Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Greenwich Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Greenwich Park   29.04.16 3:04

First topic message reminder :

Greenwich Park

Olbrzymie, zielone tereny przeznaczane nie tylko na niezwykle urokliwe spacery pozwalające odpocząć od zgiełku miasta, ale i stanowią doskonałe tereny łowieckie. Specjalnie sprowadzone do parku jelenie stanowią wyjątkową rozrywkę podczas letnio-jesiennych polowań, a mieszczące się nieopodal sokolarnie oraz, bardziej popularne wśród czarodziejów, sowiarnie, zapewniają, że to najlepsze miejsce na odbycie polowania wraz z drapieżnymi ptakami. Okoliczne stadniny zachęcają natomiast do konnych przejażdżek specjalnie wytyczonymi do tego szlakami. Niestety, ze względu na bliskość mugoli, nie jest możliwe dosiąść tutaj skrzydlatego wierzchowca.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   18.05.17 12:53

Każdy potrzebuje w swoim życiu miłości oraz troski. Nawet jeśli jego życie jest wysoko ponad ziemią. Nie wierzę, że nie czujesz się czasem samotny. Że nagle nie masz komu opowiedzieć o swoich odkryciach. Inni ludzie zawsze będą mieć swoje życia, problemy oraz zajęcia, a ten, kto będzie z tobą, będzie tu dla ciebie. Wy będziecie dla siebie dzieląc między sobą wszystkie bieżące sprawy. To musi być miłe. Tak sądzę, sama nie mam nikogo takiego, mieć zresztą już nie będę, ale wy - wy zasługujecie, tak myślę. Lepiej jest się w tych okropnych czasach jednoczyć niż uciekać w odosobnienie. Być może po prostu mierzę was swoją miarą, pełną potrzeby miłości, wsparcia oraz pomocy tej drugiej osobie. Że to niezbędne w zdrowym życiu, w przeciwnym razie ludzie odwracają się w ciemność sądząc, że uczucia są niepotrzebne. Właśnie są najpotrzebniejsze, to one sprawiają, że jesteśmy ludźmi. Martwię się więc o was, o wasze samotne dusze błąkające się po tej ziemi. O to, że kiedy mnie zabraknie, Aspen oraz Anemone zginą na misji, to Peony oraz Nate zostaną sami. To wszystko z czystej troski oraz wiary w to, co myślę. Rola swatki chociaż jest uciążliwa oraz nie mam w niej doświadczenia, może być znamienna szczególnie w skutkach. Staram się, naprawdę.
- Zawsze możesz ją trochę odciążyć. We dwoje raźniej oraz szybciej - odpowiadam nie dając za wygraną. I dalej się w ciebie wpatrując jakbym próbowała zarazić cię własnym entuzjazmem co do tego pomysłu. - Kolację możecie połączyć ze śniadaniem. Nie wymyślaj problemów na siłę, Jay! Po prostu będzie jej miło jak dowie się czegoś więcej o galaktyce - dodaję, mrugając znacząco. No nie możesz tego przegapić! Tak jak ja przegapiam twoją uwagę. Jest bezsensowna oraz niezrozumiała - to nie będzie przecież kara, tylko przyjemność. Z wzajemnej pomocy oraz dawania sobie radości. Słabe chwile zawsze są, przed tym nie da się uciec, ale właśnie te piękne nas umacniają! Dają motywację do przebrnięcia przez najgorsze bagno!
- To fantastycznie! - krzyczę między kolejnymi kęsami. Dobrze, że udaje mi się najpierw przerzuć, w przeciwnym razie wszystko wylądowałoby na nas. - Bardzo się cieszę. I życzę powodzenia! - dopowiadam kiwając głową. Kolejny gryz pysznego jedzonka, a potem śmiech. - Piękne okulary. Przez nie wszystko wygląda słodziej - śmieję się kończąc wreszcie posiłek. - Mam jeszcze babeczki czekoladowe! - mówię, wykładając je na talerzyk. - Och, też bym się o to nie martwiła - komentuję, śliniąc się wewnętrznie do pysznych słodkości. Staram się nie myśleć o przykrościach, ale wizja wakacji sama w sobie wpędza mnie w poważny nastrój.
- Trudno powiedzieć co będzie jutro, nie mówiąc już o wakacjach - mruczę postanawiając wgryźć się wreszcie w czekoladowy specjał. - Ale na pewno będę się spełniać w szklarniach - rzucam z uśmiechem, chcąc zatrzeć nieprzyjemną atmosferę, która między nami zawisła. Wierzę, że tak właśnie będzie. Że świat się uspokoi do tego czasu. O naiwności.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   20.05.17 15:40

Jayden zamknął jedno oko i nie wyglądał przy tym na przekonanego. Aż chciało się powiedzieć, że marudził jak pięciolatek przy wyborze najlepszego ciastka, z tym że wszystkie były zrobione z plastiku. Nie robił tego z tego względu, że uważał, że Peony Sprout nie jest osobą godną uwagi czy zasługującą na najlepsze. Każdemu tego życzył, ale sam nie był dobrym materiałem na głębszą relację polegającą na romantycznych uczuciach. Jego doskonałością był kosmos - czy istniała kobieta, która mogła z nim konkurować? Nie zastanawiał się nad tym i zwyczajnie nie uważał tego za coś ważnego. Miał rodzinę i przyjaciół, którym był wierny. Nie był w żadnym stopniu samotny. Zresztą gdyby słyszał myśli Pomony, pewnie pacnąłby ją lekko w głowę, żeby pozbyła się tych bezsensownych myśli. Była młoda. Miała dopiero dwadzieścia pięć lat i już sądziła, że będzie do końca życia sama. Cóż za nonsens. Równie dobrze od razu mogła się położyć na ziemi i twierdzić, że już nigdy nie wstanie. Oni żyli jeszcze dłużej niż tacy mugole, dlatego mieli więcej czasu na poznanie się na rzeczywistości i na tym, co im przygotowała. Jayden chciał się poświęcić nauce i dawać innym swoją wiedzę, która mogła okazać się w wielu aspektach przydatna i to nie tylko w dziedzinie astronomii. Cieszył się jak dziecko przy każdych obserwacjach, czując jak satysfakcja rozsadza go niemal od środka. Nie chciał z tego rezygnować za nic w świecie. Zaraz jednak uśmiechnął się szeroko, widząc entuzjazm koleżanki z pracy, gdy tylko powiedział jej o konferencji. Sam się cieszył na samą myśl, chociaż możliwość dzielenia się tym doświadczeniem z dziadkiem była równie wyczekiwana.
- Dziękuję ci bardzo. Sądzę, że nie będzie mnie jakieś dwa dni, ale chyba sobie poradzisz, prawda?
Lub inaczej. Nie zdemoluj Hogwartu dopóki nie wrócę. Z chęcią bym jeszcze popodkładał te pyszne babeczki, które robi Gisele
- dodał, przypominając sobie o słodyczach starej zamkowej kucharki. Była naprawdę cudotwórczynią. - Niby tak ale lubię myśleć o tym, że spędzę miesiąc w Szkocji na badaniu zorzy polarnych. Chciałbym już tam być i móc poświęcić temu zjawisku wystarczająco dużo czasu. Tak mało o nich wiemy, a przecież są wspaniałe! - na chwilę umilkł, gdy wpakował sobie do ust wspomnianą babeczkę czekoladową. - W takim razie wiem, gdzie cię szukać jak wrócę - odparł, uśmiechając się ciepło i ponownie opadając na koc, by móc popatrzeć w niebo. Czuł jak nuży go zmęczenie, w końcu odsypiał noce zawsze w ciągu dnia. A sen lubił go nawiedzać w dziwnych miejscach i o różnych porach. Leżenie i jedzenia wręcz się prosiło o chwilę drzemki. Jayden zamknął oczy i zaczął wsłuchiwać się w odgłosy dookoła nich. Odpłynął, wiedząc, że Pomona raczej nie pozwoli mu spać tutaj cały dzień jak jakiemuś bezdomnemu.

|zt x2




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   19.07.17 22:07

10 IV

Trzynaście dni. Zaledwie trzynaście dni minęło od jej powrotu z Paryża, a zdążyła wciąć już udział w większej liczbie wydarzeń towarzyskich, niźli w zeszłym roku, a wcale nie nadchodził tego kres. Każdy dzień kwietnia miała starannie zaplanowany i bała się, że czarodziejska socjeta zacznie plotkować: Daphne Rowle w końcu intensywnie poszukuje małżonka! Nijak miało się to do rzeczywistości, spełniała jeno swoje obowiązki i tańczyła tak jak zagrała jej matka, by móc jednako w spokoju oddawać się pracy. Dochodziła godzina trzynasta, a lady Rowle zdążyła już wziąć udział w polowaniu na jelenie w niewielkim gronie, które zaprosił znajomy jej lord Flint: nie wypadało odmówić, pani matka by zresztą absolutnie nie pozwoliła, więc jej córka ubrawszy śliwkową suknię jeździecką dosiadła kasztanka z pobliskiej stadniny, prowadzonej - rzecz jasna - przez czarodzieja czystej krwi, towarzysząc lordom i lady w tej rozrywce. Słonce jęło górować nad ich głowami, a Daphne udało się czmychnąć niczym zającowi: wymówiła się nader słabym samopoczuciem, popisując się przy tym wystudiowaną, zbolałą miną. Sir Brian Bulstrode natychmiast zaoferował jej swoje ramię i towarzystwo w drodze do Beeston, jednakże grzecznie odmówiła i zniknęła. Wciąż była wściekła, że śmiał posłać list do Rosiera z pytaniem o charakter ich relacji.
Powietrze było chłodne i rześkie, a dzień do nader urokliwych nie należał, lecz był przejrzysty i wiosenny. Nie teleportowała się od razu, o tej porze na ścieżkach wśród gęstych drzew, było tu cicho i spokojnie. Czarodziejska społeczność o tej porze zazwyczaj pracowała, zaś naniesione na ten obszar zaklęcia nie pozwalały wtargnąć tu szlamowi. Obserwowała sowy i czerpała przyjemność z ciszy przez kwadrans, może dwa: dalszą wędrówkę uznała jednak za trwonienie czasu i dość nudną, lecz nim zdołała obrócić się w miejscu, będąc na skraju zagajnika i wielkiej połaci trawnika - poczuła ogromny ból.
Pazury złotoczuba zraniły boleśnie delikatną, bladą szyję, w pazurach ściskając cienki łańcuszek rodowego medalionu. Srebro pękło, a ptaszysko odleciało z rodową pamiątką Daphne na wysoką gałąź, spoglądać na czarownicę mściwie. Z ust alchemiczki wyrwał się krzyk i syknięcie bólu; dotknęła własnej szyi i dojrzała na dłoni plamy krwi. Niczym była ta rana jednak przy stracie rodwej biżuterii, która w jej rodzinie była od stuleci.
Natychmiast dobyła różdżki, wycelowała nią w to okropne stworzenie warcząc: -Accio medalion! - w momencie, gdy skończyła mówić, złotoczub zerwał się z gałęzi, poszybował w jej stronę niczym piorun, mijając się z promieniem o cal. Szybował na nią i boleśnie dziobnął Daphne w sam środek czoła, nim zdołała się zorientować.
-Głupia! Blondyna! Głupia! - przezywało ją ptaszysko ludzkim głosem, a Daphne przysięgła sobie w duchu, że skręci mu ten maleńki kark własnymi palcami.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Valerij Dolohov
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 http://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 http://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov
Alchemik, złodziej
30
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
6
2
21
0
0
6
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Greenwich Park   20.07.17 23:27

Poruszał się powolnym, płynnym krokiem tak, że idąc wzdłuż cieni drzew jego sylwetka nie wzbudzała zainteresowania oraz nie przyciągała spojrzeń rzucanych mu przez ludzi, którzy mijali go ramie w ramie. Potrafił unikać cudzych spojrzeń i chętnie z tego korzystał.
Podczas swojego pochodu przeniósł spojrzenie w swoje prawo kiedy to do jego uszu doszedł dźwięk zamieszania. Dostrzegł gromadę nastolatków. Kilka słów pocieszenia, głos zmartwienia i Valerij zrozumiał co się stało - sowa któregoś z nich była najwyraźniej w trakcie jakiejś tresury i tym razem na wymagany znak nie powróciła. Zrozpaczony właściciel po raz kolejny dmuchnął w gwizdek. Dźwięk mizernie rozszedł się po okolicy. Alchemik od razu znalazł tego przyczynę w zbyt niskiej temperaturze, w drugiej zaś kolejności jakość gwizdka. Temperaturze...Zamyślił się. Czy nie powinien przenieść niektórych składowanych przez siebie mikstur w inną część mieszkania? Dumał nad tym od dnia w którym nie dostrzegł szronu na bruku przez piwniczne okno swojej pracowni. Poza tym coraz chętniej zbierająca się w pomieszczeniu wilgoć utwierdzała alchemika w przekonaniu, że wiosna nie zamierza dłużej odwlekać swojego nadejścia. Zacznie się więc robić cieplej, a temperatura (i nie tylko!) w pomieszczeniach zacznie ulegać zmianie co wpłynie na jakość specyfików. Zresztą już wczoraj zauważył, że na ściankach eliksiru żywego ognia zaczął się pojawiać osad, a eliksir siły przy otwieraniu zaczął wydawać dźwięk "psss" zamiast "glup" . Sprawy nie należało długo odwlekać. Jak wróci do domu to koniecznie będzie musiał zbadać ile wolnej przestrzeni pod zagospodarowanie na jego wyroby posiadała kuchnia oraz być może strych. Chociaż...
Głupia! Blondyna! Głupia!
- Złotoczub...? - mrukną cicho pod nosem nie będąc do końca pewien tego czy to jednak nie był ludzki głos, lecz było w tym jednak coś na tyle charakterystycznego, że postanowił zaryzykować swoim przypuszczeniem. Zatrzymał się przy tym niemal natychmiast zaczynając się rozglądać za tą ciągle żywą ingrediencją. Nie był zbyt spostrzegawczy więc najpierw dostrzegł to co większe i bardziej rzucające się w oczy - wymachującą w stronę drzewa różdżką rzeczoną blondynkę, Dafne. Tego się nie spodziewał. Po rozpoznaniu jej stał tak jeszcze chwilę myśląc nad czymś, zwilżył dolną wargę i palcami dłoni ułożył wąs pod nosem - ruszył ku niej splatając dłonie za plecami.
- Nowa arystokratyczna zabawa? - mruknął wesoło po tym, jak pojawił się w jej kadrze. Uśmiechał się uprzejmie zapominając o tym, że przecież na co dzień jest nieśmieszny taki był też i teraz. Niezrażony jednak tym, że prawdopodobnie nie był pożądanym towarzystwem stanął po jej prawej i tak w ciszy przyglądał się zwierzęciu gnieżdżącym się w koronie drzew.
- A jednak złotoczub - mruknął do siebie potwierdzając wcześniejszą hipotezę - Czytałem ostatnio artykuł jak nijaki MacLagan badał możliwość wykorzystania dziobów złotoczubów do uwarzenia eliksiru przeciwnego właściwościom do eliksiru veritaserum - rzucił ciekawostką nie odrywając spojrzenia od stroszącego pióra stworzenia. Coś tam połyskiwało. Zmrużył oczy chcąc wyostrzyć obraz - Czy to...? - przeniósł spojrzenie ponownie na Dafne, dopiero teraz dostrzegając cienkie ślady zadrapania na jej bladej skórze. Dodał dwa do dwóch. Och. - Skradł ci błyskotkę - stwierdził ze smutkiem i nieudawanym współczuciem - Cenna była? - spytał, chcąc podtrzymać rozmowę, jak również z zawodowej ciekawości. Istotne też było słowo klucz - była.


Powrót do góry Go down
 

Greenwich Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Greenwich Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17