Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Sala balowa   05.06.16 20:24

Sala balowa

Okazała sala, choć prawdopodobnie to umiejętnie użyte czary sprawiają wrażenie, że wydaje się większa niż jest w rzeczywistości. Udekorowana w morskich motywach charakterystycznych Traversom, przeważają błękitne barwy, a podłoga jest wyłożona lśniącym parkietem, przy odpowiednim oświetleniu i zaklęciach wyglądającym jak tafla morza w spokojny dzień. Zwykle jest pusta, ale na czas ważnych wydarzeń wyposaża się ją w potrzebne sprzęty, na przykład stoliki.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   05.06.16 20:24

| 27 grudnia

Wieść o przyspieszeniu ślubu, która spadła na nią w połowie grudnia, była jak grom z jasnego nieba. Do tej pory przygotowała się psychicznie, że nastąpi to dopiero po nowym roku. Styczeń, może luty, w zależności od ostatecznej decyzji rodu Traversów. Wiedziała, że oba rody spieszyły się z sfinalizowaniem tego związku, Glaucus w końcu nie był już najmłodszy. Ale kiedy otrzymała sowę z datą 27 grudnia i wiadomość o poważnej chorobie matki narzeczonego, która koniecznie chciała doczekać tak ważnej chwili w życiu swojego syna... Miała wrażenie, jakby świat raptownie wywrócił się do góry nogami i machał nimi bezradnie w powietrzu. Zamiast wspólnych świąt, a później sabatu, zgotowano im szybszy ślub, a przecież tak bardzo nie była na to gotowa!
Spędziła pierwszą noc po liście, płacząc w poduszkę, zupełnie jak przed zaręczynami, które były równie nagłe i równie zaskakujące. Ale później musiała uczestniczyć we wszystkich przygotowaniach, choć ku jej uldze, wzięły to na siebie starsze i bardziej doświadczone kobiety z obu rodów. Dekoracjach, liście gości, menu, oraz, rzecz jasna, doborze sukni – ostatecznie musiała wystąpić w przerobionej i odnowionej sukni własnej matki, gdyż brakło już czasu na zamówienie nowej kreacji, a i Lyra w tym momencie niespecjalnie się tym przejmowała, bardziej skupiona na swoim lęku. Ślub miał się odbyć w dworku należącym do Traversów, który po ślubie miał stać się własnością Glaucusa... A więc także i jej, jego młodej żony. Jednak gdy teraz w ferworze przygotowań widziała te wnętrza, wciąż jeszcze nie docierało do niej, że lada moment stanie się żoną, że nie będzie już mogła mieszkać w mieszkaniu swojego brata. Które, choć maleńkie, zdążyła naprawdę polubić w ostatnich miesiącach, gdy pojawiła się tam bezpośrednio po opuszczeniu murów Hogwartu. Trudniejszy niż sama sprawa ślubu był jednak moment, kiedy zaledwie kilka dni temu tak poważnie poróżniła się z Garrettem i zdała sobie sprawę, że ich ścieżki nieodwołalnie rozchodziły się w zupełnie różne strony. Ona jednak zamierzała spełnić obowiązek wobec rodziny i nie zrezygnowała ze ślubu, choć każda myśl o Garretcie była gorzka.
Ciesz się swoim nowym, idealnym, szlacheckim życiem, Lyro Travers, ale w moje się nie mieszaj, jego rzucone na odchodne słowa wciąż huczały jej w głowie, powracając mimo że uparcie próbowała się ich pozbyć. Trudno było tak po prostu nie myśleć o tak krzywdzących słowach z ust bliskiej osoby. Ale dzień ślubu w końcu nadszedł, a Lyra momentami nawet była wdzięczna, że będzie mieć to szybciej za sobą, zamiast żyć w narastającym strachu jeszcze miesiąc, zamiast jeszcze przez tak długi czas znosić milczenie i chłód ze strony brata. Wątpiła, by wtedy była dużo bardziej gotowa. Choć nie zdążyła nawet pożegnać się ze swoją wolnością, i tego chyba żałowała najbardziej zaraz po sprawie Garretta. Och, to wszystko było takie skomplikowane!
Wstała o świcie, żeby pojawić się w posiadłości Glaucusa. Ślub miał odbyć się po południu, jednak do tego czasu trzeba było się bardzo dobrze przygotować.
Późniejsze chwile, te godziny pełne ostatecznych przygotowań wydawały się gnać w zawrotnym tempie, mimo że matka nie odstępowała jej na krok, zmuszając, żeby coś zjadła i zażyła eliksir wzmacniający, by nie zasłabnąć w tak ważnym dniu. Była jednak wdzięczna za taką ilość zajęć, gdyż łatwiej było nie myśleć o tym, co tak bardzo ją martwiło. Później, z pomocą pani Weasley, Lyra założyła długą, jasną suknię, a jej rude włosy zostały upięte w kok z tyłu głowy i udekorowane welonem. W takim uczesaniu i stroju nagle zaczęła wyglądać na nieco starszą niż w rzeczywistości, choć w zielonych oczach nadal czaiła się wystraszona, młoda dziewczyna, którą wciąż była.
A później... Już za chwilę miała pojawić się w drzwiach sali balowej, gdzie na końcu miał czekać na nią Glaucus wraz z mistrzem ceremonii, odprowadzana wzrokiem zgromadzonych tam już gości. Och, jak bardzo się denerwowała tym wszystkim! Przed ostatecznym wyjściem zerknęła jeszcze szybko w lustro, by się upewnić, czy jej włosy ze stresu nie zaczęły zmieniać kolorów, a później, koncentrując się na tym, żeby nie potknąć się o niewielkie obcasiki ani nie nadepnąć brzegu sukni... Wyszła. Po raz pierwszy widząc w pełni wnętrze sali oraz odzianych w strojne szaty czarodziejów. Glaucusa jeszcze nie widziała.


[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 11.07.16 16:40, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   06.06.16 12:57

To było złe. Bardziej niż ślubem tak naprawdę martwiłem się stanem zdrowia mojej matki. Nagle wszystkie troski odnośnie utracenia na zawsze stanu kawalerskiego gdzieś się zapodziały, zostawiając jedynie strach przed utratą tak bliskiej mi osoby. Zawsze byliśmy zżyci z rodzicami, nawet, jeżeli popełnialiśmy karygodne głupstwa. Do tej pory obwiniałem siebie o to, że nie dałem im znać podczas pobytu w Ameryce, że żyję. Bałem się, że to właśnie wtedy zdrowie matki tak mocno podupadło, nadwyrężone jeszcze nagłą śmiercią synowej i wydziedziczeniem kochanej córki. Spadło na nią wiele nieszczęść podczas jej życia, nie wspominając o ludziach czyhających na jej serce. Niestety byłem lekkomyślny, zupełnie nie pomyślałem o przykrości jaką sprawiam własnej rodzinie. A teraz było już za późno, jej zdrowie się pogarszało, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Jedynie spełnić jej wolę, by mogła doczekać chwili jak jej syn bierze ślub. Ani przez chwilę nie zastanawiałem się nad słusznością tej decyzji. Powiadomiliśmy szybko najbliższych o przesunięciu daty uroczystości, zorganizowaliśmy pomoc dla Lyry, która nie miała jeszcze sukni ślubnej. Wszystko przebiegało strasznie szybko, na wariackich papierach. Nie wiedziałem w którą stronę się obrócić, bo i tak nie miałem do tego głowy. Dla mnie ten okres był jak sen, gdzie poruszałem się po omacku. Nie byłem pewien żadnego mojego kroku, nic mi nie pasowało. Frak wydawał mi się nieodpowiedni, dekoracje zbyt skromne, data nie taka jak powinna, wszystko było nie tak. Skrycie miałem nadzieję na ślub wiosną, kiedy moglibyśmy urządzić huczne przyjęcie na Jolly Jelly, bawić się do białego rana bez obaw o matkę. Nie mówiłem oczywiście o tym nikomu, nie chciałem nikogo martwić. Ani rodziny, ani mojej jeszcze-narzeczonej. Której na pewno też było bardzo ciężko. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak musi się czuć kiedy tak brutalnie zabrano jej resztki niezależności, które jeszcze posiadała. Nie uważałem, żeby było jej ze mną źle, ale nie byłem też miłością życia na białym koniu. Co pogłębiało poczucie niezręczności między nami i ja to doskonale rozumiałem. Przyczyny. Emocje miałem zupełnie inne więc nie byłem w stanie postawić się na jej miejscu. Poza tym do tego też nie miałem głowy.
Stanąłem przejęty na swoim miejscu, gdzieś obok był mistrz ceremonii, za mną moi bracia, nieopodal siostra. Żałowałem, że obie nie mogą przyjść, ale zasady nadal się nie zmieniły, chociaż na to naiwnie czekałem. Po raz tysięczny poprawiałem nerwowo mankiety starając się myśleć o spokojnej tafli wody, dzięki której mógłbym się uspokoić. Widziałem uśmiech matki siedzącej w pierwszym rzędzie, zadowolonego ojca trzymającego rękę na jej ramieniu, pokazującego mi jeszcze, że będzie dobrze. Nie wiedziałem, czy będzie, nie miałem co do tego przekonania. Ale uśmiechnąłem się lekko do niego, a wtedy poczułem na swoim ramieniu klepnięcie młodszego brata. Wiedziałem, że jego cała ta sytuacja (ze ślubem, nie z matką) bardziej śmieszyła, zwłaszcza moje podenerwowanie, ale nie zastanawiałem się nad tym w ogóle. Chrząknąłem kilka razy odnosząc wrażenie, że oczekiwanie dłuży mi się zbyt mocno. Plaster należy odrywać szybko, nie powoli.
Dzięki Merlinowi rozbrzmiała muzyka świadcząca o tym, że uroczystość właśnie się zaczyna. Chyba Garrett poszedł po Lyrę, nie wiem, wszystko działo się poza udziałem mojej świadomości. Serce na chwilę mi zamarło, potem ruszyło w szaleńczy bieg, niewiele pojmowałem w tamtym momencie. Bodźce dochodziły do mnie z opóźnieniem. Skarciłem siebie w myślach, bo przypominałem nierozgarniętego chłopczyka, a nie dorosłego mężczyznę. Wziąłem głęboki wdech pozornie się uspokajając. Zobaczywszy swoją przyszłą żonę najpierw się zdziwiłem, że nie ma na sobie sukni w rodowych barwach, ale potem się do niej uśmiechnąłem, jak mi się zdawało, pokrzepiająco. Mimo tego drobnego szczegółu wyglądała naprawdę pięknie, nawet nieco dojrzalej, ale przecież wciąż była w tym samym wieku. Teraz to i tak nie miało już żadnego znaczenia, nikt z tego powodu nie planował dawać nikomu taryfy ulgowej. Pozostało nam wspólnie przez to przebrnąć.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   06.06.16 15:46

Lyra chyba nigdy w całym swoim krótkim życiu tak się nie stresowała, nawet przed zaręczynami. Czasami aż nie mogła uwierzyć, że minęły od nich tylko cztery miesiące. A teraz, zamiast cieszyć się jeszcze tymi paroma tygodniami wolności, pozwoliła, by matka pomogła założyć jej prostą, lekko rozszerzającą się ku dołowi suknię z wąskimi rękawami i wydłużonym tyłem oraz pozostałe ozdoby. Mimo lekko kremowej bieli dawnej sukni matki, która z racji nieszlachetnego pochodzenia nie posiadała własnych barw rodowych, nie zabrakło paru weasleyowskich akcentów w odpowiednich, czerwono-złotych barwach, jak naszyjnik czy spinka w kształcie lisa z pięcioma rozchodzącymi się ogonami inkrustowanymi klejnotami, którą zostały upięte jej płomienne włosy. Najwyraźniej Weasleyowie nadal trzymali kilka takich błyskotek na specjalne okazje i zostały one wypożyczone Lyrze na czas ślubu, by dopełnić jej strój i podkreślić, z jakiego rodu pochodzi. Całość wyglądała jednak skromnie i niewyzywająco, choć gdy Lyra obróciła się w lustrze, mimo stresu spodobał jej się widok, jaki zobaczyła. Nadal potrafiła dostrzec w tym siebie, nawet jeśli była tak bardzo inna niż na co dzień.
Jednocześnie była ciekawa, co teraz robił Glaucus, jak wyglądały przygotowania z jego strony i jak znosił świadomość choroby swojej matki. Także Lyra, chociaż prawie jej nie znała, martwiła się i nawet nie potrafiła mieć jej za złe, że nalegała na przyspieszenie ślubu o miesiąc. Musiało być z nią naprawdę źle. A ślub... i tak nie udałoby im się tego uniknąć, chyba że za cenę wydziedziczenia, której Lyra nigdy nie chciałaby ponieść. Dla nikogo, nawet dla własnego brata, który najwyraźniej nie bał się odrzucenia przez społeczeństwo. Żadne z nich jednak nie uciekło, nie zdradziło swojego rodu, więc oboje tego dnia mieli stanąć na ślubnym kobiercu i złożyć przysięgę małżeńską.
To ojciec miał poprowadzić ją w stronę narzeczonego, choć ich relacje po tym, jak odnalazł się po niemal dwunastu latach nieobecności, były dosyć skomplikowane i dziewczyna czuła się niezręcznie. Wiedziała jednak, że jej matka siedziała już w pierwszym rzędzie obok rodziców Glaucusa, także miała lada chwila znowu ją zobaczyć.
W pomieszczeniu rozbrzmiała muzyka, a przez środek sali, między rzędami krzeseł, biegł granatowy dywan zdobiony morskimi motywami, idealnie pasujący do kolorów i dekoracji sali. Później miał zostać usunięty, by odsłonić podłogę przywodzącą na myśl lekko falującą powierzchnię morza w pogodny dzień, ale teraz tworzył drogę, którą miała pokonać Lyra, zanim zostanie oddana w ręce przyszłego męża.
- Nie pozwól mi stracić równowagi – zduszonym szeptem poprosiła ojca, zaciskając drobną dłoń na zaoferowanym jej ramieniu. Tuż za nimi miały stąpać druhny Lyry w delikatnych, zwiewnych sukniach. A potem ruszyła, starając się utrzymać prostą postawę i poruszać się z gracją, jak niegdyś uczyła ją Rosalie. Tak trudno uwierzyć, że to miało miejsce niecały miesiąc temu, kiedy jeszcze nie wiedziała o planach przyspieszenia ślubu! Wiedziała, że jest uważnie obserwowana przez gości, więc nie mogła się skompromitować w takim momencie. Miała jednak wrażenie, że gorset zbyt mocno uciska jej drobne ciałko, a może tylko wydawało jej się, że to całe zgromadzone tutaj napięcie niemal namacalnie na nią napiera, utrudniając jej oddychanie? Eliksir jednak spełniał swoje zadanie i nie czuła się słabo, wciąż skutecznie trzymała się w ryzach i panowała nad sobą. Droga do końca granatowego dywanu wydawała się dłużyć, chociaż sala nie była zbyt rozległa. Na samym jego końcu widziała już elegancko odzianego narzeczonego, obok którego chwilę później stanęła.
- Panie i panowie – przemówił mistrz ceremonii, niski i chudy urzędnik ministerstwa o małych, szarych oczkach ukrytych za rogowymi okularami, stojąc przodem do Lyry i Glaucusa oraz do siedzących za nimi gości. – Zebraliśmy się tutaj, żeby świętować zjednoczenie dwóch wiernych dusz...
Ale Lyra przecież wiedziała, że to nie jest ślub z miłości, i była pewna, że Glaucus także to wiedział. Lubiła go, lubiła coraz mocniej, jego towarzystwo sprawiało jej przyjemność, ale czy to była miłość? Niestety, nie dane było im zakochać się w sobie przed ślubem, Lyrze w ogóle nie było dane prawdziwie zakochać się w nikim, a teraz już nie będzie wolno jej pokochać nikogo poza mężem. Oboje byli w tym momencie po prostu kolejnymi przedstawicielami szlachetnych rodów, łączących się dla przedłużenia czystości krwi.
- Glaucusie Adamie, czy chcesz poślubić Lyrę Portię z rodu Weasley, i przysięgasz jej wierność i uczciwość małżeńską... – usłyszeli nagle, gdy już mistrz ceremonii zakończył wstępną przemowę i zwrócił się bezpośrednio do nich. Teraz każde miało powiedzieć swoje „tak”. Innej odpowiedzi nie było, więc kiedy po Glaucusie przyszła kolej na Lyrę, kiedy usłyszała, jak niski człowieczek z ministerstwa zwraca się bezpośrednio do niej: - Lyro Portio, czy chcesz poślubić Glaucusa Adama...
Podniosła wzrok na narzeczonego, a ich oczy spotkały się na moment.
- Tak – powiedziała, starając się zrobić to głośno i pewnie. Muzyka już wcześniej ucichła, zanim zaczęła się przysięga małżeńska, więc jej głos był teraz słyszalny w całej sali.
- Więc oświadczam, że jesteście ze sobą złączeni na całe życie. – Czarodziej uniósł nad nimi różdżkę, z której wystrzeliły niebieskie i złote iskry, opadając na Lyrę i Glaucusa, którzy właśnie stali się małżeństwem.


[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 11.07.16 16:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   07.06.16 15:11

To tylko zwykły ślub, to właśnie chciałem sobie wmówić. Byleby tylko się nad nim dogłębniej nie zastanawiać. Nie chciałem też myśleć o chorobie matki, dlatego w ogóle wyłączyłem świadomość. Stałem w oczekiwaniu na pojawienie się Lyry, a w głowie miałem ziejącą pustką dziurę. Prawdopodobnie wciąż nerwowo poprawiałem mankiety stroju, nie zwracałem już na to uwagi. Nagle zrobiło mi się duszno, dlatego usiłowałem poluźnić kołnierzyk białej koszuli. Miałem ochotę odpiąć jeden z guzików, ale w porę oprzytomniałem. Siostra cały ranek mówiła mi, że to wygląda nieelegancko. Miałem być zapięty pod szyję, na granacie fraku nie mogła widnieć żadna skaza. Nie znosiłem tak formalnych ubrań, tej powagi im towarzyszącej. Miałem wrażenie, że oplatają mnie i ściskają jak diabelskie sidła, a mi brakuje oddechu. Mimo wszystko źle bym się czuł sprawiając zawód rodzinie czy pannie młodej, dlatego bardzo starałem się uśmiechać. Możliwie jak najbardziej naturalnie. Nie mogłem zobaczyć się w lustrze, dlatego nie znałem efektu moich zabiegów. W pewnym momencie było mi już wszystko jedno, bo ceremonia się rozpoczęła. Czas drastycznie zwolnił, ostatni raz zerknąłem na matkę, by sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Wyglądała blado, mizernie, serce mi się krajało. Była jednak dzielna, uśmiechała się mając w kącikach oczu łzy wzruszenia. Trochę dodało mi to otuchy, dlatego nabrałem powietrza po raz ostatni, a całą swoją uwagę skupiłem na Lyrze. Wyglądającej skromnie, a pomimo to olśniewająco. Wyrzuty sumienia narastały wraz z każdym jej krokiem. Czułem się jak celnik odbierający jej wolność. Świadomość, że taki sam los czekałby nas prędzej czy później, a ona jak nie za mnie to wyszłaby za kogoś innego, wcale nie polepszała mojego stanu psychicznego. Kto wie, może stałoby się to dopiero za kilka lat? Moja rodzina uznała, że mój stan kawalerski dobiegł końca, nie chcieli zaczekać ani chwili dłużej. Powziąłem jednak plan, że nie będę się z niczym spieszył, a także nie będę żonie niczego narzucał. Źle bym się z tym czuł, nawet, jeżeli nie czyniło to ze mnie prawdziwego mężczyzny. Trudno. Nie byłem taki jak większość facetów; nie zamierzałem się nawet tym przejmować. Teraz musiałem myśleć o szczęściu swojej obecnej oraz przyszłej rodziny.
Nawet nie wiem kiedy Lyra stanęła obok. Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero głos mistrza ceremonii. Spojrzałem na niego nieprzytomnie, ale w chwilę później zacząłem słuchać jego słów. Stojąca obok mnie kobieta nie była mi obojętna; czy można było już mówić o miłości? Nie orientowałem się w labiryncie uczuć, których było co nie miara. Nie posiadałem daru odróżniania jednego od drugiego, pewnie szybko to zresztą nie nastąpi. Skupiłem się na uśmiechu, przemowę słuchając już jednym uchem, a wypuszczając drugim. Nie było sensu stresować się z takiego powodu. Najważniejsze, żeby wyłapać ważne momenty takie jak przysięga małżeńska i wtedy reagować, a nie stać jak cielę nie wiedząc co zrobić.
- Tak – powiedziałem, może nie do końca świadomie, ale za to pewnie i zdecydowanie. Jeżeli ktokolwiek zamierzał się z tego wyłamać, to na pewno nie byłem to ja. Trochę się nawet zestresowałem, czy Lyra nie ucieknie z uroczystości z powodu nerwów, ale kiedy usłyszałem jej potwierdzenie, to paradoksalnie poczułem ulgę. Więc już po wszystkim. Koniec kawalerskiej głupoty, nadeszło stateczne życie męża! Gdyby nie podniosłość wydarzenia, chyba bym się roześmiał. Zamiast tego wymieniliśmy się obrączkami. By „formalności” stało się zadość, objąłem żonę w talii i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Zabawnym było to, że automatycznie pomyślałem sobie o sytuacji sprzed kilku dni, która zbiła z tropu nas oboje. I to, że mógłbym przysiąc, że to były dwa różne pocałunki, a ja nie wiedziałem, który był lepszy. Czy w ogóle któryś z nich był.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   07.06.16 17:13

Idąc przez salę, Lyra nie miała pojęcia, jak będzie wyglądać ich życie po ślubie. Powie „tak” i co dalej? Zamieszka z Glaucusem, to było pewne. Staną się rodziną, a ona nie będzie już mogła mienić się Lyrą Weasley. Mimo chęci wybicia się, powrotu do tego, co jej ród niegdyś odrzucił, była mocno przywiązana do swojej rodziny, w szczególności do braci i matki. Mimo trudności, jakie napotykali, szczególnie ostatnio, kochała ich i właśnie dlatego musiała dziś powiedzieć „tak”. Odmowa oderwałaby ją od rodziny i świata, do którego przynależała, do którego chciała przynależeć. Ale nie wiedziała prawie nic o blaskach i cieniach małżeństwa. Nie mogła obserwować nawet przykładu własnych rodziców, gdyż była dzieckiem, gdy ojciec zaginął i niewiele pamiętała z okresu jego obecności. Nawet nie pamiętała dokładnie, jakie mieli wtedy relacje, ale, biorąc pod uwagę nieszlachetne pochodzenie matki, wątpiła, by byli zaaranżowanym małżeństwem. Chociaż może się myliła?
Nadszedł jednak ten moment, kiedy musiała złożyć przysięgę małżeńską. Czuła się o wiele bardziej spięta niż wtedy, gdy mówiła „tak” w sierpniu, przy zaręczynach, nawet bała się, że głos utknie jej w gardle i nie będzie potrafiła nic powiedzieć, ale szczęśliwie nic takiego się nie stało. A później było już po wszystkim, znowu podniosła wzrok na Glaucusa, kiedy oboje wymienili się obrączkami, które podobnie jak pierścionek zaręczynowy, nadal lśniący na jej palcu, były zdobione rodowym motywem. Pozwoliła, by ją objął i wspięła się nieznacznie na palce, czując, jak jego usta lekko musnęły jej wargi.
Była pewna, że i on wracał teraz myślami kilka dni wstecz, kiedy, już wiedząc o wcześniejszym terminie ślubu i chcąc wykorzystać ostatnie chwile wolności, spontanicznie dała się ponieść chwili i pocałowała narzeczonego, chcąc zasmakować tego kradzionego, potajemnego pocałunku jeszcze zanim staną się małżeństwem, pragnąc zobaczyć, jak to jest, bo do tej pory było to dla niej zupełnie nieznane. Teraz była to ich mała, słodka tajemnica, jednak w momencie ponownego zetknięcia się warg, Lyra znowu poczuła rozchodzące się wzdłuż jej pleców dreszcze. Może nie była to miłość (jeszcze?), ale z pewnością coś między nimi istniało i nie potrafiła tego zignorować, ani wtedy, ani teraz.
Szybko jednak się od siebie oderwali, niepewni siebie i nie chcący naruszać dobrego obyczaju, tym bardziej w obecności zgromadzonych gości. Ledwie dostrzegalnie wyciągnęła jednak rękę, muskając nią przelotnie dłoń swojego męża.
Gdy jednak część formalna dobiegła końca, za pomocą zaklęć zmieniono charakter sali. Zniknął granatowy dywan oraz równo ustawione rzędy krzeseł, które teraz otoczyły właśnie zmaterializowane stoliki, na których chwilę później pojawiła się zastawa i rozmaite dania oraz trunki, wśród których nie mogło zabraknąć charakterystycznych dla Traversów owoców morza. Stoliki były jednak skupione przy brzegach sali, podczas gdy jej środek pozostawiono jako przestrzeń do tańca. Znowu zaczęła grać muzyka, a Lyra spojrzała na Glaucusa. Pierwszy taniec powinien należeć do nich, i natychmiast zaczęła żałować, że nie zdążyła mocniej popracować nad swoimi umiejętnościami w tym zakresie.
- Och, Glaucusie – wyszeptała, kiedy szli w stronę parkietu. Nawet, gdy byli tak wystrojeni, było widać dzielącą ich różnicę wzrostu i wieku, ale prawie o tym nie myślała, patrząc teraz w kierunku, gdzie stali rodzice ich obojga. – Mimo wszystko cieszę się, mogąc zobaczyć ich wszystkich takich zadowolonych.
I miała nadzieję, że jeszcze długo będą ich takich widzieć, i że stan matki Glaucusa ulegnie poprawie. Teraz była przecież także jej rodziną. Traversowie wyglądali na wciąż przejętych ślubem swojego syna, podobnie rodzice Lyry, nawet ojciec, chociaż dziewczyna nie miała pojęcia, czy cudem odnaleziony rodziciel pamiętał cokolwiek z czasów przed zniknięcia, czy pamiętał odnośnie córki cokolwiek poza tym, co mu powiedziano po powrocie.
Starając się nie myśleć o niczym, co mogłoby jej popsuć humor, odwracając wzrok od rodziców i starając się nie szukać w tłumie sylwetki brata, podała Glaucusowi ręce, pozwalając, by zaczął ją prowadzić, podczas gdy sama skupiła się na tym, by z tego stresu nie wywrócić się o brzeg sukni. Miała ochotę również poprosić go, żeby nie pozwolił jej upaść, ale umilkła, ufając mu.
- Jakie to uczucie, być mężem? – zapytała cichutko, niepewna nawet, czy usłyszał. Muzyka grała, inne pary wychodziły na parkiet, a Lyra czuła, że jej dłonie lekko drżały w jego ciepłym uścisku. Jeszcze kilka tygodni była pewna, że ich najbliższym towarzyskim wydarzeniem będzie nadchodzący sabat, a tu proszę, jednak poprzedził go ślub. I tak jednak musiała być pełna podziwu dla Traversów, że tak szybko to wszystko zorganizowali, bo mimo pośpiechu wesele wydawało się dopracowane w najmniejszych szczegółach. Chyba że tak naprawdę robili to już znacznie wcześniej za plecami swoich dzieci, mówiąc im o tym dopiero niespełna dwa tygodnie przed samym ślubem. Chociaż zapewne i tak od dawna się przygotowywali, nawet gdyby ceremonia zgodnie z planem odbyła się w styczniu.
- To miejsce wygląda pięknie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że naprawdę będziemy tu mieszkać. Nie będziesz tęsknił za kwaterą na Pokątnej? – Odezwała się znowu, unosząc lekko głowę, by spojrzeć na jego twarz. Wciąż poruszali się w tańcu, tym razem wolniejszym, gdyż chwilę wcześniej zmieniła się muzyka.


[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 11.07.16 16:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   08.06.16 14:24

Stało się. Było już po wszystkim. Klamka zapadła, kości zostały rzucone, kurtyna opadła. Oficjalnie pozbyliśmy się stanu panieńskiego/kawalerskiego i mieliśmy zacząć wspólne życie. Trochę mnie to przerażało, ale skutecznie wyrzucałem każde projekcje z mojej głowy. Nie chciałem się niczym zamartwiać, nie lubiłem tego tak naprawdę. Zwykle miałem raczej lekkie podejście do życia, mało co mnie tak naprawdę ruszało. Najgorzej było w momencie, kiedy sprawa tyczyła się mojej rodziny. Która teraz powiększyła się o Weasleyów. Dodatkowa odpowiedzialność mogła być nieco przytłaczająca, ale to nie był dobry moment na przeżywanie takich rzeczy. Potrząsnąłem lekko głową kiedy już wymieniliśmy się obrączkami i pocałunkiem. Przez moment zaparło mi dech w piersi, ale szybko przywołałem samego siebie do porządku. Musiałem, byliśmy przecież w centrum uwagi. Wszystkie oczy zebranych gości spoczywały właśnie na nas. Nie przepadałem za takim stanem rzeczy, jednak musiałem się z tym liczyć podczas swojego ślubu. Starałem się nie wypadać z roli uśmiechając się do wszystkich. Bardzo podobała mi się zmiana dekoracji, sprawiła ona nawet, że poczułem się dużo pewniej.
Miałem plan, by podejść na chwilę do matki, ale wtedy rozbrzmiała muzyka, inna od tej, która grała do tej pory. Pierwszy taniec. Byłem przeciętnym tancerzem; nie zamierzałem robić z tego tragedii. Poprosiłem Lyrę, by podała mi swoją dłoń i skierowałem nas na parkiet. Poza, rama, rytm. Musiałem być pewny swoich ruchów, jestem mężczyzną i moją rolą jest prowadzenie partnerki w tańcu.
- Też się cieszę z tego powodu – wyznałem, kiedy dopiero zaczynaliśmy wirować jako samotna para. Wkrótce mieli dołączyć do nas goście, a potem… potem zaczną się gratulacje, toasty, udawanie przed wszystkimi, że takie były nasze plany od samego początku. Ten jeden raz zamierzałem dołączyć się do tej gry i grać fair-play. Obracając się w takt muzyki patrzyłem na matkę siedzącą przy jednym ze stolików, wspierającą się na ramieniu ojca. Zerkałem też na pana Weasleya, który stanowił dla mnie zupełnie obcego człowieka, a przecież teraz byliśmy już rodziną. Czułem się dziwnie z tym wszystkim. Traversowie byli mi znani, wiedziałem czego się po nich spodziewać, zrobiłbym dla nich wszystko. Tymczasem Weasleyów nie znałem prawie wcale, a nie mogłem ich traktować gorzej niż swoich. Zastanawiałem się trochę czy podołam temu wyzwaniu, ale z tego zamyślenia wyrwał mnie cichy głos Lyry.
- Czuję się… jestem zmartwiony tym wszystkim. Nie wiem czy dam radę – powiedziałem w przypływie szczerości. Chyba nawet nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego co mówię, jakoś samo tak wyszło. – To znaczy, nie myśl o tym, nie w złych kategoriach. Obiecuję, że wszystko się ułoży i będzie dobrze. To po prostu za dużo na raz, poczułem się zagubiony – dodałem szybko. Nie chodziło mi o to, by zrzucać odpowiedzialność na świeżo upieczoną panią Travers, zwyczajnie nie pomyślałem o tym co plotę. Będzie w porządku, musi być! Skupiłem się bardziej na tańcu i podłodze, dzięki której miałem wrażenie, że poruszamy się na wodzie. Bardzo mi się podobało to uczucie.
- Co do mieszkania, to trochę będę tęsknić. Tutaj można się zgubić, ale Norfolk jest piękne i na pewno szybko się przyzwyczaimy do nowego miejsca – stwierdziłem, chcąc trochę pokrzepić Lyrę. Pewnie udzielił jej się mój nastrój, a tego nie chciałem.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   08.06.16 19:02

Lyrze ulżyło nieco, kiedy już nie byli jedyną parą przesuwającą się po parkiecie, a dołączyli do nich i inni. Mimo swoich artystycznych aspiracji i chęci wybicia się, nie przepadała za byciem w centrum uwagi, więc poczuła się lepiej, kiedy już mogła skupić się przede wszystkim na tańcu z mężem. O którym wciąż dziwacznie jej było myśleć w ten sposób. Momentami miała wrażenie, że lada moment obudzi się we własnym pokoju w mieszkaniu Garretta, przekonując się, że ślub jeszcze się nie odbył, że nadal była Lyrą Weasley i że konflikt sprzed kilku dni również nie miał miejsca.
Nie budziła się. Wesele wciąż trwało, Glaucus płynnie prowadził ją po parkiecie, a ona pilnowała, by nie potknąć się o brzeg sukni. Wokół nich wirowali w tańcu inni wystrojeni czarodzieje; wciąż nie mogła uwierzyć że jej ślub, skromnej Lyry Weasley, wzbudził takie zainteresowanie, ale zapewne główna była w tym zasługa Traversów, to Glaucusem się interesowano, chociaż widziała również swoich znajomych i bliskich. Cieszyła się, że byli z nimi w tym dniu, tak przełomowym w jej młodym życiu.
- Pewnie wiele się teraz zmieni, prawda? Dla ciebie również? – Glaucus jako mężczyzna i tak miał łatwiej, tym bardziej, że to nie on zmieniał nazwisko i otoczenie, nie on pochodził z biednego, mało szanowanego rodu i musiał zmierzyć się z zupełnie nowym światem. Lyra wciąż jeszcze nie dowierzała, że teraz przyjdzie jej żyć w tak pięknym miejscu jak ta posiadłość, dotychczasowe życie nie przygotowało jej do tego, a to była zaledwie jedna z bardzo wielu zmian, które miały nastąpić. Miała jednak nadzieję, że mąż dotrzyma danego niegdyś słowa i nie zabroni jej malowania. Nawet, jeśli teraz nie będzie już desperacko potrzebowała pieniędzy, to zbyt mocno kochała sztukę, żeby z niej rezygnować, za bardzo chciała się dalej rozwijać.
- Też się martwię. To wszystko stało się tak szybko... – powiedziała cicho, i wcale nie miała na myśli przyspieszenia ślubu, a samego faktu, że została zaręczona i wydana za mąż w wieku zaledwie osiemnastu lat, kilka miesięcy po skończeniu Hogwartu. Wiedziała, że nie była jedyna, że już kilka jej rówieśniczek również zostało mężatkami, ale kiedy jeszcze była w szkole, nie wyobrażała sobie konkretnego czasu zamążpójścia, a co najwyżej snuła nieśmiałe marzenia o tym, jak wspaniale byłoby kiedyś stworzyć własną rodzinę. – Ale chciałabym, żeby się ułożyło. Żebyśmy wspólnie odnaleźli naszą nową normalność.
Pierwsze dni na pewno będą trudne, ale liczyła, że z czasem oboje odnajdą się w nowej roli. Może nawet odkryją, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń?
- Mi także będzie brakować mieszkania Garretta i jego obecności - wyznała, ani słowem nie wspominając o ich niedawnej kłótni. Może kiedyś przyjdzie na to czas, ale na pewno nie dziś, nie pozwoli, by gorycz tamtego dnia zepsuła ich pierwszy dzień małżeństwa. Ciągnęła więc dalej, miarkując beztroski, luźny ton. - Było mi tam naprawdę dobrze, wiesz? Było skromnie, ale przytulnie, a także mogliśmy się codziennie widywać. Teraz będzie musiał sam nauczyć się robić sobie obiady – Chociaż ostatnia uwaga miała być żartobliwa, westchnęła smutno, kiedy pomyślała o bracie wracającym do pustego mieszkania, samotnym dopóki matka nie znajdzie mu nowej narzeczonej, ponieważ Diana wciąż się nie odnalazła. Chociaż coraz bardziej wątpiła, by ten scenariusz się spełnił, brat wydawał się być gotowy ruszyć swoją własną drogą, drogą, której Lyra nie pochwalała. Teraz będą widywać się rzadziej (może nawet w ogóle, w obliczu tego co się wydarzyło?) i Lyra bardziej niż zwykle będzie się o niego martwić. Po chwili jednak szybko zmieniła temat. – Ale jestem ciekawa tego miejsca. Kiedy już odpocznę, pewnie spędzę kilka dni, zwiedzając wszystkie zakamarki – dodała jeszcze, po czym zapytała z zaciekawieniem: – Byłeś już tutaj kiedyś? Och, chciałabym zobaczyć, jak to wszystko wygląda wiosną, kiedy ogród obudzi się do życia i będziemy mogli spacerować po tej plaży, którą widziałam z okna...
Spodziewała się, że dworek należał kiedyś do innego, zapewne już nieżyjącego członka rodziny, a teraz został udostępniony właśnie im jako prezent ślubny od rodu Glaucusa. Ale może mimo wszystko mężczyzna pamiętał go z przeszłości? Może pamiętał inne rozgrywające się tu kiedyś wydarzenia? Lyra nie wątpiła, że te mury widziały już wiele w czasach, zanim ona pojawiła się na tym świecie. Będzie jedną z wielu młodych panien, które spędziły tutaj swoje życie, a Lyra miała nadzieję, że życie to będzie szczęśliwe i zgodne.
Znowu spojrzała na Glaucusa, ciekawa, czy i on zastanawiał się teraz nad tym wszystkim. Nawet patrząc na niego mogła wychwycić, że pod miłym uśmiechem i uroczymi dołeczkami w policzkach kryło się zmartwienie.


[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 11.07.16 16:46, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   10.06.16 15:12

Powoli wszystko się uspokajało. Pierwszy szok, niepewność, zdenerwowanie. Taniec nieco mnie uspokoił, goście już nie wlepiali w nas tak intensywnego wzroku jak jeszcze niedawno. Mogłem skupić się głównie na krokach, by ich nie pomylić: to byłoby trochę wstydliwe. Wystrój w barwach rodowych przypominał mi o tym, że jestem u siebie, wśród najbliższych, a obecność niektórych obcych mi osób nie powinna wywoływać we mnie takiej intensywnej niepewności. Krajobraz wirował, twarze widziane przeze mnie się zmieniały, tylko Lyra wciąż pozostawała stałym, niezmiennym punktem. Uśmiechnąłem się do niej nieco szerzej zyskując część spokoju i zadowolenia. Najważniejsze, a zarazem najtrudniejsze było już za nami. Teraz tak naprawdę nikt nie będzie się nadmiernie wtrącał w nasze życie. Byliśmy już małżeństwem, nikogo nie będzie szokować trzymanie się za rękę czy wspólne spędzenie nocy chociażby miało to oznaczać zwykłą rozmowę do późna. Jedyny temat, który się będzie regularnie pojawiał, ale którego byliśmy świadomi, to będzie temat potomstwa. Wierzę jednak, że minie sporo czasu zanim tak niewygodne pytania do nas dotrą. Zresztą, po co było teraz o tym myśleć? Teraz chciałem tylko, żeby matka wyzdrowiała i żeby nam się jakoś z Lyrą ułożyło. W pomyślność wesela nie wątpiłem, w końcu cała rodzina zabrała się za jego organizację, sporo osób przyszło pomimo znacznie przyspieszonej daty. Żałowałem, że nie możemy zorganizować przyjęcia na miarę Traversów, ale to wszystko w trosce o matkę. Nie chcieliśmy robić jej dodatkowej przykrości w jej stanie. To tak naprawdę miał być jej idealny dzień, bo przecież my, państwo młodzi, nie mieliśmy żadnego wpływu na zawarcie tego małżeństwa.
Wiedziałem, że rudzielec to wszystko przeżywa, pewnie nawet bardziej niż ja. Mimo wszystko to na niej skupi się większość odpowiedzialności za całe nasze życie, ale przecież chciałem w tym uczestniczyć najlepiej jak tylko mogę. Takie przynajmniej miałem wielkie plany.
- Trochę na pewno. Koniec z egoizmem, lekkomyślnością. Ale na pewno nie będzie tak źle, jestem pewien, że wkrótce przyzwyczaimy się do nowego życia. Na upartego ten dom jest tak duży, że możemy się zgubić i nie odnaleźć – powiedziałem, nie kryjąc lekkiego rozbawienia. Chyba powoli powracałem do względnej równowagi, jak na takie warunki oczywiście. Dążyłem też do rozluźnienia się mojej świeżo upieczonej żony, by nie zamartwiała się na zapas. – To prawda, ale poradzimy sobie. Nie było czasu się rozejrzeć zbyt mocno po rezydencji, może poszukamy jutro odpowiedniego pomieszczenia na twoją pracownię, co? – zaproponowałem. Chciałem, żeby Lyra nie czuła się z tym wszystkim pozostawiona sama sobie no i żeby wiedziała, że o wszystkim pamiętam. – Potem jak chcesz możemy przejść się po okolicy. Chyba, że wolisz sama, to nie ma sprawy. Liczę, że wtedy mi wszystko dokładnie namalujesz – dodałem. Niezobowiązująco, bo przecież nie chciałem ani naciskać, ani narzucać swojej woli. Stanowiłem ewenement w dzisiejszych czasach, to było więcej niż pewne! – Na pewno się uda – przytaknąłem. Naprawdę w to wierzyłem.
Muzyka się zmieniła, zmienił się także charakter naszego tańca. Kolejny obrót.
- Jeżeli chcesz, to możemy ci zrobić świstoklika do jego mieszkania i będziesz go mogła odwiedzać. I kupić skrzata żeby mu obiad zrobił nawet jeśli nie będzie tak dobry jak od ciebie – odparłem, znów nieco żartobliwie. Chodziło mi o to, by znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji. Ja nie mogłem wrócić do mojego mieszkania, musiało ono zostać sprzedane z racji zamieszkania w nowym domu. Nie pozwolono mi posiadać dwie nieruchomości jednocześnie. Nie były mi one też potrzebne tak naprawdę. W tamtym lokum nikt na mnie nie czekał, nikomu nie pomagałem, dlatego też zostawianie go żeby zionęło pustką nie miało sensu.
- Możliwe, że byłem tu w dzieciństwie. Teraz niczego nie pamiętam, dlatego muszę się rozeznać w tym miejscu na nowo – wyjaśniłem. Kilka rzeczy wydały my się znajome kiedy szedłem korytarzami, ale muszę się jeszcze zaznajomić z całym planem domu.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   10.06.16 18:08

Przy Glaucusie, o dziwo, czuła się swobodniej. Także dzisiaj potrafił wywrzeć na nią ten cudowny, kojący wpływ, dzięki któremu po pewnym czasie zaczęła się uspokajać. Jej ręce nie drżały już tak mocno, oczy nie rzucały niepewnych spojrzeń. Napięcie częściowo opadło, ślub już się dokonał, teraz pozostawało tylko jego świętowanie w gronie krewnych i znajomych. Była już w swoim życiu na kilku innych ślubach, jej własny raczej niewiele się od nich różnił.
To, że teraz nie będą musieli odczuwać wyrzutów sumienia z powodu nawet tak niewinnych rzeczy, jak spotykanie się, trzymanie za rękę, a nawet zwracanie się do siebie po imieniu, niewątpliwie było zaletą. Ich wspólne wyjścia gdziekolwiek nie będą już postrzegane jako nadmierna poufałość, w końcu byli małżeństwem. Co jednak pociągało za sobą także inne konsekwencje, ale o tych Lyra nie chciała jeszcze myśleć. Na pewno nie teraz.
- To dobrze, Glaucusie – zgodziła się z nim. – A dom rzeczywiście jest ogromny. Robi wrażenie – Dla wychowanej w biedzie Lyry z pewnością był, chociaż raczej nie wyróżniał się na tle innych szlacheckich posiadłości. Młodziutka malarka wręcz nie mogła się doczekać, żeby go lepiej poznać, bo chciała poczuć się tutaj naprawdę u siebie, a żeby tak się czuć, musiała zobaczyć każdy kąt. I zapewne będzie się tym zwiedzaniem cieszyć niczym dziecko, to pomoże jej się zrelaksować po tych wszystkich pełnych napięcia dniach przygotowań, sytuacji z bratem oraz po samym ślubie. Wieść o poszukiwaniach pomieszczenia na pracownię ucieszyła ją jeszcze bardziej. – Och, oczywiście! Dziękuję. Tak bardzo chciałabym mieć tutaj pracownię, choćby maleńką. – W tak dużym domu na pewno było jakieś pomieszczenie, które mogła przystosować do swoich artystycznych potrzeb. – I z przyjemnością przejdę się z tobą, to przecież nasz wspólny dom.
Na pewno będzie mieć niejedną okazję do samotnych przechadzek, ale tę pierwszą chciałaby przeżyć razem ze swoim świeżo upieczonym mężem. Czuła, że tak powinno być, że to byłby dobry znak na przyszłość.
- Tak, będę go odwiedzać - zapewniła, choć to już nie było pewne. Nie po rozmowie sprzed kilku dni. Obawiała się, że ich relacje jeszcze długo nie wrócą do normy. - Niedawno zainstalował kominek, zresztą mogę się teleportować – powiedziała, zresztą wątpiła, żeby Glaucus próbował ją odsuwać od braci i ograniczać ich kontakt. Poczuła się nieco spokojniejsza, choć i tak minie trochę czasu, zanim się przyzwyczai do mieszkania w nowym miejscu i w dodatku bez nikogo z własnej rodziny. Zresztą jak z domu matki przenosiła się do Garretta również przez pierwsze dni czuła się bardzo dziwnie, musiało minąć trochę czasu, zanim zaaklimatyzowała się w Londynie, przyzwyczaiła do tak dużej ilości ludzi wokół i tak niewielu miejsc pełnych zieleni. Spokojny dworek na wybrzeżu w Norfolk z pewnością będzie bardziej przypominało jej rodzinne, odludne strony niż gwarny Londyn. Którego po tych wszystkich zawirowań z dekretami chyba nie będzie jej bardzo mocno brakować.
Tańczyli dalej, w międzyczasie rozmawiając. Później przyszło im się rozdzielić i Lyra zatańczyła kilka tańców z innymi mężczyznami, którzy ją o to poprosili, by później, gdy już się zmęczyła, udać się w stronę jednego ze stolików, by odpocząć i uraczyć się smakowitymi potrawami. Wdała się w pogawędkę z siedzącą obok znajomą, jednocześnie wypatrując Glaucusa. Od początku wesela musiało już minąć kilka godzin, choć nawet nie zauważała upływu tego czasu, sugerowało jej go jedynie postępujące zmęczenie oraz rozluźnienie się co niektórych gości. W pobliżu mignęło jej parę rudych czupryn, ale jej bystre, zielone oczy nadal szukały sylwetki męża.


[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 11.07.16 16:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   13.06.16 14:12

Na mnie wszystkie te rezydencje robiły wrażenie. Zastanawiałem się dlaczego czarodzieje kupują tak ogromne domy, dlaczego zamiast trzymać się razem woleli uciekać w przeciwległe skrzydła? Cóż, przy aranżowanych, niechcianych małżeństwach miało to jakiś sens. Odseparować się od przymusowego małżonka jak najbardziej. Plus oczywiście dochodzi do tego silne pragnienie pokazania się na salonach, by inni nie mówili o moim domu jak o ruderze. Ma on zachwycać, wzbudzać podziw, godnie reprezentować ród. Dla mnie osobiście to było marnotrawstwo pieniędzy, dlatego tak mocno nalegałem na kupno mieszkania na Pokątnej a nie od razu wielkich murów hrabstwa Norfolk. I tak nie były mi one potrzebne, skoro w kawalerce bywałem rzadko, głównie po to, żeby się przespać po kolejnej morskiej podróży lub po suto zakrapianej imprezie. Już bardziej dbałem o komfort mojej kajuty, w której przecież zdarzało mi się spędzać znacznie więcej czasu niż w pomieszczeniach na lądzie. Teraz nie miałem dużego wyboru, nie wypadało, żebym mieszkał wraz z żoną w tak spartańskich jak na standardy arystokracji warunkach. Przyjąłem to ze zrozumieniem, byłem przecież świadomy moich obowiązków. Jasne, że trochę może tęskniłem za moim poddaszem, które niejedno przeżyło; tam było przede wszystkim swojsko i przytulnie. Mury, które dostały nam się po jednym z przodków, były ogromne jak na moje doświadczenia, zdawały się też być zimne i bezduszne. Cieszyłem się, że sala balowa była tak dobrze udekorowana, dlatego tego tak nie odczuwałem. Czułem się niemal jak w domu. Tylko bardziej tym rodzinnym, nie tym na Pokątnej.
Wszystko powoli się uspokajało, włącznie z muzyką, ale też i emocjami. Zerkałem już tylko od czasu do czasu na mamę czy wszystko w porządku. Widocznie radość jej służy, bo nie przypominała już tak mocno chorej kobiety jaką była jeszcze na początku uroczystości. Podejrzewam, że do końca nie wierzyła, że ten ślub się odbędzie. Chyba miała wrażenie, że albo ja się wystraszę, oznajmię, że kocham kogoś innego, a potem odpłynę statkiem w szeroką dal, albo to młodziutka Weasleyówna zasłabnie lub co gorsza ucieknie z płaczem sprzed ołtarza nie chcąc w tak młodym wieku wychodzić za mąż. Trochę jej się nie dziwiłem. Coraz więcej szlachciców, chociaż więcej jednak szlachcianek, odchodziło od rodziny kierując się głosem serca. Nikt się do tego głośno nie przyznawał, bo nie było to powodem do dumy, ale chyba odsetek wydziedziczeń stopniowo wzrastał. Społeczeństwo, choć konserwatywne, coraz mocniej się rozluźniało chcąc walczyć o swoje. Gdyby nie rodzina, którą kochałem nade wszystko, pewnie też rzuciłbym to wszystko na cztery wiatry. Ale ja zawsze byłem dziwny.
Stop, koniec rozmyślań. Bo nawet nie do końca przyswoiłem słowa Lyry. Uśmiechnąłem się do niej jedynie mając nadzieję, że nie zadała mi żadnego pytania. Włączyłem się dopiero w entuzjazm spowodowany poszukiwaniami odpowiedniego miejsca na pracownię malarską. Wiedziałem, że ten pomysł jej się spodoba; bałem się tylko, że będzie chciała to zrobić na własną rękę. A ja chętnie bym jej pomógł przy okazji zaznajamiając się ze schematem budynku. Głupio chodzić po własnym domu z mapą, nawet, jeśli to miało być rozwiązanie tymczasowe.
- No to jesteśmy umówieni – zadecydowałem nie kryjąc zadowolenia. Wydawało mi się wtedy, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nawet jeżeli nigdy nie pokochamy się tak mocno jak moi rodzice, to wierzę, że pozostaniemy zgodnymi przyjaciółmi. Na to liczę. I coraz częściej wydaje mi się to być możliwe.
- Wiesz, nawet nie wiem czy tu jest kominek. Ale masz rację, powinien być – powiedziałem z roztargnieniem. – Co do teleportacji… nie chwaliłaś się – dodałem posyłając jej przepraszające spojrzenie. No właśnie, co my o sobie wiedzieliśmy? Wciąż nic, ale wspólne mieszkanie powinno sprzyjać poszerzaniu wiedzy na temat drugiej osoby.
Jeszcze chwilę tańczyliśmy, po czym zganiono nas, że powinniśmy ofiarować chociaż jeden taniec innym gościom. Nie pozostało mi nic innego jak oddać żonę w ręce innych mężczyzn, a sam również porwałem kilka kobiet do wirowania na parkiecie. Żałowałem, że matka się źle czuje, ale porozmawiałem z nią i ojcem przez chwilę. Tańczyłem za to z siostrą oraz kilkoma innymi krewnymi. Na koniec usiedliśmy z braćmi do wspólnego stołu, pijąc trochę za szczęście pary młodej. Oczywiście w zdroworozsądkowych ilościach, zgodnie z prośbami Naupliusa. Nie chciałem denerwować matki czy wywoływać skandalu, dlatego byłem wciąż wzorowo trzeźwy. Nie mam pojęcia ile czasu upłynęło, ale wreszcie zacząłem rozglądać się za Lyrą. Kiedy zobaczyłem ją samotnie siedzącą przy stoliku opuściłem moich braci i przysiadłem się do niej.
- Jak tam się bawisz? – zagaiłem, zerkając to na nią, to na gości. Jedni dobrze się bawili, inni siedzieli na wyznaczonych im miejsca. Było bardzo kulturalnie, jak nie u Traversów!





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   13.06.16 16:46

Także na Lyrze robiło to wszystko wrażenie, tym większe, że sama nigdy nie mieszkała w takich warunkach, mogła je podziwiać jedynie podczas wizyt u czarodziejów, dla których malowała obrazy. Jej samej przyszło dorastać w małym domku wspólnie z matką i braćmi, miała jednak swój własny, maleńki i biednie urządzony pokoik, w którym snuła pierwsze marzenia o lepszym życiu. Nowe wnętrze może na pierwszy rzut oka wydawało się chłodne i bezduszne, ponieważ nie zostało jeszcze naznaczone obecnością nowych mieszkańców, ale przy staraniach ze strony obojga powinno być kwestią czasu, aż nabierze bardziej przyjaznego charakteru i przestanie być obcym miejscem, a stanie się domem, po którym pewnego dnia będą biegać ich dzieci. Lyra uśmiechnęła się w duchu na myśl o małych istotkach o zmieniających kolor czuprynach; marzyła o założeniu rodziny, chociaż nie chciała się spieszyć, chciała otrzymać chociaż tych parę obiecanych lat młodości, którą wydarto jej tak szybkim zamążpójściem. Ale ucieczka nawet jej nie kusiła. Dzielnie wytrzymała zarówno wszystkie przygotowania, jak i sam ślub oraz odbywające się po nim wesele. Była tam, gdzie powinna teraz być według tego, co dyktowało jej poczucie obowiązku. Jej sercu wciąż obce były mocniejsze porywy uczuć, ale w tym świecie niełatwo było znaleźć małżeństwo, które darzyło się głębokimi uczuciami już w momencie ślubu. Stąd też nie mogło dziwić nawet to, że małżonkowie, choć zmuszeni do przebywania razem w towarzystwie, izolowali się od siebie w domowym zaciszu.
Ale Lyra nie chciała zupełnie odcinać się od Glaucusa, kryć w przeciwnym skrzydle budynku. Chciała poznawać go razem z nim i spędzać choć część czasu wspólnie, choć to zapewne będzie utrudnione, gdy jej mąż wróci do swoich morskich wypraw.
- Na pewno musi być, zdaje mi się, że widziałam w salonie – powiedziała; we wszystkich posiadłościach tego typu były kominki, na pewno. Były przydatne nie tylko do podróżowania i komunikacji, ale i ogrzewania rozległych przestrzeni, szczególnie zimą. – Prawie każdy przechodzi kurs teleportacji, Glaucusie, więc to chyba nie jest jakaś niesamowita umiejętność. – W roczniku Lyry można było na palcach jednej ręki policzyć osoby, które zrezygnowały z nauki teleportacji, nawet biedna pani Weasley wyłuskała potrzebną sumę, by opłacić kurs córki na szóstym roku w Hogwarcie. Choć przez późniejszy wypadek sam egzamin i tak zdała dopiero po całkowitym ukończeniu szkoły, czyli stosunkowo niedawno, ale ta zdolność nie raz okazała się przydatna, nawet jeśli niezbyt przyjemna.
Tańcząc z innymi, stresowała się nieco bardziej, zwłaszcza że nie była przyzwyczajona do bliższego kontaktu z niemalże obcymi osobami. Szybko zaczęło jej brakować ciepłych ramion Glaucusa i jego wyrozumiałości, gdy od czasu do czasu niechcący go nadepnęła lub pomyliła kroki. Ale po pewnym czasie znalazła się przy stoliku, gdzie pogawędziła z paroma osobami oraz zjadła trochę przekąsek, by dodać energii coraz bardziej zmęczonemu ciału. Niedługo pewnie będzie musiała oddalić się gdzieś i dyskretnie zażyć nową porcję eliksiru, tym bardziej, że kolor nieba za oknami od dłuższego czasu był ciemny; z pewnością był wieczór, choć nie wiedziała, która dokładnie godzina.
- Glaucus – zdziwiła się, kiedy po pewnym czasie jej mąż nagle pojawił się przed nią. – Całkiem dobrze, zatańczyłam jeszcze kilka tańców, ale musiałam chwilę odpocząć i coś zjeść. Zgłodniałam, a to wszystko wygląda naprawdę smakowicie i żal byłoby przejść obok obojętnie – Nie chciała jednak, by się martwił lub myślał, że źle się czuła, jak po balu u Averych, więc szybko posłała mu uspokajający uśmiech zapewniający że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chwyciła go lekko za rękę, zachęcając, żeby usiadł obok niej, a po chwili znowu sięgnęła dłonią po kawałek fantazyjnie udekorowanego ciasta z jagodami, które przywiodło na myśl wspomnienia spotkania sprzed kilku tygodni, gdzie w kawiarni w dzielnicy portowej raczyli się bułeczkami z jagodowym nadzieniem, nie wiedząc jeszcze, że zaledwie kilka dni później spadnie na nich wieść o przyspieszeniu ślubu. – Pamiętasz, jak w tamtej kawiarni zaczęłam jeść bułeczkę od złej strony i jej nadzienie wylądowało na mojej twarzy? – Zaśmiała się cichutko, racząc się smakołykiem i zastanawiając, czy Glaucus również powrócił myślami do tamtego dnia, jednego z ostatnich beztroskich, przedmałżeńskich spotkań. A potem znowu pomyślała o tym zupełnie ostatnim i bezwiednie musnęła palcem jagodowe usta, wspominając, jak zaledwie kilka dni temu delikatnie muskały je usta Glaucusa.
Dopiero po chwili wyrwała się z zamyślenia.
- Także przyszedłeś odpocząć, czy chcesz wrócić do przerwanej zabawy? – zapytała cicho, znowu kładąc rękę na wierzchu jego dłoni, była ciekawa, czy zostaną tutaj, czy może chciał znowu tańczyć, wykorzystać jeszcze te godziny które pozostały do końca przyjęcia. Gdy się rozdzielili, zapewne spędził trochę czasu z własną rodziną, ale nie miała mu tego za złe i oczywiście miała nadzieję, że jego matka czuła się lepiej. W końcu mogła dziś zobaczyć swojego syna poślubiającego wybraną dla niego narzeczoną.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   15.06.16 15:21

Okazało się, że Lyra orientowała się lepiej w planie budynku niż ja. Mnie zaciągnięto tylko do jednego z pokoi, gdzie przebrałem się we frak, potem przeszedłem korytarzem wprost do sali balowej i na tym się skończyło moje zwiedzanie. Dobrze jednak, że był ktoś, kto zwiedził większą ilość komnat w naszej rezydencji, będzie się po niej łatwiej poruszać. Uśmiechnąłem się ponownie, lub w zasadzie uśmiechałem się nieustannie, słysząc to wszystko.
- Na pewno masz rację – powiedziałem jedynie. – Co do teleportacji… to znam sporo osób, które nie poszły na kurs lub jej nie używają, bo to uczucie wyjątkowo paskudne. Za każdym razem wymiotują i mają awersję do tego typu środku transportu. Może jestem starej daty – zaśmiałem się. Coś było na rzeczy skoro dzieliła nas taka duża różnica wieku. Dziwiłem się, że ten drobny, chorowity rudzielec jest odporny na wpływ aportacji, ale każdy organizm zachowuje się inaczej. Może akurat posiada stalowy żołądek, a to cecha przydatna w rodzinie Travers, dlatego byłem zadowolony z takiego obrotu spraw. – Tak czy siak nie będziesz mieć problemów z odwiedzaniem Garretta kiedy najdzie cię ochota, a to daje jedno zmartwienie mniej – dokończyłem poprzednią myśl, by ostatecznie zamknąć ten temat.
Czas mijał nieubłaganie, nawet nie zorientowałem się kiedy minęło te kilka godzin i nastał wieczór. Część gości powoli opuszczała dworek we wschodnim Norfolk, pozostali wciąż się bawili. Głównie członkowie naszych dwóch rodzin, ci powinni opuścić wesele jak najpóźniej. Całkiem dobrze się bawiłem, rozmawiałem z osobami, których dawno nie widziałem dzięki czemu mogliśmy odnowić kontakty, matka czuła się całkiem dobrze, więc i ja nie miałem na co narzekać. Będąc w ciągłym centrum zainteresowania, a co za tym idzie w biegu, zupełnie zapomniałem o konieczności jedzenia.
- To prawda, nie wiem jak mogłem zapomnieć o tak wybornych daniach – przytaknąłem rozglądając się za interesującym mnie stołem z potrawami. Przeprosiłem na chwilę żonę, po czym wróciłem z talerzem obładowanym jedzeniem. – To straszne, ale wciąż najbardziej lubię ryby – zaśmiałem się widząc produkty widniejące na moim talerzu. Ryby, trochę owoców morza, nic więcej. Jednak moją uwagę przykuło jagodowe ciasto przywołujące miłe wspomnienia.
- Jak mógłbym zapomnieć? Do tej pory mi wesoło jak widzę coś jagodowego – powiedziałem rozbawiony. – Na szczęście jest tu dużo chusteczek – dodałem jeszcze, nie mogąc się powstrzymać. Nie będę musiał ratować Lyry, tym razem wszystko było w jej rękach! Chwilę po tej uwadze zacząłem jeść, słuchając muzyki grającej w tle i śmiechów ludzi wokół. Rozmów dookoła starałem się nie analizować. Tak naprawdę trochę zaczynałem się męczyć, najchętniej zrzuciłbym te niewygodne ubrania z siebie i włożył coś luźniejszego. – Tak tylko między nami, to marzę już o końcu przyjęcia, jestem nim zmęczony – odparłem. Wolałem nieformalne zabawy, zdecydowanie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   15.06.16 19:08

Lyra podczas przygotowań widziała kilka pomieszczeń, jak salon, salę balową czy przylegające do niej pomieszczenie, w którym pomagano jej się przebrać i przygotować do samego ślubu. Górne piętro posiadłości nadal było owiane tajemnicą, ponieważ w natłoku przygotowań nie było czasu, zresztą rodzina Glaucusa nie chciała przedwcześnie zdradzać niespodzianki, jaką miał być dla nich ten dworek. Lyra jeszcze nawet nie zobaczyła swojej przyszłej sypialni, nie wspominając o innych pomieszczeniach czy okolicach domu, więc całe zwiedzanie było przed nią.
- Bo jest paskudne, ale na szczęście trwa krótko – przytaknęła. Zdecydowanie nie nazwałaby teleportacji przyjemną i wygodną, ale była przydatna ze względu na szybkość i możliwość użycia jej wszędzie gdzie nie blokowały tego zaklęcia. Bardziej nieprzyjemne zdarzenia szczęśliwie ją ominęły, nigdy nie doznała poważniejszego rozszczepienia niż zgubienie odrobiny włosów, choć na początku, mimo że wzięła się solidnie za naukę dopiero rok po wypadku, rzeczywiście zdarzało jej się po aportacji wymiotować lub słabnąć. Później jej organizm stopniowo zaczął się przyzwyczajać i obecnie rzadko znacząco wpływał na jej stan, przynajmniej dopóki nie przesadzała z częstotliwością przemieszczania się w ten sposób. Podróżowanie siecią Fiuu też nie było wiele przyjemniejsze, chociaż nie stwarzało ryzyka rozszczepienia, a co najwyżej wylądowania w złym kominku lub pobrudzenia sukienki popiołem.
Mimo że Lyra była tak młodziutka i wciąż jeszcze pozbawiona obycia towarzyskiego, także bawiła się całkiem dobrze. Dzięki skupieniu się na tańcu, rozmowach i przekąskach łatwiej było na trochę zapomnieć o stresie. Po upływie godzin zresztą bardziej dojmujące było narastające zmęczenie. Teraz jednak siedziała przy stole z Glaucusem i oboje mogli raczyć się przysmakami.
- Wasze skrzaty naprawdę się postarały, jedzenie jest przepyszne – pochwaliła Lyra; może nie przepadała za owocami morza, ale było też dużo innych dań, oraz, oczywiście, ciasta i inne słodkości, które namiętnie pałaszowała, uważając żeby nie poplamić materiału sukni. – Może to ciasto nie będzie tak złośliwe jak bułeczki w kawiarni – zaśmiała się cicho, kończąc jeść swój kawałek, po czym sięgnęła po inny placek, tym razem z innymi owocami, który był udekorowany na wierzchu małymi lukrowymi stworzeniami morskimi.
Przez jakiś czas oboje jedli, od czasu do czasu rozmawiając, podczas gdy wokół nich nadal grała muzyka i było słychać rozmowy i śmiechy gości. Część z nich już zapewne wróciła do siebie, ale niektórzy nadal się bawili. Jednak im więcej czasu mijało, tym sala robiła się coraz bardziej pusta i wkrótce przeważali już przedstawiciele Traversów oraz Weasleyów, którzy najintensywniej świętowali połączenie ich rodów, mimo że pewnie była już noc.
- Ja też, Glaucusie. To był bardzo długi i obfitujący we wrażenia dzień – wyznała cichutko. Było pięknie i z pewnością nigdy nie zapomni tego dnia, ale teraz coraz bardziej marzyła o zdjęciu z siebie niewygodnej sukni i położeniu się w cudownie miękkim łóżku. – Myślisz, że ktoś zauważy, jeśli wymkniemy się odrobinę wcześniej? – zapytała jakiś czas później, gdy sala prawie już opustoszała. – Mógłbyś mi pokazać mój pokój, tak bardzo chcę go zobaczyć.
Przez cały czas mówiła cicho, lekko nachylając się w stronę męża i opuszkami delikatnie muskając wierzch jego dłoni. I nagle zaczęła marzyć o tym, żeby zaniósł ją do pokoju tak, jak dawno temu, po balu u Averych niósł ją do sypialni w jego mieszkaniu na Pokątnej. Jednak nie powiedziała tego na głos, poprzestając na wpatrywaniu się w niego z ukosa.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   20.06.16 14:37

Było lepiej niż się spodziewałem. Godziny mijały naprawdę szybko, goście co jakiś czas żegnali się i udawali do swoich domostw, na parkiecie chodziły niedobitki złaknione zabawy lub niechcące jeszcze powracać do czekających na nich czterech ścian. Jedzenie było naprawdę pyszne; nawet nie zauważyłem, kiedy większość nałożonych przeze mnie rzeczy zniknęła z talerza. Skupiłem się zupełnie na zabawie zapominając o uzupełnianiu energii. Dopiero widok siedzącej Lyry przypomniał mi o zwolnieniu tempa. Rodzice niestety już wyszli, bo matka powinna teraz dużo wypoczywać; powoli zostawaliśmy bez nadzoru.
- Nasze skrzaty – sprostowałem wesoło słysząc o wyborności serwowanego jedzenia. Przełknąłem ostatni kęs ryby popijając go sokiem dyniowym. – A skoro o tym mowa… według mojej informacji dostaliśmy dwa w prezencie ślubnym – wyjawiłem. Wydawało się, że na naszą dwójkę jeden był aż nadto, ale… drugi ponoć był na przyszłość, kiedy to mieliśmy powiększyć rodzinę. Rzecz jasna nic o tym nie wspomniałem, zanim do tego dojdzie minie trochę czasu, a nie było sensu psuć nastroju podczas wesela takimi głupotami.
- Nie powinno być. Jedzenie było przygotowywane z myślą o pięknych arystokratkach, ich reputacji śledzonej przez Czarownicę i drogich sukniach – zaśmiałem się. Kobiety miały dziwne priorytety, ale nigdy w to nie wnikałem. Trzeba było po prostu zaakceptować różnice między płciami, bo walka była z góry skazana na porażkę.
Poprawiłem się na krześle i rozejrzałem wokół. Wypożyczone skrzaty dalej obsługiwały pozostałe osoby, kilka par smętnie tańczyło gdzieś w rogu, część już nawet zaczęła ziewać. Jako gospodarze nie powinniśmy wymykać się wcześniej, raczej należało zostać już do końca zabawy, ale zazwyczaj nie stosowałem się do większości swoich obowiązków. Spełniałem je tylko wtedy, kiedy musiałem, ślub był tego przykładem.
- To prawda. Teraz, kiedy emocje powoli już opadają można poznać prawdziwy smak zmęczenia – przytaknąłem. – Co do ulatniania się… teoretycznie nie powinniśmy, ale ostatecznie to nasz dzień, nikt nam nie zabroni – dodałem z uśmiechem. Muszę przyznać, że zaraz się trochę zdziwiłem odważnym gestom Lyry. Nie byłem jeszcze oswojony z myślą, że teraz ten drobny rudzielec jest moją żoną, a więc i nasze relacje uległy zmianie. W przypływie chwili ścisnąłem jej dłonie swoimi i lekko je ucałowałem, zaraz zresztą rozluźniając uścisk. Naprawdę chciałem, żeby to wszystko dobrze funkcjonowało. – To co, uciekamy? – spytałem, na pewno bardzo zachęcająco!





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
 

Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala Balowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości :: Norfolk, dworek na wschodnim wybrzeżu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17