Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Magiczna menażeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Magiczna menażeria   26.03.15 20:11

First topic message reminder :

Magiczna menażeria

Jest to obszerne pomieszczenie zajmujące niemalże cały parter jednej z niewielkich kamienic usytuowanych przy Pokątnej. Pod każdą ze ścian, a także i na sklepowej wystawie, piętrzą się klatki oraz pojemniki pełne najróżniejszych magicznych stworzeń: sów, kotów, myszek, ropuch, węży oraz szczurów - i choć wiele z nich wygląda doprawdy uroczo, już od progu w nozdrza uderza ostra woń mieszająca się z zapachem karmy oraz odchodów. Podłoga wyłożona jasnymi kaflami lśni w blasku unoszonych w powietrzu świec. Dębowe drzwi wejściowe skrzypią charakterystycznie, gdy do środka co rusz wkracza jakiś nowy klient. Ogromna półka tuż za sklepową ladą pełna jest wszelkiego rodzaju książek, poradników, akcesoriów oraz lekarstw i różnych mikstur dla zwierzaków.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tobias Yaxley
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3961-tobias-yaxley
przyszły zwycięzca quidditcha
6.5
Szlachetna
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   11.12.16 1:34

Znowu przypomina o ojcu... Nie, teraz liczy się tylko zwierzak. Nie żeby Tobias należał do ludzi nieczułych, jednak wizja posiadania przyszłego stworzenia na własność była o wiele bardziej wyrazista niż wszystko inne. Niuchacz? Pogodził się z jego stratą, chociaż dalej w głębi duszy czuł ból. Znali się tylko kilka sekund, jednak zdążył go polubić. To byłby wspaniały kompan, ale jak się okazało, niemożliwy dla Tobiasa. Czyż to nie ciekawe, że chociaż jest lordem i powinien móc mieć więcej niż inni, przez liczne zakazy może mniej? Gdyby tylko chłopak wiedział jak wygląda życie innych ludzi... Nie znał go, nie miał porównania. Trzeba było funkcjonować tak jak dorośli nakazują.

Wraz z otworzeniem klatki, Tobias wykonał kilka energicznych kroków do przodu, ale na szczęście szybko się opamiętał. Przecież to nie tak się podchodzi do zwierzyny... Na spokojnie! Ale on jest taki piękny. Aż chciałoby się złapać i wyściskać! Chłopak powolutku kucnął, siadając na swoich stopach i wystawił powoli rękę do przodu, ale kociak błyskawicznie zareagował i wręcz odskoczył od niego.

Chyba się boi... Nie chciałbym, żeby się bał. – Odwrócił głowę i spojrzał to na mamę, to na sklepikarza. – Proszę Pana, mamo... Nie widziałem takiego stworzenia u nas i nie za bardzo wiem jak się zachować... – Wzrok chłopca ponownie skierował się na stworzenie, które chyba bardziej było zaciekawione zwisającym z sufitu żelaznym łańcuchem, niżeli całą ferajną ludzi. Może trzeba byłoby mu dać coś jeść? To chyba jest dobry pomysł! Szybkim ruchem zaczął grzebać w kieszeni spodni, aby wyciągnąć z nich kilka okruszków po ciastkach. Czy to było zachowanie godne lorda? Najpewniej nie, ale Tobias jest na polowaniu! Musi wychwycić zwierzynę, aby jego rodzina była z niego dumna i go nie wyśmiała. W takich sytuacjach trzeba sięgnąć do ostateczności.

No przecież nic Tobie nie zrobię. Ciasteczka są boskie – wyszeptał do "ofiary" i z uśmiechem na ustach czekał na jej reakcję. Oby tylko nie skończyło się to kolejnym zaklęciem leczniczym...


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   11.12.16 10:55

Chłopiec uwagę o swoim ojcu przemilczał, co w pewien sposób przyjęła z ulgą. To wciąż był ich mały temat tabu. Chłopiec nie mógł go dobrze pamiętać, ale to wciąż był jego ojciec, a Longinus... oddałby wtedy wszystko aby być tu z nimi dzisiaj. Zresztą, podobnie jak ona. Wyrzuciła te myśli z głowy i obserwowała uważnie poczynania ekspedienta. Mężczyzna otworzył klatkę i ponownie odszedł kilka kroków aby zrobić im więcej miejsca. Nie będzie tak łatwo synku...-Trzeba go oswoić Tobiasie. Musi wiedzieć, że to właśnie ty będziesz jego właścicielem. - Nie zamierzała mu bardziej podpowiadać. Była ciekawa jak chłopiec postąpi. Miała tylko nadzieję, że zwierze nie okaże się być agresywne. Oswajanie go trwałoby dużo dłużej, choć również było wykonalne. Lekko się pochyliła nad synem aby dokładnie obserwować poczynania chłopca. Okruszki? Chyba nigdy nie przestanie jej zadziwiać. Z dezaprobatą pokręciła lekko głową, ale widząc, że stworzenie się poruszyło natychmiast przestała. Postąpiło ono kilka niepewnych kroków do przodu, przez co był teraz dużo bardziej widoczny. Swoimi czujnymi ślepiami wpatrywał się cały czas nie w rękę, a w twarz chłopca, czym ją zainteresował. Kot był już niemal na jego wyciągnięcie ręki, dostojnie i wolno szedł w jego kierunku, choć można było to porównać nawet do skradania się. Tak jakby to on miał ujarzmić jego, a nie na odwrót. Powąchał zawartość dłoni chłopca smagając ją lekko swoimi wąsikami, a następnie zaciekawiony zlizał kilka okruszków i odszedł ponownie kilka kroków do tyłu, jednakże nie schował się ponownie w klatce. To raczej dobry znak. Wciąż nie chcąc ingerować w działania Tobiasa jedynie obserwowała z zaciekawieniem raz kota, to znów syna.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Tobias Yaxley
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3961-tobias-yaxley
przyszły zwycięzca quidditcha
6.5
Szlachetna
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   01.01.17 17:34

Poruszył się! On się rusza... No tak, jakby miał się nie ruszać jak jest kotem. Innej możliwości za bardzo nie było, a wypadki i oderwanie kończyn póki co nie przychodziło Tobiasowi do głowy. O nie... O nie, on się rusza! Chłopak nie wiedział czy ma zostawić rękę z pokarmem czy lepiej byłoby szybko ją wziąć do tyłu. Co jak mu będzie chciał odgryźć całą dłoń? Ale co za głupoty, to tylko jakiś zwykły kot, a takie to nawet mugole mają. Zresztą musi mu kiedyś zaufać, skoro ma się stać jego zwierzakiem.

Hihi, fajnie – wyszeptał przez chichot. Dłonie i stopy chłopca były bardzo czułe na łaskotki, przez co najmniejsze dotknięcie przez język bądź wąsiki zwierzęcia mogłyby u niego wywołać gilgotki. Z rozwartymi ustami ułożonymi w banana i szeroko otworzonymi oczami wpatrywał się w zwierzaka. Chciał się na niego już rzucić i przytulić, ale tak ponoć nie można, bo mógłby się wystraszyć. YH, głupie nogi! Muszą się na chwilę uspokoić i nie przeszkadzać w planowaniu złapania ofiary.

Tylko co jeszcze można byłoby zrobić? Uśmiech w moment zniknął z twarzy chłopca, a zamiast tego ujrzeć można było minę małego naukowca, poszukującego sposobu na odkrycie ciągutkowych ciasteczek malinowych. Rozejrzał się dookoła i kątem oka zauważył niewielką zakurzoną piłeczkę. A może to jakieś zwykłe kółko przypominające je... Nieważne! On bądź ona na pewno musi ją lubić. Zrzucił czym prędzej okruszki z ręki na ziemię i poderwawszy się poleciał do niej. Otrzepał ją mocnymi uderzeniami, a następnie klęknął w odległości około 2 metrów od zwierzaka.

Podam Tobie, a ty podasz mnie. Dobrze? Mam nadzieję, że mnie rozumiesz... Na pewno zrozumiesz, jesteś mądrym zwierzaczkiem! – wręcz zapiszczał swym głosikiem, a następnie położywszy piłkę na ziemi, poturlał ją w stronę kota. Dopiero po tym postanowił ponownie spojrzeć na dorosłych, którzy być może mieli lepszy plan na oswojenie kociska.


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   02.01.17 21:44

Chłopiec musiał mieć coś z Craiga, a ze wszystkich cech jakie posiadał jej brat musiało to być zamiłowanie do kotów... Dokładnie obserwowała poczynania syna w ogóle nie przejmując się coraz bardziej niecierpliwym sprzedawcą. Byli jego klientami, równie dobrze mogli tu spędzić całe popołudnie, choć akurat ta wizja zapewne najbardziej nie przypadłaby do gustu jej samej.
Jej syn był dzieckiem, więc nie mogła się za bardzo dziwić jego zachowaniu. Był ciekaw wszystkiego i naprawdę cieszyła się z faktu, że miała o tyle szczęścia, że nie jest matką dwój, małych, czarnowłosych diablic. Jej syn przy tej dwójce to istny aniołek. Musiała go jednak w jakiś sposób temperować skoro nie mogła zrobić tego osoba powołana do takowego zadania, czyli ojciec. A wracając do niego wraz z upływającymi latami zauważała coraz więcej równic i podobieństw między Tobiasem, a Longinusem. Jej mąż nigdy nie dorósł, jakkolwiek próbowałby ten fakt ukryć zawsze był dzieckiem uwięzionym w ciele dorosłego. Nie miała wątpliwości, że tak samo będzie z tym małym mężczyzną naprzeciw niej.
- Chcesz go Tobiasie? - Zapytała tonem jakby od decyzji jej syna zależało życie tego małego stworzenia. I tak właśnie było. Jeśli chłopiec wyrazi zgodę będzie za niego odpowiedzialny. Miała cichą nadzieję, że go to czegoś nauczy.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Tobias Yaxley
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t3961-tobias-yaxley
przyszły zwycięzca quidditcha
6.5
Szlachetna
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   06.01.17 17:09

A może zwierzak jednak nie był aż tak mądry na jakiego wyglądał... Na pewno się boi! Chociaż próba zjedzenia piłki wskazywałaby na to, że mimo wszystko nie wie co to w ogóle jest. Na jego nieszczęście to nie miało nic wspólnego z jedzeniem, ale przynajmniej udało mu się rozbawić Tobiasa. O ile to w ogóle był Pan Kot, a nie Pani Kocica. Miał nadzieję, że jednak będzie mu dane zaprzyjaźnić się z samcem, bo nie chciałby spędzać całego swojego dzieciństwa z kobietą. Już wystarczająco przerażała go wizja ożenienia się z jakąś dziewczyną, która miałaby stać u jego boku aż do śmierci. A przecież każdy wie, że dziewczyny są głupie...

Co prawda nie potrafi zbytnio grać w piłkę, ale go nauczę! Bardzo go chcę, mamo – rozszerzył szerzej swój pyszczek spoglądając to na mamę, to na zwierzaka, który teraz zaczął bawić się ze swoim ogonem. – Będę mógł być jak te wiedźmy ze średniowiecza! One latały z kotami. Myślisz, że polubi on miotły? Mam nadzieję – krzyknął uradowany i czym prędzej podniósł się z ziemi, aby chwycić swojego przyszłego zwierzaka i szybko podnieść ręce do góry. Niech się przyzwyczaja od pierwszej chwili do niezapomnianych przygód w niebiosach!

Auaaaa – syknął z bólu i puścił kota, który chyba niewiele sobie zrobił z tego upadku. No tak, złemu to się nigdy nic nie stanie, a ktoś taki jak Tobias teraz musi chodzić z zakrwawioną od pazura ręką, bo czemu nie. Nie może się przecież tutaj rozpłakać, on jest Yaxleyem! Trzeba zacisnąć zęby i przeboleć tę sytuację. – Pewnie się drażni ze mną. – Uśmiechnął się dosyć głupkowato w stronę rodzicielki. Niech sobie nie myśli, że z chłopaka to będzie taki słabeusz! Ale o matko... jak to bardzo piecze...


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   06.01.17 22:15

Tak samo jak nie wyobrażała sobie dnia , w którym jej brat stanie na ślubnym kobiercu, tak samo ta myśl była równie nierealna w przypadku Tobiasa. Nie życzy mu, aby skończył jako stary kawaler jak Craig, ale oby ten stał trwał jak najdłużej, a on sam zupełnie tak samo jak jego wuj przyjął za priorytet tworzenie armii kotów. -Wątpię aby ktoś się z nim wcześniej bawił Tobiasie. Nie ma co się dziwić, że tego nie potrafi. - Entuzjazm jej syna naprawdę ją zadziwiał, ale i jednocześnie w jakiś sposób podnosił też ją na duchu. Przeniosła swój wzrok ponownie na sprzedawce. 
- To kocur? - Mężczyzna przed nią trochę pogłówkował zapewne przypominając sobie jakiej płci mógł być ten osobnik, a zaraz później jakby coś go olśniło lekko uśmiechnięty przytaknął głową.    - Tak, Lady.- szybko jednak coś innego pochłonęło całą jej uwagę. Zaalarmowana szybko skierowała wzrok na syna. Jak widać kocur nie był, aż tak potulny jakby się mogło wydawać. Przykucnęła obok syna łapiąc go za dłoń. To na szczęście zwykłe zadrapanie, więc wystarczyło proste zaklęcie, dzięki któremu mogli oboje zaobserwować jak zadrapanie znika. Cóż... magia lecznicza była przydatna. Przede wszystkim gdy  sprawuję się opiekę nad prawie siedmioletnim chłopcem.
- Pewnie się wystraszył. Musisz zapracować na jego zaufanie. - Nawet jeśli było to zwierze. Zapracowanie na szacunek ludzki będzie dużo trudniejsze, więc można by pomyśleć, że będzie to dobra "rozgrzewka" dla jej syna. 
-Weźmiemy go. -Stwierdziła i wraz ze sprzedawcą udała się do kasy, aby uiścić zapłatę. Następnie oboje wrócili, a sprzedawca złapał kota po to aby umieścić go następnie w klatce. Pochylił się on nad jej synem z wyciągniętą w jego stronę klatką. - Oby ci służył mały Lordzie. -Powiedział z lekkim uśmiechem podając chłopcu klatkę i prostując się. - Miejmy nadzieję. - Kiwnęła mężczyźnie na pożegnanie i wraz z synem oraz jego małą zdobyczą opuścili budynek Magicznej Menażerii.


|ztx2




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   21.05.17 16:00

26 IV (może być?)

Kwiecień zbliżał się ku swemu końcowi, a wiosna stawała się coraz cieplejsza. Tamtego dnia, nad Ulicą Pokotną, rozciągało się błękitne niebo w pełnej swej okazałości, a słońca nie zasłaniała żadna chmura. Pogoda sprzyjała wyjściom z domów, Pokątna była więc jeszcze bardziej zatłoczona niźli zwykle. Zabawne czarownice wsi dreptały w tę i wewtę w poszukiwaniu apteki, gdzie ceny za ingrediencje były najniższe, dostojni czarodzieje raczyli się skrzacim winem w ogrodzie restauracji i rozprawiali o obecnej sytuacji politycznej, bądź rozmiarach kociołków, a wśród tłumu dorosłych biegały i przeszkadzały dzieci. Miejsce to tętniło życiem, było głośne i kolorowe - przyprawiało więc Daphne o ból głowy.
Zjawiła się na Pokątnej z białą, haftowaną parasolką do ochrony przed słońcem w jednej dłoni, zaś w drugiej trzymała za rączkę srebrną, piękną klatkę z jeszcze piękniejszą sową w środku. Płomykówka miała biało-szare upierzenie i spokojne spojrzenie ciemnych oczu, przywodzących na myśl koraliki. Teraz Safona zdawała się być jednak nieco markotna: główkę miała pochyloną, a oczy zamknięte, jakby była zmęczona po długiej podróży. Sęk w tym, że Daphne przez ostatnie dni wcale jednak nie wysyłała jej z listem, podejrzewała więc jakiś kłopot ze zdrowiem. Na opiece nad magicznymi stworzeniami nie znała się zbyt dobrze, nie była to jej specjalność, postanowiła więc udać się do kogoś, kto ma dużo większą wiedzę na tym polu, niźli ona. Teleportowała się więc nieopodal Magicznej menażerii, najlepszego miejsca ze zwierzętami oraz medykamentami dla nich.
Tłum ustępował jej drogi - wszystko w jej obliczu wskazywało na szlachetne pochodzenie. Srebrna, bogato zdobiona suknia, wisior ze szlifowanym ametystem, rodowy pierścień na palcu, a zwłaszcza dumnie uniesiona broda i wyniosłe spojrzenie. Parasolka chroniła bladą twarz o wysokich kościach policzkowych przed słońcem - damie nie wypadało być opaloną, a ponadto, podobno, promienie słoneczne powodowały szybsze starzenie się skóry. Lady Rowle unikała ich więc jak ognia.
Szybko pokonała dzielącą ją od sklepu odległość, jednakże kiedy dotarła już na miejsce, skrzywiła się znacznie - w sklepie było tyle osób, że nie było miejsca, by jeszcze i ona się tam wcisnęła. Safona zahukała markotnie, nie otwierając maleńkich oczek.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   21.05.17 21:10

Ostatnio miała więcej pracy. Na szczęście. Praca odciągała jej myśli od tego, co ją przerażało, od tego jak świat stawał na głowie, od tego jak jej prywatne życie wywracało się do góry nogami, mieszało i szalało.
Doszło w końcu do tego, że zapas karmy dla gryzoni skończył jej się, zanim dotarła zwyczajowa dostawa, brakowało ponadto kilku przedmiotów, czym prędzej wybrała się więc na zakupy, jednak kiedy tylko dotarła do menażerii, zrozumiała, że nie będzie to dzisiaj łatwe zadanie.
Ubrana była jak zazwyczaj na co dzień: dość skromnie. Prosta, dość elegancka suknia, brązowa choć z delikatnymi przeszyciami w barwach rodu. Włosy miała splecione w warkocz, nigdy nie wchodziła do lecznicy w rozpuszczonych nie chcąc, by później walały się w miejscu, które powinno być czyste.
Przystanęła przed wejściem z niezadowoleniem odmalowanym na twarzy. Nie lubiła, kiedy rzeczy szły ne po jej myśli, zawsze wprowadzało ją to w pewne rozdrażnienie. Przekalkulowała, ile czasu może poświęcić na zakupy i, czy aby na pewno ma ochotę wchodzić w ten tłum i się przepychać. Może i chętnie odchodziła od szlacheckich zachowań, to jednak nie było w tej chwili konieczne. Poprosi o to później któregoś z pracowników.
Dopiero po chwili zwróciła uwagę na pannę Rowle. Nie przepadała za tym rodem. Jak zwykle starała się odrzucać uogólnienia, tak pod tym akurat względem rodowa niechęć jej się udzieliła: nie poznała członka tego rodu, za jakim by przepadała, czy jaki nie wywoływałby w niej niechęci. Miała wrażenie, że im bardziej restrykcyjny jest ród w kwestii wychowywania dzieci, tym trudniej jest jej się porozumieć z jego przedstawicielami: Rowle byli pod tym względem za to szczególni. Zazwyczaj skinęłaby więc jedynie głową i odeszła w swoją stronę, Daphne jednak, którą kojarzyła z sabatów trzymała jednak w dłoni klatkę z sową, z którą ewidentnie nie wszystko było w porządku.
Pchana więc bardziej chęcią pomocy zwierzęciu, niż zainteresowaniem samą kobietą podeszła więc bliżej.
- Mogę ją zbadać w swojej lecznicy. Tam się raczej nie dostaniesz, a zwierzę kiepsko wygląda. - zaoferowała bez jakiejkolwiek wrogości, aczkolwiek w jej tonie nie było też uprzejmych nut. Interesowało ją w tej chwili tylko zwierzę.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   21.05.17 22:18

W dniu jedenastych urodzin otrzymała nie tylko list z Hogwartu i wiele prezentów od członków szlachetnej rodziny, lecz także srebrną klatkę z białą sową - której nadała dumne imię Safona, po greckiej poetce, będącej z całą pewnością czarownicą. Alchemiczka więc zdołała się w pewien sposób przywiązać do zwierzęcia - nie chciała się z nią rozstawać, gdyż Safo była mądrym i pełnym godności ptakiem. Tolerowała tyko obecność i dotyk Daphne, a adresatów jej listów lubiła dziobać, jeśli coś nie wydało jej się w porządku. Safo nigdy lady Rowle nie zawiodła i dzielnie pokonywała nawet duże odległości w każdą pogodę, by dostarczyć list, bądź paczkę. Najlepsza sowia towarzyszka jaką można było sobie wymarzyć - teraz jednak potrzebowała pomocy swej pani, która miała czekać w Magicznej menażerii.
Pomoc nadeszła jednak z innej strony.
Lady Prewett zbliżyła się do Daphne, a ona przez skromność jej ubioru i dodatków miała trudności z rozpoznaniem: potrzebowała chwili, by przypomnieć sobie imię kobiety. W pierwszej chwili myślała, że podeszła doń Lady Weasley, co byłoby dość zabawne, zważając na policzek wymierzony przed kilkoma tygodniami Brendanowi Weasleyowi, lecz przypomniała sobie sabaty, w których obie uczestniczyły.
Prewett. Najwięksi przyjaciele zdrajców krwi. Miłośnicy mugoli, także więc zdrajcy krwi, choć być może w mniejszym stopniu. Wciąż zdawali się być przywiązani do szlachetnej socjety - pomimo to Daphne nigdy nie była przychylna członkom tego rodu. Unikała więc także i Julii podczas przyjęć, lecz doszły ją słuchy, iż kobieta była wykształconym weterynarzem.
Być może tylko z racji wykształcenia oraz pochlebnych opinii o wiedzy lady Prewett o zwierzętach, Daphne zdecydowała się podjąć rozmowę i powierzyć Safonę jej opiece.
-Lady Prewett, dzień dobry - odezwała się uprzejmie, lecz jej głos był beznamiętny - Nie chcę sprawiać kłopotu, wydaje mi się, że Safona potrzebuje medykamentu wzmacniającego.
Uniosła klatkę, a sowa nawet nie zwróciła na to uwagi - zdawała się być pogrążona we śnie, lecz nie spała i oddychała ciężko, choć trzeba było się postarać, by to usłyszeć.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   21.05.17 22:38

Zapanowało pomiędzy nimi charakterystyczne napięcie. Obie były godnymi przedstawicielkami swoich rodów, obie utożsamiały się z nimi mocno, wyznając równie skrajne, choć bardzo przeciwne poglądy. Lady Prewett zapewne w innym wypadku nie odezwałaby się w tej chwili, ograniczając kontakt jak tylko się da. Może i nie czuła się dobrze w arystokratycznym gorsecie, może dusiło ją słowo lady, wciąż jednak była damą i nie zamierzała wdawać się w pyskówki z byle kim i z byle powodu.
W tej chwili nie chodziło jednak o walkę z wiatrakami, jaką niewątpliwie stanowiłaby dyskusja na temat poglądów z przedstawicielem wrogiego rodu, a o zwierzę, które nie było winne temu, do kogo należy o, które ewidentnie potrzebowało pomocy.
Z pewną dozą chłodu zignorowała więc powitanie, nie oddając się grzecznościowym powitaniom, które nie miały dla żadnej z nich najmniejszego nawet znaczenia.
- Nie sądzę.
Odpowiedziała krótko, choć szczerze. Ptak nie był lekko osłabiony, wyglądał na silnie zmęczonego, a nie sądziła, by Daphne nosiła w klatce ptaka, który właśnie wrócił z długiej wyprawy po Pokątnej i szukała dla niego leków.
Nie zamierzała się narzucać: miała w lecznicy co robić, nie chciała jednak zostawić zwierzęcia, skoro widziała, że pomoc jaką mogło tutaj otrzymać jest raczej niedostępna. Pozostawiła jednak decyzję kobiecie w cichej nadziei, iż jeśli ta nie przyjmie pomocy od niej to chociaż wezwie kogoś odpowiedniego.
- Lekkie osłabienie możnaby leczyć w ten sposób, jednak tej sowie dolega coś poważniejszego. Nie jestem w stanie tego określić na pierwszy rzut oka, mniemam jednak, że dobrze wiesz o czym mówię.
Na pewno wiedziała, skoro przyniosła tutaj zwierzę, zamiast przyjść samodzielnie i poprosić po prostu o ziarno z jakimś dodatkiem składników, które odrobinę poprawią odporność, czy witalność jej zwierzęcia. Najpewniej wzięła sowę, bo martwiła się o swoje zwierzę widząc, że nie jest jedynie lekko osłabione.
Znów skierowała spojrzenie na kobietę oczekując jej odpowiedzi. Domyślała się, że jej nazwisko jest główną przyczyną wahania i nie mogła tego nie zrozumieć. Sama Julia nie lubiła sięgać po czyjąkolwiek pomoc, a już zdecydowanie byłoby to dla niej trudne, gdyby chodziło o kogoś, kogo nie darzy zbyt ciepłym uczuciem.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   21.05.17 22:51

Bądź, co bądź - Daphne była damą. Być może niedoskonałą, nie taką jaką życzyłby sobie ojciec, nie taką na jaką pragnęła wychować ją surowo matka - lecz wciąż damą. Często temu przeczyła, zwłaszcza swym stanem cywilnym. Pochodziła z niezwykle konserwatywnej, starej rodziny, w tym wieku winna być więc żoną z dziesięcioletnim stażem i matką kilkorga dzieci; a na pewno już nie powinna kontynuować naukowej kariery i pracować w Ministerstwie. Na niewiele zdawały się tłumaczenia, iż nie jest zwykłą urzędniczką - pani matka wiedziała lepiej. Często głośno wyrażała swoje zdanie na temat mugoli, Rowlowie słynęli z otwarcie wrogiego stosunku do szlam i osób niemagicznych, przez co dzieliły ich waśnie i konflikty na tym tle z wieloma rodami, między innymi właśnie z Prewettami. Obie rodziny unikały kontaktów ze sobą, nie ukrywały wzajemnej niechęci, tak jak lady Julia przed Magiczną menażerią.
Zaproponowała Daphne jednak pomoc, więc etykieta i dobre wychowanie nakazywały lady Rowle uprzejme zachowanie wobec niej. Nie było to szczere, lecz wyuczone i zimne - nie było w tym jednak nic zadziwiającego, gdyż na salonach Daphne miała przydomek królowej lodu.
-Ach tak... - odrzekła, jakby się zastanawiała.
Błękitne spojrzenie spoczęło na Safo. Sowa nie wyglądała dobrze, a tłum wcale się nie zmniejszał, nie miałaby więc nawet jak zawołać sprzedawcę, a nie pragnęła robić w tym momencie przedstawienia i ściągać na siebie jeszcze większej uwagi, choć była wielce niezadowolona, iż nie obsłużono jej poza tym tłumem - była przecież szlachcianką.
-Ufam słowom lady w tym względzie, niestety nie znam się na profesjonalnej opiece dość dobrze, będę więc wdzięczna za panny pomoc, milady - Daphne skinęła głową z wdzięcznością. Nie chciała trafić swojej sowy, gdyż była niezawodna i niezwykle zaciekła w bronieniu korespondencji swej pani.
Być może mogło to wyjść na dobre Safonie, jeśli obejrzy ją weterynarz, a nie zwykł sklepikarz - choćby niewiadomo jak dobry. Rzeczywiście stan sowy zdawał się być poważny, niż mówiła.
-Wskaż drogę, pani - dodała, opuszczając klatkę na znak, że wyruszy z lady Prewett do lecznicy.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   23.05.17 17:25

Daphne i jej chłód nie interesowały Julii. Prewettówna przywykła do tego, że wielu szlachciców, zwłaszcza tych salonowych widzi w niej dziwadło. Oto dama, która upodobała sobie swoją klinikę bardziej, niż poszukiwanie męża i tym wydaje się być całkowicie nie zainteresowana. Oto dama, która rozmawia z psami, nauczyła się także z trollami. Dziewczę, które podobnie jak cały jej ród otwarcie mówi o promugolskiej polityce, a jest w swoich przekonaniach pewna i nie raz już przytrafiła jej się dość ostra wymiana zdań na ten temat. To, czy rozmawia z kobietą, czy mężczyzną także zdaje się nie mieć dla niej dużego znaczenia.
Przejmowała się jednak opinią niewielkiej grupy ludzi: ludzi jej bliskich. Nie chciałaby zawieźć nestora, całego swojego rodu, który darzyła olbrzymim szacunkiem i dla którego starała się trzymać ran etykiety na tyle, na ile było to konieczne. Uważała na to, co dama powinna, w granicach tego, co sama określała mianem rozsądku, nie chcąc swojej rodzinie przynieść wstydu. Nie była dzikuską, nie była zbyt szaloną istotą, choć jak na szlachciankę, zdecydowanie była mało szlachecka.
Choć może po prostu inaczej rozumiała to słowo?
Nie przejmowała się tłumioną, choć jednocześnie oczywistą niechęcią kogoś, za kim także nie szalała. Nie potrafiła rozmawiać z takimi, jak ona i nie miała na to najmniejszej nawet ochoty.
Trzymała się więc jedynego tematu, który w jakikolwiek sposób ją obchodził.
Skinęła lekko głową na piękną, napełnioną wszelkimi grzecznościami odpowiedź. Nawet w ich sposobie mówienia była różnica, choć rzecz jasna każdy ród szlachecki zapewne dbał i pewną kwiecistość mowy swoich potomków, sama Juli z reguły unikała tytułów. Denerwowały ją, kiedy dotyczyły wyłączne urodzenia, czegoś na co nie ma się wpływu, a dostaje z przypadku. Nawet, jeśli ze swojej rodziny była niejako dumna, to nie przez wzgląd na krystaliczną czystość krwi. Może nie tyle denerwowały, co wydawały się niezasadne.
- Rozważałam odebranie sowy i odesłanie jej w odpowiednim czasie, lub wysłanie noty z opisem stany jej zdrowia oraz przewidywanej daty, w której będzie mogła opuścić lecznicę. - przyznała, nie chcąc kłopotać lady Rowle i nie widząc większego sensu w zatrzymywaniu jej towarzystwa na dłużej. - Lecznica znajduje się w Waltham Forest, najlepiej użyć kominku, skoro mamy podróżować z osłabionym zwierzęciem, sowa mogłaby źle znieść teleportację.
Dodała, czekając jeszcze na decyzję kobiety: czy ruszy z nią, czy rozstaną się tutaj.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   23.05.17 20:58

Z natury miała bardzo dobra pamięć, jeśli więc kilkukrotnie usłyszała to i owo, nawet i na czarodziejskich salonach, to zazwyczaj to zapamiętywała. Zwłaszcza to, co wzbudzało w niej zainteresowanie i niejako się z nią łączyło. Mogłoby się zdawać, że Daphne i Julię dzieli przepaść nie do pokonania: przepaść światopoglądowa, więc nie łączy ich nic, jednakże one chyba także były w pewnym sensie podobne, choć lady Rowle w życiu nie przyznałaby, że ma coś wspólnego z Weasleyem, czy Prewettem. Daphne bowiem też była na sposób dziwna - w dziecięctwie bez reszty, później nabrała ogłady, wdzięku i elegancji - jednakże nie pozostawiało wątpliwości, że śmiało wychodziła z kręgu typowych przedstawicielek arystokracji. Ona także nie chciała dać się stłamsić małżeństwu, a czas i siły poświęcała nauce oraz walce za swe idee. Być może w innym świecie, w innej rzeczywistości, gdzie nie istniałyby takie podziały i waśnie, jakie dzieliły rodziny Daphne i Julii, kobiety odnalazłyby nić porozumienia w feministycznych przekonaniach.
Żyły jednak na ziemi, w Anglii, na Wyspach - było więc to absolutnie niemożliwe i wykluczone.
Myśl o zacieśnianiu więzi z przedstawicielami zdrajców krwi, inaczej bowiem o Prewettach zaprzyjaźnionych z Weasleyami nie myślała, napawała ją odrazą i obrzydzeniem. Twarz Daphne miała jednak to do siebie, że nie wyrażała absolutnie nic - była niczym piękna, wykuta z lodu maska, bez cienia jakiegokolwiek uczucia w błękitnych oczach.
-Och, rozumiem... - odparła beznamiętnie, nie myśląc nawet o przyznaniu się, że przed kwadransem właśnie z tą sową się teleportowała -Będę niebywale wdzięczna, jeśli milady raczy się nią zająć. Mam Safo już od kilku lat i jest niezawodna - Daphne naturalnie nie uroniłaby łzy po zwierzęciu, lecz po prostu nie chciała pozbywać się dobrej sowy, do której towarzystwa zdążyła już przywyknąć i nawet je polubić -Możemy użyć kominka, pani, myślę, że w tej kawiarni obok nie będą mieli nic przeciwko, byśmy z skorzystały z ich.
Gdyby Julia była mężczyzną, najpewniej oddałaby klatkę w jego ręce, by się Safoną zajął i ją wykurował, jednakże była zwyczajnie ciekawa jak wygląda lecznica, prowadzona przez kobietę.


(możesz zrobić podwójne zt)




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria   24.05.17 0:32

Skinęła głowę odrobinę może zdziwiona tym, że szlachcianka ma ochotę zajrzeć w progi jej lecznicy. Domyślała się jednak, że musi nią kierować ciekawość: wiele osób było przekonanych, że kobieta nie byłaby w stanie zapanować nad takim miejscem, że biurokracja by ją pochłonęła, a samo miejsce utonęłoby w chaosie (oczywiście posprzątanym, tego w końcu kobiety pilnować potrafią!). Z początku jej zawodowej kariery miewała wielu ciekawych gości, którzy z czasem nawykli do tego, że pod tym względem nie znajdą u niej plotek, choć w tej chwili odrobinę chaosu zdecydowanie nadawały zwierzęta. Dość dużo zwierząt, bo i ostatnimi czasy jakimś sposobem miała zdecydowanie więcej pacjentów, którzy musieli zostać na dzień lub dwa, w większości z powodu przeglądu w wypadku stworzeń z hodowli o wyższej renomie, które od czasu do czasu wysyłały jej kilku ze swoich podopiecznych, aby się im przyjrzała i wypatrzyła ewentualne niedociągnięcia w ich witalności, odesłała z właściwymi wskazówkami.
Skinęła głową na słowa kobiety.
Ruszyła w kierunku wskazanej kawiarni zaraz obok lady Rowle, by wraz z nią wejść do środka. Miejsce było bardzo przytulne i spokojne. W ciągu chwili zjawił się przy nich ktoś z obsługi oferując stolik, po krótkiej, uprzejmej wymianie zdań zgodził się jednak zaprowadzić je do kominka. Wydawał się odrobinę skonsternowany, być może widok przedstawicielek tak jawnie wrogich sobie rodów podróżujących razem faktycznie mógł wzbudzić zainteresowanie. Julia nie komentowała tego jednak w żaden sposób, nie zamierzała się też tłumaczyć. Spokojnie szła przez główną salę, by zaraz za nią w małym korytarzyku skręcić w stronę wysokiego, wygodnego kominka zdobionego delikatnymi roślinnymi motywami. Wzięła garść proszku oferowanego klientom, za który zapłaciły przy wejściu, jednak zanim go wypuściła, upomniała się i spojrzała na Daphne.
- London Borough of Waltham Forest, lecznica dla zwierząt. - powiedziała jej, bo i dróżka przy której znajdowała się lecznica nie miała swojej nazwy, a ten adres zawsze w zupełności wystarczył. Zaczekała, aż towarzyszka skinie głową na znak, że zapamiętała co ma powiedzieć i wypuściła proszek, ponownie wymawiając adres, by przenieść się do lecznicy, w której od razu miała zadać podstawowe pytania: o wiek sowy, hodowlę z jakiej pochodzi, czym jest karmiona i czy cokolwiek w jej pożywieniu się zmieniło w ostatnim czasie, jak często jest wypuszczana z klatki i kiedy ostatnim razem odbyła dłuższą trasę.

zt x 2 i hop!




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Magiczna menażeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Magiczna Menażeria
» Menażeria u Nanuka
» Sala lustrzana
» Rośliny
» Magiczna Szafa Grająca.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17