Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala Planet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala Planet   28.04.16 21:48

Sala Planet

Nazwana tak nieco na wyrost, prawdziwa Sala Planet jest tylko jedna i mieści się w Departamencie Tajemnic Ministerstwa Magii. W Wieży Astrologów znajduje się jednak miniaturowe muzeum powiązane z dziedziną kosmosu, w którym można podziwiać drobne eksponaty dotyczące globu ziemskiego - i nie tylko. Choć krążą wśród nich głównie zwiedzający, od komnaty prowadzą również korytarze wiodące do bardziej prywatnych komnat pracowników obserwatorium.


Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala Planet   02.04.17 23:05

| kiedyś w kwietniu

Pan Bruhn był tego typu człowiekiem, z którym wolałabym nie mieć do czynienia. Chyba głównie z tego powodu, że był zwyczajnie brzydki. Wielki brzuch sterczał mu śmiesznie, a szata opinała mu się na nim na tyle elegancko, na ile możliwie to było przy takiej sylwetce - czyli nie za bardzo. Gdyby chociaż miał więcej włosów na głowie! Ale nie. Kto wie, może był jedną z tych osób, które lubili się takimi, jakimi były? W każdym razie, nie można mu było odmówić wysokiej pozycji, bo mimo niezbyt poważnego wyglądu, wszyscy byli dla niego mili i spełniali jego życzenia. Wychodziło więc na to, że ja również. Nie zdziwiłam się wcale, że to akurat ja wpadłam mu w oko i stwierdził, że chętnie spędziłby w moich towarzystwie czas jaki pozostał do obiadu, ale ciężko powiedzieć, abym była z tego powodu zadowolona.
Dosyć łatwo odkryłam, że pan Bruhn szaleje za astronomią, więc załatwiłam nam wycieczkę do wieży astrologów. Miałam nadzieję, że mężczyzna tak się zafascynuje tym, co zobaczy, że będzie dużo opowiadać, a ja wystarczy, bym mu potakiwała. Przefiukaliśmy się od razu do środka wieży, toteż nie mógł zobaczyć, jak pięknie wygląda od zewnątrz. Ale może to i dobrze? Oszczędziło mi to słów zachwytu, które potrafiły być irytujące, nawet jeśli lubiłam pokazywać obcokrajowcom, jakie piękne rzeczy mamy w Anglii. Zdecydowanie jednak wolałam towarzystwo Francuzów, byli tacy... jakby bardziej beztroscy i mniej trzymający się zasad, czego na pewno nie można było powiedzieć o Niemcach. Zadziwiające, skoro ich kraje znajdowały się tuż obok siebie. W obecnych sytuacjach mogłam się cieszyć, że jacykolwiek goście zza granicy chcieli pojawiać się w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Zdawało się, że z każdym tygodniem jest ich mniej, a chodziły słuchy, że niebawem nie będzie wcale. Dlatego przybrałam na usta uśmiech i byłam miła dla pana Bruhna jak wszyscy.
- Najpierw obejrzymy Salę Planet, jest tam wiele ciekawych eksponatów, a potem może zechciałby pan zobaczyć mapę nieba? - spytałam czy mu się podoba taki plan, oczywiście z entuzjazmem przytaknął. W pomieszczeniu rzeczywiście było mnóstwo planet, jak to sugerowała nazwa, a ja pewnie nawet nie pamiętałam nazw połowy z nich. Wolałam nawet nie próbować sobie przypominać, żeby nie okazało się jak dużo szkolnej wiedzy gdzieś uleciało. Zagadałam pana Bruhna, żeby o wszystkim opowiadał. Szybko zaczął snuć opowieści, dotykając przy tym prawie każdej magicznej planety. Na tabliczce niedaleko wyraźnie było napisane, żeby nie dotykać eksponatów, ale co zrobić, skoro miałam przed sobą tak ważnego pana Bruhna?


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala Planet   03.04.17 18:26

18 kwietnia
Jayden bywał ostatnio dość często w Wieży Astrologów. Dość często zważywszy na to, że przez ostatnie miesiące nie ruszał się nigdzie indziej jak na linii Hogsmeade a Hogwart. Szczególnie było to związane z jego nowym urządzeniem, które budował od jakiegoś czasu. Wiedział, że to już kwestia dni, może nawet jednego dnia!, by je zakończył i wypróbował. Ciągle konsultował się z Asparezem i jego pobratymcami. Centaury były wielkim źródłem astronomicznym. Jeden z nich był jego wyjątkowym przyjacielem i posiadał wiedzę, która wykraczała nawet poza standard ich gatunku. Był starszy od wszystkich, ale wcale nie był przez to słabszy. Wręcz odwrotnie. To właśnie on najczęściej odszukiwał Vane'a i pomagał mu wrócić do zamku na czas, gdy profesor gubił się w Zakazanym Lesie podczas bezgwiezdnych nocy. Często Jayden w ogóle nie zaglądał do swojego domu w Hogsmeade. Nie miał na to czasu, spędzając całe nocy w lesie na obserwacjach i rozmowach z magicznymi stworzeniami. Kto mógł go za to obwiniać? W końcu każda chwila spędzona na badaniu ciał niebieskich była niesamowitą łaską. Szczególnie dla takiego pasjonata jak właśnie pan profesor. To właśnie miłość do kosmosu sprawiła, że JJ nie ruszał się nigdzie dalej poza okręg Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, jednak niedawno kilka dni wcześniej przybył do Wieży Astrologów, by zobaczyć narodziny gwiazdy, a teraz potrzebował kilku notatek uzupełniających związanych z ostatnimi poprawkami do jego torquetum. Jeden z jego mentorów miał akurat chwilę, by przyjąć dawnego pracownika i przy okazji opowiedzieć o swoich obserwacjach, które prowadził przez ostatni czas. Oczywiście gdy spotkało się dwóch astronomów, czas nie istniał. W sumie szczęśliwi czasu nie liczą, a to powiedzenie było niezwykle adekwatne w stosunku do Jaydena. Był jedną z takich postaci, które potrafiły cieszyć się ze wszystkiego, nawet najdrobniejszego momentu, który mógł dla innych pozostać niezauważony lub został wzięty za błahy. Vane nigdy nie tracił humoru, co poniekąd wykorzystywali jego znajomi, gdy uwierało ich przygnębienie. Czy był lepszy sposób na polepszenie sobie nastroju jak pobyć u boku kogoś, kto potrafił z każdej sytuacji wyciągnąć pozytywy, a przy okazji sprawić, że zapominało się o problemach? Tym sposobem był naprawdę lubianą osobistością. Wrodzona łatwość do nawiązywaniu nowych znajomości tylko to ułatwiała. I chociaż trudno było się z nim rozstać spotkanie z dawnym nauczycielem musiało zostać zakończone, dlatego JJ dość niechętnie musiał kierować się do wyjścia. Ale nie dotarł do niego.
- Proszę nie dotykać naszych urządzeń! - wykrzyknął ktoś, kto brzmiał na starszą panią Bones. Jayden zmarszczył brwi i cofnął się z korytarza z powrotem, tylko tym razem skierował się w stronę Sali Planet, która wyglądała naprawdę wspaniale, ale w niczym nie dorównywała jego sali od astronomii w Hogwarcie. Oczywiście jak się spodziewał pomieszczenie nie było puste. Znajdowała się tam portierka stojąca pomiędzy jakimś dość puszystym mężczyzną, a wyposażeniem sali. Do tego nieco z boku stała młoda kobieta wyglądająca jakby chciała właśnie zapanować nad rosnącą katastrofą. Nawet jeden przedstawiciel płci brzydkiej mógłby z łatwością poradzić sobie z dwójką kobiet, dlatego Jay wszedł głębiej, kierując się w ich stronę.
- Co się dzieje, pani Bones? - spytał lekko, trzymając dłonie w kieszeniach spodni i z uśmiechem, przenosząc spojrzenie od jednego do drugiego. A nawet i trzeciego. Na blondynce zatrzymał na chwilę wzrok i ponownie wrócił do pracownicy Wieży Astrologów, która była naprawdę wzburzona.
- Ten jegomość chciał ukraść nasze planety, profesorze Vane! - wybuchła bardzo poruszona i przytuliła do siebie Marsa, którego trzymała w dłoniach. Jay uniósł brwi zaciekawiony tym całym zajściem. Pani Bones nie była panikarą, ale ten pan wyglądał na obcokrajowca. Może nie do końca rozumiał. że nie można było mu dotykać eksponatów?
- To na pewno jakieś nieporozumienie - zaoponował i zwrócił się do nieznajomego. - Prawda, panie...?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala Planet   03.04.17 23:49

Gdybym wiedziała co zaraz zacznie się dziać, na pewno nie pozwoliłabym, żeby pan Bruhn tak sobie dotykał maleńkich planet. Co za wstyd! W końcu byłam za niego poniekąd odpowiedzialna, przecież nie mógł wiedzieć co tam był napisane na tabliczce, w końcu po co przedstawiciel niemieckiego Ministerstwa Magii miałby uczyć się angielskiego? Było w tym parę pozytywnych stron, chociażby to, że nie rozumiał co wykrzykiwała ta okropna pani Bones.
Czułam się trochę tak, jakby wcale mnie tutaj nie było, a wszystko działo się jak w przedstawieniu - zupełnie bez mojego udziału. Pani Bones krzyczała, pan Bruhn patrzył zdziwiony i nie wiedział o co chodzi, a do sali przyszedł jeszcze jakiś mężczyzna, wydawał się być opanowany, co dobrze świadczyło całej sytuacji.
Pan Bruhn nie zrozumiał za bardzo co Jayden do niego powiedział, ale wychwycił, że ten pytał go kim jest, więc się przedstawił, po czym nastąpiło mnóstwo niemieckich słów. Słowa całe szczęście były spokojne, bo nie wiedział co przed chwilą nawygadywano na jego temat.
- Pan Bruhn jest przedstawicielem niemieckiego Ministerstwa Magii - ocknęłam się i pośpieszyłam z wyjaśnieniami, mając nadzieję, że takie określenie jego pozycji sprawi, że kobieta przestanie się unosić. Nie był w końcu byle mugolakiem (a przynajmniej tak przypuszczałam), żeby tak się w stosunku do niego zachowywać. - I nie życzy sobie, aby oskarżano go o kradzież. - Czegoś takiego akurat nie powiedział, ale nie szkodziło, żeby podkreślić absurdalność takich twierdzeń. Czy gdyby przyszło tutaj dziecko i zwyczajnie dotknęło, bo było ciekawe, również zareagowałaby w ten sposób? A z obcokrajowcami, którzy ze swoją barierą językową wielu rzeczy nie rozumieli, właśnie często można było poczuć się jak z dziećmi.  
- To rzeczywiście było nieporozumienie - odpowiedziałam, jako że sam zapytany nie udzielił odpowiedzi. Zwróciłam się trochę uprzejmiej do Vane'a, w którym dzięki krzykom Jones rozpoznałam profesora z Hogwartu. Patrząc na to w jaki sposób się zachowywał, wydawało się, że jego postawa niespecjalnie zmieniła się od tej, jaką zapamiętałam ze szkoły. Nadal był tak samo uśmiechnięty, chociaż to już był prawdziwy świat, a nie bezpieczne mury zamku.
Tymczasem niemiecki przedstawiciel, najwidoczniej stwierdził, że rozmowa go nie dotyczy, bo zafascynowany znowu podszedł do jakiejś wystawy (obdarzył wcześniej panią Jones miłym uśmiechem), by podziwiać lewitujący układ słoneczny. Nie patrzyłam w tamtą stronę aż do momentu, kiedy coś stuknęło... a potem jeszcze raz, jeszcze jeden, wszystkie planety pospadały, ludzkie palce najwidoczniej przerwały czar lewitacji. Pan Bruhn natomiast patrzył z przerażeniem raz na ten bałagan, raz na swoje czerwone palce, bo słońce, jak się okazało, było gorące zupełnie jak ogień. Zaraz zaczął wszystkich po niemiecku przepraszać, podeszłam jednak do niego, żeby go uspokoić.
- Nic się nie stało, na pewno wszystko da się naprawić - powiedziałam w jego języku. Merlinie, a mogłam go zabrać do teatru, albo po prostu do parku. Mimo swoich zapewnień, spojrzałam trochę niepewnie na resztę zebranych, pewna, że Bones zaraz wpadnie w szał.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala Planet   04.04.17 20:25

Nie przypominał sobie, że specjalnie ktoś przejmował się faktem, że planety w Wieży Astrologów były namiętnie dotykane przez gości. Przecież jeśli się popsują, zawsze można machnąć różdżką i złożyć je w całość ponownie, czyż nie? Nigdy nie był specjalnie skomplikowanym człowiekiem, a jego podejście do życia było równe charakterowi astronoma. Magia wiele rzeczy ułatwiała jak chociażby nawet sprzątanie czy ponowne łączenie rozłamanych kawałków. Jego rodzice nigdy na niego nie krzyczeli, gdy zbił ulubiony wazon mamy lub powyginał lunetę dziadka. Widocznie goście Sali Planet nie wzięli pod uwagę jednej rzeczy - pani Bones była na punkcie tych eksponatów niezwykle czuła. Nie było to związane z jakimś sentymentem, ale zasadami. Jeśli gdzieś było napisane nie dotykać, trzeba było tego przestrzegać. Gdyby istniała tabliczka Nie oddychać również by tego pilnowała. Kochana, rozbrajająca kobiecina. Może miała trochę za piskliwy głos, ale Vane szanował ją jak nikogo innego. Przecież to własnie ona trzymała klucze do całej Wieży Astrologów i mogła kontrolować kto wchodzi, a kto musi zostać na zewnątrz. Od zawsze go lubiła, dlatego pozwalała mu kręcić się po wszystkich pomieszczeniach, gdy przebywał tu na stażu.
Teraz najwidoczniej zapanowało nieporozumienie, chociaż nie miało ono zbyt poważnych objawów. Może gdyby nieznany pan zaczął szarpać się z panią Bones... Ale na razie nie wykazywał żadnej agresji, a po prostu się uśmiechał. Gdy Vane spytał z kim ma przyjemność, przedstawił się z silnym akcentem, a potem zaczął mówić w języku, którego profesor w ogóle nie rozumiał. Otworzył szerzej oczy i równocześnie jego uśmiech również. Jayden nie znał niemieckiego, do tego nigdy chyba nie miał bliskiego kontaktu z żadnym przedstawicielem tego narodu. A nawet jeśli ie przykładał do tego specjalnej uwagi. Teraz również słuchał tej zgrzytliwej mowy jak zaczarowany, zupełnie rozbrojony faktem, że nic nie rozumiał, a mężczyzna nawijał dalej. Chciał mu przerwać i powiedzieć, że nie wie, co mówił, ale był w tak dobrym humorze, że nie przerywał. Zaraz jednak podeszła bliżej niego blondynka, która na razie stała w ciszy. Kojarzył skądś jej twarz, ale nie mógł jej przypisać do żadnego nazwiska. Cóż... Po prostu przywilej chodzącego z głową w chmurach człowieka.
- Rozumiem - odparł na jej słowa, przy czym posłał jej ciepłe spojrzenie. - Nikt tu nie chciał niczego kraść. Prawda, pani Bones? - spytał lekko małą kobiecinę, która dalej nie puściła za nic Marsa. Patrzyła oskarżycielsko na obcokrajowca i chyba nie zamierzała mu odpuścić.
- Profesorze! Profesor nie wie, co tu się działo! - piszczała dalej niczym ujadająca agawa. Zerknęła na Vane'a jakby szukała w nim wsparcia. Ten położył jej dłoń na ramieniu i delikatnie poklepał.
- Myślę, że nasze planety są już bezpieczne. Nikt przecież nie wyniesie atrapy - odezwał się, śmiejąc się. - Kochana, pani Bones. Przecież sama pani dotknęła nasze eksponaty - dodał, schylając się nad nią lekko, zupełnie jakby chciał, żeby nikt ich nie usłyszał. Ta zesztywniała i zaraz spojrzała przerażona na astronoma. Szybko odstawiła planetę i wygładziła spódnicę w szkocką kratę. No, tak. Bo trzeba było wspomnieć, że pani Bones była Szkotką z piekła rodem.
- Tak. To ja... Trzeba wypełnić druczki - odparł, po czym wyszła z sali z uniesionym podbródkiem. Jayden odprowadził ją spojrzeniem, uśmiechając się i dalej trzymając dłonie w kieszeniach spodni. No, tak. Pewnie miał nieco za to oberwać, ale nie martwił się. Zawsze sobie radził z tym szkockim wulkanem. To chyba było związane z tym, że przypominał jej syna... Ale najważniejsze że do niczego strasznego nie doszło między obcokrajowcem, a starszą kobieciną. Vane odwrócił się do dwójki gości. Niestety tak szybko jak pani Bones wyszła tak wróciła jak oparzona, doskakując do planet. - Co tu się stało?! - wykrzyknęła, łapiąc się za głowę.
- Przydałaby się pomoc medyczna - odparł Jay, patrząc ze współczuciem na pana Bruhna. - Planety są mniej ważne - dodał i w jednej chwili w jego dłoni pojawiła się różdżka. Jednym machnięciem wrócił Wenus, Neptuna, Ziemię i resztę na swoje miejsca. Za jego plecami pani Bones panikowała, a Jayden podszedł do dwójki gości i spojrzał na blondynkę. - Wszystko w porządku?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala Planet   04.04.17 23:45

Poznałam mojego towarzysza dopiero dzisiaj, ale już zdążyłam zauważyć, że nie ma w zwyczaju zbytnio się denerwować. Była naprawdę wielkoduszny, odnosiło się przyjaźnie do chyba każdego i może to było powodem dla którego wszyscy byli dla niego mili, a nie tylko jego wysokie stanowisko. Poza tym może wiedział, że wykłócanie się, kiedy go nie rozumieją jest bezcelowe, a powiedzenie paru uprzejmych słów... cóż, to co innego. Pan Bruhn wydawał się być zadowolony z tego co powiedział na tyle, by odejść na bok, a ja nie wiedziałam już czy powinnam być przestraszona czy rozbawiona całym tym teatrzykiem. Z jednej strony wiedziałam, że ten bałagan powstał przez naszą obecność tutaj, ale gdy Vane zwrócił pani Bones uwagę, że sama dotyka eksponatów, niemalże się roześmiałam.
Byłam wdzięczna Jaydenowi, że tak szybko ją ugłaskał. Wiedziałam, że nawet gdybym potrafiła przemówić do niej odpowiednimi słowami, to niekoniecznie chciały mnie słuchać. Zdecydowanie lepiej wychodziło mi przekonywanie do swoich racji osób wywodzących się z podobnego środowiska co ja, albo chociaż takich, które wiedział jak mam na nazwisko i coś to dla nich znaczyło. Wątpiłam by tak kobieta należała do tego typu ludzi, nie było więc nawet po co (i potrzeby!) próbować. Odetchnęłam z ulgą, gdyby poszła wypełniać te swoje druczki.
- No proszę, zupełnie jakby pan ją zaczarował - powiedziałam, śmiejąc się w duchu do siebie, bo to raczej ja robiłam takie rzeczy, chociaż nie na kobietach. Wydawało się, że Vane posiada wyjątkowego typu urok, który działał doskonale na gderliwe panie. Doskonale mogłam się temu przyjrzeć, podczas ich wcześniejszej krótkiej wymiany zdań.
Przytknęłam dłoń do ust, żeby ukryć okrzyk przerażenia. Czy mogło się dziać coś jeszcze gorszego? Rzuciłam pani Bones ledwo krótkie spojrzenie, a musiałam kryć się z uśmiechem, który uparcie unosił kąciki moich ust do góry.
- Myślę, że nie będzie to konieczne - stwierdziłam, bo wzywanie uzdrowiciela do poparzenia, które wcale nie wyglądało poważnie, wydawało mi się zbędnym zamieszaniem. Ostatecznie, jakieś tam podstawy uzdrawiania umiałam, może nie dostateczne, żeby bez problemu pozbyć się oparzenia... - Użyję zaklęcia aby zapobiec bólowi, dobrze, panie Bruhn? - zwróciłam się do niego i po chwili rzuciłam szybkie Attrequio. Powinno na razie wystarczyć, a potem... będę mogła pomyśleć, ewentualnie zrobi to za mnie ktoś inny. Może powinnam lepiej przykładać się do nauki magii leczniczej, by móc robić za pierwszą pomoc?
- Chyba tak, to tylko małe... zamieszanie - odpowiedziałam Jaydenowi i spojrzałam na pana Bruhna, któremu w paru słowach zadałam to samo pytanie, a ten przytaknął i stanął obok. Wcześniej przestraszony tym co nabroił, teraz był już zdecydowanie spokojniejszy, a przy tym i rozmowny. Widocznie nie miał już zamiaru niczego więcej dotykać.
- Pan Bruhn pyta, czy pan tutaj pracuje - przetłumaczyłam. - Nie wiem czy mnie pan pamięta, uczęszczałam na pana zajęcia w Hogwarcie - dodałam po chwili, kiedy już stwierdziłam, że udawanie, że się wcale nie znamy, byłoby kłopotliwe, gdyby mój były profesor mnie jednak kojarzył. O czym rozmawia się z dawnym nauczycielem, w dodatku przedmiotu, do którego nie przejawiało się zbyt wielkiego entuzjazmu? Nie miałam pojęcia, za to pan Bruhn najwidoczniej doskonale wiedział czego chce się dowiedzieć, bo już się pytał, czy można tutaj poobserwować gwiazdy.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala Planet   05.04.17 21:29

Nie chciał w żaden sposób uwłaczać pani Bones. Ta kobieta była złotem w tej Wieży pełnej roztrzepanych miłośników nieba i często ratowała im skórę, gdy zapominali jeść kilka dni zbyt zafascynowani swoimi odkryciami lub czekaniem na przełomowe widowisko. Pamiętał jak czekała, aż zje kilka kanapek, które przygotowała mu po paru nieprzespanych nocach i to nie tylko jemu matkowała w takich chwilach. Jayden potrafił zupełnie zapomnieć o świecie dookoła, gdy było tyle wspaniałych rzeczy do zobaczenia. Nie rozumiał jak inni mogli tego nie dostrzegać. Nie widzieli? Vane był osobą, która chciała by dzielić się swoim szczęściem z innymi i to w dość entuzjastyczny sposób. Nigdy też nie brał faktu wydania książki czy pisania artykułów dotyczących tematyki astronomii za coś, co sprawiało, że był lepszy od innych. Absolutnie nie. Sam nie uważał się za autorytet, szczególnie że daleko w tyle był, gdy porównywał się do swoich ideałów. Chociażby pierwszy z brzegu był jego ukochany dziadek, który wciąż słał listy wnukowi z każdego zakątka świata. Ten starszy czarodziej potrafił połączyć obie pasje - podróżowanie i astronomię w jedno. Jayden nie był taki sam. W końcu uwielbiał również nauczać, a nie zrezygnowałby z wpajania młodym umysłom tej wspaniałej wiedzy dla dalekich zakamarków ziemskich. W życiu! Szczególnie że jego mała armia jak to nazywał najzdolniejszych studentów z każdym rokiem się zwiększała. Niektórzy nauczyciele lubili z niego żartować, że niedługo dorówna Horacemu Slughornowi. Wcale nie o to chodziło Vane'owi, ale uśmiechał się jedynie na te słowa i szedł dalej, by poobserwować gwiazdy.
- Za każdą magię się płaci - odparł, patrząc wymownie na młodą blondynkę. Zdawał sobie sprawę z tego, że pani Bones będzie mu jęczała przez kilka następnych dni, bo JJ zamierzał po zajęciach w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie przybywać w to miejsce, by móc kontynuować swoje badania. Niektóre przedmioty i urządzenia były o wiele bardziej zaawansowane niż te w zamku, gdzie czasem nawet ich po prostu nie było. Ale bądź co bądź nie mogła się na niego długo gniewać. Szczególnie za takie coś. Nie mogła się na niego złościć i między innymi podjął się tego wyzwania. Spokój jednak nie trwał zbyt długo. Szczególnie że dreptanie tak charakterystyczne dla starszej kobiety dobiegło jego uszu jeszcze zanim pojawiła się z powrotem w Sali Planet. Kącik jego ust delikatnie drgnął, gdy zobaczył jej zaaferowanie. W końcu nigdzie się nie paliło, jedynym minusem tego wszystkiego były poparzone palce pana Bruhna. Najwidoczniej jednak złotowłosa panna miała wszystko pod kontrolą, dlatego Jay na powrót mógł się zająć uspokajaniem pani Bones. Po ogarnięciu przez niego planet i sali złagodniała, ale rzuciła mu wyraźnie zirytowane spojrzenie. Dotyczyło ono niechcianych gości, ale Vane wiedział, że każdy kogo interesowała astronomia był na wagę złota. Szczególnie że Wieża Astrologów miała zachęcać do tej nauki, nie zniechęcać. Uszkodzone planety to naprawdę mała cena w porównaniu ze zdobyciem zainteresowania kolejnej osoby. Pani Bones ulotniła się, mamrocząc pod nosem, a Jayden odetchnął głęboko, odprowadzając ją wzrokiem. No, tak. Najwidoczniej miała dziś wiele wrażeń. Zaraz jednak wrócił uwagą do dwójki gości.
- Oh, nie. Ale to miejsce jest otwarte dla każdego miłośnika astronomii, dlatego często tu bywam - odparł z uśmiechem, patrząc na pana Bruhna, który kiwał głową zupełnie jakby rozumiał każde słowo. Vane uniósł brwi, słysząc słowa blondynki. - Wiedziałem, że skądś pannę kojarzę. A teraz najwidoczniej wątpliwości zostały rozmyte, chociaż źle mi z tym, że nie mogę sobie przypomnieć nazwiska - odparł wyraźnie zawstydzony i przygryzł na chwilę wargę, mając nadzieję, że dziewczyna mu wybaczy. W końcu naprawdę miał dość sporo uczniów. A szczególnie ciężko było zapamiętać tych, których uczył ostatni rok w roku pięćdziesiątym po rozpoczęciu pracy. - Oczywiście, że można obserwować gwiazdy, ale dopiero nocą - odparł z uśmiechem na pytanie zagranicznego gościa i wrócił do blondynki. - A więc to robi kolejna zdolna dusza po ukończeniu Hogwartu - dodał, czując, że jednak ostatnio los splatał go dość często z dawnymi uczniami. Było to w sumie miłe. Jak wszystko zresztą.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala Planet   10.04.17 0:29

Ciężko by mi było wyobrazić sobie godziny obserwacji, tak długo zupełnie nieowocnych. Przyzwyczajona byłam do ciągłego załatwiania spraw, których efekty, chociaż małe, widać było od razu. Kolejne zadania odhaczane mogły być na codziennej liście i tym samym przynosić satysfakcję. Czas na odpoczynek był kiedy indziej, już w domu, gdzie czekał koń niemogący doczekać się galopu po bagnach i kolejny romans, leżący na szafce przy łóżku. Jednak te zajęcia, chociaż tak inne, kiedy fascynowały i pożerały cały czas, działały bardzo podobnie. Nieraz po całym dniu pracy byłam okropnie głodna, bo przez tyle godzin w ustach nie miałam nic ponad kolejne łyki kawy.
W pierwszej, a nawet drugiej chwili zupełnie nie zrozumiałam o co chodzi, zdanie wypowiedziane przez Vane'a wdało mi się nazbyt filozoficzne do tej zabawno-przerażającej, jednak dosyć przyziemnej, sytuacji. Nie mogłam wiedzieć jak tutaj wszystko działa, ale byłam przekonana, że zupełnie nie tak jak w Ministerstwie, gdzie, miałam wrażenie, większość relacji była mocno oficjalna. Może tylko w moim otoczeniu? Nie było to niczym dziwnym, skoro w większości otaczali mnie lordowie (i okazjonalnie lady), których znałam również z sabatów.
Myślałam na początku, że te całe konstrukcje planet były o wiele bardziej skomplikowaną rzeczą. A tutaj proszę, wystarczyło niezbyt skomplikowanie pomachać różdżką (czyżby to była po prostu lewitacja?) i już wszystko wracało na miejsce. Gdybym od razu to wiedziała, na pewno byłabym znacznie spokojniejsza. Goście którymi się zajmowałam, rzadko kiedy przysparzali mi tyle emocji i po początkowym etapie zdenerwowania, to co nabroił pan Bruhn wydawało się być zabawne.
Starałam się, by zaklęcie zadziałało punktowo, a nie od razu znieczuliło całą rękę i chyba się udało. Nie miałam co prawda pojęcia ile miało działać, ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Pan Bruhn był znowu cały zadowolony i to chyba było najważniejsze. Nie odprowadziłam pani Bones wzrokiem, ale słyszałam jej kroki i z zadowoleniem stwierdziłam, że sobie poszła, może tym razem już na dobre.
Przetłumaczyłam na niemiecki słowa Jaydena, na co Bruhn jeszcze energiczniej zaczął machać głową.
- Nic dziwnego, to było tak dawno temu. Liliana Yaxley - przypomniałam mu, z niejakim sentymentem wspominając tamte czasy, a szczególnie okres, kiedy koniec szkoły jeszcze nie czaił się za rogiem. W niektórych przypadkach być może obraziłabym się, że ktoś nie pamięta mojego nazwiska, ale w tej sytuacji było to całkiem zrozumiałe. Gdyby to jeszcze był nauczyciel zaklęć... ale astronomia? Wolałam nie poruszać tematu mojej wiedzy, która mi do tej pory została, bo chyba wcale jej nie było.
- Och, jaka szkoda, nie mam tutaj czaru, który dzienne niebo zamienia w nocne? - spytałam sama zdziwiona, że czarodzieje nie wpadli na coś takiego. Nie znałam się co prawda, ale czy było to tak bardzo trudne? W Proroku można było przeczytać informacje o różnych badaniach, może i coś takiego wymyślono?
Uśmiechnęłam się uprzejmie, przyjmując ten komplement. Lubiłam swoją pracę, chociaż wierzyłam, że może osiągnąć znacznie więcej. Ciężko było mi stwierdzić co były nauczyciel myślał, że dokładnie robię. Oby tylko mu się nie wydawało, że oprowadzam bogatych obcokrajowców po Londynie jako przewodnik.
- Zagraniczni goście bardzo lubią poznawać miasto - stwierdziłam i spytałam pana Bruhna czy mu się podoba w Londynie, na co oczywiście entuzjastycznie przytaknął, jakże by miało być inaczej? - Przesiadywanie cały dzień w Ministerstwie i podejmowanie ważnych decyzji potrafi zmęczyć, więc czasem zajmuję się również takimi rzeczami - wyjaśniłam, coby rzeczywiście nie uznał mnie za przewodnika. - Pan zapewne nadal naucza? - spytałam, będąc tego dosyć pewną, bo nie wyglądał na osobę, która szybko by z tego zrezygnowała.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala Planet   10.04.17 19:33

No, tak. Niektórzy uczniowie pojawili się tylko na chwilę i znikali zaraz, więc szansa na zapamiętanie ich imion i nazwisk była znikoma. Słysząc jednak że ma do czynienia z jedną z członkiń szlachetnie urodzonych, próbował przypomnieć sobie czy przypadkiem nie miał do czynienia z kimś jeszcze o tym nazwisku. Dzieci te były najczęściej bardzo dobre w wielu dziedzinach, chociaż swoje pasje odkrywały dopiero wtedy, gdy trafiały do Hogwartu i mogły przekonać się, co najbardziej je interesowało. Niestety żaden z Yaxley'ów nie wytrwał do siódmej klasy, by zdawać Astronomię na siódmym roku. Nie miał zamiary odpytywać tej młodej panny z czegokolwiek. Przecież nie była już jego uczennicą, a sama była najwyraźniej w pracy. Zabawne, że ostatnio ciągle spotykał swoich dawnych uczniów. Czy ich pamiętał, czy też nie. Wszyscy najwyraźniej byli zadowoleni ze swojej pracy, chociaż nie miał czasu, by spytać o to pannę Yaxley. Pannę... W końcu nie miała na palcu obrączki ani pan Bruhn raczej na jej męża nie wyglądał. W końcu spotkanie z Lyrą Travers uświadomiło go, że dziewczęta z domów o krwi czystej szlachetnej były wydawane za mąż nawet jeśli tego nie chciały. Najwyraźniej jednak blondynka przed nim cieszyła się jeszcze wolnością, chociaż może wypatrywała już swojego wybranka? Kto to wie... Jayden nie potrafił zrozumieć tej tradycji, chociaż tak szybko jak go to zadziwiało, zapominał o tym.
- Jest oddzielna komnata z mapą nieba, ale... - zawahał się, by zerknąć na mężczyznę, który patrzył na kolejne przedmioty w sali z niezwykłym zaciekawieniem. Musiał wyglądać na naprawdę spragnionego wiedzy. Wywołało to uśmiech na twarz Jaydena, który wrócił spojrzeniem do wpatrujących się w niego intensywnie błękitnych oczu Liliany. - Nie będzie to i tak oddawało piękna nocnej pory - odparł. Nawet najpiękniejsza magia nie mogła równać się z tą naturalną. Vane był jej wręcz wygłodniałym dzieckiem, które na każdy zachód słońca czekało jak Helios na wschód, by przejechać swoim rydwanem po sklepieniu i zapowiedzieć nowy dzień. Mało kto mógł go zrozumieć, ale nie zmuszał nikogo, by mu wierzył ani szedł jego śladem. Kochał to co robił i to się dla niego liczyło. - Musi mieć więc panienka wielką wiedzę o naszym mieście - odparł zainteresowany profesor, który otworzył szerzej oczy z zainteresowania, a usta rozchyliły się, by stworzyć małe o. Uwielbiał opowieści, a skoro Liliana oprowadzała zapewne niejednego już gościa, musiała jakieś znać. Zaraz jednak odwróciła jego uwagę kolejnym pytaniem. - Oczywiście - odparł, przytakując. - Uczniowie się zmieniają, ale Hogwart... - uciął w pewnym momencie, zdając sobie sprawę, że szkoła również się zmieniała. Przez Grindelwalda. Zmieszał się zupełnie jakby wypowiedział tę myśl na głos i zerknął na towarzyszkę. - To piękne miejsce. Skoro jednak pan Bruhn chciałby zobaczyć naszą mapę nieba, może tam przejdziemy? - spytał, wyłapując spojrzenie mężczyzny. Ten patrzył na niego z zainteresowaniem i chyba czekał na przetłumaczenie słów. - W kawiarence podają też wspaniałą kawę.

|zt x2 do komnaty z mapą nieba?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
 

Sala Planet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Wieża astrologów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17