Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Makowe ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Makowe ogrody   08.05.16 1:07

Makowe ogrody

Makowe ogrody założone zostały pod koniec 1827 roku przez George'a Wilkinsa, znakomitego uzdrowiciela parającego się również alchemią. Zafascynowany mugolską medycyną, starał się z jednego z gatunków maków wytworzyć lek, który w połączeniu z magią miał przynosić ciężko chorym czarodziejom ulgę. Opium Wilkinsa, do którego dodawano prawdopodobnie również krew salamandry i jad boomslanga, miało jednak właściwości silnie uzależniające, co wywołało dezaprobatę wśród magomedyków i przyczyniło się do ostatecznego zaprzestania produkcji leku oraz zamknięcia ogrodów.
Kilkadziesiąt lat później wnuczka Wilkinsa zdecydowała się otworzyć ogrody makowe na nowo, tym razem w charakterze przepięknego parku pełnego altan porośniętych tymi niepozornymi kwiatami. W tej formie ogrody trwają do dziś, będąc wspaniałym miejscem do spacerów pod gołym niebem z dala od londyńskiego, wielkomiejskiego zgiełku. Choć aktualna właścicielka oficjalnie odcina się od narkotycznej przeszłości ogrodów, nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że jeśli wie się, gdzie go szukać, wciąż można bez problemów zdobyć znakomite opium pana Wilkinsa.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   11.05.16 0:18

1 grudzień?

Zimą maki nie kwitły. Delikatne płatki śniegu lekko opadały w ten mroźny grudniowy dzień, a pręty nagich altan wiły się wokół nich otoczone jedynie suchymi gałązkami; zimą natura obumierała, ale wciąż była piękna. Rozłożyste drzewa przykryte gęstymi czapami śniegu miały w sobie coś melancholijnego, a dodatkowo obkute lodem metalowe bramy wydawały się jeszcze bardziej zachwycające, niż w cieplejsze dni. Szli jednym z tuneli, tak, by śnieg nie padał im na głowy, tym spokojnym, zimowym spacerem. Właściwie, pierwszym spacerem, od kiedy Inara wróciła do Anglii, na początku mijali się, jakby ich spotkaniom sprzeciwiały się gwiazdy, potem - wpadali na siebie w najmniej oczekiwanych momentach. Na wyścigu, statku Glaucusa, pod ogniskiem... na ostatnim polowaniu, na którym jednak wyraźnie jej unikał; kobiecie takiej jak Inara nie potrafił spojrzeć w oczy świeżo po tym, co zrobił. Zemścił się na mordercy, mordercy jego siostry, krwawo i bezwzględnie, dał mu dokładnie to, na co zasługiwał. Ale Inara nigdy by tego nie zrozumiała. Inara lękałaby się mroku czającego się w jego sercu. Z lekkością by ten mrok wyczuła - bo zawsze czuła.
Pojawienie się jej w Londynie było dla Tristana jak grom z jasnego nieba; powrotem do przeszłości, tej szczęśliwej przeszłości, do której z trudem wracał pamięcią. Tej, w której wciąż istniała Marie - uśmiechała się, istniała, była wśród nich. Pojawiła się jak przebłysk tego wspomnienia, jak dziecięcy śmiech z lat szkolnych rozbrzmiewający wciąż z tyłu głowy. Tak wielu rzeczy wciąż nie wiedziała...
- Dobrze cię widzieć - odezwał się, wpatrując się w śnieg opadający na miękkie zaspy tuż obok konstrukcji ich tunelu. - Choć przyznam, że to dość... zadziwiające - głos jego pozostawał poważny, lecz oczywiste było, że Tristan nie mówi poważnie - spotkać cię w tak codziennych i zwykłych okolicznościach, w których nikt się nie topi i... przynajmniej pozornie nikt nie potrzebuje pomocy. - Coś rozjaśniło jego twarz, nikły cień uśmiechu, kiedy przeniósł wzrok na jej twarz. W końcu w krew mu weszło ratowanie. Może powinien zacząć czuć się przy niej nieswojo, kiedy wszystko w okół wydawało się... po prostu być spokojne? Spokojna, zwykła rozmowa, tak dziwne, że aż absurdalne. Kiedy po raz ostatni pozwolili sobie na taką pogawędkę? Dekadę temu? ... i kiedy ten czas minął, tak bezlitośnie zostawiając ich w tyle, wciąż dziecinnych... i uciekających?
- Przyzwyczaiłaś się już do Londynu? Stał się mniej obcy? - Doskonale pamiętał przecież jej słowa o inności, zmartwienie kuzynostwem, troski, którymi zdążyła się z nim podzielić.  Brakowało mi rozmów z tobą, Inaro, ale tego nie wolno mi powiedzieć na głos.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   12.05.16 19:46

Obserwowała pojedyncze płatki śniegu, które przecisnęły u wylotu osłoniętej alejki, którą wędrowali. Nie próbowała jednak dopatrywać się ich końca, gdy lądowały na ziemi, łącza się z białymi zaspami, nagromadzonymi przy brzegach. Szła ze splecionymi przed sobą dłońmi, opatulonymi w ciemnobordowe rękawiczki, co jakiś czas zatrzymując palce na klamrze czarnego płaszcza z kapturem. Skoro śnieg nie dosięgał ich tutaj, zsunęła materiał chroniący głowę przed pogodą, dając możliwość odsłonięcia czarnych włosów, naturalnie rozpuszczonych. Nie była sama.
Od czasu do czasu odwracała głowę wyżej, zatrzymując spojrzenie na towarzyszącym jej mężczyźnie. Zdawało jej się czasem, że świadomie kryje źrenice przed jej uwagą. A mogła się mylić, chociaż - intuicyjnie kreśliła myślne ślady, zaznaczając miejsca, w których znowu czaił się cień. Nie mogła jednak trafić na źródło, przynajmniej - dopóki właściciel ciemnych głębin oczu - nie zdradzi krytej tajemnicy. A...miał ich wiele. O tym była przekonana. Ostatnie rozmowy, chociaż trafiały się w teoretycznie przypadkowych sytuacjach, malowały obrazy - które stawiały więcej pytań, niż odpowiedzi.
I..wiedziała, że wiele ją omija. Jedni ograniczali jej wiedzę ze względu na...przyjaźń? pomoc? czy strach? I czy Tristan kwalifikował się do jakiejkolwiek z tych kategorii? Ten, który zawsze wyłamywał się z narzucanych mu ram? Był szlachcicem, takim, jakim Inara zawsze wyobrażała sobie, że powinien być każdy prawdziwy. I rycerz wierny ideom, które mu przyświecały z siłą, której tak często brakowało innym. Nawet, jeśli ostatnio - jak widziała - przysłaniały ją troski, którymi się z nią  nie dzielił.
Brakowało mi cię Tristanie.
- Tak mówisz? - mimo, że mężczyzna nie patrzył na nią, Inara odwróciła twarz, śledząc poruszające się w słowach usta. Uniosła brwi z gotowym pytaniem do werbalizacji, ale wstrzymała ją konkluzja. Wydęła wargi, chowając wkradający się uśmiech - Nie chwal dnia... Tristanie, jeszcze spacer nie dobiegł końca, a ostatnio wiatr widzę lubi sypać nam pod nogi urozmaicenia - ciemna brew zadrgała w niekontrolowanym tiku, ostatecznie pozwalając, by kąciki czerwonych warg pomknęły do góry. Utrzymała uśmiech, szczególnie, gdy mężczyzna odwrócił się ku niej. Nie czuła się dobrze, gdy rozmówca uciekał wzrokiem gdzieś poza jej spojrzenie. Czasem nawet umykając mentalnie, pozostawiając w źrenicach ślad przebytych, myślnych odległości.
- Nie jestem pewna - przechyliła głowę, starając się wciąż chwytać go w objęcia wzroku - ..ale ostatecznie, dzięki kilku wyjątkowym osobom, wszystko wydaje się...wyraźniejsze. Nawet jeśli oplata je mgła - zerknęła na bielące się za szybą zaspy - albo śnieg - wyciągnęła dłoń przed siebie, zdejmując skórzaną rękawiczkę. Zwolniła krok, by przejechać palcami po zimnych elementach tunelowej konstrukcji. Opuszki palców pozostały wilgotne, pozostawiając roztapiające się, zmiecione cichym wiatrem płatki śniegu.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   18.05.16 2:01

Skinął głową - prawie że pogodnie, kiedy dopytywała. To było tak dziwne, spotkać ją tutaj ponownie, w Londynie, po tych wszystkich długich latach. Jak sen, który choć umknął, Tristan usilnie chciałby śnić ponownie, kurczowo zaciskając powieki; a jednak, przeszłość miała pozostać zamkniętym rozdziałem - ta przeszłość, w której widział Inarę obok swojej siostry, śmiejące się dziecięcą jeszcze niewinnością. I naiwnością, której w Tristanie nie zostało już dzisiaj ani krztyny, z którą Marie umarła, a która wydawała się wciąż tlić w Inarze. Była jak zapach minionego lata. Tęsknił za nią, choć do momentu spotkania nie zdawał sobie z tego sprawy... i choć obawiał się wyjść jej naprzeciw przez nieznośnie długi czas.
- Nie zwykłem tego czynić - zapewnił ją od razu zgodnie zresztą z sumieniem, nie należał do optymistów. Ba, był przekonany, że prędzej czy później wydarzy się coś, co zmieni ten urokliwy stan rzeczy i sprawi, że dzisiejsze spotkanie stanie się... bardziej typowe dla tej relacji. - Dlatego tym bardziej powinniśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej - bo kto wie, ile nam go zostało? Może, na przykład, zaraz spadnie zaspa, spod której będzie musiał wyciągać swoją towarzyszkę, a może tym razem to on potknie się o kamień i złamie nogę, pozostając na łasce znajomej czarownicy. - Nigdy bym nie przypuszczał, że wiatr... uczyniłby coś przeciwko tobie. Przestaliście się przyjaźnić? - Zawsze jak była wiatr, kolorowy wiatr, którego nie da się uchwycić. Lekki, niosący echo dawnych dni, dźwięków, zapachów i świateł, długie lata temu... wymykający się z jego rąk. Jej uśmiech nic się zmienił przez te wszystkie lata. To niezwykłe, minęło już tyle miesięcy, a on wciąż nie zdążył poznać jej od nowa - jej dorosłej, jej w Londynie.
Utrzymał kontakt z jej źrenicami, choć sam nie był pewien, czego w nich właściwie szukał - tęsknoty? zrozumienia? dawnego ciepła w tę mroźną zimę? Dni były chłodne, ciemne i mgliste, a Tristan bynajmniej nie myślał o pogodzie.
Mgliste. Londyńska mgła pozostawała zgubna i nawet Inara wpadła już w jej pułapkę. Przez chwilę podążał wzrokiem za jej dłonią stykającą się z owleczoną lodem konstrukcją, by po chwili - znów - spojrzeć przed siebie w leniwie opadający na srebrne połacie śnieg.
- To Londyn, mgła jest wszędzie - przyznał po chwili namysłu, wspierając się ramieniem o zmrożony stelaż znajdujący się tuż obok. - A co ze śniegiem? - Przeniósł wzrok z powrotem ku jej twarzy, nie będąc pewnym, co miała na myśli. Poszukiwał emocji na jej twarzy, smutku, szczęścia, lęku - czegokolwiek, co powie mu o niej więcej. O niej dzisiaj: tej dorosłej. Powrócił wzrokiem przed siebie, coś pięknego, a zarazem bardzo niszczącego było w opadającym śniegu. Jego płatki były małymi dziełami sztuki - kto wie, czy nie najpiękniejszymi, jakie potrafiła stworzyć natura - ta sama natura, które bezwzględnie niszczyła je, kiedy tylko dotykały ziemi. Patrzył, dłonie skryte w skórzanych rękawicach trzymał założone na piersi, podczas gdy materiałem czarnej czarodziejskiej szaty podszytej szkarłatno-złotą nicią delikatnie szamotał lekki wiatr.
Prawie nie czuł chłodu.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   21.05.16 23:31

Wiedziała, że relacja, jaką dzielili, nigdy nie będzie wyglądać tak, jak kiedyś. Zbyt wiele się zmieniło. Oni się zmienili - a to wyraźnie rysowało się tak w niej, jak i towarzyszącym mężczyźnie. Kiedyś łączyła ich pewna beztroska, której - dziś próżno było szukać. I nie chodziło o to, ze jej zbrakło z biegiem czasu. Coś przegoniło ją, na jej miejsce wprowadzając dziwną niepewność, mgłę, która przysłaniała widzenie. Mimo to - Inara nie umiała zrezygnować. Tristan należał do grona osób, których nie chciała tracić. Zbyt wiele ich łączyło, zbyt mocno jej go brakowało, już dawno temu kradnąc maleńki pierwiastek jej duszy. Tak, jak zrobiła to kiedyś Marie...
- A myślisz, że to źle? Może wszystkie te wydarzenia czemuś służą? Może przez to łatwiej nam zapamiętać siebie samych? I wypowiadając Twoje imię, zawsze będę miała przed oczami wyrazisty obraz? - i własnie wkraczała w naturalną - a jakże - dla ich rozmów koncepcyjność. Mogłoby się wydawać, że było w tym więcej gdybania niż właściwej treści, ale - odnajdowała w tym więcej odpowiedzi, niż sama myślała - W takim razie...mam pewne wyzwanie - podniosła głowę na mężczyznę, sprawdzając, czy pamiętał jej dawną, małą grę - Pytanie, którego nigdy nie zadawałeś. Możesz je zadać. Potem ja się odwdzięczę - kącik ust drgnął do góry. Dawna Inara nawet nie zastanawiałby się nad propozycją, dziś - zdawała sobie sprawę, że będąc dorosłymi, tak zadawanie jak i odpowiadanie na trudne pytania - było rzeczywiście wyzwaniem. Szlacheckie wychowanie ograniczało jeszcze mocniej, ale - Czy nie na tym też polegała ich znajomość? Odrzuciła kiedyś jego zaloty, ale ofiarowała coś zupełnie innego, czyniąc ich znajomość bardziej żywą? - Raczej też mi rzuca wyzwanie i sprawdza jak sobie poradzę - powoli wracała do wiary, ze tak własnie było. nadal nie rozumiała, skąd u niej zmiany, które zburzyły mury jej serca, odsłaniając - pierwszy raz - że jej serce rzeczywiście istnieje, a wiatr, z którym gnała - wywoływał burzę tylko dlatego, by odkryła w nim coś więcej. Albo kogoś więcej.
Lubiła, gdy nią patrzył, chociaż nie robił tego często, przez co - każde krzyżowanie spojrzeń nabierało wyjątkowego znaczenia. Zawsze miał w spojrzeniu coś przenikliwego, niby poszukiwacz skarbów, wypatrujący szczególnie cennej nagrody. Możliwe, że nigdy nie zdawał sobie z tego sprawy, a może świadomie wykorzystywał dar? A może było to tylko inarowe wrażenie?
Zatrzymała się tknięta pytaniem. zatrzymała się tuż obok szlachcica, zbierając w dłoń, z której zdjęła rękawiczkę - odrobinę nagromadzonego śniegu, po czym zdmuchnęła część jego zawartości z palców - Nie wszędzie, ale jest jej dużo, przez co wydaje jej się więcej niż w rzeczywistości. To bardzo mylące dla ludzi, bo popadają w regres - przekroczyła miejsce, w którym stał Tristan, by zatrzymać się gdzieś za jego plecami - A śnieg może albo nam wszystko przysłonić, albo rozświetlić, odbijając światło, albo...nieco ożywić - na ostatnie słowa wspięła się na palce, by jedną dłonią oprzeć się o tristanowy bark a pozostałą w drugim ręku odrobinę, już rozpuszczającego się śniegu, wrzucić za kołnierz czarodziejskiego płaszcza, zarzuconego na ramiona mężczyzny.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   25.05.16 2:23

Przez jego twarz przemknął mdły cień uśmiechu, nuta nostalgii. Dziwiła go ta przepaść pomiędzy dawnym i obecnym nim, a zarazem - pomiędzy nim i nią. Ale Tristan nie był już dawnym sobą, a zatarte wspomnienia nie budziły już tyle zachwytu, co kiedyś; uosabiały tęsknotę za tym, co przeminęło. Bezpowrotnie przeminęło.
- Pytanie tylko czyj będziesz miała wtedy przed oczyma obraz - odparł, spoglądając wprost w przenikliwe oczy Inary. Oczy, które zawsze widziały więcej, niż jakiekolwiek inne oczy. - Mój czy tylko śladu, jaki zostawię w twojej pamięci? Farby bledną, a świat nie stoi w miejscu, dziecięce twarze zaczyna ciosać posągowa dorosłość, którą niewiele później ząb czasu naznacza zmarszczkami. Pamięć jest zawodna, Inaro. I zdradziecka. - Bo czasem nazbyt na niej polegamy. Nazbyt ufamy tym, którzy jeszcze dekadę temu byli tego zaufania godni, a dziś... kim bądź czym był dzisiaj on sam? Czarną marą po omacku błądzącą po najczerniejszej czerni swojej duszy. Szybko w myślach jednak zganił się za wypowiedziane słowa, bo czy Inara nie wydawała mu się taka sama jak przed laty? Beztroska, wolna... z pewnością równie piękna, co wtedy. Ale czy i on nie musiał się mylić? Należała do jednego z dwudziestu siedmiu wyjątkowych rodzin, kpiną było nazywać ją wolną. Beztroska - czy gdyby naprawdę była beztroska, wracałaby do Londynu z ukochanej Francji? Pusta myśl, pierwsze wrażenie, człowiek był o wiele bardziej skomplikowany. A świat - bardziej złożony. I jeszcze bardziej okrutny.
Gra Inary, kiedy byli dziećmi, czasem wprawiała go jedynie w zakłopotanie, dzisiaj była grą prawdziwie niebezpieczną. Dorośli, zmienili się, a tajemnice dorosłych były o wiele bardziej kłopotliwe aniżeli tajemnice dzieci. Zamyślił się, przenosząc wzrok przed siebie, przecież dobrze wiedziała, że i tak nie odmówi. Zbyt mocno zależało mu na tej dziewczynie i na tym, by zacieśnić dawno zerwaną więź ponownie. Skinął głową, słysząc słowa o wietrze.
- Jakie wyzwanie rzuca ci wiatr? - zapytał więc wprost - sama chciała zacząć tę grę. Miał inne pytania. Ważniejsze, jak mu się wydawało. Ale jeszcze nie przeszło mu ono przez gardło, choć wspomnienie białych róż na grobie Marie nieustannie majaczyło przed jego oczyma, dając mu czas na zebranie chaotycznych myśli. Uśmiechnął się, wciąż nostalgicznie, obserwując migoczące w blasku słońca płatki śniegu zdmuchnięte z jej dłoni. Inara miała w sobie coś prawdziwie magicznego.
- To właśnie jest zadaniem mgły - przyznał z ociąganiem, wciąż wspierając się o metalową konstrukcję. - Mylić ludzi, czyż nie? Dezintegrować i zatrzymywać. Dobrze że w londyńskiej mgle nie lewitują błędne ognie, bo bagno to świetne porównanie Londynu - Kącik jego ust uniósł się nieco wyżej, czymże jak nie bagnem były ostatnie wydarzenia, polityka ministerstwa, ale i gierki socjety, chociażby te, które poruszały szepty, jakoby mała Cyzia nie była córką męża Druelli. Obejrzał się na Inarę, nie do końca rozumiejąc jej zamiary, kiedy poczyniła w jego kierunku kroki... i wzdrygnął się z zimna, kiedy tylko poczuł na karku roztopiony śnieg. Jego twarz rozjaśniała, a w jego oku błysnęło coś ostrzegawczego, nim przesunął dłonią po wierzchu stalowej podpory... i ze śmiechem delikatnie cisnął w twarz stojącej teraz tuż obok Inary miękkim białym puchem. Jak dzieci, którymi do niedawna byli - albo jak dzieci, którymi wciąż byli? Czy do beztroski naprawdę nie dało się wrócić? Wystarczyła tylko para skrzydeł, żeby nie ugrzęznąć w tym bagnie.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   10.06.16 20:54

Ciemność rzeczywiście potrafiła wciągać. Zdawał się nawet pociągająca, szczególnie - nieznana, niby...tajemnicza kobieta dla mężczyzny. Czy to dlatego tak wielu się w niej zatapiało? Oddawało serce i duszę, chowając się w jej ramionach, tak skutecznie zasłaniające światło?
Kiedy w sierpniu spotkała Tristana, nie do końca pojmowała, skąd cienie, które przemykały przez ciemne źrenice. Rozumienie przyszło nagle, bardzo szybko doprowadzając Inarę do właściwej konkluzji. Marie.
Odkąd się dowiedziała, miała wrażenie, że w niej samej coś niedobrego załomotało w duszy, próbując wedrzeć się poczuciem winy - bo przecież jej przy niej nie było, nawet w Londynie - ale pierwsza wizyta na cmentarz, zamiast pogłębić nawarstwiający się mrok - rozgonił go, pozostawiając niejasne to zrozumienia wiązki, bo...tęskniła. To z nią - spośród rodu Rosierów była najbliżej, razem na roku a potem...wszystko gdzieś się rozmyło. Czy gdyby Inara wróciła - razem z nią do Anglii - czy cokolwiek mogłaby zmienić? Zapewne dziś, imię Marie, miało się w końcu pojawić na ustach - jej, albo jego.
- Twój Tristanie - pochyliła głowę, jednak wciąż pozostawała wpatrzona w źrenice mężczyzny - Nie zmieniłam zdania od naszego sierpniowego..tańca - kolejny raz kąciki powędrowały do góry, w nieco figlarnej pozie, przypominając przyjacielowi ich rozmowę - Dlatego czasem poprawia się obrazy, dlatego niewyraźne kreski rysuję znowu, ale...patrzę też inaczej, więc i obraz będzie żywy. Szukam źródła, nie powłoki, która nas otacza - wyciągnęła dłoń, kierując powoli ku mężczyźnie. Zatrzymała palce gdzieś w okolicy piersi mężczyzny - o tu - przeniosła dłoń wyżej, tym razem wskazując na jego oczy i głowę - I tu też, chociaż symbolicznie. Mówię bardziej o stanie, niż materialnej formie - odjęła ręce, na powrót splatając je przed sobą. Ktoś mógłby powiedzieć, że pozwalała sobie na zbyt wiele gestami, które - młodej damie mogły nie przystoić, ale - przy tym Rosierze - przez myśl jej nie przechodziło, że mógłby uznać jej zachowanie za niewłaściwe. I..czy była wolna? Mimo dziwnych zbiegów okoliczności i przeplatających się wyzwań, ostatecznie - to ona podejmowała decyzję, choćby samą zgodą na zaistniałe wydarzenia. A nie musiała. Nawet, jeśli znała ich konsekwencje.
- Mężczyznę - może trochę za szybko odpowiedziała, ale język poruszył się szybciej, werbalizując myśl, która się z nim związała. Odpowiedzi było jeszcze kilka, ale nie tłumaczyła swojego wyboru. nie zmieniła tonu, w jakim mówiła, nadal pozostawiając na ustach uśmiech, może tym razem nieco odległy, nawet, gdy spoglądała na szlachcica. - Twój Anioł, opowiedz mi o niej - tak odpowiedź alchemiczki, jak i zadane pytanie nie były proste, ale - po to była ta gra, prawda?
- Tylko takie jest jej zadanie? - poruszyła się, trzymając w dłoniach bielący się chłód - zawsze może nas ukryć przed..zagrożeniem, które gdzieś poza mgłą czyha - zwinęła palce, czując jak kropelki roztapiającego się śniegu, rysują ścieżki na jej drobnej dłoni. I mimo chłodu, nie wypuszczała swojej zdobyczy - Bagno przejdziesz z dobrym przewodnikiem - zdążyła się uśmiechnąć, nim dopięła niecnego celu. Odsunęła się do tyłu, napotykając zaporę w postaci barierki, tym samym stając się łatwym celem tristanowej zemsty.
Zamknęła oczy, nim zarejestrowała znajome, zadziorne spojrzenie i nim się obejrzała, jej włosy i Twarz obsypane były, szybko topniejącym puchem. Pochyliła głowę, by ze śmiechem zetrzeć lepiące się płatki śniegu - Ty będziesz miał mokrą koszulę - zerknęła zza zasłony włosów, które opadły jej na twarz - a ja włosy - więc jest 1 : 1 - wyprostowała się, prezentując zarumienione od śmiechu i chłodu policzki - Na prawdę za tobą tęskniłam - przyznała z rozbrajającą prostotą, ścierając osiadające na rzęsach kropelki wody.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   01.08.16 2:35

Patrzył w jej oczy właściwie bez wyrazu, ścierało się w nim wiele emocji - z jednej strony była to złość. Złość na jej naiwność, niedowierzanie, złość na samego siebie, Inara wierzyła, że Tristan się nie zmienił, szukała w nim dawnego niego, który już, w to wierzył on, nie istniał. Z drugiej - dziwny ból, którego źródła nie potrafił odnaleźć, ból zmieszany z tęsknotą, które to właściwie odczuwał już od tak dawna, od utraty siostry. Od momentu, w którym zapadło się całe jego dotychczasowe życie - jak domek z papierowych kart. Jak wielkie dworzyszcza pod naporem betonowych pocisków mugoli.
- Obrazy zawsze się poprawia - pociągnął temat, uczepiając się niewłaściwego słowa, tak dobrze obrazującego to, co miał teraz w głowie. - Bo ludzie chcą widzieć je inaczej. Rzeczywistość bywa zbyt okrutna do zaakceptowania. Gdyby było inaczej, ściany zdobiłby lustra, nie portrety. - W jego głosie pobrzmiewała melancholia, ale i pusta rezygnacja. Nie potrafił poradzić sobie z tym, co się wydarzyło, więc odwrócił się od samego siebie. Odwrócił się od wszystkiego, co dawne, a przeszłość zatoczyła koło i odnalazła go w przyszłości, tu i teraz, w postaci Inary. Nie drgnął, kiedy położyła dłoń na jego piersi, nie odwrócił spojrzenia, wpatrując się w ciemności jej źrenic, czy pod tą dłonią jeszcze coś bije, Inaro? Tristan wiedział, że był zepsuty, nie napawało go to dumą. Odsunął się w momencie, w którym i ona zabrała swoją dłoń, nazbyt przytłoczony ciężkimi myślami, by dotarło do niego, jak mocno niewłaściwie wyglądała ta chwila. Mniej więcej po trzeciej wizycie w burdelu przestał dbać o swoją reputację.
- Wymijająca odpowiedź - zawyrokował, słysząc o mężczyźnie, przez jego twarz przemknął dziwny cień. - Nie łamiesz zasad? - Mężczyzna sam w sobie nie jest kłodą, lecz jego niechęć lub uczucie mogą już nią być. Wypowiedział jednak te słowa niedbale, nie patrząc na nią. Czy za brak szczerości miał płacić własną szczerością?
- Jest mi przyrzeczona - odparł więc krótko, wciąż nie odnajdując jej spojrzeniem. Jego odpowiedź również nie była łatwa - mogła mówić wszystko i nic. Była mu aniołem, której skrzydeł łaknął, była mu przyrzeczona, lecz żadna róża nie istniała bez swoich cierni. Pragnął jej miłości, miał dostać tylko jej ciało. Pragnął jej łaskawego spojrzenia, otrzymywał jedynie pogardę. Bez słowa oparł się plecami o stalową konstrukcję, dopiero teraz odnajdując spojrzenie Inary. Była niepoprawną optymistką, marzycielką, zawsze patrzyła na świat w jasnych barwach, była jak płomień czegoś, czego smaku już nie pamiętał. Płomień szczęścia - szczerego, dobrego i świeżego. Czegoś, co na jej widok odżywało w jego wnętrzu jak zapomniana róża budząca się do życia po długiej zimie.
Ale nawet róże zamarzają, kiedy zima trwa za długo.
- Mgła może ukryć wszystko, dlatego jest zdradziecka. Czyhające poza nią zagrożenie też może w nią wejść. A wtedy tylko przewrotna fortuna i ślepy los zarządzą, kto z niej wyjdzie, a kto zostanie w niej już na zawsze. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że najmocniej trzeba uważać na otchłań patrzącą na nas samych. Mgła była otchłanią, przepastną, olbrzymią, zalewającą jak ocean wszystkich, którzy w nią wejdą. Przewodnik mógłby pomóc, na oceanie żeglarze podążają za gwiazdami, pewni, że wskazany przez nich kierunek będzie właściwy. Ale mgła nie jest oceanem. We mgle ufać musisz ludziom. A ludzie są zdradzieccy jak mgła, w której się gubią. - Kącik jego ust uniósł się lekko ku górze, bez uśmiechu widocznego na ustach, kiedy poczuła śnieg na swoich włosach. Nie ufaj nikomu, tylko sobie, tak jest bezpiecznie, Tristan boleśnie odczuł tę lekcję. Milczał jednak, dłuższą chwilę obserwując, jak Inara ściera wodę z twarzy, dłuższą chwilę powtarzał w myślach jej szczere wyznanie.
- Ja za tobą również - przyznał w końcu. - I ona też, przyniosłaś jej kwiaty. - Nie pytał, stwierdził. Białe róże nie mogły pochodzić od nikogo innego, żaden inny Carrow nie złożyłby jej pośmiertnego hołdu. Zdziwiło go, jak obojętnie wypowiedział na głos te słowa, naprawdę rzadko rozmawiał o Marie. Nie w ten sposób.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   13.08.16 2:38

Zdarzało jej się ścierać z własną słabością. Naiwność, czy siła? nazywana w sprzeczności oboma określeniami. Inarowa wiara miała w sobie tyle niepoprawności, że dla współczesnej, londyńskiej wizji świata, należała do słabości, z którą arystokratka nie powinna się odsłaniać. Przynajmniej taką. Kobieta w końcu miała być słaba, podatna na męską siłę, uległa, delikatna i posłuszna. Carrow pamiętała lekcje wtłaczane jej przez guwernantki, ale - patrzyła na ojca, na matkę - zanim ta zniknęła - i nie potrafiła się zgodzić. Nie ze wszystkim, zachowując w sobie nadzieję, że istnieje coś więcej, wykraczające poza granice ustalanych reguł. Chciała mieć na nie wpływ. Jakikolwiek, nawet jeśli te, rzucały jej w twarz gorzkie oskarżenia. I cień.
Była uparta. W spojrzeniu, który kierowała ku ciemnym oczom Tristana, w słowach malującym jej usta, czy zachowaniu, odlegle sięgającym po wspomnieniowe, ale nadal rzeczywiste obrazy ich samych. Młodszych, żywszych, jaśniejszych i..szczęśliwszych?
- Widziałeś kiedyś stare, zburzone katedry? - przekręciła głowę, by znowu znaleźć się na linii spojrzenia szlachcica, przyjaciela - Widziałeś, co się działo z obrazami, które wisiały na ścianach? Nawet..jeśli same w sobie nie straciły z koloru i żywotności, to...rysy i rozdarcia raniły je. I nie były związane z blaknącym odcieniem a samą katedrą, jej ścianami, które..ktoś niszczył - uparta - Czemu miałabym zostawić taki obraz na pastwę zniszczenia? czemu miałabym pozwolić, by zmurszało płótno, a farba odpadała...tylko dlatego, że pękała ściana, na której obraz wisi? - nie mogła wymagać natychmiastowej zgody, ale kolejne symboliczne porównania, drążyły jednak ścieżki podwójne. Jedna na poziomie dosłownym, słyszana dla zwykłego obserwatora, który raczył zwrócić ku nim swoje ucho. I drugi, rozmazany, niewyraźny, wyłapywany podświadomie, intuicją, której głośno się nie wierzy.
Tylko w ciszy też można było ją znaleźć. W tej nawet, którą sobie wyobrażamy, nie słysząc bicia własnego serca. W pustce, w którą sami je wkładamy, kurzymy, zacieramy, przysypujemy popiołem niby żałobnicy. Nie możesz Tristanie grzebać swego serca. Jest żywe, nawet jeśli nie chcesz o nim pamiętać. I to próbowała przypominać, naiwną wiarą, że potrafi, że może, że ma w sobie wystarczająco dużo światła, by ofiarować ich fragment.
- Wydaje ci się - dłonie powędrowały za plecy i tam splatała je na nowo, szukając podpory - Pamiętasz, bym kiedykolwiek wymawiała to słowo, jako odpowiedź na cokolwiek? - zmarszczyła brwi. Starała się złożyć w całość nieskładne myśli, o których ciężko jej było mówić. O tym, że w niej otwarto coś, co czego w rzeczywistości się bała. Dlatego trzymała od siebie z daleka - Wyzwaniem jest więc mężczyzna, bo mierzę się z tym, co o nim stanowi - palce odnalazły w końcu właściwą przestrzeń, zaciskając się na barierce za plecami - Tylko tyle? A może aż tyle? - nie ukrył przed nią swoich źrenic, a mimo to - wciąż był daleki. Przystojne lica arystokraty przyciągały kobiece spojrzenia, wiedziała o tym i widziała, jak mijające ich sylwetki zatrzymują na nim tęskne, nieme prośby o uwagę. Może nawet zazdrosne o jej obecność, ale Inara szukała więcej, dalej. Po omacku wędrując przez przez kolejne ciemne lustra. Szukała w nich drobin światła - Wciąż mówimy o skrajnościach - skrzywiła się lekko, chociaż grymas przysłonił uśmiech. Lekki, sięgający oczu i pozostawiający w nich wyraźny ślad - Wszystko może być bronią obusieczną. Jak miecz, zależnie od intencji i ręki, która go trzyma. Zmierzymy się kiedyś? - Kropelki roztopionego śniegu wciąż tkwiły w jej włosach i mimo prób, nadal można było odnaleźć srebrzyste smugi między pasmami. Chłód w końcu potrafił ranić, ale orzeźwiał, gdy płomień buchał zbyt mocno. I odwrotnie. Nawet lodowy kryształ topniał, jeśli tylko ofiarować mu dostęp do ciepła słonecznych promieni, albo dłoni.
Uniosła głowę z dłońmi wciąż przy policzkach, by w następnej sekundzie rozświetlić twarz szerokim uniesieniem warg. Tego nie słyszała zbyt często, więc jeszcze chwilę uwiesiła się na ciemnookim spojrzeniu Tristana. Nie zmieniła wyrazu nawet na wspomnienie kwiatów, chociaż w jej tęczówkach załopotał smutek - Marie - a jednak to ona powiedziała głośno imię, które budziło się na ustach od dłuższego czasu - Za Tobą zawsze tęskniła najmocniej - Zapewne tęskni nadal. Przerwała, by odsunąć się od barierek i nie zastanawiając się nad gestem, złapała za nadgarstek szlachcica, by poprowadzić go za sobą - Zawsze wolała czerwone róże, ale...raz wplotła białą we wianek na festiwalu szkolnym. I go założyła - mówiła powoli, nie będąc pewną, czemu to wspomnienie tak jasno widziała przed oczami. Może nie powinna była się odzywać, ale wyrazy spłynęły niemal bez jej woli. A może..odwrotnie.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   13.08.16 14:05

Katedry były stare, monumentalne i budziły zachwyt, były odwieczne, były wielkie i pozostawały w sferze sacrum, ich ruiny miały w sobie pewną rzadką, charakterystyczną tylko dla nich magię. Dawno piękno zniszczone przez niszczycielską siłę... żywiołu, człowieka, co za różnica - przez tragedię. Katedry miały olbrzymie, rozległe fundamenty, a ich okna przed dopływem światła chroniły wielobarwne witraże. Miały grube ściany, strzeliste wieże i pozłacane wnętrza. A mimo to były niszczone. A mimo to istniały ich ruiny. A mimo to zwyciężała kruchość, kruchość, która mogła go jedynie upewnić w przekonaniu, że nie istniało już nic trwałego. Pokręcił głową.
- Nie widziałem. - Bo wyobrazić sobie to nie to samo co widzieć. Dopiero teraz złapał jej spojrzenie, choć ulokowane tuż na wprost, dopiero teraz odnalazł jej czarne źrenice błyszczące ufnością, na którą nie zasługiwał. Inara była uparta, Tristan wiedział o tym nie od dziś, a mimo to pozwalał jej się wtrącać - bo przecież nie uciekał. Nie uciszał jej. Nie unikał jej. Czy gdzieś wewnątrz niego tliła się nadzieja, że może płomień jego serca dało się jeszcze rozpalić, czy może lubił tylko wspominać iluzję życia, które dawno temu zostawił za sobą, pogrążając się w nieprzerwanie rozlewającym się mroku? Nie wiedział, nie rozumiał sam siebie. Nie był pewien, czy rozumie ją. - Obraz przynależy do ściany. Na innej nie będzie się prezentował równie okazale. Nie będzie już sobą. Zniszczony czy nie, straci swoją chwałę. - Każdy człowiek, każda rzecz, miała czas i miejsce, do których przynależały. To nawet nie było nieuchronne fatum - raczej porządek wszechrzeczy. - Dlaczego miałabyś go zabrać? Nie jest twój, a ktoś, do kogo należał, zostawił go tam, żeby zbutwiał. Nic nie dzieje się bez przyczyny. W ruinę popadają tylko te katedry, które zostały splądrowane. Które się nie obroniły. Siebie, swoich obrazów, swoich innych... skarbów. - Poczuł w sercu nieznośne ukłucie bólu, słabsze niż kiedyś, ale jednak wciąż obecne - ukłucie pustki, bolesnej straty, ale i zawodu, jaki bez wątpienia sprawił najbliższym. Obwiniał się za wiele krzywd, jakie spotkały jego rodzinę - bo też mógł zrobić dużo, aby im zapobiec. Światło Inary było jasne i bliskie, ale dzielił go od niego wysoki niewidzialny mur, który sam postawił - mur, który nie dopuszczał do siebie żadnego światła. Mógł słuchać jej słów i cieszyć się jej optymizmem, mógł ją rozumieć i być spokojnym, że wciąż patrzy na świat w ten sposób - ale ani nie mógł ani nie chciał sam zaczerpnąć z tego źródła. Byli jak rozbitkowie na dwóch odległych wyspach, których łodzie czasem stykały się dziobami, kołysane przez niepewne i złowrogie uderzenia morskich fal.
Naprawdę się cieszę, Inaro. Że wciąż jesteś sobą, choć poszliśmy innymi drogami.
Choć stają przed tobą nowe, niespotykane dotąd wyzwania: mężczyźni. Miała rację, nigdy nie mówiła o nich w tym kontekście, choć kontekst ten musiał się przecież pojawić, żadne z nich nie będzie już młodsze. Kontekstu jednak wciąż nie zdradziła, mógł być obowiązkiem, mógł być porywem serca. Czy to było oszustwem? Poniekąd na pewno, ale nie winił jej za to. Uczucia... często trudno zamknąć w konkretnym kształcie. W kształcie, który przypominałby cokolwiek. Jej oczy jaśniały, emanowały spokojem, tą ulotną wrażliwością, która chwyciła jego serce jeszcze za lat szkolnych, nie zapominał o tym - nawet, jeśli jego źrenice lśniły przed nimi jak czarny ocean, ocean, którego czarne wody zalały już jego serce. Tristan dobrze wiedział, co się z nim działo i godził się na ten upadek - z premedytacją wręcz zamykając się przed światłem.
- Świat budują skrajności, to co mdłe pozostaje na ich tle niewidoczne. - Na przykład ty, Inaro, ty i twoje światło, iskrzące jak od południowego słońca. Na przykład ja, Inaro i moje ciernie, których ciasnota dopuszcza jedynie mrok. Jak czerń i biel, tylko to jest widoczne. - Mierzymy się nieustannie odkąd wróciłaś. - Jak inaczej to nazwiesz, te rozmowy? Kącik jego ust drgnął, pojawił się uśmiech - lecz nie sięgnął oczu. Uniósł na nią spojrzenie, zroszona białym śniegiem wyglądała w tym przemarzniętym ogrodzie przepięknie, nie jak królowa lodu - tą nigdy być nie mogła - raczej jak śliczna Śnieżka z rumianymi od śniegu policzkami. Tak, tęsknił za nią, kolejnym duchem przeszłości, który jednak pojawił się w Londynie, przynosząc ze sobą... powiew czegoś, czego jeszcze do końca nie rozumiał.
Nim odwrócił źrenice, odbił się w nich ból na wspomnienie imienia siostry. Silniejszego, tego na uświadomienie sobie, że to za nim tęskniła najmocniej, Inara zobaczyć już nie mogła. Poczuł jej uścisk na nadgarstku, bezwiednie ruszył za nią.
- Na szóstym roku - dodał bezwiednie, bo pamiętał: od jej śmierci, pamiętał każdy jej obraz, pielęgnował w sobie każde wspomnienie, rozpamiętywał i wynosił na piedestał pamięć o niej - wrażliwej, delikatnej, dobrej. - Witaliśmy nadejście lata. - Była ponad rodowymi podziałami, kochała Inarę, jedyną białą różę w jej ogrodzie czerwonych. - Wyglądała pięknie i była szczęśliwa. - Tak inna od tej, którą widział po raz ostatni. Skłóconej z mężem, mokrej od łez, rozszarpanej jak worek mięsa wilczymi kłami. Zaduszonej własną krwią. Była wtedy już martwa, ale on i tak słyszał, jak krzyczała. Nigdy nie przestanie słyszeć. - Zostawiłem trzy czerwone - róże, jakby w odrętwieniu wygiął rękę, oswobadzając swój nadgarstek, w zamian biorąc ją pod ramię, kiedy szli wzdłuż skutego lodem szerokiego deptaka.
- Dziękuję - wypowiedział cicho po dłuższej ciszy. Za ten kwiat, za odwiedziny u niej. To najpiękniejszy prezent, jaki mogłaś jej sprawić. Nieczęsto używał podobnych słów.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   15.08.16 13:00

Najbardziej przenikliwa była cisza. Stare katedry milczały, jakby spękane ściany zapadły się w głosach, którymi za życia tętniły. Odzywał się za to wiatr, albo bębniący o kruszejące framugi deszcze. Krople burzyły pył, by na koniec spłynąć, niby łzy, bo grubych ścianach i sięgnąć podartych obrazów. Dlaczego miała bezczynnie patrzeć, jak niknie ich piękno? Dlaczego obrazy, które widywała kiedyś w strzelistych, pyszniących się chwałą katedrach? Pełne światła i kolorów przenikających przez cienkie szkła witraży i osiadających na ramach, niby przystanku w wędrówce. Czy miała bez sprzeciwu uznać zniszczenie, odwrócić się plecami pozostawiać, aż czas wygryzie coraz większe dziury? Czy miała czekać na ostateczny upadek, udając, ze nigdy nie znała ich żywotności?
Nie mogła i nie chciała. I nie miała zamiaru zatrzymywać się, sięgając po kolejne narzędzia, które przywrócą im prawdziwy kolor.
- I tak potraktowałbyś starożytny skarb? Przedmiot, obraz, który kryje w sobie tajemnicę? - nawet klątwy można było zdejmować, odsłaniając źródło ich mocy. Nie to zdradzieckie, niszczejące, raniące i trącające upadkiem - Znam go. To wystarczający powód. Nie odrzucę tego co mi bliskie, co utęsknione, co piękne. Czy mam się zgadzać na upadek tylko dlatego, że ktoś go porzucił? - tym razem to ona pokręciła głową i chociaż wargi nadal unosiły się lekko, do ciemnych źrenic zawitał nowy kolor, bardziej odległy, ale naznaczony tym samym światłem, który - wciąż nie sięgał celu.
Tristan wciąż wydawał się oddzielać od niej, stawiając przed sobą niewidzialna tarczę, niby magiczne protego, które miało go chronić...przed światem? A może odwrotnie? Może rana, w której wciąż tkwił, na nowo rozdrapując, miała zostać ukryta, zasypana pod warstwą kurzu, nadal jątrząca i nigdy nie zaleczona. Może..karał sam siebie, a Inara nieproszona, uparta, nadal próbowała tam zajrzeć?
Był...odważny, do granic możliwości lojalny, odznaczając się siłą, którą podziwiała. I może dlatego pozwalał na jej obecność, na nieustanne sięganie rany, o której alchemiczka wiedziała, że istniała. Gdzieś, ukryta, ale nadal nie widziała jej rozmiarów, ani ilości rozlewającego się bólu. Patrzyła w ciemne źrenice, przysłonięte maską obojętności, od czasu do czasu tworząc cienki szpaler, w który zaglądała.
- To ludzie tak twierdzą - zmrużyła oczy. Ogarniała ją czasem złość, że większość tak łatwo uganiała się za skrajnościami. Za cierpieniem i za szczęściem stojącymi możliwie najmocniej po dwóch stronach barykady. Byle mocniej, silniej, ostrzej - To co proste, nie jest mdłe, ale...zapominały o tym. Cierpimy na chorobę braku i nieustannie próbujemy je zapełnić rzeczami, które tego warte nie są. Karmimy się silnymi emocjami i wrażeniami, bo ich brakuje w nas samych - wiedziała to, bo niejednokrotnie sama ulegała, poddając się szarpiącym ją tęsknotom. A potem przypominała sobie o tym w co wierzyła, na nowo ucząc się, że wciąż można widzieć światło, którego było pełno, tylko..ból zawsze oślepiał, a widziany świat stawał się przez to mroczniejszy. Nie chciała go takim widzieć. Nie chciała takim widzieć Tristana.
- Pod koniec szóstego - dopowiedziała, gdy już wędrowali przez lodowy ogród, a Inara widziała przed sobą roześmiane lica Marie - Tak było - potwierdziła jeszcze, pozwalając by drganie warg przerodziło się w uśmiech - Dlatego ja zostawiam białe - ujęła przyjaciela pod ramię, prowadził ją obok siebie i jakaś niewidzialna, ciepła iskra rozlała się, gdy usłyszała to jedno z pozoru nie znaczące słowo. Nie odezwała się, milcząco ofiarując mu swoją odpowiedź, gdy palce drobnej dłoni zacisnęła odrobinę mocniej. Wargi, bezdźwięcznie poruszyły się w imieniu, które już raz wypowiedziała. Tęsknili za nią oboje. I to, dziś pozwoliło im znaleźć wolną od sprzeczności przystań, wypełnioną makową aleją, zastygłych w lodowej pozie, jakby zasłuchane we wciąż dźwięczące w powietrzy słowo.
Ja też dziękuję Tristanie.

zt x2 Pwease





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   09.10.16 22:33

3 marca

Pogoda była nadzwyczaj ładna tego dnia. Chociaż było dość zimno, niebo zasnute było chmurami a ziemia usłana kałużami po nocnej ulewie, teraz już nie padało. Wiatr też nie był zbyt porwisty, żal więc było cały dzień przesiedzieć w domu, skoro warunki pozwalały na to, by wybrać się na spacer.
Jakże więc inaczej miałby spędzić to popołudnie inaczej, niż z własną siostrą, nadrabiając chociaż niewielki kawałek czasu z tego, co stracili kiedy był we Francji? Ubrany w ciepły płaszcz z kołnierzem obszytym futrem lisów przekroczył właśnie z Rowan bramę makowych ogrodów. Tobias także tu był, chociaż jak to dziecko, wyrwał do przodu zaciekawiony czymś w oddali. Póki jednak nie odchodził zbyt daleko, wszystko było w porządku.
Grzechem byłoby nie odwiedzenie tego miejsca, skoro już oboje znaleźli trochę wolnego czasu by pobyć ze sobą. Prowadząc siostrę pod ramię powolnym krokiem, Craig rozkoszował się tą chwilą.
- Cieszysz się że odtąd będziesz miała brata zawsze pod ręką? - uśmiechnął się delikatnie pod nosem, zerkając na siostrę.
Troszeczkę zebrało mu się na wspominki. Przypomniał sobie moment gdy wyjechał za granicę. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, w sumie wciąż był wtedy gówniarzem. Żałował że nie mógł częściej przyjeżdżać do rodziny. Za każdym razem gdy już znajdował chwilę, dostrzegał jak Rowan pięknieje. I możecie sobie myśleć że to śmieszne, ale odkrycie że jego mała siostrzyczka, którą zawsze trzeba było chronić wyrosła na dorosłą i atrakcyjną kobietę wcale nie było proste do zaakceptowania. Nie miał jednak tego zamiaru mówić Rowan, jeszcze by mu zaczęła się tu mądrzyć!




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   11.10.16 17:22

Cieszyła się z powodu tego spotkania. Gdyby tylko mogła zamknęłaby się z bratem na kilka lat w jakimś pomieszczeniu aby nadrobić utracone chwile. Brakowało go jej. Tego jak zawsze potrafi ją rozśmieszyć, tych wielogodzinnych rozmów, ucierania sobie wzajemnie nosa przy najbliżej nadarzającej się okazji, czy nawet stawiania go do pionu gdy wpadał na idiotyczne pomysły.
Uśmiechnęła się słysząc jego pytanie. -Oczywiście, że tak. Ktoś musi cię przecież przypilnować. - Nawet nie zdawała sobie sprawy ile ukrytej prawdy było w jej słowach. Nie dość, że cieszyła się z powrotu starszego brata, to fakt faktem mogła mieć teraz na niego oko. Choć jeśli chodzi akurat o tą kwestie to ich matka wystarczająco powinna ją w tym wyręczyć. Jednakże nie zmieniało to faktu, że myśl o tym, że będą teraz częściej się widywać uspokajała ją.
-Potrzebuję cię Craig. - Wyznała cicho, wręcz niepewnie wbijając wzrok przed siebie. Czuła zimny, lekki podmuch wiatru na twarzy, który od czasu do czasu dawał o sobie znać. Wyobrażała sobie zapach maków, który rozchodziłby się po całym ogrodzie. Kto by pomyślał, że te drobne, całkowicie niepozorne, czerwone kwiaty posiadają tak wielką uzależniającą moc... Craig jest jej takim osobistym kwiatem maku. Jej małym uzależnieniem, ostoją którą potrzebuje teraz bardziej niż kiedykolwiek. Minęło już kilka lat, a ponoć z czasem powinno być coraz lepiej, w jej przypadku było coraz gorzej. Wychowanie Tobiasa jest coraz trudniejsze, ewidentnie widać, ze chłopiec nie posiada odpowiedniego męskiego wzorca, ale przecież ona sama nie może mu takiego zapewnić. Nie może mu zastąpić ojca, bez względu na to jak bardzo by się starała. Przerwała bieg swoich czarnych myśli, bo przecież to nie był czas ani miejsce na takowe. Widząc kątem oka spojrzenie brata odwróciła głowę w jego stronę.
-Czemu się mi tak przyglądasz? - Zapytała zaciekawiona. Niemal od początku ich spotkania rzucał jej ukradkowe spojrzenia. Może znowu zrobił jej jakiś dziecięcy żart, a ona zupełnie nieświadomie spaceruje teraz zielonymi włosami na głowie, zamiast z jej niemal czerwonymi. Na tą myśl niemal z nieukrywanym przerażeniem przejechała po nich dłonią, łapiąc jedno pasmo włosów i przypatrując się mu uparcie szukając czegokolwiek niepokojącego.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 14.10.16 19:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   11.10.16 20:48

- Mnie przypilnować? - zaśmiał się słysząc jej słowa.
On także za nią tęsknił. Tym bardziej kiedy wyszła za mąż. Niełatwo było pogodzić się z myślą, że Craig musiał oddać swoją siostrę komuś niemalże obcemu pod opiekę. Gdy się pobierali, nie znał w ogóle jej męża. Nie wiedział, czy mógł mu zaufać. Nie jest prostą rzeczą powierzyć opiekę nad niemalże najważniejszą osobą w twoim życiu komuś, o kim nie wiesz prawie nic. Dlatego Craig cieszył się, że czas pokazał iż Rowan jednak dobrze trafiła. Tym gorzej jednak się czuł gdy Rowan została wdową. Oczywiście, rodzina męża nadal ją wspierała. Ale on wiedział, że to zdecydowanie za mało.
Dlatego też wcale nie było mu prędko do ożenku. Najpierw chciał się nacieszyć swoją wolnością w roli kawalera, odnowić relacje z siostrą. Kiedy będzie miał narzeczoną, nie będzie miał tyle czasu ile by chciał.
Niespodziewane wyznanie siostry sprawiło, że przystaną na chwilę. Nie przypominał sobie by w przeszłości zdarzały się podobne momenty. Jeśli któreś potrzebowało pomocy, drugie zwykle wyczuwało to instynktownie. Tym razem Craig również widział, że blask w oczach Rowan przygasł, choć możliwe że czas rozłąki nieco przytępił jego wyczucie. Zbeształ się za to w myślach, jednak zaraz skupił ponownie na samej kobiecie.
Gdy zdecydował o powrocie do kraju kierował się głównie rodziną. Wiedział, że Burke'owie chętnie zobaczyliby go znów na rodzimej ziemi. Interesy nie były już przeszkodą, a on musiał wrócić tutaj, by sprostać dużo ważniejszym obowiązkom, niż te biznesowe. Ojciec oczekiwał dziedzica ich gałęzi rodu a i Rowan potrzebowała wsparcia. Nie był pewien czy zdoła pomóc jej w wychowaniu Tobiasa, nie był w końcu wcale dobrym człowiekiem - ale zamierzał postarać sie z całych sił. Nie mógł zawieść jako jako ojciec chrzestny, prawda?
- Bez powodu - przywołał na twarz uśmiech. - Próbuję dostrzec czy przez czas naszej rozłąki nie zyskałaś przypadkiem kilku brodawek na nosie.
Widział jej zmartwienie, musiał więc spróbować ją jakoś rozweselić. Chociaż wiedział, że gdy wrócą do posiadłości, będą musieli usiąść przy herbacie i poważnie porozmawiać. Teraz też jednak nie chciał wyjść na totalnego lekkoducha, dlatego objął na chwilę siostrę, w milczeniu próbując dodać jej otuchy samą swoją obecnością.
- Od teraz już zawsze będę obok, żeby ci pomóc, Rowie.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Makowe ogrody   11.10.16 22:14

Wtuliła się mocno w klatkę piersiową brata zapominając na chwile o wszystkim. O zmartwieniach, troskach i wszystkim z tym związanym. Liczyła się tylko ta jedna ulotna chwila. Oni dwoje zamknięci w bańce mydlanej, która mogła w każdej chwili pęknąć. Nigdzie im się nie śpieszyło dlatego też trwali tak przez dłuższą chwile. Jednak Rowan w końcu otrząsnęła się i wyburczała z oburzeniem bratu w materiał płaszcza. -Nie mam brodawek i nie nazywaj mnie Rowem brzydalu.
Odpysneła, bo przecież zasada Oko za oko, ząb za ząb wciąż obowiązuje. Następnie odsunęła się od niego i lekko, wciąż stojąc w jego objęciach uniosła głowę do góry. Nawet w szpilkach była niższa od niego, co nieco ją denerwowało. Nie była niska, to mężczyźni byli za wysocy. -Jesteś wredny. - stwierdziła śmiejąc się krótko, po chwili ponownie stając się poważna.- Dziękuję Craig. - Stanęła lekko na palcach całując go w policzek, po czym uśmiechnęła się do niego ciepło, może nawet nieco psotliwie. Wywinęła się z jego objęć, ponownie łapiąc go pod ramie i kontynuując ich spacer. Rzuciła również okiem za Tobiasem. Ten chłopak był wszędzie i dość łatwo było go stracić z oczu. Uspokoiła się jednak dostrzegając go po przeciwnej stronie ogrodu.
- Nic nie jest teraz pewne Craig. Świat się zmienia, a napięcie wisi w powietrzu. Przywożą mi teraz dwa razy więcej ciał do prosektorium. Martwie się, że Anglia już nie jest bezpiecznym miejscem. Dlatego też wolę aby ktoś z naszej rodziny miał na niego oko.- Nie musiała mówić o kogo chodzi wystarczył jej wzrok śledzący poczynania jej syna. -W styczniu miałam również nawrót choroby. Gdyby mi się coś stało... -Przerwała na chwile. Nie bała się śmierci. Za często ją miała okazje oglądać, zresztą jak można bać się czegoś co nieuniknione? Ale nie chciała zostawiać bliskich. Nie chciała osierocić Tobiasa. Nie musiała ginąć od choroby genetycznej. Sposobów na śmierć była aż za wiele. Dlatego też powinna być przygotowana na każdą ewentualność, czy jej się to podoba, czy nie. - Doceniam to co zrobili dla mnie Yaxleyowie, nawet nie wiesz jak bardzo, ale mój syn ma również w sobie naszą krew i chcę aby nasza rodzina mogła w jego wychowanie włożyć tyle co ta druga. Rozumiesz to prawda? -Spojrzała na niego pytająco.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
 

Makowe ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Ogródek różany
» Ogrody Północne
» Ogrody japońskie
» Ogrody
» Wodne Ogrody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17