Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   26.03.15 20:13

First topic message reminder :

Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Scribbulus to ciasny sklepik z artykułami papierniczymi. Sprawia niegościnne wrażenie z powodu ciemnej, ogołoconej wystawy, lecz kiedy wejdzie się do środka... Czuje się magię, która tak jak wszechobecny kurz przesyca powietrze, starego sprzedawcę, a także klientów, tchnąc w nich dodatkową porcję niezwykłości. W sklepiku można kupić pióra - od najzwyklejszych, gęsich, przez luksusowe orle, aż po nowinki techniczne - samopiszące, samosprawdzające oraz najbardziej pożądane przez studentów Hogwartu: samoodpowiadające. Oprócz tego, dostępny tam jest wybór atramentu (zwykły, kolorowy, zmieniający barwę podczas notowania, pachnący jak ulubione owoce piszącego), ozdobne kałamarze, pergamin (zwykły lub z papieru czerpanego), notesy i eleganckie dzienniki oprawione w smoczą skórę. Scribbulus oferuje ponadto przyciski do papieru, pieczęci (wykonywane na specjalne zlecenie), lak, a nawet takie towary, jak sztuczne łzy... przydatne przy dekorowaniu listu do kochanki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 15:19

Czuła jak atmosfera gęstniej wokół niej. Można ją było niemal posmakować na języku. Właściciel, ta krzycząca kobieta i przyglądający się zza regałów pozostali klienci. Patrzyli na nią nieufnie, a ich rosnący strach szybko mógłby przerodzić się w gniew i agresję. Wystarczyło, że padło kilka nieodpowiednich słów! W tym Nokturn, którego mieszkańcy nieustająco budzili niechęć innych członków magicznego społeczeństwa. Nie miała zamiaru ryzykować (szczególnie, że jak rzadko, naprawdę nic nie zrobiła). Powoli odłożyła na najbliższy stolik plik pergaminu i trzy krucze pióra, które wcześniej wybrała. Doskonale wiedziała, że czasy były trudne, a ludzie pełni lęków. Przez to byli dużo bardziej niebezpieczni - Rita wiele razy widziała co z ludźmi robią strach i desperacja. Nie miała zamiaru stać się ofiarą linczu. Do cholery, przyszła tutaj tylko po artykuły papiernicze!
Powoli opuściła ręce wzdłuż ciała, tłumiąc naturalny instynkt przekonujący do sięgnięcia po ukrytą w kieszeni różdżkę. To mogłoby sprowokować otaczających ją ludzi do Merlin-jeden-wie-czego. Nie kuliła się jednak jak przestraszone dziecko. Plecy miała wyprostowane, a brodę zadartą. Wodziła wokół czujnym wzrokiem, przeszywając czarnymi oczyma otaczających ją ludzi. Odziana w swoje czarne, wyzywająco skrojone szaty czuła się jak wrona między wróblami. Jej inność, teraz tak wyraźnie wytknięta i podkreślona dosłownie biła po oczach. Mimowolnie wykrzywiła usta w ponurym grymasie.
- Niczego stąd nie ukradłam. - powiedziała powoli i dobitnie, dosadnie cedząc słowa przez zęby. Jednocześnie obróciła się lekko w stronę mężczyzny, którego wcześniej spotkała obok półki z pergaminami. Znów spojrzała mu w oczy, poszukując w nich tej samej nieufności, którą widziała w spojrzeniach innych klientów. Dostrzegła w nim czujność i ostrożność, ale ani śladu strachu. To dało jej odrobinę nadziei, nawet jeśli chwilę później wyciągnął odznakę. Jak każdy kto od czasu do czasu łamie prawo znała się na nim doskonale. I w tym momencie nie miała sobie nic do zarzucenia.
- Przeszukajcie ją, na pewno coś znajdziecie. - syknęła z bezpiecznej odległości sprawczyni całego zamieszania, która wciąż piorunowała Ritę wzrokiem. Sheridan odpowiedziała jej równie intensywnym spojrzeniem, wciąż zastanawiając się nad tym skąd ją zna. Bo znały się bez wątpienia, taka zajadła nienawiść nie brała się przecież znikąd.
- Nie mam nic do ukrycia. - oświadczyła wciąż nie podnosząc głosu i prezentując sobą obraz całkowitego opanowania. - Pan władza faktycznie może mnie przeszukać, jeśli ma takie życzenie. - dodała, te słowa kierując już bezpośrednio do Cartera. Odwróciła się nawet w jego stronę, uznając go aktualnie za jedyną wartą uwagi osobę w tym pomieszczeniu.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 16:10

A mogłoby się wydawać, że ten dzień powinien pójść spokojniej niż każdy poprzedni. Czyżby? Życie Raidena Cartera nie współgrało z czymś takim jak monotonia czy spokój. Wręcz przeciwnie. Każdy dzień przypominał mu o tym, że żyje i co ciekawe - wcale go to nie męczyło. Po prostu działo się to poza jego kontrolą, a może właśnie przyciągał wszystkie te zdarzenia? Od kłopotów poprzez chwile namiętności po poważne sytuacje. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, chociaż podczas zajęć astrologii różnie to bywało, gdy starsza pani profesor zaczęła mu opowiadać coś o gwiazdach, pod którymi się urodził. Nie wierzył w takie bzdety, bo i który szanowany się młody człowiek wierzy w zabobony? Tak samo zresztą wróżbiarstwo. Jeszcze tego brakowało... Gapienie się w szklaną kulę jak jakiś uliczny łazęga. Widział zdecydowanie za dużo krętactwa, a zdecydowanie za mało faktów, żeby uwierzyć w coś takiego. Ludzie powinni skupić się na tym co jest tu i teraz, walcząc o teraźniejszość. Cholerni obłąkańcy...
Najwidoczniej potrzebowano jego interwencji i właśnie to zrobił. Chociaż przed tym jak podszedł i obserwował przez dosłowny moment, co się działo. Powodów dla których starsza kobieta zaczęła krzyczeć mogło być naprawdę wiele. Nawet takie, że nie podobał jej się strój młodszej czarnulki. Raczej nie sądził, żeby ktoś starszy wiekiem był przychylny przedstawicielce płci pięknej, która postawiła na wyzywający strój. Gorszący dla tradycjonalistów? Może. Dla niego raczej przyciągający skutecznie spojrzenia. Raiden mógł przejechać oczami po jej sylwetce, ale ile już razy się spotykał z takimi kobietami w Ameryce, gdzie niewątpliwie takie zachowanie było częstsze. Niemal popularne. W dodatku oskarżona nie wyglądała na zaskoczoną. Bardziej złą, której gniew kołata się gdzieś we wnętrzu. Nie było to całkiem dobra sytuacja. Usłyszał jej twarde zapewnienia, chociaż nie mógł ominąć akcentu na słowo stąd w zdaniu Niczego stąd nie ukradłam. Uśmiechnął się pod nosem niewidocznie dla innych, a później ponownie skrzyżował spojrzenia z nieznajomą.
- Pod jakim zarzutem? - spytał krzykaczki spokojnym głosem. Każdy miał swoje prawa, ale na pewno nie można było naginać prywatności, gdy tylko się chciało to zrobić. Raiden wiedział o tym doskonale i nikt nie mógł mu wciskać, że jest inaczej. Zaraz jednak uniósł brwi na słowa podejrzanej. - Nie będę nikogo przeszukiwał tylko dlatego, że rzucono oskarżenie - odparł, przenosząc spojrzenie od krzyczącej kobiety na podejrzaną. Wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę, pozwalając sobie na chwilowe zapomnienie o innych osobach w sklepie. Nie odrywając od niej wzroku, uniósł brew w górę i spytał bez cienia wrogości, chociaż nie stracił czujności:
- Ma pani ze sobą coś cennego? Z tego sklepu?
Akcent na przedostatnie słowo był aż nadto wyczuwalny, a łobuzerski, delikatny uśmiech przemknął przez twarz Cartera.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 19:34

Twierdzenie, że nigdy nie zbrudziła sobie rąk kradzieżą byłoby zbyt dużym kłamstwem nawet jak na nią. Jakby nie było przez pierwsze lata na Nokturnie właśnie dzięki swoim zręcznym palcom zdołała utrzymać się przy życiu. Jednak były to bardzo zamierzchłe czasy i Rita nie musiała już zniżać się do pospolitego zwijania sakiewek. Miała wiele innych sposobów na zdobycie złota! Oczywiście znaleźliby się tacy, którzy bez chwili wahania zarzuciliby jej lichwę, jako zupełnie inny rodzaj kradzieży. Bo faktycznie swoich dłużników miała zwyczaj obdzierać choćby i z ostatniej szaty, a powieka jej przy tym nawet mocniej nie drżała. Ale jeśli jej pamięć nie myli pożyczanie pieniędzy na procent w świetle prawa nie jest żadnym wykroczeniem. To przecież nie jest jej wina, że nie wszyscy są w stanie płacić odsetki na czas! Ona jedynie odbiera co się jej należy...
I to właśnie myśl o złocie - pożyczonym złocie - otwarła brakującą szufladkę w jej umyśle. W ułamku sekundy przypomniała sobie kim była jej oskarżycielka i zrozumiała skąd w niej tyle nienawiści. Pamiętała ją stojącą w drzwiach jednego z mieszkanek na Pokątnej, gdy przyszła odebrać dług. To było rok temu? Może dwa? Jej syn zapożyczył się u Rity na bagatelną sumę 30 galeonów i nie był w stanie jej zwrócić na czas, więc gdy przepijał w Wywernie wyłudzone od kogoś innego pieniądze, wlała mu do szklanki kilka kropli trucizny. Nie zabiła go, oczywiście; wszak martwi dłużnicy nie oddają nic. Po prostu pozwoliła mu pomęczyć się kilka dni. Gdy tylko jego matka oddała złoto, Rita natychmiast poczęstowała chłopaka odtrutką. Najwyraźniej teraz kobieta chciała jej się odpłacić.
- Jest złodziejką. - padła odpowiedź, choć już znacznie mniej zdecydowana. Trudno powiedzieć czemu starsza pani nagle straciła swój wcześniejszy zapał: może spłoszyła ją obecność Cartera, a może dziki błysk w oczach trucicielki? Faktem jest, że nie miała żadnych konkretnych dowodów na winę Rity i właśnie zrobiła kilka kroków do tyłu, jakby próbowała usunąć się z widoku. Sheridan uśmiechnęła się tylko do niej z wyższością, a zaraz potem znów skupiła wzrok na stróżu prawa.
- Mam przy sobie kilka cennych przedmiotów, ale gwarantuję, że żaden z nich nie pochodzi z tego sklepu. - oświadczyła uroczyście, bez wahania spoglądając w twarz Cartera. Kiedy dostrzegła jego uśmiech, sama też pozwoliła sobie na delikatne uniesienie kącików ust ku górze. Morganie dzięki, że trafiła na porządnego policjanta! Poznała już takich, którzy zawlekliby ją za włosy na zaplecze tylko dla samej przyjemności przeszukania, bo przecież kobieta z Nokturnu nie pójdzie się poskarżyć do Ministerstwa. Ten tutaj w jakiś przewrotny sposób był po jej stronie. Pewnie dlatego, że wyjątkowo to p r a w o było po jej stronie, ale tak czy siak była to ciekawa odmiana.  
- Jedyne przedmioty, których dotknęłam leżą o tu. - wskazała palcem na pergamin i trzy krucze pióra, które wybrała jeszcze zanim całe to zamieszanie się zaczęło. - Właśnie zamierzałam za nie zapłacić. Złotem. Moim własnym, również niekradzionym. - zakończyła z przekąsem, kierując te ostatnie słowa głównie do właściciela, który wciąż przyglądał jej się nieufnie.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 20:22

Raiden nie musiał kraść. Nigdy przecież nie zaznał głodu czy faktu, że rodzice odmawiali mu kupna pięknego, pachnącego ciastka z piekarni. Nie oznaczało to jednak że dostawał wszystko co chciał. Rozsądek był częścią rodziny Carter i tego nie można było odmówić rodzicom policjanta. Niczego mu nigdy nie brakowało, na resztę musiał zapracować sam i tego właśnie był uczony od najmłodszych lat. Było łatwo powiedzieć, że miało się spokojne, dobre dzieciństwo, jeśli żyło się w takiej rodzinie jak on. Chociaż było co prawda szalone i pełne życia, było naprawdę wspaniałe. Że nie każde dziecko takie ma, przekonał się dopiero w Hogwarcie. Był to potworny policzek od świata, ale jak zawsze poradził sobie z nim i żył dalej. Jak zawsze zresztą było i miało pozostać.
Nie wiedział jak było z osobami dookoła niego, ale najwidoczniej każdy miał swoją przeszłość. Obserwując cichego właściciela, który skrył się w sobie razem ze słowami czarodziejska policja przez krzykaczkę, patrzącą spode łba na czarną kobietę po tę ostatnią, która była tak pewna siebie, że aż nierealna. Ale cóż... Raiden nie zamierzał teraz tego roztrząsać. Niekoniecznie też chciał. Widział doskonale to spojrzenie starszej kobiety. Widział je wiele razy. Czy to w sali przesłuchań, czy na procesie, czy podczas wypowiadania wyroku. Płynęła z niej zemsta mniejszego lub większego kalibru, ale dalej to uczucie i chęć opanowywały spokojnych obywateli w najmniej odpowiednich porach. U wszystkich wyglądała tak samo i chociaż nie musiał wiedzieć, co wydarzyło się pomiędzy dwoma przedstawicielkami płci przeciwnej, ten konflikt musiał zostać rozwiązany tu i teraz. I nie przez żadne wyrzygiwanie sobie przeszłości - często teraźniejsze działania wymazywały dawne zatargi. Mogły ale nie musiały.
- Skąd to przypuszczenie? - spytał, gdy kobieta powtórzyło słowo złodziejka. - Nie sądzę, żeby było coś cennego do ukradzenia w sklepie z artykułami piśmienniczymi. Bez urazy - zwrócił się do właściciela, który tylko pokręcił głową jakby zgadzał się z Raidenem. - Zawsze może pani wnieść oskarżenie - dodał, patrząc na ustępującej pola starszej damie. - Dlatego spytam raz jeszcze - chce pani to zrobić?
Spojrzał wymownie na tamtą, która nie wyglądała już tak pewnie. Gdyby nieznajoma naprawdę coś ukradła, każdy rozsądny obywatel upierałby się przy swojej racji. Nie uciekał. Tak nakazywał nie tylko rozsądek, ale i obowiązek względem społeczeństwa. Bo kto normalny odpuściłby przestępcy, gdy nadarzała się tak idealna okazja? Złodziej i policjant, który w każdej chwili może go aresztować. Raiden nieznacznie odetchnął, czując, że sytuacja sama się rozwiązywała.
- W takim razie zostaje nam tylko dokonać zakupu czyż nie? - spytał retorycznie, samemu wciąż przecież trzymał swoje pergaminy i nie zamierzał wychodzić bez nich. W końcu potrzebował jeszcze atramentu i zapasu gęsich piór. Chyba w rogu widział całkiem ładne. - Możemy? - spytał, przenosząc uwagę na właściciela sklepu.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 22:43

Sytuacja, która jeszcze przed momentem wydawała się niemal niebezpieczna, ku jej zadowoleniu szybko się stabilizowała. Klienci odwracali głowy i wracali do przerwanych zakupów. Ktoś szeptem wymieniał jeszcze jakieś uwagi odnośnie całego zajścia, ale nikt nie patrzył już na nią jak na potencjalne zagrożenie. Przedstawienie ewidentnie dobiegało końca. Z jej wyprostowanych nienagannie ramion powoli zniknęło napięcie, którego dotychczas nie była nawet świadoma. Choć nie było tego po niej widać, to przejęła się tym wszystkim trochę bardziej niż wypadało. Na całe szczęście nie pozwoliła sobie nawet na chwilową utratę opanowania. Można chyba powiedzieć, że to kwestia nawyku. Na Nokturnie duma i pewność siebie były często jedynym co człowiekowi pozostaje w sytuacji zagrożenia.
Jak kraść to tylko miliony, a nie gęsie pióra za dwa sykle sztuka! - zaśmiała się w myślach, przytakując tym samym słowom swego niespodziewanego wybawiciela. Z pełnym samozadowolenia uśmieszkiem przyglądała się starszej damie, która mruczała właśnie pod nosem coś o tym, że to wszystko musiało jej się jednak przewidzieć. No tak, to tylko miraż, gra świateł, halucynacje! - dalej kpiła w myślach Rita, nawet na moment nie przestając się uśmiechać. Krzykaczka straciła głos i ewidentnie nie planowała składania żadnych oskarżeń, a jedynie szybki taktyczny odwrót. Zaraz po tym oświadczeniu żwawo opuściła sklep. Do samych drzwi odprowadziło ją spojrzenie Rity, która nie miała zamiaru zapomnieć tej zniewagi. Nikt nie będzie jej przecież rzucać w twarz oszczerstwami w sklepie papierniczym! To znacząca przesada.
Gdy tylko sprawczyni zamieszania zniknęła za drzwiami, Rita porwała w ramiona wybrane wcześniej zakupy i podjęła przerwaną wędrówkę do kontuaru. Podreptał za nią właściciel lokalu, ewidentnie unieszczęśliwiony całym zajściem znacznie bardziej, niż sama alchemiczka. Podliczył jej należność, zapakował wszystko w ciemny papier i obwiązał sznurkiem. Rita nieco ostentacyjnie sięgnęła do kieszeni płaszcza po garść srebrnych monet. Odliczyła odpowiednią sumę i wręczyła ją mężczyźnie. Gdy miała już swoje zakupy, rozejrzała się po sklepie w poszukiwaniu policjanta, który umknął jej w stronę piór i atramentów. Podążyła za nim bezszelestnie, w międzyczasie niedbałym ruchem poprawiając pasma ciemnych włosów. Zatrzymała się tuż obok niego, podejrzanie bliska naruszenia jego przestrzeni osobistej. Gdy wreszcie schwyciła jego spojrzenie na jej usta wkradł się drapieżny uśmieszek.  
- Chciałam tylko podziękować. - powiedziała miękko, rzucając mu jednocześnie niewinne spojrzenie spod rzęs (co niejako kłóciło się z wyzywającym grymasem wykrzywiającym jej wargi). Teraz, gdy kłopoty dobiegły końca bawiła się naprawdę przednio. Całe to zamieszanie i fakt, że po jej stronie stanął przedstawiciel prawa - to było p r z e z a b a w n e!
- Przez kilka chwil naprawdę martwiłam się, że zaraz mnie wyrzucą, jeśli nie zlinczują! Pana obecność uratowała sytuację. Panie..? - znacząco zawiesiła głos, prosząc tym samym o miano swojego wybawiciela. Nim wróci na Nokturn, chciała jeszcze poznać jego nazwisko. Nigdy nie wiadomo kiedy taka znajomość może się przydać (albo wręcz przeciwnie - kiedy będzie trzeba przed nim uciec).






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   10.12.16 23:02

Raiden nigdy nie przejmował się gadaniem innych ludzi. Gdyby tak było, pewnie dawno temu strzeliłby sobie w łeb, nie wiedząc jak spojrzeć sobie w twarz. A jednak żył dalej z na tyle czystym sumieniem, jakie mógł mieć. Nie każdy jego uczynek był dobry. Na przykład ten, gdy nie wrócił do domu podczas choroby jego kuzyna. Ale czy istniał ktoś, kto mógł szczerze przed sobą i przed innymi powiedzieć, że czynił całe życie dobrze? Że nikogo nie skrzywdził? Źle nie osądził? Nie spowodował cierpienia? Bo jeśli nie umyślnie to na pewno słowo potrafiło ciąć o wiele głębiej niż nóż. A Carter już wystarczająco wyciągał ostrzy ze swojego ciała w ostatnim czasie. Może ktoś w końcu znalazł się, by je uleczyć? Wiedział, że sytuacja w sklepie nie była przyjemna. Bo i czy jakieś oskarżenia o złodziejstwo mogły być? Ale nie była groźna jak się można było tego spodziewać. Zdecydowanie wolałby, żeby się wydarzyła nie z tego względu, że ktoś mógł się przez nią poczuć niekomfortowo. Zdecydowanie był zmęczony. Chciałby się w końcu położyć do łóżka i sprawić, że wszystkie zmartwienia odejdą razem z pobudką. Budził się jednak sam, wiedząc, jednak że ktoś był za ścianą. Nieco go to irytowało, ale złożył sobie obietnicę i zamierzał jej dotrzymać. Bez względu jak bardzo nie było mu to na rękę.
Nie wiedział, co chodziło po głowie nieznajomej, ale jej wyraz twarzy, gdy odprowadzała spojrzeniem krzykaczkę wychodzącą ze sklepu, był aż nadto wiadomy. Kobiety nie potrafiły ukryć dwóch rzeczy - rumieńca i triumfu. A właśnie miał do czynienia z tym drugim. Jej mimika mogłaby zamienić w słup lodu każdego, gdyby tylko chciała. Widywał podobny typ kobiet. Zdecydowanie nie takich niepozornych, a równocześnie mających o wiele większą władzę niż można byłoby przypuszczać. Rzucił spojrzenie ostatni raz krzykaczce, skłonił się lekko, po czym odwrócił, by znaleźć stoisko z atramentem i piórami. Za plecami usłyszał, że pozostała dwójka zainteresowanych ruszyła dalej kupować i sprzedawać swoje rzeczy jak od razu być powinno. Koniec końców było to niewątpliwie urozmaiceniem dnia.
- Lubi pani kłopoty - mruknął, zanim zdołała się odezwać, czując znajome perfumy. W dodatku kto stanąłby zaraz przy nim jak nie ona. Spojrzał na nią z ukosa, stwierdzając, że uśmiech wykrzywia mu usta. - Yyyhym - rzucił, przekładając atrament w poszukiwaniu tego odpowiedniego. Uśmiechnął się pod nosem, słysząc jej słowa. I może chciała tak brzmieć, ale nie wierzył w to, że by sobie nie poradziła ze starsza panią i bojaźliwym właścicielem sklepu. - Myślę, że poradziłaby sobie pani beze mnie, panno...? - spytał, po czym odpowiedział na jej identyczne zapytanie. - Carter. Raiden Carter.
Oj, uratował sytuację. Niewątpliwie, ale ktoś powiedział mu kiedyś, że komplementy z ust kobiety są zawsze takie same. Zawsze są kłamstwem. Niewątpliwie jednak podobała mu się ta krótka wymiana zdań. Bo przecież w domu ostatnio panowały nieco spięte klimaty. Może to właśnie była jego wina?




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   11.12.16 12:09

Jako stworzenie z natury złośliwe planowała wkrótce odwdzięczyć się kobiecie pięknym za nadobne. Miała wszak do utrzymania renomę bezwzględnej wiedźmy z Nokturnu. Jeśli nie przywoła swoich klientów - a jak widać również ich rodzin - do porządku, to kto wie do czego dojdzie następnym razem? Najpierw całkiem niewinne oskarżenia o kradzież w sklepie papierniczym, a potem ani się obejrzy i nie będą chcieli jej wpuszczać do jej ulubionych sklepów na Pokątnej. Po powrocie do domu zamierzała skorzystać z nowych piór i wysłać krótki liścik pod adres, który wciąż pamiętała. Łagodne upomnienie, bo przecież fatygować się osobiście nie będzie. Te myśli krążyły w jej głowie podczas zakupów, ale zniknęły w momencie, gdy odeszła od lady. Odzyskała dobry humor równie szybko jak go straciła. Nic tak nie umila dnia jak słodki, słodki triumf. Nawet jeśli odnosiło się go nad kimś tak słabym i nieznaczącym. W jej ciemnych oczach, zwykle tak zimnych i ponurych, teraz błyszczały iskierki rozbawienia. Nawet pan policjant wydawał jej się w tym wszystkim więcej niż uroczy. Ale z drugiej strony - uroczy był też przed całym zajściem, gdy wpadła na niego tuż po wejściu do sklepu. Rita na swoje nieszczęście miała niebywałą słabość do ładnych twarzy.
Jej pierwszą reakcją na jego słowa był śmiech. Cichy, ale niebywale szczery, bo uwaga trafiła w punkt.
- Wolę wierzyć, że to kłopoty lubią mnie. - odparła przekornie, przechylając przy tym lekko głowę w bok. Jej flirt był tak oczywisty, że niemal trudno go było traktować poważnie. Dla niej był to tylko ciąg dalszy zabawy. I oczywiście, poradziłaby sobie w pojedynkę. Umiała się bronić, potrafiła przegadać niemal każdego i w razie potrzeby nie bała się sięgnąć po różdżkę. Samodzielne rozwiązanie sytuacji zajęłoby jej pewnie niewiele więcej czasu. Jednak byłoby o wiele mniej satysfakcjonujące. Któraż kobieta nie lubi, gdy dzielny policjant staje w obronie jej honoru? Szczególnie, gdy policjant jest miły dla oka, a sama kobieta w rzeczywistości nie ma za wiele honoru, a uczciwa jest bardzo rzadko, jeśli wcale. Sytuacja była tak przesycona ironią i komizmem, że Rita wprost nie mogła się doczekać, aż opowie o wszystkim Cassandrze.
- Rita. - przedstawiła się krótko, nie mając zamiaru raczyć stróża prawa swoim pełnym imieniem i nazwiskiem, bo aż tak odważna nie była. - Proszę mi mówić Rita, panie Carter. Wszyscy mnie tak nazywają. - poprawiła nieco ułożenie swojego pakunku i przestąpiła z nogi na nogę, wyraźnie szykując się do odejścia.
- Skoro zna pan już moje imię, będzie pan wiedział o kogo pytać jeśli zbłądzi pan kiedyś na Nokturnie. - dodała ciszej, wciąż jednak z uśmiechem. - Wygląda na to, że mam u pana dług wdzięczności. - westchnęła nieco teatralnie, a potem ominęła go i bezszelestnie podążyła do wyjścia.
- Miłego dnia, panie Carter. - rzuciła jeszcze przez ramię, a zaraz potem dzwoneczek zaanonsował jej powrót na ulicę Pokątną, która wciąż wydawała jej się wyjątkowo urocza w świetle wiosennego słońca.

|zt x2
dzięki za grę Pwease






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   07.06.17 22:43

Oddychał pełną piersią, zaciągając się zapachem mikroskopijnego sklepiku, jak najdroższym papierosem i wdychając z upodobaniem specyficzną woń swych afrodyzjaków, perfidnie kuszących Magnusa nienaganną prezencją, nęcących bardziej od spragnionych, półnagich ciał wensusjańskich kokietek. Nie uwzględniał w zestawieniu własnej żony oraz Deirdre, już pogrzebanej pod stertą bezimiennych kamieni, lecz i tak czuł silne upojenie, podobne alkoholowemu rauszowi lub słodkiemu, miłosnemu otępieniu. Z namaszczeniem przesuwał szczupłymi palcami po fakturze pergaminów, słysząc jak serce tłucze się w klatce piersiowej, jakby pragnęło wyrwać się z kościanej pułapki, wprost do tej synestezji zmysłów, wręcz oślepiającej Rowle'a nadmiarem bodźców. Opary diablego ziela nie wprowadzały go w taki stan: faktyczny, kiedy psychicznie oraz fizycznie odczuwał błogość, przenikającą mięśnie przyjemnym drżeniem. Leniwie przechadzał się między półkami, kręcąc się bez konkretnego celu, lecz wyraźnie czegoś poszukując. Nigdy nie wychodził ze Scribbulusa z pustymi rękami, nigdy nie opuszczał sklepiku rozczarowany, nigdy nie miał też konkretnego zamiaru. Przywykł, że natrafia tu na przedmioty niebanalne, unikatowe, a zarazem niepozorne, zakamuflowane idealnie między bezbarwnymi, szklanymi kałamarzami a prostymi dziennikami, na których okładkach uprzejmy właściciel oferował wytłoczenie inicjału najprawdziwszym, złotym tuszem. Nie musiał się śpieszyć, zresztą tutaj czas naprawdę płynął wolniej: piasek sypnięty między wskazówki olbrzymich zegarów sprawiał, że poruszały się się one opieszale, podkreślając klimatyczny spokój oraz uduchowioną ciszę tego miejsca. Niezwykłe, lecz Magnusowi odpowiadała ta atmosfera, całkiem odmienna od jego energicznego, gwałtownego charakteru. Uwypuklała się jego powaga, staranność, z jaką kontemplował proste noże do papieru, zachwycając się drobnym zdobieniem na drewnianej rękojeści oraz ostrością cienkiej stali, która, był tego pewny, zdołałaby przeciąć włos na pół. Zachowywał się nieco jak ciekawskie dziecko, pragnąc wszystko zobaczyć oraz dotknąć. Rozpoznać rodzaj wosku do pieczęci po samej fakturze, rozetrzeć na dłoni kroplę atramentu o rzadko spotykanej, szmaragdowej barwie i przekonać się, jak wchłania się w skórę, sprawdzić, jaki dźwięk wydaje pióro spotykając się z pergaminem, kiedy wpadnie w swój pisarski szał. Eksperymentował; dopiero po chwili pokrywania kartki szlaczkiem drobnych, ciasnych liter zorientował się, że już nie jest sam. Niespodzianka: Scribbulus był rzadko uczęszczanym miejscem, skierowanym ku osobom posiadającym wyraźne preferencje. Ciemnowłosej kobiecie brakło zaś obycia, co dostrzegł to na pierwszy rzut oka i zirytowało się tym niemożebnie. Na tyle, by wyszedł z inicjatywą pomocy - a przynajmniej poprawy tego, co w mniemaniu Rowle'a zasługiwało na miano profanacji i domagało się najwyższej kary.
-Źle je pani trzyma - rzekł cicho, dopasowując miękki ton głosu do standardów sklepiku - powygina pani wszystkie lotki, a to dość reprezentatywne pióro - dodał prawie obojętnie, zarazem demonstrując na drugim, podobnym, bażancim piórze, jak właściwie należy je ująć, by zachowało się w stanie nienaruszonym, mimo intensywnego użytkowania.


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   08.06.17 21:32

Nie potrafiła ukryć faktu bycia artystką. Potrafił zachwycić ją kurz równomiernie opadający po wietrznej zawierusze i schludnie ułożone zwitki pergaminu ściśnięte w kącie rzemieniem niby gorsetem. Potrafiła złapać zadumę zerkając na liście opadające z drzew i ptaki wznoszące się do lotu, tym samym przechodząc obojętną wobec malowanych frontów domostw ukwieconych powojem. Ceniła sobie estetykę równomiernie z dobrym wychowaniem pozwalającym jej czuć się jako kobiecie bezpieczniej w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Jednak jako artystka odczuwała euforię na wielu poziomach, dlatego nieobce było jej także piękno dźwięku i czułość dotyku. Miłowała delikatne sukna ciągnące się po skórze niczym chłodne ciała wężów. Ceniła strojny, balowy brokat mieniący się niczym łuski świeżo wyklutych smocząt i ostry w dotyku niczym ich zęby. Kochała chłód omszałych cegieł i ich rozpalone słonecznym pocałunkiem czoła, które przyjemnie grzejącym impulsem informowały ją o mocnej, związanej fakturze tworzywa. Lubiła doświadczać i chociaż trzymała się w sztywnych ryzach zdrowego rozsądku zabraniającego jej wkładać głowę pomiędzy zębiska mantykory, czynności niezagrażające jej w żaden jawny sposób celebrowała niczym misterium potęgi zapomnianej magii. Była jak małe dziecko pchające ręce zazwyczaj tam, gdzie mu nie wolno.
Podniosła wzrok na karcącego ją mężczyznę, po czym obdarzyła go jednym z najlepszych uśmiechów zarezerwowanych dla obcych, których wprawa w podkradaniu się robiła na niej niemałe wrażenie. W ogóle nie wzięła pod uwagę faktu zafrasowania uniemożliwiającego jej skupienie się na czym innym niż sztywna, zwarta czapla lotka o miękkiej, miedzianej stalówce przeznaczonej do nieczęstego, zapewne ceremonialnego użycia. Pióro, które pochwyciła w dłonie sięgało własną ceną półki, na którą musiała się już zdecydowanie wdrapywać. I tak by go nie kupiła, jednak wrażenie jakie wywarła na niej tekstura skłoniło ją bezwolnie do kilku czułych uścisków na szarawej dutce. Delikatnie odłożyła je na poduszkę wystawową, z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądając się pochwyconemu przez Magnusa bażanciemu bratu własnej zdobyczy.
- Pan wybaczy mój brak obycia. Nawykłam do owiniętych osłonką rysików przez co zupełnie straciłam umiejętność posługiwania się czymś tak… Niesamowitym. – Nie kryła się w tym żadna ironia, czy przesłonięta uprzejmością zgryźliwość. Przez chwilę miała co prawda wrażenie że zapada się w to samo błędne koło co od przyjazdu do Anglii, jednak szybko zdusiła własne myśli. Fakt bycia nagabywaną przez mężczyzn na zakupach mogła zrzucić na karb wielu czynników – słuszny gniew lorda był tym samym co nuda Macnaira i nieszczęśliwy traf napotkania opryszków tego pamiętnego dnia gdy nabyła tu swoją pierwszą książkę. Być może i tym razem skończy się to lepiej niż odwrócenie wzroku i odejście we własnym kierunku.




Anything that is
beautiful
People want to break
And you are
beautiful
I'm afraid
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   18.06.17 10:50

Twardo stąpał po ziemi, choć w nieco nierzeczywistym wnętrzu małego, zakurzonego sklepiku czuł, jakby znajdował się w swym prywatnym niebie. Pretensjonalne skojarzenie, lecz aura niezwykłego schowka była w całym swoim spectrum - groteskowo - swojska, a intensywna woń pergaminowych cudów uderzała w nozdrza Magnusa zapachem, buchającym także z kociołka, na którego powierzchni gotujący się eliksir pożądania zataczał perłowe łuki. Odbierał intensyfikację zmysłów z nieznacznym drżeniem nostalgii; w młodości wymykał się do bibliotek, do miejsc uczęszczanych i nieobjętych rygorem szlacheckiego urodzenia dla podobnych doznań. Emocjonalnych: brakowało ich Magnusowi, gdyż nie wszystko potrafił zastąpić bólem pękającego żebra i słodko-mdlącym aromatem krwi, osiadającej na obdartych knykciach. Mienił się. Dosłownie, lśnił, jakby połączenie głębokiego fioletu wyjściowej szaty i magicznego kurzu osiadającego na ramionach stworzyło nowy związek, skrzący się, ciepły śnieg, który mógłby pokrywać brodę wiekowego mędrca i dodawać mu powagi. Gdyby przyprószył jego zarost, starannie pielęgnowany, pewnie postarzyłby go o lat co najmniej dziesięć - wizualnie osiągnąłby już wiek, w jakim zamierzał faktycznie roztoczyć władzę nad całym Cheshire. Śmiałe marzenia odżywały w zamkniętej przestrzeni, obserwowanej przez uliczną witrynę - mogła być i wnętrzem magicznej lampy, z uwięzionym w środku dżinnem. Obca kobieta naruszyła intymność Magnusa, delektującego się samotnością w niecodziennym wydaniu; zwykle na świeczniku, otoczony kołem pochlebców, podwładnych albo, zwyczajnie podobnymi mu arystokratami, gotowymi by zwojować upadający świat, mocno odczuwał różnicę przemykania między wysokimi, chwiejnymi półkami anonimowo. Niewiasta (nie)świadomie przerwała prywatny rytuał Magnusa, jego cichą celebrację, wkradając się kleksami między spisywane przez niego pośpiesznie wersy. Zazwyczaj działał prędko, gwałtownie, nie lubił myśleć w takcie tworzenia, przekonany że ostateczny akt jest ukoronowaniem pozbawionym znaczenia woli. Bezwiednie pozwalał na szaleństwa, nie ograniczając się treściowo, ufając w tym jednym, konkretnym przypadku w siłę wyższą. Kierującą wzrok Rowle'a na smukłą, kobiecą dłoń, nieumiejętnie próbującą poskromić eleganckie pióro. Bolało: miał dziwny szacunek do rzeczy, chociaż bez mrugnięcia okiem mógł wykupić cały ten kram, a nawet skłonić właściciela, by sam oddał mu się w posiadanie. Mimo tego opierał się przed nieuzasadnioną destrukcją, jakby usiłował zwrócić swój dług względem przedmiotów, jakie bez opamiętania spopielał w trakcie małżeńskich awantur.
-To uwaga na przyszłość. Może ta wiedza się pani przyda, a z pewnością nie zawadzi - odparł, odwracając się ku niej i mierząc kobietę przenikliwym spojrzeniem przejrzystych, zielonych oczu. Przez chwilę zadrżał z niepokoju, zdała mu się tak ulotna, jakby była krótkim spięciem receptorów i wyłącznie wytworem zmęczonej wyobraźni - by w kolejnej sekundzie oddychać z ulgą, zachłannie pochłaniając jej figurę, powłóczystą suknię, ciemne, lejące się włosy, spięte wysoko, ale nie pozbawione nonszalancji. Nie znał jej, choć wytężał pamięć, rysy pozostawały obce, a nazwisko nie trajkotało alarmująco - przypadkowa panienka, miała szczęście trafić akurat na niego? - niewiele osób potrafi posługiwać się tak delikatnym instrumentem. Gorzej, że zdarzają się hipokryci, porywający się z motyką na słońce - wyraził swoje ubolewanie, nieco metaforycznie czyniąc dygresję do świata na zewnątrz. Błędnie? Przecież nie musieli się niczym martwić, osłonięci niepozorną witryną nieinteresującego sklepiku.


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   18.06.17 14:26

Przez chwilę mężczyzna, skądinąd pełen powagi i dziwnej, nieodgadnionej siły w spojrzeniu, zdawał się być chłopcem przyłapanym na pierwszych, pokracznych jeszcze próbach romansu. Dostrzegła w jego oczach szybko przemijające zapomnienie i nutkę czegoś, czego nie potrafiła nazwać, a co wstrzymało jej serce na ułamki sekund. Nie było rumieńców zawstydzenia ani wzroku błądzącego po podłodze w poszukiwaniu wytłumaczenia. Nie było nagłego skurczu mięśni w tłamszonej próbie zniknięcia za zwojami wygarbowanej, równo przyciętej skóry. Nie zaistniał paniczny, nerwowy jęk kogoś, kogo intymność została zmącona niczym spokojna tafla ostygłego wywaru chochelką. Pomimo tego uczucie było tak silne i tak prawdziwe, że Salome poczuła się źle. Niczym intruz wkradający się z rozmachem ubłoconych trzewików na miękkie, drogie dywany prywatnej uroczystości. Nie chciała być mu zawadą. Wolała obserwować i gdyby, na długą brodę Merlina, potrafiła się wykazać większą mądrością, zapewne w porę by się wycofała zamiast stawać się źródłem ich prywatnego skandalu.
- Mądrość nigdy nie jest ciężarem. Serdecznie dziękuję za pouczenie. – Skinęła głową chłonąc jego słowa i magazynując je wewnątrz, by kiedyś móc do nich powrócić. Wcześniejsze roztargnienie nie pozwalało jej odczuwać niczego poza naglącą potrzebą fizycznego kontaktu z innym rodzajem sztuki niż znany jej dotychczas. Była jak zaprzężony do magicznej dorożki abraksan – klapki na jej oczach nie pozwalały jej płoszyć się niczym niepotrzebnym. Teraz jednak opadły, a Salome ze zdziwieniem odkryła, że nie musi patrzeć by widzieć. Aura Magnusa była mocna i oczywista; w niewielkim, odciętym od świata sklepiku był niczym słońce zamknięte w butelce. Być może odczuwała to mocniej jedynie przez samą świadomość że nie jest sama i potęgujący doznania ciężar winy, jednak nie mogła zaprzeczyć faktom – jedynie głupiec wchodząc tu w chwili obecnej miałby jeszcze po przekroczeniu progu nadzieję na samotność.
Krytyczna uwaga wobec zapatrzonych w siebie i własne umiejętności durniów roztrzaskała się o wnętrze sklepu z cichym pomrukiem starych regałów ocierających się o równie stare, wytapetowane ściany. Tu bezsprzecznie byli zgodni – pewne rzeczy po prostu trzeba umieć robić, bądź długo wprawiać się w poprawnym ich odgrywaniu. Kłamstwo było fachem, a ten wymagał samodoskonalenia. Niczym warzenie wywaru żywej śmierci, gdzie bezpodstawna wiara we własny talent skutkowała popełnieniem podstawowych błędów i, być może na pierwszy rzut niewprawnego oka niewidzialnym, kiepskim efektem końcowym. Narcyzm zaś, w jak piękne słowa by go nie przyodziać, był chorobą toczącą przede wszystkim umysły na siłę upewniane o wartości wynikającej nie z zasług a przypadku.
- Tok pańskiego rozumowania jest słuszny i przyjemny - niszczenie pewnych rzeczy powinno być karane równie okrutnie co morderstwo. Wie pan jednakPan, zdecydowanie. Tak samo jak Magnus pozwolił sobie na pierwszą jej ocenę i Salome nie pozostała mu dłużna. Gdy opadła z niego chłopięca ekscytacja zdawał się być zmęczony i zaprawiony w sztuce życia. Nie stary, chociaż zadbana broda pospołu z pajęczyną delikatnych zmarszczek na skroniach dodawała mu wizualnie lat. Ładnie skrojone szaty na pierwszy rzut oka stawiały ich na równym statusie społecznym, jednak dobrze dobrane, drogie dodatki i sam materiał delikatnie, nienachalnie przypominały o tym, że Salome raczej nie stała w kolejce po majątek. Ten zaś, zwłaszcza tu w Anglii, co zdążyła już zauważyć, prawie nierozerwalnie łączył się ze szlachectwem. Nie chciała jednak wyciągać pochopnych wniosków, dlatego pozwalała temu leniwie toczyć się we własnym, niezależnym kierunku licząc na to, że pytania nie będą potrzebne. Wciąż była ciekawym wszystkiego dzieckiem, chociaż wysunięte na pierwszy plan ciało kobiety i ogłada dorosłej osoby skutecznie kiełznały jej dociekliwość. – że destrukcja także jest formą sztuki? Ekspresyjną i brutalną, wciąż jednak niepozbawioną estetyki. – Norma była kwestią umowną i chociaż Salome nie dotarła jeszcze do tak szczegółowych rozważań, podświadomie czuła że wszystko ma rację bytu jeśli powstało w oparciu o rzeczywistość. No, może prócz niezrozumiałego dla niej fenomenu radzenia sobie z ciężarem życia bez udziału magii.




Anything that is
beautiful
People want to break
And you are
beautiful
I'm afraid
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   20.06.17 9:06

Falujący wszechświat musiał się ustabilizować. Kiedyś, nie liczył czasu, który musiał upłynąć, wystarczyła mu pewność, że to po prostu nastąpi. Wyrwane spod stóp podłoże na nowo rozwijało się pod nim twardą ziemią, wydając oparcie w zmaganiu się ze zderzeniem z teraźniejszością, mocno odbiegającą od szlacheckiej normy wiecznie zabieganego Magnusa. Był w ciągłym pędzie, ruchliwy, energiczny, spalając nadmiar żywiołu nagromadzonego przez ciągnące się godziny za biurkiem w każdej najprostszej czynności. Z magicznym wyjątkiem, który usypiał pośpiech, łagodził obyczaje i rozluźniał ściśle zawiązane reguły. Supły zobowiązań rozcinał jeden po drugim, zawieszając się po środku eterycznego stanu nieważkości w kruchym domku zbudowanym z cieniutkiego, półprzezroczystego pergaminu. Ustępował, krępując nadpobudliwe mięśnie spokojną aurą, z której powoli czerpał swoją siłę, jakby pojąc się mocą skumulowaną pośród zakurzonych, nieco niestabilnych drewnianych półek. Uczył się: zapamiętując rozkład pomieszczenia, fakturę każdego przedmiotu, barwę wyschniętego regału na wystawie, jaśniejszego o kolejne tony w stosunku do jego odwiedzin. Rowle'owi nie przeszkadzało leniwe tempo tej edukacji, niepodobne ani do szybkiego marszu ani do otępiałego sunięcia na skleconą od niechcenia szubienicę. Znalazł metodę w swoich ucieczkach, prowadzących go do etapu zamkniętego, w jakim jedynie egzystował, czerpiąc z tego zawieszeniu w próżni dziwną satysfakcję. Wynoszone na cokół słowa mogły stracić brzmienie, a Magnus wcale by ich nie żałował - mówionych oraz pisanych, swej najgroźniejszej broni.
-Mądrość - nigdy - zgodził się, przemykając szczupłymi palcami po grzbietach pustych dzienników, które w przyszłości miały stać się czyimś całym życiem. Gładkie okładki, niezapełnione strony, szorstkość pergaminowych kart i zapach atramentu, nieodłączność spisującego wspomnienia, niezauważalnie wypełniająca część właściwej historii - za to wiedza - i owszem - podzielił się z nieznajomą tym nagłym przebłyskiem niepokoju, drgnięciem silnie wstrząsającym chudym ciałem Magnusa. Sam oddychał wiedzą, zebraną z żywych, czerwonych mięsistych ust, jak i spomiędzy tych wykrzywionych okrutnym grymasem. Żniwem z ciał martwych i plonami z istniejących. I to miało jednak swoją cenę, a rosnący dług sukcesywnie wzrastał, napierając mocniej na powyginane (?) barki Magnusa. Był Atlasem, lecz całe szczęście jego ramiona nie były z kamienia; nie kruszyły się i nie pękały wzdłuż wyżłobionej szczeliny, przyjmując oraz znosząc wiele.
Dlatego nie bił w dzwon, kiedy przestrzeń została naruszona przez intruza, obca twarz automatycznie winna wywoływać wrogość; konserwatywne rodowe reguły wbijane do głowy - pokoleniu Magnusa jeszcze za pomocą pasa - nastawić przeciwko delikatnej panience, bezprawnie zajmującej uwagę mężczyzny. Rowle nie kapitulował, a dopuszczał taką koegzystencję, zbliżoną do tolerancji, do wymiany niezobowiązujących spostrzeżeń. Zawsze trafnych, celujących idealnie w punkt, pole trafienia za maksymalną ilość punktów.
-Zwłaszcza rzeczy niematerialnych - podchwycił, przerywając w pół zdania, choć zazwyczaj zachowywał tę podstawę ogłady i pozwalał kończyć to, co się zaczęło. Był zwolennikiem efektów oglądanych w pełnej okazałości, acz po ciężkim milczeniu słowa same cisnęły mu się na usta. Nie śmiał porównywać się do Louvela - retora sprawniejszego od niego pod każdym względem - acz również dźwięczał silnym głosem, nabytym pod surowym okiem ojca. Załamującym się na moment, gdy zaskoczony zwracał swe roziskrzone oczy wprost w jej tajemnicze, morskie tęczówki, ignorując uchybienie z tytułu etykiety, zafrapowany i zaciekawiony drobniutką postacią o wyraźnych poglądach.
-I turpizm-trupizm-może wzbudzać zachwyt - przytaknął lekko, obracając w swych dłoniach bażancie pióro, prowokatora całej tej rozmowy - a destrukcja ze swymi niszczycielskimi skutkami przynosi również odnowę - rzekł pewnie, a pod powiekami rysowała mu się wyraźnie wizja świata, w którym nie pozostał kamień na kamieniu. Smutny obraz, ale te gruzy i pamiątki pożogi były równocześnie fundamentami, więc finalnie chaos i opętanie zniszczeniem równoważył z położeniem pierwszej cegły pod swoje królowanie.


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   20.06.17 14:58

Uchybienia w tytulaturze miejsce miały najczęściej w wyniku niedopowiedzeń bazujących na silnym przeświadczeniu o tym, że jeżeli ktoś jest czegoś świadom, cały świat współdzieli z nim tą świadomość. Lord Rowle, Pan dworku w Cheshire, Szlachcic krwi, Arystokrata po mieczu , po kądzieli, Magnus. Nic nie rozdźwięczało przyjemnym, mocnym uderzeniem słów o pustkę pomiędzy nimi. Nie uznał za stosowne nie ufać swej wierze w jej wróżbiarskie zdolności, toteż teraz skazany był paść się na zielonej, młodej trawie uprzejmości wobec najzwyczajniejszego w świecie nieznajomego – nieznajomego, który w przeciągu kilku minut potrafił wzbudzić kilka sprzecznych uczuć, o które nie zwykła Salome się posądzać. Wtargnięcie gwałtem w jej wypowiedź zaowocowało zasznurowaniem ust i nieumyślnym, bezwiednym westchnięciem. Nosiło znamiona barbarzyńskiego entuzjazmu, który szczupłej, choć poważnej sylwetce Magnusa pasował niczym monokl ognistej jaszczurce. Salome rozpogodziła rysy twarzy, zezwalając uprzejmej neutralności objąć nad nią panowanie. Chłonęła lakoniczne mądrości mężczyzny niczym najlepszy student, głęboko w środku rozbierając je na maleńkie części i składając w taki sposób, by zrozumieć każdą ich głębię. Zgodził się z nią, co było niespodziewane zważywszy na fakt iż poglądy te były w dość dużym stopniu kontrowersyjne. W podzięce za tę uprzejmość obdarowała go promiennym, jasnym uśmiechem.
- Oczyszczeniem może być wszystko, co pozwala ujrzeć dobrze znane rzeczy i sprawy w zupełnie nowym świetle. Użytkowość staje się wtedy cechą drugorzędną, pomysłowość zaś pożądaną. – Wychowywano ją na artystkę, na długą brodę Merlina, nieobce jej były doznania zarówno zachwytu jak i obrzydzenia, piękna zaś dopatrywała się tam, gdzie inni widzieli jedynie ciemniejącą pustkę i bezkształt. W słowach nieznajomego czaił się mrok dopasowany do jej sylwetki niczym strój szyty na wymiar. Zaskoczył ją, to prawda. Wnętrze jej umysłu połaskotała słodka nadzieja na to, że nie dzieli ich stumilowa przepaść bez dna. Postąpiła lekko kroku, przecinając przestrzeń pomiędzy udrapowanymi ciemnozielonym płótnem półkami. W wiklinowym koszu o rozlanym, ciemnym obrębie wyłożone zostały długie, strojne pawie pióra o fioletowo-lazurowych oczkach i zielonkawym, przechodzącym w brudny brąz puchu tuż przy nieobrobionej jeszcze dutce. Dziecięca igraszka – były stosunkowo drogie i ich nadrzędnym celem miało być przyciąganie oczu najmłodszych barwnym, ciekawym wzorem. One nie wiedziały że pióra te były miękkie i nie starczało ich umiejętnie zaostrzyć by spełniały posługę pisarską. Wymagały stalówek, obudowy, wzmocnienia, jednak nikt im tego nie powie. Były brzydkie. Prócz wyglądu nie miały niczego. Salome pochwyciła jedno w dwa palce i uniosła, wachlując w powietrzu lekkim ruchem nadgarstka i bawiąc się gładkością falowania opierzenia. – Turpizm zaś ma wiele wymiarów i, jeżeli wolno mi wyrazić własny osąd, niekiedy nawet nie jest mi z tego tytułu przykro.
Pomna wcześniejszej uwagi odłożyła pióro lekko i wdzięcznie, chociaż wewnętrzna potrzeba kusiła ją by postąpiła inaczej. Umilkła, uważnym wzrokiem śledząc ruch palców Magnusa. Był obyty, najpewniej dobrze wykształcony i otwarty na dialog, który nie uwłaczał jego przekonaniom. Zupełnie odmienny od znanych jej kanonów i chociaż zapewne pełen złych nawyków, których nie pokazywał publicznie, napawał ją pewnym rodzajem niepokoju. Nie strachu, od którego kolana drżały zaś umysł pustoszał – nienazwanego podniecenia niepewnością tego, co jeszcze był w stanie powiedzieć, a co stało w zgodzie i z nią samą.




Anything that is
beautiful
People want to break
And you are
beautiful
I'm afraid
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   26.06.17 19:59

Okurzone pergaminy nabierały dla Rowle'a wartości galeonów skrytego w głębinach podziemnych krypt banku Gringotta, a pośród pyłu padającego z drogocennych kart, wynurzało się drobne kobiece oblicze, chwilowe centrum atencji lorda. Upstrzone drobinkami tego kurzu unoszącego się nieustannie w ciasnym wnętrzu, okolone złotą aureolą idiotycznie-romantycznie zachodzącego słońca, którego pomarańczowe płomienie przebijały się do środka przez niewielki, rozpraszający światło witraż w drzwiach. Była interesująca, była zjawiskiem, niecodziennym, omyłkowo wepchniętym do worka pełnego intruzów, podczas gdy toczona przez nich gra nosiła znamiona poufałego droczenia. Magnus podświadomie wyczuł więź: może przez szacunek do miejsca, jakie wręcz wielbił, znajdując tu swoje sanktuarium. Apollin miał własną świątynię w Delfach, zaś Rowle upajał się kadzidłami innego rodzaju, nie wywołującymi narkotycznych wizji, a nasuwających przyjemne skojarzenia z jego słabostkami. Scribbulus był jego amortencją, więc prędko tracił tu głowę, także dla eterycznych nieznajomych o sarnich oczach i ostrym języku. Zdecydowanie brzmiący głos dostarczył Magnusowi powodów do zachwytu - zamkniętych jednak w siatce o gęstym splocie. Tak samo usidlał motyle w lasach Cheshire, tak teraz zamykał drobną kobietę w swoich mocnych dłoniach. Calineczka, wdrapująca się na ramiona olbrzyma, by móc spojrzeć na krajobraz z innej, wyższej perspektywy. Mógłby pokazać jej naprawdę wiele, gdyby nie wierciła się tak zaciekle i nie uciekała, chcąc pozostać nieuchwytną za wszelką cenę.
-Niech pani zerknie na ten atrament - odparł na jakże cenną uwagę, delikatnie kiwając głową, zachęcająco, by podążyła za nim labiryntem chwiejnych, wysokich półek. Znał rozkład sklepu na pamięć i mógłby odtworzyć doskonale jego mapę - chociaż przy każdej wizycie wydawało mu się, że strategiczne punkty celowo się przemieszczają, aby utrudnić rozeznanie wśród plątaniny korytarzyków. Uchwycił w dłoń pióro, tanie, o testowym charakterze lecz solidnej stalówce, zanurzając je w przejrzystym kałamarzu dostępnym dla klientów. Niewidzialnym tuszem wykaligrafował swoje imię i nazwisko, po czym na jego brodatej twarzy wykwitł ten charakterystyczny, zadowolony uśmiech. Pusta kartka wystrzępionego papieru, uradowany mężczyzna i chyba (?) skonfundowana niewiasta. Nie chciał dłużej bawić się tym pytającym spojrzeniem, więc rozpalił ogień na końcu różdżki - cóż za banał - ujawniając sympatyczny atrament, wraz z odkryciem już dobrze znanej postaci w nowym świetle. Wziął sobie do serca rozważania nieznajomej - jest pani artystką - stwierdził krótko; wyczytał to z elfiego uśmiechu, uduchowionej mowy, zgrabnych, drobnych ruchów, gdy goniła za jego potężnymi krokami, by nie zgubić się w cieniu rzucanym przez olbrzymie półki. Stąpała jakby w powietrzu, lecz mocno, pozostawiając po sobie ciężki odcisk. Będzie zapamiętana, może jako mistrzyni, może jako feministka, którą guwernantki zaczną straszyć przyszłe pokolenia szlachcianek.
-Kierując się ku poetom, doceniam Baudelaire'a. Zbaczając ku prozie czytuję de Sade i skrajnie różnego Millera - lecz nadal budzi się zgorszenie, gdy pojawiają się ciała. Podziwiam pracę uzdrowicieli, jest piękna - przerwał na moment, marszcząc brwi, jakby zapędził się w tym wywodzie. Ratowanie życia? Zazdrościł uczucia ścigania się ze śmiercią - i pełne wydzielin, ekskrementów oraz mięsa, którymi nas wypełniono. Idąc tym tropem, eskalacja turpizmu dosięgnie cynicznego, znudzonego mordercy - stwierdził, opierając się o regał i blokując wyjście z zaciemnionej alejki. Gdzieś w oddali krzątał się staruszek a za szklaną szybą rodziny robiły wspólnie zakupy na niedzielny obiad. Szlamy pełzały po Pokątnej, podczas gdy Magnus z (przy pomocy?) obcą kobietą dochodził do fundamentalnych wniosków tworzenia pewnej ludzkiej instalacji. Przerażającej, niemoralnej, nienormalnej, ale rosnącej aż do szerokiego pojęcia sztuki, zawiązującej zgrabną pętelkę na szyi jednego mugolaka, uosabiającego je wszystkie.




Ostatnio zmieniony przez Magnus Rowle dnia 17.07.17 20:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   28.06.17 1:04

Postąpiła kroku posłusznie, zupełnie jak to powinna uczynić zważywszy na wciąż nieznany jej rozdźwięk pomiędzy ich pochodzeniem. Usłuchała milcząco lorda kierowana jego charyzmatycznym tonem i doborem słownictwa, jak urzeczona płynąc przez ciasną alejkę sklepową, omiatając sukienką regały i napęczniałe piórami kosze na podłodze. Zaciekawiona spojrzała na wskazany jej pergamin, uważnie rejestrując giętki ruch nadgarstka Magnusa i lekką zamaszystość pociągnięcia piórkiem. Chociaż nie umiała rozpoznać co zostało napisane, sprawnie oceniła jego wprawę w kreśleniu słów na pergaminie. Jeżeli kunszt mężczyzny współgrał z umiejętnościami oratorskimi, Despiau zapłonęła chęcią posiadania próbki popełnionych przez niego listów i prywatnych esejów. Potrzeba była lekka i wciąż odległa, chociaż paliła tak jak nie powinien kaprys, a długo pielęgnowane marzenie kierujące się ku ziszczeniu. Niepewna tego na co konkretnie miała zwrócić uwagę podniosła zdezorientowane spojrzenie na jego skryte w półmroku sklepiku oczy, a następnie z powrotem opuściła na pergamin. Zadziała się magia i tego była pewna, chociaż nie potrafiła wyrazić jej słowami. Magnus nie zdawał jej się płytkim, prostym komikiem o słabym żarcie i zamiłowaniu do kiepskich zagadek toteż powinszowała sobie wstrzemięźliwości przed werbalną reakcją przed tym, nim postanowił przed nią odkryć sekret swej sztuczki. Zaklęty atrament rozlał się po papierze niczym świeże skaleczenie, raniąc go słowem, które dla Salome wciąż pozbawione było znaczenia. Elementarny błąd jej braku poprawy wynikał z tego, iż nie zaznajomiła się z wyspiarskimi rodami na tyle dobrze, by jedynie na wydźwięk ich dziedzictwa kłaść po sobie uszy i giąć się w pokłonach. Dystans dzielący ją i mężczyznę nasiąknął afrontem jaki nieświadomie popełniła. Pomimo wszystko wyraz jej twarzy nie skrywał znudzenia czy też zawodu; figiel Magnusa nie pozostał jej obojętny, wywołując prawie nieuchwytne zwężenie źrenic i delikatny, przyjemny uśmiech kuguchara zasadzającego się na magiczną myszkę.
- Byłam, jeżeli wolno mi tak stwierdzić. – W sercu wciąż pozostawała oddana sztuce, zwłaszcza po doświadczeniu emocji, jakie wzbudziło w niej lustro historii Hogwartu. Wciąż w pamięci miała żywy obraz, który była w stanie dotknąć i który wycisnął znamię na jej lekko już zakurzonym poczuciu estetyki. Przecież jednak porzuciła to dla magicznych zwierząt, którym ślubowała oddanie większe niż mężowi w przyszłości. Była pewna swej decyzji, zakochując się w żywych, choć nieludzkich istnieniach każdorazowo od nowa i żywiąc do nich większą niż do ludzi sympatię. Dlaczego więc poczuła maleńkie, słabe ukłucie żalu i wstydu, gdy sprostowała jego teorię? Wrócona do przeszłości podjęłaby przecież te same kroki. – Miller jest mi bliski niestety jedynie z tytułu poruszających akwareli, nie literackiego kunsztu. Baudelaire zaś, jeżeli się nie mylę, opierał się na łączeniu elementów, które innym jeszcze nie przyszły do głowy. Odnajdywał piękno w zmianie, co jest zarazem słuszne i zadziwiające. Nasycenie estetyką bowiem zależy od poziomu, z którego podziwia się jej przedstawienie. Otwartość umysłu gorszy jedynie tych, którzy pozostają zamknięci w bezpiecznym kokonie konserwatyzmu pozwalającego im czuć się na stałe osadzonymi w rzeczywistości. Dzieci na ten przykład, których umysłu nie dosięgnęło jeszcze wychowanie są pełne ciekawości nawet wtedy, gdy wedle opinii dorosłych winny czuć przerażenie i wstręt.
Ktoś wszedł. Nim zdążyła zauważyć, obcy człowiek (być może szlachetny lord czystej krwi i majętnej sakiewki, a być może nieznany nikomu mugolak o niepewnym pochodzeniu) wlał się w dzieloną pomiędzy nimi przestrzeń miękko niczym miód w ciepłą herbatę. Nie była na to gotowa, skupiona na Magnusie i jego pięknych słowach bardziej niż powinna. Podniosła wzrok na intruza, zaś w jej oczach przez chwilę kłębiło się przerażenie pomieszanie z zaskoczeniem, nie zdawała sobie bowiem sprawy jak mocno zatraciła się w uprzejmej konwersacji z mężczyzną, którego twarzy nie widziała bardziej skupiając się na ruchu rąk i warg skrytych za okiełznaną burzą zarostu. Jednak tak szybko, jak ich spokój został zakłócony, przywrócona została także harmonia. Najwidoczniej miał on w sobie więcej ogłady niż ona i postanowił nie kaleczyć bardziej niż to już uczynił sacrum, którego nieświadomie został świadkiem. Chwała Merlinowi; Salome poczuła się w pewnym stopniu speszona niczym mała dziewczynka przyłapana na kradzieży ciastek przed obiadem. Chociaż była świadoma faktu, że nie czyniła niczego zdrożnego, bowiem aluzje jakie się pomiędzy nią a Magnusem zalęgły były nietrwałe i już zwietrzałe, poczuła fałszywe uczucie gorąca bijącego od policzków. Dyskretnie zerknęła w zakurzone srebro inkrustowane zaśniedziałymi kwiatami, w jakie zmyślny sprzedawca wtłoczył całe zastępy stalówek o ostrych dziobach i pięknie zdobionych licach. Nie myliła się; złudne uczucie rumieńca tkwiło jedynie w jej głowie, pozostawiając postać nietkniętą i naznaczoną jedynie wspomnieniem chwilowego skonfundowania, jak gdyby dopiero co obudziła się z rzuconego na nią dyskretnie imperiusa. Wtedy też zauważyła pułapkę, jaką zastawił na nią Magnus i przechyliła głowę zastanawiając się, co z faktem ciężaru tej wiedzy począć. Nie czuła niebezpieczeństwa, chociaż gest (być może nieświadomy, a być może zamierzony) budził wspomnienie demonów, jakie gnębiły ją w przeszłości. Zupełnie jak Apollinare przypadkowo wprowadzający ją w chwilowy stan niecelowego spetryfikowania; i teraz oddech jej spłycił się ledwo zauważalnie, zaś cała sylwetka stężała, wciąż jednak pozostając skryta za ciekawością i podnieceniem tym, co jeszcze mogło nastąpić. Stawiła czoło strachowi i wyszła z tej bitwy zwycięsko, wspierana fundamentem zaufania, jakie zdobył Rowle dzięki swym poglądom. Dlatego mogła być pełna wyzwania dla tego, co teraz zamierzał i dlatego nie wycofała się ni kroku, chociaż na jej ciało naciskały niewidzialne dłonie, gniotąc brzuch w potrzebie wtulenia się w kompozycję za nią. Była twarda niczym Valkyrie, chociaż pokora jaką wpoiła w nią Gloria nie umykała przepędzana feministycznymi dążeniami. Salome była im bliska niczym nieśmiałek przywdzianiu szat galowych. Nie wyryje się w kartach historii jako bojowniczka za sprawę niczyją, poza swoją własną.




Anything that is
beautiful
People want to break
And you are
beautiful
I'm afraid
Powrót do góry Go down
 

Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17