Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wejście do rezerwatu   03.04.16 14:28

First topic message reminder :

Wejście do rezerwatu

Otwarty rezerwat jednorożców należący do rodu Parkinson. Znajduje się on w jednym z największych lasów w Anglii - Forst of Dean. Pracują tam młode, niezamężne kobiety, a odwiedzającym, przy odrobinie szczęścia, być może uda się dostrzec te piękne, magiczne stworzenia. Przez las idzie się wąskimi ścieżkami, ale na tyle oznaczonymi, że nie można się zgubić. Pomimo dostępności dla osób z zewnątrz - poruszanie się odbywa się określonymi ścieżkami, z których zboczenie jest surowo zakazane. Zwiedzanie innymi szlakami może odbywać się tylko i wyłącznie w asyście pracowników rezerwatu lub członków rodu Parkinson. Wytrwałym bywalcom tegoż rezerwatu częściej uda się zobaczyć młode jednorożce, które są bardziej ufne i ciekawskie, oraz z chęcią podchodzą nawet do chłopców, tolerując obecność mężczyzn. Obcowanie z dorosłymi jednorożcami jest niemalże niemożliwe, chyba że wyczują one obecność kobiety nieskazitelnie czystej, której pozwolą na bliższe podejście.
Nie należy zapominać, że są to zwierzęta groźne, oznaczone przez Ministerstwo znakiem XXXX, co oznacza, że wymagają specjalnej wiedzy na ich temat, aby móc się nimi zajmować. Denerwowanie zwierząt, płoszenie lub próba wykorzystania ich na własny użytek może skończyć się źle, nie tyle dla zwierzęcia, ile dla samego czarodzieja. Las jest bowiem pilnie strzeżony, a próba skrzywdzenia zwierząt jest karana.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 05.03.17 22:42, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   07.08.17 14:35

To była kurwa gruba impreza.
Pamiętam tylko, że balowałem od zmierzchu to prawie świtu - prawie. Alkohol wybitnie nie wchodził w łeb, świat wcale nie wirował, a kelnerki nie wydawały się być piękniejsze od redemptora czy jak się nazywa to czarne coś czym straszą dzieci oraz przestępców. Miałem nadzieję się znieczulić przed wejściem w nowy miesiąc, który wymagałby ode mnie kolejnej nieprzerwanej niczym pracy, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Nokturn nie jest łatwym miejscem zamieszkania, ale nie narzekam. Prawie nigdy. Znacznie od narzekania wolę działanie, na przykład mordobicie kiedy ktoś zabiera moją własność. Tak też było tamtego wieczoru, pamiętam go przecież. Zamachnąłem się ręką na jednego konusa, ten jednak uskoczył, a moja dłoń napotkała puste powietrze. Zachwiałem się przytrzymując drewnianej lady. Wyprostowałem się, a kiedy zamierzałem podnieść go za fraki, po pomieszczeniu przetoczył się niecodzienny hałas. Uniosłem głowę nasłuchując skąd może się wydobywać - i kiedy wszyscy zdążyli uciec, ja nadal myślałem. Spojrzałem pod nogi szarpane impulsami, kątem oczu widziałem trzęsące się ściany, coś ścisnęło mi żołądek tak mocno, że wyrzygałem whisky na popękane drewno. I nagle kolejne szarpnięcie, ból głowy.
Ciemność.
A światło jakie wdziera się teraz przez lekko uchylone oczy mnie drażni, nawet jeśli bliżej mu do szarugi niż majowego słońca. Ból nieprzyjemnie rozdziera ciało, suchość w ustach oraz gardle jest nie do zniesienia. Charczę marząc o tym, żeby znów się napić, pęka mi łeb.
Nienawidzę kurwa mieć kaca.
Dawno się tak nie sponiewierałem. I nawet tego nie pamiętam. Przed oczami stają mi urywki z ostatniej nocy - jednak przecież byłem całkiem trzeźwy. Odór alkoholu pozostawiony na niezbyt czystych ubraniach przeczy moim myślom, ale nie daję mu wiary. Moim zdaniem to tylko santamorgana czy coś tam takiego. Sięgam szybko do wewnętrznej kieszeni kurtki, dotyk drewna w palcach trochę mnie uspokaja, ale z drugiej strony poradziłbym sobie i bez niego. Nic mi praktycznie nie jest - stwierdzam to kiedy dźwigam się do pozycji siedzącej. Trochę siniaków, zadrapań i obtłuczeń. Wzruszam ramionami dziwiąc się temu gruzowisku. Wstaję oraz otrzepuję ubrania z pyłu. Rozglądam się i kurwa nie widzę nigdzie kelnerek. Nawet budynku nie widzę. Tylko jakiś pieprzony las. W lesie na pewno nie ma alkoholu. Kurwa, przecież dalej mnie suszy.
I wtedy widzę leżącą kobietę. Nie mogę sobie przypomnieć, żebyśmy byli na tej samej imprezie. Biegaliśmy nago między drzewami czy co?
- Hej, paniusiu, żyjesz? - drę się jak opętany, żeby na pewno mnie usłyszała, kopię ją też w nogę, co by ją ocucić. Nie wygląda dobrze z krwią na mordzie. Może właśnie spożywała tego konia co ma jeden róg na czole? To by wiele wyjaśniało. Pytanie tylko czy jest ogólnym krwiopijcą, czy może ma jednak jakieś upodobania, do których nie należę. Wolałbym nie musieć się z nią bić, ale jeśli zajdzie taka potrzeba…

414/514, -10




no one cares

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   08.08.17 22:32

Przysnęła w domowej bibliotece. Starała się zająć myśli jak tylko mogła. Czuła się źle. Myślała o odsieczach - o tym, czego zdołała się dowiedzieć od innych Zakonników, o tym że nie wszyscy wrócili. Myślała o tym, że powinna była tam być i pomagać, myślała o tym, że wciąż jest słaba - za słaba, nie ważne ilu zaklęć by się nie nauczyła. Musiała się uczyć. Więcej. Szczególnie Zaklęć i Obrony Przed Czarną Magią. I to właśnie robiła, kiedy nie zajmowała się kliniką, lub nie ślęczała nad językami - zaczynała opracowywać plan podręcznika dotyczącego języka trollińskiego, póki co jednak działo się zbyt wiele, by mogła się na tym skupić i owe plany musiały zaczekać.
Musiała przysnąć. Często budząc się czuła ten charakterystyczny zapach papieru, miała nawyk zasypiania nad książkami, podręcznikami czy pismami popularnonaukowymi, w niezbyt wygodnej pozycji, na siedząco, oparta o biurko czy rozłożona na fotelu.
Tym razem nie miała jednak czasu bardziej się nad tym zastanawiać. Obudził ją trzask. Uniosła się gwałtownie wybita ze snu, odrobinę rozkojarzona, by patrzeć jak szkło z okien które dopiero co popękało, skruszyło się, leci w jej kierunku. Nie mając czasu nawet, by sięgać po różdżkę, zakryła jedynie twarz dłońmi w obronnym geście i zamknęła mocno oczy, by po chwili poczuć silne otarcia, cięcia, uderzenia okruchów o ciało, które niszczyły jej ubranie i szarpały skórę.
Kiedy tylko szkło opadło, złapała mocno za różdżkę, gotowa bronić się przed nieznanym intruzem, ktokolwiek spowodował całe to zamieszanie, nikogo jednak dookoła nie było, a jej zranienia zaczęły krwawić, wręcz tryskać krwią zadziwiająco mocno. Nie bez lęku patrzyła na to, nie mogąc nic zrobić, nie mogąc walczyć z przeciwnikiem, którego nie ma, którym wydaje się być jakaś dziwna energia, jakby sama magia.
Zaraz własna krew chlusnęła jej w twarz.
Oszołomiona i rozedrgana zacisnęła znów oczy, leżała na trawie. Drgnęła lekko, czując kopnięcie i uniosła się nieznacznie, od razu ocierając twarz - a przede wszystkim oczy - z krwi. Wszystko ją bolało. Spojrzała też na człowieka, który się do niej odezwał. Jakkolwiek nie wydawał się szczególnie przyjemny, raczej nie był także agresorem.
- Co tu się dzieje?
Spytała zaraz, podnosząc się powoli. Lewa noga znów się poobijała, przypominając tym samym o kontuzji z czasów szkolnych po której już chyba zawsze będzie słabsza od drugiej. Starała się więc nie stawać na niej zbyt mocno.
Dopiero po chwili dostrzegła także gruzowisko. I... rozglądając się uważnie, zaczęła poznawać to miejsce. Była tu nie raz, głównie w związku z pracą.
- To Gloucestershire?
Uniosła spojrzenie na nieznajomego mężczyznę, niewątpliwie z niemałą domieszką krwi olbrzymów w nadziei, że wie on cokolwiek więcej, choć odsuwając się nieznacznie. Nadal był obcym człowiekiem i, choć na to nie wyglądało, nie mogła mieć pewności, że nie jest zamieszany w to, co się wydarzyło.
Ktoś napadł na posiadłość? Co z pozostałymi?


125/205




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   23.08.17 13:21

Pić. Cholernie chce mi się pić. I jeszcze na dodatek mam na głowię jakąś kobietę. W ogóle jej nie kojarzę. Co jeśli ubzdurała sobie, że od dzisiaj jestem jej chłopakiem? Zgroza. Szybko żałuję jakże pozbawionej sensu decyzji o cuceniu jej kopnięciem i krzykiem. Mogłem szybko spierdolić i udawać, że nigdy mnie tu nie było. Tylko nie mam pojęcia gdzie tak naprawdę jestem. Dokąd miałbym pobiec? Wszędzie las i las. Teleportacja? Macam się po kurtce w poszukiwaniu różdżki - jest, za pazuchą. Oddycham z ulgą. Może jednak uda się uciec z tego piekła.
Niby spodziewałem się, że kobieta żyje, ale aż się tak wystraszyłem jak zadała pytanie. I spojrzała na mnie tymi swoimi zielonymi oczami. Dziwna sprawa, nie lubię rudych, po kiego grzyba ją podrywałem? Patrzę więc na nią mocno niezadowolony, prawie zapominając o treści tego absurdalnego pytania. Czyli imprezowaliśmy razem i urwał nam się film. Pięknie.
- A bo ja wiem? - odpowiadam wzruszając ramionami. - Chyba popiliśmy za dużo - dodaję, przez chwilę rozglądając się dookoła. Czyżbym słyszał gdzieś niedaleko szelest? Nie, to chyba mój skacowany łeb podsuwa mi jakieś chore wizje. Nie ma się czego bać, wszystko jest w porządalu.
Chowam ręce w kieszeni, nawet nie starając się kobiecie pomóc. Wygląda okropnie i przerażająco. Nie żebym bał się byle chuchra, ale jednak jak zna dobrze magię, to mogę mocno oberwać. Nie lubię obrywać, zwłaszcza od bab. Może powinienem zawczasu ją znokautować? Sam nie wiem.
- Glo co? - pytam bez zrozumienia, już trochę rozdrażniony. - Nie obrażaj mnie paniusiu, bo w ryło dostaniesz! - rzucam ostrzegawczo. Bo ja nie wiem co ona do mnie mówi. Może mnie brzydko nazywa? A ja mam swój honor, nie dam go splamić jakiemuś rudowłosemu konusowi! Ach, gdybym miał lepszą pamięć, bez wątpienia przypomniałby mi się mój dobry przyjaciel z lat młodości FLUWIUSZ.
- Jesteśmy w jakimś lesie. Poznajesz go? - burczę niechętnie, bo może jednak coś jej się przypomni i wrócimy razem na tamtą imprezę, z której nas tu przywiało. Ja tam nie znam się na drzewach. - Zachowałaś trochę bimbru albo whiskacza? Suszy mnie jak cholera - dodaję w nadziei, że wyjmie coś zza pazuchy, chociażby mizerną piersiówkę. Oddałbym życie za alkohol! Chociaż odrobinkę, odrobinieńkę. Kilka kropelek zaledwie. - A w ogóle to jesteś upierdolona od krwi - mówię, bo jestem żętelamenem, więc powinna o tym wiedzieć. Baby lubią jak się je ostrzega przed brudem.




no one cares

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   29.10.17 16:40

Drżała. Było zimno, ona była cała we krwi. Własnej krwi. Czuła się słaba. A ten człowiek ewidentnie mówił od rzeczy. No chyba że często budził się przy jakichś gruzach w towarzystwie zakrwawionych kobiet. To z resztą nie jej sprawa. Zacisnęła mocniej dłoń na różdżce.
- Słucham?
Nie. Spojrzała na niego. To był wyjątkowo zły moment na żarty. Co tu się w ogóle działo? Czy ta magia, energia, cokolwiek zaatakowała kogoś więcej w domu? Nie mogła przestać myśleć o dzieciach, jeśli ją szkło poraniło i osłabiło do tego stopnia: im mogło sprawić o wiele większą krzywdę.
Podniosła się w końcu i spojrzała na swojego towarzysza. Nie cofała się, mocno trzymała różdżkę by w razie czego móc się bronić. Raczej nie był agresorem, jednak nie zachowywał się też przyjaźnie, a już na pewno nie zachowywał się do końca... normalnie.
- W Gloucestershire znajduje się rezerwat jednorożców. - odpowiedziała mu, odnajdując w sobie zagrzebany gdzieś głęboko pokład cierpliwości. Zachowywała się trochę jakby podchodziła do rozjuszonego, spłoszonego zwierzęcia. Może było trochę podobnie. Nie okazywała lęku, choć wiedziała że gdyby dostała w ryło tą łapą, na pewno nie skończyłoby się to dla niej dobrze. - Nie jestem pewna.
Dodała, nadal się rozglądając. Tak na prawdę rezerwaty są w gruncie rzeczy podobne, szczególnie nocą, szczególnie dla zszokowanego człowieka. Nie sądziła jednak by mogła mocno polegać na swoim nowym znajomym, który najwidoczniej nadal sądzi, że zachlali wspólnie noc. W innej sytuacji niewątpliwie by ją to nieźle rozbawiło.
- Ale jeśli tak, jesteśmy prawie pod samą Walią. - nie była pewna czy jej towarzysz wie w ogóle czym jest Walia i nie bardzo ją to obchodziło. Była przerażona tym, jaka siła wyniosła ją tak daleko. Przetarła znowu twarz, zapewne jeszcze bardziej rozcierając na niej krew. Skaleczenia piekły, nadal krwawiły, choć już nieznacznie. Drżała coraz mocniej, noc była zimna, w dodatku zaczynało padać.
- Ale chyba wiem gdzie może być jakaś wioska. Ty znajdziesz w niej pub, ja kominek. - dodała. - Nie, nie mam żadnego alkoholu.
Dodała, nie zamierzając zawracać sobie głowy objaśnianiem swojemu drogiemu towarzyszowi, że wcale nie piła z nim tej nocy. Ciekawe swoją drogą, jak on to sobie wyobrażał. Jak wyobrażał sobie, co sprawiło że są w tej chwili w obecnym stanie i w tym miejscu.
- Jak widzę, spostrzegawczość jest jedną z wielu pańskich zalet. - westchnęła jedynie. Może trochę rozbawiona, choć zapewne w innej sytuacji bawiłaby się znacznie lepiej. Może, gdyby nie była przerażona tym, co wydarzyło się w jej własnym domu. - Chodźmy, jednorożców lepiej nie denerwować.
Dodała zaraz, wycofując się od wejścia i błagając w duchu, by to było miejsce o jakim myślała, by wioska była w miarę blisko. Nie chciała ryzykować teleportacji w takim stanie.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   29.10.17 22:10

Może rzeczywiście robi się trochę zimno, ale nie zwracam na to uwagi, bo mam gorącą krew. Wiadomo, jestem niesamowitym ciachem i w ogóle. Tylko suszy mnie piekielnie, więc się rozglądam za jakimś źródłem alkoholu, ale w lesie to chyba nie mają zbytnio wyboru napitków. Dlatego mam naburmuszoną twarz i w ogóle nie jestem zadowolony, że wylądowałem na zadupiu z laską, która widocznie była fajna po pijaku, ale na trzeźwo to straszna zrzęda. Nie, żeby miała mordę upierdoloną od krwi i pewnie się wychładzała. I na pewno ma kaca giganta tak jak ja, powinienem zatem być bardziej wyrozumiały.
Jeszcze ogłuchła na dodatek, fatalnie. Kręcę głową z dezafrowateną.
- Mówię, że popiliśmy za dużo! - drę się więc i podchodzę do niej, żeby mnie lepiej słyszała. Nie wiem dlaczego, może coś jej wpadło do uszu, nie wiem. Nieważne. Mam teraz inne problemy. To znaczy, wciąż te same, ale nie dotyczą one głuchoty rudowłosej laluni. Która mówi do mnie w jakimś dziwnym języku. No tak, te zwierzęta co mają jeden róg, ha. Zajebisty jestem. I one tutaj tak sobie łażą? Nie nudzą się wśród tych drzew niepojętych? Wzruszam ramionami, bo co im kurwa życie będę układał. Niech sobie nawet chodzą po Nokturnie, mi to wsio ryba.
Obracam się dookoła własnej osi, przemierzam parę kroków to tu, to tam, w poszukiwaniu cywilizacji. I przede wszystkim dobrego baru. Walia działa na mnie tak trochę ochoczo nawet, dlatego obracam się w kierunku kobiety i macham jej zalotnie brwiami. I uśmiecham się naturalnie po żętelameńsku co nie.
- To znaczy, że będziemy się Walić? - dopytuję, bo może jej jednak o coś innego chodzi. Nie wiem jak ona chce z tym brudnym ryjem, to trochę nawet niesmaczne, ale jestem w stanie zamknąć oczy nawet. To znaczy, nie jestem trochę na siłach, bo mnie suszy, ale dobra. Poświęcę się dla dobra sprawy. Dam radę.
Zaczyna padać, to trochę słabo. Zadzieram głowę patrząc na spadające mi na mordę krople deszczu. Przecieram łapą twarz - to zdecydowanie utrudnia nam plany, jednak nie zamierzam z nich rezygnować. Dla chcącego nic trudnego. Tu trochę drzewka, tam jakiś krzaczek…
- Szkoda, byłoby przyjemniej - odpowiadam odnośnie alkoholu. Wzruszam ramionami, idąc za kobietą. To zrezygnowała? Och, tym bardziej mi przykro. - No pewka, mam też wiele innych. Na przykład mam super muły. Chcesz dotknąć? - zagaduję filtralsko, puszczam oczko i w ogóle. Oglądam się podczas wędrówki za siebie czy przypadkiem te całe jednorożce na nas nie dybią, ale na razie ich nie widzę. To dobrze. - A, ten, jak masz na imię? Bo ja jestem Oli - dodaję, bo się głupek nie przedstawiłem. - Pewnie mi mówiłaś na wczorajszej popijawie, ale sorry, zapomniałem - przyznaję się, chociaż baby to nie lubią jak się tego zapomina. No cóż. Skoro wygląda, że Walenia nie będzie, to nic nie stracę więcej.




no one cares

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   30.10.17 13:01

Patrzyła na półolbrzyma przez kilka chwil. Nie miała pojęcia, co się wydarzyło ani dlaczego on podejrzewa ją o udział w imprezie w której nawet buntowniczo nastawiona i wybitnie frywolna szlachcianka ewidentnie nigdy nie wzięłaby udziału. Choć sposób komunikowania się rozmówcy w pewien sposób ją urzekał sposobem jakim urzekają ją duże, groźne, instynktowne zwierzęta. Możliwe, że nawet emocjonalnie był na podobnym poziomie. Nie wytrącała go więc z błędu, nie chcąc za mocno mieszać mu w głowie i nie odnajdując większego sensu w wyjaśnianiu mu czegokolwiek.
Do czasu, kiedy nie zwrócił się do niej ponownie. Minęła doprawdy niemała chwila, nim Julia zrozumiała, co dokładnie ma na myśli Oli i, że na pewno nie pyta o to że będą się bić. Dwie, dość wąskie, rude brwi uniosły się ku górze w wyrazie lekkiego niedowierzania. Zaraz jednak pokręciła głową. Po prostu.
- To znaczy, że jesteśmy bardzo daleko od... gdziekolwiek byłeś, mnie wyrzuciło aż z Dorset. - odetchnęła lekko zniecierpliwiona, bo po chwili dotarło do niej, że jej towarzysz ma ją za jakąś panienkę z przydrożnego baru. Przetarła ponownie zakrwawioną twarz. - Nie piłam z tobą, chwilę temu byłam w swoim pokoju. Daleko stąd.
Podkreśliła, bo zaczynała wątpić czy jej rozmówca wie, że istnieje jakiś świat poza Londynem. O ile był z Londynu oczywiście.
Ruszyła w końcu w stronę która wydawała jej się bardziej znajoma. Szła na tyle szybko na ile była w stanie w pantoflach jakie nosiła po domu, przytrzymując poniszczoną suknię by jej nie przeszkadzała i lekko utykając na tę cholerną lewą nogę. Liczyła, że znajdzie się w domu, nim zrobi się gorzej - bo nie wątpiła, że na lepiej nie ma większych nadziei.
- Myślę, że dam radę się oprzeć.
Odetchnęła, niedowierzając w to, co widzi i słyszy. Trochę nawet żałowała, że pierwszy raz ma do czynienia z kimś takim. Ta rozmowa mogłaby być całkiem zabawna, całkiem ciekawa, sama postać z jaką miała do czynienia niewątpliwie w innych okolicznościach całkiem by ją zainteresowała. Jak chyba wszystko, co nie na miejscu, co nie przystoi.
- Julia. - przedstawiła się jako, że już zdążyła wspomnieć, że z nim nie piła, uznała że może nie kontynuować tej kwestii. - Byłeś w okolicach Londynu?
Spytała jeszcze. Starała się zrozumieć, co się dzieje, choć wiedziała że raczej nędzne ma na to szanse. Chyba po prostu potrzebowała odciągnąć swoją uwagę od tego, jak koszmarnie się czuje.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   12.11.17 0:11

Nie znam się na tych wszystkich arystoklatach, to są stworzenia gorsze niż szczury. Uważają się za lepszych i w ogóle, a pewnie nie przetrwaliby ani jednego dnia bez służby i złotych talerzy. Mięczaki. Zwykle ich jednak poznaję po wypindrzonym wyglądzie, ale sorry maleńka, nie wyglądasz ani odrobinę szlachecko. Jesteś poczochrana, upierdolona od krwi i w ogóle w nienajlepszej kondycji. Ja też zbytnio dobrze się nie prezentuję, ale trochę wody i znów wyglądałbym seksownie jak zawsze. Nie ma tu jednak żadnej studni, deszcz też jakoś szczególnie z nieba się nie leje. Może muszę być po prostu cierpliwy, aż wreszcie paskudna pogoda zrobi swoje - czyli podkreśli moje atuty. Szczególnie super muły, mokre są o niebo lepsze od zwykłych. Tak mi przynajmniej większość lasek mówi.
Bardzo daleko. O kurwa, to naprawdę gruba impreza musiała być. Ja myślałem, że po prostu do innej dzielnicy się przenieśliśmy. A tu taki klops. Chociaż nie wiem też ile to daleko, a także gdzie jest Dorset. To też może być jakaś dzielnica.
- Ale dalej jesteśmy w Londynie co nie? - dopytuję, bo dalej ni chuja nie rozumiem o czym ona do mnie mówi. Rzuca jakimiś dziwnymi, niezrozumiałymi nazwami, zupełnie bez sensu. Czy ja wyglądam jak kurwa grobus? Albo nie wiem, to papierowe coś ze szklakami itd.? Ech, nie wiem, widocznie zbyt wielkiego kaca ma ta paniusia i gada od rzeczy. Mi też się czasem zdarza, dlatego staram się być nade wszystko wyrozumiały.
Szkoda jednak, że nie jest zainteresowana przyjemniejszym spędzaniem czasu ze mną. Może czuje się niewyjściowa albo coś - no trudno, poczekam. Może spotkamy się w innych okolicznościach i wtedy będzie w lepszym nastroju.
- Jak to? To jak się tu znaleźliśmy razem? - zadaję kolejne pytanie, coraz mniej rozumiejąc z tego wszystkiego. Spacer też nie otrzeźwia mojego zadziwionego umysłu.
- Żałuj - stwierdzam jedynie wzruszając ramionami. Szkoda. Jest wszak co podziwiać. Na pewno opadłaby jej kopara na widok moich wspaniałych mięśni, ale nie zamierzam się narzucać. Dalej mnie suszy, a im szybciej dotrzemy do ludzi, tym prędzej wrócimy do domu. - Ładne imię - rzucam i kiwam głową z uznaniem. - No tak. A ty? - Kolejne pytanie. Trochę dużo ich zadaję. Wciskam ręce w kieszenie, w tym samym czasie mijamy kolejne drzewa i krzewy.




no one cares

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   18.11.17 0:40

- Nie.
Julia zacisnęła na moment palce u nasady nosa, przymykając przy tym oczy. Nie wiedziała ile powinna wyjaśniać, ostatecznie sama nie rozumiała za wiele, jednak jej towarzysz zdawał się być wybitnie rozkojarzony. Tak czy inaczej szli obok siebie, dla niej było to zdecydowanie trudniejsze, poniszczoną suknię trudniej było podtrzymywać, czasem luźniejszy płat materiału kręcił jej się pod nogi, a lewa już i tak obolała, źle reagowała na dodatkowe bardziej gwałtowne ruchy.
- Nie mam pojęcia, jak. Coś nas musiało teleportować. - trochę ją to uspokajało. Skoro jej towarzysz był w Londynie, najwidoczniej i jego coś wyrzuciło. Cokolwiek to była, skądkolwiek płynęła ta siła nie była więc czymś wymierzonym stricte w nią, lub jej rodzinę. Sądząc po jej towarzyszu, mogło być wręcz przypadkowe - mogła więc mieć większą nadzieję że w domu wszystko jest w porządku. Oczywiście nie miała co do tego pewności, jednak zawsze była to pozytywna myśl w tym bagnie. Całkiem sensowna i pozytywna.
Skinęła lekko głową na pochwałę imiona, zadowolona jak zawsze, że nie podała prawdziwego. Właściwie z automatu już mówiła Julia, bez większego namysłu - przez ponad dwadzieścia lat życia z resztą trudno nie wyrobić sobie nawyku. Rodzice byli do prawdy pełni natchnienia i artystycznej weny kiedy myśleli nad imionami dla nich. Z resztą znała tę słodko romantyczną historyjkę i ojcowską grę słowną z imionami dzieci na pamięć.
- Nie, ja byłam dość daleko od Londynu. Nie bardzo cokolwiek rozumiem. Szkło w szybie mojej sypialni pękło i mnie zaatakowało. Jak widać. - zacisnęła usta. Rany może nie szczególnie poważne, jednak piekły nieprzyjemnie. Czuła się też słaba. - Potem krew zaczęła się ruszać i... no i zbudziłam się tu. A ty już tu byłeś. Ale skoro ciebie też coś przeniosło, to mogła być jedna rzecz, tylko nie mogę zrozumieć jak...
Przyznała wprost. Nie lubiła nie rozumieć, irytowało ją to, nic jednak nie poradzi. Spojrzała na towarzysza, choć nie sądziła iż potraktuje on sytuację poważnie.
- Szalone...- przyznała w końcu, bo tylko tyle jej wpadło do głowy.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   22.11.17 12:06

Wybitnie rozkojarzony. Gdybym czytał w myślach, wzruszyłbym się nad tymi określeniami. Nie wybitnie głupi tylko rozkojarzony. No pewnie, zdarza się. Zwłaszcza jak się za dużo popije, zabaluje i tak dalej. Wszystko ucieka z tej skacowanej głowy. Nie, żebym w ogóle nie znał się na geotorgrafii, skądże znowu. Wiem gdzie jest Nokturn, gdzie Pokątna, Hogwart i Zakazany Las. Styknie chyba tej wiedzy, jeszcze łeb mi rozpierdoli nadmiar informacji. I tak nigdzie indziej nie bywam czy też nie bywałem.
- Nie? - dopytuję zdumiony, bo nie wierzę, przepraszam. Jakim cudem wykurwiło nas aż tak daleko, że nawet w Londynie nas nie ma? Dziwne rzeczy się dzieją. Nie pojmuję tego zupełnie. Idę więc obok taki zdziwiony i próbuję myśleć nad tym trudnym zagadnieniem, ale jedyne co mi się udaje wywołać to ból mojej zakutej łepetyny. Próbuję ją sobie trochę rozmasować, jednak moje wielkie łapy się do tego nie nadają, są za duże w porównaniu do mojej głowy. Zresztą sprawa zaraz się rozwiązuje.
- Może mamy tą, eee czkawkę? - zadaję pytanie, chcąc brzmieć mądrze. Miałem kiedyś taką, co to mnie teleportowała w różne dziwne miejsca. Dopiero jak brat mnie zgarnął do szpitala to tam mi coś podali i już się nie przemieszczałem. Może teraz się to znów we mnie obudziło? Ale czemu w niej też? Zaraziłem ją? Może się jednak seksiliśmy tylko tego nie pamiętam? Taka szkoda.
Gdybym znał jej prawdziwe imię, śmiałbym się tak mocno jak z mojego przyjaciela FLUWIUSZA. Tak, nadal go pamiętam, chociaż minął szmat czasu. Takiego rudego konusa nie sposób zapomnieć. Swoją drogą, podobni są.
- O, a ja byłem w karczmie. I nagle się wszystko zaczęło trząść, chyba sufit mi spadł na głowę, ale myślałem, że to taka gruba popijawa po prostu była - uznaję ze wzruszeniem ramion. Mijamy kolejne lasy oraz inne dziwne rzeczy. - No - przytakuję. Wreszcie docieramy do budynku zarządu, gdzie kręci się kilka osób, głównie kobitek. Chodzą i szukają tych jednorogich koni czy czegoś tam. Fajnie, że pozwalają nam skorzystać z kominków. - Jak chcesz się poWalić to szukaj Ogdena z Nokturnu - mówię na pożegnanie do rudej i puszczam jej oczko. A potem znikam w zielonych płomieniach.

zt.

[bylobrzydkobedzieladnie]




no one cares



Ostatnio zmieniony przez Oli Ogden dnia 24.11.17 18:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   24.11.17 17:35

- Nie, teleportacyjna czkawka działa inaczej.
Zapewniła, może po trochu z niedowierzaniem. Może on na prawdę przeniósł się w taki spokojny sposób? Choć gruz z jakim się przeniósł świadczyłby o czymś całkowicie innym. Julia wolała jednak myśleć, że spotkało go coś co najmniej podobnego do tego co przydarzyło się jej, a to z prostej przyczyny - gdyby coś takiego zdarzyło się całkowicie przypadkowym ludziom, mogłaby być spokojna o swój dom, chociaż w miarę spokojna. Zakładając, że nie mają do czynienia z jakimś globalnym kataklizmem, Prewett nie miała jednak na szczęście aż takiej tendencji do panikowania i dramatyzowania.
Chciała jedynie dotrzeć do domu. Kolejna wypowiedź rozmówcy jednak zbiła ją z tropu - po części zapewniła co do tego, skąd wzięły się gruzy, po części także przez absurd tego, jak została podsumowana.
- Po prostu. - Faktycznie. Po prostu impreza tak się rozniosła, że sufit PO PROSTU spadł na głowę. Co tam. Nie odezwała się już jednak, a słuchała dalej tego co jej niebywale interesujący trzeba przyznać rozmówca ma jeszcze do powiedzenia. Coraz bardziej miała przy tym wrażenie, że poziom absurdu zdecydowanie wybija się ponad ten jaki przeciętny człowiek jest w stanie tolerować mając do czynienia z jawą. Może więc to wszystko jest tylko szalony, dziwny sen? Może usnęła tam, przy biurku, może po prostu tam dalej siedzi, zaraz się ocknie odrętwiała od niewygodnej pozycji?
Zabawne nawet, że oboje myślą w tej chwili o jakiejś pozycji.
Zaraz jednak dotarli do karczmy, nic szczególnego, właściwie to Julia raczej do takich miejsc nie chodziła, więc nawet z pewną ciekawością się rozejrzała, jednak zaraz zapytała o kominek, który obojgu oczywiście wskazano.
- Zapamiętam.
Zapewniła. I nie wątpiła, że na prawdę zapamięta, bo świeża i zapewne nie mająca trwać zbyt długo znajomość była jedną z ciekawszych rzeczy jakie możnaby nazwać pozytywnymi w jakiś pokręcony sposób - jakie jej się ostatnimi czasy przydarzyły.
Zaraz zniknęła w płomieniach, wypowiadając adres posiadłości Prewettów.

zt




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa
» Główne wejście do parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Gloucestershire :: Rezerwat jednorożców-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17