Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cukiernia "Dyniowy Raj"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cukiernia "Dyniowy Raj"   08.05.16 1:49

First topic message reminder :

Cukiernia "Dyniowy Raj"

Nazwa niedawno otwartej cukierni jawnie koresponduje z niezastąpionym Miodowym Królestwem; jej właścicielka, młoda panna Ross, uważa, że jest godną konkurencją dla tej legendy słodkości. Potwierdzają to rzesze miłośników jej wyrobów, które często gromadzą się w cukierni. Lokal tonie w ciepłych żółciach i pomarańczach; jasne ściany ozdobione licznymi obrazami (które są bardzo rozmowne i zawsze uśmiechnięte) oraz orzechowe stoliki napawają optymizmem.
Większość wyrobów panny Ross zawiera w sobie dyniowy akcent - można zakupić tu między innymi dyniowe lody z gorzką czekoladą, pełnoziarniste babeczki z dyniowym musem, dyniowe paszteciki z dodatkiem mięty oraz dyniowy sok z jabłkiem, cynamonem oraz wanilią.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   29.11.16 12:06

Nie wiem tego, ale zawsze możesz wyczytać moje zamiary z umysłu pozbawionego barier, bez środków bezpieczeństwa. Jest otwarty tak jak ja jestem otwarta na ludzi, nowości oraz inne, byleby dobre rzeczy. Chłonę spokojną chwilę rodzinnego zjednoczenia w szczęściu; jeszcze nie rozumiem, że moja rola jest już nieaktualna. Po pokazaniu drogi, którą możecie iść, Samaelu oraz Julienne, powinnam oddalić się w swoją stronę. Nie dociera to do mnie - całkowicie poświęcam się kontemplacji tej chwili. Niby zwykłej, niby oczywistej (cóż magicznego może być w ojcu kolorującym rysunek wraz z córką?), a mimo to niesamowitej. To trochę tak jak naprawiasz coś zepsutego, a potem widzisz, że działa, naprawdę działa. Zanurzasz się w zadowoleniu sądząc, że to pierwszy krok do poprawy świata. Wierzę właśnie, że dzięki takim drobnym gestom buduje się coś lepszego. Bez własnej wiedzy wzruszam ramionami przesiąkając tym ostatecznym dziełem. Podarowaniu chwili szczęścia. Lubię obdarowywać innych tak jak lubię zadowolenie malujące się na ich twarzach. Żeby to pojąć - należy najpierw spróbować. Ostrzegam tylko o silnie uzależniających właściwościach niesienia pomocy. Jak wpadnie się w ciąg, to trudno się z niego wydostać.
Nie chcę się wydostawać. To uczucie porównuję teraz do wygodnego fotela, w którym można zatopić się bez reszty. W błogim letargu. Obserwuję małą, schorowaną dziewczynkę o śmiejącej się buzi. Może nie tyle co z powodu samego faktu kolorowania - ona też się cieszy ze szczęścia innych. Swojego ojca, który zdołał się rozchmurzyć, a nawet czynnie włączyć w to małe, wspólne przedsięwzięcie. Jest zadowolona z jego bliskości, poprawy humoru, zachwytu nad jej umiejętnościami. Teraz już wiem, że to naprawdę dobre dziecko, które wymaga zwyczajnego ciepła - niekoniecznie niekończącego się blichtru oraz drogich zabawek. Nic, nawet najpiękniejszy pałac świata oraz skarbiec złota nie zastąpi relacji z bliskimi.
- To prawda - przytakuję cicho, nie chcąc zburzyć tej dość intymnej atmosfery, którą daje się utworzyć pomimo wchodzących oraz wychodzących ludzi, rozmów gdzieś w oddali oraz sączącej się po lokalu muzyki. Od zawsze lubię dzieci. Jedne są bardziej krnąbrne, inne mniej, ale wszystkie trzeba kochać. Tak jak życie - to największa wartość.
Nie podpowiadam już co, czym i jak kolorować, rysunek jest już prawie ukończony. Poza tym, chyba już rozumiesz na czym to polega. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że zaczynam być w tym towarzystwie zbędna. Tylko te słowa, które później padają, powstrzymują mnie od pożegnania.
- Może warto spróbować na nowo? Julie pewnie tego brakuje, dzieci przyzwyczajają się do rutyny, lepiej ją znoszą niż niestabilność oraz ciągłe zmiany. - Chcę dać jakąś radę, nie wnikać w historię. Gdybym spytała dlaczego, mogłoby to wzbudzić niepotrzebną falę negatywnych emocji. Nie lubię być wścibska, unikam tego jak wody. Za to wierzę, że przy odrobinie chęci można jeszcze te wszystkie relacje naprawić.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   29.11.16 19:13

Podświadomie pragnął ją prześwietlić, posłużyć się legilimencją, odgadnąć, czy raczej poznać to, co kryło się w umyśle Pomony. Nie tylko odpowiedź na pytanie nurtujące Avery'ego od samego początku, gdy pulchna, ciemnowłosa, zupełnie nieatrakcyjna kobieta zajęła miejsce przy jego stoliku, ale również i wszystko inne. Kim była, czym się zajmowała, skąd tu się wzięła. Czego pragnęła, czego jej brakowało. Przestraszył się swej otwartości, tym że tak łatwo dał się podejść, oszukać, rozerwać z opakowania oschłego dystansu do ulicznych przybłęd. Dostrzegł, jak pochopnie postępował i że pozwolił się omamić, zaślepiony bezgraniczną miłością do Julienne. Z tego samego powodu nie miał serca w niemiłych słowach odprawić Pomony, do której dziewczynka uśmiechała się promiennie, paluszkiem wskazując na wyjątkowo barwną wróżkę i towarzyszącego jej niebieskowłosego elfa. Takie beztroskie momenty zdarzały się niezmiernie rzadko - kiedy Julienne zachowywała się jak każde, zupełnie zdrowe dziecko, kontaktując i nawiązując interakcje - więc Samael po prostu nie mógł jej przerwać. Przeciwnie, czuł się jak człowiek faustyczny, będący już u kresu swojej wędrówki, jakby właśnie nadszedł czas, by wypowiedzieć znamienne słowa. Chwilo trwaj wiecznie; oddałby za to wiele, lecz niestety nie wiedział, z kim mógłby zawrzeć transakcję wiązaną i kupić dla Julienne odrobinę szczęścia. Albo zdrowie.
Zamiast dumać nad złotymi górami, siedział jak zamurowany przy stoliku, skubiąc kawałek dyniowego ciasta i dobrowolnie pozwalał na bratanie się jego córeczki z nieznaną kobietą z gminu. Co znacznie lepiej podziałało na zaburzoną percepcję Julie aniżeli setki medykamentów, eliksiry sprowadzane spoza granic Królestwa, innowacyjne zaklęcia lecznicze i porady wybitnych uzdrowicieli. Najprostsza zabawa okazała się kluczem do sukcesu - cóż takiego myślała sobie Pomona, kogo w nich widziała? Może taka miłosierna Samarytanka była właśnie im niezbędna, konieczna, potrzebna właśnie w tej sekundzie najgorszego kryzysu?
Kiwnął głową, słysząc jej miękkie słowa, działające na niego dziwnie kojąco. Potrzebował tego uspokojenia, wytchnienia - znowu zaczął źle sypiać, a obowiązki spiętrzyły się niebezpiecznie na jego przygarbionych przez smutek ramionach - by znów mógł normalnie funkcjonować. Nasycił się tą nadzieją płynącą z rozświetlonej twarzyczki Julienne, z pełnych usteczek, wygiętych w radosnym uśmiechu, z błyszczących wesoło oczu.
-Ja... dziękuję - rzucił pośpiesznie, podrywając się nagle z miejsca, pełen werwy i energii - pójdziemy do ogrodu magizoologicznego, obejrzeć zwierzątka - szepnął do Jill, pomagając jej włożyć płaszczyk. Otulił małą szalikiem, ułożył czapkę na jasnych loczkach, po czym chwycił ją za rączkę, kierując się w stronę wyjścia z cukierni. Nie zganił dziewczynki, gdy pomachała do Pomony, samemu również skinął jej głową. Zaciągnął wobec niej dług... i musiał go jak najszybciej spłacić.

|zt Avery






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Dyniowy Raj"   08.12.16 16:12

Obawiam się, że w moim umyśle znalazłbyś dużo jedzenia. Trochę ideałów, trochę miłości dla każdego, kto chciałby z niej skorzystać. Nie jestem taka zła, nawet pomimo większego rozmiaru oraz roztrzepania. Gorzej, gdybyś wyłuskał stamtąd wspomnienia o Zakonie. To nie skończyłoby się dobrze. Nawet nie spodziewam się twoich umiejętności. Niebezpieczeństwa, które na mnie czyhają. Pozory. Kto by pomyślał, że sympatyczny mężczyzna kochający swoją uroczą, chociaż chorą córeczkę jest ucieleśnieniem wszystkiego, czego się brzydzę? No nikt. I ja też nie przeczuwam najgorszego. Gdzieś tam nagle zapala się we mnie myśl, że jest powód dla którego wyglądacie tak pięknie. Że chyba nie powinnam się zwracać do was po imieniu. Powinnam była odejść już wcześniej - oszczędzilibyśmy sobie wielu nieprzyjemnych refleksji. Uśmiecham się ciepło czując, że nadchodzi czas pożegnań. Czy za kilka dni lub tygodni zapomnę o dzielnym Samaelu i utalentowanej Julienne? Nie wiem. Czy pomyślę o schorowanej, według moich domysłów, matce tej wesołej dziewczynki? Nie wiem. Wiem tylko, że trochę rozklejam się wewnętrznie. Ogarnia mnie smutek, nostalgia. Kiwam głową kiedy mówisz, że wychodzicie. Tak. Wszystko ma swój koniec.
Siedzę trochę jak wmurowana w milczeniu obserwując wasze przygotowania do wyprawy życia. Usta mi drżą, a jednak zostawiam ich kąciki w górze. Obracam się za siebie chcąc wam pomachać na do widzenia. Czy widzimy się po raz ostatni? Nie wiem.
Robi się tak dziwnie pusto, dziwnie cicho pomimo nadal grającej muzyki oraz głosów innych klientów. Wpatruję się jeszcze chwilę bezwolnie w powierzchnię blatu, którą przecieram dłonią. Tą drugą, wolną, ocieram zaszklone oczy. Uśmiecham się sama do siebie chcąc dodać sobie otuchy.
Z tego wszystkiego zapomniałam wam powiedzieć, że zakosiłam dla was ostatnią dynię.
Ze ściśniętym sercem kiwam głową, nie wiem do kogo. Wstaję, żegnam się uprzejmie, owijam szalik wokół szyi, zapinam ostatnie guziki płaszczyka. Nakładam na głowę kaptur. Wychodzę, a zimne powietrze chłodzi moją rozpaloną twarz. Chwilę zajmuje mi orientacja w przestrzeni. Wreszcie zmierzam do mieszkania, z duszą na ramieniu.

zt.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
 

Cukiernia "Dyniowy Raj"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Cukiernia w Hogsmeade
» Cukiernia u Aiko
» Cukiernia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17