Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Humorzasta polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Humorzasta polana   08.04.16 21:47

First topic message reminder :

Humorzasta polana

Niedaleko Cardiff mieści się legendarna polana, o której niechętnie mówią mieszkańcy. Najpewniej chcą ją zachować z dala od turystów, nieuważających na delikatne kwiaty. Polana nie znajduje się na żadnej mapie, więc nie mają do niej dostępu mugole, dodatkowo chroniona jest zaklęciami. Najczęściej mieszkańcy przychodzą tu, aby zmierzyć się ze swoimi emocjami, bowiem polana posiada pewien sekret; pogoda panująca na jej obszarze dostosowuje się pod humor odwiedzających. Jednak nie mówi się o tym otwarcie, a każdy kto jeszcze tutaj nie był, odkrywa burzę czy upalne słońce na swojej skórze po raz pierwszy. Zazwyczaj dopiero po chwili łączy zjawiska pogodowe ze swoim humorem. Jeśli przyjdziesz tu szczęśliwy, kwiaty będą otulone przyjemnym słońcem, a twoje włosy będą tańczyć z wiatrem. Zobaczysz najpiękniejsze kolory nieba, a zapach wiosenno - letniej łąki będzie pieścił twoje zmysły. Jednak jeśli gniew tobą kieruje, polana zrobi wszystko, aby cię zniechęcić do przebywania na jej terenie. Grzmoty nie pozwolą ci skupić żadnych myśli, a deszcz tworzący się tylko wokół twojej osoby, zmoczy cię doszczętnie. Depresja objawia się tutaj ponurym, zniechęcającym, późnojesiennym krajobrazem, często z opadami deszczu. Musisz uważać na swój humor, ponieważ każda gwałtowna zmiana negatywnie wpływa na rosnącą tu florę.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   19.03.17 1:38

The member 'Alan Bennett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 97


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   08.04.17 18:37

Słysząc słowa Alana, uśmiechnął się szerzej - choć w jego przypadku oznaczało to wyłącznie niemrawe drgnięcie jednego z kącików ust, uniesienie go jedynie nieznacznie ponad linię bladych ust. Nie miał nastroju do żartów - ale czy ktokolwiek z nich mógł mieć?
- A Gwardzistów? - spytał niewylewnie, znajdując w sobie resztki pokładów beztroski - na (nie)szczęście wystarczające, by umiał wysilić się na ulotną chwilę tragikomicznej nonszalancji. Po chwili ta jednak zgasła, jakby Garrett utracił umiejętność droczenia się dłużej niż przez kilkanaście mknących szaleńczo sekund. W jakiś sposób tknęło go to, co usłyszał; każdego dnia zatracając się w walkach, które w duszy nazywał niezbędnymi bataliami do zadbania o lepsze jutro, zapominał, że nie dotyczyły one wszystkich - a przynajmniej nie tak bezpośrednio.
Chciał zaśmiać się: może lekko, może beztrosko, może z ironią, może po to, by oddychać skrajnym cynizmem; wypuścił jednak tylko nosem powietrze, jakby w geście niemego westchnienia. Był zmęczony - ostatnie wydarzenia odznaczały się bolesnym piętnem na duszach ich wszystkich, cięły ostrzem nie tylko ich nadgarstki, ale też wiarę w to, że będzie dobrze. Ale jakkolwiek nienawidził wojny, nie tęsknił za pokojem; wszak to właśnie w trakcie niego rodziły się największe intrygi, te, które sadowiły kanalie takie jak Grindelwald na stanowiskach dyrektorów edukacyjnych placówek, te, które sprawiały, że wysoko postawione osoby (omamione galeonami, szkodliwą ideologią, zaklęciami?) zachowywały się, jakby postradały zmysły. Alan miał rację - ich definicja słowa proste uległa przeinaczeniu, stała się hybrydą, utraciła pierwotny sens. Zmagali się z siłami, które przewyższały ich pod każdym względem; łaknęli konfrontacji z potęgą, której nie znali; skazywali się na samobójcze misje z własnej woli, dążąc do naprawy świata kruszejącego u podstaw. Nie był zły na własną lekkomyślność - nie mógł, bo gdzieś podskórnie, nawet jeśli tłumił to nawarstwiającym się rozsądkiem, wierzył, że ich działania mogły ostatecznie zakończyć się powodzeniem. Lub chociaż jego substytutem.
- Czy cokolwiek jest teraz proste? - spytał retorycznie, nawet nie zauważając momentu, w którym zaczęli chwiać się na niestabilnym podłożu rozmowy zbudowanej z metafor, filozofii i niedopowiedzeń. Pokręcił głową, zaśmiał się w głos - znaczył jednak swój ton jakąś niedosłowną goryczą. - Myślisz, że zbierając siły, pokonaliśmy wszystkie z najcięższych przeszkód? Że najgorsze jest już za nami? - Nie, nie był zły, a już na pewno nie na Alana - jego słowa nie brzmiały złośliwością ani rozczarowaniem, a jedynie czymś na kształt bliżej nieokreślonego zmęczenia. Jakkolwiek się czuł, nie śmiał tego okazać; przedstawiał wyłącznie preludium do sporów, jakie niekiedy zdarzało mu się toczyć z samym sobą. - Dobrze wiesz, Alanie, na co wszyscy się piszemy. I jaką cenę przyjdzie niektórym z nas za to zapłacić - rzucił, opuszczając różdżkę; patrzył jeszcze, jak promień jego zaklęcia rozbija się na mocnej tarczy wyczarowanej przez Bennetta. - Ci, którzy nie są na to gotowi, nie zasililiby szeregów... - Zakonu, zatańczyło mu na końcu języka, ale z jakiegoś powodu powstrzymał się przed wypowiedzeniem tego na głos; kto wie, kto ich słuchał? - nie zasililiby naszych szeregów. - Znów uniósł różdżkę, jakby powoli przygotowując się do przyjęcia postawy pojedynkowej. - Cokolwiek się nie stanie, będziemy gotowi, nawet jeśli będzie wymagać to - zawahał się, ale być może tylko dlatego, że poszukiwał odpowiednich słów - ostatecznego poświęcenia. A ty, Alan? - spytał, unosząc na niego spojrzenie, które do tej pory błądziło niekiedy wśród zieleni uginających się źdźbeł traw, by zaraz pomknąć ku bezbrzeżnej szarości woalu ciemniejącego nieba. - Czy ty jesteś gotów? - I zaraz po tym wykonał pospieszny, choć dbały ruch nadgarstkiem, by rzucić zaklęcie. - Jinx - wypowiedział inkantację, końcem różdżki wskazując Bennetta.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   08.04.17 18:37

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 59


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   30.05.17 1:26

Poniekąd nie był zdziwiony, gdy odpowiedź została mu udzielona i dotarła do niego. Mimo tego po jego twarzy przez chwilę przemknęło zaskoczenie, które szybko zastąpił lekki, ciepły uśmiech. Gwardzista. Przecież dobrze wiedział, że Garrett nim zostanie (został?). Z wszystkich członków Zakonu Feniksa, z wszystkich innych znanych mu osób - przy nikim nie był tak pewien jak przy tym Weasleyu, którego po cichu uznawał za autorytet i przywódcę. Mimo tego zaskoczenie towarzyszyło mu przez krótki moment, choć wywołane nie informacją o tym, iż Garrett przeszedł próbę, a bardziej połączeniem nowego patronusa z wyjaśnieniem. W pierwszej chwili poczuł jednak rozczarowanie, może nawet złość. Dlaczego wiedza ta nie została udostępniona innym, nawet tym, którzy nie przeszli próby? Wyjaśnienie natomiast przyszło do niego szybko, nie potrzebując ubierania go w słowa. A po nim pojawiło się pytanie - jak wiele musieli z siebie oddać, by zgłębić tę wiedzę i zdobyć tę umiejętność?
- Masz ten przywilej bycia pierwszym Gwardzistą, którego widzę w akcji. - I o którym wiem, że jest Gwardzistą.  Lekki uśmiech przyozdobił jego twarz, a wzrok na chwilę uniósł się ku górze, gdy z zaciekawieniem obserwował powolną, jakby niepewną wędrówkę chmur. Skoro pogoda odzwierciedlała ich uczucia i emocje - jak najbardziej miała prawo być niepewna. Pozwolił sobie na tę chwilę wyciszenia, a w międzyczasie między nimi zawisły słowa. Słowa pełne metafor, ukrytych znaczeń, może niezrozumienia? Owszem, czasy w których żyli były ciężkie; owszem, jego wiedza i świadomość była zaledwie ułamkiem tego, co wiedział Garrett i inni, podobnie jak umiejętności. Nie czuł się jednak dobrze z poczuciem, iż przy nim jest maleńki niczym pestka i może zostać w każdym momencie zdeptany. Nie czuł się dobrze z faktem, iż czuł się niczym dziecko i czuł się traktowany niczym dziecko. Gorycz wlewała się do niego powoli, w miarę im więcej słów Weasley z siebie wyrzucał. Choć podświadomie wiedział, że ten poniekąd miał rację. Jak chyba większość w myślach idealizował swoją osobę, stawiając się w różnych sytuacjach i zawsze wychodząc z nich bohatersko. Idealizował swoje możliwości, idealizował możliwości zakonu, ich wszystkich. A jak naprawdę było? I czy aby się o tym przekonać musieli stanąć twarzą w twarz z zagrożeniem, które mogło odebrać im to, co mieli najcenniejsze - życia?
Pozwolił mu mówić do samego końca.
- Zdaję sobie z tego sprawę, Garrettcie - odpowiedział dość ciepło, skutecznie uciszając gorycz, która wlała się w niego przed paroma chwilami. - Zdaję sobie sprawę z faktu, iż ciągle jesteśmy mali, nieświadomi, niczym dzieci bawiące się w piaskownicy. Wiem, że przeceniam nasze możliwości, wiem, że robię to nie tylko ja, ale... ale cóż innego możemy robić zamiast trwać, czekać i zbliżać się do siebie, by w momencie kulminacyjnym nie być pojedynczymi kamykami, a silną, twardą skałą? - Spojrzał na niego pytająco, kopiąc jakiś kamyk, który akurat znalazł się pod jego stopą. Ale czy tak naprawdę oczekiwał odpowiedzi na swoje słowa? - Wiem jak bardzo jestem nieświadom wielu rzeczy. I nic na to nie poradzę, mogę mieć tylko nadzieję na to, iż ta nieświadomość nie zabije ani mnie, ani nikogo z nas. - Zmrużył oczy, gdy na myśl od razu przyszły mu imiona i nazwiska tych, którzy odeszli. Czy ich także zabiła nieświadomość?
- Wydaje mi się, że jestem, ale czy na pewno? - mruknął nieco ciszej, ponownie przenosząc wzrok nad chmury. Te coraz gęściej kłębiły się nad ich głowami, ciemniejąc i niosąc mrok. I choć za ich sprawą atmosfera stawała się jeszcze bardziej ponura - myślał, że może polubić te miejsce. - Wydaje mi się, że to także jeden z powodów, przez który nie zostałem dopuszczony do próby. Nie mam nic do stracenia, Garrettcie. Nie mam nikogo, kogo chciałbym chronić nie dołączając do Gwardii. Lecz wydaje mi się, że właśnie ma niewiedza i nieświadomość są tym, przez co jeszcze nie powinienem do niej dołączyć. - Zaklęcie poszybowało i odbiło się od tarczy. Może wcale nie potrzebował ćwiczyć zaklęć obronnych?
- Protego! - Ponownie wykonał ruch dłonią, który odkąd zjawili się na polanie stawał się coraz mu bliższy. Nie dał się zaskoczyć, nauczony już, iż uważna, ciągła obserwacja może uratować mu skórę. A przynajmniej w przyszłości, bo w tym momencie ratować miała pośladki.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   30.05.17 1:26

The member 'Alan Bennett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 95


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   23.06.17 3:09

Zapewne powinien zażartować, że jest to dla niego zaszczytem - uśmiechnąć się inaczej niż pokątnie i odetchnąć pełną piersią. Ponoć to ból przypomina nam, że żyjemy; rozpaczliwe pieczenie rozoranych przedramion skrytych pod bandażem kotwiczyło go w rzeczywistości, nie pozwalając jego myślom czmychać ku rzeczom, które bałby się roztrząsać. Kiedyś znaczyły dla niego zbyt wiele - grubą kreską wyzbytą wątpliwości oddzielał wczorajsze dni od tego, kim był teraz, uznając Próbę za przełom. Przełom, który go skruszył - ale tylko po to, by wymodelować z niego osobę gotową do największych poświęceń.
Błądząc w aktualnych dylematach, nie miał racji - gubił się w otchłaniach nieodgadnionego nonsensu, nie rozumiejąc paradoksalnie wypełniającej go pustki. Jego myśli zdawały się odbijać echem; oddechy pobrzmiewały pogłosem. Błądził, choć do błądzenia nigdy nie potrafił się przyznać - uznawał za słabość kakofonie potknięć i zwątpień, starał się rozdzielać świat na czerń i biel, instynktownie ignorując wszystko, co znalazło się pomiędzy; nie mógł nie dostrzec jednak szarości, w których się zatracał, gubiąc to, kim właściwie był.
Może właśnie to było miarą poświęcenia - wyzbycie się samego siebie.
I tym razem w milczeniu wbijał spojrzenie w Alana, jednocześnie słuchając go i mając wrażenie, że słowa te przemykają gdzieś obok; nie miały znaczenia, znacząc jednak wiele i wyzbyte zostały sensu, w tej samej chwili go zachowując.
Nie wiedział - jednocześnie chcąc tego i nie pragnąc niczego mniej, szukając czegoś, czego i tak nie mógł znaleźć, dzieląc to, co było nierozłączne. Zatracanie się w paradoksach nigdy nie przychodziło mu z taką łatwością jak teraz; czuł się skłonny do czynienia rzeczy, o których nie chciał myśleć, postępowania wbrew własnej moralności i niezgodnie z tym, co było dla niego rozsądne. Przekraczając nieprzekraczalne, niemo zgodził się na poszukiwanie dalszych granic - więc naginał własne jestestwo do granic możliwości, mając nadzieję, że kiedyś je złamie; mogłoby to oznaczać, że oprócz pustej skorupy wyznawcy sprawiedliwości pozostała w nim krztyna człowieczeństwa. A co do tego wciąż miał wątpliwości - wątpliwości, które rozwieją się z czasem, rozejdą jak dym o wietrznym poranku; teraz jednak, gdy rany wciąż się jątrzyły, a Garrett nie znał niczego oprócz niepewności, zdawało mu się, że był to stan permanentny. Że zmienił się na stałe - że wcale nie upadł tylko po to, by w końcu się podnieść. To taka ironia, to taka gra słów; zagadka bez rozwiązania, historia bez puenty, cierpienie bez celu i gaśnięcie w ciemnościach - nigdy wcześniej nie czuł się tak bezbronny.
Samotność nie była tak piękna, jak malował ją Alan - a cierpienie tak zbawcze, jak sądził Garrett. Czuł się jak w pantomimie: brakowało mu słów, a jednocześnie wiedział, że i tak nie może ich wypowiedzieć. Chciał mówić i milczeć; czuć i wyzbyć się wszystkiego; tęsknić i ruszyć naprzód. Alan nie miał pojęcia, o czym mówi - a Garry wiedział, że byłby hipokrytą, gdyby zdecydował się mu to wytknąć.
- Niepotrzebna nam różdżka, która zawaha się przed rzuceniem zaklęcia - powiedział, lustrując go spojrzeniem; rany w skórze paliły, blizna nad brwią także nie zdołała się zagoić, a brak koniuszka małego palca doskwierał - do tego też będzie musiał się przyzwyczaić, jak do całej lawiny zmian. - Potrzeba ci nie ćwiczeń, a czasu. Tego osobiście nie mogę ci zaoferować - dodał ciszej, bez celu. Sam też już był zmęczony - nie tylko fizycznie, choć zmuszanie do walki wciąż wycieńczonego organizmu było błędem; brzemię tej rozmowy zaczynało na nim ciążyć i miał nadzieję, że Alan doświadczył czegoś podobnego - że gorzkie słowa, które padły, dadzą mu do myślenia.
- Protego - wypowiedział inkantację po raz ostatni, chcąc odbić promień własnego zaklęcia, które znów pomknęło w jego kierunku - a potem mając zamiar ostatecznie opuścić różdżkę. Z każdą chwilą coraz mocniej zaczynał podejrzewać, że Alan poprosił go o spotkanie nie przez wzgląd na walkę; trując się świadomością, że ktoś mógłby polegać na jego zdaniu, poczuł się słabiej. Nigdy nie pisał się na tego typu odpowiedzialność.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   23.06.17 3:09

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 2


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Humorzasta polana   06.08.17 18:54

Nie odpowiedział nic, choć początkowo poczuł się uderzony słowami, które wyleciały z gardła Garretta. Różdżka, która zawaha się przed rzuceniem zaklęcia rzeczywiście była różdżką na tyle nieprzewidywalną, niegodną zaufania, że wręcz stanowiącą balast, coś niepotrzebnego. Nie chciał być taką różdżką, lecz teraz zdał sobie sprawę z faktu, że prawdopodobnie w tym momencie byłby takową, gdyby spróbował dołączyć do Gwardii. Chciał wierzyć, że byłby najlepszą różdżką; taką, która rzuci każde zaklęcie z pożądanym, idealnym wręcz skutkiem. Ale nie był. Przez długo chciał wierzyć, że Zakon to ucieleśnienie dobra; dobra, które wystarczyło do naprawy świata. Ufał, że wystarczą ciche uczynki, ciche akcje, które nie ponosiły ofiar, a czyniły świat lepszym. Ostatnio jednak coraz dotkliwiej zdawał sobie sprawę z faktu, że walka o dobro znaczyła czasem wyzbycie się bezgranicznego dobra, skrzywdzenie kogoś lub odebranie mu życia. Nie był na to gotów i wiedział, że prawdopodobnie nie byłby w stanie rzucić zaklęcia, które miałoby kogoś zabić - jakkolwiek zła byłaby ta osoba.
Zacisnął więc usta w wąską linię, lecz nie odpowiedział nic, absolutnie nic. Początkowo chciał rzucić pełne determinacji ,,a więc stanę się dobrą różdżką", lecz powstrzymał się, nie chcąc rzucać słów na wiatr, gdy niepewność uderzyła w niego znienacka. Potem tylko uśmiechnął się lekko, spoglądając na Garretta i jego rude, przydługie kosmyki włosów, które wichrował wiatr krążący po polanie.
- Nie prosiłem o to spotkanie tylko po to, by ćwiczyć w celu nabycia praktyki potrzebnej do przejścia Próby. Chciałem ćwiczyć, by móc obronić siebie i innych jeżeli nadejdzie taka potrzeba. - Nieświadomie przekręcił głowę w bok, patrząc na Garretta i pozwalając, by cisza omiotła ich na kilka chwil. - Potrzebuję czasu i dam go sobie.
Odbił lecące w jego stronę zaklęcie; jasny promień magii znów poszybował w stronę Gwardzisty, jak gdyby chcąc wrócić do różdżki, która go stworzyła. Alan sam zdziwiony był swoimi umiejętnościami, choć było to jedynie protego. Jeszcze bardziej natomiast zdziwił się, gdy tarcza wyczarowana przez Weasleya nie zadziałała i jego własne zaklęcie ugodziło go, zwalając z nóg. Podszedł do niego i podał mu dłoń, pomagając podnieść się z ziemi.
- Następnym razem zgłoszę się do Ciebie na trening z zaklęć. - Schował różdżkę do kieszeni. - Albo miałem szczęście, albo sztuka rzucania zaklęć obronnych nie wypadła mi z głowy tak, jak sądziłem, a rzucałem je ostatnio w Hogwarcie. - - Uśmiechnął się, dość zadowolony z własnych wyników. - No, oprócz ostatniego spotkania klubu pojedynków.
Na dzisiaj koniec, na dzisiaj starczyło. Musiał odejść, przemyśleć sobie wszystko, wyciągnąć wnioski, przypomnieć słowa Garretta. Musiał pozwolić, by ubiegający i jakże potrzebny mu teraz czas, pomógł mu zebrać myśli i poukładać je. Bo bez tego jutro mogło nie nadejść.

zt





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
 

Humorzasta polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17