Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze pubu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze pubu   10.03.12 22:55

First topic message reminder :

Wnętrze pubu

Jest to najpopularniejszy magiczny pub w Londynie. W całej Anglii nie ma chyba ani jednego czarodzieja, który nie słyszałby o tym specyficznym miejscu. Barmanem Dziurawego Kotła od lat niezmiennie pozostaje Tom, mężczyzna całkowicie łysy, bezzębny i pomarszczony niczym orzech włoski, jednak na swój sposób sympatyczny i zawsze służący pomocą - czy to za sprawą szklaneczki czegoś mocniejszego, czy dyskrecji, na przykład podczas udzielania schronienia w jednym z pokojów znajdujących się na pierwszym piętrze.
Sam pub nie zachęca swoim wyglądem - jest to niewątpliwie miejsce ciemne, obskurne i nieprzytulne, mimo to od lat cieszy się sporą popularnością. Podczas piątkowych wieczorów ciężko o kilka wolnych krzeseł, gdy pomieszczenie zamienia się w prawdziwe centrum towarzysko-handlowe. Zawsze panuje to tłok i gwar, słychać ciche śmiechy, podniecone szepty, stukot szklanic, skwierczenie piekących się na palenisku kiełbasek oraz szelesty monet, gazet i kart. Niemal co chwilę do środka wchodzi jakiś jegomość: czy to po to, aby skosztować przepyszną sherry, czy też jedynie w celach komunikacyjnych - na tyłach pubu umiejscowiono bowiem magiczne przejście prowadzące do świata czarodziejów, a dokładniej ulicy Pokątnej, która krzyżuje się z Nokturnem. Stąd, jak nietrudno się domyślić, w Dziurawym Kotle bywają zarówno zwykli, pospolici obywatele czarodziejskiego społeczeństwa, jak i ci spod ciemnej gwiazdy. Okna Dziurawego Kotła wychodzą na brudną, zatłoczoną ulicę z rzędami identycznych, maleńkich sklepików: od księgarni po sklepy z płytami gramofonowymi. Tuż obok dębowej lady umiejscowione są drzwi prowadzące do małego zamkniętego podwórka z magicznym przejściem, zaś naprzeciw kominka znajdują się schody na pierwsze piętro, gdzie ulokowano kilka pokojów gościnnych.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, gargulki, kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   25.07.16 8:41

Raiden chciał wstać i iść dalej swoją drogą. Szczególnie że piwo, które zamówił dość szybko znikało z kufla. Wiedział, jednak że zostawienie dzieciaka samego w takim stanie - stanie, który sam wywołał nieświadomie - nie było najlepszym pomysłem. Nie byli rodziną, by rozmawiać w takim miejscu i na taki temat swobodnie jakby mówili o pogodzie. To była jego praca, a siostra Botta. Instynktownie spojrzał na pierścień, który znajdował się na jego małym palcu. Przełożony dał mu go na zakończenie szkolenia i po złożeniu przysięgi, że będzie pomagał bezinteresownie i każdemu, kto będzie szukał u niego pomocy. Co ciekawa Wiedźmia Straż wybierała sobie sprawy, które chciała. Raiden wiedział, że nie była to hipokryzja. A przynajmniej nie w samej jednostce. Ministerstwo Magii uwielbiało maczać we wszystkim palce i to go trochę przerażało. Już chciał łapać swój kapelusz, który leżał na blacie stołu po prawej, gdy chłopak zadał mu pytanie. Carter musiał wyglądać na lekko zaskoczonego, chociaż dostawał takie pytania już wcześniej.
- Przyjmuję zlecenia jedynie od swoich przełożonych - odpowiedział, nie chcąc brzmieć zbyt surowo. Zgarnął kapelusz, który włożył na głowę, wstając i biorąc swój płaszcz w jedną rękę. Chłopak nie ustępował i był uparty. Mówił o pieniądzach, chociaż nie one stanowiły motor zapalczy dla członka Wiedźmiej Straży. Carter westchnął, po czym pokręcił głową i wyjął swój skórzany portfel. Przez chwilę czegoś w nim szukał, aż wreszcie znalazł i przekazał wizytówkę Bottowi. Cała czarna z przodu miała wygrawerowane na złoto pierwsze litery Wiedźmiej Straży, a z tyłu wydział oraz nazwisko Raidena.
- Znajdź mnie w Ministerstwie. Niczego nie obiecuję - rzucił tylko, po czym kiwnął mu głową i wyszedł z Dziurawego Kotła, zostawiając chłopaka samego z niedopitym piwem.

| zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   27.08.16 23:08

W tej części Londynu bywała dość... często. Głównie jednak używała Dziurawego Kotła jako korytarza prowadzącego do czerwonego muru, który tworzył przejście, gdy tylko uderzyło się różdżką w odpowiednie cegłówki. Toma jednak znała (tego stojącego za barem, a nie tego z jednym jajem), dlatego gdy weszła do lokalu, skinęła mu głową z uśmiechem, jakby witała się właśnie z dobrym przyjacielem. Zdjęła z głowy kaptur przyprószony śniegiem, grube rękawice schowała do kieszeni, a szalikiem zajęła się wówczas, gdy wzrokiem odnalazła jedyny wolny stolik, stojący gdzieś przy jednej z tych obdrapanych ścian, na której zawieszone było więcej niż pół kilometra kurzu. Ale to nic, przecież taki urok miał ten pub, prawda? Dodatkowo pocieszającym był fakt, że nikomu te warstwy brudu nie przeszkadzały.
Niektórzy czarodzieje pochylali się nad dzisiejszymi wydaniami Proroka Codziennego, doczytując się w nich rewelacji życia, inni woleli pilnować, by ich łyżeczka odpowiednio wolno obracała się w kubku niemal po brzegi wypełnionym gęstą, czarną cieczą (chyba kawą, ale różdżki sobie nie dam połamać), a jeszcze inni woleli chować własne nosy za kartami służącymi do gry w czarodziejskie oczko. Eileen należała do tej ostatniej grupy, musiała jednak poczekać na przybycie swojego kuzyna, by móc rozegrać z nim obiecaną partię. Albo dwie. Ewentualnie siedem. Alkohol był wartością obligatoryjną, ale panna Wilde była doskonale świadoma, że to skromne, rodzinne spotkanie nie obejdzie się bez kilku ognistych kropli. Nie była jednak temu przeciwna. Wypije za nową pracę, niespełnioną miłość i nieżyjącą siostrę. Niech zabawa się zacznie!
Zajęła miejsce przy stoliku i w bezwiednym geście wyprostowała niewidzialne zagięcia na połach swojej zimowej, beżowej sukienki. Uderzyła o siebie bokami czarnych kozaczków i wzięła głęboki wdech. Wyciągnęła szyję w kierunku okna umieszczonego w ścianie na przeciwko, ale jedyne, co zobaczyła, to były warstwy szronu przeplatające się z brunatnymi smugami czegoś brudnego.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   27.08.16 23:54

Nie był spóźniony - nigdy nie pozwalał sobie na przychodzenie po czasie, zupełnie jakby zależało od tego jego życie; z drugiej strony, ten jeden, jedyny raz, kiedy zagubił się w czasie, czując, jak tonie we własnej nieodpowiedzialności, całkiem zmienił jego życie.
Na - mimo wszystko - znacznie lepsze.
Teraz nie miał czasu o tym myśleć; meandrował wśród mugolskich uliczek, by czym prędzej przejść z własnego mieszkania do Dziurawego Kotła. Nie miał daleko, więc zdecydował się zrezygnować z teleportacji i zachłysnąć się świeżym, orzeźwiającym powietrzem podczas zimowego spaceru po oblodzonych chodnikach.
Ale przecenił własne możliwości. Prószący śnieg szybko wplątał mu się we włosy i kąsał szyję bezmyślnie niezakrytą szalikiem. Kolejne kroki dłużyły się w nieskończoność, a zanim dotarł do drzwi pubu, przemókł już doszczętnie; pozwoliło mu to jednak wtopić się w tłum pędzących po alejkach mugoli, którzy drżeli z zimna i usilnie próbowali zasłonić się dłońmi przed zamiecią.
Odchrząknął, czując, jakby coś drapało go w gardło. Przeklął w myśli. Nie miał przecież czasu na chorobę, nie teraz, gdy nad magicznym światem grzmiała burza - nie tylko taka z kłębiącymi się chmurami o barwie granatu i trzaskającymi złowieszczo piorunami.
Jednak nawet w trakcie kryzysu trzeba odnaleźć czas na złapanie oddechu; spotkania z najbliższymi i beztroskie unikanie tematów ważnych były jak kotwica, która utrzymywała Garretta w rzeczywistości i nie pozwalała mu całkiem utracić zmysłów. Z którymi i tak ostatnio nie było najlepiej; każda nieprawidłowość zdawała mu się spiskiem, niedopowiedzenie misternie zaplecioną siateczką kłamstw, a krzywe spojrzenie - powściągliwą zapowiedzą grzmotu.
Ledwie zdążył wejść do Dziurawego Kotła, gdy ściągnął przemoknięty płaszcz i przewiesił go przez ramię. Rozejrzał się po stolikach i już wkrótce dostrzegł Eileen; zdziwił się, że przybyła przed nim, ale i tak nie mógł powstrzymać ciepłego uśmiechu, który na jej widok rozjaśnił mu twarz. Nie dołączył do niej od razu - podszedł do baru, kiwając głową w stronę Toma, a już wkrótce chwycił w dłonie dwie szklanki Ognistej i, zaopatrzony w najlepsze narzędzie poprawy nastroju, przemierzył cały pub.
- Dobrze cię widzieć - rzucił z uśmiechem, stawiając przed kuzynką jedną ze szklanek. Bursztynowa ciecz zadrżała, oblizując ścianki naczynia i wyłącznie cud uchronił ją przed spotkaniem z blatem stołu. - To na rozgrzanie - usprawiedliwił z rozbawieniem swoją potrzebę zatopienia się w hektolitrach alkoholu, a potem zajął krzesło znajdujące się na przeciwko Eileen. - Co słychać w wielkim świecie?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 14:33

Gdy okno znajdowało się stanowczo za daleko, a brud skutecznie uniemożliwił obserwację, znalazła sobie inny obiekt, na którym mogła skupić swoje błędne myśli - czarodzieja, który właśnie chwalił się przed współrozmówcą nowym zestawem szachów. Oparła brodę na dłoni i przymrużyła powieki, by móc lepiej przyjrzeć się nowo nabytej planszy pomalowanej w czarno-białe kwadraty. Mężczyzna zaśmiał się gromko, pokazując koledze wymachującego pazurkami malutkiego wróbla, który zapewne miał odgrywać w tym przedstawieniu rolę pionka. Zaraz potem pojawił się król i królowa - w tę rolę wcielił się samiec pawia z barwnym, szeroko rozłożonym ogonem i jego mniejsza wersja, samica. Eileen uśmiechnęła się do siebie, w ciszy myśli zakładając, że mogłaby wydać na taki zestaw swoją następną wypłatę. Sama nie potrafiła zbyt dobrze grać, ale może ktoś inny ucieszyłby się z takiego prezentu?
Figurki w jednej chwili przestały ją interesować, kiedy w progu drzwi zobaczyła znajomą, rudą czuprynę. Poprawiła się na krześle jak mała dziewczynka, której za chwilę przed nosem postawią wielki kawałek tortu z bitą śmietaną i owocami. Jej ekscytacja nie różniła się zbytnio od tej dziecięcej. Naprawdę dobrze widzieć było krewniaka, który nie miał oczu spuchniętych od łez i nosa czerwonego od wycierania go w chusteczkę. Naprawdę dobrze widzieć było kogoś, kto nie uczestniczył fizycznie w tych wszystkich problematycznych sprawach, przez które Eileen musiała po kolei przeskakiwać.
- Garrett! Powiedziałabym "kopę lat", ale aż tak długo się nie widzieliśmy - uśmiechnęła się do niego promiennie, przyjmując wypełnioną niemal po same brzegi szklankę prostym skinieniem głowy. - Wielki świat, pomyślmy - przysunęła do siebie talię kart i stuknęła w nią delikatnie różdżką, by kolorowe prostokąty same zaczęły się tasować. - U rodziców wszystko jest w porządku, a w Kornwalii tak samo zimno i wietrznie. Ojciec przesyła wam pozdrowienia i szczere przeprosiny, że znowu nie może was odwiedzić. Zmieniłam posadę w Hogwarcie. W związku z urlopem, który musiałam wziąć, nie mogłam dłużej być profesorem zielarstwa i... ktoś szybko wskoczył na moje miejsce. - wzruszyła łagodnie ramionami. - Od starego gajowego dostałam psa. Bydlę to takie, jakbyś go tylko zobaczył! Przynajmniej nie będę musiała pilnować Zakazanego Lasu sama. A co u ciebie? O ile mnie uszy nie mylą, to Lyra znalazła już sobie męża?
Zabolało. Trochę. Odrobinkę.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 17:31

Odwiesił jeszcze przemoczony płaszcz na oparcie krzesła. Przyjrzał mu się krytycznie, po czym wyjął z kieszeni osikową różdżkę i stuknął nią raz w przesiąknięty wodą materiał; natychmiast wyparowała. Potem podwinął rękawy lnianej koszuli - wiedział, że pewnie zgrzeje się, jednocześnie emocjonując się grą i zalewając gardło alkoholem - i skrzyżował ręce, by zaraz oprzeć je o powierzchnię stołu, nad którym zaczął się pochylać. Jego chropowaty blat podrapał go w łokcie.
- Nie? - spytał z udawanym zdziwieniem, choć nawet na chwilę nie przestawał lekko się uśmiechać. - A miałem wrażenie, że minęło tak wiele czasu. - Być może to dlatego, że dużo zdążyło się zmienić, a on, wplątany w sam środek siateczki tragicznych zdarzeń, nie miał czasu na złapanie oddechu.
W milczeniu przyglądał się kartom, które przetasowywały się, wisząc w powietrzu.
- Dawno nie widziałem przyprószonej śniegiem Kornwalii - napomknął niby przypadkiem, niedosłownie przekazując informację, że już dawno nie odwiedzał rodzinnych stron - nie miał na to czasu, ostatnio również ochoty, zdawało mu się coraz częściej, że nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu z najbliższymi naraża ich na niebezpieczeństwo.
Tak bardzo chciałby się mylić.
Nie skomentował uwagi Eileen dotyczącej jej nagłego urlopu, uznając milczenie za najlepszą odpowiedź; zamiast tego uniósł brwi, wsłuchując się w jej kolejne słowa.
- Gajową? - powtórzył, nie potrafiąc powstrzymać szczerego zdziwienia. - Czyli co, teraz będziesz gonić niesforne nieśmiałki, hodować dynie na poranne soki i pilnować, żeby trzecioklasiści nie poszli do Zakazanego Lasu, żeby szukać jednorożców, wilkołaków i wampirów? - spytał, unosząc teraz jeden z kącików ust, choć nie było w tym geście żadnej złośliwości; wyłącznie zaskoczenie, ale też pewnego rodzaju podziw. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. - Podobno szukają zielarzy w Departamencie Substancji Odurzających - rzucił przelotem. - Ale widzę, że mimo wszystko coś cię trzyma w Hogwarcie.
Mimo wszystko - mimo terroru Grindelwalda, mimo groźby, która spłynęła wraz z noworocznym Sabatem, mimo wojny drżącej w powietrzu, mimo wielkich niebezpieczeństw.
Nie podobało mu się to, że Eileen zdecydowała się wciąż się narażać, ale wierzył, że nie musiał mówić tego na głos; na pewno kuzynka mogła odczytać to w jego spojrzeniu. Wyrażającym jednocześnie niepokój, niezadowolenie i troskę.
Nagła zmiana tematu była wskazana, ale Eileen weszła na niebezpieczny grunt. Garrett stłumił ciężki oddech, po czym sięgnął po szklankę.
- Znalazła - potwierdził niewylewnie, po czym wziął dość spory łyk alkoholu i sięgnął po pierwszą kartę z kupki. Naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 17:31

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k6' : 1


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 20:30

- Mi z kolei czas zleciał zbyt szybko - odparła, z przykrością uświadamiając sobie, że jej myśli galopują nie w tym kierunku, w którym Eileen chciała, by galopowały. - Ale to wciąż tylko cztery miesiące... albo aż cztery miesiące.
Objęła szklane naczynie całą lewą dłonią i poruszyła nim delikatnie, przyglądając się jak bursztynowe języki usiłują wydostać się poza jego obręb. Musiała zebrać w sobie kapkę odwagi, by unieść szklankę do ust i łyknąć z niej trochę tego rozgrzewającego napoju. Oprócz drapania w gardle nie poczuła jednak zupełnie nic. Ah, no tak, przecież jakiś miesiąc temu upiła się z żalu po utracie siostry i najlepszego przyjaciela! Dobrze, że wiedziała o tym tylko sama Eileen.
- Trzeba było powiedzieć, przywiozłabym ci pocztówkę. Albo zdjęcie. Po Rossie został mi magiczny aparat. Tylko... chyba jest zepsuty. Znasz kogoś, kto naprawia takie rzeczy? - spojrzała na niego. Nie udało jej się powstrzymać cichego śmiechu pokątnie wymykającego się zza jej warg. - A i owszem, gajową! Sama jeszcze nie do końca mogę w to uwierzyć, ale tak, chcę się podjąć tej pracy. I żebyś wiedział, że chodzi o dynie! Na gacie Merlina, masz pojęcie, jak bardzo się rozrosły? Ogg w ogóle o nie nie dbał! Już mu prawie wchodziły przez okno na tyłach chatki. Czekam tylko, aż śnieg zacznie topnieć i od razu zabieram się do przesadzania. Co do wampirów... sądziłam, że to tylko legendy. Za moich czasów Hubert Manford lubił opowiadać nam te niestworzone historie w pokoju wspólnym Krukonów. Nie mów mi, Garry, że to jednak nie są tylko legendy.
Błękitnawe tęczówki pojaśniały, zatańczyły w nich ogniki ekscytacji, za którymi tak bardzo tęskniła. Nie umiała być smutna, nie lubiła obarczać ludzi swoimi problemami. Wolała, kiedy kąciki ich ust unosiły się do góry, policzki rumieniły się, a w gardle aż drapało od nadmiaru śmiechu. Kwiaty zawsze lepiej wyglądają w słońcu.
- Mój ojciec pracuje w Departamencie Substancji Odurzających - odpowiedziała krótko, uważając, że w tych kilku słowach zawarła cały ogrom argumentów świadczących przeciwko pracy w Ministerstwie Magii. Ciepłotą swojego spojrzenia spróbowała uspokoić jego obawy. - Raczej ktoś. Dzieciaki. Chyba nie potrafię zostawić ich w tym wszystkim samych. Nie daj się zwieść heroicznemu brzmieniu tych słów. Po prostu czuję, że powinnam mieć na nich oko. Na nich i na rośliny. Jakiś czas temu bardzo dziwnie się zachowywały. Słyszałeś o winogronach zarażających groszopryszczką? Barty mi opowiadał. Coś strasznego!
Czy ona podświadomie chciała o nim mówić? To było dopiero coś strasznego!
- A ty? Chętnie wysłucham twojej opowieści.
Jedną dłonią wyciągnęła w kierunku talii, a drugą uniosła ognistą szklankę do ust.




handmade
love




Ostatnio zmieniony przez Eileen Wilde dnia 29.08.16 16:25, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 20:30

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 23:00

Machinalnie przyłożył palce do ścianek szklanki i obrócił ją o trzysta sześćdziesiąt stopni - powoli, niespiesznie, jakby wykonywał jakiś ważny rytuał. Nie robił tego świadomie. Słuchał uważnie, jednocześnie rozmyślając o rzeczach, o których myśleć wcale nie chciał. Mimowolnie spoważniał, ale nie potrwało to długo.
- Chyba nie znam specjalistów od aparatów - palnął po krótkiej chwili zastanowienia, przenosząc spojrzenie ze szklanki na Eileen. - A już na pewno nie tych czarodziejskich - dodał, unosząc nieznacznie jeden z kącików ust; coś ciepłego zatańczyło mu w oczach, ale tylko on mógł wiedzieć, dlaczego.
Ten niezwykły błysk szybko przekuł się w rozbawienie - Eileen gajowym? Nieszczególnie wpasowywała się w stereotypowy wygląd osoby zajmującej to stanowisko: brak jej było gęstej brody, barczystej postury i szaleństwa wbitego w spojrzenie. Oraz nadopiekuńczości wobec brzuchatych, rosnących jak na drożdżach dyń.
Nie, chwila - ten wymóg zaczynała już spełniać. Garrett zaśmiał się, przewracając oczami.
- Byłem parę razy w Zakazanym Lesie - częściej, niż wiedzieli to nauczyciele: czasem chodził tam w ramach szlabanu, a czasem to właśnie te wycieczki były przyczyną kolejnych kar - ale wampirów nie spotkałem tam nigdy. Może nie szukałem wystarczająco uważnie, więc strzeż się - dodał konspiracyjnie, tęskniąc za chwilami, gdy potwory w Hogwarcie czaiły się za gąszczami drzew, a nie w komnatach dyrektora szkoły. Kiedyś wszystko zdawało się prostsze.
A może po prostu on widział to przez pryzmat oczu dziecka; w trakcie jego nauki miały przecież miejsce przerażające wydarzenia, raz prawie zamknięto szkołę, wydalono z niej półolbrzyma odpowiedzialnego ponoć za śmierć mugolaczki. Ale wtedy zdawało się to niezwykłą przygodą, a nie śmiertelnym zagrożeniem, zapowiedzią wojny.
I znów jego myśli rozproszyły dalsze słowa Eileen.
- No tak - palnął, przypominając sobie o zawodzie jej ojca. Spojrzał na kuzynkę trochę poważniej; rozumiał altruistyczne zapędy, w ich rodzinie prawdopodobnie były dziedziczne, ale bał się o jej bezpieczeństwo. I Barty'ego. Wszystkich pracowników Hogwartu, wszystkich dzieci, które pobierały w nim nauki. - Uważaj na siebie - dodał nieco ciszej, tym razem nie śmiejąc się z historii o Bartym i groszopryszczce, choć w normalnych okolicznościach rozbawiłaby go - tak jak zawsze.
Garrett nie dostrzegł też sposobu, w jaki Eileen mówiła o Bartym; niby był aurorem, człowiekiem spostrzegawczym, inteligentnym, który dzięki swojej domyślności miał pieniądze na czynsz... ale przy tym był tylko mężczyzną. Na niektóre sprawy pozostawał ślepy, dopóki te brutalnie nie uderzały go w twarz.
- Ja? Nie, ja nie znalazłem jeszcze męża - zaśmiał się, a potem zmarszczył brwi, bo dostrzegł swoją marną kartę. Nie był mistrzem pokerowej twarzy, kłamcą też był marnym - a przynajmniej w chwilach takich jak ta, gdy oszukiwanie nie było potrzebne. Milcząc, sięgnął po kolejną kartę z kupki. - U mnie raczej nic się nie zmieniło, na zmianę pracuję i... pracuję. - A po godzinach ratował świat i rozbijał swoją rodzinę na dwa opozycyjne fronty. Nic nowego. Jego życie zawsze zdawało się monotonne.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   28.08.16 23:00

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   29.08.16 18:15

Palcami prawej dłoni zręcznie objęła kartę, analizując w myślach jej wpływ na dalszą grę. As. Przesunęła kciukiem po bocznej krawędzi kolorowego prostokąta, by między skórą a papierem powstał krótki, mdły odgłos rozpalania iskry hazardu.
- To nic, poszukam na własną rękę - albo zostawię ten aparat w jakiejś starej skrzyni, gdzieś na krańcu świata, żeby w końcu przestać myśleć o Rossie, dokończyła, nie poruszając przy tym wargami, pozwalając, by niema pretensja osiadła bezpiecznie gdzieś na dnie jej żołądka.
Gdy myślała o pracy gajowego, w pierwszej kolejności pod jej powiekami pojawiał się obraz wchodzącego do zamku Ogga, który taszczy za sobą ogromną sztukę jodły, dopiero co ściętą z samego skraju lasu. Jego wielkie, ciężkie buty zawsze zostawiały po sobie niewielkie kałuże i echo wibrujące między ścianami, a śmiech rodem z Laponii niósł się tak, że czasami słychać było go na drugim piętrze. Eileen niestety nie miała wielkich butów, a jej śmiech mógł jedynie straszyć gnomy ogrodowe sprzed domu. Miała nadzieję, że braki w posturze nadrobi wiedzą na temat dyni. I diabelskich sideł.
- Zawczasu zaopatrzę się w wisior z czosnku i srebrny kołek. Podziała? - zawtórowała mu śmiechem, po krótkiej chwili gasząc gardłową potrzebę kolejnym łykiem ognistej. - Wydaje mi się, że zawód aurora jest bardziej niebezpieczny, zwłaszcza w tych czasach, więc ty również na siebie uważaj. Martwy kuzyn to bezużyteczny kuzyn, pamiętaj.
Puściła do niego perskie oczko, które miało grać tej rozmowie podwójną rolę - nadać jej twarzy nieco pokerowego grymasu i utwierdzić Garretta w przekonaniu, że mimo kilkumiesięcznej rozłąki wciąż mają ze sobą dobry kontakt. Wzmianka o braku męża jednak zniweczyła jej plany i zmusiła ją do głośnego roześmiania się. Wystarczyło tylko kilka łyków ognistej, żeby panna Wilde zaczęła straszyć gnomy ogrodowe!
- Na brodę Merlina! - jej ramiona unosiła się w chichotliwych, lekkich spazmach, jakby zaraz sama Eileen miała aktywować swoje skrzydła i polecieć na nich do rudego nieba. - Już prawie wyobrażałam sobie ciebie w sukni z welonem, ale w porę powstrzymałam swoją szaloną wyobraźnię przed tym... haniebnym czynem. - swobodnym gestem wysunęła z wierzchu stosiku jedną kartę i dołączyła ją do poprzedniej. - A śpisz chociaż? Jesz cokolwiek? Mam nadzieję, że tak, bo... ah, nie będę ci matkowała. Ale dbaj o siebie.




handmade
love


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   29.08.16 18:15

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : rzut kością


'k6' : 3


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   30.08.16 2:45

Przyłożył treflowego asa do trzymanej w dłoni dziewiątki, tym razem nie ukazując, że trafiła mu się dobra karta. Daleko mu było jednak do pokerowej twarzy - wciąż unosił lekko kąciki ust, wciąż spoglądał na Eileen z ognikami rozbawienia w oczach, choć za maską lekkości skrywała się niepowstrzymana troska. Podążał wzrokiem po jej twarzy, doszukując się zmarszczek zmartwienia, których nie było tam wcześniej; przyglądał się kasztanowym włosom, badając ewentualne odblaski siwizny wywołane przez nawarstwiające się już od dłuższego czasu strapienia.
Sięgnął po szklankę, ognisty trunek zapalił mu gardło.
- Strzeżonego Merlin strzeże - powiedział poważnie, chociaż jednocześnie uśmiechał się szeroko. - Nie musisz się martwić, Eileen, dobrze wiesz, że nas, Weasley'ów, nie tak łatwo zabić - bo przecież w niej też płynęła ich krew, krew wojowników, pionierów zmian, potężnych magów. Mimo wszystkich mezaliansów traktował ją tak samo jak każdego innego członka rodziny. Był ślepy na podziały, na ograniczenia, na zasady moralne narzucone przez innych, których on sam nigdy nie zgodził się zaakceptować; wykształcił w sobie zdrową ignorancję, zdrowy opór, zdrowy sceptycyzm.
Nie potrafiłby spojrzeć na siebie w lustrze, gdyby czynił inaczej.
- Tak, zdarza mi się sypiać - zaśmiał się - choć z jedzeniem było gorzej, zwykle jadł to, co nawinęło mu się z rana pod rękę: nieposmarowany masłem chleb, spaloną jajecznicę, krzywo przypieczone tosty bez dżemu (bo znów zapomniał go kupić), fasolkę w źle doprawionym sosie. Radził sobie z życiem, cholera jasna, wręcz doskonale. - A odkąd nie wracam do pustego mieszkania, nawet częściej zacząłem w nim bywać - rzucił przelotnie, sięgając dłonią najpierw po szklankę alkoholu, w której zamoczył usta, a potem po kolejną kartę z kupki. Chwilę milczał, nie do końca świadomie zastanawiając się nad tym, co właśnie powiedział, aż dotarł do niego wydźwięk własnych słów. Które zdecydował się szybko sprecyzować. - Bo widzisz, jakieś - ile to już minęło? czas gnał jak szalony, monotonne dni zlewały się w szarą, przyprószoną śniegiem całość - trzy dni temu przygarnąłem zgubę. Kota - małego, burego, pewnie parchatego. Marzł na mrozie, a tak to może zamieszkać w moich czterech ścianach.
I przy okazji zagłusza ciszę, zabija milczenie, wprowadza życie. Leczy samotność.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   30.08.16 2:45

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   31.08.16 22:50

Gdyby Eileen miała kilka lat więcej, a zmartwienia wciąż byłyby takie same, Garrett zapewne dostrzegłby ślady zmęczenia, których poszukiwał. Teraz jednak zdołała je poukrywać w ślepych zaułkach jasnych pajęczynek pozornego szczęścia utkanych na swojej twarzy. Zmarszczki błyskały jasno tylko w czasie uśmiechów, które, mimo radosnego wydźwięku, zdradzały krople potu wylane w czasie ostatnich miesięcy.
- Trzymajmy się tego, Garrett - odpowiedziała tym samym uśmiechem, łykając kolejny łyk alkoholu i z premedytacją pozwalając mu na to, by spłynął po gardle, paląc wszystko, co stanęło mu na drodze. - Trzymajmy się tego jak brzytwy. Zwłaszcza w tych czasach.
Ostatnio często to powtarzała. Nie tylko sobie, ale i innym. Zwłaszcza w tych czasach. O czym to miało świadczyć? O jej strachu do tego, co przyniesie jutro? O lęku o życie najbliższych?
- Czy nasza rozmowa nie obrała czasami niebezpiecznego kierunku? Widzę na horyzoncie - spojrzała na Garry'ego zza miniaturowego wachlarza kart. - Dekadentyzm.
Gdy słowo rozłożyło się równomiernie w powietrzu, zaśmiała się pogodnie pod nosem i sięgnęła po następną kartę. Ogarniający ich gwar rozwiewał nieprzyjemne, ciężkie brzmienie zawieszonych w przestrzeni głosów, swojskość opróżniała ociężałe od problemów umysły. Oboje świadomi byli zmian, jakie małymi, niewyraźnymi krokami zbliżały czarodziejski świat ku lepszemu jutru, ale przecież jeszcze chwilę mogą poudawać przed sobą, że to ich nie dotyczy; że choć te zmiany są blisko, wciąż zbyt daleko, by mogli w tej chwili podjąć się podróży w ich stronę.
- Sądziłam, że mówisz o kobiecie i już nawet miałam w planach pożegnać się z tobą, by pójść do butiku madame Malkin po sukienkę na twój ślub, a tu klops - jej dłoń zawisła nad równo ułożoną talią kart, jakby palce zaczęły zastanawiać się nad koniecznością pokuszenia losu o asa albo dziesiątkę. - Nagle odkryłeś w sobie zamiłowanie do zwierząt czy to chwilowa zachcianka, a gdy malec dorośnie, od razu wypuścisz go na wolność? Koty to bardzo zdradliwe stworzenia. Coś o tym wiem, dwa mnie ostatnio goniły, kiedy kicałam sobie szczęśliwie przez londyński park.
Zgięła nadgarstek w odpowiednią stronę i ostatecznie zmusiła mięśnie dłoni, by te poderwały magiczny prostokąt do góry i ułożyły go tuż walecie.




handmade
love


Powrót do góry Go down
 

Wnętrze pubu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Wnętrze pubu
» Serce zakazanego lasu
» Pub pod trzema miotłami
» Korytarz na II piętrze
» Apartament na piątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18