Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bulstrode Park, Buckinghamshire

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bulstrode Park, Buckinghamshire   09.04.16 23:08

First topic message reminder :

Labirynt z żywopłotu

Stanowi jedną z magicznych części Bulstrode Park, ulokowaną w znacznym oddaleniu od posiadłości rodowej. By dostać się do tej części ogrodu, należy podać hasło - Dagonet - unikalnej, marmurowej rzeźbie przedstawiającej trójgłowe węże o ogonach splecionych z labrami. Dopiero wtedy z żywopłotu znajdującego się za nią utworzy się portal prowadzący do sekretnej części, odseparowanej od zadbanych skalniaków i przejrzystych oczek wodnych.
Po przejściu trafia się na okrągły plac, z którego prowadzą cztery misternie zdobione, żeliwne bramy, każda wiodąca do innej części ogrodu. Do drzewa, które zamieszkują nieśmiałki, wysokiej wieży oraz do rzeźby przedstawiającej dokonania sir Dagoneta prowadzi sieć skomplikowanych uliczek, utworzonych z idealnie zadbanych żywopłotów. Jednak większość odwiedzających park pragnie dotrzeć do fontanny, której wody ponoć opisane są w baśni Beedle’a. Jakby tego było mało, magiczny labirynt co chwila zmienia swoje przejścia, igrając ze spacerującymi osobami. Wchodząc w głąb nierzadko trzeba nastawić się na dłuższy spacer (rzuty nie są wymagane dla osób wędrujących z postaciami z rodu Bulstrode).

1-20 - gubisz się w sieci labiryntu. Nie uda ci się trafić, tam gdzie chciałeś. Po 3 kolejkach wkraczasz na dróżkę, dzięki której trafisz na dziedziniec, z którego rozpocząłeś przygodę wśród ścieżek.
21-40 - błądzisz po omacku, labirynt igra z tobą, lecz po 2 kolejkach trafiasz w malowniczy zakątek z ławeczkami skrytymi w cieniu drzew, na których możesz odpocząć. Gdy siadasz, po chwili interesują się tobą zamieszkujące drzewo nieśmiałki. Jeden zbliża się do ciebie i nim zdążysz się zorientować, twoja różdżka znajduje się w jego patyczastym uścisku. Skłonne do żartów stworzonka przerzucają twój cenny przedmiot między sobą, spróbujesz go odzyskać nim znikną w dziupli?
* By złapać nieśmiałka należy wyrzucić parzystą liczbę oczek na kości k6, jeśli nie uda ci się to w trzech turach, nieśmiałek przerzucając różdżkę, upuści ją, a wtedy będziesz mógł ją odzyskać.

41-60 - podczas swojego spaceru natrafiasz na ducha, który oferuje ci pomoc w odnalezieniu drogi prowadzącej do fontanny. Kierując się jego wskazówkami natrafiasz jednak do marmurowej rzeźby przedstawiającą walkę sir Dagoneta z Mantykorą, która dawien dawno nawiedzała poddanych na włościach. Rzeźba wygląda realistycznie: sir Dagonet porusza różdżką i unika ataków ostro zakończonego ogona. W dodatku potwór od czasu do czasu wydaje z siebie głuche ryki, od których jeżą się włosy.
61-80 - trafiasz do samego środka labiryntu, gdzie znajduje się wysoka wieża. Gdy wdrapujesz się na jej szczyt, odnajdujesz stolik z podaną herbatą i finezyjnymi markizami, stąd możesz obserwować całe sieci wijących się ścieżek, spacerujące osoby, zmieniające się ściany żywopłotu.
81-100 - wybrałeś ścieżkę prowadzącą do fontanny, która ponoć posiada niezwykle silne magiczne właściwości. Jeśli postanowisz się w niej zanurzyć, poczujesz, że możesz wiele i wiele więcej, co zwykle wykracza poza twoje możliwości (na czas następnej walki otrzymujesz +1 pkt do każdego rzutu).
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   20.04.17 2:26

Podobno czasami żeby się odnaleźć, trzeba się najpierw bardziej zgubić.
Nie, nie brała tych nadmiernie romantycznych słów zbyt poważnie, jednak kiedy zaproponowano jej kolejne spotkanie, wiedziona nimi pomyślała o labiryncie raczej drogą skojarzeń. Przyszło jej do głowy, że będzie to teren niepewny dla obojga, więc całkiem sprawiedliwie dobrany. Jednocześnie cichy i spokojny zgodnie z upodobaniami zarówno jej jak i Ollivandera. Może dane im będzie zagubić się nieznacznie, może wydarzyć się coś ciekawego, w co nie wątpiła i nawet miała nadzieję. Liczyła, że jakiekolwiek urozmaicenia pomogą jej skupić się na sytuacji bardziej, niż własnych niepewnościach.
Choć stosunki Prewettów i Bulstrode'ów były neutralne, ona sama podchodziła do tego rodu z nie pozbawionym chłodu dystansem. Nie przeszkadzało jej jednak myśleć o tym miejscu, o którym wiele razy słyszała, ani ignorować uroku okolicy. Dostanie się tutaj nie było problematyczne nawet dla niej, choć nie czuła się nadmiernie pewnie w dziedzinie teleportacji. Myśląc o tym postanowiła potrenować tę zdolność, póki co decydując się na kominek, który pozwolił jej dostać się w okolice.
Umówili się niedaleko samego wejścia. Pogoda była przyjemna, idealna na spacer i nawet ona, która pomijając spacery w lesie przywykła do zamykania się w czterech ścianach, musiała to docenić. Stawiła się jak miała w nawyku - idealnie o czasie, jakby nakręcona niewidzialnym zegarkiem, ani minutę wcześniej, ani odrobinę później.
Ubrana jak zwykle elegancko, acz niezbyt zdobnie w suknię z długim rękawem, tym razem w odcieniach błękitu i widząc Ollivandera, który znów na nią czekał przywitała się uprzejmie.
- Zawsze zjawiasz się przed czasem? - zagadnęła z ciekawości, czując jak lekko przełamana bariera między nimi przez zaledwie dwa dni solidnie się odbudowała, zwracanie tak bezpośrednie wydało jej się zaledwie przez chwilę nienaturalne. A może to tylko jej wrażenie? - Mam nadzieję, że nie czekałeś zbyt długo.
Dodała zaraz uprzejmie. Starała się przepędzić natrętne myśli o wszystkim, co się wokół działo, trudno jednak nie dostrzec, że była poddenerwowana. Spotykała się, randkowała, jakkolwiek to słowo nie było tu niestosowne, niewłaściwe i nie na miejscu, nie robiła za to nic pożytecznego, nic z tego, co powinna, kiedy świat stawał na głowie. Nic nie mogła robić, musiała milczeć i czekać na właściwy moment.
Starała się zachowywać naturalnie, choć pewne wyrzuty sumienia nie dawały jej spokoju.
Ignorując je ruszyła jednak w stronę bramy, tym razem pewnie. Ból najwidoczniej zniknął, pozostając na jakiś czas jedynie wspomnieniem, pozwalając jej elegancko kroczyć przed siebie, sunąć, jak mawiała biedna kobieta, która musiała uczyć niepokorną panienkę etykiety, gdy ta miała kilka lat.
Mijała kolejne skalniaczki i oczka wodne, hasło znając od jednej z osób, które swego czasu polecały jej to miejsce jako miłą przygodę. Tak miłą, że aż nie na miejscu.
- Wiele słyszałam o tym miejscu. Jeśli obawiasz się czuć niekomfortowo w labiryncie, możemy zostać w okolicy, także jest przyjemna. - dodała jeszcze, choć trochę żałowałaby, gdyby nie spróbowała dotrzeć do wspaniałej fontanny, czy drzewa pełnego nieśmiałków, o którym słyszała.
Nie wypowiadała więc hasła, a czekała na decyzję.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler
And the truth is only telling you to be immune to everything
13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   28.04.17 15:31

29 kwietnia
Wybór miejsca na kolejne spotkanie pozostawił lady Prewett, chcąc dać kobiecie wybór oraz pragnąc ruszyć swoją ciekawość wobec niej na nieco inne tory - od wizyty w Weymouth minęły jedynie dwa dni, w ciągu których sprawa wciąż wydawała mu się zbyt świeża, aby się nad nią rozwodzić. Rodziny subtelnie wywoływały presję, sugerując jak największe stłoczenie czasu spędzanego razem, nastrajać na stworzenie więzi, kiedy w jego przypadku, i podejrzewał że wbrew ekspresowemu "przejściu na ty" także w przypadku Julii, liczył się głównie czas. Nie chciał i nie zamierzał niczego przyspieszać na siłę, doskonale wiedząc, że wyszłoby z tego nie więcej niż niepowodzenie i wzajemne nieporozumienia. Porozumienia były kruche i wymagały nakładu cierpliwości oraz zaufania. Jak zaś można było nieznajomej?
Choć nie wyjaśniła mu (jeszcze?), dlaczego wybrała właśnie park Bulstrode, zdołała pobudzić wyobraźnię Ulyssesa do prostych domysłów - nie posuwał się jednak do wizji romantycznych schadzek, takie bowiem byłyby ogromnym rozstrzałem od ich poprzedniego spotkania. Uległ zwyczajnie pokusie podpytania, czy coś kryje się między żywopłotami - wspomnienia, sentyment, czy choćby dłuższa zwłoka z odwiedzeniem tych terenów albo zwykła losowość, potrafiąca mieć własny urok, powiązany z nieprzewidywalnością. Tym razem nie trzymał w dłoni żadnego drobnego podarunku, nie stosując się do powszechnych zwyczajów i uprzejmości. Wciąż myślał, że na wszystko przyjdzie czas, ignorując jego faktyczny upływ. Miał w zanadrzu inną niespodziankę, równie nieznaczną, ale łączącą aktualny dzień z poprzednią rozmową. Czekała na swój moment, gdyż Ollivander lubował się w wyczuciu aktualnej chwili, starając się uchwycić swoją obserwacją dominujące w niej nuty.
- Zazwyczaj. Znaczne ułatwienie przy wprowadzaniu zaskoczenia przy wyjątkach - przyznał zgodnie z prawdą, bo i takie drobnostki jak spóźnienia albo niespodziewane odwiedziny zdarzały mu się, gdy w interesie leżało manipulowanie sytuacją. - Ciebie za to można pochwalić za idealne wyczucie czasu - upewnił się, zerkając na zegarek, tak jak poprzednio tkwiący na łańcuszku, na zbyt długie czekanie przecząc krótkim ruchem głową - rzadko się nudził, tym razem te kilka minut wypełnił, zaskoczenie, obserwacją. Poddenerwowanie nie umknęło uważności, dlatego odrzucił wypytywanie o nastrój, nie chcąc wtrącać się tak szybko. Zamiast tego pociągnął neutralnie temat. - Zamierzone?
Nerwowość uwypukliła się znacznie, kiedy ruszyła w kierunku bramy, nie dając mu zbyt wiele czasu na uprzejme zaoferowanie ramienia, lecz nadrobił ten mankament tuż przed żelaznym wejściem, najpierw unosząc rękę, zanim odpowiedział.
- Absolutnie. Szkoda byłoby nie wykorzystać potencjału ciekawych miejsc, dlatego możesz już wybierać ścieżkę - polecił, bo zacienione dróżki dało się dostrzec jeszcze przed przekroczeniem wejścia. Bywał tu, co prawda nie więcej niż łącznie trzy razy i dosyć dawno, ale twierdził, że to miejsce na tyle ciekawe, by warto było do niego wracać - przejścia zmieniały się i nie zdołał w przeszłości wyłapać żadnego schematu owych przesunięć, a i nie wątpił w to, że zawsze trafi się na ciekawy zakątek. - Ciekawe miejsce, ponoć zbyt pewni siebie gubią się w nim najszybciej - choć to pewnie była jedna ze sztuczek słownych ojca, słowa te bowiem zdarzyło mu się usłyszeć podczas pierwszej wyprawy do parku, lata temu, kiedy Marcus uklepywał w nim typową dla Ollivanderów neutralność i dystans. - Choć czasem różne powody ciągną ludzi w konkretne miejsca. Tylko ciekawość, czy coś się za tym kryje?




there was light before the rain began and there was hope behind the suffering joke, lies come, lies they goeven the sun is tired

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   02.05.17 2:02

Byli sobie obcy. Oboje postawieni w bardzo niezręcznej sytuacji, zestawieni razem. Julia mogła słuchać na temat Ulyssesa pomiędzy znajomymi, czy rodziną, wszyscy opowiadali o nim w samych superlatywach, nadal jedna pozostawał postacią z opowieści, reklamowaną, przedstawianą. Oboje po części byli dla siebie towarem, prezentem odrobinę niewygodnym, do którego trzeba przywyknąć, który z czasem się polubi lub uzna za grat, jak często bywa z tym co nietrafnie otrzymuje się od rodziny.
Potrzebowali czasu. Julia nie była doświadczona w sprawach sercowych, jednak nawet ona to dostrzegała, uważając kogokolwiek opowiadającego o uczuciach od pierwszego wejrzenia za głupca. Nie sądziła z resztą, aby potrzebowali względem siebie bardzo głębokich uczuć. Potrzebują wzajemnej akceptacji i szacunku. Reszta przyjdzie lub nie. Póki co jednak jeśli w ogóle mają mieć tę szansę, muszą choć odrobinę przywyknąć do siebie i do myśli o czyjejś egzystencji obok.
To miejsce wybrała właściwie przypadkiem, było pierwszym co przyszło jej do głowy, jednym z tych miejsc które dawno chciała odwiedzić, jednak nie znalazła do tej pory odpowiedniej ilości czasu, lub chęci połączonej z czasem. Przyszła jednak pora właśnie na to, by odrobinę się zagubić.
- Spóźnianie pozostawmy osobom na tyle nadętym, by myśleć, że wolno im marnować cudzy czas, przychodzenie przed czasem jednak także nie leży w mojej naturze. Staram się zapełniać własny czas najmocniej, jak mogę.
Przyznała. Szczególnie, kiedy coś leżało jej na sercu, oczekiwanie w trakcie którego nie miała zbytnio czym zająć myśli potwornie ją denerwowało. Wolała więc wypełnić własny czas, zająć się czymś, odpowiednio wieloma rzeczami, by wyjść idealnie o czasie do kolejnego zajęcia.
- Jak rozumiem, jest to czasem sposób walczenia z rutyną, częściej uświadomienie towarzystwa w pozycji osoby zależnej? Wybacz, jeśli nadinterpretuję. - dodała, pozwalając sobie przy tym na łagodny uśmiech. Celowe spóźnienie możnaby widzieć jako psikus, czy zaskoczenie, bardziej jedna skłaniała się ku drugiej myśli. Uświadomienie drugiej osobie na czyich warunkach przebiega dana sytuacja. Podobny zabieg z resztą ciekawie jej pasował do tej postaci. Choć może przesadzała? Brała to pod uwagę.
Przyjęła zaraz oferowane ramię, kiedy dotarli pod piękną bramę.
- Cieszy mnie to. - przyznała, bo i labirynt kusił. Kusił swoimi ścieżkami, tajemnicą, pomocą w oderwaniu rozproszonych myśli od dręczących spraw. Zaraz potem wypowiedziała hasło przed drugą z bram. -Sprawdźmy więc ile mam dziś szczęścia.
Powiedziała ze spokojem, patrząc jak brama powoli się otwiera, pozwalając im wejść do labiryntu. Być może zabłądzić odrobinę, być może dotrzeć do jakiegoś celu, nie ważne czym on właściwie był.
- To całkiem możliwe. Byłeś tu przedtem? - zagadnęła z zainteresowaniem, rozglądając się przy tym dookoła. Jej myśli nie w pełni odchodziły w stronę tego co widziała, nie była dzieckiem które łatwo da się rozproszyć dużą ilością bodźców, niewątpliwie jednak odrobinę się uspokoiła. Nieznacznie zdystansowała, jakby zamknięcie między magicznymi krzewami jej w tym pomogło. - Choć nie byłoby w tym nic niezwykłego. Nadmierna pewność siebie sama w sobie jest pewną zgubą.
Powróciła do poprzedniej myśli, pozwalając sobie na drobny banał - jednak banał niepozbawiony niezaprzeczalnej prawdy.
Na pytanie zastanowiła się przez chwilę. Nie spieszyła się, nie było ku temu powodu. Im dalej szli, tym bardziej docierał do niej spokój tego miejsca.
- Są osoby, które lubą się gubić. Innych kusi zieleń i opowieści o tym miejscu. - stwierdziła w końcu - Dużo czasu spędzam w swojej lecznicy, mniej w domu, najmniej poza tymi miejscami.
Nie było powodu, żeby się z tym kryć.
- To miejsce było jednym z tych które od dawna zamierzałam odwiedzić przez cudze opowieści. Muszę z resztą przyznać, że sam park dorównuje plotkom. Nie spodziewałam się tego.
Dodała, bo i te zazwyczaj okraszone były emocjami, podbarwione, mało kiedy coś polecanego bywało aż tak dobre jak w ustach polecającego.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   02.05.17 2:02

The member 'Julia Prewett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 41


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler
And the truth is only telling you to be immune to everything
13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   03.05.17 12:10

Na temat uczuć od pierwszego wejrzenia miałby pewnie podobne zdanie, gdyby nie przedłużający się incydent z przeszłości, od którego żadnym sposobem nie mógł uwolnić się do dziś - nagły i niespodziewany, wnoszący w życie wiele nieznanych wcześniej odczuć. Teraz mógł tylko wypominać sobie słabości, zostawiające trwały ślad oraz uwierającą wyraźnie obawę przed wiązaniem się z kimś, przed uwiązaniem kogoś u swego boku, ale też przywiązaniem do niego - według doświadczenia wynikało z tego bowiem więcej ciężkich przeżyć. Niemniej jednak, o porywach serca nie potrafiłby mówić głośno, krępując się w temacie i własnych zeznaniach. Na zmianę powątpiewał i wierzył, że przeszłość uda się pogrzebać, by nie wracać do niej w kontaktach o nieco innym podłożu. Żałował, naprawdę żałował, że nie mieli okazji do ugruntowania sobie relacji w naturalniejszy sposób, bez niezręczności i wymagań, bez świadomości upływającego czasu i wpatrzonych w nich oczu - mogły być nieobecne, ale wzrok ciążył mimo wszystko, czujnie śledząc poczynania i sugerując podjęcie decyzji. Jakaś cząstka pragnęła szczerej rozmowy i bezpośrednich pytań, by mieć już ciężki etap za sobą, ale skorupa była zbyt twarda na wylewność. Gubił się w dysharmonii przekonań i oczekiwań.
- Więc jak zapełniłaś go przed dzisiejszym przybyciem? - typowa wnikliwość, automatyczne żądanie potwierdzenia słów konkretnymi działaniami, mimowolna chęć otrzymania przykładu, by określić postać mocniejszą linią i dodać jej nieco realniejszy kształt w świadomości. Bliższy. Nie tłumaczył istoty swojego pojawiania się przed czasem, ale mogła swobodnie pytać.
- Różnie. Poważnie traktuję klientów, przy bardziej zażyłych kontaktach pozawalam sobie na niedopatrzenia. Z przekory, kontroli, przez przypadek - wbrew pozorom nie planuję każdej sekundy życia - tylko co drugą! Uniósł brew przy tej sugestii. - Główną wadą przewidywalności zawsze wydawała mi się rutyna, ale niektórzy uwielbiają podobne stałości - zakończył gładko, usadawiając się gdzieś pomiędzy, ale i potwierdzając obydwie z tez. Jakby nie patrzeć, było w tym sporo sprzeczności - można przypuszczać, że nie lubił stałości, ale dominowała w jego życiu.
Przekroczywszy bramę nie rozglądał się tak uważnie, jak Julia, ale powiódł wzrokiem po otoczeniu, badając je pobieżnie, ukradkiem próbując ocenić, czy zdenerwowanie towarzyszki rozproszyło się nieco. Kiwnął głową.
- Dawno - sprecyzował, ściskając konkretny czas w tym niezbyt konkretnym stwierdzeniu, kolejny raz uszczuplając przepływ informacji. Pytania często zamykały do niego wszelkie drogi. - Dobrze, że się zgadzamy - ocenił, zerkając na nią poważnie. Ollivanderowie nie puszyli się i nie wychodzili przed szereg, a skoro miała stać się przedstawicielką ich rodu, wiedza o podejściu do tej cechy była wiedzą istotną.
- Na szczęście takich miejsc nigdy nie brakuje, będziesz mogła nieco uszczuplić swoją listę - stwierdził, wychylając się równocześnie lekko w bok, ale nie ciągnąc niezdarnie ramienia Julii; wydawało mu się, że coś zalśniło perłową bielą za zakrętem. - Chyba mamy towarzystwo - mruknął spokojnie. - Mogę wziąć na siebie odpowiedzialność za dzisiejsze zagubienia - kiwnął uprzejmie głową, przyspieszając nagle, lecz nie wyrywając dziko do przodu - zmiana tempa była niespodziewana, ale żadną miarą gwałtowna, choć suknia kobiety załopotała cicho. Mieli do wyboru dwie drogi, lewo i prawo, ale Ulysses bez zastanowienia wybrał drugą z nich, z uśmieszkiem kryjącym się w kąciku. Przyda im się trochę życia w tym błądzeniu. Duch unosił się nad ścieżką, zlewając się z niebem usianym chmurami, obserwował najprawdopodobniej drogi, do których teraz nie mieli dostępu, a po których kręciły się inne osoby, zaglądał bowiem w różne zakamarki znad zielonych ścian. Zauważywszy ich wykonał w powietrzu salto i wylądował przed nimi. Był niski, niższy od rudowłosej, krępy, oczy miał ustawione jakby nierówno - jedno wyżej, drugie niżej, a twarz zdobił mu karykaturalnie chytry uśmieszek.
- Urodziwi państwo, urodziwi - uznał, wnosząc się nieco wyżej, najwyraźniej niezadowolony ze swojego położenia, w którym musiał zadzierać głowę. - Mnie urody poskąpiono, ale pomyślunku nie zabrakło, jako i empatii, serce mam ponoć tkane ze szczerej miłości, więc nie lękajcie się i obdarzcie mnie zaufaniem, a pomogę wam trafić do celu - obiecał, skłaniając się krótko. Ollivander zerknął na towarzyszkę pytająco, pozostawiając jej wybór - odpowiedzialność wciąż spoczywała na jego barkach, jak obiecał, lecz to kobieta powinna określić, czy chce być zwodzona przez podejrzanego ducha.




there was light before the rain began and there was hope behind the suffering joke, lies come, lies they goeven the sun is tired

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   09.05.17 0:25

- Szukałam podręczników. Tych związanych z magicznymi językami jest potwornie mało, a te interesują mnie znacznie bardziej, niż te z których korzystają ludzie. - przyznała. Ulysses nie mówił wiele o sobie, ona jednak nie miała tego oporu. Nie miała w zwyczaju nadmiernie trajkotać, mówiła spokojnie, powoli dobierając słowa, starała się nie przechwalać, mówienie o swoich zainteresowaniach jednak tym nie było. Właściwie w oczach niejednej osoby powinna je ukrywać, oto arystokratka, która w okresie buntu odrzuciła francuski na rzecz trollińskiego i nadal się tym cieszy! - To prawda, że powinno się skupić na praktyce, do niej jednak trzeba wpierw nabrać podstaw, to z kolei jest najtrudniejsze nie przez odmienność strun głosowych, czy samą problematykę języku opierającego się bardziej na tonacjach, niż składaniu tego co my nazywamy literami, a właśnie w tym, jak trudno dostać pozycje które opisywałyby dany język odpowiednio dokładnie. Wszystko, co znajduję jest irytująco powierzchowne.
Pokręciła lekko głową, nieznacznie marszcząc przy tym nos jak miała to w zwyczaju, kiedy faktycznie coś ją denerwowało. Dawno już wymarzyła sobie, by zrobić porządny podręcznik - od podstaw do dokładniejszej analizy, najlepiej opierający się na wszystkich magicznych językach. W końcu do ambitnych świat należy? To jednak plan na odległą przyszłość, dopiero uczyła się drugiego z trzech języków.
- Rutyna to poukładanie. Choć owszem, wydajesz się osobą, której czas jest zawsze zaplanowany. - przyznała z nieznacznym rozbawieniem. Wydawał się jakby lekko spięty, odrobinę sztywny, możnaby oczekiwać iż ktoś taki nie będzie przepadał za nadmiernymi odstępstwami od normy, czy nieułożeniem czasu. Najwidoczniej jednak pozory mylą. Po chwili namysłu Julia doszłą z resztą do wniosku, że są osoby, które w podobny sposób mogą myśleć o niej przez to, jak mocno skupiała się na nie-towarzyskich zajęciach, nauce czy pracy oraz przez to jak punktualna zawsze była.
Skinęła lekko głową na jego słowa, nie mając nic do dodania. Chwilami miała wrażenie, że są do siebie dość podobni. Zerknęła na niego. Powoli nerwy także odsuwały się gdzieś w bok. Nie znikały, jednak pozwalały by jej myśli wstąpiły na przyjemniejsze drogi.
- Prowadź w takim razie. Będziesz winnym, lub bohaterem wieczoru. - odpowiedziała na jego słowa i także przyspieszyła, by zrównać się z nim krokiem. Także na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech, był jednak milszy, niż ten który wykrzywił usta Ulyssesa. Była lekko rozbawiona tą drobną przygodą, przez chwilę przypomniało jej się, jak jako dziewczynka biegała po ogrodzie z siostrą. Gdyby wtedy miała okazję zgubić się w labiryncie! Cóż, dobrze że nie miała, bo być może w tej chwili nie uczestniczyłaby w tej zabawie. Odrobina prostej zabawy, gonienie ducha, który prześlizgiwał się drogą, by zawisnąć wyżej i obserwować to, czego oni nie mogli zobaczyć.
- Podobno ludzie mądrzy nigdy nie mówią o swojej wiedzy, podobnie jak dobrzy o czystości swoich serc wiedząc, że nie oni powinni to oceniać. - zauważyła i choć mówiła zgodnie z własnymi myślami, jej ton zdradzał raczej rozbawienie. Nie spodziewała się, by cokolwiek mogło im grozić ze strony tego ducha, pytanie tylko czego właściwie chciał. Nie zdziwiłaby się, gdyby w ramach rozrywki i urozmaicenia dla potwornie długiej egzystencji zwodził podróżnych w niezbyt przyjemne miejsca. - Nie mamy właściwie celu, możesz jednak polecić nam jedną z dróg, a przemyślimy twoje rady.
Dodała patrząc na ducha. Spodziewała się, że mogła go urazić, zdarzało jej się to przypadkiem, niejednokrotnie była ganiona za swoją bezpośredniość i musiała bardzo uważać na język. W tej chwili nie byli jednak na salonach, nie czuła więc żeby powinna nadmiernie się przejmować.
- Ciężko o zaufanie w naszych czasach, szczególnie wśród młodych ludzi. - dosłyszała w tonie ducha naganę, która nieznacznie ją rozbawiła. - Jeśli jednak dwuktotne skręcicie w lewo, raz przejdziecie prosto, po czym skręcicie w prawo, dotrzecie do słynnej fontanny i tam poczujecie wstyd za nie przykładanie wagi do moich słów.
Zapewnił jeszcze. Julia uniosła wzrok na Ulysessa, ciekawa czy ten czuje się przekonany. Jej w gruncie rzeczy było to obojętne, większym problemem będzie zapewne opuszczenie labiryntu, tym jednak będą martwić się w swoim czasie.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler
And the truth is only telling you to be immune to everything
13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   12.05.17 22:05

Skinął głową lekko, z zalążkiem uznania - szanował ludzi potrafiących znaleźć swój własny kąt w świecie, mających wystarczająco odwagi by nie wyprzeć się go, nawet jeśli otoczenie nie było zbyt zadowolone z doboru wypełniających go zainteresowań. Magiczne języki dopełniały postać Julii i zgrywały się z jej miłością do zwierząt, co pozwoliło Ollivanderowi uchwycić myśl, że trochę ją zna - pragnienie porozumienia ze stworzeniami wplotło się zgrabnie między pojedyncze szczegóły, nadając ogólnemu obrazowi więcej barw i życia, jakby stała się nagle bardziej autentyczna i realna. Najwyraźniej potrzebował słuchać, potrzebował tej podstawowej wiedzy, by móc wyciągnąć jej widmo z ciasnego kręgu aranżowanej przyszłości w pole znakowane większą swobodą, gdzie mogliby stanowić dla siebie elementy bardziej ludzkie i obecne w teraźniejszości, a nie tylko w domysłach o kolejnych latach. Niestety, pomniejsze odkrycia wcale nie zakorzeniały w nim chęci do uzewnętrzniania się, za to z typowym opanowaniem, prawdopodobnie już jako odruch - podtrzymywał temat. Początkowo tylko pokręcił głową, starając się przywołać z pamięci naukę obcego języka - podejmował próby, z umiarkowanym zainteresowaniem przeglądając podręczniki do francuskiego oraz pedantycznie równo kreśląc litery cyrylicy, lecz nic nie zatrzymało go na dłużej przy tych naukach, gdyż nie czuł potrzeby, by porozumiewać się zdaniami składanymi inaczej, niż po angielsku. Z pewnością konkretna potrzeba albo wyraźna ciekawość zaowocowałyby znajomością, lecz teraz tylko wyobrażał sobie, jaką trudność może sprawiać przyswojenie, chociażby, goblideguckiego. Zainteresowało go to - na płaszczyźnie obserwacji i czystej teorii, przebiegu nauki, ale wystarczyło, by tchnąć trochę życia w stateczną postać, oszczędzając skrajnie suchego tonu, który zelżał i ustawił się między wyuczoną uprzejmością, a naturalnością. 
- Nie ma miejsc, instytutów, oddziałów - czegokolwiek - zajmujących się tymi językami? - zapytał, dosyć zaskoczony, ale nie czując potrzeby, nigdy nie rozglądał się za podobnymi placówkami czy zgromadzeniami, dlatego nie mógł mieć żadnego rozeznania. - Podejrzewam, że praktyka bez teorii w tym przypadku może skutkować głównie porażkami - wysnuł wniosek, wyobrażając sobie śmiałka-idiotę, bez przygotowania wyruszającego na pogawędkę z trollem. Cóż - Julii, na szczęście, o podobny brak rozsądku nie posądzał. - Może warto rozejrzeć się za żywym podręcznikiem - zasugerował, spoglądając na rudowłosą z ukosa, przez krótki moment rozważając także inne opcje, nie mając pojęcia, jak pomysł sklejony na poczekaniu może łączyć się z jej życiowymi celami - a w przyszłości wydać przełomowe dzieło, zdolne do przedstawiania przykładów na głos - wzruszył ramionami. Właściwie, gdy poświęcił tematowi chwilę własnych rozmyślań, oczywistym i najbardziej logicznym wyjściem wydało mu się umieszczanie trudniejszych części na płytach gramofonowych. Zwrócił też uwagę na fakt, że nie sprecyzowała, z jakim językiem aktualnie ma do czynienia - choć równie dobrze mogła rozglądać się za materiałami do wszystkich. Mimo tego, postanowił dopytać. - Zbierasz źródła do konkretnego języka?
- Powiedzmy, że tak właśnie jest - zaprzeczył nieco swoim poprzednim słowom, zostawiając Julii pole do domysłów, kiedy chwilowy, przelotny uśmieszek przewlókł przez twarz przekorę, za moment pozostawiając wyraz w neutralności. Lubił tworzyć budowle, by czasem zburzyć ich część, w następnej chwili udając, że nic nie zaszło - iluzja czasem była sprawna i gdyby zerknąć w tę samą stronę, wszelkie cegiełki leżały równo na swoim miejscu, nie nosząc znaków ingerencji. Był niejednoznaczny, trudny w odczytaniu. Zaśmiał się prawie bezgłośnie, jakby ze szczyptą kpiny, przy jej stwierdzeniu, kiedy przez myśl przemknęło mu albo winnym, co swe winy skrywa pod bohaterstwem, ale zachował myśl pod kluczem, łagodząc ją inną odpowiedzią.
- Poddam się fachowej ocenie - zapewnił, a oceniającą miała być, rzecz jasna, lady Prewett. Nie wtrącał się, gdy odpowiadała duchowi na słowa pełne pochwał dla samego siebie, wyjątkowo nie dociekał też, gdzie pragnie wyprowadzić ich ta przejrzysta postać, lecz nie sądził, by jego wskazówki faktycznie mogły pomóc w trafieniu do samego centrum labiryntu. Z ograniczonym rozbawieniem zerknął na Julię, gdy zostali już pokierowani i uniósł brwi, krótkim ruchem głowy sugerując, że ruszają w dalszą podróż. Po dwóch zakrętach w lewo Ulysses ułożył różdżkę na dłoni, w myślach inkantując wskaż mi, a efekt wywołał krótki śmiech. Zmierzali w zupełnie inną stronę, kierując się bardziej ku zachodniej części, jak przypuszczał, ale nie zraził się wcale podobnym obrotem spraw.
- Osobliwy duch - stwierdził krótko, gdy mijali rozwidlenie, zgodnie z poleceniem zmierzając prosto. Zostawał tylko zakręt w prawo. - Obserwuje nas i czeka na potknięcie. Proponuję zamienić role, niech potknie się za nas, jeśli tylko sytuacja pozwoli - mruknął spokojnie pod nosem, ciszej, sugerując, że mogą zaplanować intrygę i wyciągnąć go z kryjówki. Tymczasem skręcili posłusznie w prawo, docierając do... cóż, nie była to fontanna. W pierwszej chwili w ich stronę, tuż przy ziemi, roztaczając wokół kurz ze ścieżki, pomknął ogon mantykory, przed którym musieli uskoczyć - zaraz rozległ się też niebywale wiarygodny ryk stworzenia.

Rzut k6:
1 - unik nieudany, zgruchotana kostka Ulka, ups; Julka rzuca kostką
2 - unik udany, obydwoje zdrowi i bezpieczni; Julka nie rzuca!
3, 4 - unik Ulka udany; Julka rzuca kostką
5 - unik Julki udany, rzuca kostką na ulkowy unik
6 - unik nieudany, oboje dostają po kostkach; Julka nie rzuca




there was light before the rain began and there was hope behind the suffering joke, lies come, lies they goeven the sun is tired

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   12.05.17 22:05

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : rzut kością


'k6' : 1


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   14.05.17 17:42

Na jej twarzy pojawił się dość łagodny uśmiech, zaledwie przez chwilę, by przez kilka kolejnych odbijać się jeszcze echem. Skinęła powoli głową.
- Oczywiście, w Ministerstwie mają specjalistów, aż tak daleko jednak nie sięgam. - może nie było to potrzebne, może w pewien sposób odnosiło się do jej politycznych przekonań, czy czystej niechęci do tej instytucji. Zamilkła więc na chwilę, by za chwilę zacząć temat na nowo, nie żałując wcześniejszych słów, a chcąc odrobinę inaczej przeprowadzić tę rozmowę. - Myślę, że każda dziedzina ma swoich pasjonatów. Istnieje pewne stowarzyszenie, staramy się wzajemnie ułatwiać sobie naukę. Niedawno otrzymałam ciekawą książkę na temat porozumiewania się z istotami bez języków, lub których języków nie jesteśmy w tanie przyswoić od znajomego z Walii. To głównie jednak poboczne tematy i wskazówki. Nie jest to też duża grupa ludzi. Temat nie jest bardzo popularny.
Prewett była jednak bardzo uparta, inaczej nigdy nie osiągnęłaby tego, co ma w tej chwili - znała już jeden język biegle, podstawy kolejnego, parła przy tym do przodu skupiając się na celu. Prowadziła swoją klinikę, dbając o jej coraz lepszą renomę, szkoliła się jak mogła, by w razie potrzeby móc walczyć jak najlepiej, choć jej sposób walki był najbardziej efektywny, kiedy trzymała się transmutacji. Została animagiem, choć nie miała pomocy. O wszystko, co miała lubiła starać się sama, być może też stąd niezbyt duże zainteresowanie podobnymi instytucjami.
- Guwernantka usiłowała mi to utrudniać. Trochę był to dziecinny bunt, prócz faktycznej ciekawości oczywiście. Kładła nacisk na francuski, mam jednak wrażenie, że prędzej porozumiem się z żabami na ich talerzach, niż z kimkolwiek mówiącym w tym języku. - oznajmiła, kręcąc głową. Czy to problem z porozumiewaniem się z ludźmi? Kiedy było trzeba, nie sprawiało jej to problemu. Od zawsze jednak kiedy mogła, ciągnęła w stronę zwierząt i wszelkiej maści istot.
- Jeśli masz na myśli, rozmowę z przedstawicielami gatunku, podchodzę do tego ostrożnie. Planuję to, powoli opanowałam już podstawy, jednak nie chciałabym zbyt mocno ryzykować. - planowała i kusiło ją. Choć mówiła o ostrożności i faktycznie bardzo panowała nad swoim zniecierpliwieniem, jej twarz jakby pojaśniała, kiedy mówiła o możliwości rozmowy z trytonami. Chciała tego już, teraz, natychmiast.
- A stworzenie odpowiedniego podręcznika jest moim małym marzeniem. Kiedyś, w odległej przyszłości rzecz jasna. - powoli przestawało ją drażnić, że wciąż mówi o sobie. Wolałaby także się czegoś dowiedzieć, najwidoczniej jednak weszli na tematy w których mogła mówić dużo bez najmniejszych oporów.
- W tej chwili do trytońskiego szczególnie. Mogę powiedzieć, że trolliński znam biegle, choć staram się nie zatrzymywać. Języki są żywe, nawet tego typu języki, zignorujesz ich rozwój na dwa lata i dostrzeżesz wyraźne różnice. - przyznała, z lekkim zainteresowaniem przyglądając się jego reakcji na słowa o języku trolli. - Jak wspomniałam, chciałam zrobić na złość guwernantce. Gdybyś widział jej minę, kiedy za pierwszym razem wysłano ją ze mną między trolle, zrozumiałbyś, że było warto. - dodała nie kryjąc rozbawienia. Oto dziewczę, które uczono dobrych manier, o którego edukację do pewnego etapu dbała osobiście, oto dziewczę które usiłowała przymusić do pięknego języka odległej Francji, szlachcianka, która w małym paluszku ma zasady dworskiej etykiety, ONA chrząka pomiędzy trollami!
Eh, bywało to dziewczę bezlitosne.
Zerknęła na niego przy kolejnej wypowiedzi, choć nie komentowała już dalej, nie wchodząc w pytania o osobowość. Nie tylko dlatego, że wydawały jej się pozbawione większego sensu przy tej konkretnej osobie - nie trzeba być mistrzem wszelkich obserwacji, by zrozumieć, że Ollivander nie lubi rozmawiać o sobie - ale także dlatego, że mało kto potrafiłby na nie odpowiedzieć szczerze.
- Będzie bardzo rzetelna. - obiecała więc.
Spotkanie z duchem było dość zabawne na swój sposób, na komentarz rozmówcy skinęła głową potwierdzająco, spoglądając przy tym na jego różdżkę. Nie mieli wybranego celu, nie mogli więc tak na prawdę narzekać.
Tak przynajmniej sądziła do chwili w której zauważyła magiczną istotę. Nie zdążyła odpowiedzieć na słowa Ulyessa, uśmiech w jednej chwili zmazał się z jej twarzy. Właśnie brutalność tych magicznych zwierząt sprawiła, że nie otrzymały one miana istoty mimo, że przecież potrafią mówić ludzkim głosem. Ta myśl sama w sobie była dla Julii przerażająca. Spróbowała uskoczyć przed ogonem patrząc, jak Ulysess się wywraca i sięgając przy tym po własną różdżkę.
Jakakolwiek próba komunikacji ze stworzeniem, które nie jest w stanie panować nad swoim agresywnym zachowaniem zdawała się nie mieć sensu.
Dopiero po chwili dotarło do niej, że jest to jedynie bardzo realistyczna rzeźba, ożywiona, jednak nawet w połowie nie tak groźna jak oryginał, choć najwidoczniej równie wredna.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   14.05.17 17:42

The member 'Julia Prewett' has done the following action : rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler
And the truth is only telling you to be immune to everything
13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   16.05.17 23:44

Sam niespecjalnie przepadał za Ministerstwem Magii, starając się nie mieć z ową instytucją do czynienia, gdy nie było to bezwzględnie wymagane. Jeżeli była inna droga załatwienia sprawy, korzystał z niej, lecz często nie istniały wyjścia inne niż postawienie stopy w londyńskim gmachu. Dlatego nie przekonywał Julii, że wszystko da się załatwić, jeśli pociągnie się za odpowiednie sznurki - co w ich świecie rzeczywiście było prawdą - ani nie namawiał do podjęcia prób dostania się do owych znawców; będąc na jej miejscu, postąpiłby dokładnie tak samo, zajmując się wszystkim indywidualnie. Nie wyrażał żadnego zdania, nie dał znać, że równie niechętnie odnosi się do Ministerstwa, ale zanotował sobie ten drobny szczegół.
- To rzeczywiście nisza - uznał krótko. - Tym lepiej, że macie choć taki przepływ informacji.
Byli bardziej podobni, niż mogli przypuszczać - tak, jak Julia, Ulysses nie garnął się do jakichkolwiek form pomocy z zewnątrz, zazwyczaj działając w pojedynkę i pracując ciężko na własne sukcesy, samemu szlifując wiedzę oraz umiejętności, udział innych osób starając się ograniczyć do bezwzględnego minimum. W tym wszystkim był jednak przyzwyczajony, że inni podobne opory miewają nieporównywanie rzadziej, nie wahając się i przyjmując wsparcie otoczenia. Podczas słuchania dalszych słów okazało się, że cechują się również podobnym uporem oraz hartem ducha, byli wytrwali i nie poprzestawali na zapewnieniach, nie dając innym zepchnąć własnych celów w otchłań zapomnienia.
- Nie, mam na myśli osobę zaznajomioną z językiem od dłuższego czasu - sprostował spokojnie, zaprzeczając również krótkim ruchem głowy. - Kogoś, kto dokonałby odpowiedniej korekty, rozwiał wątpliwości przed wyruszeniem w teren. Ryzyko najlepiej zmniejszyć do możliwego minimum, zapewne nie da się go zupełnie wyeliminować, dlatego popieram ostrożność - niezbyt długie spojrzenie wystarczyło, by wyłapać zmiany w jej twarzy; oczy lśniące entuzjazmem i wyżej uniesione kąciki ust wyraźnie zdradzały, że ma ochotę na spotkanie ze stworzeniami. Przyjął informację o marzeniu z uprzejmym zaciekawieniem, zamkniętym w kiwnięciu i uniesieniu brwi. Pamiętanie takich drobnostek przychodziło mu zaskakująco łatwo, szczególnie, gdy miał do czynienia z wypowiedziami czystymi i autentycznymi. Reakcja na znajomość języka trolli nie była wyjątkowa - uśmiechnął się tylko nieznacznie, lecz nie kpiąco. Bardziej skupił się na ilościach dróg rozwoju rudowłosej niż na sposobie, w jaki ów język był postrzegany.
- Nie wątpię - odrzekł swobodnie, nie krępując uśmiechu, bo i jemu na krótki moment udzieliło się rozbawienie. Zdawało się jednak, że było ledwie ziarnkiem, gubiącym się szybko wśród spokojnej wody. - Cóż, gdy uznasz, że panujesz nad trytońskim wystarczająco, możemy się do nich wybrać. Szczerze mówiąc nie miałem okazji zobaczyć trytona poza książkowymi przedstawieniami - nie zamierzał hamować jej rozwoju, skoro sam nie potrafił odmówić sobie własnego. Stanie w miejscu było najgorszą rzeczą, jaka mogła spotkać człowieka, nie uczyło niczego, pozostawiało po sobie wyłącznie pustkę. Nawet cofając się można było zasięgnąć lekcji, dostrzegając błędy. Ograniczanie czyjejś wolności nie sprawiało mu żadnej satysfakcji, zaś nad swoją wciąż załamywał ręce - życie ułożyłoby się prawdopodobnie zupełnie inaczej, gdyby mógł wziąć Valerie za żonę.
Nagły wyskok rzeźbionej mantykory wytrącił mu uwagę z rąk - próbował uskoczyć, w czas oszczędzając im spotkania z kamiennym ogonem stworzenia, ale poległ w tej próbie, będąc bliżej zagrożenia. Kostka spotkała się z ogonem dokładnie wtedy, gdy uniósł nogę, by zrobić spory krok w tył. Syk wyrwał się zza zaciśniętych zębów, a ból przeszył zranione miejsce, odbijając się echem w całej kończynie, przez chwilę wręcz dzwoniło mu w uszach. Lądując na niesprawnej nodze stracił równowagę, co nie było zbyt wielkim zaskoczeniem - podparł się na dłoniach, cudem nie łamiąc różdżki - może w jakimś odruchu upuścił ją chwilę przed upadkiem. Wszystko trwało zaledwie chwilę, ale poderwał głowę, by spojrzeć, czy Julii udało się uniknąć przykrych konsekwencji, wyglądało jednak na to, że wszystko jest w porządku - stała stabilnie, dobywając własnej różdżki, co pozwalało mu zauważyć, że skorzystała z kilku dodatkowych chwil, jakie zagwarantował jej swoją kontuzją. Pochwycił szybko różdżkę, celując od razu w rzeźbę.
- Duro - mruknął pod nosem dosyć gniewnie i posępnie, z niezadowoleniem zauważając, że zaraz po inkantacji szczęka znów zacisnęła się mocno, jakby miało to ulżyć w bólu. Nie był pewien, czy zaklęcie zadziała tak, jak powinno - w końcu rzeźba była już z kamienia, ale liczył na jej prędkie unieruchomienie i przewędrowanie w bezpieczny zakątek, oddalony od niej wystarczająco, by nie ucierpieć bardziej.




there was light before the rain began and there was hope behind the suffering joke, lies come, lies they goeven the sun is tired

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   20.05.17 19:32

- Mam wrażenie, że ludzie przekazują swoją manierę nawet, jeśli chodzi o mówienie obcymi językami. - stwierdziła niechętnie. Arystokraci kiedy uczyli się języków, wynajmowali do pomocy zwykle nie osoby znające język, a właśnie te mówiące w tym języku jako w swoim ojczystym i nie było to działanie bezpodstawne. Choć Julia nie czuła się zbyt swobodnie z mianem arystokratki, nauczyła się oczekiwać najlepszego, kiedy miała ku temu okazję, a już na pewno było to możliwe, kiedy chciała się szkolić. Mało kiedy zgadzała się na jakiekolwiek półśrodki.
Tutaj jednak Ulysses mógł mieć rację, choć przyznawała to bardzo niechętnie. Lubiła wymieniać ciekawostki językowe, co innego jednak kiedy dochodzi do uczenia się języka istot od jakiegokolwiek człowieka. Trytony mają jednak dość nerwową naturę, są potwornie terytorialnymi istotami i przed wyprawą najlepiej się przygotować jak to tylko możliwe.
- Możliwe jednak, że masz w tym momencie rację. Na samym początku nie powinno być to szkodliwe. - skinęła w końcu lekko głową. Wolała sama odkrywać, kombinować, jej udział w stowarzyszeniu ograniczał się raczej do wzajemnego przesyłania sobie książek, czy dyskusji w temacie języków, jednak w tej chwili to o czym mówił Ollivander było najsensowniejszym, co mogła zrobić. Trytony nie są istotami z którymi warto zadzierać.
Poczuła dziwną satysfakcję, kiedy dostrzegła nieznaczne rozbawienie rozmówcy. Wydawał się wciąż niczym nie poruszony, nie tyle chłodny, co w pewien dostojny sposób spokojny i zdystansowany do wszystkiego. Jeśli cokolwiek przeżywał to raczej gdzieś głęboko w sobie, dając jej o tym znać zaledwie drobiazgami, nieznacznym, zajmującym zaledwie chwilę uniesieniem kącików ust, krótkim spojrzeniem wyrażającym odrobinę więcej zainteresowania, prostym gestem. Wydawał się dość zamknięty w typowo arystokratyczny sposób, brakowało mu jednak typowego napompowania, dzięki czemu nie denerwował jej tym. Starała się jedynie trochę go rozszyfrować i nauczyć odczytywać jego reakcje. Słyszała o nim wiele dobrego, musiała więc w jakiś sposób zweryfikować informacje, nie zamierzając poddawać się wyłącznie zasłyszanym słowom. Nawet, jeśli wierzyła chociażby Lorraine w stu procentach, wiedziała też że mogą podobne zachowania, czy cechy interpretować, czy odbierać na inny sposób.
Kiedy wypowiedział dalsze słowa, na chwilę zatrzymała na nim spojrzenie. Zbyt szybko jeszcze na ustalanie zasad, zbyt szybko na wypowiadanie słów pokroju gdy będziesz moim mężem, planowanie czegokolwiek, czy pytanie wprost o preferencje. Najpewniej nie nadejdzie odpowiednia pora, aż nie poznają się na tyle dobrze, by czuć swobodnie, całkowicie swobodnie przy sobie -a wtedy może te pytania nie będą potrzebne? Nie wypowiedziała więc swoich myśli na głos, nie wiedząc, jak ująć je w słowa, by nie zabrzmiały jak prośba - nie zamierzała prosić o możliwość bycia sobą i kontynuowania swoich pasji, ale także nie zdradzały jej lęków, niepewności, nie były zbyt roszczeniowe, czy napastliwe.
Obawiała się roli żony, a jeszcze bardziej obawiała się roli matki, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Nie zgodziłaby się na przyjęcie kogoś, kto wymagałby od niej porzucenia jej aktywności na rzecz rodziny, choć domyślała się, że będzie musiała w inny sposób zacząć gospodarować swój czas.
A najdziwniejsze w tych myślach było to, że choć wydawały się bardzo odległe, wręcz nie na miejscu, odnosiła wrażenie, że owszem, należy zacząć zastanawiać się nad tym już teraz.
Póki co Ulysses wydawał się dość podobny do niej pod wieloma względami, mogła też odnieść wrażenie, że jest szansa na porozumienie pomiędzy nimi, teraz z kolei okazywał w pewien sposób zainteresowanie jej życiem.
- Umówię się z kimś, żeby spróbować porozmawiać, jednak myślę, że można spróbować już z początku maja. - stwierdziła, pozwalając sobie na nieznaczny uśmiech, choć już tłumiła w sobie zniecierpliwienie, którego nie potrafiła całkowicie ukryć. Swoboda Prewettów lubiła z niej wychodzić, przeciskać się przez szczeliny ładnej, arystokratycznej pozy i zdecydowanie bardziej do niej pasowała. Odpuściła sobie w tej chwili nawet ostrzeżenia, nie chcąc nadmiernie się wymądrzać i wierząc, że Ollivander wie na co się pisze i, że nie rozmawiają o nadmiernie pokojowych istotach.
Chwilę potem jednak zaatakowała ich jednak wredna rzeźba. Spojrzała na ludzką twarz pełną paskudnych zębów i skorpioni ogon, przed którym udało jej się uskoczyć. Już po chwili Ulysses wylądował na ziemi, póki co jednak na to nie zareagowała, woląc się upewnić, że pozbyli się zagrożenia, zanim zerknie na jego nogę - która zapewne ucierpiała.
Skóra mantykory odbija większość zaklęć i przez chwilę Julii przyszło na myśl, że skoro rzeźba jest aż tak realistyczna, może także okazać się koszmarnie odporna, jednak zaklęcie Ollivandera widocznie ją rozdrażniło.
- Acus. - mruknęła, kierując swoją różdżkę na spowolnioną postać, by zmienić rzeźbę przedstawiającą mantykorę w najzwyklejszy kamień o podobnej wielkości. Zaklęcie zapewne nie potrwa wiecznie, ich to jednak już nie będzie musiało interesować - co najwyżej zapewne zgłoszą, że chyba ktoś niespełna rozumu ożywił figurę, która stała się dość niebezpieczna.
- Nie wiem jaki idiota ożywia taką rzeźbę. - prychnęła pod nosem, nie kryjąc niezadowolenia. - Pokaż tę nogę. Może ci jej nie amputuję. - dodała po chwili, kucając przy nim i najwidoczniej nie bardzo przejmując się tym, czy zakurzy sobie kreację. Przytrzymała ją nieznacznie jedną ręką w jakby bezwiednym geście, by nadmiar materiału nie był niewygodny, w drugiej ręce dalej ściskając różdżkę. - Przeszłam kurs uzdrowicielski.
Dodała, żeby sprostować swoje wcześniejsze słowa i dać do zrozumienia rozmówcy, że najpewniej faktycznie po prostu mu pomoże.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler
And the truth is only telling you to be immune to everything
13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   16.07.17 21:14

Owe drobiazgi, przebłyski odczuć i przemyśleń, również starał się trzymać na krótkiej smyczy. Pozwalał sobie w nich na pewną naturalność, nie ujmując w sposób skrajnie sztywny i zdystansowany, ale nietrudno było zgadnąć, że gdyby chciał, ukryłby także i te drobne wskazówki. Na ogół nie był człowiekiem zimnym, nieuprzejmym, nieprzystępnym, ale zdolność - trzeba przyznać, stanowiąca czasem strzał w piętę - do wyłączania własnych odczuć i kierowania się ku skrajnemu obiektywizmowi, nie sprzyjała innym, a i jego stawiała niekiedy w niekomfortowej pozycji - ciężko było sprecyzować, czy większe miał z tego zyski, czy straty. Najmniejsze słowo potrafiło wybudzić ostrożność i zaalarmować, a wtedy nie oglądał się na nikogo poza sobą. Jak większość osób o szlacheckim pochodzeniu w jakimś sensie cierpiał na przerośnięte ego, ale było przerośnięte w nietypowy sposób, który w połączeniu ze zwyczajną świadomością i chłodną oceną sytuacji, dawało się okiełznać. W niej zaś widział pewną sprzeczność - dumę z własnego pochodzenia oraz przeplatającym się z nią wyrzeczeniem, jakby buntem. Była prawdziwym Prewettem - nie tylko przez wygląd i wspólne z Weasley’ami rude włosy - ale i prawdziwą Gryfonką. Nawet mimo wrażenia, że lubiła od ludzi stronić, obracając się w towarzystwie dobrze znanym - tu się od siebie nie różnili. Podejrzewał jednak, że byłaby w stanie dać upust swojej odwadze, może nawet bucie, gdyby w grę weszły przekonania i podejście do ostatnich zawirowań. On wciąż wolałby stać na uboczu, nie mieszać się zanadto i wyciągać wnioski zamiast walczyć w słusznej sprawie, jakakolwiek by nie była. Bezpieczniej było pozorować, że opinii się nie posiada. Na temat Julii powoli wyrabiał sobie zdanie, mając na względzie, że zbyt powoli jest konieczne i równocześnie zaprzeczające typowym sposobom.
Temat nauki, przynajmniej w jej teorii, uznał za skończony i nie odpowiadał nic, dając mu wygasnąć w naturalny sposób. I mimo wszystko - choć nie pokusił się o skomentowanie tego nawet słowem - zgadzał się z nią, sam nie przepadał za sięganiem po pomoc, tak jak za półśrodkami. Czasem jednak warto było brać je pod uwagę, szczególnie ze względu na czas, jaki oszczędzały - o ile oczywiście nie miało to późniejszej konsekwencji w jakości.
Wyczuł delikatne zawahanie i moment gonitwy myśli, jakby przeskoczyły na niego wraz ze spojrzeniem, ale nie było to żadnym zaskoczeniem, więc zignorował to, poruszając się wciąż z taką samą lekkością. Spodziewał się takich momentów i niezręczności, były wręcz oczywiste, przychodziły wraz z presją otoczenia. Może byli dla siebie stworzeni - może gdyby spotkanie nie było wymuszone, porozumienie zawarłoby się samo. Jednak musieli radzić sobie naokoło. Od początku, ale wyraźnie widząc cel, ba, mając go ciągle na celowniku, krępująco realny. Najwyraźniej obydwoje dorastali do konfrontacji z myślami na ten temat. W tak drobnym szczególe dostrzegł, że bezpośredniość kobiety ma swoje granice. Nie pytał. Sam zaś obawiał się bardziej roli męża niż ojca. Potrzebował tego dziecka, dla siebie, dla rodziny, ale związek ciążył na sercu.
Zaskoczyła go i bez problemu mogła dostrzec ów przebłysk w jego oczach. Mieli koniec kwietnia. Merlinie, naprawdę nie mogła doczekać się nauki w terenie.
- To właściwie niedługo. Odważnie - uznał, z uśmieszkiem będącym pomieszaniem zaczepności i kpiny, ale mogła go nie dostrzec, zamieszanie z kamienną mantykorą pochłonęło sprawnie ich uwagę, wybijając z tematu. Różdżkę miał w gotowości, już zaczynając kolejną inkantację, ale urwał, gdy zaklęcie Julii pomogło w uporaniu się z przeciwnikiem. Kiwnął jej głową i odsunął się bliżej żywopłotu, gdzie mantykora, nawet ożywiona, nie sięgała. Z pozoru zignorował jej słowa, najpierw zadając dosyć istotne pytanie.
- Nic ci nie jest? - dopiero po otrzymaniu odpowiedzi wskazał nogę krótkim gestem, tym samym powierzając jej część swojego zaufania. Wiedziała na ten temat na pewno więcej niż on. Poza tym leczyła jelenie i tak dalej. - Może ci zaufam - odpowiedział w odwecie, udając większą niepewność, niż odczuwał. - Początek maja brzmi w porządku - uzupełnił, nie mogąc powstrzymać się przed uniesieniem brwi, ale uśmieszek zaraz wykrzywił się w - nieco powściągliwy, ale jednak - grymas bólu. Uwaga wciąż na swoim miejscu.




there was light before the rain began and there was hope behind the suffering joke, lies come, lies they goeven the sun is tired

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   22.07.17 0:36

Szybsze bicie serca, drobna adrenalina. Zapewne nieznaczna w porównaniu z tym, co właśnie przechodzą jej przyjaciele. Znów myśl, znów wyrzuty sumienia, rozproszenie. Zaklęcie jednak się udało, zadziałało, przywracając rzeźbę do pierwotnej formy. Julia przyglądała się jej zaledwie przez chwilę. Zaraz znów spojrzała na Ulysessa i w odpowiedzi na jego słowa jedynie skinęła głową. Nic jej się nie stało, ogon jej nie dosięgnął, nie było więc o czym mówić.
Zamiast tego bez najmnejszej krępacji, czy ociągania, kucnęła przy swoim towarzyszu, unosząc przy tym nogawkę jego spodni i podwijając ją dla wygody. Skrzywiła się lekko na widok opuchlizny.
- Może nie masz wyboru. - odpowiedziała spokojnie, w jej tonie dało się rozpoznać coś na kształt przekomarzania, rób co chcesz, ja i tak zrobię swoje. Było to rzecz jasna nielogiczne, bo i w razie protestu Prewett na pewno by się z pomocą nie narzucała, najwidoczniej jednak był to jakiś element sposobu w jaki odreagowywała stres.
Zajęła się szybkim badaniem, przykładając delikatnie różdżkę do kostki Ollivandera, kiedy znów usłyszała jego słowa. Zmarszczyła lekko brwi i spojrzała na jego twarz z lekko zmarszczonymi brwiami, najwidoczniej przez krótką chwilę zastanawiając się, o co chodzi. Po kilku sekundach jednak grymas zniknął z jej twarzy.
- Zorganizuję skrzeloziele w takim razie. - skinęła lekko głową. Jej pierwsze zaklęcie nie wykryło poważniejszego urazu jakiego się spodziewała (po uderzeniu przez kamienny ogon!), więc gdy jej spojrzenie wróciło na mocno spuchnięte miejsce, pozostało jej tylko zaklęcie leczące obicia. Wygląda na to, że Ollivander ma więcej szczęścia, niż refleksu. - Episkey.
Mruknęła jedynie w nadziei, że kiedy opuszczą ten labirynt, żadne z nich nie będzie miało jakiejkolwiek zdrowotnej pamiątki. Powoli podniosła się, gestem zapewne po części odruchowym strzepując pył ze spódnicy swojej sukni.
- Długo przepadałam za pojedynkami. Choć kuleję jeśli chodzi o obronę przed czarną magią, niewątpliwie stanowiłam swego rodzaju atrakcję w klubie pojedynków. - sama nie wiedziała, czemu przyszła jej do głowy ta myśl. Najpewniej znów odbiegła w kierunku tych, którzy właśnie bardzo ryzykują podczas, gdy ona spaceruje po parku. Czy przestała lubić pojedynki? Nawet te nieznaczne, pozornie niezbyt groźne? Chyba zaczęła podchodzić do nich poważnie, może nawet zbyt poważnie nawet, kiedy ne jest to w pełni konieczne. I miała znów trenować OPCM, tylko czas zaczął przelewać się przez jej palce, po części chyba także zapominała, że nędzne wyniki pojedynków to bardzo zły znak dla Zakonnika. - Uczestniczysz w nim? - Czekała aż Ollivander się podniesie w nadziei, że nie będzie miał z tym większego problemu. - Chyba wystarczy adrenaliny na dziś?
Nie mieli co prawda celu, jednak do jakiegoś udało im się dotrzeć.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bulstrode Park, Buckinghamshire   22.07.17 0:36

The member 'Julia Prewett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 50


Powrót do góry Go down
 

Bulstrode Park, Buckinghamshire

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17