Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Greenwich Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Greenwich Park   29.04.16 3:04

Greenwich Park

Olbrzymie, zielone tereny przeznaczane nie tylko na niezwykle urokliwe spacery pozwalające odpocząć od zgiełku miasta, ale i stanowią doskonałe tereny łowieckie. Specjalnie sprowadzone do parku jelenie stanowią wyjątkową rozrywkę podczas letnio-jesiennych polowań, a mieszczące się nieopodal sokolarnie oraz, bardziej popularne wśród czarodziejów, sowiarnie, zapewniają, że to najlepsze miejsce na odbycie polowania wraz z drapieżnymi ptakami. Okoliczne stadniny zachęcają natomiast do konnych przejażdżek specjalnie wytyczonymi do tego szlakami. Niestety, ze względu na bliskość mugoli, nie jest możliwe dosiąść tutaj skrzydlatego wierzchowca.


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   19.06.16 10:54

Para nr 1

Potrzeba odpoczynku od przedświątecznego zgiełku zawiodła Emery do spokojnego, osadzonego na przedmieściach parku. Nieopodal znajdowali się mugole, najprawdopodobniej szukający wytchnienia dzięki samotnemu spacerowi wśród uginających się pod śniegiem drzew, w niezmąconej miastowym harmidrem ciszy.
Szlachcianka była ubrana ciepło. Miała na sobie jeden z unikalnych, zaprojektowanych zapewne na zamówienie szali, który niefortunnie odwinął się z szyi. Próba poprawienia materiału zakończyła się fiaskiem. Ten porwany przez wiatr osiadł na jednej z gałęzi dębu, znajdującej się prawie na samym czubku korony drzewa. Próba doskoczenia do szalu mogłaby skończyć się co najmniej skręconą kostką. Jednak lady Parkinson nie była w parku sama. Wciąż opodal niej kręciła się grupa mugoli. Korzystając z wolnego popołudnia, razem z dziećmi lepili bałwana. Za sobą nawet mogła zobaczyć małego chłopczyka, który próbował w śniegu znaleźć ułamaną gałązkę dębu, aby zrobić z niej ręce albo nos. Cały czas podjadał marchewkę i wpatrywał się w dziwnie ubraną kobietę. W stronę lady Parkinson szedł Crispin. Mógł cały czas obserwować z boku niefortunną scenę, gdy drogi szal owija się wokół gałęzi, a szlachcianka szuka sposobu, aby go z powrotem ściągnąć na ziemię. Czy auror postanowi jej pomóc?

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  



[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 http://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 http://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 http://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Projektantka mody
23
Szlachetna
Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
7
21
0
0
0
1
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   01.07.16 19:38


15 grudnia 1955r.

Zwykle zielony park, w połowie grudnia przypominał białą pustynie. Połacie śniegu ciągnęły się wokół – ciesząc oczy i działając przy tym niezwykle wyciszająco, wręcz kojąco. Dla czegoś warto nawet przecierpieć mroźny wiatr, który smaga dzisiaj bez chwili wytchnienia dla delikatnej cery. Sceneria stanowiłaby idealny krajobraz do jednego z dłuższych spacerów, które przecież tak kocham, gdyby nie mugole, którzy urządzają zabawy w parku. Cóż, jest to jednak miejsce publiczne, więc muszę tolerować obecność innych ludzi, a skoro są niemagiczni, to smagnięcie w ich kierunku zaklęciami, nie wchodzi w grę. Jeśli znajduję się w odpowiedniej odległości, mogę skupić się tylko na sobie, zupełnie jakby park był pusty. Mogę odciąć się od nadmiaru obowiązków w pracy, na chwile zapomnieć o projektach, które wkrótce zagoszczą na wystawach domu mody. Niestety, w niektórych punktach parku aż się roi od rozkrzyczanych dzieci i zachwyconych nimi dorosłych, a wyciszenie odchodzi w zapomnienie. Na spacer ubieram się niezwykle ciepło, ocieplany płaszcz chroni mnie przed zimnem, podobnie jak skórzane rękawiczki i buty. Spokój zastępuje irytacja, gdy zapięcie szalu stworzonego z piór leleka wróżebnika nagle się odpina, a wiatr porywa ozdobę, która skutecznie chroniła mnie przed zimnem. Choć szal bardziej przypominający efektowny kołnierz płaszcza, wygląda na ciężki, proste zaklęcie czyniło go lekkim jak piórko. I to właśnie stanowiło moją zgubę – szal zaczepił się o gałąź pobliskiego drzewa. Już mam zamiar sięgnąć po różdżkę, by rzucić zaklęcie, gdy przypominam sobie, gdzie się znajduję. Wzywam Melina pod nosem, dorzucając kilka innych przekleństw pod adresem mugoli. Czuję się bezradna, a rozdrażnienie potęguje tylko uczucie mroźnego wiatru, który wbija się niczym drobne igiełki w nagle odsłoniętą skórę szyi. Muszę go jednak jakoś ściągnąć, w końcu pióra są niezwykłe i mogłyby zaintrygować mugoli, którzy nawet bez specjalistycznej wiedzy, mogliby stwierdzić, że nie należą one do zwykłego ptaka. Wiązałoby się to z naruszeniem ustawy Tajności, a konflikt z Ministerstwem to ostatnie, czego mi trzeba. Na oczach niemagicznych nie mogę wysłać patronusa, nawet gdybym potrafiła go wyczarować, a przejście w mniej zaludnione miejsce, by tam się teleportować, wiąże się z przemarznięciem. Rozglądam się desperacko po otoczeniu, a małe dziecko, które się we mnie wpatruje, doprowadza mnie do białej gorączki. Gdy mój wzrok pada na samotnego mężczyznę, wpada mi do głowy pewien plan – lepszy taki niż żaden, szczególnie, że zaczynam szczękać zębami. Próbuję się opatulić w jakikolwiek sposób płaszczem zanim zaczepiam mężczyznę.
- Przepraszam! – jest najbliższym przechodniem i chyba jedynym. - Tak, właśnie ty… – mężczyzna musi się zatrzymać, przecież nie przejdzie obojętnie koło damy w opresji. Nawet mugolskie pomioty, te z jednego z gorszych sortów, powinny mieć za grosz kultury i poczucia obowiązków. Własne zadufanie i rozdrażnienie narastającym zimnem nie pozwala mi dostrzec, że sama nie szczycę się wysokim poziomem wychowania. - Wiatr porwał mój szal. Potrzebuję pomocy, by go ściągnąć – zwracam się do chłopaka tonem pewnym, nieznoszącym odmowy, choć jego wygląd sugeruje mi, że pomimo odmiennego stylu życia, jest ode mnie starszy. Unoszę dumnie podbródek, choć wiatr wieje wprost w odsłoniętą szyję. - Zapłacę ci, jeśli po niego się wdrapiesz – proponuję impulsywnie, gdyby się wahał, choć nie wiem czym mu zapłacę, w końcu złoto czarodziejów na nic się zda w świecie niemagicznych. Jednak mężczyzna nie wygląda mi na osobę, która ściągnie szal z dobroci serca.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Emery Parkinson dnia 07.07.16 22:23, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii http://www.morsmordre.net/t1442-kamelia http://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you http://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 http://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   06.07.16 21:43

Cisza zaczyna mnie przytłaczać. Jest jej pełno na zaśnieżonych teraz wrzosowiskach Kornwalii. Przerywa ją jedynie jednostajne wycie wiatru, który nieograniczony żadnymi drzewami grasuje radośnie po ogromnym, otwartym terenie. Ile można słuchać tego i jednostajnych parskań testrali? Chociaż te zwierzęta napawają mnie spokojem i potrafią odciągnąć myśli to stopniowe zapadanie się w monotonii zajęć codziennych nie jest specjalnie pomocne. Wciąż brakuje mi jakiejś wewnętrznej równowagi, której nigdzie nie mogę znaleźć. Próbuję jednak nieustannie ją odnaleźć. Uciekłem więc dzisiaj z mroźnego Puddlemore do równie oblodzonego Londynu. Załatwiłem drobne sprawy rezerwatu, uzupełniłem trochę swoje zapasy i w sumie mógłbym już wracać. Nie chcę jednak, nie spieszy mi się do pustego domu. Czeka tam na mnie tylko ukochany pies, ale on pewnie śpi w najlepsze przy ciepłym kominku. Chwilowo nie jest mi specjalnie tęskno do ciepła wnętrza, miękkości kanapy czy smaku kawy.
Wybieram więc przechadzkę po Greenwich Park w poszukiwaniu innych ludzi. Mógłbym co prawa wparować do Gwenny, ale nie chcę jej przytłaczać moim problemami. Chyba jestem już całkiem dużym chłopcem. Spacerowanie wśród ludzi też może być przyjemne, a na pewno pozwala oderwać myśli. Lata praktyki aurorskiej przyzwyczaiły mnie do obserwowania otoczenia, innych dookoła i zatracaniu się w tym kompletnie. Na podstawie takiego podglądania można dowiedzieć się naprawdę wielu ciekawych rzeczy na temat danej osoby. Potrzebuję jednak jakiegoś dogodnego miejsca, bo chociaż dreptanie po całej powierzchni niemałego parku jest dosyć rozgrzewające to czuję potrzebę odsapnięcia na chwilę lub dwie. Wypatrzyłem nawet jedną odśnieżoną ławkę, gdy coś nagle przecina przestrzeń przede mną. Szalik. Widzę jak jakaś kobieta obraca się nagle za skrawkiem materiału, który jak gdyby nigdy nic niesiony porządnym podmuchem wznosi się ku górze i w zadowoleniu osiada na jednej z gałęzi rozłożystego dębu. Zadzieram głowę, aby podziwiać potęgę matki natury, a przy okazji rozejrzeć się za jakimś gołębiami. Będę potrzebował pomocy, żeby jej pomóc. Nie dziwię się więc wcale, gdy słyszę jej głos. Obracam się w stronę kobiety z bladym uśmiechem, który gaśnie jednak szybko. W jej tonie nie ma żadnej prośby, czy nawet sympatii. Co więcej brzmi trochę niczym rozkaz. Unoszę brew w wyrazie zaskoczenia, gdy proponuje mi pieniądze. Czy naprawdę wyglądam na aż tak mało empatycznego i nieprzyjemnego człowieka?
- Nie sądzisz, że zwykłe proszę zrobiłoby coś więcej niż pieniądze? - pytam, a lekka uraza przebija się przez spokojny ton mojego głosu. Skoro ona nie kłopotała się użyciem jakiejkolwiek formy grzecznościowej to i ja nie będę odstawiał takiej szopki. Mimo wszystko cofam się jednak, aby rozejrzeć za jakimś ptakiem. Nie mam ochoty wdrapywać się na drzewo, skoro mogą mi pomóc moi mali, skrzydlaci przyjaciele.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 http://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 http://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 http://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Projektantka mody
23
Szlachetna
Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
7
21
0
0
0
1
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   09.07.16 1:01

Tak jak się spodziewałam, od pierwszego lepszego napotkanego mężczyzny nie mogę liczyć na pomocną dłoń. Może nie składam błagalnych próśb, jednak czy można zarzucić mi jakąkolwiek nieuprzejmość? Mugole to niezwykle oporne stworzenia, które myślą, że należy im się poklask już za sam fakt istnienia. Czy nie mogliby się poczuć przydatni w sytuacji, gdy widzą przed sobą zmarzniętą kobietę. Ależ skąd! Zamiast tego on po prostu patrzy. Każdy szlachcic byłby gotów zareagować natychmiast – przeklinam w duchu fakt, że trafiłam na takiego upartego osobnika. Słysząc słowa mężczyzny, maskuję prychnięcie cichym odkaszlnięciem, z zasłonięciem ust dłonią odzianą w skórzaną rękawiczkę. Ależ dziękuję za doskonałą radę.
- W takim razie proszę o wybaczenie i proszę o pomoc – ciężko udać, że ton jest miły, ocieka przesłodzoną słodyczą nieudolnie maskującą rozkaz. Pomimo cierpkich słów, otulam się głębiej płaszczem, by nie zacząć szczękać zębami z zimna - własna choroba, jak i wszechobecny mróz nie pozwalają mi zapomnieć, że to jednak ja jestem w tej gorszej sytuacji. Jeśli nie wymagały tego warunki pracy czy wrodzona kurtuazja, nie miałam w zwyczaju prosić o cokolwiek. Od małego dostawałam, to co chciałam, będąc oczkiem w głowie każdej z guwernantek, w szkole dobre urodzenie ugruntowało moją pozycję tak, że nie musiałam się starać o uwagę; to często inni, pragnący zabłysnąć w moim cieniu sławy, robili wszystko co zachciałam – w taki sposób unikałam mozolnych esejów z eliksirów czy zielarstwa. Szkoda mi słów na dyskusję, że licząc na zwykłą, ludzką dobroć serca nic się nie zyska. Światem rządziły złote monety i wiążące się z tym przywileje. - Będziesz odpowiedzialny za mój katar – ciężko mi wymyślić jakąś poważniejszą mugolską chorobę… Nie znam się na niemagicznych przypadkach, lecz na pewno istnieją inne, o wiele gorsze przypadłości niż cieknący nos.


Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii http://www.morsmordre.net/t1442-kamelia http://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you http://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 http://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   09.07.16 21:20

Są dwie opcje. Albo natrafiłem na kogoś wyjątkowo napuszonego, albo na szlachciankę. W sumie najgorszym scenariuszem jest napuszona szlachcianka. Nie wiem jakim cudem ci ludzie mogą być aż tak zarozumiali. Owszem, każdy ma prawo do samoświadomości. Nie przeczę, przecież to istotne, abyśmy odpowiednio mierzyli siły na zamiary. Zaniżona samoocena nigdy nie prowadzi do dobrych rzeczy. Takich ludzi łatwo kupić komplementami, a jeszcze łatwiej nimi manipulować. Niestety przesada w drugą stronę jest równie niesmaczna. Nigdy chyba niedane będzie mi zrozumieć jakim cudem można zadzierać nosa na skutek faktu, na który żaden człowiek na świecie nie ma wpływu. To tak jakby panowało przekonanie, że ludzie o ciemnych włosach są mądrzejsi od tych o odcieniu blond. Przecież to kompletna kpina i kretynizm. Niby dałem radę nauczyć się koegzystować z czarodziejami o krwi szlachetnej, wszak sam reprezentowałem szeregi grupy Rycerzy Walpurgii, w której skład w dużej mierze wchodzili ludzie o wysokim statusie. Mogę żyć z faktem, że traktują oni mugoli z szacunkiem podobnym jak do wycieraczki, a półkrwiaków jak ja niewiele lepiej. Nienawidzę jednak, gdy ktoś traktuje tak mnie. To chyba się nazywa hipokryzja, ale chyba większa przedstawicielka tej cechy stoi właśnie przede mną. Uroczo. Nic dziwnego, że nie możemy się dogadać.
- Taką szczerością przekonasz prędzej szalik, żeby spadł sam niż mnie - odpowiadam cierpko krzyżując ręce na piersi. Naprawdę wolałbym już, żeby po prostu przewróciła oczami zamiast odzywać się w ten sposób. To ona ma problem, nie ja. Równie dobrze mógłbym odwrócić się na pięcie i zostawić ją sam. Nie miałbym żadnych wyrzutów sumienia. Nie chce mi się jednak już wracać do domu, a mogę się założyć, że to jedna z tych kobiet, która pofatyguje się za mną tylko po to, żeby posyłać mnie do samych diabłów, dopóki nie teleportowałbym się w siną dal. Słodki Salazarze, co ty każesz mi znosić. - Z tego, co wiem katar nie jest śmiertelny. Można wtedy bezkarnie poleżeć sobie w łóżku. - Jako dzieciak niespecjalnie chorowałem, ale wszyscy dookoła raz na jakiś czas lądowali u publicznego doktorka, więc nauczyłem się co nieco. W końcu świat mugoli przez pewien czas był jedynym, jaki znałem.
Odwracam się do szanownej damy plecami i zbliżam się do rozłożystego dębu. Jak na złość na ośnieżonych konarach nie siedzi ani jeden gołąb, który mógłby mi pomóc. Parszywe ptaki, pojawiają się zawsze wtedy, kiedy nie są potrzebne. Opieram się więc plecami o konar i spoglądam na szanowną damę.
- To jeszcze chwilę potrwa. Chyba, że masz jakąś bułkę albo coś w tym stylu - rzucam jak gdyby nigdy nic. Jestem prawie na sto procent pewien, że to czarownica i mam absolutną pewność, że będzie tym wszystkim oburzona. Jak miło.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 http://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 http://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 http://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Projektantka mody
23
Szlachetna
Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
7
21
0
0
0
1
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   09.07.16 23:40

Widząc opór mężczyzny, jak na niewerbalne życzenie przewracam oczami, również zakładając ręce na piersi i spoglądając na niego wyczekująco. Nie zamierzam przekonywać czy błagać, albo sam się ruszy albo niech go kelpie porwą. Dopiero gdy bezczelnie prowokuje dalej, pęka niewidzialna taśma, którą z wysiłkiem zakleiłam usta. Nie dogadamy się, nieważne czy z pieniędzmi czy bez - trafiłam na okropny przypadek spacerującego osobnika. Czyż jeśli nie chce być użyteczny dla społeczeństwa, nie powinien zostawać w domu zamiast swoją obecnością psuć cudny krajobraz zaśnieżonego parku? - No cóż, może to dziwne, ale nie każdy ma czas, by poleżeć sobie w łóżku – odpowiadam śmiertelnie poważnym tonem. Cierpnę na samą myśl o pobycie w łóżku. Może katar mnie nie przykuje w kaszmirowy kaftan z poduszek, jednak śmiertelna bladość może zrobić to z łatwością – nie ukrywając, nie mogę sobie pozwolić na chorobę w takim okresie. W tak napiętym czasie z goniącymi terminami, wiedziałam, że choroba byłaby samobójstwem dla kariery. Naprawianie szkód wyrządzonych przez absencję zajęłoby ogromnie dużo czasu. Jeżeli w ogóle kiedykolwiek udałoby się je naprawić. Niewykonanie zachcianek dobrze urodzonych, wiązałoby się ze stratą klientów i beznadziejną promocją. Dlatego, niezależnie od samopoczucia, siedziałabym nad projektami, przymiarkami, pilnowała wykonania, nawet kosztem własnego zdrowia. Bardziej bolesne od bladości mrożącej krew, powodującej omdlenia i ogólne osłabienie byłoby publiczne upokorzenie. Jednak nie wszyscy są w stanie to zrozumieć. - Nie ukrywam, że odrobinę mi się śpieszy – rzucam w kierunku pleców mężczyzny, gdy podchodzi spacerkiem do rozłożystego dębu, na którym utknął szalik; przyglądam mu się przy tym ze średnim zainteresowaniem, w końcu nie robi nic, by odzyskać szalik z objęć drzewa. Raz, dwa, drogi panie, to wcale nie jest tak wysoko, na pewno w dzieciństwie chodziłeś po drzewach lub robiłeś inne, mało ambitne rzeczy doprowadzając matkę do szwedzkiej pasji, gdy wiedziała kolejne podarte spodnie. - Czy ja wyglądam na osobę, która je bułki? Możesz ukraść bałwanowi marchewkę, ale nie ręczę za rozhisteryzowane dziecko – rzucam spojrzenie w kierunku rodzinnej grupki - dziewczynka straciła zainteresowanie obserwacją naszej przeciwnej pary, ba, nawet przestała pochrupywać marchew, która teraz stanowiła lekko nadgryzioną część śnieżnej, mało foremnej budowli. Nie rozumiem mężczyzny, nawet nie udaję, że podejmuję jakiekolwiek wysiłki, by to uczynić. Irytacja wzrasta z każdą chwilą, gdy czuję coraz to bardziej przenikliwe zimno – cóż, jestem gotowa zrezygnować z szalika, ryzykując przechwycenie go przez jakiegoś mugola i udać się piechotą do pierwszego budynku podłączonego do sieci fiuu, jeśli jaśnie panicz się nie ruszy.


Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii http://www.morsmordre.net/t1442-kamelia http://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you http://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 http://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   11.07.16 16:50

- Coś o tym wiem, testrale same się nie nakarmią - mruczę pod nosem, do siebie bardziej niż do panienki tylko ja mam w życiu ciężkie i ważne zadania. Naprawdę drażni mnie jej podejście do życia. Zero w niej poczucia humoru, takiej pogody ducha, która pozwoliłaby jej uśmiechnąć się do mnie i zaśmiać się z niesfornie uciekającego szalika. Od razu atmosfera zrobiłaby się milsza, a ja może nawet wskoczyłbym sam na drzewo, żeby było można pośmiać się jeszcze bardziej. Niestety w takim wypadku nie mam ochoty na wspinaczkę po ośnieżonych gałęziach. Nie warto łamać sobie nogi czy karku dla kogoś takiego jak ona. Nawet jeśli dla oka jest całkiem przyjemna. Chcę skorzystać z pomocy jakiegoś ptasiego przyjaciela, ale oczywiście nigdzie go nie ma. Ironia losu jest chyba moim największym przyjacielem ze wszystkich. W dodatku ta urocza dama śmie mnie poganiać. Jak gdyby nie zauważyła, że prowadzenie z nią rozmowy nie jest mi specjalnie miłe. Chociaż ja nie spieszę się ani trochę to wcale nie chcę już tego przedłużać. Skutecznie odstrasza mnie swoim podejściem do sprawy. Widocznie przyzwyczajona jest do otrzymywania tego, czego chce bez kiwnięcia palcem. Niestety nie każdy miał w życiu tak łatwo.
- Każdy może jeść bułki. Czy to jakieś gorsze jakościowo jedzenie? - pytam wzruszając ramionami. Jednak bezwiednie przenoszę spojrzenie na wskazane przez nią dzieci. Bawią się wesoło w śniegu w ogóle nie zwracają uwagi na szczypiącą w nos pogodę. Spod czapki dziewczynki wystają blond kosmyki i nie mogę powstrzymać dziwnego skurczu, gdzieś tam w środku. Prawdopodobnie w okolicach serca. Przełykam jednak ślinę i odwracam wzrok z powrotem na kobietę. - Nie, marchewka tu nic nie da - odpowiadam rozglądając się jeszcze raz w nadziei. I nagle jest, mam ochotę wydać triumfalny okrzyk, gdy widzę jakiegoś szarego gołębia lądującego nieopodal. - Zaczekaj - rzucam w kierunku nieznajomej i ruszam w tamtą stronę. Liczę, że nie pójdzie jeszcze za mną, bo wystraszy mojego potencjalnego przeciwnika. Już na sam mój widok chce się zerwać, ale uspokajam go cichym tonem. Wiem, że podobno dziwnie to brzmi, gdy rozmawiam z ptakami, chociaż brzmi to dla mnie absolutnie tak samo jak ludzka mowa. Na szczęście gołąb jest tak bardzo zaskoczony, że słysząc moją prośbę podekscytowany wzbija się w powietrze. Pozostaje czekać.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 http://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 http://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 http://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Projektantka mody
23
Szlachetna
Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
7
21
0
0
0
1
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   25.07.16 5:49

Szaleństwo. Czyste szaleństwo. Emery już dawno pozostawiłaby to wszystko za sobą, gdyby nie fakt, że znalazła się w całkowicie patowej sytuacji. Nie mogła zrobić kroku w tył ani, tym bardziej, wykonać kolejnego ruchu w przód. Przyglądała się mężczyźnie, który oceniał sytuację – sama nie widziała żadnego innego wyjścia, jak tylko wyjście w górę drzewa po szalik. Nawet próba zrzucenia nie osiągnie wyczekiwanego rezultatu, szalik zaczepił się zbyt niefortunnie, by spadł pod wpływem uderzenia w drzewo. Zresztą, nie miała na tyle siły, by uderzyć w konar bez użycia magii. Ach, magia… Ona byłaby rozwiązaniem wszystkich problemów. Odpowiednie zaklęcia stwarzały dziesiątki możliwości bezproblemowego ściągnięcia szalika. Wtedy od razu byłoby cieplej i milej, być może nawet i szczelnie opatulona Emery stałaby się o wiele przystępniejsza w obyciu. Obecnie nie pozostawało jej nic innego jak niemiarowe szczękanie zębami… Wszystko przez mugoli! Panna Parkinson posłała w ich kierunku czysto nienawistne spojrzenie, jakby ono mogło coś wskórać i przepłoszyć natrętów, przez których musiała się kontrolować. W duchu żałowała, że Grindelwald przerwał swoją kampanię i skrył się w murach Hogwartu, gdyby rzeczywiście wyprowadził czarodziejów z ukrycia… Mugole nie stanowiliby problemu. Co prawda jak na gusta Emery mógł zrobić to w delikatniejszy, ale zdecydowany sposób – krew nie była przyjemna dla oka. Oczywiście nie była jeszcze nieświadoma, że i jej rodzina ucierpi w wyniku niefortunnych noworocznych wypadków. Ruch! – w końcu wpadła na błyskotliwą myśl; Tak, ruch, to zdecydowanie doskonały pomysł. Zaczęła więc przestępować w nogi na nogę, pobieżnie, bez większego zainteresowania przyglądając się mężczyźnie.
Ściąga brwi z niesmakiem, gdy ten uparcie czegoś wypatruje zamiast wyjść na to drzewo. Na Merlina, czy to aż tak trudne? Jakiekolwiek zainteresowanie przejawia dopiero, gdy mężczyzna podchodzi do gołębia i… Grucha. Mruga kilkakrotnie, jakby w niedowierzaniu. Szaleństwo. Ot co! Przecież mówiła! Marnuje tutaj tylko swój czas… Najpewniej już by odeszła, gdyby ptaszysko – przy okazji jak ona nie znosiła ptaków, stworzeń paskudzących pod siebie i wszędzie rozrzucających pióra – zrywa się w powietrze, po kilku uderzeniach skrzydeł wznosi się w powietrze, by mocować się z… z szalikiem.  
-Niemożliwe – usta poruszają się prawie że bezgłośnie zanim przenosi oskarżający wzrok na napotkanego mężczyznę. Czyżby to był przypadek? Nie, niemożliwe, ptak zachowuje się na to stanowczo zbyt dziwnie. - Skuteczne działanie – rzuca w przestrzeń ni to do mężczyzny ni to do stworzenia. Gdy szalik ląduje na śniegu, zrzucony przez ptaka, w końcu szczelnie się opatula ciepłym materiałem. Nie chciała wyrażać zainteresowania całą sytuacją, ale, na Merlina!, była ciekawa, chciała usłyszeć potwierdzenie własnych analiz.


Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii http://www.morsmordre.net/t1442-kamelia http://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you http://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 http://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   30.07.16 23:27

Początkowo bałem się, że mnie nie posłucha. Ptaki równie reagują na fakt, że ktoś wdaje się z nimi w konwersację. W zależności od gatunku wykazywały się mniejszą lub większą tolerancją czy ciekawością. Gołębie są dość pospolite, a mieszkanie w tak dużym mieście jak Londyn wyrobiło w nich pewną odporność na dziwy. W końcu nawet na Pokątnej można je spotkać. Mam też trochę praktyki, bo już wcześniej zdarzało mi się zaczepiać te ptaki. Chociaż było to stosunkowo dawno, jeśli wciąć pod uwagę ich długość życia.
Na szczęście tym razem wszystko poszło po mojej myśli. Trafiłem na przyjazny człowiekowi okaz, widocznie życie nie zdążyło go jeszcze skrzywdzić, a nie ukrywajmy - ludzie potrafią być okrutni wobec wszelkich zwierząt. Co prawda mógł jeszcze się rozmyślić w połowie drogi, jednak nie zawiódł mnie. Kamień spadł mi z serca, bo oznaczało to, że nie zbłaźniłem się przed panną Idealną, ani nie byłem zmuszony do podjęcia wspinaczki po oblodzonym drzewie. Nie mam wątpliwości, że nie pozwoliłaby mi po prostu odejść be udzielenia jej pomocy. Mam wrażenie, że nie bardzo obchodzi ją, co sam myślę na ten temat. Czułem na sobie jej krytyczne spojrzenie, kiedy obróciłem się w kierunku drzewa. Zapewne była przekonana, że mam zamiar zdezerterować. Cóż, mam nadzieję, że ją pozytywnie zaskoczyłem. Odwracam się w sam raz, aby ujrzeć jej pełną zdumienia minę, bo słyszę szum gałęzi oznaczający mocowanie się gołębia z szalikiem. Zaraz potem sam przedmiot całego zamieszania opada łagodnie na ziemię. Rozglądam się bezwiednie, sprawdzając, czy jakiś mugol się nami zainteresował, ale wszyscy wydają się być pochłonięci swoimi zajęciami. Zresztą nie ma żadnego dekretu Ministerstwa Magii zakazującego używania wrodzonego talentu w obecności istot niemagicznych. W końcu, jako auror znam całe to prawo całkiem nieźle. Uśmiecham się rozbawiony słysząc jej słowa rzucone na wiatr.
- Mam nadzieję, że nie przemókł od śniegu na gałęziach - mówię szczerze, bo w porównaniu do niektórych nie zwykłem gardzić ludźmi, jeśli nie mam do tego dobrego powodu. Omiatam wzrokiem szalik i z miejsca zauważam, że nie są to pióra zwykłego ptaka. Miała szczęście trafiając na mnie, bo pierwszy lepszy mugol mógłby wykazać albo niezdrowe zainteresowanie, albo nawet chęć przywłaszczenia sobie niezwykłego szala. - Jakoś jeszcze mogę pomóc? - pytam, a ironia przebija przez moje słowa. Nie mogę jednak powiedzieć, że na nią nie zasłużyła.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 http://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 http://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 http://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Projektantka mody
23
Szlachetna
Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
7
21
0
0
0
1
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   01.08.16 17:20

- Nie, nie przemoknął. Podziękuj swojemu ptasiemu przyjacielowi za ratunek- zwraca się do mężczyzny, którego imienia nie zna i nie chce poznać. Emery wolałaby zapomnieć o całym zajściu i wrócić do domu, w końcu nie istnieje zbyt wielka szansa, że spotkają się ponownie. Zdanie było neutralne, jakby nie chciała dziękować wprost napotkanemu chłopakowi, jednak chciała jakiegokolwiek potwierdzenia, że sytuacja z ptakiem nie jest dziełem przypadku. W końcu jakie stworzenie odczepiłoby szalik z gałęzi? Nie widziała wcześniej czegoś takiego i nie zobaczyłaby, na pewno nie w mugolskim świecie. Obrzuciła mężczyznę krytycznym spojrzeniem, jakby chciała dowiedzieć się więcej, znaleźć jakąkolwiek anomalię w jego stroju. Nic z tego, pokręciła z rozdrażnieniem głową - cóż to ją obchodziło, ważne, że odzyskała swój szal, który stopniowo ją ogrzewał. Już wkrótce miała poczuć się o wiele lepiej. - Nie, to wszystko- odpowiedziała z równie wyczuwalną ironią w głosie. Przez chwilę zastanawiała się czy mu podziękować lub obdarować kilkoma galeonami za fatygę... Jednak to było do niej zbyt niepodobne, a ton mężczyzny działał jej na nerwy. Poza tym rzadko kiedy okazywała wdzięczność - co prawda wolałaby się nie zastanawiać, co by zrobiła gdyby nie Crispin. Uratował ją, lecz cóż innego miał zrobić? To obowiązek mężczyzny, by ratować damy w opresji - nie powinna się przed nim z tego powodu kłaniać. Niewiele myśląc, ruszyła w kierunku najbliższego budynku, stamtąd dopiero będzie mogła teleportować się do domu.

| zt


Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii http://www.morsmordre.net/t1442-kamelia http://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you http://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 http://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   03.08.16 21:51

Nie jestem próżny. No może troszeczkę, ale wcale nie tak bardzo jak mogłoby się wydawać. Nie oczekuję w każdym razie jakichś peanów na moją cześć, dedykacje na pierwszych stronach książek wychwalających moje czyny w zupełności mi wystarczą. Jednak wydaje mi się, że zwykłe dziękuję to i tak niezwykle mało. Nie grzeje to ani nie ziębi człowieka, który to mówi, a jak potrafi uradować obdarowanego. Problem niestety polega na tym, że chyba arystokratów w ogóle tego słowa nie uczą. Wyobcowuje się je z ich słowników, aby nie skazić ich wychowania. Przecież im wszystko się należy, po co mieliby za cokolwiek dziękować? Nie oczekuję więc po niej zbyt wiele i nie sądzę, żeby te podziękowania były jakimś ukrytym przesłaniem dla mojej osoby. Nie, żeby mi to specjalnie przeszkadzało.
- Nie omieszkam powtórzyć - odpowiadam i wtedy coś mnie zastanawia. Czy zauważyła, że potrafię rozmawiać z ptakami? Czy uznała to za dziwne? Nie wyglądała w żadnym stopniu na przestraszoną. Na jej twarzy maluje się to samo zblazowane znudzenie, co wcześniej. Może uznała to za coś niewartego uwagi albo, że odważyłem się użyć magii na tym stworzeniu wbrew wszelkim zasadom? Nie miałem pojęcia, co sobie myśli i trochę mnie to irytowało. Gdyby była normalna mógłbym nawet uciąć sobie z nią krótką pogawędkę, ale nie wyglądała na palącą się do rozmowy ze mną. Nawet, gdy szalik już ją opatulał i nie mogła narzekać na zimno. Cóż, mała strata. Uśmiecham się rozbawiony ironią tej całej sytuacji. Brzmi, jak gdyby odprawiała służącego. Nie obwiniam jej, to pewnie nawyk. Nie żegna się ze mną w żaden sposób i nie dodając nic więcej odchodzi, więc nie mogę się powstrzymać i wołam za nią. - Naprawdę nie ma za co! Tobie też życzę dobrego dnia! - Robię to na tyle głośno, że odwraca się kilku mugoli, ale nie przeszkadza mi to. Wręcz przeciwnie, szczerzę się jeszcze bardziej, gdy zadowolony wracam do domu.

|zt




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   17.10.16 1:03

18 marca, popołudnie?

Przymknięte powieki mogły sugerować, że drobna, samotna sylwetka siedząca na ławce - spała. Ułożone obok pudełeczko z zieloną kokardą, odrobinę uchylone, ukazywało ciekawskiemu obserwatorowi kolekcję czekoladek. Marcowe słońce, wciąż nieśmiało wyglądało zza płynących po niebie chmur, ale promienie sięgały ciemnych włosów siedzącej kobiety, zatrzymując się w postaci lekkiej poświaty. A Inara odpoczywała.
Szaleńczo kołatane myśli urządziły sobie w głowie alchemiczki pokazowy huragan, zupełnie nie odzwierciedlany na jasnych licach, zarumienionych od chłodu. Początkowo zapomniała o swoich urodzinach. To, czym ostatnio żyła - wypłukiwało ważne, jakby się zdawało, informacje. Choćby o tak szczególnych datach. Może dlatego chciała przez moment być nierozpoznawalna przez nikogo. Obca, wśród obcych, którzy mijali ławkę, od czasu do czasu przyglądając się nie do końca codziennemu widokowi. I mimo braku obecności obok niej jakiejkolwiek osoby, kiedy w końcu uchyliła powieki, odsłaniając ciemne, niczym kawa źrenice, na ustach pojawiło się delikatne wygięcie, sugerujące bezsprzecznie uśmiech. To, że burzowe chmury zebrały się ostatnio nad jej głową, wciąż nie mogło przegonić ciepłej, niegasnącej iskry, tak naturalnej dla jej osoby. Nie, to nie znaczyło, że kłopoty odpłynęły. Były, twardo szarpiąc jej serce i rozpraszając wokół cienie. Ale - uleganie nie było dla niej. Nawet jeśli strach podpowiadał, że wszystkie jej działania nie będą miały sensu. Kłamstwa. To wszystko były kłamstwa, w które nie mogła uwierzyć. Musiał tylko pomyśleć, co robić dalej. I przypomnieć bliskim, że nie mogą jej trzymać w nieświadomości. Nawet, jeśli służyło tylko jej ochronie.
Nie oczekiwała nikogo, nie przewidywała nikogo. A mimo to wydawało się, że miejsce obok niej na kogoś czekało. Niespiesznie. Tańcząc z cieniem pobliskich drzew, z ciemną zielenią ławki, z chłodnym powiewem wiatru, który targał rozpuszczone włosy. Inara powoli odchyliła się, sięgając po pudełeczko, które ułożyła na kolanach, uchylając wieczko. Zdjęła rękawiczkę i w zamyśleniu sięgnęła po czekoladową muszlę. Zielona kokarda upadła niżej, zsuwając się powoli na ziemię.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Lionell Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3758-lionell-krueger http://www.morsmordre.net/t3805-szafir http://www.morsmordre.net/t3804-llio
Wytwórca myślodsiewni
27
Czysta
Kawaler
Dream as if you'll live forever, live as if you'll die today.
3
9
1
0
8
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   17.10.16 21:25

Nie sądził, że tego dnia się jeszcze przejaśni, a jednak! Jakby specjalnie dla niego, blade słońce nieśmiało wyjrzało zza chmur, łaskawie obdarowując nieco większą dawką energii i zachęcając do spokojniejszego, dłuższego spaceru. Cel podróży obrały już jednak nogi, bez większego udziału głowy zaabsorbowanej ważniejszymi sprawami.
Musiał zorganizować tak wiele spotkań, pozałatwiać kilka osobistych spraw i gdzie tu jeszcze miejsce na pracę? A jak na złość dostał więcej niż zazwyczaj interesujących zleceń, nad którymi wolałby przysiąść dla samej przyjemności a nie tylko z poczucia obowiązku. Zawsze tak było. Jeżeli było coś do zrobienia, wykonania, to nigdy pojedynczo a całymi watahami, które szczerząc kły, czekały tylko na okazję do wydarcia jak największego kawałka jego cennego czasu.
W spokojniejszych momentach natomiast, gdy monotonnia stawała się jego nierozłącznym towarzyszem, tak bardzo pożądane zajęcia rozpierzchały się, znikały, wsiąkały niczym woda w suche piaski pustyni, na których on mógł skonać niczym pielgrzym bez kropli wody.
A skoro już tak bardzo odwlekał ten moment rzucenia się w wir zabieganej codzienności i zdecydował na tą bezcelową wędrówkę, czemu by nie przedłużyć jej jeszcze bardziej przysiadając gdzieś aby sobie zapalić? Może to pozwoli mu zebrać myśli i ułożyć jakiś plan..
Park był jednak rozległy a miejsca do siedzenia porozstawiane w sporych odstępach, dlatego też kiedy minął trzecią ławkę, postanowił, że kolejną zajmie już bez względu na to kto będzie ją zajmował.
Dopisało mu jednak szczęście, bo była to kobieta. Młoda, o ślicznej buzi, ponieważ jednak wyglądała na kogoś rozkoszującego się panującą wkoło relaksującą ciszą, postanowił jej nie tego nie zabierać. Powitał ją jedynie uprzejmym skinieniem głowy i zajął wolne miejsce, pudełko z uśpionym kociakiem odstawiając na bok. Rozrabiaka usnął na szczęście zaraz po tym jak włożył do środka swój szal, co by mu było wygodniej. Miał zatem i on chwilę spokoju, bez pośpiechu.
Wiedział, że skręcanie papierosa w wyciągniętej z torby papierośnicy będzie wymagało odrobiny sprytu i zaradności przy panującym wietrze, ale nie zamierzał się poddać. Ostatnio ten mały nałóg stał się niestety zbyt naglący.
Zauważywszy, że siedząca obok kobieta raczy się w tym czasie czekoladkami z pudełka wyglądającego jak prezent, uśmiechnął się dyskretnie pod nosem. Czyżby kolejna solenizantka? Cóż.. to byłoby dopiero niezły zbieg okoliczności. Aż kusiło by sie o to dopytać, ale nie ugiął się. Nie chciał jej brutalnie sprowadzać na ziemię.
Po chwili był już gotów by ruszać w dalszą drogę. Zarzucił torbę na ramię i pożegnawszy nieznajomą uśmiechem, ruszył w swoją stronę. Jedną z dłoni wsunął do kieszeni płaszcza, tak jak lubił najbardziej, drugą przysuwając papierosa do ust by móc w końcu ugasić swój głód. Jego myśli szybko powróciły na swój tor, tylko dlaczego u licha on potrzebował aż usiąść do tego?


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   23.10.16 23:40

Wyciągnęła dłoń po upadającą wstążkę, wciąż zamyślona. I wtedy zamrugała gwałtownie, dostrzegając obok siebie siedząca sylwetkę. Zawiesiła się w pochylonej pozycji, obserwując mężczyznę, który skupiał się na zwijaniu tytoniowego zwitka. Nie była pewna, co dokładnie skłoniło ją do pilniejszej obserwacji męskiego oblicza, łagodnie, ale przystojnie malującej rysy. Kącik ust drgnął, kiedy zdała sobie sprawę, że przygląda się zbyt długo, a jej myśli pognały do pergaminu i narastającej chęci odzwierciedlenia wypatrzonych szczegółów na kartce.
Wróciła do pozycji, którą zajmowała, akurat, gdy mężczyzna uśmiechnął się do niej lekko i wstał z miejsca. Mimowolnie odwzajemniła gest, odchylając się w miejscu, a w jasnej dłoni, wciąż zaciskając materiał kokardy. Czy Inara tak długo trwała w zamyśleniu, czy w obserwacji? - Nie była pewna. To jednak, co skłoniło ją do otworzenia ust, nie było do końca nazwane. Intuicja? Czy może nagłe, niewyraźne poruszenie w pudełku, które mężczyzna z taką troską podniósł? Odsunęła gdzieś na bok melancholijną aurę, która do tej pory otulała ją szczelnie, zamykając na otaczające ją osoby. Trwała w dziwnej, zastygłej przez smutek przestrzeni, omijając rzeczy, które aż prosiły się o uwagę. Od kiedy tak mocno penetrowała swoje wewnętrzne cienie, by zapomnieć się w swojej wyznaniowej naturze?. Kiedyś, już na wstępie odezwałaby się do sylwetki, która tak cicho się do niej przysiadła, jakby nie chciała burzyć jej spokoju. Nienahalne ciepło było chyba pierwszy, co wyczuła. nauczyła się ufać swojej intuicji względem spotykanych ludzi, ale to w oczach dostrzegała najwięcej. Co mogła odkryć w jasnych błękitach jego źrenic?
- Mam propozycję - zaczęła, kiedy nieznajomy postawił pierwszy krok ku odejściu, splatając dłonie na trzymanym, tajemniczym pudełku, które przyciągało uwagę Inary - Czekoladka, za możliwość zajrzenia do pudełka? - możliwe, że było to zupełnie absurdalnie dziwne pytanie i prośba, ale...w końcu miała urodziny. Czy nie mogła pozwolić sobie na większą dawkę beztroski? Zmywając buzujące wokół niej cienie, spychające ją w otchłań, w którą nawet zaglądać nie chciała?
Kąciki ust mimowolnie uniosły się do góry, a ciemne oczy otoczone fasadą czarnych rzęs skupiły się ponownie na twarzy ciemnowłosego nieznajomego. Nawet jeśli zostanie uznana za zbyt bezpośrednią, kusiła ją wizja odkrycia, tak samej zawartości (wyraźnie wcześniej się poruszającej), jak i samego właściciela - Przepraszam za śmiałość - dodała jeszcze, podnosząc się samej z miejsca. Wyciągnęła przed siebie pudełko czekając na decyzję. I nawet jeśli miała za chwilę zostać zbesztana, bądź zignorowana - nie przestawała się uśmiechać. Ostatnio za często go gubiła.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Greenwich Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Greenwich Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17