Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hyde Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Hyde Park   08.05.16 0:29

Hyde Park

Hyde Park tętni życiem od świtu do późnego wieczoru, a czasem i dłużej, niezależnie od pory roku. To jeden z najbardziej znanych parków w Londynie zarówno wśród mugoli, jak i czarodziejów, między innymi z powodu regularnie organizowanych w nim koncertów czy też innych wydarzeń kulturalnych. Wiele osób właśnie tutaj spędza przerwę na lunch wraz ze znajomymi, a w wolne popołudnia dla relaksu poświęca się różnorakiej aktywności fizycznej. W Hyde Parku z łatwością można wdać się w niezobowiązującą dyskusję z osobą, z którą dzieli się ławkę, wypoczywa na zielonych połaciach soczyście zielonej trawy - w końcu to doskonałe miejsce do przypadkowych spotkań na świeżym powietrzu. Jednak na co dzień przez park tłumy londyńczyków zmierzają pośpiesznym krokiem do pracy, lub pragną jak najszybciej dostać się do domów po skończonej zmianie.


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   21.05.16 16:59

Przyszliśmy stąd

Ciężko było stwierdzić - nawet dla samego Samuela, czym w rzeczywistości się kierował w kolejnych swoich relacjach z kobietami. Z jednej strony - wciąż pozostawał pewnym siebie lekkoduchem, który w typowo męski sposób adorował kobiece piękno. Z drugiej, miał wrażenie, że jego zachowanie jest naleciałością dawnych wydarzeń, maską, która niby trwały przylepiec przylgnęła do jego osoby i zdawało się, że zapominał jaki w rzeczywistości był. Refleksja przychodziła niespodziewanie bez względu na okoliczności, gdy tknięty nagłym wspomnieniem, po prostu się zatrzymywał, albo - ruszał nagle do przodu.
- Tak - rzucił krótko, z jakąś ciężkością przyznając się do tego jednego słowa - To widzę, ale wciąż nie wytłumaczyłaś co się stało - a to, że wciąż unikasz konkretnej odpowiedzi, wcale nie ułatwia zrozumienia - chciał wierzyć w to co mówiła dziewczyna, ale ciągle wymijanie się z prawdą, nie pozwalało na akceptację - ..ale jak chcesz. Każdy ma prawo do swoich tajemnic - umilkł na chwilę, starając się rozluźnić napięte mięśnie. Nie było to łatwe, szczególnie, że ostatnio nadwyrężał ich stabilność wielokrotnie. Nawet teraz miał ochotę zamknąć się w sali treningowej i wyzbyć się nagromadzonej energii, która mogłaby zostać wyładowana w nieco inny sposób o którym wolał nie myśleć. Nie przy niej.
- Nie powinnaś tak robić - poruszył się niespokojnie, gdy jej palce dotknęły jego ust. Musiał się pilnować, by nie przyciągnąć do siebie najpierw jej dłoni, a potem jej samej.
Nie odpowiedział, gdy zahaczyła słowami o emocję, która rzeczywiście nim targała. Był zazdrosny cholernie, ale - niewystarczająco, by się do tego przyznać otwarcie. Nie miał ochoty drążyć źródeł swojego rozdrażnienia, tym bardziej, że ich sytuacja wciąż graniczyła z absurdalną niejasnością. Ani się wycofać, ani pójść do przodu. A nienawidził stać w miejscu, dlatego fizyczna zmiana miejsca zadziałała jak kopniak.
Szedł obok niej wyprostowany, co jakiś czas spoglądając i przysłuchując się jej słowom. Miał ochotę w naturalnym geście objąć ją ramieniem, ale wciąż się pilnował, by dłoń nie pomknęła ku jej tali.
- To jest kwestia, której boi się większość szlachciców, by przypadkiem nie zabrudzić krwi, chociaż..dałbym sobie odebrać różdżkę, że u większości, gdzieś w rodowej linii trafiło się takie rozrzedzenie - mówił ogólnie, ale zdawał sobie sprawę, że informacją, którą się podzieliła była bardziej osobista - Nie lubię tego człowieka - skwitował cicho. Powiedziałby bardziej dobitnie, ale - nie chciał prowokować kolejnego wybuchu. Wydawało się, że przynajmniej zaczęli rozmawiać bez używania dystansowych określników. Czuł się lepiej, ale - wciąż daleko było do właściwego mu samopoczucia.
Zatrzymał się gwałtownie, akurat, gdy wkraczali na ścieżkę parkową - Jak to odejściu? - powtórzył jak echo. Odwrócił się do kobiety, łapiąc ją za ramiona - delikatnie - jak na nowo wzburzone emocje - Dlaczego? - wyartykułował dobitniej, wbijając spojrzenie wprost w oczy Katyi, nie pozwalając jej opuścić wzroku niżej, uciekając przed odpowiedzią. Miał po dziurki w nosie tego dnia i a w aktualnym momencie, miał ochotę po prostu się upić do momentu aż słodka ciemność nie zalegnie w jego umyśle, odcinając od jakichkolwiek wrażeń. I zdecydowanie dobrze, że zapomniał o własnych urodzinach.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Hyde Park   23.05.16 21:46

Od kilku dni lawirowała na granicy chęci otwarcia się, a całkowitego zamknięcia. Cisza bywała zbawienia i ona doskonale wiedziała, że musi się przełamać i odciąć od wszelkich słów, fraz, które ją raniły. Wydawały się, że uderzają z każdej strony, a ona nie miała dostatecznie dużo siły i odwagi, by się przemóc i wydusić z siebie kilka słów. Dlatego chowała się pod maską pozorów, ale czy Samuel nie praktykował tego samego? Byli podobni do siebie, choć tak od siebie dalecy, a jednak mimo wszystko pozostawali wciążprzy sobie. Katya niemo prosiła, by jej nie porzucał, a przecież posiadał do tego pełne prawo. Wystarczyło się odwrócić i zniknąć, a kruszyna, którą przy nim była... Rozpłynęłaby się w powietrzu niczym senna mara, która nigdy nie była prawdziwa.
Przyglądała się nieprzerwanie mężczyźnie, a w głowie miała milion scenariuszy, które winny się ziścić. Jedynym potrzebnym elementem był czas, który stanowił największą przeszkodę. Liczyła się z tym, że przyjaciel nie zrozumie, bo dlaczego miałby? Zataiła przed nim istotne fakty, po które zapewne nigdy nie sięgnie, ale to nie było teraz istotne. Może nawet nigdy nie będzie.
-Nie powinnam wielu rzeczy - przytaknęła i uśmiechnęła się nikle, gdy wreszcie skierowała tęczówki przed siebie. Obserwowała ludzi, którzy ich mijali. Zakochanych, których oczy się śmiały, a usta niemo wyrażały chęć skradnięcia pocałunku. Czy mogła tego pragnąć? Poszukiwać każdym ruchem, by choć raz poczuć, że do kogoś należy? I pomimo ślubu, który miała brać, to jej przyszłość nie łączyła się z uczuciami, a swoistego rodzaju zależnością. Samuel jeszcze tego nie rozumiał, ale gdyby tylko poznał prawdę, której ona nie umiała wyjawić - wszystko uległoby diametralnej zmianie, na którą Katya - egoistycznie - nie była gotowa.
Ciągle szli wolnym krokiem, a Ollivander powoli zaczęła rozcierać ręce na wypadek, gdyby historia chciała się powtórzyć. Nabrała powietrza, a serce poczęło łomotać w jej piersi, jakby była po wykańczającym biegu. Uniosła nieco wzrok na linię tęczówek Samuela i zmusiła go do tego, by się zatrzymali, a potem bez trudu opuszkami dotarła do jego twarzy. Smagnęła skórę, a następnie zarost aurora, by swoją wędrówkę zatrzymać na linii podbródka. Nie posunęła się jednak dalej i wycofała się czym prędzej.
-Wiem, ale musisz mi zaufać - powiedziała ze spokojem, choć wewnętrznie odczuwała ból. Kilka wieczorów temu zaufała Ramseyowi i pozwoliła mu na to, by przedarł się przez barierę, którą pozostawiła. Dała się ponieść alkoholowi, który buzował w jej krwi, a teraz miała wrażenie, że ich ślub, a potem małżeństwo opierać się będzie na ulotnej przyjemności. To byłoby bolesne, bo pokładała w nim pewnego rodzaju wiarę, że są w stanie wykrzesać z tej relacji coś więcej, ale wciąż była tylko kobietą, która stając się żoną Mulcibera nie będzie posiadała żadnych praw. Przyzwyczajała się do tej wizji, oswajała z nią i to stąd wynikał dystans, który powoli obezwładniał ją całą.
-Nie mogę dłużej pracować w Ministerstwie - rzuciła pod nosem i od razu spuściła wzrok. Nie potrafiła znaleźć logicznego argumentu dla takiego czynu, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że musi cokolwiek powiedzieć, wymyślić. Wypuściła powietrze ze świstem i przygryzła policzek od środka. -Ten zawód był błędem - szepnęła i czuła jak zalewa ją wstyd na rzecz słów, które padały spomiędzy jej karminowych ust. -Jednak pamiętaj, że cię cenię... Jako człowieka, aurora i... - zawiesiła głos i dopiero odważyła się spojrzeć mu w oczy, by dodać coś jeszcze. -Mężczyznę - wiedziała, że w to uwierzy, bo nie oszukiwała, ale atmosfera stawała się zbyt gęstniejąca, toteż ruszyła w swoim kierunku, by nie dać się ponieść żadnym emocjom.
Dla niej - przestały istnieć.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   04.06.16 0:53

To nie był dobry czas na roztrząsanie spraw, które tłoczyły mu się w głowie, chociaż - czy kiedykolwiek był dobry na to? Nie poznawał ostatnio swojego zachowania, częściej będąc rozdrażnionym, co - odbijało się na jego racjach z nie tylko w pracy, ale i poza nią. Wypalał więcej papierosów niż zwykle i - nawet teraz czuł paląca potrzebę sięgnięcie do kieszeni płaszcza, w której wciąż tkwiła zmięta paczka. Pomocne było mroźne powietrze, które wypłukiwało z płuc ciężkie, dymne powietrze.
Na tyle mocno skupił się na pracy, że do mieszkania trafiła tylko na kilka godzin, by przespać się i wracał do obowiązków, chwilami nie ogarniając, jaki był właściwie dzień. I totalnym rzecz można by było - że zapomniał całkowicie jaki przypadł dziś mu w udziale, ale..kto by w podobnych warunkach, pamiętał o swoich urodzinach? Rodzice prawdopodobnie przysłali mu list, ale miał ich odwiedzić w weekend. Siostra..prawdopodobnie mogła gdzieś na niego czatować, a może - i ona zapomniała? - Nie pamiętał i nie był nawet pewien czy chciał pamiętać, nie znajdując w sobie ochoty do świętowania czegokolwiek.
I zapewne nie rozumiał wielu rzeczy, albo nie chciał zrozumieć, widząc tyle - ile mu pozwalała męska duma. Nie miał ochoty domyślać się czegokolwiek i wolał, gdy rzeczy stawiono przed nim otworem, bez niedopowiedzeń i ukrytych znaczeń, w których - kobiety łatwiej się odnajdowały. I szlachta.
- Podobno ja też - na większość sobie pozwalał, w większości nie uznając granic, które stawiały mu społeczeństwo, ale - istniały takie - które nawet dla niego stanowiły pewną uświęconą, nieosiągalną część. Katya do nich należała, ale...rozkojarzony umysł, coraz częściej sięgał do tych zakazanych pragnień. Patrzył przed siebie, wbijając wzrok w wirujące płatki śniegu, które na nowo zaczęły prószyć. Park był niemal całkowicie biały, ale auror nie umiał skupić się na krajobrazie, raczej doszukując się  nim chwilowego oderwania od nadmiernego przypatrywania jego towarzyszce, tym mocniej, gdy zatrzymała się przed nim. Nie musiała kładąc wiele siły, by wstrzymał swoje kroki. Jej jasna dłoń sięgająca jego twarzy - wystarczyła. Musiał zmobilizować wszelkie zachwiane pokłady sił, by nie przyciągnąć jej ku sobie i na oczach mijających ich przechodniów...nie dopaść jej ust. Zbyt łatwo ulegał ostatnio, ale - opamiętał się. Wciąż jeszcze nie powalał sobie na złamanie.
Nie odpowiedziała na prośbę zaufania. Mógł gładko skłamać, ale jego zaciśnięte usta nie chciały wyrzucić słów, w których i tak czaiłby się bunt. Przymknął tylko powieki, dając do zrozumienia, że usłyszał co mówiła. Nie próbował jednak komentować, przynajmniej tego.
- Kiedy zaczynałaś, nie było w tobie tej niepewności, ani tym bardziej - twierdzenia o błędzie. Każde z nas, jako auror wiedziało na co się pisze. Przeszłaś wszystkie treningi i zadania, misje..i po takim czasie ma być błędem? Gdzie go widzisz? - nie ustępował, nie mógł przecież i w jakiejś panicznej, może egoistycznej chwili, przemknęła mi niespokojna myśl, że miał w tym swój udział. Może to on był tym błędem? A jeśli nie..to co się działo? Nieobecność jej w pracy..prawdopodobnie miała w z tym związek. Nie mógł jeszcze tylko połapać - jaki.
- Doprawdy? - znowu ściszył głos, czując jak kolejne dreszcze suną po jego plecach. Ruszył dalej, nie mogąc znieść zastoju, który stopniowo podwyższał temperaturę jego skóry - absurdalnie - bo chód znaczył się śladem nawet na jego twarzy. Jednak nie ruszył sam, prawie nieświadomie zahaczając dłonią o plecy Katyi, która teraz szła tuż obok niego, ujęta jego ramieniem..przynajmniej, jeśli się nie odsunęła.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Hyde Park   07.06.16 22:05

Kiedy poznała Samuela, miała raptem osiemnaście lat. Straciła Morpheusa, którego kochała ponad życie, bo to przecież dla niego chciała się wyrzec wszystkiego. Umarła Madison, bez której nie wyobrażała sobie przyszłości, bo to ona widziała w swojej młodszej siostrze potencjał. Chroniła ją i dawała pozorne bezpieczeństwo, choć wcale nie musiała. Potem zaś pojawił się mężczyzna, w którym chciała odnaleźć swoistego rodzaju spełnienie. Nie fizyczne, ani psychiczne. Może egoistycznie poszukiwała akceptacji, ale dopiero gdy sama oddała mu szacunek i respekt, bo przecież początkowo... Nie lubili się, prawda? Zostali na siebie skazani, ale z każdym kolejnym dniem - jego uśmiech, piękne oczy o niewyobrażalnej głębi, a także bezczelność sprawiały, że łaknęła bycia blisko. W czysto - platoniczny sposób. Nie mogła w końcu wymagać, by patrztył na nią jak na kobietę, więc... Kiedy to się zmieniło?
W przeciwieństwie do niego, pamiętała również o dzisiejszym dniu. O urodzinach, które miał. W ferworze rozmowy zgubiła jednak wątek, że powinna życzyć mu wszystkiego co najlepsze i to z uśmiechem na ustach. Teraz przyglądała mu się z ciekawością i analizowała fragment po fragmencie zmiany zachodzące na jego przystojnej twarzy. Lustrowała Samuela wzrokiem i szukała odpowiedzi na dręczące ją pytania. Chciała żeby wyjaśnili sobie wszystko, bo przecież wiele niedopowiedzeń sprawiało, że Katya traciła poczucie pewności w towarzystwie przyjaciela, a znaczył dla niej ogrom i liczyła się z jego zdaniem, tak samo jak z najdroższym kuzynem, a teraz? Teraz czuła się tak, jakby zatracili nić porozumienia. Czy drobne kłamstwo mogło być powodem aż takiego poróżnienia? Nie wiedziała, ale była pewna, że jeszcze tego wieczora wyjaśnią każdy najdrobniejszy detal, by wrócić na właściwe tory znajomości.
-Nie powinieneś tak na mnie patrzeć, mój drogi - nabrała powietrza w płuca, a głos, którym go obdarzyła brzmiał nutą filuterności. Bawiła się doskonale, bo przecież chciała się droczyć i przekomarzać w ten dwojaki sposób, który rozumieli tylko oni. Tkwiła jednak zbyt blisko, bo ciepło bijące od Skamandera sprawiało, że nie mogła trzeźwo myśleć. Otumaniał ją i pochłaniał bez reszty jej przestrzeń osobistą, do której winna wrócić jak najszybciej. Rozchyliła też lekko wargi i gdyby nie zdrowy rozsądek, a także świadomość tego kim jest i jaką ma przyszłość, to z pewnością porzuciłaby maskę swobodnej i delikatnej szlachcianki. Cofnęła się w tył i spuściła wzrok, bo przekraczali granicę, tak jak parę tygodni temu. Wiedziała, że to musi się skończyć tu i teraz, dlatego trzymała fason i otrząsnęła się z chwilowej zadumy. To nie może tak być - powtarzała jak mantre i kiedy serce wróciło do rytmicznego uderzenia, sama odetchnęła z ulgą.
-Kiedyś myślałam, że to jest to, czego chcę... Sądziłam, że się odnajdę w roli osoby, czarownicy, aurora, który pomaga wszystkim, bo takie jest moje powołanie, ale ostatnio coraz bardziej w to wątpię - wydusiła całkiem szczerze i ruszyła przed siebie. Wsunęła dłonie, na których widoczne były koronkowe rękawiczki w poły płaszcza i nie przyglądała się już mężczyźnie. Nie potrafiłaby mu spojrzeć w oczy po tym wszystkim, co przeszli. -Postawiłam jednak wszystko na jedną kartę i wróciłam do historii z przed lat... Jeśli zawiodę, to złożę rezygnację - szepnęła bardziej do siebie i wypuściła powietrze ze świstem. -Natomiast doszło do mnie, że masz misję - mruknęła z przekąsem i zatrzymała się w pół kroku, by spojrzeć na Samuela.  -Rozumiem, że nie raczyłeś mnie o tym poinformować, tak? - zakpiła od razu, bo to logiczne, że się o niego bała. Oboje znali smak tej pracy i wiedzieli czym grozi choćby jeden błąd, a on? Był jej zbyt bliski, by nie zamartwiać się o to, co się w jego życiu dzieje. Pokręciła jednak przecząco głową, by jej nie odpowiadał, a pytanie dotyczące tego, czy naprawdę go ceni, puściła mimo uszu. Uśmiechnęła się drwiąco, gdy nie dowierzał w prawdziwość fraz, któe wypowiedziała, a stan irytacji rósł w niej stopniowo. Dopiero po chwili odwróciła się gwałtownie do aurora i zmierzyła go ostrym wzrokiem, który mógł przeszywać na wskroś. -Na Merlina! - wrzasnęła bez zastanowienia, a kilku przechodniów zwróciło na nią uwagę. Nie panowała nad emocjami, które w niej wyzwalał, bo irytował ją wprost wymiernie, co Ramsey. Z pewnością się zmówili! -Jak długo tak jeszcze będzie? Powiedz mi... Oświeć mnie, bo nie rozumiem! Nie mogę znieść tego dystansu i braku swobody, ale jeśli tak ma być, to... - zawiesiła głos, a smutek wymalowany w czarnych tęczówkach odbijał się w tym momencie feerią barw. -Może powinniśmy się rozejść w swoje strony, Sam? - spytała całkiem szczerze, ale nie poradziłaby sobie w początkowej fazie z jego zniknięciem z jej życia. -Masz dziś urodziny i wierzyłam, że to będzie ten dzień, w którym uda się wszystko naprawić. Nawet przygotowałam tort, który zostawiłam w biurze, a potem na ciebie wpadłam i pomieszało się to co winno się poskładać, a ja coraz bardziej odczuwam irytację na ciebie, więc... Zrób z tym coś - kobiety. To ta kolejna zagwozdka - o co im chodzi, prawda, Samuelu?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   26.06.16 16:39

Podobno całkiem nieźle znał się na kobietach. Podobno. Rzeczywiście wiedział, czego kobiety pragną i bardzo chętni im to ofiarował, ale - były sfery i obietnice, których składać nie mógł. Zrobił to raz i..nadal nie wyobrażał sobie, by mógł powtórzyć je w obecności jakiejkolwiek innej niewiasty. Nawet jeśli jego zmysły wariowały, jeśli ciało odpowiadało na dreszcze, które ciągnęły go dalej. Musiał się zatrzymywać. Nie mógł w żadnej relacji pójść  za daleko, cokolwiek..wyobrażały sobie spotykane kobiety. I niestety zdawał sobie sprawę - że jeśli rzeczywiście oczekiwały od niego czegoś więcej, to z jego winy. Ofiarowując nadzieję, której nie mógł utrzymać, chociaż - zazwyczaj jasno przedstawiał swoją wizję.
Tylko - przy niektórych kobietach - ciężko było trzymać się tych granic.
- W jaki? - całkiem świadomie uniknął jasnej odpowiedzi, chociaż spojrzenie, jakim ją obdarzał, nie zmieniło się ani odrobinę. Nawet, gdy alarmująco głośno słyszał dudnienie swego serca, które przypominało, jak działała na niego Katya. Przynajmniej dopóki dziewczyna się nie odsunęła, pozostawiając za sobą drażniącą pustkę.
- Wątpię, więc jestem - fragment, który przeczytał kiedyś w mugolskiej książce, bardzo mu odpowiadało i pasowało i teraz - Dopóki wątpisz, jest dobrze. Jeśli rzeczywiście chciałabyś zrezygnować, wiedziałabyś - niezależnie od napięcia, wciąż wpatrywał się w oblicze panny Olliwander, nawet, gdy opuściła swój wzrok, wpatrując się gdzieś w pokrytą śniegiem ziemię. - Domyślam się, ze nie chcesz mi powiedzieć, czego dotyczy ta..karta? - szedł tuz obok niej, wyrównując i krok i oddech. Wcisnął obie dłonie w kieszenie płaszcza, wyłapując w jednej pomięta paczkę papierosów. Nie wyciągał jej jednak, zaciskając impulsywnie palce.
- Przecież to praca - zacisnął wargi i wypuścił powietrze przez nos, starając się nadmiernie nie otwierać ust, do których wciskał się prószący śnieg - Prowadziłem te sprawę od dłuższego czasu - dodał jednak po chwili, przenosząc wzrok na aurorkę, ignorując przeczący gest. Miał wrażenie, że inni martwili się o niego bardziej - niż on sam. I nie był pewien, czy ma się z tego powodu denerwować, czy dziękować. I prawdopodobnie tkwiłby w nieznośnym zacięciu, gdyby nie gwałtowne zatrzymanie Katyi i wykrzyczane mu słowa.
Przez dłuższy czas, nie odzywał się, próbując objąć całość przekazywanej treści, ale nawet jeśli doskonale rozumiał ich znaczenie, odbierał tylko, na nowo zminimalizowany dystans i malująca się na jej obliczu, feeria emocjonalnych barw. Podniósł w końcu obie dłonie, by zatrzymać je na kobiecych ramionach. nachylił się mocno, wciąż zachowując pewną odległość - Jeśli się nie uspokoisz, pocałuję cię - powiedział wyraźnie, przerywając potok słów, które do tej pory zarejestrował - A skoro mi przypominasz, może sobie taki prezent zrobię? - zawiesił głos, na jedną chwilę przybliżając się jeszcze mocniej, ale cofnął się, gdy minęły trzy długie sekundy - Wybacz - Za blisko. Za długo - Właśnie dlatego był ten dystans - dopowiedział, gdy odwracał twarz od kobiety.
Znowu idziesz za daleko Samuelu.
Puścił ramiona Katyi, by chowając dłonie na powrót w kieszenie, ruszyć do przodu.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Hyde Park   27.06.16 22:08

Znał się? Doprawdy? A co o nich wiedział? Ile mógł rzec na ich temat? To były jedynie suche wnioski pod zbyt długiej obserwacji niepoparte żadnymi dowodami czy prawda? Co jeśli tylko mu się zdawało, że przejrzał płeć piękną na wylot, bo wszystko okazywało się doskonałą mistyfikacją? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Sama Katya nie umiałaby odpowiedzieć, bo nie rozważała relacji damsko-męskich w kategoriach, które zmuszałyby do zaangażowania emocjonalnego. Chciała się wyzbyć uczuć i otoczyć serce kamiennym murem. Obecnie znajdowała się na prostej drodze do tego, ale im dłużej trwała walka z samą sobą, tym częściej pojawiały się wątpliwości.
Nie znasz mnie, a ja nie mogę dać się poznać.
-W nieodpowiedni, panie Skamander - powiedziała butnie, bo deprymował ją i sprawiał, że serce uderzało w jej piersi szybciej. Irytowało ją to jak nic innego, bo żaden mężczyzna nie miał prawa oddziaływać na nią tak intensywnie. Czyż to nie iście żałosne? Była poddatna na czary, ale opamiętała się w porę i dzięki temu uniknęła mało komfortowej sytuacji, która z pewnością nie byłaby czymś wskazanym. Wbiła czarne tęczówki w twarz aurora i wiedziała, że to doskonały moment, by wrócić do domu i zapomnieć. Musieli nałożyć na siebie granicę, bo w przeciwnym razie wydarzy się coś nieodpowiedniego. O tym zaś wiedzieli oboje; dlaczego zatem Samuel z taką perfidią testował jej wytrzymałość?
Zignorowała jego słowa na temat zwątpienia, a gdy spytał o kartę, uśmiechnęła się nikle.
-Mojej rodziny - odpowiedziała rzeczowo, bo nie zamierzała się rozwijać w tej kwestii. Nic nie było pewne na tyle, by o tym prawić, a pomocy nie przyjęłaby od nikogo kto był jej bliski. Powinna myśleć chłodno, zaś w obecności tego konkretnego człowieka, straciłaby nerwy, które zalałyby ją od wewnątrz.
-Kiedy ja muszę udać się na misję z innym czarodziejem, jesteś na mnie zły, że nic nie pisnęłam. To trochę hipokryzja z twojej strony, Samuelu, nie sądzisz? - skrzywiła się i nie ukrywała rozdrażnienia, które widoczne było w ciemnych oczach Ollivander. Uśmiechnęła się też kwaśno, bo zachowywali się w tym momencie idiotycznie, jakby chowali w sobie zbyt dużo żalu i szukali sposobności na jego upust.
Nie spodziewała się, że przekroczy granicę cielności, ale kiedy ujął jej drobne ramiona i przyciągnął do siebie, straciła grunt pod nogami. Oddychała ciężko, a klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie, kiedy zapach perfum przyjaciela uderzył w nią nagle. Otworzyła szerzej oczy na tę groźbe, która wydobyła się spomiędzy jego warg i mogłaby przysiąc, że tylko o tym marzyła. Mimowolnie przeniosła spojrzenie na samuelowe usta i rozchyliła swoje, gdy nagle trzeźwy rozsądek dał o sobie znać.
-Nie masz odwagi, by to uczynić - warknęła przez zaciśnięte zęby, a emocje wrzały w niej i tworzyły prawdziwą burzę. Czekała zatem na ulewę, która przypominałaby istne katharsis, bo to było jedynym i słusznym wybawieniem. -Och, prezent w postaci pocałunku, który zagrabisz sobie niczym prawdziwy pirat, tak? - ironizowała, a ton głosu Katyi ociekał drwiną. To było iście rozczulające, że przegadywali się jak dzieci, ale cóż innego jej pozostało, skoro wciąż trzymał ją mocno przy sobie? Wsparła się jedną dłonią o tors Samuela i powoli spowolniła gwałtowne uderzanie swojego serca. Gdyby nie trzeźwość umysłu, która królowała w codzienności lady, to z pewnością ich zbliżenia załamałoby wszelkie prawa fizyczności. -Wierzę, że to ostatni raz, kiedy pozwalasz sobie na tak... - zatrzymała się na moment. Pauza, która była celowym zabiegiem pozwoliła wrócić do naturalnego biegu wydarzeń i odwrócenia się na pięcie, by ruszyć w końcu w swoją stronę. Pokręciła jeszcze głową, ale blade lica przyozdobione były teraz przez leniwy uśmiech. -Do zobaczenia w pracy.

/zt K.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
William Selwyn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2902-william-kasimir-selwyn#46732 http://www.morsmordre.net/t2919-poczta-willa-euzebiusz http://www.morsmordre.net/t3215-kropla-wody-wsrod-rodu-plomieni#53398
Auror
29
Szlachetna
Kawaler
"Najpierw zmęcz wroga doskonałą obroną, potem przejdź do mocnej ofensywy" William Kasimir Harvey
12
4
2
0
1
1
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 16:20

Szedł spokojnym, jak zwykle dytyngowanym a przy tym niemal bezgłośnym krokiem przez alejki jednego z popularniejszych parków w Londynie. Selwyn póki co wolał korzystać z faktu, iż jak na razie nie musiał na żadnych akcjach narażać życia ani prowadzić śledztwa Tak, wbrew pozorom William nie był pracoholikiem i lubił od czasu do czasu jakoś odpocząć, nie tylko zaklinając mugolskie przedmioty. Choć i ta opcja byłaby niezwykle kusząca, gdyby nie fakt że ostatnia zabawa skończyła się wybuchem, a poza tym takich urządzeń co używał codziennie, wolał mimo wszystko - Nie ruszać. Mimo wszystko nie zawsze miał przedmioty którymi mógłby się "bawić". Dobrze, że na szczęście raczej u niego rewizji nigdy jeszcze nie zrobiono. Dziwnym by było gdyby Selwyn nie był ubrany niezwykle elegancko, czarny gustowny garnitur, z nieskazitelnie białą koszulą oraz dobrze dobranym krawatem, rzecz jasna szyty na miarę. Popołudnie jak na lato było dość chłodne, toteż Selwyn aż tak nie grzał się w garniturze, co i tak po porcelanowym niemal licu Williama nie było widać. Pod pachą trzymał książkę, a konkretnie - Powieść. "Przypadki Robinsona Cruose" - Tak, powieść niezwykle postępowa nawet jak na obecne czasy, powieść którą sam William niezwykle lubił. Cóż, dziwnym by było by osoba tak tolerancyjna nie doceniała tejże powieści Daniela Defoe. Usiadł na jednej ławce, elegancko zakładając nogę na nogę i zaczął czytać od konkretnego fragmentu zaznaczonego zakładką. Czytał raczej szybko, choć kartki przewracał raczej powoli, delikatnie - Tak, czasami ta delikatność w ruchach Selwyna zdawała się kontrastować z potężną sylwetką, jak i patrząc po fakcie umięśnienia czy chociażby wzrostu. Czasami jedynie odwracał wzrok, kątem oka obserwując przechodzących przechodniów, dorosłych, dzieci, kobiet czy też mężczyzn. W sumie, często nawet mugolom zazdrościł, gdyż w porównaniu do czarodziejów prowadzili nawet spokojne życie. W końcu już 10 lat temu wojna się skończyła. Mimo, że co prawda jakiś jej cień widoczny był, to nie w takim stopniu jak w przypadku świata czarodziejów. Ciągle coś się działo, niemal ciągle ktoś ginął. Nie było zbyt przyjemnie. Westchnął cicho na tą myśl - Ciekawe kiedy w końcu przyjdzie spokój, pomyślał Selwyn. Szybko owe myśli odrzucił, skupiając się na książce, i na przygodach Robinsona Crusoe oraz jego przyjaciela, Piętaszka. Mimo wszystko dobra lektura pozwalała jak nic innego się odprężyć.


Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 17:19

- Ene due rabe, chińczyk połknął żabę - mruczała pod nosem przesuwając palcem po półce z książkami. I tak powinna być wdzięczna, że jej drogi brat posiadał choć te kilka pozycji a żadna z nich nie była związana z naprawą czy też użytkowaniem osławionego motoru Samuela Skamandera. Sięgnęła w końcu po małą i dość mizernie wyglądającą książkę, która okazała się tomem wierszy. Jude uniosła brwi jednocześnie szukając na pierwszej lub też ostatniej stronie nazwiska właścicielki. Ciekawe kto mógł ją tu zostawić, prędzej zjadłaby własne buty niż uwierzyła, że to własność Sama. Żadnego śladu po właścicielce…wizje Jude jedzącej swoje pantofle zostawmy na inny moment. Zabrała książkę, z kuchni zabrała coś co miało przypominać jabłko( choć głowy nie dałaby sobie uciąć, że rzeczywiście nim było) i wyszła z mieszkania kierując się w bliżej nieokreśloną stronę. W końcu obiecała, że wyjdzie z domu i poszuka pracy i mieszkania. Wyjść wyszła, spełnianie reszty obietnic należało przesunąć na inny dzień. Przecież nikt nie powinien się przepracowywać. Z tą właśnie myślą weszła na teren Hyde Parku. Niegdyś znajome alejki wydawały jej się jakoś dziwnie szare i ponure. Zresztą jak wszystko w tym przemokniętym kraju. Westchnęła znudzona i zamiast cieszyć się widokiem i promieniami słońca, które wreszcie wyłoniło się zza chmur zaczęła obryzgać przyniesiony przez siebie owoc i rozglądać się za wolnym miejscem. Znalazła je kilka metrów dalej obok jakiegoś mężczyzny. Miała dziwne przeczucie, że jest to czarodziej i to na dodatek jeden z tych nudnych i zarozumiałych arystokratów. No trudno, przecież nikt nie powiedział, że musi z nim rozmawiać. Podeszła do jednego z koszy chcąc się pozbyć resztki owocu ale zanim go wyrzuciła wyciągnęła ze śmietnika dzisiejszy numer Daily Courant. Nic tak przecież nie poprawia nastroju jak czytanie o tym, że świat znów stoi na krawędzi zagłady. Po kilku minutach zajęła w końcu wspomniane wyżej miejsce. Książkę, którą miała zamiar przeczytać położyła sobie na kolanach i otwarła gazetę gdzieś na środku. - Czytać mugoslką książkę w miejscu publicznym. Co na to rodzina? - spytała nie odwracając wzroku od tekstu. Uśmiechnęła się nieznacznie ni to do siebie ni to do siedzącego obok mężczyzny. Gdy siadała rzuciła kątem oka na tytuł książki. Teraz powinno paść jeszcze pytanie co jeśli jej przeczucia były błędne i nie ma do czynienia z czarodziejem? Nazwie ją wariatką i odjedzie. To przecież nie będzie pierwszy raz.


Powrót do góry Go down
William Selwyn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2902-william-kasimir-selwyn#46732 http://www.morsmordre.net/t2919-poczta-willa-euzebiusz http://www.morsmordre.net/t3215-kropla-wody-wsrod-rodu-plomieni#53398
Auror
29
Szlachetna
Kawaler
"Najpierw zmęcz wroga doskonałą obroną, potem przejdź do mocnej ofensywy" William Kasimir Harvey
12
4
2
0
1
1
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 17:37

Słysząc nagle głos, lekko się zdziwił. Głos młodej kobiety, uświadamiający ją że kobieta która to mówi nie jest mugolką. W końcu mugol nie użył by tego określenia. Mógłby co prawda udać mugola, spojrzeć na nią z politowaniem i odejść ale... Cóż, widać kobieca intuicja w jakiejś mierze być może jest prawdą - Pomyślał. Zareagował dopiero po chwili, wkładając zakładkę i skierowawszy wzrok na kobietę zlustrował ją uważnie wzrokiem. Jego twarz nie ukazywała emocji, podobnie jak wzrok, który mimo wszystko sprawiał wrażenie chłodnego. Zmrużył na chwilę oczy, aby po chwili odrzec
- Niezwykle dziękuję za zainteresowanie odnośnie mej rodziny, aczkolwiek wątpię żeby fakt czytania mugolskiej książki był jakkolwiek... Szczególny - Z tym że akurat czytanie mugolskiej literatury było u niego niemal wyryte. W zasadzie częściej czytał takową literaturę niżeli zwykłą, czarodziejską. Po prostu odczuwał od zawsze ogromne zafascynowanie mugolami, toteż dziwne by było jakby nie sięgnął nigdy po literaturę. - Niewątpliwie pani intuicja jest godna pozazdroszczenia dla wielu osób. Z pani słów wywnioskować można rozpoznanie dwóch faktów.
Bo skoro rzekła coś o rodzinie, znaczyło to jedno - Rozpoznała krew szlachecką. Co jak co, ale niestety nawet w środowisku mugolskim z ogromnym bólem serca wkładał jakiekolwiek ubrania nieeleganckie. W sumie po tym szło rozpoznać jego lordowską naturę. Też jego sposób mówienia był specyficzny, zwłaszcza eleganckie dobieranie słów, pauzowanie w niektórych momentach, niemal królewski ton. Dodatkowo dość szczególnym było to że zawsze mówił jak najmniej osobowo, unikał wyrażeń typu "ja". W sumie to powodowało że William Selwyn był najzwyczajniej w świecie do podrobienia ciężki, zwłaszcza ta pokerowa twarz. Choć, mimo iż wyglądał na stereotypowego szlachcica, znacznie się od takowych różnił, bo w końcu jaki szlachcic pasjonuje się mugolską technologią? I jeszcze, dodać można fakt tego że wbrew pozorom, nigdy nie wytykał pochodzenia czy czystości krwi. Nigdy na przykład krzywo nie spojrzał na Weasleya, ba - Chyba ten ród szanował niemal najbardziej, zwłaszcza że powód ubóstwa owej rodziny uznawał za niezwykle szlachetny. Generalnie, w sumie Will był idealnym przykładem by nie oceniać człowieka po pierwszym spotkaniu.


Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 18:16

Czarodziej? Jest! Arystokrata? Jest! Nudny i zarozumiały arystokrata? Szanse wciąż są wyrównane ale na pewno jest bardzo wyniosły. Brawo Jude trafiłaś przynajmniej 2/3 robisz się w tym coraz lepsza pochwaliła samą siebie ani na moment nie przestając się uśmiechać. Zresztą w trakcie tej lekko trącącej przyganą wypowiedzi ten grymas znacznie się powiększył. Pewnie powinna przeprosić, ukorzyć się i odejść ale ta książka spoczywająca w rękach mężczyzny zbyt ją ciekawiła by móc tak łatwo…odpuścić. Starała sobie przypomnieć, które arystokratyczne rody pozwoliłyby na podobną ekstrawagancje i jeśli chodzi o nią na Weasleya był zdecydowanie za mało rudy, ( ledwo powstrzymała parsknięcie śmiechem) a na Longbottoma zdecydowanie zbyt sztywny. W przypadku innych rodziny z pewnością również znalazłaby jakieś ale . Co prawda wiedzę na temat szlachetnych rodów miała dość oględną ale to nie przeszkadzało jej czynić sądów na ich temat.- - Cóż pan wie o tym najlepiej. - starała się brzmieć poważnie ale ta mieszanka rozbawienia i zwątpienia pobrzmiewająca w jej głosie dawała raczej marny efekt. Kiwnęła głową w geście zgody wciąż nie odrywając wzroku od tekstu. - Że w którejś z pana kieszeni znajduje się przedmiot znacznie ułatwiający zniknięcie słonia czy wyciąganie królika z kapelusza. - Dokończyła za niego. Przewróciła stronę gazety trochę od niechcenia. - To tylko efekt niedocenianej kobiecej intuicji - wzruszyła obojętnie ramionami. - Oraz oczywiście pozycje społeczną. To tylko kwestia stroju. Mówiąc delikatnie…mimo całej elegancji….ale właściwie to gównie przez nią mocno wyróżnia się pan z tłumu. - znów musiała powstrzymać się od śmiechu zdając sobie pytanie czy przypadkiem nie powinna tytułować go lordzie czy też sir . To byłaby doprawdy wspaniała komedia. Złożyła gazetę na pół kładąc sobie ją na kolanach. Chwilę później złożyła na niej ręce po raz pierwszy przenosząc wzrok na swojego rozmówcę (?!). - Ciekawe czy mężczyźni traktują zdania wymierzone w ich ubiór jako komplement czy pewien przytyk do ich męskości?- spytała wyglądając zupełnie tak jakby rzeczywiście oczekiwała od niego odpowiedzi. - Te wszystkie stereotypy o tym, że mężczyzna powinien być na tyle rozsądny by nie wydawać pieniędzy na potrzebne szmatki i tego typu dyrdymały - machnęła ręką nic sobie nie robiąc ze swojej bezpośredniości i ewidentnego braku taktu. Chwilę później osunęła się na ławce i wróciła do swojej lektury przeglądając ogłoszenia o prace. Wizja pracy wśród mugoli wydawała się jej bardzo…zabawna. Miała już zresztą doświadczenie w tej dziedzinie. Zabawa w mugolske medycynę naturalną była bardzo pouczająca. Mogła znów tego spróbować. Pytanie tylko kto pierwszy padnie na zawał jak usłyszy o takim pomyśle.


Powrót do góry Go down
William Selwyn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2902-william-kasimir-selwyn#46732 http://www.morsmordre.net/t2919-poczta-willa-euzebiusz http://www.morsmordre.net/t3215-kropla-wody-wsrod-rodu-plomieni#53398
Auror
29
Szlachetna
Kawaler
"Najpierw zmęcz wroga doskonałą obroną, potem przejdź do mocnej ofensywy" William Kasimir Harvey
12
4
2
0
1
1
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 18:41

Była... Specyficzna. Te niemal dziecięce zachowanie trochę Selwyna przytłaczało, czego na ego licu pozbawionym emocji nie dało się ujrzeć. Słuchał tego, co mówiła, i szczerze czuł się zmieszany. I też, chcąc nie chcąc zdawał sobie sprawę że z eleganckim ubiorem może ciut przesadził. Z tym że... Dobrze, po prostu ciężko było mu ścierpieć noszenie takich... Prostych ubrań jakie nosili ludzie z gminu. Niestety za bardzo przywykł do noszenia eleganckich strojów na miarę szytych, że chodzenie w takim odzieniu jak wszyscy lekko go irytowało. Tylko w obecności jednej osoby jakoś bardziej luzował... Szkoda że ta osoba już nie żyła. Dawno, kaput. Słysząc zdanie, które brzmiało jak pytanie - Choć miał dziwne wrażenie że nim nie było, niespecjalnie chciał dzielić się swoimi poglądami. Po prostu, rzadko się nimi dzielił. Czasami tylko, z tym że ograniczało to się do tego jak kogoś strofował za to że nie potrafi być wstrzemięźliwy wobec kieliszka, albo w przypadku bardzo złej kultury. Tak, to było ciężko mu znieść i to był jeden z niewielu sposobów by Selwyna wyprowadzić z równowagi, choć zazwyczaj jego karcące, chłodne spojrzenie wystarczało by ktoś przestał myśleć by dalej próbować. Na to odrzekł jedynie
- Każdy o tym może myśleć inaczej, i zaiste nie koniecznie musi być potrzeba wnikać w takie sprawy.
Wątpił że była jej potrzebna jego odpowiedź, ale mogła posmakować jak wyglądają niejednokrotnie jego odpowiedzi - Odpowiedzi, które odpowiedziami nie były. Odpowiadał na pytanie tak, by delikatnie powiedzie "Nie zamierzam się z tobą dzielić moimi przemyśleniami i poglądami". Akurat on o strój bardzo dbał, przykładał dużo uwagi - Do fryzury też, choć niekoniecznie już do tego. Choć mył i czesał je dokładnie, w sumie akurat o włosy dbał bardzo mimo wszystko. Zresztą nie widział w tym powodu do wstydu, sami wikingowie wbrew stereotypom bardzo dbali o włosy, czy też o brody - Czego William zapuszczać nie miał zamiaru. Aczkolwiek, patrząc uważnie w kobietę odnosił wrażenie - Gadatliwe dziecko zamknięte w ciele dorosłej kobiety. Odnosił mylne wrażenie? Być może. Interesowało go to? Nie. Tu oderwał wzrok, i przeczytał parę stron, aby po chwili odrzec.
- Pani wybaczy moje maniery. William Selwyn. - Tu dał bardzo krótki odstęp czasu, co prawda według zasad etykiety powinna dłoń podać pierwsza kobieta. Jednak jak tego nie zrobiła, zrobił to pierwszy William - Pani godność?
Mimo wszystko wolał już poznać czyjeś imię, a jako że już ową książkę kilka razy przeczytał, nie widział problemu by zabić czas w inny sposób. Jego wzrok, chłodny, niemal pozbawiony emocji nie był jakiś szczególnie nieżyczliwy, aczkolwiek przyjazny też nie był. Ot, neutralny.


Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 19:22

Sama Judith mogła tylko żałować, że ów gentelman nie prowadził swoich rozważań na głos lub ona sama nie posiada umiejętności uprawniających do czytania w myślach. Pewnie gdyby usłyszała o ludziach z gminu pewnie napomknęłaby o pewnej hipokryzji pomiędzy jego zachowaniem i tokiem myślenia. Dostrzegłaby tą hipokryzję jeszcze wyraźniej gdyby miała okazję poznać go lepiej. Nic jednak z tych rzeczy nie miało miejsca więc wróćmy do wypowiedzi lorda Selwyna. Mimo pewnej nuty komizmu jaką Judith starała się otoczyć całą tą sytuacje wiedziała gdy je spławiana. Wciąż jednak nie ruszyła się z miejsca, tylko kącik jej ust drgnął w kolejnej fali rozbawienia. Wygląda na to, że naprawdę stęskniła się za Londynem. Tylko tutaj można było spotkać tak…specyficzne osobniki jak człowiek siedzący łokieć czy dwa dalej. - Ile filozoficzne podsumowanie - stwierdziła już dużo…spokojniej. Fakt, jego wypowiedź nie była jej w sumie potrzeba do rozważań które może przez minutę czy dwie miały miejsce w jej głowie. Jednak dawało to ( o ile znów nie przeceniała swoich umiejętności interpretacyjnych ) pełniejszy obraz mężczyzny. Na chwilę czy dwie sama Judith rzeczywiście zagłębiła się w lekturze gazety. Artykuł gdzieś na ostatniej stronie i to dość małą czcionką, coś o kolejnym trzęsieniu ziemi w małym biednym kraju o którym nikt nic nie wiedział i pewnie nawet nie umiałby znaleźć go na mapie. Dziewczynę znów napadły myśli z serii tych bardzo destruktywnych. Zaczęła się zakładać sama ze sobą kiedy w końcu świat postanowi się tak porządnie rozpaść. Ta trącąca fatalizmem wewnętrzna dysputa została przerwana przez nowe dźwięki. Judith odwróciła wzrok w jego stronę w pamięci próbując znaleźć coś na temat rodziny Selwyn. Nigdy nie miała chyba z nimi większego kontaktu. Nie pamiętała nawet czy ich przedstawiciele znajdowali się wśród klientów lub przyjaciół jej ojca. Oparła łokieć o kolano i na otwartej dłoni ułożyła brodę. To zwrócenie uwagi na maniery wydawało jej się tak przeraźliwie…słodkie. - Jade- - odpowiedziała niemal machinalnie i sięgnęła po jego dłoń. Uścisnęła ją delikatnie i zaraz puściła. Użycie ostatniego fałszywego imienia było kwestią nawyku, podobnie zresztą jak nie ujawnianie nazwiska. Zresztą i tak nigdy nie lubiła swojego prawdziwego imienia a Jade zawsze przecież mogło służyć jako przezwisko. - Z pańskich ust nie zabrzmi to równie prawdziwie jak z moich więc ja to powiem a pan tylko przytaknie. A więc miło mi pana poznać Williamie Selwyn – i kolejny uśmiech tym razem bardzo przyjazny i grzeczny.


Powrót do góry Go down
William Selwyn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2902-william-kasimir-selwyn#46732 http://www.morsmordre.net/t2919-poczta-willa-euzebiusz http://www.morsmordre.net/t3215-kropla-wody-wsrod-rodu-plomieni#53398
Auror
29
Szlachetna
Kawaler
"Najpierw zmęcz wroga doskonałą obroną, potem przejdź do mocnej ofensywy" William Kasimir Harvey
12
4
2
0
1
1
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 19:49

Jade. William się nie urodził wczoraj, toteż było dla niego oczywiste że raczej prawdziwe to imię nie jest. Choć też i niekoniecznie, czasami nadawano specyficzne imiona. Choć niezbyt brzmiało mu ono na prawdziwe. Nie skomentował ostatniego zdania, w duchu najchętniej teraz wymownie przewrócił oczami. Skinąwszy głową odwrócił na pewien czas wzrok. Nadal w jego wyobrażeniu dziewczyna było dość specyficzna i... Bardzo prostolinijna. On sam aż taki prostolinijny nie był, tylko w wypadku albo jak kogoś bardzo lubił, albo jak kogoś skrajnie nienawidził. Ewentualnie po alkoholu gdzie tracił "trochę" szlachectwa, ale o tym nie ma co rozmyślać. Jade, bo tak się ona przedstawiła na pewno nie była z szlachetnego rodu, tego był niemal pewny. Czemu? Cóż, niekoniecznie osoby urodzone szlachetnie bywał wyniosłe, oraz posiadały królewską manierę jak sam William, ale to szło wyczuć. Wyjątkiem pozostawali Weasleye, choć z nimi też nigdy nie miał szczególnie do czynienia. Nie specjalnie wiedział jak miał tą rozmowę pociągnąć, zadawanie pytań ni z gruszki ni z pietruszki nigdy nie było w jego stylu. Spojrzał na jej gazetę, zastanawiając się przez chwilę czy jest to zwykła(tj. Czarodziejska) czy mugolska. Skomentował ten fakt
- Żywię nadzieję że ta gazeta nie jest czarodziejska - Odrzekł to tonem spokojnym, choć nieco chłodniejszym - Niezbyt przyjemnym byłby fakt jakby jakiś nader ciekawski mugol postanowił się przyjrzeć.
Tak, to nie byłoby zbyt dobre. Używanie dziwnych określeń szło jeszcze wyjaśnić, nie gazetę z ruszającymi się zdjęciami. To na pewno nie. Mimo wszystko lepiej nie było takich rzeczy pokazywać mugolom, lub przynajmniej pokazywać je owym osobom. W sumie czasami sam nie był przekonany czy warto się ukrywać ale... Na pewno w obecnej sytuacji tak. Czarodziejski świat był zbyt niebezpieczny. To na pewno.


Powrót do góry Go down
Judith Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3112-judith-skamander#51169 http://www.morsmordre.net/t3164-maya#52396 http://www.morsmordre.net/t3155p15-maly-szalony-wilk#52539 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3
zielarka
21
Czysta
n/d
Why do you have such big ears?
4
7
6
0
4
0
0
4
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Hyde Park   01.07.16 20:54

W sumie nie musieli już nic mówić. Przynajmniej jeśli chodzi o Judith.  Blondynka już trochę się mu napoprzykrzała   i w sumie zostali już sobie przedstawieni. Co można było więcej powiedzieć? Proszę zostań moim przyjacielem bo ja jestem zabawna a ty jesteś nudny więc na pewno będzie wesoło? Cóż w sumie takie zachowanie pasowałoby do obecnego  stanu Jud ale nawet ona zna pewne granice.  Dodatkowo naprawdę strasznie chciało jej się palić a nie wiedząc czy William popadł już  w ten nauk nie chciała się narażać na komentarze o zasmradzaniu powietrza czy marnowaniu zdrowia swojego i tych co wdychali  smugi dymu.  Zostawiając dobre maniery  w innym płaszczu przez co nie krępowała się przed szybkim przewróceniem oczami.  - Prawie przypomniały mi się lekcje mugoloznastwa - mruknęła cicho pod nosem. Te wszystkie tyrady profesorów o tym jak ważne jest zachowanie magicznego świata w tajemnicy i jak katastrofalne skutki może spowodować jego odkrycie. - To tylko mugolski brukowiec- - wyjaśniła wskazując palcem na tytuł. - Czasem dobrze wiedzieć co dzieje się po ich stronie - wyjaśniła ze spokojem . - A nawet jeśli ktoś zwróciłby na to uwagę to przecież od czego mamy odpowiednie służby. Ci biedni chłopcy…oraz dziewczęta muszą mieć przecież coś do roboty.  Korytarze ministerstwa wydają się takie ponure i nudne.  Aż korci człowieka by taką gazetę z ruszającymi się zdjęciami podłożyć gdzieś w metrze czy autobusie -  rozmyślała nad tym przez chwilę oczywiście wszystko traktując jak jako jeden wielki dowcip. - Który departament? - spytała po chwili. Chodziło jej oczywiście o jego stanowisko. To przecież takie oczywiste, że arystokrata musi pracować w wielkim i strasznym Ministerstwie Magii.


Powrót do góry Go down
 

Hyde Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17