Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Wybrzeże   08.06.16 14:30

Wybrzeże

Znajduje się niedaleko dworku i jest z niego widoczne. To właściwie niewielka zatoczka z wąską, ale urokliwą plażą, która jest idealnym miejscem do spacerów i wypoczynku w cieplejsze dni. Schodzi się do niej po nieco sfatygowanych drewnianych schodkach. Miejsce to szczególnie pięknie wygląda podczas wschodów słońca.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   24.08.16 16:01

| 16.02

Lyra ani się obejrzała, kiedy okazało się, że minął styczeń i zaczął się luty, a więc, co za tym idzie – zbliżał się moment, kiedy upłyną dwa miesiące od ich ślubu. Był to na tyle intensywny okres, że nawet nie zauważyła upływu tego czasu, nie docierało do niej to, że od prawie dwóch miesięcy była żoną.
Oczywiście, nie spędzała całego swojego czasu w posiadłości, chociaż trochę trwało, zanim poznała ją na tyle, by przestać się gubić. Uczyła się oklumencji, pojedynkowała się, spotykała ze znajomymi i oczywiście malowała, i to więcej niż zwykle, bo na brak zleceń nie mogła narzekać, ale przecież musiała jakoś zająć sobie czas, tym bardziej że Glaucusa częściej nie było niż był. Oboje obiecali sobie zresztą, że oprócz wspólnej sfery życia każde zachowa swoją własną. Coraz częściej przyłapywała się na tym, że brakuje jej obecności męża. Gdy wyjeżdżał, wpatrywała się smutno w miejsce, gdzie zwykle lubił siadywać i wzdychała podczas samotnych posiłków podsuwanych jej przez skrzata. Dziwnie było przebywać samej w posiadłości która może na szlacheckie standardy nie była ogromna, ale dla niej, biednej Weasleyówny, owszem. Dawniej nigdy nie była sama na dłużej; w dzieciństwie mieszkała z matką i braćmi (nawet jeśli wyjeżdżali do Hogwartu, pozostawała mama), potem z samym Garrettem, a i w Hogwarcie nie mogła narzekać na brak towarzystwa. Teraz mieszkała tylko z mężem, który miał swoje obowiązki, bardziej czasochłonne niż jej.
W związku z jego zbliżającymi się urodzinami zastanawiała się jednocześnie, co mu podarować. Co lubił jej mąż poza żeglarstwem i aktywnościami? Czym jeszcze się interesował? Jakie książki lubił czytać? Co sprawiało mu przyjemność oprócz żeglowania i podróży? Im dłużej nad tym myślała, tym bardziej uświadamiała sobie, ile jeszcze rzeczy musi się o nim dowiedzieć, bo teraz nawet nie wiedziała, jaki prezent sprawiłby mu najwięcej radości. Obraz? Czuła, że to zbyt oczywiste, że wcale by go to nie zaskoczyło, nawet, gdyby namalowała dla niego statek lub krajobrazy Norfolk, które zapewne darzył sentymentem z dzieciństwa, tak jak i ona darzyła sentymentem własne rodzinne strony, w których dorastała, i które teraz przywodziły mimowolną tęsknotę za czasami, kiedy jej relacje z braćmi wyglądały normalnie. Zdecydowanie nie tęskniła za biedą i brakiem perspektyw, ale myśli o rodzinie często spędzały sen z powiek i rodziły tęsknotę za osobami, które były jej tak bliskie, a z którymi teraz jej relacje tak bardzo się popsuły, odkąd zdecydowała się na aranżowane małżeństwo z Glaucusem. Mężowi o tym nie mówiła, ale w ostatnich tygodniach kilka razy pojawiła się w Londynie na swojej dawnej ulicy tylko po to, by popatrzeć w okna mieszkania brata, który był jednocześnie tak blisko i tak daleko.
Ale szesnasty lutego w końcu nadszedł i okazało się, że Lyra nadal nie wie, co podarować mężowi na jego pierwsze urodziny po ich ślubie. Korzystając jednak z tego, że akurat miał wolny dzień, postanowiła zrobić miniaturowy piknik na ich własnej plaży, którą mieli tylko dla siebie. Pojawiła się tam odpowiednio wcześniej, żeby rzucić zaklęcia rozgrzewające (choć ten lutowy dzień był dość ciepły i słoneczny, to nadal była zima) i udekorować dla nich mały, osłonięty fragment plaży. Czarami przeniosła tam mały, stary stoliczek znaleziony podczas szperania na strychu, na nim ułożyła starą serwetkę, którą sama odnowiła, a wokół rozłożyła zaczarowane, by tak szybko nie zgasnąć świece, oraz muszelki, które czasem zbierała, spacerując tutaj. Nie zabrakło też kosza z przekąskami, które wcześniej w tajemnicy przed Glaucusem poleciła przygotować ich skrzatowi i własnoręcznie przyniosła na plażę. A potem pozostało jej pójść po męża i skusić go na tę małą przechadzkę, choć nie zdradziła mu, jaką niespodziankę dla niego planuje.
- Cieszę się, że mamy ten dzień tylko dla siebie. I mam nadzieję, że tak zostanie – powiedziała, gdy już szli obok siebie w kierunku plaży, a drobna dłoń dziewczęcia odnalazła ciepłą rękę męża. Po chwili doszli do wybrzeża, oczom Traversa mógł ukazać się uroczy zakątek, mógł też poczuć, że jest tutaj cieplej. – Wszystkiego najlepszego, Glaucusie! – Wspięła się na palce i musnęła ustami jego policzek. Od ich niefortunnej miniwyprawy statkiem, podczas której niechcący zdradziła mu prawdę o swoich lękach minął miesiąc, przez który ich relacje były poprawne i ciepłe, i nie pojawiły się pomiędzy nimi zgrzyty. Było dobrze. A jak będzie w kolejnych tygodniach i miesiącach? Póki co chciała po prostu cieszyć się tym, że wrócił do domu i był tutaj z nią, stał obok niej na ich plaży, gdzie przygotowała dla niego tę małą niespodziankę.
- Podoba ci się? - zapytała, powoli idąc przez piasek w stronę małego stoliczka otoczonego muszelkami.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   24.08.16 23:18

Urodziny. Mówią, że to wyjątkowy czas dla jubilata. Byłem innego zdania. Jeszcze jakiś czas temu świętowanie tego dnia rzeczywiście sprawiało mi przyjemność. Obecnie nie widzę w nim już niczego wyjątkowego. Ucieszyłem się, kiedy rodzina o nich pamiętała i odwiedziła mnie z rana na chwilę. To były zwykłe życzenia, ale było mi niesamowicie miło. Lubiłem rodzinność Traversów i odkąd zostałem mężem zastanawiałem się, czy i nasze życie będzie tak wyglądać. Moje i Lyry. Czy zdobędziemy się na taką serdeczność, czy z uwagą będziemy wyczekiwać wszystkich ważnych dat, okazywać sobie wzajemnie szacunek i oddanie. Moich rodziców łączyła miłość, nas… nie wiem co nas łączyło. Nigdy nie byłem dobry w nazewnictwie uczuć, tak samo jak w ich ogólnym rozpoznawaniu. Wiedziałem tylko, że nie umiem być obojętny, ale całej reszty nie dałem rady zidentyfikować. Czułem się koszmarnie z tą niewiedzą i niepewnością, z drugiej strony… to chyba nie miało żadnego znaczenia. Jakiekolwiek były to emocje, powinny być obustronne. A dopóki tak nie jest, nie ma co tego tykać. By nie okazało się, że znalazło się zbuka. Nikt nie lubi cierpieć, nie należę do wyjątków. Postanowiłem zostawić sprawy takie jakimi są. Niech naturalny bieg życia mnie poniesie. Jak rozbitka na tratwie na samym środku oceanu. Kiedyś gdzieś dobiję, gdzieś musi istnieć jakiś brzeg. Dokądś nas to wszystko doprowadzi.
Nie prowadziłem żadnego śledztwa. Nie zachodziłem w głowę gdzie znika moja żona tak wcześnie, w taki dzień. Może nie pamiętała, nie wnikałem. Nie miałem jeszcze planów na spędzenie reszty tego dnia, rozważałem nawet udanie się do magicznego portu w Londynie, by nie siedzieć sam. Wtedy jednak rudzielec wrócił proponując spacer po plaży tuż przy dworku. Uśmiechnąłem się zgadzając na tą propozycję. Zwykły, spokojny spacer wzdłuż brzegu. Wśród kojących uszy szumów fal. Idealnie. Tak, tego było mi trzeba, tylko jeszcze o tym nie wiedziałem.
Szliśmy powoli; pozwoliłem sobie chwycić dłoń Lyry i spleść ją z moją. Wydawało mi się, że nie było w tym nic złego. Złego ani nachalnego. Miałem nadzieję, że nie obruszy się na mnie o to, a przynajmniej nie dziś.
- Tak? A dlaczego? – spytałem, chcąc zachęcić ją do zwierzeń. Miałem naprawdę dobry humor. Nie spodziewałem się nawet, że mi się tak polepszy. Bo zastałem niecodzienny widok: dużo magii włożonej w kawałek przestrzeni. Luty nie wydawał się być już tak mroźny jak przed chwilą. Uśmiechnąłem się szerzej stojąc mimo wszystko trochę zaskoczony. Nie spodziewałem się tego, to prawda.
- Zaskoczyłaś mnie – powiedziałem w pierwszym odruchu ogarniając wzrokiem całość przygotowań. – Bardzo pozytywnie. Dziękuję, jest wspaniale – odparłem nie kryjąc zadowolenia. Poszedłem za nią w stronę stolika, a kiedy zatrzymaliśmy się, nachyliłem się ku niej i pocałowałem intensywnie w delikatne usta. Nie wiem co mnie podkusiło, ale to był impuls. Zaraz się wycofałem nie chcąc wprawiać jej w większe zakłopotanie niż zazwyczaj. Typowo dla siebie udałem, że nic takiego się nie stało. – Co szef kuchni poleca? – zagadnąłem żartobliwie, chcąc skierować nasze myśli na zupełnie inne tory.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   25.08.16 11:04

Jej samej również trudno było nazwać uczucia, jakimi darzyła Glaucusa. A niewątpliwie jakimiś go darzyła. Jeszcze przed ślubem darzyła go dużą sympatią i podziwem. Nie traktowała ich ślubu wyłącznie jako przykry obowiązek ani środek na drodze do celu, jakim jest zostanie uznaną, docenioną malarką z dobrymi możliwościami rozwoju. W ciągu ostatnich tygodni nie było takiego momentu, by żałowała, że przyjęła zaręczyny, a potem ślubną obrączkę, chociaż, myśląc o Garretcie, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego jej ślub tak bardzo mu wadził, dlaczego to, że Lyra chce zdobyć aprobatę nowej rodziny i spędzać czas z mężem tak ich poróżniło. Nie było takiego dnia, żeby ani razu nie myślała o swoich braciach i ich relacjach, chociaż bardzo rzadko wspominała cokolwiek Glaucusowi, nie wiedząc, czy potrafi ubrać w słowa swoje nieprzyjemne, pełne tęsknoty i żalu rozterki.
Gdy szli obok siebie ścieżką w kierunku plaży, zerkała na niego kątem oka. Był sporo wyższy, więc musiała zadzierać głowę, by patrzeć na jego twarz. Chciała dostrzec jej wyraz, kiedy mężczyzna już zobaczy jej małą niespodziankę. Skromną, bo z racji swojego pochodzenia zapewne przywykł do bardziej okazałych prezentów, ale może doceni same starania i dobre chęci? Jako Weasleyówna, w dotychczasowym życiu nigdy nie miała pieniędzy na prawdziwe podarunki, więc zazwyczaj wykonywała je sama.
Nie pogniewała się, gdy chwycił ją za rękę. Właściwie i ona niemal w tym samym momencie wyciągnęła swoją, by wykonać identyczny gest. Kiedy ich opuszki się zetknęły, zaśmiała się cichutko i mocniej zacisnęła szczupłe palce na jego dłoni, czując jego ciepło i bliskość, które dawały jej ukojenie w tych początkach małżeństwa, bo tak desperacko pragnęła kogoś, komu mogła ufać.
- Cieszę się, że ci się podoba. Chciałam sprawić ci przyjemność – szepnęła z ulgą, widząc, jak oglądał przestrzeń, którą z taką starannością przygotowała. Zaczarowany fragment plaży z dala od wody, jednak z pięknym widokiem na łagodnie falujące morze, w którym odbijało się wątłe, zimowe słońce. Gdy Glaucus nachylił się, by ją pocałować, przymknęła nieznacznie powieki i odwzajemniła jego czuły gest, czując, jak robi jej się jeszcze cieplej. Sprawił jej przyjemność, zarówno pocałunkiem, jak i samym faktem, że docenił jej przygotowania.
Gdy się od siebie odsunęli, sięgnęła dłonią do koszyka, zdejmując z niego serwetkę. W środku znajdowały się różne przekąski, przede wszystkim słodkie, jak ciasta czy babeczki. Nie zabrakło też małych bułeczek z jagodowym nadzieniem, i to jedną z nich Lyra chwyciła w pierwszej kolejności, przełamując ją ostrożnie na pół. Odrobina jagodowego dżemu poplamiła jej palce, ale powoli wyciągnęła dłoń z jedną połową bułeczki w kierunku Glaucusa, zaś drugą sama powoli wsunęła do ust, czując słodki posmak owoców.
- Nie wiedziałam, co chciałbyś dostać w ten dzień, a chciałam jakoś pokazać, że o nim pamiętam – wyznała cicho. – Wstyd się przyznać, jak wciąż niewiele wiemy o swoich upodobaniach. Nie wiem nawet, co lubisz czytać, ani jaki jest twój ulubiony kolor. Nie wiem, jakie słodycze najbardziej lubisz ani co darzysz największym sentymentem. Ale chciałabym wiedzieć więcej – zapewniła go. Rozmawiali ze sobą każdego dnia, kiedy był w domu, ale dwa miesiące to jednak zbyt mało, by wiedzieć o małżonku absolutnie wszystko, tym bardziej, że w tym początkowym okresie, dodatkowo zmąconym przez zawirowania po sabacie i śmierci nestora rodu, zazwyczaj absorbowały ich inne sprawy niż te błahe (ale przecież też ważne), jak ich upodobania i pragnienia. Może ten dzień na plaży będzie dobrą okazją do takiej zwyczajnej rozmowy nie zmąconej żadnymi zmartwieniami?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   26.08.16 18:08

Kiedyś, jak jeszcze byłem małym szczylem, to faktycznie moje urodziny były prawie królewskim wydarzeniem. Przyjęcia, prezenty, pochwalne peany na moją cześć; to wszystko stanowiło nierozerwalną część dnia szesnastego lutego. Zjeżdżała się cała rodzina i było naprawdę fajnie. Z biegiem lat to wszystko się zacierało, rodzice uważali, że sam powinienem interesować się swoimi urodzinami. Pozostawiali mi wybór co do tego, co chcę robić. Życzenia składali mi zawsze, prezenty dawali jeśli coś było mi potrzebne, zwłaszcza przy wkroczeniu w dorosłe życie. Nie mogę narzekać, na jednych z moich urodzin dostałem od rodu swój własny statek. To nie są małe pieniądze. Od tamtej pory raczej nie uświadczam podarków w ten dzień, ale na serdeczne życzenia pomyślności mogę liczyć zawsze. I mnie to wystarcza. Tak naprawdę mam wszystkiego, czego tylko kiedyś chciałem: kochającą rodzinę, własną łajbę; czego jeszcze mógłbym chcieć? Zdrowia dla wszystkich, ale niestety to nie jest od nas zależne. Zdrowie dostaje się lub nie. Ach, no i oczywiście chciałbym, żeby moja siostra nadal była moją siostrą, to jednak jest już niemożliwe.
Przez to wszystko nie oczekiwałem więc prezentu od Lyry. Przyjemnie mnie zaskoczyła. Sądziłem, że wybieramy się na zwykły spacer. Jeden z wielu, jakie przyjdzie nam wspólnie przeżyć. Zrobiło mi się bardzo miło, że pamiętała i zechciała zadać sobie trud przygotowania całej tej otoczki. No i spędzenia ze mną więcej czasu. Mogła sobie przecież latać teraz na pojedynki, hipnozę czy co tam by sobie jeszcze wymyśliła. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a to wszystko było sprawką właśnie jej. Potrafiła wzbudzić we mnie dobru humor.
- Dziękuję raz jeszcze. Że ci się chciało… – zaśmiałem się kręcąc głową. Poprawiłem swój płaszcz po czym zasiadłem na przygotowane przez rudzielca miejsce. Spojrzałem na odsłoniętą zawartość koszyka i znów nie mogłem powstrzymać cisnącej się na usta wesołości. – No proszę, nawet jagodowe bułeczki sprowadziłaś – powiedziałem nie kryjąc rozbawienia, ale i uznania. Od razu przywołałem na myśl przyjemne wspomnienia kiedy siedzieliśmy w Czekoladowej Perle. Było bardzo miło i co dziwne, zaczęło mnie coś rozgrzewać od środka. Z przyjemnością przyjąłem drugą część wypieku zaczynając powoli przeżuwać każdy kęs. Tym razem to Lyra mówiła, dlatego mogłem jeść słuchając jej słów. Pokiwałem lekko głową.
- Masz rację, wiemy o sobie zdecydowanie za mało. Dlatego proponuję pytania i dzień szczerych odpowiedzi – przytaknąłem, kiedy w końcu udało mi się zjeść tą pyszną słodkość. – Odpowiem już na te pytania w formie wypowiedzi, które przed chwilą poruszyłaś. Na pewno będzie to dla ciebie zaskoczeniem, ale moim ulubionym kolorem jest… niebieski – przyznałem z rozbrajającą szczerością. – Najlepiej ciemny, ale jasny też jest piękny. Trochę nie mam cierpliwości do czytania, ale jeśli miałbym coś wybrać, to wybrałbym powieści kryminalne. Co się zaś tyczy słodyczy, do tej pory najbardziej lubiłem słonowodne ciągutki, ale na chwilę obecną numerem jeden zostają jagodowe bułeczki, bez dwóch zdań. Sentyment… chyba mój rozbity statek – kontynuowałem, przy ostatniej kwestii ulegając zamyśleniu. To było pierwszym, co przyszło mi do głowy. – Dobra, to teraz ty mi odpowiesz na te same pytania, a potem wyrzucamy każdy po jednym – zadecydowałem, patrząc na żonę wyczekująco. Żeby się zgodziła, oczywiście. Zaraz po tym obróciłem głowę w kierunku wody, która tak pięknie szumiała. Zdecydowanie popływałbym, nawet w takie zimno. I nie mówię tu o rejsie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   27.08.16 11:14

Dla Lyry dzień jej urodzin nie różnił się jakoś mocno od innych. Zazwyczaj nie mogła liczyć na nic więcej niż ciasto upieczone przez mamę, czasem jakąś używaną książkę, od której prawie odpadała okładka, lub zestaw poobgryzanych ołówków z drugiej ręki. Czasem ktoś ze znajomych ze szkoły przysłał trochę słodyczy albo kartki z życzeniami. Na tym kończyły się różnice. Nie łatwo było być biedną, zwłaszcza gdy we wtedy jeszcze dziecięcym serduszku rodził się smutek, gdy patrzyła, jak wiele dostają jej rówieśnicy. Przynajmniej pod względem materialnym, bo jeśli chodzi o Lyrę, matka i bracia starali się zrekompensować jej braki troską i okazywaniem jej uwagi. Byli dobrą, kochającą się rodziną i to zawsze będzie wspominać z sentymentem, nawet jeśli prawdopodobnie to utraciła.
Spędzenie czasu z Glaucusem nie było przykrym obowiązkiem, było przyjemnością. Lubiła te momenty, gdy był w domu. Potrzebowała towarzystwa bliskich, a skoro zabrakło w jej życiu braci, skupiła się na mężu. Czuła przyjemną satysfakcję, patrząc, jak kroczył obok niej, podczas gdy ona ufnie ściskała jego rękę, czując się bezpieczna i szczęśliwa. Gdy zaaprobował miejsce, które przygotowała, uśmiechnęła się szerzej, czując ulgę, że wydawał się zadowolony.
- Dobrze mi się kojarzą – powiedziała, zerkając na bułeczki. Bo rzeczywiście, przewijały się w ważnych dla nich momentach, jak spotkanie w Czekoladowej Perle, czy przyjęcie ślubne. Nieprzypadkowo postanowiła zabrać je także tutaj, ciekawa, czy i jej mąż darzy je sentymentem. Jak się okazało, zauważył nawiązanie do tamtego grudniowego spotkania.
- To dobry pomysł, Glaucusie – zgodziła się z nim. Mieli czas, otoczenie było spokojne i rozgrzane zaklęciami, mogli tu siedzieć i rozmawiać godzinami, Lyra na pewno nie miała nic przeciwko. Wsłuchała się w jego odpowiedzi, chłonąc szczegóły, odnotowując je w swojej pamięci. – Moim? Jako malarka uwielbiam wiele kolorów, ale gdybym miała wybrać jeden, chyba wybrałabym... pomarańczowy. Ale nie taki krzykliwy, raczej miękki, ciepły i łagodny, jak niebo podczas zachodu słońca. – Ten kolor przywodził jej na myśl kolory Weasleyów, choć dopiero po chwili zdała sobie z tego sprawę. Nie zdziwił jej niebieski kolor wybrany przez Glaucusa. Musiał kojarzyć mu się nie tylko z jego rodem, ale i z morzem, po którym pływał, na które oboje teraz patrzyli. – Ostatnio najczęściej czytywałam książki poświęcone malarstwu, ale dla przyjemności lubię czytać te, w których bohaterowie przeżywają dużo ciekawych rzeczy. Lubię też szczęśliwe zakończenia tych historii, nieszczęśliwe zawsze mnie smucą. – Była w końcu wrażliwa, więc lubiła wszystko, co piękne i dobre. I ostatecznie jej życie aż do lipca było bardzo spokojne, teraz zdecydowanie nie mogłaby narzekać na nudę, ani zazdrościć ciekawego życia fikcyjnym bohaterom. Może co najwyżej tego, że w książkach bohaterowie zawsze potrafili sobie ze wszystkim radzić. – Zawsze uwielbiałam czekoladowe żaby i w ogóle wszystko, co jest zrobione z czekolady, ale teraz... – Wzięła kolejną jagodową bułeczkę, a jej oczy spoczęły na twarzy męża. – Chyba pojawiła się kolejna rzecz, którą lubię.
Drobne dłonie znowu przełamały bułeczkę na dwie równe części, wyciągając jedną połowę w stronę Glaucusa. Kiedy mu ją podawała, ich palce zetknęły się na moment, na dłoni mężczyzny pozostała jagodowa smuga.
- Sentyment... Wydaje mi się, że moje pierwsze pędzle, którymi uczyłam się malować. Zachowałam je na pamiątkę, nawet gdy przestały nadawać się do użytku. – W rzeczywistości było więcej rzeczy, które darzyła tego typu uczuciami, bo Lyra była bardzo sentymentalną istotką, lubiła gromadzić pamiątki przypominające jej o ważnych momentach życia, jak stare rysunki, listy, ruchome fotografie czy inne drobiazgi. Sporo z nich sprowadziła do posiadłości męża po ślubie, trzymała je w kufrze w swoim pokoju, czasami oglądając je w samotne wieczory.
Przyszła kolej na jej pytanie. Zamyśliła się nad nim przez moment, jej oczy na moment spoczęły na znajdującej się kilkanaście metrów dalej linii brzegu, obmywanej przez lekkie fale.
- Więc... Od jak dawna wiedziałeś, że chcesz spędzać swoje życie w taki sposób? To ojciec zaraził cię pasją do żeglarstwa, czy może to wpływ samych rodowych tradycji i chęci sprostania oczekiwaniom? – zapytała więc. Wiedziała o jego wielkiej pasji, wiedziała, że kochał morze tak, jak ona sztukę, ale zawsze zastanawiało ją, czy wiedział o tym od zawsze, czy pomysł na takie życie pojawił się nagle, tak jak u niej malarstwo. Bo choć zawsze lubiła rysować i miała do tego wrodzony talent, nie planowała robić tego zawodowo... Do czasu, póki jej życie nagle się nie zmieniło i musiała dopasować do niego swoje plany na przyszłość.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   28.08.16 13:56

Nie zaznałem nigdy biedy, nie potrafiłem jej sobie do końca wyobrazić. Coś wiedziałem na pewno, w magicznych portach od zawsze roiło się dużo ubogich osób. Większość z nich popadła w ruinę przez alkoholizm, ale to wcale nie było regułą. Ale to wszystko było tylko powierzchownością, nie miałem pojęcia o ludziach zwyczajnie skromnych, ale jednocześnie szczęśliwych. To był dla mnie obcy świat. Nawet moja siostra, która teoretycznie moją siostrą już nie jest, żyła w naprawdę niezłych warunkach, z czego się bardzo cieszyłem. Nigdy nie życzyłem jej źle. Na pewno trudno jej było odzwyczaić się od typowych luksusów, a przyzwyczaić do gorszych standardów, ale to była silna kobieta. Wiedziałem, że sobie poradzi. Traversowie zawsze dawali sobie radę, bez względu na wszystko. W końcu codziennie musieli zmagać się z kapryśnymi wodami, szalejącymi sztormami i niebezpiecznymi falami. Musieli zachować hart ducha.
Zwłaszcza w tak tragicznych okolicznościach jakie miały miejsce na początku roku. Wciąż o nich pamiętałem, trudno było się ich wyzbyć ze świadomości. Na dodatek mój ojciec został nestorem rodu, co trochę zmieniło charakter naszej rodziny. Nauplius nie ma już tyle czasu dla swoich dzieci, dziś wpadł dosłownie na chwilę. I tak byłem zadowolony z faktu, że pamiętał o moich urodzinach w takim rozgardiaszu. Starszyzna musiała się naradzić co dalej zrobić z tymi wydarzeniami sprzed ponad miesiąca. Ta sprawa nie była prosta i ja doskonale o tym wiedziałem. Nie miałem pojęcia jak bardzo te tematy są Lyrze znane, ale nie czułem się na siłach poruszać ich dzisiejszego dnia. Miał on być dniem radosnym.
- Mi też – potwierdziłem swoje poprzednie słowa, a także te należące do niej. Za chwilę się zainteresowałem czymś innym, czyli rozmową na dość neutralne tematy. Taką poznawczą. Uśmiechnąłem się w podziękowaniu za kolejną połowę bułeczki, ignorując zupełnie jagodową smugę na dłoni. Po monologu, który z siebie wyrzuciłem, przyszedł czas na słuchanie odpowiedzi Lyry i notowanie ich w pamięci, by nie zapomnieć o żadnym szczególe. Mieliśmy się teraz lepiej poznać. Cały czas się uśmiechałem, byłem wprawiony w dobry humor.
- Nie jestem zaskoczony wyborem koloru. Za to ja wolę smutne zakończenia, są mniej… sztampowe – przyznałem bez ogródek, zamyślając się na drobną chwilę. Zaraz myślami powróciłem do żony i naszego popołudnia nad brzegiem. Było bardzo przyjemnie. Zaśmiałem się cicho na wzmiankę o ulubionych słodyczach, a zaraz potem sam pałaszowałem jagodowy wypiek. Kiwałem głową na wieść o pędzlach, jednocześnie myśląc nad pytaniem. To, które zadał rudzielec było wręcz banalne w odpowiedzi!
- Oczywiście, że ojciec mnie tym zaraził. Opowiadał nam tyle historii ze swoich morskich wypraw… do dziś pamiętam je wszystkie, tak wciągające były. Strasznie mu współczuję, że teraz nie będzie mógł już pływać – stwierdziłem. Najpierw z ekscytacją, potem ze smutkiem. Mam to szczęście, że mnie nigdy nie wybiorą na nestora, a mój starszy brat nie jest żeglarzem, dlatego jego ewentualne objęcie tego stanowiska nie będzie nikomu szkodzić. – To teraz pytanie ode mnie… o czym jeszcze nie wiem z twojego życia, a powinienem wiedzieć? – spytałem niby luźno, ale tak naprawdę trapiło mnie to pytanie już od dłuższego czasu.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   28.08.16 22:01

Dla Lyry przez długi czas obcy był ten świat, w którym dorastał Glaucus. Owszem, wiedziała o nim, znała wywodzące się z niego osoby, ale mogła tylko patrzeć z boku i czuć żal, że ją tego pozbawiono. Jej własny ojciec zamiast zapewnić rodzinie równie godziwy byt, albo przynajmniej taki przeciętny, wolał bawić się w altruistyczne pobudki, a potem zniknął zupełnie na lata. Ale potem przyszła dorosłość, zaręczyny i ślub, i biedna, skromna malarka mogła poznać smak szlacheckiego życia. Niestety tak szybko naznaczonego pogorszeniem relacji z rodziną i tragicznymi wydarzeniami, jakie rozegrały się podczas sabatu.
Ale teraz nie myślała o nich, skupiona na obecności Glaucusa i rozmowie z nim, na smakowaniu jagodowych bułeczek (i innych słodkości z koszyka), szumie morza i jego charakterystycznym zapachu przesyconym wonią wodorostów i morskiej soli.
- Tak przypuszczałam, że to wpływ ojca. Mogę wam tylko pozazdrościć tak dobrej relacji, i tobie inspirujących opowieści i doświadczeń – przyznała, zastanawiając się, czy gdyby pewne wydarzenia w jej przeszłości potoczyły się inaczej, ona także byłaby tak zapatrzona w ojca. Zamiast tego była przez większość życia zapatrzona w brata... A teraz nagle została sama i rozpaczliwie rozglądała się za nowym ideałem. – Więc nowe obowiązki już nie pozwolą twojemu ojcu na morskie wyprawy?
Nie wiedziała, jak to jest, ale przypuszczała, że zostanie nestorem pociągało za sobą mnóstwo obowiązków, którym trzeba było sprostać.
Ale kolejne pytanie Glaucusa wprawiło ją w dość mocną konsternację, tak, że prawie upuściła ciasteczko, które chwilę wcześniej sobie wzięła. Co jeszcze powinna powiedzieć Glaucusowi? Co powinien o niej wiedzieć? Jeśli chodziło o te poważniejsze sprawy, wiedział już o jej wypadku sprzed prawie dwóch lat, komplikacjach po nim, lipcowej utracie wspomnień i zamiarze poddania się hipnozie, strachu przed znalezieniem się pod wodą, październikowych łapankach, których padła ofiarą, nocnych koszmarach, popsuciu relacji z braćmi, a także o oklumencji, której się uczyła.
- Jeśli chodzi o te poważniejsze sprawy z ostatnich miesięcy, chyba już wszystko powiedziałam. – Tak jej się wydawało. – Ale jeśli coś sobie przypomnę, lub jeśli jeszcze coś się wydarzy – oby nie – na pewno ci o tym powiem.
Obiecała. Ale czy będzie mogła dotrzymać słowa? Oby tak, bo czuła się coraz gorzej, gdy okłamywała męża.
- A czy ja powinnam coś wiedzieć? – zapytała; ostatecznie wiele jej małych tajemnic już się wydało, ona o jego nie wiedziała praktycznie nic. – I czy zastanawiasz się czasem, dlaczego nestorzy wybrali dla ciebie właśnie taką biedną, marną Weasleyównę jak ja?
I czy żałujesz tego, Glaucusie? To pytanie padło już tylko w jej myślach.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   30.08.16 13:50

Nie byliśmy typową, arystokratyczną rodziną. Nie mogłem ręczyć za pozostałych Traversów, ale my stanowiliśmy nierozerwalną zgraję, która trzymała się razem. I która uwielbiała swoje towarzystwo. Nie było piękniejszych wieczorów od zebrań w salonie, by wysłuchać kolejnej opowieści ojca. Był skarbnicą wiedzy, doświadczeń i charyzmy, nie mogliśmy się nadziwić jak jeden człowiek może pomieścić tyle wspaniałych cech. Szybko rozbudził naszą ciekawość, dwóch z trzech jego synów zapragnęło podążać jego ścieżką. To wcale nie był przymus zapisany w spadku po Traversach, to była czysta przyjemność. Powołanie do poznawania tajemnic wód naszego świata. Tęskniłem trochę za tymi historiami pomimo tego, że przecież w końcu doczekałem się swojego statku i mogłem to wszystko przeżywać sam. To już nie do końca było tym samym, a i mnie ominęło wiele ojcowych przygód. Może jeszcze się uda? Kto wie co szykuje dla nas los. Zwłaszcza, że niedługo znów przyjdzie mi wypłynąć, tym razem na Pacyfik.
- Hej, przecież wasza rodzina też była zżyta. Czy coś mnie ominęło? – spytałem patrząc na nią uważnie. Pomijając ojca, który faktycznie tajemniczo zniknął z ich życia, to chyba było wszystko w porządku. Dopóki Lyra nie wybrała innej drogi niż jej bracia. Wciąż czuję trochę wyrzutów sumienia, że to z mojej winy. Nie powinienem, w końcu gdyby Weasley tego nie chciała, mogłaby się sprzeciwić rodzinie i żyć tak, jak chciała, razem ze swoim rodzeństwem. Tak naprawdę miała wybór. Ja go tylko nie miałem, ale nie chciałem teraz o tym myśleć. Cieszyłem się tym popołudniem bez zmartwień i kłopotów.
- Niestety nie. Nie można ryzykować, że zginie gdzieś na morzu i zaraz trzeba będzie wybierać kogoś nowego. Trochę się martwię o to jak zniesie to psychicznie. I czy nie stanie się z nim coś takiego jak z poprzednim nestorem… – mruknąłem. Nieświadomie przywołując bardzo zły temat jak na ten dzień. – Nie rozmawiajmy lepiej o tym – dodałem więc szybko. Zająłem się jagodowymi bułeczkami i słuchaniem żony, to było lepsze od wspominek tamtego strasznego wieczoru, który powinien się czym prędzej zatrzeć w naszej świadomości.
Obserwowałem reakcję Lyry, ale nie spodziewałem się, że aż tak zareaguje. Nie chciałem tego, ale z drugiej strony wolałem wiedzieć zawczasu nim znów mnie czymś zaskoczy.
- To dobrze. Chociaż i tak uważam, że to za dużo przeżyć jak na jedną osobę – odparłem popijając czymś (chyba sokiem dyniowym) pałaszowane jedzenie. Wiedziałem, że to pytanie się zwróci przeciwko mnie, tylko czy ja miałem jakieś sekrety? Zwłaszcza tak poważne? Nie. Najwyżej mógłbym powiedzieć o moim życiu uczuciowym, ale ono i tak już praktycznie nie istniało, nie było więc o czym wspominać. – Nie – powiedziałem więc luźno, uśmiechając szeroko. Kolejne pytanie było trochę poza kolejką, ale nie zamierzałem się kłócić. Czy o tym myślałem? – Na początku tak, zastanawiałem się. W końcu jesteś ode mnie dużo młodsza. Ale przestałem, raczej żyję chwilą, jest dobrze tak, jak jest – odpowiedziałem więc, jednocześnie zastanawiając się nad kolejnym pytaniem. – Ulubione zwierzę? – rzuciłem, chcąc zmienić kurs na bardziej lekkostrawny.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   30.08.16 20:30

Lyra wciąż lekko uśmiechała się do męża, próbując sobie wyobrazić jego życie. Słuchał tylu inspirujących opowieści ojca i pewnego dnia dorósł, by sam to robić. Nic nie stało mu na przeszkodzie, bo nie był, jak Lyra, ograniczony tak przyziemnymi rzeczami, jak brak pieniędzy na spełnianie marzeń. Przeżywał własne przygody, a dziewczyna była ciekawa, czy pewnego dnia będzie o nich opowiadać ich dzieciom, chociaż Lyra zapewne drżałaby ze strachu, że te pewnego dnia też wyruszą na morza i będą mierzyć się z tyloma niebezpieczeństwami.
- Tak, do niedawna była – westchnęła smutno. Teraz wszystko się zmieniło. Z grona swoich najbliższych to chyba tylko z matką nadal miała jakiś kontakt, co prawda zwykle listowny, ale zawsze. Kontakt z braćmi znacząco się pogorszył. Ale nie obwiniała o to Glaucusa. Sama zgodziła się na jego zaręczyny, sama tego chciała. Tylko dlaczego jej bracia nie mogli się pogodzić z tym, że nie chciała się zbuntować przeciwko rodowemu obowiązkowi, a przyjęła go bez sprzeciwu, wcale nie uważając tego narzeczeństwa i ślubu za wielkiej życiowej tragedii, tym bardziej, że przecież niczego (jak wtedy myślała!) nie traciła, a mogła zyskać. Niestety, chociaż wcale tego nie chciała, również straciła – dobre stosunki z braćmi.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego to tak długo trwa. Dlaczego nadal nic nie wraca do normy. – Minęły już przecież prawie dwa miesiące od jej ślubu. Nie rozumiała, dlaczego jej rodzina nie chciała jej szczęścia, a próbowała podcinać jej skrzydła, zatrzymać w miejscu. Może tak naprawdę zawsze mylnie ich postrzegała, może myliła się, wierząc, że zawsze będą się akceptować i mieć dobre relacje?
- Ale ty też nie ryzykuj, Glaucusie – spojrzała na niego poważnie, wzdrygając się na samą myśl, podobnie jak na myśl o tym, że ojciec jej męża mógłby podzielić losy poprzedniego nestora. Lyra słabo go znała, ale wydawał jej się zupełnie w porządku, no i był ojcem Glaucusa. Z pewnością nie życzyłaby mu tak strasznego losu, całkowicie rozumiała obawy męża o niego. – I masz rację, nie rozmawiajmy. Mam nadzieję, że po prostu wszystko się ułoży.
Umilkła na moment, przygryzając wargę.
- Wiem, ale staram się... jakoś sobie z tym radzić – powiedziała, zastanawiając się jednocześnie, czy Glaucus powiedział jej prawdę, czy może również nie lubił mówić o swoich problemach. Tylko że po prostu skuteczniej niż ona je ukrywał. – To dobrze – przytaknęła tylko, postanawiając tego nie roztrząsać. – Dla mnie też jest dobrze, mimo wszystko. Choć na początku... Przyznaję, że zwyczajnie się bałam, te zaręczyny i ślub spadły na mnie nagle i nieoczekiwanie. – Wyciągnęła do niego rękę i uścisnęła ją, czując przyjemne ciepło w sercu gdy przyznał, że jest dobrze.
- Zawsze uwielbiałam koty. Są fascynujące – rzekła. Gdy była dzieckiem, po ich rodzinnym domu pałętały się koty, i choć Lyra nie miała daru rozmowy z nimi, jak Barry, zawsze bardzo je lubiła. Nawet jej patronus przybrał postać kota, gdy pierwszy raz uzyskał cielesną formę. Te zwierzęta kojarzyły jej się z tajemniczością, niezależnością i podążaniem własnymi ścieżkami. Lyra także podążyła swoją, nawet jeśli oznaczało to konflikt z osobami, które miała za tak sobie bliskie. – A ty, Glaucusie? Lubisz jakieś zwierzęta, może miałeś jakieś już w przeszłości?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   01.09.16 18:37

Nigdy nie będzie tak, jak sobie tego wymarzymy. Jak już będziemy mieć dzieci, to przynajmniej jedno z nich będzie musiało ruszyć na podbój szerokich wód tego świata. Ujarzmić nieposkromione fale, odnaleźć powołanie na statku i wypełniać swoje obowiązki względem rodu. Nie może być inaczej. Niby nigdy nie byłem żadnym fanatykiem, ale wracając tutaj i godząc się na szlacheckie zasady (w tym na aranżowany ślub) podpisałem taką trochę umowę, że będę trzymać się wytyczonych reguł. Nie idzie mi za dobrze tak jak sobie teraz o tym myślę. Przyłączyłem się do Zakonu Feniksa, a on jednak działa wbrew tym wszystkim nagonkom na czarodziei nieczystej krwi i mugoli. Nie powinienem tak występować wbrew pochodzeniu, ale co zrobić, kiedy zgadzałem się z ideami tej organizacji? To, co robię ze swoim życiem to jedno, ale wtrącanie się w życie lub śmierć innych osób jest dla mnie niepojęte. I zawsze takie już zostanie. Każdy ma prawo do własnego szczęścia.
Czy bracia Lyry tego nie rozumieją? Czy Lyra tego nie rozumie?
Nie wiedziałem. Nie miałem zbyt szerokiego poglądu na tę sprawę. Na ich relacje. Wydawały mi się być w porządku, nawet na tym naszym ślubie. A potem… cisza. Jedni odgrodzili się od drugich (to zupełnie jak ode mnie), każdy miał swoje racje, nikt nie chciał ustąpić. Teraz też tak jest. Zachodzę w głowę jak pomóc swojej żonie, ale niestety nic nie przychodzi mi na myśl. Wydawało mi się, że z czasem ten konflikt się rozmyje, a obie strony dojdą do konsensusu. Niestety nic takiego się nie działo, a ja się zastanawiałem czy byłbym dobrym mediatorem. Raczej nie byłbym.
- Ja też tego nie rozumiem – zapewniłem ją. Ścisnąłem mocniej jej rękę chcąc ją pocieszyć. Wiedziałem, że to nic, ale chyba nic więcej nie mogłem zrobić. Chyba. – Chciałbym ci jakoś pomóc, tylko nie wiem jak. Nie wiem czy powinienem się tak bezczelnie między was wtrącać – podzieliłem się swoimi wątpliwościami. Patrzyłem na nią zmartwiony. Widocznie skierowałem rozmowę na niewłaściwe tory. Smutne tory. – Ryzyko to życie żeglarza – odparłem wzruszając ramionami. Niestety nie mogłem jej okłamywać, że wszystko będzie dobrze. Dopóki będę pływać, zagrożenie istnieje. A nie ukrywam, że zamierzam pływać jak najdłużej się da. To całe moje życie.
- Na pewno się ułoży – powiedziałem jeszcze, tak dla potwierdzenia. Szum wody uspokajał nieprzyjemne myśli i zszargane nerwy. Słodkie bułeczki osładzały nieprzyjemny posmak minionej rozmowy. Chciałem w to wierzyć. – Gdybyś czegoś potrzebowała, lub coś złego się działo, natychmiast mi mów. Jak nie uda mi się pomóc, to chociaż będę obok – stwierdziłem ponownie ściskając jej dłoń. Żeby wiedziała, żeby czuła. – To prawda, nikt się tego nie spodziewał. Mam nadzieję, że już się trochę oswoiłaś z sytuacją? – zapytałem trochę poza kolejnością, ale nie obchodziło mnie to. Chciałem poznać odpowiedź. Zanim rozgadamy się na inne tematy, jak na przykład zwierzęta. Ciekawe, że Lyrze podobały się koty, nie spodziewałbym się tego po niej. Uśmiechnąłem się lekko zabierając dłoń i pokiwałem głową.
- Koty są miłe. Ja wolę jednak wodne stworzenia, jak się zresztą domyślasz. Najbardziej lubię hipokampusy, bo podoba mi się połączenie jazdy konnej z wodą – zaśmiałem się. – Niestety na własność nie miałem zwierzątka. Za to w posiadłości Traversów jest dużo akwariów z rybami – dodałem szybko, już myśląc nad następnym pytaniem. I nad tym, żeby dorwać jakiegoś sierściucha. – Jaka muzyka jest twoją ulubioną? – kolejne pytanie, kolejny neutralny temat.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   03.09.16 16:25

Lyra zapewne zdawała sobie sprawę, że teraz podlegała innemu rodowi i jego zasadom, i jej dzieci też kiedyś będą mu podlegać, ale nie znaczyło to, że przyjmie to z łatwością. Bała się tego, że pewnego dnia mogłaby zostać sama na świecie, więc zapewne bardzo by się zaniepokoiła, gdyby tylko wiedziała o Zakonie Feniksa, o tym, że jej mąż ryzykuje swoje życie. Zupełnie, jakby nie wystarczyła niebezpieczna praca! A przecież Glaucus był teraz za nią odpowiedzialny, nie mógł jej skazać na spędzenie reszty życia samotnie. Chciała być szczęśliwa, a do szczęścia potrzebowała rodziny. Skoro straciła dobre relacje z własną, pozostał jej właśnie on, mąż. Nie miała pojęcia, czy relacje z braćmi się poprawią, myślała, że dojdzie do tego szybciej. Nie doszło, nadal nie utrzymywali kontaktu. Tęskniła.
- Chyba po prostu musimy wciąż czekać – powiedziała tylko, choć trudno było po prostu czekać. - Dlaczego cię to w ogóle nie martwi? – Strachliwa, delikatna Lyra nie potrafiłaby chyba tak beztrosko podejść do kwestii ryzyka, może dlatego, że jej życiowa pasja nie wiązała się z nim, tak jak pasja Glaucusa. Ale też Glaucus był bardziej odważny i zahartowany, lub skłonny do poświęcenia dla tego, co kochał. – Mam nadzieję, Glaucusie. Mam nadzieję.
Poczuła, jak tym razem to Glaucus ściska jej dłoń i odwzajemniła uścisk, czując przyjemne ciepło i wypełniające ją bliżej nieokreślone uczucie.
- Powiem ci – obiecała mu, chociaż nie chciała mieszać go w tarapaty, gdyby znowu jej się jakieś przytrafiły. – Tak, teraz już tak. Nie narzekam, Glaucusie, jest dobrze – powiedziała, leciutko wychylając się w jego stronę, by musnąć wolną dłonią jego policzek.
- Tak podejrzewałam – przytaknęła, gdy powiedział, że lubi wodne stworzenia. – Pokażesz mi je kiedyś? Chcę je zobaczyćBo może kiedyś przestanę tak bać się wody, pomyślała, zerkając na fale obmywające brzeg. Zamyśliła się nad kolejnym pytaniem. – Czy ja wiem? To chyba zależy od mojego nastroju. Zwykle wolę spokojne, łagodne melodie, pozwalają mi się uspokoić i wyciszyć, zwłaszcza gdy mam malować. Niestety sama nie potrafię ani śpiewać, ani grać, więc... Pozostaje słuchanie innych.
Zamyśliła się, zastanawiając nad kolejnym pytaniem. Były tyle rzeczy, które chciałaby wiedzieć o mężu, że trudno było się zdecydować.
- Skoro rozmawialiśmy wcześniej o zwierzętach... Jaką postać przybiera twój patronus? Nie mylę się, podejrzewając, że to jakieś wodne stworzenie? – zapytała po chwili zastanowienia.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   09.09.16 11:36

Nie chciałem nikogo skazywać na samotność czy nieszczęście. Gdyby to ode mnie zależało, możliwe, że nigdy bym się nie ożenił. Właśnie ta sympatia, to uczucie, które zaczęło między nami się rodzić (?), wszystko komplikowało. Nawet, gdybym nie miał wyjścia, a rodzice wybraliby dla mnie kogoś zupełnie mi obojętnego, byłoby wtedy łatwiej. Żona nie drżałaby o moje morskie wyprawy, z obojętnością przyjmując ewentualny los wdowy. Ja nie myślałbym o tym, jak jej źle na lądzie beze mnie. Teraz było inaczej. Nie wyobrażałem sobie, że może mnie zabraknąć, że tak mocno unieszczęśliwiam Lyrę swoją pracą. Wtedy na wybrzeżu jeszcze nie dusiłem się tą świadomością, ale to pewnie tylko kwestia czasu jak zacznę. Jak wyrzuty sumienia będą zżerać mnie od środka. Dlatego właśnie dobrze jest się nie angażować. Nie brać za nikogo odpowiedzialności. Kawalerom żyło się zdecydowanie lepiej. Pod tym względem, bo to nie tak, że wspólne mieszkanie z małżonką należało do nieprzyjemnej części mojego istnienia. Po prostu za dużo w tym było emocji, za dużo zależności, żeby przejść obok nich tak mocno obojętnie. I żyć jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Któraś strona będzie musiała odpuścić skazując się na wieczne unieszczęśliwienie.
- Może masz rację. Czas podobno leczy rany – odpowiedziałem na wzmiankę o czekaniu. Chyba naprawdę tak będzie najlepiej. Może musieli dać sobie więcej przestrzeni, czasu na przemyślenie pewnych spraw. Miałem tylko nadzieję, że nie zajmie im to zbyt długo. Ciężko patrzyło mi się na zmartwioną sytuacją Lyrę. Przeżuwałem kolejny kęs bułki, zerkając na delikatne fale, kiedy zdałem sobie sprawę z jej następnych słów. Zmarszczyłem czoło jakbym nad czymś intensywnie myślał, ale w rezultacie wzruszyłem ramionami. – Dlaczego miałoby mnie to martwić? – Założyłem, że mówiła o ryzyku podczas żeglugi. Chyba byłem uzależniony od adrenaliny i wolności podczas bujania łajbą na oceanie, stąd cały problem i spokój tyczący się mojego życia lub nieżycia. Może pasowałem bardziej do gryfonów niż puchonów? Czasem zdarzało mi się zastanawiać nad decyzją Tiary, ale wreszcie uznawałem to za bezsensowne. Ludzie się zmieniają, może zobaczyła też moją przyszłość, której ja z oczywistych względów nie znam? Nie ma co się nad tym głowić, jestem po prostu sobą.
Nie komentowałem dalszych słów, to było zbędne. Uśmiechnąłem się na wieść, że teraz jest już dobrze. Czyli było nam dobrze. Lyra powinna wykazywać więcej wiary w moje umiejętności i to, że nic mi się nie stanie. – Jak tylko nauczysz się pływać… – odparłem spoglądając na nią znacząco. Pamiętam o naszej rozmowie na pokładzie, nie zamierzam w tej kwestii ustępować. To dla jej dobra. Nie do końca byłem pewien, czy rodzina mojej matki udostępni nam możliwość oglądania hipokampusów na wyspie Wight, ale będę próbował. Pokiwałem głową, zabierając się za picie soku i analizowałem zasłyszane słowa, a potem pytanie.
- Nie mylisz się, jak zawsze. Moim patronusem jest orka. To chyba z powodu naszej towarzyskiej naury – odpowiedziałem, zamyślając się na chwilę. – A twój to kot? – spytałem tak, by dopełnić formalności. Choć Lyra mogła nie umieć wyczarować swojego posłańca, to jednak była trudna sztuka. Założyłem, że jej determinacja odegrała tak znaczącą rolę, że w końcu udało jej się nabyć tą umiejętność.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   09.09.16 20:44

To komplikowało sytuację dla nich obojga. Dla Lyry – bo panicznie bała się tego, że mogłaby zostać sama i nie spełnić marzenia o posiadaniu pełnej rodziny. Mąż nie był jej obojętny, nie potrafiłaby ze stoickim spokojem przyjąć wieści, że cokolwiek mu się stało. Dla Glaucusa – bo zawsze będzie musiał być rozdarty między morzem a życiem na lądzie, do którego chciała przywiązać go rodzina, aranżując dla niego małżeństwo. To jemu groziły pewne wyrzeczenia, bo przecież nie tylko Lyra się o niego bała, a przede wszystkim jego własna rodzina mogła chcieć wywrzeć na nim presję ustatkowania się i założenia rodziny. Lyra nie miała nad nim żadnej władzy, ale jego rodzice – owszem. Tak czy inaczej, w małżeństwie oboje mieli być w pewnym sensie od siebie zależni, zwłaszcza w sytuacji, kiedy wkraczali na inny, bardziej zażyły poziom relacji. Nie będący obojętnością dwójki ludzi zmuszonych do wspólnego życia, a... No właśnie, czym?
Lyra też miała nadzieję, że to nie potrwa długo. Nie chciałaby musieć czekać latami na okazję do pogodzenia się z braćmi, a wolałaby jak najszybciej zrzucić z siebie tę niepewność co do ich dalszych relacji.
- Bo to niebezpieczne, Glaucusie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, po czym westchnęła. Chyba powinni zostać przydzieleni na odwrót, Glaucus byłby lepszym Gryfonem, niż nieśmiała, delikatna Lyra. Ale kto nadążyłby za kaprysami Tiary Przydziału?
- Nauczę się – obiecała, patrząc na niego z upartością błyszczącą w oczach. Więc prędzej czy później Glaucus straci wymówkę, której teraz używał. – Orka? – zapytała; kojarzyła, że to jakieś morskie stworzenie, ale nie wiedziała, jak dokładnie wygląda. – Tak, to kot... Przynajmniej był nim, kiedy pierwszy raz udało mi się uzyskać cielesną formę patronusa – wyjęła swoją hebanową różdżkę i skupiła się na jakimś szczęśliwym wspomnieniu, a konkretnie na dniu, kiedy spełniła swoje marzenie i zaistniała w świecie sztuki. To był szczęśliwy dzień, chociaż potrafiłaby wskazać więcej takich momentów. Mimo że w ostatnich miesiącach wydarzyło się sporo złego, były też w nich bardzo piękne chwile, jak pierwsze malarskie sukcesy czy chwile spędzone z mężem. Ciekawe, jakiego patronusa stworzyłaby, myśląc o ich pierwszym pocałunku?
- Expecto Patronum – wyszeptała w końcu, a z końca jej różdżki wystrzelił srebrzysty kot, mały i niepozorny, jak Lyra. Przemknął nad plażą, na moment zbliżając się do Glaucusa i Lyry. Okrążył ich i po chwili rozpłynął się w powietrzu, jednak młoda malarka wciąż czuła przyjemne ciepło spowodowane obecnością czystej projekcji szczęścia i poczucia bezpieczeństwa.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   19.09.16 15:22

Niestety los sam pisze dla nas scenariusze i w żadnym razie nie potrafilibyśmy odgadnąć, co też czeka nas za chwilę; nawet jasnowidzowie nie są wszechwiedzący. Możemy bardzo czegoś chcieć, a nigdy tego nie otrzymać. Ja też miałem nadzieję, że jeszcze trochę pożyję na tym padole i nie będę musiał zostawiać mojej cudownej żony samej, ale jeśli przyjdzie mi zginąć… to chciałbym właśnie zginąć albo na morzu, albo na misji Zakonu. Tak. Jestem pewien, że moja rodzina zaopiekowałaby się Lyrą nawet jeśli mielibyśmy nie mieć do tej pory dzieci. Dlatego nie ma się co zamartwiać na zapas; żyję, funkcjonuję całkiem nieźle. Jak na kogoś, komu zamordowano nestora i kuzynkę, przez co istnieje prawdopodobieństwo, że i dalszy odłam Traversów miałby na tym ucierpieć. Nie potrafię się długo trapić, jestem typowym lekkoduchem – optymistą. Często też bagatelizuję zagrożenia, które mogą na mnie czekać. Tak jak wtedy, gdy siedzieliśmy w moje urodziny na plaży rozmawiając o rzeczach mniej i bardziej istotnych. Padło pytanie na temat wątpliwego bezpieczeństwa moich wodnych eskapad, ale co ja miałem powiedzieć? Że drżę ze strachu na myśl o znalezieniu się na łajbie podczas sztormu lub spokojnych fal kołyszących do snu? To bez sensu, jestem Traversem, z definicji nie mogę bać się wody czy żeglugi. Nie chciałbym być przecież jak mój starszy brat.
- Siedzenie w domu też jest niebezpieczne, ale spać gdzieś trzeba – odpowiedziałem rozbawiony. Przechyliłem na moment głowę chcąc się przyjrzeć rudzielcowi, ale za chwilę zająłem się kontynuacją jedzenia bułeczek i picia soku. Powoli robiłem się pełny, wody coraz intensywniej rozbijały się o brzeg, a ja nawet nie miałem ochoty dowiadywać się ile czasu już minęło odkąd tutaj usiedliśmy. Czułem się… dobrze. Zrelaksowany, wypoczęty, w dobrym nastoju. Mogłoby tak być już zawsze.
Dla mnie nie było to wymówką, bałem się o zdrowie żony, chyba nic w tym złego? Osobiście uważam, że obojętność jest najgorsza wśród palety uczuć, którymi możemy darzyć drugą osobę. No, dobra, zaraz po nienawiści.
Uśmiechnąłem się na wieść, że poprawnie zgadłem. Zaraz zresztą skierowałem wzrok na biegającego, małego kotka utkanego z magii. Poprawiłem dłonią włosy opadające na twarz i też dobyłem różdżkę.
- Bardzo słodki. Moja orka też jest całkiem przyjazna – powiedziałem z pewnością w głosie. Zatoczyłem nadgarstkiem koło wypowiadając zaklęcie patronusa, a chwilę później nad nami skakała energiczna, ale i potężna orka; tak jak przewidywałem. – Kiedy nauczyłaś się tego zaklęcia? I o czym wtedy myślisz? To chyba dość trudne wyczarować takiego posłańca – stwierdziłem w zamyśleniu, przy okazji zadając Lyrze kolejne pytania.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
 

Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości :: Norfolk, dworek na wschodnim wybrzeżu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17