Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   26.03.15 20:13

First topic message reminder :

Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Scribbulus to ciasny sklepik z artykułami papierniczymi. Sprawia niegościnne wrażenie z powodu ciemnej, ogołoconej wystawy, lecz kiedy wejdzie się do środka... Czuje się magię, która tak jak wszechobecny kurz przesyca powietrze, starego sprzedawcę, a także klientów, tchnąc w nich dodatkową porcję niezwykłości. W sklepiku można kupić pióra - od najzwyklejszych, gęsich, przez luksusowe orle, aż po nowinki techniczne - samopiszące, samosprawdzające oraz najbardziej pożądane przez studentów Hogwartu: samoodpowiadające. Oprócz tego, dostępny tam jest wybór atramentu (zwykły, kolorowy, zmieniający barwę podczas notowania, pachnący jak ulubione owoce piszącego), ozdobne kałamarze, pergamin (zwykły lub z papieru czerpanego), notesy i eleganckie dzienniki oprawione w smoczą skórę. Scribbulus oferuje ponadto przyciski do papieru, pieczęci (wykonywane na specjalne zlecenie), lak, a nawet takie towary, jak sztuczne łzy... przydatne przy dekorowaniu listu do kochanki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Monique Vane
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2369-kathrine-wilkins http://www.morsmordre.net/t2404-sniezka#37683 http://www.morsmordre.net/t2403-moniczka#37681 http://www.morsmordre.net/t2405-monique-vane#37685
Uczennica Królewskiej Szkoły Baletowej oraz baletnica w Operze Królewskiej
19
Półkrwi
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
10
15
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   15.05.16 12:54

A mężczyzna zamiast ją wesprzeć, to tylko zaczął narzekać pod nosem. Czy on potrafił robić cokolwiek innego? Nie dość, że był nie uprzejmy, to jeszcze źle wychowany. Nie wolno się tak odnosić do innych osób. Nie wyglądał na nikogo wysoko postawionego, a był pewny siebie, jakby co najmniej niosło go na tronie z pięć skrzatów. Monique zmrużyła lekko wzrok, patrząc na niego. Jeżeli przepowiednia kobiety jest prawdziwa, to ona chyba ucieknie do innego kraju. Nie miała zamiaru wychodzić za mąż za kogoś takiego. A tym bardziej mieć z nim dzieci. Co jeśli dzieci były by tak samo paskudne jak i on? Za jaką karę kazano im się razem spotkać? Tak już dawno miałaby zrobione zakupy i już szłaby po kolejne sprawunki.
Przerzuciła wzrok na kobietę i jej nadal wyciągniętą dłoń. Trzeba było wyjść jakoś z tej sytuacji.
- Nie mam już więcej, mam odliczoną kwotę na zakupy - powiedziała uprzejmie. - I chyba nie chcemy tak bardzo znać naszej przyszłości, prawda?
Zwróciła się ponownie w stronę mężczyzny. Mógłby ją w końcu poprzeć i jakoś pomóc z tego wyjść, a nie tylko burzyć się pod nosem. Dla Monique ta sytuacja też stawała się trudna, nie przypuszczała bowiem, że kobieta będzie chciała wyciągnąć od nich kolejne monety. Raz mogła coś dać, nie była sknerą i uważała, że od jednej monety nie zbiednieje. Ale bez przesady.
Monique zaczęła robić kilka kroków do tyłu, chciała jak najszybciej się ulotnić, zrobić zakupy i uciekać od kobiety i od mężczyzny. Ale wróżka widząc to chwyciła ją mocno za nadgarstek, wbijając jej swoje paznokcie w skórę. Moniczka krzyknęła i z bólu i ze strachu, starała się wyrwać rękę. Nie mogła użyć magii, przecież zaraz trafiłaby do więzienia i nie miałby kto ją z niego wyciągnąć, a już na pewno jej pracodawcy, którzy pewnie podziękowaliby jej za współpracę, a przynajmniej tak dziewczyna myślała.
- Pomóż mi - jęknęła do mężczyzny.




Once I was seven years old my mama told me
Go make yourself some
friends
Or you'll be lonely
Powrót do góry Go down
Adam Eagle
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2170-adam-eagle
lokaj
20
Charłak
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   18.05.16 14:32

Prychał z niedowierzaniem i mruczał pod nosem coś o naiwnych pannach, łatwowiernie nabierających się na wróżby z ulicy, a przecież wywróżyć mogły sobie same. Na Merlina, przecież były czarodziejkami! Umiały chyba wypić herbatę i zerknąć w fusy?! Nawet on liznął nieco wróżbiarstwa i chociaż nie widział nic magicznego w stawianiu tarota (mugolskie brednie) czy wróżeniu z ręki (jeszcze większe brednie), to przecież g w i a z d y były zupełnie czym innym i Adam święcie wierzył, że z ich konstelacji można wiele wyczytać.
A od ich ułożenia względem planet w dniu czyichś urodził bardzo, bardzo wiele zależało. Owszem, to mógł zrozumieć i docenić - ale nie przypadkowe wciskanie kitu tylko po to, żeby wyciągnąć od kogoś hajs. Na szczęście to nie on stał się ofiarą natarczywej staruszki i mógł teraz z drwiącym uśmiechem obserwować, jak dziewczyna odgania się od natrętnej paskudy.
- Nie ma żadnej naszej przyszłości! - przewrócił oczami, nie mogąc  sobie wyobrazić swojego życia jutro, a co dopiero za kilka lat. W dodatku dzieci? Dzieci? Nienawidził tych małych paskudnych pasożytów kręcących się pod nogami, brudzących i śliniących wszystko, czego się dotknęły. Psy można wyprowadzić na spacer, gdzie załatwią wszystkie swoje potrzeby, a potem będą z uwielbieniem wpatrywały się we właściciela. Ale dzieci? Brrrr... - I masz babo placek - jęknął, gdy niby wróżka przeszła od słów do czynów. Serio, jej wróżba była warta szarpaniny na środku ulicy?
Rozejrzał się czujnie, wybierając moment, w którym nikt na nich nie patrzył, a przynajmniej Orzeł miał taką nadzieję, po czym wyciągnął przed siebie dłonie, strzelił palcami, skulił się, kucnął i ruchem godnym profesjonalnego zawodnika sumo rzucił się na staruszkę, która z wrażenia puściła dziewczynę, a potem przetoczyła się na ulicę, z Adamem na sobie, pod sobą, na sobie i znów pod sobą, aż w końcu zatrzymali się na jakimś murze po przeciwnej stronie ulicy. Orzeł wstał, otrzepał ubranie i spojrzał na leżącą na ziemi złośliwą bestię, którą właśnie odważnie poskromił.
- Pomogłem - rzucił w stronę oszołomionej dziewczyny, poprawiając mankiety koszuli. Jeszcze tego brakowało, by pokazał się w sklepie jak ostatnia fleja wywleczona siłą z rynsztoka.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   22.07.16 23:53

Dni mijały. Groza Sabatu powoli ulatywała z pamięci Travisa, wciąż pozostawiając po sobie delikatną mgłę niepewności. Zastanawiał się, jak będzie teraz wyglądać życie arystokracji. Czy będą jątrzyć ranę zadaną przez nieznanego sprawcę, czy dźwigną się do normalnej codzienności? Nie zaobserwował żadnego większego poruszenia, póki co każdy chowa swoich bliskich. Dziadek, lord Romulus, głośno mówi o zbliżającej się apokalipsie. Nie był zdziwiony ani odrobinę minionymi wydarzeniami, krwią brukającą Hampton Court. Według niego obszar miał się powiększyć. Ktoś wreszcie zrozumiał niegodziwość szlachciców i postanowił ukręcić im łeb. Coraz więcej osób zaczęło mieć go za szaleńca, pomyleńca niespełna rozumu. Sam Greengrass zaczął się zastanawiać nad jego zdrowiem. Niepojętym było jego zacietrzewienie w nienawiści nawet w obliczu tak potwornej zbrodni. Która skądinąd przykryła nieco występek łowcy smoków, jaki miał miejsce jakiś czas temu w mugolskiej części Londynu. Było to niczym w porównaniu do utrącenia głów wielu znanym osobistościom magicznego świata. Już chyba wolałby sąd nad jego bezmyślnością niż mające miejsce tak okrutne zdarzenie. Niestety, nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia.
Połowa stycznia nie różniła się niczym od jego początków. Była zimna, nieustannie mrożąca krew w żyłach, biała. Wygrane pojedynki cieszyły, stanowiły nawet jedyny promień radości w znojach rzeczywistości. Okazało się też, że jeden z przyjaciół Travisa miał mieć niedługo urodziny. Znów należało wybrać się na szukanie prezentów, tym razem nie świątecznych. Oby tym razem - w przeciwieństwie do poprzedniego - obyło się bez zbirów czających się w ciemnych zaułkach i rzucania zaklęć, a w ostateczności ucieczki z podkulonym ogonem. Zastanawiającym - przez ułamek sekundy - było to, czy mężczyznom nie stało się nic poważnego. Nawet w tak beznadziejnej sytuacji Greengrass myślał o innych. Tak naprawdę wolał zastanawiać się nad losem przypadkowych złoczyńców niż Leonarda. Gdzie teraz był? Co robił? Czy bardzo cierpiał? Lawina pytań niemających nigdy doczekać się odpowiedzi.
Na pierwszy punkt poszukiwania odpowiedniego podarku wybrał ulicę Pokątną. A konkretniej artykuły piśmiennicze Scribbulusa. Oczekiwał dostać elegancki notes, pióro dla wytrawnego pisarza lub czegoś w tym rodzaju. Szedł wzdłuż drogi oplatając się ciasno czarnym płaszczem wyróżniającym się na tle śniegu spoczywającego w każdym odsłoniętym zakamarku. Poprawił niezdarnie ułożoną czapkę, aż wreszcie odnalazł interesujący go szyld. Pchnął drzwi, po chwili znajdując się w ciepłym wnętrzu sklepu. Powitał sprzedawcę, zdjął eleganckie rękawice i złapał za rzucający się w oczy notatnik. Przyglądawszy się mu dłuższy już czas zrozumiał wreszcie, że przedmiot obleczony był w smoczą skórę. Wzdrygnął się, z hukiem odrzucając go na ladę.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   23.07.16 16:18

| okolice połowy stycznia?

Dla Luny początek stycznia upłynął raczej spokojnie. O wydarzeniach na sabacie nie miała większego pojęcia, bo choć jej matka była szlachcianką, dla Luny i jej rodzeństwa tego typu wydarzenia pozostawały zamknięte. Czego sama Luna chyba raczej nie żałowała, bo nie przepadała za nadętymi okazjami towarzyskimi. Ale i jej nie ominęły dziwne wydarzenia; wciąż pamiętała niepokojącą przemowę pani minister podczas obchodów sylwestra w Dolinie Godryka. I choć wielokrotnie rozmawiała na ten temat z siostrą i ojcem, żadne nie miało pojęcia, co się za tym kryło i jakie konsekwencje przyniesie w przyszłości.
Póki co wszystko wydawało się normalne, więc również Luna zajmowała się swoimi zwykłymi czynnościami, zupełnie jakby nic się nie stało. Przychodziło jej to łatwo, bo potrafiła oddzielić emocje od swoich zajęć, i tylko czasami nachodziły ją rozważania na temat tego, w jakim kierunku zaczynał zmierzać ich świat, i czy nie czeka ich czasem kolejna wojna, taka jak ta, którą mgliście pamiętała z dzieciństwa. Choć wtedy była zbyt młoda, by w pełni rozumieć sytuację, zdawała sobie sprawę, jak zły byłby to scenariusz.
W pracy również wszystko wydawało się po staremu. Może to były tylko pozory, ale czasem wydawało się, jakby noworoczna przemowa po prostu była złym snem. Zaczęła jednak uczęszczać do Klubu Pojedynków. Z pewnością i tak by to zrobiła, biorąc pod uwagę jej zamiłowanie do zaklęć, ale w takich czasach, gdyby złe scenariusze się sprawdziły, te umiejętności mogły się okazać szczególnie przydatne.
Pojawiła się na Pokątnej z zamiarem poszperania trochę w księgarni i rozejrzenia się, czy nie ma tam nowych interesujących perełek, które mogłyby ją zainteresować. Później, gdy już przejrzała wszystko, postanowiła jeszcze zahaczyć o Scribbulusa, w końcu przyda jej się nowy notatnik (ze starego wysypywały się już kartki, a nie chciała pogubić zapisków) i może komplet piór. Odkąd przygarnęła nowego kota, jeszcze młodego kociaka, ten upodobał sobie zabawę piórami i większość nie nadawała się już do użytku.
Wsunęła się do sklepu, przesuwając palcami po lekko wilgotnych włosach. Na zewnątrz znowu padał śnieg, ale wnętrze sklepu było przyjemnie ciepłe i suche, przesycone zapachem skórzanych okładek, atramentu i innych przyborów piśmienniczych. Gdy jednak miała już zacząć rozglądać się za dobrej jakości piórami, odpornymi na zakusy kocich łapek, usłyszała stłumiony huk dobiegający od strony lady i obejrzała się w tamtą stronę, zauważając znajomą sylwetkę.
- Więc znowu się spotykamy – zauważyła z uśmiechem. Mogła się spodziewać wielu rzeczy, ale nie ponownego spotkania z Greengrassem. Najwyraźniej jednak los lubił doprowadzać do ich przypadkowych spotkań w różnych miejscach. Zerknęła na notatnik, który odrzucił; smocza skóra, rzeczywiście niezbyt dobry wybór dla pracownika rezerwatu smoków. – Mam nadzieję, że okres noworoczny upłynął spokojnie – zwróciła się do niego cicho. Akurat byli sami, bo sprzedawca grzebał na półkach kilka metrów dalej. Była jednak ciekawa, czy i Greengrass zauważał coś niepokojącego, ale na razie nie zapytała o to, niepewna, czy w ogóle chciał z nią rozmawiać, czy może nagliły go jego własne sprawy.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   25.07.16 15:17

Zdawał sobie sprawę z wykorzystywania poszczególnych części smoka do konkretnych celów, lecz i tak pozostawał zniesmaczony. Obedrzeć zwierzę ze skóry, zrobić z niego notes… Rękawice ochronne zdawały się być koniecznością, oprawa dziennika już niekoniecznie. Lepiej czułby się ze świadomością zabrania skóry po jego śmierci ze starości, nie było to jednak niczym potwierdzone. Najgorsze były oczy wykorzystywane do tworzenia plugawych eliksirów, ogólnie ciarki rozeszły się po jego ciele myśląc o tym wszystkim. Travis nie był nadmiernie wrażliwym młodzieńcem, na tyle jednak empatycznym, żeby odróżniać dobro od zła. Nie godził się na żadne bestialstwo, czuł więź z tymi latającymi stworzeniami. Nieważnym była ich agresywna natura mogąca uśmiercić człowieka w kilka sekund - to była miłość czysto platoniczna. Niepodyktowana rozsądkiem, siłą argumentów, logicznym rozumowaniem. Czyste emocje, pasja zaklęta w człowieku. Ewentualnie uzależnienie od adrenaliny, poczuciu istnienia w nieustannym zagrożeniu. To była prawda, Greengrass lubił żyć intensywnie. Większość czasu spędzał na ryzykownych zabawach, potem dopiero w Peak District, lecz i tak nie sposób mu było odmówić zamiłowania do ryzyka. Lepiej rzecz jasna odnajdywał się w tym kontrolowanym, to jest świadomie do niego lgnącym, niż w niespodziankach typu obrzucanie zaklęciami nieznanych mu typów.
Skoro o tym mowa, to właśnie usłyszał charakterystyczny dźwięk dzwonka oznajmiającego przybycie kolejnego klienta. Nie poświęcił mu dużo uwagi, tę koncentrując na ułożonym na ladzie notesie. Poczuł utkwiony w sobie wzrok, następnie usłyszał znajomy głos dochodzący z prawej strony. Uniósł szybko głowę patrząc bez zrozumienia na kobietę, która postanowiła doń podejść. Jego brwi powędrowały na chwilę w górę, zaraz jednak nabrał na neutralności, która zamieniła się w uprzejmy uśmiech skierowany do… do niej. Powodu jego wiecznych kłopotów, jak sam stwierdził jakiś czas temu.
- Nie spodziewałem się, że mam tak gorliwą fankę - powiedział skinąwszy jej delikatnie głową. Wyglądał na lekko rozbawionego, kiedy to mówił. - Witam panno… Spencer-Moon, dobrze kojarzę? - Uprzejmości w formie powitania powinno stać się zadość. Nie było powodu, żeby niniejszych zaszczytów niewieście odmówić. Poprawił mankiety płaszcza - elegancji również musiało stać się zadość - po czym zawahał się. Pytanie było nieco nie na miejscu, nie spodziewał się natomiast, że istniał w Wielkiej Brytanii ktoś, kto nie słyszał o sabatowej masakrze. Spojrzał z przestrachem w kierunku sprzedawcy, zupełnie niezainteresowanego klientami, co było bardzo podejrzane. - Niestety nie upłynął - odparł, wykrzywiając usta w delikatnym grymasie. - Tym razem zaś to nie była panienki wina - dopowiedział już z większą dozą przychylności, prawdopodobnie zakrawającej o wesołość. Nie był zły, nie miał jej niczego za złe. Luźno nawiązywał do ich absurdalnych przygód, to wszystko.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   26.07.16 13:03

Ich spotkanie było zupełnym przypadkiem. Znowu. Najwyraźniej przewrotny los lubił ich ze sobą stykać. Oby tylko tym razem nie wpadli w żadne tarapaty. Byli przecież na Pokątnej, objętej dekretem zabraniającym użycia czarów. Nie, zdecydowanie lepiej, żeby nic się nie działo. Jeszcze byłaby gotowa uwierzyć, że Greengrass przynosi jej pecha (lub ona jemu?), a przecież wywarł na niej całkiem pozytywne wrażenie.
- To przypadek, tak się zdarza, jak mogliśmy się już przekonać. Sama jestem równie mocno zaskoczona tym spotkaniem. – Ciekawe, gdzie jeszcze napotka Greengrassa? – Zgadza się. Luna Spencer-Moon – uzupełniła. Miała w końcu siostrę-bliźniaczkę wyglądającą identycznie jak ona. Naprawdę niewielu ludzi potrafiło je od siebie odróżnić, widząc tylko sam wygląd. Różnice uwydatniały się dopiero w kwestii zainteresowań i upodobań. Nie była jednak pewna, czy Travis widział kiedyś Astrę.
Bycie taktowną nie było jej mocną stroną. Czasem zdarzało jej się palnąć coś nie do końca przemyślanego, tak jak teraz. Ale prawdą było, że niewiele wiedziała o tych wydarzeniach (co najwyżej szczątkowe i niekoniecznie prawdziwe informacje z gazet, jeśli takowe się pojawiały), w końcu jej matka szlachcianka, przez którą mogła mieć większą więź z tym środowiskiem, od kilku lat nie żyła. Nie miała też pewności, czy Travis był uczestnikiem tych wydarzeń, bo równie dobrze mógł mieć inne pilne zajęcia i wcale się tam nie pojawić (jej matka z łatwością potrafiła znaleźć pretekst, by wymigać się od wyjść). Jego słowa sugerowały jednak, że nie było w porządku.
Przygryzła wargę.
- Myślałam, że... Zresztą nieważne – urwała, sięgając po porzucony przez niego notes. Nie planowała go kupić (a już na pewno nie przy Greengrassie, sądząc po jego negatywnej reakcji), chciała jedynie zająć czymś dłonie. Po chwili jednak dodała półgębkiem, nachylając się, udając że niby sprawdza stojące na regale obok pióra. – Dla nas nowy rok również nie przeszedł bez niepokojów. – Luna wciąż zastanawiała się nad sensem tego, co powiedziała pani minister na obchodach nowego roku, i czy te niepokojące słowa znajdą odzwierciedlenie w działaniach ministerstwa. Oby nie. – Coś się dzieje. Tylko nie wiem, co.
Po chwili jednak ucichła. To nie był najbezpieczniejszy temat do rozmowy, chociaż była ciekawa, ile wie Greengrass, i czy mógł uraczyć ją wiedzą, jak to wyglądało po stronie szlacheckiej.
- Te pióra chyba wyglądają dobrze – nagle zmieniła temat, jak gdyby właśnie nie poruszali tak niezręcznej kwestii, jak noworoczne wydarzenia.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   05.08.16 14:04

Travis nie miałby nic przeciwko nieoczekiwanym spotkaniom, o ile ograniczyliby obecność podejrzanych typków, krwiożerczych smoków polujących na mugoli oraz innych tego typu zdarzeń do niezbędnego minimum. Oscylującego wokół pożądanej wartości zero. Tutaj, u Scribbulusa, rzeczywiście mógł pozornie odetchnąć z ulgą. Nic niezwykłego nie czaiło się na nich w zwojach pergaminów czy samopiszących piórach. Jedynie nikłe zainteresowanie sprzedawcy budziło u Greengrassa zdumienie. Widocznie mężczyzna przyzwyczaił się do licznych odwiedzin podczas których klienci zamiast kupować to urządzali sobie pogawędki nad kolejnymi parami notesów.
- Oczywiście, że przypadek. To była forma… żartu. - Sprostował nie przestając się uśmiechać. Było mu przyjemnie ciepło, towarzystwo było całkiem urokliwe, zapach papieru wywoływał pozytywne uczucia, a on co jakiś czas zapominał o powodzie wizyty w sklepie. Obrócił się bardziej przodem do Luny. Lubił patrzeć rozmówcom w oczy, panna Spencer-Moon nie była wyjątkiem. Położył jedną z dłoni na drewnianej ladzie, w jednym z nielicznych miejsc niezajętych przez artykuły biurowe.
- No tak, oczywiście - odezwał się na wzmiankę o imieniu. Cieszył się w duchu, że brunetka mu je przypomniała, nie kojarzył go już tak dobrze jak nazwiska. Nie da się zaprzeczyć, że w świecie czarodziei znaczyło ono całkiem sporo. Może nie tyle co szlacheckie, ale każdy kojarzy Spencer-Moona, który nie tak dawno był samym Ministrem Magii.
Zamierzał poprowadzić mniej zobowiązującą pogawędkę, lecz niestety na światło dzienne wypłynęła sprawa związana z noworocznym Sabatem, o którym Travis z wielką ochotą zapomniałby. Jeszcze nie było takiego przyjęcia u Adelaide Nott, na którym by nie był - o ile został zaproszony, niekiedy podobne zabawy organizowane były jedynie dla kobiet - ale ostatnio poważnie zastanawiał się czy aby nie odpuścić sobie kilku zbiorowisk. Nie podejrzewał, ażeby kolejne miały się pojawić ze względu na zaistniałe okoliczności, to wszystko rozbijało się o przyszłość.
- Dla was? - Zainteresował się. - A co się wydarzyło? - spytał cicho, spoglądając na krzątającego się sprzedawcę. Tym razem to on był mocno nie w temacie. - Może te dwie sprawy są ze sobą powiązane - dodał, poruszając się niespokojnie, wyraźnie zaniepokojony. Czy rzeczywiście coś się działo? Nie zastanawiał się nad tym do tej pory. Teraz także nie miał do tego okazji, jego uwaga, tak jak spojrzenie, skierowane zostało na bogatą kolekcję piór wskazaną przez Lunę. - Bardzo dobrze - przytaknął, biorąc jedno do ręki. Orle. Wyglądało naprawdę dostojnie, tylko czy mimo to nie za skromnie? - Zna się panienka na tym? - dopytał. Zastanawiając się, czy rzeczywiście wpadły jej w oko, czy tylko zmieniła temat na neutralny.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   13.08.16 18:38

Luna, mimo że była osobą nie lubiącą nudy i bezsensownej stagnacji bez możliwości rozwijania się, nie lubiła szukać guza i pakować się celowo w niebezpieczne sytuacje. Zwykle preferowała bycie obserwatorem wydarzeń, odpowiadało jej to, że jako amnezjator nie musi bezpośrednio narażać swojego życia, a pojawia się na miejscu już po ogarnięciu miejsca zdarzenia, poznaje ciekawe (bądź nie) informacje i wyciąga z nich wnioski, i modyfikuje wspomnienia nieszczęsnych ofiar (nie zawsze tylko mugoli) i wraca do biura, do nudnej czynności, jaką było wypełnianie raportów, nieodłączna część pracy każdego pracownika ministerstwa. Nawet Spencer-Moona, choć nie byli zupełnie nieznaczącą rodziną, wielu jej przedstawicieli zasłużyło się na polu nauki bądź polityki, jak wujek Leonard, który został ministrem. Oczywiście, nie można ich było postawić na równi z rodami szlacheckimi, bo mimo czystej od pokoleń krwi (nie licząc przypadków rozrzedzania jej, które również się zdarzały w niektórych gałęziach rodziny, ale zdarzało się również mieszanie z rodami szlacheckimi, czego przykładem byli rodzice Luny) nie posiadali szlachetnego rodowodu, ale na tle pozostałych czarodziejów ich pozycja wyglądała całkiem dobrze. Korzystała z tego również Luna, która nie zaznała nigdy biedy i mogła rozwijać swoje pasje. Nie była szlachcianką, więc nie musiała znosić tylu ograniczeń, zakazów i nakazów.
Lekko skośne, zielone oczy zmrużyły się, kiedy spojrzała na niego uważnie, ale na bladej twarzy pojawił się lekki uśmiech, bo póki co nie wyglądało na to, by znowu miał dopaść ich pech. Oby tak zostało. Po chwili jednak, widząc jego zaciekawienie, przez jej twarz przemknął nieznaczny cień. Udając, że nachyla się nad piórami i szuka takiego o odpowiedniej długości i dobrze wyprofilowanym uchwycie, ledwie słyszalnym szeptem wspomniała mu o noworocznej przemowie pani minister. Może nie był to bezpieczny temat, ale ograniczyła się do suchych faktów, bez wyrażania własnych poglądów na ten temat, bo chciała się zorientować, czy w ogóle o tym wiedział, no i nie ufała mu na tyle mocno, by się tak odkrywać. Była ostrożna, bo stąpała po bardzo grząskim gruncie. A jeśli wiedział coś więcej... Cóż, tutaj i tak nie powinni o tym dokładniej rozmawiać. Może w tych czasach na Pokątnej nawet ściany miały uszy? Kto wie, może niedługo będzie można trafić za kratki nawet za samo rozmawianie, nie tylko za używanie zaklęć? Była to zdecydowanie niepokojąca wizja, bo choć oboje mieli pewne koneksje, szczególnie on z racji pochodzenia, nawet to mogłoby im nie pomóc, gdyby ktoś uznał, że swoimi poglądami godzą w obecny, zmieniający się i niepewny ład.
- Może są. To zaskakujący zbieg okoliczności, że tyle wydarzyło się w dwóch różnych miejscach w tym samym czasie – zauważyła, po czym wzruszyła ramionami. Och, porozmawiałaby o tym dłużej, dokładniej, najlepiej z kimś zaufanym, i w miejscu bezpieczniejszym niż to. Teraz więc podchwyciła zmianę tematu i znowu zajęła się piórami. – Czy ja wiem? Niespecjalnie, poza tym, że pióro powinno dobrze leżeć w dłoni i nie zniekształcać pisma. To bardzo ważne, zwłaszcza gdy odczytuję swoje notatki po pewnym czasie i nie chcę musieć domyślać się, co kryje się pod zamazanym tekstem. – Jeśli chodzi o jej zapiski, była dość pedantyczna, nie lubiła, gdy pióro przerywało lub robiło kleksy. Lubiła, jak stronice w jej notatniku wyglądały schludnie, zarówno tekst pisany, jak i szkice, które umieszczała przy niektórych zapiskach.
- Tak, chyba zdecyduję się na te... – wybrała w końcu parę piór, które uznała za najlepiej wyważone. Oby tylko jej kot nie postanowił zrobić sobie z nich nowych zabawek.
- Ciekawe, czy jeszcze kiedyś spotkamy się w rezerwacie, gdzie pracujesz. Chętnie zobaczyłabym twoich podopiecznych i dowiedziała się o nich czegoś więcej – nawiązała do ich zupełnie pierwszego spotkania, bo jej wzrok spoczął znowu na notatniku ze smoczej skóry, który chwilę temu odrzucił mężczyzna. Kto wie, może kiedyś znowu przygnają ją tam amnezjatorskie powinności, a może własna ciekawość niezwykłymi istotami, jakimi były smoki? Była pewna, że Travis mógłby wiele o nich opowiedzieć i to w zupełnie inny, bardziej żywy sposób, niż czyniły to książki.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   22.08.16 20:48

Tak niespodziewane, pełne adrenaliny spotkania jak to grudniowe, dostarczały Travisowi pewnego rodzaju rozrywki. Nie lubił kłopotów, nie szukał ich, lecz kiedy już były… nie potrafił ich jednoznacznie zakwalifikować do szufladki złe. Najprawdopodobniej było to wynikiem pracy, jaką się parał. Zajmowanie się smokami nie należało do najbezpieczniejszych zawodów, możliwe nawet, że Greengrass uzależnił się od ciągłego poczucia zagrożenia jakie czyhało na niego w Peak District. Wtedy, w ciemnym zaułku Londynu, bał się. To oczywiste. Jednocześnie ten strach napędzał go do działania, w którym tak się lubował. Statyczna, siedząca posadka nie była dla niego. Zmęczyłby się już po kilku godzinach nie mogąc wytrzymać w zamkniętym pomieszczeniu tak długo. Musiałby oddać się w ramiona snu, żeby jakoś przezwyciężyć to piekielne dążenie do dynamiki. W jego życiu brakowało mu harmonii, ładu, ale to mu tak naprawdę odpowiadało. Nie wiedział jak odnajdzie się w scenariuszu napisanym przez ród. To tylko kwestia czasu jak otrzyma informację o znalezieniu mu narzeczonej. Travis będzie zmuszony do reorganizacji swojego dotychczasowego życia, do większej koncentracji na rodzinie, większej uwagi oraz roztropności. Niestety wcale mu to nie odpowiadało, a sama myśl była dla niego bardziej bolesna od smoczych poparzeń. Nic nie mógł na to poradzić. Odkąd tylko wrócił z Rumunii wiedział już, że tak właśnie będzie wyglądać jego istnienie w magicznej społeczności. Śmierć Noah, następnie wydziedziczenie Leo, to wszystko stanowiło kolejne ciężary dokładane mu na jego barki. Musiał to udźwignąć, po prostu musiał. W jakimś niewielkim stopniu był już oswojony z tą myślą.
Tak naprawdę ta zawierucha ze śmiercią nestorów dała mu więcej czasu. Teraz niewielu z nich myślało o wynajdywaniu partnerek dla swoich latorośli, obecnie czarodzieje mieli na głowie większe problemy. Stan ten nie będzie trwać wiecznie, lecz kupione dodatkowe chwile oddechu zdawały się być dla młodego chłopaka na wagę złota. Pomimo tego nie odczuwał żadnej ulgi, wręcz przeciwnie, rozpamiętywał te wydarzenia nie mogąc skupić się na wyborze prezentu. Denerwował go niezainteresowany sprzedawca, swąd pergaminów, smocza skóra oraz niepewność jutra. Bardzo starał się tego wszystkiego nie okazywać pięknej Lunie, dlatego większość uwagi poświęcał wywoływaniu na swojej twarzy niepodważalnego uśmiechu. Niestety jej słowa nie były pokrzepiające. Wydarzyło się to samo? Zamordowano kogoś jeszcze? Greengrass wzdrygnął się, wypuszczając na ladę jedno z obracanych w palcach piór. Całe szczęście, że pióra z natury były lekkie, a więc nie narobił tym hałasu.
- Rzeczywiście - odparł jedynie niemrawo, uznając, że to nienajlepszy czas i miejsce na tego typu rozmowy. Ściany od zawsze miały uszy, wątpił, żeby w tym przypadku było inaczej. Odłożył na miejsce upuszczony wcześniej przezeń przedmiot, kierując wzrok na pozostałe egzemplarze. Słuchając słów Spencer-Moon musiał przyznać jej rację. Niby przytoczyła mu absolutne podstawy, a pomimo tego uznał to za nowość. Sam nie pisywał zbyt wiele, jego praca miała zupełnie inny charakter. Od czasu do czasu brał się za raporty oraz inne dokumenty, ale nigdy nie zaprzątał sobie głowy swoim pismem lub dzierżonym w dłoni piórem. Pokiwał zatem głową z uznaniem sięgając po kolejny wyrób od Scribbulusa.
- Widzę, że dużo panienka pisze. Można wiedzieć co takiego, czy to zbyt prywatna sprawa? - zapytał z ciekawości oglądając w rękach jedno z najnowszych piór samopiszących. Na karteczce - gdzie wcześniej leżało - podana była informacja o możliwości zrobienia na nim specjalnego graweru. Faktycznie, jego trzon był na tyle duży i gruby, że taka operacja mogłaby się udać. - Wyglądają bardzo dobrze. - Pochwalił jej wybór, zerkając na trzymane przez nią rzeczy tylko na krótką chwilę. Zaraz zresztą zmieniła temat, na którym się mocno skoncentrował. Na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech. Zapomniał, że przeszli już na ty, lecz miał zamiar się od tej pory pilnować.
- Nie jestem pewien czy to będzie możliwe bez uprzedniego przeszkolenia. Wierzę w twoje umiejętności, ale nie chciałbym, żeby Peak District miało problemy. Niedawno spotkał nas poważny błąd, którego skutki ciągną się do dziś, dlatego musze być rozważniejszy - powiedział, ściszając głos. - Na razie mogę zaproponować oglądanie smoków przez omnikulary - dodał prędko. Był ciekawy jej reakcji.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   08.09.16 15:54

Luna nawet nie wiedziała, z czym zmagał się młody Greengrass, choć mogła tylko podejrzewać, że będąc mężczyzną ze szlacheckiego rodu, któremu stawiano konkretne wymagania, było tego sporo. Może dla niej to dobrze, że nie była szlachcianką, przynajmniej mogła sama stawiać sobie wymagania, a nie dostosowywać się tylko do kaprysów innych. Wymagała od siebie bardzo dużo, chciała rozwijać swoją wiedzę, odkryć coś ciekawego i kiedyś, w przyszłości zasłynąć nie jako bratanica byłego Ministra Magii, a inteligentna badaczka z ciekawymi i godnymi upamiętnienia odkryciami na koncie. Teraz była młoda, ale miała przed sobą cel. Trudniej było jej tylko określić, w jakim dokładnie kierunku chciałaby poprowadzić swoją karierę, bo na ten moment była rozdarta pomiędzy wieloma rzeczami, które ją interesowały, a przecież nie starczyłoby jej czasu, by należycie rozwinąć się we wszystkim, to było zwyczajnie niemożliwe. Musiała wybrać... Tylko co, kiedy jej umysł przetwarzał tyle myśli na minutę, a ona, mimo sprawiania wrażenia bardzo konkretnej, stałej osoby, w głębi duszy miotała się w rozdarciu między różnymi fascynacjami?
- Czasem piszę. Chociaż raczej nie typowo twórczo, raczej... utrwalam interesujące mnie informacje i spostrzeżenia. Mogą się przydać w przyszłości – odpowiedziała. Chyba nie miała odpowiedniej wyobraźni, jeśli chodzi o twórcze pisanie i tworzenie pięknych historii. Była na to zbyt sztywna, zresztą, czytając, częściej sięgała po literaturę naukową. Fascynacja romansidłami, tak typowa dla większości kobiet, była jej zupełnie obca, wręcz abstrakcyjna.
- Cóż, chyba lepiej, żeby nierozsądni mugole nie zapuszczali się w pobliże smoków. I tak się dziwię, że tak wielu próbuje dostać się w tak niedostępne obszary – rzekła. – Ale z zaproszenia chętnie skorzystam, to będzie przyjemne doświadczenie, pojawić się w takim miejscu nie dlatego, że trzeba komuś wyczyścić pamięć, a dla samego obcowania z tymi wyjątkowymi stworzeniami. – Uśmiechnęła się nieznacznie. Tak było zdecydowanie lepiej, Greengrass może jeszcze kiedyś ją tam zobaczy, skoro już ją zaprosił. Na pewno mieli tam wyznaczone obszary dla odwiedzających.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   09.09.16 16:19

To prawda, panny nieszlachetnego pochodzenia pod wieloma względami mogły mieć w życiu łatwiej… tak jak i trudniej. To sprawiało, że Greengrass był ostrożny w swoich osądach i żadnej z nich nie skazywał na jednoznaczną aprobatę lub dezaprobatę. Kobiety generalnie miały w życiu bardziej stromo pod górkę niż mężczyźni, lecz jeśli były piękne, można byłoby im wiele wybaczyć. Smutne, powierzchowne - jak najbardziej - niestety tak wyglądały fakty. Spencer-Moon nie miała typowej urody, ale tej odmówić jej nie można było. Konwersacja z nią wydawała się być Travisowi przyjemna, nie tylko dla ucha, ale także i dla wzroku. Może nieco zbyt sztywna i przesadnie oficjalna, lecz nie znali się zbyt dobrze, a kobieta była ostrożna, co się chwali. Tylko czy przez wspólne przejścia nie powinni otaczać się nawzajem większym zaufaniem? Ach, teoria jak zawsze nie pasowała do praktyki, na co biedny łowca nic poradzić nie mógł. Obracał w dłoniach kolejne pióra, nie mogąc się na żadne z nich decydować. Wreszcie ostatnie odłożył do kubełka, żeby zaraz po tej czynności obrócić się w stronę swojej towarzyszki i słuchać jej uważnie.
- Coś w rodzaju dziennika? Ciekawe - odpowiedział na jej wyznanie. Zamyślił się na kilka chwil upewniając się w przekonaniu, że on sam nie ma ani czasu, ani chęci na pisanie lub sporządzanie notatek. Praca biurowa też go bardzo męczyła. Był człowiekiem czynu, preferował ruch niż stateczność.
- To prawda, mugole są… nierozsądni. - Przytaknął, próbując ukryć malującą się na twarzy niechęć. Nadal nie lubił niemagicznych istot. Rozpogodził się w momencie, gdy kobieta przyjęła jego zaproszenie. W głowie układał już listę zadań do zrobienia przed jej przybyciem. - W takim razie proszę wyczekiwać mojej sowy. Teraz niestety muszę już iść, zasiedziałem się - odparł, a jego nieprzyjazny wzrok spoczął na sprzedawcy, który dopiero teraz ruszał w ich stronę chcąc spytać czy coś kupią. Greengrass odprawił go ruchem dłoni. - Pozdrów siostrę, Luno - powiedział jeszcze, mrugając do niej znacząco. Następnie wyszedł ze sklepu.

zt




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.09.16 0:42

Tak było. Luna też to wiedziała. Kobiety zazwyczaj miały pod górkę, na przykład jeśli chodzi o niektóre zawody... czy nawet związki. Chociaż akurat Luna niespecjalnie o tym myślała, nawet jeśli wiele dziewcząt czystej krwi oddałoby praktycznie wszystko, żeby zdobyć aprobatę szlachetnie urodzonego mężczyzny.
- Właśnie tak. Coś w rodzaju dziennika - potwierdziła, uśmiechając się nieznacznie. Zapisywanie przemyśleń w dzienniku pomagało jej się zorganizować, uporządkować plątaninę myśli i upamiętnić je na później.
- Nie można temu zaprzeczyć. Często ciągnie ich tam, gdzie jest niebezpiecznie - zauważyła. Chociaż czy czarodzieje też tego nie robili? Też. Tyle, że mieli większą świadomość istnienia magicznych zagrożeń. Mugole uważali smoki i inne stworzenia za postacie z legend, a potem nagle spotykali je na swojej drodze... Jeśli mieli dużo szczęścia, kończyło się tylko na spotkaniu z amnezjatorami i zmianie pamięci. Jeśli nie... Cóż, nie brakowało przypadków pożarcia przez smoki lub inne istoty.
- Dziękuję. I oczywiście pozdrowię - powiedziała cicho. Kiedy mężczyzna wyszedł, Luna także w końcu wybrała i zakupiła pióra, a potem opuściła sklep.

| zt.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   09.12.16 23:33

3 kwietnia

Raiden był bardziej rozbity niż zawsze. Może dlatego że odliczanie dni od jednego największego zła do kolejnego było bezsensowne. Zdecydowanie za dużo takich sytuacji miało miejsce w ostatnim czasie, ale przynajmniej jedno dobre wciąż przebijało się przez jego umysł, nie pozwalając, by całkowicie zmarkotniał. Gdy o tym myślał, rozczulał się, a całe jego ciało przepełniało dziwne ciepło, którego źródła nie mógł zlokalizować. Chociaż funkcjonariusz czarodziejskiej policji się go domyślał. Gdyby te wszystkie śmierci zdarzyły się komuś mniej odpornemu nie tylko psychicznie, ale również i fizycznie, można by popaść niemal w manię prześladowczą. Carter przejechał wspomnieniami przez ostatnie miesiące. Śmierć rodziców na początku roku sprawiła, że wrócił po latach z Chicago bez okazji do pojednania. Potem Sophia praktycznie go unikała, by koniec końców musiał się wpraszać do własnego domu rodzinnego. Tylko Cillian przyjął go ciepło w Londynie, podczas gdy rodzina i reszta przyjaciół zwyczajnie postanowiła się od niego odwrócić. A gdy wszystko zaczynało się układać, powoli, chociaż szło ku dobremu... Cillian został brutalnie zamordowany. I Raiden nie prowadził już jedynie prywatnego dochodzenia w sprawie rzekomej śmierci przez wilkołaka państwa Carter, a zaczął szukać mordercy swojego przyjaciela. Który zostawił swoją żonę i dwuletniego syna. Co się działo w tym świecie? Czy zawsze miał być tak samo brutalny jak dotychczas? Czy jego dzieci miały właśnie żyć w takiej rzeczywistości? Jego rodzice właśnie walczyli o lepsze jutro i zamierzał kontynuować ich dzieło.
Idąc po Ulicy Pokątnej, miał tylko jeden cel. Nie potrzebował żadnych bajerów dla ulepszenia listu dla kochanki. Na razie jego jedyna kobieta nie potrzebowała otrzymywać od niego żadnych wiadomości, mieszkając z nim pod jednym dachem. Ale papier w biurze policji nie był nieskończony. Tak samo jak jego pióra czy atrament. A Scribbulus był idealnym miejsce, gdzie można było zakupić podstawowe wyposażenie do biurka - najtaniej i w dobrej jakości. Właśnie tych rzeczy potrzebował tego dnia Raiden, kierując się do sklepu z artykułami papierniczymi. Odprowadził spojrzeniem dwójkę śmiejących się do siebie kobiet, zanim usłyszał charakterystyczny dzwonek oznaczający pojawienie się kolejnego klienta. Zapach kurzu od razu do niego dotarł. Bądź co bądź nawet lubił to miejsce. Nie zastanawiając się, skierował się do stoiska z pergaminem.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 26.12.16 11:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 11:17

Miękkie światło późnego poranka, dodawało Pokątnej uroku, który nawet ona musiała docenić. Szerokie alejki lśniły czystością, okna na wyższych piętrach kamienic zdobiły firanki i doniczkowe roślinki, a spacerujący wokół ludzie zdawali się znacznie spokojniejsi niż wiecznie kryjący się w półcieniach bywalcy Nokturna. Było w tym wszystkim coś nierealnego, jakby wyrwanego z pięknego snu. A może to tylko ona patrzyła dziś na świat przychylniejszym okiem? Miesiąc spędzony poza Londynem sprawił, że po powrocie wszystko wydawało jej się milsze i piękniejsze. Tęskniła za tym miastem, tęskniła za swoim domem. I teraz przemierzając Pokątną, nie mogła powstrzymać bladego uśmiechu, który błądził gdzieś na jej wargach. Wewnętrznie wciąż czuła się dziwnie obolała - wiele złych rzeczy wydarzyło się w ostatnich tygodniach (miesiącach, latach?) i dojście do siebie zajmowało jej więcej czasu niż chciałaby przyznać. A trzeba było przecież zbierać siły na nadchodzące wyzwania. Instynkt podpowiadał jej, że przyszłość wcale nie maluje się w jaśniejszych barwach.
Dziś jednak nie towarzyszyły jej ponure myśli. W lekkim, czarnym płaszczu spacerowym krokiem przemierzała Pokątną, kierując się w bardzo konkretnym kierunku - do sklepu papierniczego. Od kiedy zainwestowała w sowę i zaczęła pisać listy... okazało się, że potrzeba jej rzeczy tak przyziemnych jak pergamin, atrament i pióra! Ostatni raz kupowała je chyba w drodze do szkoły. Później nie były jej już szczególnie potrzebne. Poprzedniego wieczoru ostatnie z jej archaicznych piór złamało się podczas prób napisania listu, więc dziś przekraczała próg Scribbulusa. Dzwoneczek przy drzwiach zaanonsował jej przybycie melodyjnym zaśpiewem. Zanurzyła się w pachnący kurzem i pergaminem sklep wciąż z tym lekkim uśmieszkiem na twarzy, mocno pogrążona w swoich rozmyślaniach na temat tego jakie pióro kupić. Błądziła między półkami przez kilka chwil, rejestrując obecność innych klientów, ale nie poświęcając im zbyt wiele uwagi. Po chwili wybrała trzy krucze pióra, których czarna barwa opalizowała lekko zielonymi refleksami. Zaraz potem podeszła do półki z pergaminami. Stojącemu tam mężczyźnie posłała wyjątkowo pogodne (jak na nią) spojrzenie i sięgając ponad jego ramieniem ściągnęła interesujący ją plik arkuszy. Tak obładowana ruszyła w kierunku lady.
Właśnie w tym momencie poczuła na sobie intensywne spojrzenie, które wytrąciło ją z jej spokojnych rozmyślań. Wpatrywała się w nią kobieta, która chyba jeszcze chwilę temu wybierała kałamarz, ale teraz stała jak oniemiała. Rita zmarszczyła lekko brwi, usiłując dopasować do znajomo wyglądającej twarzy jakieś imię, ale bezskutecznie. Miała już ruszyć dalej, gdy powietrze przeszył głośny krzyk:
- Złodziejka! - wykrzyknęła kobieta, celując oskarżycielsko palcem w Ritę. - Wiedźma z Nokturnu, widziałam jak kradnie. - wrzeszczała dalej zwracając uwagę nie tylko właściciela, ale i innych klientów. Oniemiała Rita zamrugała dwukrotnie, zaskoczona nagłym obrotem zdarzeń i tym jak błyskawicznie znalazła się w centrum zainteresowania. No to tyle, jeśli chodzi o miły poranek. - pomyślała, czując rodzący się w jej wnętrzu gniew.
- Słucham? - zapytała tylko. Jej cichy ton był tylko pozornie łagodny. Gdzieś w jej czarnych oczach czaiła się groźba. Uniosła zaczepnie brwi, bezgłośnie sugerując, by kobieta przemyślała swoje zachowanie. W jej kierunku maszerował już właściciel sklepu, stała więc spokojnie, bez większego entuzjazmu oczekując dalszego rozwoju wydarzeń.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 13:35

Jak się okazywało, gdziekolwiek się udał, zawsze miał pełne ręce roboty. Poczynając od wyjścia do Dziurawego Kotła przez spacer na Pokątnej, który zakończył się wyśledzeniem handlarzy śnieżki po sklepik z artykułami piśmienniczymi kończąc. Chyba za nikim jego praca nie chodziła tak jak za Raidenem. Podobało mu się to. W końcu czy nie do tego był szkolony? Nie tego chciał przez całe życie? Nie tego uczył go ojciec? William Carter był zdecydowanie najlepszym człowiekiem jakiego znał jego potomek. Nie mógł sobie wyobrazić bardziej szlachetnego i oddanego sprawie. Walczył nie tylko o wartości, w które wierzył, ale również o prawdę, którą współcześni czarodzieje woleli unikać. Dlatego też musiał zginąć razem ze swoją piękną żoną. A Raidena przy tym nie było. Nie wiedział czy ojciec czuł, że ktoś na niego czyha. Może gdyby był w domu, dostrzegłby te znaki. W końcu był dobry w tym co robił, a mało ludzi mogło powiedzieć, że oddawali się swojej sprawie całkowicie. Zabawnym było myśleć, że może jego rodzice żyliby, gdyby nie wyjeżdżał. Ale takie są słabości ludzkości - rozmyślania i przypuszczenia. I chociaż Raiden nie był osobą, która zbyt pochłaniała się w tych rozmyślaniach, jego również dotknęły podobne wątpliwości. Nauki z dzieciństwa sprawiły, że ani przez chwilę nie wierzył w ten nieszczęśliwy wypadek, który podawano mu na tacy przez Ministerstwo Magii i gazety. Śmierć przez rozjuszonego wilkołaka. Jednak widział miejsce zbrodni, widział też zdjęcia zaraz po odkryciu rozszarpanych ciał, zdewastowany samochód... Każdy głupiec zauważyłby wiele niedoskonałości. Nie trzeba było być brygadzistą, by je dojrzeć. Jednak Raiden nie zamierzał odpuścić. Przed spojrzeniami wszystkich węszył, starając się odgadnąć kto tak naprawdę był za to wszystko odpowiedzialny. Już teraz wiedział, że ten wilkołak nie był wilkołakiem. Co za człowiek mógł podszyć się pod tę bestię i posiekać dwoje niewinnych osób?
Kolejny dzwonek w drzwiach wybudził go z tych rozmyślań i sprawił, że egzekutor prawa znów był w Scribbulusie z pergaminem w dłoniach. Chciał wybrać swój ulubiony - wyprawiany z baraniej skóry. Lubił jego zapach i dotyk, a szczególnie to, że był najtańszy. Jego pióro lekko sunęło po właściwej stronie w przeciwieństwie do tych wykonanych ze skóry bydła. Może i był wygodnickim, ale w takiej pracy, gdzie trzeba było spisywać wiele raportów, a niektóre z nich były przekazywane władzy wyższej, był wymagany właśnie pergamin zamiast papieru. Nie wiedział dlaczego, ale nie zamierzał dyskutować na ten temat. Skoro przełożeni tak chcieli, musiał ich słuchać. Lub przynajmniej w większości podobnych przypadków kiwał głową. Pomimo że był w czarodziejskiej policji w Anglii dopiero od czterech miesięcy po przeniesieniu, zdążył zdobyć ich szacunek, chociaż wiele razy kwestionowano jego poczynania. Zdecydowanie za bardzo śmiałe i, jak oni to nazywali, amerykańskie. Musieli jednak przyznać, że spuszczając swojego najlepszego psa ze smyczy, zyskali o wiele więcej niż tracili. I chociaż wyraźnie nastroje zaczynały się dzielić nie tylko w Ministerstwie, Carter zamierzał pracować dalej. Tym mocniej im wszyscy zaczynali przeciwstawiać się ku sobie, tym mocniej pracował. Wybierając rulony odpowiedniego pergaminu, nie zauważył, że podeszła do niego kobieta. Kobieta, która zdecydowanie przewyższała wzrostem większość przedstawicielek swojej płci. Podniósł spojrzenie w pewnym momencie, wychwytując jej, gdy patrzyła na niego przez chwilę. A później otoczył go jej zapach, gdy praktycznie leniwie, nie spiesząc się sięgnęła po pergaminy nad jego ramieniem. Wydawało mu się, że skąd znał ten pewny siebie, niemal zuchwały wyrazy twarzy twardo stąpającej po ziemi kobiety.
Odprowadził ją spojrzeniem, po czym wrócił do swoich zakupów, gdy usłyszał słowo, które wiązało go niebywale z jego pracą. No, cóż. Najwidoczniej znajdował się tam, gdzie powinien. Złodziejka było jedynie początkiem jak się zresztą okazało. Chwilowo stał dalej w tym samym miejscu, obserwując całą scenę, która rozegrała się na jego oczach bez większego zainteresowania. Zauważył tę samą kobietę, co przed chwilą. Zaraz jednak zauważył idącego w tamtą stronę właściciela sklepu. Musiał więc zareagować.
- Co się dzieje? - spytał, podchodząc i stając za podejrzaną, równocześnie patrząc intensywnie na krzyczącą kobietę. Zaraz też zlustrował mężczyznę, który wybiegł z zaplecza.
- Co panu do tego?! - rzucił wyraźnie podenerwowany już tym zamieszaniem, które wybuchło w jego sklepie. No, cóż. Raiden musiał albo go uspokoić, albo jeszcze bardziej zdenerwować, gdy wyciągnął legitymację czarodziejskiej policji, uśmiechając się do niego gorzko.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17