Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Teatr Palladium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Teatr Palladium   29.04.16 1:32

First topic message reminder :

The Palladium

Teatr Palladium powstał w 1910 r., to największy i najsłynniejszy teatr w Anglii albo i całej Wielkiej Brytanii. Aby znaleźć się w czarodziejskiej części teatru, należy przejść przez jedną z kotar mniejszych bocznych scen, które dla mugoli wydają się na tyle nudne, że ci instynktownie omijają to miejsce.
W teatrze występują gwiazdy najwyższego formatu, stałym gościem jest tutaj piękna Belle, niezwykle często goszczą artyści ze Stanów Zjednoczonych. Główna scena otoczona jest doprawdy imponującą widownią dodatkową upstrzoną wygodnymi kilkuosobowymi lożami balkonowymi.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   27.09.16 20:50

Nie potrafiłby nazwać swojego stanu, który siedział w nim od chwili przed domem Lynn. Czy istniała możliwość, że przez ułamek sekundy, przez dosłowne uderzenie serca był szczęśliwy? Wiedząc, że miał to czego pragnął od kilku miesięcy. Zdrowa Beatrice była jak zbawienie, którego oczekiwał. Nie wiedział jednak że kolejnym wyczekiwanym momentem była ona. Początkowo w ogóle nie patrząca na niego w ten sposób. On też z początku nie szukał w niej nikogo więcej, chociaż potem zdał sobie sprawę, że samoistnie się do siebie zbliżyli. Że znaczyli dla siebie więcej z każdym kolejnym spotkaniem, z każdym kolejnym dotknięciem, aż w końcu z pocałunkiem. Bo to co czuł wtedy, miał czuć już zawsze. Że chciał właśnie jej. Nikogo innego tylko właśnie jej. Potem jednak było tylko gorzej. Rozpalone uczucie szybko zostało zamknięte i zasypane, by może kiedyś Morgoth o nim zapomniał. Zamiast tego świat uparcie przypominał mu o jego istnieniu. Listem, prezentem, matką, aż w końcu postanowiło zaigrać sobie z niego okrutnie wymuszając na nim pojawienie się w tym teatrze. I zobaczenie coś, czego miał nadzieję nigdy nie oglądać. Nie chodziło o to, że w tamtym momencie była szczęśliwa. Pragnął jej szczęścia, a jedyne czego nie mógł zrozumieć było spojrzenie którym go obdarowała. Widział, że nie chciała na niego patrzeć. Nie mogła, a jedynie coś sprawiało, że zastygła. Strach. Nie zamierzał myśleć czego się bała. Dobrze wiedział. Widział ostatnio ten wzrok, zanim się teleportowała. To było długie pół miesiąca. Długi rok. Długie dekady od kiedy odeszła, zostawiając go na wybrzeżu. A on ciągle żył dalej, nie wiedząc czy dotarła do domu, czy w ogóle jeszcze znajdowała się w Londynie, czy chodziła wśród żywych. A teraz zjawiła się jak gdyby nigdy nic z jakimś obcym facetem. A on? Zestarzał się, zupełnie jakby naprawdę minęło wiele lat od ich poprzedniego spotkania. Coś w jego wnętrzu się rozpadło, roztrzaskało i nie wiedział, co to było. Za każdym razem gdy mijały mu dni, gdy był sam, niszczył się coraz bardziej. Miał nadzieję, że jego wspomnienia też kiedyś umrą. Najchętniej wymazałby je wszystkie - wszystko co było złe i zostawił jedynie to co było dobre. Jednak nie mógłby z tym żyć, nie zamierzał być słaby. Już nigdy więcej.
Przedstawienie dobiegało końca, chociaż Morgoth nie miał pojęcia o czym było. Lady Abbott coś mówiła podekscytowana, ale zignorował ją, odpowiadając jednym słowem. Nie mógł się już skupić a niczym. Za bardzo się skupił na niej i dziwnym uczuciu, że gdyby mógł, przytuliłby ją i wymazał tym złe wspomnienia. Wstawał, gdy jeszcze raz skrzyżował się z nią spojrzeniami. Kiwnęła mu głową, on jednak nie mógł tego zrobić. Poprawił guzik marynarki i wyszedł z loży, nie wiedząc co chciał zrobić. Widząc ją, odezwały się nie dość, że uczucia, ale również wspomnienia. Wiedział, że nie powinien, ale chciał znowu ją poczuć. Jak wtedy po akcji na wyspie, po pozbyciu się Oktawiana. Nawet nie zauważył, gdy znalazł się na dolnym piętrze, a widzowie rozchodzili się wolno do domów. W tłumie zobaczył znajomą sylwetkę. Jego nogi kazały mu za nią iść, chociaż umysł krzyczał, by się odwrócił czym prędzej. Nie posłuchał. Morgoth po prostu szedł śladem Selwyn, aż nie zniknęła za tylnymi drzwiami wychodzącymi na balkon. Wychodząc na dwór, poczuł zimne nocne powietrze i wiatr wiejący na tej wysokości. Zatrzymał się na chwilę, by odszukać ją spojrzeniem. Stała kawałek dalej, patrząc w dół. Stał tak, nie wiedząc, co zrobić.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it



Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 08.10.16 12:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   28.09.16 21:12

Nogi niosły ją tak po prostu. Nie wiedziała gdzie powinna iść, nie wiedziała gdzie miał czekać na nią Max, wiedziała tylko, że musi jak najszybciej wyjść z teatru. Myśl, że on tam jest bolała. Tak jak rozpaczliwa chęć zapomnienia o wszystkim. Rozpaczliwa chęć ponownego bycia naiwną i wierzącą w każde jego słowo. Nie było jej łatwo zmusić się do patrzenia na niego tak normalnie. Nie przez pryzmat tego co przeszła już w życiu i nie przez pryzmat płci. W końcu nie potrafiła na nowo skleić swojego serca. On to zrobił. Kawałek po kawałeczku. Słowami, gestami, obecnością. I gdzieś w głębi siebie chciała wierzyć, że nie była to tylko kolejna gra na jej uczuciach. Chciała wierzyć, że nie można tak bardzo mylić się na czyjś temat. I chyba gdzieś w głębi siebie miała nadzieje, że już nie będzie musiała uciekać. Po spotkaniu przed jej domem zaczęła widzieć to wszystko inaczej. Ich relacja się zmieniła choć już od dłuższego czasu nie byli dla siebie tylko pracodawcą i łamaczem klątw. Wtedy poczuła, że mogłoby już tak zostać. Poczuła, że ona mogłaby tutaj zostać. Nigdy nie czuła się dobrze w Londynie. Od zawsze marzyła tylko o podróżach i zniknięciu w wielkim świecie. Zmuszona do powrotu była pewna, że nigdy nie poczuje się tutaj dobrze. Karmiła się różnymi wizjami swojego przyszłego życia. Mąż, dom, dzieci… wszystko sztuczne i zaaranżowane. Jako szlachcianka musiała ten obowiązek przyjąć z klasą. Jednak od spotkania w Dziurawym Kotle coś się zaczęło w niej zmieniać. Na początku nie myślała o niczym. Na początku karmiła się zapychaniem czasu. Tylko, że potem już nie chodziło o zapychanie czasu, a spędzanie go. Z konkretną osobą. Teraz musiała się tego pozbyć. Musiała się pozbyć go z głowy i to szybko. Nie wiedziała dlaczego skłoniła się w jego stronę. Nie działała teraz racjonalnie. Poruszała się jak maszyna. Kiwała głową kiedy ktoś jej kiwał, uśmiechała się sztucznie widząc czyjś uśmiech na ustach. Zobaczyła drzwi na balkon i stwierdziła, że musi się stąd uwolnić. Jak z klatki. Poczuć zimny powiew wiatru na skórze, wyrzucić z siebie to chociażby bezgłośnie. Tak by nikt tego nie widział. Obraz jej się zamazywał, oddech uwiązł w gardle. Nie wiedziała czy to stres czy to aż tak bolało. Pokonała kilka szybkich kroków opierając się o barierkę balkonu. Odetchnęła szukając w tym sposobu na to by wyrzucić jego twarz z głowy. Jego wzrok, jego ruchy, jego głos rozbrzmiewający w uszach. I choć czuła się okropnie musiała dać sobie radę. Bo co miała zrobić? Nie chciała być słaba. A jednak była. Usłyszała kroki za sobą i pomyślała, że to Max. Przymknęła oczy i przetarła dłonią twarz chcąc choć przez chwile udawać, że wszystko jest w porządku. Odwróciła się, a widok młodego Yaxley'a znowu ją zaskoczył. Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, ale po chwili je zamknęła. Po prostu patrzyła. Podczas przedstawienia dzieliły ich rzędy ludzi, ale teraz… mogła zobaczyć go tak naprawdę. Po dwóch tygodniach wmawiania sobie, że wcale jej nie zależy. Czuła, że spada. Znowu. Tak jak w latarni. Tylko tym razem nie widziała nic poza nim. - Nie powinieneś był podchodzić – powiedziała przerywając ciszę. Nie było w tym siły, nie było determinacji. Nic w niej nie było.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   06.10.16 20:22

Bolał go jej widok. Bolało go każde wspomnienie związane z jej osobą, a które przynosiło coś więcej niż jedynie chwilę rozmowy. Naprawdę czuł się staro. Zupełnie jakby te chwile na latarni, na wybrzeżu, przed jej domem na Pokątnej wydarzyły się w innym życiu lub sto lat temu. Gdy był jeszcze młody, bo teraz wyssała z niego całą energię i zostawiła wszystko, co było złe. Całą złość, pustkę, dążenie do perfekcji. Teraz to się liczyło. Ambicja i nic więcej. Nie chciał nawet żeby co innego zajmowało jego umysł. Nawet w pracy był jak robot. Po prostu działał instynktownie, mając w myślach chwilę, w której w końcu będzie mógł stanąć twarzą w twarz z wrogami Czarnego Pana... Lorda Voldemorta jak mówił na ostatnim spotkaniu. Riddle czytał w jego umyśle i widział to wszystko, ale nie interesowało go to. Dopóki Morgoth był posłuszny i wierzył w ich sprawę, każda inna chwila była jedynie migawką i niczym więcej. Jeśli Yaxley zmieniłby zdanie i wybrałby kobietę zamiast Rycerzy Walpurgii miałoby to swoją cenę. Tak się jednak nie działo, a teraz nie miał nawet takiego wyboru. Po prostu został mu odebrany razem z Lynn. Zostali mu jedynie Rycerze i cieszył się z tego. Mógł się samodoskonalić, nie zajmując się sprawami związanymi z cierpiącą matką. Musiał ją chronić przed kolejnymi atakami, a nie mógł pilnować swojej rodziny, nie umiejąc tego robić. Nie mógł być prawdziwym mężczyzną bez tego. Nie mogł być jak jego ojciec. Nie mógł zabijać czarnoksiężnika, Oktawiana w kółko... Chociaż robił to każdej nocy. Każdej, która zawsze kończyła się tak samo. Utratą Lynn, jednak to nie było tak jak we wspomnieniu. Tym razem sama cofała się, aż nie spadła z klifu, a on nigdy nie mógł jej złapać. Nie był w stanie jej dosięgnąć. Budził się w tym samym momencie, zawsze każdej nocy od tamtej chwlli. A teraz mial przed sobą, zaledwie parę metrów dalej kobietę, której nie mógł ocalić. Zupełnie jakby właśnie takie było jego życie - zawodził swoich bliskich. Czy każde ocalenie jednego istnienia łączyło się z utraceniem drugiego? Nie wiedział, jednak świat na pewno miał się dopominać o swoje. Brutalniej niż tokolwiek mógłby przypuszczać. Ale byli tak. On stojący kawałek dalej, a ona na samym końcu z miną wyrażającą zaskoczenie. Chociaż gdzieś tam dalej przebijał się strach. Odetchnął, chociaż wydawała się to najcięższa rzecz w ciągu ostatnich dziesięciu minut. Zignorował jej słowa i ruszył w jej stronę, skracajac dzielący ich dystans do połowy. Wyprostował się, spoglądając lekko w bok. Zupełnie jakby nic go nie obchodziło to spotkanie. Później zapewne sam siebie miał zadziwić się zewnętrznym opanowaniem. W końcu jednak przeniósł na nią spojrzenie zielonych oczu. Smutnych, chociaż twarz miał zaciętą.
- Nie powinnaś była z nim przychodzić - odpowiedział zimno.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   07.10.16 13:41

Nic nie rozumiała. Wszystko co działo się w ostatnich miesiącach… było dla niej całkowicie niepojęte. Za dużo komplikacji, za dużo emocji i za dużo uczuć. Czuła się jak w labiryncie, w którym każda podjęta decyzja tylko zamykała jej kolejne wyjście na wolność. I choć czasem naprawdę myślała, że zbliża się do normalności. I choć myślała, że jej uczucia w końcu znajdują ujście w dobrym miejscu to działo się coś co sprowadzało ją brutalnie na dół. Na tyle brutalnie by kolejny raz po prostu nie rozumieć. Czuła, że prędzej czy później zwariuje i ku jej zaskoczeniu wcale jej to w tym momencie nie przeszkadzało. Nie miała już siły kolejny raz stawać na nogi. Nie miała już siły szukać w sobie wiary w ludzi i nie miała już siły widzieć w nich dobrych intencji. Wypaliła się. Teraz nie czuła nic choć emocje z ostatnich dni nadal w niej buzowały. Widział w niej strach? Nawet jeśli to teraz go nie czuła. Wpatrywała się w niego i z jednej strony bardzo chciała by sobie poszedł, ale z drugiej strony nie mogłaby mu kazać sobie pójść. Jeżeli to było ich ostatnie spotkanie? Czy powinna się tym przejmować? Rozum krzyczał, że powinna go nienawidzić. Rozum krzyczał, że powinna nie chcieć na niego patrzeć. Ale co ją obchodził w tym momencie rozum? Przez chwile nie rozumiała tego co do niej mówi. Z nim? Jakim nim? Kompletnie zapomniała o tym gdzie się znajduje. Czas zwolnił, wszystko się zatrzymało, a ona przez jedną chwile czuła, że spada. Popatrzyła na niego zdezorientowana, a chłód w jego oczach sprawił, że jeszcze bardziej poczuła się zagubiona. - Nie rozumiem. - powiedziała przymrużając oczy. O co mu chodziło? O teatr? O Maxa? - Znacie się? -zapytała bo tylko ta myśl była na tyle racjonalna by wytłumaczyć jej jego pobudki. I wtedy jak za dotykiem różdżki przypomniała sobie. Przez ten cały czas patrzyła na niego jak na Morgo. Jak na swojego Morgo. Tego, którego utraciła i tego, którego wydawało jej się, że zna. Przez ten cały czas szukała w nim tego ciepłego miejsca jakie znalazła wtedy przed jej domem i jak i jeszcze w latarni. Przed tym wszystkim. Zapomniała, że go nie zna. Zapomniała, że ten mężczyzna nie istnieje. Więc co to miało znaczyć? Uważał, że do niego należy? Uważał, że jest jego własnością? Jeżeli myślał, że w tym momencie zacznie się przed nim tłumaczyć to się bardzo mocno pomylił. Bo teraz między nimi nie istniał czysty strach. To był strach pomieszany ze złością, rozczarowaniem, goryczą i smutkiem. Nie wiedziała czy jest coś co może jeszcze bardziej ją złamać. Ale widok jego patrzącego na nią z obojętnością bolał bardziej niż wszystko to co się stało między nimi. Była zła na siebie. Znowu na siebie. Winna wszystkiemu. - Ufam, że nie jest to Twoja sprawa. - powiedziała w końcu starając się zabrzmieć pewnie. Z nadzieją, że jej głos nie zdradził jak bardzo ją to przerasta.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   07.10.16 20:51

O mało się nie roześmiał. Z nerwów, z niezrozumienia, ze złości. Z zazdrości. Co ciekawe jednak jej widok nie sprawiał mu już tak wielu ran jak wcześniej. Jak jeszcze parę sekund temu. Dopóki milczała czuł jak coś kroi go w środku na kawałki. Ale przypomniał sobie o czymś, o czym zapomniał w chwili, w której ją zobaczył - że obiecał sobie nigdy już nie patrzeć na to wszystko jako przez pryzmat słabości. Jeszcze parę dni temu był gotowy na podjęcie tej zmiany. Teraz jakby dalej nie mógł się pozbierać, chociaż naprawdę przestał reagować na większość bodźców, które kiedyś uważałby za ważne. Nie zależało mu na dobrej współpracy jak i dobrej atmosferze w rezerwacie w Peak District. Po prostu robił to co do niego należało. Nie patrzył na nic innego. Morgoth Yaxley - zimny lord, którego interesowała jedynie jego własna rodzina i nic innego. Człowiek z tajemnicami, sztampowy szlachcic z dobrym wychowaniem i nic więcej. Z chwilą w której ją zobaczył na loży naprzeciwko jego obietnice z ostatniego czasu, myśli, rozmyślania, analizy, chęci zostawienia przeszłości za sobą po prostu się rozprysły jak bańka mydlana. Do tego słowa Znacie się? Jak mogła o coś takiego zapytać?! Poczuł jak jego dłoń zaciska się na różdżce. Nie użyłby jej nigdy w stosunku do Lynn. Po prostu nie wierzył w to co słyszał! Zignorował to jednak, chcąc pozbyć się tego ze swojego umysłu.
- Powinnaś lepiej rozgraniczać co jest moją, a co twoją sprawą - odpowiedział, przejeżdżając po chwili dłonią po włosach. Podkurczył ramiona, chcąc uchronić się przed zimnym powietrzem, które wiało na tej wysokości o wiele mocniej niż w niższych partiach. Pewnie chciała, pragnęła, żeby ją zostawił, ale nigdy by sobie nie wybaczył niewykorzystanej okazji. Może i przestał już patrzeć na innych, ale dalej zależało mu na tym w jaki sposób patrzyła na niego. Był naiwny, ale nie mógł przestać czuć. Bardzo chciałby, żeby ktoś mu w tym pomógł. Wiedział jedynie że zapomnienie pomogłoby mu w pozbyciu się emocji towarzyszących z widokiem jej osoby. - To stale mnie dręczy - zaczął, wbijając dłonie w kieszenie marynarki. Nie oderwał od niej spojrzenia. Nie mógł. Już nie. - Twoje słowa, które rzuciłaś wtedy na wybrzeżu. Nigdy cię nie okłamałem. Nigdy tobą nie manipulowałem. Po prostu zacząłem kochać, a ty postanowiłaś to wszystko odrzucić, nie chcąc nawet usłyszeć co mam do powiedzenia. Powiedz jeszcze raz, patrząc mi prosto w oczy, że to nie moja sprawa.
Podszedł jeszcze bliżej, ale teraz zatrzymał się dosłownie pięć kroków przed nią. Czekał na odpowiedź.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 11:45

Ludzie się nie zmieniają. To my zaczynamy ich akceptować takimi jacy są i ignorujemy to co wcześniej było nie do zaakceptowania. Lucinda przez długi czas zastanawiała się nad tym co ich łączyło. Albo może… co zaczynało łączyć. Chciała przeanalizować każdy szczegół i znaleźć coś niepokojącego. Coś co potwierdzi fakt, że się w stosunku do niego pomyliła. Chciała wierzyć, że gdzieś pod tym wszystkim naprawdę był złym człowiekiem. To wszystko było aż nadto skomplikowane. Chciała tak jak on patrzeć na niego z obojętnością, chciała tak jak on skupić swoje myśli na czymś innym, ale nie potrafiła. Od wielu dni nie potrafiła nic innego. Scena z latarni wracała do niej i znowu i znowu i znowu. Na jawie i w snach. Jednak jawy bała się mniej niż snów. Te niosły ze sobą o wiele więcej. Tak jak ten, który widziała pierwszej nocy. Podświadomość pokazująca jej jak prawdziwie to mogłoby wyglądać. Mogło? Jego słowa rzucane w jej kierunku, obelgi, zaklęcia, tortury. Wiedziała, że to tylko obraz stworzony przez jej umysł, ale czy aby na pewno. Wzdrygnęła się zdając sobie sprawę z tego, że zbyt długo tkwi w przemyśleniach zamiast skupić się na tym co ma przed sobą. Prawdziwy dramat. Kiedy się zbliżył nie cofnęła się. I tak już nie miała gdzie się cofnąć. Jeden krok i poczułaby zimno metalowej barierki balkonu. Nie miała już zamiaru się cofać. Musieli to skończyć. Raz na zawsze. Powinna lepiej rozgraniczać? Co to w ogóle miało znaczyć? W co się bawił? Pokręciła głową nie mogąc znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla jego zachowania. Patrzył na nią tak jakby to ona przekreśliła szansę na wszystko co mogli mieć. A może przekreśliła tylko nie miała o tym pojęcia? Kolejne jego słowa całkowicie zbiły ją z pantałyku. W jej spojrzeniu nie było już zaskoczenia, a rosnąca irytacja. Odsunęła się od barierki i zrobiła krok w jego stronę. - Zacząłeś kochać? - powtórzyła za nim głucho. - Kochać co? Zemstę? Magię? Możliwość wykonania wyroku? - tak to dla niej wyglądało. -   Czy cokolwiek co mógłbyś wtedy powiedzieć wyjaśniłoby to co zrobiłeś? - zapytała. - Kim jesteś, żeby decydować o tym kto ma żyć, a kto nie? Bawisz się w Boga, Morgothcie Yaxley? Bo nie znajduje innego wyjaśnienia… - w jej głosie można było słyszeć już nie tylko irytację, ale także i gorycz. Tą, która przez ostatnie dni rosła w niej nie mogąc znaleźć ujścia. On był tym ujściem. Tylko on. Tak wiele rzeczy chciała mu powiedzieć, tak wiele wykrzyczeć. - Jest jedna rzecz, która mnie także dręczy… - zaczęła nie odrywając od niego wzroku. - Na co liczyłeś? Za kogo mnie miałeś przez ten cały czas myśląc, że ja widząc jak zabijasz innego czarodzieja podejdę do tego ze spokojem? - odparła. Miał tak wiele możliwości. Tyle rzeczy mógł zrobić. Wybrał zemstę.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 12:17

To prawda, że nie można się zmienić. Bo i jak? Człowiek może jedynie zmienić swoje zachowania, myślenie, ale to nie znaczy, że zmieni swoje wnętrze jak i sposób odczuwania zewnętrznego świata i jego bodźców. Lucinda czerpała z życia i zdecydowanie potrafiła się przystosować do większości sytuacji, które ją otaczały. Morgoth analizował i to było dokładnie to samo, co robił zawsze i wszędzie. Obserwacja tego co działo się z Selwyn była wykraczająca poza wszystko, co dotychczas go spotkało. Może przegapił jeden ważny szczegół - jej nazwisko. W tamtym momencie, gdy wchodził do Dziurawego Kotła nie orientował się z kim się spotka. Później priorytetem nie były dawne waśnie, a jedynie zdrowie i życie jego matki. Kobiety, którą kochał najmocniej na świecie. Potem się zgubił i w pewnym sensie ta miłość do matki rozdzieliła się również na osobę, która pomagała mu ją ocalić. Gdyby Lynn była bardziej zdystansowana, chłodna i podobna do niego to nigdy by się nie wydarzyło. Winił się za to, że pozwolił sobie na podobne uczucia, zapominając, że byli współpracownikami. I nikim więcej, nikim mniej nie powinni nigdy się dla siebie stać. A jednak wszystko się rozsypało, odrzucając jego plan. Nigdy nie patrzył na nią jako sprawczynię tego całego cierpienia. Po prostu obrzucał siebie. Gdyby potrafił się wstrzymać, nie doszłoby do tego, co działo się teraz. Prowadziła go przez ten cały czas, pomagając wytrwać. Tylko po to, by spalić go w ogniu Selwynów. Zabrała jego serce, ale nie miała pojęcia z czym to się równało. A teraz najwidoczniej wszystko źle zrozumiał. Wszystko nie tak jak być powinno. Zamierzał się z tym pogodzić, jednak nie mógł znieść myśli, że miała o nim takie zdanie.
- Widzę, że sama już podjęłaś decyzję, więc cokolwiek co bym powiedział wtedy i teraz nie zmieni twojego podejścia. Po co więc zadajesz mi te pytania, jeśli nie dla własnej satysfakcji i ciągłego utwierdzania się w swoim zdaniu? - spytał okrutnie prawdziwie. - Zarzucasz mi satysfakcję, a sama musisz wiele czerpać z tego, że nie pozwalasz mi się wytłumaczyć. Tchórzysz, Lucindo. Zamiast stanąć twarzą w twarz z tym, że życie nie polega jedynie na dobrych zakończeniach. Bałaś się tego, co się działo i teraz też boisz się przyznać, że to znaczyło coś więcej. Nie osądzaj rzeczy dopóki nie wiesz, co jest w środku.
Urwał, patrząc na nią uważnie, wsłuchując się w każde najmniejsze słowo, które dochodziło z jej ust. Składał je w jedną całość, wiedząc, że odpowiedź nigdy jej nie zadowoli. Ale i tak już nie potrafiła patrzeć na niego inaczej, a on nigdy nie kłamał.
- Nie myślałem wtedy o tobie - odparł chłodno, wiedząc, że taka była prawda. W tamtym momencie nic nie istniało. Był jedynie on i czarnoksiężnik. Nikt więcej. Nie rozumiała, że albo on albo tamten człowiek?- Zabiłem go, gdy on próbował zrobić to samo ze mną. Rozumiem, że według ciebie powinien być martwy. Chociaż patrząc na ciebie i słuchając co mówisz już jestem.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 13:29

Musiała przyznać, że przez ostatnie dni zastanawiała się też nad tym jak wyglądałoby jej życie gdyby wtedy nie przyszła na spotkanie w Dziurawym Kotle. W liście napisała mu, że to był bardzo ciężki okres w jej życiu. W liście napisała mu, że gdyby nie dobroć jaką jej okazał to nie byłaby tym kim jest teraz. Chociaż tak naprawdę nie wiedziała kim teraz jest. Co gdyby się nigdy nie spotkali? Co gdyby nie wiedziała o istnieniu lorda Yaxleya. Nigdy nie lubiła gdybać. Życie nie dawało jej na to szansy. Zawsze kończyło się to inaczej niż mogłaby pomyśleć. W końcu pozwoliła mu wejść do swojego życia, pozwoliła mu się uleczyć i pozwoliła zaufać. Nigdy nie pomyślałaby o tym, że to wszystko tak właśnie się skończy. Oczami wyobraźni nie potrafiłaby sobie wyobrazić bardziej absurdalnej sytuacji. Ale czy właśnie nie o to chodziło w naiwności? Pozwalasz sobie myśleć, że znalazłeś drogę, a tak naprawdę to tylko ślepa uliczka. Ciemna, mroczna, przykra. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo ją w tym momencie ranił. Nie zdawał, bo tak naprawdę nie wiedziała jaka jest Lucinda Selwyn. Pomimo ognia jaki powstał w nich, przyciągania jakie czuli, uczuć jakie zaczęły się w nich rodzić… pomimo tego nie wiedział o niej zbyt wiele. Nie wiedział, że jego słowa dotrą w porzucone zakamarki świadomości. Przypomną o braku wiary w siebie, przypomną o wszystkich złych zakończeniach, a kompletnym braku tych dobrych. Słysząc jego słowa poczuła jak gula rośnie w jej gardle, jak serce zaczyna uderzać co raz to szybciej. Przymknęła oczy i choć trwało to tylko chwile to ona czuła, że stoi tak przed nim długie godziny. - Bałam się. - zaczęła spokojnie. - Bałam się i nie będę tego ukrywać. Bałam się, że to co zaczynam czuć… - przerwała i pokręciła głową. Pierwszy raz od dawna czuła się dobrze. Pierwszy raz czuła, że żyje. Czuła, że jest ktoś przy kim nie musi już udawać. - Nie masz prawa mówić mi nic… nic o dobrych zakończeniach. Nie znam takich, a Ty jak widać nie znasz mnie. Myślisz, że sprawia mi satysfakcje budzenie się w środku nocy z krzykiem? Myślisz, że cieszę się z nieprzespanych nocy? Myślisz, że obraz…tego czarnoksiężnika sprawia mi przyjemność? Uważasz, że z satysfakcją patrzę teraz na Twoją obojętną i zimną twarz mając w pamięci… - jak mogła się tak pomylić. Odetchnęła tak jakby przez cały ten czas wstrzymywała oddech. - Miałeś tyle możliwości. Mogłeś zrobić tak wiele innych rzeczy! Wmawiasz sobie, że to nie była kwestia wyboru, ale była. To zawsze jest kwestia wyboru. Ty nawet innego wyjścia nie szukałeś… - dodała. Tak właśnie myślała. Co on teraz myślał o niej? Wysłała mu list, opisała swoje uczucia, a teraz czuła się źle. Tak jakby tym odkryła wszystkie karty jakie miała, że wiedział. - Masz racje… cokolwiek powiesz to nie zmieni tego co myślę. Właśnie przez to, że myślałam, że Cię znam. - może i nie chciała słyszeć jego zdania. Może za bardzo skupiła się na tym co czuła. Może nie chciała pozwolić sobie na rozumienie go. Bo jeśli by zaczęła to kim by była? - Byłam tam. Z równą determinacją walczyłam o to by spotkała go sprawiedliwość. W tamtym momencie poświęciłabym wszystko. Dla Ciebie i dla Twojej rodziny. Dziwiłeś się dlaczego to robię. Dla obcych ludzi. Wiesz dlaczego? Bo wierzę w dobro. Teraz już w nic nie wierzę. - dodała zaciskając dłoń. Walczyła ze sobą. Tak bardzo walczyła. Żeby się nie rozpłakać, żeby nie zacząć krzyczeć. Po prostu walczyła.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 14:01

Chociaż patrzył na nią z pewną dozą obojętności i chłodu, całe wnętrze dosłownie się w nim gotowało. Nie mógł zrozumieć tego, że nie potrafił krzyknąć. Pierwszy raz w życiu tego właśnie chciał. Jednak był Yalxey'em i nie unosił się w żadnych okolicznościach. A jak już to bardzo rzadko. Jak na przykład wtedy z Oktawianem... Jednak od razu przypomniał sobie swojego ojca. On był dokładnie taki sam. Co zrobiłby senior rodu - Leon Vasilas w takiej chwili jak ta? Gdyby wiedział, że jego uczucia są prawdziwe, a te które posiadała kobieta naprzeciwko były jedynie fikcją? Tak się to przedstawiało. Bo najwidoczniej Lynn nie potrafiła uzmysłowić sobie tego czego chciała. Nigdy nie powiedziała mu też, że go potrzebowała. Po prostu... Zrobiła to, ale usprawiedliwiał ją tamten moment, a Morgoth doskonale to rozumiał i mógł jej wybaczyć. Źle to odebrał. Ona chciała mieć przyjaciela i nikogo więcej w nim nie widziała. Teraz jedynie utwierdzała go w tym, że nie znała swoich uczuć. Pogubiła się. A wahanie które słyszał w jej głosie, było jedynie potwierdzeniem. List. Ten przeklęty list. I jej i jego. Nie chciał jej powiedzieć, że nosił ze sobą ten kompas pomimo że sprawiał mu wiele cierpienia, że nigdy nie zdjął z szyi amuletu, który od niej dostał, ale wydawało mu się, że powinien go jej oddać. Na pewno by go nie przyjęła z powrotem, ale powinien tak zrobić. A mimo to nie potrafił zadać jej tego samego ciosu, który ona wymierzyła jemu na wybrzeżu. Gdy krzycząc oskarżenia w jego stronę, rzuciła na ziemię pierścień.
- Tak - odparł jedynie na jej wypowiedź. - Nie znam cię. I jak mogłem kiedykolwiek uważać, że jest inaczej - powiedział retorycznie, a każde słowo było przesiąknięte ironią. Cała ich znajomość była jedną wielką ironią. Nie chciał jej tego robić, ale nie potrafił inaczej się zachować. Nie potrafił i... Nie chciał. Gdyby jednak mógł, podszedłby i po prostu przeprosił, ale nie pozwalał sobie na to. - Dlatego nie mam pretensji o to, że mnie osądzasz - dodał. - Masz rację. Jesteś tutaj ofiarą. Mojej głupoty i naiwności. Wydawało mi się, że mogę coś poczuć do kogoś z zewnątrz. Myliłem się. Nigdy nie powinienem był mówić ci, co czuję. Nigdy nie powinien cię poznawać, Lucindo Selwyn. Oszczędziłbym ci i sobie cierpień związanych z naszą znajomością. Twoich i moich snów.
Wyprostował się, czując, że schylił się lekko.
- Nie szukałem innego wyjścia, bo tego nie chciałem - odpowiedział twardo. - A ty myślisz, że tego nie żałuję? Owszem. Nie żałuję jego śmierci, ale żałuję tego, co za tym szło. Bo co noc go zabijam i co noc cię tracę. - Chciał ją złapać za ramiona, ale się powstrzymał. Nie miał zamiaru jej dotykać, wiedząc, że zapewne zobaczyłby jak wzdryga się z obrzydzeniem, a nie zamierzał tego widzieć. Wbił w nią spojrzenie. - Nie znasz mnie, lady Selwyn. Nigdy nie znałaś - odparł głosem przypominającym dochodzący zza grobu. - Rozumiem. Potrzebowałaś kogoś, żeby zapomnieć o dawnym życiu i trafiłem ci się ja. Idealny człowiek w idealnym momencie z idealnym problemem. Nie winię cię. Winię siebie, że tego nie widziałem. Teraz jest już za późno. Za późno na wszystko.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 18:58

Jak mogli się tak bardzo pomylić? Za kogo on ją w tym momencie miał? Myślał, że się nim bawiła? Że to wszystko było od początku zaplanowane, że chciała wykorzystać sytuację w jakiej się znalazł? Na samą myśl o tym robiło jej nie niedobrze. Prawie wszystko w życiu robiła z myślą o innych. Bardzo rzadko myślała o sobie. Czuła, że jej osoba nie jest tego warta. Poświęcała wiele dla ludzi, których znała i dla ludzi, którzy byli dla niej ważni. Poświęcała właściwie wszystko. Z każdym ich spotkaniem zależało jej co raz bardziej i owszem bała się tych uczuć. Nie chciała znowu przez to przechodzić. Jednak utwierdzał ją w przekonaniu, że warto i ona też to czuła, a przede wszystkim bardzo tego chciała. Pomimo strachu dobrze wiedziała z czym się to je i do czego to ich zaprowadzi. Jego słowa bolały. Tak prawdziwie. Chciałaby mu powiedzieć jak bardzo się myli w jej osądzie, ale tak naprawdę co miało to zmienić? Oboje w tym momencie mieli zdanie na temat drugiej osoby i tak już miało to wyglądać. Co miały znaczyć jej uczucia, słowa… to wszystko. Puste i bezsensowne. Nigdy nie powinienem cię poznawać, Lucindo Selwyn. Jej by takie słowa nie przeszły przez gardło. Choć w każdej chwili zmuszała się by tak o nim myśleć to nie mogłaby. Bo to w tym momencie byłoby nieszczere. Tak jak wtedy na wybrzeżu. Chociaż przez niego cierpiała to i tak przeraziła się rzucając przypadkowo zaklęcie. Chciała podejść, zapytać czy wszystko w porządku, bo ona już taka była. Już zawsze miała widzieć w nim choć trochę tego co było. Wspomnienia ich znajomości miały ją dręczyć… tak dręczyć. Miała już tego nie zapomnieć. A jednak nie mogła żałować, że go poznała. Pokiwała głową. Chciała już stąd wyjść. Czuła, że nie zniesie więcej słów. Nie chciała tego spotkania. Nie chciała chociaż nawet w jej najśmielszych oczekiwaniach nie było to aż tak bolesne. Nie była ofiarą. A jeżeli była to tylko samej siebie. Ale przecież nie mógł o tym wiedzieć. Nie znał jej naiwności, jej upartego szczęścia do szukania w ludziach dobrej strony. - Widocznie oboje mieliśmy zbyt śmiałe obrazy nas samych, lordzie Yaxley. - powiedziała uciekając wzrokiem. Czuła, że jeszcze jedno spojrzenie tych zimnych oczu, a już nigdy nie znajdzie ciepła w jego oczach. Powinna tego chcieć. Zapomnieć o tym. Ale nie chciała. - Żałujesz mnie… tylko nie rozumiem czemu nie żałujesz siebie. - odparła. Nie zdawał sobie sprawy z tego co stracił bezpowrotnie zabijając czarnoksiężnika w latarni. Nie tylko ją. Naprawdę chciała już iść. Nic nie mówić. Zapomnieć o tym spotkaniu. Zapomnieć o tym całym dniu. Tylko, że kolejne jego słowa były ciosem, którego nie mogła zignorować. - Naprawdę tak myślisz? Naprawdę myślisz, że przez ten cały czas myślałam o sobie? - powiedziała znowu przenosząc na niego wzrok. - Owszem robiłam to także dla siebie. To działało. Ty i ja. Byłam wdzięczna losowi, że w takim czasie obdarzył mnie wspaniałym przyjacielem. Nie sytuacją, nie problemem. Przyjacielem. Jednak z czasem widziałam więcej. Chciałam więcej. Nie dlatego, że dzięki Tobie zaczęłam funkcjonować, ale dlatego, że dzięki Tobie znowu zaczęłam kochać. - powiedziała twardo, a wtedy drzwi na balkon się otworzyły. Cisza ich dwóch głosów została przerwana falą rozmów dochodzących z wewnątrz teatru. Zdezorientowany mężczyzna wchodząc na balkon usłyszał tylko ostatnie słowa ich rozmowy. Podszedł do kobiety spoglądając to na nią to na Morgo. - Luci? Co tutaj się dzieje? Wszystko w porządku? - zapytał przyjaciel przysuwając się w stronę kobiety chcąc dotknąć jej ramienia. Blondynka nie drgnęła. Nie mogła oderwać spojrzenia od Yaxleya.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 20:53

Sam nie wiedział, co dokładnie czuł. Chyba wszystko po trochu. Ranił ją słowami, dlatego że nie potrafił inaczej. Nie umiał okazywać uczuć, chociaż jego matka to potrafiła. On był swoim ojcem. Zdecydowanie wycofanym i oschłym. Obiecaj mi, że nigdy nie sprawisz, aby jakaś kobieta cierpiała przez ciebie tak, jak ja cierpiałam przez innych. Znajdź taką pannę, której zanim rozpalisz serce, będziesz miał pewność, że nic nie stanie na przeszkodzie, abyście mogli się razem złączyć. Żaden nestor, żaden kuzyn, żaden inny mężczyzna, żadna choroba... Przez jego ciało przebiegł zimny dreszcz, gdy te słowa pojawiły się w jego umyśle tak niespodziewanie, że cofnął się o krok przerażony. Jego oddech przyspieszył, serce zaczęło łomotać w tym momencie, a w gardle mu zaschło. Dlaczego właśnie teraz? Przejechał szybko dłonią po twarz, odwracając się na chwilę profilem do Lucindy, chcąc jakby pozbyć się wewnętrznej Rosalie, która brutalnie przypomniała mu o swoim istnieniu. Nie teraz! Nie teraz, Rosalie! Niemal krzyczał w myślach, nie wiedząc nawet jak zaciska dłonie na balustradzie na krańcu balkonu. Czemu było mu tam tak źle? Chciał jej powiedzieć, żeby przestała już mówić. Chciał po prostu wymazać to wszystko i wrócić do początku. Do chwili w której mógł znowu na nią spojrzeć i nie widzieć w jej oczach obojętności. Dlaczego to tak bolało? Chciał wierzyć, że to ich ostatnie spotkanie było końcem. Okazało się, że wcale tak nie było. Los połączył ich okrutnie po raz kolejny, dając szansę na... Na co? Na wyrzucenie sobie dodatkowo kolejnego cierpienia. Nie chciał powiedzieć, że żałował, że ją poznał. Ale powiedział to, a w swojej złości nie chciał się przyznawać do błędu. Nie potrafił go odwołać i miał żałować.
- Widocznie ma panienka rację, lady Selwyn - wycedził, nie patrząc na nią. Wpatrywał się w panoramę Londynu i kolejny raz miał powód, by nienawidzić tego miasta z całego serca. Ponownie, aż do końca swoich dni. Odwrócił głowę, gdy znowu się odezwała. Nie mógł jednak wytrzymać i spojrzał na nią. - Nigdy nie będę żałował swoich wyborów. Taki jestem. - Niech to się już skończy! Nie chciał już tego słuchać! Nie, gdy mówiła to wszystko. Gdy padło ostatnie zdanie, podniósł ponownie na nią spojrzenie, chociaż błysnęło coś w nim. Coś podobnego do iskry nadziei, ale zaraz zgasła. I nie tylko z powodu nadejścia mężczyzny, a dlatego że to już była przeszłość i nic nie mogło jej naprawić. Gdyby miał inny charakter odpowiedziałby jej tymi samymi słowami co ona. Co zaczęłaś kochać? Zamiast tego wpatrywał się jeszcze chwilę w jej twarz i dopiero wtedy przeniósł uwagę na towarzysza kobiety.
- Zjawił się pan w odpowiednim momencie, by wyratować damę - powiedział spokojnym głosem, chociaż gorycz była wyczuwalna w każdym słowie. - Żegnam, lady Selwyn. Sir - dodał obojętnie, wycofując się do wyjścia. Nie miał już tu czego szukać. Zanim zniknął w tłumie widzów wracających do domów, zatrzymał się w półotwartych drzwiach balkonowych i spojrzał na nią. Jednak nie tym zimnym spojrzeniem. Patrzył na nią przez ułamek sekundy tak jak wtedy, gdy znajdowali się przed jej domem. Tęsknił za nią i pozwolił sobie na koniec na to, by przejęło to nad nim kontrolę.
- Nigdy nie będę tym, kim chciałabyś, żebym był. Już nie - rzucił i wyszedł, nie odwracając się.

|zt
[bylobrzydkobedzieladnie]




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it



Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 16.11.16 21:08, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   08.10.16 23:28

Patrzyła jak odchodzi i czuła, że to już koniec. Tym razem już tak naprawdę. Nie powiedziała nic obserwując każdy jego krok. Tak jakby z jednej strony chciała go zapamiętać, a z drugiej po prostu zapomnieć. Nie poczuła się lepiej, a tylko o milion razy gorzej. Jak mogła myśleć, że ktoś jej potrzebuje? Że ktoś jej chce? Powiedział, że nigdy nie żałuje swoich decyzji. A jednak tej jednej żałował. Tej, że spotkał się z nią w tym przeklętym Dziurawym Kotle. Kiedy zamknęły się za nim drzwi poczuła jak grunt obsuwa się jej spod nóg. Tak jakby tylko ta rozmowa i towarzyszące jej emocje trzymały ją w tej chwili na nogach. Słyszała dobiegający głos obok i nie chciała spojrzeć. Tego było za dużo. Dzisiejszego wieczoru zobaczyła go po raz pierwszy. Chyba jego prawdziwą twarz. Tą, którą ignorowała. Tylko dlaczego miałaby sobie wmawiać, że jest dobrym człowiekiem? Czemu miałaby szukać w nim pozytywów. Pogubiła się. Miał racje. Nie potrafiła określić tego co się właśnie w niej działo. Nie wiedziała ile jeszcze tak stali. Z jednej strony chciała się stąd wynieść, ale z drugiej czuła, że postawienie kroku będzie całkowitym wyczerpaniem. Usłyszała pytanie, na które nie wiedziała co odpowiedzieć. - Był przyjacielem. - powiedziała w końcu. Te słowa nie opuściły jej gardła bez trudu. Położony nacisk na „był” utwierdzał ją tylko w tym co wiedziała już od dłuższego czasu.

z.t




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   11.12.16 22:42

Para nr 2

Ciepłe powietrze w przestrzennej sali teatru niosło ze sobą przyjemną woń…talentu. Lady Cedrina Rosier bezbłędnie potrafiła dostrzec go wśród nowicjatu, który od czasu do czasu wysyłał prośbę o ocenę wybrańców starających się o miejsce wśród gwiazd. A takich nie było wiele, częściej upadali, nim rozjaśniali na dobre.
Ale dziś Cedrina dostrzegła prawdziwą perłę – młodziutką śpiewaczkę urzekającą skalą głosu i bezbłędną klasyfikacją tonów. Niedoskonałości, które dotarły do uszu lady Rosier, mogły zostać wyeliminowane. Wystarczyło popracować nad opanowaniem głosu, który ścierał się przy najwyższych partiach. I dlatego zgodziła się zaczekać na dziewczynę, która godzinę temu zakończyła próbę głosu u dość... przeciętnego nauczyciela. Ciche kroki, które usłyszała za sobą – musiały należeć do oczekiwanej wili. Zanim jednak zdążyła ocenić przybyłą… bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zapadła całkowita ciemność.

Odette trafiła na prawdziwą okazję. Niecodziennie tak znamienita persona jak Lady Cedrina Rosier udzielała osobistego spotkania, które dawało szansę młodziutkiej śpiewaczce na wzbogacenie swego talentu cennymi radami. Wędrowała pośpiesznie korytarzem teatralnych przejść, by na czas dotrzeć na miejsce. Nie mogła pozwolić czekać matronie, a spóźnienie byłby obelgą wobec niezwykłej  kobiety. Musiała pozbyć się jakichkolwiek obaw. Z cichym skrzypnięciem otworzyła wejście do sali, z oddali dostrzegając samotną sylwetkę, siedzącą w pierwszym rzędzie – tuż przy scenie. I nim otworzyła usta, by wystosować odpowiednie słowa powitania, zgasły wszelkie światła, pogrążając widoczność w całkowitym mroku. I tylko niewyraźny tupot w oddali mógł świadczyć, że nie był to zwyczajny przypadek.

Cóż się stało? Czy obie kobiety dotrą do źródła nagłej ciemności? Czy sytuacja znajdzie swój właściwy finał? Kto (lub co) chciał przeszkodzić w spotkaniu dwóch kobiet?

Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Odette Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3715-odette-baudelaire http://www.morsmordre.net/t3724-skrzynka-odetki#67817 http://www.morsmordre.net/t3723-odetka#67806 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t3770-odette-baudelaire#69394
śpiewaczka operowa
22
Czysta
Panna
Staniesz w ogniu, ogień zaprószysz,
I od ciebie dom twój się zajmie!
Stleją ściany, sprzęty najdroższe,
A ty z ogniem będziesz się żenił.
10
10
0
5
0
0
8
5
Półwila

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   23.12.16 21:02

Kolejna lekcja śpiewu. Zachwycanie nauczyciela melodyjnością, talentem - nieco mniej sprawą techniczną. Mam w sobie urok. To coś, co zachwyca. W moim mniemaniu jestem bezbłędna. Wszystkie ewentualne niedociągnięcia są… no właśnie. Tylko niedociągnięciami. Ewentualnie winą wilgotności powietrza, złego nagłośnienia sali, nieprawidłowych poleceń rzucanych przez belfra. Nijakiego, wręcz nieinteresującego. Trudno mi uwierzyć w jego bezapelacyjną wiedzę na temat emisji głosu. Nie spieram się jednak, chcąc ciężko pracować na swój sukces. Niekiedy dopada mnie zwątpienie co do tego czy kiedykolwiek uda mi się osiągnąć sławę na jaką zasługuję. Teraz z kolei jestem zdeterminowana, pełna wiary oraz nadziei w lepsze jutro.
Dziś. To ma być dziś. Nie jutro, nie pojutrze, nie za miesiąc lub rok. Pragnę uznania właśnie dziś. Mężczyzna coś kręci głową wystukując archaiczne nuty na wiekowym fortepianie, kręci głową, każe zmieniać wszystko. A najlepiej, bym wróciła nauczona sama, prawda? Wywracam oczami, zakładam ręce na piersi, wzdycham ciężko. Jest mi coraz ciężej. Wreszcie odgarniam złote pukle w tył, a mnie dobiega informacja, że to właśnie d z i ś.
Moja niesamowita szansa. W Palladium jest lady Rosier! Merlinie słodki, piszczę z radości jakbym była nastolatką dowiadującą się o przybyciu Ricka Charliego. Nie interesuje mnie ten człowiek, skoro pomóc w rozwijaniu wokalnego talentu ma mi taka sława. Taka klasa. Taka… och, aż brakuje mi godnych epitetów w mojej główce. Podskakuję rozentuzjazmowana, żegnam niewybrednie tego podstarzałego typa i w ogromnym szczęściu wybiegam z sali do ćwiczeń głosu.
Stukot obcasów odbija się echem po korytarzu, który zmierza wprost do wielkiej auli, w której to mam porozmawiać z prawdziwą lady. Moje serce przyspiesza rytmu, robi mi się na zmianę gorąco oraz zimno - taka szansa! Jak sobie tylko pomyślę o możliwości zmarnowania jej, to aż mi zasycha w gardle. Właśnie - zerkam w torebkę czy na pewno wzięłam swoją wodę, to ważny element. Jest. Oddycham ni to ciężko, ni to pokrzepiająco. Staję przed drzwiami pełna obaw, ale jest już za późno. Muszę dać z siebie wszystko i olśnić tę wspaniałą kobietę moim talentem.
Naciskam klamkę, pewnym siebie krokiem wchodzę do pomieszczenia. Widzę ją! Siedzi w pierwszym rzędzie, tuż przy scenie. Poprawiam materiał eleganckiej sukienki po czym z determinacją zmierzam w tamtym kierunku. Co dziwne, wydaje mi się, że słyszę jakieś echo… nie, to niemożliwe - przechodzi mi przez myśl. A jednak. W kilka sekund później zapada zupełna ciemność. Paraliżująca. Rozglądam się wokół, mrugam intensywnie, wszystko na nic. Nie widzę nic.
- Lady Rosier? - pytam nieśmiało mając nadzieję, że po głosie będziemy w stanie się odnaleźć. Aż mam ochotę zapłakać nad mym marnym losem - za co, za co taki brak szczęścia, pytam się?





Powrócę ja -
Patrz, Furia zła,
Przyjdę jakpłomień gorący.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Teatr Palladium   10.04.17 0:20

Mały, uśmiechnięty od ucha do ucha chłopiec o imieniu Felix. To właśnie ten mały rozrabiaka swoją obecnością sprawiał, że wieczory w Teatrze Palladium były tak interesujące. Ubrany w idealnie skrojony garnitur z butonierką w ciemne kropki już od czterdziestu lat dumnie trwa w miejscu prawdziwej sztuki i kultury. Wiedział, że nie żyje. Pamiętał dzień, w którym przyszedł z matką i ojcem do teatru. Miał wtedy tylko sześć lat. Zupełnie tak jak teraz. To był ważny dzień dla jego rodziców bo na występ tej artystki czekano w Wielkiej Brytanii od lat. Felix nie wiedział dlaczego tak długo i nie rozumiał czemu kobieta po prostu nie mogła przypłynąć wcześniej i zaśpiewać wszystkim, ale nie mógł dopytywać. Mama nie odpowiadała na bezsensowne pytania. Podczas śpiewu tej pani chłopiec poczuł się źle więc wyszedł z sali głównej… i nie pamięta co było dalej. Kiedy się obudził zobaczył płaczącą matkę i pocieszającego ją ojca, ale też nie rozumiał dlaczego tak płakali. Na początku było mu smutno. Nikt go nie słyszał. Nikt go nie widział. Każdy ignorował. Teraz jednak już wcale się tak nie czuł. Nie był samotny. Był kot, którego nazwał Rufus i który podchodzi do Felixa najbliżej ze wszystkich, był dozorca, któremu chłopiec zawsze kradł kluczyki, była pani, która sprzątała salę główną. Felix zawsze pilnował by się nie śmiać. Jego dźwięczny śmiech straszył ludzi i chłopiec nie wiedział dlaczego. Po dzisiejszym występie schował się za kurtyną przyglądając się tej pięknej pani, która dzisiaj śpiewała. Pięknie śpiewała. Jak mama. Usłyszał, że czeka na nią jakaś pani więc od razu pomyślał o tym, że dziś wieczorem będzie ich o wiele więcej. Będzie zabawa! Przez lata, które tu spędził nauczył się paru sztuczek. Uwielbiał kraść rekwizyty ze schowka pod główną salą i udawać, że sam jest aktorem. Dzisiaj wziął wielkie szczudła, okulary i szerokie cygaro. Podobne paliła tata. Patrzył jak szczudła maszerują w rytm jego niewidzialnych kroków i uśmiechał się przy tym szeroko. Żałował, że nie mógł sam na nich chodzić, ale nauczył się, że to co widzimy też może nas bawić. Nie wiedział kiedy zleciał mu czas, a jego piękna pani wyszła by spotkać się z siedzącą w sali kobietą. Felix zachichotał cicho zakrywając buzie dłonią i zgasił kobietom światło. Po chwili zapalił i znowu zgasił. I jeszcze raz. O. Czemu tak druga Pani wychodzi? Śpieszy się. Zaśmiał się głośno i zaraz znowu się zakrył, ale chyba było już za późno.  




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Teatr Palladium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Opuszczony teatr
» Festiwal Cieni - Teatr Cieni
» Teatr
» Teatr Katharsis
» Teatr Pandora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17