Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jezioro Brzydoty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Jezioro Brzydoty   09.04.16 16:27

First topic message reminder :

Jezioro brzydoty

Jezioro mieszące się w centralnej części Walii rzadko kiedy przyciąga tłumy turystów. Wyjątkowo spokojna okolica pozwala na odprężenie się. Niska, zadbana trawa zachęca do pikników, a kręcący się tu starzec dba o porządek. Pan Ernst jest rozpoznawany przez wszystkich mieszkańców. Po tym jak jego żona utopiła się w Jeziorze Brzydoty, dba o nie jak o własny dom i goni każdego, kto zostawia tu bałagan. Miejsce to jednak skrywa w sobie jeszcze jedną tajemnicę. W XVIII wieku stało się tu coś magicznego, a tafla wody odkrywa przed człowiekiem wszystkiego jego kompleksy. W odbiciu wyglądają na wyolbrzymione, a brzydota atakuje obserwującego. Podobno jak ktoś długo będzie wpatrywał się w tafle wody, może nawet oszaleć.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   29.10.16 17:14

Dynamiczność tego, co właśnie miało miejsce, potrafiła przytłoczyć, choć Cassius nie stawał w takiej sytuacji po raz pierwszy. Rytm narzucany przez Avery'ego był dla niego czymś, co zaburzało wewnętrzny porządek. Wiedział od samego początku, że współpraca z kimś takim nie będzie prosta na którejkolwiek z płaszczyzn, jednak wywierana na nim presja nie różniła się niczym od tej, którą czuł w Ministerstwie. Jedynie otoczenie i ludzie ulegli zmianie, a ci najwyraźniej stawiali na zepchnięcie go na granicę, by utracił nad sobą kontrolę.
Nie mógł pozwolić na taki incydent. To on prowadził całą pogoń, ważąc na szali własne (ponoć bezpieczne) stanowisko w Departamencie Przestrzegania Prawa oraz niepewne losy w szeregach Rycerzy; przedłużanie jej wprowadzało tylko niepotrzebny zamęt. Zupełnie jak zaprószony ogień, a propos którego nie krył zdziwienia. Był nawet w pewien sposób zadowolony, że jakiś las spłonie za jego przyczyną, jednak nie zamierzał przez tę odrobinę szczęścia zniweczyć zadania postawionego przez Czarnego Pana. Trzymając różdżkę wysoko nad głową, wyobraził sobie jeszcze raz ten sam obszar, którego dotyczyło jedno z zaklęć Samaela, lecz tym razem nie chciał sabotować współpracy, a dokonać czegoś, co powinno zapewnić im odrobinę bezpieczeństwa. Miał dość czasu, by spróbować uratować ognistą sytuację, skoro skonfundowanie celu sięgało wystarczająco daleko. Widział coś a'la zarys majaczącej sylwetki, jednak nie pozwolił sobie na rozproszenie uwagi. Nie mógł, gdy zebrał w sobie siły na wypowiedzenie inkantacji. — Pluviasso — rzekł mocnym głosem, chcąc przyciągnąć zamierzony efekt. Moment później nie dbał już o klasę. — Czyń honory, Avery — mruknął jeszcze, zajmując taką pozycję, by jak najszybciej zakończyć to zdarzenie.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   29.10.16 17:14

The member 'Cassius P. Nott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 99


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   29.10.16 17:43

Promień ugodził go wprost w pierś: oczy rozszerzyły się, a zaraz potem zasnuły mgłą nieświadomości. Nie pamiętał już, dlaczego uciekał, przed kim uciekał, a Avery zyskał im te niezbędne kilka minut, by dopełnić dzieła dla Czarnego Pana. Zapomniał o irracjonalnej teraz rezerwie Cassiusa (dbał przecież, aby go nie dotknąć), z fascynacją wpatrując się w ten wrak człowieka, powstający z kolan po bolesnym upadku. Drgnął tylko na dźwięk zaklęcia, wypowiedzianego obcym głosem; Samael nawet się nie odwrócił, lecz wiedział, że Nott spisał się dobrze. Deszcz zrosił jego włosy, krople padały gęsto gasząc tlący się ogień, przemieniając twardą ziemię w rozmiękłe błoto, deformując idealną taflę spokojnego jeziora. Piękna przyrodnicza oprawa równie pięknej zbrodni. Nie mogli wymyślić jej ładniejszego opakowania.
Wallace nie stawiał oporu. Podniósł go za kołnierz z łatwością, taki był wychudzony i zmizerniały. Może nawet powinien zasugerować mu szczęście: nie musiał się już przecież ukrywać i choć Avery nie mógł obiecać mężczyźnie bezpieczeństwa - mógł chociaż odjąć kielich nieustannego strachu, zamieniając go w pewność. Okrutne, lecz cenił sobie szczerość, nawet jeśli brzmiała nieludzko. Teraz był praktycznie wolny od tajemnic (niektóre zabierze ze sobą do grobu) i opłukiwany strugami mętnej wody czuł się świadomie. Może to adrenalina, może to fakt, że znowu czyjeś życie zależało od niego - i nawet, jeśli nie był to pieprzony Lestrange, to właśnie odbierał sobie wet za własne krzywdy. Na mało ważnej osobie Davida, praktycznie bezimiennego i nieistniejącego w jego myślach przed rozkazem Czarnego Pana.
Mógł to zrobić.
Cassius się bał? Inkantacji, zrobienia komuś krzywdy, może konsekwencji?
Nieważne.
Po raz pierwszy, Avery nie pytał, biorąc sprawczość w swoje ręce.
-Lacrimosa - wyszeptał bardzo wyraźnie, przykładając swoją różdżkę do skroni otępiałego Wallace'a. Na początek musiał wypełnić zadanie, dopiero później przejść do przyjemności.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   29.10.16 17:43

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 27


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   01.11.16 15:16

Nie oczekiwał, że ta nieudana współpraca będzie w stanie przynieść tak dobre efekty. W myślach chwalił sobie swoje posunięcia, pozwalając nawet kącikom ust na lekkie uniesienie się ku górze. Godziny udręki powoli zmierzały ku końcowi. Był tego pewien wraz z chwilą trafienia Wallace'a dostatecznie silnym zaklęciem konfundującym. Przynajmniej to mu wyszło. I te przeklęte zielsko.
Wzruszył ramionami, decydując się na podejście bliżej. Nie było już co zwlekać z unikaniem wymierzenia kary. Dotarł do Wallace'a szybciej, niż przypuszczał. Zachował tę odrobinę dodatkowego dystansu przez wzgląd na samego siebie. Własna próżność, tak typowa dla arystokraty jego miary, zwyciężyła, gdy wycelował różdżką w ofiarę. Obserwował zmarnowaną sylwetkę uciekiniera, czy też jak przywykł nazywać tego typu ludzi – tchórza, zastanawiając się nad celem, który został im wskazany. Nie wiedział o nim niemal nic. Był jednym z tych, którzy przemykali gdzieś w cieniu przyświecającej im idei. Nie był arystokratą, więc i nie powinien zwracać głowy kogoś pokroju Cassiusa... czy nawet Samaela. Gardził jednym i drugim na niemal równoważnych płaszczyznach, jednak każdego nienawidził za coś innego. Obaj zawinili mu w dwojaki sposób, lecz darzył ich tym samym uczuciem. Okazując stosowny dystans oraz pogardę przez cały czas, wydawało się to być wyjątkowo oczywiste, a dla niego samego stanowiło sprawę wyjątkowo skomplikowaną. Będąc Nottem z krwi i kości nie mógł pozwolić sobie na prostolinijność. Nade wszystko ukochał sobie lawirowanie między tłumem gości, gromadząc niepozorne słowa i domysły, przekształcając je w to, czego potrzebował. Bawił swoje towarzystwo rozmową oraz krytyką. Wiedział o nich niemal wszystko i nie miał problemu z przyznaniem im uczuć stosownych do tego, co jawiło się w rzeczywistości. Stojąc jednak przed Wallacem, obdarzał go beznamiętnym spojrzeniem, nie wiedząc co uczynić. — Lacrimosa — szepnął w końcu, celując różdżką we właściwy cel. Właściwie sam sobie nie wierzył, że podjął taką decyzję. Jednak zdawał sobie sprawę, iż obecność Avery'ego wpływała na przebieg zdarzeń – na główny cel, z jakim podążyli za tchórzem.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   01.11.16 15:16

The member 'Cassius P. Nott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 95


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   01.11.16 18:58

Ten nikły płomyk, iskra zaledwie, nie mogła uczynić mu krzywdy. Blady rumieniec zabarwił jego zapadnięte policzki: był zażenowany, że tak elementarne zaklęcie nie powiodło się, czyniąc ledwie pokaz marnych fajerwerków. Wallace jednak wciąż pozostawał w ich sidłach, skonfundowany, właściwie bezbronny, zdany na ich łaskę. Której nie mieli zamiaru okazać, bo przecież instrukcje Czarnego Pana były jasne. Zemścić się. Pokazać, że jego władza nie ma ograniczeń. Udowodnić, że Lorda Voldemorta nie można oszukać. Uświadomić biedaczynie, że nigdy nie zdoła uciec przed jego gniewem. Czy zesłanie klątwy wiecznego smutku miało być ledwie preludium do powitania, jakie opornemu rekrutowi szykował Riddle? Avery nie myślał o tym intensywnie, choć mignął cień zainteresowania - potraktuje go gorzej od niego?
Wrócił jednak do chwili teraźniejszej. Zielonej klatki, zamkniętej przestrzeni, wilgotnego powietrza, chłodu bijącego od jeziora oraz gorąca wydzielanego przez ciało Wallace'a. Trząsł się. Z zimna, ze strachu, Samael nie potrafił rozróżnić emocji, błyskających na zniszczonej twarzy mężczyzny. Szaleństwo i przerażenie wykrzywiło jego rysy, brud wgryzł się w zmarszczki, postarzając go o co najmniej dziesięć lat i nader skutecznie - maskując uczucia. Avery jedynie mógł podejrzewać, cóż takiego roi się w głowie Davida, czy rozważa właśnie brawurowe samobójstwo, planuje salwować się ucieczką, czy też dobrowolnie zgodzi się na wszystko, byle tylko odpocząć.
Nott się nie zawahał, dobijając go w chwili, gdy Samael opuścił różdżkę. Słowa spłynęły gładko, cienka nić smutku oplotła się dookoła Wallace'a, zamykając go w ciasnym kokonie; jego oczy stały się puste. Wyglądał smętnie, a to sprowokowało Avery'ego do pójścia za ciosem. Nottowi należały się gratulacje - ha, przyznawał bez bolącej męskiej dumy, że dokonał coś, czego on nie potrafił - lecz sam również chciał zostawić na tym dziele swój podpis. Owszem, on doprowadził do ujęcia Davida, lecz wykończenie było jednak ważniejsze.
-Tym razem, gdy cię wezwie, przybędziesz - poinformował Wallace'a oschłym tonem. Wręcz wygłaszał to przemówienie, nie zostawiając miejsca na negocjacje. Przegrał.
-Crucio - szepnął Avery, celując w niego różdżką i czując, jak przeszywa go znajomy dreszcz. Chciał zobaczyć, jak wyje.
I rzeczywiście, padł na kolana, skowycząc w nieludzkim cierpieniu, którego i sam Avery doświadczył na własnej skórze. Szarpnął różdżką, by zakuło jeszcze mocniej, znakomicie czując się po drugiej stronie tego równania. Cudzy krzyk koił jego niepokój, a to pogłębiające się szaleństwo na twarzy Wallace'a nakręcało go na więcej. Przestał, gdy ciało mężczyzny znieruchomiało, a on sam odetchnął ciężko, jak po morderczym biegu. Rzucił szybkie spojrzenie Nottowi - skinął mu głową, darowując sobie uściśnięcie dłoni, po czym bez słowa oddalił się z zamiarem teleportacji wprost do Shrosphire, gdzie zmyje z rąk krew zdrajcy.

|zt Avery






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.


Ostatnio zmieniony przez Samael Avery dnia 01.11.16 23:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   01.11.16 18:58

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 84


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   02.11.16 13:44

Satysfakcja spływała z niego razem z deszczem (a nawet ulewą), który wywołał. Przemoknięty na wskroś strzelał niemalże szaleńczym spojrzeniem we wszystkie strony. Kąciki ust drgały, jakby powstrzymywał się przed ukazaniem uśmiechu oznaczającego spełnienie. Rozszerzone źrenice świadczyły nie tyle o zmęczeniu, co ogromnym podnieceniu Cassiusa. Miał zdecydowanie zbyt długą przerwę od wprawnego posługiwania się różdżką w taki sposób. Odczuwał niepomierną tęsknotę, której wreszcie pozwolił ulżyć. Nie mniej, nie więcej, czuł prawdziwą ulgę; głównie z powodu udanego powrotu do pasji wplecionej w czarną magię, ale również dlatego, że całodzienna wyprawa wreszcie dobiegała końca. — Wspaniale — szepnął przez krzyk Wallace'a, wstrzymując się przed absurdalnym, szaleńczym uśmiechem i przyklaśnięciem dłońmi niczym na jakimś pięknym przedstawieniu. Odgłosy cierpienia były niczym najpiękniejsza muzyka, a Cassius musiał mieć wszystko co najlepsze.
Nie zareagował na oddalającego się Samaela, nie licząc krótkiego spojrzenia. Zostawił go z tym problemem samego, ale mógł być wdzięczny za odrobinę samotności. Był, choć tego nie powiedział. Patrząc na Wallace'a, a raczej resztki, które zostały z tego człowieka. Nie czuł żadnej litości względem kogoś, kto sprzeniewierzył się wartościom Rycerzy. Przystając z nimi podejmowało się decyzję na całe życie. Nie było mowy o końcu współpracy innym niż śmierć. Wprawdzie nie znał planów Czarnego Pana, ale mógł domyślać się, że pragnienie rzucenia na niego Lacrimosy było elementem większego planu, który sprawdzał zdolności najbardziej zaufanych ludzi, lecz też prowadził do czegoś znacznie skomplikowanego. Wiele dałby za możliwość poznania tych myśli, choć – póki co – był rad z nikłego uczestniczenia w wielkich przedsięwzięciach.
Nie sprzeciwisz się. Nigdy więcej — powtórzył jeszcze, nim szarpnął Wallace'a za ramię, zmuszając wymęczonego magią tchórza do podążania za nim. Nie zamierzał ryzykować teleportacją. Sam był wystarczająco zmęczony pościgiem, by postawić na pieszą wędrówkę do najbliższego miejsca z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu. Na inne środki transportu nad jeziorem wraz z otaczającym je lasem nie było co liczyć.

| z/t Nott




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   12.02.17 3:41

Para nr I

W rezerwacie Peak District zawsze były pełne ręce roboty. Opiekunowie smoków nie tylko zajmowali się zwierzętami przebywającymi w jego obrębie, ale też sprawdzali zgłoszenia odnośnie tych stworzeń. Dziś jedno z nich dotarło do nich z Walii – informacja głosiła, że w lasach dostrzeżono młodego Zielonego Walijskiego. Podobnie brzmiąca zjawiała się średnio raz na dwa, trzy miesiące, a każdy z pracowników wracał z Walii z niczym. Do sprawdzenia prawdziwości informacji tym razem wyznaczono Benjamina Wrighta. Zadanie było proste – udać się do wskazanych lasów i sprawdzić, czy na ich terenie znajduje się, bądź znajdował, rzeczony gad. Idąc lasem rosnącym okalającym Jezioro Brzydoty, poszukując śladów, które mogłyby świadczyć o obecności stworzenia, nie Benjamin był świadom rozmowy prowadzonej w tym samym czasie tylko kawałek dalej.

- Eris, to głupi pomysł – odezwała się szeptem młoda dziewczyna; nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat. Złote blond loki kaskadami opadały na jej plecy, a w zielonych tęczówkach błyszczały wątpliwości wymieszane ze strachem. Stała za jednym z grubych konarów, przyglądając się pewnemu miejscu w lesie, które tylko na pozór prezentowało się względnie normalnie.
- Zobaczysz, Nastka, tym razem przyślą właśnie jego – odpowiedziała jej druga, z wyglądu będąca kompletnym przeciwieństwem tej pierwszej. Czarne włosy kończyły się na linii szczęki dziewczęcia. W oczach zaś błyszczała jej pewność i podniecenie. – Czuję, że to ten dzień – dodała jeszcze, spoglądając w to samo miejsce co jej towarzyszka. Słysząc szelest kroków osoby przemierzającej leśną przestrzeń, ścisnęła mocniej różdżkę. Wiedziała, że ma rację. Że los w końcu był po ich stronie.

Wright zaś jeszcze nie wiedział, że w tych lasach od lat nie widziano smoka, a złożone wezwanie było fałszywe. Eris od lat była fanką Jastrzębie z Falmouth, a jej serce zostało doszczętnie złamane wraz z momentem, w którym Benjamin przestał w nich grać. Ściany jej pokoju zajmowały plakaty z byłym pałkarzem oraz zmyślne kolaże, w których to stoi u jego boku w sukni ślubnej. Plan, którego realizacja miała nadejść dzisiaj, dorastał wraz z nią i zawierał dwa – prawie proste – etapy. A nawet trzy. Wrighta należało znaleźć, złapać, a potem spoić eliksirem miłosnym.
Gdy niespodziewający się niczego Ben znalazł się pod wiekowym dębem ciemnowłosa machnęła różdżką uruchamiając pułapkę. Lniana siatka rozłożona pod nogami mężczyzny została pociągnięta w górę, a Wright zawisł w niej kilka metrów nad ziemią; różdżka wypadła mu z kieszeni i opadła na runo leśne. A pierwszy etap planu fanek został wykonany.

Jezioro Brzydoty nigdy nie przyciągało tłumów turystów. Pomimo swojej mało pociągającej nazwy, jezioro posiadało swojego własnego prywatnego opiekuna, pana Ernsta – człowieka, który od czasu, gdy jego żona utopiła się właśnie w tym zbiorniku, dbał o nie i pilnował, by trawa nie rozrastała się zbyt bujnie, a na brzegu panował porządek. To on poinformował odpowiednie ministerialne służby, że na dnie jeziora ostatnio dzieje się coś niepokojącego; woda dziwnie bulgocze, a ryby gromadnie umierają. Winą obarczona została potencjalna klątwa, a zadaniem Lucindy było zbadać ją i w konsekwencji złamać. Zanim jednak zdążyła dotrzeć do brzegu jeziora, idąc przez las natrafiła na scenę, którą trudno było zignorować. Na jednej z gałęzi wielkiego, wiekowego dębu wisiał równie wielki, brodaty mężczyzna uwięziony w pułapce. W jego stronę zaś zmierzały dwie młode czarownice z różdżkami skierowanymi w jego stronę.
-Widzisz Nastka, mówiłam że tym razem przyślą jego – powiedziała ciemnowłosa do swojej towarzyszki.

Lucinda, czająca się jeszcze w krzakach, miała przewagę nad niespodziewającymi się niczego dziewczętami. Jeżeli zdecyduje się zaimprowizować i pomóc uwięzionemu mężczyźnie, element zaskoczenia może okazać się nad wyraz pomocny.



Mechanika
Lucinda oraz Benjamin posiadają kilka możliwości rozwiązania problemu - próbę użycia każdego z nich można podjąć, zgodnie z opisami, wyłącznie raz lub dwa razy.

a) Lucinda może, okłamując fanki, że należy do antymugolskiej policji, zastraszyć je i przegonić.

mechanika:
 

b) Benjamin może okłamać fanki i obiecać im dozgonną miłość pod warunkiem, że wypuszczą go z pułapki.
mechanika:
 

c) Benjamin może zagrozić fankom.
mechanika:
 

d) Lucinda może podjąć próbę walki.
mechanika:
 

e) Przed podjęciem próby walki Lucinda może w dowolnym momencie odejść, pozostawiając Benjamina na pastwę losu.
mechanika:
 



Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   12.02.17 10:52

O misji poszukiwawczej mitycznego Zielonego Walijskiego krążyły w rezerwacie Peak District już legendy. Przerażone listy przypadkowych przechodniów, którzy podczas spaceru natknęli się na to niebezpieczne stworzenie, szybujące gdzieś ponad wierchuszkami pozbawionych liści drzew, przychodziły do rezerwatu z pozornym brakiem regularności, i o ile pierwsza taka wiadomość wywołała pewien niepokój - smok, nawet pospolity i często występujący na terytoriach Wielkiej Brytanii, i tak stanowił pewne zagrożenie, zwłaszcza w głodowym okresie zimowym i godowym okresie wiosennym - to po kilku wyprawach, stwierdzających absolutny brak Walijskiego na podanym terenie, zdenerwowanie ustąpiło znużeniu. Smok albo przeniósł się w inne rejony albo był po prostu mrzonką jakiegoś nawiedzonego fana tych stworzeń, co - niestety - nie oznaczało zaniechanie kontroli. A nuż informacje okazałyby się prawdą a zdesperowany Zielony spopieliłby zabudowania gospodarskie, paląc żywcem nieświadomych mugoli i depcząc postanowienia Kodeksu Tajności? Przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego też Wright nie marudził, gdy jednym z pierwszych zadań na nowym stanowisku było osobiste upewnienie się, że w okolicach Jeziora Brzydoty nie hasa żaden niebezpieczny gad.
Krótki spacer po zieleniącym się powoli lesie był przyjemnością. Grząska trawa zapadała się przyjemnie pod stopami, ptaki śpiewnie przekrzykiwały się wśród pierwszych listków a powietrze przesycone było wilgotnym zapachem ziemi (albo, jak wolał to opisywać Ben, nadziei). Szedł przed siebie dziarsko, rozglądając się uważnie dookoła, lecz zerkał raczej do góry, nasłuchując specyficznego, melodyjnego ryku Walijskiego. Nie spodziewał się ataku z ziemi, rzadko kiedy się potykał, ale gdy mijał wyjątkowo potężny dąb, świat nagle zawirował, błękitne niebo zamieniło się miejscami z zieloną trawą i zanim Wright zdołałby chociaż okrutnie zakląć, gwałtowna zmiana pozycji zaparła mu dech w piersiach.
Sekundę później wisiał już do góry nogami w jakiejś dziwnej sieci, całkowicie bezbronny. Kiedy przestało kręcić mu się w głowie, dostrzegł różdżkę wystającą z kępy mchu nieopodal. Doskonale. Został złapany w pułapkę dla zwierząt albo...Na sekundę serce mu zamarło; usłyszał szmer, to nie mógł być przypadek. Trzecia siła? Zdrętwiał z niepokoju, ale coś podpowiadało mu, że ta tajemnicza organizacja nie polegałaby aż tak na szczęściu i idiotycznej próbie pochwycenia go jak dorodnego byczka. Zamrugał gwałtownie, przyglądając się zmierzającym ku nim...dziewczynkom.
Prawie odetchnął z ulgą. Być może zbyt pośpiesznie ocenił nastolatki jako niegroźne - w kategoriach okrucieństwa czarnej magii i rasowej nienawiści - skoro potrafiły one zapolować na Wrighta, ale obydwie doskonale wpisywały się w dotychczasowy schemat doświadczeń. Młodziutkie, urocze, o zakochanych ognikach w oczętach, zarumienionych policzkach i głosikach drżących z radosnego podekscytowania. Przywykł do kontaktu z fankami i pomimo przejścia na przymusową emeryturę pozostał w pamięci wielu kobiet, po dziś dzień pisujących do niego listy i reagujących westchnieniami, gdy pojawiał się w Ministerstwie. Sława bywała niebezpieczna, o czym przekonał się także dzisiaj, wisząc beztrosko w kokonie z lin, z brodą niewygodnie przyciśniętą do siatki. Bez różdżki, bez wsparcia. Westchnął lekko, próbując nieco przesunąć się tak, by móc spojrzeć prosto w oczy ciemnowłosej - zdawała się odważniejsza, szła na przedzie i to ona wydawała się prowodyrką spotkania.
- Cóż za niewiarygodne spotkanie - zaczął, z początku nieco dychawicznie, widocznie krew zalała mózg, powodując zwarcie, które to z kolei doprowadziło go do podjęcia krótkiej decyzji: należało uspokoić dziewczęta, zwieść je, doprowadzić do powrotu na ziemię a potem...uciekać, im dalej, tym lepiej. Dla całej trójki. - My chyba się znamy? Tak, pamiętam cię, ostatni mecz Jastrzębi...byłaś dużo młodsza, faktycznie, ale nigdy nie zapomniałbym tych oczu i włosów. Uwielbiam krótkie fryzurki, są takie...francuskie - mówił dalej, niskim tonem, obserwując zaaferowane dziewczęta, przybliżające się do siatki. Blondynka wydawała się nieśmiała, lecz do niej też błysnął w uśmiechu białymi zębami, w duchu ciesząc się, że wybita czwórka zdołała odrosnąć, dzięki czemu nawet w poskręcanej pozycji nie prezentował się jak pierwszy lepszy nokturnowy męt. - Wiedziałem, czułem, że ten dzisiejszy spacer okaże się owocny, lecz nie przepuszczałem, że aż tak - dodał przymykając teatralnie oczy, jakby spotkanie dwóch pięknych, chętnych niewiast w środku lasu było spełnieniem marzeń. Bo, właściwie, było, a raczej byłoby, ale od niedawna Wright prowadził się znacznie lepiej i podobne wesołe atrakcje należały już do przeszłego repertuaru. - Ale...sądzę, że przyjemniej będzie się nam poznawało, jeśli będę na ziemi. Cały dla was - zasugerował swoim najniższym, najcieplejszym tonem, mając nadzieję, że zdoła przekonać dziewczęta do uwolnienia go z pułapki.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   12.02.17 10:52

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 53


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   12.02.17 12:41

Lucinda dość sceptycznie podchodziła do zleceń z Ministerstwa Magii. Chociaż pochlebiało jej w jakimś stopniu to, że zwykle kierowano się do niej to i tak wiedziała, że daleko temu do pracy jaką przyszło jej wykonywać jeszcze kila miesięcy wcześniej. I choć ten ogarniający ją sceptycyzm swoje źródło miał o wiele głębiej to łatwo było jej go przenosić na Ministerstwo czy też samo miejsce. Dużo mówiło się o Jeziorze Brzydoty. Słyszała opowieści o ludziach, którzy przychodzili tutaj całkowicie nieświadomi, a po powrocie nigdy nie byli już tacy sami. To za sprawą magicznych właściwości tego miejsca. Lucinda doskonale wiedziała, że nie ma idealnych ludzi. Każdy ma w sobie coś co w jego oczach zasługuje na zmianę. Niestety na wiele rzeczy nie mamy wpływu i nie powinniśmy mieć. Czasem to brak wiary zaprowadza nas do takich miejsc, a czasem zbyt silna wiara. Bez względu na to jak bardzo w zgubę nie wierzymy i bez względu na to jak bardzo na ona przeraża. Wezwana przez Ministerstwo teleportowała się w okolice jeziora by najpierw spotkać się z opiekunem tego miejsca i dowiedzieć się w czym tak naprawdę leży problem. Zdechłe ryby? Bulgotanie? To mogło być wszystko, ale Lucinda nie miała zamiaru tego lekceważyć. Ostatnio była świadkiem różnych, dziwnych rzeczy i te różne dziwne rzeczy tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że należy zacząć wierzyć. Są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie pojąć. Są rzeczy...widzisz Nastka, mówiłam że tym razem przyślą jego. Z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk przytłumionych głosów. Zaskoczona obecnością innych ludzi zmarszczyła brwi i podeszła bliżej. To co zobaczyła na chwile wybiło ją z rytmu. Dwie młode dziewczynki chichoczące wesoło i mężczyzna opleciony z każdej możliwej strony grubymi linami. Co to miało być? Na początku skupiła się tylko na obserwowaniu tej trójki nadal nie mogąc do końca zrozumieć co to miało oznaczać. Jej oczy rozszerzyły się z zaskoczenia gdy usłyszała słowa mężczyzny. Wiedziałem, czułem, że ten dzisiejszy spacer okaże się owocny, lecz nie przepuszczałem, że aż tak. Czy on właśnie z nimi flirtował? Wisząc na drzewie? Z dziewczynkami, które prawdopodobnie nie skończyły nawet osiemnastu lat? Przez chwile pomyślała, że to jakiś bardzo niefortunny i całkowicie pozbawiony logiki żart jednak podskakujące z radości dziewczynki pokazały jej jak bardzo się myli. One naprawdę miały zamiar go uwolnić z pułapki zaczarowane wypowiedzianymi słowami. Lucinda zrobiła już krok w stronę tego całego przedstawienia kiedy dziewczynka zawahała się i w rezultacie odeszła kilka kroków szepcząc coś do swojej koleżanki. Lynn pamiętała to jaką nastolatką była sama i wiedziała, że krzyki czy groźby ich nie przegonią dlatego musiała zadziałać sposobem. Sposobem, który nawet jak na nią był dość ryzykowny. Blondynka z poważną miną i jakże poważną postawą wyszła z krzaków spoglądając to na uwięzionego mężczyznę to na stojące nieopodal nastolatki. - Dzień dobry – zaczęła chociaż nie była do końca pewna czy tak właśnie zaczynają rozmowę członkowie antymugolskiej policji. Odkaszlnęła chcąc by jej głos zabrzmiał pewniej, poważniej. - Przeszkadzam? - zapytała jeszcze kpiąco. Nie wiedzieć czemu wyobrażała ich sobie jako prawdziwych dupk… no nie przystoi. - Policja Antymugolska. Co tutaj się dzieje? -jej wzrok prześlizgnął się po wpatrzonych w nią dziewczynkach by zaraz zatrzymać się na wiszącym nadal mężczyźnie. - Nazwiska. Chce rozmawiać z waszymi rodzicami. - odparła wyciągając z kieszeni jakiś notes i samopiszące pióro. Krew smoka, łzy hipogryfa, goździki… jej lista zakupów właśnie miała zostać przekreślona przez nazwiska jakichś zakochanych małolat. Czy ona zawsze musiała ratować świat?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   12.02.17 12:41

The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 35


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Brzydoty   12.02.17 13:35

Wiszenie w niewygodnej pozycji nieco utrudniało rozsiewanie wokół siebie męskiego czaru, ale Wright miał nadzieję, że chociaż ulotne, samcze feromony działały tak, jak powinny, niosąc wśród wiosennego powietrza zapachową informację o jego zdolnościach miłosnych. Wiadomość ta powinna trafić prosto do nozdrzy młodziutkich samic, nieco otumaniając przeżarte krwiożerczą chęcią polowania mózgi, by finalnie doprowadzić je do rozsądnej konkluzji: należało zdobytego mężczyznę wypuścić. Dopiero w pełni wolny mógł przecież rozpostrzeć skrzydła swej siły i porwać je w ramiona, deklamując romantyczne wiersze i przy okazji prężąc mięśnie ramion w rytm rymujących się wersetów. Wright już widział, jak jego genialny w swej głupocie plan się ziszcza. Blondynka, zwana Nastką, rumieniła się coraz bardziej, i ściskając dłoń ciemnowłosej, podchodziła do pułapki, lecz...Coś je spłoszyło. Zdołał usłyszeć tylko cichy szept Eris, ja...jednak się wstydzę, nigdy się nie całowałam, lecz reszta pozostała sekretem. Panienki cofnęły się znów, uważnie mierząc go wzrokiem i różdżkami, a Wright zaklął szpetnie pod nosem. Od zawsze wiedział, że cnotliwość niewiast sprowadzi na niego zagładę, i o to właśnie bolesne przeznaczenie dokonywało się na jego oczach. Zginie marnie w tej pozycji, uwieszony w środku lasu, przy zapomnianym dębie, a nieśmiałki wygryzą jego gałki oczne i uwiją sobie w pustych oczodołach gniazda. Ben nie tracił jednak nadziei, rozglądając się uważnie dookoła i szukając jakiegoś wyjścia z sytuacji. Może jeśli odpowiednio się rozkołysze, zdoła uchwycić gałąź i wydostać się z pułapki? Może uda nieprzytomnego, a wtedy dziewczęta zwolnią zaklęcie i zdoła uciec? Może jeśli wystarczająco przekonująco wrzaśnie kocham was, kocham do szaleństwa to zostanie sprowadzony na ziemię? A może uratuje go...wyjątkowo urodziwa (co zauważał nawet do góry nogami) przedstawicielka Policji Antymugolskiej?
Doskonale. Nie mógł trafić lepiej, znajdował się bowiem obecnie pomiędzy młotem a kowadłem. Młot stanowiły szaleńczo zakochane nastolatki - a te były gatunkiem wyjątkowo niebezpiecznym; lata kariery pokazały mu, do czego są zdolne zadurzone dziewczęta i wolałby już starcie z rozszalałym hipogryfem niż nieprzewidywalnymi ślicznotkami - a kowadło: policjantka ze znienawidzonej, rasistowskiej bojówki Ministerstwa Magii.
Zaklął ponownie, tym razem jeszcze okrutniej, lecz cóż więcej mógł zrobić? Rozhuśtać się i zawirować wokół własnej osi, by przed śmiercią zapewnić sobie chociaż odrobinę rozrywki, przywołując wspomnienia z lat dziecięcych, gdy kręcił się na karuzeli? Przez sekundę rozważał także utrzymanie wspólnego frontu z ślicznotkami i zapewnienie policjantki, że po prostu się bawią, ale zdrowy rozsądek zwyciężył i Ben rozsądnie uznał, że miłość jest bardziej niebezpieczna od rządu.
- Zostałem pojmany, pani władzo. Wbrew swej woli - rzucił dramatycznym tonem, jakby nie było oczywiste, że raczej nie czerpie z podwieszenia żadnej satysfakcji. Łypał uważnie na podejrzliwie obserwujące blondynkę dziewczęta, które na razie wydawały się nieprzekonane i niezbyt wystraszone pojawieniem się na polanie policjantki. Właściwie: dlaczego tutaj się znalazła? I kto następny wychynie z krzaków? Albus Dumbledore w tiarze w serduszka czy posępna Bathilda, informująca go o tym, że to dalsza część Próby, w której musi wyrzec się nastoletnich fanek i poczuć się tak, jak złapana w pułapkę wila? Te myśli go zasmuciły, ale dalej pozostał czujny, mając nadzieję, że już niedługo wyląduje na ziemi. W jakikolwiek sposób.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
 

Jezioro Brzydoty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17