Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala treningowa   12.05.16 12:38

First topic message reminder :

Sala treningowa

Sala treningowa miesząca się w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów jest magicznie powiększonym pomieszczeniem. Duża przestrzeń gwarantuje swobodę szkolenia bądź wymyślania formuł zaklęć. Znajdujące się tu manekiny służą do ćwiczeń nie tylko aurorom, ale także policjantom czy badaczom. Na przeciwległej stronie sali znajduje się niewielkie biurko, a tuż za nim szafka z nazwiskami pracujących tu ludzi. Mogą schować tam swoje rzeczy, do których często sięgają w tym pomieszczeniu. Biurko według zasad zawsze ma być puste, aby nieład nie przeszkadzał żadnej innej osobie. Tuż obok znajduje się tablica na niewielkich kółkach, która pomaga badaczom zapisywać wszystkie ulotne myśli. Pomieszczenie można zarezerwować do ćwiczeń z co najmniej jednodniowym wyprzedzeniem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   15.08.16 19:09

— Dziękuję, ostoję — odmówił jej, bo nie przyszedł na herbatkę, żeby się teraz rozsiadać, nawet jeśli damulka była niezwykle urodziwa i z przyjemnością posiedziałby dłużej w jej towarzystwie zamiast własnej żony, od której uciekał rzucając się w wir pracy. Swoją drogą, gdyby Atrumeda wyglądała tak jak ta oto Lady to z pewnością musiałby brać urlop znacznie częściej bo nie wypuszczałby jej z łóżka. Niestety, żonka była atrakcyjna przez dwa pierwsze lata ich znajomości, później się najzwyczajniej w świecie spasła jak prosie. I jedyne to to wpieprzałaby czekoladowe żeby. Takiej żony mu było potrzeba, jak ta oto. Ona.
Uśmiechał się przez chwilę, ale spaliła jego pióro, a to go nieco rozeźliło. Nie lubił wydawać bez sensu pieniędzy, nie miał ich tyle co ta ślicznota, a tak, zamiast na jedzenie dla dzieci będzie musiał zmarnować kilka galeonów na pomoc w swojej pracy. Co za bezczelna dziewucha!
— Lady Estrange — Spojrzał jeszcze z irytacją na zmieniające się w proch pióro. — To, co zamierzałem zrobić to zadanie kilku pytań i zanotowanie odpowiedzi. Nie sądzę, by marnowałaby lady czas na to, by przygotować specjalnie dla mnie raport, ale skoro nie mam czym pisać do z ramienia policji będę zmuszony o niego prosić. To oficjalne spotkanie — powiedział, jasno wydając jej instrukcje. — Ostatnio do Św. Munga trafiło dwóch młodych czarodziejów. Najprawdopodobniej wszczęli nielegalny pojedynek, a do tego na Pokątnej. Od razu wezwane służby pojawiły się tam w celu ich pojmania, lecz obaj byli już nieprzytomni. Musieli obrzucić się zaklęciami, których nasi magomedycy nie potrafią zidentyfikować. Chciałem prosić o konsultacje. Niezwłocznie— podkreślił jeszcze, a jego usta zmieniły się w krótką, wąską kreskę.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   16.08.16 17:19

- Jak pan woli - dodała obojętnie. Sama nie miała zamiaru stać, więc to on niestety wykazał się brakiem kultury osobistej. Wzruszyła ramionami, a następnie automatycznie splotła nogi w kostkach. Constance nie podobało się to spojrzenie funkcjonariusza. Nie przyszli tu na żadną towarzyską pogawędkę, a ona była oficjalnie zaręczona. Nie zwracała jednak uwagi na te zaczepki, podchodząc do policjanta ze wrodzonym profesjonalizmem. Czekała na reakcje na spalone pióro i tylko uśmiechnęła się ze spokojną miną.
- Zasady są jasne, a w naszym departamencie nie brakuje piór. Wręczę je panu z własnej kolekcji jeszcze przed wyjściem - odpowiedziała rzeczowo, bo czyż on oszalał? Nikt nie kupuje artykułów biurowych tylko podlicza to pod wydatki departamentu. Constance tyle pisała, nie tylko na papierze, ale na tej tablicy obok, że nie chciałaby wydawać fortuny rodowej na duperele z Ministerstwa. Jej rodzina i tak dużo dawała temu światu. Słuchała uważnie jego opowieści i spoważniała na twarzy.
- Czy aurorzy ich oglądali, nie miało to nic wspólnego z czarną magią? - spytała wprost, bo nie było czasu na żadne półśrodki. Constance nie specjalizowała się w brudnej stronie magii, więc od razu mogłaby przerzucić sprawę do aurorów, ale któż by skierował policjanta do niej bez zadania tego pytania. Wstała i wzięła kredkę. Podeszła do tablicy, wypisując hasła jak nielegalny pojedynek, dwóch poszkodowanych i brak przytomności.
- Jakie były skutki zaklęć, są świadkowie? - spytała, zerkając w stronę policjanta.






lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   01.09.16 13:01

On nie miał zamiaru siadać. Przyszedł tu na chwilę, uznając, że dostanie konkretne informacje. Poza tym to miała być konsultacja, a nie wizyta na popołudniową herbatkę. Chciał aby załatwili to szybko i sprawnie, a teraz nie miał na czym pisać nawet. Zezłościł się troszkę, bo wszystko będzie musiał spamiętać, a nie miał głowy przeznaczonej do magazynowania tak istotnych informacji. Przynajmniej nie takiej ilości!
— Cóż mi po piórze, kiedy będę wychodził, droga pani? Potrzebuję go teraz, aby notować spostrzeżenia, ale rozumiem, że ta konsultacja jest ultra ściśle tajna i nie może pozostać po niej śladu. — Nie chciał kpić, nie potrafił nawet, ale jego ton tak zabrzmiał. — Oczywiście, że ich oglądali, ale nie stwierdzili użycia czarnej magii.
Obserwował ją jak wstaje i podchodzi do tablicy. Stał jak kołek, więc splótł ręce przed sobą i zaczął się nimi bawić, czując się jak uczeń, który zaraz zostanie wezwany do odpytywania. A to przecież on miał ja odpytać!
— Eee... — zająknął się, a po chwili nagle przypomniał sobie wszystko, co miał powiedzieć. — Obaj są nieprzytomni, jakby spetryfikowani. Mają ślady po poparzeniach, nie wiem co jeszcze. To wygląda jak miks zaklęć, a nie tylko jedno, ale skoro to był pojedynek to dość uzasadnione. Ale mają jeszcze coś dziwnego. Takie bąble zielone na dłoniach, w których trzymali różdżki. Mówi to coś lady?




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   01.09.16 14:10

Policjanci niestety często byli upierdliwi. Oczekiwali kokosów, ale nauka nie lubiła pośpiechu. Constance westchnęła ciężko i nie skomentowała jego kolejnych wywodów. Obiecała mu obszerny raport, nie kazała zapamiętywać każdego słowa. Dlaczego zawsze policjanci uważali, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki? Jakby było, to nie musieliby odwiedzać Constance.
- Tu liczy się współpraca, proszę o tym pamiętać - powiedziała znudzona, odpowiadając po raz kolejny na zaczepkę o piórze. Każda konsultacja była tajna, bo nauka nie lubiła się dzielić. Musieli dojść do rozwiązania, a nie zapisywać luźne myśli. Ona wiedziała jak się zabrać do zagadki, on jak widać nie bardzo. Chrząknęła. Zapisywała jego spostrzeżenia dotyczących ciał obydwu panów. Wyrywkowe myśli pojawiały się na tablicy, a kaligraficzne pismo od razu rzucało się w oczy.
- Doprawdy, obydwoje mają takie same objawy? Zaskakujące. Nawet przy zderzeniach zaklęć, skutki nie są widoczne na walczących czarodziejach. Musiała tam być trzecia osoba, która wtrąciła się w pojedynek - zmarszczyła brwi, odwracając się tyłem do rozmówcy. Tablica stawała się coraz bardziej zapisana. "Nieprzytomny" łączyło się z czterema zaklęciami, a te zaś rozpisywane były na kolejne, coraz to bardziej skomplikowane.
- Czy mają ślady po linach? Nie znam żadnego zaklęcia ze standardowego spisu, aby zostawiało po sobie zielone bąble. Zatruta lina wyczarowana z Incarcerous mogłaby coś takiego zrobić. Jeśli aurorzy nie stwierdzili żadnych śladów czarnej magii, musiała brać w tym dodatkowa substancja. Zaklęcia pojedynkowe są obszerne, ale to naprawdę zaskakujące. A ślady wybuchu? Stopiona skóra czy poparzenia przypominają bardziej te od ognia? Jeszcze do głowy przychodzi mi pewna modyfikacja Furnunculus, ale wówczas to musiał być potężny czarodziej, który zna się na numerologii... Magomedycy zaprzeczyli, że rany mają charakter zakaźny? - zasypywała go serią pytań, bo nie rozumiała całego przypadku. Wydawał się równie abstrakcyjny co zachowanie samego policjanta. - Różdżki są zniszczone?




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   01.09.16 15:59

Badacze byli zaś wyjątkowo dumni, jakby pozjadali wszystkie rozumy (w końcu byli naukowcami). Chciał przewrócić oczami i skomentować jakoś to, ale postanowił, że to byłoby niezwykle głupie i nierozważne z jego strony. Chciał w końcu konkretów, a małpowanie badaczki i do tego szlachcianki mogło się źle skończyć. Dlatego wysilił się na grzeczny uśmiech i pokiwał głową. Przy okazji podrapał się jeszcze po zaokrąglonym brzuchu, kiedy lady Constance zapisywała spostrzeżenia na tablicy.
— Tak, takie same. Ich skóra jest raczej poparzona od ognia, przynajmniej tak wynika z raportu. Magomedycy nie są pewni, czy to działanie jednego zaklęcia czy kilku, wiec pomyślałem, że mogłaby pani na to rzucić okiem. Ach, chyba mam... fotografie... — Nagle sobie przypomniał. Wyciągnął z kieszeni pożółkłą fotografię, lecz niewiele się na niej ruszało. Chłopak widoczny na zdjęciu leżał prawie nagi na szpitalnym łożu, odsłonięty tak, aby dało się zauważyć skutki.
Nieśmiało podszedł do badaczki i podał jej fotografię.
— Mieliśmy kilka pomysłów, ale żaden nie pasuje do znanych zaklęć. Póki medycy nie uzdrowią dzieciaków i ich nie obudzą niewiele będziemy mogli zdziałać, ale jeśli mogłaby to być ingerencja innej, trzeciej osoby to nie mamy czasu do stracenia— powiedział z pełnym przekonaniem.— Nie ma to charakteru zakaźnego, przynajmniej na razie nie zaobserwowano tego. Obaj przebywają pod stałą obserwacją. Może zechciałaby panienka kiedyś wpaść i rzucić oczkiem?
Jego ton głosu przez chwilę brzmiał mało profesjonalnie, ale po chwili odchrząknął i wyprostował się, przypominając sobie, że nie jest na randce w barze tylko na konsultacjach w Ministerstwie Magii. Obciągnął ubranie w dół i spoważniał, chcąc przynajmniej sprawiać wrażenie osoby kompetentnej.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   02.09.16 9:03

Constance słuchała go na tyle wyraźnie, że ta sprawa przestała jej wyglądać na normalną. Jak to jest możliwe, że dwóch czarodziejów, którzy brali udział w pojedynku, mają takie same objawy? Zrozumiałaby chorobę zakaźną, lecz jej wykryciem zajęliby się magomedycy. Patrzyła na tablicę oniemiała. Jaka mieszanka zaklęć musiała doprowadzić do takich skutków? Znaczącym dość dowodem były oczywiście różdżki, które można było raz dwa sprawdzić, lecz jeśli uległy zniszczeniu... Constance zaczęła chodzić po sali treningowej, słuchając policjanta, ale przede wszystkim snując różne teorie. Jakie zaklęcia, które nie można nazwać czarnomagicznymi, mają tak druzgocące skutki uboczne? Zatrzymała się nagle na środku sali, spoglądając na policjanta.
- Nie mamy czasu na "kiedyś" - odpowiedziała zgodnie  prawdą. Niekoniecznie chciała jechać gdziekolwiek z tym mężczyzną, ale wzywał ją świat. Oddała mu mało wyraźną fotografię, którą jeszcze przed chwilą obracała w dłoniach.
- Zawiadomię szefa i wezmę płaszcz, zaprowadzę pana do pokoju badaczy, tam pan chwilę poczeka - instruowała go tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nie chciała z nim więcej dyskutować, co mówią magomedycy, a co on uważa. Musiała zobaczyć to na własne oczy. Nie była przygotowana na takie widoki. Sama krew wywoływała u niej mdłości, a co dopiero rozległe oparzenia. Wyjęła z małego biurka pióro, które podała policjantowi.
- Prawdopodobnie tu nie wrócimy, obejrzę ciała i napiszę panu raport w mungu - rzuciła w pośpiechu. Pogoniła go z sali, zamykając ją na cztery spusty. Jeszcze tego by brakowało, aby wciskał tam swój ciekawski nochal. Po załatwieniu sprawy z szefem i wzięciu płaszcza wskoczyła do płomieni, mówiąc wyraźnie: Szpital św. Munga.

zt




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   06.11.16 14:47

15 marca 1956

Lord Avery oczekiwał Sophii w sali treningowej od samego rana. Zarezerwował ją już poprzedniego dnia, wiedział bowiem, że tylko tutaj mogą zaznać spokoju. Jedynym, czego teraz oczekiwał, to dziesiątki par oczu aurorów, którzy przybyli do pracy wcześniej i z zaciekawieniem przysłuchiwali się rozmowie, jaką między sobą prowadzili. Dzień wcześniej, już pod koniec swojej pracy wysłał jej też sowę z prośbą, aby wstawiła się na miejscu, jeszcze z samego rana i miał szczerą nadzieję, że kobieta potraktuje to poważnie, w końcu chodziło o bardzo poważną sprawę.
Każdy z pracowników powinien mieć zaufanie do swoich kompanów. W końcu to oni dbają o bezpieczeństwo w Anglii, dbają o bezpieczeństwo czarodziei i powinni być odpowiedzialnymi ludźmi, którzy swoim zachowaniem wzbudzają szacunek. Nie tylko wśród zwykłych czarodziei, ale także wśród nich samych. To, że Sophia Carter, jako kobieta, została pełnoprawnym aurorem, już było pewnego rodzaju ewenementem. Lord Avery nie był w stanie zrozumieć jak do tego mogło dojść. On, starszy od panny Carter blisko trzykrotnie, miał zupełnie inne poglądy na temat jej pracy tutaj, niż cała reszta i, jako starszy wiekiem, czuł dziwny obowiązek, aby wyprostować tą całą sytuację.
Zanim kobieta się pojawiła, siedział za biurkiem, który, według regulaminu, utrzymał w jak najlepszym porządku i chyba po raz setny czytał najnowszy artykuł Walczącego Maga, zaznaczając piórem odpowiednie fragmenty, które chciał poruszyć podczas tej rozmowy. Robiło mu się niemal niedobrze na samą myśl, że miałby z nią porozmawiać. Był już w takim wieku, że potrafił podczas akcji rozdzielić sprawy prywatne od zawodowych. Ale poza pracą starał się nie mieć z nią żadnego kontaktu, jakby się bał, że zarazi się jakąś chorobą weneryczną. Nie widział jednak nikogo kompetentnego, kto mógłby tę rozmowę przeprowadzić za niego. Dlatego, z bólem serca i głowy, oczekiwał na jej przybycie. Krzesło dla niej stało z dobre 5 metrów od niego, chociaż nadal się zastanawiał, czy przypadkiem 7 nie byłoby odpowiedniejsze.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   06.11.16 16:10

Otrzymany wczorajszego dnia list zaintrygował Sophię. Prawdę powiedziawszy, nie wiedziała, o co mogło chodzić. Może o którąś z jej ostatnich spraw, a może do kogoś w biurze dotarło jej podejrzane interesowanie się sprawą śmierci rodziców? Sophia ciągle bała się, że ktoś mógłby ją uznać za niezdolną do pełnienia służby, chociaż w ostatnich miesiącach często robiła nawet więcej, niż powinna, nie tylko po to, żeby oderwać się od smutku, ale również po to, żeby udowodnić wszystkim, że sobie radzi i może być pełnoprawnym aurorem, który umie oddzielić nieszczęścia życia osobistego od swojej pracy.
Aurorstwo było dla niej bardzo ważne, więc odsunęła od siebie także niechęć do nadawcy listu, starszego aurora o dosyć skostniałych poglądach, i punktualnie stawiła się na wezwanie w sali treningowej, która była jej doskonale znana z czasów kursu aurorskiego, a także treningów już po rozpoczęciu pracy. Podobnie jak pewnie wszyscy aurorzy, znała rozkład pomieszczenia i przeznaczenie znajdujących się w nim przedmiotów.
Avery już tam czekał, siedząc za biurkiem i czytając gazetę. Nie był już młody, samym swoim wiekiem i doświadczeniem budził pewien respekt i szacunek. W zawodach takich jak aurorstwo trzeba było mieć szczególne baczenie na tych spośród nich, którym udało się przeżyć tyle lat trudnej, wymagającej i niebezpiecznej pracy. Dlatego spora część z nich była stosunkowo młoda, a Sophia nie miała za sobą nawet rocznego stażu pracy. Była więc żółtodziobem i z pewnością nie mogła równać się z tym mężczyzną.
To wszystko nie znaczyło jednak, że musiała go lubić. Czasami zastanawiała się, jak to było, że szlachetnie urodzeni decydowali się na taki zawód, walkę z czarną magią i pomaganie jej ofiarom, skoro zazwyczaj kojarzyli jej się z czymś zgoła przeciwnym, na co zapewne miały wpływ liczne spięcia z czystokrwistymi Ślizgonami za jej szkolnych czasów, dyskryminującymi ją z powodu mieszanego pochodzenia. Dlatego później również była wobec nich ostrożna, chociaż oczywiście były wyjątki, jak Artis, którą od dawna lubiła.
- Dzień dobry – przywitała go uprzejmie, podchodząc bliżej i zasiadając na przeznaczonym dla niej krześle. Zauważyła, że dzieli je od biurka spora odległość, więc przysunęła się nieznacznie i splotła dłonie na kolanach. Bystre, złotawe tęczówki spoczęły na twarzy starszego aurora, by następnie przesunąć się na trzymaną przez niego gazetę. Walczący Mag, stronnicze i często nieprzyjemne pismo przeznaczone dla szlachetnie urodzonych.
- W jakiej sprawie zostałam tutaj wezwana? – zapytała, nadal nie porzucając uprzejmego tonu, chociaż starała się ukryć swoją ciekawość oraz to, że nie czuła się zbyt swobodnie w jego towarzystwie. Wolałaby jak najszybciej wyjaśnić sobie całą sprawę i wrócić do swoich zajęć.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   08.11.16 19:36

Lord Avery powitał ją spokojnym spojrzeniem, od razu składając gazetę w pół i odkładając ją na bok. Bez słowa poczekał, aż panna Carter zasiądzie i z lekkim skrzywieniem zauważył, że się do niego przysunęła. Teraz już zdecydowanie nie dzieliła ich odległość pięciu metrów. Skarcił się w myślach, że trzeba było jednak ustawić te krzesło dalej i z trudem powstrzymał się, aby nie wyciągnąć różdżki i nie odsunąć jej na dalszą odległość.
Kiedy już tak sobie siedzieli i patrzyli na siebie, Sophię mógł zaintrygować fakt, że lord Avery przed dłuższą chwilę poruszał nosem, dość intensywnie wciągając zapach i z zamyśleniem starając się określić, co wyczuwa. Tak przecież było zalecone w najnowszym wydaniu Czarodziejskiego Maga, a skoro tak napisali w gazecie, to na pewno było to prawdą i trzeba było się do tego stosować. Chcąc nie chcąc, musiał przeprowadzić tę dzisiejszą rozmowę, dlatego złożył ręce na biurku i głęboko westchnął, nim w końcu zdecydował się rozpocząć.
- Dobrze, że panna przyszła. Miejmy tę rozmowę za sobą - stwierdził poważnym tonem. - Z racji swojego wieku i doświadczenia czuję pewnego rodzaju obowiązek, aby zadbać o to, aby inni moi współpracownicy czuli się w swoim towarzystwie komfortowo. W twoim towarzystwie, panno Carter, nikt się tak nie czuje…
Zaczął. Prosto z mostu. Bez żadnych podchodów, powiedział od razu to co myśli i, z racji swojego wieku, jak sam zaznaczył, miał do tego prawo. W końcu starsi ludzie tak mieli, a on sam liczył już dobre osiemdziesiąt lat. Chociaż daleko było mu do najstarszych czarodziei, tak w biurze aurorów taką rangę otrzymał.
- Po przeczytaniu najnowszego artykułu z Walczącego Maga bardzo intensywnie zastanawiałem się nad panny osobą i muszę stwierdzić, że niestety niemal w stu procentach pasuje panna do tego opisu - pokiwał głową.
Wrócił do gazety, rozkładając ją ponownie przed sobą i czytając zaznaczone fragmenty, już po raz sto pierwszy, zamlaskał głośno pod nosem. Było to swoistym wyznaniem dezaprobaty dla jej osoby i gdyby miał taką moc, za same podejrzenia, już wyrzuciłby ją z aurorskich szeregów.
- Niezaprzeczalnie rude włosy, towarzystwo, w końcu nie jest panna pełnoprawną czarodziejką, widziałem panny różdżkę i ona również nie wydaje mi się w najlepszym stanie i… - tu, po raz kolejny wziął kilka głębszych wdechów nosem i chociaż nic nie czuł, to ewidentnie zdawało mu się, że jednak coś czuje. - I tak, zdecydowany zapach glonów.
Oderwał wzrok od gazety i utkwił go w niej. Patrzył swoim świdrującym spojrzeniem, a z jego zachowania można było wywnioskować, że w stu procentach uważa tak, jak właśnie powiedział i nie łatwo będzie go odwieść od tych myśli. Zmrużył oczy, marszcząc przy tym swój, i tak pomarszczony już, nos.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie, panno Carter? - zapytał. - Według mnie, już sam kolor włosów pannę dyskwalifikuje. Rudy to zły kolor, fałszywy, niegodny zaufania. Jak więc mamy ufać pannie na jakiejkolwiek akcji?


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   10.11.16 19:11

Sophia raczej nie spodziewała się po Averym niczego miłego. Na pewno był jej znany ze swojej konserwatywności i bycia czarodziejem starej daty. A Sophia, jakby nie patrzeć, była kobietą w zawodzie uważanym za zdominowany przez mężczyzn, nieodpowiedni dla delikatnych niewiast. Tyle, że Carter nigdy nie była delikatnym typem mimozy, nie mdlała po złamaniu sobie paznokcia ani nie przerażały jej misje poza ciepłą i wygodną kwaterą aurorów. Była twarda, zdeterminowana i pewna, że zostanie aurorem było słuszną decyzją.
Ale jednak jego zachowanie i późniejsze słowa zaskoczyły ją. Nikt nie czuł się w jej towarzystwie komfortowo? Nigdy tego nie odczuła. Owszem, na pewno zdarzały się osoby, które traktowały ją z przymrużeniem oka z powodu młodego wieku i wciąż niewielkiego doświadczenia, ale raczej nie zetknęła się z przejawami głębokiej niechęci. A przynajmniej, nie takiej wyrażonej wprost. Chyba że ze strony Avery’ego, ale on to zupełnie odrębna historia. Był skostniałym dziwakiem. Niepokojącym dziwakiem, skoro najwyraźniej traktował poważnie bzdury opisane w takiej gazecie, jak Walczący Mag, znanej z głoszenia oderwanych od rzeczywistości poglądów gloryfikujących czystość krwi. Może jednak Rogers powinien dawno odesłać go na emeryturę? Czy trzymanie tutaj kogoś takiego aby na pewno było bezpieczne?
- Nie rozumiem, o co panu chodzi. Nigdy tego nie zauważyłam – powiedziała więc, mrużąc lekko oczy, kiedy zauważyła, jak poruszał nosem. Miała ochotę zapytać go, czy coś go swędzi, ale oparła się tej pokusie, bo nie była już uczennicą Hogwartu, a dorosłą kobietą. Odpowiedzialnym aurorem, który nie powinien pozwalać sobie na jawną bezczelność wobec wyższych stażem.
- Ach, ten artykuł? – Trochę o nim słyszała, a nawet miała w rękach wydartą stronę z nim; był przedmiotem żartów wśród tych bardziej normalnych, trzeźwo myślących pracowników. Nie pomyślałaby, że ktokolwiek, nawet stary Avery, potraktuje to poważnie i wezwie ją z tego powodu na rozmowę. Dlaczego? Bo miała rude włosy, z całą pewnością nie jako jedyna w Biurze Aurorów?
- Nie sądzę, żeby kolor moich włosów determinował moją wartość jako aurora. Podobnie jak towarzystwo, w którym się obracam – odpowiedziała nieco przekornie, ale wciąż grzecznie. Mogła go nie lubić, ale jakiś szacunek do jego wieku i pozycji musiała mieć. Ale to, co mówił, brzmiało absurdalnie, bo nie widziała związku pomiędzy życiem towarzyskim a zawodowym, nie mówiąc o kolorze włosów czy czystości jej krwi.
- Zaliczyłam pozytywnie trzyletni kurs aurorski oraz niezbędne egzaminy. A przecież Biuro Aurorów szczyci się tym, że nie przyjmuje w swoje szeregi nieodpowiednich ludzi – powiedziała. To jej wyniki na kursie i w pracy mogły mówić o tym, jakie rokowała nadzieje i czy można było jej zaufać. Nie bzdury, które jakiś fanatyk napisał w Walczącym Magu.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   13.11.16 14:37

Lorda Avery był jednak innego zdania. Zdecydowanie nie uważał, aby Walczący Mag był bzdurną gazetą, która opisuje wymyślone historie. Były tu niezwykle ciekawe artykuły, które już nie raz mu się sprawdziły. Na przykład, gdy opisywano lorda Yaxley’a, jako, być może, przyszłego dyrektora Hogwartu, on nagle ginie w dramatyczny sposób. Czy to nie było dziwne?
Spoglądał na kobietę, uważnie słuchając jej słów. Zacisnął mocno swoje stare, spierzchnięte usta i co jakiś czas kręcił głową, absolutnie nie zgadzając się z jej opiniami. Gdy wspomniała o swoim towarzystwie, stary auror prawie podskoczył, nagle się ożywiając.
- Ha! Czyli sama panna stwierdziła, że zadaje się z nieodpowiednimi ludźmi. Miała panna na myśli innych zdrajców, czy może mugolaków i mógoli? - zapytał.
Trzymał swoje pióro w dłonie, już czekając na jej odpowiedź, aby dokładnie móc zapisać jej słowa i przyznanie się do winy, że jest zdrajcą. Avery był o tym w stu procentach przekonany, musiał tylko przekonać do tego Rogera, aby i on pozbył się tego słabego ogniwa. Na jej kolejne słowa nieznacznie się skrzywił.
- Każdemu zdarzają się błędy, panno Carter - przyznał ze spokojem. - Trzyletni kurs i egzaminy to nic, w porównaniu z doświadczeniem. Jest panna kobietą, nikt cię nie dopuści do poważniejszych akcji. Nikt nie powierzy ci odpowiedzialnego zadania, przecież wszyscy wiedzą, że kobiety nie są stworzone do tak wielkich czynów. Mogłabyś, panno Carter, chociaż udawać damę i pełnoprawną czarodziejkę. Niestety, mógolskiej krwii się nam nie uda pozbyć, ale panny z naszego otoczenia - już tak.
Zmierzył ją surowym wzrokiem, by zaraz zapisać coś na pergaminie. Coś w stylu “pyskata, zero szacunku do osoby bardziej doświadczonej, przechwalanie się swoimi umiejętnościami” czy też “zużyta różdżka, promugolskie poglądy i nieodpowiednie towarzystwo”. W mniemaniu Averego auror musiał przedstawiać pewnego rodzaju wartości. A do nich na pewno nie należało lubowanie mugolaków, bo kto chciałby pracować z takimi ludźmi?
- Na pewno poinformuję Rogera o moich wątpliwościach w stosunku do ciebie, panno Carter. I już zadbam o to, aby na misje zostały wybierane osoby bardziej wykwalifikowane niż ty, kobiecie co najwyżej możemy wręczyć dokumenty do wypełnienia, ale obawiam się, że i w tej kwestii wymagałoby to kontroli - skrzywił się ponownie, obracając swój rodowy pierścień na palcu.
Nagle wyciągnął różdżkę i bezceremonialnie odsunął krzesło Sophii jeszcze o jakieś trzy metry od siebie. Oczywiście nic się jej nie stało, oczywiście o ile zachowała równowagę i nie spadła z krzesła. Gdy już była tak daleko, mężczyzna ponownie wziął kilka głębszych wdechów, uśmiechając się zwycięsko.
- Oh tak, o wiele lepiej - stwierdził, spoglądając na nią.


|W tym poście obowiązuje cię rzut kością k100 na spadnięcie lub też nie, z krzesła.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   13.11.16 18:54

Sophia sama już nie wiedziała, co o tym myśleć. Może Avery po tylu latach pracy rzeczywiście oszalał? Jego słowa brzmiały jak bełkot szaleńca, a w oczach Sophii złość mieszała się z pewnym niepokojem, który jednak szybko się ulotnił. Nawet, jeśli miała do czynienia z wariatem, nadal był to czarodziej o wyższej pozycji niż ona i mogący jej zaszkodzić, dlatego musiała zachować dużą ostrożność i wielokrotnie gryźć się w język. Słowa, które miała ochotę wypowiedzieć, mogłyby pogorszyć sytuację... Chociaż dla kogoś takiego jak Avery zapewne już sama jej obecność w Biurze Aurorów wydawała się czymś złym. W myśl artykułu z Walczącego Maga była przecież kimś niegodnym zaufania. Kobietą o rudych włosach, mieszańcem, nie szufladkującą ludzi na podstawie czystości krwi. Była zdrajcą, chociaż przecież nie miała kogo ani czego zdradzać, skoro jej krew nie była czysta. Nie była damą, a zwyczajną kobietą, która wybrała zawód, jaki uznała za słuszny.
- Niczego takiego nie powiedziałam. Mam wrażenie, że to już pańska nadinterpretacja – rzekła ostrożnie, chociaż tak było w istocie, w jej otoczeniu nie brakowało mugolaków i mieszańców, ale nie uznała za stosowne się z tego tłumaczyć. Jej życie towarzyskie było jej wyborem i potrafiła oddzielać je od pracy.
Pozostała jej tylko nadzieja, że Rogers spojrzy na całą sprawę w trzeźwy sposób i nie potraktuje poważnie bełkotu fanatyka. Tym bardziej, że z pewnością nie była jedyną osobą półkrwi w Biurze, nie była też jedyną kobietą. Gdyby chciano się jej pozbyć, musiano by się pozbyć także wielu innych pracowników mających podobny defekt. Wątpiła, żeby szef to zrobił, więc musiała obecną sytuację po prostu przeczekać, starając się nad sobą panować i nie obrzucić Avery’ego jakże kuszącymi inwektywami. Zbyt mocno zależało jej na tej pracy.
- I nadal nie rozumiem, co ma na celu ta rozmowa i z czyjego upoważnienia ją pan przeprowadza – powiedziała po chwili; wątpiła, żeby to Rogers stał za takimi bredniami, zawsze uważała go za kogoś kompetentnego, kto nie kierował się absurdalnymi uprzedzeniami. Czyżby była to po prostu samowolka Avery’ego?
Nagle jednak Avery nieoczekiwanie wyciągnął różdżkę. Sophia poruszyła się, ale mężczyzna nie rzucił zaklęcia na nią, w każdym razie, nie bezpośrednio. Poczuła jednak, że jej krzesło raptownie odsuwa się do tyłu; przytrzymała się go dłońmi, żeby się nie zsunąć i jeszcze bardziej nie skompromitować przed człowiekiem tak bardzo ogarniętym fanatycznymi uprzedzeniami.
- Co to miało znaczyć, panie Avery? – zapytała; jego zachowanie zirytowało ją na tyle mocno, że nie zdążyła powstrzymać się przed wypowiedzeniem tych słów. Chociaż była od niego znacznie młodsza i była kobietą, także zasługiwała na pewien szacunek i nie zamierzała pozwalać ot tak sobą pomiatać. Miała ochotę wstać i wyjść, ale zamiast tego utkwiła w nim spojrzenie roziskrzonych oczu.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   13.11.16 18:54

The member 'Sophia Carter' has done the following action : rzut kością


'k100' : 68


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   16.11.16 18:41

Do Avery'ego jakby nie dotarły słowa Sophii. On uważał swoje i, mimo że dziewczyna się opierała, to on nie miał zamiaru jej uwierzyć. Wiedział swoje i chyba nikt ani nic nie mogło zmusić go do zmiany swojego zdania. Zamruczał jedynie coś pod nosem, chyba bardzo zdegustowany jej kłamstwem, nawet nie przerywając notowania tego, co miał zamiar przekazać Rogerowi.
Dziwił go trochę sprzeciw kobiety. W jego rozumowaniu nie ważne czy szlachcianka czy też nie, powinna stać z tyłu, siedzieć w domu i co najwyżej wychodzić z niego tylko po to, aby urządzić sobie spotkanie towarzyskie z inną damą. A nie pracować, narażać się! Przecież to nie przystoi, a i może być przyczyną nieprzyjemnych wydarzeń.
- Jak to z czyjego polecenia? - zdziwił się. - Ze swojego własnego. Czuje się na tyle odpowiedzialny za swoich współpracowników, że nie mam zamiaru pozwolić, aby jakieś kobiety wpływały negatywnie na naszą pracę.
Odpowiedział tak, jakby była to oczywista oczywistość. Nawet nie przypuszczał, że panna Carter może o tym nie pomyśleć. I właśnie w tym momencie poczuł ten smród glonów. Może na początku miał co do tego wątpliwości, ale teraz był pewny. Zdecydowanie zbyt długo przebywał z kobietą sam na sam, aby w końcu ten zapach do niego nie dotarł. Dlatego odsunięcie jej na dalszą odległość było dobrym pomysłem. Z pewnego rodzaju satysfakcją przyglądał się jej, jak stara się utrzymać na krześle. W pewnym momencie myślał nawet, że spadnie. Ale utrzymała się, co przyjął z cichym cmoknięciem.
- Odsuwam pannę - stwierdził spokojnie.
Już miał skończyć tę rozmowę, ostrzegać kobietę, że lepiej będzie, jeśli sama zrezygnuje z pracy, bo jeśli nie, to on jej w tym pomoże, kiedy nagle drzwi do sali treningowej się otworzyły. Stanął w nich dość młody mężczyzna, wysoki, brunet, w całkiem zadbanym płaszczu, aczkolwiek widać było, że niezbyt eleganckim. Miał na nazwisko Krueger, był dobrym aurorem, aczkolwiek niezbyt potrafiącym postawić na swoim i uważającym, że czarodzieje wyżej postawieniu od niego mają większe prawa. Dlatego też z lekkim strachem spojrzał na Avery’ego.
- Krueger, dobrze że jesteś. Znasz pannę Carter, prawda? - zapytał go czarodziej.
Mężczyzna spojrzał na kobietę. Rozpoznał w niej swoją towarzyszkę, byli kiedyś na wspólnej akcji i posiadali biurka oddalone od siebie o dwa rzędy. Kiwnął więc głową.
- A pamiętasz o czym rozmawialiśmy? - kontynuował Avery. - O czystości krwi, zachowaniu kobiet ich pracy w n a s z y m departamencie.
- Tak, pamiętam, ale ja…
- Cieszę się, że nadal masz takie samo zdanie jak ja i uważasz, że panna Carter jest dla nas przeszkodą. Dobrze, że w naszej załodze są tak odpowiedzialni czarodzieje jak ty, Krueger - pochwalił go starszy auror, wchodząc mu w słowo.
Krueger spojrzał na Sophię marszcząc brwii i sam nie wiedział, jak powinien zareagować. A on przecież przyszedł tu tylko poćwiczyć, bo sala miała za moment stać się wolna.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
25
20
0
1
0
0
2
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   18.11.16 22:06

Różnica pokoleń pewnie też robiła swoje; może gdyby Sophia urodziła się w tych samych czasach, co Avery, sama również patrzyłaby inaczej na pewne sprawy. Ale została wychowana w inny sposób, przez ludzi, których jak na czarodziejskie standardy można było uznać za postępowych. Nikt nigdy jej nie mówił, że powinna siedzieć w domu i ograniczyć swoje życie tylko do dbania o męża i dzieci, których póki co nawet nie miała. Więc dla kogo niby miałaby w tym domu zostać? Jej ukochany został zabity przez czarnomagiczny urok, a amerykańscy aurorzy woleli wykręcać się innymi obowiązkami niż należycie prowadzić sprawę. Sophia obiecała sobie wtedy, że będzie lepsza od takich, jak oni, a niedługo później wróciła do Anglii i przystąpiła do kursu. Bo co z tego, że byli mężczyznami, skoro lekceważyli obowiązki i nie kiwnęli palcem w sprawie Jamesa?
Kiedy starszy mężczyzna się odezwał, spojrzała na niego z konsternacją. Oto miała potwierdzenie, że to nie szef stał za tą iście karykaturalną rozmową, a był to wymysł tylko i wyłącznie Avery’ego.
- A czy szef w ogóle wie, że poczuwa się pan do obowiązku prawienia współpracownikom pouczeń? Ostatecznie z tego, co pan mówi, wynika, że nie został pan do tego wyznaczony – zapytała więc. Rogers pewnie nawet o niczym nie miał pojęcia i może okazać się zaskoczony nadgorliwością Avery’ego. Ale Sophia ciągle widziała szansę na to, że może wybrnąć z tej sytuacji, że może Rogers spojrzy na sprawę trzeźwym okiem. Może powinna ubiec Avery’ego i sama zgłosić tę całą sytuację przełożonemu, opowiedzieć mu o tej rozmowie, zanim zrobi to Avery i przedstawi sytuację w swój własny skrzywiony sposób? Ostatecznie to jego, a nie Avery’ego obowiązkiem było upominanie pracowników i dbanie o atmosferę wśród nich.
Kiedy odsunął ją zaklęciem, udało jej się utrzymać na krześle. Wyprostowała się i spojrzała na niego wzrokiem, w którym czaił się upór. O nie, nie zamierzała się tak łatwo poddać, spuścić głowy i przytaknąć mu. Jeśli na to liczył, to srodze się zawiedzie.
- Może powinnam sama zgłosić szefowi, że wezwał mnie pan tu, cytując bzdury z Walczącego Maga? – zapytała więc.
Wtedy jednak drzwi sali otworzyły się i do sali ktoś wszedł. Sophia obejrzała się w tamtą stronę, zauważając jednego z aurorów, którego znała z biura. Pojawienie się trzeciej osoby prawdopodobnie oznaczało koniec tej nieprzyjemnej rozmowy. Chyba, że Avery był tak zdesperowany, że był gotów kontynuować ją nawet przy Kruegerze, jednak Sophia liczyła na okazję do czmychnięcia stąd pod pretekstem własnych obowiązków, którymi powinna się teraz zajmować.
Wstała, uważnie obserwując obu mężczyzn, po czym spojrzała na wyjście, licząc, że Avery nie zmusi jej do pozostania i kontynuowania tej rozmowy.


Powrót do góry Go down
 

Sala treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Sala treningowa
» Sala treningowa
» Sala treningowa
» Sala treningowa
» Sala Wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17