Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Salon   30.03.16 11:40

First topic message reminder :

Salon

Salon to pierwsze pomieszcze w jakim się znajdziesz tuż po tym, jak przekroczysz progi mieszkania. Nie jest to zbyt wielki pokój; dość ciemny, całkiem przytulny, nieco przytłaczający dla osób kochających przestrzeń. Pierwsze co pewnie ujrzysz to liczne regały z księgami wszelakiego pochodzenia, masy pergaminów, piór, bibelotów. Walają się pewnie też na średniej wielkości biurku ułożonym pod jednym z dwóch okien. Na jednej z szafek stoją fiolki z różnymi zakupionymi eliksirami, kryształowe kule, kulki, słoiki z zawartością nieznanego pochodzenia. Czujesz się tu jak u Borgina i Burke'a? Niepotrzebnie. Przecież brak tu grubej warstwy kurzu i pajęczyn w kątach, a przez okna wpada całkiem spora ilość światła. W salonie znajduje się kominek.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey



Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 08.10.16 10:29, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Salon   31.08.16 17:33

Caesar był człowiekiem, któremu niezwykle zależało na zdrowiu i bezpieczeństwie bliskich, przynajmniej tak to postrzegał Ramsey. Wiedział, że im bliższa będzie jego relacja z Constance tym bardziej mu się to nie spodoba, bo chciał chronić ją przed ludźmi jego pokroju. Należało to uszanować i trzymać się zasad oraz wytyczonych reguł, ale przecież Mulciber nie potrafił bawić się w ograniczenia. Od dziecka zawieszony pomiędzy jednym światem a drugim chciał korzystać z przywilejów z każdego z nich, a umywał ręce od odpowiedzialności i tego, co należało robić. Działał tak, jak mu było wygodniej, rzadziej z niewiedzy, częściej z umyślnej ignorancji, czy wrodzonej złośliwości, która w przeszłości pewnie miała swoje źródła. Więc gdyby tylko Lestrange kazał mu zrezygnować z tej znajomości zrobiłby coś odwrotnego, ale sam traktował ją czysto profesjonalnie, widząc w dziewczynie świetnego badacza i czarownicę, która pod względem ambicji i pragnień sukcesów była niezwykle podobna do niego.
Tego dnia kłębiło się w nim wiele emocji i pewnie gdyby postanowiła odwiedzić go godzinę później zachowywałby się już inaczej. Jego złość wciąż była świeża, niemoc i bezsilność pukały do jego drzwi, przypominając o swoim istnieniu. Właśnie dlatego zareagował tak instynktownie, pragnąc złapać lady nim rozbiła sobie głowę o podłogę. Dlatego również ułożył ją na swojej sofie, wśród kilku miękkich poduszek, których sam rzadko używał. Posprzątanie rozbitej szklanki wymagało od niego chwili uwagi i jednego zaklęcia, a zadbanie o jej zdrowie umiejętności, których nie posiadał. Dolegało jej coś, o czym nie miał pojęcia, choć przecież przewidział to. Wiedział, że ostatnio zdarzało jej się to kilkukrotnie i przejął się tym w pewien sposób, bo przecież była jego badaczką.
Trajkotanie służki go zaczęło irytować dopiero w chwili, w której wstał i niemalże się o nią potknął. Wtedy ją zauważył. Zmierzył wzrokiem pełnym pogardy i ignorancji, lecz ruszył do kuchni po szklankę i zimną, świeżą wodę, którą zabrał ze sobą.
— Właściwie jesteś w moim domu, chociaż nie przypominam sobie, żebym cię zapraszał — odpowiedział, ponownie stając przed nią. Zmierzył ją wzrokiem i zacisnął szczękę na moment, a potem znów się odezwał: — Dlatego teraz grzecznie opuścisz to miejsce i poczekasz za drzwiami, aż twoja pani się obudzi i będziesz mogła ją zabrać do domu. Całą i zdrową. Ale jeśli otworzę drzwi, a Ciebie tam nie będzie osobiście napisze list do lorda podważając twoje dobre intencje wobec Constance. Taka dziewczyna jak ty musi bardzo zazdrościć jej pozycji, urody i zdolności...— mruknął, posyłając jej krótki, dość łagodny uśmiech. — Wynocha!
Miał gdzieś służkę. Chciał aby jak najszybciej się zmyła z jego terenu, a jeśli nie przystanie na jego miłą sugestię będzie zmuszony chwycić za różdżkę. I tak niedorajda nie była w stanie zająć się właściwie lady Lestrange. Cóż mogła więc bez niego zdziałać, była w zupełnej kropce.
Usiadł w tym samym miejscu, co chwilę wcześniej i oparł szklankę wody na kolanie, spoglądając na bladą twarz kobiety. Czekał, ryzykując, choć był gotów kazać służce sprowadzić pomoc lub samodzielnie zanieść Constance do uzdrowiciela. Spojrzał jeszcze na szklankę z wodą, rozważając pomysł oblania jej w ramach terapii szokowej.
— Constance?— spytał, nachylając się nad nią lekko. — Lady Lestrange? Odnieśliśmy sukces...— szepnął cicho. — Zakończyliśmy badania, udało się. Jesteś niesamowita, to wszystko dzięki tobie — dodał jeszcze z przejęciem i przymknął oczy, wiedząc, że im dłużej będzie na nią patrzył tym szybciej zacznie się śmiać, choć przecież jeszcze przed chwilą analizował jej stan zdrowotny w kompletnie odmiennym nastroju. To była poważna sprawa.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   01.09.16 13:08

Nie powinna mieć tajemnic przed swoim „bratem”, ale z drugiej strony, czy miała obowiązek opowiadać mu o swojej pracy? Ramsey pokazywał jej inny świat. Uczył ją jak żyć bez zasad i jak przekraczać granice. Nie rezygnowała ze swojej postawy szlacheckiej. Łapała się, że ma ochotę robić rzeczy, które nie są zgodne z jej wychowaniem. Nie powinna tu przychodzić. Gdyby Caesar dowiedział się z jaką łatwością poszła do domu Ramseya, aby powiedzieć mu wiele słów i mocno szarpnąć za ramiona, aby obudził się i nie tracił członków grupy badawczej. Powinien się tu pojawić, wziąć ją na ręce, wskoczyć do kominka, przypominając tym samym, że nie powinna, że wszystko, co robi jest złe. Nawet nie potrafiła przyznać, że roztaczała wokół Ramseya aurę subtelnej manipulacji. Walczyła o badania jak lwica i nie wiedziała, co było tak naprawdę powodem, dlaczego wyszła z salonu luster. Presja ją zżerała od środka. Stres nie był po stronie Constance. Śmiertelna bladość zbierała kolejne żniwo, ale skąd Lestrange miała wiedzieć, że powinna uważać? Słodko rozchyliła usta, lecz wciąż nie wracała jej przytomność.
Służka wydeptała ścieżkę wokół Ramseya, ciężko dysząc i panikując. Nie zachowywała się racjonalnie. Wachlowała twarz zbitymi w piąstki dłońmi. Co powinna powiedzieć Lordowi? Gdzie były, dlaczego tu były? Czy Constance była w niebezpieczeństwie? Dlaczego pozwoliła jej w ogóle zjawić się w tym małym mieszkaniu u mężczyzny, który nie wyglądał jak oaza spokoju i bezpieczeństwa? Patrzyła jak układa ciało jej pani, jak dba o nie jak o lalkę. Układał pukle włosów, dotykał policzka, a służka nie wiedziała, czy powinna go bić po łapach. A co jeśli Constance się nie obudzi? Co jeśli leży martwa? Widziała jak wolno, aczkolwiek miarowo unosi się klatka piersiowa, lecz służka była na tyle spanikowana, że nie wiedziała, co ma zrobić. Uderzyć go, odepchnąć, podziękować? Nagle Ramsey wypowiedział o kilka słów za dużo. Otwierała i zamykała usta, chcąc się obronić. Jej pani leżała wciąż nieprzytomna, nie zostawi jej samej.  Przełknęła głośno ślinę, spoglądając w ziemię. Bała się go, jej pani też powinna. Odwróciła się na pięcie i wyszła z mieszkania, zostawiając jednak otwarte drzwi. To miał być kompromis, pewność, że Constance będzie bezpieczna. Płakała cicho, kuląc się pod ścianą. Do czego ona doprowadziła, dlaczego się zgodziła?
Constance ponownie lekko otworzyła powieki i równie szybko je zamknęła. Zaczęła szybciej unosić klatkę piersiową, a na jej policzku pojawił się delikatny rumieniec. Dokładnie w tym miejscu, w którym dotknął Ramsey. Nachalne światło zaczęło dobijać się do powiek. Zmarszczyła nos, słysząc w głowie echo znajomego głosu. Nie rozumiała wyrazów, nie rozróżniała słów. Szum dobijał się do drobnego ciała, szczypał jej skórę i nawoływał, aby zaczęła walczyć. Otworzyła oczy, czując ciężar powiek. Twarz Ramseya z początku niewyraźna dopiero zaczęła nabierać ostrości. Nie rozumiała, co się stało i nie wiedziała, gdzie się znajduje. Niewiele pamiętała. Darcy, list, płomień, śnieg, drzwi. Ciąg przyczynowo – skutkowy, którego nie potrafiła połączyć. Między ciałem Ramseya a swoim stworzyła mur dystansu. Plecami na początku wbiła się w kanapę przerażona, co się dzieje. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Wyciągnęła dłoń w kierunku Ramseya, opuszkami palców dotykając jego zarostu na lewym policzku. Nie wodziła po jego skórze. Zachowywała się tak jakby zupełnie nie wierzyła, że Mulciber tu jest. Nie chciała patrzeć na grymas na jego twarzy. Musiała sprawdzić, czy naprawdę istnieje. Chwyciła jego dłoń w swoją, wolno przenosząc na tętnicę szyjną. Nie musiał się nawet specjalnie przykładać, aby wyczuć, jak szybko bije jej serce. Nie mówiła nic, bo nie znała odpowiednich słów. Cisza potęgowała niezręczny moment. Nie widziała też nigdzie służki, ale kręciło się jej tak w głowie, że nie miała siły się rozglądać. Ramsey był nad wyraz spokojny, więc nie zwiastowała rodowej apokalipsy. Liczyła w myślach szybkie bicia serca, czując chłód męskiej dłoni. Znowu nie powinna, znowu powinna się wycofać, ale nie miała siły. Dłoń piekła od nie – uderzenia, a gardło od słów, które winna była powiedzieć. Rozchylone wargi czekały na jakikolwiek dźwięk.
Źle robisz, Ramsey. Co się ze mną dzieje, Ramsey? Otrułeś mnie? Spaliłam list, Ramsey. Nie zrezygnujesz z Darcy, bo nie zrezygnujesz ze mnie.  Przytul mnie.  Zostaw mnie, muszę iść do domu. Te badania to za dużo, nie damy rady, nie damy rady. Nie wiem, co się ze mną dzieje. J a nie dam rady. Ogarniała ją panika, bo wszystko, dosłownie wszystko było przytłaczające. Czy powinna mu powiedzieć, co zrobiła z oficjalnym wygnaniem Darcy? Czy mogła leżeć na jego kanapie wpół nieprzytomna i prawić mu morały?
- Boję się – powiedziała to w końcu zachrypniętym głosem, a dopiero teraz do niej docierały podstawowe informacje jak takie, że powinna wstać z kanapy, zrzucić z siebie dłoń Ramseya i powrócić do profesjonalnego, zimnego tonu. Czego tak naprawdę się bała? Odejścia Darcy, ambitnych badań czy prywatnych problemów, które zżerały ją od środka?  Czy to sen czy rzeczywistość? W których powiedziałaby otwarcie o swoich demonach? To nie było możliwe, wszystko wyglądało nie tak jak powinno. To nie był jej dom, to nie był Ramsey. Nie pachniał papierosami, jego skóra była zadziwiająco miękka jak na kata; kata zwierząt, jej uczuć, jej demonów. To tylko sen, nic jej nie będzie. Constance przecież nie jest chora, nie leży na jego kanapie, nie zemdlała. To tylko sen, wmawiała sobie, robiąc o krok za dużo. Usta bolały ją z nie-pocałowania, ramiona trzęsły się z zimna. Otoczenie rozmazywało się po bokach, a cały świat wciąż wirował. Musnęła jego wargi swoimi, a sen wciąż nie mijał. Czy jak się obudzi, to nadal będzie tkwiła w tym świecie?




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Salon   01.09.16 14:31

Służka wcale go nie obchodziła. Chciał się jej pozbyć, a przede wszystkim zmusić ją by przestała mu sterczeć nad głową. Irytowała go samą sobą i wprawiała w gorszy nastrój, a już i tak miał na głowie nieprzytomną Constance. Nawet nie wiedział jak jej pomóc. Przyczyną omdlenia mogło być wszystko, a on od takich diagnoz miał Cassandrę, która zawsze wszystko wiedziała najlepiej. Leczyła też najlepiej, ale ściąganie jej tutaj było kiepskim pomysłem. Liczył na to, że Lestrange się szybko ocknie i to okaże się tylko zasłabnięciem w wyniku jakiegoś przemęczenia. Mógł oblać ją wodą, ale przebudzenie w tak drastyczny sposób mogło źle wpłynąć na ich dalszą współpracę, a póki jej klatka piersiowa choć trochę się unosiła i opadała nie musiał uciekać się do ostateczności. Ani tym bardziej cucić ją przez spoliczkowanie.
Otworzyła oczy. Odetchnął na moment z ulgą, mrużąc nieco oczy, by dowiedzieć się czegoś, ale ona tylko rozchyliła wargi, jakby brakowało jej tchu; jakby chciała coś powiedzieć, lecz nie była w stanie. Milczał, obserwując jej zachowanie i reakcje. Widziała go, przecież wyciągnęła do niego rękę, dotknęła go w końcu. Nie poruszył się ani trochę. Żyła, była przytomna, to najważniejsze. Ale nie potrafił sobie tego wyjaśnić, tego wszystkiego, co się działo. Ujęła jego dłoń, więc spojrzał z niewypowiedzianym pytaniem w tamtym kierunku i powodził aż na szyję. Pod palcami czuł pulsowanie krwi w tętnicy. Przyjemne ciepło przy ucisku kontrastowało z jej chłodną skórą, uderzając od jego opuszki szybko i chaotycznie. Uniósł na nią wzrok pełen konsternacji.
— Constance? Co się dzieje? Chciał to wiedzieć, ale ona nie była  wstanie nic powiedzieć. Poczuł dziwny niepokój, ale nie chciał zastanawiać się nad jego źródłem. Czas na tłumaczenie i analizy przyjdzie później, kiedy stanie na nogi z dumnie uniesioną głową i zaciętą miną. Nie podobało mu się to, że drżała, zapadała się w sobie. Pierwszy raz widział ją w tak dziwnym stanie, jakby nie do końca kontaktowała, mimo iż miała otwarte oczy.
Rozprostował palce i ułożył całą dłoń płasko przy jej szyi, na obojczyku. Pod jego przegubem unosiła się jej klatka piersiowa, ale miał pewność, że oddycha. On sam był ciepły, jak zawsze. Promieniował ciepłem, nieustająca gorączką. Może jego bliskość przywróci jej energię.
Aż w końcu się odezwała.
Czego,Connie, czego się boisz?
— Nie masz się czego bać, nic strasznego się nie dzieje — odpowiedział jej cicho na to. Patrzył na nią ze spokojem, jakby nic złego nie miało wcale miejsca. Zwykle był niecierpliwy wobec zdarzeń, działań, efektów. Ale potrafił cierpliwość okazać wobec ludzi, których analizował, obserwował, choć nigdy nie doświadczał — dla bezpieczeństwa. Na pewne rzeczy potrzeba było czasu, a nikt nie otwierał się na już, potrzebował bodźca, emocji, zdarzenia, aby coś pękło i wypłynęło na wierzch. Przyglądał się więc Constance ciągle w ten sam sposób, próbując zrozumieć jej strach i obawy, i już po chwili otrzymał od niej odpowiedź. Skradła mu pocałunek. Bez zapowiedzi. Ich usta się zetknęły ze sobą na jeden krótki moment. Nie odsunął się, poczuł miękkość jej warg. Pozwolił jej zrobić to, co chciała, choć nie znał powodu. Jeszcze. A może to nieprawda? Wiedział przecież czego uczą arystokratki, co wpajają im od małego. Zaskoczyła go jednak, bo przecież od pierwszego spotkania to właśnie ona kładła nacisk na swoją pozycję i to, jak winien ją traktować, w jaki sposób się do niej zwracać. A teraz leżała prawie pod nim zagubiona, spragniona czegoś czego nie znała? a może tego, czego mieć nigdy nie mogła. A może ze strachu.
Obudź się, Constance.
Nie był typem człowieka, który dla innych chciał jak najlepiej. Dlatego się nie odsunął, nie uchronił jej przed błędem, którego pewnie będzie żałować, gdy sobie to uświadomi. Ale nie zamierzał zaogniać sytuacji, choć sam nie wiedział, dlaczego z tego nie skorzystał. Mógł odwzajemnić pocałunek i dać jej intensywność, której nie znała, skorzystać z tego, że miał ją blisko — taki przecież był. Nie zważał na zasady i granice. Ale odsunął się nieco, przesuwając dłoń głębiej, pod jej ucho, palce częściowo wplatając we włosy, ale dzięki temu mógł ją odsunąć i zmusić by mu się poddała. Końcem kciuka pogładził lekko jej policzek, zmarszczył też brwi. Ona była mądra, po prostu poddała się chwili słabości. On też był mądry, więc nie myślał o tym zbyt wiele.
— Zabiorę cię do Munga, okej?— Bardziej stwierdził niż spytał, nie czekając na jej odpowiedź. Nie wiedział nawet na ile jest świadoma tego, gdzie się znajduje. Nie był uzdrowicielem i nie czuł się upoważniony do tego, by orzekać o jej stanie, a nie zamierzał mieć jej na sumieniu tracić badacza z powodu własnej ignorancji. Dlatego wziął ją na ręce i ruszył w kierunku kominka. Oblizał jedynie wargi, chcąc zmazać ślady szminki i wszedł w płomienie, spoglądając przez uchylone drzwi na służkę.

/zt do Munga czy coś




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   07.10.16 18:00

6 marca 1956

Usiadła na parapecie, podziwiając ogród późną zimą. Śnieg zaskakująco szybko się roztapiał, zalewając brunatną mazią najpiękniejsze krzewy. Czekała na soczyste pąki, którymi rozkoszowała się za każdym razem, gdy potrzebowała powietrza. Ten ogród był dla niej azylem. Nie myślała wtedy o rozpadającej się relacji z Arthurem, o tym, że porzuciła pracę na rzecz badań i własnej choroby. Powinna unikać stresów, lecz jakże miała się odzwyczaić od nauki, od tej żądzy poznawania nieznanego? Próbowała powoli informować najbliższych, że teraz będzie bardziej na siebie uważać, a co się z tym wiąże, musi zwalczyć własne demony. To one zabiły apetyt, obudziły bezsenność. Constance chudła i słabła w oczach, ale na szczęście znajdowała się w dobrych rękach Raphaela Notta, jej anioła stróża. Constance nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Chociaż niewiele dni minęło od kiedy skończyła pracę, ciągle szukała czegoś w księgach. Głód wiedzy był ciągle nienasycony. Zastanawiała się, czy te postępy w nauce naprawdę można było nazwać postępami. Czy byli już na prostej? Zwierciadło wydawało się rzeczą niemożliwą. Bała się, że te negatywne wydarzenia, które podrzucał jej los, są wskazówką, że powinni zrezygnować z badań.
A co jeśli Zwierciadło Przyszłości przyciągnie mroczną stronę magii? Nie wiedziała, czy tylko Ramsey będzie mógł korzystać z przepowiedni. A co jeśli wystarczyłby jasnowidz, który kontroluje swój talent? Bała się, że może trafić w niepowołane ręce, a potem ich praca pójdzie na marne. W ostatnich dniach za wiele się martwiła. Płakała, gdy gasiła świecie tak, aby nikt nie słyszał. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, nie potrafiła poskładać swojego prywatnego życia w jeden kawałek, więc znów uciekała tam, gdzie czuła się bezpieczna: do badań.
Ucieszyła się na sowę od Ramseya. W końcu ruszą dalej. Constance nie rozumiała stosunku Mulcibera do Darcy. Przyjaźniła się z Rosierówną, wiedziała, że mogą sobie ufać. Ciekawiło ją, co się takiego stało, że obydwoje zachowywali się tak jak mugole. Postanowiła obiecać Ramseyowi, że podczas hipnozy nie wydarzy się nic ponadprogramowego, ale kusiło ją spytać się, co się stało, gdy Śmiertelna Bladość zebrała swoje żniwo właśnie w mieszkaniu Muclibera. Z lekkim niesmakiem musiała tu wrócić, bojąc się swoich reakcji. Czy na spotkanie powinna przyprowadzić służącą? Ta zapewne zaczęłaby się trząść, pałając do tego mężczyzny abstrakcyjną wrogością. Nie wyobrażała sobie zjawić się na Pokątnej inną drogą niż kominek. Proch łatwo strzepie z sukni, a te roztopy będą nieubłagane dla białych trzewików.
Stąd zjawiła się w płomieniach w mieszkaniu Ramseya, dzierżąc przy sobie zeszyt z notatkami. Wiele się zmieniło od ich ostatniego spotkania. Popatrzyła na lewo, na prawo i zaniepokoiła się, że nie zobaczyła znajomej sylwetki. I nie czuła zapachu kawy. Chrząknęła głośno. Gdzie jest Darcy?
- Ramseyu, nie oczekuje kosza powitalnego, ale miło byłoby Cię zobaczyć! - powiedziała głośniej, rozglądając się po wnętrzu. Dziś wyglądała wyjątkowo blado, a zmęczenie wyraźnie wyrysowało się na jej twarzy. Mimo tego jak zwykle pomalowała usta czerwoną szminką i nienagannie ułożyła włosy. Jakże wiele daje nam gra pozorów!




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   07.10.16 20:03

Darcy nie zdążyła jeszcze porozmawiać z Constance o minionych już po części problemach zeszłego i poprzedniego miesiąca. Termin spotkania był jej wysoce niewygodny, zważywszy na fakt, że Connie nie wiedziała czego powinna się spodziewać. Rosier nie planowała zdradzać jej szczegółów relacji z Ramseyem, a tylko wyjaśnić swoje ostatnie zachowanie. Jej wolny czas nie należał jednak tylko do niej samej. Była szlachcianką. Była własnością szlacheckiego światka i obecnie nie miała ochoty walczyć o wolność, kiedy zwyczajnie, zbyt dużo ciężkich spraw ciążyło jej na ramionach i dokładanie sobie kolejnych walk było jej nie na rękę. Znalazła się w domu Ramseya, przybierając swoją wyuczoną maskę, do której wróciła, kiedy jej własne sprawy unormowały się w stopniu umożliwiającym jej znaczne lepsze funkcjonowanie. Odnalezienie się w socjecie, w sposób w jaki zawsze to robiła, przez elastyczne dopasowanie. Miała świadomość, ze jej zawziętość, z jaką planowała nie zdradzać po sobie słabości odbije się jeszcze głośniejszym echem na jej znajomości z Mulciberem, ale tak naprawdę docierało do niej, że relacje, jakie mieli wcześniej, były już bezzwrotnie skreślone i jedyne co, mogła szukać innych wejść do jego osoby, przejść, jakich być moze wcześniej nie znala i ktorymi nie kroczyła, ale czy Ramsey takie posiadał?
W przeciwienstwie do Constance, Darcy nie zjawiła się w jego domu za pośrednictwem kominka. Wiązałoby się to z prosbą o udostępnienie jej tej możliwości. Nie sądziła, żeby Mulciber chciał jej obecnie iść na rękę, czy cokowiek ułatwiać. Sama zresztą wizji wychodzenia do niego z tą sugestią, sprawiala, że odrzucała taką możliwosć transportu. Zdecydowale się deportować w możliwie jak najbliższym jego mieszkania miejscu. Stamtąd pokonała drogę do jego mieszkania, w sposób całkowicie ją niesatysfakcjonujący, pukając, zupełnie nie po czarodziejsku, do jego drzwi. Wbrew temu co pisała, udało jej się dotrzeć na czas.
No dalej, Mulciber, gnido... — poganiała go wracając się sama do siebie. Wiedziała, że po przekroczeniu progu tych drzwi będzie zmuszona powściągnąć język. Nawet nie przez wzgląd na Ramseya, a towarzyszącą im Connie.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Salon   08.10.16 12:06

Był niespokojny, więc wszystko, co robił tego dnia robił zbyt szybko. A może niespokojny duch rodził się z pośpiechu, którego źródła nie mógł pojąć. Choć cały dzień spędził poza domem, głównie w Ministerstwie, jego myśli wciąż kierowały się do zbliżającego się popołudnia i tego, co się wydarzy. I choć nie dał po sobie poznać ani krzty zdenerwowania, a jego mina pozostawała cały dzień tak samo obojętna i nonszalancka, tak wewnętrznie nieustannie szukał sposobu na to, by się zabezpieczyć. Uspokajała go jedynie świadomość, że gdy coś pójdzie po jego myśli będzie zmuszony do jednego i ta myśl pozwalała mu na względne zaakceptowanie, że w rzeczywistości powinno mu być wszystko jedno. Wpuszczenie do swojego umysłu kogokolwiek było dla niego sporym ryzykiem. W jego głowie tkwiła cała masa wspomnień, z których każde jedno wystarczyło do tego, by zamknąć go w Azkabanie. Igrał więc z ogniem, dobrowolnie pozwalając Darcy na wejście i grzebanie, poszukując tego, co okazuje się niezbędne, by ich wspólne badania mogły w ogóle ruszyć dalej. Szansa, że odszuka coś, co mogłoby go pogrążyć była spora. Ale do tego właśnie potrzebna była Constance, która ukierunkowana była na badanie i ich powodzenie. Liczył na to, że nie dopuści do pytań i wędrówek po sferach, które nie są z nimi związane.
W domu pojawił się później niż zamierzał, lecz po drodze zahaczył jeszcze o Nokturn. Najpierw w poszukiwaniu Cassandry, a później gdy zaniechał pomysłu utknął u Borgina i Burka zaintrygowany jednym z przedmiotów. Ledwie zdążył się oświeżyć, gdy w mieszkaniu rozbrzmiał trzask ognia, a po chwili ciszę w pomieszczeniach zastąpił melodyjny głos Constance. Zapinał guziki koszuli, gdy postanowił wyjść, powitać skazaną na bezsensowne czekanie lady Lestrange.
— Tada!— mruknął z nutą fałszywego entuzjazmu, wchodząc do salonu, podwijając mankiety, bo tak było mu wygodniej. Jego włosy wciąż były wilgotne, układały mu się niesfornie, a jeden z kosmyków opadał na czoło. Odgarnął go dłonią i podniósł wzrok na urodziwego gościa. Westchnął po chwili, zmierzywszy ją wzrokiem od góry do domu i powrócił do rękawów koszuli. — Jak się czujesz?— spytał niemalże mechanicznie, zatrzymując wzrok na jej bladej twarzy. Zmarniała odkąd widział ją po raz ostatni. Zdawała się być cieniem samej siebie, a na jej twarzy bardziej niż kiedykolwiek widać było emocje, tym razem jakąś lekką ekscytację (pewnie z powodu badań). — Dobrze wyglądasz — skłamał, odwracając wzrok. Zamierzał udać się do kuchni, by zaparzyć kawy, ale zatrzymał się w półkroku, słysząc pukanie do drzwi. — Właśnie miałem pytać, gdzie twoja przyzwoitka. Służka — poprawił się szybko i otwarł drzwi. Był zaskoczony, że nie była to osoba, o której właśnie wspomniał, lecz Darcy Lady Rosier. Lecz ta, miała być spóźniona, pomyłka nie była więc w żadnym stopniu drwieniem z niej. Przez krótką chwilę patrzył na jej zarumienione od zimna policzki, nie mrugając, tak jakby upewniał się, że to właśnie ona, nikt inny, a gdy tak się stało cofnął się, otwierając szerzej drzwi. Nie odrywał od niej wzroku, a nawet uśmiechnął się w ten swój sposób, tak jak zawsze, gdy się widzieli i gestem ręki zaprosił ją bez słowa do środka. Nie czuł się skrępowany tym, że gościł w swoich skromnych progach dwie damy, które przywykły do przestrzeni i luksusów. Nawet o tym nie pomyślał, a różnice społeczne po prostu uleciały w eter w chwili, w której obie znalazły się na jego terenie.
A może stało się to już o wiele wcześniej?
—Kawy? — spytał Darcy, bo myśli Constance znał doskonale. Nie musiał pytać, w końcu swoje żądania wyraziła już we wczorajszym liście.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   08.10.16 22:48

Czas uciekał między palcami, a Constance nie potrafiła odróżnić od siebie dni. Badania były jedną z rzeczy, które zmuszały ją do trzymania się rzeczywistości. Wypij kawę, zrób notatki, oddychaj Constance. Nie wiedziała, czy tylko ona czuje taką panikę. Strach przed porażką potrafił beznamiętnie obezwładniać człowieka czynu. Nie chciała się poddać, ale z drugiej strony wraz z wiosennymi roztopami do jej życia wkradła się beznadzieja. Constance traciła kontrolę, a przez to, czuła się niespokojna. Miała ochotę patrzeć na dni z boku, czekając aż przeminą do dnia, w którym w końcu będzie szczęśliwa. Nie chciała brać udziału w żadnej farsie związanej ze swoim małżeństwem. Arthur był większą zagadką niż Zwierciadło Przyszłości, a zerwanie zaręczyn z błahego powodu mogło odbić się czkawką. Bezsilność wobec życiowych perypetii zmusiła ją na znalezieniu zajęcia, które odgoni wszystkie negatywne myśli. Grupa badawcza nie zadawała pytań, oni ciągle oczekiwali postępów. Nie mogła poddać się na ich oczach, chociaż z wielkim trudem wstała z łóżka. Drżącą dłonią malowała usta ponad trzy razy. Dopiero gdy była zadowolona z efektu, zaczęła ćwiczyć sztuczne uśmiechy.
Ramsey i Darcy znali ją za dobrze, aby zwiodły ich pozory. Jednak chciała to opanować do perfekcji, żeby nie skupiać na sobie uwagi. Z przyjaciółką od dłuższego czasu nie mogła się spotkać i porozmawiać na spokojnie o minionych wydarzeniach. Chciała zrozumieć jej ostatnie zachowanie. Miała wrażenie, że ich znajomość się rozjeżdża, a z drugiej strony była tak zaaferowana własnymi problemami, że nie miała czego się chwycić. Wymieniały ze sobą uprzejme listy, lecz to nie stanowi dobrego fundamentu przyjaźni. Constance chciała przede wszystkim skupić się na badaniach, które zapowiadały się nad wyraz obiecująco. Obiecała sobie, że zaprosi Darcy na gorącą czekoladę i nadrobią wszystkie zaległości. Chociaż wnętrze zaskakiwało swoją przytulnością, świadomość, że zaprzepaściła tu część wspomnień, była przerażająca. Druga wizyta, a Constance ponownie czuła dziwny dreszcz niepewności. Czy na pewno dobrze zrobiła, nie zabierając ze sobą służki? Chrząknęła, gdy Ramsey pojawił się w salonie.
- Mógłbyś osuszyć włosy - rzuciła zniesmaczona. Po pierwsze, sam podał im godzinę spotkania, to dlaczego nie zdążył się do niej przygotować? Po drugie, nigdy nie chciała się skupiać na poznawaniu codzienności Mulcibera. Ta zahaczała o niebezpieczną granicę pomiędzy tym, co może szlachcianka, a tym, co chciałaby. Przełknęła jego kłamstwo z godnością, wyprostowując plecy. Ileż słów jest w stanie dać mężczyzna kobiecie, aby ta poczuła się lepiej?
- Dziękuję, jak widać tryskam energią - Pozwoliła sobie na turę sarkazmu, bo nie musiał jej specjalnie okłamywać. Nie uśmiechnęła się na jego słowa. Zapomniała o tym i dopiero z wielkim opóźnieniem drgnęły jej kąciki. Wypuściła ciężko powietrze, gdy napomknął o służce.
- Jesteśmy na spotkaniu zawodowym, a ty zaraz będziesz nieprzytomny - zażartowała, gdy otworzył drzwi. Poczuła wewnętrzne ciepło, kiedy Darcy weszła do salonu. Pamiętała o obietnicy, którą złożyła Ramsey'owi i już miała poruszyć ten temat, lecz postanowiła trzymać język za zębami. Poczuła zimno na swojej skórze, wiec automatycznie skierowała się w głąb pokoju. Potarła dłońmi ramiona, wpatrując się w zebranych. Miała cichą nadzieję, że tym razem obejdzie się bez gorzkich słów i niesmacznych zachowań.
- Darcy, kochana - powitała ją ciepło, przytulając od razu. Chciała odpowiedzieć Ramseyowi, że kawa powinna dawno na nią czekać, lecz w porę ugryzła się w język.  - Jakże dobrze cię tu widzieć - dodała od razu, wypuszczając ją z ramion. Nie czekając na pozwolenie, zajęła jedno z wolnych miejsc. Czuła małe zwycięstwo, że Ramsey pozwolił  wrócić Darcy do grupy badawczej. Miała ciężką rolę, nie tylko hipnotyzera, ale przede wszystkim wsparcia.
- Ramseyu, jesteś gotowy? - spytała ciekawa dalszego przebiegu tego spotkania. Czy powinni już zaczynać? Nie wiedziała jak wygląda rytuał hipnozy. Relaks, krótka pogawędka? Czuła dziwne podekscytowanie, ale przede wszystkim strach. Czego się dzisiaj dowiedzą?




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   09.10.16 17:08

Czekała długo, albo jej czas się wydłużał. Nie liczyła sekund, ale miała wrażenie, że dochodziła już minuta zanim drzwi rozwarły się przed nią. Wpatrywała się cały czas w ciemne drewno. Unosiła już dłoń, żeby zapukać jeszcze raz, kiedy usłyszała skrzypnięcie desek po drugiej stronie. Chwilę potem wpatrywała się w twarz Ramseya. Zjawiła się za wcześnie? Jego wilgotne włosy wskazywały na to, ze nie był jeszcze przygotowany na to spotkanie, ale przecież to był Ramsey. Naginał zasady dla siebie. Może nie uznał tego za nieprawidłowe. Chwilę przyglądała się jego rysom, a chociaż nie widziała na nich żadnych zmian, jej wzrok utkwił na jego facjacie. Uświadomiła sobie, że… przecież dawno się nie widzieli. Ale przecież niegdyś widzieli się jeszcze mniej. Mimo to oderwała spojrzenie, w konkretnym momencie. Miała powody sądzić, że jego uśmiech nie był szczery, ale uniosła kącik ust w kpiącym wyrazie, tak jak zrobiłaby to w innych okolicznościach:
Jeśli ty sam, Mulciber, masz się o nią fatygować… tak, poproszę.
Jakże ironicznie, bo przecież znali się prawie całe życie, a chociaż przenikali swojego czasu do warstw, do których nikt nie docierał, zwykłe pytanie o kawę wydawało się dla nich wielką niewiadomą.
Herbaty — sprostowała, zostając w płaszczu, odpinając go jedynie i zdejmując cienkie rękawiczki. Podążyła za mężczyzną wgłęb salonu, tym razem szczerze, uśmiechając się na czyjś widok. Obecność Constance trzymała ją w ryzach i robiła porządek w jej chaosie. Podeszła do niej instynktownie, czerpiąc od niej jej siłę, nawet jeśli kobieta wydawała się bardziej wątła, w mniejszym zdrowiu niż Darcy. Rosier odpowiedziała na jej objęcie, przymykając powieki i wciągając zapach realnej bliskości przyjaciółki, a nie tylko zapach papieru w korespondencji, którą między sobą wymieniały. Kontrolnie uchyliła powieki, zerkając za Ramseyem, szepcąc cicho słowa skierowane tylko dla uszu Connie.
Potrzebuję Cię, Constance.
Tylko tyle zdążyła powiedzieć, zanim Mulciber znalazł się zbyt blisko, żeby kontynuować kwestię. Darcy, chociaż dopiero co przyszła z dworu, zziębnięta, rozsiewając wokół siebie chłodne powietrze, czuła zimno bijące od skóry Constance. Odsuwając się, otarła jej ramię dłonią, zaciskając lekko palce na bladej skórze, pokrzepiająco, a jednocześnie z niewypowiedzianą prośbą. Czy Constance wiedziała, że to, co miało się dzisiaj wydarzyć mogło przekraczać granice zawodowe. Że chociaż spotykali się w celach badań, być może, będzie musiała tego wieczoru wybierać pomiędzy przyjaźnią do Rosier, a tymi uczuciami, jakimi darzyła Ramseya, jakiekolwiek by one nie były? Darcy, chyba bardziej niż wszyscy tu obecni, odczuła presję tego spotkania, wiedząc, że za tą pracą waży się więcej niż tylko wyniki ich badań. Darcy chciałaby mieć w tym momencie Connie po swojej stronie. Uderzała ją jednak świadomość, że najpewniej lady Lestrange usilnie będzie starała się trzymać wierności wobec nauki. To z kolei sprawiało, że Rosier w tym samym stopniu czula się skrępowana, co zadowolona jej obecnością. To nie będzie normalna sesja hipnozy. Darcy jeszcze nigdy nie przeprowadzała jej w bliskości osób trzecich. Uśmiechnęła się do Constance, nic już nie dodając. Przeszła się wzdłuż regałów książek, dotykając skórzanych grzbietów, rozczytując tytuły. Przyglądała się nieznanemu otoczeniu, aż nie zatrzymała się przy słoikach o nieznanej zawartości na nie patrząc już tylko z dystansu. Gdyby każdy z nich chował uczucia Ramseya, wszystko by to wyjaśniało. Dlaczego tak ciężko było do niego dotrzeć, nie wiedząc, gdzie szukać esencji jego czucia, jeśli taką miał, może właśnie pochowaną w słoikach, a jednocześnie, dlaczego tak łatwo go do siebie zrazić.
Na pytanie Constance, oderwała się od swojego bezowocnego rozeznania w pomieszczeniu, wzrokiem szukając Ramseya. Jakże naiwnie było pytać, czy był gotowy.
Można być naprawdę gotowym na wtargnięcie do umysłu? Kradzież wspomnień? Bo chyba właśnie tylko tego Mulciber się spodziewał. Nieczystej gry. Właśnie po to potrzebna mu była Constance… godna zaufania, poświęcona nauce, niewinna… Darcy miała odegrać tą brudną rolę. Zaczerpnęła powietrza do płuc, po prostu czekając na odpowiedź.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Salon   11.10.16 9:17

Przewrócił oczami na jej słowa, ale ich nie skomentował w żaden sposób, bo miała rację, ale tego przyznać nie mógł. Ani przed sobą, ani tym bardziej przed nią. Nie był gotowy na to spotkanie, a naiwne myślenie, że będzie w stanie oprzeć się umiejętnościom hipnotyzera i zamknąć przed nim wszystkie drzwi już dawno zniknęło. W swoim gabinecie udowodniła mu, że z jego umysłem może zrobić co tylko chce, a on nie czuł się z tym komfortowo. Wszystkie swoje odczucia, emocje wypchnął gdzieś do podświadomości, bo tak mu było wygodniej przez całe życie. Upchnął je wszędzie tam, gdzie trzymał wspomnienia, do których nikt nie powinien mieć dostępu. A dziś otwierał drzwi i zapraszał do środka kobietę, której nie ufał (jak zresztą nikomu), pozwalając jej na to, by mogła zobaczyć rzeczy, które nie tylko zmienią jej zdanie o nim już na zawsze, ale również o innych, których znała. Z pewnością znalazłaby tam multum faktów, które byłyby dla niego przysłowiowym gwoździem do trumny, ale Mulciber zawsze lubił ryzyko. Wiedział, że bez niego niczego się w życiu nie osiągnie i nauczył się radzić z ewentualnymi konsekwencjami. A to znaczy, że i dziś nie tkwił tu bez planu zapasowego.
Nie był gotowy na ich przyjście, choć przecież doskonale znał datę i godzinę. Tego dnia wszystko inne interesowało go bardziej i odciągało go od pierwotnego pomysłu. Wrócił zbyt późno, by się przyszykować, a wilgotne włosy były jedynie dowodem jego stanu ducha, więc odpuścił sobie tłumaczenia.
— Więc to może ja powinienem mieć służkę na wszelki wypadek?— spytał jeszcze z nutą rozbawienia w głosie i spojrzał na nią z lekką obawą, udając, że nie ma pojęcia jak zinterpretować jej słowa. W gruncie rzeczy swoje już sobie pomyślał. Nie było to też miejsce ani czas na to, aby pytać ją jak jej zdrowie i czy poddała się jakiemuś leczeniu. Nie wiedział, co jej dolega, ale omdlenia widział już nie tylko w swojej głowie, ale i na własne oczy, mając pewność, że jej stan pozostawia sobie wiele do życzenia. Już na pierwszy rzut oka widział, że ledwie się trzyma, ale pozostał niewzruszony. Przynajmniej na takiego wyglądał.
— Masz farta. Robię najlepszą kawę pod słońcem — przyznał tylko na chwilę przed tym, jak otworzył drzwi.
Skupił się na Darcy, na tej krótkiej chwili, w której nie musiał się uśmiechać i ona też nie. W której mogli wymienić się znanymi tylko sobie spojrzeniami, które mówiły wszystko i nic jednocześnie. Ale to był tylko moment, bo za chwilę zniknął w kuchni i zabrał się za przygotowywanie i kawy i herbaty dla swoich gości. Zaczarowany imbryk szybko zaczął gwizdać. Filiżanki w magiczny sposób znalazły się w salonie w czasie, gdy Mulciber opróżniał szklankę z wodą. Wolałby zamienić ją w ognistą, ale musiał zachować trzeźwy umysł, taki, który nie da się oszukać w żadnej chwili. Odczekał krótką chwilę, dając sobie minute lub dwie na zebranie myśli, na zebranie samego siebie w ryzy założeń i celów, odkładajac na bok sympatie i sentymenty.
— Nie — odpowiedział na pytanie dotyczące gotowości, gdy znalazł się znów w salonie, nie dając paniom zbyt wiele czasu na ciche pogaduchy. Stanął przy oknie, przez chwilę wyglądając przez nie na Pokątną. Mieszkanie znajdowało się na najwyższym piętrze, miał więc doskonały widok na to, co działo się w pobliżu, lecz nie dostrzegł na zewnątrz nic szczególnie interesującego. Tak naprawdę to, co było najbardziej ciekawe działo się w ich głowach.— Chcę żebyś dała mi słowo— zaczął cicho, wpatrując się w świat za szybą bez mrugnięcia okiem.— Darcy — i dopiero, gdy wypowiedział jej imię, drgnął, a po chwili obrócił się w jej kierunku. Spojrzał na jej buzię, której każdy centymetr znał na pamięć, bez trudu mogąc odtworzyć jej obraz w swojej głowie w dowolnej chwili. — Chcę żebyś mi przysięgła — dopowiedział, odwracając się do niej całkowicie przodem, nieugięty pod ciężarem jej spojrzenia. Sam pozostał spokojny, a po niedawnej wrogości i niechęci nie było już ani śladu. — Nie będę z tobą walczył.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   12.10.16 15:28

Postawiony przez przyjaciół dylemat był nieznośny. Dlaczego wszyscy zapominali o prawdziwym powodzie ich spotkania? Nauka połączyła tę trójkę, tworząc wraz z pozostałymi zespół, który zmieni losy świata. Nie chciała ani stawiać się za Darcy, ani za Ramseyem. Nie zauważyła, kiedy została wplątana w absurdalny konflikt, którego podstaw nikt nie raczył jej przedstawić. Sama Constance nie chciała bezczelnie i wręcz agresywny sposób wyrywać z Ramseya wspomnień. Interesował ją tylko przekaz naukowy. Chociaż gdyby miała pomyśleć, przed czym próbuje się zabezpieczyć, na myśl od razu przychodziła jej wieczór, z którego nie pamięta wiele. Jednak często dusiła ślizgoński charakter przy przyjaciołach. Nie chciała niczego zepsuć, a tym bardziej pozbawić się grupy badawczej. Ta była zdecydowanie mniej stresogenna, bo nie gonił ją czas i niezadowolony szef. Musiała nauczyć się obniżać poprzeczkę i mniej od siebie wymagać, lecz jeszcze długa droga przed nią. Bała się tego, co przyniesie spotkanie. Po pierwsze, nieznane była jej cała otoczka hipnozy, a po drugie musiała dać słowo Ramseyowi, że przypilnuje Darcy. Zastanawiała się, skąd między nimi, w obliczu nauki oczywiście, pojawił się ten brak zaufania. Nie mogła być ich ciągłym spoiwem i niczym pani przedszkolanka, szukać maluchów i godzić ich na siłę. Głos Darcy dodał Constance otuchy, poczuła ciepło na sercu, lecz jej skóra wciąż pozostawała chłodna. Słowa przyjaciółki nią wstrząsnęły. Nie rozumiała, czy znajdują się po środku jakiegoś absurdalnego przedstawienia, czy naprawdę dzieje się tu zło, które powinni zabić jeszcze w zarodku. Constance posłała Darcy ciepłe spojrzenie, ale nie mogła już dłużej wywijać się od słów wyjaśnień.
Wyprostowana jak struna związała nogi w kostkach, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie miała siły wstać, czując jak drżą jej kolana, więc z daleka przyglądała się wielu woluminom. Podczas ostatniej wizyty była tak zła i wstrząśnięta zachowaniem Ramseya, że nie przyglądała się wnętrzu. Broniła przyjaciółki, a potem dość rychle straciła pamięć. Obudziła się w szpitalu, mamrocząc, że bardzo chce wrócić do domu, do swojego parapetu z wyglądem na zimowy ogród. Wiele tytułów nie znała, były ścisłe związane z dziedzinami, którymi zajmował się Ramsey. Czuła się przytłoczona ilością przedmiotów, ale te książki działały na nią kojąco. Zaśmiała się na uwagę o służce. Mężczyźni nie potrzebowali przyzwoitek, przed ślubem mogli robić, co tylko chcieli. Aż bała się, co mogło się kryć za tymi słowami.
- Uciekłaby po godzinie z twoim paskudnym charakterem – powiedziała z uśmiechem, nawiązując oczywiście do ich ostatniego spotkania. Nie czuła bezgranicznej żądzy dowiedzenia się, dlaczego jej służka tak boi się Ramseya, ale z drugiej strony ciekawość nie wytrzyma długo.
- Darcy, czy ty chociaż raz piłaś kawę? – spytała zdezorientowana, analizując ich spotkania. Chciała przerwać nieprzyjemną linię spojrzeń między tą dwójką, czując się zdecydowanie nie na miejscu. Zawsze prosiła o herbatę, więc to pierwsze co przyszło jej do głowy, by zając Darcy. Niestety o ile myślała, że to koniec niezręczności, te miały się dopiero zacząć. Zaskoczona spojrzała na Ramseya, gdy usłyszała żądanie. To nie była prośba, to był wręcz warunek zaczęcia całego spotkania badawczego. Poczuła jak serce zaczyna szybciej bić, a suchość w ustach drażniła gardło. Nie wystarczyło słowo Constance? Nie chciała mówić swojej obietnicy głośno, więc momentalnie w jej głowie pojawiło się milion myśli.
- Przypominam, że jesteśmy tu w imieniu nauki – zaczęła cicho, ale musiała odchrząknąć, aby wypowiedzieć chociaż jedno słowo. Wtedy Ramsey powiedział o przysiędze. Constance pobladła jeszcze bardziej niż była wcześniej. Jakże miała chronić przyjaźń z Darcy, z Ramseyem, gdy w grę wchodziło tyle nie ufności?
- Podajcie sobie dłonie, zacznijmy spotkanie. Nie osłabiajmy zdolności lady Rosier dodatkowymi niesnaskami. Wszak, ona też musi się skupić – dodała, stając w obronie przyjaciółki. Sama nie bała się przysięgi wieczystej, wiedziała, że nie chce wykorzystać sytuacji. Nie pomyślała nawet, iż Darcy mogłaby i ją zahipnotyzować. Nie podobało się Constance jak aura nieufności atakowała ich sylwetki. Dała mu s ł o w o. A w rodzinach szlacheckich słowo znaczy o wiele więcej. Nie zgodziłaby się na zdradę żadnego z przyjaciół, a sytuacja wydawała się coraz bardziej napięta. Poczuła dreszcz zimna na swoich plecach, przez co zaczęła pocierać ramiona. Sięgnęła po gorącą filiżankę z kawą, ale czuła, że żadne z nich nie odpuści. Czy naprawdę przysięga wieczysta była konieczna?
- Proszę, połączyła nas nauka, pamiętajcie, że nie jesteśmy tu dla przyjemności – znów ich strofowała i powtarzała jak małym dzieciom, co jest ważne. Nie chciała narażać sobie na dodatkowy stres przysięgi wieczystej, zamartwiania się Darcy i zrozumienia ich pokręconej relacji. Dlaczego zgodziła się na udział w tym spotkaniu? Zamoczyła usta w kawie, ale ta była jeszcze ta gorąca, że nie czuła smaku.




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   12.10.16 16:40

Rosier była chyba zbyt zamknięta na cel w jakim się spotkali, żeby myśleć o niwelowaniu poziomu niezręczności, jaki pomiędzy nimi nastąpił. To spotkanie nie miało na celu miłych pogawędek. Nie powiedziałaby tego głośno, nie przy Constance, która nie mogła sobie zdawać sprawy z powagi tego konfliktu, nie znając poziomu nieprzyswojenia ostatnich rozmów pomiędzy Darcy i Ramseyem. Prawdą jednak było, że nie mogli uniknąć napięcia, jakie występowało i występować będzie, ponieważ ich spotkanie łamało wszystkie ustalenia, jakie nastąpiły pomiędzy tą dwójką. Zero kontaktu, zero zaufania, zero czegokolwiek. A mimo to, proszę, stali tu, w jednym pomieszczeniu razem, nawet pomimo, że w obecności osoby trzeciej, w ramach sesji hipnozy, która była jednym z najbardziej intymnych rodzajów magii. Rosier chyba nawet nie próbowała angażować się w rozmowę. Nie taki był powód, dla którego się tu znalazła.
Powinnam? Kawa pobudza. Pobudzanie mnie to chyba dość ryzykowne połączenie — zauważyła trzeźwo, zadowalając się herbatą, z którą powrócił Ramsey. Chwyciła ją w dłonie, cały czas stojąc. Nie zagrzewała tu sobie miejsca, jakby była cały czas gotowa jednak do opuszczenia murów tego mieszkania. Nie było to stanowisko zupełnie nieuzasadnione.
W chwilę później, słysząc komentarz Ramseya, nawet pokrzepiający wzrok Constance jej  nie pomógł.
Masz moje słowo — rzuciła od razu, ale miała słuszne podejrzenia, że tylko ono wcale mu nie starczy. Dlatego, zanim jeszcze rozwinął myśl, zdążyła odsunąć filiżankę od swoich warg, dobrze wiedząc, że to nie jedyne co chciał powiedzieć. Słysząc o przysiędze, zacisnęła palce na uszku filiżanki, powoli odkładając ją na komódkę z dziwnymi specyfikami. Oparła się o nią dłońmi, widząc, że Mulciber i tak na nią nie patrzy. Przytrzymała się drewna, czując jak jego chropowata faktura wbija jej się w skórę, pozostawiając na niej aż sine ślady. Dopiero kiedy poczuła jego glos bliżej siebie, docierający do niej lepiej, ponieważ mężczyzna stał do niej już przodem, zwróciła się również w jego stronę. Patrzyła na niego milcząco przyjmując to co mówił.
Powinien wiedzieć, ze nie powinien ją o to prosić. To zresztą nawet nie była prośba.  Darcy przymknęła na moment oczy, powstrzymując się od uniesienia się w tym momencie gniewem i emocjami takimi jak rozczarowanie i żal.
Mam to zrobić dla… nauki?Ciebie?
Wpatrywała się w jego twarz, wyzbyta z dumy, uprzedzeń i negatywnych emocji. Podeszła do niego bliżej, zatrzymując się mimo wszystko w większym dystansie niż planowała. Cały czas mając z tyłu głowy obecność Constance.
Wiesz dlaczego tu jestem.
Musiał wiedzieć. Przecież nie był głupi, ani ślepy, mógł udawać ślepca i głupca jedynie, jeśli tak było mu wygodnie. Nie pogłębiła jednak tej myśli. Zawiesiła ton, zerkając za ramię na Constance. Miała kontynuować tą kwestię, ale… chyba dobrze, że obecność lady Lestrange ją wstrzymała. Wróciła spojrzeniem do Ramseya, patrząc wprost w jego tęczówki oczu.
Wyjaśnijmy to sobie. Darcy mogła długo udawać zaangażowaną w badania, ale to nie dla badań się tu znalazła, to nie na nich jej zależało. Miała świadomość, że te są ważne dla niego. Dla Connie, ale przecież deklarując przynależność do grupy badawczej, o obecności Constance nie miała wtedy jeszcze nawet pojęcia.
To naprawdę jest konieczne?
Najgorsze jest to, że gdyby nie rodzina, prawdopodobnie bezrefleksyjnie złożyłaby tą przysięgę. Ponieważ tego od niej chciał. Przymknęła powieki, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Jaka jest treść tej przysięgi? Co chcesz nią osiągnąć?
Te badania przybierały niebezpieczną formę. Darcy nie potrafiłaby mu złożyć każdej przysięgi. Nie była już pewna, czy Ramsey wiedział, co mógł od niej wymagać. Słowa, które rzucał tak lekko, już teraz zdawały jej się hipnotyczną obietnicą czegoś niepokojącego, chociaż tak naprawdę mężczyzna jeszcze nic konkretnego nie powiedział.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Salon   17.10.16 9:58

Ramsey nie miał oporu, by kreować niezwykłą otoczkę wokół badań, czyniąc je niesamowitym postępem w świecie nauki. W ten sposób właśnie próbował przekonać do nich początkowo niechętną i sceptycznie nastawioną Constance. Prawda była jednak taka, że do samych badań podchodził cholernie egoistycznie, widząc w tym nie tylko możliwość porzucenia dotychczasowej pracy, która potwornie go nudziła, ale przede wszystkim punkt startowy do rozwoju i właściwego korzystania ze swojego daru. Odkąd wpadł na pomysł stworzenia niezwykłego lustra, które o wiele lepiej niż kryształowa kula, czy fusy pozwolą na przewidywanie pewnych zdarzeń, nie tylko wróżąc, ale dosłownie zaglądając w przyszłość, pomysły przychodziły mu same. Nie mógł się wprost doczekać, aż teoria zamieni się w praktykę, a jego wizja się urzeczywistni. To było wystarczającym powodem, aby zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Nie chciał odwlekać tego w nieskończoność licząc, że ściągnie innego jasnowidza. Zawsze istniało również prawdopodobieństwo, że lustro które stworzą nie będzie reagować na każdego w ten sam sposób, a wtedy straciłby szansę dla siebie i wszystko na co tak ciężko pracował poszłoby na marne.
Constance wyglądała źle, ale potrzebował jej tu, aby poświadczała temu, co on i Darcy sobie powiedzą. Wykorzystywał jej słabość do naukowego postępu i zmuszał do poszukiwania w sobie siły za wszelką cenę, aby mogła być w jego mieszkaniu i spełnić swoją zawodową powinność. Wiedział jeszcze jedną rzecz o niej, której ona sama nie mogła sobie uświadomić. To, co zdążył wyczytać w jej oczch, gestach, spojrzeniach i to, czego doświadczył tuż po tym gdy zemdlała było jasnym dowodem na to, czego brakowało jej w życiu. Mogła sądzić, że jedyne co go interesowało to jej wiedza i umysł, który z pewnością zagarnąłby dla siebie, gdyby miał taką możliwość. Mógł jednak dać jej coś więcej i nie zawahałby się, gdyby tylko ofiarowała mu coś, czego sam potrzebował.
— Filiżanka kawy mogłaby wybudzić serce z letargu, poczułaby w końcu, że je ma— mruknął pod nosem, nie kierując tych słów bezpośrednio w odpowiedzi do Constance, ani też w ramach złośliwego przytyku. Po prostu głośno myślał i było mu wszystko jedno, czy dotrze to, do którejkolwiek z nich.
Patrzył na Darcy, nie mrugając i stojąc w całkowitym bezruchu, przypominając tym samym ofiarę spojrzenia bazyliszka. I choć mogła sądzić, że inaczej ją postrzega w ogóle nie była dla niego straszna. Spoglądał w te niebieskie oczy, które kilka lat temu przyprawiały go o przyjemny dreszcz, wargi, których smak mógł sobie jedynie wyobrażać, wątłe ramiona, które objąłby bez większego trudu… i nie cuzł kompletnie nic. Młodzieńcze zauroczenie wypaliło się, a popiół rozdmuchał wiatr, nie pozostawiając żadnego śladu po tym, co kiedykolwiek odczuwał wobec tej młodej istoty.
— To twoja przyjaciółka, to zrozumiałe, że chcesz ją chronić, lecz nie ma przed czym — powiedział w końcu, nie odrywając spojrzenia od Rosierówny. — Traktuję to obustronną umowę pufności — dodał jeszcze zerkając w końcu na Constance, aby potwierdzić swoje niegroźne zamiary. Spotkali się tu w striccie naukowym celu, a on chciał mieć to już z głowy, choć niepokój gdzieś zalegał mu w trzewiach. — Nie obawiaj się. — Powinien te słowa kierować do Darcy, a jednak uspokajał badaczkę, obdarowując ją najbardziej spokojnym i przekonywującym spojrzeniem jakie posiadał. I gdy podszedł do lady Rosier, wyciągnął rękę w jej kierunku w zapraszającym do współpracy geście, choć lekko uniesiona brew miała w sobie coś z prowokacji. — Gdyby to nie było konieczne to bym nie zawracał nam tym głowy. — Ton głosu zniżył mu się wraz z jego siłą, gdy zwyczajnie wypowiadane słowa zmieniły się w głośny szept, który w tej ciszy mógł być doskonale słyszany. — Chcę żebyś obiecała mi, że wszystko co usłyszysz lub zobaczysz, nie będące wizją a wspomnieniem pozostanie między nami. Chcę byś przysięgła mi, że nie zdradzisz tego i nie użyjesz przeciwko mnie ani nikomu innemu. Nigdy. Chcę żebyś dała mi dożywotnią gwarancję, że to pozostanie naszym sekretem. Tylko naszym.
Zbliżył się do niej, wciąż trzymając rozchyloną dłoń zwróconą ku górze, oczekując aż poda mu swoją, godząc się na jego warunki.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   21.10.16 20:55

Rozdarcie między przyjaciółmi narastało z każdą chwilą. Constance się zastanawiała, dlaczego tu jest. Jaką miała rolę? Dość późno się zorientowała, że nie chodziło o analityczny tok myślenia, zdolności szybkiego zapamiętywania informacji czy robienia szczegółowych notatek. Jej rola nie ograniczała się też do zjednania skłóconej dwójki. Constance najzwyczajniej w świecie miała być ich przyzwoitką, aby jedno drugiego nie zraniło. Czy naprawdę tyle godzin studiowała ciężkie woluminy, żeby stać się niańką na jeden wieczór? Zmęczenie dawało się we znaki i o ile gorąca kawa rozgrzewała organizm, tak na pewno go nie pobudzała. Trzymała filiżankę w dłoniach, tępo wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Nie miała ochoty komentować bitwy, czy Darcy powinna pić kawę albo kwestionować kwestię, że jej przyjaciółka nie ma serca.
Kto w szlacheckim zgiełku nie był zepsuty? Constance wielokrotnie musiała podjąć decyzję, aby zrobić coś poniżej pasa, żeby zarzucić manipulatorskie sidła i otrzymać to, co będzie ją satysfakcjonowało. Każde środowisko miało swoją cenę, lecz nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez herbu Lancasterów. Nawet ożenek nie zmieni jej wartości . Nie była gotowa psychicznie zmienić barwy na szarłat, więc nawet cieszyła się, że nie spieszyli się ze ślubem. Może to też było ich przeznaczenie? Nie obserwowała ani Darcy ani Ramseya. Poczuła się wykorzystana do jednej roli: gwaranta. Tu nie liczyła się już nauka, przyszłość i poznanie mechanizmu połączenia wizji ze zwierciadłem. Postanowiła się wycofać, a złość rosła. Nie tego oczekiwała od spotkania grupy badawczej. Straszliwy smród niedopowiedzeń i braku zaufania rozniósł się po małym salonie. Zaskoczyło ją, że nie skaczą sobie do gardeł. Spokojnie mówili o tym, że w ramach nie dotrzymania obietnicy, jedno z nich umrze na miejscu. Nie wiedziała, kiedy zaczęła się ta tragikomedia. Oczekiwała braw, dramatycznej muzyki, wygrywanej na fortepianie stworzonym przez Remiego, lecz w mieszkaniu nadal unosiły się tylko ich głosy. Tak bliskie sercu, a jednak obce. Słowa odbijały się od niej jak fale od brzegu. Czy właśnie taka była cena nauki? Trzymając filiżankę w dłoniach, wstała chwiejnym krokiem z kanapy. Podeszła do okna, wpatrując się w topniejący na ulicach śnieg. Słuchała słów przysięgi odwrócona tyłem, zastanawiając się, czy Darcy się zgodzi. Nie brzmiały groźnie, jednak czy właśnie o to chodziło w nauce? Odstawiła filiżankę na parapet, uchylając na chwilę okno. Zrobiło się za duszno, lecz nie wiedziała, czy to niezręczna atmosfera czy choroba powoduje takie odczucie.
- Mam być waszym gwarantem? – spytała obojętnie, mając okrutne wrażenie, że jak tylko zwiąże dłonie Darcy i Ramseya magicznym zaklęciem, to będzie mogła wejść do kominka i jej rola podczas tego spotkania się skończy. Odcinała emocje, które mogły się pojawić na twarzy, lecz bezpieczniej zawsze było stać tyłem i wpatrywać się w pierwsze oznaki wiosny.




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   03.11.16 12:11

Darcy czekała aż Ramsey uspokoi Constance. Wzrok zwrócony miała na jedno z okien, szukając własnego spokoju poza szybą. Trudno powiedzieć, żeby tam go odnalazła. Spróbowała odciąć się od dyskusji toczonej w pomieszczeniu. W nim atmosfera była już tak ciężka, że nie potrzeba było jeszcze bardziej zagęszczać powietrza. Darcy miała dziwne wrażenie, że gdyby skupiała się teraz na słowach Ramseya kierowanych do lady Lestrange, jej własne opanowanie mogłoby zostać zaburzone. Ludzie za oknem wydawali się spokojni. Przemieszczali się wzdłuż ulicy nieświadomi tematu rozmowy, jaka rozgrywała się tylko jedno piętro nad nimi. Rosier chciałaby zaabsorbować od nich ten spokój. Jedynie spoglądanie w ich kierunku nie pomagało w tym. Próbowała emocjami znaleźć się gdzieś bliżej tamtych ludzi, ale dźwięk wyginających się pod ciężarem Mulcibera desek sprowadził ją do ich, znacznie mniej przychylnej jej, rzeczywistości. Powoli zza okna przeniosła wzrok na mężczyznę przed sobą. Jasne tęczówki od razu odnalazły jego spojrzenie, jakby dokładnie wiedziała, w którym punkcie ono będzie na nią czekać. Bezlitosne, bezkompromisowe, w oczekiwaniu na jej zgodę. Tak po prostu… prawda? Kiedy stała mu się tak bardzo obojętna? Znała odpowiedź. Szkoda…
Rękę przygotowaną miał już do złożenia przysięgi. Nie oderwała od niego spojrzenia, żeby to sprawdzić. Chciał gwarancji… powinna to zrozumieć. Na jego miejscu też musiałaby ją otrzymać. Mimo to, świadomość kogo i co stawiał w hierarchii ponad kim, sprawiała jej zawód, którym z nikim nie powinna się dzielić. Prowokująca nuta w jego spojrzeniu, chociaż bardzo jej znana i bliska, powinna być dla niej zachętą i wyzwaniem, a okazywała się dla niej zwykłym narzędziem, którym on chciał dopiąć swego. Odpowiedziałaby mu. Spojrzeniem, gestem, słowem, ale ciszę przerwał ton Constance. Kontrolnie zerknęła w jej kierunku. Kobieta odwrócona tyłem do nich nie wydawała się zadowolona. Darcy chciałaby ją pocieszyć. Powiedzieć, że nie tylko ona może się poczuć wykorzystana. Wesprzeć ją i wyrazić wspólną niechęć do tej sytuacji. Sama nie spodziewałaby się takiego obrotu spraw, ale takim nie była wcale zdziwiona. Constance znając Ramseya też nie powinna być.
Tak, bądź gwarantem — rzuciła w końcu, z wyciągnięciem ręki do Ramseya czekając na Constance. Dopiero kiedy lady Lestrange znalazła się blisko nich, gotowa do złożenia zaklęcia wiążącego ich w Wieczystej Przysiędze, Darcy objęła rękę Ramseya. Bez słów, po których mógłby poznać, co naprawdę o tym myślała. Dlatego nie odezwała się w tej kwestii wcale. Znali się zbyt dobrze, zbyt długo, żeby mógł jej nie odczytać. Nawet pomimo faktu, że ich znajomość ostatnio przeszła gwałtowną zmianę.
Wszystko co usłyszę lub zobaczę, nie będące wizją a wspomnieniem pozostanie między nami. Nie zdradzę tego i nie użyję przeciwko tobie ani nikomu innemu. Pozostanie to naszym sekretem.
Powtórzyła dokładnie to, co jej powiedział, nie dodając ani nie ujmując żadnego słowa. Chociaż mogłaby mu przypomnieć, że nie było już ich, żeby istniał pomiędzy nimi jakiś sekret, nie zrobiła tego. Wpatrywała się w jego twarz podczas niewerbalnie rzucanego zaklęcia. Dopiero kiedy świetlista mgiełka otoczyła ich dłonie, przypieczętowując zakończone zaklęcie, cofnęła rękę, od razu wracając na swoje miejsce.
Hipnozę zaczniemy jakąkolwiek wizją, jeśli chcesz, żeby przeszła sprawniej, bez ingerowania w przypadkowe wspomnienia, podaj zbliżoną datę jednej z nich. Nie będę szukać niczego ponad to.
Słowa kierowała obojętnie, bo dla niego nie miały żadnego znaczenia, póki miał jej bezwzględne przyrzeczenie. Przygotowała sobie stanowisko przy fotelu, chociaż tak po prawdzie, wystarczyło, że zajęła miejsce, czekając aż Ramsey usadowi się na poduszkach na sofie obok niej. Filiżankę z herbatą odstawiła na stolik, teraz oczekując już tylko sygnału od Mulcibera.
Powiedz jak będziesz gotowy.
W jego przypadku nie było sensu pomagać mu się zrelaksować, przedstawiać mu przebiegu hipnozy. Jemu, żeby był spokojny, potrzebna była przysięga. Czy jesteś już spokojny, Ramsey?




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Salon   04.11.16 22:30

Obecność drugiego jasnowidza krzyżowała mu plany. Do tej pory był przekonany, że coś ulegnie jednak zmianie i to Cassandra będzie na jego miejscu poświęcać się, powracając myślami do koszmarnych wizji, ale jej cena była wysoka, a on nie chciał tracić czasu. Musiał zmierzyć się z wyzwaniem, lecz był pewien, że podoła. Wystarczyło znaleźć odpowiedni element, który utrwali niestabilne fundamenty i pozwoli mu na zachowanie spokoju.
Wykorzystał Constance i teraz w żaden sposób nie mógł tego ukryć. Potrzebował gwaranta, który potwierdziłby złożenie wieczystej przysięgi, a gdyby był szczery z lady Lestrange nigdy by nie przystała na jego plany. Przyjaźniły się, więc musiał postawić wszystko na jedną kartę. Starał się rozegrać wszystko we właściwy sposób, by ostatecznie osiągnąć sukces i dopiąć swego, niezależnie od kosztów. Jej obecność jednak była tutaj znacząca nie tylko z tego powodu. Dawała mu pewność, że jeśli Darcy spróbuje zrobić coś wbrew jego woli i wymaże mu pamięć to Constance nie uda się tego ukryć. Zostanie świadkiem, którego zmusi do wyznania prawdy. Musiała też trwać w pogotowiu i spisywać wszystkie obserwacje. Co jeśli powrót do wizji lub grzebanie w jego umyśle sprowokowałoby kolejną? Nie byłby to pewien przełom w ich badaniach; może wstęp do kolejnych? Powinna mieć wszystkie fiolki z esencjami jego wspomnień, wizji, które posłużą przy produkcji lustra i łączeniu go z umysłem jasnowidza. W kwestii badań ufał jej całkowicie, bo wiedział, że nikt nie poświęci się tak nauce i nowym odkryciom jak ona, wiernie stając na czele grupy badaczy. Uzupełniała wiedzę Mulcibera, choć nie dawał po sobie poznać, że mógłby w ogóle posiadać jakiekolwiek braki i była nieodłącznym elementem każdego etapu. Dlatego liczył, że mimo wszystko, będzie trwać z nimi do końca i zrozumie istotność swojej roli.
Nie powiedział nic, nie spuszczając z Darcy bacznego spojrzenia. Podobno psychopaci mrugają rzadziej, ponieważ skanują rozmówcę w poszukiwaniu emitowanych sygnałów emocjonalnych. Obserwował młodą Rosierównę, próbując wychwycić jej nastrój i nastawienie, nim podejmie ostateczną decyzję. Krzywda była ostatnią rzeczą, jakiej by się wobec niej dopuścił. Pomimo oszczędności uczuć jakimi ją obdarzał nie starał się działać na jej niekorzyść z szacunku do jej brata i całej rodziny, a pewnie gdyby był w stanie się do tego przyznać to również przez wzgląd na dawne czasy. Potrzebował jednak gwarancji i zabezpieczenia, że materiał, który dostarczy do własnych badań będzie dotyczył tylko tego, czego potrzebują, a wszystko inne zostanie zachowane w tajemnicy. Zbyt wiele miał do ukrycia, by odpuścić sobie ten podły etap. Skrabnica wiedzy dotyczyła wielu innych osób poza nim, a nie chciał ryzykować rozpowszechnieniem się informacji.
Uścisnęła jego dłoń, a zaklęcie związało ich na dobre. Wielkie, jasne oczy Darcy skupiały całą jego uwagę. Widział w nich jakiś zawód związany ze swoim żądaniem, ale to wymagało poświęcenia — nie mógł niczego żałować. Zacisnął palce na jej skórze i w chwili, gdy magiczna nić oplotła ich dłonie poczuł spokój. Poczuł ulgę.
Pozostanie naszym sekretem. Do końca naszych dni.
Milczał, bo żadne słowa nie mogły poprawić samopoczucia dwóch dam. A może właśnie na to czekały i mimo wszystko zignorował sugestywne napięcie, jakie pojawiło się między nimi. Usiadł na sofie, blisko Darcy, nabrawszy powietrza w płuca, czując się bardziej gotowy do tego niż kiedykolwiek.
— Możemy zaczynać — rzucił w końcu, spoglądając na Constance. Chciał by zwróciła na niego uwagę, by w wyrazie jego twarzy zrozumiała istotność tego wszystkiego i odszukała sens w powierzonym jej zadaniu. Nie wszystko mogło iść gładko i bezboleśnie; wiele rzeczy wymagało zaangażowania, którego od nich wymagał — właściwie niewiele dając w zamian.
Zerknął jeszcze asekuracyjnie na Rosierównę nim poprawił się w siedzisku, dłońmi przeciągnął po udach, rozprostowując materiał spodni i przymknął oczy, oddychając głęboko. Chciał pozostać skupiony, by zachować świadomość obecności Darcy między regałami swojej pamięci, ale jednocześnie powinien się rozluźnić i odprężyć, by nie utrudniać i ułatwić jej drogę do tych wspomnień, które wcale nie były trudno dostępne. Wystukał na kolanach znany sobie rytm i zgodnie z nim kontrolował swój oddech, nim nie zaczęła się właściwa część, w której... będzie poza kontrolą.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Pokątna 3/6-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17