Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cukiernia "Dyniowy Raj"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cukiernia "Dyniowy Raj"   08.05.16 1:49

First topic message reminder :

Cukiernia "Dyniowy Raj"

Nazwa niedawno otwartej cukierni jawnie koresponduje z niezastąpionym Miodowym Królestwem; jej właścicielka, młoda panna Ross, uważa, że jest godną konkurencją dla tej legendy słodkości. Potwierdzają to rzesze miłośników jej wyrobów, które często gromadzą się w cukierni. Lokal tonie w ciepłych żółciach i pomarańczach; jasne ściany ozdobione licznymi obrazami (które są bardzo rozmowne i zawsze uśmiechnięte) oraz orzechowe stoliki napawają optymizmem.
Większość wyrobów panny Ross zawiera w sobie dyniowy akcent - można zakupić tu między innymi dyniowe lody z gorzką czekoladą, pełnoziarniste babeczki z dyniowym musem, dyniowe paszteciki z dodatkiem mięty oraz dyniowy sok z jabłkiem, cynamonem oraz wanilią.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Dorea Potter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3536-dorea-potter http://www.morsmordre.net/t3550-flara http://www.morsmordre.net/t3549-ciastka-doreo-sa-najlepsze http://www.morsmordre.net/f128-west-country-dolina-godryka-74 http://www.morsmordre.net/t3620-dorea-potter
Auror i mama w jednym
28
Zdrajca
Zamężna
Well I came home like a stone
And I fell heavy into your arms
10
6
3
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   23.08.16 21:58

Oliivanderowie należeli do rodów szlachetnych, a mimo to Dorea odniosła wrażenie, że Titus nie był typowym przedstawicielem błękitnokrwistych. Ten drobny komplement przyjął z klasą, bez zbędnego zadzierania nosa i pretensjonalnego zachowania. Spodobało jej się to. W Zakonie nikt nie patrzył na pochodzenie, dobrze wiedziała, że w zgromadzeniu znajdowały się zarówno osoby urodzone w szlachetnych rodzinach, jak i ci, których magiczna krew mieszała się z inną, co nie znaczy, że mniej godną. Zwątpiła jedynie na chwilę, gdy zdała sobie sprawę z tego, że aktualnie planuje, jak mogłaby wprowadzić tego młodego chłopak wprost do paszczy lwa.
- Wiedziałam do kogo się zgłosić. Pana wiedza faktycznie jest bardzo szeroka - pokiwała delikatnie głową z uznaniem. Miała nadzieję, że go nie zrazi. - Ta ogromna moc, jeśli znajdzie się w odpowiednich rękach, może uczynić wiele dobrego. I właśnie o to się rozchodzi.
Chciała coś dodać, ale wtedy Titus ujął pióro w dłoń i zaczął mu się przyglądać. Dała mu chwilę, by mógł przetrawić tę początkową fazę rozmowy, zastanowić się nad tym, czy może czasami nie chce wyjść frontowymi drzwiami. Miała już zacząć mówić, gdy młody Ollivander wspomniał o śnie. Pamiętała ten swój, który obudził ją kilka miesięcy temu nad ranem, zostawiając pod powiekami palącą potrzebę wyjaśnienia całej sytuacji oraz małe piórko na poduszce. Potem nadeszło spotkanie Zakonu i wszystko stało się jasne. Jeśli ten sam sen nawiedził również Titusa, to znaczyło, że był on godny zaufania.
- Wiem, że może to wydać się trudne do zrozumienia, ale rzeczy, które widziałeś, miały sens - spojrzała na swoje dłonie, by następnie podnieść lekko czoło i znów utkwić wzrok w twarzy Ollivandera. - Wszyscy jesteśmy świadkami zmian, jakie kładą się cieniem na naszym życiu i oboje dobrze wiemy, że nie są to zmiany na lepsze. W ostatnim czasie świat spotyka się tylko ze stratami wielkich czarodziejów. Na pewno znałeś Horacego Slughorna i Albusa Dumbledore'a, prawda? Te dwa filary pękły i mogłoby się wydawać, że wszelka nadzieja uciekła, ale... to nieprawda. Dumbledore, zanim odszedł, powołał do życia pewną organizację. Zakon Feniksa. Miała się ona zajmować tym, co czai się w ciemnościach, wszelkim złem, które zagraża nam wszystkim, całemu społeczeństwu czarodziejów. Swoiste światło w ciemnościach, niosące właśnie tę nadzieję, o której niektórzy zapomnieli. Jest już nas sporo, ale to wciąż za mało. Potrzebujemy więcej różdżek i więcej gotowych do walki serc. Twoja wiedza będzie dla nas ogromnym wsparciem, bo przecież nikt nie zna się lepiej na różdżkach niż Ollivanderowie.
Wzięła głęboki wdech, próbując uspokoić szalejące w piersi serce.
- Titusie - zaczęła łagodnie, już po raz ostatni. - Byłabym ci ogromnie wdzięczna, gdybyś dołączył do nas i dołożył z nami starań, by nam wszystkim żyło się choć odrobinę lżej.
Usilnie chciała podkreślić fakt, że nie będzie tam sam.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   24.08.16 12:29

Ojciec zawsze suszył mu głowę kiedy nastoletni Titus opowiadał o wszystkich znajomych z Hogwartu, kiedy z zapartym tchem snuł historie o mugolskich wynalazkach pokazywanych przez inne dzieciaki - szlachcic powinien obracać się wśród arystokracji! Nie wśród mugoli! - mówił. Ale młody Ollivander od zawsze miał swoje własne zdanie na ten temat. Przecież gdyby czarodzieje nie mieszali swej krwi z mugolską, to czy nie wyginęliby wieki temu? Czy być postępowym nie znaczyło również otwierać się na inne społeczności? Czy nawet wielcy magowie nie mogliby nauczyć się czegoś od swoich niemagicznych braci? Jasne, nigdy nie przykładał się do mugoloznastwa, a gdzieś z tyłu głowy wciąż słyszał głos ojca, ale im bym starszy tym więcej rzeczy rozumiał... Albo może właśnie zupełnie przeciwnie? Może dopiero zaczynał nie rozumieć dlaczego świat, w którym się wychował, świat wystawnych bali, dyplomatycznej mowy, świat przepełniony blaskiem złota i drogich kamieni, po prostu świat szlachecki był tak bardzo do tyłu?
- Dziękuję. - kolejny komplement przyjął podobnie jak poprzedni. Miło było słyszeć pochwały, ale równocześnie nie mógł spocząć na laurach - wciąż miał wiele rzeczy do odkrycia, wiedział, że jego nauka będzie trwać aż do śmierci, bo czy człowiek codzień nie uczył się czegoś nowego?
Powoli odłożył piórko na stolik, przyglądając się pani Potter z delikatnie przekrzywioną głową oraz nieznacznie zmrużonymi oczami. Trawił wszystkie jej słowa, które echem odbijały się od ścian czaszki. Kiedy wybudził się z tego dziwnego snu czuł w kościach, że wydarzy się coś... niesamowitego, ale nie spodziewał się takich rewelacji! Nie przerywał, zaś kiedy skończyła opadł na krzesło, przyklejając plecy do jego oparcia. Długą chwilę milczał, po czym przesunął dłonią po twarzy, ostatecznie splatając ręce na piersi, by już za moment na nowo przysunąć się do stolika, delikatnie pochylić nad jego blatem.
- Ja... - zaczął, ale słowa grzęzły mu w gardle, w ustach zaschło, więc głośno przełknął ślinę - Nie wiem co powiedzieć. - stwierdził. Postukał palcami w wypolerowane drewno. Wahał się i wtedy... czy w Hogwarcie nie był tym, który pomimo reżimu jaki wprowadził tam nowy dyrektor, pozostał obrońcą szlam? Czy nie był jednym z wielu, którym wcale nie podobała się nowa władza? Czy nie raz i nie dwa razy narzekał na to wszystko?...
- Chciałbym pomóc... - mówił powoli, ostrożnie - To co dzieje się w naszym świecie przechodzi ludzkie pojęcie - czarodzieje zwracają się przeciwko sobie, umierają niewinni... - rzekł, bardziej nawet do siebie niż swojej towarzyszki. Uniósł na nią spojrzenie - Pani Potter, macie moją różdżkę i moją wiedzę. Czy mogłaby pani powiedzieć coś więcej? O Zakonie? - nawet nie zauważył kiedy zniżył głos, jakby obawiał się, że ta rozmowa może dojść do uszu, które wcale nie powinny jej słyszeć.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Dorea Potter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3536-dorea-potter http://www.morsmordre.net/t3550-flara http://www.morsmordre.net/t3549-ciastka-doreo-sa-najlepsze http://www.morsmordre.net/f128-west-country-dolina-godryka-74 http://www.morsmordre.net/t3620-dorea-potter
Auror i mama w jednym
28
Zdrajca
Zamężna
Well I came home like a stone
And I fell heavy into your arms
10
6
3
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   25.08.16 13:59

Całkowicie rozumiała jego zmieszanie i to, że nie wiedział, co powiedzieć. Natłok informacji, które mu przekazała, mogłaby złamać niejeden umysł. Ale to również było najlepszym dowodem na to, że Titus godzien był dzierżenia tajemnicy Zakonu Feniksa. Dorea pokiwała delikatnie głową, zerkając po kryjomu w bok, gdy dostrzegła tam jakiś ruch. Kobieta i mężczyzna wstali z cichym śmiechem od stolika i ruszyli ku wyjściu. Na chwilę zapomniała o nieufności w stosunku do obcych osób, o manii prześladowczej, która trzymała się jej od czasu porwania przez ojca. Aż zrobiło jej gorąco. Na szczęście to było tylko kilka sekund, szybko udało jej się opanować emocje.
- Na stypie po Horacym Slughornie zdarzyło się coś bardzo dziwnego - zaczęła, chcąc odpowiedzieć na jego prośbę. Urlop we Francji nie pozwolił jej aktywnie uczestniczyć w życiu Zakonu, ale to nie znaczyło, że znała genezy jego powstania, co już stanowiło niezłą dawkę historii na początek. - Pojawił się na niej Albus Dumbledore, a dokładnie jego duch, i powierzył tajemnicę Zakonu Feniksa dwóm mężczyznom - Garrettowi Weasleyowi oraz Luno Skeeterowi. Luno niestety zginął po wydarzeniach w Tower - zmarszczyła delikatnie brwi, wędrując krótko wzrokiem po blacie stolika. - Garrett natomiast wciąż pozostaje doskonałym przyjacielem, świetnym aurorem i przywódcą Zakonu. Oprócz niego znajduje się tam kilkanaście osób o różnych zainteresowaniach i umiejętnościach. W tym ja i mój mąż, oboje pracujemy w biurze aurorów. - kąciki jej ust uniosły się nieco ku górze. Teraz i samej sobie chciała dodać otuchy. Opuszka palca dotknęła stosiny pióra, które wciąż leżało na stoliku. - Dwa dni temu to pióro pojawiło się rano na mojej poduszce. Przez chwilę widniało na nim twoje imię, a potem znikło. Wiedziałam już, że muszę się z tobą skontaktować, bo jakaś tajemna siła, kto wie, może sam Dumbledore, odkrył, że masz dobre serce i czyste zamiary wobec innych czarodziejów i czarownic. W Zakonie panuje równość, nie ma wśród nas gorszych i lepszych. Każdy, zarówno szlachetnie urodziny, jak i ten półkrwi, jest traktowany tak samo dobrze. Umiejętności każdego z nas są cenne i przydadzą się, kiedy staniemy twarzą w twarz ze złem. - powiedziała, stopniowo ściszając głos na tyle, by tylko Titus mógł ją usłyszeć. Świadomość obowiązku, przed jakim oboje stanęli, musiał być dobrze podkreślony. Zakon to nie był plac zabaw dla dzieciaków chcących wykazać się heroizmem. - To realne zagrożenie, Titusie. Oprócz samego Grindelwalda, którego działania potrafimy dostrzec, w cieniu, poza zasięgiem naszych zmysłów, tworzy się coś innego, przed czym również zostaliśmy ostrzeżeni. Nie wiemy, co to jest, ale musimy być czujni.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   25.08.16 23:04

Wciąż nieznacznie pochylał się nad stolikiem, z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy, wbijając spojrzenie w panią Potter. Słuchał wszystkich jej słów z zapartym tchem, chłonąc te niasmowite historie jak gąbka. To wszystko brzmiało... nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, a w głowie aż huczało od pytań, które chciał zadać! Żadne jednak nie wypadło spomiędzy Titusowych warg, wciąż delikatnie rozchylonych w wyrazie niemego zdziwienia.
- Myśli pani, że w razie czego sobie poradzę? Nie jestem przecież aurorem... - wspomniała o swoim mężu i Garrettcie - obydwoje zajmowali się ściganiem czarnoksiężników. Ona także. A Titus? Nie można powiedzieć by nie był zdolnym czarodziejem, ale co spowodowało, że i on miał szansę walczyć o lepsze jutro, u boku tak zacnych postaci? To chyba naturalne, że targały nim sprzeczne uczucia - chęć pomocy mieszała się ze zwykłym lękiem i niepewnością. Miał ledwie dziewiętnaście lat, jego gładkie lico nie nosiło jeszcze żadnych zmarszczek... Ale w tym chudym ciele kryło się odważne serce lwa, które Tiara Przydziału dostrzegła przeszło osiem lat wstecz, przydzielając go do domu Godryka.
- Przyszło nam żyć w okropnych czasach... - westchnął. Chciałby by przyszłe pokolenia czarodziejów mogły wychodzić w świat bez lęku, bez obaw, że coś, albo ktoś wyskoczy z mroku... Jak o tym pomyślał, to delikatny uśmiech wykrzywił jego usta. Tak, teraz już był pewien, że chce pomóc, chce walczyć po tej dobrej stronie, nawet jeśli miałoby skończyć się to tragicznie. I owa myśl odbiła się w jego oczach, wciąż wpatrzonych w czekoladowe ślepia Dorei.
- Ilu was jest? To znaczy... ilu nas jest? - był po prostu ciekaw - Wszystko co pani mówi wydaje mi się takie... niesamowite. - och, nie potrafił ukryć podekscytowania, które rozświetlało jego twarz, z każdą sekunda coraz bardziej.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Dorea Potter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3536-dorea-potter http://www.morsmordre.net/t3550-flara http://www.morsmordre.net/t3549-ciastka-doreo-sa-najlepsze http://www.morsmordre.net/f128-west-country-dolina-godryka-74 http://www.morsmordre.net/t3620-dorea-potter
Auror i mama w jednym
28
Zdrajca
Zamężna
Well I came home like a stone
And I fell heavy into your arms
10
6
3
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   26.08.16 23:37

Był tak młody, a już zdawał sobie sprawę z powagi ich aktualnej sytuacji. Z jednej strony było to dość pocieszające, bo przecież im więcej było świadomych czarodziejów, tym bardziej rośli w siłę, ale z drugiej... miał przecież tyle życia przed sobą. Musiała jednak stłumić w sobie te typowo matczyne obawy, bo Titus posiadał już prawo głosu i potrafił decydować o swoim życiu. Powinna to uszanować.
- Oczywiście, że tak! - uśmiechnęła się szeroko, zupełnie tak, jakby nie rozmawiali właśnie o zagładzie wszechświata przez niszczycielskie siły różdżek złych czarodziejów. - Nie będziesz tam sam, nikt nie będzie kazał ci stawać przed niebezpieczeństwem tylko z własną różdżką do dyspozycji. Poza tym wiele będzie jeszcze okazji do uczenia się, Titusie.
Nie wiedziała, nie miała pojęcia, jak to dalej będzie. Sama przecież przez kilka długich miesięcy nie uczestniczyła w spotkaniach Zakonu, nawet na wspólną Wigilię nie dotarła, bo ciąża niemal przykleiła ją do małego miasteczka we Francji, zmuszając do biernego unoszenia się w próżni. Żałowała, że nie mogła nic zrobić, ale jednocześnie była w stanie się z tym pogodzić... oczywiście tylko na określony czas.
- Kilkanaścioro - odpowiedziała, przeciągając jednak całe słowo, jakby zastanawiała się nad jego znaczeniem. - To mała grupa, ale wciąż nas przybywa. Na całe szczęście.
Zerknęła w dół, na żółte chorągiewki pióra, które podrygiwały za każdym razem, gdy wyczuły choćby najdelikatniejsze muśnięcie wiatru.
- Żyjemy na niesamowitym świecie, Titusie, i nie powinniśmy o tym zapominać. Teraz... trzeba go po prostu odrobinę naprawić. - podniosła na niego wzrok i cofnęła dłoń. - Pióro jest twoje, zabierz je ze sobą i trzymaj blisko przy sobie. Jeśli znów się spotkamy, dostaniesz odpowiednią informację. A jeśli będziesz miał więcej pytań, twoja sowa powinna znaleźć do mnie drogę, mieszkam w Dolinie Godryka. Mam nadzieję, że nie przeraziłam cię zbytnio. Gdyby jednak tak było, to spieszę z pocieszeniem, że to tylko pierwsze wrażenie. Kiedy zorganizujemy spotkanie w naszej kwaterze, od razu poczujesz się pewniej, obiecuję.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   28.08.16 19:17

Jej słowa trochę podniosły go na duchu, więc odwzajemnił ten szeroki uśmiech i skinął głową. Jeśli będzie miał okazję uczyć się od aurorów to był po sto kroć na tak! Życie to ciągła nauka, potrzeba tylko odpowiednich nauczycieli.
- Rozumiem. - pokiwał głową. Kilkanaścioro przeciw całemu złu tego świata! To brzmiało jak największe szaleństwo, niemniej wiara potrafiła czynić cuda. Wiara i jedność, zaś oni zdawali się tworzyć coś, co z pewnością można nazwać wspólnotą. I on, Titus Flavius Ollivander, będzie jej częścią. Sama myśl była ekscytująca, nie mógł się już doczekać aż pozna tych wszystkich ludzi - wojowników w imię lepszego jutra. Zdawał sobie sprawę także z tego, że nie wystarczy tylko chcieć, trzeba działać i był do tego działania przekonany.
- Dziękuję. - schwycił piórko, delikatnie ukrywając je w obszernej kieszeni płaszcza wiszącego na oparciu krzesła - Nie, wręcz przeciwnie, wzbudziła pani moją ciekawość i szczerze powiedziawszy nie mogę się już doczekać aż będę mógł poznać wszystkich innych i w ogóle... - westchnął - teraz to dopiero nie będzie mógł zasnąć! Od czasu tego snu męczyło go dziwne uczucie, które zostało zastąpione jeszcze intensywniejszym - swego rodzaju niepokój przerodził się w ciekawość, która paliła wnętrze jego głowy, jeśli wcześniej był rozkojarzony, to teraz będzie bujał w obłokach!
- Gdzie znajduje się ta kwatera? I kiedy odbędzie się spotkanie? - poprawił się na krześle, wlepiając w nią jeszcze bardziej zaintrygowane spojrzenie. Dorea zrobiła na nim bardzo dobre wrażenie i jeśli reszta zakonników była choć w połowie taka jak ona, to chciałby spotkać ich już jutro!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Dorea Potter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3536-dorea-potter http://www.morsmordre.net/t3550-flara http://www.morsmordre.net/t3549-ciastka-doreo-sa-najlepsze http://www.morsmordre.net/f128-west-country-dolina-godryka-74 http://www.morsmordre.net/t3620-dorea-potter
Auror i mama w jednym
28
Zdrajca
Zamężna
Well I came home like a stone
And I fell heavy into your arms
10
6
3
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   04.09.16 19:27

Cieszyła się, że mogła zachęcić właściwego człowieka do udziału w tym przedsięwzięciu. Znała go krótko, ale o jego dobrej wartości jako czarodzieja, doskonale świadczyło nazwisko, które wyrysowało się wyraźnie na piórze. Musiała zaufać tajemnej sile, która pokierowała jej krokami, prowadząc je wprost do cukierni, co oczywiście wymagało od niej pewnego nakładu odwagi, ale... nie żałowała. Titus był ambitny, a to bardzo dobrze o nim świadczyło.
- Kiedy tylko zostanie zorganizowane spotkanie, na twoim piórze pojawią się stosowne dane. Żadne z nas nie wie, kiedy będzie kolejne spotkanie, to rzecz... ściśle tajna, powiedzmy - posłała mu uśmiech numer 5, ten z gatunku tych bardziej niezdecydowanych i nikłych. - Będę wtedy na ciebie czekała na miejscu i wprowadzę cię do środka. Powody tych działań odkryjesz już na początku spotkania.
Zerknęła w stronę swojej szklanki wypełnionej do połowy sokiem dyniowym, potem jej wzrok padł na okrągłej tarczy, która aktualnie pokazywała, że od czasu rozpoczęcia ich spotkania minęła prawie godzina. Długo rozmawiali. Gdyby to były głupoty, Dorea zapewne po raz setny próbowałaby stłumić ziewnięcie; były to jednak rzeczy na tyle ważne, że rozgrzany umysł i dość szeroko otwarte powieki uniemożliwiały jej dotarcie do stanu znudzenia. W dodatku sam Titus wydawał się być wielce interesującą osobą. Kiedyś zapyta go o sam proces tworzenia różdżek. Kiedy już pył wojny opadnie i ktoś sprzątnie go z powierzchni londyńskich uliczek.
- Będę się już zbierała, ale pamiętaj, że jeśli najdzie cię ochota zadać mi jakiekolwiek pytanie, nie krępuj się. Do zobaczenia na spotkaniu, Titusie.
Po raz ostatni uśmiechnęła się do niego, po czym nałożyła na siebie płaszcz i wyszła z lokalu z lekkim sercem oraz pewnością odrobinę lepszego jutra.

| zt (może być x2!)


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   05.11.16 13:04

/20 marca, z drewnianej kładki

Tym razem nie myślała już o niczym. Zirytowana i zdezorientowana starała się rozluźnić. Przyszło jej do głowy, że może po prostu za bardzo się spina? Może jej ciało zamiast skupić na pozbyciu się czkawki skupia się na panice. Nie wiedząc czy to coś w ogóle da pozwoliła się ponieść teleportacji. Zamknęła oczy i kiedy w końcu wylądowała wpadła na coś ciężkiego. Otworzyła szybko oczy, ale mocno jasne światło aż ją zamroczyło. - Co Pani wyprawia! - krzyknęła jakaś kobieta, a przestraszona Peony podniosła się z ziemi i zaczęła rozglądać. Była już tutaj. Wiedziała, że już tutaj kiedyś była. Dawno temu, z ojcem. - Czy Pani oszalała? Wszystkie pieguski migdałowe Pani przewróciła! - krzyczała kobieta wymachując do Peony rękami, ale ona nie do końca wiedziała o co tej starszej kobiecie chodzi. Dopiero, kiedy jej wzrok padł na podłogę i na porozrzucane po podłodze ciastka zrozumiała, że to ona jest sprawcą tego bałaganu. Spojrzała na kobietę przestraszona, ze skruchą namalowaną na twarzy. - Proszę mi wybaczyć. Ja… mam teleportacyjną czkawkę. Prawdopodobnie za chwile znowu gdzieś przeskoczę więc proszę nie myśleć, że uciekam. Ja za wszystko zapłacę. Naprawdę. - powiedziała bardzo szybko Piwka myśląc, że zaraz nastąpi kolejne przeniesienie i będzie musiała świecić oczami za samą siebie. - Oczywiście, że Pani zapłaci. Nie obchodzi mnie żadna teleportacyjna czkawka. To nie jest wyjaśnienie. - odparła kobieta, a Peony zaskoczył fakt, że jeszcze nigdzie się nie przenosiła. - Oczywiście już płacę. Już sekunda. - powiedziała szatynka sięgając do torebki i wyciągają… siano. Cholerni Walijczycy. Kiedy udało jej się znaleźć sakiewkę z pieniędzmi zapłaciła z ciężkim sercem i opuściła cukiernię. Miała zamiar wrócić pieszo, albo Błędnym Rycerzem (wybrała Błędnego). Nie miała zamiaru znowu się teleportować. Póki jej nogi są na ziemi jest dobrze.

z.t




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   07.11.16 19:05

|12 marca

Sine obrzęki wokół oczu oraz ślady na ramionach już zniknęły: po pojedynku z Samuelem błyskało jedynie wspomnienie oraz irracjonalny triumf z przyjęcia bólu bez jęku skargi. Fizyczne trofea musiał usunąć, ukryć - nie wstydził się obitej twarzy (należało mu się, choć posłużył się przypadkowymi rękami), ale czuł, że Julie się obawia, że nie patrzy w jego podpuchnięte oczy. Winił się, że nie potrafił pomyśleć i o niej, gdy z premedytacją podkładał swe ciało do fizycznej katorgi; Skamander wszakże posiadał ten śmieszny rodzaj honoru, powstrzymujący go od uczynienia z niego krwawej miazgi. Gdyby Avery był na miejscu Samuela, nie zawahałby się. Wtedy, stojąc na przeciw niego, zastanawiał się, jak bardzo widoczne jest w nim pragnienie doświadczenia bólu. Nie, nie śmierci, lecz fizycznego kłucia, cierpienia przypominającego mu o tym, że ma wiele wspólnego z ludzkim gatunkiem, że i na tym poziomie cielesności może doznać poniżenia. Lizał te rany w samotności, w szczelnie zamkniętym pokoju, celebrując ciemność oraz ciszę, przerywaną jedynie jego łkaniem. Dopiero tych łez mógł się wstydzić - mężczyzna powinien być z kamienia - ale uspokajał się, niczym posąg siedząc nieruchomo w fotelu, z łzami cieknącymi po policzkach i znikającymi w gęstwinie zmierzwionej, niestarannie przyciętej brody. Bezsilność zabijała w Averym każdą dotychczas nietkniętą część - obecnie wszystkie komórki zostały nadszarpnięte, tkanki zerwane, czyniąc z niego człowieka pod każdym względem chwiejnego. Łatwy łup, ofiara, nieudacznik: w swoich własnych oczach był zerem i gdyby nie mała Julie, zapewne postawiłby sobie za niedorzeczny punkt honoru przekonać o tym wszystkich.
Córka uratowała go zupełnie nieświadomie, zwyczajnie stęskniona kontaktu z ukochanym tatą. Nie umiał jej odmówić, nie potrafił zepchnąć z kolan, zatrzasnąć drzwi i wrzasnąć, że chce być sam. Po odejściu Laidan sądził, że już nigdy więcej nie zaśnie w łożu z kimś innym, lecz i tym razem się pomylił, przystając na pełną nadziei prośbę Jill. Powtarzało się to każdego wieczora, ale dziewczynka już nie musiała prosić, a Samael nie czekał aż zapadnie w sen, by szybko opuścić jej pokoik i zająć się dorosłymi sprawami. Kulił się w jej łóżeczku, wdychając miły zapach swej kruszynki, głaszcząc ją po rozsypanych na poduszce złotych loczkach i powoli odzyskiwał względną równowagę. Wyłącznie dzięki niej i bezwiednej, instynktownej interwencji malutkiego dziecka, wyczuwającego smutek rodzica. Nie miał pojęcia, czy poznała to po jego oczach, czy po głosie, czy też wyczytała z nerwowych, pełnych napięcia ruchów. Wiedziała i koiła beznadziejną rozpacz swoją obecnością i dziecięcą ufnością, z jaką przytulała się do niego i muskała ciepłymi usteczkami jego policzki.
Stracił szansę na bycie najlepszym mężczyzną - żadna nie zastąpi mu Laidan i dla żadnej nie zamierzał być mężem - ale chciał być najlepszym ojcem. Nie mógł przestać zauważyć Julie i nie mógł zacząć jej nienawidzić przez zadziwiające podobieństwo do jej matki (czy ona zawsze tak bardzo ją przypominała?) - musiał zaś wynagrodzić dziewczynce te kilka chwil, gdy zamknął się w sobie, zostawiając ją bez opieki.
Choć była już nieco na to za duża, usadowiła się mu na kolanach, ramionami obejmując go za szyję. Samael z rozczuleniem wpatrywał się w twarz dziewczynki, pałaszującej dyniowe ciasteczko - przed nim stał identyczny, lecz nietknięty kawałek. Zaplatał na palcach drobne warkoczyki z jej długich loków, szepcząc jej na ucho historyjki o elfach i trollach, zamieszkujących rozległe tereny Shropshire - gdy nagle serce boleśnie ścisnęło się w piersi, a przez jego oblicze przemknął grymas bólu. Zgiął się w pół, przygwożdżony nagle tym fantomowym uderzeniem, ale równie szybko powrócił do radosnego uśmiechu, przywołując go błyskawicznie, by nie martwić zaniepokojonej córeczki, która w ciszy powiodła rączką do jego czoła. Samael pokręcił głową i ucałował ją w czubek nosa, zapewniając, że wszystko jest dobrze. Nie było, ale Julie musiała czuć się przy nim absolutnie bezpieczna i szczęśliwa.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   09.11.16 14:22

Słodkości, słodkości, dużo słodkości! Bez czego nie mogą się obejść tak pyszne smakołyki w Dyniowym Raju? Naturalnie, że bez dyni! Pani Ross ostatnio mnie poprosiła o wyhodowanie najlepszych okazów - zrobiłam to. W domowej szklarni, przy okazji odwiedzając złaknionych kontaktu z dziećmi rodzicami. Matka po odchowaniu swoich latorośli wróciła do opieki nad hipogryfami, ojciec niezmiennie pracuje w londyńskiej aptece. Życie pędzi swoim torem i chociaż drzazga po ostatniej uczuciowej wtopie uwiera mnie nieustannie - uczę się z nią żyć. Czasem udaje mi się o niej zapomnieć, gdy pochłonięta pracą zapominam (o zgrozo!) o jedzeniu. A co dopiero o miłosnym zawodzie, spowodowanym jedynie moją przerażającą głupotą. Nikt nie jest nieomylny, to prawda - ale ja jestem zwyczajnie tępa. I nic już tego nie zmieni. Moje poczucie rozczarowania samą sobą rośnie nieubłaganie kłócąc się z moją naukową duszą. Tarcie oraz zgrzytanie niedopasowanych mechanizmów jest tym większe, że uczę młodych dzieciaków jak żyć samej nie znając rozwiązania tej odwiecznej zagadki. Nie mogę o tym zbyt długo myśleć - mogłabym dojść do wniosków, że jestem beznadziejnie nieprzydatna. Stąd równia pochyła żeby stoczyć się na samo dno. Na którym nigdy nie byłam i być nigdy nie chcę.
Hodowla zajęła całkiem sporą ilość czasu oraz zaangażowania. Zakończyła się ostatecznie sukcesem, nad którym zacmokałam z zadowoleniem. W krótkiej chwili od zbioru przechodzę do pakunku. Kilka ruchów nadgarstkiem oraz zaklęć zmniejszających działają cuda. Wszystko mieści się w torebce, dzięki czemu bez przeszkód oraz zasapania się mogę odwiedzić Dyniowy Raj. Ozdobiony żółcią oraz pomarańczami jawi mi się raczej w barwach błękitu - prawdziwie niebiańskim, idyllicznym. Chłód znika po przekroczeniu progu aromatycznej cukierni. Rozbieram się, znikam na zapleczu oddając wszystkie dynie jakie tylko posiadam. Przywrócone magią do naturalnych rozmiarów prezentują się zachwycająco, tak nieskromnie mówiąc. Pani Ross rozpływa się nad ich strukturą, kolorytem oraz miękkością, a ja pękam z dumy. Wychodząc z zaplecza niemal wpadam na brykające na środku dzieci. Zatrzymuję się w miejscu, instynktownie unoszę głowę wraz ze wzrokiem do pewnego stolika.
Widok ściska moje wrażliwe, pełne naiwności serduszko. Smutny człowiek ze smutnym (odczuwającym emocje rodzica) dzieckiem tak mocno nie pasuje do całej atmosfery lokalu. Nie to mnie jednak martwi, raczej powód dla którego się tak dzieje. Wzdycham tak sobie równie ponuro, aż moją głowę nawiedza pomysł. Chwytam książeczkę oraz kredki leżącą w ogólnodostępnym dla rodzin kąciku, po czym pewnym siebie, zdecydowanym krokiem zbliżam się do dwójki nieznajomych. Bez pytania zawieszam swoją torebkę na oparciu krzesła naprzeciwko, które to zresztą zaraz zajmuję.
- Hej! - mówię otwarcie, kierując się do dziewczynki. - Zobacz jaką mam piękną kolorowankę. Taką z ruszającymi się obrazkami. Są tu tańczące wróżki i skaczące kociołki… - mówię otwierając książeczkę oraz pudełko z kredkami. - Może trochę pokolorujemy? Te wróżki są takie bez wyrazu… - dodaję zaraz w zamyśleniu. - A pan, panie tato? Pamięta jeszcze jak się zapełnia obrazki barwami? To takie odprężające! - zagaduję wesoło, posyłając mu tylko przelotne spojrzenie, gdyż najwięcej mojej uwagi zaskarbia blondwłosy aniołek. Który nie powinien być w centrum tego niemego dramatu. Co ciekawsze, nawet nie wiem z kim mam do czynienia. Widzę rysy jakieś szlachetniejsze, ubiór jakiś taki przesadnie ładny, ale czy się tym przejmuję? A skądże, zachęcam do zabawy.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   09.11.16 21:16

Rzadko bywali rodziną. Chciał okazać się dla Jill najbardziej troskliwym i kochającym tatusiem, ale najwyraźniej potrafił być jedynie ojcem. Więcej czasu poświęcał na zastanawianie się, jakim sposobem ukraść kilka cennych minut dla swej córeczki, aniżeli dla samej Julie. Dostrzegał smutną prawdę dopiero po kolejnej nieprzespanej nocy, gdy z krzykiem budził się z sennego koszmaru. Jego wzrok uległ uszkodzeniu, lecz Avery paradoksalnie widział jakby więcej. Instynktownie; musiał skupiać się bardziej na tej intencjonalności niż nad faktycznym(?) obrazem docierającym do oka. Ten był kłamliwy i skrupulatnie zacierał drobne różnice między stanem realnym, a dopowiedzianym. Zaczął doceniać nieprzyjemny defekt, a także podjął się heroicznej próby (syzyfowej pracy?) zatuszowania błędów przeszłości. Pewnych decyzji, nieodwołalnych kroków nie mógł już cofnąć, lecz na szczęście Julie nadal istniała i nadal do niego lgnęła, mimo że nierzadko nie umiał się przełamać, by podarować jej coś, czego pragnęła najbardziej. I choć rozpieszczał córeczkę do granic zdrowego rozsądku, balansując na granicy uczynienia z niej kapryśnej królewny, to kierowany przymusem, szczędził jej siebie.
Obowiązki oraz praca: kilkuletnie dziecko otoczone sztabem opiekunek oraz nauczycieli nie znajdowało się w centrum świata żadnego szanującego się mężczyzny, który miał przecież inne zajęcia, inne powinności. Żadnego prócz Avery'ego. Samael hołubił Julie, ale tknęła go myśl, że wciąż nie jest przy niej zawsze, gdy ona go potrzebuje. Świat dorosłych bywał absorbujący, ale przecież Avery doskonale wiedział, jak beznadziejna to wymówka i dlatego chciał jej teraz wszystko wynagrodzić. Każdą sekundę, na którą stracił ją z oczu. Należała się jej bezwzględna uwaga, toteż Samael bez żadnych niepotrzebnych dumań nas sensem, bezsprzecznie oddał się w jej drobne rączki. Teraz był już tylko Julie: nie musiał więcej miotać się zakleszczony między miłością do dwóch kobiet. Do córeczki oraz jej matki, zwykle zawłaszczającej go perfidnie dla siebie. Nie przekonał się, aby myśleć o Laidan jak o potworze, bo kochał ją wciąż: miał po prostu więcej czasu wyłącznie dla dziewczynki, która już nigdy nie będzie z nikim rywalizowała o jego względy.
Trzymając Julienne za rączkę, nie musiał udawać szczęścia, ale demony nie odpuszczały, uparcie starając się zniszczyć sielankową atmosferę przyjemnego popołudnia. Avery odganiał ich natrętne wizje, koszmarne obrazy podsuwane na złotej tacy, lecz i te krótkie migawki sprawiały, że cały się trząsł, mimowolnie zarażając swoim niepokojem dziewczynkę. To ona go uspokajała, czułym dotykiem, przytuleniem się do jego policzka...
Pewnie dlatego, rozstrojony wzruszającymi gestami córeczki początkowo nie zwrócił uwagi, ba, nawet nie zauważył dosiadającej się do stolika kobiety. Szybka obserwacja nie stawiła obcej w korzystnym świetle: pulchna, głośna i stanowczo zbyt bezpośrednia. Miał ochotę zbyć ją jak najszybciej, ale widział jak roziskrzyły się oczy Jill, która nim sięgnęła po podsunięte przez brunetkę kredki, najpierw pytająco spojrzała na niego.
-Nigdy nie kolorowałem - wyznał, zafascynowany tym, jak dziewczynka dobiera barwy i tworzy na białych kartkach eksplozje tęczy. Zazwyczaj... bawili się inaczej. Grał jej fortepianowe sonaty, czytał książki, zabierał na konne przejażdżki oraz wycieczki po najpiękniejszych zakątkach Wielkiej Brytanii. Nie sądził, by podobało się jej coś tak... zwyczajnego.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   18.11.16 10:50

Rodzina jest najważniejsza. Bogata czy biedna, głośna czy cicha, zawsze musi stać na pierwszym miejscu. Na świecie jest tyle niepewnych rzeczy, że nie możemy doliczać do tej puli jeszcze tych, którzy powinni być nam najbliżsi. Sproutowie tacy są. Tylko my nie jesteśmy śmietanką towarzyską, nie błyszczymy na oficjalnych przyjęciach z wypchanymi galeonami kieszeniami - więc nie wiem jak to wygląda tam na górze. Może tam wszyscy spychają się ze swoich stołków życząc sobie jak najgorzej? Może wbijają sobie noże między łopatki, gdy tylko jedno z nich się odwróci? Nie wiem, naprawdę nie chcę tego wiedzieć. Dobrze mi w moim prostym, ciepłym życiu. I tak sobie myślę, że ta dwójka też takie posiada. Nie mogłabym wyjść ze zdziwienia oraz przerażenia jednocześnie gdybym dowiedziała się co działo się jeszcze nie tak dawno w ich domu. Obecnie maluje się przede mną piękny obraz zatroskanego ojca oraz jego ukochanej córeczki, która przesiąka wylewającym się z każdej komórki ciała swego rodziciela. Widok ten kruszeje moje energiczne serduszko, nie mogę pozostać bierną na ten ujmujący widok. To ja, empatyczny człowiek, niewiedzący o tym, że przeszkadza. W moim odczuciu p o m a g a m. Zebrać swoje rozjuszone emocjami myśli, skoncentrować je na czymś tak prozaicznym jak kolorowanka. Magiczna, bo magiczna, wciąż jednak kolorowanka. Pełna mocy - i ja w nią wierzę. W jej terapeutyczne zdolności. Mówiono nam kiedyś na stażu, że pozwala zająć myśli osobom z depresją. Wierzę w ich słowa, dlaczego miałabym nie? Jestem taka naiwna, a jednocześnie pełna pokory dla ludzi mądrzejszych i bardziej doświadczonych ode mnie. Skoro tak mówią, to tak na pewno jest.
Muzyka Raju sączy się przez gramofonowe tuby. Przerywana szuraniem kolorowego drewienka o pergamin napełnia mnie swego rodzaju nadzieją. Nie spodziewałam się, że cudze zadowolenie może dać tyle radości! Uśmiecham się szeroko zapominając o wszystkich przykrych sprawach, które dotknęły mnie na przestrzeni czasu. Teraz jesteśmy tylko my: wy i ja, zupełnie sobie nieznani, najzupełniej niepotrzebni. Tylko czy na pewno?
Na mojej twarzy maluje się zdziwienie, wprost proporcjonalne do zapełniania barwami magicznej kartki. Nigdy nie kolorować - cóż za ciężkie życie musiał mieć ten mężczyzna? Automatycznie robi mi się smutniej, ciężej na sercu, co tylko rozgramiam promieniem optymizmu, którego ostatnio tak mocno szukałam.
- No to na co pan tata czeka? Kredka w dłoń i machać! - zarządzam z entuzjazmem. Sięgam po zieloną, prawie wpychając ją w dłoń skonsternowanego jegomościa. - O, tu. Trawa się sama nie zazieleni. Kto to widział, żeby wróżka siedziała bez trawy? - kontynuuję moje szczere zmartwienia odnośnie postaci, którą właśnie zapełnia barwami blondwłosy aniołek, wskazuję palcem miejsce, które winno nabrać adekwatnych kolorów. - Naprawdę piękne ci wychodzą te skrzydła - rzucam nagle z przejęciem obserwując, jak róż przechodzi gradientowo w fiolet. - Tak coś mi się zdaje, że zostaniesz kiedyś malarką - dodaję ciepło. Nadal nie znam waszych imion, to wywołuje we mnie dyskomfort. - Och, tak poza tym to mam na imię Pomona. A wy? - pytam więc pełna zaciekawienia, obracając głową ku jednej, to ku drugiej osobie naprzeciwko.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   20.11.16 12:15

Pominięcie prostych radości najwyraźniej było błędem. Zwykle stronił od tego, co zwykłe i przyziemne, jakby zapominając, że wszystko miało swój początek w podstawach. Avery'ego interesowało tylko to, co intensywne, mocne, niedostępne dla wszystkich. Nie wystarczyło mu poświadczone nazwiskiem szlachetne urodzenie: niezwykłość musiał udowadniać sobie na milion różnych sposobów, separując się od prostych ludzi żelazną kurtyną. Nie chciał żyć tak, jak oni, więc konstruował swój własny schemat idealnego istnienia. W którym był spleciony z własną matką więzią niegodną i występną w tym normalnym świecie, zaś w jego wymarzonym - wynoszono ich za to na piedestał. Nie musiałby kryć się absolutnie z niczym, przelewając cały ten ogień oraz rozbuchaną emocjonalność (zawzięcie tajoną) w rodzinę. Kompletną, bo i wówczas nic nie stałoby na przeszkodzie, by zaprzeczać boskiemu pochodzeniu Julienne. Kolejne pokolenie zapętlone w czarze, jaki zaszczepił w nich Marcolf, dowód na to, że przekraczanie granic narzuconych przez Naturę może przynieść nie karę, a błogosławieństwo. Jakkolwiek Avery patrząc na swoją córeczkę zawsze cierpiał z powodu jej choroby, tak kochał ją najbardziej na świecie i za nic nie zamieniłby jej nawet na zdrowego, męskiego potomka. Była cudem i Samael nie dodawał do tego żadnych wątpliwości ani zastrzeżeń. Istniała, oddychała, jej serduszko biło: teraz stanowiła j e g o sens, a choć niezmiennie darzył ją ogromną miłością, tak każdego dnia od wyjazdu Laidan, mężczyzna czuł, że może eksplodować z nadmiaru, który chciał i próbował przelać na Julienne.
Nieudolnie?
Wraz z chwilą, kiedy zupełnie obca osoba zajęła miejsce przy ich stoliku, tuż przy nich, nawiązując kontakt nie tylko wzrokowy, nie tylko werbalny, ale i cielesny - mimowolnie wzdrygnął się, kiedy go dotknęła (wynikało to z obrzydzenia czy raczej zaskoczenia?) - Avery poczuł silne wątpliwości. Że jednak nie był dobrym ojcem, że nie wiedział... że wciąż nie wie, czego tak naprawdę potrzebuje Julie. Nieznajoma kobieta za to wydawała się niesamowicie pewna siebie i świadoma, co może pomóc jego córeczce. Wyrwać ją z tej cichej rozpaczy, którą mimowolnie (nie chciał przecież, by była smutna, nigdy) przejmowała wprost od niego, nie dając oszukać się uśmiechom oraz ciepłym gestom.
Z podziwem chłonął artystyczny zapał Jill, autentycznie zainteresowanej nową rozrywką. Dokładnie, bardzo starannie pokrywała obrazek kolorowymi kleksami, zamieniając puste kontury w śliczny obrazek. Radosny, wyraźnie stworzony dziecięcą, beztroską rączką. I... chyba dla jej uśmiechu pozwolił sobą dyrygować i wziął zieloną kredkę od kobiety, malując trawę na szmaragdową zieleń, odpowiednią dla polanki, jaką wróżki wybrały sobie na miejsce schadzek. Ich dłonie pracowały w niemalże równym tempie, zapełniając kartkę żywymi barwami; Julie jakby zapomniała o całym świecie, kompletnie pochłonięta magiczną kolorowanką.
-Zupełnie jak jej mama - nostalgiczny szept wyrwał się spomiędzy spierzchniętych warg Avery'ego, zanim zdołał je zagryźć, powstrzymując zbyt intymne wyznanie. Cecile nie żyła już od prawie dziesięciu lat, lecz... to nie ją przecież wspominał i to nie przez nią cierpiał. Zamrugał, odkładając kredkę i pogładził siedzącą mu na kolanach dziewczynkę po jej złotej główce. Była tak do niej podobna...
-To Julienne - powiedział bezwiednie, jednocześnie zastanawiając się, czy istnieje szansa, by on sam mógł kojarzyć Pomonę - nazywam się Samael - dodał krótko, nie dodając nazwiska. W tej chwili był dość wdzięczny kobiecie, na tyle, by odrzucić uprzedzenia, przynajmniej na moment.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   28.11.16 16:38

Nie pojmuję, a bardzo chcę pojąć. Nadal w głowie dźwięczą mi twoje słowa, że nigdy nie kolorowałeś. Nasza matka wręcz tonami skupowała od znajomej pracownicy księgarni różne książeczki, byleby tylko nas czymś na chwilę zająć kiedy ona robiła obiad. A my byliśmy zbyt mali, żeby jej pomóc. Wspominam sobie właśnie te chwile, a ogromne ciepło rozlewa się we wnętrzu klatki piersiowej. Jest tak błogo. To takie dziwne, wręcz przerażające, kiedy tak na was patrzę i sobie myślę, że tak właśnie będę wyglądać z moją rodziną - będziemy siedzieć przy jednym stole, rozmawiać, fascynować się wspólnym spędzaniem czasu. Obserwować, jak nasze dziecko zapełnia kontury pięknymi barwami. Nie, nie jesteście moją rodziną, nie rzucę wam się zaraz na szyję prowadząc was do naszego domku… to tylko marzenia. Piękne, bo piękne, ale nic więcej. Na szczęście pozostaje we mnie radość spowodowana czystą, bezinteresowną pomocą. Widzę przecież, że na moment zapominacie o swoim bólu, o przeszłości, którą na krótką chwilę odstawiacie na bok. Wszystko po to, żeby móc korzystać z dobrodziejstw tych mocno prozaicznych rzeczy. Cieszyć się tym, co jest, a nie tym, co wprawi w zachwyt innych tylko dlatego, że ktoś kiedyś ochrzcił to mianem elitarnego. To będzie tylko pusty zachwyt - wszystkie komplementy, rzekome wsparcie, jakie otrzymasz, będą jedynie sztucznym poklaskiem w trwodze przed twoją władzą. A kiedy tego wszystkiego zabraknie, tych pieniędzy, tego uznania, zostawią cię z niczym. Wręcz z jeszcze większą pustką ziejącą ponurością, na wylot. Tylko proste, zwyczajne rzeczy, ale robione z myślą o innych są w stanie dać prawdziwe szczęście - to dzięki temu, że nie możesz nic stracić, a jedynie zyskać.
Wierzę w to. W swoje przekonania. Wierzę w ich moc widząc wasze zadowolone twarze. Nie zauważam drgnięcia dłoni zbyt pochłonięta fascynacją. Zadowoleniem z powodu wymiernych efektów własnych starań. O to mi chodziło. O moment beztroski, o uśmiech, o zapomnienie. Poruszam się jednak niespokojnie słysząc tak wyraźną nostalgię zakotwiczoną w twoim głosie; z moich ust wydobywa się ledwie słyszalne westchnięcie. Myślę jak obrócić to na naszą korzyć. Szuranie drewna kredki po pergaminie przywołuje na miejsce dawny spokój.
- Warto czerpać z innych to, co mają najlepsze - komentuję więc cicho, podpieram podbródek na dłoni obserwując synchronizację waszych ruchów. W mojej głowie rzeczywiście pojawia się obraz matki, wybornej artystki, dbającej o domowe ciepło. Zaraz jednak pojawia się zgrzyt - gdzie jest teraz? Dlaczego jej tutaj nie ma? Robi mi się jeszcze ciężej na serduszku z myślą, że być może jest chora, co tłumaczyłoby jej nieobecność oraz nostalgię w twoim głosie. Uśmiecham się dzielnie.
- Bardzo miło mi was poznać Julienne i Samaelu - mówię to szczerze, nie mogąc wyjść z podziwu, że blondwłosy aniołek bierze się już za kolorowanie wróżkowej sukienki. - Stanowicie naprawdę udany duet. Powinniście jak najczęściej współpracować przy kolorowankach - oznajmiam uroczyście, zerkając na ciebie przelotnie. Szkoda, żeby ta szansa się zmarnowała, nie uważasz? - I nie tylko - dodaję, żeby wszystko było jasne. Sięgam wtedy po pomarańczową kredkę, kładę ją obok twojej dłoni. Bez dotykania. - Dobrze byłoby jeszcze pomalować księżyc. Szary wydaje mi się taki bardzo smutny… pomarańczowy byłby weselszy - sugeruję z myślą, że być może nie potrafisz dobierać kolorów. A Julie chyba podoba się ten pomysł.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień



Ostatnio zmieniony przez Pomona Sprout dnia 29.11.16 11:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   28.11.16 22:50

Wyrwana z antycznej tragedii rodzajowa scena nie zapowiadała smutnego exodusu, pozwalając postronnym obserwatorom, jak i zupełnie nieświadomemu Samaelowi na celebrację krótkiej, radosnej scenki. Maksymalna liczba trzech aktorów została obsadzona, choć złamaniu uległy podstawowe zasady teatru: kobieta wtargnęła na scenę i choć początkowo Avery miał ochotę brutalnie ją z niej zrzucić, to jednak zaakceptował obecność Pomony, uznając jej słowa za całkiem rozsądne. Zwłaszcza, że udało jej się wywołać uśmiech na dotychczas zasmuconej twarzyczce Julienne; melancholia taty udzieliła się również jego córeczce, rozświetlonej szczerą radością dopiero po zamalowaniu większej części wróżkowej kolorowanki. Tęczowe kredki śmigały w jej dłoniach, a Samaela ogarnęło silne wzruszeni: rzadko widział Jill tak zaangażowaną, tak obecną i gotów był bawić się w tę dziecinną grę razem z nią. Bez najmniejszych obiekcji, bez wstydu, bez wzdragania się, że nie wypada mu tego robić - był dojrzałym mężczyzną z koneksjami oraz szanowanym nazwiskiem, a w zwykłej cukierni dostępnej dla każdego wraz z córką i kompletnie obcą kobietą wypełniał barwami dziewczęcą kolorowankę.
Dopiero po kilku minutach, gdy odrobinę ochłonął, zainteresował się motywem Pomony. Dlaczego się do nich przysiadła, czemu okazała tyle serca, co kierował jej impulsywną chęcią niesienia pomocy. Nie wierzył w dobre intencje, nie wierzył w cudzą empatię oraz bezinteresowność. Gdyby posłuchał słów kobiety, może i dałby się przekonać, że wszystkie jej słowa były zupełnie szczere oraz podyktowane żywym zmartwieniem nad nieszczęśliwą, niepełną rodziną. Avery jednak nie mógł założyć podobnego scenariusza; za długo obracał się wśród ludzi do gruntu zepsutych lub szalonych, ba, on sam uważał się za szarlatana. Z jednym małym wyjątkiem. Julienne traktował jak królewnę i zrobiłby dla niej dosłownie wszystko. Nie tkwiła w tym żadna przesada: od oddania za nią życia po położenie na szali reputacji - wachlarz możliwości rozpościerał się naprawdę szeroko. Ciemnowłosa kobieta, której nazwiska nie usłyszał (może zrobiła to celowo?) trafiła w czuły punkt, wykorzystując jego bezgraniczną miłość do córki. W Averym wdzięczność mieszała się z podejrzliwością, chociaż każda wątpliwość rozwiewała się wraz z coraz szerszym uśmiechem siedzącej mu na kolanach dziewczynki.
-Ona jest tak niewinna - wyszeptał, bardziej do siebie niż do Pomony, z roztargnieniem gładząc Julie po jasnych włoskach. Jego kochany aniołek, zaabsorbowany zabawą, śmiejący się, zadowolony. Jednak nawet w ferworze wyśmienitej rozrywki nie zapomniała o nim, od czasu do czasu zaciskając mocniej drobną rączkę na jego palcach, aby spojrzał na rysunek i pochwalił jej miniaturowe dzieło, co Avery czynił skwapliwie, z autentycznym podziwem dla artystycznego zmysłu Julienne. Nie zaprotestował więc, gdy Pomona podała mu pomarańczową kredkę ( z drugiej strony, cóż to za głupstwo, od razu powinien uczyć dziecko, że księżyc jest srebrzysty, a nie, w kolorze dyni) i z entuzjazmem począł wypełniać jedno z nielicznych białych pól na wróżkowej kolorowance.
-Gram dla niej na fortepianie... ale już dawno tego nie robiłem - przypomniało mu się, gdy zobaczył drżące nutki unoszące się nad tańczącymi elfami na sąsiedniej stronie. Dlaczego, dlaczego tego zaniechał? Przecież Julienne to uwielbiała...






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
 

Cukiernia "Dyniowy Raj"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Cukiernia w Hogsmeade
» Cukiernia u Aiko
» Cukiernia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17