Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnata z mapą nieba

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
0
99
Czarodziej

PisanieTemat: Komnata z mapą nieba   26.04.16 21:13

First topic message reminder :

Komnata z mapą nieba

Wzdłuż komnaty znajdują się liczne ławeczki, na których zwiedzający mogą spocząć i przyjrzeć się niezwykłej mapie malującej się na suficie, zaczarowanej, aktywnej mapie nieba, której układ zmienia się w zależności od aktualnego układu gwiazd. Wszystkie ciała niebieskie odmalowane są przepięknymi kształtami przez wyjątkowo uzdolnionych artystów.
Mapa pełni role zarówno wizualne, jak i edukacyjne, ale również praktyczne - kiedy chmury zasłaniają widoczność, astrologom zdarza się pracować pod sztucznym niebem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   04.08.16 21:39

Rzecz była w tym, że jako członek grupy badawczej nie musiała znać jego archetypu kobiety. Nie miała zamiaru ciągnąć go za rękę, niańczyć i muskać policzki, gdy zrobi nadąsaną minę. Mogła kolekcjonować obrażone spojrzenia, ale byli współpracownikami. Świat nauki stał przed nimi otworem. Na początku zastanawiała się, czy jest osoba, która dba o jego krzywiznę krawatu i dobry flakonik perfum, lecz nie ze względu na własne pobudki. Zazdrość osób postronnych mogła źle wpłynąć na ich badania. Niekończące się kłótnie ucinał skrzydła, zajmowały myśli. A oni mieli konkretny cel. I nic, doprawdy nic nie będzie im przychylne, gdy ktoś będzie gościł w myślach, narzucając swoje racje. Z racji swojego zawodu musieli się godzić na przesuwanie wielu granic. Praca po nocach w niekoniecznie bezpiecznych miejscach czasami kończyła się plotkami, lecz efekty badań były najlepiej widoczne w Horyzontach Zaklęć. Nikt ani Ramsey’owi ani Constance nie miał prawa zarzucić lenistwa. Dryfowali na granicy wielu spraw, lecz odgrodzili swój prywatny świat grubą nicią. Drobne stópki Constance tańczyły nad przepaścią, odgradzającą dwie rzeczywistości. Tę normalną, gdzie mężczyzna i kobieta mogli się trzymać za dłonie, pić wino w miejscach publicznych, a przede wszystkim żyć pełnią życia. Oraz tą szlachecką: pełną zasad i granic. Constance gubiła przy nim swoją lodowatą maskę rozpieszczonej syreny, która jak chciała, to miała. Przy Ramseyu również nie bała się machać palcem, wskazując konkretne środki. To właśnie one stanowiły małe kroczki zmierzające do osiągnięcia sukcesu. Nie potrzebowała rozumieć Ramsey’a jako mężczyzny, aby stworzyć z nim owocną współpracę. Nie chodziło już o przekazywanie sobie sekretów, jakim niewątpliwie była ta banda zapijaczonych durni, która wepchnęła Caesara w pułapkę dla zwierząt. Nie chciała analizować jego psychologicznych podstaw. Za to mógł zapłacić niejednemu magipsychiatrze, lecz Constance nie rozumiała takiego ekshibicjonizmu. Czyż nie od tego byli właśnie przyjaciele? Po dwóch butelkach wina miała zwykle lepszy humor. I śmiała twierdzić, że piwniczka rodzinna nawet niespecjalnie czuła stratę.
W badaniach naukowych wartość nie stanowiły książki ani wino, które raczył przynieść. Czytanie nie znaczyło przyswojenia wiedzy, a z drugiej strony każdą informację powinno się przetworzyć na swój racjonalny sposób. Logiczne myślenie czasami było towarem deficytowym, a Constance w przypadku realizacji poprzednich badań nauczyła się, że chociaż wiele się czyta, nie zawsze czyta się ze zrozumieniem. Umysł iście analityczny wymagał konkretnych warunków pracy. Ona potrzebowała czarnej kawy, a Ramsey? Jej?
Złudne były jej myśli i nadzieje gdy przyszło do poważnych rozmów. Constance unikała niewygodnych tematów związanych z macierzyństwem, małżeństwem. Nie mogła krzywić się na nazwisko Arthura w obecności obcych ludzi, a wieczne ukrywanie emocji było tylko ciszą przed wielkim wybuchem płaczu. Przez wiele dni nie spotykała się z nikim, a swoje dni zaczynała i kończyła w łóżku, ignorując posiłki oraz prośby matki. Tylko ojciec ją rozumiał, głaszcząc po czole i obiecując, że sytuacje ulegnie zmianie, lecz nigdy nie dodawał, czy na lepsze czy na gorsze.
- Nie prowokuje się osoby, która lepiej zna zaklęcia od ciebie, Ramsey – warknęła, bo na Merlina, czy naprawdę chciał otwarcie wątpić w umiejętności Constance? Był bezczelny, a takim zachowaniem odsunie od siebie Lestrange. Nie chciała głaskania po głowie, ale wypruwała sobie flaki, aby nie wybuchnąć przy nim płaczem i wstała dla niego z łóżka. Doprawdy wypadałoby to bardziej docenić niż przekraczać kolejne granice. Nie skomentowała dalszej jego wypowiedzi. Jeśli nie mieli się lubić, to zdecydowanie o wiele za sobie wiedzieli. Sekrety sypały im się z rękawków, a oni nawet nie potrafili nad tym zapanować. Nie była pewna, czy kiedykolwiek potrafiłaby stanąć w obronie Ramseya tak jak w przypadku trójki najbliższych, ale ciągle ją prowokował i zajmował myśli. Czy naprawdę winien to robić zaręczonej szlachciance? Chciał wiedzy i ją bezgranicznie otrzymywał: o badaniach, o kobietach oraz o samej Constance. Kolekcjonował to w swojej pamięci, a Lestrange tylko miała nadzieję, że tam znajduje się wiele dziur, które puszczały wiele informacji mimochodem.
- Jaka jest twoja gwiazda? – spytała, bo prawda była taka, że walczyli o jego wewnętrzne oko nikogo innego. Sypał ciekawostkami na temat jej ułożenia planet, a sam, sam nawet nie wspomniał, co może wpływać na jego wizje. Obserwowała ruch otwierania wina i tego jak Ramsey przetransmutował książki w dwa kieliszki. Co z delektowaniem się alkoholem? Wciąż po sabacie nie była w stanie nic przełknąć. Nie myślała nawet o ciężki jedzeniu, a co dopiero winie.
- Hipnozy? Czy przetwarzając wizję w myślodsiewni nie znajdziesz jej esencji? – spytała, bo i dziedzina, którą zajmowała się Darcy Rosier była obca. Westchnęła na jego kolejną prośbę. Wykorzystywał jej nazwisko, korzenie oraz cały sposób na wychowanie w dumie błękitów oraz złota. Ona nawet nie wiedziała, czy cokolwiek co mówił Ramsey jest prawdą. Obserwowała w zwolnionym tempie jak połyka wino, wstaje i zostawia książki. Czy naprawdę były do dyspozycji Constance? Poczuła skurcz przyjemności w żołądku, ale szybko się opanowała. Stukot obcasów odbijał się za Ramseyem, a Constance złapała przegub jego dłoni.
- Jeśli komukolwiek powiesz, że słyszałeś mój głos – zaczęła, wszak śpiewała tylko na dworze. Wyczyszczę ci pamięć, cofając ją do czasów niemowlęcych, dopowiedziała w myślach. Trzymała go za przegub, czując pogardę do siebie, że pod wpływem emocji sama wyszła do mężczyzny z dotykiem. Nawet nie spodziewała się, iż to może mieć jakieś konsekwencje. Zaczęła śpiewać cichym głosem, wpatrując się w Ramseya. Dopiero po chwili mógł zrozumieć, że nie śpiewa po angielsku ani francusku. Trytońska melodia odbijała się echem od ścian, uspokajała nocne niebo. Nie mógł rozumieć słów, ale wyczuwany smutek pozostawiał po sobie cierpki posmak. Jedynie Constance wiedziała, o czym śpiewa i czuła się dziwnie bezpieczniejsza. Czy opowieść o nieszczęśliwej miłości, którą zakończył jeden wypadek, zniesmaczyłaby Ramseya?




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Are you looking for my sympathy?
You’ll find it in the dictionary between shit and syphilis.


5
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   07.08.16 19:53

Miewał swoje własne priorytety — badania nad zwierciadłem były jednym z nich. Nie tylko dlatego, że w końcu dojrzał do tego aby udokumentować swoje postanowienia, plany i teorie. Kwestia jasnowidzenia była dla niego fascynująca i istotna od dnia, w którym po raz pierwszy zobaczył w swojej głowie obraz przyjaciela rozszarpanego na strzępy przez wilkołaka. Zwielokrotnione obrazy, wizje, których doświadczał stały się dla niego źródłem inspiracji w poszukiwaniu wiedzy. Miał manię kontroli, był nieznoszącym sprzeciwu despotą, a to, co podsuwała mu wyobraźnia lub może słuszniej byłoby stwierdzić — podświadomość, istniała jako element, nad którym kontroli nie posiadał żadnej. Latami analizował to pod kątem obiektu doświadczalnego i teoretyka, zgłębiając tajemnice w londyńskich bibliotekach, a nawet dziale ksiąg zakazanych. Spisywał na pergaminie swoje spostrzeżenia i wtykał je pomiędzy strony ksiąg o wróżbiarstwie, czy astrologii. Chciał to zrozumieć, nauczyć się kontrolować, nie potrafiąc pojąć bezczynności osób, które doświadczały tego samego. Metamorfomagowie potrafili kontrolować swój dar; zwierzouści, wile... A oni — wróżbici — byli jak błądzące we mgle dzieci, które opierają się jedynie na naukach wyniesionych ze szkoły, licząc na to, że pewne techniki obserwacji kuli, czy stawiania tarota przyniosą dźwięczne zapowiedzi przyszłości. Jasnowidzenie było czymś więcej i on zamierzał to udowodnić juz nie tylko sobie samemu, ale wszystkim tym, którzy traktowali to pobłażliwie.
Dlatego na rzecz badań był w stanie odłożyć wszystko na bok. Żadne zwady i konflikty z narzeczoną nie mogły mieć wpływ na ten rodzaj jego aktywności. Starał się nie zawracać głowy rzeczami nieistotnymi, a kiedy przysiadał do badań odgradzać się od reszty murem. Dla niego czas spędzony z Constane nie był zmarnowany. Był blisko, nie raz zdecydowanie zbyt blisko, za co powinien otrzymać upomnienie, a za nieproszony dotyk spora naganę. Ale w ani jednej chwili nie zamierzał wykorzystać badań do prywatnych celów owinięcia sobie Connie wokół palca. Jeśli wino i jego bliskość miały być jakąś formą manipulacji, to działającą w drugą stronę — wspomagającą jego pracę nad magicznym zwierciadłem. Nie bawił się w dystans wobec niej ani zachowywanie sztucznych granic, bo uznawał to za zbędne. Byli w tym razem. Partnerstwo wymagało współpracy i zachowania zasad równości, które on potrafił zachować pomimo iż była kobietą. Po prostu kobietą.
— Śmiałe stwierdzenie — mruknął pod nosem, postanawiając nie angażować się w prowokacje. Po tym jak rzuciła w niego zaklęciem ostatnie na co miał ochotę to pojedynkować się z nią, kiedy już obecność Darcy w badaniach widniała pod dużym znakiem zapytania. Rozłam w jej dziedzinie był dużym problemem dla badań i dla niego, jako badacza. Nie mógł sobie pozwolić na podobną sytuację z Lestrange. To byłoby dowodem ignorancji i bezmyślności.
— Deneb Algedi— odpowiedział po chwili, zerkając na nią z lekko uniesioną brwią. Nazwa nic jej pewnie nie mówiła, nie wspominając już o lokalizacji, której nie była w stanie wskazać. Dlatego rozbawiło go to pytanie. Stał, spoglądając na nią z góry, a później spojrzał na niebo, aby ją dojrzeć — najjaśniejszą gwiazdę w gwiazdozbiorze koziorożca. — Planetą Saturn. Ale jest on w styczniu widoczny tylko przed wschodem słońca i to blisko horyzontu— dodał i wzruszył ramionami od niechcenia. — Twoją gwiazdą jest Słońce. Jesteś lwem, a Twoim żywiołem ogień, a nie... woda — dodał markotniej i zerknął na nią ponownie, jakby spodziewał się, że zobaczy na jej twarzy rozczarowanie. Nie przejmował się tym. Charakter Constance idealnie wpasowywał się w to, co zapisane było w gwiazdozbiorze. Była dumna, pewna siebie i niesamowicie zaangażowana w to, co robiła. Również jej podejście do szlacheckich zasad i to, jak będą oceniac ją inni było typową cechą dla astrologicznych lwów. I gdyby tylko o tym wiedziała pewnie nie bawiłoby ją to tak bardzo.
Jej kolejne pytanie wprowadziło go w lekkie zamyślenie.
— Nie jestem pewien, czy wszystkie wizje pozostają w głowie jako wspomnienia. Te, które się sprawdziły, może tak. Ale nie wszystko, co widzi jasnowidz musi dotyczyć jego najbliższej przyszłości. Esencja może się różnic, przynajmniej tak zakładam. — Nie był specjalistą ani od hipnozy, ani od myślodsiewni, a to pytanie było dla niego nieco problematyczne. Znów się pojawiał w jego rozmyślaniach temat Darcy i ich ostatniego spotkania, a tego właśnie chciał uniknąć za wszelką cenę.
Chciał odejść, dać jej spokój i zakończyć spotkanie póki jeszcze nie wkradły się pomiędzy nich niezrozumienie i niechęć, które stanęłyby na przeszkodzie do pomyślnego kontynuowania badań. Nie spodziewał się, że go zatrzyma. Spojrzał na dłoń, która zacisnęła się na jego przegubie, ale nie odpowiedział na to żadnym szarpnięciem. Nie miał podstaw do wyrywania się niewiaście, jeśli pragnęła jego obecności jeszcze przez chwilę, jakikolwiek powód by jej do tego nie skłonił. Spojrzał na nią z ciekawością, niemo domagając się dalszego ciągu, wyjaśnienia jej reakcji, a wtedy z jej gardła wydobył się dźwięczny, melodyjny śpiew. Ani drgnął bo nie mógłby zakłócić tego, co miało właśnie miejsce nawet lekkim krokiem w jej stronę, w całkowitej ciszy i skupieniu wsłuchując się w trytoński śpiew. Nie mógł wiedzieć o czym śpiewała, lecz brzmiało to przygnębiająco, nieco romantycznie, a gdzieś w wyższych partiach jej dźwięków mógł odnaleźć jakąś nadzieję. Czy tak właśnie brzmiała nadzieja? Tak sobie to wyobrażał w tej chwili, by w końcu obrócić dłoń lekko. Nie wyszarpał się, choć wyswobodził z jej zdecydowanego uścisku i ujął jej dłoń w swoją, unosząc do góry. Złożył na jej knykciach lekki pocałunek — taki jak składa się damom w oznace szacunku. Rzadko to czynił, może w towarzystwie, gdy wymagała tego od niego kurtuazja. Dziś miało to być odpowiedzią na jej odwagę i spełnienie jego zachcianki, która sprawiła, że nagle zaczęli dzielić wspólny sekret. On wiedział o niej coś, czego nie wiedzieli inni i tym pocałunkiem dał temu wyraz.
Kiedy uniósł na nią wzrok poczuł zimny dreszcz na plecach. W jednej chwili wokół zrobiło się zimno, a powietrze się rozmyło. Nim zdążył się jeszcze wyprostować białka jego oczu spowiła mglista powłoka. Wciąż miał przed sobą Constance, lecz nie trzymał jej za rękę. Stała z wyciągniętą przed siebie różdżką. Czuł zapach jej perfum tak dobrze, tak wyraźnie jak ciepło bijące z jej ciała. Stracił przytomność. Upadł na deski klubu pojedynków. Arena zadrżała.
Minęło kilka sekund nim mrugnął, a wtedy na powrót pojawił się w komnacie z mapą nieba. Czu długo trzymał jej dłoń w swojej? Ile trwało całowanie jej dłoni, nachylanie się w ten sposób? Nie wiedział. Zmarszczył brwi, prostując się i choć odsunął swoją dłoń na skraj jej, drobne palce puścił dopiero, gdy się nieco odsunął.
— Nie powinnaś brać udziału w klubie pojedynków, Constance – mruknął, unosząc wzrok na jej bladą twarz.[/b][/b]




Snatch your chain
Heroes always get remembered
but you know legends never die.
If it feels good, tastes good.
It must be mine.
***
Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   11.08.16 9:22

Istniała niebezpieczna granica pomiędzy pracą a pasją. Gdy pracujesz, zadania kończą się jeszcze dziesięć minut przed końcem dnia. Wówczas liczy się kafelki na podłodze, muchy w kącie i te same dziury w suficie. Robi się to tylko dla pieniędzy. Odbębnia się kolejne godziny od poniedziałku do piątku, czekając na upragnioną wolną sobotę. Gdy przekroczy się tę niewidzialną granicę, życie nabiera zupełnie innego smaku. Nie liczy się godzin, a jedyne realizuje cele. Bycia najlepszym, dostępnym dla całego świata, który wręcz prosi się o rozwój, o niezapomnianą lekcję z danej dziedziny. Constance przestała pracować swojej pracy jak obowiązku. Uciekała w wir zadań, aby zapomnieć o wszystkich smutkach. Zatracała się, rezygnowała ze snu, z jedzenia i tylko przy kubku czarnej kawy rozkwitała. Czyż nie byli pasjonatami? Obydwoje zatracili granice dobrego smaku rozdzielania pracy od życia. Spotykanie się po nocach, aby obserwować gwiazdy było niezaprzeczalnym dowodem. Obydwoje nie powinni, a jednak poznawali smak nocy ze szczyptą naukowego bełkotu. I to wszystko, o zgrozo, bez kawy. Nie chciała zrozumieć istoty jego daru. Wydawał się równie nieprawdopodobny jak cel badań, lecz musiała mu u w i e r z y ć. A to było zdecydowanie trudniejsze niż podjęcie decyzji o jakimkolwiek spotkaniu. Czy naprawdę istniało wewnętrzne oko? Jako badacz zaklęć nauczyła się wierzyć w fakty. A Ramsey dopiero co pokazywał jej tę mroczną ścieżkę.
Uczyła się Ramseya wciąż i wciąż, bo z każdym kolejnym spotkaniem pokazywał swoją nową stronę. Niestety Constance nie potrafiła odciąć swoich myśli tak skutecznie jak i on. W głowie tlił się Arthur i każdy z najbliższych. Może właśnie dlatego potrzebowała kawy? Aby kofeina pobudziła ją na tyle, żeby zapomniała o bliskich? Nie chciała manipulować Ramseyem tak jak każdym wpływowym człowiekiem. Byli współpracownikami, pragnęli tego samego celu. Chociaż chciała go bliżej poznać, wciąż czuła jakąś granicę, która przypominała jej, iż Caesar nie będzie zadowolony z tej znajomości. Jaki był naprawdę Ramsey? Dlaczego z taką łatwością opowiedział jej o bandzie pijanych idiotów? Miała ochotę zdjąć zaklęciem uśmiech mężczyzny z twarzy. Dryfował na granicy cwaniactwa, bezczelności i wyjątkowej arogancji. Jakże śmiał z taką łatwością mówił o żywiołach? Czyż to nie oczywiste, że syreny najlepiej czują się w wodzie, nie w ogniu? Zmarszczyła niezadowolona nos.
- To niepotwierdzona informacja, wręcz absurdalna. Sprawdź ją jeszcze raz – zrugała go jak szczeniaka, który opowiada, że na księżycu rosną najpiękniejsze różę na świecie. Constance nie była żadnym płomieniem, ogniem ani kimkolwiek, co sobie wymyślił. Urodzona syrena, młoda jeszcze latorośl Lestrange’ów, była żywiołem, który siał niszczenie, a jednocześnie był tak niezbędny do życia. Co było gorsze – rozległy pożar czy tsunami? Wybieraj, Ramsey.
- Darcy nam odpowie na to, izolacja wizji może być o wiele trudniejsza niż kolekcja wspomnień- dodała zamyślona. Cieszyła się na współpracę z Rosierówną, ale z drugiej strony bała się hipnozy. Sama by się na nią nie zgodziła, a co dopiero Ramsey, który ukrywał o wiele więcej. A może mieli tyle samo sekretów? Czasami chciała poprosić Darcy o jedną sesję. Ta może zmieniłaby jej myślenie o Arthurze. Czy hipnoza też uczy miłości do wroga? Wyrwał ją z zamyślenia Ramsey, który ni stąd ni zowąd postanowił jak obrażony uczniak zakończyć spotkanie. Nie chciała go dotknąć, bo bliskość była granicą bezwzględną każdej profesjonalnej współpracy. Dlaczego próbowała zrozumieć Ramseya, poznać go, a jednocześnie strofowała go przy każdej okazji? To spojrzenie nie było na miejscu. Chciała to powiedzieć, znów go wychować i zmusić, aby grał tak jak ona sobie tego życzy. Mogła szeptać, aby poczekał, żeby zrozumiał naturę muzyki, która była kolejnym żywiołem. Gdy śpiewała, nie czuła ścisku krtani. Stres nie paraliżował strun głosowych. Czuła jakby grała koncert tylko dla niego, wyjątkowego widza, który podważał znaczenie muzyki. Manipulowała głosem, kusząc go jak prawdziwa syrena. Specjalnie wybrała język trytoński, aby nie rozumiał, a zaczął c z u ć. Nie trzeba znać wszystkich słów świata, aby zrozumieć o czym mówi melodia. Miała go porwać, uszczypnąć w czubek nosa i poruszyć serce. Przestała śpiewać, gdy zmienił uścisk dłoni. Zaskoczył ją swoją delikatnością. Oddał szacunek jak damie przystało, ale Constance wiedziała, że nie o to chodzi. Ramsey taki nie był, aby nagle przypominał sobie o szlacheckim pochodzeniu. Zamurowało ją, a zaskoczenie było widoczne na twarzy. Gdy Ramsey musnął ustami dłoń, Constance poczuła zimny dreszcz na karku. Oczarowana rozchyliła nieznacznie wargi, ale nie mogła wypowiedzieć, nawet cicho, „dlaczego”. Znowu złamał granice, znowu bawił się jej ciałem, zapominając kim jest. A obydwoje wiedzieli, że ten pocałunek znaczył więcej: był pieczęcią kolejnych sekretów. Chciała się odsunąć, ale coś kazało jej przetrzymać tę bliskość. Nagle coś się dziwnego zaczęło dziać z jej rozmówcą. Białka oczu, mocniejszy uścisk, a potem mówiła do niego, lecz nie dostawała żadnej odpowiedzi.
- Ramsey, Ramsey – szeptała jego imię jak mantrę, nie przypominając sobie ani jednego zaklęcia, który może go otrzeźwić. Chciała uderzyć go w policzki, ale uświadomiła sobie, że sama stoi jak zamurowana i nie była w stanie się uczyć. Bezradna, bezsilna nie rozumiała, co się dzieje. To było za dużo. Nagle wrócił do niej jakby nigdy nic, mówiąc o klubie pojedynków. Poczuła jak zalewa ją zimne dreszcze. Drgnęła ramionami, potrzebując jakiś konkretniejszych informacji niż „nie powinnaś”. Tak samo zaczął ich znajomość. Nie powinna się z nim zadawać i gdzież to ją zaprowadziło?
- To niedorzeczne – odpowiedziała od razu, nie godząc się z wizją. Cofnęła się po swój płaszcz i minęła go w przejściu, ostatni raz obrzucając go oskarżycielskim spojrzeniem, lecz sama nie wiedziała, dlaczego jest zła. Zmusił ją do śpiewu, stworzył otoczkę bliskości, która niczym prąd podrażniała każdą jej komórkę ciała, a następnie z a b r o n i ł jej robić to, co kocha. I ile było w tym prawdy, a ile tylko emocji?

Zt Pwease




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   12.04.17 0:45

z sali planet

Jayden pewnie byłby zdziwiony, gdyby dowiedział się, że wcale nie myślę mocno inaczej od niego, w kwestii znajdowania sobie małżonka na resztę życia. Póki co udawało mi się spełniać zawodowo, unikając tym samym poważniejszych rozmów na temat przyszłego związku (a przynajmniej taką miałam nadzieję, kto wie co ojciec z nestorem planowali?), wciąż wierząc, że ten mój wymarzony mężczyzna kiedyś się znajdzie. A przy tym, że będzie pochodził z na tyle odpowiedniej rodziny, że szlachecki świat nie będzie na to krzywo patrzył.
Myśl, żeby zobaczyć mapę nieba bardzo mi się spodobała, tak samo zresztą jak panu Bruhnowi, który wcale nie przejmował się tym, że nie będzie wyglądała tak samo pięknie jak w nocy. Chociaż nie porywało mnie oglądanie gwiazd w sensie naukowym, czy nawet, żeby prowadzić na ten temat jakiekolwiek długie rozmowy, z chęcią mogłam je poobserwować. Miał w sobie coś takiego jak niektóre najpiękniejsze obrazy, że można było im się przyglądać i wciąż zauważać nowe szczegóły.
- Och, nie powiedziałabym, że znam Londyn jakoś wybitnie - odparłam z uśmiechem. - Raczej wiem w jakich miejscach można miło spędzić czas.
Przeważnie w muzeach czy innych miejscach wartych opowieści, byli odpowiedni ludzie. Co prawda trochę się ich nasłuchałam, znałam również magiczną historię, ale nigdy nie wymagano ode mnie, żebym zabawiała panów z ministerstwa zbyt wieloma fantastycznymi historiami. Wystarczyło moje towarzystwo, które, no nie oszukujmy się, doskonale o tym przecież wiedziałam, było miłe dla oka.
Chciałam coś powiedzieć o Hogwarcie, że przecież tam też jest inaczej, chociaż może mury pozostały takie same. Znałam przecież zamek już za panowania Grindelwalda, chociaż były to dopiero początki. Może jednak lepiej było pozostać przy tym, że to piękne miejsce? Wspominałam je z sentymentem, będąc wspomnieniem w którym szczęśliwie spędzałam czas, na beztrosce, jaka nie dana mi już była nigdy potem.
Przytaknęłam na propozycję pójścia do komnaty z mapą nieba, jeszcze nim spytałam o to pana Bruhna. Oboje zadarliśmy głowy, kiedy już znaleźliśmy się w kolejnym pomieszczeniu. To niebo, ze swoimi malunkami, zupełnie nie było podobne do tego prawdziwego, ale przy tym bardzo mi się podobało. Może gwiazdy nie świeciły, ale w dziennym świetle wyglądały jak nietypowa sztuka.
- Nie potrafię sobie wyobrazić, że w nocy to wygląda lepiej - stwierdziłam. - Czy wtedy odwzorowuje niebo takim, jakim jest w rzeczywistości? - spytałam, zadając również pytanie pana Bruhna. Wydawało się, że teraz mapa ma głównie walory dekoracyjne.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
10
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   12.04.17 11:31

Jeśli tylko zaczęliby rozmawiać o kwestiach małżeństwa i jak to postrzegają, okazałoby się, że profesor był całkowicie ponad sprawy damsko-męskie. Miał to gdzieś w podświadomości, jednak nie zajmowały go tak przyziemne sprawy. Nie musiał się też martwić, że ktoś będzie miał mu za złe to, że z nikim się jeszcze nie związał. Chyba że tylko rodzice na łożu śmierci, ale oni znali swojego syna i wiedzieli, że nie ma dla niego nic piękniejszego nad ciała niebieskie. Ciężko byłoby konkurować potencjalnej kandydatce z tak doskonałym tworem. Chociaż zapalony astronom jakim był jego dziadek, w końcu odnalazł tę, która zwalczyła ideał gwiazd i stanęła ponad tym. Bliscy mogli więc jeszcze nie tracić nadziei. I chociaż tak właśnie to wyglądało, Jayden zwyczajnie nigdy o tym nie myślał. A czy zdziwiłby się, słysząc słowa Liliany na temat małżeństwa? Zaskakiwało go wiele rzeczy, jednak jego wrodzona ciekawość zawsze przewyższała każde inne uczucia. Mógłby się speszyć, by po chwili przenieść uwagę na inny, interesujący aspekt, który wydarzył się dokoła niego. Właśnie dlatego też był niezwykle zaintrygowany tym, co robiła panna Yaxley. Nawet jeśli bywała jedynie w muzeach, musiała coś zasłyszeć i musiała coś o nich wiedzieć, by poopowiadać co nieco gościom, za których była odpowiedzialna. Gdy szli więc do wspomnianej komnaty, Jay słuchał uważnie każdego jego słowa jakby czekając na to, że powie coś niezwykłego. W pewnym sensie musiał przypominać ucznia zafascynowanego przedmiotem. Musiał się w tej kwestii zawieść, więc wyprostował się i zamyślony szedł przez tak dobrze znane korytarze Wieży Astrologów. Ile lat tu spędził? Ile dni przespał na tej śmiesznej ławce po całonocnych obserwacjach? To był dobry czas, chociaż jakby się tak dobrze zastanowić Vane żadnego okresu w swoim życiu nie nazwałby złym. Może były przykre chwile, ale na pewno nie złe. Co prawda wydarzenia z Hogwartu, gdy zginęła ta mugolska dziewczyna było straszne, a do tego te zaginięcia, porwania, morderstwa z ostatnich miesięcy... W tym zatrważającym okresie ludzie potrzebowali uśmiechu i to zdecydowanie bardziej niż podejrzewali. Temat szkoły na szczęście rozpłynął się gdzieś w eterze, a goście zajęli się wspomnianą wcześniej komnatą z mapą nieba. Tak naprawdę JJ nie bywał tu za często. Praktycznie w ogóle. Może po urządzenia lub skontrolowanie pewnych szczegółów za dnia, ale to wszystko. Mógłby chyba policzyć te razy na palcach jednej ręki. Teraz pojawił się tu po praktycznie ośmiu latach i chociaż piękna, sala nie oddawała uroku nocnego nieba. Pozwolił towarzyszom przejść dalej, a sam został w przejściu, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Wiedział, że namalowany nieboskłon rusza się nad ich głowami, ale zdecydowanie wolał nie patrzeć. Miał przecież w głowie doskonały obraz, który miał nadejść za kilka godzin wraz z zachodem słońca. Zaśmiał się szczerze, słysząc wypowiedź blondynki, a jego śmiech poniósł się po sali.
- Nigdy nikogo tu nie ma w nocy. Wszyscy obserwują niebo z obserwatorium lub z balkonu księżycowego - odparł, biorąc to za coś bardziej niż oczywistego. Kto by chciał obserwować imitację nieba, jeśli można było badać prawdziwe? Wypowiedział jednak odpowiednie zaklęcie, cud, że pamiętał je po tylu latach, i jasne malunki zmieniły barwę, a w całej komnacie zapanował półmrok, które rozświetlały jedynie gwiazdy. Wyglądało ładnie, ale nie było doskonałe. - Pan Bruhn jeśli tylko zechce, powinien dziś przyjechać tu pod wieczór. Organizowane są pokazy pod gołym niebem - dodał Jay, podchodząc do dwójki gości i stając przy nich, przy czym skinął lekko głową w stronę mężczyzny. - Panna Liliana również powinna się pojawić. Więcej piękna, mniej nauki - dodał, uśmiechając się ciepło i przenosząc spojrzenie na sklepienie. Tak. Nie było tak doskonałe.




Shoot for the moon and if you miss you will still
be among the stars
Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   21.04.17 12:10

Bywały momenty, kiedy zazdrościłam wszystkim nie-arystokratom takiej swobody, ale starałam się wystrzegać takiego myślenia. Ostatecznie, moje życie nie miało sobie prawie nic do zarzucenia i wgłębiając się w codzienność zwykłych ludzi, doszłabym pewnie do wniosku, że to nie dla mnie. Czy i oni czasem tak mieli? Na pewno musieli chociaż czasem marzyć o pięknych ubraniach czy górach galeonów, którymi obsypywali się szlachetnie urodzeni.   
Speszyłam się trochę, nie wiedząc z początku dlaczego Jayden śmieje się z moich słów. Czy były śmieszne? Oczywiście, miło było gdy robiło się zabawnie, ale niekoniecznie gdy ja ten nastrój wywoływałam.
- Och. - Wydawało się to całkiem oczywiste, kiedy już wyjaśnił. Kto by chciał podziwiać imitację, kiedy oryginał był trochę wyżej? Nawet jeśli nie miał na sobie tych wszystkich malunków, wciąż był prawdziwy. Mogłam się domyślić, w końcu znajdowaliśmy w wieży astrologów, gdzie na pewno prawdziwy punkt obserwacyjny był obowiązkowy.
Spojrzałam znowu do góry, gdy tylko zrobiło się ciemno. Chociaż nie dorównywał prawdziwemu niebu, ten widok i tak mi się spodobał. Nie oglądałam gwiazd tak naprawdę, odkąd robiłam to na wieży astronomicznej w Hogwarcie. Nie mówiąc już o tym, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy specjalnie używać teleskopów i innych specjalnych narzędzi. Zdarzało mi się spojrzeć w nocne niebo, ale u nas na bagnach w większości miejsc tyle było drzew, że można go było dostrzec ledwo kawałek.
Przetłumaczyłam panu Bruhnowi co Vane proponował, jednak chociaż twarz mu się rozjaśniła na myśl o takim pomyśle, musiał niestety odmówić. Przedstawiciele Ministerstw mieli wcale nie dużo czasu do dyspozycji na zwiedzanie odwiedzanych miejsc, kolacje, które przecież ważne były dla zawarcia różnych umów, nie mogły zjeść się same. A ich wizyty przeważnie i tak trwały ledwo parę dni.
- Pan Bruhn bardzo żałuje, ale niestety jest zajęty - przetłumaczyłam zwięźle, po wymienieniu z Niemcem paru zdań. - Może następnym razem, kiedy będzie odwiedzał Londyn. - Nie wątpiłam, że z chęcią tu zajrzy, jeśli jeszcze zdarzy mu się odwiedzać stolicę.
Natomiast jeśli o mnie chodzi... nie byłam pewna czy chcę tutaj przychodzić, na pewno nie sama. Teraz o coraz późniejszej godzinie robiło się ciemno i wychodzenie z domu po nocy nie byłoby dobrze widziane, a co dopiero bezpieczne. Ale może któraś z przyjaciółek zechciałaby się ze mną kiedyś tutaj wybrać.
- Nie mówię, że nie, ale może niekoniecznie dzisiaj - odparłam więc, nie mydląc oczu słodkimi kłamstewkami. Wątpiłam co prawda, by Vane zapraszał mnie z większych intencji niż zwykła uprzejmość, ale nie było to powodem, by zapewniać go, że na pewno przyjdę. Wizja oglądania gwieździstego nieba tylko dla podziwiania piękna była jednak całkiem pociągająca. Ciekawe, czy podczas takich seansów któryś z astrologów opowiada o ciałach niebieskich? Może niekoniecznie naukowe fakty, raczej ciekawostki związane z wróżbiarstwem. Zawsze mnie to bawiło, chociaż miałam świadomość, że w części tych przepowiedni było dużo prawdy.
- Czy pan aby nie rozmawiał z centaurami? - przypomniało mi się. Mówiono przecież, że te stworzenia potrafiły wyczytać z nieba całą przyszłość, chociaż niespecjalnie chciały dzielić się tym z ludźmi. - Wiedzą jak mogą się potoczyć najbliższe wydarzenia? - spytałam bardzo ogólnie, nie chcąc wdawać się w szczegóły na temat poglądów.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
10
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   21.04.17 14:25

Gdyby urodził się w rodzinie szlacheckiej, zapewne sprawy przyszłego związku toczyłyby się swoim życiem i były w rękach ojca czy nestora. On nie miałby do tego ochoty. Kto wie... Może nawet byłby już żonaty, chociaż gdyby ta myśl wpadła profesorowi do głowy, byłby niezwykle zaskoczony, ale potem jak zawsze skomentował to szerokim uśmiechem. Ciężko było z nim żyć, jeśli oczekiwało się od niego zrozumienia niektórych rzeczy tak ważnych dla innych ludzi, a z jego perspektywy zupełnie nierealnych. Małżeństwo nie było mu pisane. Co najwyżej pasja do astronomii. Odpowiadało mu jego życie i nie zamieniłby się z nikim. Największym bogaczem czy królem, bo przecież tak było doskonale. Mógł robić co kochał i przy okazji pomagać innym. Przecież nie było nic piękniejszego, a pieniądze nigdy nie dawały szczęścia. Można było za to kupić niebo? Gwiazdy? Deszcz meteorytów? A może widoki? Tylko szaleniec zamieniłby coś tak wspaniałego i doskonałego na góry galeonów. Nie obserwowanie nieba chociażby przez jedną noc, było dla niego czasem straconym. Pomimo ogólnej teorii, że sklepienie i znajdujące się na nim ciała niebieskie nie zmieniają się, było kłamstwem. Każda minuta, każda godzina różniła się od siebie i wprawne oko mogło to dostrzec.
Wzruszył ramionami, nie wyjmując dłoni z kieszeni spodni na słowa panny Yaxley. No, cóż. Domyślał się, że zapewne oboje byli zajęci. On zresztą tak samo. Nie przychodził na obserwacje w Wieży Astrologów od wielu już miesięcy po prostu z braku czasu. Dzisiaj też nie miał w planach się pojawiać, mając w głowie wyprawę w głąb Zakazanego Lasu i zaobserwowanie z pewnego punktu, który sobie upatrzył nowej gwiazdy, której narodziny obserwował jakiś czas temu.
- Szkoda. Mógłbym poprosić pana Cattermole'a o zarezerwowanie dobrych miejsc. Na pewno zająłby się gośćmi tego wieczoru - odparł jakby do siebie i uzmysłowił sobie, że powoli jego czas się kończył. W końcu nie był już stażystą w tym miejscu, a nauczycielem i szanowanym publicystą w swojej dziedzinie. To była w pewien sposób odpowiedzialność, chociaż Jayden nigdy nie czuł tej presji. Nie ignorował ważnych, życiowych spraw, ale na pewno miał inne podejście od większości ludzi. Co dla innych było celem i wartością, dla niego było niczym. I zapewne nie zgodziłby się w wielu sprawach z panną Yaxley. Zaśmiał się delikatnie, pochylając głowę, by przejechać dłonią przez brodę. - Wielu nabiera się na te obietnice? - spytał, podnosząc wzrok i patrząc na dziewczynę. Uśmiech nie opuszczał jego twarzy. I chociaż można było o nim powiedzieć wiele, nie był kompletnie oderwany od rzeczywistości. Gdy spytała go o centaury, skinął głową.
- Tak. Wszystko co się dzieje w kosmosie ma wpływ na Ziemię, na nas. Przywołując znaną wszystkim Gwiazdę Betlejemską, odpowiem twierdząco na to pytanie. Gwiazdy jednak to nie wróżbici. Są czasem pewne zjawiska raz na przykład na tysiąc lat, podczas których dzieje się coś niesamowitego. Możemy się jedynie domyślać co to może być. Układ planetarny może pomóc na przykład gdy będzie dochodziło do zaćmienia, a jest wiele udokumentowanych wydarzeń katastroficznych związanych z tą chwilą. Można więc przypuszczać, że podczas następnego zaćmienia wydarzy się coś podobnego. Lub że ósmego maja dwa tysiące czterdziestego roku nastąpi Wielka Koniunkcja. Ma się wtedy podobno zapobiec przemianie likantropów, ale czy dożyjemy by to sprawdzić? Nie wiadomo. Astronomia to nauka. Nie domysły - zakończył. Astrologia była połączona z astronomią, ale Vane nigdy nie był dobry w tej pierwszej. Owszem. Znał się na niej i to całkiem nieźle. Mimo wszystko gdyby miał wybrać te dwie dziedziny wybrałby bezceremonialnie astronomię. Bardziej od ukrytego znaczenia interesowała go sama materia, ruchy w kosmosie i zjawiska. Nie był żadnym wróżbitą i nigdy za takowego się nie uważał. Był obserwatorem i to dzięki tym obserwacjom mógł poddać je analizie i zastanawiać się nad ich znaczeniem. Każdy wiedział od niepamiętnych czasów, że ruchy księżyca miały wpływy na odpływy i przypływy wód. Dlaczego więc nie miały mieć wpływu na inne rzeczy? Nie interesował się za bardzo przepowiedniami zapisanymi w gwiazdach, bo sam nie wiedział, czy były takie pewne. Żadnej nie przeżył, jednak nie był tak zupełnie sceptyczny. Mimo wszystko posiadał odpowiednią wiedzę. Można by powiedzieć nawet że był wyspecjalizowany w każdym temacie związanym z ciałami niebieskimi. Bardzo ogólnie rzecz biorąc. Ludzie jednak nie rozróżniali jego nauki od wróżbiarstwa, ale nie mógł sam zmienić tego podejścia. Nie miał na nie wpływu i musiał brać poprawkę na to, że niektórzy tak to właśnie postrzegają.




Shoot for the moon and if you miss you will still
be among the stars
Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   28.04.17 1:15

Czasem nie ważne kim się było, tylko czy było się szczęśliwym. A różnym ludziom inne rzeczy przynosiły szczęście. Takie chociażby pieniądze, tyle mniej i bardziej szlachetnie urodzonych posiadało skarbce wypełnione złotem, ale nie wszyscy potrafili je wykorzystać. Nie chodziło nawet o jakieś szczytne cele, a zwyczajne przyjemności. Ja chyba nie mogłam sobie wyobrazić bycia wiecznie skrzywioną damą, kiedy kupowałam sobie piękne suknie, błyszczące klejnoty, sprawiałam nową fryzurę w salonie piękności. Śmiało mogłam powiedzieć, że pieniądze w jakimś stopniu dawały mi szczęście. Ale wpływała na to również praca, którą chętnie i z zaangażowanie wykonywałam i rodzina, która była mi bliska. Świat może i się zmieniał wcale nie na lepsze, ale w tej właśnie chwili nie miałam wielkich zmartwień.
Pan Bruhn już zapewne myślał czy nie dałoby się zakończyć kolacji wcześniej, albo ewentualnie przenieść dalszych rozmów w to miejsce, ja jednak nie miałam żadnych wątpliwości, że to nie był odpowiedni wieczór. Dla mnie na pewno nie było to najciekawszy sposób spędzenia wolnego czasu, chociaż może mógłby mnie na pewien czas zaintrygować swoją innością. Niezobowiązujące opowieści kogoś innego mogły być nawet przyjemne. Roześmiałam się, bo pan Vane próbował rozgryźć szlachcianki, a może w ogóle kobiety.
- Ależ nic panu nie obiecuję - odparłam rozbawiona, ale również trochę zawstydzona jego bezpośredniością, chociaż nie pokazywała tego po sobie. "Niekoniecznie dzisiaj" było mało zobowiązującą datą, ale niewątpliwie mieszczącą się gdzieś w przyszłości - raczej niesprecyzowanej.
Starałam się słuchać uważnie tego co Jayden mówił, a przede wszystkim zrozumieć, ale nie było to takie łatwe, nie mówiąc już o biednym panu Bruhnie, który słyszał tylko potok niezrozumiałych słów. Miałam wrażenie, że były nauczyciel mówił trochę tak, jak to podobno miały w zwyczaju centaury - mądrze, ale zrozumiale tylko dla siebie samych. Dowiedziałam się więc, że podczas zaćmienia może, ale nie musi, wydarzyć jakaś katastrofa, a w dwa tysiące czterdziestym... ale Merlinie, przecież to miało być dopiero za niecały wiek! Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić tak odległych czasów, chociaż nie wątpiłam, że wiele się zmieni, skoro już teraz, w tak krótkim okresie, działy się różne rzeczy.
- To... dosyć mało konkretna odpowiedź - powiedziałam, kiedy wreszcie stwierdziłam, że powinnam coś powiedzieć. Ciężko było w podobnym tonie kontynuować rozmowę i przez chwilę mogłam nawet poczuć się mało inteligentna, przynajmniej dopóki nie przypomniałam sobie przytomnie, że Jayden zajmuje się tym zawodowo i na pewno wie o czym mówi. Ale może niekoniecznie zdaje sobie sprawę, że w drugą stronę tak łatwo to nie działa. - Zupełnie jak u centaurów, prawda? Ciężko jednak martwić się tym, co zdarzy się w połowie przyszłego wieku, szczególnie, jeśli niespecjalnie mamy na to wpływ - czy może nie przejmujemy się przyszłością, zbytnio zaabsorbowani teraźniejszością.
Zdaje się, że w miarę rozróżniałam astrologię i astronomię, chociaż niewątpliwie wydawały mi się mocno ze sobą związane. Umiejętność Vane'a do rozmowy z centaurami mogła okazać się ciekawszym tematem niż gwiazdy i planety, ale ostatecznie jego odpowiedź nie za bardzo spełniła moje (zapewne zbyt wygórowane) oczekiwania. Nie mogłam jednak myśleć, że zaraz podzieli się ze mną sekretami, o ile w ogóle takie były mu znajome.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
10
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   30.04.17 11:57

Jayden był mało konkretny. Gdy zaczynał mówić o gwiazdach, nic nie miało znaczenia. Pytająca go o centaury panna Yaxley, podekscytowany i zarazem zdezorientowany pan Bruhn. Jedynie spadający deszcz meteorytów mógłby go wytrącić z monologu i sprawić, by zapomniał o mowie chociażby na moment. Ale w tym momencie... Nic. Nic nie istniało wartego, by przestać i ktoś mógł pomyśleć, że ma do czynienia z niezbyt stabilnym człowiekiem. Dużo osób tak myślało, gdy miało do czynienia w małym stopniu z profesorem. Nie przeszkadzało mu to, bo zwyczajnie tego nie zauważał.
- Centaury właśnie dlatego nie ufają ludziom. Są niezwykle ciekawscy - odparł, kończąc równocześnie temat, którego nie chciał poruszać ani tym bardziej zagłębiać. Nie zamierzał nigdy zdradzać tego, czego dowiedział się od tych szlachetnych stworzeń. Przecież właśnie dlatego mu zaufały, bo wiedziały, że nie wykorzysta w żaden sposób wiedzy, którą zdobył podczas spotkań z nimi. Pragnął jedynie poszerzać informacje o kosmosie i zrozumieć to, czego inni nie wiedzieli i nie pojmowali. Dzielenie się tym jednak z ludźmi dookoła nie było w żaden sposób dozwolone, a przynajmniej Jay nie zamierzał tego robić. Dotrzymywał danego słowa o dochowaniu tajemnicy i nie zamierzał jej łamać, nawet wiedząc, że centaury nie mogły się o tym dowiedzieć. Możliwie że odpowiedziałby pannie Yaxley jak to jest z tą połową przyszłego wieku, która wcale dla nich, czarodziejów tak daleka nie była, gdy ich uwaga została odwrócona.
- Panie profesorze! - rozległ się nagle znajomy głos pani Bones, która biegła w stronę Jaydena lub właściwie podrygiwała przez krótkie nóżki i balonowate ciało. Wyglądało to naprawdę zabawnie i nawet Vane lekko się uśmiechnął pod nosem. Pozwolił czarownicy odetchnąć chwilę po biegu przez korytarz, a następnie posłał jej wymowne, pytające spojrzenie. - Przyleciała sowa z Hogwartu od samego dyrektora! - wyrzuciła z siebie gwałtownie. Najwidoczniej Grindelwald potrzebował obecności JJa, a może była to jedynie jego pieczęć. Nie było jednak czym się martwić.
- Dziękuję. Muszę państwa pożegnać - zwrócił się od razu do gości, przy czym uścisnął silną dłoń zagranicznego gościa, który powiedział mu coś w swoim języku i poklepał po ramieniu. Jayden również uśmiechnął się do Liliany i dołączył do pani Bones. Odwrócił się, by udać się we wskazanym wcześniej kierunku przez starszą kobietę, zupełnie zapominając o ludziach, których miał za plecami, by ułożyć sobie w głowie plan na dzisiejszą noc. W końcu nigdy nie było nic ważniejszego nad astronomię. No, może poza rodziną.

|zt




Shoot for the moon and if you miss you will still
be among the stars
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka
28
Szlachetna
Panna
Ciemność łapczywie dni jasne pożera.
Ciemność żąda i wszędzie dociera.
Ciemność słucha, patrzy i czeka.
Ciemność dniem rządzi, z triumfem nie czeka.
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
the snow queen

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   11.06.17 17:21

3 IV


Nie było jej w Anglii naprawdę długo. Na początku nie zauważono jej nieobecności, lady Daphe bowiem stroniła od przyjęć, sabatów i bali, jeśli tylko mogła. Kiedy tylko widziała sposobność, by się od tego wymigać, natychmiast zeń korzystała. Zdobyty w ten sposób czas wolała przeznaczyć w nieco istotniejszych celach - na pracę i rozwój osobisty. Daphne była molem książkowym i jedyne czego pragnęła po powrocie z Francji (gdzie siedziała z nosem w czarnomagicznych księgach), to znów utonąć w lekturze, najlepiej w zaciszu własnych komnat. Lady Eleanor Rowle nie miała jednak dla swej najstarszej córki za grosz litości. W dniu powrotu Daphne miała wrażenie, że jej matka ułożyła już cały kalendarz spotkań towarzyskich, w jakich miała obowiązek uczestniczyć, jeśli chciała dalej zajmować się pracą zawodową i alchemią. Daphne zacisnęła więc zęby i wypełniała jej wolę.
Z nieznanych jej przyczyn jednym z obowiązków Daphne było danie lekcji astronomii córce Magnusa, Helene. Alchemiczka zabrała ją więc, poprzez Sieć Fiuu, do Wieży Astrologów późnym wieczorem, trzeciego dnia kwietnia. Samo ślęczenie nad książkami nie pomoże, jeśli człek nie będzie przy tym uważnie obserwował nieba. Astronomia była trzecim ulubionym przedmiotem lady Daphne, zaraz za eliksirami oraz numerologią. Lekcje te odbywały się w nocy na wysokiej wieży, dzięki czemu uczniowie mieli sposobność obserwować niebo w doskonałej widoczności.
-Powiedz mi, droga Helene, jakie nasz konstelacje gwiazd? - zagadnęła dziewczynkę uprzejmie, gdy zjawiły się w Wieży.
Stosownie do okazji Daphne ubrała bogatą suknię z granatowego atłasu, na której wyszyte były delikatne, srebrne zdobienia, układające się w konstelacje; na finezyjnie ułożonych włosach zaś spoczywała dopasowana do sukni tiara w blade gwiazdy.
Nigdy nie odnajdywała się w roli nauczycielki. Zawsze swą wiedzę poszerzała wyłącznie dla siebie, niemal łapczywie pożerała księgi i słowa nauczycieli, wierząc, że nauka to potęga. Nie chciała dzielić się nią z innymi, jednakże czasami czyniła wyjątki. Wiedza, którą pragnęła przekazać Helene była niezwykle podstawowa, odpowiednia dla dziewczynki w jej wieku.






Twarz moja smutku chmurą pokryta,
i smutek serce me toczy -
lecz więcej z twarzy nikt nie wyczyta,

tajemnic ducha nie zoczy.
X
Powrót do góry Go down
Helene Rowle
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4460-helene-rowle http://www.morsmordre.net/t4580-poczta-helenki http://www.morsmordre.net/t4504-lady-rowle#95823 http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4766-helene-rowle
dama - a cóż innego?
10
Szlachetna
Panna
Powiem ci w słowach kilku,
Co myślę o tym wilku:
Gdyby nie był na obrazku,
Zaraz by cię zjadł, głuptasku.
0
0
0
0
0
0
16
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   14.06.17 14:47

To jest takie ekscytujące! Nie wiem dlaczego mam udać się na lekcję akurat z ciocią, ale bardzo lubię ciocię Daphne, dlatego bardzo się cieszę na myśl, że mam się uczyć właśnie od niej. Ciocia na pewno ma ogromną wiedzę, w końcu poświęciła własne życie rodzinne dla nauki oraz pracy - zatem coś musi być na rzeczy. Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi to, że mamy obserwować niebo nocą! To znaczy, obserwacja sklepienia dniem nie ma sensu, to wiadomo, ale i tak nie mogę uwierzyć, że mogę wyjść gdzieś tak późno z domu. Może po powrocie jeśli będzie jeszcze ciemno przyłapię poltergeista na malowaniu naszych róż? Wtedy wszyscy uwierzyliby w słowa moje oraz innej cioci, której już niestety teraz z nami nie ma, ale z pewnością odnalazła spokój, gdziekolwiek jest. I nie nazywaliby mnie już dzieckiem, jestem dorosłą panną z aspiracjami (nie pamiętam gdzie usłyszałam podobne sformułowanie, ale bardzo mi się podoba jego wydźwięk), wszyscy powinni traktować mnie należycie. Czyli jak dojrzałą kobietę, to przecież ja.
Długo zastanawiam się jeszcze przed wyjściem w co się dokładnie ubrać - wybieram jedną z moich najlepszych, ciemnofioletowych sukni z wieloma falbanami oraz czarnymi przeszyciami. Każę sobie też wypolerować czarne lakierki, a na głowę zakładam czarny kapelusz z kilkoma zielonymi gwiazdami. Na pewno wyglądam olśniewająco oraz adekwatnie do lekcji dotyczącej mapy niebios. Jestem podekscytowana kiedy trzymam w drobnej dłoni proszek Fiuu, a potem znikamy w zielonych płomieniach znajdując się już w wieży astronomów. Mało uważnie stawiam kroki, głównie rozglądając się na boki oraz zadzierając głowę do góry, podziwiając niemal każdy kawałek tego miejsca. Oczy mam szeroko otwarte, a szczęka sama chce opaść w dół, na szczęście jej nie pozwalam, bo to nieładne.
Niestety magia pryska wraz z pierwszym pytaniem, na które nie znam odpowiedzi. Gorączkowo przeszukuję umysł w celu odnalezienia jakichkolwiek danych, ale czuję wszechogarniającą mnie pustkę. Gdybym nie była dobrze wychowana, pewnie zaczęłabym gryźć palce ze stresu.
- Konstelacja… konika…? - mówię cichutko, każdą głoskę wymawiając ciszej, a ostatnie słowo niemal niknie w szepcie w nadziei, że niczego nie dosłyszysz ciociu. Nie, żebyś była głucha, chociaż w tej konkretnej chwili chciałabym, żeby tak było. Zaczynam mnąć niespokojnie rąbek sukni. - Ciociuuu a może pouczymy się o eliksirach? - proponuję nieśmiało czując, że temat mnie przerasta. Naturalnie, że w nocy pod mapą nieba najlepiej jest się uczyć mieszania w kociołku, tak, tak.




Tak właśnie wiecznie młoda dusza ze swoim kwitnącym pięknem wychyla się zza starej maski baśni
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka
28
Szlachetna
Panna
Ciemność łapczywie dni jasne pożera.
Ciemność żąda i wszędzie dociera.
Ciemność słucha, patrzy i czeka.
Ciemność dniem rządzi, z triumfem nie czeka.
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
the snow queen

PisanieTemat: Re: Komnata z mapą nieba   18.06.17 17:51

Sama ciotka Daphne również nie wiedziała dlaczego akurat ona została wyznaczona do tego zadania. Co prawda posiadała naprawdę znaczną wiedzę z dziedziny astronomii, jednakże dziesięcioletnia Helene uczona miała być absolutnych podstaw, by świeciła w szkole wiedzą i przykładem, a do tego wystarczyłoby nająć odpowiedniego guwernantka. Pani matka Daphne wywodziła się jednakże z rodu Malfoy, pragnęła więc, aby każde z jej dzieci dbało o dobre stosunki w rodzinie, także i jej aspołeczna, pierwsza córka. Alchemiczce pozostawało cieszyć się, że przypadł jej w udziale kolejny wieczorek muzyczny u lady Nott, na który udać musiała się jej młodsza siostra. Aura nie ukończyła nawet dwudziestu trzech lat, wciąż miała więc prawo do bycia panną i żadna ze starszych dam nie ośmielała się czynić z tego powodu kazań; bywała nieco... mniej powściągliwa niźli starsza siostra.
Rowlówna nie potrafiła znaleźć dobrej wymówki, przekonywania, że nie cierpi dzieci nie przyniosły żadnego skutku, do rozmowy przy kolacji bowiem wtrącił się ojciec ze swą ostateczną decyzją i nie miała już odwrotu. Znalazła się z Helene w wieży astronomów i była zmuszona udzielić jej lekcji; dziewczynka w żaden sposób nie mogła jednak niechęci swej ciotki, gdyż pozostawała zimna i obojętna tak jak zawsze. Nie sposób było cokolwiek z twarzy Daphne wyczytać, a nawet jeśli na usta jej wychynął uśmiech - nie sięgał oczu. Nie było w tym żadnej winy Helene, była godną córką swego rodu, lecz jej daleka ciotka po prostu nie lubiła dzieci. Z nieznanej nikomu przyczyny natura pozbawiła ją, właściwego kobiecie, instynktu macierzyńskiego.
-Nie istnieje konstelacja konika - rzekła karcąco, lecz cicho, po czym przysiadła na ławce z dłońmi splecionymi na podołku. W jednej z nich trzymała różdżkę - Znamy gwiazdozbiór źrebięcia i pegaza, to jest różnica - wyprostowała się dumnie, a na ustach, podkreślonych ciemną szminką, pojawił się cień uśmiechu -Cieszę się, że interesują Cię eliksiry, lecz na nie przyjdzie pora nieco później w Twojej edukacji. Zapewniam Cię, milady, że wówczas zawsze odnajdziesz u mnie pomoc i poradę. Dzisiaj mamy jednak uczyć się astronomii, a edukacja nie jest koncertem życzeń, wróćmy więc do ciał niebieskich - głos Daphne stał się surowy; uniosła prawą dłoń i wykonała odpowiedni gest, a z nicości wyłonił się czysty kawałek pergaminu i kałamarz, w którym tkwiło orle pióro, po czym zaczęły delikatnie trącać ramię Helene, by wzięła je w dłonie. Starsza czarownica wycelowała różdżką w stolik, a on cicho pomknął w ich stronę, ustawiając się przed Helene - tak, by mogła zacząć pisać.
-Zaczniemy od początku. Pisz: gwiazda to kuliste ciało niebieskie, stanowiące skupisko powiązanej grawitacyjnie materii.






Twarz moja smutku chmurą pokryta,
i smutek serce me toczy -
lecz więcej z twarzy nikt nie wyczyta,

tajemnic ducha nie zoczy.
X
Powrót do góry Go down
 

Komnata z mapą nieba

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Komnata Tajemnic
» Zapomniana komnata
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Komnata Wspomnień
» Wspólna Komnata

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Wieża astrologów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17