Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   26.03.15 20:13

First topic message reminder :

Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Scribbulus to ciasny sklepik z artykułami papierniczymi. Sprawia niegościnne wrażenie z powodu ciemnej, ogołoconej wystawy, lecz kiedy wejdzie się do środka... Czuje się magię, która tak jak wszechobecny kurz przesyca powietrze, starego sprzedawcę, a także klientów, tchnąc w nich dodatkową porcję niezwykłości. W sklepiku można kupić pióra - od najzwyklejszych, gęsich, przez luksusowe orle, aż po nowinki techniczne - samopiszące, samosprawdzające oraz najbardziej pożądane przez studentów Hogwartu: samoodpowiadające. Oprócz tego, dostępny tam jest wybór atramentu (zwykły, kolorowy, zmieniający barwę podczas notowania, pachnący jak ulubione owoce piszącego), ozdobne kałamarze, pergamin (zwykły lub z papieru czerpanego), notesy i eleganckie dzienniki oprawione w smoczą skórę. Scribbulus oferuje ponadto przyciski do papieru, pieczęci (wykonywane na specjalne zlecenie), lak, a nawet takie towary, jak sztuczne łzy... przydatne przy dekorowaniu listu do kochanki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   13.07.17 21:21

Jak harmonijka zwijały się mimiczne zmarszczki na skupionym, poważnym obliczu Magnusa rozświetlonym dygoczącym, słabym promieniem wysokiej, acz dopalającej się świecy. Niesymetryczna krzywa przecinała wąskie wargi, wyginające się lekko ku górze, bruździła głęboką wyrwę w czole, uwydatniała ostre kości policzkowe, zdradliwie barwione wypiekami. Ekscentryczna rozrywka zblazowanego szlachcica nosiła w sobie znamiona drobnego żartu, aczkolwiek nie kładł jeszcze towarzyszącej mu damy pokotem, uroczystą celebrację pozostawiając sobie na później. Nie tyle obchodził się smakiem, ile zamierzał dłużej delektować się niedopowiedzeniami oraz swą nieodpowiedzialnością, zazwyczaj szczelnie opakowaną w tytanowe więzy. Drgał między słowami jak motyl, tuż przed przyszpileniem szpilką o złotej główce - wyczuwając unieruchomienie na wieki? - lecz pewien swej niezależności, kpił z drobnych konwenansów, pławiąc się tym razem w rozkosznej niewiedzy. Ta, którą zazwyczaj tępił ostro, niczym najgorszego rodzaju szkodnika, przysługiwała mu się na tyle, by rad pozwolił obmywać się falami delikatnej fascynacji. Rodzącej się w czystym umyśle od samego początku obyczajowej przygody: nieprawidłowo wygięty nadgarstek oraz nieznacznie zgięta lotka aksamitnego pióra idealnie skupiały rozproszoną uwagę zadumanego arystokraty, naprowadzając niespokojne myśli na rzeczy przyziemne. Proste. Uwiązanie do codzienności mierziło, lecz powroty do świata zwykłych problemów zdawało się Magnusowi przyjemnym spacerem po leśnym poszyciu, gdy pozostałe ścieżki wiodły przez spaloną pustynię. Magiczny atrament wsiąkał w pergamin, pokrywając go wybroczynami pełnymi chwały; był zarazem dumny i obojętny, przywykły do nimbu otaczającego go aureolą za samo istnienie. Niegdyś zawalczył sobie o nie, nie czując się absolutnie złotym dzieckiem, więc mógł łagodnie oceniać skąpaną w tej nieprzejrzystej poświacie kurzu nieznajomej kobiecie, mącącej mu w głowie dłużej, niż przewidywał.
-Jesteś - poprawił ją nonszalancko, nie poświęcając już więcej czasu na dokładniejsze jej oględziny. Upstrzona magiczną farbą szata nie dawała wcale poglądu na to, jaką melodią naprawdę grała dusza, a drobniutka brunetka i takk była dla niego od tej pory szaloną synestezją władczej muzyki Wagnera z ulotnymi kompozycjami bezkształtnych plam Degasa - nieszlifowany talent może rdzewieje, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by na powrót zabłysnął - rzekł, wzruszając lekceważąco ramionami, bo nie poddawał swych racji wątpliwościom, uznając dyskusję za zbędną - i tak idzie o ciebie, nie o produkty - dodał, kończąco, podkreślając marną rolę wytworów szalonych twórców. Skupiał się na ludziach i mimo doceniania rzeczy martwych, swoją atencję kierował gdzie indziej. Ku wysoko zadartym głowom lub przygarbionym ramionom, noszącym znamiona pracy. Tej fizycznej i tej nad sobą, bliskiej Magnusowi, zdolnego do zajeżdżenia samego siebie we własnym, chorobliwym już perfekcjonizmie.
-Nie zaimponujesz mi wiedzą - skonfrontował, ucinając wartki potok słów dobranych najstaranniej, jakby były bukietem kwiatów, który właśnie wyszedł spod zręcznej ręki najlepszej florystki. Już to zrobiłaś, Siofra, nie musisz plątać się dalej, błąkać się po rejonach koneserów, udowadniając kobiecą wrażliwość, wartość, stawiać mi czoła w tej dyskusji, która nie jest przecież uliczną walką na pięści. Promyk inteligencji nie zabijał pociągającej kobiecości, przyciągającej Rowle'a nierówną grawitacją; zrzucał winę na biegun inności, jarzący się dookoła brunetki niespokojną aurą - możesz za to mówić o nieistniejących malarzach, o wymyślonych książkach. O niezamkniętej w szczelnej klatce percepcji też - pozwolił wspaniałomyślnie, przekazując prosty, werbalny komunikat: polubił jej głos. Dźwięczny ton, rozchodzący się falami w zamkniętej przestrzeni, obecnie cały jego, zakleszczony między twardymi półkami a twardym ciałem, blokującym alejkę z jedynym źródłem światła. Nie obchodził go sens, totalnie zatracony w momencie zapomnienia. Ćmienie eleganckiej fajki mijało się z celem, nie zamierzał pozbywać się utrapień unoszących się na powierzchni, właśnie z nich czerpiąc zadziwiającą satysfakcję, kołysaną irracjonalnym niepokojem o właściwe prowadzenie się. Zabawne, bo należał przecież do dumnego rodzaju męskiego, szumnie oznajmiającego światu przywileje oraz należności - a czym była igraszka z obcą panienką, czarowaną w toku wariackiej, egzystencjalnej konwersacji.
-Do zobaczenia - pożegnał się czule, przybliżając się do wątłej sylwetki i dużą dłonią sięgając ku skręconemu, ciemnemu kosmykowi opadającemu niesfornie na ramię. Założył go za ucho domniemanej artystki, swobodnie wyszarpując szarfę zawiązaną w pasie jej sukienki. Lubił trofea, z tym będzie wiązać całkiem przyjemne myśli. O kobiecie, która pobudziła jego wyobraźnię, o kobiecie, z którą zapragnął się upić. Bez konsekwencji, bez złudzeń.

|zt Magnus


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   15.07.17 3:24

Nie odezwała się ani słowem na jego wtrącenie – nie skonfrontowała poglądów, będąc daleką od uznania ich za swoje własne. W świecie w którym żyli każdy miał jakieś prawa do własnego zdania, największe zaś do zatrzymania go tylko i wyłącznie dla siebie, by niepotrzebnie nie osłabiać nim woli innych. Nie zrobiła tego pewna, że nie zrozumiałby co ma mu do powiedzenia. Nie obrażała go, nie twierdziła że jest na to zbyt trywialny i niepojętny. Wręcz przeciwnie – już jedynie gesty zaskakiwały ją każdorazowo, czyniąc słowom podporę na której te opierały się niczym na najdroższym atłasie ścielącym ich łoża. To ona, chociaż nikt nie powiedział tego na głos, była osobą, która uchodzić mogła za przypadkowo wrzuconego w towarzystwo wozaka. Pomimo to aż kipiała chęcią starcia bezpodstawnej pewności siebie. Ona straciła swoją już dawno temu, wyplenioną przez obowiązek koegzystencji. Nie cierpiała z tego powodu; powolutku kiełkująca samoakceptacja budziła się leniwie, roztaczając w jej głowie woń mokrego futra przemieszaną z ciężkim, kwiatowym dodatkiem paczuli. Była – doskonałe podsumowanie tego, jak na siebie patrzyła i chociaż nie było w tym fałszywej skromności, podświadomie czuła iż nie byłoby to dobrze przyjęte. Dlatego spolegliwie ugryzła się w język nim potrzeba wyprowadzenia towarzysza z błędu w ogóle narodziła się w jej głowie. Była tylko kobietą i jej niezbywalnym prawem był krytycyzm pozwalający jej cicho stać u boku tych, którzy sprawowali rzeczywistą władzę nad historią.
- Nie jest i nigdy nie było to moim celem. – Pochyliła czoło w lekkim, prawie dystyngowanym dygnięciu arystokratki bez rodowodu i wspaniałego łańcucha przodków. Uznawała jego wyższość w tej kwestii, odnajdując się jako nieporadną, wciąż błądzącą po omacku małą dziewczynkę, która decydowała się na operowanie trudnymi stwierdzeniami nie do końca pojmując ich przeznaczenie. Nie musiał jej tego mówić, bo chociaż porażka na tym polu nie miała gorzko-kwaśnego posmaku niedojrzałych owoców, równie długo utrzymywała się na języku. Niczym wspomnienie kłamstwa rozbitego o mur wątpliwości. Jednakże Salome nie kładła po sobie uszu, wycofując się w cień zapomnienia. Chociaż nie udało jej się sięgnąć laurowego wieńca, nie musiała wstydzić się zaszczytnego, drugiego miejsca. Krasomówcze zmagania jakich się podjęła napełniały ją wciąż i od nowa drżącym odczuciem podniecenia i satysfakcji. Były tym, czego brakowało jej po ostatnich konfrontacjach z rzeczywistością, za co wdzięczna była po stokroć. Bajka przędzona złotymi nićmi, które delikatnie osnuwały jej umysł i dla niej była ucieczką. Bardziej trywialną, zmysłową pogonią za białym królikiem, którego do tej pory jej odmawiano.
Jej twarz ponownie rozjaśnił przyjemny, nienachalny uśmiech. Komplement wprawnie skryty pod wypowiedzią nadawał jej nowego, odmiennego charakteru. Gdyby go nie wyłapała, mogłaby się poczuć urażona sprowadzeniem do bajdurzenia. Miała już pewne doświadczenie w bajaniu o nieprawdzie – och- czyżby się zorientował? Czyżby nieumyślnie wepchnęła gdzieś źle splecione słowo, dając jego spostrzegawczości pożywkę dla domysłów? Nie była w stanie przeanalizować wszystkiego. Nie była też nawet bliska skruchy za to, czego właśnie się podejmowała. Po raz wtóry dygnęła lekko głową, nawet nie wprawiając w ruch kolan. Dziękowała za uznanie i nie wymagało to z jej strony ani jednego, zbędnego już słowa.
Zbyt późno zauważyła zmianę w otoczeniu. Skurczenie się odległości jaka ich dzieliła było płynne i naturalne, zupełnie jakby dążyli do tego przez całą swoją krótką, uprzejmą rozmowę. Pomimo jednak iskierki nieracjonalnego zaufania jakim obdarzyła Magnusa, spięła się cała gdy ten sięgnął ręką ku jej sylwetce. Nie było tego na pierwszy rzut oka widać. Nie sposób bowiem odgadnąć o czym myśli zaklęta w kamień statuetka. To w jej oczach, w jej spłoszonym spojrzeniu czaiła się cała feeria obaw, niemej paniki i nawracających wspomnień. Był mężczyzną i był stanowczo zbyt blisko. Blisko na tyle, na ile nie mógł sobie pozwolić nikt wcześniej, nikt później i nikt w chwili obecnej – nawet on. Wstrzymała oddech, jej zamierająca w bezruchu pierś nie poddała się nawet drżeniu, jakie objęło jej dłonie. Miękkim szelestem zsuwający się z niej kawałek materiału miał w sobie tyle siły, by zachwiać jej ciałem. Dopiero wtedy obudziła się z głuchego letargu. Usłyszała pożegnanie, jednak nie potrafiła znaleźć słów odpowiednich na stosowną odpowiedź. Och, jakże pragnęła to doznanie przedłużyć. Miała swoje sprawy, którymi winna się zająć nim powróci do domu i w chwili obecnej stawało jej się to nieznośną, pokraczną zmorą obrośniętą czarnym listowiem postrzępionych piór. Kierowana tylko potrzebą minimalnego chociaż czerpania przyjemności z kontaktu pochwyciła za koniuszek kradzionej jej gwałtem godności. Nie ukrywała iż nie było jej to dotychczas znane. Pomimo wszystko więcej było w niej cichego przyzwolenia na swawolę niż chęci do działania. Pokonawszy odrętwienie uniosła wzrok na oczy lorda, częstując się z rozkoszą ich chłodnym blaskiem. Milczała i trwało to jedynie kilka sekund, nim skapitulowała, wpuszczając materiał z dłoni. Całkowicie należał on teraz do Magnusa, nie mogła temu zaprzeczyć. Pozwalała mu odejść chociaż pełna była potrzeby zatrzaśnięcia przed nim drzwi. Nim jednak ten przekroczył próg, co dłużyło się ku jej radości stukrotnie bardziej niż powinno, karmiona kaprysem zostawienia po sobie większego śladu odcisnęła lekkim niczym muśnięcie skrzydeł ważki pocałunkiem w powietrzu: - Despiau – po czym ciszej, nie będąc pewna czy w ogóle to usłyszy, ani czy zwracał jeszcze uwagę na cokolwiek dodała: - Salome.
Została sama, lecz nie bawiła tam długo. Z grymasem nieszczęścia i zawodu malującym się w każdym jej geście skosztowała miękkości lotek na dłoni, po czym, nie kupując niczego, cicho wyszła, skręcając z odmiennym niż mężczyzna kierunku. Cięższa o poczucie straty, jakiej niewątpliwie właśnie doświadczyła.

/zt Salome




make me
believe
Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Scribbulus - artykuły piśmiennicze   07.01.18 21:20

Zbierała kawałki siebie. Powoli, dokładnie, starannie; z cierpliwością, o którą jeszcze nie tak dawno temu nawet nie śmiałaby się podejrzewać. To był jeden z powodów, dla którego zdecydowała, że musi ułożyć siebie od nowa, zanim to wszystko potoczy się za daleko- zanim już całkowicie przestanie poznawać siebie, prawdziwą? siebie w podejmowanych decyzjach i w odbiciu w lustrze. Z każdym dniem od tamtego nieszczęsnego dnia w Mungu dostrzegała w sobie coś nowego, coś, czego nie poznawała i nie chciała rozumieć. Mogła kłamać i okłamywać innych, chociaż w tym aspekcie była przecież perfekcyjna- ale nie mogła okłamać samej siebie.
Dlatego musiała się odciąć od tego, co nigdy nie powinno było się zdarzyć. Odciąć, oderwać, wyrwać razem z korzeniami to, co wyrosło z niej zupełnie nieoczekiwanie i całkowicie wbrew jej woli; wykorzenić wspomnienia, które sprawiały, że się wahała, opuszczając postawione wiele lat temu zapory, że pozwalała sobie wychylać nieśmiało zza codziennej, uwierającej twarz maski. Znała ten schemat. Sama wszakże nie tak dawno temu pogardliwym śmiechem kwitowała wieści o kolejnych pannach z dobrych rodów, które znikały nagle, porwane nagłym przypływem namiętności, i które wyrzekały się swojego nazwiska w imię czegoś, co nazywały miłością. W tym świecie jednak nie było przecież miejsca na miłość- był tylko obowiązek i duma, i dobre imię, które należało chronić za wszelką cenę.
Dlatego, grzebiąc w swojej głowie Samuela Skamandra, powtarzała samej sobie, że postępowała dobrze tak długo, aż prawie zaczęła w to wierzyć.
Składała więc nową, silniejszą wersję siebie po kawałku. Usunąwszy wadliwy element, stopniowo odnajdywała miejsce dla tych właściwych. Podwoiła wysiłki pracy w Ministerstwie, kwitując czymś na kształt zadowolenia wyrazy uznania przełożonych; rozesłała uprzejme zaproszenia na podwieczorek i herbatę do kilku zaprzyjaźnionych młodych lady, powracając do kręgu ich zainteresowania; powróciła też do alchemii, pozwalając chłodnemu skupieniu towarzyszącemu jej przy pracy wyprzeć z głowy natłok zgromadzonych tam zbędnie myśli. Do spisywania ingrediencji potrzebowała jednak piór, po które, tknięta dziwnym przeczuciem, postanowiła wybrać się sama, zamiast zwyczajowo posłać po nie którąś z przestraszonych wiecznie skrzatek domowych. Kupiła cały tuzin, snobistycznie przyzwyczajona do wydawania pieniędzy z taką rozrzutnością, jakiej tylko mogła zapragnąć- posłała sklepikarzowi skąpy, chłodny uśmiech, przyjmując drżące skinienie jego głowy jako odpowiedź. Tuż po tym, jak ją pożegnał, zniknął zresztą gdzieś na zapleczu sklepu, pozwalając jej na staranne, choć niecierpliwe spakowanie nabytku i skierowanie kroków ku wyjściu.
Zniknął więc, jak się okazało, w idealnym momencie, aby uniknąć nadchodzącej burzy.
Natychmiast dostrzegła go kątem oka; była wszakże przyzwyczajona do bacznej obserwacji otoczenia, ciągłej gotowości na reakcję, do łapania podążających za nią spojrzeń. Zresztą, o ironio, nawet pomimo tego, że zakopała go na samym dnie całej sterty wspomnień, to właśnie on z największą łatwością wypływał na jej wierzch, kiedy tylko pozwoliła sobie na chwilową utratę kontroli. Nie zatrzymała się jednak, natychmiast lodowaciejąc w duchu i jeżąc się jak kotka w przypływie nagłej elektryzującej wściekłości. Nie był godzien jej uwagi; nie był, na Merlina, nawet, jeśli kiedyś popełniła błąd, myśląc inaczej. Wtedy była naiwna i głupia, jednak tamtej dziewczyny już nie było. Zniknęła, zastąpiona nową, lepszą, prawidłową wersją samej siebie- a przynajmniej tak właśnie powtarzała sobie w myślach Ulla, sięgając klamki i szarpiąc nią bezskutecznie w próbie otworzenia drzwi, które nawet nie drgnęły. Zacisnęła wargi, czując, jak bicie serca przyspieszyło nagle w ataku paniki. Ponownie złapała za klamkę, próbując przełknąć gorzki smak upokorzenia, i pociągnęła za nią raz jeszcze, tym razem bardziej zdecydowanie. Drzwi jednak nie drgnęły nawet, śmiejąc się jej szyderczo prosto w twarz. Zacisnęła zęby, próbując dyskretnie rozejrzeć się po sklepowym wnętrzu- nie licząc ich dwojga, było zupełnie puste.
Być może było to sprawą anomalii, a być może to tylko los postanowił zakpić z niej po raz kolejny w momencie, kiedy spodziewała się tego najmniej. Jedno było pewne- została tu uwięziona z kimś, kogo w tym momencie nienawidziła z całych sił, i nie zanosiło się na to, żeby jakikolwiek rycerz postanowił nagle zmaterializować się gdzieś koło sterty piór i uratować ją z duszącej atmosfery pomieszczenia.
-Cokolwiek masz do powiedzenia- Wycedziła powoli, lodowato, odsuwając się o pół kroku o drzwi i zakładając ręce na piersi.- Nie chcę tego słyszeć.
W końcu od zawsze kłamała doskonale.




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
 

Scribbulus - artykuły piśmiennicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18