Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnaty Glaucusa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Komnaty Glaucusa   08.06.16 15:52

Komnaty Glaucusa

Część złożona z kilku pomieszczeń mieszczących się na piętrze. Po pchnięciu głównych drzwi ląduje się w samym centrum, czyli pokoju dziennym przeznaczonym do przyjmowania gości przez Glaucusa. Podłogi wyłożone są białym kamieniem, na ścianach znajduje się granatowo-brązowa tapeta. Na środku mieści się duża, skórzana kanapa oraz kilka foteli z tego samego kompletu; nad nimi wisi ogromny żyrandol. Przed nimi stoi cisowy stolik. Przy ścianach ustawione są drewniane regały wypełnione różnymi księgami, zwłaszcza tymi do transmutacji, animagii, historii magii i o Norfolk. Na samym końcu, na przeciwko drzwi ma miejsce ogromne oko na całą szerokość pokoju. Widać z niego cały przydomowy ogród.
Idąc z salonu na lewo wchodzi się do gabinetu wzbogaconego o solidne, cisowe biurko oraz krzesło z granatowym obiciem. Pod granatowymi ścianami stoi jeszcze więcej regałów, z kolei w prawym dolnym rogu skryty jest pokaźny barek zaopatrzony głównie w rum. Przed biurkiem rozpostarty jest granatowo-brązowy szezlong, a na białej podłodze ułożony jest wzorzasty dywan. Spore okno po stronie wschodniej wpuszcza dużo światła do gabinetu, ale wieczorami światło dają lampa na blacie biurka oraz stojąca kloszowa lampa w lewym dolnym rogu.
Po prawej stronie salonu drzwi prowadzą do sypialni Glaucusa. Przy jednej ze ścian mieści się ogromne łoże z dużą ilością poduszek. Na przeciwko niego znajduje się stolik z ciemnego drewna otoczony jasnymi fotelami. Po prawej stronie od łóżka znajdują się komody pełne ubrań oraz drobiazgów właściciela, nad nimi na ścianie wisi lustro w złotej oprawie. Z lewej strony łóżka można wyjść na mały balkon zaopatrzony w leżaki i stolik. Oprócz tego na przeciwko posłania rozpościera się spore, podłużne okno wychodzące na tereny przyległe do rezydencji, głównie pola.
Z sypialni istnieje bezpośrednie przejście do niewielkiej łazienki posiadającej podstawowe meble sanitarne służące do codziennej toalety. Pomieszczenie ozdobione jest granatowo-białymi kafelkami, a armatura ma złote zdobienia.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   27.10.16 16:06

| 28.03

Marzec powoli dobiegał końca. I chociaż ogród wokół posiadłości zaczął odżywać, dzisiejszego dnia Lyra nie potrafiła w pełni się z tego cieszyć. Nastał bowiem ten dzień, którego spodziewała się od dawna, ale który wywoływał w niej dziwny, dławiący niepokój. Już nazajutrz Glaucus miał wyruszyć na pierwszą dłuższą wyprawę od czasu ich ślubu, podczas gdy Lyra miała pozostać tutaj, z utęsknieniem wyczekując jego powrotu.
Zostając żoną żeglarza, wiedziała, z czym to się wiąże – Glaucus będzie regularnie wypływał w morze, a ona miała na niego czekać. Taki już los kobiet Traversów, jak kiedyś zauważyła Cressida. Ich rolą było czekać na powracających z dalekich wypraw mężów czy braci. Cressida miała jednak całe dzieciństwo, żeby się przyzwyczaić do podróży ojca i braci. Lyra dopiero miała się przekonać, jak to jest, kiedy mąż był nieobecny przez długi czas, a ona nawet nie mogła wybrać się w żadną podróż z nim, dopóki nie pokona swojego strachu przed wodą, tak niepasującego do osoby noszącej nazwisko Travers.
Chciała jednak, żeby ten ostatni wspólny wieczór przed rozpoczęciem kolejnej wyprawy był wyjątkowy. Poprosiła skrzaty o przygotowanie kolacji, ale nie takiej zwyczajnej, jak każdego innego dnia. Glaucus miał ją zobaczyć dopiero po wejściu do jadalni, bo Lyra nie wspomniała mu ani słowem o swoich planach uczczenia tego dnia. To miała być niespodzianka. Tak więc, kiedy potrawy znajdowały się już na stole, Lyra, w zwiewnej sukience barwy kwiatów niezapominajki weszła do pomieszczenia, trzymając rękę swojego męża. Wcześniej, przed wejściem do pomieszczenia, poleciła mu zamknąć oczy i otworzyć je dopiero, kiedy znajdą się obok stołu.
- I jak ci się podoba? – zapytała, kiedy usiedli. – Chciałabym... żeby to był naprawdę niezwykły wieczór. Mam nadzieję, że pozwolisz mi na spędzenie z tobą tego czasu przed jutrzejszą podróżą – Uśmiechnęła się do niego poprzez stół, nakładając sobie porcję jedzenia. – Już niedługo się przekonam o tym, co mówiła mi Cressida. Ale... – zawahała się. – Więc dokąd dokładnie wyjeżdżasz? Mam nadzieję, że szybko wrócisz i przywieziesz mi coś ciekawego.
Tylko wróć do mnie, proszę, przemknęło jej przez myśl, bo wyobraźnia często podpowiadała różne niewesołe scenariusze, takie morskie podróże musiały być przecież bardzo niebezpieczne, niezależnie od tego, jak bardzo Glaucus je kochał, i jak bardzo Lyra chciała w przyszłości wybrać się dokądś wraz z nim. Musiała wierzyć, że wszystko będzie w porządku i wkrótce Glaucus znowu pojawi się na progu ich małego, przytulnego dworku, uśmiechnięty, szczęśliwy i z garścią nowych wspaniałych opowieści.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   28.10.16 12:31

W przeciwieństwie do Lyry nie czułem żadnego niepokoju. Od dawien dawna pływałem na różnych wodach i tylko raz jej kapryśność zawiodła mnie bardzo mocno. Było to ponad rok temu, prawie zdążyłem już o tym zapomnieć. Nie tak do końca, czasem wspomnienia przewijają się przez mój umysł, ale nie poświęcam im zbyt dużo uwagi. To było, teraz jest teraz i nie ma co tego roztrząsać. Jestem Traversem, dumnym ze swojego zawodu. Nauczył mnie tego ojciec, który kochał żeglugę nade wszystko. Przynajmniej dopóki nie pojawiła się w jego życiu Azure. Podczas ich małżeństwa też pływał, ale odkąd pamiętam zawsze cenił sobie żonę i rodzinę nad to. Zdarzało się, że na jej prośbę zostawał w domu. Oczywiście były to poważne sprawy takie jak choroba jej czy któregoś z nas, ale nie przedkładał nigdy naszego dobra ponad swoją pasję. Chciałem się od niego tego nauczyć. Z czasem; teraz wszystko układało się w naszej rodzinie naprawdę dobrze. Matka coraz więcej wychodziła z domu, ojciec oraz rodzeństwo miało się świetnie, a nasza do tej pory dwuosobowa rodzina powiększyła się o niesfornego kociaka, który zdążył się już zadomowić w granicach Norfolk. Rudzielec też wydawał mi się być pełen życia. Podejrzewałem, że trochę się martwi o ten wyjazd, już wcześniej prowadziliśmy rozmowę na ten temat. Nie mogłem jej niczego obiecać, to byłoby niesprawiedliwe. A ona musiała powoli się przyzwyczajać, że taki jest mój nie tylko obowiązek, ale i sens życia. Bez tego byłbym bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
To wszystko sprawiało, że miałem od rana wyśmienity humor. Czułem wręcz podekscytowanie na myśl, że niedługo postawię stopy na moim statku i popłynę przez morza do celu. Nie takiego odległego wbrew pozorom, więc Lyra będzie mogła przyzwyczajać się do moich nieobecności stopniowo. I wiedziałem, że coś knuje na dzisiejszy wieczór (tylko zupełnie nie wiedziałem co), ale i tak nie spodziewałem się tego, co zastanę. Nie mogłem przestać się uśmiechać kiedy prowadzony byłem przez skrzata do jadalni, w której dostrzegłem naprawdę ogromną ucztę. I żonę w pięknej sukni; to wszystko aż mnie na moment zatkało. Ja wyglądałem raczej swobodnie w granatowym golfie i ciemnych, materiałowych spodniach. Gdybym wiedział o tym planie, ubrałbym się zdecydowanie lepiej! Jeszcze zanim usiedliśmy, nachyliłem się do niej składając na jej ustach krótki pocałunek, tak w ramach wyrażenia wdzięczności.
- Jest naprawdę pięknie – odparłem szczerze, kiedy już usiedliśmy do stołu, a mój wzrok nadal próbował objąć ogrom zaserwowanych potraw. Mogłem czuć się jak sam Minister Magii, naprawdę. Spojrzałem na rudzielca poważnym wzrokiem. – Przecież wiesz, że chcę spędzać z tobą czas – powiedziałem pewny swoich słów. Trochę zignorowałem wzmiankę o mojej siostrze uważając, że trochę przesadzają. Byłem mężczyzną i nie rozumiałem pewnych rzeczy. Rozchmurzyłem się zmieniając temat właśnie na moją podróż.
- Bardzo blisko. Wypływamy do Grecji. Przywozimy im nasze luksusowe towary, a od nich zabieramy tajemnicze pakunki. Podobno to magiczne artefakty. Ojciec nie chciał zbyt wiele zdradzać, ale zapewniał, że są legalne. I ponoć tyle ma mi wystarczyć – odpowiedziałem podekscytowany. – To tylko trzy tygodnie, szybko zleci. I na pewno ci coś przywiozę. Rodzicom i rodzeństwu też. Niestety mój młodszy brat ze mną nie płynie, ojciec wyznaczył mu inny kurs – dodałem, w międzyczasie nakładając sobie potraw. Jak skończyłem mówić, to właśnie zacząłem ich kosztować. – Naprawdę pyszne – przyznałem pomiędzy kolejnymi kęsami.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   28.10.16 14:22

Takie martwienie się było u Lyry całkowicie normalne. W przeszłości często miała w zwyczaju martwić się o brata, który trudnił się niebezpiecznym zawodem aurora. Teraz to podróże męża miały spędzać jej sen z powiek, tym bardziej, że będą tak daleko od siebie. Nie mogła przecież wyruszyć razem z nim, jeszcze nie teraz. Chociaż zapewne na początku, jak powiedział o tej wyprawie, czasami przebąkiwała, że chętnie popłynęłaby z nim, był nieugięty w tej kwestii i nie pozwalał Lyrze nawet zbliżać się do statków, odkąd dowiedział się, że nie umiała pływać. Nadal było jednak zbyt zimno na naukę tej umiejętności, więc musieli poczekać z tym, póki się nie ociepli.
Pozostało więc tylko jedno – pozostać w domu i cierpliwie na niego czekać, przyzwyczajać się do tego, że tak będzie wyglądać reszta ich życia. Dobrze, że teraz miała chociaż kota; mały kociak, którego jakiś czas temu znaleźli w parku, powoli aklimatyzował się w dworku. Wyglądał już znacznie lepiej niż wtedy, nie był tak wychudzony, a jego futerko nabierało blasku i miękkości. Czasami wskakiwał Lyrze na kolana, kiedy ta wieczorami grzała się przy kominku i cicho mruczał, a ona gładziła go dłonią, ciesząc się, że go wtedy znaleźli.
Cieszyła się, że Glaucus wydawał się mile zaskoczony. Kiedy ją pocałował, objęła go lekko i odwzajemniła jego gest, czując przyjemne ciepło. Chciała sprawić mu przyjemność, żeby podczas swojej podróży pamiętał ten wieczór i wiedział, że w ich dworku w Norfolk czeka na niego stęskniona, martwiąca się małżonka. Zresztą, kto wie, jakie warunki będzie mieć podczas wyprawy? Lyra nie wiedziała, jak to wygląda, więc uznała, że Glaucus powinien nacieszyć się smakowitymi potrawami i ciepłą, spokojną atmosferą. Skrzaty stanęły na wysokości zadania, podając im piękną miniucztę dla dwojga. Dla Lyry najważniejszy był jednak sam fakt, że on tu był. Może Cressida miała rację, podejrzewając, że coś było na rzeczy? Zarumieniła się na samą tę myśl, ale zatuszowała swoje zmieszanie, zabierając się do pałaszowania swojej porcji, którą chwilę temu sobie nałożyła.
- Do Grecji? Tam musi być pięknie. I chyba dużo cieplej niż tutaj? – zapytała. – Więc ojciec nawet nie powiedział ci, jakie to artefakty? Dla kogo je sprowadzacie? – Wyobraźnia Lyry już pędziła jak szalona, bo ciekawiło ją, co to mogło być, tym bardziej, że przed ślubem z oczywistych względów nie miała styczności z żadnymi wspaniałościami. – Trzy tygodnie... – westchnęła smutno. Wydawało jej się to ogromem czasu. – Zostaniesz trochę w tej Grecji, czy te trzy tygodnie spędzisz wyłącznie w morzu? – Lyra nie miała żadnego wyobrażenia, jak długo trwa taka podróż, więc zastanawiała się, czy Glaucus zdąży trochę pobyć w tym kraju, czy przybywał tam tylko na wymianę ładunku i zaraz musiał wracać. – Będziemy do siebie pisać, prawda? Będziesz mi opowiadać o wszystkim, co się dzieje? – Biedne Złotko, w najbliższym czasie czeka ją trochę długich wypraw z listami do Glaucusa. Jak dotąd Lyra nie musiała posyłać jej tak daleko.
Zarzucała męża pytaniami, bo chciała wiedzieć jak najwięcej o tym, co go czekało, podczas gdy ona pozna smak życia kobiety Traversa. I zapewne odda się malowaniu, by przygotować prace na kolejną wystawę, oraz zamówienia dla klientów zainteresowanych jej obrazami.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   01.11.16 15:08

Lyra martwiła się za mocno. I to o wszystkich. Wiedziałem o tym, że ma dobre serce, ale zbytnie zmartwienia nie działają dobrze na organizm. Ciągły stres wykańczał, dlatego ja nie biorę większości rzeczy na poważnie. Tak jest po prostu zdrowiej. Chciałem ją tego nauczyć, ale nie do końca wiedziałem jak. Nauka pływania wydawała się prostsza, choć tego też nie byłem pewien; w końcu rudzielec odczuwał silną awersję do wody. Nie mogłem więc dorzucać jej kolejnych trosk zabierając na statek i każąc płynąć w nieznane, gdzie zdarzyć się mogło wszystko. Nie wybaczyłbym sobie tego, gdyby coś poszło nie tak i komukolwiek stałaby się krzywda. Taki już jestem: rodzina nade wszystko, a moja żona już przecież do niej należała. To wszystko się zazębiało, jedno wynikało z drugiego tworząc ciąg przyczynowo-skutkowy, którego nie mogłem ignorować.
Dzisiaj nie chciałem poruszać niewygodnych lub przykrych tematów. Już jutro miało mnie nie być w Norfolk, a zostawianie za sobą nieprzyjemnych spraw tylko wzbudzałoby we mnie poczucie winy. Nie mógłbym się skupić na swoich obowiązkach dręczony przez niewyjaśnione sprawy lub świadomość sprawienia bólu bliskiej mi osobie. To znaczy, to i tak było nieuniknione, już sam mój wyjazd nie był dla Lyry przyjemną sprawą, ale pewnych rzeczy niestety nie można ominąć.
Z pewnością zapamiętam ten miły wieczór; tak się w końcu zapowiadał. Dzięki czemu miałem cały czas dobry humor objawiający się szerokim uśmiechem. Niestety nie miałem często okazji spędzać zbyt wielu chwil z żoną, ale kiedy już taka się pojawiała, chętnie z niej korzystałem. Tak jak teraz. Wspólne jedzenie posiłku oraz rozmowa wydawała się być przyjemną formą wykorzystania ostatniego danego nam przed moim kursem czasu. Jedzenie było naprawdę dobre, tak jak zresztą i atmosfera czy niezmącona niczym poza naszymi słowami cisza.
Nie zauważyłem tego rumieńca; i tak nie znałbym przyczyny jego pochodzenia. Skupiłem się całkowicie na snuciu teorii odnośnie mojej jutrzejszego kursu. Ojciec faktycznie był tajemniczy, ale ufałem mu bezgranicznie.
- Tak, chociaż o tej porze nie aż tak ciepło jak latem – odparłem, choć to było raczej oczywistym stwierdzeniem. – Właściwie nie. To jakiś prywatny, bardzo bogaty klient. Podobno odpowiednik brytyjskiego arystokraty, tylko tam, w Grecji. Prosił o dyskrecję. To chyba przyjaciel ojca – opowiedziałem o wszystkim, co wiedziałem. Nie wnikałem w szczegóły, nie były mi one do niczego potrzebne. Wykonywałem swoją pracę.
- Szybko zleci, zobaczysz – powiedziałem. Położyłem swoją dłoń na ręce Lyry, by ją pocieszyć. Dodać otuchy i zapewnić, że nim się obejrzy, a będę już z powrotem. Zaraz ją zabrałem, chcąc zjeść kolejną porcję potrawy. – Muszę mieć przynajmniej dzień na odpoczynek. Wszystko zależy od tego jak ułoży się wiatr oraz inne parametry. Kiedy będziemy płynąć dłużej niż powinniśmy, to będzie mniej czasu na pozostanie w Grecji. Poza tym jak się rozpęta sztorm po przybyciu na ląd to nie wypłyniemy wprost w jego macki, więc może się to przedłużyć. Będę cię informować listownie – zapewniłem ją. Zaraz napiłem się też soku dyniowego. – Oczywiście – potwierdziłem jeszcze poprzednie słowa. – Może wypijemy trochę wina? – zaproponowałem. Nie wiedziałem jak zdrowie rudzielca, ale skoro i alkohol został przygotowany, to może chciałaby się go napić wraz ze mną.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   01.11.16 21:58

Lyra nie chciałaby, żeby Glaucus wyjechał stąd, trapiony jakimiś problemami. Ten wieczór miał być miły i spokojny, pozbawiony zmartwień i spięć, aby Glaucus, będąc na morzu, mógł pozytywnie myśleć o rodzinnym domu. Dlatego też nie chciała rozmawiać o niczym przykrym. Temat wydarzeń sprzed kilku miesięcy, jej braci, czy innych problemów nie powinien w ogóle się pojawiać dzisiejszego dnia.
Glaucus wydawał się mieć dobry humor. Czy było to spowodowane perspektywą rychłego wyruszenia w morze? Czy może to jej udało się sprawić mu przyjemność pożegnalną kolacją, podczas której mogli jeszcze wykorzystać ostatnie godziny na rozmowę i cieszenie się swoim towarzystwem?
O takim nim chciała myśleć przez nadchodzące tygodnie – uśmiechniętym i zadowolonym. Jemu także chciała się tak dzisiaj pokazać; mogła zacząć się smucić dopiero jutro, gdy zamkną się za nim drzwi, a w domu zapadnie cisza, przerywana jedynie cichym pomiaukiwaniem znalezionego kociaka i odgłosami skrzatów wypełniających swoje codzienne zajęcia.
- Na pewno wszystko mi opowiesz, prawda, Glaucusie? – zapytała, patrząc, jak mąż położył swoją dłoń na jej ręce. Przez jej skórę przeszedł przyjemny dreszcz, lubiła jego dotyk. – Mam nadzieję, że szybko to minie. Przynajmniej mnie, bo podejrzewam, że ty nie będziesz mógł narzekać na samotność ani nudę. – Ale niestety, tak jak mówił Glaucus, wyprawa mogła się przedłużyć z przyczyn niezależnych od niego. – Szkoda, że nie będziesz mógł mi pokazać widoków, które tam ujrzysz. Chciałabym je zobaczyć... Mogłabym je namalować. Do tej pory widziałam obce kraje tylko na rycinach w książkach.
Najczęściej czarno-białych i mało pokazujących to, co najbardziej interesowało Lyrę jako artystyczną duszę miłującą piękno.
Uśmiechnęła się leciutko, ufna, że Glaucus będzie regularnie do niej pisał. Jednocześnie, patrząc na niego i rozmyślając o tym jego pobycie w Grecji i egzotycznych wspaniałościach, jakie zobaczy, uderzyła ją jedna myśl: co, jeśli Travers napotka tam jakieś atrakcyjne kobiety? Chociaż nie powiedział jej tego wprost, mogła przypuszczać, jakie życie wiódł przed ślubem, kiedy nic poza zobowiązaniami wobec rodu go nie ograniczało.
Ale jego słowa wyrwały ją z chwilowego zamyślenia i przerwały snucie wizji o jej przystojnym mężu w ramionach jakiejś ponętnej, kształtnej kobiety z gorącej Grecji.
- Chętnie – przytaknęła na propozycję o winie. Niedawno zmieniono jej eliksiry i przepisano mniejsze dawki, więc to połączenie nie powinno jej zaszkodzić. Pozwoliła więc, żeby Glaucus napełnił ich kieliszki czerwonym płynem o aromatycznym zapachu, po czym lekko zacisnęła palce na smukłej nóżce swojego naczynia i napiła się z niego. Przez chwilę oboje milczeli, jedząc, pijąc wino i wpatrując się w siebie od czasu do czasu. Niebo za oknami było już coraz ciemniejsze, przypominało o mijającym czasie.
- W Grecji pewnie będziesz miał tego pod dostatkiem. Wina, przysmaków, pięknych widoków... I ładnych dziewcząt – odezwała się nagle, leciutko się rumieniąc.
Wyglądała, jakby się nad czym wahała; chwilę później jednak odstawiła na bok pusty już kieliszek po winie i podeszła do męża. Delikatny, zwiewny materiał sukienki zaszeleścił, a rude włosy zamigotały w blasku świec.
- Dlatego chciałam ci coś dać, coś, co będzie ci o mnie przypominać w takich chwilach – powiedziała cichutko, muskając dłonią jego policzek... A chwilę później przysunęła się do niego jeszcze bliżej i go pocałowała. Taki gest przyszedł jej dużo łatwiej, niż dawniej. To już nie było coś wstydliwego i niestosownego, a normalnego w małżeństwie.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   07.11.16 11:56

Tak naprawdę to nie wiedziałem z czego cieszyłem się bardziej: z wyruszenia w morze czy taką miłą niespodzianką zaplanowaną przez żonę. Obie te sprawy mocno wpływały na mój świetny humor. Z jednej strony cieszyłem się mogąc spędzić tak miło czas z Lyrą, z drugiej myślami zdarzało mi się już mknąć do tych szerokich wód, zapachu słonego oceanu oraz uczucia silnego wiatru smagającego policzki. To chyba był po prostu inny wymiar szczęścia. Te dwie sprawy nie stały względem siebie w opozycji, jedno nie wykluczało drugiego; były obok siebie, równoległe, wywołujące podobne uczucia, ale jednocześnie różniące się od siebie. Nie były złe, były po prostu inne. To właśnie tą innością się zachwycałem siedząc przy stole. Wszystko wydawało mi się być cudownym, aż mnie to szczęście tak dziwnie bolało. Czasem nachodziły mnie myśli, że skoro było źle (patrząc na przykład na Sabat), a teraz jest dobrze, to za jakiś czas musi być… nie chciałem tych myśli do siebie dopuszczać. To miał być wspaniały wieczór wolny od trosk i tego należało się trzymać. Nie przestawałem się więc uśmiechać podczas rozmowy czy nawet jedzenia oraz picia.
Starałem się cały czas utrzymywać kontakt wzrokowy z rudzielcem (na tyle, na ile pozwalało mi zajmowanie się ucztą), ale potem utkwiłem w niej wzrok na dłużej, chcąc zapewnić, że moje słowa nie są tymi, które rzucam na wiatr.
- Na pewno – przytaknąłem stanowczo. Zaraz jednak zaśmiałem się krótko, kiedy wspomniała o nudzie. – Z pewnością nie będzie takiej opcji. Pływanie na statku wymaga jednak stałego zaangażowania, żeby łapać jak najlepsze podmuchy w żagle – odparłem. – Na pewno ty także nie będziesz się nudzić. Znając ciebie to będziesz malować, spotykać się ze znajomymi i wiele innych rzeczy, które cię pochłonął. Nawet nie zauważysz gdzie się te tygodnie podziały – zapewniłem ją z lekką wesołością. Na tyle, na ile zdążyłem ją poznać, to na pewno nie usiedzi na miejscu w bezczynności. A praca najlepiej popycha czas do przodu i nie pozwala na zbytnie rozmyślanie o czymś, o czym myśleć wcale nie chcemy.
- Mogę poprosić kogoś o robienie zdjęć. Na pewno kogoś namówię jeśli dzięki temu nie musiałby zajmować się rozładunkiem i załadunkiem – powiedziałem w tym samym tonie co poprzednie zdanie. Niektórzy mężczyźni nie lubili się przepracowywać i woleli chwytać się wszystkiego, byleby napracować się jak najmniej, więc z tym nie będzie problemu. – Kiedyś na pewno zobaczysz to na żywo – zapewniłem żonę wierząc w to, że za jakiś czas pozbędziemy się jej lęków.
Nieświadomy jej rozmyślań o kobietach bez większego znaczenia, skupiłem się na nalewaniu nam wina, skoro Lyra uznała, że jak najbardziej możemy się go napić. Rozkołysałem lekko ciecz w swoim kieliszku, po czym upiłem z niego kilka niedużych łyków, które wystarczyły jednak do opróżnienia szkła. Zanim zaproponowałem uzupełnienie naczyń, rudzielec podjął już kolejny temat rozmowy, który, nie powiem, ale trochę mnie zdziwił. Nie wiedziałem co odpowiedzieć; Grecja faktycznie mogła się poszczycić tym, co wymieniła. Nie płynąłem tam dla zabawy, ale czasem korzystaliśmy z uroków krajów, do których przyszło nam dotrzeć. Nie miałem tak naprawdę większej ilości czasu do przygotowania sensownej odpowiedzi, kiedy wypłynęły już kolejne słowa i przybliżenie się w moim kierunku. Znów poczułem się trochę zdezorientowany, ale to, co miało właśnie miejsce, było bardzo przyjemne. Rozsądek mówił mi, żebym podjął temat w celu wyjaśnienia tego nieporozumienia (nie chciałem, by Lyra robiła cokolwiek wbrew swojej woli), ale jednak narastające pragnienie bliskości wzięło górę nad byciem odpowiedzialnym. Odsunąłem krzesło bardziej od stołu, po czym objąłem rękoma jej talię, trochę we władczym uścisku sadzając ją sobie na kolanach. Nadal oplatając ramieniem jej drobne ciało, drugą ręką gładziłem jej piegowaty policzek oraz szyję; a to wszystko bez przerywania pocałunku, któremu nadałem trochę więcej mocy niż do tej pory.

[bylobrzydkobedzieladnie]





i'm a storm with skin


Ostatnio zmieniony przez Glaucus Travers dnia 10.11.16 13:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   08.11.16 1:11

Lyra mogła tylko podejrzewać, że życie na lądzie i na morzu to dwa zupełnie różne światy. Tego drugiego nigdy nie zakosztowała w pełni, ale na pewno sporo o nim słyszała od swojego męża, który niejako żył na pograniczu tych dwóch światów. Ona, Lyra, nawet nie wiedziała, do którego z nich bardziej należał. Czy do nieprzewidywalnego świata mórz, czy do bardziej statecznego, ujętego w ramy zasad i powinności życia na lądzie? Pewne było, że ona należała do lądu, na którym spędziła całe swoje życie. Ale może kiedyś kolejne lata małżeństwa ją odmienią i jeszcze odkryje w siebie tę cząstkę prawdziwego Traversa?
Pewne było także, że Glaucus nigdy nie wydawał jej się typowym sztywnym szlachcicem, zwłaszcza w domu. Nawet teraz rozmawiali ze sobą swobodnie i nie czuła pomiędzy nimi tej przepaści wieku czy pozycji. Glaucus był najlepszym przykładem tego, że takie związki nie były z góry skazane na wzajemną nienawiść lub w najlepszym przypadku obojętność. Dlatego też nie rozumiała, dlaczego niektórzy zdawali się myśleć, że spotkało ją wielkie nieszczęście.
Wcale nie czuła się teraz nieszczęśliwa, zerkając na swojego męża ze smakiem pałaszującego ich małą ucztę.
- Oczywiście, że nie będę – zapewniła go. Lyra nie była typem osóbki, która spędzała całe dnie bezczynnie. Nie była też uzależniona od męża, mimo że lubiła i ceniła jego towarzystwo. Wbrew temu, co kiedyś powiedział jej Barry, nie była bierną marionetką podrygującą według woli małżonka i jego rodziny. Na pewno znajdzie sobie zajęcie: czy to malowanie, nadrabianie zaległości w czytaniu, czy spotkania towarzyskie. Biedna Cressida zapewne będzie musiała przyzwyczaić się do jeszcze częstszych wizyt osamotnionej Lyry szukającej towarzystwa przyjaznej duszy. Zresztą kto lepiej zrozumiałby troski żony Traversa, jak nie inna kobieta z tego rodu?
- O tak, Glaucusie, to bardzo dobry pomysł! – Lyra aż pisnęła z uciechy, że chociaż w takiej formie będzie mogła coś zobaczyć. Bo do zobaczenia na żywo to jeszcze pozostało sporo czasu, najpierw wspólnie z mężem musieli powalczyć z jej irracjonalnymi lękami. – Przywieź mi dużo zdjęć. Zostawię je sobie na pamiątkę i może spróbuję odtworzyć z nich obrazy? A może zacznę je kolekcjonować i stworzę album twoich wypraw? To byłaby... piękna pamiątka dla naszych przyszłych dzieci.
Mówiąc o dzieciach, znowu zarumieniła się i spuściła wzrok, odruchowo przypominając sobie matkę Glaucusa z utęsknieniem oczekującą wieści o powiększeniu się rodziny. Czy i Glaucus niedługo zacznie o tym przebąkiwać?
Sama nie wiedziała, czemu wyobrażając sobie wyprawę męża pomyślała akurat o kobietach, ale takie myśli nie były chyba niczym zaskakującym u tak niepewnej siebie istotki. Wstanie z miejsca i podejście do Glaucusa także było impulsem, jednak nie robiła niczego wbrew sobie. Chciała tej bliskości, której nie zazna przez najbliższe parę tygodni, i Glaucus najwyraźniej też jej chciał, skoro nie odsunął jej, a wręcz przyciągnął do siebie i pogłębił ten zaskakująco śmiały jak na nią pocałunek. Mógł zauważyć, z o ile większą łatwością niż kiedyś jej to przyszło, bo już tak się nie bała, że zrobi coś bardzo niestosownego. Był jej mężem, mieszkali tutaj sami. Ledwie ich usta się zetknęły, poczuła przyjemny dreszcz rozchodzący się po ciele. Czując jego dłonie na swojej talii, usiadła na kolanach Glaucusa, obejmując go. Smakował i pachniał winem, które przed chwilą pili, a jego dłoń powoli gładziła jej policzek, zsuwając się na szyję.
Nie chciała, żeby przerywał. Na moment wydawała się nie pamiętać o prawie skończonej uczcie ani o jego jutrzejszym wyjeździe. Teraz liczyło się tylko to, że był tutaj, że jej drobne ciałko przylegało do niego, czując wyraźnie jego ciepło oraz bicie jego serca. Jej własne także przyspieszyło, i wiedziała, że ona na pewno będzie to pamiętać, nawet, kiedy on znajdzie się już na statku i popłynie do dalekich krajów.
Po chwili lekko ujęła dłońmi jego twarz, muskając opuszkami dołeczki w policzkach i wplatając palce w jego włosy. Chciała, żeby spojrzał w jej oczy; z jej spojrzenia mógł wyczytać ciche przyzwolenie, oczekiwanie na ciąg dalszy tego, co się pomiędzy nimi działo.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   10.11.16 14:07

Do tej pory bez wahania odparłbym, że moje ciało oraz dusza należą do morza. Jednak coś się zmieniło. Na lądzie wydarzyło się coś, co nakazywało mi tu powracać. Z początku uważałem, że ślub niczego nie zmieni (dlaczego miałby, skoro nie był z miłości?), a moje życie odmieni się bardzo nieznacznie. Byłem w błędzie. Stawiałem stopy na ziemi Norfolk nie tylko już z powinności, ale też i z samej chęci. Cieszyłem się tym co mam, bliskimi, którzy mnie otaczają. I to sprawiało, że moja odpowiedź nie byłaby już tak oczywista jak jeszcze te kilka miesięcy temu. Lyra też brała w tym swój udział. Było nam o tyle łatwiej, że nie zaczynaliśmy od neutralności czy nawet wrogości. Łączyła nas przyjaźń, choć nie powiedziałbym, by kiedykolwiek miało się to zmienić. Dzieliła nas spora różnica wieku, zainteresowań, praktycznie wszystkiego. Z pewnością miała tam swoje miłostki, zakochania i na pewno obejmowały one kogoś bliżej jej wieku, nie mojego. A mimo to nie odczułem nigdy żadnego buntu, przymusu, nieszczęścia wypisanego w spojrzeniu. Czasem się nad tym zastanawiałem, ale jeszcze częściej nie było mnie po prostu w domu; zajęty swoimi sprawami nie mogłem na okrągło analizować mojego życia prywatnego, mógłbym raczej od tego oszaleć.
Ucieszyłem się, że trochę zmieniła podejście. I potwierdziła, że nie będzie się nudzić. To mnie trochę uspokoiło. Nie musiałem na siłę wynajdywać jej zajęć, rozmawiać z przyjaciółmi, by umilali jej czas podczas mojej nieobecności. To wszystko przekładało się na komfort psychiczny, który wrócił do punktu wyjścia, czyli do spokojnej stabilizacji. A nawet czegoś więcej kiedy zauważyłem, że mój pomysł się Lyrze spodobał. Uśmiechałem się jeszcze szerzej (jeśli to było w ogóle możliwe) dziękując sobie w duchu za posiadanie czasem dobrych idei.
- W takim razie wyznaczę do tego kogoś i nakażę mu pstrykać ich bez opamiętania. Mam nadzieję, że to nie będą tylko zdjęcia jego palców zasłaniających obiektyw. – Pozwoliłem sobie na drobny żart zanim jeszcze przeszliśmy do picia wina.
Po którym nastąpił niespodziewany wysyp czułości. Tak, byłem zaskoczony, jednak rudzielec jawił mi się jako istota dość nieśmiała. W umyśle zapaliła mi się czerwona lampka, że to najpewniej przez te rozmowy o kobietach; ale nawet nie dostrzegłem, że za tym mogła kryć się jakaś zazdrość. Raczej niepewność siebie? Nie wiedziałem do końca co o tym myśleć, ale w momencie zetknięcia się naszych ust nie byłem w stanie w ogóle myśleć. Cały rozsądek został przysłonięty przez wzbierające pragnienie mieć swoją żonę jak najbliżej siebie. Co zresztą wprowadziłem w życie. Całowałem ją trochę zachłannie, choć w granicach przyzwoitości, jedną ręką nadal zaciskając na jej talii, a drugą błądząc po karku. Kiedy spojrzałem jej w oczy przerywając na moment tę chwilę i odnajdując w nich to, czego potrzebowałem, uśmiechnąłem się lekko powracając do kolejnych pocałunków. Składanych już nie tylko na ustach, ale też na policzkach oraz szyi. Obie moje ręce przeniosły się na plecy doszukując się na nich jakiegokolwiek zapięcia tej sukienki, które bezzwłocznie należało poluzować. Wiem, że to trochę było okrutne z mojej strony, że tak bezczelnie zacząłem ją rozbierać w jadalni, ale to było podyktowane praktycznością; w tej pozycji łatwiej było pozbywać się kolejnych warstw odzienia, w przeciwieństwie do pozycji leżącej. Nic więc dziwnego, że wszystkie elementy ubioru Lyry powoli znajdowały się na jadalnianej posadzce. Nie byłem jednak na tyle brutalny, żeby ją tu dłużej przetrzymywać; czym prędzej wziąłem ją na ręce kierując się do sypialni, do której było niedaleko. Ułożyłem ją na łóżku czerpiąc przyjemność z kolejnych pocałunków mających na celu rozgrzanie ciała w tak niedogodnych warunkach. Miałem oczywiście na myśli brak ubrań powodujący ewentualny chłód.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   10.11.16 19:34

Lyra wcale nie wykluczała tego, że coś może się zmienić. Dla niej już się zmieniało, czuła, że stosunki jej i Glaucusa już nie są takie same, jakie były przed zaręczynami, a nawet przed ślubem. Po tych trzech miesiącach mieszkania pod jednym dachem, ich małżeństwo wydawało jej się czymś naturalnym i przyjemnym. To, że było inaczej niż kiedyś, nie ulegało wątpliwości, chociaż jeszcze nie potrafiła nazwać swoich uczuć, których nigdy wcześniej nie czuła do nikogo innego.
Glaucus raczej nie będzie musiał się martwić o Lyrę, w końcu malarstwo było bezpiecznym i pozbawionym ryzyka zawodem (a przynajmniej, tak myślała), to raczej ona martwiła się o niego, mającego oddać się we władanie niebezpiecznego morskiego żywiołu. Ale już nie wyrażała tych obaw na głos, ufając mężowi, że sobie poradzi. Przecież pływał od lat, wiele widział i nie był niedoświadczony w tej materii. A myśl o tym, że dostanie zdjęcia z wyprawy oraz, zapewne, kolejną porcję fascynujących historii, osładzała jej perspektywę jutrzejszego rozstania.
Przez tę małą pewność siebie Lyra zaczęła snuć myśli, że może nie być dla swojego męża tak atrakcyjna, jak ponętne, greckie kobiety. Jednak czułości z jego strony szybko przegnały wszelkie obawy, zarówno te dotyczące przebiegu samej wyprawy, jak i niewiast, jakie mógł napotkać po dopłynięciu na miejsce. Teraz liczyła się tylko ta bliskość, pełna delikatności, rozkoszy i zrozumienia. Jakie znaczenie miała w tej chwili nadchodząca przyszłość, skoro tu i teraz było jej tak cudownie?
Kiedy ich oczy spotkały się na moment, przez jej plecy przeszedł kolejny przyjemny dreszcz. Glaucus nie przerwał całowania jej, ale jego palce zręcznie odnalazły zapięcia sukienki i uporały się z nimi. Dopiero wtedy Lyra podniosła się lekko z jego kolan, pozwalając błękitnemu materiałowi zsunąć się na posadzkę. Zadrżała lekko, stojąc przed nim w samej halce, ale chwilę później i ta znalazła się na podłodze. Policzki dziewczęcia okryły się rumieńcem, a jej oddech znacząco przyspieszył, ale już nie wstydziła się swojego ciała przed mężem. Stała przed nim zupełnie naga, a jej ubrania tworzyły dość ciekawą stertę na podłodze jadalni obok stołu, przy którym jeszcze chwilę temu jedli pyszną kolację i pili wino. Zadrżała lekko pod wpływem zimna, ale nie myślała o tym wiele. Przysunęła się do Traversa, ale zanim powróciła na jego kolana, ten już podniósł ją i wziął na ręce, by następnie przenieść ją prosto do swojej sypialni, do której Lyra tak często przychodziła nocami, szukając ukojenia od złych snów i ufnie przytulając się do śpiącego męża, przy którym czuła się bezpieczniej. Tego też będzie jej brakowało po jego wyjeździe, bo jedyną istotką, do której będzie mogła się przytulić, będzie jej kot.
Gdy szli, wtulała się w niego kurczowo, czując bijące od niego ciepło. Nawet nie zauważyła, kiedy dotarli do celu. Po tym, jak ułożył ją na chłodnej pościeli, przeciągnęła się lekko, patrząc na niego z czułością, gdy znalazł się przy niej i zaczął obsypywać jej ciało pocałunkami, co szybko sprawiło jej dużą przyjemność. Pod ich wpływem bardzo szybko zapomniała o chłodzie. Jej ręce uniosły się lekko, odnajdując jego twarz, ramiona i w końcu zapięcie koszuli, której ostrożnie pomogła mu się pozbyć. W przeciwieństwie do ich pierwszej wspólnej nocy po ślubie, teraz już wiedziała, co ją czeka i nie bała się, bo przecież miała już za sobą więcej takich nocy, ale ich dzisiejsze pożegnanie wydawało się ekscytować ją wyjątkowo.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   15.11.16 11:04

Dla mnie to też była zupełna nowość, choć miałem wrażenie, że kiedyś już coś podobnego czułem. To jednak była krótka, ulotna chwila, której nie potrafiłem zdefiniować. W ogóle nie odnajdywałem się w meandrach uczuć, ich definicji, rozpoznawania po szczególnych objawach. Nie zastanawiałem się więc nad tym nie chcąc komplikować sobie życia. Ceniłem sobie jego prostotę, radość oraz bycie lekkoduchem goniącym za przyjemnościami. To w moim odczuciu nadawało egzystencji tego smaczku, poczucia, że wykorzystuje się dany czas należycie. Nie chciałem być stetryczałym, smutnym i zgorzkniałym człowiekiem patrzącym tylko na to co wypada, odmawiającym sobie wszystkiego. Nie chciałem też się zapętlać na punkcie emocjonalności, bo mógłbym stracić niewyobrażalnie wiele tego tu i teraz, które właściwie było najważniejsze. Nie obchodziło mnie nic poza tymi ulotnymi chwilami, szansami, które miałem przed sobą. I właśnie sięgałem wierząc, że wszystko robię dobrze. Że żyje nam się z Lyrą naprawdę w porządku, że odnajdujemy się w tej nowej rzeczywistości nie musząc ze sobą walczyć, tracić tego co zostało nam dane. Po Sabacie i śmierci tak wielu ludzi uświadomiłem sobie, że nie warto zaprzepaszczać darów życia na bezsensowne filozofie lub walki podyktowane wyniszczającymi uczuciami. Najważniejsze to być dobrym człowiekiem, postępować według swoich pragnień, mając jednocześnie uwagę dla innych, a wtedy jest w jak najlepszym porządku. Jak teraz. I choć nie potrafiłem wielu dziejących się rzeczy nazwać, cieszyłem się z ich obecności. Mógłbym teraz rozpaczać zastanawiając się czy naprawdę nie ograniczam swojej młodej żony skoro praktycznie zabrałem jej całą młodość dla siebie; beze mnie mogłaby wieść bardziej beztroskie życie. A jednak w pewnym momencie przestałem poddawać tę sprawę analizie. Nikt jej do niczego nie zmuszał, prawdopodobnie nie byłoby też konsekwencji, gdyby się nie zgodziła na przyszłe życie właśnie ze mną. Była jeszcze młoda, jeszcze odnalezionoby jej kogoś, lub nawet sama mogłaby kogoś poznać. Decyzja należała do niej, a skoro wybrała tak, a nie inaczej, to musiała mieć ku temu konkretne powody, w które nie wnikałem. Nie wyglądaliśmy na nieszczęśliwych ludzi, choć kto wie, może Lyra tak wprawnie udawała? Czasem podobna myśl przechodziła mi przez głowę, ale oddalała się kiedy tylko widziałem jakiekolwiek przejawy inicjatywy z jej strony. A ja dotrzymywałem słowa i do niczego jej nie zmuszałem.
Tak jak do tej czułości, do tej bliskości, do której dążyliśmy wspólnie z każdą mijającą minutą. Nie przejmowałem się żadna stertą ubrań, nieporządkiem. To były błahe rzeczy, które nie miały żadnego znaczenia. Cieszyłem się z ciepła bijącego od rudzielca, tych chwil wspólnie spędzanych. Pocałunków bez przymusu, radości płynącej z zaufania. Powróciłem do twarzy Lyry, do jej ust, które musnąłem swoimi, do dotyku ognistych włosów pod opuszkami palców. A zaraz pomogłem nam się rozebrać, by nie przedłużać tej emocjonującej chwili. Ekscytacji rozlewającej się po całym ciele, niegasnącej podczas zbliżenia. Któremu towarzyszyło przeczucie, że jednak to trochę różni się od wszystkich pozostałych: rozpoznałem w tym wszystkim tęsknotę, pożądanie połączone z namiętnością i to coś, czego właśnie nie byłem w stanie zidentyfikować. A co czułem nie tylko dzisiaj, tego wieczoru, ale już od jakiegoś czasu. Pozwoliłem się temu poddać całkowicie, odczuwając tym samym nieznane do tej pory odcienie przyjemności, powoli niestety słabnące kiedy układałem się obok żony. Jednak patrząc na nią mogłem się teraz zatracać w poczuciu szczęścia.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   15.11.16 21:13

Lyra, z racji swojego raczej mało szlacheckiego wychowania, nie była tak skupiona na tym, co wypada, ponieważ tak na dobrą sprawę wielu rzeczy wciąż nie wiedziała. Nikt nie zabronił jej okazywania uczuć i emocji, nie musiała być beznamiętną kukłą o wystudiowanej pozie, chociaż często zastanawiała się, na ile jej zachowanie odpowiada standardom rodu jej męża, do którego zaczęła przynależeć. Ale i Glaucus był wolny od zbędnej sztywności, dzięki czemu ich małżeństwo mogło rozwijać się w sposób naturalny, nie ograniczone tak sztywnymi ramami ani nie mącone przez negatywne emocje. Zapewne mogła wtedy odmówić, ale w jakim świetle stawiałoby ją to jako przyszłą kandydatkę na czyjąś żonę, gdyby odtrąciła zaręczyny przedstawiciela jednego z zaprzyjaźnionych rodów? Jej ród pewnie nie miałby jej tego za złe, ale inne mogłyby zapamiętać afront, który uczyniła Traversom. Przejmowała się tym, zwłaszcza że tego konkretnego Traversa naprawdę lubiła, a odtrącenie go byłoby afrontem i dla niego. Myśl o staropanieństwie lub o przymusie poślubienia kogoś, kogo nie znałaby i nawet nie lubiła, były zbyt odrzucające, więc nie żałowała, kiedy na jej palcu zalśnił pierścionek zaręczynowy, a później obrączka, bo czuła, że ma u swojego boku kogoś, komu mogła zaufać. Szczególnie z biegiem czasu doceniła go i była wdzięczna swojej matce, że zgodziła się na układ zaproponowany przez Traversów.
I wbrew pozorom, to właśnie małżeństwo otworzyło przed Lyrą nowe możliwości i perspektywy, których nie miała wcześniej. Pewne aspekty młodości straciła, ale zyskała na ich miejsce inne. Przekonała się o tym już po ślubie. Szybko zauważyła, że w szlacheckim gronie była witana chętniej jako lady Travers niż jako zubożała Weasleyówna. Chętniej zamawiano u niej obrazy i zapraszano ją do udziału w wydarzeniach artystycznych, zaproponowano jej także mecenat. Rozwijała swoją pasję i sprawiało jej to ogromne szczęście, podobnie jak to, że naprawdę dogadywała się z mężem. Poza sabatem oraz konfliktem z braćmi nie działo się nic złego. Nie czuła się w żaden sposób uciskana ani ograniczana, a patrzenie na niego nie wzbudzało w niej negatywnych uczuć. Wręcz przeciwnie, lubiła, kiedy był obok.
To, co się działo, wcale jej nie przerażało. W jej oczach lśniła ekscytacja i wyczekiwanie, kiedy Glaucus niósł ją przez korytarze, by w końcu położyć na swoim łóżku. W tym momencie ufała mu całkowicie, a jego bliskość i okazywane jej czułości sprawiały jej niewysłowioną przyjemność. Podobnie jak i on, czerpała radość z tego zbliżenia, a także towarzyszące mu pożądanie, namiętność i tęsknotę, chociaż ta ostatnia tak na dobre miała dotknąć ich jutro. Teraz mogła jeszcze nacieszyć się obecnością swojego męża, który uczył ją doznawać to, czego nie doznała nigdy wcześniej przed ich małżeństwem.
Ale w pewnym momencie musiał nadejść koniec. Glaucus odsunął się od niej i ułożył obok, a rozgrzana, ale szczęśliwa Lyra natychmiast się do niego przytuliła, dziękując mu szeptem za ten wyjątkowy wieczór. Miała na myśli zarówno kolację, jak i to, co wydarzyło się później.
- I pomyśleć, że już rano cię tutaj nie będzie... – szepnęła jeszcze, układając się tak, żeby patrzeć prosto na jego twarz. Nie wiedziała, ile jeszcze czasu pozostało do poranka; niebo wciąż było ciemne, a cała posiadłość pogrążona w ciszy. Aż żal było teraz zasypiać, ale ekscytacja powoli opadała, jej ciałko znowu zaczęło również odczuwać chłód. Drżącymi dłońmi sięgnęła po kołdrę i przykryła ich oboje, po czym wtuliła głowę w zagłębienie jego ramienia i zasnęła, słysząc szybkie bicie jego serca.
Obudziło ją lekkie poruszenie obok, chociaż może tylko jej się to przyśniło. Otworzyła oczy, zauważając, że świtało. Niebo za oknami różowiało, a w sypialni Glaucusa było coraz widniej. Nagle drgnęła, kiedy przypomniała sobie, jaki jest dzisiaj dzień.
- Glaucus? – zapytała cichutko, mając nadzieję, że jeszcze odnajdzie męża obok, że nie wymknął się, kiedy spała i nie wyruszył na wyprawę bez pożegnania.
Na szczęście nadal tam był. Przyniosło jej to zaskakującą ulgę, więc w fałdach kołdry odnalazła jego dłoń i leciutko ją ścisnęła, tak, żeby go nie wybudzić, gdyby jeszcze spał, i zaczęła wpatrywać się w jego twarz, jakby utrwalając sobie jego rysy. Zarys szczęki, zmierzwione włosy, dołeczki w policzkach, szczególnie widoczne, kiedy się uśmiechał... Takim miała go zapamiętać, bo już jutro obudzi się sama.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   18.11.16 11:40

Już jakiś czas temu przestałem się zastanawiać nad słusznością decyzji obu rodów. Nie zwykłem rozpamiętywać wszystkiego zbyt długo, nie byłem z natury dociekliwy. Chyba, że miałem coś zbadać, jakieś odległe miejsce… tak, wtedy ciekawość świata brała nade mną górę. W konszachty arystokracji się nie mieszałem, i tak nie miałem za wiele do powiedzenia. Być może miałbym teraz więcej, skoro mój ojciec został nestorem, ale to tak naprawdę nigdy mnie nie interesowało. Morza, oceany, przygoda, to właśnie był mój świat. Ten drugi, w którym mimowolnie przyszło mi żyć, istniał gdzieś z boku, a ja mu nie zawadzałem. On mi czasem doskwierał, owszem, ale nauczyłem się też go doceniać. Gdyby nie mój ród, jego tradycje oraz przede wszystkim (nie ukrywajmy) pieniądze, teraz mógłbym co najwyżej czyścić pokład jakiemuś kapitanowi. To mnie nie urządzało; uwielbiam niezależność pod tym kątem, że jestem panem na swoim statku i nikt nie musi mnie ograniczać swoją wolą. Może i rodzina wybierała dla mnie zlecenia, ale kiedy tylko wypływałem na szerokie wody, nikt nie miał nade mną kontroli. I to jest w tym zawodzie najpiękniejsze: tylko ty i bezkres dookoła.
Dlatego przyjąłem ofiarowane mi koleje życia jako coś naturalnego. Jasne, że na początku miałem sporo obaw, teraz jednak mogłem powiedzieć z czystym sumieniem, że jestem szczęśliwy. Nic mi nie doskwiera ani nie przeszkadza. Jedynie widmo minionego, krwawego Sabatu z rzadka daje o sobie znać, tak samo jak zresztą referendum pytające o niekorzystne zmiany. Powoli zacieśnia się pętla terroru, z którą zamiast walczyć to uciekam przed nią w życie rodzinne oraz żeglugę. Nie wiadomo jak długo miałem w tym stanie wytrzymać, wierzyłem jednak po dziś dzień, że wszystko się jakoś ułoży. Być może bez mojej ingerencji. Naiwny optymista.
Nie, nie doskwierały mi tak ważkie problemy podczas tego nadzwyczaj udanego wieczoru. Było miło, przyjemnie, jakoś tak lekko na sercu. Żadnych wątpliwości tyczących się zaręczyn, żadnych zabitych nestorów, żadnych oszalałych na punkcie czystości krwi urzędników. Tylko my dwoje, zacieśniający swoje więzy coraz mocniej. Nie wiedziałem dlaczego czułem się dziś tak odmiennie niż te kilka dni lub tygodni temu. Czy to za sprawą mojego rychłego wyjazdu? Nie, o tym też nie chciałem myśleć.
Leżałem na plecach chcąc uspokoić rozszalały rytm serca. Uśmiechnąłem się do Lyry, którą objąłem ramieniem. Ucałowałem czubek jej głowy oddychając głęboko. Nadszedł ten moment, kiedy nie myślę o niczym chłonąc ciepło naszych ciał oraz przejmującą ciszę. Przerwaną dopiero po dłuższej chwili.
- Będę zawsze, jeśli o mnie nie zapomnisz – odparłem prawie poetycko. Aż poszerzyłem swój uśmiech, gdy tylko zdałem sobie z tego sprawę. – Naprawdę szybko zleci – zapewniłem ją raz jeszcze. Ponownie też ucałowałem jej głowę, po czym przymknąłem powieki. Nawet nie wiedząc kiedy zasnąłem.
Nie pamiętam co mi się śniło. Wydawało mi się, że nagle usłyszałem szept. Uchyliłem na chwilę powieki dostrzegając, że świta.
- Mhm? – wymruczałem pytanie, poruszając się nieznacznie. Tuż potem do moich uszu dobiegł trzask teleportacji. Skrzat oznajmił, że miał mnie obudzić.
- Dziękuję, to wszystko – wyrzuciłem z siebie, a kiedy stworzenie zniknęło, otworzyłem szerzej oczy. Lubiłem, kiedy Lyra była obok, ale akurat tej nocy wolałem, by poszła do siebie; właśnie po to, by nie musieć oglądać mojego wstawania. Pożegnania bywają trudne. Ścisnąłem jej dłoń odwzajemniając ten drobny gest, patrząc na jej włosy rozrzucone po pościeli. Z jednej strony chciałem tu zostać, z drugiej oczami wyobraźni widziałem już siebie na statku walczącego z falami.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   18.11.16 21:11

Niestety tak już był urządzony świat, w którym żyli. Gdyby nie ród i jego możliwości, znacznie trudniej byłoby im spełniać swoje marzenia, dlatego oboje musieli docenić to, co otrzymali. Lyrze jeszcze parę lat temu nawet by się nie śniło, że czeka ją takie życie, bo to poprzednie nie przygotowało ją na przepych salonów ani na samo małżeństwo. W momencie zaginięcia ojca była zbyt mała, żeby pamiętać, jak wyglądał związek jej rodziców; pamiętała jedynie samotną, wiecznie zmęczoną kobietę pracującą na utrzymanie trójki dzieci i rozlatującego się domu. I mimo całej miłości do matki nie chciała podzielić jej smutnego losu, chociaż, jako żona żeglarza, chyba powinna się z tym liczyć, że i ona mogłaby kiedyś zostać zupełnie sama. Ale kim byłby Glaucus, gdyby nie urodził się Traversem? Czy miałby okazję kiedykolwiek odkryć w sobie zamiłowanie do morskich wypraw? Czasami zastanawiała się, kim byłaby ona, gdyby nie urodziła się wśród Weasleyów. Jaka by była, gdyby przyszła na świat w którymś z tych bogatych rodów? Może wówczas byłaby rozpieszczoną pannicą nie zdającą sobie sprawy z tego, jak wyglądało życie poza światem salonów? Zapewne się tego nie dowiedzą.
Spała naprawdę dobrze. Zasnęła wyjątkowo szybko i nie dręczyły jej żadne koszmary, więc kiedy otworzyła oczy, była wypoczęta. Te pierwsze minuty po przebudzeniu spędziła, patrząc na męża i czując, jak znowu rozpiera ją to bliżej nieokreślone uczucie. Ale po chwili i on otworzył oczy. Lyra posłała mu lekki uśmiech, mocniej zaciskając palce na jego dłoni, a chwilę później w pomieszczeniu rozległ się trzask skrzaciej aportacji; najwyraźniej stworzenie przybyło, żeby obudzić Glaucusa, ale ten zaledwie chwilę wcześniej został wyrwany ze snu przez Lyrę. Jak się okazało, dziewczątko miało dobre wyczucie czasu.
- Bałam się, że obudzę się, a ciebie już nie będzie – wyznała, gdy skrzat już zniknął. Oczywiście nie zamierzała iść teraz do siebie i zasnąć jak gdyby nigdy nic. Czuła, że nie chciałaby spędzić tej nocy i poranka nigdzie indziej niż obok niego. Pożegnania były trudne, ale chciała mieć tę możliwość. – Dobrze spałeś, Glaucusie? Czujesz się gotowy na twój wielki dzień?
Powoli usiadła, otulając się fragmentem kołdry, gdyż właśnie uświadomiła sobie, że nie miała na sobie ubrań. Blade ciało zadrżało w kontakcie z chłodnym powietrzem.
- Czy skrzaty przygotowały dla ciebie śniadanie? – zapytała po chwili. Zanim postanowił odesłać ją do jej sypialni, lekko musnęła palcem jego usta, po czym nagle odsunęła na bok kołdrę i wstała, drżąc mocniej, kiedy jej bose stópki spoczęły na zimnej posadzce. Szybko otuliła się w znaleziony w pobliżu szlafrok Glaucusa. Oczywiście był na nią za duży, więc jego dół ciągnął się po ziemi, ale jej ubrania pozostały w jadalni, podobnie jak różdżka, więc nie mogła przywołać sobie swoich rzeczy, ani przetransmutować szlafroka.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Glaucusa   21.11.16 14:54

Jeżeli jest coś, czego nie lubię w żeglarstwie, to jest to wczesne wstawanie. Dlatego musiałem poprosić skrzata o pobudkę, w przeciwnym razie sam bym się nie dobudził na czas. A przynajmniej tak mi się wydawało. Otóż okazało się, że jednak otworzyłem oczy tuż przed przybyciem stworzenia. Zauważyłem patrzącą się na mnie Lyrę i stwierdziłem, że widocznie przyciągnęła mnie swoim wzrokiem. Może go czułem na sobie przez sen? A może zwyczajnie mój organizm potrzebował wybudzić się ze snu; niestety nie wierzyłem w swoje wyspanie i zregenerowanie sił, nadal czułem się mocno zmęczony. Wydaje mi się, że oddaliśmy się w objęcia Morfeusza zbyt późno, bym mógł beztrosko nad ranem tryskać energią oraz pałać chęcią do pracy. Dopiero później przyjdzie mi wdrożyć się w rytm dnia, tak jak zawsze. Dziwiła mnie natomiast ta jasność umysłu żony, która ani nie poszła spać dalej, ani nie wykazywała oznak zmęczenia. W zasadzie zasypała mnie masą słów, nad którymi dość długo musiałem myśleć, by pojąć je w stu procentach. Przetarłem dłonią oczy, drugą ściskałem rękę rudzielca, a sam poruszyłem się do góry, by wygodniej ułożyć się na materacu, teraz raczej podpierając plecy o poduszkę.
- Szczerze mówiąc to sądziłem właśnie, że się wymknę po cichu – przyznałem z rozbrajającą szczerością i uśmiechnąłem się lekko. Spojrzałem za okno, gdzie widać było mleczne niebo dopiero szykujące się na prawdziwy świt. Zamrugałem energicznie powiekami chcąc wyostrzyć zdolność widzenia i wtedy właśnie przeniosłem wzrok na Lyrę. Zastanawiając się nad odpowiedziami na te dość trudne pytania.
- Spałem… dobrze, tylko krótko – stwierdziłem mimo wszystko bez rozczarowania czy żalu. – Jeszcze nie wiem, ale jak postawię nogi na statku to będzie zupełnie inaczej – dodałem już z większym entuzjazmem. Oddałem krótki pocałunek po czym w spokoju obserwowałem wszystkie jej poczynania. Ledwie powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem widząc niewielką kobietę tonącą w fałdach szlafroku.
- Nie, raczej jem dopiero będąc na łajbie. Wcześniej nie jestem w stanie nic przełknąć z powodu zbyt wczesnej pory – odpowiedziałem. Nie mogła wiedzieć, oboje byliśmy pierwszy raz w podobnej sytuacji. – Wykąpię się na szybko i spotkamy się w holu? – zaproponowałem, ruszając się w końcu z miejsca. Usiadłem na brzegu łóżka, a zatykając dłonią buzię niekontrolowanie ziewnąłem. Zaraz też zacząłem się przeciągać i przejeżdżać rękami po twarzy, co miało na celu dobudzenie mnie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
 

Komnaty Glaucusa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości :: Norfolk, dworek na wschodnim wybrzeżu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17