Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Rezerwat znikaczy, Somerset

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Rezerwat znikaczy, Somerset   08.05.16 0:35

Rezerwat Znikaczy im. M. Rabnott

Park znajdujący się na południu Somerset, na włościach należących do rodu Abbottów jest pierwszym i jednocześnie największym rezerwatem znikaczy w całej Anglii. Ptaki te, ze względu na ich niewielki rozmiar i niezwykłą szybkość przed wiekami wykorzystywano zamiast zniczy podczas rozgrywek Quidditcha. Dopiero Modesta Rabnott jako pierwsza czarownica zwróciła uwagę na ochronę praw zwierząt i obroniła znikacza wypuszczonego podczas jednego z meczy w 1269 roku. Dziś wielohektarowy park zamieszkują dziesiątki albo nawet setki tych maleńkich stworzeń, błyszczących pomiędzy gałęziami drzew niczym krople żywicy. Pomiędzy drzewami wiją się żwirowe ścieżki, z których można z bliska obserwować niezwykle szybkie stworzenia. Jednak przez wzgląd na ścisłą ochronę ptaków, na teren rezerwatu mogą wejść tylko pracownicy przeszkoleni w opiece, a także członkowie rodu Abbott i ich goście. Co jest oczywiste, zakłócanie spokoju ptaków, próby łapania czy krzywdzenia są surowo zakazane; panujące zasady są ściśle przestrzegane przez wyczulonych na wszelkie odchylenia pracowników.


Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   27.06.17 14:55

Czas leciał zdecydowanie za szybko. Lorraine odczuwała jego upływ niemal przez cały czas. Kiedy patrzyła na codziennie zmieniające się dzieci, kiedy spoglądała na pierścień rodowy, który zdążył już idealnie wpasować się w jej skórę, kiedy sięgała do biblioteczki po ulubioną książkę z dzieciństwa. Nawet wtedy gdy przypadkiem zdarzyło jej się użyć języka francuskiego. Za każdym razem rozmyślała o tym jak wiele dzieli ją od od tego co jeszcze niedawno było teraźniejszością. Nie było to jednak złe rozmyślanie. Spoglądała na to jak na bagaż doświadczeń. Walizkę szczęścia, którą dane jej było przez życie nosić. Chociaż lady Prewett była już od kilku dobrych lat to nigdy nie wyrzekła się dziedzictwa Abbottów. Ciągle jak na Abbotta przystało dbała o sprawiedliwość i walczyła o to by ta znalazła swoje miejsce w potrzebującym tego świecie. Tyczyło się to też mniej wymagających spraw jak na przykład doglądanie rezerwatu Znikaczy. Odwiedzanie rezerwatów było dla Lorraine czymś powszechnym. Kiedy walczy się o prawa magicznych zwierząt i stworzeń trzeba doglądać ich opieki. Rezerwat Znikaczy należący do jej rodziny był gdyba jedynym rezerwatem, który ochoczo gościł ją w swych progach. Nie miało tu znaczenia czy była szlachcianką czy nie. Ciężko było przed nią coś ukryć skoro wiedziała czego szukać. Zwykle najwięcej czasu traciła na debatowanie z dozorcami rezerwatów przy tym płonąć złością, a przecież negatywne emocje na twarzy Prewettównej są raczej niespotykanym zjawiskiem. - Wiedziałaś, że kiedyś zamiast zniczy podczas meczów używano znikaczy? - zapytała Holly uśmiechając się do kobiety szeroko. Nie było chyba rzeczy związanej z quidditchem, której Skamander by nie wiedziała. Lorraine lubiła spędzać czas z byłą zawodniczką srok. Zawsze miały o czym rozmawiać, a ich tematy nie obracały się tylko wokół przykrej rzeczywistości, z którą przychodziło im się mierzyć niemal każdego dnia. Prewett ceniła każdego kto tak jak i ona postanowił zmienić coś w świecie, ale nie była to jedyny aspekt, który sprawiał, że zaprzyjaźniała się z ludźmi. Często dlatego, że doceniała to jak bardzo się wszyscy różnili. Dzisiejszy dzień aż zaskakiwał nieskazitelnie niebieskim niebem i gorącym słońcem. Takich dni w Wielkiej Brytanii było niesamowicie mało i dlatego blondynka wolała wykorzystać każdą możliwość zaczerpnięcia choć w jednym procencie tego słońca, które było im dane. Znikacze wydawały się być dobrym pomysłem. To czas w spokoju, daleko od zgiełku, który zapanował w ich czarodziejskim świecie. Daleko od problemów w Ministerstwie. Daleko od złośliwości ludzi. - Mam nadzieje, że nie odciągnęłam cię o żadnych ważnych spraw. Wiesz… wszędzie teraz tylko praca, praca, praca… a przecież od czasu do czasu każdy potrzebuje chwili wytchnienia. Źle mówię, Hol? - mruknęła zasługując się w pojedynczych ćwierkaniach domowników.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Holly Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4538-esmeralda-seastar-budowa#96495 http://www.morsmordre.net/t4700-listy-dp-holly#100510 http://www.morsmordre.net/t4581-iskierka-holly http://www.morsmordre.net/f314-northwood-road-13 http://www.morsmordre.net/t4755-holly-l-skamander#101703
Była ścigająca Srok, obecnie specjalista ds. quidditcha w MM i komentatorka meczy
24 lata
Czysta
Panna
Strawberries, cherries and an angel's kiss in spring,
my summer wine is really made from all these things!
11
14
0
0
2
0
27
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   01.07.17 11:52

17 IV???

Zdawałoby się, że dla Holly czas się zatrzymał. Hogwart ukończyła przed szcześcioma laty, lecz wyglądała... a co gorsza zachowywała się tak, jakby dalej miała lat osiemnaście. Najpewniej brakowało jej powagi i ogłady. Rodzice dobrze ją wychowali, lecz nic nie mogli poradzić na nadmiar energii, której Holly miała niezliczone pokłady. Spacerując po rezerwacie wraz z Lorraine Prewett, wywodzącą się z rodu Abbott, będącą lady od urodzenia, zazdrościła jej tej dostojności w trzymaniu sylwetki i chodzie. Lady Prewett poruszała się w wdziękiem właściwym osobom szlachetnie urodzonym i zachowywała się - jak by to powiedziała pani Skamander - godnie.
-Oczywiście, że to wiem - żachnęła się Holly, pozornie obrażona, jakby tym pytaniem lady Prewett niesłychanie ją uraziła. Mrugnęła jednak do niej pomimo poważnej miny i rzekła teatralnie przemądrzałym tonem -A czy ty wiedziałaś moja droga, że do gry w quidditcha zaczął ich używać w 1269 roku sam przewodniczący Rady Czarodziejów, Barberus Bragge? A walczyła z nim Modesta Rabnott, której imię nosi ten piękny rezerwat? - pamięć Holly była dość wybiórczym miejscem. Było w niej wiele miejsce na słowa ulubionych piosenek, tabele wyników ligi quidditcha oraz jego historii. "Quidditch przez wieki" mogłaby recytować wręcz z pamięci. Słowo po słowie -Ale dopiero w połowie czternastego wieku przewodnicząca Rady, Elfrida Clagg, objęła znikacze ścisłą ochroną. A wiesz kto i gdzie wykuł pierwszy znicz?
Panna Skamander wyglądała na podekscytowaną. Najpewniej Lorraine niepotrzebnie poruszyła temat quidditcha, gdyż Holly już połknęła ten haczyk i gotowa była maltretować lady Prewett tym tematem. Nic nie mogła przecież poradzić na to, że była to jej największa pasja, a niemożliwość grania weń zawodowo jeszcze bardziej nakręcała ją, by trajkotać o tym w kółko. Sama praca jako specjalista ds. quidditcha jej nie wystarczała: mogłaby się godzinami rozwodzić nad ostatnim meczem Os, czy Srok.
-Ależ dobrze mówisz! Ja to tam tylko liczę minuty do wyjścia z Ministerstwa, ble - zrobiła głupią minę imitującą obrzydzenie, pokazując przy tym język. Zaraz jednak przywołała się do porządku przypominając sobie, że spaceruje z lady - Oj, przepraszam, milady - zaakcentowała zabawnie ostatnie słowo, znów puszczając do niej oczko.
Wyciągnęła nagle rękę, celując w najbliższą gałąź rozłożystego dębu, wołając przy tym cicho -Oooo, widzę jednego! - oczy otworzyła szeroko, rozbłysły z zachwytu, a na usta wychynął uśmiech.





then let the heavens hear it
the penitential hymn
come healing of the body
come healing of the mind
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   07.07.17 9:00

Lorraine ceniła ludzi z pasją. Potrafiła godzinami słuchać o ludzkich zainteresowaniach, planach i marzeniach. Wiedziała, że takich ludzi na świecie jest naprawdę mało. Często łatwiej im skupiać się na pogodni za doskonałością, ciągłą walką o władzę i uznanie. Nikt nie zwracał już uwagi na drobnostki, które w ich świecie były przecież tak niesamowicie ważne. Lorraine już jako dziecko nauczyła się by łapać każdą możliwość nauki. Bez względu na to czy słuchając historii, czytając księgi czy zwyczajnie rozmawiając. To było piękne. Każdy z nich miał coś własnego o czym mógłby innym opowiadać godzinami. To pewien sposób i wyróżniało. Sprawiało, że stawali się wyjątkowi. W końcu gdyby miała jakiegokolwiek wątpliwości dotyczące gry w quidditcha bez zastanowienia zgłosiłaby się do Skamander, która tylko czeka na okazje by się tym podzielić. Gdyby miała problem z astronomią spotkałaby się z Vanem, który mógłby mówić tylko o niej. Do niej pewnie też zgłaszaliby się ludzie, którzy chcieliby się dowiedzieć więcej o prawie czarodziejów. Wszystko to miała w małym paluszku, a jej urodzenie było tylko potwierdzeniem. -  Modesta Rabnott? - zapytała zaskoczona. - Naprawdę? - o walkach czarodziejów wiedziała dużo. Bez względu na płaszczyznę wszystko co wchodziło w ramy naruszenia jakiegokolwiek prawa było dla niej ciekawe. Oczywiście istniały rzeczy, o których Prewett nie miała pojęcia tak jak i tym razem. Nie przeszkadzało jej to, że temat quidditcha zawładną ich rozmowę. Tak naprawdę bardzo lubiła ich czarodziejską grę nawet jeśli nigdy nie miała okazji być jednym z uczestników rozgrywki. Szlacheckie urodzenie nie pozwalało jej za latanie za zniczem. - Nie mam pojęcia, Hol. Kto? - zapytała zaciekawiona. Wyobrażała sobie tę grę gdy jeszcze nie było zniczy, a ich miejsce zajmowały znikacze. Teraz jako obrońca stworzeń i zwierząt nie mogła przejść obok tego całkowicie obojętnie chociaż najbardziej dumna była z tego, że ktoś wpadł na pomysł by to zmienić i znaleźć inne wyjście. Patrzyła jak iskry fascynacji błyszczą w oczach blondynki i uśmiechnęła się szeroko. Wiedziała, że Skamander żałuje, że jej gra dobiegła końca i chyba naprawdę podziwiała to, że potrafiła teraz bez żalu w głosie o tym wszystkim opowiadać. Nie dla każdego byłoby to łatwe. Prawdopodobnie dla większości byłby to cios, który już do końca zostawiłby plamę na wizerunku wcześniej ukochanej gry. Po Holly można było się jednak spodziewać wszystkiego. - Jak w Ministerstwie? Dużo macie pracy? Czym aktualnie się zajmujecie? - Lorraine nie pamiętała kiedy ostatnio przekroczyła próg Ministerstwa. Prawdopodobnie ostatnimi czasy było to ostatnie miejsce, w którym chciałaby się znaleźć. Sytuacja w ich świecie diametralnie się zmieniała. Praca nie przynosiła jej już takiej radości. Parsknęła śmiechem na zwrot, którego użyła Skamander. Lorraine chociaż zwykle nie reagowała na tego typu słowa traktując tytuł jak część jej imienia i nazwiska to używanie go w kontekście zachowania, które nie przystoi szlachciance trochę ją bawiło. Z tytułem czy bez. Ciągle była sobą. Blondynka zaczęła wypatrywać znikacza. - Młody. Pewnie zaraz zaatakuje nas jego matka. - spojrzała na Holly z udawaną powagą. - Wiesz… matki tak mają.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Holly Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4538-esmeralda-seastar-budowa#96495 http://www.morsmordre.net/t4700-listy-dp-holly#100510 http://www.morsmordre.net/t4581-iskierka-holly http://www.morsmordre.net/f314-northwood-road-13 http://www.morsmordre.net/t4755-holly-l-skamander#101703
Była ścigająca Srok, obecnie specjalista ds. quidditcha w MM i komentatorka meczy
24 lata
Czysta
Panna
Strawberries, cherries and an angel's kiss in spring,
my summer wine is really made from all these things!
11
14
0
0
2
0
27
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   15.07.17 20:05

Jeszcze kilka lat temu zdawało się, że quidditch był nie tylko pasją Holly, ale również jej... obsesją. Potrafiła nadawać i nadawać, trajkotać w kółko o wynikach, nowych miotłach, stadionach, drużynach, zawodnikach. Wszystkim co z tą miotlarską grą związaną. Na całe szczęście skupiała wokół siebie wielu ludzi, miał ją więc kto słuchać. Zwłaszcza płeć męska, gdyż Holly była... dziewczyną! I tyle wiedziała o quidditchu! W dodatku była niebrzydka, może nieco pucołowata... No dobrze, bardzo pucułowata, ale w jej uśmiechu był jakiś urok! Miała ponadto poczucie humoru, co czyniło ją nader popularną wśród chłopców. A chłopcy, jak to chłopcy - o sporcie mogli dyskutować całymi godzinami. Holly dyskutowała po prostu z nimi. Swoje apogeum miało to w chwili, kiedy została przyjęta do Srok z Montrose, a jej myśli krążyły niemal wyłącznie wokół kafla. W pewnym momencie stało się to aż nazbyt męczące. Pani Skamander więdły uszy (szczęście, że nie dosłownie!), a pan Skamander udawał, że zapada w drzemkę, kiedy Holly zaczynała się rozkręcać. W pewny momencie - kiedy dojrzała już nieco, chociaż troszkę, zrozumiała, że nie każdy może chcieć w kółko rozmawiać o jednym, dlatego nauczyła się powściągać język... ale jeśli tylko ktokolwiek sam zaczynał ten temat, nie mogła się już powstrzymać.
-Nie znasz Modesty Rabnott? - spytała zaskoczona - Na pewno znasz, ten rezerwat nosi jej imię przecież! - po chwili palnęła się w czoło - A, już łapię, przepraszam! Czasami jestem taka zakręcona - aż za bardzo - Pierwszy znicz wykuł Bowman Wright. Wright! Od tych Wrightów wywodzi się kowal, który ma swój sklep na Pokątnej. Ciekawe, czy Benjamin ma z nim tych samych przodków, jak sądzisz? - mówiła dużo i szybko, lecz wierzyła, że Lorraine nadąży, miała w końcu... dzieci. Dzieci uczą cierpliwości, czyż nie? -Wykuł ten Znicz w Dolinie Godryka, wiesz? Panieńskie nazwisko mojej matki to Potter, Potterowie są z Doliny Godryka! Czy to przypadek? Nie sądzę! - naturalnie zachrypnięty głos Holly nacechowany był silnym podekscytowaniem, lecz opanowała się w porę, gdy lady Prewett poruszyła temat Ministerstwa.
Ministerstwo równało się n u d z i e.
-Ach, szkoda gadać! Dużo papierkowej roboty, chyba wiedzą, że tego nienawidzę i złośliwie każą mi siedzieć przy biurku. Ale, zdradzę Ci w tajemnicy, chyba będziemy budować nowy stadion na przyszłoroczne mistrzostwa angielskiej ligi!
Uwagę Holly w końcu przyciągnął znikacz, więc jednocześnie zmieniła temat.
-To znaczy jak mają? - spytała marszcząc nos. Nie była matką, więc miała prawo nie wiedzieć - Winne i Miriam są zdrowi? Dobrze rosną? Tęsknią za mną? Chyba wiedzie Wam się dobrze, prawda?





then let the heavens hear it
the penitential hymn
come healing of the body
come healing of the mind
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   20.07.17 13:12

Lorraine chyba nigdy nie miała pasji, która stałaby się jej obsesją. Oczywiście były rzeczy, które uwielbiała i te o których dużo wiedziała, ale nigdy nie nie miał czegoś o czym mogłaby mówić przez cały czas. Może to dlatego, że zawsze gdzieś obok niej był inny świat, któremu musiała ulegać. Nie mogła zatrzymać się przy jednej pasjonującej ją rzeczy. Nigdy nie było na to wystarczająco dużo czasu. Zazdrościła tego Holly. Dokładnie wiedziała co na świecie sprawiało jej radość, o czym rozmowa przynosiła jej ukojenie i szeroki uśmiech na twarzy. W dzisiejszych czasach za mało ludzi pamięta o rzeczach sprawiających przyjemność. Częściej rozwodzimy się nad tym co złe i przykre. Piętnujemy się całym złem otaczającym naszą codzienność zapominając o tym co przywodzi uśmiech na naszą twarz. Prewett chyba po prostu chciała zadbać by ludzie nie zakopywali się całkowicie w misjach odnowy świata. Oczywiście, że to było ważne. Ale przy tym trzeba było zrobić wszystko by nie stracić siebie. Na szczęście o Holly nie musiała się martwić, a przynajmniej taką miała nadzieje. Kobieta jak zawsze tryskała optymizmem i to było coś co Prewett ceniła podwójnie.  Zaśmiała się słuchając słów kobiety. - W sumie… Ben wygląda trochę jak kowal. - powiedziała z szerokim uśmiechem zaraz wzruszając ramionami. - Pewnie gdyby nie pracował ze smokami zajmowałby się kowalstwem. - chociaż w tym momencie sobie żartowała to wiedziała, że jest coś takiego w ludziach co sprawia, że idealnie pasują do tego czym się zajmują. Może to tylko kwestia wyobraźni, ale tak samo Lorraine nie byłaby w stanie wyobrazić sobie jej ojca bez togi na sali rozpraw. On był częścią tego miejsca i po prostu niektórzy ludzie po prostu byli stworzeni do rzeczy, którymi się zajmowali. Ona prawdopodobnie była stworzona do bycia matką bo właśnie z dziećmi u boku czuła się najpewniej i najlepiej. Słuchała kobiety i wcale nie narzekała na to, że ta mówiła tak dużo w tak krótkim czasie. To zdecydowanie był urok Skamander, a Lorraine wcale nie zależało na tym by spędzić ten dzień na zadumie. - Holly Skamander prawdopodobnie było ci to przeznaczone. - powiedziała uśmiechając się szeroko. Prewett znała Dolinę Godryka jak własną kieszeń. Tam się przecież wychowała, w tamtej okolicy znajdowała się posiadłość Abbottów. Kiedyś myślała, że nie w Dolinie Godryka nie może stać się coś złego. Teraz już tak nie myślała. Zło było wszędzie. - To cudownie! Pewnie nie możesz się już doczekać, prawda? W końcu w swoim żywiole. - mruknęła. Wyobrażała sobie blondynkę doglądającą wszystkiego by tylko wyszło idealnie. - No wiesz… chronią swoje dzieci za wszelką cenę, kiedy masz dzieci nie istnieje nic ważniejszego. - dodała. Tak właśnie było. Kiedyś nie wyobrażała sobie, że można aż tak się o kogoś martwić, troszczyć, że można tak kochać. - Zdrowi, z nowymi pomysłami na minutę. Chociaż ostatnio muszę więcej czasu spędzać w Ministerstwie i boli mnie przez to serducho. Ciągle mam wrażenie, że coś przegapię. - tak było z dziećmi. Co chwile się zmieniały. Łatwo było coś przeoczyć. - Oczywiście, że tęsknią. Jak się ciocia leni i nie odwiedza to jak mają nie tęsknić? - uniosła brew niby z pretensjami, ale tak naprawdę doskonale rozumiała ten brak czasu. Samej jej go brakowało. Na cokolwiek. Kiedy para znikaczy przeleciała kobietom nad głowami Lorraine zakryła dłonią czubek głowy. - Wiedziałaś, że jak przelecą ci nad głową to znak, że będziesz mieć łysego męża? - zapytała spoglądając na kobietę ze śmiertelnie poważną miną. Ona z podań, legend, mitów i zabobonów nigdy nie robiła sobie żartów.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
 

Rezerwat znikaczy, Somerset

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rezerwat żmijoptaków
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17