Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Opuszczony amfiteatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Opuszczony amfiteatr   08.05.16 0:55

First topic message reminder :

Opuszczony amfiteatr

Ostatnie przedstawienie w tym amfiteatrze odbyło się tak dawno, że nie pozostali już żadni żywi, którzy byliby w stanie je pamiętać. Niektórzy szczęśliwcy mogą jednak na którejś z licznych ławek dostrzec jasną poświatę, która po przyjrzeniu okazuje się duchem młodego, przystojnego mężczyzny. Z chęcią opowiada on historię teatru, który spłonął w trakcie jednego z przedstawień, a ogień zabił całą obsadę i połowę widowni. Wkrótce to miejsce zostało zapomniane i przypomina teraz cmentarzysko Melpomene; widownia porosła kępami wysokich traw, po ścianach garderoby pną się winorośla, a pojedyncze i przepiękne, nieprzeżarte zębem czasu rekwizyty ukryte wśród chwastów przypominają o chwilach świetności opuszczonego amfiteatru.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   07.08.17 15:30

To nie było takie proste. Wrócić do codzienności po tym wszystkim. Zresztą - codzienności. Czym ona teraz miała dla mnie być? Strachem? Ucieczką? Życiem w ukryciu?
Siedząc na łóżku, przy ścianie, podpierając się na przyciągniętych do piersi kolanach patrzyłam w płomień świecy. Było późno. Była noc. A ja nie mogłam spać. Nie potrafiłam. Ilekroć zamykałam oczy widziałam martwe ciała braci. Poruszały się nieskładnie i mozolnie w cieniu powodując odgłosy chlupotania na wilgotnym podłożu na wzór tych martwych kukieł w podziemiach tamtej wierzy z której uciekłam. Patrzyli na mnie białkami oczu pozbawionych źrenic i uśmiechali się jednocześnie zatapiając w mięsie mojego ziała dłonie. To było okropne. Ten koszmar powtarzał się i powtarzał nieustannie. Nie mówiłam o tym nikomu ukrywając za dnia strach i zmęczenie. Nocą jednak, gdy nikt nie patrzył płakałam z bezradności. Już teraz czułam jak oczy zachodzą mi wilgocią, jak płomień świecy staje się niewyraźny, jak iskrzy i mieni się w oczach, jak...wybucha.
Serce podeszło mi do gardła, a ja sama zapadłam się w sobie, skuliłam mocniej, mając nadzieję, że zniknę, że się obudzę, że to kolejny koszmar. Tylko tym razem nowy. Ogień który buchnął zdawał się ożyć. Uformowaną z żaru szczęką chwycił mnie za dłonie szarpiąc niczym wygłodniałe zwierze. Zawyłam z bólu i przerażenia. Instynktownie chciałam stopą potraktować , marę po pysku, lecz noga również w niej ugrzęzła - w ogniu, bólu, który niczym zaraza rozszedł się po całej skórze, pochłaniając i przeżerając jej powierzchnię. Ciągnąc, szarpiąc, porywając i nieprzyjemnie otulając. Świat stanął w ogniu, a potem upragnionej ciemności. Dawno nic nie śniłam. To było przyjemne.
Nie wiem co sprawiło, ze otworzyłam oczy. Podświadoma chęć przetrwania, którą niepokoiło to, że byłam od bezpiecznego dla mnie miejsca? Szmery? Ból...? tak, zdecydowanie to ostatnie. Skóra mnie piekła, gryzła, paliła. Nie było jednak płomieni nigdzie wokół. Ulga, strach i ból, a także żałość myśli i zdezorientowania uderzyły mnie falą, sprawiając że wbrew sobie zaszlochałam.
- Pomocy... - zaskamlałam nie poznając swojego głosu - Ktokolwiek....jest tu ktoś?! Gdzie ja jestem... - zawodziłam niczym dziecko przecierając łzy i panicznie ostrożnie rozglądając się po okolicy. Miejsce zdawało mi się być znajome, lecz rozpierzchłe myśli nie potrafiły ustalić dlaczego.


|146/236, kara -15


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   12.08.17 13:11

Nie był w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz spał spokojnie - niedręczony koszmarami nawiedzającymi go od dnia, w którym złożył swoje życie na ołtarzu Czarnego Pana, czarnomagicznym tuszem odciskając piętno na przedramieniu, obojętny na echa palących go porażek i błędnych decyzji, wolny od ciemnych chmur kłębiących się nad nim i jego najbliższymi. Znalazł jednak sposób na bezsenność, z ukojeniem przyjmując fakt, że skrajny wysiłek fizyczny jest w stanie doprowadzić go do objęć Morfeusza, oferując nocne wytchnienie opadających ciężko powiek. Tym razem jednak z głębokiego snu nie wyrwały go pierwsze promienie jutrzenki, tylko nieznośny hałas. Wpierw głuche dudnienie, narastające z każdą sekundą, przebijające się do ospałych warstw podświadomości i ostatecznie wybudzające do spółki z bliżej niezidentyfikowanym hukiem. Może Serafin po raz kolejny - i tym razem ostatni - dopuścił się zaniedbania przy sprawdzaniu zabezpieczeń hodowli i w kierunku Ludlow galopowały właśnie trolle Averych; snuł w głowie prawdopodobne scenariusze, nie dostrzegając dużego stopnia ich abstrakcyjności, gdy unosił się lekko na łokciach wspartych na miękkim materacu. Lecz wtem cała sypialnia zaczęła się trząść, a zdobiony srebrem i karmazynem sufit przecięły pęknięcia - równie głębokie jak zmarszczki pojawiające się na czole Perseusa; to było niemożliwe, by wielowiekowa rodowa rezydencja mogła ulec zniszczeniu. Wstrząsy tylko narastały, a na podłodze wylądowały pierwsze płatki odłupującego się tynku. To musiał być zaledwie kolejny koszmar, ponura wizja końca wszystkiego, co uważał za pewne - powtarzał to sobie uparcie, nie chcąc ulec rozbierającemu przerażeniu, gdy pomieszczenie zaczęło pulsować, a ściany runąć niczym domek z kart, roztrzaskując drewniane meble w tysiące drzazg i przytrzaskując ozdobne rzeźby swoim ciężarem. Obudź się, obudź, zaraz wszystko minie, wszystko powróci na swoje miejsce w statecznej ciemności. Powrót do świata żywych jednak nie nadchodził, a spadające na szlachcica coraz większe kawałki sufitu wydawały się być niepokojąco prawdziwe, podobnie zresztą jak ból, jaki sprawiały uderzenia w różnych punktach jego ciała niedbale przykrytego satynową pościelą. Czy więc to nie był zaledwie koszmar? Taki miał go spotkać koniec? Miał zginąć we własnym łożu, przygnieciony sufitem rodowej posiadłości, która miała przetrwać nie tylko jego, ale i kolejne pokolenia? Nawet jeśli zaraz miał się obudzić - nie mógł pozostawać bierny, nie teraz, gdy wątpliwości zagościły w nim na dobre. Skoczył na równe nogi, podejmując próbę ewakuacji z walącej się sypialni, lecz nim chociażby zbliżył się do drzwi, donośny trzask obwieścił zerwanie ostatnich powięzi trzymających sufit w przypisanym mu miejscu. W niepozostawiającym wiele nadziei na ocalenie odruchu skulił się na podłodze, zakrywając rękami głowę dosłownie na parę chwil przed tym, jak masa gruzu pogrzebała go żywcem.
W końcu uniósł ociężałe powieki, lecz czekające go rozczarowanie nie znało granic. Suchotniczy kaszel wywołany kłębami pyłu wydarł się z jego płuc, gdy bezradnym spojrzeniem prześlizgiwał się po ruinach, przyjmując ostatecznie do wiadomości fakt, że wcale nie powracał z krainy snów, a posiadłość Averych faktycznie prawie stała się jego grobem. Jakim cudem najbezpieczniejsze miejsce jakie znał mogło runąć? Zakasłał ponownie, rozgarniając dłońmi zalegające na nim kawałki sufitu i ponownie, odrzucając na bok okazałą bryłę gruzu. Co z jego rodziną, z pozostałymi domownikami Ludlow? Co z jego rodzicami, czy mieli oni mniej szczęścia, gdy strop rezydencji przygwoździł ich do podłogi, jakby byli zaledwie szmacianymi lalkami? Całe jego obolałe ciało protestowało przy nawet najmniejszym ruchu mięśni, lecz nie mógł po prostu wylegiwać się pośrodku pobojowiska i czekać na cud, nie wiedząc czy jego najbliżsi nie są bezpieczni. Zaczął rozgarniać gruz jeszcze szybciej, próbując wygrzebać się spod przygniatających go kilogramów i znaleźć jak najsprawniej drogę wyjścia, by rozeznać się w sytuacji.
Pomocy… Czy miał już omamy? Słaby dźwięk ledwo przebijał się do uszu Perseusa, a na jego karku zjeżyły się włosy. - Matko?! - wykrzyknął lub przynajmniej wykrzyknąć próbował, chwiejnie zbierając się z podłoża i odrzucając od siebie przesłanki, że zasłyszany głos niewiele ma wspólnego z głosem Septimy - instynkt zagotował się w jego żyłach, karmiąc umysł myślą, że jego matka wydaje z siebie ostatnie tchnienie, a on nie jest w stanie jej pomóc - ani temu zapobiec. - Gdzie jesteś? Nie widzę cię - nawoływał wciąż, wstrząsany kolejnymi kaszlnięciami, błądząc po omacku w samym środku gruzowiska i ani przez chwilę nie myśląc, że ta, której szukał, może nie być tą, do której zmierza. Pierwsza chmura pyłu opadła i… dopiero wtedy poczuł chłodny powiew wiatru. Wytężył źrenice, dostosowując je do ciemności, by z niemałym zaskoczeniem stwierdzić, że miejsce, w którym znajduje się do spółki z gruzami swojej sypialni, nie jest wcale ulokowane na ziemiach Shropshire - niezrozumienie zakołowało w głowie Avery’ego, na parę chwil blokując powietrze w jego płucach. Na gacie Salazara, co tu się działo?

| żywotność: 121/221; kara: -20




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   12.08.17 19:14

Potworne uczucie niewiedzy i zdezorientowania sprawiło, że się rozkleiłam. Po raz kolejny w przeciągu tygodnia znalazłam się nagle w obcym miejscu, po raz kolejny budziłam się w nieznanej mi ciemności, a moja skóra piekła od żaru. Na swój sposób było to pokracznie zabawne i być może nawet wygięłabym usta w ironicznym uśmiechu, gdybym miała siłę. Tak to po prostu się rozpłakałam będąc przekonana, że to kolejny koszmar ze mną w roli bohaterki. Że zaraz z tej ciemności w której tkwię sama wyłoni się żywy trup mojego brata nawołujący zawodząco moje imię. Jednak zupełnie obcy dźwięk rozszedł się w powietrzu - za mało szorstki bym mogła przypisać go do któregoś z moich chłopców. Zduszony, gładki, podszywany wyraźnym niepokojem, tak bardzo inny od tego jakim posługiwały się mary z moich snów Zastygłam więc, niczym łania na łące do uszu której dobiegł nieznany szmer. Niedbale rozmazałam słoną wodę po twarzy przecierając jej nadmiar z oczu i pociągnęłam soczyście nosem. Wcale nie byłam tu sama,a przynajmniej ktokolwiek mi tu towarzyszył nie był niczym mi wcześniej znanym więc nawet jeśli miał być to koszmar...
- Halo...? - zagaiłam ponownie, niepewnie i w sposób przyciszony chociaż chwilę wcześniej robiłam znacznie większy cyrk. Tak właściwie...to chyba właśnie tak postacie z opowiadanych horrorów zwracają się do piwnicznej ciemności, którą mają zbadać. Mają? Powinnam? Potrząsnęłam głową próbując przywołać się do rzeczywistości. Dwa światy mi się zlewały w jakąś niepojętą karykaturę, lecz nawet...nawet jeśli, to przecież nie powinnam zignorować kogoś, kto być może również potrzebował pomocy. Może większej niż ja sama. Może razem będzie łatwiej...? Nie tak strasznie? Nie myśląc wiele podniosłam się zmuszając się do ruchu. Spieczona skóra zasyczała. Gruby materiał mojej piżamki na chłodniejsze noce rozprostował się sięgając mi kostek - na białym materiale miała wyhaftowane maki. Podążając za kaszlem trafiłam na niego - młodego, nieznanego mi mężczyznę.
- Całe szczęście - wydusiłam z siebie z ulgą, a moje oczy zaczęły na nowo zachodzić łzami - Myślałam, że jestem tu kompletnie sama - a to było przerażające. Podciągnęłam zsuwające się ramiączko piżamy, które przed spaleniem było niegdyś pełnoprawnym rękawem - Byłam w domu, a potem w jednym momencie wyrwały mnie z niego ogniste potwory. Obudziłam się tutaj, myślałam że to sen, ale to wszystko tak piecze i przecież cie nie znam. Nigdy nie fantazjowałam w swoich snach o mężczyznach byś tu był, więc to jednak nie może być sen - skarżyłam się, gadałam na jak gdyby jednym oddechu chcąc wyrzucić z siebie kłębiące się emocje nie interesując się czy ten ktoś chciał bym mówiła. Mówienie mnie uspokajało i pomagało zrozumieć sytuację, a tego tutaj kompletnie nie potrafiłam pojąć jedynie widząc- Nic ci nie jest? - dodałam po chwili w której musiałam zaczerpnąć oddechu i w sumie chciałabym by coś mu dolegało. Poważnego. Albo bym zemdlała i zyskała spokój albo bym się skupiła na czymś pożytecznym niż panikowaniu.


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   19.08.17 22:56

Nie znosił dezorientacji. Poczucia zagubienia, które zwykł rozsiewać wokół innych, sącząc do ucha jad nagiętych do własnych potrzeb półprawd - gdy sytuacja przybierała gwałtowny obrót, gdy to on zajmował miejsce niepotrafiącego odnaleźć się w czasoprzestrzeni, z każdym uderzeniem serca narastało w nim niepojęte rozdrażnienie. Bywał to stan niebezpieczny. Obrzucał szybkim spojrzeniem wszystko, co nie tonęło w ciemnościach, lecz poszczególne elementy układanki uparcie odmawiały złożenia się w całość. Jeśli Ludlow faktycznie runęło, gdzie były gruzy reszty posiadłości? Gdzie była jego rodzina? I w końcu: gdzie był on? Nie było potrzeby się skradać, chociaż raczej należałoby rzec, że nie było sensu: ciągłe wykasływanie kolejnych kłębów pyłu zalegającego w płucach zdradzało zapewne jego obecność w promieniu co najmniej mili, dlatego kaszlał bez zażenowania, pełną piersią, może odrobinę naiwnie licząc na to, że szybciej upora się z nieprzyjemnym uczuciem podduszenia. A może uczucie to pozostało po przeciągających się w nieskończoność chwilach spędzonych pod tonami gruzu. Kroczył ostrożnie, bosymi stopami stąpając po co większych kawałkach tynku i mokrej trawie, w oddali majaczyły kontury czegoś dużego - ogromnej skały lub najzwyczajniej na świecie ruin, nie skupiał się jednak na próbach połączenia wspomnień z teraźniejszością, by zidentyfikować lokalizację, gdy tuż nieopodal słyszał nawoływania. I płacz. Pierwsza alarmowa lampka zapaliła się w jego głowie, czy kiedykolwiek widział, by Septima zrywała z twarzy maskę chłodnej obojętności? Woń palonych tkanek uderzyła go w nozdrza, był już blisko. Kolejna alarmowa lampka; postać, którą widział przed sobą była niższa niż powinna. Ściągnął brwi w wyrazie konsternacji, przyjmując w końcu do wiadomości to, co wydawało się być oczywiste: nie jej szukał. Rozczarowanie błysnęło w stalowoszarych tęczówkach.
- Kim jesteś? - zapytał nagle, zbywając wszystkie jej słowa. I ulgę, która była zupełnie nie na miejscu. Myślałam, że jestem tu kompletnie sama. Och, tak by było o wiele lepiej. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe, słysząc jej bełkot. Ogniste potwory? Fantazje o mężczyznach? - Nie jestem tym, o którym się śni - o ile nie jesteś fanką koszmarów. Wyrzucił z siebie, lecz pewnie nawet nie usłyszała tego wtrącenia, zbyt pochłonięta swoją wypowiedzią. Palce lewej dłoni Avery’ego odruchowo powędrowały do skroni, głowa pulsowała tępym bólem, a zewnętrzne bodźce nie pomagały. - Cicho - dość, nie mów już nic - bądź cicho - powtórzył z większą mocą, cofając się o krok, odruchowo, by oddalić się od źródła nieprzyjemności. Niespokojne myśli powróciły, skąd mógł mieć pewność, że jego bliskim nic się nie stało? Musiał stąd iść, teraz, natychmiast - nogi uginały się jednak pod jego własnym ciężarem, a ciało ogarniała ogólna słabość, jego stan pozostawiał zbyt wiele do życzenia, by mógł działać sprawnie. Zmienił zdanie gwałtownie, zamiast cofać się dalej, zrobił kilka kroków wprzód, nagłym gestem dobywając różdżkę z kieszeni piżamy, która była już tylko marnym wspomnieniem szkarłatnego jedwabiu, z którego została uszyta. - Malesuritio - wypowiedział inkantację bezzwłocznie, celując w ciemnowłosą. Chyba ciemnowłosą - być może po prostu jej włosy się osmaliły. To nie miało znaczenia.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   19.08.17 22:56

The member 'Perseus Avery' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 87

--------------------------------

#2 'k10' : 4

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   12.10.17 3:15

Byłam przerażona, trzęsłam się. Skóra piekła,paliła. Każdy ruch sprawiał, że przyjemny materiał nocnej koszuli zdawał się być kolczastym drutem zatapiającym raz po raz zęby w mojej skórze. Stopy niepewnie prowadziły po żwirowatej powierzchni. Chłód smagał moje kostki i pełzł po łydkach. Była ciemność - wszędzie. Nie posiadałam różdżki by ją rozgonić, lecz to co mnie przerażało najbardziej to to, że byłam poza domem. Sama w miejscu,którego jeszcze nie rozpoznałam. Moje oczy szybko przyzwyczaiły się do panującej ciemności. Wyczulone na ruch źrenice zaprowadziły mnie do niego - młodego mężczyzny. Poczułam się bezpieczna. Złudnie. Jeszcze o tym nie wiedziałam. Przepełniona plątaniną emocji z którymi, niczym przeciętna kobieta, po prostu nie radziłam - wybuchłam. Przy nim, zalewając go nerwową i bezsensowna lawina słów w której nikły jego żądania o zaprzestanie. Byłam gdzieś na skraju paniki, musiałam spuścić z siebie nadmiar histerii nim jej czara się we mnie przeleje. Jedna, druga sekunda. Było mi lepiej. Szósta, siódma...nieco lżej i ta kolejna sekunda trwająca wieczność. Jedna chwila, która zmieniła wszystko. Jego postawa, ruch, gest. Zmarszczka złości, podniesiony ton, kierowana ku mnie różdżka. Wcale nie byłam bezpieczna, wcale nie mogłam liczyć na pomoc. W tej jednej chwili zrozumiałam, że od samego początku, od momentu w którym wyrwały mnie ogniste bestie - byłam sama. Nie było tu sojuszników - tylko dwójka ludzi. Ja i on. Świat jest okrutny, Sally - powiedział mi szept słyszany tylko przeze mnie. Mroził, sięgał w głąb mnie swoim echem, wywoływał gęsią skórkę, spinał mięśnie, rozszerzał źrenice do granic możliwości. Uciekaj - kazał, a moje ciało się poruszyło wraz z zielonym, jadowitym błyskiem wydobywającym się z jego różdżki, próbując uniknąć trafienia. Myśli miałam puste. Jedyne co było dla mnie oczywiste to to, że ten człowiek chciał mnie skrzywdzić, a ja nie chciałam być już krzywdzona.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   12.10.17 3:15

The member 'Sally Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   12.10.17 4:02

Zgubiła mnie moja łatwowierność. Podeszłam do niego niczym bezpański pies na żebry, który zapomniał kto przyczynił się do krzywdy jaką jest zesłana na niego samotność. Teraz, w momencie gdy zielona magia jego różdżki mnie dosięgła, zdałam sobie z tego sprawę bardziej niż kiedykolwiek. Bardziej niż wtedy, gdy jeszcze podczas szkolnych zajęć dziewczyna z ławki się do mnie uśmiechnęła tylko po to by w czasie przerwy na korytarzu wyśmiać i upokorzyć; niż moment w którym dano mi iluzję bycia cenną tylko po to by mnie wykorzystać, potraktować przedmiotowo. Nieznacznie bardziej, niż wtedy, kiedy pojedynkowałam się z Barrym myśląc, że znów będzie jak wtedy, kiedy on od samego początku miał w zamiarze mnie jedynie upokorzyć. Ach i oczywiście - być może na równi z chwilą w której świat magii zadecydował uznać mnie za coś niegodnego istnienia akurat wtedy, kiedy zaczynałam wierzyć, że gdzieś tam w nim jednak znajduje się dla mnie miejsce.
To bolało - ta świadomość, ta zdrada, ta wżerająca się we mnie dziwna magia. Czułam się słaba. Z każdym krokiem mojej ucieczki słabsza. jednak wciąż stawiałam kroki przed siebie, dostrzegając zarys jakiejś ściany. Zrujnowanego kawałka sterty cegieł. Strach i popłoch mnie tam popychał. Kazał się schować, zniknąć z oczu temu człowiekowi, temu światu. Jest okrutny. poczułam wilgoć na swoich policzkach, lecz nie potrafiłam powiedzieć, czy płaczę, szlocham...oddychałam? Potykałam się, zataczała, podparłam o coś, plecami, ręką. Chyba w którymś momencie upadłam, skuliła się, zamarłam, by po nie wiadomo jak długim czasie znów zacząć uciekać. Tego człowieka już nie spotkałam, już na niego nie natrafiłam. Zostawił mnie? Uciekłam? Udało mi się skryć? A co jeśli gdzieś tam jest..? Jeśli mnie szuka? Jeśli chce znów mi coś zrobić...? Teraz każdy chce cie skrzywdzić, Sally. Prawda. Jak mogłam o tym zapomnieć? Byłam przecież brudną mugolaczką. Nie było miejsca w którym byłabym bezpieczna. Nie było...? Nogi zaczęły prowadzić mnie w ciemność. Zdawały się wiedzieć coś o czym ja w tym momencie nie pomyślałam.

|zt


Powrót do góry Go down
 

Opuszczony amfiteatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» Opuszczony diabelski młyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18