego wkład w rozwój drużyny po komentarze, co mógłby zmienić lub robić inaczej. Zdarzały się nawet wyjce, ale bardzo rzadko. Jako, że listów nie było wcale tak dużo to wolny czas poświęcał na lekturę ich wszystkich i także na wszystkie starał się odpisywać.
Właśnie tym zajmował się dzisiaj, zamknięty w przytulnym gabinecie, być może najcieplej wyposażonym pomieszczeniu w mieszkaniu. Wcześniej nawet nie przypuszczał, że zdarzy mu się korzystać z tego pomieszczenia. Odpisywał tutaj na prywatne listy, składował książki, które nawet zdarzało mu się czytać, zwłaszcza z dziedziny eliksirów. Miejsce okazało się idealnym do pisania korespondencji z fanami. Krzesło było wyjątkowo wygodne, a herbata w dzbanku dzięki zaklęciu pozostawała ciepła na długie godziny. Dlatego też łatwo było mu zatracić się w tym zajęciu, zapominając o całym świecie. W dodatku pomieszczenie przystosowane było do tłumienia dźwięków z zewnątrz, więc donośne szczekanie brzmiało tutaj jak gdyby dochodziło zza okna.
Dopiero po chwili okazało się, że źródło hałasu znajdowało się wewnątrz mieszkania. Podskoczył na krześle, gdy drzwi do pokoju otworzyły się nagle z hukiem. Na twarzy Amodeusa malowała się głęboka wściekłość, przez co Søren nawet nie próbował uśmiechnąć się na powitanie w obawie, że w zamian oberwie zaklęciem. Ze zdziwieniem uniósł brwi ku górze, gdy nieznanego pochodzenia but wylądował na jego biurku. Dopiero słowa Księcia sprawiły, że dodał dwa do dwóch. Gładkim ruchem wstał zza biurka i poszedł do niego tak, że dzielił ich zaledwie jeden krok.
- Dogi niemieckie rosną szybko - rzucił tytułem wyjaśnienia tonem wyzutym z emocji. Wbijał twarde spojrzenie w jego tęczówki, wiedząc, że ten będzie chciał go postawić w pozycji przepraszającego. Nie miał zamiaru dać się wrobić. - Rozumiem, że skaczący od progu pies może być trochę niespodziewanym powitaniem, ale czy to powód, żeby niemającego złych zamiarów psa zmieniać w but? - Nadal nie podnosił głosu i aby podkreślić swoje stanowisko skrzyżował ręce na piersi. - Odczaruj Quentina z łask swojej.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   30.03.16 16:58

Jego włosy wyglądały, jakby właśnie spotkał się z porządną nawałnicą, a oczy ciskały śmiertelnie groźne błyskawice. Było tylko kilka rzeczy, które tak potrafiły rozwścieczyć Amodeusa, a na nieszczęście jego przyjaciela, na pozór niewinne zwierzęta do nich należały. Trał z dzieciństwa się nie wybiera, jedni nie przepadają za klaunami, inni za starymi babciami, które zbytnio tarmoszą polika biednych dzieci. Prince był natomiast przewrażliwiony na punkcie atakujących go znienacka zwierząt. Nie, naprawdę. Gdybyście wy wychowywali się z wyliniałym kugucharem, który przez kilkanaście lat dybał na wasze życie, to też nie wyroślibyście na miłośnika chodzących futerek. Och, och, że niby ma ptaka? Ciekawe, dlaczego sprowadził sobie tukana, zamiast kupić zwykłą sowę? Ta, tych to dopiero nienawidził. Może to dlatego, że głupie ptaszysko próbowało go okaleczyć, kiedy, cóż, zabijał jego właścicielkę. Pomijając specyficzne usposobienie Abaddon, przez które ptak przypadł mu do gustu. Wyjątek potwierdza regułę. Ach, ach, i jeszcze hipogryf, co to zamordował mu ojca. Mieszanka idealna, nie ma co. Więc tak, miał pełne prawo do przewrażliwienia na tym punkcie. A teraz to! Wystarczył jeden skok, głośne szczeknięcie, kilka liźnięć, aby wzburzyć go niemiłosiernie. Właściwie, to ten kundel miał całkiem dużo szczęścia, skoro jeszcze, względnie, żył. Że też z całej kolekcji mrocznych klątw, tych wszystkich zaklęć, którymi mógłby wymazać jego nędzne istnienie, wybrał coś takiego. Błahego, co da się odwrócić.
Zerknął niepewnie na Sørena, kiedy przez szumiące oburzenie przebiły się jego słowa. Oczywiście, że nie spowodował tego nagłe wyrzuty sumienia względem tego niemającego złych zamiarów Quentina. Żeby ze wszystkich możliwych ludzi to On!, upominał go, co do zachowania wobec zwierząt. Jak śmiał?! Tak, dopiero teraz Amodeus się zezłościł, nawet tego nie ukrywał. Nagłemu spokojowi, który go zalał, daleko było do czegoś przyjemnego. Nie rozszalała burza, a zimna stal, która jest zdecydowanie bardziej efektywniejsza od tego pierwszego. Szybkim ruchem zbliżył się, całkowicie ignorując uparcie wpatrujące się zielono-niebieskie oczy. Delikatnie otarł się o niego, kiedy wymijał go. Z hukiem odstawił butelkę ognistej na biurko, po czym odwrócił się na pięcie, nawet nie zaszczycając spojrzeniem rozwalającego się buta.
- Pocałuj mnie w d... - rzucił, kiedy wymijał się z nim.
Usilnie unikał jego spojrzenia, nie chciał pokazać mu swojej twarzy, nie ufał sobie. Nie chciał, żeby ten zobaczył, jak mocno zraniła go, zezłościła jego uwaga. Skoro bardziej go interesował pies, niż on, niech tak będzie. Nie zatrzymał się, dopóki nie dotarł do otwartych na oścież drzwi, przy których zawahał się na chwilę i przystanął. Odwrócił lekko głowę.
- Jeżeli nie potrafisz odwrócić tak prostego zaklęcia, to możesz od razu wyrzucić swoją różdżkę.
Palec zadrgał mu na framudze, gotów zniknąć za zakrętem.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   31.03.16 17:23

Znali się długo niczym dwa, łyse aetonany. Wiedzieli o sobie praktycznie wszystko, a mimo to Søren nadal potrafił zranić go przypadkowym i nieudolnym zlepkiem słów. Bo przecież nie chodziło o fakt niewiedzy. Nie miał sklerozy, a biografię Amodeusa przecież znał. Nie stosował też wybiórczej faktologii, żeby dostosowywać ją do swoich potrzeb. Wcale nie, potrafił przyznać się do winy, jeśli jakąś popełnił. W tym momencie głównym jego błędem było nieumiejętne dobranie słów do sytuacji. Nigdy nie był dobrym mówcą, więc z całych sił starał się unikać nadmiernego mielenia ozorem. Być może trening uczyniłby z niego mistrza albo pogrążyłby się już dawno. Natomiast teraz, gdy zależało mu najbardziej na świecie, im bardziej się starał tym bardziej mu nie wychodziło.
Przecież tylko się oburzył, że pies jej siostry został zamieniony w niepierwszej świeżości obuwie. Gdyby to był jego pies być może nawet by się zaśmiał, zarówno z tego faktu jak i uroczo prezentującej się rozwichrzonej czupryny Księcia. Popsuł jednak wszystko, jak zwykle koncertowo wszystko spieprzył. Nie spytał, czy nic się nie stało. W końcu fakt, Quentin, ta urocza psinka, wyrosła na gigantycznego stwora siejącego śmierć wśród wszystkich poduszek nieschowanych przed jego zasięgiem. Nie wspominał wcześniej o tym fakcie, bo jeśli Allie była w domu to pies nie odstępował jej na krok, a teraz puszczony samopas widocznie znudził się samotnością. Lub zareagował obronnie jak większość czworonogów.
Milczenie od krzyku i wyzwisk bolało bardziej, a on nie potrafił temu zapobiec. Jak zaklęty przyglądał się mijającemu go Princowi. Ten subtelny kontakt sprawił, że przebiegł go dreszcz, rozbudzając uśpione dotychczas zakończenia nerwowe. Jego ciało reagowało instynktownie na jego zapach, bliskość, która kojarzyła się przecież z ukojeniem, spokojem, miłością. Huk odstawianej butelki utwierdził go w przekonaniu, że sytuacja nie maluje się w najlepszych barwach. Słowa, które rzucił mijając go sprawiły, że zadrżał. Nie dlatego, że uważano je za brzydkie albo normalnie potraktowałby je, jako zaproszenie, ale teraz podkreślały tylko jego porażkę. Świadomość popełnionego błędu ciążyła mu coraz mocniej i jakby ołowianym ciężarem spływała do nóg, uniemożliwiając mu ruch.
Ostatnie zdanie zabolało najbardziej. Znów opacznie zrozumiany, przecież nie chodziło o to, że sam tego nie umie, ale o sam fakt odczarowania. Natomiast taka uwaga w kwestii jego umiejętności, których przy Amodeusie nigdy nie był pewny, jak gdyby zawsze był krok za nim, bolała niemal fizycznie. I chyba właśnie ona popchnęła go do działania. Widok stojącego na wylocie ukochanego zadziałał niczym sól trzeźwiąca. Musiał wykorzystać to zawahania, fakt, że nie wyszedł od razu. Wykorzystał swój niewątpliwy atut posiadania długich nóg i pokonał dzielącą ich odległość w mgnieniu oka. Złapał Księcia w pasie i z powrotem wciągnął do gabinetu. Kolejna zaleta, siła aktywnie grającego pałkarza. Zamknął drzwi, odcinając mu drogę ucieczki, mówiąc mu w prost nie tak szybko. Odwrócił go twarzą do siebie i przyparł do ściany tuż obok framugi. Splótł ich dłonie, a następnie uniósł ku górze, nad jego głową. Ani razu nie odwrócił swoich oczu od jego.
- Nie będziemy kłócić się o jakiegoś zapchlonego kundla - mruknął i wpił się w jego wargi. Nie umiał mówić, więc nie chciał znów tego robić. Wolał gest, które zawierały maksimum treści.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   31.03.16 20:37

Dobrze wiedział, był całkowicie pewien, że on ze wszystkich po prostu nie mógł zapomnieć, więc dlaczego? Istniał powód jego reakcji, potrafił zrozumieć czemu się wściekł, z jakiego powodu potraktował bestię tak, a nie inaczej. Lecz czemuż to zareagował tak wobec Sørena, co było przyczyną tego nagłego zwątpienia. W końcu to jemu ufał najbardziej, powierzał wszystkie swoje myśli te ważne i błahe, więc dlaczego posądził go o brak zrozumienia. Nie tak dawno temu wykryłby przecież tak oczywiście nieszczęśliwy dobór słów. Kazałby mu zapłacić za niego, zrównując go z ziemią jakąś celną ripostą, dosłownie i w przenośni. Teraz? Poczuł to jakże nieprzyjemne oraz dotąd nieznane wątpliwości. Może dlatego że grunt ten był całkowicie mu nieznany, poruszał się po omacku. Po raz pierwszy od długiego czasu odkrywał coś, ruszył w nieznane, ale nie towarzyszył temu ten specyficzny dreszczyk emocji, przynajmniej nie zawsze. Nie pierwszy raz zauważył, że dał ponieść się emocjom, a czyż to nie było absolutnie sprzeczne z jego charakterem. Ile to razy dał zawładnąć sobą, poddał się tej całej żywiołowości. Takie przypadki przecie mógł policzyć na palcach jednej ręki. Więc dlaczego teraz odnajdywał trudność w uspokojeniu siebie? Przyzwyczajenie związane z racjonalnym myśleniem wyparowywało. Obecnie potrafił zapomnieć o całym świecie, kiedy tylko znajdował się blisko swojego przyjaciela, najwidoczniej miało to też swoje złe strony.
Nagłe szarpnięcie wyrwało go z depresyjnej zadumy. Co by zrobił, gdyby nie wciągną go do środka? Nie wiedział i chyba już nie będzie musiał o tym myśleć. Szok spowodowany tym całym zdarzenie obezwładnił go, nie sprzeciwiał się ruchom Averego, zachowując się jak drewniana kukiełka w rękach zręcznego lalkarza. Dopiero kiedy ich oczy się spotkały, ocknął się. Miał ochotę uciec, nie chciał zobaczyć wyrazu jego oczu, bał się dostrzec tam czegoś niechcianego. Dziwne, niby się lękał, ale z drugiej strony nie miał odwagi odwrócić wzroku. Zupełnie tak samo było ze słowami, nie ufał sobie w tej chwili. Dobrze wiedział, że słowa potrafią ranić mocniej, niż uderzenia tłuczkiem. Wystarczyłoby jedno, a Søren puściłby go z silnego uścisku, którym obezwładnił jego ręce. Nie powiedział nic, dał uciszyć się pocałunkiem. Trochę minęło, zanim uwolnił jedną ze swoich dłoni, nie omieszkał pomóc sobie w tym drobnym zaklęciem, w końcu wciąż trzymał w garści swoją różdżkę. Całkowicie odganiając od siebie niemoc, którą spowodował ten pewni siebie i uparty wzrok. Bez przekonania oparł oswobodzoną dłoń o jego klatkę piersiową, niby to chcąc go odepchnąć, a tak naprawdę zaciskając palce na jego szarej koszuli i przyciągając go bliżej siebie, memląc przy tym niemiłosiernie gładki do tej pory materiał. Dopiero po chwili trzymająca go dłoń powędrowała ku górze, delikatnie odrywając jego usta od książęcych. Położył mu palec wskazujący na wargach, lekko przesuwając go, aby trochę się z nim podrażnić.
- Dlaczego musiałem zakochać się w Tobie, nieumiejący wyrazić siebie gamoniu?





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   01.04.16 18:09

Przez krótką sekundę jego serce zamarło. Cały świat zwolnił, miał wrażenie, że otacza go przeraźliwa cisza. Wszystko przez strach. Okrutny, paraliżujący wszystko i siejący zwątpienie strach. Moment, kiedy ich usta się złączyły, a Amodeus nie zareagował, sprawił, że wszystkie najgorsze lęki spojrzały mu prosto w oczy. Jak gdyby całe życie przypomniało mu się w jednej chwili, może nie całe, ale od jedenastego roku życia, od chwili, gdy się spotkali. Od tamtego momentu niezmiennie byli koło siebie, ramię w ramię, czy to w szkolnej ławie, czy później poza nią, a także od niedawna w zupełnie nowej kolaboracji. Nie potrafił więc sobie wyobrazić jego zniknięcia obecnie. Miał już próbkę, te trzy miesiące pełne niepewności i pozostawionych bez odpowiedzi pytań wystawiły go na całkiem trudną próbę. Natomiast gdyby teraz miałoby go zabraknąć to nie wiedział, co by się stało. Nawet oczyma wyobraźni nie potrafił zobaczyć takiej rzeczywistości. Była nienormalna, nienaturalna. A właśnie on mógł do niej doprowadzić. Wszystko przez źle dobrane słowa. Przecież nie potrafiłby żyć z świadomością, że skończyło się to z jego winy.
Na szczęście nawet najczarniejsza sekunda wciąż trwa tylko sekundę. Dłoń przyjaciela wysunęła się z jego, chociaż starał trzymać się jak najmocniej. Walczył, nie odsuwał się, aż został wynagrodzony. Palce zaciśnięte na koszuli zamiast odepchnąć przyciągnęły, niwelując ostatnie, uciążliwe centymetry odległości. Udało się, miał ochotę odetchnąć z ulgą, ale to oznaczałoby przerwę, a było to ostatnie, czego teraz chciał. Niestety pauza nadeszła szybciej niż tego pragnął. Nie omieszkał zaakcentować tego pełnym niezadowolenia westchnięciem. Substytut w postaci uciszającego go palca nie był satysfakcjonujący, jednak słowa Księcia już tak. Uśmiechnął się szeroko. Gamoń był wręcz pieszczotliwym określeniem w porównaniu do tego, czego zazwyczaj nie wstydził się używać, jako epitetów. Nie licząc goblińskiego, z którego nie rozumiał nic. No może oprócz jednego, bardzo podobającego mu się zwrotu.
- Bo przeciwieństwa się przyciągają - odpowiada wesoło tym oklepanym do granic możliwości frazesem na wszelkie okazji. Jednak czy nie jest to prawda? Być może na pierwszy rzut oka było między nimi sporo podobieństw. Ukochana siostra, znienawidzona matka, pocieszny, ale głupi ojciec. Jeśli jednak przypatrzyć się mocniej to różnic także było sporo. Poczynając od pochodzenia, poprzez dom w Hogwarcie, na zainteresowaniach i mocno kontrastowym wyglądzie kończąc. Coś musiało w tym być.
Chciał po raz kolejny go pocałować, ale ta myśl pchnęła inną i uśmiechnął się niemal diabolicznie. Odsunął jego palec swoim, aby móc pochylić się do jego ucha. - Miałem cię gdzieś pocałować - mruczy cicho. Nie miał zamiaru czekać na odpowiedź albo zmianę zdania. Z wprawą rozpiął zamek przeszkadzającego materiału i pozwolił mu z szelestem opaść na ziemię. Spojrzał mu w oczy po raz ostatni, po czym obrócił go przodem do ściany. Położył dłoń na jego karku, kucając zjeżdżając palcami coraz niżej aż do miejsca docelowego. Musnął opuszkami gładką skórę, a następnie powtórzył ruch ustami. Powoli, bez pośpiechu, jak gdyby niepewny, wciąż oswajając się z tą pieszczotą, podczas której nie widział wyrazu jego oczu. Szybko jednak zapominał o tym szczególe, bez reszty zatracając się w dawaniu przyjemności. Ustami, językiem, a nawet odważył się na trzepnięcie go otwartą dłonią w pośladek, gdy ruszał się za bardzo. Było w tym jednak więcej pieszczoty niż przestrogi. Nie potrafił się na niego długo gniewać.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   01.04.16 23:30

Krótki jęk niezadowolenia, tylko tyle mu trzeba było, tak niewiele mu w zupełności wystarczało. Nie potrzebował słyszeć żadnych zapewnień, pomimo tego, że sam takie złożył. Tylko tyle, to przeciągłe westchnienie, fakt, że nie chciał go puścić, kurczowo ściskając jego wciąż nieoswobodzoną dłoń. Amodeus nie musiał już zastanawiać się nad magicznym co by było gdyby, teraz nie miało to ani najmniejszego sensu, ani znaczenia. Nieokreślone gdyby straciło swą wątpliwą aktualność. Wesoły ton Sørena całkowicie przegonił nieciekawe, wręcz szaro-depresyjne chmury, które zbierały się nad jego myślami.
Nie, nie chodziło o słowa, które wypowiedział, w końcu te był tak oklepane i przetarte, że aż wywołały kąśliwy grymas na książęcej twarzy. Niby sam to przyznał i to na głos, jego ukochany przyjaciel nie był obdarzony darem krasomówstwa. Dawno już przyzwyczaił się do tego stanu rzeczy. Ba! Od wielu lat starał się to przecież zmienić, jak widać z dość marnymi skutkami. Strach pomyśleć, co było kiedyś, przed tymi wieloletnimi lekcjami, na których tyranizował go, wbijając mu wiedzę siłą do głowy.
Nagły uśmieszek zaskoczył go. Będąc w szoku, nie zdążył nawet pomyśleć nad znaczeniem perwersyjnie wyszeptanych słów w prost do jego ucha. Jedynie lekko westchnął, kiedy poczuł jego ciepły oddech w tej wrażliwej części jego ciała. Kiedy to on osiągnął taką wprawę w pozbywaniu się jego spodni. Dziwne, wszakże przez większą część wspólnie spędzanego ostatnio czasu, nie miał ich na sobie. Skąd te umiejętności, będzie musiał spytać.
To co działo się następnie, było co najmniej niespodziewane. Magnetyczne spojrzenie. Władczy ruch, którym zmienił pozycję Amodeusa, obracając go twarzą do ściany. Ścieżka, którą wyznaczał swoją nieco szorstką dłonią, która ostatnimi czasy częściej stykała się z gładką skórą, niż z drewnianą pałką. To przyjemne mrowienie, które wywoływał. Po raz kolejny go zaskoczył. Czyżby tak szybko przyswoił sobie nowo poznaną umiejętność, sztuczkę, którą Prince nauczył go, kiedy poprzednim razem śmiał zwątpić w swoje umiejętność. Kto by pomyślał, czyżby powoli tworzył potwora z tego skromnego, jak na książęce standardy średnio doświadczonego kochanka. Chociaż, chyba nie był już to zbytnio aktualny opis. Skoro potrafił sprawić, że nogi pod Mosem zaczynały się uginać, musząc mu pomagać zachować dwunożną postawę. Szybkim ruchem zdjął z siebie koszulę, ściągając ją przez głowę, nawet nie kłopocząc się z rozpinaniem tych wszystkich guzików. Zrobiło mu się gorąco, a i twarz nieco mu się zarumieniła. Nie zdawał sobie sprawy nawet z tego, że zaczął się wiercić pod wpływem wprawnych ruchów języka kochanka. Dopiero to zupełnie niespodziewane uderzenie wytrąciło go z tego dziwnego stanu, w którym się zatracił.
Chwycił go za czuprynę, po czym niechętnie odciągną od siebie, tym samym odwracając się do niego przodem. Spojrzał mu w oczy, niemrawo się uśmiechając, nie ukrywając zresztą tego, że wciąż dyszał, nie mogąc dojść do siebie po dopiero przerwanej zabawie. Powolnym ruchem stopy przejechał od kolana przyjaciela w górę. Zatrzymał się na napiętym do granic możliwości materiale, a na jego twarzy zagościł buńczuczny uśmiech.
- Aż tak Ci się podobało? - powiedział kokieteryjnie, podkreślając swoje słowa, jakby nie były dość jednoznaczne, delikatnym zwiększeniem nacisku, który nakładała jego stopa na ewidentny dowód męskiego zadowolenia.
Złapał go za podbródek i przyciągną ku górze, samemu nachylając się do jego ust, po czym złożył na nich długi pocałunek. Kiedy już przestał smakować zdolne, przyjacielskie usta, odsunął go nieco od siebie, uśmiechając się przy tym równie nieprzyzwoicie, jak ten paręnaście minut temu.
- Chodź, twoja kolej.
Nie wyjaśniając wiele, pociągnął go za sobą, kierując swe kroki ku obiecująco wygodnemu fotelowi, na którym wcześniej siedział Søren, kiedy zajęty był odpisywaniem na fanowskie listy. Ciekawe, może powinien zabawić się nieco i wysłać mu parę listów miłosny? Odłożył te rozważania na później, zajmując się teraz bardziej naglącą sprawą. Nie zamierzał się z nim cackać, więc pchnął go na miękki mebel, po czym zabrał się do oswobodzenia jego przyjaciela z ciasnych okowów spodni. Aż dziw bierze, że te dość luźne, kaszmirowe portki nie potrafiły sobie poradzić z wybujałymi atutami. Nie chcąc już dłużej go męczyć, oswobodził go, bez problemu pozbawiając go odzienia. Od razu zabrał się za sprawianie mu przyjemności, chcąc się odpłacić za jego wcześniejsze popisy. Oczywistym było, że uczeń jeszcze nie przerósł mistrza, o ile w ogóle można było porównać te dwa sposoby. Można powiedzieć, że chciał się nawet nieco popisać, dając z siebie więcej, niż zwykle, chcąc przypomnieć mu, że jeszcze długa droga przed nim. Dlatego nie szczędził mu wszelakich pieszczot, doprowadzając go nie raz, nie dwa do spełnienia, tylko po to by przerwać, zamieniając ostre i wprawne ruchy, na delikatne muskanie i całusy, niekoniecznie składane na głównej atrakcji. Doprowadzając go w końcu do szczytu wytrzymałości, tylko po to, aby zmienić reguły gry, zabawiając siebie oraz jego w zupełnie inny sposób, lądując w jego silnych ramionach, ale dalej nie pozwalając mu na przejęcie inicjatywy. Przytrzymując jego dłonie tuż nad głową na oparciu, wykonując każdy, pojedynczy ruch samodzielnie. Fotel był miękki, ale Amodeus wolał siadać na twardych rzeczach.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   02.04.16 20:08

Lubił kontrolę. W rozwichrzonym, niestabilnym życiu, w którym wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie dawała mu ona namiastkę stałości. Teraz to poczucie dawało mu coś innego, a raczej ktoś inny. Jednak w jego przypadku też czuł potrzebę panowania nad sytuacją. Być może dlatego, że Amodeus zawsze był o krok przed nim. Z tym niezwykłym oczytaniem, nieskończonym bagażem wiedzy, sprytem i idealną umiejętnością gry słowem zdawał się mieć nad nim przewagę w prawie każdej kategorii. Dlatego w tej jednej, nie licząc sportu, chciał być nad nim, dosłownie i w przenośni.
Początkowo sądził, że na trafi na opór, że po tym spięciu nie uda mu się tak łatwo odwrócić jego uwagi. Jednak zadziałanie z zaskoczenia przyniosło pożądany efekt. Skutecznie zajął się wymazywaniem swojej słownej gafy, po raz kolejny pokazując, że jest o wiele lepszy w czynach niż słowach. Otrzymał zresztą jasne potwierdzenie, gdy musiał podtrzymać chwiejącego się leciutko ukochanego. Była to jasna pochwała jego umiejętności, których przecież jeszcze niedawno był tak niepewny. Ale im dłużej byli razem tym pewniej się czuł. Rozumiał, że to, co było wcześniej się nie liczy i nie warto myśleć, dlaczego szybciej tego wszystkiego nie zauważyli. Skupiał się na tym, co tu i teraz, w końcu życie lubiło często się komplikować, a ich błogostan zakłócony dotychczas był tylko tym jednym napięciem.
Tu i teraz kątem oka zauważył, jak przyjaciel pozbywa się górnej części ubrania, ukazując mu z tej perspektywy wydającą się nieskończoną połać gładkich pleców. Søren nigdy nie interesował się poezją, nie układał romantycznych wierszy, ale na ten widok na myśl cisnęły mu się same epitety. Niedane mu było jednak długo podziwiać ten widok, gdy zauważył zbliżającą się rękę. Myślał, że go przyciągnie, chcąc znów jak najwięcej zagarnąć dla siebie, więc zaskoczyło go to oderwanie. Dopiero teraz zauważył, że przestał kucać, ale przeniósł się do wygodniejszego klęku. Uśmiechnął się na widok przyspieszonych ruchów klatki piersiowej Amodeusa. Miło widzieć, jaki ma na niego wpływ, poprawiało to jego samoocenę. Napawanie się tym widokiem przerwało sapnięcie, które wyrwało mu się, gdy ten nacisną stopą na wrażliwe ciało ukryte pod spodniami. Ostro wciągnął powietrze pod wpływem zwiększonego nacisku.
- Tobie też - zdążył mruknąć, zanim został skutecznie uciszony. Potem uniósł już tylko brwi ku górze, ciekaw, co też tamten knuje uśmiechając się tak przebiegle. Widocznie planował jakiś wet za wet, a nie miał nic przeciwko temu. Ze śmiechem opadł na fotel, kiedy go pchnął, bo gdyby nie chciał to nie dałby rady tak łatwo go usadzić. Przyglądał się z rozbawieniem jak ten bardzo się spieszy z pozbawieniem go ubrania, więc przy okazji sam pozbawił się koszuli. Później już nie było mu do śmiechu, umysł wypełniła pustka, gdy wszystko inne skupiło się na odbieraniu przyjemności. Sądził, że udało mu się już poznać cały oręż, jakim dysponował Książę, ale widocznie się pomylił, musiał chować to wszystko na specjalną okazję. Nie panował nad wypadającymi od czasu do czasu jękami i westchnieniami w odpowiedzi na jego pracę. Nie był przygotowany na taką liczbę bodźców, na takie niezmordowanie w doprowadzaniu go na szczyt. To było zdecydowanie więcej niż sam mu dał. Wytrącił mu też wszelkie prowadzenie z rąk. Søren bezwiednie poddał się jego prowadzeniu, pozwalając mu robić wszystko, czego chciał, sam jedynie chłonął. Nie potrafił się wyswobodzić z tego transu, otoczony zewsząd ustami, językiem czy palcami. To, że wplótł palce w jego włosy nie było próbą przejęcia władzy, ale potrzebą przyciągnięcia go jeszcze bliżej. Mogło się to wydać dziwne, ale właśnie tak działało. Im więcej go dostawał tym jeszcze więcej chciał.
Dopiero nagła zmiana zmusiła go do konstruowania logicznych myśli. Wpatrywał się prosto w oczy Prince'a, gdy ten więził jego ręce swoimi i wyprawiał, co chciał. Pozwalał mu, było coś oczyszczającego w chwilowym oddaniu inicjatywy, możliwości skupienia się tylko na swojej przyjemności. Jednak nie na długo. Wyswobodził ręce bez większego problemu, złapał jego przedramiona, przyciskając do tułowia, aby samemu móc narzucić tempo.
- Zamiana. - Błysnął zębami tuż przed tym jak swoimi wyschniętymi wargami wpił się w jego wilgotne usta. Wtedy wpadł na nowy pomysł, a skoro poprzedni był zaakceptowany bez słowa sprzeciwu tym razem także się nie wahał. Zgrabnym ruchem uniósł się z kanapy, zabierając Amodeusa ze sobą, aby posadzić go na skraju biurka. Machnięciem ręki zrzucił wszystko na ziemię. Listy, przeczytane i jeszcze zamknięte w kopertach, napisane odpowiedzi i puste arkusze papeterii oraz pióro wraz z kałamarzem. Zapewne przejąłby się czy żaden z przedmiotów nie ucierpiał, a tusz nie wsiąka w podłogę, ale jego myśli był scentralizowanie na czymś zupełnie. Chłonął jego widok leżącego na biurku, zarumienionego od wysiłku i świecącej się od potu w tym świetle skóry. Wiedział, że  ten obraz będzie widział za każdym razem, gdy tu będzie i nie miał absolutnie nic przeciwko. Zaraz potem znów przestał myśleć.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   03.04.16 20:27

Dziwnym jest, to co dzieje się z człowiekiem, kiedy pozwoli oddać panowanie nad swym zachowaniem tym pierwotnym żądzą, związanym z dziką lubieżnością, którą wielu uważa za coś godnego potępienia, za swego rodzaju grzech. Na całe szczęście Amodeus nie wierzył w piekło, ani inne dyrdymały, więc nie miał najmniejszego problemu w oddawaniu się swym pierwotnym instynktom. Podobała mu się ta zwierzęca strona jego kochanka, kiedy ten zrzucał wszelakie maski, pozbywając się wyuczonego chłodu. Niby normalnie też się przez nie przedzierał, krusząc wzniesione przez przyjaciela mury, ale teraz? Nie było chociażby porównania. Nie tylko cielesne przyjemności stawały się o wiele lepsze. Tak, książę stworzył strasznego potwora, chyba była nawet o tym jakaś baśń czy też bajka. Czasami ciekawiło go, jak wcześniejsze kochanki Sørena wychodziły w jednym kawałku z łóżka. Skoro nawet ktoś taki jak on, niemoralny rozpustnik, który nie odmawiał sobie niczego od niemal sześciu lat, nierzadko nie był zdolny do chodzenia prosto, a o siadaniu nie wspominając. Niby nie należał do tych mężczyzn, których można określić mianem solidnie zbudowanych, ale co miały powiedzieć drobne panienki?
W ogóle nie zaprotestował, gdy ukochany narzucił mu nowe, swoje tempo. Przypuszczał, że tak będzie. Z dnia na dzień stawał się śmielszy w swych poczynaniach, a Książę coraz częściej zauważał, że już nie czekał na te delikatne wskazówki, które na początku mu dawał. Oczywiście, nie oznaczało to, że jemu to się nie podobało, ba!, uwielbiał to. Aż nie potrafił powstrzymać wesołego uśmiechu, kiedy tylko pomyślał sobie o tym, że zima zbliżała się wielkimi krokami, co wiążę się z coraz skromniejszą ilością treningów. Przecież Søren musiał dbać jakoś o kondycję, a kto, jak nie najlepszy przyjaciel zechce pomóc mu z tym, no kto?! Zmiana pozycji, jak i miejsca, w którym oddawali się przyjemności, również zostały dobrze przyjęte. Przez krótką chwilę przemknęło mu przez myśl pytanie, czy biurko wytrzyma takie wariactwa? Niedane mu było rozwodzenie się nad tym, ukochany błyskawicznie wybił mu wszelkie, niepotrzebne myśli z głowy. Jedynym co mu pozostało to chwycenie się drewnianego blatu oraz rozkoszowanie się genialnym pomysłem, na który wpadł rozochocony przyjaciel.
Wreszcie odkleili się od siebie, zdyszani i spoceni co nie miara. Leżeli obok siebie, za materac mając twardy mebel. Obaj wpatrywali się w sufit, jakby na nim znajdowały się gwiezdne konstelacje. Prince jako pierwszy się podniósł, nie mogąc dłużej wytrzymać tej okropnej suchoty w ustach, spowodowanej ciągłymi krzykami oraz jękami. Miał ochotę wykorzystać prezent, który wcześniej przyniósł ze sobą. Podparł się na łokciach, po czym rozejrzał się po pokoju, który wyglądał jak jakieś pobojowisko po zaciekłej walce. Dosłownie wszędzie walały się papiery, zapieczętowane koperty, a niedaleko nich uformowała się spora kałuża atramentu. Z rezygnacją zerknął na zmęczonego Sørena, przyznając się do porażki.
- Więc... - wypróbował swój głos, nie do końca będąc pewnym, czy cokolwiek uda mu się powiedzieć, na szczęście chrypiał dość zrozumiale, ciekawe jak będzie to brzmieć jutro. - Gdzie cisnąłeś butelkę z ognistą?
Przejechał palcem po jego mokrej od potu twarzy, nawijając na palec równie wilgotny kosmyk włosów. Ot, chciał sprawdzić, czy sportowiec nie padł z wycieńczenia.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   03.04.16 22:52

Nie był nigdy typem myśliciela, więc również teraz nie przyszło mu do głowy, aby filozofować nad zmianami. Tymi, jakie zaszły w nim samym. Początkowo ich nie zauważał, przechodziły bez echa, dopóki nie wracał myślami do tego, co robił. Większość z nich wiązała się właśnie z Księciem. Powinno go to zdziwić, wszak znali się tak długo i nic wcześniej się nie działo. Jednak teraz zmieniło się wiele, padły ostatnie dzielące ich mury, blokady, które mimo wszystko zawsze jakoś znajdowały się między przyjaciółmi nie miały racji bytu wobec kochanków. Nie tylko w sensie fizycznym, ale na tej płaszczyźnie zadziało się właśnie najwięcej. Przede wszystkim Søren nabrał znacznej pewności siebie. To co zrobili w lipcu było nieporadne, niepewne, wręcz delikatne w porównaniu do tego, co robili teraz, co robił. Rozmowa, którą przeprowadzili jakiś czas temu znacząco podbudowała jego morale. Pozwoliła mu zrozumieć, że Amodeus nie porównuje go do innych, bo to jest między nimi jest zupełnie inne niż wszystko dotychczas. Podbudowało to jego morale i pchnęło do przodu. Wątpliwości przestały go blokować, wyzwalając tym samym to, co dotychczas trzymał w ukryciu. Po tak długim czasie bycia instruowanym zaczął nabierać wprawy, instynktownie wyczuwać, czym może sprawić mu przyjemność, więc pozbył się znaków przestankowych, dzięki czemu akcja nabrała płynności. No i robiła wrażenie.
Była też zdecydowanie bardziej męcząca. Nie chciał wiedzieć jakby się teraz czuł, gdyby Quidditch nie wymusił na nim bezbłędnej kondycji. Nie narzekał jednak na wymęczone mięśnie, wiedząc, jakie przyjemne rzeczy będą mu przypominać przy każdym kolejnym ruchu. Póki co leżał przyjemnie rozciągnięty w ogóle nie kryjąc tego, że jego oddech również się jeszcze nie unormował. Wpatrywał się w sufit, nie do końca pewien, gdzie są jego myśli, które rozpierzchły się wszędzie i nigdzie pod wpływem ekstatycznej przyjemności. Dłoń trzymał na klatce piersiowej, chwilowo nasycony kontaktem cielesnym, chociaż był świadom, że nie potrwa to za długo. Zawsze tak to działało. Początkowo wydawało mu się, że jest w pełni zaspokojony, wręcz przepity przyjemnością, ale jego obecność, zwłaszcza, gdy nie musiał pospiesznie wychodzić tylko wylegiwał się obok jak w tym momencie, pobudzała go od nowa. Nie miał zresztą nic przeciwko temu, tym bardziej, że obok fizycznej potrzeby szła ta druga, znacznie ważniejsza. Potrzeba po prostu bycia obok niego, świadomości, że jest blisko i jest tylko jego, cały jego.
Świszczącą ciszę przerwał zachrypnięty głos. Søren uśmiechnął się bezwiednie, bo sam był tego sprawcą. Jednak na to pytanie zmarszczył brwi, musiał wreszcie zaprzęgnąć umysł do poważniejszego działania. Przy okazji oblizał spierzchnięte wargi zauważając, że też chętnie zwilżyłby gardło. Także uniósł się delikatnie na łokciach, mimowolnie ocierając się o jego wyciągniętą dłoń. Pomimo to jego uwagę przykuło pobojowisko, jakie rozgrywało się na podłodze gabinetu. Szybko zlustrował je wzrokiem aż odnalazł to, co szukał. Westchnął, czując, że oberwie mu się za takie marnotrawstwo. Na szczęście był pewien, że inna butelka Ognistej uchowała się w szafce biurka. Pochylił się więc do ucha Amodeusa i musnął je wargami.
- Obawiam się, że cisnąłem ją na ziemię, gdy byłem zajęty tobą - mruknął, sam nie unikając chrypki z powodu wyschniętego gardła.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   03.04.16 23:33

Pyszałkowaty uśmiech kochanka wywołał reakcję łańcuchową, czyli spowodował, że Amodeus również się uśmiechnął. Naprawdę, chyba przyjdzie taki moment, kiedy będzie musiał pożałować ich nie tak dawnej rozmowy, którą odbyli. Pewność siebie jest dobra, potrzebna, a już w szczególności, kiedy Søren miał zamiar wykorzystywać ją w takich celach. Ale przecież nie chciał, aby jego przyjaciel nadął się jak balon, zapominając, iż świat nie krąży dookoła niego. Nie, zdecydowanie wolał, gdy to inna, bardzo konkretna część ciała rosła, a nie jego wystarczające już ego. Odnotował sobie w myślach, aby przekuć ten pompujący się balon, zanim będzie za późno, lecz nie teraz, nie chciał przecież zepsuć momentu, po czym musieć tłumaczyć, że robił to dla jego dobra. Kubeł zimnej wody przydaje się raz na jakiś czas, lecz trzeba wymierzyć go w odpowiednim momencie. Teraz? Pewnie spowodowałby zbytni szok temperatur, a w końcu ma on pomóc ich relacji, a nie ją zepsuć.
W tej chwili miał inne sprawy na głowie, jak chociażby porządne złapanie oddechu, bo obecnie miał z tym problem. Powoli zaczynał żałować, że zgodził się na ten dziki pomysł z uprawianiem ekscesów na drewnianym, twardym biurkiem. Kiedy wspominałem o zamiłowaniu do solidnych siedzisk, miałem coś zupełnie innego na myśli. Nawet ten fotel wydawał się teraz wygodniejszy, a ile rzeczy można by na nim wypróbować. W sumie, za pewne nic straconego, znając wręcz olbrzymi wigor kochanka, Książę mógł spodziewać się kolejnej rundy i to w niedługim czasie. Aż dziw bierze, gdy człowiek sobie pomyśli, że Amodeus potrafi narzekać na zbyt duże ilość dostarczanych mu przyjemności. Co te uczucia, co ta miłość wyrabia z ludźmi, niepojęte! Kto to widział?
Przyjrzał się mu uważnie, kiedy dotarło do niego znaczenie jego słów. Nie będę ukrywał, że miał ochotę się wściec, właściwie to miałby, gdyby nie pewien szkopuł, sposób, w który wiadomość została przekazana. Niby jak miał się złościć, gdy powiedział to w taki sposób. Specjalnie przy tym wywołując kolejny, mimowolny dreszczyk podniecenia, który rozchodził się po książęcym ciele. Wystarczyło delikatne muśnięcie, ciepły podmuch powietrza łaskoczący jego ucho, aby przypomnieć jego ciału minione chwile rozkoszy.
- Rozumiesz więc, że będziesz musiał mi to wynagrodzić? - jego ton, chociaż dalej ochrypnięty, zabrzmiał dość tajemniczo, czyli tak jak sobie wymyślił, nie chciał bowiem zdradzać ukrytego znaczenia swoich słów.
Niespodziewanie coś mu przyszło do głowy, pewien pomysł uderzył go, niczym pędzący tłuczek tak często posyłany przez jego przyjaciela. Niechętnie odsunął się od ukochanego, po czym zerknął na otaczające ich pobojowisko w poszukiwaniu odpowiedniej broni. Uśmiechnął się szelmowsko, kiedy wypatrzył upragnioną zdobycz.
- Wiesz... - zaczął nieco nieśmiało, w oczywisty sposób podkreślając swoje brudne zagranie, w końcu on nigdy chyba nie odczuwał tego typu emocji. - Ponoć to ja byłem okrutny wobec tego zawszonego kundla - aby podkreślić swe słowa wskazał palcem na walający się po podłodze but, teraz częściowo umazanym w rozlanym tam atramencie.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   04.04.16 17:51

Gdyby wiedział, co chodzi po głowie Amodeusowi zapewne szybko ukoiłby jego wątpliwości. Życie doprawiło go dostateczną dozą pokory, więc nie groził mu przerost ego. Owszem, zdobył nieznane dotychczas pokłady pewności siebie, ale nie stanowiły one dla niczego zagrożenia. Pozwoliły mu przede wszystkim otworzyć się na doznania, lepsze dopasowanie się do potrzeb kochanka, bo w końcu jego przyjemność była także przyjemnością Sørena. Nie bez powodu już te parę miesięcy temu oponował przeciwko tłumieniu przez Księcia dźwięków, które cisnęły mu się na usta. Kogoś mogłoby to irytować czy deprymować, ale dla niego były istną muzyką, kolejnym potwierdzeniem, że wszystko, co robi, robi dobrze. Nie sądził, żeby groziło mu przekroczenie granicy z pewności siebie na zadufanie. Przecież całkiem niedawno został uświadomiony jak niewielkie są jego umiejętności czy wiedza. Doprawdy wiele było przed nim do odkrycia, aby osiągnąć ten poziom wtajemniczenia co przyjaciel.
I zdecydowanie nie narzekał już, że jest zaledwie początkującym. Oznaczało to długą drogę pełną przyjemności, a mieli przecież mnóstwo czasu, żeby nią podążyć, całe mnóstwo. W końcu nigdzie im się nie spieszyło, dokładnie tak jak teraz. Po chwili normowania przyspieszonych oddechów ogarnęło go przyjemne rozleniwienie. Jak gdyby nic więcej się nie liczyło, życie zamykało tylko w tej jednej chwili, pozbawione wszystkich trosk i zmartwień doczesnych. Dlatego też nie przejął się aż tak zbitą butelką oraz przekazał informację o tym w ten, a nie inny sposób. Chociaż kiedy byli sami przestawiali mieć problemy z ekspresją swoich uczuć to teraz nie miał ochoty na mierzenie się ze złością Prince'a, którego koniec końców musiałby ugłaskać, dosłownie. Cieszył się więc z takiego obrotu sprawy i tego zadanego ochrypłym tonem tajemniczego pytania. Och, zdecydowanie nie miał nic przeciwko wynagrodzeniu mu tego.
- Z przyjemnością - mruknął, odsuwając się od jego wrażliwego ucha. Nie zdążył jednak zrobić żadnego gestu, aby wprowadzić swój plan, gdyż ten wszedł mu w drogę. Søren zmarszczył brwi, gdy ten zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Każe mu teraz posprzątać? Będzie ratował resztki Ognistej? Nie spuszczał z niego oka nawet, kiedy ich spojrzenia ponownie się spotkały. I zdecydowanie znał to spojrzenie. Amodeus nigdy nie był specjalnie nieśmiały, czasem jedynie rumieńce barwiły jego policzki, ale nie był to stan kontrolowany. Coś więc chodziło po jego głowie. Konkretne coś, które znajdowało się w miejscu wskazywanym prze jego palec. Na widok umoczonego w tuszu westchnął ciężko, po czym opadł z powrotem na biurko do typowej pozycji leżącej. Allie zabije go, jeśli zobaczy swojego psa umorusanego atramentem, a jemu wyjątkowo nie chciało się go myć. Być może istniało jakieś zaklęcie zmywające ten rodzaj brudu z sierści, później to sprawdzi. Teraz nie ruszył się nawet po różdżkę, aby odczarować Quentina, chwilowo ciesząc się, że problematyczny i kłótniotwórczy zwierz jest w takiej, a nie innej formie.
Ruszył się natomiast z goła innego powodu. Chciał zrealizować wcześniejszy plan, musiał więc otworzyć dolną szafkę biurka, z której w triumfalnym geście wyjął zamkniętą na wszelki wypadek butelkę Ognistej. Uśmiechnął się do niego szeroko, nie miał zamiaru wracać na twardy, drewniany blat. Zamiast tego stanął między jego nogami i przyciągnął do siebie, aby oszczędzić mu tych kilku kroków, jakie musiałby zrobić po prostu go przeniósł. Razem z nim opadł z powrotem na fotel, który był zdecydowanie bardziej komfortowym meblem. Wcisnął mu w dłonie butelkę, a sam zostawił jedną rękę na książęcych plecach, żeby kreślić na nich palcami niewidoczne wzory.
- Może być? - spytał cicho przyglądając mu się uważnie.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   04.04.16 22:47

Najwidoczniej pospieszył się zbytnio ze swoją sprawnie wymierzoną złośliwością. Mógł się wstrzymać nieco, do czasu kiedy ukochany obdarowałby go wymyślonym przez siebie wynagrodzenie. Tym bardziej, że zdawało się mu, iż podchodził do tego bardzo ochoczo. Zaklął siarczyście w myślach, gdy zauważył jak Søren opada z powrotem na blat biurka. Czyżby to teraz on miał go przepraszać? Przecież to nie jego wina, że ten głupi pies obecnie znajdujący się pod postacią buta wylądował w kałuży atramentu. Nie widział w tym najmniejszego problemu, bowiem nie obchodziło go to, to raz. Dodatkowo nic nie stało na przeszkodzie, aby przywrócić mu oryginalny kształt, ani by sprawić, żeby jego sierść błyszczała się i w ogóle inne bajery, to druga rzecz. Więc nad czym ten bidak tak się trapił? Amodeus miał ochotę trzepnąć go po łbie, żeby jego przyjaciel na powrót skupił się na jego osobie, a nie tym narwanym kundlu. Powoli zaczął układać w głowie cały plan akcji, rozważając wszelkie możliwe ewentualności, każdą opcję, w którą mógłby skierować się bieg wydarzeni. Na szczęście nie musiał tego zrobić. Widocznie, kiedy sam pochłonął się w rozmyśleniach, Avery zakończył swoje i postanowił, co zamierza robić dalej.
Książę znów skupił swą uwagę na ukochanym, który teraz krzątał się przy biurkowych szafkach. Nie udało mu się dostrzec tego, co z jednej z nich wyciągnął. W końcu widok zasłonił mu wesoły uśmiech Sørena, nie żeby narzekał. Miał zamiar pocałować go, ale ten poderwał go z niewygodnego siedziska, po czym przeniósł ich na nieco wygodniejszą opcję. Chociaż i tak niewiele się zmieniło, dalej nie dane mu było zakosztowanie miękkiej powierzchni, wymienił jedynie drewno na rozgrzaną skórę kochanka. Dopiero teraz dane mu było zobaczenie tego cudownego skarbu, jaki wcześniej wydobył z biurka. Nie mógł powstrzymać wesołego uśmieszku. Kto by się spodziewał, że Pan Avery trzyma tajne zapasy alkoholu w miejscu rzekomej pracy. Koci pomruk wydobył się z jego ust, kiedy poczuł delikatne muskanie dłoni na swoich nagich plecach. Powiercił się chwilę, zmieniając tym samym pozycję, tak żeby nogi partnera znalazły się między jego kolanami. Obecnie, z pewnych tajemniczych powodów, wolał zdecydowanie klęczeć, a nie siedzieć.
- Zdecydowanie - wyszeptał cicho, odwzajemniając jego przeszywające na wskroś spojrzenie.
Miał ochotę od razu zabrać się za trunek, ale pozwolił sobie na chwilę zwłoki, pochylając się do ukochanego, po czym składając delikatny pocałunek na jego ustach.
- Nie przestajesz mnie zaskakiwać - powiedział to, gdy powrócił już do poprzedniej, wyprostowanej pozycji.
Odkręcił butelkę i nie zważając na brak szklanek, ani ubóstwianego lodu, bez którego nie cierpiał pić Ognistej, napił się trochę. Z zachwytu aż sapnął, kiedy poczuł znajome pieczenie gardła. Znów przechylił butelkę, tym razem nie połykając ulubionego napoju. Po raz kolejny nachylił się, aby jeszcze raz ucałować mężczyznę, tylko że tym razem miał ze sobą małą niespodziankę, którą wlał mu do ust. Co, przecież nie mógł nie poczęstować przyjaciela!





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Gabinet   05.04.16 0:19

Chyba ostatnio zachowywał się niczym podekscytowany dzieciak w dniu Bożego Narodzenia, kiedy to odczekuje się w łóżku ostatnie, niecierpliwe minuty do opuszczenia łóżka i odnalezienia swoich prezentów. Wyczekiwał bowiem w napięciu każdej reakcji Amodeusa na swoje postępowanie, a każdą aprobatę przyjmował z wręcz ekstatyczną radością. Wcale nie stał się przez to nagle bezwolnym narzędziem w jego sprytnych dłoniach. Nadal lubił igrać z ogniem mimo faktu, że całkiem często dawał się poparzyć. Dziś działało to na innej zasadzie. Wszystko przez ten powitalny incydent z Quentinem w tytule. Moment, w którym swoim nieudolnym słownictwem prawie zniszczył ich. Być może nazywało się to przewrażliwieniem ze względu na stary, jakie poniósł wcześniej, ale naprawdę wolał dmuchać na zimne. Nie mógł go stracić, nie mógł.
Może właśnie dlatego uśmiechał się dzisiaj wyjątkowo dużo nawet jak na niego w towarzystwie przyjaciela. Nie mógł jednak utrzymywać poważnego wyrazu, kiedy ten siedział mu na kolanach i widocznie podobał mu się ten pomysł. Niezwykle również podobała mu się jego reakcja na tę z pozoru nic nieznaczącą pieszczotę. Pozwolił palcom po prostu błądzić, nie chcąc się od niego dystansować, woląc być bliżej niego. Zresztą muskanie kremowej i kontrastowo gładkie do jego spracowanej na dłoniach skóry sprawiało mu niewysłowioną przyjemność. Badał wszystkie krzywizny oraz zagłębienia używając jedynie zmysłu dotyku, ucząc się ich na pamięć bez używania oczu. Jednak najważniejsze było chyba to kojące działanie tej rutynowej już czynności. Jeśli spali razem to Książę stanowił pewien rodzaj jego amuletu, który przeganiał z jego umysłu wszelkie koszmary, zostawiając jedynie przyjemną pustkę, czasem nawet wypełnioną krótkimi snami, jakie wcześniej mu się nie zdarzały. Dlatego pokochał ten rytuał i tylko cieszył się, że nie jest to jednostronna przyjemność.
Zdziwił się początkowo, dlaczego mimo zmęczenia Amodeus woli klęczeć niż siedzieć. Dopiero chwilę zajęło jego umysłowi rozszyfrowanie, co się za tym kryło i ledwo powstrzymał się przed pacnięciem w czoło. Powinien o tym pamiętać. Jednak ta karcąca myśl znikła tak szybko jak się pojawiła, przegoniona szeptem, a potem pocałunkiem. Søren odłożył narzekanie na swoją głupotę na inne okoliczności.
- Przynajmniej nie znudzisz się mną tak szybko - odparł, kiedy przyglądał się jak zręcznie radzi sobie z otwarciem butelki. Dźwięk, który wydał, kiedy skosztował pierwszy łyk sprawił, że zadrżał, a gęsia skórka wystąpiła na rękach. Och, doskonale znał to sapnięcie, co prawda z zupełnie innych okoliczności, ale efekt pozostawał ten sam. Przyglądał mu się dokładnie, kiedy pił po raz drugi bezwiednie oblizując usta. Nie spodziewał się, że znów nachyli się do pocałunku ani tego, co razem z nim przyniesie. Wolną ręką przytrzymał jego podbródek, specjalnie przedłużając moment, w którym smakował zarówno alkohol jak i jego. Dopiero po dłuższej chwili odsunął się, zabierając ręce ze sobą, obie. Następnie zabrał mu z rąk butelkę i sam pociągnął z niej raźno.
- Nie taka dobra. - Nie, Ognista nie była gorszego sortu, po prostu podana w tamten sposób smakowała lepiej. Nie był jednak łasy, tym bardziej, że utrzymujący się w takiej pozycji Prince wprawiał go w małe wyrzuty sumienia. - Chcesz usiąść? - spytał z nieukrywaną w głosie troską. Sam nie miał nic przeciwko usadowieniu się na biurku na przeciw, stamtąd byłby niezły widok.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
 

Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17