Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Trujące świece Tallowa i Hempa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Trujące świece Tallowa i Hempa   26.03.15 20:17

First topic message reminder :

Trujące świece Tallowa i Hempa

Na Nokturnie znajduje się również mały, niepozorny sklepik o wystawie zastawionej licznymi świecami różnych kształtów i kolorów. Dopiero po doczytaniu wytartych liter szyldu można zrozumieć, jaka drzemie w nich siła. Niektóre ze świec niepokoją już samym wyglądem, czarne i powyginane, z wyżłobionymi runami, inne zaś - pękate, barwne, o zapachu kwiatów - nie wyróżniają się spośród grona tych zwykłych, całkowicie niegroźnych, tym samym nie wzbudzając podejrzeń potencjalnej ofiary. Wszystkie wyroby Tallowa i Hempa łączy jedno - trujące opary, które roznoszą się w trakcie spalania świecy. Idealny prezent dla znienawidzonej narzeczonej lub niezbyt lubianego kolegi z pracy.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charlotte Moore
Charlotte Moore

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   05.07.16 23:43

- Coś w sensie pasożyta? Czy urazu?
Spytała, przyglądając mu się uważnie. Prawdopodobnie dopiero po chwili uświadomiła sobie, że Barry nie ma skąd tego wiedzieć - w końcu nie rozkroił swojego zwierzaka w poszukiwaniu tego paskudztwa, które mu dolega -bo po prostu wzruszyła ramionami.
- Daj znać, jak będziesz wiedział. - póki co starała się zbytnio nie przejmować, choć i tak można było dostrzec, że się zmartwiła. Zdecydowanie bardziej, niż jakimkolwiek innym wydarzeniem ostatnich dni.
W końcu odłożyła kolejną świeczkę, jaką dziś oglądała, tym razem nawet nie czytając opisu. Barry skutecznie oderwał ją od nieprzyjemnych myśli i poprawił jej humor nawet mimo informacji o zwierzaku - to w końcu może okazać się nic poważnego, prawda? Char nie była typem człowieka, który martwiłby się wiele na zapas.
- Masz jakieś świąteczne plany? - była w sumie ciekawa, czy Barry odwiedzi rodzinę. - Jeśli nie, możemy się wprosić do Cass, albo Rity. Jeśli i one nie będą czymś zajęte. - jeśli Lotta usłyszy, że do kogokolwiek ktoś przychodzi, już nie chciałaby się wpraszać. Ale może akurat? Trochę w to nie wierzyła, ale też nie zależało jej mocno. Nie była jakoś wybitnie do jakichkolwiek świąt przywiązana.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
Barry Weasley

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   06.07.16 10:20

- Nie wiem.- odrzekł tylko tyle, bo gdyby wiedział, co jemu dolega, to przecież by powiedział uzdrowicielowi i szybko jego Cezar zostałby wyleczony. W końcu dbał na tyle, ile mógł o swojego podopiecznego. Sam go uratował kiedyś z objęć śmierci.
- Jasne.- odpowiedział tylko tyle. Jeśli nie zapomni, to powie jej, czy się polepszyło, czy pogorszyło. O ile dostanie wcześniej jakąś wiadomość od Samuela, lecz on pewnie jest pochłonięty swoją pracą, to może po nowym roku się jemu po prostu przypomni.
Zaraz jednak z jej pytaniem rudzielec poczuł się w dosyć niekomfortowej sytuacji. Każdy, z kim rozmawia, pyta się o święta, o nowy rok i zaprasza go na święta. A co, jeśli Barry chciał spędzić te święta samemu?
- Wiesz co, gdybym mógł, to bym wstąpił do Cass na święta, lecz tegoroczne spędzę z rodziną mojej narzeczonej, sama rozumiesz. Ale myślę, że one będą zachwycone, jeśli się u nich zjawisz. One to raczej wspólnie spędzą święta, tak sądzę.- powiedział spokojnie przepraszając ją, że w tym roku nie spędzi z nią świąt. Ma swoje obowiązki, których chcąc nie chcąc, musi przestrzegać. A Cass i Rita, Barry raczej myśli, że one razem spędzą święta w babskim towarzystwie, może jeszcze Octa przygarną, którego zmienią w Świętego Mikołaja dla małej Lyski.
- Może pójdziemy do nich teraz, co ty na to? Do Cassandry może lepiej, od razu się spytamy, czy coś robi na święta. Co ty na to?- rudzielec zaraz zaproponował w miarę rozsądne rozwiązanie. W końcu pewność uzyska, kiedy się spyta, a jak pójdzie z Barrym, to może znajdzie w sobie po prostu więcej odwagi. Uśmiechnął się do niej pogodnie spoglądając pobieżnie na świecie, których nie miał zamiaru kupić.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
Charlotte Moore

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   06.07.16 23:06

- Rozumiem. - informacja o rodzinnych świętach Barry'ego wywołała na twarzy rudej małolaty lekki uśmiech. Trudno jej było go sobie wyobrazić przy stole z eleganckimi przyszłymi teściami. Była ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądało. Pewnie później przy jakiejś okazji trochę go powypytuje.
- Nie zależy mi jakoś szczególnie, żeby się gdzieś wciskać. Ale może akurat wyjdzie. - przyznała. Nie umiałaby się wpraszać, pewnie źle by się czuła. Ale to wydawało jej się inną sytuacją. Była prawie pewna, że Rita będzie po prostu chciała spędzić z nią święta. Jeśli w ogóle coś robią, oczywiście. Jeśli ruda się myli, po prostu usłyszy, że robią coś w mniejszym gronie i tyle.
- Można iść w sumie.
Skinęła głową. Nie spieszyła się zbytnio do domu - jak zwykle z resztą. Poprawiła swój płaszcz i patrząc w okno usiłowała zebrać siłę, by po prostu wyjść na ten mróz.
- Zima byłaby dużo piękniejsza, gdyby nie była mroźna. - stwierdziła, dopiero po chwili ruszając do drzwi.

zt x 2




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Eir Goyle
Eir Goyle

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   26.06.17 15:56

| któryś dzień kwietnia, piątek

Listy docierające do domu Goyle’ów o świcie nigdy nie zwiastowały niczego dobrego. Wlatująca przez otwarte okno sowa zdawała się być tak samo mocno zaspana, jak sama Eir, która odczepiała od jej nóżki zwinięty rulonik razem z malutką sakiewką. W podzięce podarowała jej kawałek pieczeni z wczorajszego obiadu i ptak odleciał, pozostawiając za sobą tylko zagubione pióro i hałaśliwy trzepot skrzydeł. Odruchowo zerknęła w stronę korytarza pomiędzy kuchnią a pokojem Hjalla, ale odetchnęła, nie widząc w nim małego chłopca. Jeszcze tego jej brakowało, żeby poranna przesyłka zakłóciła tak pielęgnowany od lat spokój ich rodziny. Niepełnej. Tylko w tej chwili.
Tym razem jednak, jak szybko się zorientowała, napisane kobiecą dłonią słowa nie niosły za sobą przepowiedni bliskiej lub jeszcze świeżej katastrofy.
„Droga Eir”, rozpoznała w niej pismo swojej dobrej przyjaciółki jeszcze z czasów, gdy razem uczęszczały do Durmstrangu. Mila wyszła za mąż niecały rok po niej i osadziła się bodajże w południowej Irlandii. „Spodziewam się, że moja sowa dotrze do Ciebie późnym wieczorem albo wczesnym rankiem, zważając na to, jak duży dystans ma do pokonania. Na wymianę serdeczności przyjdzie czas w innym liście, teraz jednak pozwól, bym wyłuszczyła Ci swój problem. Joseph zagnieździł się w Londynie i nie wraca do domu od kilku miesięcy. Wiesz dobrze, że jego życie nie związane jest z kręgami na wodzie, jak to jest z Cadanem, zajmuje się przecież wtłaczaniem magii w drewniane przedmioty. Nigdy nie miałam pretensji do tego, czym się parał, najważniejsze było to, że mieliśmy za co jeść. Nie piszę do Ciebie z powodu zmartwień, jakie być może w innym przypadku tłukłyby się w mojej głowie, ale z powodu jego wykroczeń przeciwko mnie. Mój dobry przyjaciel potwierdził, że Joseph ułożył sobie życie z inną. Z listu wynika, że jest brzemienna. Nie zależy mi na jego śmierci, jeśli wiem, że pozbawię opierunku kobietę. Dobrze wiesz, że nie jestem bezlitosna. Proszę Cię tylko, byś jak najszybciej zrzuciła na niego brzemię obrzydliwych koszmarów. Długotrwałych, po których noce staną się dla niego królestwem bez dna, bez ratunku. Dołączam do listu drobną zaliczkę. Gotowy eliksir podaruj Robertowi Ballery. Spotkasz go zawsze w piątkowe wieczory na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, w Trujących Świecach Tallowa i Hempa. Mila”
Złożyła spokojnie pergamin, ale nie odłożyła go, wciąż szukając kontaktu z szorstkim papierem, na którym wypisane było zlecenie. Starała się nie dopatrywać w każdym z nich ludzkich odczuć i motywacji, chociaż w tym przypadku były one wypisane czarno na białym, starała się nie patrzeć na cele w ten ludzki sposób, a czysto przedmiotowy. Została poproszona o zesłanie koszmarów na niewiernego męża – w porządku. Eliksir senności, jeśli tylko zostanie podany doustnie, rozcieńczony przy jak najmniejszej ilości płynów, spełni się w tej roli doskonale.
Zabrała list, malutki mieszek i zagubione sowie pióro do pracowni, po drodze tylko zaglądając ostrożnie do pokoju syna, żeby sprawdzić, czy wciąż spał. Uspokojona, cicho zamknęła za sobą drzwi. Zapaliła pod miedzianym kociołkiem płomyk zalewając go wcześniej odpowiednią mieszanką, która od zawsze towarzyszyła jej w czasie tworzenia nowych mikstur. Zwinięty pergamin wylądował na sekretarzyku Cadana, w tej chwili wszystkie jego narzędzia pochowane były w szafkach, więc blat był pusty, a sama Eir zajęła się kompletowaniem odpowiednich ingrediencji. Alfabetycznie ustawione na półkach słoje ułatwiały jej organizację.
Sercem miały być jaja popiełka. Zamrożone, uwalniały swoją purpurową esencję, gdy w kociołku już wrzało. Pozostałe części eliksiru dobierała według swoich własnych upodobań i potrzeb danego klienta. Sowie pióro miało pójść jako pierwsze, gdy woda w kociołku powoli nabierała gęstości, grało rolę posłannika między Milą, jej mężem a samą Goyle. Jedno pióro powinno wystarczyć. Trzy karaluchy jako pożywka dla ptaka, zapewniające wyjątkowo koszmarne sny, zdolne pochłonąć nawet najmężniejszego z ludzi. Korzeń waleriany miał za zadanie uspokoić i utulić do snu, mieszanki grzybów, niekoniecznie tych rosnących miękko pod sosnami i roztaczającymi w czasie suszenia przyjemny aromat lasu, potęgowały efekt nocnych mar.
Kociołek zapełniał się kolejnymi składnikami, a woda zmieniała barwę stopniowo, wypadając z ciemnych, ciężkich odcieni brązów, przywdziewając jaśniejsze, nieco mleczne poświaty lawendy i różu. Pozory grały tu wielką rolę. Eliksir senności mógł być wszak lekiem, którego jasne opary pozwalały ukołysać bliskich do snu, nie bojąc się, że ich niekontrolowane dawkowanie sprowadzi na nich niechciane efekty. Podany doustnie, był niemalże jak klątwa.
Eir warzyła miksturę przez całe popołudnie. Zostawiła kociołek na delikatnie skrzącym się ogniu, by ingrediencje mogły przesiąknąć sobą nie tylko ciecz, w której pływały, ale również przetkać swoimi aromatami siebie nawzajem. Doglądała ich co godzinę, za punkt kontrolny stawiając sobie zmieniający swoje położenia promień światła znajdujący zawsze ujście w szparze między ciemną zasłoną a framugą. Mogła zająć się tym w nocy, oczywiście, ale widziała, że problem Mili był palący i czekanie kolejnego tygodnia do właściwej fazy księżyca, kiedy eliksir nabrałby odpowiednio wielkiej mocy, nie był jej na rękę. Starała się, żeby Hjall rzadko wchodził do pracowni. Nie chciała, żeby jego dziecinna ciekawość zwyciężyła i przez przypadek zogniskowała swoją siłę na porzuconym na ziemi składniku, który najpewniej by mu zaszkodził. Każdego dnia sprzątała cały pokój, by zmniejszyć prawdopodobieństwo do minimum, ale jednocześnie miała świadomość, że nie była w stanie zajrzeć w każdy kąt, a dzieci, cóż, taką moc niejako zdobywały same z siebie.
Wieczorem, być może około siedemnastej, zostawiła Hjalmara w jego pokoju i sama wróciła do pracowni, by upewnić się, że z warzoną przez nią miksturą jest wszystko w porządku. Od progu założyła na usta i nos chustę, bo unoszące się nad miedzianym kociołkiem opary nie zagroziła noszonemu pod sercem dziecku. Teraz, zwłaszcza gdy wyszła już z bolesnego pierwszego trymestru, i czuła się nieco pewniej, stąpając po domu, musiała uważać. Wciąż zagrażały jej niepowołane produkty uboczne, które uwalniały się podczas praktykowania alchemicznej sztuki. Senne opary, niewidoczne gołym okiem prochy mielonych ingrediencji, ostre zapachy ciętych na ćwiartki części zwierzęcego ciała. Miała świadomość zagrożenia płynącego z każdego kolejnego dnia spędzonego nad kociołkiem, ale wiedziała też, że jeśli będzie odpowiednio się zabezpieczała, dziecko urodzi się zdrowe. Tylko tego chciała.
Ostrożnie przelała dwie porcje eliksiru do kryształowych fiolek, które przygotowała już wcześniej, gdy po raz kolejny zaglądała do wnętrza garnca, zostawiając na chwilę swojego syna w samotności. Zapieczętowała je odpowiednio i kilka razy poprzechylała, sprawdzając, czy konsystencja cieczy jest taka, jaka być powinna. Delikatnie gęsta, ale z łatwością przepływająca miedzy ściankami. Gdy była już przygotowana, poprosiła, by pani Higgins, czystokrwista, starsza czarownica, zajęła się na chwilę Hjallem. W związku z tym, że była samotna od kiedy umarł jej mąż, nigdy nie oponowała.

Nokturn przywitał ją, jak zawsze zresztą witał swoich gości, aurą niepokoju. Gdy przekraczasz próg tej niespokojnej, pokrytej cieniem ulicy, włączasz wszystkie zmysły na najwyższy stopień czujności. Atak może przyjść zewsząd – zwłaszcza od tyłu, gdy wydajesz się być najbardziej bezbronną istotą. Gdy szła szybkim krokiem między budynkami, z głową skrytą pod szerokim kapturem czarnego płaszcza, różdżkę trzymała blisko siebie, zaciskając na niej palce niemal pobielałe od wysiłku. Wzrokiem szukała tylko znajomych kantów i zapachu wosku przesiąkniętego aromatem jałowca. Charakterystyczna, gryząca w nos woń na szczęście w takiej formie jeszcze nie truła.
Niski, ciężki dźwięk dzwonka przetoczył się po sklepie, a chudy, wysoki czarodziej, który przy blacie strzygł pod odpowiednim kątem jedną ze świec, podniósł wzrok na skąpaną w czerni sylwetkę. Eir zdjęła z głowy kaptur, nie musząc nawet szukać kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą.
- Robert Ballery? – jej głos, choć chłodny, pytał uprzejmie.
Skinął głową, wstając z krzesła, a świecę odkładając na blat. Woskowe wióry muśnięte były zielenią, którą mimowolnie Eir skojarzyła z jadem toksyczka. Podeszła bliżej, na blat kładąc dwie fiolki z ładnym, lawendowym płynem w środku. Na pieczęci, drobnym pismem, wypisana była nazwa eliksiru. Mężczyzna wyciągnął zza kontuaru sakiewkę. Tym razem większą, zapełnioną monetami aż po samo wiązanie.
- Rozumiem, że ty mu go podasz? – spytała, wpatrując się w niego bez strachu, choć w jej wzroku nie można było wyczuć ani grama presji.
To były interesy, a ona tych interesów nie miała w zwyczaju załatwiać siłą i przemocą. Jeżeli ktoś chciał od niej kupić eliksir, musiał być świadomy konsekwencji. Ona za to nie odpowiadała.
- Dolany do alkoholu, nie zmieni jego barwy, ale musisz wiedzieć, że im bardziej będzie rozcieńczony, tym mniejsze będzie miał działanie. Połowa fiolki na to, co zalega na dnie kufla. Jeśli nie podziała, wlać kolejne pół. Drugą fiolkę należy podać za kilka dni. Efekt będzie wtedy trwalszy.
Robert znów pokiwał głową. Zaczęła się zastanawiać, czy nie obcięli mu czasami kiedyś języka. Ruchy jego gardła, choć delikatne, zdawały być nieco za bardzo niekontrolowane.
Nie przejmowała się już nim jednak. Schowała sakiewkę do swojej torby i wyszła z lokalu, szukając jak najszybszej drogi do domu.

| zt




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
Esther Trelawney

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   24.09.18 20:51

6 październik

Sklepowa wystawa odbijała od siebie światło słonecznego popołudnia, które zdawało się zupełnie nie pasować do Śmiertelnego Nokturnu. Z jakiegoś powodu, jako dla osoby, która nie miała okazji wychowywać się pośród zakamarków londyńskich ulic oraz czarodziejskich dzielnic, miejsce to kojarzyło się z mrokiem. Niestety jednak, sierpniowe słońce wciąż docierało na owianą niezbyt pozytywną renomą ulicę, kontrastując wyraźnie z podupadłym stanem niektórych budynków oraz krzywością ulic. Kobieca sylwetka również zdawała wyraźnie wybijać się z otoczenia; otulona przewiewnym szalem, z burzą ciemnych, kręconych włosów opadających na twarz przyglądała się uważnie ustawionym w nieładzie świecom, z których dla kilku z pewnością potrafiłaby znaleźć użytek.
Wciąż uczyła się lawirować w nieznanym sobie mieście; Anglia, a w szczególności Londyn, były miejscami, których w przeciwieństwie do niektórych czarodziejów nie znała za dobrze. Minęło kilka lat, odkąd powróciła do swojej ojczyzny, jednak od tamtej pory to Szkocja była jej domem. Znała dokładnie jej klify, które podczas sztormów stawały się ofiarami gwałtownych uderzeń wzburzonych morskich fal. Jej stopy wydeptywały szlaki wzdłuż piaszczystych plaż czy gęstych, ciemnych lasów, które odstraszały nawet najstarszych mieszkańców okolicznych miasteczek. Czuła się związana z tamtym regionem; jego dzikością, której nie potrafiła dostrzec w stolicy Anglii, mieście wypełnionym ludźmi różnego pokroju, od mugoli przez czarodziei. Za każdym razem, gdy jej stopa stawała na wyłożonych kamieniem ulicach, czuła się niemalże przytłoczona ustawionymi wzdłuż dróg chodnikami czy unoszącymi się z kominów obłokami dymu, które czasem niosły ze sobą wizje, których czasem wolałaby naprawdę nie widzieć.
Tęskniła za naturą – ciszą i spokojem, które przerywane były jedynie świergotaniem ptaków czy szelestem wiatru w koronach drzew. Jej dusza uciekała w stronę tego, co najbardziej pierwotne i cieszyła się, gdy tylko kobieta miała okazję powrócić do domu. Nawet pomimo obecności męża – zapracowanego i domagającego się jej ciągłej uwagi, pragnącego uczucia, którego po kilku latach małżeństwa Esther wciąż nie umiała mu przecież okazać, oraz syna, którego płacz niósł się wzdłuż ścian ich domu tak głośny, iż kobieta zaciskała ze złości wargi w wąską linię, nie potrafiąc wykrzesać z siebie chociażby krzty współczucia dla niewinnego dziecka, Szkocja była miejscem, do którego chciała wracać, wiedząc, że tak naprawdę nie istnieje nic innego na ziemi, gdzie znalazłaby pełen spokój.
Kiedyś to Francja była tym właśnie miejscem – ściany Akademii Magii kryły w sobie historie, które być może nigdy nie zostaną opowiedziane. Tajemnice, które wyniosła ze sobą ze szkoły, nie tylko te związane z nauką i magią, ale również z poznanymi tam osobami oraz doświadczonymi uczuciami, ukształtowały w nią osobę, którą była teraz. Silną i niezależną, po trupach dążąca do celu i nie bojącą się stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem.
Być może kryła się w niej pewna naiwność – nie była w końcu niepokonana i część jej była świadoma, iż jest jedynie pionkiem w grze losu; jej wizje były przecież najlepszym potwierdzeniem tego, że tak naprawdę nikt nie miał kontroli nad własnym przeznaczeniem, nawet ona, potrafiąca spojrzeć w przyszłość i odkryć to, co kryło się w nieopowiedzianych jeszcze przez życie historiach. Z jakiegoś powodu czuła jednak w sobie siłę; nawet jeśli obecność w mieście wysysała z niej wszelką energię, a część świadomości wciąż tęskniła za tym, co już dawno pozostawiła za sobą, miała poczucie tego, iż właśnie teraz stanowiła najlepszą wersję samej siebie.
Obecność na tej ulicy nie była przypadkowa; choć do sklepu z trującymi świecami przyciągnęła ją fascynacja wszystkim, co nosiło na sobie chociażby delikatne znamię czarnej magii, Esther wierzyła, że pobyt w Londynie pomoże jej zdobyć to, czego potrzebowała, by zapewnić sobie pozycję nauczyciela wróżbiarstwa. Nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek znajdzie się w tym miejscu – gdyby gwiazdy przepowiedziały jej właśnie taką przyszłość, zapewne byłaby w stanie zwątpić w ich wiarygodność. Ostatnimi czasy tęskniła jednak do przeszłości, i choć wiedziała, że Hogwart znacznie różnił się od Beauxbatons, pobyt wśród murów, gdzie młode umysły nabywały zupełnie nową wiedzę, pełniąc rolę osoby, która kiedyś znaczyła dla niej wszystko, były jedynym, co w danej chwili mogło naprawdę zbliżyć ją do tego, czego tak bardzo jej brakowało.


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   09.01.19 9:21

Tego poranka nad Londynem zawisły chmury, ale dla mieszkańców Alei Śmiertelnego Nokturnu zdawało się to nie mieć żadnego znaczenia. Nad nim zawsze wisiały jakieś chmury, bardziej lub mniej toksyczne, szarobure lub żółtawe; opary gromadziły się nad dachami jak zawiesina i żaden wiatr nie był w stanie ich przegonić. Słońce z trudem przedzierało się na ponure, zakurzone uliczki dochodzące do głównej drogi. Jaśniało gdzieś nad głowami, iskrząc w sklepowych odbiciach i tych brudnych szybach domostw, do których lepiej było nie zaglądać. Rozpogadzało się przed południem. Chmury przepędził wiatr. Obserwował te zmiany z nieprzemijającym zainteresowaniem, śledząc, jak anomalie magiczne sterują pogodą, jak zaburzają naturalny jej przebieg. Lato zamieniło się z zimą, wiosna z jesienią. Zmienił się dobowy cykl, noce jakby odstąpiły miejsca dniom. Teraz, kiedy temperatura winna rosnąć, a słońce powinno grzać, robiło się coraz chłodniej, a ciepłe, dla niego wręcz gorące noce, tak nietypowe dla tej pory roku i pogody na Wyspach, pozostawiały w powietrzu słodki  i lepki smak wilgotnego lata. Kiedy wychodził z domu, by jak każdego ranka ostatnio, okrężną i sztucznie wydłużoną drogą dotrzeć w progi Gwiezdnego Proroka, w którym miał zająć się dziećmi wciąż było ciepło — ale znał przebieg tych kilkunastu godzin, więc narzucił na siebie cieplejszy płaszcz. Taki, którego wysoki kołnierz przysłoni część twarzy, jeśli zajdzie potrzeba, taki, który nie wyróżni go z tłumu, pozwoli mu stać się jednym z wielu.
Było mu to potrzebne. Anonimowość, spokój, odrobina prywatności. Teraz, kiedy po wybuchu wulkanu gniewu i parzących emocji sytuacja powoli zaczynała się stabilizować, a on w końcu zaczynał się przyzwyczajać do pustki, która powstała po zamknięciu wrót Departamentu Tajemnic. Niepogodzony. Nieusatysfakcjonowany. I niezadowolony z przebiegu ostatnich spraw, które zamiast dawać mu to, czego chciał, zabierało mu to, co już posiadał. Nie spodziewał się sztabu aurorów na karku; wątpił w tak wielkie zaangażowanie, choć może i był obserwowany. I bynajmniej nie przez skromność, a raczej ich lenistwo nie podejrzewał, by stał się głównym tematem ich ostatnich rozmów. Zakładał, że pracowali inaczej, szukali dowodów gdzie indziej, niż śledząc jego wędrówki. Wiedzieli, że w ten sposób niczego nie znajdą, że spodziewając się ich zapewni sobie odpowiednie tło do pracy. Niektórzy nieudolni — ale jeśli Brendan Weasley maczał w tym palce musiał być ostrożny. Jeśli mieli cokolwiek sprawdzać, z pewnością badali relacje, ludzi, z którymi dawniej mogło go coś łączyć. Może relacje szkolne, może służbowe. Nie był nigdy zbyt popularny, a jego nazwisko niewiele emocji ze sobą niosło. Wiedział, że obracanie się w określonym towarzystwie teraz ma szansę zapewnić mu odpowiednie zaplecze. Urodziwa Solene operowała bogatym wachlarzem mniej lub bardziej znaczących kontaktów; jeśli obracała się wśród Rycerzy Walpurgii, bez wątpienia i wśród zakonników miała przyjaciół. Krążenie w jej pobliżu było dobrym rozwiązaniem — nie powinien był wtedy, w parku, kierować przeciwko niej różdżki. Jej dawne uczucie, dziś może tylko sentyment, miało szansę zapewnić mu spokój. Spokój, którego potrzebował, by prowadzić dalej sprawy na Nokturnie, w kupionym na ojca lokalu; by przeczekać bezpiecznie śledztwo toczone przeciw niemu, by odsunąć wszelakie podejrzenia i związki z uzdrowicielką, przez którą plątały mu się myśli, w nieznanym choć już oswojonym pragnieniu patrząc w stronę lecznicy. Nie pokładał w nadziei w Baudelaire, nie ufał jej, niewielu było takich czarodziejów, którym byłby gotów oddać swój los w ręce. Potrzebował czegoś więcej, jak tylko słodkiej gry pozorów. Potrzebował pewności i odpowiedniego obiektu.
Wkroczył do Trujących Świec Tallowa i Hempa po kilkugodzinnej przeprawie z  bandą zastraszonych i wygłodzonych dzieciaków, które trzymał w pinwnicach Gwiezdnego Proroka, jako mroczne obiekty czarnomagicznych badań. Miał odebrać zamówienie, a sprzedawca jak tylko go ujrzał w progu zniknął na zapleczu — pewnie po to, aby je przygotować. Burza ciemnych włosów zwróciła jego uwagę — mechanicznie i instynktownie spojrzał w jej kierunku, zawieszając na jej sylwetce wzrok na dłużej. Właściwie od razu zorientował się, że zaciekawienie było naiwnym podszeptem losu.
— Wykorzystano do nich toksynę z brodawek żab z Ameryki środkowej. Opary powodują paraliż mięśni, a w końcu zatrzymanie akcji serca. Alchemicy twierdzą, że jedynie antidotum zawierające jad pewnego węża niewrażliwego na tą toksynę jest w stanie zneutralizować działanie— odezwał się, niemalże wścibsko spoglądając na świece, którym się przyglądała. Samemu czekając, aż sprzedawca wróci z zaplecza.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
Esther Trelawney

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   25.01.19 20:13

Im dłużej przebywała w Londynie, tym bardziej tęskniła za Szkocją. Owszem, w mieście było coś kuszącego, coś pociągającego, coś, co sprawiało, że z przyjemnością się tam udawała, gdy miała ku temu potrzebę, bądź po prostu miała ochotę na zmianę otoczenia. Zawsze jednak czekała, aż będzie mogła wrócić do domu. Choć nie o sam dom do końca chodziło – pomiędzy ścianami zazwyczaj rozlegał się płacz dziecka i szmer służby. Tym, czego pragnęła o wiele bardziej były rozległe pola rozciągające się za oknem jej sypialni, porywisty wiatr szumiący wzdłuż klifów i gwałtowne, niebezpieczne fale morza, uderzające o brzegi. Tam, otoczona nieposkromioną naturą, czuła się najbardziej w swoim żywiole, mogąc w pełni być wersją siebie, za którą przepadała najbardziej.
Nie mogła zaprzeczyć, że w dalszym ciągu nie była pewna, czego tak do końca oczekiwała od życia. Przez większość czasu miała wrażenie, iż jedynie odbijała się od jednej ściany do drugiej, próbując znaleźć swoją własną drogę. Miała ambicje, plany, które chciałaby osiągnąć, jednak żadne z nich nie były w pełni ukształtowane. Były to jedynie ogólne idee, wartości, które chciała wprowadzić w swoje życie.
Czasem czuła się odizolowana od świata, w którym żyła. Wolność, którą zapewniało jej małżeństwo, powoli wydawała się nużąca i głównie dlatego starała się niemalże polować na posadę nauczycielki wróżbiarstwa, mając poczucie, iż potrzebuje czegoś, co byłoby tylko i wyłącznie jej. Niestety jednak był to dość żmudny proces, a ona sama dość często najzwyczajniej w świecie traciła zapał.
Niekiedy jej wizje mieszały się z tym, co już się wydarzyło, a ona odnosiła wrażenie, że patrzy na świat przez grubą szybę. Być może czuła się samotna; nie chciała tego przyznać, jednak tęskniła za szkolnymi czasami, kiedy chociaż nie najbardziej lubiana przez rówieśników, odnajdywała bratnie dusze w swoich profesorach. Teraz każda relacja, którą nawiązywała, była jedynie powierzchowna. Zazwyczaj chodziło o cielesność; jej mąż oczekiwał od niej regularnych stosunków a ona wiedziała, że liczył na kolejne dziecko, które mogłoby sprawić, że czułby się jak spełniony ojciec oraz prawdziwy mężczyzna, zupełnie jakby liczba dzieci pod dachem domu była walutą świadczącą o statusie. Bywały też przypadkowe osoby, kobiety, które spotkała w barze, wymieniając długie spojrzenia, odważając się na dotknięcie ręki, zabierając do swojego pokoju tylko po to, by następnego ranka wymknąć się po cichu i obserwować wschód słońca nad miastem, zastanawiając się, jak długo jeszcze może tkwić uwięziona w iluzji życia, której cały czas starała się zaprzeczać.
Nie było w tym nic złego; bycie rodzajem samotnika sprawiało jej przyjemność, choć czasem liczyła na to, że w końcu będzie w stanie spotkać kogoś, kto okaże się czymś więcej niż przykrym obowiązkiem bądź też przygodą na jedną noc. Być może bała się przywiązania, poczuwszy je raz w życiu uciekając od wszystkiego, co mogłoby być lepsze od tego, co doświadczyła w przeszłości. A może po prostu była zbyt skupiona na sobie, starając się udoskonalić własne życie i wprowadzić w nie misterny plan, który zaoferowałby jej swobodę taką, na jaką zasługiwała.
Cichy dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że kobieta odrobinę wytężyła zmysły, nie przerywając jednak studiowania świec, które oferował sklep.
- Jak długo to trwa? – zapytała; początkowo nie sądziła, iż głos skierowany był do niej, jednak wewnątrz nie było nikogo innego – I jak powszechnie dostępne jest antidotum? – dodała, w końcu zwracając spojrzenie w stronę swojego rozmówcy. Nagle monety, które miała przy sobie zaczynały jej ciążyć, zupełnie jakby prosiły się o ich wydanie, a ona była coraz bardziej zaintrygowana tym, w jak subtelny i wyrafinowany sposób potrafiły działać te świece. Podświadomie dobrze wiedziała, iż nie opuści tego miejsca z pustymi rękoma, mając na myśli dokładnie jedną osobę, którą obdarzyć będzie mogła tym niesamowitym podarkiem.




Saw the stars out in front of you
Too tempting not to touch but even though it
shocked you something's electric in your blood
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   07.02.19 13:04

Ciemne loki poruszyły się, ale spod nich nie wyłoniła się od razu żadna twarz. Jej pytanie — konkretne i bardzo świadome — przyszła tu z konkretną intencją — biorąc pod uwagę to miejsce i ewentualny wybór świec, które mogła rozpalić w zaplanowanym przez siebie miejscu szybko wywołały go do odpowiedzi — takiej jaką znał, o jakiej wiedział. Sprzedawcy wciąż nie było w głównej sali, z przyjemnością więc go wyręczył. Sam przystanął obok niej, spoglądając na to, co oglądała, choć jego uwagę przyciągnęły w końcu całkiem inne świecie, o żółtawej barwie psiego sadła.
— Na słabszych organizmach kilka godzin, na silniejszych kilka dni. Pod warunkiem ciągłego wdychania. — To była brutalna i bardzo powolna śmierć. Choć każde dziecko pochodzące z czarodziejskiej rodziny znało najgorszą z niewybaczalnych klątw, śmierć po niej była szybka i pewnie bezbolesna. Nie dało się jednak przed nią umknąć, ani uzdrowić ofiary. Tu, choć istniała szansa na szybką pomoc — opary wypalanej świecy były podstępną trucizną, która atakowała organizm powoli i niepostrzeżenie. Już początkowy paraliż, który potrafił zacząć działać niedługo po rozpoczęciu procesu oddychania skażonym, trującym powietrzem stawał się dostatecznym gwarantem na to, że ofiara będzie konać w męczarniach. Im była silniejsza, tym dłużej. Ta myśl przyprawiła go o krótki, przelotny uśmiech, który zniknął chwilę po tym, jak nieznajoma obróciła ku nim w końcu twarz i spojrzała na niego. Miała jasne, przenikliwe oczy, bladą cerę. Skrzyżował z nią własne stalowe, chłodne tęczówki i uniósł brew.
— Sądzę, że niezbyt powszechne — odpowiedział. — Musiałabyś pytać o to alchemików.— Nie znał się na antidotach, ani na innych metodach leczenia ciała poddanego  trującym oparom wydobywającym się w tym przypadku z zapalonej świecy. Ale świece Tallowa i Hempa były znane ze swej skuteczności i wyjątkowych właściwości. Potrafiły wywołać chorobę, zmienić samopoczucie na gorsze, wywołać koszmary, a także i śmierć, w takim przypadku jak walce o stosunkowo regularnych kształtach, na których początkowo zawiesiła wzrok. Rzadko tu bywał, sam stosował bardziej bezpośrednie środki, których efekty mógł wiedzieć znacznie szybciej.
Zlustrował ją spojrzeniem — ale jej twarz nie wydała mu się znajoma. Uśmiechnął się do niej lekko i skinął jej głową, po czym minął ją w dwóch krokach i przystanął przy ladzie. Oparł się o nią otwartymi dłońmi, wyczekując nadejścia sprzedawcy, który zniknął, pewnie kompletując jego zamówienie.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
Esther Trelawney

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   18.03.19 21:26

W swoim życiu widziała wystarczająco krwi, jednak nigdy jak dotąd ten widok nie kojarzył jej się w ten sam sposób, w który z pewnością postrzegali go wszyscy inni. W głębokiej czerwieni gęstej cieczy było coś niemalże hipnotyzującego, szczególnie pod osłoną nocy, przy srebrzystym blasku księżyca, gdy swoim odcieniem przypominała czerń, w której być może byłaby w stanie utonąć.
Noc od zawsze była jej ulubioną porą i nigdy nie potrafiła zrozumieć tych, którzy obawiali się chwili, z którą słońce schowa się za horyzontem, ustępując miejsca tarczy księżyca. W ukochanej Szkocji noce dość często ozdobione były milionami gwiazd, które rozrzucone zostały na niebie i których konstelacje zdawały się szeptać o wydarzeniach z przeszłości. Przy brzegu morza wiatr rozganiał chmury i Esther dość często pozwalała sobie wędrować boso po piasku, ciesząc się ciszą przerywaną jedynie dźwiękami natury, gdy wszyscy śmiertelnicy, zarówno czarodzieje jak i mugole, pogrążeni byli w głębokim śnie. Niewiele rzeczy potrafiło ją prawdziwie zasmucić, jednak myśl o tym, że niektóre z gwiazd wciąż świeciły na niebie nawet po ich śmierci wywoływała nieprzyjemne ukłucie w jej sercu.
Być może przywiązywała zbyt wiele uwagi do takich szczegółów – do sposobu, w który morskie fale uderzały o brzeg, do trzepotu skrzydeł podrywających się z drzew kruków, do kształtów, które ukazywały się w dymie z ogniska i do koloru rozlanej na drewnianej podłodze jej sypialni krwi. Ta ostatnia była jedynie wyobrażeniem, marzeniem o jednym ze sposobów, w który będzie mogła ściągnąć ze swoich ramion największy ciężar.
Na odpowiedź mężczyzny zareagowała jedynie cichym, zaciekawionym mrugnięciem. Długa, bolesna śmierć wydawała się tym, co powinno sprawić jej o wiele więcej przyjemności niż sprawiało w rzeczywistości. Ona potrzebowała czegoś brudnego, czegoś głośnego. Potrzebowała przedstawienia, którym mogłaby się nasycić i napawać przez długie godziny. Czegoś, czym mogłaby ubrudzić sobie ręce tylko po to, by następnie posprzątać wszystko do czysta i przywrócić swoje otoczenie do idealnej harmonii; tak, jak powinno być na zawsze.
Na myśli miała tylko jedną osobę. I gdy przyjdzie odpowiednia pora, chciałaby dostrzec w jego oczach przerażenie, błaganie, zaskoczenie i skruchę.
Przejechała ostrożnie opuszkami palców po ladzie, czując, jak na jej skórze osiadają się drobinki kurzu, po czym zwróciła spojrzenie w stronę mężczyzny, który teraz posyłał jej krótki uśmiech i odchodził w stronę lady, zapewne oczekując swojego zamówienia.
- Zaskakujące, jak łatwo jest czasem rozmawiać o śmierci, czując się tak, jakby nie dotyczyła nas samych – powiedziała bardziej do siebie niż do obecnego w sklepie mężczyzny, nie oczekując tego, iż jej odpowie. Sama przechadzała się powoli wzdłuż lady, przyglądając się różnym świecom, czytając ich nazwy oraz krótkie opisy i zastanawiając się, czy któraś z nich była w stanie spełnić jej wymagania.




Saw the stars out in front of you
Too tempting not to touch but even though it
shocked you something's electric in your blood
Powrót do góry Go down
 

Trujące świece Tallowa i Hempa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19